1.3 Rozdział 3 i 4

ROZDZIAŁ III, W KTÓRYM NATANIEL JEST BARDZIEJ PORWANY
[Marta:] Zdradź mi, co porabia młody chłopak, sam, na polskich ścieżkach?
Dlaczego ktoś się bulwersuje Polakiem w Polsce?

Marta dopytuje się Nataniela o jego życie, a ten w końcu dzieli się informacją, ze mama zmarła kilka miesięcy wcześniej, a ojca nie poznał. Dostaje ataku smutku, więc:
Marta położyła dłoń na jego ręce i uścisnęła ją mocno, serdecznie.
– Przepraszam. Gdybym wiedziała, że ta czarna bluza to żałoba po matce, ugryzłabym się w język, ale dziś młodzież lubi czerń, myślałam więc…
Potem Nataniel złości się jej drążeniem i postanawia wyjechać, mimo że Marta upiera się, by został kilka dni, głaszcząc go po ramieniu i uspokajając. Nie! On musi się uporać z tym wszystkim sam.

Niestety, kobieta najwyraźniej coś knuje, bo zepsuła mu samochód. To znaczy Nataniel odkrywa, że samochód nagle nie chce zapalić, więc nic się nie da zrobić. Mateusz może przyjdzie pomóc naprawić, ale nie wiadomo, kiedy zdecyduje się to zrobić, a Nataniel przecież nie ma pieniędzy na hotel. Trzeba zostać!

No i Marta jakby robi się nieco mniej miła:
Zacznij lepiej zmywać te gary.
Pewnie zła, że jej urok nie zadziałał i trzeba było użyć planu B.
– Nie mogę zostać tu tak długo! – przeraził się młody mężczyzna. – To naprawdę nie wypada!
– Skoro ty tak twierdzisz… Gdybyś płacił za nocleg jak w pensjonacie, coś by to zmieniło?
– Ja… nie wiem. – Spojrzał na Martę bezradnie.
– Cóż… w takim razie musimy ci uwić tymczasowe gniazdko w chacie!
Wygląda na to, że Mateusz z Martą bardzo chcą, żeby ktoś siedział w tej chałupie:
Okrutne były to słowa, oczywiście niezamierzenie okrutne: odbierać dom komuś, kto był bezdomny, ale Nataniel powinien się już przyzwyczaić, że nie jest ulubieńcem losu. Ludzi także nie.
Podsumujmy: większość problemów Nataniela wynika z tego, że jest strasznym frajerem, który zgodził się oddać mieszkanie i wyjechał w nieznane bez pieniędzy. Ma 26 lat, jakieś studia, ale zachowuje się jak osiemnastolatek. Teraz jest urażony, że nie chcą dać mu czegoś za darmo.

Co prawda chcą go raczej zamordować (no nie wiem, to popychanie na krzesło i całe zachowanie Marty jest dość podejrzane), ale on tego zdaje się nie podejrzewać, więc to bez sensu.
[Marta] wróciła z wiadrem, szczotką i kilkoma ścierkami i wszystko to wręczyła Natanielowi
Marta rzeczywiście jakby zmieniła nastawienie od rozmowy o matce. A jeśli ktoś zastanawiał się, kiedy zacznie robić się dziwnie mało pozytywnie jak na powieść o spełnianiu marzeń, tu pierwsze ostrzeżenie:
– Możesz przejść się do chaty. Dawno nie zaglądałam do środka, jestem pewna, że przyda się tam porządne sprzątanie. Tobie zleci czas, ja trochę popracuję nad swoimi wyszywankami. Mam nadzieję, że umiesz machać szczotką i ścierką.
– Umiem. Oczywiście, że umiem – odparł żarliwie, gotów natychmiast biec na wzgórze i brać się do pracy.
– Znając dzisiejszą młodzież, przyzwyczajoną, że „samo się” sprząta, pierze i gotuje, nie jest to dla mnie takie oczywiste – mruknęła Marta.
Kiedy przeczytałam to za pierwszym razem, myślałam, że Marta truje, bo jest zdenerwowana dziecinnym zachowaniem Nataniela i te słowa odnoszą do niego. Czyli że dość to niewinne i wynikające z emocji. Niestety wkrótce się okaże, że ta bohaterka ma po prostu parszywy charakter i nic jej się nie podoba.
Marta, odprowadzająca młodego mężczyznę wzrokiem, uśmiechnęła się do siebie. Ona mogłaby co nieco powiedzieć na temat szmatki wetkniętej do rury wydechowej, lecz Nataniel nie musiał tego wiedzieć.
HA, WIEDZIAŁAM! Nauczyła się z Krecika: był taki odcinek z morałem, że jak zatkasz samochód parówką, to nie pojedzie. No, przynajmniej na takim poziomie realizmu jest opisywana akcja.


I koniec rozdziału.

ROZDZIAŁ IV, NATANIEL I SYNDROM SZTOKHOLMSKI

Nataniel idzie umyć ruderę, ale boli go noga, więc na progu robi sobie przerwę. Przychodzi ślepy pies, a w wiadrze z przyborami do mycia znajdują się też dwa pakunki z jedzeniem: kanapki i resztki z obiadu. Całe szczęście, że najpierw odpakował to pierwsze, bo inaczej pewnie zacząłby jeść ogryzki i ości albo dostalibyśmy kolejny długi akapit od losu, który się wziął uwziął.

Zachwycony rozpadającą się chatą zauważa, że budowniczy zapomniał o łazience, gapa, no ale trudno, i tak jest wspaniale. W lecie można kąpać się w jeziorze, w zimie będzie lód, ale co tam takie małe przeszkody dla dzielnego Nataniela. Martwi go tylko cena budynku...

Ej, słuchajcie, ja mam nową teorię. Ta rudera to zabytek, może należy do Marty, i są z nim same problemy, bo trzeba go konserwować. Jak się ma budynek w rejestrze zabytków, to nie można go tak zostawić, żeby niszczał, trzeba wydawać na niego mnóstwo pieniędzy. Ona go teraz tak pewnie kusi, po czym powie: „DOBRZE, PO ZNAJOMOŚCI DOSTANIESZ ZA STO ZŁOTYCH”, a on na to pójdzie, myśląc, że to dar od losu. A potem będzie uciekał w panice przed wojewódzkim konserwatorem zabytków ze strzelbą.
młody mężczyzna wiedział, że z kurzem można sobie poradzić
Cóż za wiedza i doświadczenie.

Niestety, szybko przestaje być naiwnie i wesoło, przychodzi typowy dla Michalak słodki obraz przemocy domowej: Marta, która oczywiście po chwili przychodzi pomóc, rozgaduje się o poprzednich właścicielach.
– Mieszkał tu sołtys?
– Nie. Sołtysowa. Uciekła od drania i w tym domu gospodarzyła przez jakiś czas, na złość mężowi sprowadzając coraz to nowych absztyfikantów, lecz szybko się jej to samotne gospodarzenie znudziło i gdy tylko drań spokorniał, wróciła do wygodnego murowańca w środku wsi. Od czasu do czasu drań ją tłucze, potem kaja się, przeprasza, zabiera ją na zakupy, ona trochę się poboczy, popłacze sąsiadkom w rękaw, ale, jak wszystkie we wsi, godzi się na taki los. Ponoć to lepsze niż życie w pojedynkę. Ja tam bym polemizowała.
– To sołtysowa zaczęła rozpowiadać, że ten dom jest przeklęty – dodała Marta. – Ponoć każdy, kto tu zamieszka, traci to, co kocha najbardziej. Co takiego utraciła sołtysowa, nie mam pojęcia – dla podkreślenia tego faktu Marta rozłożyła ręce i śmiesznie zmarszczyła nos – dla niej samej też pozostaje to zagadką. Cnoty stracić nie mogła, bo na pierwszej w życiu dyskotece ją postradała, a to nie odrasta, oj, nie odrasta…
W tym momencie Nataniel parsknął śmiechem. Marta przekomicznie opowiadała o tym wszystkim.
No przekomicznie! Boki zrywać.
Kobieta zdaje się do tego tłumaczyć w dziwny sposób: wszyscy są źli, więc ja też będę, co z tego:
Wiem, jestem złośliwa, ale nie mam z tego powodu zbytnich wyrzutów sumienia. – Spoważniała. – Tutejsi potrafią być nie tylko wredni, ale i okrutni, zupełnie bez powodu, dla czystej satysfakcji. Bronimy się, jak możemy…
Oprócz narzekania na sąsiadów, Marta ma też jakiś uraz do córki, która poszła w swoją stronę:
– Pewnego dnia zmieniło się wszystko. Na wycieczkę wyjechała moja kochana jedynaczka, wrócił… obcy człowiek, nienawidzący mnie z całego serca, odrzucający wszystko, co ze mną związane. Nie rozumiałam tego wtedy, nie rozumiem do dziś. Gdybym mogła coś zmienić… Gdybym wiedziała chociaż, dlaczego moje dziecko mnie skreśliło… 
Coś podobnego, może miała na kolonii jakąś terapię albo po prostu poznała normalnych ludzi i zorientowała się, że ma toksyczną, narcystyczną matkę.

Chłopak do tego nagle wydaje się mieć potrzebę zapewnienia Marty, że nie jest jak jej córka, jest dobry i słucha rodziców:
– Ja nigdy się nie buntowałem – odparł cicho. – Miałem babcię, która przeżyła piekło, prawdziwe piekło, i mamę harującą na nas oboje, po prostu nie wypadało przysparzać im kłopotów i zmartwień.
Ale w rozmyślaniach przyznaje się do jakiegoś strasznego czynu:
Nie mógł cofnąć czasu, odwrócić przeszłości. Zresztą… dzisiaj postąpiłby tak samo jak tamtego dnia. Tak. Uczyniłby to, co uczynił. Za to, co zrobił, zapłacił wysoką cenę i płaci ją do dziś, mimo to po raz drugi postąpiłby tak samo.
Zatrułem matkę domestosem, ale nawet jakbym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to samo. Ale była zabawa!
Pani Kasia uwielbia niedopowiedzenia, ale mam przeczucie, że w tym miejscu po prostu sama nie wiedziała, co takiego straszliwego Nataniel zrobił.

Potem Nataniel z Martą wirują ze szczotkami po chacie i w kilka godzin zamieniają ją w błyszczący pałac czystości. Opadają ze zmęczenia po dwóch stronach ławy i przychodzą kolejne niepokojące konwersacje:
– Nie myślałam, że jeszcze kiedyś nacieszę oczy takim widokiem – odezwała się Marta. – Będzie ci tutaj dobrze, Natanielku.
On zapatrzył się w okno wychodzące na srebrzystą toń jeziora.
– Jak tu cicho i spokojnie – zaczął półgłosem. – Całe życie mieszkałem w Warszawie, uganiałem się nie wiadomo za czym, nie mając pojęcia, że cisza może być piękniejsza niż miejski gwar, powietrze może pachnieć czym innym niż spalinami, a czas niekoniecznie trzeba gonić, można się przyglądać, jak przecieka przez palce… 
Nigdy nie wpadł na to, że zamiast siedzieć w Warszawie, można po prostu wszystko olać i żyć na czyjś koszt! Przewiduję dla Nataniela karierę podobną do tej, jaką robi wyśmiewana przez nich pani sołtysowa, będzie wspaniałym gospodarzem uzależnionym finansowo od innych.
No i jest też pełny pakiet o podłych warszawiakach czy ludziach, co gonią za karierą, a nie zauważają, że tak naprawdę wolą domek na wsi i naturę. Ale głupi ci wszyscy ludzie; nie wiedzą, że chcą ruderę na wsi.
Plus pamiętajmy, że Nataniel pojechał w góry i złamał tam nogę, a gada jakby nigdy nie widział natury za miastem.

Marta w końcu dzieli się z nim straszną prawdą o życiu:
– Nie chciałabym nic sugerować, ale nie spoczywaj na laurach. Tu, na wsi, życie może płynie spokojniej, ale też trzeba zarabiać na chleb.
Nataniel na to smuci się i paple o tym, że niedługo wyjeżdża, przecież znajdzie się zaraz inny kupiec, a na wsi nie ma pracy. Pewnie po to tam przyjechał: żeby nie mieć pracy.
– Z tego, co mówiłeś, jesteś grafikiem i ilustratorem – zauważyła Marta. – Możesz chyba pracować, gdzie tylko zechcesz.
Marta za to wypowiada się nieco sensowniej, zwracając uwagę na to, nad czym się wszyscy zastanawialiśmy: czemu ten leń nie pracuje?
Nataniel pokręcił głową.
– Muszę mieć dostęp do internetu, szybkie łącze. Muszę mieć warunki…
No żesz.
– Więc nic, doprawdy, nie powstrzymuje cię od podjęcia pracy. Dach nad głową masz, całkiem przyzwoity, szybkie łącze znajdziesz u mnie albo w najbliższej bibliotece. Stół do pracy jest na miejscu. – Poklepała dębowy blat.
– Pani nigdy nie odpuszcza?
– Och, czasem odpuszczam. Jeśli nie zależy ci na własnym życiu, nie możesz oczekiwać, że komu innemu będzie na twoim życiu zależało bardziej niż tobie. To chyba jasne. Ale ty, Natanielku, po prostu się zagubiłeś, wyrzucono cię – jeszcze nie wiem z jakiego powodu, ale się dowiem – z rodzinnego domu. Ile właściwie masz lat?
– Dwadzieścia sześć.
– Dwadzieścia sześć… i straciłeś już nie tylko dom, ale i matkę. Na temat ojca słowem się nie zająknąłeś, domyślam się, że innej rodziny nie masz. W wieku dwudziestu sześciu lat zostałeś zupełnie sam. Można się załamać. Ale, widzisz, Bóg stworzył innych ludzi nie tylko po to, by cię krzywdzili, lecz przede wszystkim po to, by ci pomogli. Byli przy tobie w takiej chwili jak ta. Pustej i samotnej. Więc owszem, w twoim przypadku nie mam zamiaru odpuścić. – Poklepała go po ręce, żeby złagodzić nieco szorstkie słowa. – Mam nadzieję, że pozwolisz zaprosić się na kolację?

Nataniel chyba się przestraszył i znowu nieudolnie próbuje się wykręcić:
– Chciałbym nocować tutaj, w chacie…
Ale na nic to. Marcie szybko udaje się go przekonać, śmieją się trochę razem i opuszczają chatę. Poza tym, że mnie bardzo niepokoi sposób, w jaki wypowiada się Marta, właściwie nie dzieje się nic ciekawego. Michalak chyba uznała, że jest za spokojnie, bo o tym, co wydarzy się już za chwilę, tak wypowiedziała się na blogu:
Akcja toczyła się leniwie, bez większych wzruszeń, jak gawęda opowiadana przy ognisku. Było mi - piszącej tę książkę - tak właśnie: ciepło, trochę smutno, ale bezpiecznie. Miała to być opowieść o trojgu przyjaciół i dziewczynce. Nic nie zapowiadało burzy, dopóki... zupełnie niespodziewanie nie pojawił się ON. Black Heart. (Pokochacie go!) Miało go nie być!
A, tak przy okazji. Wiecie, w którym momencie postanowiłam przeczytać tę książkę? Jak zobaczyłam to:


i jak nie patrzę, to widzę nekrolog literatury polskiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i czarne tło, i obrazek po prawej, który z daleka przypomina stroik ze świeczką (a może ja taka ślepa) to specjalnie; wystarczyłoby z przykrością informujemy i wszystko pasuje…

Komentarze

  1. Z tym ostatnim obrazkiem to racja, widząc go kątem oka myślałam, że to jakaś twoja prześmiewcza grafika z nagrobkiem albo zniczem.

    Nie ogarniam nieogarnięcia Nataniela. Nie trzeba być szczególnie zaradnym życiowo by wpaść na to, że przy braku pracy, pieniędzy i dachu nad głową wyjazd z dużego miasta na wieś nie jest zbyt dobrym pomysłem. Tym bardziej z takim zawodem i najwyraźniej nie myśląc o przekwalifikowaniu się... Na co on właściwie liczył?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak radośnie podejrzewam, że autor empikowego obrazka specjalnie dobrał takie elementy... 😉

      Usuń
    2. Plakat to piękna dywersja :D

      Ja, mając 26 lat, popylałam w korpo :P

      Usuń
    3. Cały czas uważam, że Nataniel powinien mieć 18, ale... uczyłby się pewnie i dostawał rentę, rujnując wątek z brakiem pieniędzy i wyjazdem. Do tego z rozdziału dziewiątego wynika, że matka miała koło 65 lat, więc zamiast tego jest po prostu, hm, mało rozgarnięty.

      Usuń
  2. 44 year-old Assistant Manager Fianna Siaskowski, hailing from Earlton enjoys watching movies like "Edward, My Son" and Hooping. Took a trip to Teide National Park and drives a Ferrari 500 TRC. strona

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.