2.2 Rozdział 3 i 4
ROZDZIAŁ III: PATELNIA ŻĄDZY
Nasz bohater pije kompot i ma poszarzałą twarz. Mateusz postanawia go rozruszać, rozpoczynając ulubiony temat Nataniela pod tytułem „umarła mi mama”:
– I udany był ten spacer? – Mateusz nie dał jednak za wygraną. – Przepraszam, że dopytuję, przyjacielu, ale wyglądasz, jakby ci matka umarła.– Bo umarła! – Wybuchnął Nataniel. – Nie żyje od roku!
…po czym wrzeszczy, że chce, by wszyscy dali mu spokój. Ze zgrozą przypomina sobie, że już nigdy go nie zazna, bo w domu jest dziecko, a one męczą ludzi.
Następnie ogłasza, że jest wycieńczony, ale okazuje się, że goście zabrali już wszystkie łóżka i kanapę.
Naprawdę marzył, by wszyscy sobie poszli, najlepiej zabierając dziecko, i dali mu spokój.
Jeśli rola ojczyma wykończyła go po paru godzinach, to ciekawe, jak zamierza być ojcem (za parę rozdziałów poznamy jego przemyślenia, gdyż każdy pozytywny bohater u Michalak chce mieć dzieci).
– Zostaniecie z Oliwią tutaj, u mnie, ja przenocuję w leśniczówce, jeśli Mateusz nie ma nic przeciwko temu. Jutro zastanowimy się, co dalej.– Do mnie jest spory kawał. – Mężczyzna posłał Natanielowi niespokojne spojrzenie. – A ty wyglądasz na ciężko chorego...– Nic mi nie jest! – uciął gniewnie.
Mam teorię, że matka Nataniela dostała śmiertelnego zawału nie tyle przez kamienicznika, co przez wrzaski i histerie swojej jedynej pociechy.
Mateusz zmienia temat na Oliwię.
– Ale po prawdzie: pasujecie z Oliwią do siebie. Myślałem...– Nie pasujemy – uciął Nataniel. – Ja nie jestem tak okrutny jak ona.
Nataniel rozgaduje się o podłej dziewczynie, która rani matkę wyjazdem do Ameryki. Nie śmiejcie się, w tej powieści Oliwia już dawno przebiła Dżyngis-chana w okrucieństwie, a za każdym razem, gdy Marta cierpi, Oliwii rosną większe szatańskie rogi i kopyta.
Wiesz, Mateusz, ja rozumiem, że można kogoś nienawidzić. Rozumiem, że można nienawidzić nawet bez powodu, chociaż Marta najmniej na to zasługuje.
Bo wiem doskonale, jaką dla Oliwii była matką – cierpiącą i poświęcającą się na odległość!
Ja sam z całego serca nienawidzę bandziorów, którzy zabili mi mamę. I pieprzę gadkę o wybaczaniu wrogom. Wybaczyć można zarysowanie auta na parkingu, no dobra, może kiedyś wybaczę Siergiejowi i Iwonie to, co zrobili nam wszystkim, ale zaszczucie jednej kobiety na śmierć i spalenie żywcem drugiej? Nie. Chyba nie będziesz ode mnie wymagał, bym odpuścił tym skurwielom? Mścić się nie mogę, ale wmawiać sobie, że wybaczam, nie będę.
Ale foreshadowing z tym spalaniem. Oj, przepraszam, nie będę wam psuć zabawy!
– Przecież rozumiem – odrzekł zduszonym głosem starszy mężczyzna. – Nikt...Lecz Nataniel nie potrzebował jego słów, a uwagi.
No ba.
Pragnął, by Mateusz wysłuchał go do końca.– Wiem więc, co to znaczy nienawidzić, ale Marta w tym wszystkim jest zupełnie niewinna. Ona nie popełniła żadnej zbrodni. Obwinia się o śmierć dziecka, chłopczyka, u którego nie rozpoznała w porę śmiertelnej choroby, ale nie jest winna wypadkowi sprzed sześciu lat!
A ten co, wydaje mu się, że Mateuszowi wyleciał z głowy ten szczegół życiorysu Marty, że tak dokładnie tłumaczy i podaje datę?
Oliwia próbowała mi wytłumaczyć, dlaczego znienawidziła matkę, ja próbowałem to zrozumieć. Świadomość, że mój błąd kosztował czyjeś życie, dla mnie samego była nie do zniesienia. Młodej, osiemnastoletniej dziewczynie to, że wysłała na śmierć człowieka, po prostu złamało życie. Żeby nie oszaleć, musiała znaleźć kozła ofiarnego. Matkę. I tu jestem w stanie Oliwię usprawiedliwić. Lecz nic nie tłumaczy zwykłego, podłego okrucieństwa. Przyjeżdżać w Wigilię, dając matce nadzieję na pojednanie, żeby na koniec wyciągnąć od niej pieniądze i rzucić w twarz, że nie chce się jej więcej widzieć? Nie, Mateusz, nie chcę znać takiej osoby.
Temat zaraz schodzi na Iwonę, bo czemu by nie…
– Tamta cię wykorzystała, zdradziła, złamała ci serce i naraz, jakby nigdy nic, przysyła córeczkę na wychowanie. To doprawdy...– To wyraz największego zaufania.– Raczej bezwzględności. I niewzruszonej wiary w twoją naiwność.Nataniel ponownie się zatrzymał. Zmrużył ze złością oczy i wycedził:– Iwona dała mi mnóstwo szczęścia, a teraz powierzyła swój największy skarb. Swoją córeczkę.
I nagle Nataniel jest znów zachwycony dzieckiem! Na szczęście Mateusz sugeruje, że zapity kuternoga może mieć trudne zadanie:
– I z tego szczęścia zapiłeś się niemal na śmierć? Co do córeczki: nie mam pojęcia, jak sobie poradzisz z tym skarbem. Ja bym się nie podjął wychowania dziecka, o którym nie wiem nic. Zupełnie nic. Gdzie jest jej ojciec? Czemu on się nią nie zajmie? Gdzie są dziadkowie? Ktokolwiek, kto zna Emilkę lepiej niż ty? Ujrzałeś ją dziś po raz pierwszy w życiu i masz się nią zaopiekować do czasu, gdy jej matka wyjdzie z więzienia. Jesteś pewien, że potrafisz sprostać temu zadaniu?
No właśnie, Nataniel jest trzeźwy od zaledwie paru dni, a bierze się za ocenianie nieznajomych, jakby był jedynym sprawiedliwym na świecie. Gdyby Iwona o tym wiedziała, pewnie nie powierzyłaby mu dziecka.
– Myślę, że liczysz na jej powrót – odpowiedział na niezadane pytanie Mateusz. Cicho i z bólem, ale odpowiedział. – Masz nadzieję, że Iwona wyjdzie po odsiadce i przez wdzięczność do ciebie wróci.
Na szczęście Mateusz nie siedzi w głowie tego oblecha Nataniela, który już zaczyna kręcić bioderkami na sugestię, że Iwona kiedyś wyjdzie z paki:
Nadal kochał Iwonę i rozpaczliwie za nią tęsknił. Gdyby w tej chwili stanęła przed nim, poprosiła o wybaczenie i przyrzekła, że nigdy więcej go nie zdradzi... Przyjąłby ją z powrotem, bardziej chętnie, niż sam to przed sobą przyznawał. Jak chętnie, poczuł w lędźwiach na samo wspomnienie tej kobiety.
Lata doświadczenia w prostytucji i seks był świetny, za to ją wielbię! Może Nataniel powinien rozpocząć poszukiwania żony w burdelu?
Po Natanielu czas na smutki Mateusza:
Nie on jeden został zdradzony. Nie tylko jego porzucił ktoś, kogo kochał. Mateusza, który stracił swoją miłość przez Iwonę i Siergieja, przepełniała ta sama rozpacz.
Z tej rozpaczy przedstawia Natanielowi propozycję nie do odrzucenia: skacz dookoła Oliwii, a wtedy Marta zostanie w Sennej.
– Tak sobie pomyślałem – zaczął Mateusz – gdy widziałem ciebie z Oliwią tam, w kuchni, jeszcze zanim wyszliście na tę nieszczęsną pasterkę... Tacy szczęśliwi, rozpromienieni... I ona zapatrzona w ciebie jak w obraz... Pomyślałem sobie, że mogłaby tu zamieszkać, a wtedy Marta zostałaby na pewno.
Pomysł 10/10.
Co prawda dzięki temu ktoś skonsumuje znajomość, ale nadal nie będzie to Mateusz, który w wieku jakichś pięćdziesięciu lat i po wielu związkach wstydzi się powiedzieć Marcie, że mu się podoba i może by wyszli razem do kina i na lody.
– Proszę, Mateusz, nie rób mi tego – odezwał się Nataniel zduszonym głosem. –Nie mogę... nie chcę... Mam ją w sobie rozkochać, byś ty raz czy dwa razy dziennie mógł popatrzeć na Martę Kraszewską? Gdybyście jeszcze przed tym wszystkim byli parą... – Urwał i mało nie palnął się w usta, widząc, jak przyjaciel zaciska szczęki w bezsilnym gniewie.
Uważaj! Patelnia umie przyłożyć.
Co gorsza Nataniel przyznaje, że pomysł jest doskonały.
– Przepraszam. – Uścisnął ramię przyjaciela. – Masz rację. Jeżeli Oliwii spodoba się w Sennej, Marta z nią zostanie. Musimy sprawić, by się spodobało.
Jeszcze wielki poemat o samotności, żeby było klimatycznie:
– Wiesz, chłopcze, są różne rodzaje samotności. Samotność we dwoje, gdy budzisz się każdego ranka u boku kogoś, kto staje się coraz bardziej obcy... Samotność w tłumie, gdy żyjesz otoczony ludźmi, których nie interesujesz i którzy także tobie są obojętni... Samotność z wyboru, gdy uciekasz przed światem do leśnej głuszy, jak moja chata, dworek Marty czy ranczo Sodarowa... Ta staje się ukojeniem dla ludzi znękanych losem, skrzywdzonych przez innych. Tak, to może się spodobać. Ale jest pewien rodzaj samotności najtrudniejszej do zniesienia: gdy chcesz być z kimś, kogo kochasz nad życie, lecz nie możesz. Nie wolno ci albo ten ktoś ciebie nie chce... To bardzo trudne, Nat, bardzo... Trzymać się życia, wiedząc, że ono nic dla ciebie już nie ma. Dlatego chciałbym zachować chociaż tę namiastkę. Jeśli nie miłość Marty, to może jej obecność, jej przyjaźń. Ty pewnie nie rozumiesz, za młody jesteś, by doświadczyć tak dogłębnej, przejmującej samotno...
A ten skąd wie, że Marta by go odrzuciła, skoro jeszcze nie podjął tematu? Znaczy się, nic w tej kwestii nam się nie rozjaśniło od ostatniej książki?
Na rozterki Mateusza Nataniel robi z siebie doświadczonego przez życie dwustuletniego żółwia, co pół świata przewędrował i trosk milion przeżył:
– Mówisz to dwudziestosiedmioletniemu facetowi, który rok temu pochował matkę, parę lat wcześniej ukochaną babcię, który ojca i dziadka nie poznał nigdy, a dziewczyna, którą odważył się pokochać, zdradziła go z pierwszym lepszym? – Znów się zaśmiał. – Co ja wiem o samotności...
Wszystko wiem, wszystko widziałem, a ty tylko pochowałeś paru krewnych jako nastolatek, zbankrutowałeś i zostałeś zdradzony, NIE PODSKOCZYSZ MI!
Bla, bla, klepią się po plecach i godzą. Mazurska noc jest piękna. Mateusz z tego wszystkiego zaczyna opowiadać, jak jeździ z psem (który najwyraźniej zmartwychwstał na potrzeby tego tomu) do ośrodka dla dzieci:
– Raz na jakiś czas jeździmy z Reksiem na gościnne występy!
Skręciło mnie z zażenowania przy tej wstawce od czapy. Może w jakiejś gazecie pojawił się artykuł na temat dobrodziejów jeżdżących po szpitalach z psami, gdy autorka zbierała inspiracje?
Raz w miesiącu kąpię mojego brytana porządnie, czeszę, robię mu manikiur, bo pazury musi mieć krótkie i gładkie, i zabieram go do ośrodka dla niewidomych. Dzieciaki nie mogą zobaczyć, jaki jest wielki, bez strachu więc przytulają się do Reksia, głaszczą go, obejmują, całują... Cudny widok! A mój brytan odwzajemnia się im całym kochającym psim sercem. Uwielbia wizyty w tym ośrodku, a tam uwielbiają jego.
Tak żeby bohater miał dodatkowe punkty do bycia dobrym. Szampon dla psa przecież drogi:
Ale kąpać co miesiąc wielkiego brytana, by przez godzinę czy dwie bawił niewidome dzieci? Nie każdego stać było na tyle wysiłku i taki gest...
![]() |
| Kąpanie psa: tytaniczny wysiłek i poświęcenie dla wielkiej sprawy |
Ale nie, czekajcie, znowu musi się okazać, że co dobre, to Marta:
– Błagam cię, Nat, nie patrz na mnie jak na świętego! Sam bym nie wpadł na ten pomysł, Marta mnie natchnęła.
Potem jest bełkot o mrozie i soku malinowym, straszna grafomania, nie czytajcie tego.
Koniec rozmowy, Nataniel idzie spać u Mateusza, koniec rozdziału.
ROZDZIAŁ IV: GORĄCA KRÓLOWA LODU
Bardzo podobną rozmowę, co dwaj zaprzyjaźnieni mężczyźni w drodze do zasypanej śniegiem leśniczówki, przeprowadziły matka z córką. Tylko ta rozmowa była znacznie mniej przyjazna...
Tu z góry mały spojler: autorka nie da nam zapomnieć, że Nataniel jest dobry (nikt nie wie z jakiej racji, ale takie jest założenie), Marta najświętsza i z poranionym sercem, a Oliwia… teraz poznamy jej nieczułą, zimną duszę!
– Zmęczona jesteś? – raczej stwierdziła, niż zapytała, Marta, patrząc na wymizerowaną twarz Oliwii.Pragnęła chwycić swoje ukochane, jedyne dziecko w ramiona, przytulić z całych sił, poczuć drobne plecy pod stęsknionymi dłońmi i ręce Oliwii obejmujące ją równie mocno, ale nie miała pewności, czy córka życzy sobie tego samego. Jeszcze kilka godzin wcześniej nienawidziła matki całym sercem przecież...
Widzimy, że jest jakiś konflikt, a Marta próbuje go zażegnać, traktując Oliwię jak pięciolatkę. Ta strategia odniosła dobry skutek w 1999.
– Nataniel to miły chłopak – zaczęła raz jeszcze, bo córka zbyła jej pytanie wzruszeniem ramion.Marta przeraziła się, że jej wysiłki są na nic.
WYSIŁKI! Jeśli zadanie jednego pytania i wyrażenie opinii na temat sąsiada to według Marty mnóstwo włożonej pracy, to nic dziwnego, że Oliwia nie zdążyła się do niej przywiązać w ciągu tych dwudziestu paru lat.
Podeszła za to do kuchenki, na której parował od gorąca kompot z suszu – Marta pomyślała o dwojgu młodych i tuż przed ich powrotem wstawiła garnek na niewielki płomień – nalała sobie pełen kubek pysznie pachnącego płynu i usiadła w fotelu, podwijając nogi. Żeby odwlec rozmowę z matką, zaczęła popijać kompot małymi łykami.
„Pachnący płyn” i opisywanie krok po kroku czynności – jak na opowiadanie z podstawówki, bardzo ładnie.
Oto próbka naturalnego dialogu matki z córką:
– Wydajecie się wszyscy bardzo blisko ze sobą – odezwała się dziewczyna. W jej głosie zabrzmiała nuta zazdrości, może nawet niechęci. – Ja błąkam się po świecie, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, gdy tymczasem moja matka obrasta w piórka przyjaźni...Charakterystyka postaci: Oliwia jest podła, ponieważ nienawidzi przyjaźni. Analizując poprzedni tom, zastanawiałam się, czy to intencjonalne, czy autorce wyszło przypadkiem, ale tu już bardzo ewidentnie każda kobieca postać ma mieć wyraźne skazy na charakterze, byle Marta w konfrontacji mogła lśnić.
Nie wiedziała, czy wyznaniem Nataniela może się dzielić z kimkolwiek, nawet z własną córką.To chyba oczywiste, kontakt wam się urwał na parę lat…?
Mateusz być może wiedział albo się domyślał, jak ciężkie chwile ma za sobą ten dwudziestosiedmioletni chłopak, Oliwia może kiedyś zasłuży na zaufanie Nataniela,No tak. Wszystkim przecież zależy, by Oliwia zyskała zaufanie pewnego pijaka, agresywnego dresiarza i nieroba w jednym, z którym miała do tej pory jedną (nieprzyjemną!) interakcję.
a wtedy on sam powie jej, do czego zmuszał go ból, co gotów był zrobić, by nie cierpieć już nigdy więcej. Szczególnie po śmierci mamy, którą bardzo kochał.Droga Marto, nie znałaś go wcześniej, więc skąd ta pewność?
Kochał całym sercem... Marta nieraz zazdrościła w duchu Annie Domoradzkiej tej miłości,
Przecież on używa śmierci matki wyłącznie jako karty przetargowej, gdy chce osiągnąć jakiś cel! Halo, Marto, czy przez cały czas akcji choć raz pojechał na grób?
bo Oliwia niemal od urodzenia, a na pewno od odejścia ojca, miała dla Marty jedynie chłód w sercu.
Od urodzenia! W wieku kilku tygodni pewnie rzucała jej nieprzyjemne spojrzenia przy przewijaniu.
Nie żeby Marta jakoś zawiniła, zaniedbując dziecko od pierwszych chwil jego życia. Z historii o małym pacjencie, kiedy Marta opowiadała, ile godzin spędzała w pracy, można wywnioskować, że niewiele poświęcała na życie rodzinne. Mąż też lekarz, dodatkowo jego hobby polegało na uwodzeniu wszystkiego, co napotkał na drodze, więc pewnie Oliwia w wieku dwóch lat robiła obiady dla całej rodziny, a rodziców to nawet w święta nie widziała (patrz: wigilijny wypadek). Może jak spali, to mogła zobaczyć, jak wyglądają.
Nie żeby Marta jakoś zawiniła, zaniedbując dziecko od pierwszych chwil jego życia. Z historii o małym pacjencie, kiedy Marta opowiadała, ile godzin spędzała w pracy, można wywnioskować, że niewiele poświęcała na życie rodzinne. Mąż też lekarz, dodatkowo jego hobby polegało na uwodzeniu wszystkiego, co napotkał na drodze, więc pewnie Oliwia w wieku dwóch lat robiła obiady dla całej rodziny, a rodziców to nawet w święta nie widziała (patrz: wigilijny wypadek). Może jak spali, to mogła zobaczyć, jak wyglądają.
– Mogłaś przyjechać wcześniej. Mój dom jest twoim domem i dobrze o tym wiesz. Prosiłam cię o to tyle razy... Wtedy również miałabyś w Mateuszu i Natanielu dwóch oddanych przyjaciół – odparła cicho Marta. Bała się rozdrażnić córkę, bała się powrotu tamtej nienawiści. Rozejm między nimi był tak kruchy... Świeży niczym blizna na ledwo zagojonej ranie.
– Nataniel nie chce mojej przyjaźni. Był dość nieprzyjemny – odrzekła chłodno Oliwia. – Nataniel? Nieprzyjemny?! To do niego zupełnie niepodobne! – wykrzyknęła Marta cicho, żeby nie zbudzić dziecka, ale z nieudawanym zdziwieniem. – Musiałaś coś powiedzieć...Szok i niedowierzanie! Ale cichutko, bo dziecko śpi.
– Ciiii...! – szepnęła Marta, oglądając się na przymknięte drzwi sypialni. – Przepraszam. Nie miałam na myśli... Nie zaczynajmy od nowa... Nie w Wigilię... – Głos kobiety brzmiał tak błagalnie, że Oliwia aż się skrzywiła. Nie cierpiała tego tonu i spojrzenia zbitego psa. Matka mogłaby popracować nad asertywnością, doprawdy.Zabieg stylistyczny: odwracanie kota ogonem. Oliwia jest pretensjonalna, ponieważ w myślach używa słowa „doprawdy”, krytykując matkę, gdy irytuje ją uciszanie, więc uciszanie przestaje być irytujące, a Oliwia powinna się wstydzić własnych myśli. No cóż, znam kilka osób, które w ten sposób próbują załagodzić konflikt, i naprawdę trudno o bardziej denerwujące zachowanie…
Oliwia tłumaczy, że pomogła Natanielowi, ale zasadniczo nie podobało jej się, że nie okazał wdzięczności i zachował się jak cham.
Ona rozumiała to i nie chowała urazy za jego cierpkie słowa, płynące przecież nie ze złej woli, tylko z przeżywanych katuszy, ale Oliwię mógł swoim zachowaniem zrazić, a słowami zranić.Marta tłumaczy cierpienia kuternogi:
– Nie miej mu tego za złe. Po wypadku w górach pozostała mu niepełnosprawna noga i ból, który my na szczęście możemy sobie tylko wyobrazić. Gdy ciebie naszła migrena, byłaś wyłączona z życia przez kilka godzin, a nawet dni, pomnóż sobie swoje cierpienie przez dziesięć, oby tylko, i będziesz miała to, co przeżywa Nataniel. Kiedyś przyznał, że próbował... – Marta pokręciła głową.W momencie gdy już osobie sceptycznej ma się zrobić głupio, ta wyjeżdża z „a bo tobie się wydawało, że masz problem, ale spójrz na kolegę, ten to dopiero cierpi” :D Jeśli chce przekonać Oliwię do Nataniela, to coś słabo się za do tego zabiera.
– Och, pewnie próbował się zabić z tego wszystkiego. – Dziewczyna machnęła ręką i skrzywiła się lekko, z taką samą pogardą, z jaką parę chwil wcześniej patrzyła w oczy matki. – Typowe dla facetów. Nas boli co miesiąc i nikt się nad nami nie lituje, im zadrze się skórka przy paznokciu i w te pędy biegną do chirurga. A potem na zwolnienie.
Martę zatkało z niemiłego zaskoczenia. I gniewu. Czy to rzeczywiście jej córka, którą nosiła pod sercem, a potem wychowywała z miłością, najlepiej jak potrafiła, mogła wypowiedzieć tak bezduszne słowa? Odnosząc je do kogoś, kto naprawdę godzien jest współczucia?Ale co ona tak się oburza zamiast rozwinąć myśl? Na córkę napadł szaleniec, po czym musi wysłuchiwać, jak ten człowiek ma źle, a jej problemy z migrenami są wydumane. Do tego Marta zamiast wyjaśnić stan zdrowotny Nataniela, wyskakuje z porównaniami do córki. Brawo!
Ale spokojnie, zobaczymy, jak złota Marta wychowywała z miłością i poświęceniem córkę.
Oliwia-szatan jako jedyna bohaterka książki zauważa, że wszyscy skaczą na paluszkach wokół Nataniela, współczując mu kuternogostwa.– Nataniel cierpi nieco bardziej niż...– Och, come on! Nataniel to, Nataniel tamto. Oczko w głowie mojej matki. Słowem się nie zainteresowałaś, co ze mną się działo przez tych długich sześć lat, za to o Natanielu wiesz wszystko! – Oczy dziewczyny zmieniły się w wąskie szparki, usta wykrzywiły w gniewie.
Dziewczyna sugeruje, że można by „do cholery” ominąć emocjonalne tematy, na co Marta zaczyna płakać (ech):
– Po pierwsze: nie przeklinaj, po drugie: nie cytuj swojego ojca. Niewiele pamiętasz z czasów, gdy byliśmy rodziną, a to, co wydaje ci się wspomnieniem, może być wypaczone. Ojciec nigdy się do mnie tymi słowami nie zwrócił.Czyli: zamknij się, bo nie mówisz tego, co chcę usłyszeć.
– Do ciebie może nie, ale żebyś słyszała, co mówił za twoimi plecami... – Oliwia zawiesiła głos, wydymając usta.
Marta się obraża i wychodzi. Słuchajcie, czy tylko mnie to przypomina relację Gabrysi i Laury z Jeżycjady? Może dlatego ciężko mi poprzeć Martę; jej emocjonalność jest nie do zniesienia, a próbuje trudniejsze tematy zamieść pod dywan zamiast o nich porozmawiać, co prowokuje Oliwię.
Przeszła do sypialni. Błyszczące od łez spojrzenie spoczęło na śpiącej słodko dziewczynce i, jeszcze przed chwilą tak gniewne jak wzrok Oliwii, złagodniało. Serce kobiety wypełniła czułość do nieznanego dziecka, którą jej własne odrzuciło.
Nowe dziecko jest lepsze: znam je od dwóch godzin, więc nie zdążyło jeszcze zostać moim wrogiem.
– Wiesz, ten twój Nataniel byłby całkiem okej... – Marta wolała zmilczeć owo „ten twój Nataniel” –Bo? W jaki sposób jest to nieadekwatne do sytuacji?
...gdyby zechciał, oczywiście. Wtedy, w górach, byłam gotowa się w nim zakochać, serio! Mimo że był sześć lat młodszy niż dziś, wydawał się twardym facetem. Niósł mnie na rękach z taką determinacją... Miał ostry, męski głos, oczy... jakieś takie drapieżne... I był piękny! Naprawdę piękny w kurtce z futrzanym kołnierzem. Aż się rozmarzyłam... – Uśmiechnęła się do wspomnień, które niewiele miały wspólnego z rzeczywistością.
– Patrzył na mnie, jakbym była miłością jego życia – ciągnęła dziewczyna. To również miało się nijak do prawdziwych uczuć, jakie nim wtedy szarpały. Były bliższe nienawiści niż miłości.
Ahaaa… ale Nataniel nie miał możliwości wiedzieć, skąd dzieciaki znalazły się w zamieci, więc skąd nienawiść? Nikt go nie zaciągał do pracy polegającej na ratowaniu nieodpowiedzialnych ludzi.
Ale to też pokazuje, jak zaniedbanym dzieckiem była Oliwia, że teraz rozpływa się na myśl, że ktoś jej pomógł. Coś jak Siergiej i zakochanie się w lekarce, bo zaszyła mu dziurę w brzuchu.
Z tamtym chłopakiem, Kamilem, z którym ruszyła w góry po przytulanki, rozstała się zaraz po powrocie do Warszawy. Oboje jak najszybciej chcieli wymazać z pamięci tragedię, do której się przyczynili. Okazało się to niemożliwe, więc ona, Oliwia, zrzuciła ciężar winy na matkę, Kamil zaś wylądował jakiś czas temu na odwyku narkotykowym.Podziały płci w świecie Michalak: radzenie sobie z traumą. Mężczyźni idą w używki – tu wyjątkowo nie w alkohol – a kobiety w przygodny seks i zakochiwanie się w Natanielu.
Powinna go odnaleźć i powiadomić, że ratownik, który ich ocalił w tamtą piekielną noc, żyje. Nie zginął. Nie muszą dalej żyć ze świadomością, że przyczynili się do jego śmierci.
Hurra! Od tego pewnie od razu przestanie być ćpunem; jego krew oczyści się z heroiny, zmiany w mózgu się cofną, założy rodzinę i stanie się pozytywnym bohaterem kolejnej książki!
Właściwie to przez Nataniela Oliwia zmarnowała sześć lat własnego życia. Gdyby nie on, wróciłaby z gór do Warszawy jako zwykła, pełna miłości do świata i ludzi nastolatka... Ale wszystko przed nimi! Oliwia jest wolna, także od nieznośnego obwiniania się, Nataniel tuż obok. Nieco słabowity – bez porównania z tym, jak go zapamiętała – ale nadal bardzo przystojny. Wystarczy parę kobiecych sztuczek, uśmiech, miłe słowo i...
Jak mówiłam, główne tematy książki: bycie kuternogą, seks, noga Nataniela, seks.
Oliwia pyta o sprzedaż dworu.
Ona miała przez kilka dni zamieszkać u Mateusza, potem wrócić do Irlandii, ale niespodziewane pojawienie się Oliwii nieco gmatwało plany. – Tydzień czy dwa zatrzymamy się w dworku. Mateusz ma klucze. Potem może na ranczo?... – Urwała. Zacisnęła usta.
To nie ma sensu! „Praca w Irlandii” to najwyraźniej taki magiczny stan, w którym czasem znajdują się bohaterowie, a który nie wiąże się z żadnym planowaniem, kontraktami ani nawet czynszem za mieszkanie, że można rezygnować z niego z dnia na dzień bez żadnych przemyśleń.
Że też przyszedł jej do głowy tak absurdalny pomysł jak zamieszkanie, choćby na kilka dni, pod dachem Sodarowa! Gdzie każdy kąt, każdy promień słońca wpadający przez okno, przy którym on stawał, będą jej przypominały o tym, co miała i co straciła. Ból zdrady dźgnął ją prosto w serce. Gościnę u Sodarowa jednak sobie daruje, czy ten drań jest w okolicy czy też nie.Podczas całego wieczoru ani razu nie padło to imię. Siergiej był tematem tabu. Też ze względu na Nataniela. Tak. Jego Sodarow zranił równie podle i okrutnie co Martę. Należało się łotrowi wszystko, co najgorsze. Mścić się nie mogli i nie chcieli, ale zepchnąć bydlaka, który zdradza przyjaciół, w czeluść niepamięci – owszem.
Trochę to toksyczne. Siergiej jest tematem tabu, więc trzeba napisać o nim pięć zdań, obrazując, jakie emocje targają Martą. Marta tu rzuca się, wzdycha, płacze, przestaje płakać, a córka nie wie, o co chodzi, bo nie zna historii. Jak ma nie być poirytowana, wiedząc, że matka zataja przed nią coś, o czym zaraz zapewne dowie się od jej znajomych?
– Może uda się odkupić dwór? – odezwała się z nadzieją Oliwia.– Po co? – odrzekła ostrym głosem Marta. – Żeby stał pusty? Ja mam pracę w Irlandii, ty... No właśnie. Nic nie wiem o twoich planach. W ogóle niewiele wiem...– Myślałam o wyjeździe do Stanów, potrzebują tam doświadczonych pracowników do opieki nad końmi, a ja jestem w tym niezła, ale plany są po to, by je zmieniać. Praca poczeka. Rodzina jest ważniejsza. – Uśmiechnęła się do matki, która bez wahania uwierzyłaby w każde jej słowo, gdyby wcześniej Oliwia nie mówiła czegoś, co tym słowom przeczy.
…czyli „Praca w Stanach” działa tak samo. Wszystko poczeka!
Marta mówi, że ma tydzień urlopu, więc Oliwia może się zatrzymać.
Oliwia uśmiechnęła się w duchu. Ma siedem dni na bliższe poznanie Nataniela Domoradzkiego. A przez siedem dni w dzisiejszych szybkich czasach można kogoś poznać, pokochać i porzucić. Zapowiadał się ciekawy tydzień...Wzrok dziewczyny spoczął na śpiącej Emilce. Nic tak nie kruszy serca mężczyzny jak śliczna dziewczyna – tak właśnie myślała o sobie – czule opiekująca się równie ślicznym dzieckiem. I jak Oliwia do dziś myślała o dzieciach jedynie w kategoriach „te rozwrzeszczane bachory”, tak teraz będzie musiała zmienić swój stosunek do nich. Może ta mała okaże się dobrze wychowaną, uroczą i cichą księżniczką?
Oliwia zauważa leżący na wierzchu list od Iwony, a że nikt nie wyjaśnił, o co z tym dzieckiem chodzi, zabiera się do lektury.
– O-em-dżi! Nat, ten kochany, słodki Natuś, ulubieniec mojej matki, zakochał się w prostytutce! – Oliwia musiała zatkać usta dłonią, by stłumić pełen niedowierzania i satysfakcji śmiech. – I kryminalistce na dodatek! Laska rżnie go, i to dosłownie, na ciężkie pieniądze, a na koniec w podzięce podrzuca dziecko. Nie jego dziecko! Gdzie się tacy lęgną?! Naiwniak to za mało powiedziane! Kretyn! Nie, to również za łagodne. Oj, Natanielu... Natanielu... skoro tamta niedobra kobieta omotała cię tak łatwo, ja poradzę sobie śpiewająco! Szkoda, że nie ma Jessiki.
Uwaga, to imię nie zostało wybrane przypadkowo. Nie żeby „Oliwia” było widziane jako specjalnie wyrafinowane w roczniku tej bohaterki, a że zdążyło w ostatnich latach spowszednieć, to co tam.
Zrobiłybyśmy zakłady, czy wystarczą mi dwa dni na wypróbowanie tej wersalki z Natanielem czy zejdzie mi z tym nieco dłużej... – Tak szepcząc do siebie, odłożyła kopertę na miejsce. – Jeżeli zaś pan Domoradzki okaże się grzechu wart, a matka nie odzyska dworu, trzeba będzie pomyśleć o tym miejscu – ogarnęła jednym długim spojrzeniem sypialnię i kuchnię – jako o przyszłym domu. W którym nie ma miejsca na bękarty, choćby tak śliczne jak ty, Emilciu. – Pochyliła się nad dziewczynką, uśmiechnięta łagodnie. Komuś mogłaby się wydać dobrą wróżką. Temu, kto słyszał jej poprzednie słowa, złą wiedźmą.
Czyli że Oliwia szeptała do śpiącego dziecka, że założy się z koleżanką, że uwiedzie i porzuci Nataniela? Nie ma aby innych znajomych, żeby się im zwierzać?
Czy Oliwia – córka doktor Kraszewskiej, kobiety o sercu dobrym i kochającym – była rzeczywiście podła i zepsuta do szpiku kości?Nie.Lecz miała sporo czasu, całe sześć lat, by wyrzucić dobro z serca. Dobroć – zderzona z poczuciem strasznej winy – doprowadziłaby tę dziewczynę, wychowywaną pod kloszem, do szaleństwa.
Szczegółowo opisana geneza zła w bohaterce.
Zaczęła więc od znienawidzenia matki, skończyła na nienawiści do świata, żeby nie pogrążyć w tym uczuciu samej siebie.Czy Nataniel zdoła roztopić lód, który skuwa jej serce?Może tak, może nie.
Ale ten narrator tajemniczy.
A może wcale nie będzie mu na tym zależało? Oliwia nie zdawała sobie z tego sprawy – jeszcze nie – że jej poprzedniczka skutecznie wyleczyła młodego mężczyznę z naiwności. Drugi raz w chętne kobiece ręce tak szybko nie wpadnie. Tygodnia, czy nawet dwóch, ci, Oliwio, nie wystarczy, by rozkochać w sobie Nataniela. Uwieść być może tak, może zaciągniesz go na tę wersalkę, którą sobie upatrzyłaś, ale nic więcej. Jednak próbuj... próbuj... Przyda ci się nauczka. Dobrze będzie, gdy los da ci po łapach. Szczególnie takich, co wyciągają się po cudzą własność tylko po to, by krzywdzić.
Jaką cudzą własność?
No cóż, nieważne, bo to tylko taka grafomania na koniec: rozdział tutaj się urywa. Widzimy się za dwa tygodnie!
No cóż, nieważne, bo to tylko taka grafomania na koniec: rozdział tutaj się urywa. Widzimy się za dwa tygodnie!

Jezus Maria :D
OdpowiedzUsuńTo jest tak, ze pomiedzy analizami kolejnych ksiazek, a potem pomiedzy odcinkami danych analiz ja zawsze troche zapominam jakie to jest niesamowicie zle. A potem zawsze jestem tym na nowo ogluszona :D
Mam wrażenie, że we wczesnych rozdziałach jeszcze brakuje wybuchowych głupot, ale historia zacznie się niedługo rozkręcać – od przyszłego odcinka trudno będzie zapomnieć :D
UsuńPamiętnik Cierpiącego Kuternogi, urzeczonam.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie lepszy i bardziej adekwatny tytuł!
UsuńO-em-dżi, to jest tak złe, że aż rewelacyjne. Ta Oliwia jest bajkowo przerysowana, a już gadanie do dziecka o tych swoich niedorzecznych planach i ten Evil laugh(TM) to istna wisienka na torcie. Poza tym bardzo bawią mnie te sformułowania "byłem gotowy zakochać się w niej", jakby nagle się rozmyślił, "a nie, nie mam czasu, zostawiłem włączone żelazko, muszę lecieć".
OdpowiedzUsuńBroniłbym go tylko w tym, że niekoniecznie musi być naiwny, żeby przygarnąć pod opiekę dziecko. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale jeśli (dobrze pamiętam) ona wcisnęła mu to dziecko i uciekła, to on jedyne, co może zrobić, to zająć się dzieckiem, dopóki nie pojawi się opieka społeczna. Też raczej szkraba za próg nie wywali, "wypad, bo nie lubiem tfojej madki".
Shir.
Oliwia potrzebuje przerysowanych scen z wyjawianiem dziwacznych planów, bo inaczej wyszłoby na jaw, że jest moralniejsza od reszty bohaterów i główny wątek by się posypał...
UsuńCo do Nataniela, właśnie rzecz w tym, że nikt nie wspomina o opiece społecznej, ba, bohaterowie ot tak zakładają, że dziewczynka zostaje z nimi na zawsze. To jak z niemowlęciem znalezionym w lesie z "Bezdomnej".