1.2 Rozdział 1 i 2
ROZDZIAŁ I, W KTÓRYM NATANIEL MÓWI „MAMA” 15 RAZY
Okazuje się, że prolog to tak dla niepoznaki, bo dalej jest zupełnie o czym innym. Powitajmy prawdziwego głównego bohatera:Niektórzy ludzie, choćby mieli wszystko, nigdy nie będą szczęśliwi. Inni nie mają nic, a potrafią cieszyć się życiem. Nataniel Domoradzki należał do tych drugich. Właśnie stracił dom:Dlatego był taki szczęśliwy.
piękne, chociaż niewielkie mieszkanie w starej, zdobionej stiukami kamienicy, gdzie babcia Nataniela mieszkała od czasów powojennych, jego mama tu się urodziła, a on sam spędził w owych trzech słonecznych pokojach wspaniałe, wypełnione przygodami dzieciństwo. Dziś musiał pożegnać się z domem rodzinnym, do którego jednak po śmierci mamy stracił serce.
Nataniel okazuje się chłopakiem o niecodziennej przeszłości, bo jego rodzinę regularnie mordują jacyś gangsterzy. W ciągu kilku akapitów dowiadujemy się, że zamordowany został dziadek, tak samo wiele lat później babcia, mamę też załatwili jacyś bandyci, ale żeby jakiegoś konkrety? Nataniel nie ma na ten temat przemyśleń, warszawska codzienność. Na temat ojca nawet się nie zająknął; pewnie bolesna historia o porzuceniu. Teraz z kamienicy wyrzuca go podły właściciel, dający jakieś ultimatum, na pewno też jakieś kryminalne ziółko:
„Wyświadczyłeś mi, gangsterze, przysługę!” – to padło pod adresem kamienicznika. Było wiadome wszem wobec, jakimi metodami facet pozbył się lokatorów z innych budynków.I żeby nie było, że żartuję:
Jak mało warte było dla bandytów ludzkie życie, Nataniel przekonał się kilka lat później, po śmierci babci. Jego mama… Nie.
Mama…
– Bardzo za tobą tęsknię – wyszeptał, czując łzy pod powiekami. – Mogłaś żyć. Gdyby nie ci bandyci, mogłaś żyć…A tu o dziadku:
Mordercom jej męża tyle właśnie zabrało wydanie wyroku i wykonanie go: zdążyli zapalić papierosa, a potem zgasić go na stygnących zwłokach. Nataniel słuchał tej opowieści, gdy dorósł do tego, by poznać prawdę, ze ściśniętym sercem i niedowierzaniem. Jak to możliwe? Zabić człowieka, ot tak? Jak wypalić papierosa? A przyszłość tego człowieka, marzenia, rodzina, którą nie zdążył się nacieszyć – to również nic nie znaczyło?Nataniel jakby nigdy nic wsiada do auta z całym dobytkiem i jedzie przed siebie. Kilkanaście kolejnych cytatów pochodzi z kilku stron, gdzie Nataniel kieruje się do lasu, bo nie ma na siebie żadnego pomysłu, żadnej pracy ani nawet pokoju w hostelu. YOLO! Nie ma to jak odpowiedzialność.
Spakowanie ciuchów, sprzętu i pamiątek zajęło mu zaledwie godzinę. Domoradzcy nigdy nie byli bogaci, nie dorobili się precjozów ani cennych antyków. Skromny majątek odziedziczony po babci pochłonęła rehabilitacja Nataniela, bo Anna, jego mama, ze wszystkich sił walczyła o zdrowie syna.Rehabilitacja dotyczy najprawdopodobniej chorej nogi, ale nie wiadomo dokładnie, co jest z nią nie tak – tyle że ją ma i powoduje ból.
Nataniel po raz ostatni spojrzał w okna swego domu. Przez chwilę wydawało mu się, że w jednym z nich stoi mama i posyła mu buziaka, jak co dzień, gdy szedł do szkoły.Niestety, to nie ona.
Mama nie żyła.
Opuszczając mieszkanie, poddając się po kilkumiesięcznej nierównej walce, czuł, że zawodzi mamę.
Zdradził pamięć mamy
Jego mama… Nie. Nie mógł myśleć teraz o mamie. Wspomni ją późniejTak żebyśmy my, czytelnicy, wiedzieli!
[Babcia] tak zapewne koiła smutki jego mamy, gdy ta wracała z nieudanej randki
W końcu po paru godzinach jazdy napotyka na jakąś czarną ruderę. Dochodzi do wniosku, że to idealne miejsce, by wprosić się na herbatkę i podwieczorek (a potem na spanie za darmo), więc robi sobie postój i puka do drzwi. Nikt nie otwiera, a Nataniel w ramach relaksu postanawia narysować budynek.
Po pewnym czasie okazuje się, że obserwuje go jakaś kobieta:
Krótki small talk przeradza się w rozmowę o tym, jak kobieta zamieszkała na odludziu, bo uwielbia samotność. To nie przeszkadza jej zaprosić go na herbatę. Herbatę, która zaraz zamienia się w herbatę, chleb, masło, jajecznicę i szynkę, a nie zraża jej nawet to, że gość jest bezdomnym bez planu na życie i może zaraz nie wyjść z własnej woli.
Po pewnym czasie okazuje się, że obserwuje go jakaś kobieta:
Miała ładną, pociągłą twarz okoloną włosami barwy kasztana, splecionymi w warkocz, długą suknię w drobne kwiatki i narzucony na ramiona gruby, ciepły kardigan. Tym, co przyciągało wzrok, były jej oczy: duże, złocistobrązowe, patrzące życzliwie i pogodnie.Opis jak opis, nic strasznego, ale że to ulubiony typ urody kobiet pani Michalak, można spodziewać się pozytywnej bohaterki.
Krótki small talk przeradza się w rozmowę o tym, jak kobieta zamieszkała na odludziu, bo uwielbia samotność. To nie przeszkadza jej zaprosić go na herbatę. Herbatę, która zaraz zamienia się w herbatę, chleb, masło, jajecznicę i szynkę, a nie zraża jej nawet to, że gość jest bezdomnym bez planu na życie i może zaraz nie wyjść z własnej woli.
Żebyśmy nie zapomnieli, narrator zauważa, że jest dużo starsza, potem sama stwierdza, że Nataniel mógłby być jej synem, a on – że mogłaby być jego matką.
[Czuł się jak] W kuchni mamy, która tak samo krzątała się, przygotowując jedynakowi posiłek
Marta, jak mama, oganiała się od niego, powtarzając: – Nie ma nic do pomagania. Ty sobie siedź
Tak samo odpowiadała mamaChwilę później na szczęście możemy odpocząć od mamy, bo Marta (tak nazywa się wspomniana kobieta) po zrobieniu jajecznicy zajmuje go rozmową.
Dowiadujemy się o zawodzie Nataniela:
– Jestem ilustratorem – mówił zatem dalej. – Ilustruję książeczki dla dzieci. Z tego bym się jednak nie utrzymał, bo zapotrzebowanie jest niewielkie, projektuję więc również strony internetowe. Robię grafiki dla firm reklamowych, okładki książek. Takie tam… Ale ja to lubię. Lubię pracę z kreską i obrazem.Natomiast jego bardzo dziwi, że kobieta jest krawcową...
Krawcowa… Kto dzisiaj zleca szycie ubrań!? Od tego są sieciówki!
No coś podobnego! Przecież krawcowe wyginęły w średniowieczu. Z tej Marty to prawdziwa latimeria.
...Ale zaraz mu przechodzi, bo jej głos przypomina mu mamę...Wyprostował się gwałtownie. Jej miły dla ucha głos, brzmiący miękko niczym kołysanka matki, rzeczywiście usypiał.
Marta, której najwyraźniej nikt jeszcze nie obrabował, proponuje mu pokój gościnny. Nataniel zastanawia się, czy wypada przyjąć taką propozycję, a ona...
Nat, błagam, bez głupich skojarzeń. Oferuję ci nocleg, tak jak zaoferowałabym każdemu, kto na tym odludziu trafia ciemną nocą pod mój dach. Przypominam, że mógłbyś być moim synem…No cóż. Ma jakieś dziwne skojarzenia.
Była w wieku jego mamy.Wiemy.
Marta opowiada coś o tym, ile jest dobra i zła na świecie, zapewnia go, że nie ma kosztowności, a o życie będzie walczyć, jakby chciał ją zamordować. No cóż. Potem życzy mu miłych snów i zaprasza do częstowania się zawartością lodówki z rana.
Oboje byli samotni pod tym rozgwieżdżonym skrawkiem nieba i oboje nie liczyli, że owo niebo ześle im anioła do towarzystwa. A jednak… Los odbiera, lecz czasem hojnie obdarowuje. Trzeba tylko cierpliwie czekać na jego kaprys.
ON SIĘ SAM ANIOŁEM NAZYWA W TYM ZDANIU, ALE CHAM, JA NIE MOGĘ XD
![]() |
| Anioł wyżerający jedzenie z lodówki |
ROZDZIAŁ II, W KTÓRYM NATANIEL PRÓBUJE UNIKNĄĆ BYCIA ZAKŁADNIKIEM
Nataniel budzi się rano, narzeka na „brzydką i nagą” nogę, po czym wychodzi, żeby sobie połazić koło chaty marzeń.
Z lasu wyłania się szereg nowych postaci: pies bez oczu, Mateusz o twarzy w kształcie patelni oraz wesoły brytan Mateusza. Mężczyźni rozmawiają o zwierzętach:
Z lasu wyłania się szereg nowych postaci: pies bez oczu, Mateusz o twarzy w kształcie patelni oraz wesoły brytan Mateusza. Mężczyźni rozmawiają o zwierzętach:
– Ta bida, co się w sieć zaplątała. Psina. Żarełko jej przyniesłem. Nie moja ona, ale co zwierzaka głodem morzyć. To przyniesłem.Koniec końców to Nataniel dostaje kaszankę, która była dla psa. Bardzo się cieszy, bo w Warszawie kaszanki nie wypada:
W Warszawie do ust by czegoś takiego nie wziąłtam je się tylko trufle i homary.
Okazuje się też, że chatę można kupić, na co Nataniel się ekscytuje, po czym smuci, bo nie ma za co.
Nie stać go było nawet na wynajęcie skromnej kawalerki.
To co on robił? Miał pracę w Warszawie, ale co zrobił z pieniędzmi, nie wiadomo, skoro nie ma nawet tysiąca złotych. Ewentualnie właśnie spłacił wielkie długi rodzinne, bo inaczej nie wiem, co znaczy „nie stać mnie nawet na wynajęcie”. Chyba że w tym uniwersum zabijają ci całą rodzinę, a potem legalnie odbierają mieszkanie, a ty musisz się chować w lesie. Warszawa jak dżungla pełna piranii: jeden fałszywy ruch, a wpadasz do wody i zostajesz oskubany do kości.
Oczywiście mimo istnienia dobrych jednostek nie możemy zapomnieć, że świat jest zły:
– Kto ją oślepił? – W głosie chłopaka zabrzmiał gniew.
– Przejezdni. Pewnie z miasta. Pies się znudził, to do lasu z nim. A żeby nie mógł wrócić, to po oczach go. Ludzie… – Mężczyzna westchnął, podrapał się po karku i dodał gwoli sprawiedliwości: – Tylko oślepili, a przecież mogli zabić.
– I tak jest bardziej humanitarnie! Porzucać oślepione zwierzę w lesie! Żeby padło z głodu! Nie, to nie ludzie, to bestie!
– Może być bestie. Ale inni zdechnąć bożemu stworzeniu nie dali. Równowaga w przyrodzie musi być. – Zwrócił swą poczciwą twarz ku Natanielowi. – Coś Trusia w serce ci zapadła, chłopcze. To niedobrze mieć na tym świecie miętkie serce i kulawą nogę. Pewnie boli.
Żeby czytelnik przypadkiem nie wczuł się w magiczną opowieść o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi po przejściach.
Wraca temat kuśtykania i historia z prologu:
Wraca temat kuśtykania i historia z prologu:
– Niewiele jest do opowiadania. – Nataniel wbił wzrok w piach podwórza. Skłamał, bo historia kalekiej nogi na pewno by się mężczyźnie spodobała, ale… nie chciał wracać do tamtych chwil. Może… kiedyś… gdy bardziej się z tym dobrodusznym dryblasem zaprzyjaźni… Zaprzyjaźni? Trudno przyjaźnić się z kimś, kto przemknie przez twoje życie i zniknie za jego zakrętem. – Szedłem w góry. Pogoda się załamała. Nic nie było widać. Spadłem w przepaść. Ledwo mnie odratowali – wyrzucił z siebie kilka urywanych zdań.A także trauma bohatera:
Ile razy błagał Boga o nagłą śmierć, gdy łamali mu źle zrośniętą nogę i próbowali nastawiać od początku? Ile razy klął Najwyższego, że nie pozwolił mu umrzeć, łagodnie, z wychłodzenia i szoku, wtedy, w skalnej rozpadlinie? Gdyby jeszcze miał pewność, że całe to cierpienie nie poszło na marne… że jego ból miał jakiś sens… Gdyby dostał od losu znak, najmniejszy znak, że tamta…
Dalej Marta zaprasza go do siebie na śniadanie, bo ponoć wygląda na bardzo głodnego mimo kaszanki, i robi się podejrzanie. Ciężko powiedzieć, czy Marta chce się Natanielem opiekować, czy go poderwać, a ten chyba nie wie, jak się wykręcić:
– Czy mógłbym pomóc choć dzisiaj? W przygotowaniu śniadania?Niestety, pani Marta ma wobec ciebie inne plany, Natanielu.
– Poderwał się, gotów do pomocy, ale kobieta pchnęła go lekko z powrotem na krzesło.
– Dopóki jesteś gościem, nie ma mowy. Gdy staniesz się domownikiem, z chęcią przyjmę pomoc.
– Bardzo chciałbym zostać domownikiem pod tamtym dachem… – odezwał się Nataniel półgłosem, patrząc w okno, za którym, ukryta za ścianą lasu, stała stara chata.
Rozdział kończy się Martą, która dzieli się informacjami o okolicy, w tym o Mateuszu:
Tak, mówi w dziwaczny sposób na znak zerwania z warszawską mroczną i złą pogonią za karierą:
– Wieki temu kupił od Lasów Państwowych zrujnowaną leśniczówkę, daleko od ludzkich siedzib, wyremontował ją, przeprowadził się z Olsztyna i zaczął strzec lasów niczym leśniczy z prawdziwego zdarzenia. Tylko strzelby mu brak. Dodam, że kiedyś wypowiadał się jak człowiek, człowiek cywilizowany – zdziwiłbyś się, kim był w „poprzednim wcieleniu” – ale w którymś momencie stwierdził, że do lasu bardziej pasuje gwara, nieważne jaka, i teraz wysławia się nieco dziwnie. Ale gdy się zapomni, mówi po ludzku!Ciekawy zabieg. Chyba ktoś przypomniał pani Michalak, że jej stylizacje językowe z poprzednich książek nie oddawały za dobrze gwary danego regionu i zamiast zrobić risercz pokusiła się o inne rozwiązanie, bardziej artystyczne.
Marta wspomina o tym, że ma córkę, po czym długo smaruje nożem po chlebie i kończy się zarówno temat, jak i rozdział.




"Jak to możliwe? Zabić człowieka, ot tak? Jak wypalić papierosa?"
OdpowiedzUsuńBrzmi jakby palenie bylo dla Nataniela równie wcząsające co morderstwo :)
Poza tym pierwszy rozdzial i facepalm - robi strony internetowe i nie umie sie zahaczyc gdzies w pracy tylko musi uciekac w glusze bez planu? Nawet zawiazania akcji wymyslec nie umie XD
Taka_jedna
Dziwi mnie to, bo zachowuje się, jakby miał 18, a nie 26 lat. Znaczy uwierzyłabym w to wszystko, gdyby został sam zaraz po maturze, nigdy nie pracował, więc z bezradności i depresji postanowił wyjechać w losową stronę...
UsuńaŁtorkasia udaje, że umie pisać o czymś innym niż w kółko o tym samym, obierając za głównego bohatera mężczyznę, ale nie z nami te numery, wszystkie klisze i schematy pozostają bez zmian, ucieczka w głuszę, chatka z marzeń et cetera. Ech.
OdpowiedzUsuńWygląda na to, że wszystkie książki Michalak ze słodkim tytułem mają te elementy we wstępie:
Usuń* bycie szczęśliwym (ewentualnie Szczęśliwym jak Gabrysia)
* brak rodziców
* podła Warszawa kontra prawdziwa wieś
* piękna chatka