1.8 Rozdział 16 i 17
ROZDZIAŁ XVI
HAKER WŁAMIE CI SIĘ NA FEJSBUKA
Joasia na propozycję Nataniela rozpromieniła się jak małe słoneczko.
Przytknęła dłonie do policzków, pisnęła z radości, upewniła się: „Na obiad? Do restauracji? Ze mną?!”, po czym… uciekła.
Bardziej dobitnie nie da się pokazać, że jest delikatna, dziecinna i głupiutka. Bo kobiety dzielą się na delikatne i bezbronne wobec zewnętrznego świata; wystrzałowe kurwy, które niczego się nie boją i są roszczeniowe; Marty Kraszewskie. Kurwę niedługo poznamy.
Wypuścił z sadu Śnieżkę, chcąc, by jak najwięcej przebywała blisko człowieka, zdjął koszulę, bo maj rozpieszczał upalną słoneczną pogodą, i niezmordowanie pracował widłami. Wysiłek fizyczny sprawiał mu taką samą przyjemność jak projektowanie okładek. Mięśnie pięknie grały pod opaloną skórą. Nie zdawał sobie z tego sprawy, jak bardzo jest przystojny…
To mi przypomina te wszystkie filmy, do których zatrudnia się Anne Hathaway wyglądającą jak Anne Hathaway albo Kate Winslet we wcieleniu Kate Winslet, by grały kobiety nieatrakcyjne, niezdarne i robiły tło dla hot koleżanki.
Niepokoi mnie też, że autorka promuje sterydy, bo dwa rozdziały temu był cherlawy, a w szóstym jak byk stoi, że Nataniel po wypadku skończył z wszelkim sportem, chociaż wcześniej był bardzo aktywnym człowiekiem. Chyba że od machania widłami jest się w stanie w kilka dni zbudować rzeźbę herosa.
Pies Nataniela bawi się z koniem, Nataniel pręży mięśnie, a tu przybiega Joasia, tym razem wystrojona w kwiecistą sukienkę.
Jeśli dotąd próbowała trzymać uczucia na wodzy, właśnie wtedy zakochała się bez pamięci w uśmiechniętym, szarookim Natanielu Domoradzkim…Zdanie z poprzedniego rozdziału, tylko w trybie dokonanym.
Zauważył ją. Podszedł do furtki. Ona spuściła wzrok, by nie wgapiać się w jego nagi umięśniony tors.
PATRZCIE, ZACHWYCAJCIE SIĘ BOHATEREM (za którym dopiero co wołali „kuternoga”, „cherlawy”, „ciapciak”). Szkoda, że Bernini nie zdążył go spotkać, bo wówczas Rzym zalany byłby fontannami, gdzie każda z postaci ma głowę Nataniela. Ciał nie trzeba by było wymieniać.
Asia wraca i tłumaczy:
– Chciałam się przebrać. Przecież nie pojadę do eleganckiej restauracji w T-shircie i ogrodniczkach – odparła nieśmiało. – Przyniosłabym ci tylko wstyd.
– Daj spokój! Wyglądasz ślicznie!
Uniosła nań rozjaśnione radością oczy. Zielone niczym czterolistna koniczynka.
– Teraz ja muszę założyć coś elegantszego. Żebyś ty się mnie nie wstydziła. Daj mi chwilę.
Hehe, biegnie obwiązać klatę kirem, żeby nikt przypadkiem nie zapomniał o jego cierpieniu.
Zniknął w domu i kwadrans później, zmywszy z ciała pot w misce z wodą – prysznica nadal w chacie nie miał – w odprasowanej błękitnej koszuli, ogolony i pachnący męskimi perfumami, które dostał od mamy na ostatnią wspólną Gwiazdkę, gotów był na randkę ze śliczną Asią Jarząbek.To już wiadomo, jaki będzie temat przewodni randki: Nataniel cierpi, bo mama umarła przez złych bandytów. A wszystko zaczęło się po wojnie, gdy złe ruskie…
Joasia znowu się rumieni, zachowuje jak dziecko, Nataniel niczego nie zauważa i zaprasza ją na skuter. Joasia jest zachwycona, że może bezkarnie dotknąć klaty Apolla.
Zatrzymano ich pośrodku wsi, przez którą musieli przejechać. Wysoki, barczysty chłopak, młodszy kilka lat od Nataniela, ale znacznie od niego potężniejszy, stanął pośrodku drogi i nie pozwolił, by jechali dalej. Nataniel zgasił silnik. Poczuł, że Asia za jego plecami sztywnieje.
– Przepuścisz nas łaskawie? – rzucił do tamtego, zupełnie nie kojarząc, kto zacz.
– Najpierw zamienię słowo ze swoją dziewczyną… – I Nataniel już wiedział, kogo ma przed sobą.
Marka Sidłę, syna sołtysa. Joasia zsiadła ze skutera i z miną zbitego psa podeszła do chłopaka.
– Coś ty z siebie zrobiła? – syknął. – Wymalowałaś się jak kurwa! Nataniel aż pobladł, słysząc te słowa.
– Ej, człowieku, nie waż się tak do niej mówić!
A ten co, znowu ma ochotę na bijatykę? Bo ostatnio bronił Asię tylko po to, by sprowokować Siergieja.
– Gdzie się wybierasz, nie racząc mnie o tym poinformować, szmato? – warknął ponownie i trzepnął Asię wierzchem dłoni w policzek, nie mocno, ot, jakby karcił krnąbrnego psa.
Ona nawet nie pisnęła. Ale Natanielowi było tego za wiele. Chwycił sołtysiaka za przód bluzy i…
A jednak! Jego małpia głupota to konsekwentna, świadoma kreacja!
– No, uderz, bohaterze! – Tamten zaśmiał się drwiąco. – Ja pierwszy nie mogę, bo ociec nogi z dupy powyrywa, ale jak zaczniesz……
– Nie uderzę, a jeśli już, to nie tu i nie teraz. – Nataniel przyciągnął go do siebie tak, żeby słyszał tylko on. – Ale jak jeszcze raz w mojej obecności obrazisz kobietę, tę czy inną… Jestem informatykiem, hakerem, włamię ci się na fejsbuk i wrzucę twoje selfie: nagi ty i twój fiut. Mały jak orzeszek.
Jestem informatykiem, hakerem, włamię ci się na fejsbuk
wrzucę twoje selfie: nagi ty i twój fiut. Mały jak orzeszek
Boże, jakie to jest okropne. Okropnie, beznadziejnie napisane, sztuczne, okropne pomysły i straszna kreacja postaci. Turlam się po łóżku z żenady.
– Tylko spróbuj, kurwa! Łeb ci upierdolę!
Znaczy przyznał się do robienia selfie z orzeszkiem, że go to zestresowało, czy Nataniel planuje pobić go nieprzytomności i rozebrać…?
– To pójdziesz siedzieć, żłobie, a i tak tysiąc twoich znajomych do końca życia będzie sobie z ciebie i twojego fiutka jaja robiło. Jeszcze raz naubliżaj kobiecie i masz przerypane. – Odepchnął go od siebie.
A potem wielki plan nie wypali, bo wszyscy zaśmieją się tylko, że kolega zapomniał się wylogować. I karny orzeszek.
Nataniel zabiera Asię i odjeżdża. W kolejnej scenie Mateusz przy łowieniu ryb pyta go o kłótnię z Markiem.
– Plotki szybko się rozchodzą – mruknął chłopak, siadając obok Mateusza. – I nie do końca są prawdziwe. To on zadarł ze mną. Pan pozwoliłby takiemu szmaciarzowi obrażać dziewczynę i bić ją po twarzy?
Pan Siergiej to co innego, pana Siergieja to ty szanuj!
– Rozprasowałbym go na asfalcie, ale ty, wybacz szczerość, chłopcze, w bójce z sołtysiakiem nie masz szans.
Też mam mięśnie gladiatora, odkąd zauważyłem, że ta szmata Marta leci na bandytów. Siłownia, ręczne mocowanie się z dzikami… Chcesz dotknąć mojego bicepsa?
– Nie pozwolę nikomu obrażać kobiety. Bez względu na konsekwencje – powiedział powoli i bardzo stanowczo.
Aaaaa… Czyli on tak na serio! Ale rozwój postaci.
Przybiega Marta, która usłyszała niusa o bójce.
– Musiał zadzierać akurat z nimi? Z sołtysiakami? – jęknęła Marta i usiadła obok nich.
– Stanął w obronie dziewczyny.
– Ten młody bandyta żyć mu nie da!
No… i wszystko przez ciebie, bo wyswatałaś dziewczynę, która była prawie zaręczona z dresiarzem?
Mateusz i Nataniel próbują zbagatelizować sprawę, ale przy Marcie się nie da.
– Będziesz się śmiał, jak ci konia albo psa otrują – odezwała się Marta całkiem poważnie.
Natanielowi śmiech uwiązł w gardle.
– Byliby do tego zdolni?
Teraz ona się zaśmiała, ale nie był to wesoły śmiech.
– Mieszkałam tu może od dwóch miesięcy, gdy któregoś dnia natknęłam się na sołtysa, jak topił kocięta w wiadrze z wodą. Wkurzyłam się, postraszyłam policją. On kazał mi pilnować własnego nosa. Jednego kotka udało mi się odratować. Jakiś czas później Sidło zrobił to samo, chyba czekając, aż będę przechodziła. Tym razem były to szczenięta. Ja jestem słowna, poszłam na policję, złożyłam doniesienie o znęcaniu się nad zwierzętami. Policjanci wlepili sołtysowi mandat za picie w miejscu publicznym, bo po pieskach nie było już oczywiście śladu, a następnego dnia znalazłam na progu domu martwego kotka, którego wtedy uratowałam. Od tamtej pory… sołtys nie topi zwierząt na moich oczach, a ja nie jestem taka wyrywna, by z nim zadzierać. Trzymamy rozejm. Nie wrogi, ale też nie przyjacielski. Pytasz, czy byliby zdolni do otrucia twoich zwierząt? Tak. Tobie krzywdy nie zrobią, bo poszliby siedzieć, ale na zwierzakach się wyżyją.
Tym razem kocięta, bo rozdział bez torturowania zwierząt to rozdział stracony.
– Chyba wolę miejską dżunglę – przerwał milczenie chłopak. – Tam przynajmniej zwierząt nie trują…
Tylko ciocie podpalają.
– To sprawa między nim, nią a jej ojcem, Nat – uciął mężczyzna. – Jeśli Aśka i Kaźmirz na to pozwalają, nic ci do tego.
– Pani Marto…?! – Chłopak zwrócił się do kobiety, oburzony do granic.
– Sołtys tłucze żonę, syn – narzeczoną. – Wzruszyła ramionami. – Przy tobie Marek tego nie powtórzy, ale dorwie ją na osobności i odpłaci podwójnie. Taka wieś, taka rodzina.
– Pani też pozwoliłaby się tłuc?
– Natanielu drogi, gdyby ktoś podniósł na mnie rękę, wgryzłabym mu się w krtań. – Marta powiedziała to zupełnie serio.
Łoł. Niesamowita pewność siebie jak na to, że nim zdążyła choćby dotknąć Siergieja, gdy planowała mu przyłożyć, ten ją już unieruchomił. Ale molestowanie się nie liczy, to tak z pięknej, prawdziwej miłości, nie nienawiści.
– Natomiast ja mam bezczynnie patrzeć, jak Marek Sidło bije Joasię? – Nataniel nic z tego nie rozumiał.
– Nie będziesz patrzył. On już nigdy tego przy tobie nie zrobi – ucięła Marta.
Gdy topią kocięta, natychmiast wzywa się pomoc, natomiast dziewczynę można katować, bo jej ojcu to nie przeszkadza. I tu wyłazi hipokryzja Marty: gdyby naprawdę zależało jej na losie zwierząt, to dobry sposób, by za którymś razem syn sołtysa wreszcie został zatrzymany. Asia mogłaby bać się zeznawać, ale wystarczyłoby, by Markowi puściły nerwy w starciu z policją. Za znęcanie się nad ludźmi kary są znacznie wyższe i trudniej o zawiasy, gdy osoba miała już konflikt z prawem. Ale najwyraźniej są wartości ważniejsze niż pomoc niesiona zwierzętom – np. nauczka dla Asi za jej bezbarwność i nieumiejętność obronienia się.
Wraca temat koni, nuda.
Na razie jednak Sodarow był…? – on jeden wie gdzie, Marek Sidło również gdzieś przepadł, minął maj i nastało piękne mazurskie lato…
A ten po co miał przepadać, jak nie zrobił nic – w swoim mniemaniu – niewłaściwego?
ROZDZIAŁ XVII
KOBIETY Z PIERSIAMI, NATANIEL Z MIĘŚNIAMI, MARTA Z CHAMSTWEM, MATEUSZ – STANDARDOWY STATYSTA
Mateusz, Nataniel i Kazimierz – ojciec Joasi – remontują chatę, żeby Nataniel nie musiał się więcej myć w misce jak jakiś jaskiniowiec.
Tak więc trzej mężczyźni zakasali rękawy i dokarmiani przez Martę na zmianę z Joasią – która zakochiwała się w Natanielu z dnia na dzień coraz bardziejWiemy…
– stawiali ścianki działowe w sieni, by zrobić miejsce na łazienkę z prawdziwego zdarzenia.
Zaczęły spływać pieniądze za zlecenia, Nataniel przestał więc wreszcie biedować. Mógł kupić wyposażenie łazienki, nie prosząc o pożyczki, niedrogą pralkę, szarpnął się również na szafki kuchenne, porządną lodówkę i wersalkę. (…) Tak oto niedawna rudera zmieniła się w ładny, przytulny domek.
Mateusz i Kazimierz w milczeniu od dwóch godzin łowią ryby.
– Nigdy nie zrozumiem mężczyzn – odezwała się Marta do Joasi wodzącej za Natanielem pełnym tęsknoty spojrzeniem.
Dziewczyna spojrzała na lekarkę półprzytomnie. Ta patrzyła na nieruchome sylwetki tkwiące przy końcu pomostu.
– Siedzą tak od paru godzin, nic nie mówią, gapią się w wodę… Jak do nich zagadasz, syczą, żeby nie przeszkadzać. W czym tu przeszkadzać, na miłość boską?! – Pokręciła głową ze śmiechem i powróciła do obierania ziemniaków.
Nie wiem, czy autorka opisała tu zachowanie swoich synów, czy co, ale znowu niepokoją mnie te radosne stereotypy o stosunkach damsko-męskich.
Przynajmniej w tym miejscu mamy całkiem sympatyczny (niesamowite!) opis sąsiedzkiej pomocy i zwyczaju wspólnych obiadów (gospodarz się cały czas zmieniał). Niestety nieopatrznie Marta rzuca do Joasi „twój Nataniel”.
– On nie jest mój. – Joasia rzuciła w przestrzeń, jakby nie słyszała ostatnich słów Marty. – Nie zwraca na mnie uwagi – w jej głosie zabrzmiały niewypłakane łzy.
Eee… nie masz już przypadkiem chłopaka?
Kobieta podążyła za wzrokiem dziewczyny. Nataniel w czarnym podkoszulku i czarnych dżinsach wyglądał świetnie.
Wygląd podstawowym kryterium przy doborze partnera. Nic dziwnego, że w tej książce nie pojawia się żaden zdrowy związek.
Utykał coraz mniej, od kiedy znalazł swoje miejsce na ziemi i odzyskał spokój.Magiczna siła wsi i znajdowania swojego miejsca na ziemi: leczenie źle zrośniętych kończyn.
Może on nie zdawał sobie z tego sprawy, ale ci, którym był bliski, zauważyli tę zmianę. Odgarnął teraz z oczu nieco za długie włosy, spłowiałe od słońca. Ramiona miał muskularne i opalone na brąz. Można się było w nim zakochać, bez dwóch zdań.
No tak, te warszawskie konowały wysłały go na oddział chirurgiczny zamiast skierować na solarium. A może chodziło o brak witaminy D?
– Traktuje mnie jak młodszą siostrę, a ja nie jestem jego siostrą! – krzyknęła Joasia półgłosem. – Co zrobić, żeby zobaczył we mnie kobietę? – Spojrzała na Martę błagalnie.
– Chyba życie ci niemiłe, dziecko – odmruknęła lekarka. – Chodzisz przecież, czy jak wy to określacie, z Markiem Sidłą. Chociaż po prawdzie częściej cię widzę tutaj niż z narzeczonym.
– Już go nie chcę!
– Więc mu to powiedz. Z naciskiem na „już”, bo jeszcze niedawno wisiałaś na nim jak kleszcz na psie. Pojawia się na horyzoncie lepsza partia – wskazała Nataniela – i Marka „już” nie chcesz? Prosisz się o kłopoty i narażasz na nieprzyjemności chłopaka.
Ciekawe, czy córce też dawała podobne rady. Zobaczyłaś w gazecie ofertę lepszej pracy, ale nie idź na rozmowę, bo szef może źle zareagować. Przez ból kręgosłupa zaczęłaś brać tabletki przeciwbólowe, które nic nie dają, ale nie idź do lekarza, bo trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny. Przecież nie chodzi o przerzucanie się ze średniego przedsiębiorcy na rosyjskiego oligarchę, bo majętniejszy facet jest lepszy, tylko o to, że dzięki nowemu koledze Asia zrozumiała, w jakim bagnie się znajduje.
– Nataniel mnie przynajmniej nie bije!
– Bo jest prawdziwym facetem, nie bandziorem. Tamtemu pozwalasz, to cię bije.
Tu się nasuwa pytanie, czy ojciec też ją leje (i lał matkę), skoro dopiero przy Natanielu odkryła, że niektórzy mężczyźni nie piorą kobiet podczas spotkań towarzyskich. Przy tym Natanielu, którego przy okazji poznała jako chama… W sumie wystarczy, by ojciec wyśmiewał wcześniej ofiary przemocy domowej (teściową Asi?), by nie chciała, żeby się angażował w jej problemy. Jego brak zainteresowania bitą córką też co nieco mówi.
Tu też wyłazi milusi charakter Marty, aczkolwiek to nawet wiarygodne. Próbuje przekonać siebie, że sytuacja z Siergiejem to takie nic, bo nigdy przez niego nie trafiła do szpitala. A że wraca z każdego spotkania z płaczem? Ech. Dlatego tak ją triggeruje sytuacja Asi: przypomina, że jednak nie jest w lepszej pozycji mimo wieku, doświadczenia, wykształcenia i pochodzenia z dużego miasta.
– A co mam zrobić?! – Dziewczyna wykrzywiła płaczliwie usta.
Marta wzruszyła ramionami.
No jasne, co ją to.
Joasia była uroczym dzieckiem, cichym, grzecznym i posłusznym, ale charakteru nie miała za grosz. Nic dziwnego, że Nataniel widział w niej młodszą siostrzyczkę, a nie obiekt miłości. Sam miał silną osobowość – Siergiej nie określiłby go już słowem „ciapciak” –
Czy autorka/Marta utożsamiła właśnie nieliczenie się z innymi, egoizm, szukanie uwagi i zaczepki jako cechy silnego mężczyzny? I co to za kryterium, że jak Siergiej mówi, tak na pewno jest? No i… skąd Marta to wie, skoro jedyna rozmowa po wydarzeniu to ta z biciem drzewa i wyjazdem?
wiedział, czego chce, a tym czymś na pewno nie był związek z dziewczyną tak bezbarwną jak Asia Jarząbek.
Czyli jednym zdaniem „ognistej brunetki” lub „piersiastej blondyny”. A Asię zwodzi dla sportu.
Czy tylko ja mam wrażenie, że taka „bezbarwność”, apatia i niepewność mogłyby jak najbardziej być cechami osoby stłamszonej, zmęczonej życiem, po ciężkich przejściach? Przemocy w domu potwierdzić nie możemy, ale przemocowy związek i wypadek, w którym mogła stracić życie, to wiele.
Jednocześnie jest gotowa coś zmienić w swoim życiu, wyraża chęć zerwania z chłopakiem, który ją bije, zwierza się pierwszej osobie, bo ojciec aż tak zainteresowany nie jest, mimo że wydaje się o wszystkim wiedzieć… i co?
Marty to nie obchodzi, za to dostajemy akapit o tym, jaka to Asia jest nudna i jak nie zasługuje na Nataniela. Koszmar, nie pozytywni bohaterowie.
Nataniel przyjeżdża, popisuje się na koniu, Marta go chwali jak pięciolatka na kucyku, Nataniel odjeżdża.
– Co mam zrobić…? – powtórzyła bezradnie Joasia, patrząc, jak chłopak oddala się leśną drogą.
– Nie wiem, dzieciaku. Ja nikogo do miłości namawiać nie zamierzam, a tobie dobrze radzę: rozmów się z Markiem, bo będzie z tego nieszczęście.
Być może Marta słusznie się martwiła, a może nie.
Autorka jeszcze sama nie wiedziała i założyła, że redakcja wyłapie to zdanko i poprawi.
Ktoś tam na górze miał jednak sporo pomysłów, jak namieszać w życiu Nataniela Domoradzkiego. Mógł pchnąć go w ramiona Asi Jarząbek, a mógł zesłać mu dziewczynę marzeń…
Bo kto by się tam umawiał z jakąś szarą myszą doświadczoną przez los!
Przyjaciele podarowali Natanielowi na urodziny uroczego krągłego kucyka. Był maleńki, wielkości wyrośniętego psa.
Niech mi ktoś powie, jak on zdobywa uznanie ludzi. Przez urodę?
Teoria spiskowa: pierwszy rozdział mówi prawdę, Nataniel był zadowolony z życia mimo przeciwności losu, ale Marcie nakłamał o depresji, ponieważ jest psychopatą, który manipuluje ludźmi i zawsze wychodzi na tym dobrze.
Nataniel dobrze się bawi, popisuje się sam przed sobą na koniu, który przez towarzystwo kucyka ma się lepiej. Postanawia poskakać sobie nad przeszkodami i idzie mu wspaniale.
W tym momencie rozległy się brawa.Też już wiecie, jakiego typu to będzie postać, prawda?
Poderwał głowę zaskoczony. Na progu jego domu siedziała czarnowłosa długonoga piękność. Zaklaskała jeszcze parokrotnie, po czym wstała, obciągając krótką czarną sukienkę i ruszyła w jego kierunku.
Powiedzieć, że Nataniel był zaskoczony, było sporym niedomówieniem. Prawdę mówiąc, odebrało mu głos. Z wysokości końskiego grzbietu miał doskonały widok na głęboki dekolt dziewczyny, jej idealne kształty, pełne piersi, szczupłe, opalone uda… Powrócił spojrzeniem do twarzy nieznajomej. Czarne włosy spływały lśniącą kaskadą niemal do pasa. Usta miała pełne, pociągnięte karminową szminką, co wspaniale współgrało z intensywnie niebieskimi oczami, okolonymi firanką długich czarnych rzęs. Była… oszałamiająca i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Czy tylko mnie się wydaje, że to miał być opis miss blachar? A pani Michalak takich dziewczyn nie lubi, oj, nie lubi.
Co taka piękność robi na końcu świata?! I to pod jego chałupą!
Głupia jakaś.
– Zabłądziłam – odezwała się dziewczyna. – Przyniesiesz szklankę wody? Umieram z pragnienia.
Oblizała usta koniuszkiem języka, a chłopakowi zrobiło się gorąco. I ciasno w pewnym miejscu.
Siodło uwiera? Może ten czterokołowy rowerek to nie taki głupi pomysł. Roztycie się tak nie boli.
Nieznajoma zdawała się pożerać Nataniela wzrokiem. W czarnej koszuli rozpiętej na piersiach, czarnych bryczesach i oficerkach stanowił atawistyczny ideał prawdziwego mężczyzny. Nie uwierzyłby, ciągle pełen kompleksów, że gdy tak trwał nieruchomo w siodle, wyprostowany, szarooki i jasnowłosy,
„Wyprostowany, szarooki i jasnowłosy”, a kiedy tylko się zgarbił, oczy robiły się czarne, a włosy siwe.
nie było kobiety, która mogła mu się oprzeć…
Wizja pięknej blachary
– Mam sama się obsłużyć? – Dziewczyna przechyliła głowę i uśmiechnęła się nieco dwuznacznie.
Tu następują dwa akapity przemyśleń Nataniela, jak to na pewno dziewczyna porzyga się z obrzydzenia, gdy zobaczy chodzącego kulawca.
Dla przyjaciół jego utykanie nie miało najmniejszego znaczenia. Kochali go takim, jakim był. Niedoskonałym jak oni sami.
Tylko dlatego się z nimi zadaje, że wyższej klasy kolegów nie znajdzie przez skrzywioną nogę. Inaczej nawet nie popatrzyłby na tych wsioków, a fe.
Nataniel i dziewczyna idą po wodę.
– Jestem Iwona.
– Już myślałem, że nie masz imienia – powtórzył za nią, uśmiechając się mimo wszystko. – Nataniel. W skrócie Nat.
Dla czytelnika to krótka scenka: Nataniel jeździ, dziewczyna bije brawo i podrywa bohatera tekstem o szklance wody, a potem przedstawiają się sobie. Ale wyobraźcie sobie, że Michalak musiała opisać sylwetkę, włosy, makijaż i ubranie Iwony, a następnie kompleksy Nataniela. Zajęło jej to jakieś pięć, dziesięć minut, zapewne stąd „już myślałem, że nie masz imienia”, mimo że akcja to niedługa chwila.
– To twoja chałupa czy tylko trzymasz tu konia? – Dziewczyna stanęła przed chatą, omiatając ją nieodgadnionym spojrzeniem. Natanielowi zdało się, że jest w nim odraza.
Bo zobaczyła wygódkę przed domem i nie pochwaliła tego zmyślnego rozwiązania?
Wzgardliwie wydęte usta dziewczyny sprawiły mu przykrość, ale cóż… ludziom z miasta dom na wzgórzu mógł się wydać ruderą.
Po to go poderwała. BY GARDZIĆ.
Przed wypadkiem miewał miłosne przygody, kochał się w koleżankach z liceum, randkował ze studentkami. Lubił seks z nimi, radosny, niezobowiązujący, a one lubiły przystojnego, pełnego uroku Nataniela.
Pewnie przystojny, ale co do uroku mam pewne wątpliwości.
Wszystko to skończyło się w dniu, w którym spadł w przepaść i już nigdy nie odzyskał dawnego siebie. Wstydził się wykręconej, trzykrotnie łamanej, pobliźnionej nogi. Ilekroć na nią spojrzał, chciało mu się płakać z odrazy i wściekłości. Nigdy nie wkładał krótkich spodenek.
To chyba normalne? Krótkie spodenki są dla dzieci i wytatuowanych na udach sebixów, sportu już nie uprawiał, na wakacje raczej nie jeździł, a do tego pracował w domu… w czym problem?
Obnażenia się przed dziewczyną po prostu sobie nie wyobrażał, a trudno być z kimś w związku, nigdy nie zdejmując spodni.
Szczerze mówiąc, ciężko wyobrazić mi sobie niepoprawnego podrywacza, który rezygnuje z romansów tylko przez rozwalenie sobie nogi. W polskim społeczeństwie to raczej domena kobiet (dwa centymetry cellulitu na udach i już problemy z rozebraniem się na basenie). Chyba że on też miał jakieś ciężkie przeżycia i rekompensował to sobie podbojami miłosnymi, a od tego punktu był w mocnym dołku. Ale w takim razie nagłe ozdrowienie pod wpływem wsi wydawałoby się niewiarygodne…
To, że trzymał uczucia na wodzy, nie znaczyło jednak, że był ich pozbawiony. Miał niepełnosprawną jedynie kończynę. Poza tym był stuprocentowym mężczyzną. Mocno wyposzczonym, z czego sobie w tym momencie właśnie zdał sprawę.
– Ta szklanka wody przydałaby się tobie – mruknął. – A najlepiej kąpiel w jeziorze. Albo skok do studni. Ogarnij się, człowieku, ugość Iwonę, odprowadź na przystanek i pomachaj jej na do widzenia, nie śliniąc się przez cały ten czas na widok jej piersi.
Albo poderwij ją, skoro się sobie podobacie. W tym uniwersum kulawiec uprawiający seks musi odpracować kary społeczne w przedszkolu czy co?
Niestety, na samo wspomnienie pełnych kształtów dziewczyny znów poczuł, że dżinsy robią się za ciasne. Nic na to nie mógł poradzić. Musiał wracać do gościa.
Gdyby się nie podniecił, nie wróciłby.
– Miły dom – odezwała się, gdy tylko wszedł do kuchni.
No, wreszcie wyczuła, co go rozpali!
Siedziała na wersalce z podkulonymi nogami. Wyglądała tak naturalnie w tej niedbałej pozie, jakby mieszkała tu od lat. Nataniel zatrzymał się w progu. Nie mógł od niej oderwać wzroku. Sukienka podwinęła się, ukazując rąbek czarnych koronkowych majteczek. Zaschło mu w gardle. Dziewczyna uśmiechnęła się.
– Wybacz szczerość, ale wyglądasz na tak… zszokowanego, jakbyś w życiu kobiety nie widział.
Spłonął rumieńcem i uciekł spojrzeniem.
– Od lat jestem sam – mruknął. – Masz przed sobą kalekę.
Bóg sztuki miłosnej!!!
– Nie wyglądasz na kalekę. Przeciwnie, tam wydajesz się bardzo sprawny.
Nie musiała precyzować gdzie. Jej spojrzenie mówiło wszystko.
Mówiła do jego krocza?
Nataniel powtarza sobie, by wziąć się w garść i zamiast zimnego prysznica postanawia zapytać, skąd taka laska wzięła się na jego terenie.
Złapałam stopa, facet zaczął się do mnie dobierać, więc podziękowałam uprzejmie i wysiadłam niemal w biegu. Akurat przy drodze, która prowadziła tutaj. Zmachałam się niemożebnie, bo z szosy jest tu dobre kilka kilosów…
– Niecałe dwa.
– No właśnie. O dwa za dużo! Więc przysiadłam na schodkach i czekałam na jakąś litościwą duszę, która mnie przygarnie, napoi i nakarmi. Bo głodna też jestem. Straszliwie.
Facet mnie prawie zgwałcił, dlatego postanowiłam porozmawiać z twoim rozporkiem!
Nataniel odgrzewa dziewczynie zapiekankę od Marty (już zapomniał, że miał pasożytować tylko na mężczyznach?), a gdy Iwona zaczyna jeść, włącza się jego przymus bycia w centrum uwagi.
Przez dobre pół godziny zdążył streścić Iwonie swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Przemilczał wypadek, przemilczał śmierć mamy, ale już miał nowy temat: znalezienie tego domu, pierwsze miesiące w Sennej, swoją pracę dla wydawnictw…
Udało mu się zainteresować dziewczynę jednym aspektem życia:
– Naprawdę pracujesz dla największych wydawców w kraju?!
Przytaknął i zaczął opowiadać o tym, jak dostał w prezencie Śnieżkę. Wiedział, że niedługo zabraknie mu tematów, dziewczyna podziękuje za gościnę, odejdzie i nigdy więcej jej nie zobaczy, a rozpaczliwie pragnął… by została.
Geniusz! Złoty medal za umiejętność prowadzenia rozmowy! Nie zapyta o życie dziewczyny, nie pociągnie tematu pracy dla wydawnictwa, tylko tak sobie powie o koniku, bo ma kaprys. A potem zastanawia się, co idzie nie tak w rozmowie.
W końcu ta piękna para kieruje się nad jezioro.
Bez namysłu ściągnęła sukienkę przez głowę. Nie przejmując się osłupiałym spojrzeniem chłopaka, odpięła stanik, zrzuciła majteczki z czarnej koronki i naga, naga!, wskoczyła do wody.
Naga? NAGA?! A powinna mieć coś pod stanikiem i majtkami?
Było to tak… zwyczajnie niezwyczajne… Oto dziewczyna woła do swojego chłopaka, żeby wykąpał się razem z nią.
Huh? Przegapiłam jakiś związek?
Nataniel ładuje się do wody w dżinsach, bo się wstydzi. Ciekawe, nawet Marta się nie wstydziła pływać na golasa, póki Siergiej nie kupił lornetki… czy coś.
Stanęli w miejscu, gdzie woda sięgała do piersi.
Czyjej? Mieli tyle samo wzrostu?
Iwona całuje Nataniela, jemu się to podoba, po czym ona pyta, czy już kiedyś uprawiał seks w miejscu publicznym. Nataniel się dziwi, ale jest zadowolony. Niestety na przeszkodzie stoją spodnie.
Rozpiąć ich nie mogła, nie w wodzie, ale specjalnie jej to nie przeszkodziło, by podniecić go do obłędu. Wsunęła dłoń pod slipy, zacisnęła palce na jego boleśnie nabrzmiałym członku i zaczęła poruszać ręką. Jęknął przeciągle, przywarła doń ustami. Wtargnął między jej wargi językiem i całował, ssał, przygryzał głodny jej ust, głodny rozkoszy, jaką za chwilę, jeszcze troszeczkę, jeszcze parę ruchów ręki, osiągnie. Orgazm był tak nagły i silny, że wyrwał mu z gardła krzyk.Tak jakby to miało znaczenie na pustkowiu.
– Ciii – szepnęła, kneblując go dłonią.
Krzyk rozkoszy powrócił echem. Nataniel rozwarł zaciśnięte powieki i spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem. – Jesteś niesamowita – wykrztusił z trudem.
– Dzię-dziękuję – przełknął głośno, bo wdzięczność za to, co dla niego zrobiła, zdławiła mu gardło. – O Boże, jesteś obłędna.
Ojej! Nie wiedziałem, że tak się da! No dobra, już się nie nabijam, ale jak na Michalak to i tak nowość. Zazwyczaj jest tylko stosunek na podłodze czy trawie z „wtargnął w nią jednym pchnięciem” i tyle.
Ujęła jego dłoń i skierowała prosto między nogi, tam gdzie chłód wody mieszał się z gorącem jej soków. Nataniel nie kazał się dwa razy prosić, zagłębił palce w śliskie, domagające się pieszczoty wnętrze i całując tak, jakby zaraz świat miał się skończyć, doprowadził dziewczynę na szczyt rozkoszy. Tym razem to jej krzyk spłoszył kormorany…
A ja tak się zastanawiam, czy powinno się wpychać wodę z jeziora w różne dziury. Nie mówiąc o tym, że by praktykować sztukę miłosną, warto zadbać o POŚLIZG. A w wodzie o to ciężko.
Nie przypuszczał, że może być tak spragniony kobiecego ciała… Ciepła, bliskości, pocałunków odbierających zmysły, jej przyspieszonego oddechu, gdy była blisko, coraz bliżej szczytu, i bicia serca pod dłonią, gdy po kolejnym orgazmie opadała na jego pierś, ledwo żywa.Bo taki był nieśmiały i wcześniej na widok kobiecych kolan spuszczał wzrok, zwłaszcza przy Asi.
Dla niej zapomniał o wstydzie, kochając się, gdzie tylko naszła ich ochota.
I gdzie mogli wystawić się na ludzkie spojrzenia – tak, to że ktoś może nakryć ich na seksie, najwyraźniej dziewczynę podniecało, zaś Natanielowi było wszystko jedno, by tylko mógł ją brać.W tym układzie to raczej nie on ją…
Pomost na jeziorze, polana przy drodze, wysoka trawa pośrodku łąki. Iwona miała obłędne pomysły i nienasycony apetyt. Nataniel zaś… on był po prostu oszołomiony. Wodził za nią nieprzytomnym spojrzeniem, gotów spełnić każdą zachciankę tego daru niebios, i zastanawiał się w głębi duszy, czym na tyle szczęścia zasłużył.
Czyli generalnie Marta powinna była Asi doradzić rozebranie się i zaproponowanie seksu, a byłby jej wdzięczny po wieki wieków i skończyliby przed ołtarzem.
Dalej mamy dłuższy opis, jak zakochani co dwa metry przystają, by kopulować.
Wychodzili na spacer, ona zaczynała go uwodzić, Nataniel zaciągał ją w leśną gęstwinę, opierał o pień drzewa, podciągał jej kusą sukienkę, opuszczał spodnie i brał ją na stojąco, niezmordowany i nienasycony, ogarnięty gorączką, a może szaleństwem.
I tak dalej.
Nie pytał o nic. Wiedział o niej tylko to, co chciała mu powiedzieć. Mieszka w Warszawie, studiuje, ma wakacje. Ruszyła więc w Polskę z nadzieją, że trafi na fajnego faceta, który ją przygarnie na te trzy miesiące. I tak się stało.Znaczy zakochał się, bo powiedziała, żeby się nie przywiązywał, zaraz wraca do Warszawy?
Nataniel otworzył przed nią serce, ramiona i dom.
Zaniedbał przyjaciół, zapomniał o przejażdżkach na Śnieżce, zlecenia po raz pierwszy nie były realizowane na czas.
Ja rozumiem w szale miłosnym zapomnieć na dwa tygodnie o znajomych, ale olać pracę? Zaraz znowu dostaniemy pełen żalu akapit, jak to go na nic nie stać.
Nataniel zaniedbuje obowiązki, tylko zwierzętami się zajmuje, bo trzeba. Ten mieszczuch, który nie zauważył, że koń ma czegoś za mało, by być płci męskiej; pewnie rozumu ma akurat na tyle, żeby zrozumieć, że bez jedzenia umiera się z głodu. Iwonie nie podoba się, że przy zwierzętach jest tyle roboty, ale nic nie mówi.
Tylko na chłopaka, siedzącego w siodle, pokonującego na Śnieżce ogrodzenie czy galopującego przez las mogła patrzeć bez końca. Ale on nie mógł li tylko na nią patrzeć. Zeskakiwał z końskiego grzbietu, brał dziewczynę w ramiona, kładł na trawie, podwijał jej sukienkę i wchodził w wilgotną intymność jednym mocnym pchnięciem, tak jak tego pragnął, a ona lubiła.Gra wstępna na odległość, on pozuje na koniu, ona gra trupa? To gwarantuje szał uniesień!
Cóż, odbiło mu i tyle.
Marta jest poirytowana, że Nataniel jej nie wpuszcza, kiedy ewidentnie jest w domu (koń w stajni, skuter pod zadaszeniem). W końcu zaczyna się bać, że umarł, więc włamują się do niego z Mateuszem.
– To dziewczyna! – krzyknął ze zdumieniem Mateusz, wskazując damskie ciuszki rzucone na fotel w sypialni. – Nasz chłopak znalazł sobie pannę!
Już myślałem, że ma schadzkę z Siergiejem! Co za ulga… lepiej, żeby Siergiej dręczył wiejskie panny, co nie, Marta?
Marta w pierwszej chwili się ucieszyła. Serio! Miała wprawdzie plany co do Nataniela, ale życzyła mu wszystkiego, co najlepsze. Dopiero gdy zobaczyła, co to za dziewczyna…
Niestety o podobnych zainteresowaniach co Nataniel, czyli lubiąca seks. Marta nie wierzy w związki oparte na wspólnych zainteresowaniach i dobrej zabawie.
Para wraca do domu znad jeziora i wita gości. Nataniel przedstawia Iwonę Mateuszowi i Marcie, Mateusz się integruje, Marta tylko gapi się ostentacyjnie na Iwonę, po czym wypomina Natanielowi niewpuszczanie nikogo, ale ten ją zbywa.
– Gdzie się poznaliście? – indagowała Marta.
– Tutaj. Przed chatą. Iwcia spadła mi z nieba, ot tak! – Chłopak pstryknął palcami i roześmiał się.
Dziewczyna zawtórowała mu, a gdy on, nie mogąc się powstrzymać, cmoknął ją w usta, spojrzała Marcie prosto w oczy i oddała pocałunek, długo, głęboko, tak że kobieta musiała odwrócić wzrok, zdegustowana ostentacją tej pieszczoty. Czy Nataniel nie widział, że ta dziewczyna wszystko robi na pokaz? On był nią zauroczony, wręcz oszalał na jej punkcie, a ona?
Marta nie potrafiła rozgryźć Iwony Bugaj tak szybko, jak by tego pragnęła. Ale była cierpliwa.
Tak, jasne. Skromna Asia – źle, przebojowa Iwona – jeszcze gorzej, na pierwszy rzut oka widać, że cudzołożnica jakaś! Oddała pocałunek, a to się nie godzi, powinna była zemdleć ze strachu o swoją cnotę!
– Skąd pochodzisz? – zadała następne pytanie.
– Z Warszawy. Mam podać dokładny adres? Jesteś jego matką czy policjantką, że tak wypytujesz? – Dziewczyna zmrużyła oczy, posyłając Marcie wyzywające spojrzenie.
Bra-wo! Może załapie, że nie jej sprawa. Ewidentnie czuć, że nie jest to miła pogawędka, tylko przesłuchanie.
Jeśli lekarka spodziewała się, że Nataniel, dotychczas czuły na każdą nieuprzejmość czy brak szacunku, zwróci nowej znajomej uwagę, że tak się do jego przyjaciół zwracać nie należy, musiała się rozczarować. Nawet nie zauważył, że między dwiema kobietami, młodszą i starszą, rozpoczęła się cicha wojna, zafascynowany kształtem ucha Iwony, które miał ochotę wziąć do ust i ssać.
Piękne podejście! Kobiety mają jakieś swoje fanaberie, nic nie poradzisz, a ważne, że codziennie z jedną sypia.
– Marta wypytuje, drogie dziecko, z troski o Nataniela – wtrącił Mateusz, któremu również ton i słowa dziewczyny nie przypadły do gustu. – Jeśli chcesz tu zostać, musisz być nieco bardziej uprzejma.
– Nic nie muszę, jedynie mogę albo chcę. A chcę to, czego chce Nat – odparła i zajrzała chłopakowi w oczy, szukając jego poparcia.
Tak szczerze, to ta atmosfera z obu stron jest toksyczna. Mateusz powinien był od razu wziąć Martę na bok i powiedzieć jej, by się zachowywała, Nataniel powinien był rozładować napięcie, a potem wyjaśnić Iwonie, że Marta bywa chamem i dawanie się prowokować do niczego nie prowadzi… Ale wiadomo, ma być wojna, by wyszło na Marty.
– Nic tu po nas. – Marta podniosła się gwałtownie.
Mateusz również.
– Zostańcie jeszcze chwilę – odezwał się Nataniel, ale bez przekonania.
Prawdę mówiąc, chciał zostać z Iwoną sam. Nie miał jej od dobrych trzech kwadransów.
Proces regeneracji godny pozazdroszczenia! Chyba faktycznie oryginalnie miał być nastolatkiem, a Iwona jego pierwszą dziewczyną.
Poza tym powiedzmy, że wyszli nad jezioro po 15-20 minutach od satysfakcjonującego stosunku. Akurat, by spokojnie się umyć i znaleźć stroje kąpielowe. I co, od razu muszą wracać, bo Nataniel ma potrzeby? To po co w ogóle wychodzić?
No dobrze, w poprzednich akapitach za bardzo się nie rozbierali, więc pewnie się nawet nie myją. Mateusz z Martą musieli być zaniepokojeni zapachem, stąd włamanie.
– Wychowaj nieco swoją nową znajomą, to pogadamy – odparła gniewnie Marta.
Uniósł brwi.
– Sugerujesz, że jestem niewychowana? – Iwona zmrużyła wściekle oczy.
Nataniel spojrzał na nią zaskoczony. Zwracała się do doktor Kraszewskiej per „ty”, tonem, który nie mógł się podobać. Ani Marcie, ani jemu. Jeśli jednak ostro dziewczynę usadzi… A ona odejdzie… Posłał Marcie żałosne spojrzenie, przeniósł wzrok na Iwonę i zaczął:
– Słuchaj, nie możesz…
W oczach dziewczyny pojawił się lodowaty błysk.
Jasne, Iwona nie może mieć racji, bo za młoda na to. Gówniara myśli, że szacunek jej się należy jak istocie ludzkiej! Skończy czterdzieści lat, to pogadamy.
Marta nagle pojęła, że nie wolno tego niszczyć.
No wreszcie! Olśniło, że nie jej sprawa.
– Nataniel! – przerwała chłopakowi w pół słowa, czując, jak jej serce wypełnia się współczuciem dla młodego mężczyzny.
Współczuciem i zrozumieniem. Był samotny od tak dawna. Stracił wszystko i za chwilę może stracić jeszcze więcej…
– Nataniel – powtórzyła spokojniej – przepraszam, wpadliśmy nie w porę. Zapraszam was oboje na herbatę i ciasto, gdy tylko znajdziecie chwilę.
Wszystko, byle Asia wzięła odpowiedzialność za własne czyny i nie skończyła z Natanielem! Nawet nowy wróg jest lepszy.
Normalny człowiek powiedziałby coś takiego po zreflektowaniu się, że postąpił brzydko. Niestety to pewnie kolejny dowód na wyższość Marty nad Iwoną… Nic nie wiemy o Iwonie, dlatego ta scena wychodzi na niekorzyść Marty.
Marta i Mateusz wychodzą.
– Ej! – Marta szturchnęła go w bok. – Chyba nie zazdrościsz Natanielowi tego szczęścia czy tak ślicznej dziewczyny?!
– Życzę mu jak najlepiej – odparł szczerze. – A to „najlepiej” nie jest czarnowłosą cycatą panną, co omotała go jak trujący bluszcz.
Kobieta i cycki, no kto to widział!!! Porządne dziewczyny od jedenastych urodzin zbierają kasę na zmniejszenie biustu, w międzyczasie bandażując klatkę piersiową.
A ten wie najlepiej, że Iwona jest bluszczem po trzyminutowej wizycie nie w porę. Nie ma to jak wprosić się bez uprzedniego powiadomienia telefonem czy esemesem, a potem dziwić się, że druga strona jest zajęta.
A to że Nataniel nie przedstawił dziewczyny przyjaciołom wcześniej swoją drogą…
– To mądry chłopak, nasyci się, oprzytomnieje, sam się przekona, że to nie dziewczyna dla niego.
Odkryje, że dopasowanie seksualne jest przereklamowane i lepiej zachować czystość do ślubu, a w ogóle seks jest zwierzęcy, należy z niego korzystać tylko w celach prokreacyjnych i płacić 10 zł za trzy gumki to przegięcie. Zobaczysz, Martusiu, wszystko się ułoży!
– Oby, Martuś, oby… – Mateusz pokiwał głową i spojrzał w niebo.
Czemu nagle mu się wydało, że nadciąga burza, skoro bezmiar nad głową był czysty, bez jednej chmurki?
Każdy rozdział kończy się mniej więcej taką grafomańską puentą.
***
A teraz bonus! Jeśli czytaliście inne analizy powieści Michalak (albo, co gorsza, jakieś jej twory), przekonaliście się już pewnie, że wszystkie są właściwie takie same, zmieniają się tylko poszczególne elementy i imiona. Postanowiłam oszczędzić autorce trudu i stworzyłam Generator Książek Michalak: kilka milionów kombinacji, a jednak zawsze to samo. Dostępny już dziś, wystarczy kliknąć "generuj książkę" w panelu po lewej!


Umarlam po przeczytaniu posta, a potem ponownie po zapoznaniu sie z generatorem. Teraz bede tu gnic, cichutko kwilac :D
OdpowiedzUsuńBedzie wiecej, prawda? :)
OdpowiedzUsuńJak pisałaś, akurat byłam na etapie poprawiania literówek w najnowszej notce i przegapiłam Twój komentarz :)
Usuń36 year old Business Systems Development Analyst Esta Klejin, hailing from Oromocto enjoys watching movies like I Am Love (Io sono l'amore) and Community. Took a trip to Su Nuraxi di Barumini and drives a Mercedes-Benz 540K Special Roadster. zerknij tutaj
OdpowiedzUsuń