1.1 Wstęp i prolog


ANALIZA „GWIAZDKI Z NIEBA” MICHALAK
Z OBRAZKAMI, JAK MI SIĘ ZACHCE



Słuchajcie, ta książka jest tak wyjątkowo bezsensowna i michalakowa, że powodów do radości na pewno nie zabraknie. Autorka na blogu sama przyznaje, że powieść miała być o czymś innym, ale przypadkiem wprowadziła czarny charakter – taki jak we wszystkich innych jej książkach – więc wyszło to, co zawsze.

Tak ogólnie to póki co nie mam pojęcia, skąd taka okładka, bo poza prologiem akcja dzieje się w zieloniutkim lesie wiosną i żadnych gwiazdek z nieba nie ma, jest tylko jad, chamstwo i uosobienie zła na czarnym koniu (chociaż to dopiero kilka rozdziałów dalej).
Może zakończy się zimą?

[okładka]


No dobra, bez zbędnego gadania, tak oto zaczyna się PROLOG:
Betlejemka – piękna stara chata stojąca na rozległej polanie w samym sercu gór – w ten wigilijny wieczór była cicha i pusta. Tego właśnie potrzebował: ciszy. Pustkę przyniósł ze sobą w sercu… 

Czujecie ten powiew grafomanii? Nadciąga huragan.
Kilka minut wcześniej skończył czytać list, który wstrząsnął nim do głębi i roztrzaskał jego mały, w miarę uporządkowany wszechświat.
Główny bohater wychodzi ze schroniska, gdzie kobiety przygotowują kolację. Zatrzymuje go:
Jedna z nich, pszenicznowłosa piękność, która przez cały dzień zerkała na niego spod firany długich rzęs,
i tak dalej. Dowiadujemy się, że człowiek jest ratownikiem i potrzebuje chwili spokoju, dlatego pa. Dociera do wspomnianej chaty, po czym mamy dokładny opis, dlaczego włącza światło:
Wciągnął do płuc miły, znajomy zapach drewna. Włączył światło, bo zmierzch zapadał szybciej, niż można się było spodziewać. Znad szczytów gór wiatr pędził ciemne chmury.
 ...zachodni wiatr spienione goni fale.
„Dobrze, że to Wigilia” – pomyślał. „Szlaki są zamknięte. Góry nie odbiorą dziś daniny z życia”.
Zagotował wodę. Bez pośpiechu zalał herbatę wrzątkiem. Usiadł przy stole z kubkiem w dłoniach i zapatrzył się w okno. Zamieć przybierała na sile, dokładnie tak jak burza uczuć w jego sercu.
Ale poczekajcie, zaraz się zacznie, to w końcu Michalak. Gość się relaksuje, ale WTEM! Za oknem pojawia się jakieś światełko; nie dowiemy się, co było treścią listu, bo trzeba kogoś ratować.
– Cholera – rzucił, chwytając kurtkę.
Szarpie się z suwakiem, zakłada kurtkę, a światełko znika. Może nie trzeba nigdzie iść?
(...) ktoś mógł potrzebować pomocy. A on był ratownikiem!
– uświadamia sobie naturalnie bohater. I postanawia jednak wyjść.
Idzie przez zaspy, bohatersko ryzykuje własne życie, zamieć szaleje. Okazuje się, że rzeczywiście, jest kogo ratować:
Dopadł skulonego kształtu. Szarpnięciem poderwał w górę. Chłopak, młody, najwyżej osiemnastoletni… Oczami wybałuszonymi z przerażenia, półprzytomnymi z szoku wpatrywał się w twarz ratownika.
Nasz bohater ciągnie więc chłopaka do chaty, sadza go w ciepełku z herbatką, A TU ELEMENT KOMICZNY!
– Dzi… dzi… – próbował wykrztusić uratowany wędrowiec, ale on przerwał mu sucho:
– Podziękujesz później. Pij. – Wetknął mu w drżące dłonie kubek z gorącą herbatą.
– Dziewczyna! – wyrzucił chłopak. – Tam, na szlaku została dziewczyna!
I znowu trzeba iść w ten mróz. Ach, życie ratownika.
Przedziera się przez zamieć, ledwo widząc, gdzie idzie, przy czym zastanawia się, czy w ogóle uda mu się wrócić, takie tam.
Po długich dwóch kwadransach, cały czas na szlaku, mignęło mu w ciemnościach nikłe światełko. (...) Dopadł skulonego kształtu.
Dziewczyna podnosi się i mdleje, trudno, ją też trzeba jakoś zaciągnąć do chaty. Tym razem trwa to nieco dłużej, bo i dalej zaszedł, ale bohaterowi udaje się odnaleźć chatę i uratować życie. Hurra! A nie, zaraz.
– Proszę… proszę… on tam został… mój chłopak… – zaszeptała.
Wcześniej nie można było? No nic. Bohater nic nie odpowiada, zakłada kaptur i wraca w to samo miejsce. Słyszy jakieś wołanie albo wiatr, kręci się w kółko przez chwilę, a tu nagle czuje, jak śnieg usuwa mu się spod nóg.
I runął w przepaść.
[przepaść]

 KONIEC BOHATERA, HE! Ale ta Michalak zabawna.

Tu urywa się prolog i na razie kończą się zimowe klimaty, a ja zapraszam wszystkich do wspólnego czytania w kolejnych notkach.

Komentarze