1.12 Rozdział 26, 27 i 28 – finał

Rozpoczynamy ostatni odcinek analizy!

ROZDZIAŁ XXVI: MATEUSZ SERYJNYM STALKEREM

Nataniel porażony głupotą Asi i wrogością sołtysiaka przygalopował Śnieżką prosto do domu Mateusza. Ten natychmiast wybiega z leśniczówki i wychodzi na jaw, że jest bardzo przywiązany do głównego bohatera. Bardzo, bardzo.
– Wszelki duch Pana Boga chwali, kogóż ja tu widzę! Toż to panicz Domoradzki zawitał w me skromne progi! Do stóp paniczowi padam, w pas się kłaniam!
Nataniel pokręcił głową i zeskoczył z grzbietu Śnieżki.
– Daj spokój, Mateusz – prychnął. – Przestań błaznować.
– Tylko to mi pozostało: błazenada – odparł mężczyzna pół żartem, pół serio. – Wieki cię tu nie było, to musisz przyznać.
Chłopak odmruknął coś mało zrozumiałego. Od wydarzeń na pomoście rzadko wychodził do ludzi. Zaszył się w swojej jaskini i albo chlał na umór, albo – gdy ból odpuszczał – pracował.
Co za przemiana! Co kilkanaście stron dostajemy przypomnienie, że bohater zarabia. Teraz zbiorowo musimy wyobrażać go sobie nie jako lenia, a ciężko pracującego młodego człowieka.
Mateusz czasami zachodził do niego, ale chłopak nie był zbyt towarzyski. Spławiał przyjaciela, jak tylko mógł. Nie miał pojęcia, że przez cały czas ten przyjaciel czuwa nad nim. Zagląda przez okno noc w noc
Nie żeby to było niepokojące. Nataniel pewnie zdaje sobie sprawę z nadgorliwości przyjaciela i chowa się, jak tylko może.
i kiedy Nataniel pije, znów pije, przyjaciel podnosi go, jeśli trzeba, trzyma mu głowę nad kiblem, a potem bierze wpół, prowadzi do łóżka, zdejmuje mu buty, okrywa kołdrą i pilnuje, by chłopak dożył rana.
Co jest akceptowalne, ponieważ Mateusz jest Prawdziwym Przyjacielem. Co innego, gdyby nachodziła go, pfu, ta durna Asia.
Od tego są prawdziwi przyjaciele: trwają przy tobie nie tylko, gdy jesteś szczęśliwy i uśmiechnięty, ale i wtedy, gdy stanowisz obraz nędzy i rozpaczy. Gdy każdy inny odwraca się od ciebie z odrazą. Oni – przyjaciele, przy tobie są.
…czyli jak wyżej.

Zdarzało się też, że Natanielowi podczas takich wizyt dokuczała noga. Co robił Mateusz?
Mateusz siedział wtedy przy nieprzytomnym z bólu i od alkoholu chłopaku i płakał razem z nim. Ani razu nie usłyszał za to dobrego słowa, ale znosił wszystko, bo tak trzeba było.
Ech. Wspólny płacz łączy bardziej niż zapewnienie choremu opieki medycznej.
A Asia pewnie przychodziła pod dom, słyszała nieludzkie wycie różnymi głosami dochodzące z sypialni Nataniela i dlatego nie porozmawiała z nikim, że jest coś nie tak.

Zaraz znowu akapit o tym, że Nataniel cierpi z powodu zdrady.
Nad chłopakiem jednak należało czuwać, aż zbawienny czas nie zagoi najdotkliwszych ran. Tak więc Mateusz noc w noc zakradał się do chaty nad jeziorem, otwierał drzwi własnym kluczem i sprawdzał, czy będzie dzisiaj potrzebny czy też może wracać do siebie.
Najczęściej był. Niestety. Nataniel pił niemal noc w noc.
Aż do dziś.
– Czemu zawdzięczam tę wizytę? – odezwał się, by odpędzić niewesołe myśli.
Stalker pewnie boi się, że Nataniel zgłosił się na odwyk, bo przestałby mieć pretekst do włamywania się. Nataniel jednak nagle pyta, gdzie Mateusz zamierza spędzić święta, i następuje zmiana tematu. Mateusz miał w planach wciśnięcie go do Jarząbków na wigilię, ale nie wie, jak bardzo Nataniel nie znosi Asi, która wpadła w niego na śniegu.
Nie wiedział, że Nataniel dał kosza dziewczynie i próbował wepchnąć ją z powrotem w ramiona sołtysiaka. Chybaby się załamał ten dobry człowiek…
Narrator dostał gorączki.
– Nie, chłopcze. Ty pójdziesz do Jarząbków, oczekują nas obu, a ja… – tu spojrzał na chłopaka błagalnie – …ja chciałbym polecieć do Marty.
– Przecież nie wiesz, gdzie ona mieszka! – Nataniel poderwał się do pionu. – Mówiłeś, że nie zostawiła adresu!
Marta nie zostawiła adresu, ale nic to dla kreatywnego Mateusza, który chwali się, jak bardzo szanuje prywatność innych: zdobył jej nowy adres, wydzwaniając pod różnymi pretekstami do pośrednika od dworu. Przyjaciele przez duże P tak robią, pamiętajmy.
Spojrzał na chłopaka z dumą. Ten kiedyś roześmiałby się serdecznie, teraz się tylko uśmiechnął.
On się tak nerwowo uśmiecha, bo Mateusz nachodzi go od miesięcy, a teraz uświadamia sobie, że nigdy się nie odczepi i będzie go stalkował nawet na końcu świata. No ale trzyma kciuki, żeby się udało z Martą, bo wtedy może zajmie się nią i Nataniel będzie miał spokój.

Okazuje się, że Marta przeprowadziła się do Dublina.
– Do Dublina? Myślałem, że jednak została w Polsce.
Nataniel zdziwiony, a że wyemigrowała, to nawet w spożywczaku wiedzieli. Mateusz za to zdobył dokładny adres i ustalił, że pracuje w szpitalu; kupił więc bilety i zwali jej się na głowę za dwa dni.
– To dobrze. Dobrze dla Marty – odezwał się cicho Nataniel.
ŹLE DLA MNIE – pomyślał przerażony zaangażowaniem Mateusza i nagłą refleksją, że przecież nadal wisi Marcie za skuter, benzynę i milion innych rzeczy. 
– Mówiłeś, że lecisz… kiedy? – zapytał Mateusza. Wigilia była za trzy dni.
– Pojutrze. Mam już bilet. Wiedz, że to dla mnie duża wyprawa. Nie byłem dotychczas za granicą. Muszę dolecieć, złapać taksówkę, podać adres, na papierku, bo przecież tego nie odczytam, znaleźć mieszkanie Marty i nie dać się jej zrzucić ze schodów.
– Myślę, że będzie szczęśliwa – odparł Nataniel, w głębi duszy tak właśnie czując. – Może uda ci się nakłonić ją do powrotu? Przecież kocha swój dworek…
Niestety, nie wróci do dworku, bo znalazł się kupiec; żeby było mroczniej, jest to PRAWNIK Z WARSZAWY. Czarny charakter zbiorowy znowu zaatakował z dziesiątego planu. 
Sam również czuł nieznośny ciężar na sercu, ale postanowił, że nic nie stanie więcej między nim a Martą Kraszewską. (...) On więc będzie latał do Dublina, ilekroć przyjdzie mu na to ochota, czy Marta życzy sobie jego odwiedzin czy też nie.
Po co szanować jakiekolwiek granice. Zwróćmy uwagę na fakt, że Mateusz musiał z kimś rozmawiać, by dowiedzieć się, co zaszło na pomoście (plotek nie było, jak wiemy). Nataniel odpada, Siergiej też (patrz: dialog podczas bójki), Iwona uciekła tuż po zajściu, więc zostaje Marta. Mateusz doszedł do dość dziwnych wniosków, więc musiała mu powiedzieć coś w stylu „ja, Marta, co prawda ucierpiałam, ale to nic przy tym, CO PRZEŻYŁ TEN KUTERNOGA!!! BUUUEEEEE” i bez względu na to, co o tym sądził, najwyraźniej nie zasłużył na nowy adres i numer telefonu. Chyba powinno mu to dać do myślenia. A jak nie, to mógłby chociaż najpierw zadzwonić.
– Mówisz więc, że Marta sprzedała dwór. – Nataniel odezwał się cicho, z prawdziwym bólem. – Nie zamierza tu wracać? – To było raczej stwierdzenie faktu, a nie pytanie.
– Nie ma do czego – odparł Mateusz równie zmartwiony. – Zostaliśmy we dwóch na polu walki. Mam nadzieję, że ty mnie nie opuścisz.
A w tych słowach jakby dało się wyczuć ukrytą groźbę…

Mateusz zmienia temat i wypytuje Nataniela o alkoholizm.
– Jestem pełnoletni, sam zarabiam na utrzymanie. Co robię z pieniędzmi, to moja sprawa – uciął zimno Nataniel.
A jak nie mam, to pożyczam!
– Oczywiście, oczywiście – odparł drwiąco starszy mężczyzna. – Ty mogłeś mi głowę zmyć, gdy odzyskałem przytomność po ostrym piciu, a sam…
– To moja sprawa! – Nataniel poderwał się na równe nogi, gotów do wyjścia, ale Mateusz pchnął go z powrotem na fotel.
Dowody przyjaźni według Michalak:
 zaglądanie w okna nocą
 włamywanie się
 nieproszone wizyty nawet wtedy, kiedy wyprowadzisz się do innego kraju, nie zostawiwszy nikomu danych kontaktowych
 zatrzymywanie siłą rozmówcy, gdy ten ucieka od przyjacielskiej rozmowy

(Dowody miłości już znamy: brutalne rzucanie ukochaną osobą po mieszkaniu, poruszanie biodrami)

Ja wiem, że tu chodzi o przekraczanie granic w dobrej sprawie – Nataniel od miesięcy ma ciągi alkoholowe naprzemian z napadami pracoholizmu, a Marta ucieszy się z wizyty Mateusza, bo tak – ale wątek z wódką został wciśnięty mimochodem i bez znaczenia dla akcji (to chwyt, by zobrazować cierpienie Nataniela), a zachowanie Mateusza jest NIEPOKOJĄCE, delikatnie to ujmując.
– Byłaby twoja i tylko twoja, chłopcze drogi, gdyby nie jeden szczegół, drobiazg taki… – zaczął Mateusz. – Kiedy komuś na tobie zależy, nie tylko ty, ale i ten ktoś płaci za twoje błędy i porażki. (...) Noc w noc jestem przy tobie, pilnując, byś przeżył tę i następną. Byś dożył do dnia, w którym zaśniesz spokojnie. Bez wódy w żyłach.
Ta wioska musi być światową stolicą uzależnienia od alkoholu. Gdy Nataniel kupował chatę, gardził mieszkańcami spędzającymi wolny czas na piciu pod sklepem, ale w jakieś dwa, trzy miesiące dorobił się tego samego problemu. Jedyny mężczyzna z książki, który jest od niego wolny, to Siergiej, bo wystarczy, że pozuje na gangstera (jak dotąd najgorszą rzeczą, jaką zrobił, była ta zdrada, ale skok w bok prawnie zabroniony nie jest) i bije się z ludźmi źle traktującymi konie. Dzikus i pijak to przesada.

Nataniel nie jest zbyt zadowolony i prosi Mateusza, żeby się opamiętał.
Zaryglujesz drzwi, wejdę oknem.
Tak tam stoi, poważnie.

Nataniel zaczyna się tłumaczyć, że pije z powodu bólu nogi, ponieważ leki nie działają. Mateusz na to obiecuje porozmawiać z Martą i skombinować mu jakieś mocniejsze. Wciska mu też auto, żeby miał czym jeździć podczas jego nieobecności; Nataniel uświadamia sobie, że to całkiem dobry interes, takim samochodem to można i po jedzonko, i po opał, jednak…
– Nie mam forsy – odezwał się, spuszczając wzrok. – Jestem kompletnie spłukany.
Co on przed chwilą powiedział? „Jestem pełnoletni, zarabiam i nie jestem pijawką”?
Ale nie, Nataniel pieniędzy nie przepija!
– Nie przepijam wszystkich pieniędzy! Za kogo ty mnie uważasz?! – Chłopak ponownie się uniósł, gotów opuścić coraz bardziej męczące towarzystwo, ale mężczyzna pchnął go na krzesło po raz drugi.
– Wyrzuć to z siebie, Nat. Widzę, że coś cię dręczy. A kto cię wysłucha, nie potępiając, i zrozumie bez czynienia wyrzutów, jeśli nie ja?
JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI, PRAWDA?
Nie chcemy żeby stało się coś złego, PRAWDA? TO SIEDŹ. Rozmawiamy jak najlepsi kumple, wszystko wyśpiewasz…

Nataniel przyznaje się do brania chwilówek i wydawania mnóstwa pieniędzy na Iwonę. No i – że nie bardzo pilnował swoich kart.
– Wyjeżdżając, zabrała moje karty. Znała PIN-y, bo przed rozstaniem na zakupy jeździła sama. Sama, czyli z Siergiejem – dodał z goryczą. – Gdy odeszła, dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że nie mam obu kart. Nim je zastrzegłem, wyjęła z konta wszystkie pieniądze. Zarabiam, Mateusz, na czas oddaję wszystkie projekty i biorę każdy, który dla mnie mają, ale trzeba spłacać odsetki. Nie mam pieniędzy na samochód. Tak po prostu.
– Zgłosiłeś kradzież kart na policję, oczywiście?
Chłopak pokręcił głową, uciekając spojrzeniem.
– Dlaczego?! Nie dość, że cię zdradziła, to jeszcze okradła! Łeb bym jej ukręcił! Dlaczego nie złożyłeś doniesienia?
No… W sumie jestem ciekawa, co policja powiedziałaby na „dałem jej karty, piny, wysłałem na zakupy i życzyłem dobrej zabawy. Okradła mnie!!!” plus zastrzeżenie karty dopiero po kilku dniach. Nie żebym wyznawała zasadę, że kto czegoś nie zabezpieczy, jest sam sobie winien, ale niewiele da się w takich wypadkach zrobić.
– Powiem ci, dlaczego machnąłem na te pieniądze ręką. Wysłuchaj do końca i spróbuj zrozumieć, nie oceniając mnie, okej?
– Zamieniam się w słuch – mruknął mężczyzna i usiadł, nadal kręcąc głową. – Daj mi dobry powód, żebym nie doniósł na tę złodziejkę.
Halo, chciałbym donieść na czarnowłosą Iwonę o obscenicznej figurze. W sumie nie wiem, gdzie jest, skąd jest, ile i kiedy ukradła, ani nawet czy podała prawdziwe imię, ale donoszę!
– Dam ci dwa powody: szybko rozniosłoby się to po okolicy. Chłopak znad jeziora, ten kuternoga…
Nataniel nie chce tego zgłaszać, bo, po pierwsze jest dumny i nie chce, żeby wyszło na jaw, że dał się wrobić. Po drugie…
Jeśli komuś przyjedzie do głowy rzucić plotką… Wiesz, jaka jest prawda. Wiesz, kto ucierpiał najbardziej: doktor Kraszewska. Jeśli chciałem kogoś chronić przed ludzkimi językami, to przede wszystkim ją.
Co prawda Marta właśnie układa sobie życie w Irlandii i wszystko wskazuje na to, że zamknęła ten rozdział, ale chciałbym podkreślić, że to ze szlachetnych pobudek nie zgłoszę jej wroga na policję!
Widzisz, Mateusz, zraniła mnie, fakt, zdradziła z facetem mojej przyjaciółki, drugi fakt, na koniec wyczyściła mi konta, zgadza się po raz trzeci, mimo to… jestem Iwonie wdzięczny za wszystko, co wydarzyło się przed tym. – Machnął ręką w kierunku, gdzie w jego wyobraźni znajdował się pomost. – Przez kilka miesięcy byłem najszczęśliwszym z ludzi. Ona… sprawiała, że czułem się mężczyzną.
Brzmi zupełnie jakby w pewnym momencie się zorientował, że trzeba było słuchać, co mówi Iwona. Zgodził się na związek bez zobowiązań, kupował dużo, pracował mało, zaufał dopiero co poznanej osobie – stało się. Może po prostu zamiast spowiadać się Mateuszowi, streściłby mu sprawę w ten sposób?

Mateusz przedstawia swój punkt widzenia.
Może ty nie widziałeś, jakim taksuje cię wzrokiem, my owszem. To nie była miłość. Ona patrzyła na ciebie tak, jak się ogląda konia na targu.
Nataniel pewnie w ogóle tego nie rozumie: „a potem klepnęła mnie w tyłek, a dokładnie tego potrzebowałem!”.
– Teraz po drugie… Dla nas, tych, co cię kochają, dla twoich przyjaciół, dla nieżyjącej mamy i babci na pewno też, jesteś… doskonały.
Miejmy nadzieję, że to wstęp do zaproponowania jakiejś terapii dla uzależnionych.
Widzisz, ty oceniasz siebie rozumem, nie sercem, my odwrotnie. Myślisz, że twoja dusza patrzyłaby na twoje ciało z pogardą? Nie! Dla pięknej duszy będziesz piękny, dla duszy wstrętnej i złej – odrażający.
Czy ty, patrząc na mnie, widzisz starszego, wielkiego, niedźwiedziowatego facia z łapami jak łopaty i twarzą okrągłą jak patelnia? Nie jestem piękny. Gdzie mi do Siergieja. Iwonka nawet by na mnie nie splunęła. Więc?
– Przestań! To nie ma żadnego znaczenia! Jesteś dobrym, szlachetnym człowiekiem, któremu ufam. Przyjacielem. Najlepszym.
Najwspanialszym. Jedynym. Jedynym. Jedynym! – Przerażony Nataniel zalał się łzami, nie mogąc wytrzymać myśli, że może mu wymknąć się coś, co nie spodoba się Mateuszowi.
– Nat, wierz mi, znajdziesz dziewczynę, która jest ci przeznaczona, a pokocha ciebie takiego, jakim jesteś: z piękną duszą i ułomnym ciałem.
I po takim wywodzie wyjeżdża mu z ułomnym ciałem zamiast przypomnieć, że każda bohaterka tej książki była na jakimś etapie w nim zadurzona. Dozorczyni go dokarmiała, jak był w żałobie, Marta długo go zapraszała na kolację, Iwona prawie od razu przeszła do rzeczy, Asia w grudniu nadal do niego wzdycha, mając w pamięci kilka spotkań na początku lata… Tylko sołtysowej w tym wszystkim brakuje, ale pamiętajmy, że według Marty jest nimfomanką, więc Nataniel poczułby się doceniony w parę chwil.
O miłości myślał tak samo jak Mateusz. Iwona odurzyła go pięknym ciałem, ale czar kiedyś musiałby prysnąć. Nataniel ujrzałby dziewczynę taką, jaka była naprawdę: chciwa, roszczeniowa, wulgarna i wyrachowana. Taką, jak widział ją teraz, oczami przyjaciół. Czy przez te kilka miesięcy, gdy byli razem, zrobiła coś dla Nataniela ot tak, bezinteresownie? Oddawała mu swoje ciało, tak, to prawda. Jednak serce miała dlań zamknięte. O ile w ogóle posiadała coś takiego jak serce…
Widzę to mniej więcej tak:

– Ale pamiętasz, że to tylko do września?
– Tak, tak…
– Otwarty związek, jeśli nie masz nic przeciwko.
– Tak, tak…
– Ten Siergiej tak mi się podoba…
– Ehe…
– Ale mówimy sobie o potrzebach i jakby był jakiś problem, okej?
– Seks!!!
– Słuchałeś, co mówiłam?
– Seks! Szybko, rozbieraj się!
– W ogóle cię to obchodzi?
– AAAAAAAAA!!! TO PRZEZ MOJĄ NOGĘ, TAK???
– Cooo?
– SEKS!
– Dobra, niech będzie, ale potem idziemy na zakupy.
– AAA, CZAS SIĘ KOŃCZY!!!

***
– Doszedłem do wniosku, że Iwona jest wyrachowana!

Mateusz kontynuuje wywód, ale z podnoszenia Nataniela na duchu przechodzi do szarej rzeczywistości, w której ten jest zarzyganym pijakiem i powinien się ogarnąć.
– Jesteś zarośnięty jak pustelnik – ciągnął Mateusz. – Masz chorobliwie szarą twarz, podkrążone oczy i schudłeś tak, że ubranie na tobie wisi, jak na jakimś anorektycznym, zniewieściałym modelu, co tyłkiem kręci na wybiegu.
Ale się patelnia dowartościowuje!
Odstaw alkohol, zabierz się do rąbania drew na opał. Zaoszczędzisz na węglu i muskulatury nabierzesz. Panna sama cię odnajdzie, gdy zaczniesz wyglądać i zachowywać się jak człowiek. Ufff, teraz naprawdę skończyłem. Zrobię nam nowej herbaty, bo ta wystygła. Ogarniesz się? Jeśli nie dla dziewczyny, która gdzieś tam na ciebie tęsknie czeka, to dla starego druha, Mateusza?
Po raz drugi Mateusz powymądrzał się na temat, o którym nie miał zielonego pojęcia – aż dziw, że Siergiej, który zdążył sobie z Iwoną o związkach pogadać, nie uświadomił mu, jak wyglądał układ Iwony i Nataniela – i mógł poczuć się fajny.

Rozmowa oczywiście Natanielowi pomaga, dzięki czemu możemy zakończyć jeden z najgłupszych wątków tej książki, to jest, że nasz Apollo warszawski nie jest dość przystojny dla pustych dziewczyn. Co prawda nawet Rudolf Valentino nie miał tylu wielbicielek, ale zbrodnią kobiet jest to, że mają oczy i poprawnie interpretują jego chód jako kulenie.
Chłopak po raz pierwszy od tamtego dnia, dnia, w którym źli ludzie rozbili piękny witraż jego życia na nic niewarte szklane odłamki, poczuł… spokój.
Bardzo, bardzo źli ci ludzie, ale dziwnie by było, jakby witraż rozbijali na odłamki z plastiku.
Uniósł kubek z herbatą do ust, upił łyk mocnego, kojącego naparu i przymknął z rozkoszą oczy.
Rozdział się urywa, może pozasypiali, koniec rozmowy.


ROZDZIAŁ XXVII: GDY SIERGIEJ OTWIERA CZARNE SERCE SWE

Nataniel odprowadza Mateusza do bramek na lotnisku. Nie dzieje się nic innego przez pierwsze pół rozdziału, pojawiają się tylko różne komentarze o tym, że Nataniel ogolił się, ostrzygł i przestał być w ten sposób alkoholikiem, ale nadal jest bardzo smutny.

Kiedy nasz bohater w końcu wraca do domu, ma nadzieję na odrobinę spokoju; niestety! Puka połowa pozostałych we wsi bohaterów. Najpierw Kazimierz próbuje zaprosić na wigilię i szczupaka, ale daje się zbyć tekstem o mamie, którą chciałoby się wspominać w spokoju:
– To będą moje pierwsze święta bez mamy. Chcę wspomnieć ją w samotności – odparł, wiedząc, że tym ukróci dalsze nalegania.
Nie mylił się. Tutaj ludzie szanowali pamięć zmarłych.
– Tak to tak. Nie będziemy zakłócać ci spokoju w Wilię. – Jarząbek pokiwał głową. – Ale zajdziemy do ciebie w Boże Narodzenie. Przyniese szczupaczka, Asia zostawi dla ciebie dzwonko, zapakujemy wędlinkę u nas wędzoną, podkarmimy cię troszku, Natuś, bo sam szczupak jesteś.
Szanujemy pamięć zmarłych, Wigilię spędzamy samotnie. Wydaje mi się, że w takich sytuacjach ludzie tym bardziej próbują kogoś wyciągnąć na „przecież nie możesz sam zostać”, ale niech będzie. Kazimierz ma za to inne pomysły:
– Może przyślę Aśkę, to ogarnie ci chałupę? Ręka kobity to ręka kobity. Ty kawaler jesteś, bałagan lubisz, ale na Wilię tak… Wiesz, chłopcze, z jakim porządkiem wejdziesz w nowy rok, taki będziesz miał. Wejdziesz z chlewem, będzie chlew.
Trzymajcie mnie, córkę wysyła do jakiegoś kuternogi pijaka w roli sprzątaczki!

Słowa o brudzie i chlewie zabolały jednak Nataniela wystarczająco, żeby zaczął myć okna. W trakcie tego mycia przychodzi kolejny gość.
Akurat mył okna, tak tak!, rozpędził się w porządkach do tego stopnia, że po zmroku okna zaczął pucować. W samej koszuli,
Rzeczywiście nie był przygotowany na gości, ale portki mógłby założyć, żeby nie dostać zapalenia pęcherza albo płuc i nie spędzić świąt w szpitalu.
zgrzany od wysiłku, czując szczypanie lekkiego mrozu na policzkach i głęboko oddychając krystalicznie czystym mazurskim powietrzem, po raz pierwszy od długiego czasu poczuł się wolny i szczęśliwy. Jeszcze niezupełnie, nie do końca, ale… trochę. W porównaniu z czarną dziurą, w jakiej tkwił od miesięcy, było to naprawdę coś.
Wtem! Koniec sielanki, nadjeżdża Siergiej.
– Czego chcesz? – warknął, gdy mężczyzna zatrzasnął drzwiczki i zbliżył się do otwartego okna.
– Złożyć ci świąteczne życzenia. Wpuścisz mnie do środka?
– Nie. I pieprz się ze swoimi życzeniami, tak jak pieprzyłeś się z moją dziewczyną na moim pomoście – syczał Nataniel, po raz pierwszy od tamtego dnia mając przed sobą sprawcę wszystkich nieszczęść.
Czas przebaczania! Czas odpuszczenia win!
– Ta dziewczyna zraniłaby cię jeszcze bardziej. Oszczędziłem ci tego.
– Prosiłem o to? Pytam, czy prosiłem, żebyś się wpieprzał w moje życie?! – Nataniel jednym skokiem był na zewnątrz. Stawał przed Siergiejem z zaciśniętymi pięściami. Już raz przywalił mu w twarz. Dziś nabrał ochoty na powtórkę.
No tak, nie kłócił się z nikim od dwóch rozdziałów.
Siergiej mówi, że on się nie będzie bił i czy Nataniel zajmie się jego ranczem. Nataniel się spina i powtarza, że nie. Siergiej wyciąga kopertę.
– Nie chcę twoich pieniędzy i nie zajmę się twoimi końmi! Czy ty rozumiesz słowo „NIE”?!
– Ta forsa nie jest ode mnie – odrzekł Sodarow. – Jutro dowiesz się od kogo i na co. Radzę ci: weź ją. A moimi końmi i tak się zajmiesz, bo nie pozwolisz, by zbliżył się do nich Marek Sidło. Tłucze swoją dziewczynę, tym bardziej będzie tłukł zwierzęta, które nie oddadzą i nie rozpowiedzą, jakim jest skurwielem.
Ach, ten tajemniczy Siergiej-manipulant.
– Czas na mnie. Gdybym nie wrócił, ktoś zgłosi się do ciebie z pełnomocnictwem. Wtedy przekażesz mu klucze do domu i stajni. – Klepnął go w ramię, bo Nataniel raczej nie uścisnąłby mu dłoni, po czym ruszył do samochodu.
– Zaraz, zaraz. – Tym razem chłopak zatrzymał jego. – Co ma znaczyć to „gdybym nie wrócił”?
– Nie wiesz, czym się zajmuję, nigdy nie pytałeś. Wyjeżdżam tam, skąd można nie wrócić. – Wzruszył nonszalancko ramionami. – Dokąd i na jak długo, nie mogę powiedzieć. Gdybyś spotkał Martę… raz jeszcze poproś ją w moim imieniu o wybaczenie. Ona też będzie mi kiedyś wdzięczna, że w taki sposób uwolniłem ją od siebie. Jestem złym człowiekiem, Nat. Nie wolno mnie kochać. Można tylko nienawidzić. I jeszcze trzymać się ode mnie z daleka.
Z serii: typowe rzeczy, które mówią prawdziwi maczo-gangsterzy z mrocznymi gangster-problemami. I czarnym sercem.
Koperta zaciążyła mu w dłoni. Zajrzał do środka i dech mu zaparło. Trzy paczki stuzłotowych banknotów. Tyle, ile za sprawą Iwony zniknęło z jego konta. Jutro, jeśli wierzyć słowom Sodarowa, dowie się, od kogo są te pieniądze i na co.
Po to, żeby komornik nie zabrał Natanielowi chaty, bo potrzebujemy jeszcze jeden rozdział, żeby zakończyć chociaż kilka wątków.

ROZDZIAŁ XXVIII: MASZ TU DZIECKO, TYLKO NIE ZADAWAJ GŁUPICH PYTAŃ

Kilka stron o tym, jak Nataniel sprząta ranczo i robi zakupy.
Nataniel z przyjemnością pojechał do Olsztyna samochodem pożyczonym od Mateusza, kupił trochę ciuchów, bo stare miał jeszcze z Warszawy, książek, bo uwielbiał czytać (...).
A ja uwielbiam dowiadywać się takich rzeczy o bohaterach pod koniec opka. Nataniel trzeźwieje i NAGLE okazuje się, że pod alkoholizmem krył się oczytany, czysty intelektualista, a że wcześniej nic o tym nie było, to trudno.

Krząta się, rąbie drewno, gdy nagle słyszy silnik i wychodzi zobaczyć, kto przyjechał.
Nie znał tego samochodu. Miał warszawską rejestrację, a prowadziła go… Nataniel przechylił lekko głowę, jak zawsze, gdy przyglądał się czemuś albo komuś mocno zaintrygowany. Mama mówiła w takich chwilach, że wygląda jak ciekawski wróbel. Albo dzięcioł. Nataniel wolał wróbla.
…znowu bardzo istotne informacje.
Ciemnowłosa dziewczyna, nieco od niego starsza, zatrzymała auto przed domem i wyskoczyła na zewnątrz, od razu kierując się ku chłopakowi. Powoli narzucił na spocone plecy bezrękawnik i podszedł do nieznajomej.
– Cześć, to jest… – Dziewczyna zerknęła na trzymany w dłoni karteluszek – …Kolonia Senna numer 2? – Spojrzała na dom, na którym na niebieskiej tabliczce widniał taki właśnie napis, i odpowiedziała sobie: – Tak, to tu. Ty musisz być więc Nataniel Domoradzki. Olga Bugaj, miło mi ciebie poznać. – Ujęła bezwładną dłoń osłupiałego ze zdumienia chłopaka i potrząsnęła nią. – Tam – wskazała na samochód – jest przesyłka. Tutaj – wyjęła z kieszeni kożuszka kopertę i wcisnęła ją Natanielowi w dłoń – list, który wszystko wyjaśni. No, tatusiu – w tym momencie klepnęła go w ramię – wiem, że najprzyjemniejszą czynnością jest zmajstrowanie kobiecie dzieciaka i zostawienie jej z tym słodkim ciężarem, ale kiedyś przychodzi taki czas, że trzeba się wywiązać z ojcowskich obowiązków. Dla ciebie jest to właśnie ten czas. Taka świąteczna niespodzianka. Odbieraj przesyłkę, Natanielu niemowo, bo na mnie czas. Chcę do domu przed pierwszą gwiazdką dojechać. I tak wyświadczam Iwonie przysługę, podrzucając na koniec świata tę jej małą. 
W ostatniej chwili! Dziecko z okładki dojeżdża w końcowym rozdziale książki jako przesyłka polecona.
Zrobiła w tył zwrot i – zostawiając chłopaka tam, gdzie stał, wpatrzonego z głupim wyrazem twarzy w kopertę – podeszła do samochodu, otworzyła tylne drzwiczki i cały czas coś do kogoś mówiąc, zniknęła na tylnym siedzeniu. Tylko jej krągły tyłeczek wystawał na zewnątrz. Nataniela nie interesowały jednak tyłeczki. Coś zaczęło mu się bardzo, ale to bardzo nie podobać.
Jeszcze raz bełkotliwy strumień myśli głupawego bohatera, który powinien zająć się teraz bardziej istotnymi sprawami. Znowu mam wrażenie, że autorce płacą od literki.
– Słuchaj, Olga – podszedł do samochodu w chwili, gdy dziewczyna się z niego wynurzała. – Chyba pomyliłaś adresy. Nawet gdybym zmajstrował, jak to się wyraziłaś, Iwonie dziecko, nie zdążyłaby go urodzić. Nie wiem, co tu jest grane, ale…
– Ale zdążyła. Nawet odchowała ją dla ciebie. Dostajesz pod opiekę śliczną, grzeczną, mądrą dziewuszkę, no nie, Emilko?
Zdążyła to zdążyła, nie zadawaj głupich pytań i bierz.
I oto z samochodu wyskoczyła, od razu zapadając się po kolanka w śnieżny puch, odziana w biały kożuszek z kapturkiem okalającym śliczną buzię, czarnowłosa dziewczynka. Pięcio-, może sześcioletnia, spoglądała na chłopaka poważnymi, ciemnobrązowymi oczami.
– Co to za wygłupy? – warknął, wskazując na dziecko.
Ono, widząc złość na twarzy młodego mężczyzny, spojrzało przerażone w stronę Olgi. Ta westchnęła.
– Tak myślałam. Za łatwe się to wydawało, za proste. Mówiłam Iwonie: „Myślisz, że facet ot tak przyjmie dzieciaka z otwartymi ramionami?”. „Ten przyjmie” – odpowiedziała.
„Jest bardzo głupi”.
„Przeczyta list i zaopiekuje się Emilką. Nie pozwoli oddać jej do…” – dziewczyna urwała, spoglądając na małą, której oczy zdążyły się wypełnić łzami. – Emilciu, kochanie, zobacz, jaki śliczny kucyk ci się przygląda! Idź się z nim przywitaj, a ja dokończę rozmowę z twoim tatusiem. Idź już.
No idź, zajmij się sobą, może akurat jakieś zwierzę cię rozdepcze i problem się skończy.
Dziewczynka ruszyła tam, gdzie jej kazano, a Nataniel wykrzyknął przyciszonym głosem:
…rzucając się spokojniutko na ziemię…
– W co próbujesz mnie wrobić?! Nie jestem ojcem tego dziecka! Żadnego innego także nie! Rozumiem, gdyby przysłała cię któraś z moich licealnych miłości, wtedy bym się zastanowił, bo trochę szalałem, ale Iwona?! Poznałem ją w połowie lipca! Jak mógłbym przez kilka miesięcy dochować się takiego dziecka?!
Wyrosło jak Timothy Green.
– Nie wiem, Natanielu Domoradzki. Wiem, że poproszono mnie o przywiezienie dziewczynki do ciebie i wręczenie listu, do którego nie raczyłeś zajrzeć. Pieniądze na dziecko miał ci wczoraj przywieźć kto inny.
Nataniel zachłysnął się własnym oddechem. (...) Czy to Sodarow mógł w tamten lipcowy dzień podesłać Natanielowi swoją znajomą? Piękną Iwonę? Jeśli tak… to tych dwoje znało się znacznie dłużej. I dziewczynka mogła być córką Sodarowa.
Od razu wnuczką.
– Zaopiekuję się dzieckiem. Mam rozumieć…
– To super! Może jednak zdążę na Wigilię! – nie dała mu dokończyć. – Wesołych Świąt, mimo wszystko!
Zatrzasnęła drzwi, włączyła silnik, zawróciła niemal w miejscu i odjechała, jakby ścigało ją stado dzikich barbarzyńców, gotowych wrzucić dziecko w biegu z powrotem do samochodu.
Zapadła cisza. Tak głęboka, że chłopak usłyszał bicie własnego serca. I cichutki, przejmujący płacz dziewczynki. Ruszył ku niej biegiem. Ukląkł przed dzieckiem, chwycił małą za drżące rączki i przemówił łagodnie:
– Dziewczynko… Emilko, znaczy się, bo tak masz na imię, prawda? Nie płacz, malutka! Zobacz, Kacperek się martwi. Nie lubi smutnych dzieci…
Zjada je żywcem.
– Nataniel nie miał pojęcia, czy kucyk lubi jakiekolwiek dzieci, ale tego małej przecież nie powie. – Może chodźmy do domu, zdejmiemy kubraczek, zrobię ci… – Co jedzą kilkulatki?! Kakao, na pewno mała chętnie wypije ciepłe, słodkie kakao! O ile pojedzie do sklepu i sama je sobie kupi… – Jesteś głodna? Na co miałabyś ochotę?
Dziecko ma jednak inne problemy na głowie:
– Czy pan jest moim tatusiem?
Wiecie co? Nawet mi się podoba ta subtelna zemsta na Natanielu za jego całą głupotę z tej książki.

Natanielowi robi się gorąco i boi się histerii ze strony dziecka, więc mówi:
– A chciałabyś, żebym nim był?
– Chciałabym się nie bać – odpowiedziała.
Nataniela wcięło po raz nie wiadomo który tego dnia. Co teraz? Co ma odrzec temu dziecku?
– Tutaj nie ma się czego obawiać. To spokojne, bezpieczne miejsce.
– Pewnie dlatego mama mnie tu przysłała. – Dziewczynka potoczyła dookoła wzrokiem, zatrzymując spojrzenie na domu. – To chata Baby Jagi?
Stwierdzić, że jestem zachwycona, to mało powiedziane. Olga powinna była mu jeszcze wręczyć spis alergii pokarmowych dziecka obejmujący wszystkie warzywa strączkowe i gluten. Wtedy dopiero byłaby zabawa!

Nataniel otwiera list.
Kochany Natanielu,  
wiem, że bardzo Cię skrzywdziłam, wiem, że nie wybaczyłeś mi do dziś, ale wierzę w Twoje dobre serce. I w to, że nie wyrzucisz Emilki za drzwi tylko dlatego, że jest moją córką. Córką kobiety, która złamała Ci serce. Niewiele o mnie wiesz, bo niewiele Ci o sobie mówiłam. Tak było lepiej. Dla Ciebie, bo w moim przypadku niczego to nie zmieniało. Jestem złym człowiekiem, Natanielu, to, co zrobiłam z Tobą, robiłam wielokrotnie z innymi facetami. Uwodziłam ich, wykorzystywałam i porzucałam, gdy tylko mi się znudzili. Ty jeszcze długo byś mi się nie znudził, ale… cóż… zakochałam się w innym. Pewnie wiesz w kim. Mam nadzieję, że przywiózł wszystkie pieniądze, jakie wyciągnęłam z Twojego konta, i oddał do twoich rąk. On też jest złym człowiekiem, ale w przeciwieństwie do mnie nie okrada przyjaciół. A Ciebie tak nazywał: przyjaciel. I mówił to bez drwiny. Naprawdę tak o Tobie myślał. Nie bronię go, po prostu chcę, żebyś wiedział.
Zauważmy, że wszystkie aluzje krążą wokół Siergieja: bo kto inny mógłby to być? To z nim zdradziła Nataniela, to on przywiózł pieniądze, no i kto poza Mateuszem nazwałby go przyjacielem? Sprawa chyba jasna, tak?
Jesteś dobrym, poczciwym człowiekiem o wielkim sercu, Natanielu, i wiem, że nie odmówisz mojej prośbie. Zaopiekuj się Emilką, dopóki nie wyjdę z więzienia. Dostałam wyrok za oszustwa i kradzieże. Najpierw w zawiasach, ale kiedy się u Ciebie pojawiłam, już odwieszono mi go. Uciekałam przed policją, lecz w końcu wpadłam. Wczoraj zapadł wyrok, więc kazałam mojej siostrze zawieźć dziecko do ciebie. Moja siostra nie jest złym człowiekiem, ale powiedziała, że nie ma zamiaru wychowywać mojego bękarta.
Ty pewnie też nie masz takiego zamiaru, jednak w przeciwieństwie do niej go wychowasz.
Bo ja tak mówię.
Przynajmniej do czasu, gdy będę mogła sama zająć się Emilką. To grzeczne dziecko, dobrze ułożone. Miała porządne niańki, gdy ja pracowałam. Nie chcesz wiedzieć, czym się zajmowałam, chociaż pewnie się domyślasz. Lubi to, co lubią dziewczynki w jej wieku: księżniczki, bajki, różowe sukienki… Pomyślałam, że Twój kucyk spodoba się Emilce i nie będzie dziecina tak bardzo za mną tęskniła. Właściwie mnie nie zna. Nie chciałam, żeby za wiele przy mnie była. Mogłaby nabrać nawyków. Wiesz jakich.
Tak, dziecko natychmiast nauczyłoby się wykorzystywać kolegów z przedszkola i naciągałoby ich na markowe lizaki.
Na koniec chcę ci powiedzieć, drogi Natanielu, że między mną a Siergiejem nic nie było. Naprawdę. Łączył nas tylko seks, nic więcej.
A tu nagle okazuje się, że jednak to nie była miłość. Mogłaby to być świadoma kreacja bohaterki, która w liście kręci i nie bardzo trzyma się faktów… ale ja jakoś obstawiam, że to pisanie bez pomysłu, kto będzie ojcem dziecka. 
Szkoda, że nie mogłam Ci tego wytłumaczyć i wynagrodzić. Może kiedyś, gdy się spotkamy… Może spróbuję być innym, lepszym człowiekiem… Tego chciałabym dla mojej córeczki: żeby miała normalną mamę, normalną rodzinę i tatę. Może mówić do ciebie „tato”, jeśli się zgodzisz. Prawdziwego ojca nie zna. Może kiedyś jej powiem, kim jest, ale na razie Ty możesz nim być, jeśli chcesz. To chyba tyle. Jeśli chciałbyś mnie odwiedzić, zapytać o sprawy związane z Emilką, jutro przewożą mnie do więzienia dla kobiet w Czersku. Musisz dowiedzieć się, kiedy są odwiedziny i czy mi przysługują. Będę siedzieć po raz pierwszy, więc wiem tyle, co Ty. Módl się za mnie, Natanielu, bo boję się tej odsiadki. Bardzo się boję. Ucałuj ode mnie Emilkę. To dobre dziecko. 
Do zobaczenia i pozostaję z szacunkiem. Iwona 
Łaa. Iwona chyba zwyciężyła w kategorii „najcięższe życie i najbardziej wyprany mózg”. Spojler: to taki rodzaj bohaterki u Michalak, „dziwka tragiczna”.
Iwona miała rację: nie wiedział o niej nic, to on mówił, opowiadał o całym swoim życiu, ona jedynie słuchała. Raz mniej uważnie, raz bardziej, jednak swoją historią nie podzieliła się z Natanielem ani razu.
A pytałeś?
Była prostytutką…! Boże jedyny, zakochał się w prostytutce! Dopiero w tej chwili dotarła do niego głębia słów Sodarowa: „Jeszcze będziesz mi wdzięczny za to, co dla ciebie zrobiłem”. Gdyby nie Siergiej i to straszne przeżycie w tamten letni dzień… Do czego ona by się posunęła? Jakie miała plany co do niego, Nataniela? A gdyby go czymś zaraziła? Marta, gdy oboje nieco doszli do siebie, zrobiła im test na HIV. Wyszedł ujemnie, teraz Nataniel czuł na grzbiecie zimny dreszcz, bo mogło się to skończyć zupełnie inaczej…
Marta – doskonały lekarz – najpierw uprawia seks bez zabezpieczenia kilka miesięcy, a potem nagle wyskakuje z badaniami, jakby nie zdawała sobie sprawy, że z HIV-em można skończyć po randce z nawet najbardziej cnotliwą osobą (która po prostu była zdradzana przez poprzedniego partnera). O innych chorobach już kompletnie nie pomyślała; ja tam po szkarłatnym orzeszku Siergieja radziłabym zrobić im kompleksowe badania na wszystko.
Drzwi otwarły się na oścież i nagle… święta stały się świętami. Do środka z tupaniem i śmiechem weszli… Mateusz z Martą. Oboje w mikołajowych czapkach.
– Przybieżeli do Betlejem pasterze! – zaczęła Marta i urwała na widok dziewczynki wpatrującej się ogromnymi, zachwyconymi oczami w Mateusza. – Ktoś chyba te „grzeczne dzieci” zrozumiał dosłownie! – odezwała się, zwracając oszołomione spojrzenie na chłopaka.
– To Emilka, od dziś jestem jej opiekunem – tyle wyjaśnienia musiało im na razie wystarczyć.
– Czy panna Emilka była grzeczna? – zahuczał Mateusz, przyjmując obecność dziecka w domu Nataniela, tego samego Nataniela, który jeszcze niedawno o tej porze leżał nieprzytomny w cuchnącym wódką barłogu, jako coś zupełnie oczywistego. Może nie podejrzewał chłopaka, iż to jego dziecko, ale…
...ale wyglądało na 48 lat.
Całość ma dla mnie sens pod jednym warunkiem: Siergiej oddał pieniądze z własnej kieszeni, bo czuł się winny, a Emilka to niskorosły wspólnik Iwony w przebraniu, który zaraz pod osłoną nocy wykradnie kosztowności i odjedzie na kucyku. Przy inteligencji Nataniela i jego drużyny to dość prosty do wykonania plan. Zaraz będzie „Halo, chciałbym zgłosić pięcioletnią Emilkę w tiulowej spódniczce za kradzież wszystkich moich kart i pieniędzy oraz kucyka z zagrody; co prawda nie wiem, skąd znała PIN-y i jak zdołała przestrzelić zamek w ogrodzeniu, ale dokładnie to się stało!”
– Byłam, Mikołaju! Byłam bardzo grzeczna!
– Ciocia Śnieżynka tego nie wie, ale prezent czeka na dworze – pospieszył im na ratunek Nataniel. Jeszcze parę minut temu przerażony, wściekły, wstrząśnięty, teraz czuł… że znów żyje. Że znów potrafi, i chce!, się śmiać. – Wujek Mat… Święty Mikołaj pójdzie do stajenki i go przyprowadzi tutaj, do kuchni. No już, święty Mikołaju! Grzeczne dzieci muszą dostać prezent! – Wypchnął Mateusza za drzwi, po czym zmarkotniał: – Prezent się znajdzie, tylko choinki nie ma.
– Jest – rzekła stanowczo Marta. – Przygotowaliśmy się na to, że świąt w tym roku obchodzić nie będziesz, więc w bagażniku gruchota, pożyczonego od Kazia Jarząbka, jest i choinka, i dwanaście potraw, ja przy sobie mam opłatek z życzeniami od proboszcza, a Mateusz, jak już przyprowadzi prezent dla Emilki, przyniesie podarunki dla ciebie.
Nataniel poczuł łzy pod powiekami. Czym zasłużył na tak wspaniałych, niezawodnych przyjaciół? 
No właśnie też się zastanawiam.
– W ten dzień nikt nie powinien być sam, a na pewno nie ktoś o złotym sercu, jak ty. Nie mogliśmy pozwolić, byś rozpaczał w pustym domu. Mateusz jeszcze z Warszawy zadzwonił do mnie i powiedział, że przylatuje, owszem, ale wracamy razem. I to nazajutrz. Jesteśmy więc.
Nic się nie dało zrobić, więc zostawiłam pracę i ułożone tam życie, i wróciłam, mimo że dom został sprzedany.
Powiesz mi w dwóch słowach, dopóki mała zajęta jest wypatrywaniem Mateusza przez okno, skąd ona się wzięła? Czyje to dziecko?
– Iwony i… – chciał dodać „Siergieja”, ale ugryzł się w język. Nie będzie psuł Marcie humoru. Nie dziś. – Przez jakiś czas nie będzie mogła zajmować się małą, więc poprosiła mnie. Co miałem zrobić… W Wigilię… Przygarnąłem zbłąkanego wędrowca.
Nawet tutaj zauważa, że to nie dziecko, a 48-letni wędrowiec.

Dalej opis wigilii, Marta i Mateusz natychmiast przechodzą do porządku dziennego, że jakieś dziecko kręci się po kuchni i żąda prezentów (wcisnęli jej kucyka), potem śpiewanie kolęd i sprzątanie. Wiecie, te wszystkie michalakowe teksty o magii.
Wtem! Przychodzi gość.
– Nataniel, chyba ktoś do ciebie.
Gość wchodzi do kuchni. Nataniel podnosi się od kominka i… polano wypada mu z ręki. Dziewczyna, bo pośrodku kuchni stoi rudowłosa, złotooka dziewczyna, wydaje krótki okrzyk. Stoją naprzeciw siebie, nie wierząc w to, co widzą. Kogo widzą.
– Boże mój… O Boże… To ty…! – Dziewczyna podnosi do ust obie dłonie, łzy napływają jej do oczu.
Mateusz patrzy to na jedno, to na drugie, zupełnie pogubiony. Ma się cieszyć, że wpuścił nieznajomą do domu, czy wręcz przeciwnie?! Nagle ona biegnie przez kuchnię, rzuca się Natanielowi na szyję, a ten obejmuje ją mocno, z całych sił.
– Myślałam, że nie żyjesz! – słyszy Mateusz zaskakujące słowa.
Dziewczyna szlocha z twarzą ukrytą na ramieniu Nataniela. On gładzi ją po włosach i kręci głową, nie dowierzając, że ma ją tak blisko. Żywą. Ona cofa się odrobinę, by móc patrzeć mu w oczy. Bierze jego twarz w dłonie.
– Myślałam, że poszedłeś na śmierć! Obwiniałam się o to!
– Bałem się, że nie przeżyłaś – odpowiada Nataniel, dotykając wierzchem dłoni w najpiękniejszej, najbardziej niewinnej pieszczocie policzków dziewczyny. – Prosiłem los, by dał mi jakiś znak, że… Nie wierzę, nie wierzę, że jesteś tutaj. Jak masz na imię? 
Nikt nie raczył powiadomić Nataniela, że udało się uratować osobę, po którą poszedł w zamieć.
On, nadal nie dowierzając, że ta, którą trzyma w ramionach, jest prawdziwa, że nie jest li tylko powracającym od wielu lat snem, przycisnął usta do włosów dziewczyny. W duszy poczuł spokój, jakiego nie zaznał od dawna. Spokój i wdzięczność.
Spojrzał błyszczącymi ze wzruszenia oczami w okno.
Nieboskłon przecięła spadająca gwiazda.
Wyszeptał marzenie…
RU-CHA-NIE! BYLE DO WIOSNY!!!
Koniec tomu I  
Kim jest nieznajoma dziewczyna?
Co łączy ją z Natanielem?
Gdzie się poznali?
O tym wszystkim i jeszcze o wielu innych tajemnicach w tomie II, pod tytułem „Promyk słońca”.
Pozdrawiam wszystkich, którzy przebrnęli przez ten tekst ze mną! Jak fascynują was odpowiedzi na pytania powyżej, to może będzie więcej.

Komentarze

  1. Win-cyj! Win-cyj! Win-cyj!

    Słodki jeżyku, Michalag przeszła w tym rozdziale samą siebie. I mean, opka z Onetu mają więcej sensu. Ja nie wiem, dla niej dzieci to takie trochę grzyby, trochę ulotki - można je w lesie znaleźć, można je wcisnąć obcym ludziom, żadne papiery nie są do niczego nigdy nikomu potrzebne, nikt nie prowadzi ewidencji, dziecko jak ten grzyb na ścianie, rośnie to rośnie, na cholerę drążyć temat :P

    Nieodmiennie fascynuje mnie to, jak popieprzeni są zawsze absolutnie wszyscy bohaterowie jej tworów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze Nataniel dostał to dziecko bez żadnych wyjaśnień od obcej osoby, która podobnie beztrosko podeszła do tematu, ogłaszając, że w nic nie jest wtajemniczona i dziewczynkę tylko przekazuje, normalka! W kolejnych tomach do jego podświadomości zacznie się dobijać głosik, że chyba może zostać o coś oskarżony prawnie za trzymanie dziecka z dala od opiekunów prawnych. Niestety kobiety z jego otoczenia przejmą obowiązki "tatusia" i głosik zostanie uciszony. Sprawa traktowana beztrosko jak emigracja Marty: zakładam, że nie znalazła pracy z dnia na dzień, podpisała jakiś kontrakt, wynajęła mieszkanie na parę miesięcy do przodu, a tu TRZEBA WRACAĆ.

      Usuń
  2. Właśnie nadrabiałam zaległe notki, a tu ostatnia część! :D
    Borze liściasty, jakie to głupie. xDDD Dziecko ot tak sobie oddane do właściwie obcego gościa mnie urzekło. Im dalej w las, to aŁtorkasia pisze śmieszniejsze książki, niedługo wszyscy będą je nazywać parodiami.
    Ach, i generator wspaniały. <3 Bawię się nim i nie mogę przestać, to uzależnia. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Z tym dzieckiem szykuje się najgłupszy wątek w historii michalakowego uniwersum. Poważnie. Z drugiej strony pojawia się ono zwykle jako część uroczej scenografii, nie jako pełnoprawny bohater, więc czytelnik bardziej się skupia na kolejnych wielbicielkach urody Nataniela. Teraz Kasia pisze książkę na święta o psie, więc chyba po mazurskiej trylogii dzieci w roli słodkiej dekoracji jej się znudziły.

      Usuń
  3. Przeczytałam całość analizy i dotarłam do tej dziwnej granicy, gdy brednie AłtorKasi zaczynają sprawiać radość. To fascynujące, ile absurdu można wyprodukować.
    Gratuluję Szanownej Analizatorce cierpliwości i siły, by te wszystkie bzdury komentować! Poprosiłabym o rozprawienie się kolejnymi częściami dziwnych losów Nataniela, ale zmuszanie kogoś do czytania Michalak chyba podpada pod torturowanie... Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      Potrzebuję zrobić sobie przerwę od natanielolandu, ale potem, kto wie :)

      Usuń
    2. To ja bede czekac na cynk! :D

      Usuń
  4. Świetna robota z analizą tego ksioopka, czytałam tekst ciągiem i teraz trudno mi cokolwiek wydukać, pewnie powodem jest to, że wewnętrznie umieram ze śmiechu i zażenowaniem tym tworem. ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. 21 yr old Nuclear Power Engineer Danielle Babonau, hailing from Mount Albert enjoys watching movies like Prom Night in Mississippi and Lego building. Took a trip to Historic Centre of Guimarães and drives a Jaguar D-Type. mozesz sprawdzic tutaj

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.