2.3 Rozdział 5, 6 i 7
ROZDZIAŁ V: NATANIEL I INSTYNKT OJCOWSKI
Rozdział rozpoczyna się akapitem, z którego dowiadujemy się ze szczegółami, jak Emilka się budzi, gdzie kładzie nagie stópki, i jak skrada się pomiędzy śpiącymi ludźmi, żeby wymknąć się z domu. Nadal podejrzewam, że to złodziej w przebraniu.
Instynkt ojcowski Nataniela powstrzymuje jednak Emilkę przed zrealizowaniem jakiegoś nikczemnego planu. Kolejny akapit jest o nodze Nataniela. Czemu? Też nie wiem.
Chyba jedynym, co go nie bolało, była noga. Ta właśnie wredna, pokiereszowana kończyna,I tak dalej.
Właśnie kończył szczotkowanie siwej klaczy, gdy instynkt nakazał mu wyjść przed stajnię. Akurat w chwili, gdy oddana mu pod opiekę dziewczynka wymykała się z domu. Sama. Niefrasobliwa, jak to dziecko.Bardzo się to Natanielowi nie spodobało.(…)Musiał okazać surowość. Dla dobra dziecka i swoich zdrowych zmysłów.– Nie wolno wychodzić samej z domu!
Co za napięcie, cóż to za ostra reprymenda! No ale jak widzimy, Nataniel zareagował prawidłowo, a dziecko uznaje jego autorytet:
– Przepraszam, wujku Natanielu. Ja chciałam tylko do Kacperka…
Objął dziecko i przytulił.
– W stajni przebywa też większy koń, Śnieżka. Ona mogłaby cię niechcący kopnąć albo nadepnąć ci na nóżkę, a to bardzo, bardzo boli.
Słuchaj się mnie, eksperta od bólu nóg!
W ogóle kucyki (200 kg żywej wagi) są kompletnie nieszkodliwe, można je zostawiać sam na sam z małymi dziećmi, jasne. Autorka jest weterynarzem z wykształcenia, to może wie lepiej ode mnie, ale z wypowiedzi można wywnioskować, że Śnieżka to odpowiednik psa pracującego, jakiegoś bernardyna, a Kacperek pieska salonowego typu maltańczyk.
Dziś zapragnął jechać, teraz, tak jak stoi, do najbliższego sklepu z artykułami dla dzieci i kupić Emilce podobną uprząż. Mniejsza z tym, że wzbudzą w Sennej sensację, bo tutaj część miejscowych wychodziła z założenia, że „zamiast umyć, zrobi się nowe”, byle jego podopieczna doczekała w miarę cała i zdrowa powrotu swej mamy…
BUM! Twarda ręka hejtu na mieszkańców wsi uderza zza winkla w najmniej spodziewanym momencie. Zastanawia mnie, ile razy Nataniel miał okazję widzieć, jak wychowuje się w Sennej dzieci, bo czytelnicy nie byli tego świadkami. Szelki dla kilkulatka to urządzenie powstrzymujące przed wpadaniem do błota, tak. Słodka scena z instynktem ojcowskim? Element komiczny pod tytułem „jacy głupiutcy ci faceci, chcą pięcioletnie dziecko na smyczy wyprowadzać”? Jakieś pomysły?
![]() |
| Nieszkodliwy kucyk bawi się z dzieckiem (dziecko wbite w ziemię) |
![]() |
| Kacperek świętuje kolejne morderstwo |
Marta potrzebuje wiedzieć, jaką karę dostawała Emilka w domu za wymykanie się. W sumie nic ciekawego, ale co chwilę jesteśmy przekonywani, że jest bardzo zabawnie:
[Emilka] ciężko westchnęła i ponownie rozłożyła ramionka, rozbrajając tym i Martę, i Nataniela. (…) Słowa pięciolatki połączone z gestykulacją były zaś przekomiczne. Nataniel z trudem utrzymał powagę.
Marta z Natanielem idą zrobić śniadanie, a ten nagle ma kryzys.
– Nie. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie w roli ojca. Nawet zastępczego. To już teraz mnie przerasta.
W sumie nie wiadomo dlaczego, bo teraz nic się nie dzieje; dziecko jest zadowolone, posłuszne i zdrowe, a sytuację z poranną ucieczką opanował w sekundę.
– Spokojnie. Każdy tak mówi, a jednak dzieci się rodzą, dorastają i wyfruwają spod naszych skrzydeł każdego dnia.
Jakieś takie niepokojące to stwierdzenie; dzisiaj mi się jeszcze nie przytrafiło.
Nataniel kontynuuje panikę i snuje wizje śmierci Emilki.
– Dokoła jest tyle niebezpieczeństw! – Panika przybierała na sile. – Mała może spaść ze schodów, utopić się w jeziorze… Studnia! Muszę zabić gwoździami studnię! – Już miał biec po młotek, gdy zatrzymała go dłoń Marty.
Próbując opanować śmiech, rzekła:
– Emilka to duże i mądre dziecko. Na pewno wie, czym grozi wpadnięcie do studni, a jeśli nie wie, to jej wytłumaczysz. I wierz mi, mniej czyha na nią zagrożeń tutaj niż w wielkim mieście.
Mimochodem przypomnijmy o złej Warszawie.
...a następnie rozmyśla, próbując przekonać się do Oliwii:
...a następnie rozmyśla, próbując przekonać się do Oliwii:
Nie był przekonany do tej dziewczyny, ale obiecał coś Mateuszowi. No i nie chciał sprawiać przykrości Marcie.
Uwielbiam motywacje bohaterów w tej książce. Obiecałem mojemu kumplowi, że poderwę dziewczynę, która mi się nie podoba, ale cóż, nic się nie da zrobić! Do łóżka zaciągnę i ślub wezmę, trudno, tylko Emilkę trzeba będzie gdzieś upchać...
Marta akurat poprawiała szal, którym dziewczyna otuliła ramiona, gestem tak bardzo matczynym, że Nataniela ścisnęło w gardle.No i wracają opisy ciał, wiosna!
– Mówiłaś coś o śniadaniu? – Oliwia zadała pytanie matce, nie zwróciwszy najmniejszej uwagi na jej gesty, ale patrzyła na chłopaka. W białej koszuli i czarnym bezrękawniku, podkreślającym szerokie, umięśnione ramiona, był jeszcze przystojniejszy niż wczoraj wieczorem.
![]() |
| Primavera! |
ROZDZIAŁ VI: ALKOHOLIZM ZATACZA CORAZ SZERSZE KRĘGI
Mateusz wprasza się na śniadanie, a Oliwia piszczy na wieść o tym, że posprzątał i przygotował dwór do zamieszkania.
Oliwia aż pisnęła z radości. Nie miała nic przeciw mieszkaniu u Nataniela – nie teraz, gdy snuła wobec niego pewne plany – lecz dwór był znacznie wygodniejszy. Miała tam swój pokój i swoją łazienkę. Nie to, co tutaj…
Postać negatywna, cecha: bycie wygodnickim warszawiakiem. A przecież to fantastycznie się składa, gdyż nie będzie już szeptać Emilce swoich planów uwodzenia z braku przyjaciół (niechybnie spowodowanym niechęcią do przyjaźni).
Mateusz zaczyna się przekomarzać z Martą i nagle narratora atakuje jakaś egzotyczna choroba, bo nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć:
Zaraz, zaraz, tych dwoje nie zacznie teraz ze sobą kręcić? Nie przy ludziach, pliss, to aż niesmaczne! W tym wieku… Litości!
Prątki trądu? (Ale poważnie, mimo że z tonu można strzelać, że pochodzą z głowy okropnej Oliwii, te przemyślenia są oderwane od reszty)
Nataniel pyta Martę, czy chce odzyskać dwór, i dostajemy dwie strony przemyśleń o warszawiakach (jeszcze raz!), przeszłości i brzydkim życiu.
Najpierw zmarł mały Maciuś (...) Dla kogoś o tak wielkim sercu jak doktor Kraszewska, kogoś, kto niesie pomoc pacjentom nie dla pieniędzy i nie z obowiązku, a z powołania
Wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, a już na pewno jedyna, która przeżyła śmierć pacjenta…
Zaraz potem przyszedł następny. Oliwia wybłagała wyjazd w góry. Z paczką przyjaciół mieli spędzić w Zakopanem święta Bożego Narodzenia i sylwestra. Może Marta byłaby bardziej stanowcza, może jej „Nie! Wigilię spędza się z rodziną!”, wybrzmiałoby wystarczająco silnie, by Oliwia, naburmuszona, lecz posłuszna, została w domu i wtedy… wtedy jej życie nie rozsypałoby się tak, jak życie matki, ale Marta, załamana tragedią innej matki, o którą to tragedię siebie obwiniała, widząc błagalne spojrzenie własnego dziecka i dziękując Bogu, że ono żyje, powiedziała: „Jedź, córciu, tylko wracaj szczęśliwie”. Trochę też dlatego, że pogrążona w rozpaczy, po prostu chciała być sama. Chciała mieć cichy, pusty dom tylko dla siebie. Zamiast Wigilii i dwunastu potraw na stół wjechała butelka mocnej nalewki. I pudełko leków nasennych, o czym Oliwia nigdy nie powinna się dowiedzieć.
No… ale jakby brutalnie to nie brzmiało, Oliwia miała prawo poczuć się odrzucona i zostawiona sama sobie. Przecież po wypadku nie miałaby pretensji do matki, gdyby ta powiedziała – skoro nie czuła się na siłach udawać przez święta, że wszystko jest w porządku – choćby „dobrze, daję ci pozwolenie na wyjazd, ale Nowy Rok spędźmy razem”. I gdyby Marta z nią szczerze porozmawiała o wypadku, a nie zamiotła sprawę pod dywan, sprawa by się rozwiązała.
Możemy równie dobrze założyć, że Oliwia wpada na taki pomysł, bo nie może znieść matki i jej problemu z alkoholem, bo ta najwyraźniej jest uzależniona jak wszyscy w powieści.
Nie, Marta nie zamierzała popełniać samobójstwa. Już nie. Depresję, którą zaliczyła po rozwodzie, miała za sobą, przynajmniej tak się doktor Kraszewskiej wydawało. Tamtego dnia, czy raczej nocy, pragnęła po prostu zasnąć. I obudzić się w innej rzeczywistości.
…a takie problemy leczy się nalewkami, bo jedyną alternatywą są narkotyki.
To robi się już męczące. Nie wierzę, że autorka nie spotyka się w życiu i prasie z innymi sposobami na odreagowanie traum niż alkohol i używki. Choć może to i dobrze, zaraz byśmy się dowiedzieli, że np. pójście do psychoterapeuty jest dla burżujów, zakładanie fundacji czy chodzenie po hospicjach próbą podreperowania wizerunku, a chrześcijańskie wybaczanie to oznaka słabości i głupoty. A o odnalezieniu hobby to już w ogóle nie ma co mówić, bo jak ktoś ma hobby, to pewnie znaczy, że nie pracuje dość ciężko albo coś.
Jej córka przyjechała do Sennej dwukrotnie, tylko po to, by rzucić kilka krytycznych uwag na temat wsi i dworu, pogapić się otępiałym spojrzeniem na wody jeziora, które Martę zachwycały tak samo w chwilach radości, jak i smutku, posnuć się po lesie. Na koniec Oliwia wyciągała rękę po pieniądze, a Marta bez słowa sprzeciwu oddawała jej wszystko, co zostało w portfelu. I tak się rozstawały. Jak dwie obce istoty, choć jedna kochająca, za to druga pełna niechęci.
Wasza córka po wypadku, jaki przeżyła w górach, zachowuje się dziwnie, jest apatyczna i wybucha złością na zmianę. Co to może oznaczać? TAK, NA PEWNO ZOSTAŁA ZGWAŁCONA! Trzeba więc zaprowadzić ją do ginekologa i podpytać go („ginekolog, do którego razem z Oliwią chodziły, zapewnił Martę, że nic takiego się nie wydarzyło”), nadwyrężając zaufanie córki, zamiast z nią porozmawiać. No a skoro córka nadal jest dziewicą, wystarczy dojść do wniosku, że po prostu od urodzenia nie ma serca. Proste!
Na pewno Marta kocha córkę – temu ciężko przeczyć – ale sposób, w jaki narrator lituje się nad Martą, a Oliwii dorysowuje rogi i kopyta, sprawia, że podziwiam tę ostatnią za jej umiejętność znoszenia całej tej toksycznej atmosfery.
Oliwia przysłała krótki list informujący o wyjeździe zagranicę. Nie omieszkała podać numeru konta i wyliczyć dokładnej kwoty, którą matka ma jej co miesiąc przysyłać. Jeśli oczywiście nie chce, by Oliwia dorabiała, prostytuując się. Marta, gdy tylko dostała list, chwyciła za telefon, próbowała dodzwonić się do dziecka, ale numer nie odpowiadał. Adresu zwrotnego na kopercie nie było. Oliwia spaliła wszystkie mosty, zatrzasnęła wszystkie drzwi, zerwała ostatnie więzi łączące ją z przeszłością.
Jeśli także w tym momencie Marta ją sforowała o oceny, to co się dziwić (patrz: jej metody wychowawcze z poprzedniego tomu). A z tą prostytucją to takie sarkastyczne? W sensie: rób co chcesz, ale daj mi spokój?
– Zapytaj raczej, Martuś, czy Oliwia jest na to gotowa. Zaszyłabyś się, jak my, na takim odludziu? – zwrócił się do dziewczyny. – Odnalazłabyś tu swoje miejsce na ziemi? Co dla nas jest azylem, dla ciebie może się okazać więzieniem.Bo sposób odreagowania Oliwii (odcinanie się od toksycznych ludzi) jest mimo wszystko zdrowszy od alkoholizmu?
Oliwia odpowiedziała wzruszeniem ramion, zaś oczy Marty, zwykle pełne ciepła i serdeczności, zwęziły się w szparki, a spojrzenie, jakie posłała stropionemu mężczyźnie, miało temperaturę zera absolutnego. Czy ten stary głupiec nie rozumie, że chce odzyskać córkę? Za wszelką cenę? Po co wyjeżdża z „odludziem” i „więzieniami”?!
– Odzyskam ten dwór, córciu, jeśli ci na tym zależy – odezwała się zduszonym głosem.
Bardzo pragnęła, by Oliwia powiedziała „tak”.
A Oliwia na to:
– Jeśli nie masz nic innego do roboty…
Zaś Marta, biedna, pokaleczona przez los i ludzi, których kochała, Marta, odczytała to jako pełne entuzjazmu: „Zależy mi, mamo! Bardzo!”. A może to jej zależało na powrocie do swego azylu? I słów córki potrzebowała jedynie jako alibi?
Biedna, skrzywdzona Marta. I niewdzięczna, chłodna Oliwia, która wchrzania się ze swoimi traumami w życie Marty zamiast całować jej stopy.
Marta i Mateusz debatują, jak tutaj odzyskać dwór. Okazuje się, że pośrednik to firma-krzak i nie odbiera telefonów, żeby było dramatyczniej i bardziej tajemniczo.
Super-Nataniel wkracza do akcji i rozpoczyna internetowe dochodzenie:
Odwrócił się na pięcie i nie czekając na Mateusza, ruszył do domu. Tam od razu usiadł przy komputerze. Jego smukłe palce, palce chirurga, jak lubiła powtarzać babcia Stasia, zatańczyły na klawiaturze.
Wiemy, jest wspaniały, stroi się w białe koszule i kamizelki do oporządzania koni i generalnie ogarnia się przed sezonem godowym. Babcia Stasia poleca.
Nataniel Googluje, puka w ekran, szuka… a tu…!!!
Bo w Krajowym Rejestrze Sądowym jednym ze wspólników którejś z podspółek był… Siergiej Sodarow.
OMG, co za zwroty akcji!
ROZDZIAŁ VII: SIERGIEJ PSUJE WSZYSTKIM HUMOR ZZA KADRU
Informacja, którą zdobyli Nataniel z Mateuszem, sprawiła, że ten świąteczny czas stracił swoje piękno i swój blask. Gdy tylko zostawali sami, a zdarzało się to nieczęsto, bo Marta z Oliwią zapraszały przyjaciół do siebie albo bezceremonialnie wpraszały się do nich – jak święta, to święta! – zaczynali zachodzić w głowę, co Siergiej chciał zrobić z dworem Marty. Po co go kupił, do licha?!
Wystarczy wspomnieć brudnego Siergieja i jego tarzanie się w błocie, by nastrój prysł.
– Ja starałbym się zadośćuczynić krzywdzie, jaką Marcie wyrządziłem – mówiłNataniel, patrząc niewidzącym spojrzeniem na zamarznięte jezioro. – Kupiłbym ten dwór i po prostu jej podarował.
To taki naturalny tekst.
Zresztą byłby większy problem, gdyby jakaś rodzina kupiła dworek i rzeczywiście planowała w nim zamieszkać, a jedyne opóźnienia były spowodowane opieszałością pośrednika. Z Siergiejem można się jakoś dogadać, dopiero co był u Nataniela skruszony, a ci zachowują się, jakby nic gorszego nie mogło się stać.
– Marta nic by od łajdaka nie wzięła!– No właśnie... Dlatego właścicielem dworu jest spółka.– Bo Marta nic by łajdakowi nie sprzedała!– No właśnie...I było po rozmowie i po domysłach.
Detektywi stulecia.
Postanawiają nie mówić nic Marcie, póki nie skontaktują się z Sodarowem.
Senna, wioska zagubiona wśród mazurskich lasów, nie potrzebowała słońca ani gwiazd, miała uśmiechniętą, jaśniejącą własnym blaskiem – blaskiem matki, która odzyskała dziecko, i kobiety, która wróciła do domu – Martę Kraszewską. Na dodatek jej śliczną jak z obrazka córkę, za którą miejscowi wodzili głodnym wzrokiem. I jeszcze uroczą dziewuszkę, czarnowłosą, żywą i radosną, odzianą wbiały kożuszek Królewny Śnieżki Emilkę, do której nie można się było nie uśmiechnąć...
Idzie wiosna, płodne kobiety w cenie, może nawet któraś jest matką dzieciaka, tyle zalet…
Intencje Sodarowa, człowieka nieobliczalnego, mogły być zarówno bardzo dobre,jak i bardzo złe. Był zdolny do wszystkiego. Mógł dwór Marcie oddać ot tak, w geście
dobrej woli, a mógł go po prostu spalić. Jako właściciel ziemi i domu miał do tego prawo. Wystarczyła asysta straży pożarnej, baniak z benzyną i zapałka...
Ja bym polemizowała z tym, że zgodnie z prawem można sobie ot tak spalić dom, ale dobra, już dziwniejsze rzeczy się w tym świecie wyprawiało. Może nawet nie podepną spalania tworzyw sztucznych pod wykroczenie…
A jeśli baniak z benzyną miałby wystarczyć, mimo wszystko zaniepokoiłabym się, jakie pokrycie ma ten cały dwór.
– I myślisz, że będzie tym Martę szantażował? Musiałby serca nie mieć...– A gdy figlował z twoją dziewczyną na pomoście, to serce miał? – odparł Mateusz, nieumyślnie raniąc tymi słowami przyjaciela.
No przecie jeszcze latem miał czarne. A jakiego koloru serce ma Mateusz, gdy cały czas sadzi teksty oburzające ludzi? Ostatnio co wypowiedź, to rozmówca bardziej purpurowy.
W dodatku zamiast zmienić temat, Mateusz zaczyna truć, że Nataniel rozwalił pamiętny pomost.
O szlag, teraz nie pozostało nic, tylko dzierganie na drutach albo zbieranie kwiatków.– I gdzie będziemy ryby łowić? – westchnął starszy mężczyzna, patrząc z nostalgią na słupy wystające z wody. Tylko to pozostało po miejscu ich męskich rozrywek.
– Niech Sodarowa czart porwie... – dodał, ale bez nienawiści. Nie należało rzucać takich słów w prawdziwej złości. Mogły wrócić do tego, kto je wypowiedział, ze zdwojoną mocą.Na ścieżce od strony lasu pojawił się Kazio Jarząbek. Dźwigał ciesielskie narzędzia, by dokończyć pokoik dla Emilki.
Uhuhu! Od razu wywołał demona z lasu!
Wszyscy zgodnie uznali, że do czasu wyjazdu Marty i Oliwii mała będzie mieszkać w dworku. Tam było wystarczająco dużo miejsca, by każda z nich miała swój pokój. Nataniel z Mateuszem przez ten czas mieli przebudować chatę nad jeziorem tak, by znalazł się osobny kącik dla Emilki i pokój, ciasny, ale własny, dla jej opiekuna. Dorosły facet nie powinien dzielić sypialni z obcą, bądź co bądź, dziewczynką. Sołtysina, gdy przyszła ze świątecznymi życzeniami, aż się za głowę – nieco teatralnie – złapała, widząc ciuszki Emilki rozrzucone po kawalerskim pokoju.
Czyli że robią remont, by oddzielić Nataniela od dziecka? Przydałoby się w takiej sytuacji zrobić remont dla wygody i prywatności, ale przecież spanie w kilka osób w jednym pokoju jest normalne, a jak ma się większą rodzinę, to i liczba osób na pokój większa. Czym tu się bulwersować? Czyżby Nataniel chwalił się wszystkim, że dostał dziecko-niespodziankę, zamiast pozwolić sąsiadom założyć, że przez jakiś czas będzie się zajmował swoim dzieckiem?
I następnym gościem w chacie nad jeziorem był ksiądz proboszcz, który zamienił z rozbawionym nieco Natanielem parę poważnych słów.– Tak się nie godzi – powtórzył za sołtysiną i biedny chłopak musiał przysiąc, że w jednym pokoju z obcym dzieckiem spać nie będzie.
To na serio jest dziwne. Ale za to zdobyliśmy kolejny dowód, że Kasia opisuje inny gatunek: wszyscy boją się, że Nataniel będzie przy dziecku wyprawiał brzydkie rzeczy z kolejną laską podczas okresu lęgowego, a to tuż-tuż. Pewnie niejeden sąsiad ich złapał pod płotem.
– Ze swoim mógłbyś, rozumiesz, chłopcze? Parę rodzin w okolicy ma swoje mroczne tajemnice. Niektórzy z szanowanych parafian śpią ze swoimi córkami nie tylko w jednym pokoju, jeśli mnie dobrze rozumiesz... Spowiadają się potem, biją w piersi, obiecują poprawę i... dostają rozgrzeszenie. Wszyscy, jeden w jeden, zakłamani i zepsuci do cna, od grzesznika po spowiednika.
Czemu proboszcz skarży się Natanielowi, że wszyscy pedofile z Sennej dostają rozgrzeszenie, jak najwyraźniej sam go udziela?
Ale ciiicho sza! Byle brudy wyprać w domu i dziewczyna, wykorzystywana przez ojca, brata czy wujka, nie zaciążyła... Lecz gdy obcy przygarnia z dobrego serca podrzutka, już się wrony i kruki zlatują, węsząc smakowity skandal.
Aha: wszyscy pedofile Sennej martwią się, że Nataniel też jest pedofilem.
Ludzie nie przestaną mleć jęzorami, choćby wyekspediował Emilkę na Księżyc. Znajdą inną szpilę, byle tylko wbić ją bliźniemu. Będą karmić się plotkami, podniecać czymś, do czego nigdy nie doszło, podjudzać nawzajem do co bardziej absurdalnych i krzywdzących podejrzeń. I nikt nie stanie w obronie ofiary, bo ryzykowałby, że wezmą „na ruszt” obrońcę. Wzorce zaś czerpią nie tylko z „internetów”, ale i z samej wierchuszki: w polityce afera goni aferę, wśród celebrytów skandal goni skandal, telewizja od rana do nocy nadaje ohydne programy, gdzie ludzie krzywdzą siebie nawzajem, obrzucają się błotem i są za to nagradzani. Publika im przyklaskuje. Szczuje jednych przeciw drugim. I nie ma nikogo, kto powie na głos: To jest złe! Tak nie wolno! Uczycie podłości wasze dzieci!
Ludzie się wtrącają, tacy podli!
Niemniej ta scena jest bardzo niepokojąca, bo najwyraźniej wszyscy podejrzewają, że sąsiad jest pedofilem, który przetrzymuje dziewczynkę, ale nikt nie dzwoni na policję, by wyjaśnić sprawę i ewentualnie pomóc dziecku, jeśli faktycznie coś jest na rzeczy.
Na szczęście ksiądz i sołtysina czuwają. Emilka mieszka w dworku z Martą i Oliwią, a chata nad jeziorem zyskuje powoli, acz systematycznie drugi pokoik, wygospodarowany z obszernej sieni. Wystarczy usunąć kawałek ściany – mniejsza, że mróz na dworze – wstawić niewielkie okno, potem podłogę zamiast polepy, dywaniki, obrazki i już można meblować.
Najdziwniejszy opis remontu, jaki widziałam.
– No i proszę! Twoja mała księżniczka ma własną komnatkę! – Kazio zatarł ręce, gdy ostatnie prace dobiegły końca.Był cieślą z dziada pradziada, dobrym cieślą. Gdyby nie zaglądał tak często do kieliszka, opływaliby, on i jego osierocona córka, w dostatki. Letnicy stawiali domy, koniecznie z bali, altany, huśtawki i stoły biesiadne. Ktoś, dla kogo drewno nie miało tajemnic, był na wagę złota.
No ba. W ogóle cała Polska byłaby teraz ze złota, ale ponieważ byle problem się zapija, brakuje rąk do pracy. I kilkuletnie Maćki giną.
Kazio zaliczki przepijał, terminy odwlekał dotąd, aż zniecierpliwiony klient zwracał się do kogo innego, a Jarząbków straszył policją. Kazio przyjmował wtedy następne zlecenie, część zaliczki zwracał pokrzywdzonemu, drugą część przepijał – trzecią ukrywała w porę Joasia, bo pomarliby z głodu – i tak się to kręciło jak Polska długa i szeroka. Każda wieś miała swoich Sidłów, co żony tłuką, każda miała swoich Jarząbków...
Biedna ta Asia. A za chwilę będzie jeszcze biedniejsza, zobaczycie.
Teraz siedział z sąsiadami przy stole w kuchni i opijał domowym grzanym winem, przyniesionym przez Mateusza, ukończenie pokoju dla Emilki.
Mateusz wie, że kolega jest alkoholikiem, ale wino musi się pojawić, bo nic się nie da zrobić. Jego wyczucie rośnie z rozdziału na rozdział, nie ma co.
Kazimierz chwali się córką:
– Z tym łobuzem zerwała zaraz po Wigilii! – zaprzeczył Jarząbek. – Już ja wiem, kogo ona tak wypatruje! Nataniel zapadł jej w serce, ot co!Chłopak zaczerwienił się lekko i pokręcił głową.– My z Joasią już sobie wszystko wyjaśniliśmy. Ja się nie nadaję na narzeczonego...
A oto jak subtelny ojciec zabierze się za ratowanie dobrego imienia córki:
Widziałem w dniu płoszenia kormoranów.– A czegóż to ci brakuje?! – oburzył się jego sąsiad. – Masz głowę na karku, dwie robotne ręce, korzeń jak się patrzy...
Nataniel zakrztusił się herbatą. Mateusz klepnął go w plecy i posyłając Jarząbkowi
gniewne spojrzenie, rzucił:– Jeśli w ten sposób będziesz córkę swatać, to starą panną zostanie!– Już ty się o moją córkę nie turbuj – prychnął Jarząbek, nagle rozzłoszczony tym,że musi żebrać u kaleki przychylność dla jedynaczki. – Ona powodzenie ma. Uparła się na tego ułomka, chociaż każdy jeden we wsi chętnie by na sianku z moją Joaśką pofiglował.
Tak właśnie.
Częstuje uzależnionego, a potem się dziwi i oburza, że pijany.– Daj spokój, Kaźmirz, pijany jesteś, bzdury gadasz. – Mateusz wstał, gotów zakończyć ten coraz bardziej nieprzyjemny wieczór.
– Do domu ci czas pójść. Aśka pewnie w oknie cię wypatruje. – Wziął Jarząbka pod ramię, ale ten odtrącił go ze złością.– Co, gościa za drzwi wyrzucasz?!– Nie jesteś moim gościem, ale owszem, wyrzucam, skoro zachować się nie potrafisz. Wstyd przynosisz...– Większy wstyd dla ciebie to on, ten chłoptaś. – Jarząbek wycelował palcem w Nataniela, który od dłuższej chwili siedział nieruchomo, ze wzrokiem wbitym w pusty talerz i pobladłą z odrazy twarzą. – Wiesz, co o nim po wsi gadają? Że machnął dziewczynie bękarta i precz ją pognał.
Tak to bywa, jak ma się wspaniały korzeń. Ale zaraz, nie może chodzić o bękarta głównego (5 l.), więc o co chodzi?
No to skąd pomówienia o pedofilię? Bo na tej strasznej polskiej wsi ojcowie nie zajmują się dziećmi bez molestowania ich?– A ta mała, Emilka niby, to czyja jest, jak nie jego i tej tam, co latem tu mieszkała?!
Prowadzał się z tą latawicą, obnosił z cycatką, jakby naszych dziewczyn, tutejszych, brakowało! Dziwka, kurwa jedna, co miejscowym za pięć dych dawała...Nataniel zerwał się na równe nogi. Chwycił Jarząbka obiema rękami za koszulę. Poderwał w górę i cisnął jak szmacianą lalką o ścianę. Tamten zaśmiał się szyderczo.
O matko, co za patusy.
– Co, Nat, myślałeś, że ona w tobie taka zakochana? W ciebie jak w obrazek wpatrzona? Niejeden ją zwyobracał, gdy wypuszczałeś kurwę z domu. Choć tania nie była...
Pięść sama uniosła się do ciosu. Mateusz przytrzymał ją, nim opadła na wykrzywioną złością twarz Jarząbka. W oczach Nataniela błysnęły łzy bezsilnego gniewu. Jedną ręką oderwał tamtego od ściany, drugą chwycił jego kurtkę, cisnął mu ją w twarz.
Kazimierz był już najwyraźniej na ścianie rozsmarowany, że trzeba było go od niej odrywać.
– Wynoś się z mojego domu! – wysyczał. – I nigdy więcej się tu nie pokazuj! Iwona jaka była, taka była, ale wolę ją niż tę twoją rozmemłaną córcię, co bić się byle łachudrze pozwala. Takiej szmaty, przetartej przez Sidłę, nie tknąłbym nawet kijem.
Ach ci mężczyźni. Obrażają się za pomocą upokarzania kobiet z otoczenia przeciwnika.
Z sieni, zza niedomkniętych drzwi dobiegł cichy jęk. Joasia, słysząc każde wypowiedziane przez Nataniela słowo, zatkała usta obiema dłońmi.
Ahaaaa, czyli Jarząbek stręczył córkę, która miała w odpowiednim momencie wejść i zaprezentować wdzięki Natanielowi?
Asia ćwiczy uwodzicielskie sztuczki, których nauczyła się w domu ojca-alkoholika, próbując nie zamarznąć; na striptiz za zimno
Jak śmiałaś być workiem treningowym dla narzeczonego, nie pokazuj mi się na oczy!Chłopak jednym szarpnięciem otworzył drzwi na całą szerokość, wypchnął Jarząbka za próg i rzucił do dziewczyny:– Zabieraj tego moczymordę i nie ważcie się przestąpić progu tego domu! Wynocha do swoich!
– On łgał, prawda? To, co powiedział o Iwonie, że dawała miejscowym... On kłamał... Mateusz?Ale mężczyzna uciekł wzrokiem.
Najlepszy przyjaciel!
Słyszał te plotki świeżo po wyjeździe czarnowłosej piękności, która tyle bólu zadała jego przyjaciołom. Po co było dodawać im cierpienia? Czy to, że była dziwką, coś zmieniało? Umniejszało zdradę? W jego oczach – tak. Spodziewać się po dziwce wierności to jak wyglądać deszczu na pustyni. Ale Nataniel nie znał jej drugiego oblicza. Dla chłopaka była zwykłą, choć niezwykle piękną i ponętną dziewczyną, godną jego miłości.
Inni też widzieli w niej piękność (10/10), dlatego w ogóle była godna jego miłości, nie to co Asia (7/10) czy Oliwia (8,5/10)…
– Ona nie musiała tego robić – wyszeptał. – Iwona. Nie musiała... tego robić. Miała pieniądze. Dawałem jej wszystko, co miałem.
– Nat, ona była prostytutką. Dałeś mi do przeczytania list, w którym otwarcie się do tego przyznaje. Taką miała naturę, ot co.
Jedni są skryci, inni dynamiczni, jeszcze inni mają naturę prostytutek i potrzeby społeczne spełniają za pomocą szybkich numerków za pięć dych.
Nie bądź głupi! Przyjąłeś ją pod swój dach, karmiłeś, opierałeś, kupowałeś drogie ciuchy i kosmetyki. Miała wszystko!
Jak kobieta z kosmetykami może się stoczyć?! Może skończył jej się róż i zapomniałeś jej dokupić?
– Nie wiesz, co kto ma w sercu – odparł cicho Nataniel. – Nic o niej nie wiesz. Tak jak ja – dodał gwoli sprawiedliwości. – Nie wiesz, co zmusiło ją do obrania takiej, a nie innej drogi. Nie wiesz, czym spowodowane były jej wybory. Już samo to, że dziecko oddała obcym, jak się wyraziłeś, coś o życiu Iwony i jej rodzinie mówi. Skoro rodzona siostra w Wigilię podrzuca tę dziewczynkę facetowi, który pierwszy raz na oczy ją widzi... Co musiała przejść Iwona, że bardziej ufa mnie niż im? Nie znając jej historii, nie wolno nam tej kobiety oceniać.
A poza tym jest taaaaka piękna! Gdyby Asia była taką laską, być może wysłuchałbym powodów, dla których daje się lać, a może nawet bym jej to wybaczył!
– Za to ty świetnie podsumowałeś Aśkę Jarząbek – odezwał się Mateusz z lekkim przekąsem. – Może jest głupia, tłuc się Sidle pozwala, ale szmatą bym jej nie nazwał. Masz wyjątkowe zdolności do zrażania sobie tutejszych...
No właśnie, ta to ma pecha. Nawet nie udało jej się zdobyć faceta, a i tak wysłuchuje, że się puszcza.
Nataniel na to milczy, a potem się kaja:
– Poniosło mnie. Po tym, jak Kazimierz powiedział... to o Iwonie... nie potrafiłem zapanować nad sobą. Po prostu szlag mnie trafił. Nie tyle na niego, co na nią. Na dziewczynę, której ufałem bezgranicznie, a która... za pięć dych... z miejscowymi... –
Dlatego postanowiłem zaatakować czyjąś córkę, a nie tę osobę, która mnie obraziła.
– Widzisz, liczy się tu i teraz. A tu i teraz mamy Emilkę, której matka siedzi w więzieniu. Jeśli i o tym zgraja się dowie, mała nie będzie miała życia. A przecież kiedyś musi pójść do szkoły. Jako córka prostytutki i kryminalistki?... Mój Boże, nawet nie chcę się domyślać, co będą o niej gadać. Dzieciaki mają długie uszy, powtórzą wszystko, co usłyszą w domu, a im mocniej zrani to naszą kruszynę, tym większy będą miały ubaw. Wiesz, jak dzieci potrafią być okrutne.
Komentarz byłby mądry, gdyby Nataniel miał jakiekolwiek dokumenty Emilki umożliwiające zapisanie jej do przedszkola. Póki co przetrzymuje dziecko bezprawnie.
– Wyjadę z nią. Wrócę do Warszawy – odezwał się Nataniel stanowczo.Ta, już! Jak ktoś będzie zadawał niewygodne pytania, to mów, że znalazłeś w kupie liści pod drzewem. Nikt się nie zorientuje, że nie twoje.
– To byłoby jakieś wyjście, ale tu masz dom i Emilka może go mieć. Tam będziesz się pętał z dzieckiem po wynajętych dziuplach, bo na nic lepszego nie zarobisz. Nie wtedy, gdy masz na utrzymaniu pięciolatkę. Ja mam inny pomysł, ale do tego potrzebujemy Marty. I jej córki.
Znowu dowiadujemy się, że Warszawa do piekło. A nim słońce przygrzeje, a śnieg stopnieje, lepiej mieć przygotowany wygodny materac. Jak nie Iwona, to Oliwia.
Jak widzimy, Marta jeszcze się dość nie nacierpiała i potrzebuje mocniejszych wrażeń w kolejnych rozdziałach.– A Oliwia to przecież mądra, śliczna i dobra dziewczyna!Z mądrą i śliczną Mateusz trafił. Co do dobroci serca, czy przynajmniej intencji, można było polemizować.




Ja bardzo nie lubię tak nazywać ludzi, ale w tej części analizy Nataniel zyskał rangę śmiecia ebanego. Święta Marta Mazurska (TM) to toksyczna menda jak zwykle.
OdpowiedzUsuńAż się zaniepokoiłam, widząc Twój komentarz, bo nie zapamiętałam tych rodziałów jako tak szokujące; Nataniel później wyprawia tak obrzydliwe rzeczy, że nie ma porównania. Wniosek jest taki, że muszę szybko skończyć i odłożyć książkę, bo zupełnie stracę sumienie, wyrosną mi paski od dresu i pójdę bić ludzi.
UsuńGdybym nie wiedziała do czego jest zdolna Michalag to bym powiedziała, że zaczynam się bać.
UsuńJezu, bedzie jeszcze gorzej? Zgadzam sie z wrazeniamy Mroznej, Nataniel jest ob-rzyd-li-wy.
UsuńEch, może źle to interpretuję i nie powinnam wysnuwać podobnych domysłów, ale mam wrażenie, że Nataniel to taka trochę fantazja o karaniu nieumartwiających się kobiet – słowa narratora można zbyć, przepychanki kobiet zrzucić na karb zazdrości i rywalizacji, ale Nataniel-mężczyzna służy w tej powieści do wyzywania i prania kobiet za złe zachowanie. Takie "Patrzcie, nie krytykuję ich, bo jestem zazdrosną babą, tylko dlatego, żę one tylko na krytykę zasługują!". Wiem, jak to brzmi, ale w 3/4 analizy drugiego tomu zobaczycie, o co mi chodzi.
UsuńPrania kobiet... a wiec czeka nas jeszcze przemoc fizyczna? Woohoo, cieple i mile powiesci Altorkasi...
OdpowiedzUsuń„– Emilka to duże i mądre dziecko. Na pewno wie, czym grozi wpadnięcie do studni, a jeśli nie wie, to jej wytłumaczysz. I wierz mi, mniej czyha na nią zagrożeń tutaj niż w wielkim mieście.” – Mój boru, jakie to idiotyczne. Przecież dzieci (najczęściej) nie wpadają do studni, bo są głupie i nie wiedzą, czym to grozi, więc chcą sprawdzić. Raczej dlatego że mają jeszcze słabą podzielność uwagi i jak biegają, to po prostu nie zauważają dziury w ziemi. Dlatego z reguły studnie wystarczy zabezpieczyć, w przeciwnym wypadku należałoby je zakopywać. Poza tym, jak ona sobie wyobraża, to „jak nie wie, to jej wytłumaczysz”? Stanie nad studnią i do niej krzyknie, „a widzisz, było wpadać, niegrzeczne dziecko?”? Tak samo jest z tym „zamiast umyć, zrobi się nowe” – jak ona wszystko traktuje niedorzecznie dosłownie. Ciekawe, czy gdyby usłyszała o burzy w szklance wody, nasłuchiwałaby grzmotów.
OdpowiedzUsuńMam też problem z tym nieadekwatnym językiem. Bardzo mi zgrzyta to zdanie na przykład: „Na dodatek jej śliczną jak z obrazka córkę, za którą miejscowi wodzili głodnym wzrokiem.” Jednak „śliczna jak z obrazka” kojarzy się raczej z dzieckiem, a „wodzenie głodnym wzrokiem” już nie.
„– Ze swoim mógłbyś, rozumiesz, chłopcze? Parę rodzin w okolicy ma swoje mroczne tajemnice.” – Mózg wyskoczył przez okno. To mówi ksiądz. Serio, to brzmi jak nakłanianie – nie martw się, nie jesteś jedyny, jeśli się dobrze ukryjesz, to dasz radę.
Końcowa rozmowa Kazimierza, Nataniela i Mateusza jest już tak niedorzeczna, że ciężko o komentarz.
Michalak ma straszne problemy z poprawną polszczyzną. Po prostu widać, że nie czyta, bo jej wyczucie językowe od wielu książek jest na tym samym poziomie.
UsuńNo co, dziecko jest mądre, a jak wpadnie do studni, to znaczy że było durne i nie szkoda!
Mnie bardzo drażni, że autorka ma przemyślenia dotyczące wychowania dzieci zupełnie od czapy. Bohaterowie całą książkę przerzucają Emilkę z rąk do rąk, jakby była workiem ziemniaków, ale to nie szkodzi, bo oni to są ci dobrzy, a "ciągłe zmiany nianiek ją uodporniły". Potworna bzdura, dziecko w takim wieku potrzebuje stabilizacji (nie bez powodu opieka naprzemienna po rozwodzie jest tak krytykowana), a wcześniej mimo wszystko miało matkę.
49 yrs old Graphic Designer Leland Rewcastle, hailing from Revelstoke enjoys watching movies like Only Yesterday (Omohide poro poro) and Pottery. Took a trip to Phoenix Islands Protected Area and drives a Mercedes-Benz 540K Special Roadster. skocz do tych gosci
OdpowiedzUsuń