1.7 Rozdział 12, 13, 14 i 15

ROZDZIAŁ XII
PIĄSTKI NATANIELA ZACISKAJĄ SIĘ

Nataniel zachwyca się chatką i wpatruje się w jezioro, myśląc o tym, jak fajnie, że wrócił do pracy, tylko czekanie na wypłatę już mu się tak nie podoba.
Wprawdzie wydawnictwa, dla których pracował poprzednio, przyjęły syna marnotrawnego, co nagle zniknął z firmamentu, nie kończąc kilku projektów, z otwartymi ramionami – każdy normalny człowiek rozumie, że śmierć matki dla młodego chłopaka musi być strasznym ciosem.
On to ma szczęście do ludzi, zawsze trafia na wyrozumiałych. 
Ostatnie pieniądze, jakie zostały mu w kieszeni po opuszczeniu Warszawy, topniały w zastraszającym tempie. Teraz stać go było na bardzo skromne wyżywienie i nic poza tym. Gdy widział miejscowych, dzień w dzień żłopiących pod sklepem piwo, zastanawiał się, skąd oni biorą na to forsę. Nigdy żadnego nie widział przy pracy…
Miejscowi patrzą na Nataniela: codziennie je ciepłe posiłki, nie chudnie, kręci się to z samochodem, to ze skuterem, dostaje chatę... Skąd on bierze na to forsę? Nigdy go nie wiedzieli przy pracy.
Marta zapraszała go oczywiście na obiady, a śniadaniem i kolacją też by go częstowała, wiedząc, że młody sąsiad chodzi niedożywiony, ale Nataniel odmawiał. Grzecznie, acz stanowczo. On, zdrowy dwudziestosześciolatek, na utrzymaniu kobiety? W lustro nie mógłby spojrzeć!
Nigdy nie jadł u kobiety: dozorczyni karmiąca go po śmierci matki to nie była kobieta, tak samo jak Marta jeszcze kilka dni wcześniej.
Do Mateusza wpadał częściej i nie gardził poczęstunkiem.
To już mężczyzna, pasożytować wolno.

Nataniel siedzi w ogrodzie i pracuje, gdy odwiedza go gość.
Dziewczyna stała nieopodal, nerwowo wyginając palce. Miała ciemnobrązowe włosy związane w koński ogon i ładne, łagodne oczy o intensywnie zielonej barwie, bez śladu makijażu.
Dla polskich mężczyzn brak makijażu może oznaczać różową pomadkę, czarny tusz i landrynkowy róż, ale zaufajmy zmysłowi artystycznemu Nataniela.

Dziewczyna to oczywiście Asia, którą Nataniel wita z honorami, proponując picie i miejsce obok.
Rękę, którą złamała podczas wypadku, trzymała na temblaku. Gdy zrobiła kilka kroków w kierunku ławy, zauważył, że utyka. Jak on.
To wstęp do wielkiej miłości! Cieszycie się?
Na tyle, na ile pozwalała mu kaleka noga, pospieszył do domu po drugi kubek. Bardzo chciał ugościć Asię kawałkiem ciasta czy czekolady, ale nie zarobił jeszcze ani grosza, a oszczędności na takie luksusy nie pozwalały. Wrócił więc z kubkiem pysznej źródlanej wody.
Idealny ekwiwalent ciasta. 
– Przyszłam ci podziękować – dodała. – Gdyby nie ty, spaliłabym się żywcem.
Ktokolwiek porusza temat bohaterstwa Nataniela, używa wyrażenia „spalić się żywcem”. To takie naturalne. 
– Nie ma co tego wspominać. Było, minęło. Na szczęście znalazłem się tam w odpowiedniej chwili i… taki to ze mnie bohater. Prawdę mówiąc, oboje zawdzięczamy życie Siergiejowi. Potknąłem się i polecieliśmy na ziemię za blisko wraku. Gdyby nie on, spłonęlibyśmy razem.
– O tym nie wiedziałam. – Spojrzała nań wielkimi, pociemniałymi oczami. – Siergiej Sodarow nie mówił, że przy tym był, a przecież lubi się chwalić swoimi wyczynami.
– Nie znam tego człowieka zbyt dobrze – zaczął powoli Nataniel – ale on uratował nas oboje „Najpierw mało mnie nie zabijając przy pomocy wściekłego konia” – dodał w duchu.
Bo gdy zaproponował ci przejażdżkę, wcale nie zacząłeś w myślach nawijać o koniach żrących cukier, tylko grzecznie odmówiłeś, a on siłą cię wsadził na konia.
– Nikt tu nie przepada za Sodarowem, ale każdy się go boi. Nie podskoczą mu, po prostu. To… bandzior.
Słysząc to słowo, rzucone ot tak, bez złości czy przesady, jako stwierdzenie faktu, Nataniel poczuł zimny dreszcz spływający wzdłuż kręgosłupa. Słowo „bandzior” kojarzyło mu się z przyjaciółką mamy spaloną żywcem w Lesie Kabackim, z dramatem lokatorów wyrzucanych z mieszkań, wreszcie z mamą, która zmarła właśnie „dzięki” takim bandziorom.
Dłonie same zacisnęły się w pięści.
Mówiłam! Mówiłam! Kamienicznik od początku był w zmowie nie tylko z prawnikami, ale i Siergiejem.
Ale wsadzanie do takiej powieści Brzeskiej, realnej postaci, jest niesmaczne.
– Masz ochotę pojechać do niego? – Usłyszał pytanie i zamrugał, wyrwany z niewesołych wspomnień jak ze złego snu.
– Do Siergieja?
Westchnęła raz jeszcze i przytaknęła.
– Ojciec kazał mi tu przyjść i podziękować za ocalenie. Skoro nie tylko ty mi pomogłeś, muszę iść do Sodarowa.
A nie możesz mu podziękować, gdy natkniesz się na niego podczas zakupów? To mała miejscowość.
Podobały się chłopakowi jej zielone oczy, łagodne, trochę nieobecne, jakby dziewczyna stale o czymś marzyła, jakby myślami była zupełnie gdzie indziej, bujała w obłokach nad jeziorem… Przyłapał się też na tym, że zerka na jej pełne, ładnie wykrojone usta, które co jakiś czas, zapewne nieświadomie, oblizywała koniuszkiem języka, a raz czy dwa jego spojrzenie ześlizgnęło się też na krągłe piersi, lekko prześwitujące przez obcisłą bluzeczkę. Kiedy ostatni raz przyglądał się z takim głodem dziewczynie? Przed wypadkiem? Tak. Sześć lat temu on, piękny niczym młody bóg, bezczelnie taksował wzrokiem co ładniejsze laski,
a one odpowiadały tym samym. I jeszcze zalotnymi uśmiechami.Po wypadku wszystko się zmieniło. Skończyły się i spojrzenia, i uśmiechy.

No ba. Wcześniej odrzucał pszenicznowłose piękności, to się na nim zemściło. 
– Trochę się go boję – dodała, a Nataniel zamrugał po raz kolejny.
Właśnie wyobrażał sobie, jak by to było poczuć smak jej ust… Kogo się bała Asia Jarząbek, obciągająca właśnie bluzeczkę i jeszcze bardziej, choć być może nieumyślnie, uwydatniając krągłe piersi?
Ale to obleśne. Nie podziwianie urody i chęć bliższego zapoznania się z piękną kobietą, tylko ten język i wnioski… Seksualizacja zwykłego poprawienia ubrania, „trochę się go boję” i „bluzeczka” obok siebie sugerujące, że Asia ma czternaście lat, choć można też założyć, że jej gust modowy tkwi w 2004 i nosi top wielkości serwetki.
Wystarczyłoby napisać, że Asia obciągnęła bluzkę (niech będzie, że uwydatniając to i owo), a Natanielowi ciężko było oderwać od niej wzrok, prawda? Ale trzeba się wczuć w Prawdziwego Mężczyznę i dopisać do tego intencję, mimo że nie przyszła wystrojona. Inaczej nie byłoby opisu pięknych oczu bez makijażu.
– Na tę starą chatę zamieniłeś fajny samochód? Ojciec mówił, że jest nieziemski!
– Gdybyś straciła dom, tak jak ja, doceniłabyś nawet szałas – odparł, nagle czując niechęć do tej dziewczyny. Stracił zainteresowanie jej ustami i piersiami. Nie chciał już sobie wyobrażać, co by było gdyby. – Sołtys go ode mnie wziął. Mówię o kabriolecie. Pewnie jego syn, gdy tylko wyjdzie ze szpitala, znów będzie się nim rozbijał po drogach. Z tobą na miejscu pasażera – nie potrafił odmówić sobie tej złośliwości.
Dlaczego w tej powieści każda męska postać robi się chamska, gdy tylko zaczyna interesować się jakąś kobietą?
– Marek wyszedł wczoraj ze szpitala i nic nie mówił o kabriolecie.
Pewnie ma na niego szlaban. „Albo zdążyli go przepić” – przyszło Natanielowi na myśl, ale od dzielenia się takimi uwagami potrafił się powstrzymać.
Co prawda dopiero co przepowiedział Asi kolejny wypadek, ale to nic, przecież był mistrzem samodyscypliny i taktu!

Asia pyta go, jak dostać się do Siergieja. Samochód odpada z wiadomych powodów, zostaje skuter lub pójście pieszo, ale oboje kuleją. Rozmowa schodzi na trudności z poruszaniem się.
– Masz szansę poruszać się kiedyś bez utykania? – dopytywała, nie zdając sobie sprawy, że rani go każdym słowem.
Nie odpowiedział. Oczy pociemniały mu z przykrości, czego dziewczyna zdawała się nie zauważać. Wstał, zatrzasnął laptop i odniósł go, powłócząc nogą bardziej niż zwykle, co zawsze się zdarzało, gdy ktoś wypomniał mu kalectwo. Wrócił po chwili, gotów zawieźć gościa, gdzie ten sobie życzy, po czym pożegnać się jak najszybciej.
Bardzo wrażliwy jak na kogoś, kto sam zachowuje się jak ostatni cham.

ROZDZIAŁ XIII
PIĄSTKI NATANIELA ATAKUJĄ
W milczeniu, przerywanym jedynie wskazówkami, dokąd jechać i gdzie skręcić, trafili pod bramę rancza – do królestwa Siergieja Sodarowa. Dwa potężne brytany wyskoczyły im na powitanie, szczerząc kły i ujadając na całą okolicę. Dzwonek był niepotrzebny. Zza domu rozległ się ostry gwizd. Psy pognały w tamtym kierunku i zniknęły im z oczu. Po chwili ujrzeli pana tego domu.
Zbliżał się niespiesznie, w spranych dżinsach i czarnej koszuli, przygładzając dłonią potargane włosy. Przywodziłoby to na myśl zdrożne skojarzenia, gdyby po drodze nie odstawił wideł. Musiał przerzucać słomę albo siano dla koni.
Myślę, że ktoś, kogo nie kręci „dziki Rusek”, nie miałby żadnych zdrożnych skojarzeń. Niestety Nataniel dostał małpiego rozumu i teraz myśli w ten sposób o każdym przechodzącym przedstawicielu homo sapiens.
Sodarow wyszedł przed bramę, wyciągnął do chłopaka dłoń.
– Witaj, Nat. Co cię sprowadza? Chcesz raz jeszcze spróbować z Czortem? – Posłał chłopakowi złośliwy uśmiech.
 – Kiedy indziej – odmruknął Nataniel. – Przywiozłem gościa.
Zaczyna się miło, ale nie zapominajmy, że to Siergiej.
Swoją drogą bohaterowie zdają się uważać zdrobnienie „Nat” za tak naturalne jak Wojtek od Wojciecha: zarówno Polka Marta, jak i Siergiej ze wschodu. Żaden z Natanielów w moim otoczeniu nie był specjalnie skracany, parę razy usłyszałam formę „Natan”. Zastanawiam się, czy to lokalne różnice, czy po prostu wymysł Michalak, by zdrabniać imię po amerykańsku. Jak u was tak się woła na Nataniela, to dajcie znać.
Ten spojrzał na dziewczynę, jakby dopiero w tej chwili zauważył jej obecność, przygarnął ramieniem i pocałował prosto w usta, na co ona tylko się zaczerwieniła i spuściła wzrok.
No właśnie.
– Jak ręka, kochanie? – rzucił zdawkowo, nie spuszczając oka z Nataniela.
A to ci dżentelmen. W zasadzie powinnam się przyzwyczaić, że mężczyźni w tej książce nie próbują nawet udawać, że szanują kobiety i traktują je po ludzku, ale ciągle mnie to razi. Prawdziwe relacje, prawdziwa rywalizacja, szczere rozmowy – to wszystko rozgrywa się pomiędzy mężczyznami. Kobiety „się zdobywa” albo olewa, ewentualnie jedna może próbować wyswatać drugą. Na odległość…
On przyglądał się tym popisom, nie bardzo wiedząc, jak zareagować. Dziewczynie miłe były te karesy czy nie? Skąd niby mógł to wiedzieć? Znał ją od paru minut.
Nie żeby mu przed chwilą powiedziała, że się go boi.
Nie wyrywała się, nie błagała spojrzeniem o ratunek. Pozwalała się przytulać i obcałowywać zupełnie bezwolnie.
Oczywiście zero refleksji, że już to gdzieś widział i co to ma znaczyć.
Teraz znów patrzyła na Siergieja szeroko otwartymi oczami i mówiła szybko, z nienaturalnym ożywieniem:
– Och, dobrze! Coraz lepiej! Dowiedziałam się przed chwilą, że to pan jest moim wybawicielem! Panu zawdzięczam życie! – wykrzyknęła z emfazą.
– Kto tak powiedział? – Siergiej zmrużył czarne oczy, co dodało uroku jego i tak przystojnej twarzy.
Mógł się podobać każdej kobiecie, nawet dwa razy od niego młodszej. Wydawało się, że nieśmiała Asia Jarząbek była coraz bardziej pod jego urokiem. Jej uśmiech stał się zalotny, nawinęła włosy na palec i paplała dalej:
UŚMIECHNĘŁA SIĘ! Ratuj się, kto może!!!
– Wszyscy we wsi to mówią. Jest pan bohaterem. Gdybym mogła się jakoś odwdzięczyć… Nie co dzień ktoś wyciąga mnie z płomieni.
On, widać, nie reflektował na jej zaloty, bo ukrócił je dwoma słowami:
– Przestań pieprzyć.
Mocne słowa jak na kogoś, kto podrywa ludzi bez względu na to, czy sobie tego życzą, czy nie. Pewnie jej uśmiech go uraził.
Uśmiech zgasł. Zaczerwieniła się zmieszana i nieszczęśliwa.
– Z samochodu wyciągnął cię Nat. Ja byłem za daleko. Nie zdążyłbym i nawet nie próbowałbym ratować kretynki, która włóczy się z pomylonym Mareczkiem Sidło. Ryzykować życiem mogę, owszem, ale dla kogoś, kto jest tego wart. Na takie poświęcenie, sorry za szczerość, trzeba najpierw zasłużyć.
Tak, to cały Black Heart! Jest za co go kochać!
Co innego ratować Martę, która w wieku czterdziestu lat uchroniła się od Losu Gorszego Niż Śmierć i wyrzuciła Siergieja z domu zamiast uprawiać z nim pozamałżeński seks. Dla niej nawet podpaliłby chatę z nią w środku!
Okrutne były to słowa. Czy prawdziwe? Może tak, może nie, lecz na pewno okrutne.
Ideał mężczyzny! Szlachetny, odważny, bezinteresowny!
Tak jakby osoba z małej miejscowości mogła przebierać w mężczyznach w swoim wieku. Młodzi ludzie nieraz popełniają błędy, a ta dziewczyna ledwo uszła z życiem w poważnym wypadku, w nim mogła też stracić ukochanego. W ciągu kilku scen najpierw jedzie po niej Nataniel, przepowiadając jej kolejny wypadek, GDY PRZYSZŁA MU PODZIĘKOWAĆ, potem Siergiej wyzywa ją od kretynek,  mówiąc, że nie ma po co jej ratować, GDY PRZYSZŁA MU PODZIĘKOWAĆ. Swojego czasu próbowano leczyć PTSD odtwarzaniem wypadku w ciągu paru dni od jego nastąpienia, jednak wyniki były rozczarowujące (większości leczonych pogłębiała się trauma). Oni próbują ją wkopać w poważne zaburzenia! Jeśli tak będzie, wiadomo kogo winić – nie Mareczka, tylko Pozytywnego Bohatera Nataniela i Nieprzystępnego Amanta Siergieja.
Brak mi słów. I jak tu być wdzięcznym?
– Zawsze z pana taki przyjemniaczek? – rzucił z ironią. – Może mnie ratował pan z poczucia winy?
– To już nie jesteśmy na ty? – Siergiej odpowiedział pytaniem.
Na jego ustach nadal igrał ten wkurzający złośliwy uśmieszek.
Jak śmiesz, Siergiej! Dziewczynę, która mi się podoba, mogę obrażać tylko ja!
– Żeby być ze mną po imieniu, też trzeba najpierw zasłużyć – powtórzył za nim Nataniel, myśląc jednocześnie: „No, teraz dostanę w zęby…”.
Ale nie znał Sodarowa. Kto inny rzeczywiście za taką obelgę przylałby szczeniakowi w pysk, Siergiej… uśmiechnął się z uznaniem.
– Masz charakter, chłopaczku. A ja uważałem cię za ciepłe kluchy.
Siergiej jest Bandziorem przez duże Be, z zasadami. Mógł zabić, ale nie!
Może ogarnijcie się i przeproście Asię, co?
– Mówiłem Marcie Kraszewskiej, że ciapciak jesteś, goguś o gładkich rączkach i równym przedziałku. Myliłem się. Zwracam honor.
No tak, bo to jest najważniejsze, gdy gładkie rączki zarzuciły mu obrażenie towarzyszki.
Nataniel zacisnął zęby, aż chrupnęło. Taką zniewagę, i to w obecności dziewczyny, trudno było unieść. Jeszcze trudniejszy był fakt, że nie mógł tamtemu przyłożyć z pięści, bo Sodarow oddałby, łamiąc mu pewnie żuchwę albo nos. A gdyby naprawdę przyłożył się do ciosu, mógłby po prostu zabić. Warto ryzykować, by zachować twarz?
Niech ktoś im da zakaz zbliżania się do siebie na odległość przynajmniej stu metrów. Są jak duet pawianów, który musi wrzeszczeć tym głośniej, im ładniejsza kobieta ich obserwuje. Oczywiście temat obrażenia Asi już nie wróci, bo po co. Ważniejsze, by Nataniel był w centrum uwagi.
Nagle coś w nim zawyło: warto! I bez namysłu strzelił Sodarowa z pięści. Prosto w uśmiechniętą gębę.
BUM! Co za akcja, co za męstwo!
Siergiej na to chwyta agresywnego pawiana i grozi mu, dziewczyna płacze.
Siergiej pokręcił głową.
– Jesteś tak durny czy taki odważny?
DUR-NY! DUR-NY!
Zaraz się jednak godzą.
Wyciągnął do chłopaka dłoń. Ten uścisnął ją bez wahania.
„Dobrze mieć w Siergieju Sodarowie przyjaciela, nie wroga” – przemknęło mu przez myśl.
Przyjaciela na śmierć i życie. Razem czeka was wiele przejażdżek konnych.

Cała trójka idzie do stajni, a Siergiej nonszalancko zagaduje Nataniela o Martę.
– Jest w domu? – zapytał Siergiej niby bez ciekawości, a jednak.
– Pojechali do Warszawy.
– Pojechali?
– Marta z Mateuszem.
Oczy Siergieja błysnęły wściekle, a może się tak tylko Natanielowi wydawało.
– Marta z Mateuszem… – powtórzył powoli tonem, którego chłopak jeszcze u niego nie słyszał. – To kiedy ślub? – dodał lekko.
Jego postrzeganie związków zatrzymało się na etapie przedszkola.
– Czyj? – zdziwił się Nataniel.
Ślub? O żadnym ślubie nie było mu nic wiadomo! Czyżby coś go ominęło? Coś przeoczył?
– Twojej uroczej sąsiadki z podrabianym leśnikiem – odparł Sodarow, patrząc gdzieś ponad ramieniem chłopaka.
– Ach! To! Po pierwsze, Mateusz nie jest już „podrabianym” leśnikiem. Właśnie pojechał po dyplom ukończenia technikum. Od dziś jest prawdziwym leśnikiem i sorry, ale musisz wysilić się na inną złośliwość. Co do ślubu: nie omieszkają cię zapewne zaprosić, jakby co. Mnie zaproszą. – Jak widać, Nataniel też potrafił wbić szpilę.
Ach ten zróżnicowany idiolekt postaci. Oni nie wyrażają się w sposób specyficzny dla siebie, oni wyrażają się w sposób, którego wymaga sytuacja. Wszyscy zestresowani mówią tak samo, wszyscy czujący wyzwanie tak samo itd.
A Mateusz musi robić za konkurencję dla Siergieja, pewnie dlatego dostał ten dyplom.
– Och, doktor Kraszewska darzy go czystym uczuciem, siostrzaną miłością, czy jakoś tak – odezwał się z przekąsem Sodarow. – Nie widzi, ta słodka niewinność, że Mateusz aż ślini się na jej widok.
Nataniel stanął jak wryty.
– Nie pozwolę obrażać moich przyjaciół – wycedził. Dłonie znów zacisnęły się w pięści.
On się niczego nie nauczy…
– Nikogo nie obrażam, chłopaczku – odparł Siergiej. – Stwierdzam jedynie fakt. A że ty i ona jesteście na ten fakt ślepi, to już nie mój biznes.
Marta i Mateusz?! Może Sodarow miał rację? Doktor Kraszewska mogła Mateusza jedynie lubić, lecz Mateusz rzeczywiście mógł być w niej zakochany. Kto by się oparł urokowi tej kobiety…
No nie wiem… może ty na początku swojego pobytu u niej, kiedy jeszcze nie była boskim alter ego autorki?

Może to dobry moment, by zrobić małe zestawienie.
Marta: w 2017 roku 46 lat, rudy warkocz, niedbały, romantyczny styl (kwiatuszki), była lekarka uwielbiająca zwierzęta, artystyczna dusza, ideał kobiecości. Opuściła wielkie miasto dla wsi.
Katarzyna Michalak: w 2017 roku 47/48 lat, rude włosy, opuściła stolicę dla wsi, była weterynarz lubiąca takie sesje zdjęciowe (zawsze w plenerze!):

Mam przeczucie, że autorka wzorowała się na kimś, kogo zna…

Przy okazji jasnym się stało, dlaczego uroda Marty niespodziewanie rozkwitła: ze zwykłej pozytywnej bohaterki w ciągu scenki przeobraziła się w obiekt uczuć, gdy Michalak z nudów wymyśliła Siergieja. Pewnie dlatego Marta nie może mieć konkretnych kompleksów (jakieś wory pod oczami), tylko wiek, wiek, wiek… Bo taka jest olśniewająca, że wszystkich urzeka urodą, a jednocześnie dobra kobieta nie może patrzeć w lustro z zadowoleniem.
– Coś mi się wydaje, że nie tylko stary dobry Mateusz podkochuje się w doktor Kraszewskiej. Ty też, Siergiej, masz na nią chęć, ale ona…
– Zamknij się, dzieciaku – uciął tamten. – Gdybym miał na nią chęć, to wziąłbym ją sobie ot tak. – Pstryknął palcami.
Nataniel parsknął śmiechem.
– Nie wydaje mi się. Marta nie należy do kobiet „na pstryknięcie”, a ty nie pytałbyś, gdzie się ona podziewa, gdybyś… – Powtórzył jego gest.
Nataniel przypomniał sobie swoje pierwsze chwile u Marty i jak musiał odrzucać jej zaloty, dlatego wie, że nie da się jej poderwać. Ponieważ sama jest predatorem. 
– Może rzeczywiście, wracając z rozdania dyplomów, wstąpili do urzędu stanu cywilnego? Któż to wie… To by dopiero była niespodzianka!
Zaśmiał się złośliwie, widząc minę Sodarowa. Oto miał w ręku bat na tego faceta. Ilekroć Siergiej będzie chciał jemu albo jego przyjaciołom dogryźć, Nataniel poczęstuje go opowieścią o Marcie i Mateuszu. Co za radość!
Domowe przedszkole.

Siergiej zmienia temat i ogłasza, że ma coś dla Nataniela. Grupka wchodzi do pięknie uprzątniętej stajni z chorym koniem.
Stał pośrodku boksu na lekko rozstawionych nogach, głowę zwiesił ku podłodze i z półprzymkniętymi oczami przeżuwał coś smętnie. Był poraniony. Białą sierść w kilku miejscach szpeciły plamy jodyny i zaschniętej krwi.
– Jeśli chcesz mi sprzedać tego konika, to źle trafiłeś. Nie mam ani grosza – odezwał się Nataniel, patrząc na zwierzę z bólem serca. Nie znosił widoku cierpiących istot. – Wezwałeś do niego lekarza?
Byle nie takiego jak Michalak.
– Jest zdrowy. Przynajmniej na ciele. Ale ma chorą duszę. O ile konie mają duszę – dodał Sodarow z lekką kpiną, by zatuszować poprzednie wzniosłe, niepasującego doń słowa. – Parę dni temu, przed… – spojrzał na ramię, które szyła mu Marta – …pewnym incydentem, razem z kumplami przejęliśmy nielegalny transport koni na rzeź. Słyszałeś o tym?
– O transportach śmierci? Słyszałem.
– Widziałeś konie po czymś takim?
– Nie! I nie chcę widzieć!
– Opowiem ci co nieco, bo chcę zmiękczyć twoje czarne serce…
Nataniel nie odpowiedział na to „czarne serce”, bo zatkało go z oburzenia.
Dlaczego wszyscy wyzywają się od czarnych serc, uważając to jednocześnie za najgorszą obelgę?
– Widzisz, Włosi lubią świeżą koninę, nie mrożonki, kupują więc od nas, Ukraińców i Białorusinów
To on jest z Ukrainy i Białorusi jednocześnie?
Choć ja obstawiam Ukrainę. Kto zna twórczość Kasi, wie, że wszystkie jej dzieła dzieją się w jednym uniwersum. Założę się, że Aleksiej z „Nadziei” nie chcąc płacić alimentów bardzo nierozgarniętej byłej, tylko upozorował swoją śmierć na Bliskim Wschodzie i teraz ukrywa się na wsi, zgrywając wielkiego gangstera. No a ten bohater był czarnookim Ukraińcem o ciele Apolla (nie, nie zachęcam nikogo do czytania).
żywe konie, bo u nich to za drogi biznes. Co jakiś czas organizowane są spędy koni na rzeź, a że chłopom płaci się za kilogramy, sprzedają wysokoźrebne klacze albo głodzą przed spędem, nie dają pić, a potem spragnione zwierzęta poją wodą z cementem, żeby były cięższe. Nie patrz tak na mnie, Nataniel, to powszechna praktyka. Musisz też wiedzieć, że zdrowych koni nie wolno przewozić na ubój, więc przed załadunkiem do tirów… Aśka, ty lepiej zatkaj uszy, bo gotowa jesteś zemdleć… te bydlaki okaleczają je. Wykłuwają im oczy, nacinają pęciny, łamią nogi. Konie docierają na miejsce kaźni, tysiące kilometrów dalej, w strasznym stanie. Klacze ronią po drodze, zadeptują źrebięta, zwierzęta tratują się nawzajem, kaleczą… Samochód dosłownie spływa krwią. Widok jest… straszny, Nat.
To ja już wolałabym tę powieść o dziewczynce i trójce przyjaciół.

Nataniel myśli skromnie:
Miał serce wrażliwe na nieszczęście ludzi i zwierząt.
Zwłaszcza tych molestowanych i obrażanych.
– Widzisz, zatrzymaliśmy za białoruską granicą jeden z nielegalnych transportów. Kierowca był nawalony i jechał tak, jakby wiózł kartofle, a nie żywe zwierzęta. Gdy otworzyliśmy drzwi naczepy… – Urwał, bo i on nienawidził takich widoków… – Z całego transportu trzymał się na nogach tylko ten koń. Resztę musieliśmy dobić.
Nataniel spojrzał pociemniałymi ze zgrozy i gniewu oczami na siwka.
– Chcę ci go podarować – dokończył Sodarow.
Cała historia wygląda na wciśniętą od czapy, bo dawno nie było maltretowanych zwierząt i czytelnicy mogliby poczuć się zbyt rozluźnieni. Normalnie zgadywałabym, że Siergiej wymyślił sobie taką akcję, żeby plotki o jego bohaterstwie dotarły do Marty, ale – co zresztą jeszcze tutaj rozwinę – w tej powieści nikt nie kłamie, to dla autorki za trudne. Tak więc Siergiej jest bandziorem, ale takim po kryjomu bohaterskim i szlachetnym. Bleh.

Nataniel tłumaczy, że go nie stać.
– Trzeba uprzątnąć tę obórkę, czy co to kiedyś było, ze sterty rupieci – przerwał mu cicho chłopak. – I ja naprawdę ledwo ciągnę finansowo. Nie stać mnie na utrzymanie konia.
„Ledwo ciągnę” było sporym niedomówieniem, bo ostatnio „ciągnął” na chlebie i makaronie gotowanym z kostkami rosołowymi.
– O to się nie martw – odrzekł stanowczo Siergiej. – Wciskam ci chore zwierzę, więc będę za nie płacił. Dostaniesz wszystko, co trzeba: słomę, paszę, opiekę weterynarza. Proszę tylko, byś wziął go do siebie.
– Na pewno ja? Nie mam pojęcia, jak zajmować się okaleczonym przez człowieka koniem!
– Masz oślepionego przez „kochających” właścicieli psa, będziesz miał przetrąconego konia do kompletu. – Mężczyzna klepnął go w ramię. – Widzisz, Nat, nikogo innego nie mogę o to prosić. U Marty nie ma miejsca, Mateusz… pomińmy Mateusza
Bo tak (nie że to bezsensowne, ale PO CO tłumaczyć czytelnikom dokładne motywacje postaci, kiedy połowa i tak sprowadza się do „bo tak”?),
a ludzie ze wsi ponownie sprzedaliby tego biedaka na mięcho. Co do pieniędzy, mam jeszcze jedną propozycję. Muszę zniknąć na parę tygodni. Jeśli zajmiesz się moim stadem, zapłacę z góry. Stówę dziennie. Do ręki. Bez podatków i innych pierdół. Przemyśl to, człowieku. Najlepiej teraz. Miałem się właśnie do ciebie wybrać, ale skoro już jesteś…
Ten kretyn się zgodził, nie widząc w tym nic podejrzanego.

Asia oferuje swoją pomoc, Nataniel jest zadowolony, ale Siergiej otwiera im oczy:
– Ty, moja śliczna, wracasz do domciu i czekasz na narzeczonego – odezwał się Sodarow. – I nie rób oczu spaniela. Na mnie to nie działa.
Co innego, gdybyś ryczała coś o swojej bardzo ważnej cnocie. Wtedy oddałbym za ciebie życie, ale najpierw próbował zabić twojego kolegę za pomocą konia.

Nataniel mówi, że pomoc Asi może być (łaskawca).
– Głupi dzieciaku, gdy tylko Joanna Jarząbek zacznie się przy tobie kręcić, zaraz będziesz miał na karku sołtysów. Gotowi chałupę ci spalić, jeśli tylko was razem przydybią na czymś zdrożnym. Prawda, kochanie? – zwrócił się z fałszywą słodyczą do bliskiej łez dziewczyny.
Siergiejowi coś się pokićkało, przecież to on jest tym bandziorem od piromańskich pogróżek, nie ród sołtysi.
Ale wygląda na to, że nie tylko ja widzę w planie Marty (swatanie Nataniela i Asi) pewne niedociągnięcia.
– A konie czym będziemy karmić? Dziczyzną?! – wykrzyknął Nataniel z oburzeniem i nagle… roześmiał się. Sodarow mu zawtórował.
Ale beka!
– Aśka aż nogami przebiera, tak się nie może doczekać. – Sodarow nie mógł sobie odmówić i tej złośliwości. – Pamiętajcie, że ostrzegałem!
Siergiej Sodarow mógł być jednak o cnotę Asi Jarząbek i całość Nataniela zupełnie spokojny, bo zanim ludzie, a przede wszystkim Sidło i jego syn, zaczną krzywo na tych dwoje patrzeć, pojawi się ktoś, kto utnie plotki na ich temat, i da pożywkę nowym.
Że też Marta mająca obsesję na punkcie psychopatów w mieście o tym nie pomyślała.

ROZDZIAŁ XIV
DZIKI RUSEK-CHYTRUSEK
Dziewczyna była małomówna, co Natanielowi bynajmniej nie przeszkadzało, zmyślna i pracowita, chociaż ze złamaną w wypadku i ledwo zrośniętą ręką musiała obchodzić się ostrożnie.
Darowanemu koniowi (i darmowej sile roboczej)…
Najpierw podjechali do jej domu, by mogła uprzedzić ojca, że od dziś pracuje na ranczu. Starszy mężczyzna, usłyszawszy, że Siergiej Sodarow wyjeżdża i dziewczyna będzie pod opieką Nataniela, nie tylko dał zgodę, ale szczerze się ucieszył.
– Może jeszcze wyjdzie na ludzi, może zadurzy się w tym poczciwinie i da kosza sotłysiakowi – mruczał do siebie, odprowadzając wzrokiem jedynaczkę, która odjeżdżała skuterem, przyklejona do pleców młodego mężczyzny.
No… a nie mógł jej o tym powiedzieć w rozmowie?

Praca wre, zwłaszcza gdy po paru godzinach dołącza do nich Siergiej. Nie, nie z dobroci serca, po prostu czeka na Martę.
Marta wpadła zobaczyć, co u młodego sąsiada, dobrze po kolacji. Od czasu sprzeczki w szałasie nie spotkała Sodarowa, 
To była sprzeczka? Myślałam, że ją pogryzł i zmacał, a ona uciekła.
więc na jego widok, półnagiego, o ramionach i torsie lśniących od potu, stanęła jak wryta i rzuciła:
– Co ty tu robisz?
 Co innego jakby był ubrany i czysty.
W jej głosie nie było złości, ta dawno jej przeszła, tylko zdziwienie.
On jednak nie mógł darować sobie zjadliwej odpowiedzi:
– Pomagam twojemu Natusiowi gnój wywozić.
Złość? Myślałam, że przerażenie. I co zjadliwego w stwierdzeniu faktu? Czy redakcja przespała cały rozdział czternasty? A Kasia mogłaby czasem przeczytać książkę, to jej polszczyzna by się poprawiła.

Marta idzie pogratulować młodym, że szybko uporali się z wysypiskiem gratów, na co Nataniel…
Nataniel uniósł głowę, odgarnął z oczu sklejone potem kosmyki i uśmiechnął się na widok kobiety.
Nie wierzę, że ta zniewaga uszła mu płazem. Marta bowiem zmienia temat:
– Zatęskniłeś za mlekiem prosto od krowy?
– Mleko będzie miał od nas – odezwała się Joasia. – Tatko kankę wyszykował i od jutra kazał Nataniela świeżym mlekiem poić, bo cherlawy jest. – W tym momencie Nataniel posłał jej urażone spojrzenie. – To nie moje słowa! – zastrzegła. – Dla tatki każdy, kto wygląda na mniej niż sto kilo, jest cherlawy… – dokończyła cicho, nieszczęśliwa, że znów wyszło nie tak, jak chciała.
Miała nadzieję, że kanka mleka, co rano dostarczona pod drzwi, ucieszy chłopaka, tymczasem zacisnął usta w wąską kreskę, zły, nie wiedzieć na co. 
Ta to ma pecha. Wszyscy nią pogardzają. Ja naprawdę się nie dziwię, że chodzi z Markiem, bo on może on jest chociaż wesoły i ma dobry humor. Odkąd się pojawiła, póki co wszyscy byli wobec niej złośliwi – czyli mniej więcej to, co działo się z Martą dwie sekundy przed wypadkiem.
A że wokół Nataniela to trzeba na paluszkach chodzić, bo książątko się może zestresować, to inna sprawa… Bardzo źle napisana postać.
– Siergiej uszczęśliwił mnie koniem uratowanym z transportu śmierci – odezwał się Nataniel, prostując obolałą nogę. – Gdy tylko skończymy, przywiezie słomę i przyprowadzi biedaka.
– Siergiej Sodarow, bo o nim chyba mówisz, ratuje konie z transportów? – Marta obejrzała się przez ramię na stojącego przed oborą mężczyznę i zaśmiała się drwiąco. – Chyba sam je do tirów prętem elektrycznym zagania.
Mężczyzna błysnął w mroku wściekłym spojrzeniem, ale zmilczał tę obelgę. Za to Nataniel pospieszył mu z odsieczą, nie mając pojęcia, jak napięte stosunki panują między Siergiejem a Martą.
No tak, co tam wybawicielka, której wszystko zawdzięcza. Ważne, żeby kumpel się nie obraził.
Zauważcie, że w tym uniwersum nikt nie umie czy nie stara się kłamać. Marta wcześniej co prawda ogłosiła czytelnikom w myślach, że wejdzie w związek z Siergiejem, by nim manipulować, ale autorka chyba dawno o tym zapomniała. Wszyscy zachowują się jak małpy, a kto głośniej porykuje, tym więcej zdobywa. Siergiej zdecydował się nie komentować złośliwostki Marty – czemu więc nie mógł udawać, że tego nie usłyszał albo zignorować, potwierdzając jej wersję? Bo wówczas autorka nie mogłaby pokazać jego uczuć wobec każdej reakcji Marty, a na tym jej zależy.
– Przejął z kolegami nielegalny przemyt i uratował jedynego konia, który przeżył – powtórzył z naciskiem. – Siwek potrzebuje stałej opieki, a że Siergiej wyjeżdża, prosił, bym się zajął tym koniem.
Marta ponownie spojrzała na milczącego mężczyznę. Tak uważnie, jakby chciała wyczytać prawdę w jego czarnych oczach. Bywała na ranczu, widziała zadbane konie i czyste stajnie. Tak, o zwierzęta Sodarow potrafił się troszczyć. Z ludźmi szło mu dużo gorzej.
Dba o zwierzęta, znaczy, że materiał na dobrego męża. Przekraczanie granic? Prześladowanie? Nielegalne źródło dochodu? Marcie wyleciało z głowy, dlaczego czuła wobec niego niechęć.
– W tym czarnym sercu tli się odrobina ludzkich uczuć? – zakpiła.
Nie wiem, ile razy „czarne serce” jest wspomniane w tym utworze, ale przynajmniej kilkanaście; takie natualne określenie.
On… urażony do żywego… wbił łopatę w stertę łajna, rzucił: „Pieprz się, Marta!”, i tyle go widzieli.
Jeżeli on tak reaguje na każdy niepozytywny komentarz… Pamiętacie, jak wspomniałam o sprawie OJ Simpsona?
Nataniel odprowadził mężczyznę zdumionym spojrzeniem, po czym przeniósł je na lekarkę. Znał Sodarowa zbyt krótko, lecz Martę nieco dłużej i po niej się takich słów, takiej złośliwości, niemal okrucieństwa!, nie spodziewał.
Co za głupia krowa, obraża mojego najlepszego przyjaciela (chociaż dopiero co mu obiłem mordę), któremu tyle zawdzięczam! Tygodniowy pobyt w szpitalu i przerażonego konia!
Co ciekawe, Siergiej może być tylko podłym mordercą (Nataniel dopiero co narzekał, że chciał go zabić przy pomocy innego konia), albo przyjacielem. Nic pomiędzy.
Siergiej ratował zwierzęta skazane na śmierć w cierpieniach, dbał o nie, teraz pół dnia harował, by dla jednego z nich przygotować nowy dom. Czy to nie wystarczyło, żeby być dlań nieco milszym? Owszem, zachowywał się czasem, no dobrze, często jak podły drań, mimo to chociaż dziś wieczorem można było na jego draństwo przymknąć oko, prawda?
No dobra, czasem kogoś zmacał wbrew woli macanego, ale przecież baby to lubią, nie? Komplement od pana Siergieja im się nie podoba? Co za złośliwość!

Nataniel ukrywa przed sobą, że imponuje mu małpia strona natury Siergieja, a Joasia najwyraźniej chce się przypodobać Natanielowi (co się dziwić, ranna się zaharowuje, a nawet podziękowania nie usłyszała; obaj traktowali ją jak powietrze), bo opowiada, jak Siergiej uratował konia.
Nie odważyła się potępić doktor Kraszewskiej otwarcie, ale tych kilka zdań wystarczyło, by Marta poczuła się podle. Znała Sodarowa tylko z tej ciemnej strony. Czyżby dla innych miał drugą, jaśniejszą?
Chyba lepiej poznać najciemniejszą stronę człowieka przed pakowaniem się w związek, no nie?

Marta nie wytrzymała presji i prania mózgu.
Westchnęła ciężko.
– No i muszę pójść za nim i go przepraszać.
Musisz, takie prawo w tym opku: ludzie bez przerwy wychodzą w trakcie rozmowy, a potem druga osoba ma misję, żeby przeprosić. W ten sposób rozwija się tutaj akcję.
Ruszyła do drzwi. Nataniel zastąpił jej drogę.
– Pani Marto, jest późno – odezwał się, patrząc na czarną ścianę lasu. – Przeprosicie się jutro z samego rana.
Ale ona minęła go, rzuciła: „Mieszkam tu od lat, dzieciaku”, i już szła szybkim krokiem drogą, na której zniknął Sodarow.
Chociaż tyle. Niech sobie nie wyobraża.
Marta sobie idzie, po czym bum! Znienacka łapie ją Siergiej.
– Jak zwykle musisz się na mnie czaić! – rzuciła gniewnie, czując łomoczące w piersi serce.
Przestraszył ją. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Ty uważaj lepiej, bo przez swojego bandziora padniesz bez życia jak mateczka Nataniela.
Gdyby chciał jej w tym momencie zrobić krzywdę, ani by pisnęła, zakneblowana jego silną dłonią, zduszona ramieniem. Miała tego doskonałą świadomość i w głębi duszy była rada, że Siergiej Sodarow się w niej kocha, zamiast nienawidzić.
Drogie panie, jeśli silny kolega was nie krzywdzi fizycznie, nie gwałci, nie katuje (molestowanie się nie liczy, szympansy takie są), znaczy, że kocha. A za co miałby nienawidzić, za to, że zdziwiła się, że zadbał o konia?
– A ty jak zwykle musisz chodzić przez las sama, nocą – odmruknął. – Prosisz się o kłopoty.
– Jedynym kłopotem, jaki mogę tu spotkać, jesteś ty.
– Życzyłaś sobie, bym nie pokazywał ci się na oczy – zaczął z rosnącą furią – uszanowałem tę „prośbę”, ale tobie było mało. Włóczysz się za mną, bezpodstawnie obrażasz mnie przy ludziach i ja, ja!, jestem problemem twojego życia?! – Rąbnął pięścią w pień przydrożnej brzozy, by wyładować wściekłość. 
Piękne, spocone, dziko owłosione ramię brutala wbiło się w pień. Podziwiajmy scenę.
Marta drgnęła, przestraszona jego gwałtownością.
– Na miłość boską! – syknęła w następnej chwili. – Miałam cię przeprosić, a znów się kłócimy jak para nastolatków. Nie ułatwiasz mi tego!
 – Więc przepraszaj, zamiast jak zwykle obrażać! 
Ona to ma nerwy ze stali… Sama jest drobna, a wielki, niezrównoważony facet, który cały czas przekracza granice, wścieka się na nią i wyżywa, bijąc drzewo.
Marta zaczęła zbierać w myślach słowa, gdy jej wzrok padł na pięść, którą przed chwilą Siergiej poczęstował Bogu ducha winną brzozę, i już wiedziała, co powiedzieć. Ujęła jego dłoń, siłą rozwarła zaciśnięte palce.
– Rozbiłeś sobie knykcie. Znów muszę cię opatrywać… – westchnęła. – Cały ty, Siergiej Sodarow, nieobliczalny, gwałtowny, niebezpieczny… – Oglądała jego dłoń w świetle księżyca, a on bał się drgnąć, by nie wypuściła jej z rąk.
– Ty nie musisz się mnie obawiać – odezwał się cicho. – To, co powiedziałem wtedy, w szałasie, było prawdą. Jest nią nadal.
A jednak, po chwili zaczęła obawiać się o własne życie.
Marta uspokajająco sugeruje, że zamiast cały czas się ranić, mogliby się pogodzić. Siergiej interpretuje to, jak chce, czyli jako romantyczną deklarację.
Ujął jej twarz w dłonie, łagodnie, by nie spłoszyć tej chwili, i rzekł miękko:
– Powiedz jedno słowo, a będę dla ciebie najczulszym z mężczyzn.
Już nigdy cię nie pogryzę!
Siergiej próbuje wyczytać miłość aż po grób z postawy Marty, ale ta się wycofuje i kręci głową, na co on się obraża.
– Dla ciebie stałbym się innym człowiekiem – odezwał się, przybierając zwykły, odpychający ton. – Zerwałbym z przeszłością i żyłbym po chrześcijańsku, jak Pan Bóg przykazał. Ale ty mnie nie chcesz z moim „czarnym sercem”, mimo że tak naprawdę niewiele o mnie wiesz. Twoja strata. 
Może wybrałeś złą kolejność? No wiesz, mógłbyś znaleźć legalną robotę i pochwalić się Marcie, a ona już nie bałaby się, że ją zamordujesz, jak się nią znudzisz, a ona będzie wiedziała za dużo…
Wyjeżdżam, Marta. Wystawię dom na sprzedaż i więcej nie będę się narzucał. Może kto inny da ci szczęście, na jakie zasługujesz. Żegnaj.
Podziwiajmy, jaki spryciarz z tego Siergieja. Delegacją chwalił się na prawo i lewo, ale miał pewność, że Nataniel ani Asia nie pisną choćby słówka Marcie. Dzięki temu sprawił, że Marta ma czas wszystko przemyśleć Z WIELKIM POCZUCIEM WINY. Przynajmniej póki nie dowie się przez jakąś trzecią osobę, np. Mateusza, u którego Nataniel się żywi.
Ona została sama na leśnej ścieżce, czując w sercu ulgę… ale i żal. Przemożny żal. Mogli być przyjaciółmi…
Czego to się nie robi, by uniknąć samotności… Ona i tak jest otoczona przez buców, więc jeden więcej, nawet z ostrymi zębami i lepkimi łapami niewiele by zmienił. I tak nikt nie widzi w niej człowieka, tylko BABĘ.
Nie. Taki mężczyzna jak Siergiej Sodarow nie potrzebował przyjaciółki. On chciał ciebie całą. Twoje myśli, duszę, serce i ciało. I bądź uczciwa przed samą sobą, Marto Kraszewska: ty również byś tego chciała.

ROZDZIAŁ XV
JAKIŚ BEŁKOT

Koń Nataniela jest apatyczny, za to pies wyleczył się z traumy i zachowuje się normalnie.
Niedługo potem ojciec Joasi przywiózł siano i kilka kostek słomy.
– Sodarow zapłacił – starszy mężczyzna tymi słowami zbył pytania o cenę.
Nataniel poczuł do Siergieja prawdziwą wdzięczność. Jeszcze gdy znalazł w skrzynce pocztowej kopertę z dwoma tysiącami złotych… Był uratowany!
Mówiłam. W kwestiach finansowych jest odpowiednikiem żony sołtysa. Mam wspaniały pomysł na hepi end: Nataniel i Siergiej odjeżdżają razem na koniu, który już nie jest apatyczny. Marta pozbywa się stalkera, Mateusz zdobywa serce już spokojnej Marty, Nataniel zdobywa sponsora, a Siergiej miłość na wieki i podziw.

Love love love
Zaraz podjedzie na ranczo, oporządzi konie, tak jak się umówili, a potem, gdy już zapracuje na pierwszą setkę, zabierze Martę i Mateusza do Pisza na porządny obiad. Dokarmiali go tak długo, że doprawdy najwyższa pora się odwdzięczyć.
Ale Marta odmówiła!
Wykręcając się pilną pracą, zupełnie jakby nowa narzuta nie mogła tych paru godzin poczekać, zasugerowała:
– Zabierz Asię Jarząbek. Pomagała ci przecież przy szykowaniu miejsca dla Królewny Śnieżki.
Marta chce mieć spokój, mądrze.
Okazuje się, że koń Nataniela to klacz:
– Rano wstąpiłam obejrzeć sobie prezent, jakim uszczęśliwił cię Siergiej. Przyjrzałam się bliżej i to nie żaden siwek, a ona, klacz. A że nie pamiętałam, jak ją nazwałeś, ochrzciłam ją po swojemu: Śnieżka. Potem przyjrzałam się jej dokładniej, stwierdziłam, że jest półkrwi, więc dodałam Królewnę. Ale możesz ją przechrzcić na… no nie wiem… Aspiryna? Bałwanka? Owieczka?
Co za zwrot akcji, nikt wcześniej nie zauważył.

Nataniel pyta, czemu ktoś chciał pozbyć się idealnego konia. Marta tłumaczy, że nikt nie lubi zwierząt, proste.
– Wystarczy, że nie spełniała oczekiwań. Może nie dała źrebaka? Nie chciała chodzić pod siodłem? Skakać? Niektórzy ludzie traktują zwierzęta jak przedmioty: kupiony w takim to a takim celu ma robić to i to. Nie robi? Na złom. A dlaczego ktoś oślepił Trusię? To taki kochany zwierzak. Zobacz, jak na nas patrzy, chociaż nie widzi…
Heh.
– Wiem, to tylko zwierzę, ale przecież czuje, myśli, boi się, pamięta. Czas leczy rany, no nie? – Szturchnęła go przyjacielsko w bok, patrząc na małą czarną wstążeczkę, którą nosił przypiętą do kołnierzyka. Żałoba po matce.
Żeby nikt nie zapomniał, że Nataniel cierpi i ma traumę!
– Zrobię tak, jak mi pani poradziła. Zaproszę Joasię. Mam nadzieję, że sołtys nie złamie mi za to drugiej nogi albo nie spali chałupy.
– Dopóki mają świeżo w pamięci wypadek i twój bohaterski wyczyn, możesz spać spokojnie. Gdy zaczną patrzeć na ciebie wilkiem, zacznij się niepokoić, a gdy znajdziesz pod domem trutkę na szczury, pakuj manatki i wracaj tam, skąd przybyłeś.
Masz jeszcze 48 godzin na zaliczenie Asi, 47:59:51… No, spiesz się! Ruchy, ruchy!
Marta po chwili tłumaczy, że żartowała i wrogowie najwyżej przebiją opony skutera.
A Joasia zadurzała się w przystojnym, jasnowłosym Natanielu Domoradzkim coraz bardziej.
Świetny wybór: leń, który w każdej chwili może stać się bankrutem i znowu gdzieś wyjedzie, szukając szczęścia.
– I co sądzisz o naszej parce? – zagaił do Marty Mateusz, gdy skuter z Natanielem i wtuloną weń Asią Jarząbek mignął mu na drodze do Pisza. – Trochę ci ta panna psuje szyki, co?
Marta spojrzała nań znad skrawków materiału, które pracowicie fastrygowała, łącząc w skomplikowany wzór, i odrzekła:
– Mam czas. Na razie Oliwia nie wybiera się w te strony. Nie mam z kim Nataniela swatać.
Przy okazji, ciekawy ten plan Marty, wspominany co kilka stron... tylko skąd przyszło jej do głowy swatanie Nataniela z córką, skoro NIE MA Z NIĄ KONTAKTU?
– Dostałaś od niej jakąś wiadomość?
– To, co zwykle: „U mnie okej”. Nawet nie wiem, skąd ją wysłała, co teraz robi, z czego się utrzymuje. – W głosie pogodnej zazwyczaj kobiety zabrzmiała rozpacz. – Za co mnie tak znienawidziła? – Uniosła na Mateusza zwilgotniałe oczy.
Mateusz stwierdził, że wzruszenie ramionami wystarczy, więc narrator musi wytłumaczyć to, co wiadomo od miliona rozdziałów:
Zaraz po maturze wyjechała z kraju i odtąd Marta otrzymywała suche wiadomości: „U mnie okej”. Ani adresu, żeby wysłać choć kartkę na święta, ani odpowiedzi na esemesy…
Ogólnie Mateusza najwyraźniej zażenowała ta kwestia, więc zmienił temat (Siergiej wyjechał!), by Marta dla odmiany nie płakała, tylko była wkurzona. I w końcu odkryła, że Siergiej nie opuścił ich na wieki wieków.
Nataniel ma zajmować się końmi przez trzy tygodnie, za tyle Sodarow mu zapłacił. Prosić Pana Boga, byś tym razem nie musiała go łatać czy oczami przed policją za niego świecić. Byli u mnie, pytali o krew w szałasie. Stoi na moim terenie przecież. Zbyłem ich bajeczką o rannym dziku, a oni nie wyglądali na zbyt przejętych dochodzeniem. Ponoć była jakaś burda na granicy i ślady prowadzą do nas, ale że nikt nie zginął ani nie wniósł skargi… – Wzruszył ramionami.
Ale nikomu nic nie powiem, bo JP!
Siergiej zatrzymał nielegalny transport koni, wrócił pocięty nożem, na granicy była jakaś rozróba, ale nikt nie złożył doniesienia. Oczywiście, że nie, skoro po jednej stronie byli przemytnicy, po drugiej… Jeśli Sodarow nie należał do szajki przemytników, a z tego wynika, że wprost przeciwnie, to kim, na Boga, ten człowiek był?!
Na bank reinkarnacją Brzeskiej. Jak szargać czyjąś pamięć, to na całego.
Przyszedł chyba czas, Marto Kraszewska, by zapytać go o to wprost. Na razie masz same domysły, które być może krzywdzą Siergieja. To, że jest dziki i gwałtowny, nie znaczy, że trzeba go skreślać i oczyma duszy widzieć za kratkami.
Przecież wszyscy ci mówią, że powinnaś się uspokoić. Może i zakochany w tobie mężczyzna jest czasami agresywny, rąbie drzewa pięścią przy byle rozmowie, może chce cię np. zamordować, ale to nie znaczy, że powinnaś coś z tym zrobić!
Spojrzała na dobrą, życzliwą twarz Mateusza. Nie tak przystojną jak Sodarowa, ale przecież piękno, to prawdziwe, nosimy w sercach. Uśmiechał się tak, jak tylko dobry człowiek mógł uśmiechać się do kogoś, kogo kochał całą duszą. Marta zaś… nie miała mu nic do zaoferowania. Oprócz przyjaźni, która pewnie nie na długo temu mężczyźnie wystarczy. Straci i jego…
Nadal próbuję rozgryźć, o co chodzi z tymi uśmiechami, które czasem powodują wybuch wściekłości, a czasem ciepło na serduszku.
– Dziękuję, że jesteś – szepnęła.
On zamarł bez ruchu jak porażony. Bał się głębiej odetchnąć, by nie cofnęła ręki, jeszcze nie. Inny, korzystając z chwili słabości tej dumnej, nieprzystępnej kobiety, próbowałby czegoś więcej – Sodarow na pewno – Mateusz zaś, wzruszony do głębi, cieszył się jej dotykiem i prostymi słowami płynącymi z serca.
Każdy inny by zgwałcił, ale nie on, Mateusz, taki szlachetny.
– Jestem, Martuś, jestem. I będę przy tobie. Zawsze – odrzekł łamiącym się głosem.
Pochyliła głowę nad robótką, by nie widział jej łez. Tak bardzo chciałaby pokochać tego mężczyznę i tak bardzo tego nie potrafiła…
Gdyż też wyłazi z niego buc od czasu do czasu (patrz: scena, gdy zapłakana Marta wraca po opatrzeniu ran Siergieja w szałasie)? Pod tym względem to realistyczne – Marcie coś nie pasuje w Mateuszu, ale nie umie tego zwerbalizować, bo przy każdym mężczyźnie, którego spotkała w życiu, wydaje się aniołem stróżem. Tyle że nie myśli o niej zbyt dobrze, a Siergiej, mimo że traktuje ją przedmiotowo, przynajmniej zdążył jej nagadać, jak to ją ceni. Lepiej nią manipuluje, chwilami podwyższa jej samoocenę, czego Marta potrzebuje jak powietrza, więc pewnie wygra jej serce… Mateusz traktuje ją jedynie protekcjonalnie, a to nie daje pozytywnych emocji, mimo że Marta uspokaja się przy nim i czuje stabilizację. Bo co ze stabilizacji komuś tak nieszczęśliwemu, samotnemu? Jej potrzebna nadzieja, że będzie lepiej i coś się zmieni.

Niech ktoś wyśle tych wszystkich ludzi na terapię. Osobno. A Martę dodatkowo na portal randkowy.

Komentarze

  1. "Musisz też wiedzieć, że zdrowych koni nie wolno przewozić na ubój"
    AHAHAHAHAHA, że co, kurwa?! Ja rozumiem, że trzeba było podkreślić to, jak bardzo ludzie źli i jak bardzo koniki biedne, ale NIE, to tak NIE działa. Ustawa o ochronie zwierząt nie pozwala na celowe okaleczanie zwierząt, niezależnie od tego, czy idą pod nóż czy do renomowanej hodowli. Mało tego - NIE WOLNO transportować okaleczonych zwierząt. Ja wiem, prawo sobie a rzeczywistość sobie, nie zawsze się tego pilnuje, ale jażeszpierdolę, jak można wypisywać takie bzdury?

    Aha, i białego konia żaden, nawet najbardziej Zuy handlarz, nie sprzedałby do żadnej rzeźni, bo żadna by takiego nie chciała przyjąć. Białe i siwe konie mają skłonności do czerniaków i innych nowotworów i nie nadają się na mięso.

    W mordę jeża, odżywa we mnie ochota zrobienia wetanalizy drugiej części "Poczekajki"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa uwaga z siwym koniem, nie słyszałam; czyli głupoty się mnożą jak zwykle, bo gdzie tam Kasia miałaby się męczyć z jakimkolwiek riserczem. Ogólnie nie zdziwiłabym się, jakby i tutaj przeczytała jakiś artykuł, np. o przypadku maltretowanych koni, i nic z niego nie zrozumiała. Za to czytelników trzeba uświadomić, jaki to świat jest okropny, inaczej się nie wczują przecież.

      A część drugą zrób koniecznie, część pierwsza mi się bardzo podobała! :D Niby skręcało z tej głupoty strasznie (no i ten nieprzyjemny wniosek, że jak kariery sobie nie zmyśliła, to musiała jakieś zwierzęta skrzywdzić takim podejściem), ale mimo to przy komentarzach świetnie się bawiłam, to pamiętam.

      Usuń
    2. Ona wszędzie wciska wątek koni wywożonych na rzeź, nawet w pierdzielonym Ferrinie była wzmianka. I wszędzie powtarza te przedramatyzowane bzdury o rażeniu prądem (też ustawowo zabronionym) i obowiązkowo KAŻDY taki transport jest nielegalny.

      Kiedyś w końcu nie wytrzymam i napiszę. xD

      Usuń
  2. Jak tylko dam znać, że przeczytałam wszystkie dotychczasowe odcinki i uważam, że odwalasz tu kawał świetnej roboty (w przeciwieństwie do tego, co jak zwykle odwaliła AŁtorKasia). Szacun. A ta gwiazdka w oku pani pisarki to pięknie upiorna wisienka na torcie, za każdym razem nie mogę oderwać wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po kazdej Michalakoanalizie zapominam na troche, jakie to jest zle. A potem przy kazdej kolejnej dziwie sie ponownie, ze to faktycznie jest az tak zle :D

    Co tu sie wyprawia w tym rozdziale, to ja nawet nie. To troche jak obserwowanie zwyczajow godowych jakiegos egzotycznego gatunku.

    Ach, te brawurowe elementy komiczne, te oblesne opisy chuci, to gore wciskane na sile, bez ladu i skladu.

    Co za piekna patologia :P

    Mowicie, ze w Ferrinie wywozono jednorozce na rzez? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Dokładnie, za każdym razem, jak przypominam sobie akcję z którejś książki, myślę, że to NIEMOŻLIWE, żeby akcja była AŻ TAK durna – autorka przecież zauważyłaby, że to przesada. A potem zaglądam do którejś analizy i okazuje się, że zapomniałam o kilkunastu innych chorych szczegółach.

      Usuń
  4. 59 yr old Account Executive Giles Ertelt, hailing from Sainte-Genevieve enjoys watching movies like I Am Love (Io sono l'amore) and Geocaching. Took a trip to Carioca Landscapes between the Mountain and the Sea and drives a Maxima. Dowiedz sie tutaj

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.