1.9 Rozdział 18, 19 i 20

ROZDZIAŁ XVIII: NABRZMIAŁE CZŁONKI ✓ PORUSZANIE BIODRAMI W RÓŻNYCH MIEJSCACH W DOMU ✓ BRAK PRYSZNICA ✓
Pod koniec lipca Siergiej wrócił do Sennej. Tym razem cały i zdrowy, co z ulgą stwierdziła Marta, gdy tylko do niej zawitał. Siedziała na ganku i ciesząc się pierwszym słonecznym popołudniem, które nastało po tygodniu burz, łączyła skrawki materiału na kolejny patchwork.
– Nic nie muszę ci szyć? Na pewno? Żadnej kuli z ramienia wyjmować? Co za niespodzianka! – wykrzyknęła na powitanie.
– Tęskniłaś za mną? – rzucił od niechcenia, opierając się o kolumienkę.
– Oczywiście! Co dzień wychodziłam na drogę, wypatrując, czy nie wracasz. Listy słałam bez adresu, mając nadzieję, że chociaż one cię odnajdą. Co wieczór modliłam się o twój rychły powrót…
– Daj spokój, Marta – przerwał jej, przeklinając w duchu swoją głupotę.
I nadzieję, z jaką zdążał w stronę dworu. Roiło mu się, że po tak długim rozstaniu Marta przywita go nieco cieplej, ale ona prześmiewczymi słowami szybko sprowadziła Siergieja na ziemię. Nic się nie zmieniło.
Bo może trzeba było dopilnować, by Nataniel i Asia nie podkablowali Mateuszowi, że Siergiej nie wybiera się z biletem w jedną stronę, a za chwilę wróci? Jak na takie archetypiczne inteligentne zło, Siergiej nie jest zbyt bystry ani dobry w manipulacji. 
Za to Marta chyba codziennie ćwiczyła potencjalne dialogi przed lustrem. Kto wypowiada się w taki sposób bez uprzedniego zdziwienia?
– Cóż… dobrze było cię zobaczyć – rzekł po chwili i zrobił krok w kierunku schodów, gdy poczuł dłoń kobiety na nadgarstku.
– Zostań. Przepraszam – usłyszał jej cichy głos. – Tak. Stęskniłam się. Jesteś draniem, ale mimo to cię lubię. Nasze utarczki też.
Spojrzał na nią zdumiony. Nigdy, odkąd się znali, nie miała dla niego tylu ciepłych słów naraz. Nigdy nie powiedziała, że go lubi. O tym, że się stęskniła, nie mógł nawet marzyć…
– Zostań, Siergiej.
Pewnie spodziewała się po swojej nieprzyjemnej kwestii wrzasków „pomiatasz mną, a ja cię tak kocham!!! Jesteś kobietą moich snów, piękną, inteligentną, potrzebuję cię!!!”, bo wcześniej się takich doczekała w podobnych sytuacjach. Jak mówiłam, o ile Siergiej nie jest dla mnie wiarygodny jako postać, to reakcje Marty na niego bardzo. Marta jako jedyna jest konsekwentnie pisana.
Jedyne co, to nie wiem, dlaczego kazała mu zostać akurat w tym momencie… Wygląda na to, że wypranie jej mózgu przez Nataniela i Asię dało taki efekt.
Bojąc się, że spłoszy magię tej chwili nieopatrznym słowem czy gestem, przysiadł na schodkach u stóp kobiety i czekał, aż ona zacznie rozmowę.
Widać milczenie jej ciążyło, a może dawno czekała na tę chwilę,
Biorąc pod uwagę, co powie… ee, raczej nie.
bo odłożyła kolorowe skrawki, zapatrzyła się w złoto-srebrną taflę jeziora i zaczęła:
– Dwa miesiące temu rozstaliśmy się w gniewie, ty i ja.
Nie przytaknął ani nie zaprzeczył. Nie oczekiwała odpowiedzi.
– Przedtem jednak coś mi powiedziałeś, coś ważnego. – Przeniosła spojrzenie z jeziora na twarz mężczyzny, zajrzała mu głęboko w oczy, jakby chciała odczytać w nich szczerą prawdę.
– Tak. Powiedziałem, że cię kocham – odparł. – Zaskoczona? Od lat uganiam się za tobą i jasne jest dla wszystkich, tylko nie dla ciebie, że darzę cię czymś więcej niż sympatią.
Ja się tu uganiam, męczę, zauważyłabyś w końcu! Biegam, robię sobie krzywdę, żebyś mnie opatrywała, a potem próbuję pozabijać twoich znajomych na wypadek… Na wypadek… No, na wszelki wypadek!

Teraz WRESZCIE dowiemy się czegoś o przeszłości Marty i skąd wzięły się jej traumy. Historia niestety absolutnie się nie klei, ale najpierw prześledźmy wydarzenia:
– Widzisz, Siergiej, ktoś kiedyś mówił mi to samo co ty. Uwodził mnie przez całe studia, powtarzał, że kocha, wreszcie poprosił o rękę, a ja się zgodziłam, bo pokochałam go również. Mój mąż, obecnie były mąż, okazał się łajdakiem bez honoru. Po raz pierwszy zdradził mnie, o czym dowiedziałam się kilka lat później, w dzień ślubu z jedną z druhen. Potem zaliczał po kolei moje przyjaciółki, żeby jeszcze bardziej mnie poniżyć, chociaż w oczy łgał, że dla niego istnieję ja i nikt inny. Wiedzieli o tym wszyscy, cały szpital, pół osiedla, na którym mieszkaliśmy, ekspedientki w sklepie i dozorca, tylko nie ja. Wszyscy kryli łajdusa i za plecami nabijali się ze mnie, głupiej, ślepej żonki.
Mąż uwodził ją całe studia (prawie sześć lat, wytrwały), ale ona z jakiegoś powodu nie dawała mu szansy (może dlatego, że ktoś próbował zacząć związek od oświadczania się). Jeszcze w trakcie wesela następuje ZDRADA, potem kolejna i kolejna, aż w sprawę angażuje się cała Warszawa: wszystkie znajome Marty, pracownicy szpitala, wszystkie sąsiadki i jeden dozorca. Każdy pomagał mężowi Marty wygrać grę „kto zdradzi żonę więcej razy w zadanym czasie”! Musiał być popularny na studiach.
– W końcu znudziła mu się ta zabawa, znudziłam mu się ja. Nakryłam go w naszym łóżku z młodszą ode mnie o jakieś dziesięć lat sąsiadką. Nie wyraził skruchy, przeciwnie: wyśmiał mnie, wyszydził.
Co należy zrobić, jak partner nakrywa cię na zdradzie? „HAA HAA, GŁUPIA ŻONA, BEKAAAA”.
Uciekłam z własnego domu i cóż… odchorowałam to po szpitalach. Bywało ze mną bardzo źle. Bardzo źle… – powtórzyła szeptem. – Wreszcie mądra lekarka wyciągnęła mnie z depresji, postawiła na nogi, pchnęła z powrotem do pracy. Ale łajdus złamał nie tylko mnie. Cały czas gdzieś na orbicie tych zdrad, rozwodów i załamań była moja córeczka, która cierpiała może nawet bardziej niż ja. I może dlatego dziś mnie nienawidzi jak najgorszego wroga. Przez bydlaka straciłam rodzinę, dom, zdrowie i jedyną córkę. Dziwisz się, Siergiej, że nie ufam twojemu „kocham cię”? Nie ufam tobie?
Z depresji wyciąga ją lekarka, a przecież dopiero co wszystkie pomagały mężowi w zdradach; logiczne. Marta z powodu rozwodu „traci dom”, żeby było dramatyczniej – pewnie ten nagle wybucha albo rozpada się ze starości, nieważne. Na koniec wzmianka o kolejnych małżeństwach i rozwodach i szkoda, że o tym już nie opowiada.

Wszystko to ma pokazywać, dlaczego Marta nie chce związku z Siergiejem: nie dlatego, że jest brudny, agresywny i nienormalny, to nie byłby argument. BYŁY ZDRADZAŁ, jest trauma, jest wytłumaczenie.

Marta całuje Siergieja, on znowu gada romantycznie i delikatnie ją dotyka, co na Marcie robi wielkie wrażenie:
Gdyby był brutalniejszy, zaborczy, jak to zwykle on, odepchnęłaby i mężczyznę, i to niechciane uczucie, ale tego nowego Siergieja chciała tylko więcej… Ona też miała pragnienia i potrzeby. Też tęskniła za bliskością, przytuleniem, pocałunkiem. Też marzyła, by zasypiać przy boku ukochanego mężczyzny i budzić się w jego ramionach. Kochać się z nim, sprzeczać i godzić w łóżku.
Mmm, toksyczna relacja! Marcie tak jej brakowało! Oczami wyobraźni widziała, jak Siergiej irytuje się, gdy kontroluje mu komórkę i wyzywa go od czarnych serc, a denerwowanie ukochanego dawało jej prawdziwego kopa w łóżku.
Być dla niego całym życiem i dla niego żyć. Czy to tak wiele? Czy naprawdę musi nadal karać się za krzywdy, które uczynił jej kto inny?
„Dosyć! Nie chcę być dłużej sama!” – coś zakrzyczało w jej duszy.
Przerażające, jakie to jest życiowe – fragment o samotności, nie postać. I że Michalak mogłaby tworzyć pociągowe powieści dla kobiet na jakimś poziomie, gdyby przyjmowała krytykę, próbowała się rozwijać i dużo czytała. 

Blabla, dalsze macanki na schodach, robi się tak namiętnie, że Marta ma propozycję:
– Chodź – wyszeptała. – Chcę się z tobą kochać. Teraz. 
A teraz następuje standardowe kopiuj-wklej ze wszystkich scen erotycznych autorki (byłam w szoku, że sceny Iwona-Nataniel tak nie wyglądają, ale może też są autoplagiatem, tylko nic o tym nie wiem, bo nie mam jeszcze doktoratu z michalakologii):
Pociągnęła go do domu, zatrzasnęła drzwi, przekręciła klucz w zamku. Chciała przejść do sypialni, ale on zbyt długo marzył o jej ciele, zbyt długo czekał na tę chwilę… Wbił upragnioną kobietę plecami w drzwi, wsunął palące dłonie pod sukienkę, uniósł materiał nad jej głową i odrzucił na bok. Objął piersi, pochylił się i zaczął ssać nabrzmiałe brodawki. Jęknęła z zaskoczenia i rozkoszy tak silnej, że aż bolało. Wsunęła palce we włosy mężczyzny i przyciągnęła go bliżej. Nie tracił czasu na zrzucenie spodni, rozpiął je tylko, uwolnił nabrzmiałą męskość, uniósł kobietę i powoli osunął na siebie.
Wszystko jest jak zwykle nabrzmiałe; poważnie, czy tylko mnie w takim natężeniu to określenie kojarzy się z chorobą, zaparciem i przepukliną?
Gdy był już głęboko, gdy czuła się nim wypełniona, wsparł ją z powrotem o drzwi i… wbił się mocno, do końca, aż krzyknęła. Nie, nie z bólu, a z rozkoszy przeszywającej od stóp do głów, która narastała, narastała z każdym pchnięciem potężnego członka.
To młot pneumatyczny!!! Wrrrr!!!
Czy Marta ani chwili nie zastanowiła się, gdzie szlaja się Siergiej i jakie choroby w nią wkłada?
Krzyczała cicho w takt tych uderzeń. Błagała, by nie przestawał, prosiła o więcej i mocniej. Objęła go udami w pasie z całych sił, wygięła w tył, poddając się bezlitosnym pchnięciom. Coraz szybciej i głębiej. Coraz gwałtowniej. Wreszcie szarpnął nią spazm orgazmu. Zamarła wygięta w łuk, drżąc na całym ciele i pojękując cicho.
Wygięła się w łuk, odpychając się od drzwi, przez co wszyscy upadli na ziemię i połamali sobie kości.
Głowa mnie rozbolała od tych krótkich zdań. To jest pisane tak beznamiętnie, ale wiadomo, autorka podmieniła jedynie imiona bohaterów. Ta sama scenka na pewno pojawi się w kolejnej książce i kolejnej. 
On też znieruchomiał, chłonąc piękno szczytującej kobiety, a potem, gdy niemal traciła przytomność, powtarzając jego imię, kilkoma mocnymi pchnięciami doprowadził na szczyt także siebie. Po raz ostatni zanurzył się w jej wilgotnym, gorącym wnętrzu, po raz ostatni wpił się wargami w jej usta, by wreszcie doznać spełnienia.
Brawo! Spełnienie, miłość, trzęsienie ziemi, tęcza wpadająca przez okno, potężny członek (tylko zapomnieli o zabezpieczeniu. Nie idźcie tą drogą). Teraz przydałoby się ustalić szczegóły związku, nie? Otóż nie:
Osunęli się bez sił na posadzkę w sieni i trwali spleceni ze sobą długie chwile. Wieczór osrebrzył las nad jeziorem, gdy Siergiej uniósł ciężkie powieki, zajrzał Marcie w oczy, poruszył się w jej wnętrzu
i przez to całe osuwanie się i leżenie długie chwile Siergiej z niej nie wyszedł. Aha.
i zapytał:
– Chciałabyś to powtórzyć? Bo ja tak długo na ciebie czekałem, że pragnę więcej.
Ten też jest fizycznie nastolatkiem? Chyba że tak bardzo ich seks wyczerpał w tym wieku (jest już starczy, co wiemy z przemyśleń Marty), że od razu zasnęli i przespali dwanaście godzin.
Wziął ją na ręce, chcąc to zrobić gdzie indziej. Zaniósł do salonu.
Co za kreatywność! Hmm, jakie miejsce wybierze, żeby nacieszyć się uprawianiem seksu z miłością życia?
Lecz zanim złożył upragnioną zdobycz na dywanie, by posiąść ją powtórnie,
...odłoży ją na dywan dwa metry dalej, ale romantycznie! Raul się przynajmniej starał, wysypywał kubły kwiatków, robił kanapeczki, zamiatał chałupę, takie tam.
rozległo się pukanie do drzwi. Zamarli.
W następnej sekundzie usłyszeli głos Mateusza:
– Martuś, kochana moja, jesteś tam?
Hehehe, jeszcze zabawniej by zrobił, jakby pojawił się dwanaście godzin i pięć minut wcześniej, gdy byli w trakcie!
– To Mateusz! Muszę otworzyć! Gdzie moja sukienka? – zaszeptała w panice.
Ale Siergiej zbyt długo czekał, aż ta kobieta wpadnie w jego ręce, by oddać ją teraz innemu.
Znaczy myśli, że Mateusz też wpadł na numerek, ale kto pierwszy, ten lepszy?
A, już wiem! Wszyscy grają w tę samą grę, to były mąż Marty, „kto pierwszy zdradzi”. Spoiler: Siergiej wygrywa.
Jedną dłonią zatkał jej usta.
– Ciii, miła moja – wymruczał, po czym drugą dłoń wsunął w jej wilgotną intymność i zaczął pieścić tak, że Marta zapomniała o Mateuszu, zapomniała o „muszę” i o sukience. Zapomniała o całym świecie. Pozostał tylko Siergiej Sodarow i to, co z nią robił.
Cóż. Mateusz w tej powieści już nie będzie statystą-patelnią, stanie się statystą z trzeciego planu.

ROZDZIAŁ XIX: SMUTEK Z POWODU NIEUCZESTNICZENIA W SEKSACH Z ROZDZIAŁU XVIII

Mateusz wraca do domu z nosem na kwintę i teraz przez kilka stron będziemy czytać, jak bardzo jest pokrzywdzony.
Mateusz Jóźwik wracał do domu. Wyglądał jak człowiek ciężko chory, postarzały nagle o dekadę. Miał złamane serce. Nawet nie tym, że Marta była z Siergiejem – mógł się przecież spodziewać, że taka kobieta jak Marta nie zwiąże się z kimś takim jak on, Mateusz. To, że Sodarow w końcu ją zdobędzie, też było do przewidzenia. Należał do ludzi, którzy muszą mieć to, czego chcą, i potrafią zdobyć wszystko, za każdą cenę.
Bo od tego zależy, czy kobieta da się poderwać. Czy amant będzie wystarczająco długo i irytująco się zalecał, by wreszcie zgodziła się na seks, byle mieć go z głowy.
Tak. Widok tej dwójki razem nie sprawiłby mu takiego bólu jak to, że Marta nie wpuściła go do domu.
Gdyby nie samochód Siergieja na podjeździe, mógłby się jeszcze łudzić, że wyszła na spacer i niedługo wróci.
A może Siergiej goni ją po lesie, skąd wie? A może rzeczywiście są w środku i właśnie sprząta dowody po zabiciu Marty?
Ale była z Sodarowem w środku. A Mateusz stał pod jej drzwiami jak pies. Niepotrzebny, nieproszony, niechciany…
Nieważne, przechodzimy do głównego tematu rozdziału, czyli dlaczego życie jest podłe:
Dowlókł się do swojej leśniczówki, w której tyle razy gościł doktor Kraszewską. Częstował ją ciastami, które piekł specjalnie dla niej, powidłami śliwkowymi, które uwielbiała, nalewkami z leśnych malin i poziomek, zbieranych z myślą tylko o Marcie. Gdyby nie ona, zapuściłby dom i siebie samego, bo po co się starać, jeśli nie ma kogoś, dla kogo warto żyć? Nawet ten dyplom leśnika… Przecież zrobił go tylko dlatego, że chciał w oczach Marty być kimś więcej niż zwykłym robolem.
No… a może wystarczyłoby traktować Martę z szacunkiem, jak osobę dorosłą, a potem zaprosić ją gdzieś?
Usiadł ciężko przy stole, oparł czoło na splecionych rękach i trwał tak długo w noc. Rozpaczając bez jednej łzy i bez słowa skargi.
Po męsku! A rano obudzi się z zawałem przez to ukrywanie uczuć.
Nie miał łatwo. Los go nie rozpieszczał. Młodo stracił rodziców i jedyną siostrę. Zatruli się czadem z nieszczelnego piecyka… Z ciężkim sercem pochował ojca i matkę, z jeszcze cięższym Natkę, uroczą, kochaną dziewczynę, która mogła żyć, powinna była żyć! W chwili śmierci miała tylko piętnaście lat, na miłość boską! Jakoś pozbierał się po tym wstrząsie.
Gdy narzeczona, którą szczerze kochał, poleciała za innym – także. Druga, na którą czekał dobrych parę lat, bojąc się powtórnego rozczarowania, wpadła tuż przed ślubem z najlepszym przyjacielem Mateusza. Jakież to banalne… I bolesne…
Kolejny dowód, że wszyscy w Warszawie grają w tę samą grę! Tylko Marta i Mateusz się jeszcze nie zorientowali.
Mateusz, nie mając szczęścia do ludzi, zatracił się w pracy. Otworzył firmę budowlaną, a że był pracowity i na wskroś uczciwy, szybko zdobył dobrą reputację w Olsztynie i okolicach. Zatrudnił ludzi.
Zatracił się w pracy, zaczął zarabiać, oj, nie wolno! W książkach Michalak przynosi to tylko pecha.
Stawiał olsztyniakom piękne domy, wiodło mu się coraz lepiej. Dziewczyny nie gardziły towarzystwem może niezbyt urodziwego, lecz poczciwego – i bogatego – przedsiębiorcy. Zaczął rozglądać się za żoną. Marzył o rodzinie, dzieciach…
O psie, kocie, życiu na pokaz na wsi…
I wtedy polecono go znanemu w całym kraju deweloperowi, który poszukiwał rzetelnego podwykonawcy przy budowie osiedla mieszkaniowego. Największej inwestycji na Mazurach. Pieniądze, duże pieniądze, wabiły. Szeptały, że nie wolno odrzucać takiego uśmiechu losu.
NIE SŁUCHAJ ZŁEGO DEWELOPERA!!! SZANSA NA FORTUNĘ OZNACZA W TYM UNIWERSUM UTRATĘ FORTUNY!!! SZYBKO, NIM CZARNOKSIĘSKI DEWELOPER PRZEMIENI CIĘ W PATELNIĘ!!!
Mateusz uległ podszeptom.
I nie posłuchał.
 A odczarować go może jedynie pocałunek prawdziwej miłości, dlatego tak się załamał utratą Marty!
Wziął pożyczkę na dodatkowy sprzęt, zatrudnił więcej pracowników, roboty ruszyły pełną parą. Ludzie kupowali pięknie zaprojektowane, a przy tym niedrogie mieszkania, nie zważając na fakt, że kupują obietnicę i marzenia, a osiedle z placykami zabaw, własnym przedszkolem i sklepami, pięknym parkiem i parkingiem, na razie jest rozkopanym polem i kilkoma dziurami w ziemi pod fundamenty.
Deweloper, jako największy inwestor w okolicy, goszczący w swym podolsztyńskim pałacu tuzów regionu, miał żelazne referencje. Banki oferowały mu pożyczki na wyścigi. I z tymi pożyczkami, oraz z pieniędzmi od przyszłych właścicieli, któregoś dnia zniknął… Rozwiał się jak sen złoty, czy raczej senny koszmar setek okradzionych rodzin. Od tamtej pory był poszukiwany przez policję, ale na Wyspach Owczych, czy gdzie tam żył sobie jak król, mogą go szukać do końca świata i o jeden dzień dłużej…
Znikający deweloper (pewnie do tego sołtys i kamienicznik od Nataniela w jednej osobie) znika, a Mateusz zostaje z długami i wpada w depresję.
Powtórny cios od losu niemal go złamał. Mateusz Jóźwik, twardy facet, gdy komornik przyszedł po swoje, w nocy próbował się zabić. Sąsiada zaalarmował warkot silnika w samochodzie, chodzącego nieprzerwanie od dłuższego czasu. W ostatniej chwili włamał się do garażu, wezwał pogotowie i odratowali Mateusza…
Uciekł od ludzi i przed parszywym losem do lasu, wydzierżawił od nadleśnictwa opuszczone domostwo, odremontował je sam jeden, własnymi rękami i dorywczą robotą zarabiał na skromne potrzeby, niczego od Boga i ludzi nie oczekując.
Dlatego też zapuścił wąsy i wymyślił sobie tę idiotyczną gwarę. Pomieszało mu się w głowie od nieszczęść, a nie terapia, a życie na wsi potrafi uleczył złamane serce i brak wiary w ludzkość. No i flacha, u boku której można zasypiać i budzić się, bo:
Marta Kraszewska, poharatana tak samo jak on, pojawiła się w jego samotnym życiu niczym gwiazdka z nieba. Pokochał ją od razu, od pierwszego uśmiechu, ale nigdy nie dał po sobie poznać, że żywi do kobiety coś więcej niż serdeczną przyjaźń,
Ciekawe dlaczego się nie zorientowała, NIEPRAWDOPODOBNE! Co za szmata.
bo tak jak ją Marta odwzajemniała, tak miłość Mateusza by odrzuciła.
Bo tak.
Nie miał co do tego wątpliwości. Kudy prostemu człowiekowi do takiej kobiety jak ona…
Kochał więc w cichości serca doktor Kraszewską, a dziś jego miłość umierała z każdą godziną tej czarnej nocy. Marta była z innym. Jego, Mateusza, przegnała jak psa…
Po prostu ci nie otworzyła, idioto…
Podniósł się ciężko, wyciągnął z kredensu flaszkę bimbru, dobrego na takie „okazje” , odkręcił korek i zaczął pić prosto z gwinta. Bo kto mu zabroni?
Alkoholizm jako sposób radzenia sobie Prawdziwego Mężczyzny z problemami. Zauważcie, że nie płacze, żeby nie stracić statusu Mężczyzny, za to flaszka jest idealnym rekwizytem do pokazania, jak wielkie emocje targają bohaterem.

ROZDZIAŁ XX: OKRES LĘGOWY
Dzisiaj zajmiemy się tajemniczymi gatunkami, które muszą nieustannie kopulować, gdyż w przeciwnym wypadku eksplodują.
Mniej więcej wtedy, gdy Mateusz zaczął pić, Iwona pokazała pazurki. I to bynajmniej nie po to, by wbić je w miłosnym spazmie w ramiona chłopaka. Nie. Ona zażądała samochodu, bo czymś takim – miała tu na myśli skuter – jeździć nie będzie.
Iwona, postać negatywna: roszczeniowa postawa. Notujcie, uczniowie 2025.
– Do spożywczego będę jeździł sam. Przecież poza codziennymi zakupami nic więcej nie jest nam do szczęścia potrzebne.
Iwona, która jeszcze przed chwilą, zanim wspomniała o samochodzie, rozłożyła przed chłopakiem zapraszająco nogi, w tym momencie zamknęła uda, odtrącając go, i usiadła. Sięgnęła do torebki po papierosa i, mimo próśb, by nie paliła w domu, pstryknęła zapalniczką. Zaciągnęła się głęboko, z widoczną rozkoszą.
– Nat, przyjrzyj mi się uważnie… – Zwróciła na chłopaka swe wielkie, podkreślone konturówką oczy. – Myślisz, że taka kobieta jak ja zadowoli się suchym chlebem i szklanką cuchnącego krowim gównem mleka? I jedną żałosną sukienką?
Ona musi być podstawiona, nie ma innej opcji, albo coś kręci… Na logikę szukałaby w Warszawie faceta z korpo, może prezesa, kogoś, kto mógłby zapewnić jej wszelkie zachcianki, jeśli to jej priorytet. Pewnie mężczyźni z korpo też bywają przystojni.
Nataniel… prawdę mówiąc, w ogóle nie myślał, wpatrzony głodnym wzrokiem w jej zaciśnięte uda.
Przez cały rozdział Nataniel ogólnie zachowuje się, jakby był opętany.
Nie zauważył zimnego spojrzenia Iwony, nie pamiętał, jakim tonem zwracała się do jego przyjaciół, nie widział nic więcej niż jej piękne, dotychczas chętne, nagie ciało.
– Kupię ci sukienkę – rzucił ochrypłym od pożądania głosem, bo ona czekała chyba na odpowiedź.
Rzeczywiście. I odpowiedź musiała być poprawna, bo ugasiła papierosa, rozchyliła uda i powiedziała jak dobra pani do swojego szczeniaka:
– Chodź już, chodź…
No tak, trafiła kosa na kamień. Sam jest interesowny, to mu się dostało.
Pozwoliła, by zakosztował tego, czego tak bardzo pragnął, po czym umknęła biodrami. On z jękiem zawodu opadł na plecy, zakrył twarz przedramieniem.
– Za co mnie tak dręczysz? Czego chcesz? – wydusił, próbując uspokoić wściekle walące serce.
– Przecież mówiłam. Nie słuchasz mnie! Potrzebny nam samochód.
Potrzebny nam samochód, ubrania, jedzenie. Od miesiąca chodzę w jednych majtkach, tak się nie da! Dom zamienia się w melinę, ogarnij się!
Kolejnych kilka akapitów Iwona próbuje przekonać Nataniela, że to konieczność:
– Spróbuję jakiś skombinować.
– Ty nie próbuj, Natuś, tylko zrób to, w przeciwnym razie moją słodycz dostanie kto inny – zagruchała, a jemu oddech uwiązł w krtani na myśl, że Iwona może odejść i odtąd widywać ją będzie uwieszoną na ramieniu Marka Sidły.
– Dobrze. Jutro… tak, jutro z samego rana pójdę do doktor Kraszewskiej, poproszę, by pożyczyła mi swojego nissana. Tak będzie dobrze?
Iwona przechyliła głowę, pozwalając, by kosmyk włosów opadł jej zalotnie na czoło.
– I pojedziemy na duże zakupy?
Nataniel jęknął w duchu. Konto miał puste, najbliższej wpłaty spodziewał się… właściwie nie wiadomo kiedy, bo zlecenia leżały odłogiem. Bank proponował mu jednak przyzwoity limit w koncie. Pięć tysięcy powinno wystarczyć.
Znowu okazuje się, że gość nie bardzo rozumie, jak obchodzić się z pieniędzmi. Pewnie to samo jest z zakupami do domu, bo ile można przewieźć skuterem, tym bardziej w dwie osoby? Iwona pewnie wylicza, że brakło proszku do prania, papieru toaletowego, lodówka pusta...
– Tak, Iwonko, pojedziemy na zakupy – odrzekł, a ona natychmiast obdarzyła go długim, namiętnym pocałunkiem. I otworzyła przed nim chętne, warte grzechu ciało.
Zwykła prostytutka raczej wyszłaby taniej, nie trzeba by było jej karmić i odziewać… Ale dobra, Natanielowi schlebia, że dziewczyna nie widzi, że jest kulawy. Niby logiczne. Niby ma sens.
Nazajutrz z samego rana Nataniel poszedł w odwiedziny do sąsiadki. Widok samochodu Siergieja zaparkowanego przed dworem nie zdziwił chłopaka. On myślał tylko o tym, by pożyczyć jakieś auto, zabrać Iwonę na zakupy, a po powrocie dostać nagrodę. W nocy dziewczyna obiecała mu coś specjalnego. Nataniel nie mógł myśleć o niczym więcej…Teraz łomotał do drzwi dworu, nie bacząc na porę nieco zbyt wczesną jak na odwiedziny.
Czujecie ten przymus? Wali w drzwi jak opętany o piątej rano, BO SEKSY!!!
Marta, co zrozumiałe, jest zła, bo chciała odespać długą noc z Siergiejem.
– Nat, na miłość boską, pali się gdzieś?! Drzwi z zawiasów wyłamiesz tym łomotem.
– Pożyczy mi pani samochód? – On nie silił się na choćby zdawkowe przeprosiny.
– Pożyczę, tylko…
– Więc proszę pożyczyć.
Co za uprzejmość.
– Mogę zapytać, po co ci moje auto? O ile pamiętam, masz już mój skuter.
– Muszę zabrać Iwonę na zakupy. Do miasta. Nie pojedzie na skuterze.
W tym momencie w drzwiach stanął półnagi, przepasany jedynie ręcznikiem Siergiej Sodarow. Przeczesał włosy dłonią, oparł się ramieniem o framugę, po czym odezwał się:
– Kim jest Iwona?
– Dziewczyną Nataniela – odpowiedziała mu Marta, coraz bardziej zirytowana.
Siergiej spojrzał z zainteresowaniem na chłopaka, unosząc kącik ust w złośliwym uśmiechu.
– To nasz prawiczek przygruchał sobie dziewczynę?
– Nie jestem prawiczkiem! – wybuchnął Nataniel, czując, że czas mu się kończy.
Jeśli natychmiast nie dostanie tego samochodu…
CZAS SIĘ KOŃCZY! Jak zaraz nie złapie jakiejś kobiety, wybuchnie!
– Domyślam się, że już nie, skoro tak ci spieszno z powrotem. Może wstąpisz na poranną kawę, opowiesz mi o swojej narzeczonej – kpił w najlepsze.
Nataniel pominął jego uwagi milczeniem, wpatrując się natarczywie w Martę.
– Chciałam jechać do spożywczego – rzuciła.
– Pojadę po zakupy – zaoferował się natychmiast.
– Trzeba jeszcze zatankować.
– Zatankuję, tylko… potrzebne mi są pieniądze. – Tu Nataniel zaczerwienił się po czubki uszu.
 Taki z niego Casanova, że forsę na paliwo musi pożyczać.
– Oddam wszystko – rzucił szybko, by Marta się czasem nie rozmyśliła.
Biorąc pod uwagę, że rzucił pracę, by oddawać się uciechom cielesnym, nie byłabym skłonna mu pożyczać żadnych pieniędzy…
Patrzyła na rozgorączkowanego chłopaka długą chwilę. Nagle przypomniało jej się, co dziś w nocy wyrabiała z Siergiejem, i złagodniała natychmiast. Zrozumiała głód w oczach młodego mężczyzny, pragnienie, które mogło zaspokoić tylko dziewczęce ciało.
– Pójdę po kluczyki i portfel.
Czemu im wszystkim odbija z powodu seksu!?
– Mówisz więc, że masz dziewczynę – odezwał się Siergiej, przeciągając samogłoski. – Ładna chociaż?
– Piękna – uciął Nataniel.
Piękna i tak się przypadkiem zaplątała:
– Zgubiła drogę. Trafiła do mojej chaty i… została. Jest studentką. Ma wakacje.
– Studentka na wakacjach… – Nie wiedzieć czemu w ustach Sodarowa zabrzmiało to dwuznacznie.
Siergiej pewnie już zabierał się do opisania Natanielowi, ile setek studentek zaliczył w jego wieku, ale wraca Marta z pieniędzmi. Niepokoi się, że Nataniel zacznie się po drodze popisywać i coś mu się stanie. Właściwie słusznie, jeszcze ktoś zaproponuje mu wyścigi po drodze i skończy się jak z koniem.
– Może Siergiej poprowadzi? – wpadła jej do głowy zbawienna myśl.
Ale Nataniel, mając w pamięci obietnicę Iwony, że zrobią to w samochodzie podczas jazdy, po prostu zbiegł ze schodków, krzyknął: „Dziękuję, poradzę sobie!”, wskoczył za kierownicę i tyle go widzieli.
Hehe. Marta czytała mu w myślach, stąd te obawy. Siergiej za to tłumaczy Marcie zasady uniwersum:
– Jest młody i wyposzczony. – Siergiej wzruszył ramionami. – Ty godzinę temu miałaś taki sam głód w oczach co on
Normalka.
– Zaśmiał się gardłowo, otaczając kobietę ramionami. – Ja nadal jestem głodny, czujesz? – Naparł lędźwiami na jej pośladki. Czuła. Gorąco rozlewające się we własnym wnętrzu czuła również.
Kiedy książka o szukaniu miejsca w życiu zmieniła się w scenariusz filmu pornograficznego? Te dialogi…
I ciekawe, że ludzie w związkach nie wybierają się do kina, restauracji czy na bilard, żeby porobić coś razem, a nie tylko próbować nowych pozycji i miejsc do odbycia stosunku. Żeby chociaż była ta prozaiczna codzienność jak wspólne odmalowywanie mieszkania…
I Siergiej zamierzał wrócić, owszem, ale nie tak szybko. Do powrotu Nataniela ze sklepu i stacji benzynowej miał jakieś pół godziny. To wystarczy, by odwiedzić nową sąsiadeczkę, której był bardzo, ale to bardzo ciekaw…
Dziewczyna siedziała na pomoście, zapatrzona przed siebie. Słysząc czyjeś kroki, zwróciła się w tym kierunku. Na widok nieznajomego i wręcz nieprzyzwoicie przystojnego mężczyzny przywołała na smutną przed chwilą twarz zmysłowy uśmiech. Miała na sobie niewiele zakrywający kostium bikini, ot, trzy dość skąpe trójkąciki połączone troczkami. Gdy tamten wszedł na pomost, przybrała wdzięczną pozę. I jeszcze bardziej seksowną.
Czyli zemdlała. Oni lubią mdlejące stokrotki, niewinne płatki śniegu.
Mężczyzna zatrzymał się tuż przed nią i patrząc na dziewczynę z góry, zmierzył ją spojrzeniem konesera. Ona nie pozostała dłużna.
„Ciekawe, czy ten przystojniak zdaje sobie sprawę, że mam usta akurat na wysokości jego fiuta” – pomyślała, mrużąc lekko błyszczące oczy. „Rozepnę mu powoli rozporek, uwolnię żołnierzyka, wezmę do buzi…” Obwiodła koniuszkiem języka karminowe usta.
I tak… w miejscu publicznym bez zapytania dzikusa o zgodę?
Opisy osiągnęły kolejny poziom żenady. Chyba fantazje Iwony mają nam przypomnieć, że jest zła (tak jakby żerowanie na nieporadnym Natanielu, centralna część charakteru bohaterki, było powodem do chwały)…
– Na mnie te sztuczki nie robią wrażenia – odezwał się niskim, gardłowym tonem.
Asi mówił to samo. To jego stały tekst na podryw?
– Czyżby? – Uśmiechnęła się drwiąco. – Twój mały ma chyba inne zdanie.
– Nie jest taki znowu mały – mruknął, ale nie skorzystał z zawoalowanej propozycji. Nie dał się sprowokować.
Myślę, że mało kto dałby się sprowokować. Zbyt bezpośrednie działania zniechęcają większość ludzi. Zwłaszcza że Siergiej nie gustuje raczej w kobietach, które same podrywają (jego wściekłość, gdy Asia próbowała być miła i zalotna).
– Ty jesteś dziewczyną Nataniela?
– Ja. A bo co?
– Nic. Przyszedłem obejrzeć zdobycz mojego sąsiada.
Wszędzie cię szukałem! Szybko, musimy odprowadzić do zdrady, bo kto inny zgarnie nagrodę!
– Napatrzyłeś się? – Wstała powoli, leniwie i przeciągnęła się, eksponując swoje wspaniałe, pełne piersi, jakby jeszcze było mu mało.
Siergiejowi przemknęło przez myśl, że oddałby całą noc z Martą za jeden numerek w wykonaniu tej dziewczyny. Członek nabrzmiał mu tak boleśnie, że albo ulży sobie teraz z nią – co nie wchodziło w grę – albo przed powrotem do dworu będzie musiał popracować własnoręcznie, bo zanim dopadnie Marty, jądra mu chyba eksplodują…
Mam pewne podejrzenia, że autorka przekłada zachowania lęgowe jakichś dzikich ptaków z Australii na ludzkie (przypominam, Kasia jest z wykształcenia weterynarzem), bo to pojawia się już któryś raz w jej twórczości. Czy ona kiedykolwiek była na plaży? Na basenie? Gdzie te eksplodujące jądra, bo ładne dziewczyny pływają? Gdzie dziesiątki nabrzmiałych członków?

Może w utworach Michalak nie występują ludzie, tylko podobny gatunek ze świata równoległego, który cechuje się znacznymi różnicami, jeśli chodzi o biologię? Te same reakcje biochemiczne mózgu powodujące u nas depresję tam robią z ludzi morderców z nożami, którzy chowają noworodki pod liśćmi.
Uczynił mimowolny krok w stronę dziewczyny, ale ona zaśmiała się i pokręciła głową.
– Mam chłopaka, pamiętasz?
– Nie wyglądasz na taką, którą cokolwiek powstrzyma przed jazdą z sąsiadem – odrzekł coraz bardziej obolały i zły. – Nataniel wie, że przygruchał sobie zwykłą dziwkę?
Zmrużyła wściekle swe lodowate źrenice. On uniósł kącik ust w swym zwykłym kpiącym uśmieszku. Wiedział, jak działa na kobiety. Wiedział też, że ta tutaj należy do łowczyń, jak on sam.
Dlatego nazwał ją dziwką. Bo sam się za taką uważa.
Poza tym ten ideał mężczyzny dla czytelniczek właśnie prostacko obraził kobietę, gdy powiedziała, że ma chłopaka. Co za klasa!
– Masz jakieś imię, przyjemniaczku? – krzyknęła za nim.
– Gdy spotkamy się następnym razem, poznasz nie tylko moje imię – odpowiedział i posłał jej uśmiech. Taki uśmiech, którego ona – był tego pewien – długo nie zapomni…
Znowu ten uśmiech. Równie dobrze mógł ściągnąć spodnie.
Przepraszam, ale za bardzo udziela mi się prostacka atmosfera tej książki i obleśność Siergieja…

Przy okazji przypominam, że okładka tej książki wygląda tak:
Jak dotąd w powieści nie pojawił się nikt nieletni, a przerobiliśmy dwadzieścia rozdziałów z dwudziestu ośmiu. Ja bym się wstydziła, gdyby wizerunek mojego dziecka miał zdobić okładkę pornosa…

Komentarze

  1. WIncyj, wincyj! :D Eksplodujace jadra mnie zabily, zreszta calosc jest pieknem i dobrem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie podziękowania dla tego wspaniałego człowieka o imieniu Dr. Agbazara, wielki rzucający, który przywraca radość z pomocy w przywróceniu mojego kochanka, który oderwał się ode mnie cztery miesiące temu, ale teraz, z pomocą dr. Agbazara, wielka miłość, rzuca zaklęcia. Dzięki mu. Możesz również poprosić go o pomoc, gdy będziesz go potrzebować w trudnych czasach: ( agbazara@gmail.com ) lub WhatsApp ( +2348104102662 )

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, biedne dziecko z okładki. Czekam, aż dziewczyna pozwie rodzinę, agencję, grafika, wydawnictwo, Michalak i co jeszcze się da.

    OdpowiedzUsuń
  4. 41 year-old Project Manager Walther Caraher, hailing from Le Gardeur enjoys watching movies like Planet Terror and scrapbook. Took a trip to Works of Antoni Gaudí and drives a Bugatti Royale Berline de Voyager. dowiedziec sie wiecej

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.