1.11 Rozdział 23, 24 i 25

ROZDZIAŁ XXIII: NATANIEL W POTRZEBIE
„Przeklęty dom. Dom, który odbierze ci wszystko, co pokochasz. Powinno było się ciebie spalić zaraz po tym, jak potopiły się w jeziorze te dzieciaki” – myślała Marta, siedząc na ławce w sadzie i patrząc na starą chatę.
Jeszcze niedawno tragedie związane z domem były tylko wymysłami pani sołtysowej i można było tam najwyżej tracić bardzo cenną cnotę (jak ktoś ją miał), a tu nagle pojawiają się jakieś potopione dzieci, bo jeszcze byłoby za mało dramatycznie. W ogóle wątek Marty próbującej opchnąć chatę jak najszybciej został pogrzebany i zapomniany, a w tym miejscu fajnie byłoby do niego nawiązać w szerszym kontekście niż nagła refleksja bohaterki. W ogóle, no nie wiem, na przykład ZAKOŃCZYĆ, ale czego ja wymagam.
Z wnętrza dobiegały wrzaski Iwony i podniesiony głos Siergieja. Marta miała ich gdzieś. Jak dla niej, mogli się pozabijać. Zupełnie nie była zainteresowana, o co tych dwoje się żre.
Piękne pióro Kasi. Trzy zdania o tym samym.
Pierwsza wypadła na zewnątrz ta pieprzona zdzira. Czy Nataniel naprawdę nie widział, że to zwykła dziwka? Na miłość boską, kto normalny się tak ubiera? Czarna mini z dekoltem do pasa, ledwo zakrywająca pośladki? Srebrne sandały na niebotycznie wysokim obcasie? Tutaj, w środku lasu?!
Styl: kobieta upadła podczas letniego wypoczynku nad jeziorem

Co prawda nikt wcześniej nie zauważył, że Iwona to tirówa, bo przyjechała w zwykłej małej czarnej, ale przecież czytelnicy wzięliby jej stronę, gdyby nie podkreślić im teraz, że ma niepraktyczne obcasy (przy okazji, co to za logika? Jak już się mieszka w lesie, to nie można posiadać obcasów? Nawet do wyglądania ładnie podczas leżenia plackiem w słońcu?). Z opisów strojów nie da się wywnioskować wulgarności czy braku gustu bohaterki, dziwka to dziwka, bo takie jest założenie, koniec tematu.

Siergiej też wychodzi, ale Marta…
Płakała nad rozwianymi złudzeniami, nad tym, co mogłoby między nią a nim być, gdyby tego nie zdeptał. Płakała nad wszystkimi samotnymi nocami, które ją czekają. Gdy będzie wpatrywać się niewidzącym spojrzeniem w sufit i wspominać dotyk jego dłoni, uścisk ramion, słowa, którymi ją pieścił, szybki oddech przechodzący w jęk rozkoszy, ciepło w sercu, jakie czuła, patrząc na tego mężczyznę. Swojego mężczyznę. Mężczyznę, dla którego okazała się tylko kucharką i tanią dziwką.
Tu mamy potwierdzenie, że nic więcej poza seksem ich nie łączyło – pamiętajmy, że po nocy z Martą Siergiej szybko uciekał na ranczo, byle nie zjeść z nią śniadania – a wyobrażenie Marty o miłości i związku to tylko jęki rozkoszy. Mogłaby sobie kupić jakieś zabawki. Te przynajmniej same z siebie nie uciekną do kochanki.

Siergiej próbuje jeszcze coś tłumaczyć Marcie, ale Iwona wie, że to przegrana sprawa:
Siedziała na schodkach chaty, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, wydętymi ustami i lodowatym spojrzeniem wbitym w tych dwoje: mężczyznę klęczącego u stóp kobiety. Mażącej się jak dziecko, wspaniałej pani doktor. Co za żenada!
– przejął się narrator. Pewnie ma już dość.

Siergiej zgadza się odwieźć Iwonę.
Wstał i ruszył ścieżką ku dworowi, gdzie na podjeździe stał jego samochód. Iwona, chwiejąc się na swoich szpilkach, obwieszona torbami, w których unosiła dobytek kupiony za pieniądze Nataniela, pokuśtykała za nim.
Z kuśtykaniem to życiowe! Wystarczy zaprzyjaźnić się z kimś kulejącym i gotowe, sami poruszacie się w podobny sposób, potwierdzone info.
Za to torby pełnią tu chyba rolę atrybutu zła, ale co w tym dziwnego, jak przyjechała do Nataniela bez walizki i tylko z tym, co miała na sobie. A Natanielowi raczej niepotrzebne jej sukienki i szpilki.

Marta i Trusia idą w głąb lasu do Nataniela.
Jak długo trwała jego rozpacz? Nataniel uniósł głowę dopiero wtedy, gdy stracił resztę łez. Te, które mu jeszcze zostały po śmierci mamy, dziś wypłakał do końca.
Po raz kolejny podziwiajmy styl!
Poczuł na policzku delikatne dotknięcie. To Trusia przyszła go pocieszyć. Przygarnął pieska ramieniem, ukrył twarz w jego miękkiej sierści pachnącej łąką. Sunia polizała go w policzek. Gdyby nie wykłuto jej oczu, miałaby w nich teraz bezgraniczną miłość. Taką, której nie można kupić za żadne pieniądze. Taką, która cię nigdy nie zawiedzie i nie zdradzi.
Nieprawda, zaraz zobaczyłaby, że to kuternoga i też zdradziła!
Właśnie, Nataniel nie może przeżyć, że Iwona określiła go tym plugawym słowem zaczynającym się na „k” i kończącym na „a”:
Naprawdę roisz sobie, Nat, że były to słowa niewinnej, uwiedzionej przez złego Sodarowa, dziewicy?
Nawet zapomniał, że odbył z Iwoną niejeden stosunek, więc na pewno nie była dziewicą.
Nie chciał od Iwony nic więcej oprócz miłości…
Jasne, ale jak Iwona dwadzieścia minut nie chciała uprawiać seksu, to było wielkie halo.
Otumaniony do tej pory rozpaczą, nagle uświadomił sobie, że Martę zraniono nie mniej niż jego, ona też straciła kogoś, kogo kochała, ona również została dziś sama…
Bystry. Skojarzenie faktów zajęło mu kilka godzin. Ale szybko mu przechodzi ten szok z powodu krzywdy Marty, bo musi wrócić do użalania się nad sobą:
Tylko ona trzymała to coś z daleka od Nataniela. Po sześciu latach trwania z dnia na dzień, zamrożenia niczym ziemia czekająca na wiosnę, Nataniel zachłysnął się życiem i emocjami, tamta dziewczyna obudziła go niczym śpiącego księcia. Zaczął wierzyć, że może się podobać taki, jaki jest, niedoskonały, ułomny. Znów czuł się kochany, upragniony.
Piękne wspomnienia
Nataniel potknął się. Upadł na kolana.
Marta w jednej chwili znalazła się przy nim.
– Dziecko, co ci jest? – Potrząsnęła nim.
Uniósł na nią ogromne, tak ciemne, że aż czarne oczy.

Nataniel odpycha Martę, po czym nagle potyka się znowu i w tym momencie gwałtownie choruje z powodu braku dziewczyny:
Potykając się jak ślepiec, wpadł do środka, wyszarpnął szufladę, odnalazł fiolkę, tabletki rozsypały się po blacie. Łyknął dwie, ale było za późno. Bestia była za blisko. Dopadł kredensu, wyjął flaszkę wódki, przytknął do ust i pił, krztusząc się, długimi łykami. Za późno… Ból, jakiego nie czuł nigdy w życiu, wgryzł się kłami w pobliźnione udo i szarpnął z całych sił.
Więc dowiadujemy się, skąd te wszystkie „AAA, NIE MAM CZASU!!!” i budzenie Marty w środku nocy, w ogóle panika z powodu odkładania seksu przez Iwonę. To jest wprost opisane w książce, Boże. Ledwo uszedł z życiem, co to będzie???

ROZDZIAŁ XXIV: WPIERDOL ROKU
Widać droga do Olsztyna była długa i daleka, bo Siergiej wrócił dopiero po tygodniu. Być może zaszył się przez te dni na swoim ranczu, nikt go jednak we wsi nie widział, ale też nikt „za tymi z lasu”, jak mówiono o Sodarowie, Marcie i Mateuszu, a od niedawna też o Natanielu, specjalnie nie tęsknił.
Dopiero co deklarował: „Martuś, ja ją tylko do Olsztyna odwiozę!” i wyglądało, że zaraz wróci z wytłumaczeniem. Pewnie zaliczył parę zaległych porachunków gangsterskich, na które wcześniej nie miał czasu, bo objadał się zawartością lodówki Marty.
Gdy w końcu pojawił się w spożywczym, uraczono go najnowszą wiadomością: „Kraszewska, ta lekarka, wyjechała za granicę. Dwór wystawiła na sprzedaż”.
Sodarow oniemiał. Jego, Siergieja, Marta mogła karać, miała za co, ale dlaczego karała siebie?! Kochała ten dwór bardziej niż kogokolwiek na świecie!
Wskoczył do samochodu i pognał drogą wokół jeziora.
Nawet nie zapytał, dokąd się wyprowadziła, bardzo mądrze.

Siergiej idzie do Nataniela, który go nie wpuszcza, potem do Mateusza. Nie spodziewa się, że ten mu otworzy.
Ale Mateusz nie poszczuł go psami.
Nie jest na czasie: jednego psa Mateusz już dawno opchnął Natanielowi, a drugi nie żyje, bo przez kilka ostatnich rozdziałów nikt nie chodził go karmić.

UWAGA, MĘSKIE PORACHUNKI MĘSKICH MĘŻCZYZN!

Co prawda Jóźwik dopiero co leżał na OIOM-ie, ale co tam, oto siła sprawiedliwości w akcji:
– Słyszałem, że Marta wystawiła dwór na sprzedaż i wyjechała za granicę. – Siergiej stanął przed górującym nad nim o głowę potężnym sąsiadem. – To prawda?
Cios był tak błyskawiczny i mocny, że miotnął Sodarowem o ziemię, nim ten zdążył się osłonić.
Zamroczyło go.
Poczuł, jak potężna dłoń zaciska się na przodzie jego koszuli i podrywa go w górę.
Drugi cios był jak trzaśnięcie pioruna. Oślepił go i ogłuszył. Trzeci zwinął mu żołądek w ciasny węzeł. Ciśnięty na piach podwórza, zgiął się wpół i zwymiotował. Kopnięcie w podbródek, tym razem lekkie, bo mocniejszym mógł go Mateusz zabić, zmusiło Sodarowa do poderwania głowy. Tamten chwycił go pełną garścią za włosy.
– Wstawaj, Siergiej, jeszcze nie skończyłem, a leżącego kopał nie będę.
Podniósł się, podtrzymywany troskliwie przez Mateusza.
Cios w żołądek wydusił mu z piersi jęk. Kolana ugięły się pod nim. Znów upadł na piach.
Mógł się bronić. Dopóki nie stracił przytomności, mógł się bronić. Potrafił się przecież bić dużo lepiej niż ten cały Jóźwik, mechanik samochodowy. Za pasem miał krótki nóż, zawsze go ze sobą nosił. Szybki chwyt za rękojeść, teraz, gdy leżał u stóp tamtego, cios w udo, pod kątem, tak by ostrze przecięło tętnicę, i po kilku minutach, jeśli nie powstrzymałby krwotoku, to Mateusz gryzłby piach. Martwy.
Czyli coś jak „potrafię się bić, mam pistolet”, wspaniała definicja bójki. Brzmi raczej jak morderstwo.
Jednak… musiał znieść tych kilka ciosów, bo po pierwsze mu się należały, a po drugie dopóki Jóźwik żyje, dopóty on, Siergiej, ma szanse odzyskać Martę. Śmierci przyjaciela by mu nie wybaczyła.
Zdradę za to wybaczy na bank. Dlatego od razu się wyprowadziła, nie zostawiwszy mu żadnej informacji.
– Złamałeś Marcie serce, skurwielu – usłyszał cichy, tłumiony furią i nienawiścią głos.
Więc złamię ci kręgosłup! – dodał cichutko.
Uwiodłeś ją, nakarmiłeś kłamstwami, po czym zdradziłeś jak pierwszą lepszą.
Uwiódł! Marta jest pięknym kwiatkiem i nie zrobiłaby czegoś tak plugawego z własnej woli, a przynajmniej nie z własnej inicjatywy! Na pewno nagadał jej o gwiazdkach spadających z nieba, a potem porzucił.
To jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Takie bydlę jak ty potrafi jedynie krzywdzić. Zadawać ból tym, którzy mu zaufali, którzy obdarzyli go czymś tak bezcennym jak miłość. – Potrząsnął Siergiejem niczym kukłą. – Taak, to jestem w stanie zrozumieć. Ale dlaczego upatrzyłeś sobie dziewczynę Nataniela? Dlaczego nie żadną inną, czym przecież i tak zraniłbyś Martę do żywego, a właśnie Iwonę, którą pokochał ten chłopak? Czym on, do kurwy nędzy, ci zawinił?!
Tak jakby intencjonalnie skrzywdził Nataniela – ale to biorą personalnie! – przecież to bandyta, robi co chce i jakby zależało mu na Marcie, to nie zdradziłby jej już po miesiącu czy dwóch.
I tak jak gdyby nie Siergiej, Nataniel wcale nie byłby nigdy zdradzony, bo Iwona też została brutalnie uwiedziona. Swoją drogą nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ona na samym początku zaproponowała otwarty związek, ale Nataniela mało obchodziło; nie zorientował się jak z tym, że dziewczyna szukała związku tylko na czas wakacji.

Tu następuje cios karate, Mateusz dostaje od Siergieja w krtań i chwilę mu zajmuje nauczenie się oddychania na nowo.
Jeden cios i wielka patelnia leży! Podziwiajmy wysportowany ideał leśnego mężczyzny w akcji. I jeszcze tak dogada na koniec Mateuszowi, że aż ten się nie pozbiera:
– Tak, wiem, zasługuję li tylko na śmierć, ale ty poszedłbyś siedzieć na ładnych kilka lat. „I co z tego?”, ano to, że Marta kiedyś wróci. Tak, wróci, bo kocha tę ziemię, ten dom. A wtedy musi zastać wszystko tak, jak było. Dwór na miejscu, ciebie w leśniczówce, Nataniela w chacie nad jeziorem i mnie… – Urwał, bo słowa przychodziły mu z coraz większym trudem. Był naprawdę mocno skatowany i jeśli zaraz się nie położy… – Marta musi zastać wszystko tak, jak było – powtórzył i odszedł krokiem człowieka pokonanego.
Jeśli Marta wróci, ostatnim, na którego widok się ucieszy, będzie on, Siergiej Sodarow. Był tego dziwnie pewien…
Dlatego przed chwilą przyjechał jej szukać i wypytywać sąsiadów. Zerwała i zniknęła, ale ostatnio nachodzenie podziałało, więc teraz musi się udać.

ROZDZIAŁ XXV: OKRES POLĘGOWY

Jest już zima, ale ten czas leci! Bohaterom też chyba przeleciało w mgnieniu oka, bo Nataniel ma identyczne przemyślenia, jak pięć minut po wrześniowej zdradzie.
Dlaczego Iwona zdradziła jego, Nataniela?
A czemu nie np. Mateusza albo sołtysa, temu to by się należało!
Po prostu go nie kochała. Ot co.
NAGŁE OLŚNIENIE: to chyba nie była miłość.
Dopiero po kilku miesiącach gotów był przyznać się do tego przed samym sobą: ta dziewczyna od początku udawała. Grała taką, jakiej Nataniel potrzebował. Namiętną, zafascynowaną nim, zauroczoną…
Tak bardzo udawała oddawanie się za miskę owsianki.

Nataniel jedzie na koniu przez las.
Lecz nawet teraz, gdy walczył ze łzami, cieszył się mimo wszystko – tak właśnie: cieszył się – że to tylko ból zranionego serca, a nie ten drugi, znacznie gorszy, tysiąckroć gorszy, na który leki już nie pomagały. Tylko wódka.
Widać skończył się okres lęgowy, to i skończyło się niebezpieczeństwo związane z nieuprawianiem seksu. Czytelnicy mogą zatem odetchnąć, że nie będzie już epatowania pornografią.

Pojawia się Asia.
Ona nie miała pojęcia, co się wydarzyło w chacie nad jeziorem. Nikt ze wsi tego nie wiedział. O tym, że cokolwiek tam się stało, również nie. Joasia kilka razy zachodziła pod dom, ale stał cichy, jak wymarły. Nataniel nie odpowiadał na pukanie.
Skąd pewność, że nikt nic nie wiedział? Coś się z tym romansem nie kryli.
Chłopak powtórnie ściągnął wodze, klacz stanęła. Zeskoczył, zapadając się po kolana w śnieżny puch. Joasia poślizgnęła się i siłą rozpędu wpadła mu w ramiona – może uczyniła to celowo? – nie chciał się nad tym zastanawiać. Po prostu rozłożył ręce i pochwycił dziewczynę, nim upadła.
Asia jest durna i dziecinna, więc wszystko, co robi, jest głupie i specjalnie.
Ogłasza Natanielowi, że zerwała z Mareczkiem, to też głupie.
– Może przyszedłbyś do nas na Wigilię? Tatko złowił szczupaka! I to jakiego! Oporządziłam go i czeka na wigilijny stół. Przyjdziesz, Nat? – Znów patrzyła nań z prośbą w ładnych, zielonych jak listek jemioły oczach. – Wiem, że nikogo nie masz, a przecież w ten jeden dzień nikt nie powinien być sam. Nataniel?
„Wiem, że nikogo nie masz”… Zabolały te słowa, zakłuły niczym szkło wbite w ranę.
– Skąd wiesz, że nikogo nie mam? – mruknął.
Jeszcze nie tak dawno świata nie widział poza pewną dziewczyną… Czarnowłosą, niebieskooką, tajemniczą i szaloną w miłości…
„W seksie” – poprawił się z mimowolną złością. „Dla niej to był tylko seks. Szybki numerek, jak to określił ten łajdus, Sodarow. Tylko dla ciebie, naiwny głupku, była to miłość. Dla niej jedynie seks. 
Przez chwilę zastanawiałam się, czym dla niego Iwona była poza kobietą od seksu. Może Nataniel jest okropnym niemoralnym warszawiakiem i objawia się to tym, że dla niego na miłość składa się seks i możliwość pokazywania się z piękną partnerką. Wszystkie propozycje spotkania odczytuje na jeden sposób, Asia brzydka kurwa zmienia partnerów seksualnych jak rękawiczki i jeszcze miesza w to ojca!
– No przecież wiem! Wszyscy wiedzą! – zaśmiała się Joasia. – Z kim miałbyś być?
No popatrz: o jakimś Natanielu plotki chodzą, a o zdradzie i wpierdolu roku to już nie.
– Na pewno nie z tobą – wycedził. – Znajdź sobie innego Mareczka, a mi po prostu daj spokój.
ŻAAADNEJ DZIEWCZYNIE SIĘ NIE PODOBAM, BO JESTEM TAAAAKIM KUTERNOGĄ!!!
To absolutnie nie ma żadnego związku z tym, jak traktuję kobiety. No, przynajmniej te, które nie wyglądają jak trofeum, a tylko to się liczy.
Włożył nogę w strzemię, wskoczył na grzbiet Śnieżki i spiął konia do galopu. Nie oglądając się na zrozpaczoną dziewczynę, przemknął przez polanę i zniknął w lesie. Tam, gdzie nie ma głupich dziewuch z ich głupimi, raniącymi do żywego słowami. Gdzie panuje tylko pustka i cisza.
Zraniła do żywego słowami, pytając, czy umówi się z nią. Zalałby się łzami, gdyby zdążyła mu powiedzieć, jak bardzo go lubi. Kobiety z twarzami 9/10 i gorszymi nie powinny w ogóle pokazywać się w miejscach publicznych, bo tylko sieją zgorszenie.
– Hej, ty, kaleko! – dobiegł Nataniela czyjś krzyk.
Zawrócił koniem w miejscu i pognał w kierunku tego, kto go wołał. Dosyć miał obelg na dziś.
Marek Sidło, bo to on stał na drugim końcu polany, wyłonił się zza drzew. Czekał.
A to już nie go nie zraniło do żywego.
Nataniel zatrzymał klacz tuż przy tamtym i ani myśląc zsiadać, warknął:
– Wbić ci to „kaleko” do gardła?
– Schodź, pogadamy na pięści – odparł sołtysiak, ściągnął kurtkę i odrzucił na bok, gotów się bić.
Hormony buzują po okresie lęgowym, znowu pojawia się agresja. Ostrożnie! Podpowiem, że jeden z was ma przy sobie wielkie zwierzę z kopytami, więc pojedynek może się szybko skończyć.
– Z tobą, pętaku, nie mam o czym rozmawiać – padło z góry.
Pogarda w słowach Nataniela smagnęła tamtego niczym pejcz.
Ahahaha, jacy oni są wszyscy wrażliwi!
– Jeśli myślisz, że Aśka jest twoja… – zaczął Sidło zduszonym głosem, widząc, że dziewczyna biegnie co sił w ich stronę. – To się mylisz, przybłędo.
– Nic nie myślę. Chcesz, to ją bierz. Tylko przestań tłuc, to może z tobą zostanie – poradził Nataniel, szarpnął wodzami w bok, tak że klacz minęła intruza, i spiął ją do galopu.
Wreszcie las był tylko ich.
I KONIEC, MORAŁU NIE MA. Takie tam przekomarzanki chłopców, żeby wszystkimi pogardzić i za szybko nie przejść do rozwiązania i okładkowego dziecka.

Komentarze

  1. Widzę, że autor Kasi slut-shaming wszedł mocno.

    Aż mnie strach bierze, jak pomyślę, że, gdybym nic o Kasi wcześniej nie słyszała, to przez sam fakt, że okładka słodka i urocza, mogłabym z rozpędu kupić to-to swojej babci, no bo przecież co strasznego może być w książce z taką okładką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W podobny sposób moja mama kupiła „Bezdomną” D:

      Usuń
  2. Zycze tej Asi znalezienia sobie kogosd normalnego (na ile to w ogole jest mozliwe w AltorKasiowym uniwersum). Moze niech sie z Mateuszem zwiaze, jest szansa, ze ten jej nie bedzie poniewierac ani fizycznie, ani werbalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, żebyś się nie zdziwiła... Czy autorka kiedykolwiek napisała prawdziwie pozytywną postać?

      Faktycznie Mateusz wydaje się najlepszą partią z książki, ale pod koniec trochę szaleje. Przynajmniej w dobrej wierze!

      Usuń
    2. Widzialam zapowiedzi kolejnego tomu tej epopei, mam nadzieje, ze zanalizujesz wszystkie trzy :D

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy artykuł. Jestem pod wielkim wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.