1.10 Rozdział 21 i 22

ROZDZIAŁ XXI: MAGICZNA SZTUCZKA ZE ZNIKAJĄCĄ PATELNIĄ
Gdy po raz nie wiadomo który Nataniel mało drzwi do dworu nie wyważył, domagając się, żądając, prosząc i błagając, by Marta pożyczyła mu samochód, kobieta, po raz nie wiadomo który wyrwana skoro świt z ciepłego łóżka i jeszcze cieplejszych objęć Siergieja, nie wytrzymała:
– Człowieku, ocipiałeś?! Albo kup sobie własny, albo odeślij tę laskę tam, skąd przybyła, bo robi z ciebie oszalałego od chuci niewolnika!
Zdziwiła samą siebie tym tonem i tymi słowami. 
„Przecież mamy sezon lęgowy”, pomyślała, „każdy chwyta się takich sposób, jakie są w zasięgu ręki, a taniec godowy odpada przy braku zdrowej nogi”.
Widziała w jego oczach ten sam strach, który czuła w sercu. Strach, że to wszystko się skończy, że piękny sen pryśnie i znów zostaną sami: ona w pustym dworku, on w pustej chacie. Pragnęła, by ktoś ją zapewnił, że tak nie będzie. Ludzie znajdują swe drugie połówki, no nie? I są ze sobą szczęśliwi do samej śmierci! Ale zamiast tego czuła strach. I nie potrafiła nic na to poradzić.
Ale mu intencje dopisuje :D jakby pogadała z Natanielem, okazałoby się, że przeraża go koniec abonamentu na seks, bo jakoś dotąd nie planował wspólnej przyszłości. Czy chociaż zapytał Iwonę, co studiuje? 
Przy Siergieju musiała być spokojna, kochająca i łagodna.
Inaczej wpierdol.
Mateusz zniknął. Nataniel, niczym jej alter ego, nadawał się na chłopca do bicia idealnie. 
Ta dyskretnie wpleciona w tekst wzmianka o Mateuszu, cudo!
– Nie jestem jej niewolnikiem! A od pani nie żądam Bóg wie czego, tylko głupiego nissana!
– O siódmej rano?! Do czego to podobne! Ludziom o świcie życie zatruwać, bo księżniczka potrzebuje jedwabnych majtek… Płaci przynajmniej sama za ciuchy czy oprócz prywatnego kierowcy znalazła w twojej osobie sponsora?!
– Nie jestem jej sponsorem! O nic mnie nie prosi! Sam z własnej woli kupuję mojej dziewczynie ciuchy, w których mi się podoba, bo tego właśnie chcę! Chcę, żeby była szczęśliwa!
– To niech sobie będzie, ale dlaczego moim kosztem?! – Marta niemal płakała.
Straciła już dwie minuty z przytulanek, które im przerwał. Piekło na ziemi. 
Którąś noc z rzędu zajęta była miłością z Siergiejem, a gdy przed świtem opadli wreszcie z sił, miała nadzieję na dłuższy sen w jego ramionach, potem spokojne śniadanie we dwoje.
Ale nic z tego!
Siergiej tak jak wczoraj i przedwczoraj zaraz wstanie, ubierze się, wsiądzie w swojego jeepa i pojedzie na ranczo, oporządzać konie. Wróci w okolicach południa, po śniadaniu oczywiście, i z miłego poranka we dwoje nici. A wszystko przez upierdliwego Nataniela i jego niunię!
Po takim czasie mogłaby już albo pogodzić się z sytuacją, albo oddawać Natanielowi kluczyki dzień wcześniej. Zresztą problem braku wspólnego śniadania wcale nie wynika z tego, że Nataniel jest opętany: "Siergiej tak jak wczoraj i przedwczoraj zaraz wstanie, ubierze się (...)". No to chyba dobrze, że Nataniel ją obudził, ma szansę go złapać, zanim wyjdzie z domu. A co ma niunia Nataniela to tego!?
– Daj mu ten cholerny samochód – odezwał się Sodarow, stając w drzwiach. – Mamy przecież mój.
– Tu nie chodzi o głupie auto! – krzyknęła Marta. – Chodzi o tę dziewczynę!
Jak to?
– A co niby ma pani do Iwony?!
Zdawał sobie sprawę, że nie tak powinien z Martą rozmawiać. Była jego przyjaciółką, na Boga! Powinien wytłumaczyć, dlaczego tak strasznie zależy mu na dziewczynie, ale Marta nie pojęłaby tego…
Dlaczego to nie ona zagadała? Pomocy, upośledzenie społeczne tych wszystkich postaci mnie przytłacza.
Zrozumieć Nataniela mógł tylko ten, kto zna, co to ból psychosomatyczny, kto nieraz wgryzał się w poduszkę, żeby nie wyć na głos, walił pięścią w ścianę, gruchocąc sobie knykcie, był gotów zapić się na śmierć, by tylko przestało boleć – jedynie taki ktoś zrozumie, dlaczego cały świat przestał się dla młodego mężczyzny liczyć.
Pozostała tylko ona – kobieta, która uleczyła i jego ciało, i duszę. Znów czuł się kochany, upragniony. Czuł, że jest sobą sprzed wypadku. Kimś, kim kiedyś był i nie miał nadziei, że jeszcze kiedyś będzie: normalnym facetem. Facetem, co przez sześć cholernie długich lat zabraniał sobie kochać i obywał się bez kobiety, który dziś mógł się kochać przez całą noc. I jeszcze było mu mało.
Mówiłam, biologia alternatywna.
Zastanawiam się, dlaczego miłość w tej książce przyjmuje postać jedynie fizyczną. Siergiej i Marta są parą od kilku rozdziałów i wszystko, co do tej pory robią, to tylko seks, seks i spanie po seksie. Tutaj to samo – kokainowe konowały powinny były go wysłać nie tylko na oddział chirurgii, ale wynająć też prostytutkę za pieniądze z NFZ, bo przecież w poprzednim poście Nataniel wystraszył się wizją nie tyle odchodzącej Iwony, co Iwony odbitej przez syna sołtysa.

Teraz niby autorka dodaje lęk Nataniela przed samotnością:
Ta dziewczyna ukoiła duszę i ciało Nataniela, za to jego mózg oszalał ze strachu. „Gdy ją stracę, zostanę znów sam i ból wróci…” – myślał. I był pewien, że tym razem ze sobą skończy. Czy można się dziwić, że tak rozpaczliwie, za wszelką cenę próbował zatrzymać Iwonę? A Martę, która mogła przyczynić się do jej odejścia – bo nie chciała mu pożyczyć głupiego samochodu! – niemal znienawidził?
A to z kolei strasznie mi się gryzie z Natanielem, który od liceum do wypadku był Casanovą i nie miał problemu z podchodzeniem do płci przeciwnej. Ale już o tym pisałam, sześcioletni celibat też jest dla mnie sztuczny w kontekście jedynie trochę zepsutej nogi – mężczyzna, który jest wygadany, bez problemu zrobi z tego atut, dopisując niesamowitą historię do wypadku i dopiero bliższemu koledze przyzna, że mu ciężko. Aczkolwiek do tego potrzeba co najmniej udawać, że ma się dystans do siebie.

Nataniel wrzeszczy, że łaski bez i odchodzi, a Siergiej próbuje pocieszyć Martę:
– Jest dorosły. Niech sam sobie radzi, skoro stać go na tak wymagającą narzeczoną.
Nie mógł wiedzieć, że jego słowa ocalą niedługo czyjeś życie, z kolei dwa inne zniszczą.
Bełkot o poranku, byle odwrócić uwagę partnerki, wpłynie na losy świata?
Nataniel nie wrócił do domu. Bez samochodu nie miał co się Iwonie na oczy pokazywać. Już wiedział, jaka potrafi być przykra, gdy nie dostaje tego, co chce. Odmowa seksu była jedną z metod, jakimi wymuszała na chłopaku spełnianie zachcianek. Potrafiła oprócz tego krzyczeć i rzucać się nań z pazurami, aż musiał chwytać ją za nadgarstki, zamykać w ramionach i… cóż… obłaskawiać w łóżku, czy gdzie tam się akurat znajdowali. 
Wszystko to rojenia wariata. Po prostu chciała dziewczyna kupić ten proszek do prania, o którym truła od tygodni, ale znowu zapomniał. A kto by chciał tarzać się w wybrudzonym, śmierdzącym prześcieradle.
Dla odmiany umiała rozpłakać się nagle i tak żałośnie, że Natanielowi serce pękało i gotów był nieba jej przychylić, jeśli to miało osuszyć łzy. Ona pozwalała się tulić i całować. Słuchała, pochlipując, jego zapewnień, obietnic i wyznań. Godzili się czule i namiętnie, po czym Nataniel, znów w siódmym niebie, biegł – jak przed chwilą – do Marty po samochód, by Iwonka mogła trwonić jego pieniądze na zakupach. Wczoraj wybrała się do Olsztyna sama, tak na marginesie.
Stwierdził podekscytowany narrator.
– Ty nie cierpisz shoppingu – tłumaczyła, odbierając mu kluczyki. – Ja uwielbiam. Poza tym musisz trochę popracować, prawda? Pieniądze na koncie się kończą… Potrzebny ci spokój. Cisza. Skupienie. Ja cię za bardzo rozpraszam. – Uśmiechnęła się zalotnie, dziewczęco, a przy tym bardzo seksownie.
Ucałował ją, wdzięczny, że o nim myśli. Wsunął dłoń między jej uda, by mieć dowód, że ona pragnie go tak samo jak on jej. Trzepnęła go po ręce. Umknęła biodrami.
– Nie teraz. Muszę się umalować, uczesać, wybrać coś odpowiedniego. Dasz mi swoją kartę? – rzuciła od niechcenia.
Nataniel zaślepiony perspektywą seksu za parę godzin, oddał Iwonie kartę. Odważnie. Jako pasożyt z doświadczeniem powinien wiedzieć, czym się to skończy. 
Ta modliszka wiedziała, jak radzić sobie z młodym, nieprzytomnie zakochanym mężczyzną. Znała wszystkie sztuczki i z wprawą – ciekawe gdzie nabytą? – je stosowała.
Pyta coraz bardziej rozemocjonowany narrator. To chyba największy fan książki!
No a tego zakochania specjalnie nie widać, tylko samo pożądanie. Poważnie, jak Kasia chciała nakreślić tę miłość Nataniela, kiedy jego interakcje z Iwoną opisywane są jedynie przez pryzmat seksu? Ona go nie fascynuje jako osoba, tylko jako nośnik przyjemności.

Oczywiście Iwona wraca z torbami zakupów, Nataniel czuje się męskim mężczyzną, wścieka się na Martę…
Jak mogła pożałować Natanielowi tej kupy złomu?! Wredna, zazdrosna jędza! Tak właśnie! Zazdrosna o Iwonę, piękną, młodą i pełną seksu Iwonę! Ona, Marta, może jedynie powspominać, jak to było w wieku dwudziestu paru lat. I o to też była wściekle zazdrosna! 
Dzięki czemu czytelnik coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że MUSI wyjść na Marty.
Zresztą za parę rozdziałów wyjdzie, że Nataniel tak bardzo się nie pomylił, Marta jest zazdrosna o Iwonę :D

Wściekły Nataniel idzie się przejść, po czym dochodzi do wniosku, że Mateusz jest dobry i fajny w przeciwieństwie do starej jędzy. Co prawda nie odwiedzał go od wielu tygodni (wspaniały przyjaciel, nie ma co, Marta to samo), a tu! Zbiegiem okoliczności natyka się na…
– Pani doktor! Marta! Musisz tu przyjechać! Natychmiast! – rozbrzmiał w telefonie przerażony głos Nataniela, gdy Marta bardzo niechętnie, spodziewając się, że znów będzie błagał o pożyczenie samochodu, odebrała połączenie. – Mateusz leży przed swoim domem! Oddycha, ale jest nieprzytomny! Co mam robić?!
Dostarczyć mu szybko jakąś kobietę. Tak się kończy samotność, gdy wszyscy naokoło wiją gniazdka i próbują się rozmnożyć: umiera się. Dobrze, że jeszcze nie eksplodował na miejscu!

Więc „zniknął” to synonim do „w sumie przestaliśmy go odwiedzać i nie otwieramy mu drzwi”.
– Wezwij pogotowie i zostań przy nim – rzuciła chłodnym, opanowanym tonem, odkładając przyjaźń na inny czas, a stając się lekarzem. – Zaraz będę.
Genialne. Jakby Nataniel przyszedł dzień wcześniej, nie mógłby wezwać lekarza, a dzień później – zastałby świeżego trupa.

Siergiej upiera się, by jechać z Martą.
Dopadła Mateusza, którego Nataniel zdążył odwrócić na plecy, przyłożyła stetoskop do piersi mężczyzny.
– Ma wysoką gorączkę. Bardzo wysoką.
Co zmierzyła stetoskopem.
Wezwałeś pogotowie? – odezwała się ostro do chłopaka.
Nie to, żeby się na niego gniewała, przeciwnie, czuła narastającą wdzięczność. Za co?, będzie to sobie już niedługo wyrzucać.
Ale… że co? Będzie sobie wyrzucać, że poczuła wdzięczność, bo Nataniel zachował się jak obywatel roku?

Bohaterowie pakują Mateusza do auta, Marta wsiada i wybucha płaczem. Siergiej jest zirytowany:
– Weź się w garść! – warknął, nie wiadomo, czy do siebie czy do kobiety.
– Jak tam z tyłu? – rzucił przez ramię.
– Bez zmian – padła odpowiedź.
– Będzie dobrze. – Siergiej na sekundę oderwał wzrok od drogi i spojrzał we wsteczne lusterko. – Na zachlanie tak szybko się nie umiera.
No chyba że ma się cukrzycę czy inne choroby. Jeden bardzo szybko się w ten sposób wykończy, a inny będzie pił i pił przez czterdzieści lat i jako tako funkcjonował.
Sodarow postawił diagnozę tylko w połowie trafną. Owszem, Mateusz pił niemal nieprzerwanie, od kiedy wrócił od Marty, ale któregoś dnia – kiedy to było? Nie mógł sobie przypomnieć, gdy po odzyskaniu przytomności go o to pytali – obudził się z ostrym bólem w piersiach i duszącym kaszlem. Gorączka zaczęła trawić jego ciało, zanim znalazł jakieś piguły. Wrócił do łóżka, śmierdzącego potem i wymiocinami.
W tym miejscu zarządzam minutę ciszy, by uczcić piękno przyjaźni.
Temperatura nie spadała mimo leków, kaszel rwał płuca i krtań. Ostatnie, co pamiętał, to nieprzeparta chęć złapania oddechu. Jednego haustu świeżego powietrza. Wyszedł przed dom, zrobił kilka kroków i upadł. Gdyby Nataniel przyszedł do leśniczówki dzień–dwa później, znalazłby zwłoki, a nie chorego przyjaciela.
Teraz to najlepszy przyjaciel ze wszystkich, a gdyby nie kłótnia z Martą, nawet by do niego nie zajrzał.
– Zachłystowe zapalenie płuc – brzmiało orzeczenie. – Tak szybko pana stąd nie wypuścimy, panie Jóźwik.
Mateusz stwierdza, że trudno, jak ma umrzeć, to umrze, bywa. Marta przeprasza Mateusza, a on, że trudno, serce nie sługa.

ROZDZIAŁ XXII: KUTERNOGA NA WIEKI
Choroba Mateusza, mimo że Nataniel nie powinien czuć się winny, sprawiła, że oprzytomniał, ochłonął. Iwona nadal zajmowała jego myśli, a gdy wracał do domu, nie mógł się nią nacieszyć, nadotykać jej, nakochać, ale zaczął zauważać resztę świata: choćby stęsknione zwierzęta, Trusię, Śnieżkę i Kacperka, które paskudnie zaniedbywał przez ostatnie tygodnie, wydawców, którzy naglącymi mailami domagali się gotowych projektów…
A wcześniej było, że tylko swoich zwierząt nie zaniedbywał. Teraz pewnie wyjdzie, że Siergiej musiał je potajemnie dokarmiać (to ta jego tajna szlachetna strona duszy).
Zabawne, że nikt nie pamięta o psie Mateusza, nawet sam Mateusz. Pewnie ten pies już tam sobie zdechł zostawiony sam sobie i nie ma go. [*] RIP REKSIO.
Miał na utrzymaniu wymagającą kobietę. Żeby z nim została, musiał zarabiać.
Wymagająca, bo nie ceniła życia w melinie na końcu świata, szmata jedna.

Marta non stop odwiedza Mateusza w szpitalu, ale to chyba tylko dla ukojenia sumienia. Nataniel ze strachu dostaje ataku pracoholizmu i ukochaną widuje tylko w nocy. Ta postać została określona na tyle dobrze, że można założyć, że chodzi spać o siódmej rano, wstaje o piętnastej i przez jakieś dwie godziny dziennie pracuje.

Nagle Nataniel odkrywa, że istnieje coś takiego jak rozmowa.
– Co robisz całymi dniami? – pytał, jeśli miał jeszcze siły zadawać pytania.
– Opalam się, chodzę na spacery, czasem wyrwę się na zakupy…
– Na piechotę? – niepokoił się. – Przecież to kawał drogi, a ty w tych szpileczkach?
– Och… nie chodzę do spożywczego. Łapię stopa do Olsztyna i tam trochę szaleję. Na tyle, na ile pozwala debet na twoim koncie. Powinieneś wziąć jakąś pożyczkę, dopóki nie zaczniesz porządnie zarabiać. Ja nie mogę się tak ograniczać…
Sucha bułka dwa razy dziennie to nie dla mnie!
Czyli… że oni nigdy nie rozmawiają „hej, kochanie, jak ci minął dzień?”?
Z pożyczką nie było żadnego problemu. Chwilówka w jednym banku, chwilówka w drugim, jeszcze większy debet na koncie i Iwona nie miała się już na co skarżyć. Oddawała się chłopakowi noc w noc z niegasnącym entuzjazmem i coraz to nowymi pomysłami. A wyobraźnię miała nieograniczoną.
Wiemy…
Niech Nataniel cieszy się ostatnimi spokojnymi dniami mijających wakacji. Niech cieszy się chwilami szczęścia i spełnienia kradzionymi losowi.
Cios miał spaść lada moment.
Jeszcze tylko dwa dni…
Jeden dzień…
Teraz.
Przed chwilą…
Dwie chwile temu…
Wyobrażam sobie podekscytowanie autorki, gdy wciskała te wszystkie entery. Pewnie pisała do narratora, swojego zmyślonego przyjaciela! Ale radość!
A tak w ogóle co Nataniel na to, że Iwona zaraz ma wracać do Warszawy? 

Marta i Nataniel wracają z Olsztyna, gdzie przeniesiono Mateusza. Niestety samochód nawala.

Czujecie, co teraz się wydarzy? Czujecie??? Nie? To wczujcie się najpierw w klimat:
– Chrzanię to! – rozeźliła się lekarka. – Zostaw ten złom tutaj, do domu mam dwa kilometry. Marzę o kąpieli i własnym łóżku. Później ściągnę drogówkę.
Nataniel przytaknął bardziej niż chętnie, w duchu już ciesząc się z niespodzianki, jaką sprawi Iwonie wcześniejszym powrotem.
Niespodzianka musi oznaczać kolejną pozycję seksualną. Musi, bo nie ma dla niej nic materialnego, a innych czynności ze sobą nie wykonują. Czyli wspaniała niespodzianka: dzień jak co dzień.
Droga przez las, prowadząca do chaty, a potem do dworu, zaczęła się dłużyć i jemu, i Marcie, tęskniącej nie tylko do miękkiego łóżka, ale i silnych, kochających ramion Siergieja. I nie tylko ramion.
Ty uważaj, o czym marzysz, bo może się zaraz spełnić!
Nie zwracali uwagi na piękno ostatnich dni sierpnia. Widząc chatę wyłaniającą się zza linii brzóz, przyspieszyli kroku. Jeszcze tylko Nataniel odprowadzi Martę kawałeczek wzdłuż jeziora, jak to miał w zwyczaju, i zaraz… zaraz…
Z pomostu, który krył się za szpalerem trzcin, dobiegły ich jakieś odgłosy. Marta, czując, jak serce podchodzi jej do gardła, zwolniła. I przytrzymała za rękę Nataniela. Jeszcze parę kroków… trzciny powoli rozstąpiły się przed nimi.
Oboje stanęli jak wryci.



Iwona, naga i piękna w promieniach zachodzącego słońca, siedziała okrakiem na Siergieju i niespiesznie poruszała biodrami. On jedną rękę zgiął pod głową, drugą ugniatał pierś dziewczyny. Bez zbytniego zaangażowania, bez namiętności, jakby spotkali się na kawie czy papierosie. Ot, dwoje znajomych miło spędzających popołudnie. 
Wreszcie jakaś szczera relacja znajomych, którzy nie udają, że są dla siebie czymś więcej niż kolegami! Po prostu chcieli dostać puchar najniewierniejszego gracza, więc połączyli siły.
A ten pomost – jak odważnie! Musieli się spodziewać, bo gdyby auto się nie zepsuło, Marta i Nataniel byliby pięć minut wcześniej. Tylko wtedy nie udałoby się pewnie podsłuchać BARDZO WAŻNEJ ROZMOWY, a za pomocą sprawnego auta w stresie mogliby tu przypadkiem kogoś rozjechać. Sąd na pewno uznałby okoliczności łagodzące.

Siergiejowi AKURAT w tej chwili przyszło do głowy pewne pytanie:
– Co ty właściwie chcesz od tego chłopaka? Wydoiłaś go chyba doszczętnie.
Zaśmiała się gardłowo, zachwycona dwuznacznością tych słów.
Boże, nawet w takim momencie trzeba podkreślić jej duszę czarną jak czarna herbata, bo seks taki grzeszny, genitalia takie brudne, a dziewczynkom nie wypada zauważyć dwuznaczności czegoś żałośnie dwuznacznego.
– Nie mów, ślicznotko, że jesteś w nim zakochana…
– W tym kuternodze?! Żartujesz?!
Ojojojojojojoj… Siergiej znowu odebrał Natanielowi gwiazdkę z nieba!
Nataniel, nie wierząc jeszcze w to, co widzi, ani w to, co słyszy, pobladł śmiertelnie. Marta wpiła palce w jego ramię, czując, jak nogi się pod nią uginają. Nie chciała tego słuchać, nie chciała na to patrzeć, ale nie mogła też się cofnąć.

Plaśnięcia ciała o ciało przybrały na sile.
To eskaluje w fascynujący sposób XD może to przybieranie na sile to coś jak rozpęd, by dalej rzucić oszczepem. Tu celem jest przedziurawienie Iwony. Albo uprawiają seks akrobatyczny. Zaraz rzucą się do jeziora, by tam zakończyć gimnastykę artystyczno-erotyczną, czekali tylko na recenzje Marty i Nataniela.

Iwona stwierdza, że to podniecające omawiać związki.
– To miły chłoptaś. Na krótką metę jak znalazł. Powiedz lepiej, co jest między tobą i tą lekarką.
W kontekście dalszych wydarzeń dobrze, że Iwona przypomniała czytelnikowi, jak od początku była umówiona z Natanielem na ledwie trzy miesiące romansu.
Siergiej uniósł się nieco, wbił palce w biodra dziewczyny i ponownie nadział ją na szkarłatne prącie. 
Szkarłatne? No tak, to wilkołak. Albo jakaś choroba postępuje i Marta powinna się przebadać.
– Szkoda cię dla niej. Co ty widzisz w tej starej raszpli? – wydyszała.
Jest o eony starsza od ciebie, to niewybaczalne z jej strony!
– Nie zamierzasz się chyba z nią żenić? Karmi cię i daje dupy bez ślubu, więc…
Fajnie, że Siergiej zdążył jej się zwierzyć ze wszystkich szczegółów swojego krótkiego związku. Niech żyje prywatność!
Zduszony krzyk sprawił, że oboje znieruchomieli.
Tam, gdzie kończą się trzciny, a zaczyna pomost, stali Marta z Natanielem.
Jedno spojrzenie w szeroko otwarte, niedowierzające oczy chłopaka, drugie na śmiertelnie pobladłą twarz kobiety i było wiadomo, że słyszeli wszystko. Każde słowo…
Szok. A tak dbali o dyskrecję!
Słuchajcie, niesamowity zabieg zastosowała tu Kasia: mamy wprost powiedziane, co Iwona myśli o Natanielu, ale ani słowa Siergieja o Marcie. Czyli że to ma budować napięcie, czy Siergiej traktuje Martę jak zabawkę czy poważnie. Bo może traktuje ją poważnie, tylko jest po prostu akurat np. opętany.

Marta dostaje ataku rozpaczy. 
Trzymając się kurczowo ramienia chłopaka, patrzyła, jak tamtych dwoje, te dwie obrzydliwe, podłe kreatury, podrywa się, osłaniając tym, co wpadło im w ręce, i zmierza ku niej i Natanielowi.
Wiem, że to odruch, ale to nawet zabawne, że osłaniają się, gdy pół świata widziało ich nago w intymnej sytuacji.
Siergiej coś mówił. Powtarzał chyba jej imię. O coś prosił. Nie chciała tego słuchać. Chciała upaść i nie wstać więcej. Pragnęła jedynie umrzeć. To chyba możesz dla mnie zrobić, Boże, ponoć miłosierny, skoro właśnie mnie zabiłeś?!
Ale nie jest tak łatwo umrzeć na zawołanie.
Mateusz coś o tym wie, nawet autoeksplozja mu nie wyszła.

Ciekawe, jak Michalak rozwinie temat problemów Marty z ufaniem ludziom, skoro taki wybryk Siergieja powinien pogłębić jej strach i przywrócić ból po rozstaniu z niewiernym małżonkiem.
– Martuś, to nic nie znaczyło. Po prostu szybki numerek. Nic więcej. Kocham ciebie i tylko ciebie. Wiesz o tym – mówił szybko, wiedząc, że gdy przestanie, ona powtórzy:
– Odejdź!
Uderzyła go w twarz. Nie bronił się. Jeszcze próbował coś powiedzieć, ale odepchnęła go.
– Odejdź!!! – krzyknęła, patrząc na niego z odrazą i pogardą. I bezgranicznym żalem. „Zaufałam ci, uwierzyłam w twoje »kocham«!” – czytał w błyszczących od łez oczach.
– Odejdź – wyszeptała, krztusząc się łzami, i odwróciła twarz.
Ruszył za Iwoną, wiedząc, że nic tu po nim.
Szybko się poddał! Nie wiem, może byłoby to rozsądne – mógł wrócić, gdy Marta się uspokoi i dowiedzieć się, czy wybaczy – ale łażenie za Iwoną w takiej sytuacji…

Tak w ogóle to strasznie długo trwał ten związek, pięć rozdziałów! A Nataniela sześć! Z czego połowa to opisy załamania Mateusza. Nie ma to jak uczynić ze zdrady NA ŚRODKU POMOSTU punkt kulminacyjny powieści o traktowanych koniach, topionych kotach i podpalanych działaczach społecznych. Za to pojawiło się jeszcze więcej przyczyn, dla których nie rozumiem fetyszyzacji bandyty.
Nagle dotarło do niej, że – owszem – jej serce pękło na kawałki, ale przecież… była dorosłą kobietą, która nie miała zbyt wielkich złudzeń co do mężczyzn i w głębi serca nie oszukiwała się, że dla takiego faceta jak Siergiej jest czymś więcej niż kaprysem. Wyzwaniem. Dopiął swego i nie zamierzał na tym poprzestać. Piękna Iwonka była przecież bardziej ponętna niż „stara raszpla, która karmi i daje dupy za darmo”.
Ale Nataniel… on naprawdę kochał tamtą dziewuchę. Jemu pękło nie tylko serce. Jemu rozsypał się cały świat.
Cały czas miałam wrażenie, że autorka próbuje dać do zrozumienia coś odwrotnego. Marcie zawalił się cały świat: zawaliła w pracy, która była jej pasją i przekwalifikowała się, mąż ją poniżał, zdradzał i w końcu się rozstali, a córka zerwała z nią kontakt.
Nataniel stracił matkę, ale jako dorosły człowiek, jakoś się ogarnął, a dopiero co się usamodzielnił. To początek jego życia dla siebie, do tego wiemy, że Iwona nie jest jego pierwszą miłością. Niby lekceważę jego problemy zdrowotne, ale tak naprawdę z byle środkiem transportu typu motor czy auto Nataniel funkcjonuje normalnie. Ból nogi pojawia się jako dekoracja teatralna, gdy trzeba ubarwić scenę. Nie ma też oszpeconej przez chorobę twarzy, wręcz przeciwnie – jest ponadprzeciętnie przystojny i od byle machania łopatą rosną mu mięśnie. Wydaje mi się, że ktokolwiek o takim stopniu atrakcyjności i jednym problemie z nogą, nie powinien mieć problemu ze znalezieniem miłości, o ile taka osoba ma też przyjemny charakter.
Oczywiście może też być tak, że Marta sobie wmawia, by ulżyć cierpieniu.

Pod koniec rozdziału Marta próbuje uspokoić Nataniela, Iwona mówi, że się wyprowadza, Siergiej ją bierze do domu, by nie wrzeszczała, a Nataniel idzie wypłakać się do lasu.

Słuchajcie, przed nami jeszcze dwie notki i kończymy z gwiazdką!

Komentarze

  1. Przprszm, szkarłatne prącie mnie zabiło. Nie ma to jak właściwy dobór słów.

    Boru, jaka ta ksionszka jest zła.

    Azadi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Zwłaszcza że dostrzegli ten kolor z odległości kilku metrów i to mimo Iwony zasłaniającej większość widoku.

      Usuń
  2. Ale jak to konczymy ;______; Masz w planach rozbior kolejnych pozycji (DWUZNACZNOSC PACZPANI)?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.