2.6 Rozdział 14, 15 i 16

ROZDZIAŁ XIV: WSZYSCY WIEDZĄ, CZEGO CHCE MARTA

Jako że wiemy już, że życiu Emilki nic nie zagraża, rozdział ten jest właściwie pretekstem do zgromadzenia wszystkich w jednym szpitalu i rozmów o kompleksach Marty – to jest głównie o tym, kto i ile powinien zajmować się dzieckiem. Pod koniec przejdziemy do Siergieja.

Okazuje się (co za niespodzianka!), że ordynator…
po długich prośbach zgodził się przyjąć Siergieja Sodarowa, o ile lubelski szpital z kolei zorganizuje transport
W ogóle nie rozumiem tego, co tu się dzieje. Czemu mieliby nie przyjąć zakrwawionego człowieka? Czemu tu jakieś przerzucan… No dobra. W poprzednim rozdziale przecież okazało się, że szpital w Lublinie nie dysponuje absolutnie żadnymi środkami leczniczymi, znieczulającymi ani nawet odurzającymi. Nie ma to sensu i już.

Nataniel i Mateusz wpadają na Martę w szpitalu. Główny bohater na wieść, że Emilka dostała rozwolnienia, wpada w furię.
– Emilka jest w szpitalu? – Głos Nataniela zabrzmiał ostrzej, niż powinien. Marta westchnęła w duchu. – Dlaczego natychmiast do mnie nie zadzwoniłaś?!
Na co Marta broni się:
– Miałeś swoje sprawy…
No nie wiem, do tej pory akcja jest opisywana tak, jakby dziecko dopiero co przyjechało, chwilę temu wyszło na jaw, co się z nią dzieje i że będzie dobrze, a Marta jeszcze nie miała okazji zadzwonić. Celem jest jednak przedstawienie wątku „Marta próbuje odsunąć wszystkich od Emilki, bo sama chce być matką małego, lepszego niż Oliwia dziecka”, więc zaraz nagniemy czasoprzestrzeń…

Mateusz (czemu on?) wypomina Marcie okropne zachowanie:
– Nie wolno tak postępować, Martuś. Wybacz, duszko, że ci to mówię, ale nie wolno pomijać Nataniela w opiece nad dzieckiem. To on za małą odpowiada. Gdyby Emilce coś się stało, nie daj Panie Boże, on miałby nieprzyjemności, również karne. Jest dobrym człowiekiem, przymyka oczy na to, jak ją zawłaszczasz, ale w tej sytuacji… Tak nie wolno.
WSZYSCY zaraz będziecie mieć nieprzyjemności karne, jak wyjdzie na jaw, że nikt nie jest prawnym opiekunem dziecka.
Ciekawi mnie, z czyjego ubezpieczenia leczy się Emilka.

Potem jest akapit, jak Emilka chwali się, co obrzygała i jaką igłę jej wbijali.
Nataniel przytulił dziecko serdecznie, ucałował czarne włoski i małą rączkę, na której spod plasterka widać było wielki krwiak. Potem spojrzał na Mateusza, stojącego niepewnie przy łóżku dziewczynki, a czułość w jego oczach ustąpiła miejsca złości.
O, jak słodko… Ale Nataniel ma tylko dwa tryby: mała furia i duża furia (seksualna).
Bez słowa podał mężczyźnie kartę szpitalną i puknął palcem w miejsce, gdzie widniała godzina przyjęcia małej na oddział.
– Ósma trzydzieści – syknął. – A którą mamy teraz?
– Siedemnastą pięć. Wiem, Nat, wiem, tak nie powinno być, ale przecież…
– Ani telefonu, ani nawet zdawkowego esemesa.
To ciekawe, bo coś mi się ten czas nie zgadza. Emilka marudziła „od samego rana”, zdążyła jeść, przebierać się, czytać książeczki, aż Marta w ramach odwracania uwagi wymyśliła wspólny wyjazd na dworzec, gdzie zaczęła się choroba. Czyli albo Marta wyciągnęła dziecko z łóżka o szóstej rano, żeby zdążyć to wszystko zrobić, albo Mateusz z Natanielem wyjechali poprzedniego dnia. Co i gdzie tak długo wyprawiali? Co tak długo robiła Marta? W takim razie nie powinno nas dziwić, że ludzie tak gapili się na randkowiczów, skoro ci przez osiem godzin chichotali nad kawą. Zwłaszcza na brudną Martę.

No a teoria Mateusza?
– Nat, chłopcze, wiesz, jakie są kobiety. „Poradzę sobie” to ich ulubiona śpiewka.
Ty to znasz kobiety.
– Gniewasz się na mnie, wujku Natanielu? Obiecuję, że twojego samochodu nie obrzygam, tylko nie zostawiaj mnie tutaj…
– wtrąca naturalnie Emilka.

Wchodzi lekarz.
– Dzień dobry, Jarosław Hubert, ordynator oddziału. Przyjmowałem naszą małą syrenkę dziś rano – przedstawił się i nie zaprzątając sobie nimi więcej głowy, sięgnął po kartę. Studiował przez krótką chwilę zapisy temperatury i uwagi pielęgniarek, po czym zwrócił się do dziecka:
– Jak się czujesz, Emilko? Brzuszek nie boli?
Pokręciła z powagą głową.
– Wymiotów nie było, kał luźny, temperatura podwyższona…
Już myślałam, że to odpowiedź Emilki, ale nie, to znowu lekarz.

Temat szybko schodzi na Martę i na jej powrót do zawodu.
– Ach, przyjaciel Marty Kraszewskiej! – Doktor Hubert uśmiechnął się wreszcie. – Może pan zdoła ją namówić, by wróciła do zawodu?
Nataniel zmarszczył brwi, zaskoczony obcesowością mężczyzny.
– Raczej z nią, nie ze mną, powinien pan o tym rozmawiać, doktorze – odparł, ważąc słowa.
(...)
– Namawiam ją od samego rana i będę namawiał do skutku. Jest lekarzem z powołania i jej miejsce jest tutaj, przy pacjentach, nie na zapadłej wsi, gdzie dzierga kołdry, w międzyczasie niańcząc pana dziecko.
Ale chamstwo pod przykrywką komplementu, ja nie mogę. Musiał jej pocisnąć, że dzierga kołdry, a wszyscy jej znajomi to w ogóle głupie wsioki.

Nataniel za to doszkuje się obelg kierowanych w jego kierunku:
– Powierzone…
– Tak, rzecz jasna, dziecko, którym pan powinien się opiekować.
– Sugeruje pan, że źle się…
– Nic nie sugeruję – uciął Hubert.
Słowo daję, jakby Jarek był zaginionym ojcem Nataniela… Albo ktoś tu ma problem, by napisać bardziej zróżnicowane postacie.
– Przejdźmy do mojego pokoju. – To nie była prośba, a polecenie, lecz doktor Hubert znany był z władczości w stosunku do pacjentów i ich rodzin.
Kto wie, jak będzie tak samcoalfował przy Marcie, to może zdobędzie jej serce. Ją drażni szacunek.
– Zaraz do ciebie wrócę, skarbie – wyszeptał Nataniel, pochylając się ku nieszczęśliwej dziewczynce. – Przyniosę ci zabaweczkę z kiosku, dobrze?
Tak, musisz przekupić dziecko, żeby wyjść na dziesięć sekund. Potem będzie „chcę nowego kucyka” przy jedzeniu warzyw.

Kiedy tylko drzwi zamykają się za mężczyznami. Hubert wybucha, rozgadując się o Marcie.
– Oddział pediatrii powierzono mi dwa tygodnie temu. Jak wszędzie, tak i tutaj są niedostatki kadrowe. Nie wolno marnować takiego potencjału jak doktor Kraszewska…
– Wiem i rozumiem – wszedł mu w słowo Nataniel, coraz bardziej wzburzony. – Ale co ja mam na to poradzić? Przecież nie zmuszę jej do podjęcia pracy w szpitalu, skoro ona tego nie chce.
Panie, ale czemu do nas z tym!?
– Marta pragnie wrócić do zawodu – uciął mężczyzna. – Jedyną ku temu przeszkodą jest córeczka sąsiada, którą Marta wzięła pod opiekę. Pana córeczka.
Zobaczyłem Martę w towarzystwie dziewczynki i postanowiłem, że tak jest. No ale wracamy do konfliktu pod tytułem „kto komu odbiera dziecko”:
– Mówiłem sto razy, że to nie moje dziecko! Uprzejmie proszę mi tego nie imputować!
– Merytorycznie nie ma to żadnego znaczenia. Gdyby zwolnił pan doktor Kraszewską z tego obowiązku…
– Z miłą chęcią! Pytanie tylko, czy doktor Kraszewska pozwoli odebrać sobie dziecko, które od jakiegoś czasu zaczęła nazywać „córeńką”! – W oczach młodego mężczyzny błysnęła furia.
Wkurzał go ten doktorek i jego pomówienia. Wytykał Natanielowi, że przerzuca na Martę obowiązek opieki na dzieckiem, tymczasem było zupełnie inaczej!
Nataniel kompletnie nie potrafi dyskutować. Na szczęście w końcu postanowił zachować komentarze dla siebie i odpowiedzieć spokojnie:
– Nie potrafię odebrać Marcie dziewczynki – odezwał się znużonym tonem. – Pokochała małą, a Emilce jest u niej dobrze. Lecz jeśli pan, panie doktorze, namówi Martę na powrót do szpitala, wszyscy będziemy szczęśliwsi, proszę mi wierzyć. Ze swojej strony ręczę, że dziecko będzie pod dobrą opieką. Świat nie kończy się na Martach Kraszewskich.
W tym momencie Mateusz posłał mu urażone spojrzenie, ale Nataniel nie odwrócił wzroku. Dobrze byłoby przeciąć ten węzeł jak najszybciej, dopóki nikomu się jeszcze na szyi nie zacisnął. Z każdym dniem będzie coraz trudniej…
TE METAFORY! Jak niepokojąco.
– Proszę pozwolić, by to Marta opiekowała się dzieckiem aż do dnia wypisu. Niech zatęskni za atmosferą szpitala. Będę ją angażował w interesujące przypadki…
– Po co ta cała intryga? – odezwał się Nataniel. – Marta potrafi decydować za siebie.
– Nie zawsze nasze decyzje są trafne. Czasem podejmujemy je w gniewie czy rozpaczy i wtedy są zupełnie błędne. Kierować się należy umysłem, nie sercem, czego doktor Kraszewska nie rozumie. Miejsce takiego lekarza jak ona, lekarza z powołania, jest tu, przy pacjentach. Im prędzej do nas wróci, tym będzie szczęśliwsza – dokończył stanowczo.
Uderzające, że już po raz któryś mężczyzna z tej powieści rości sobie prawa do stwierdzania, z czym Marta będzie najszczęśliwsza. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku Jarka to tylko zabieg mający na celu wygranie dyskusji, ale mną jako czytelnikiem trzęsie, bo równolegle bohaterowie przeprowadzają wielką akcję sprowadzenia Siergieja z powrotem do Sennej.
Im pozostało jedynie przytaknąć. Pytanie, czy zgodzi się ze słowami Jarka Huberta sama zainteresowana…
– Mógłby pan zabrać dziewczynkę do mamy – zasugerował doktor. – Emilka nie jest, mam nadzieję, sierotą?
– Nie jest – mruknął Nataniel. Coraz mniej podobało mu się wścibstwo tego człowieka. Próby ingerencji w ich życie tym bardziej. I nagle postanowił zagrać va banque: – Rozumiem, że chce pan pozyskać nowego pediatrę, ale dlaczego akurat doktor Kraszewska?
W tym momencie Hubert uśmiechnął się rozbrajająco i odrzekł:
– Była moją pierwszą miłością, jeszcze ze studiów, i mimo tylu lat wciąż czuję do niej słabość.
Przed chwilą było, że jego pierwsza miłość to ktoś inny, mianowicie JEGO ŻONA. Ale skoro ta nie żyje, to można mówić cokolwiek; Krysia nie usłyszy i nie wytarga go za ucho. Mały spojler: co chwilę Marta będzie myśleć o Jarku jako o swojej miłości ze studiów, albo on tak o Marcie. Nie wiem dlaczego, bo z ich wspomnień wynika raczej relacja kumpelska, zwłaszcza że oboje byli zakochani w osobach, z którymi później się pobrali.

Mężczyźni wracają do Marty i w końcu wyjawiają, dlaczego znaleźli się w szpitalu. Tutaj skrócony dialog:
– Potrzebne nam było miejsce w tym szpitalu – odrzekł polubownym tonem.
Kobieta uniosła brwi w niemym zdumieniu.
– Dla Siergieja – dorzucił Mateusz.
NIESPODZIANKA, MARTUSIU! Będziesz mu grzebać w gnijącej tkance oka, prawie jak za starych czasów, cieszysz się?!
– Co tym razem? – Marta udawała obojętność, zadając pytania, a może rzeczywiście Siergiej zdążył jej zobojętnieć? – Znów zarobił kulę? Czy oberwał nożem? Nie boi się już policji, że miejsce mu w szpitalu szykujecie?
Zdążyłam już o tym zapomnieć, jako że Siergiej nic nielegalnego nie zrobił w poprzednim tomie.
– Siergiej jest w ciężkim stanie. Torturowano go. Leży w Lublinie, ale chcemy sprowadzić go tutaj, gdzie będzie wśród… – „przyjaciół” byłoby za dużo powiedziane – …swoich – dokończył.
Marta zbladła. Oczy jej zogromniały.
Jak każdej postaci od czasu do czasu.
– Pojadę do niego – zdecydowała nagle.
Nataniel chciał zapytać: „A Emilka?”, lecz przypomniał sobie słowa doktora. Nawet krótkotrwała rozłąka z dzieckiem była krokiem w dobrym kierunku, ale… czy ponowne pojawienie się Siergieja w życiu Marty, rannego Siergieja, którym znów będzie się czule opiekować, rzeczywiście było tym, czego Jarek Hubert oczekiwał?
„To nie twój problem” – odpowiedział stanowczo sam sobie. „Życie nie jest takie, jakie sobie wymarzymy, a świat to pole bitwy, a nie piknik. Pan doktor sugerował rozłąkę Marty z Emilką? Proszę bardzo, jesteśmy do dyspozycji. Ja i Sodarow. Reszta należy do pana, doktorze Hubert”.
Przyznajcie, przemyślenia Nataniela są boskie.
– Jedź – odparł na głos, ku konsternacji Mateusza, który spodziewając się nieco innej odpowiedzi, spojrzał na chłopaka wzrokiem zbitego psa. Nataniel powtórzył: – Miałem wracać do Lublina z Mateuszem, ale to dobry pomysł, byś pojechała zamiast mnie. Jesteś lekarzem. Będziesz wiedziała, czy Siergieja można stamtąd zabrać czy nie.
Marta pochyliła się ku dziewczynce, by pożegnać się z nią i obiecać, że niedługo wróci, zaś Nataniel wyszedł za Mateuszem na korytarz.
Starszy mężczyzna miał w oczach taki smutek i rezygnację, że chłopakowi ścisnęło się serce, jakby to jemu odbierano ostatnią nadzieję.
Tutaj Mateusz robi się dużo bardziej smutny, ponieważ znowu obserwuje, jak po miesiącach niepodejmowania żadnych działań nadal nie udało mu się zdobyć serca Marty.
– Odbiorą mi ją obaj. Jeśli nie Sodarow, to ten przemądrzały doktorek. Widziałeś, jak sobie poczynał, jak rozstawiał nas po kątach? Już ma gotowy cały plan: ty tu, Marta tam, dla mnie w owym planie miejsca wcale nie ma. Pamiętasz, jak w Wigilię prosiłem cię, żebyś próbował zatrzymać Oliwię?
Poważnie, przecież przez tyle czasu nie kręcił się koło niej nikt, a on co? Jedynym jego planem na zdobycie Marty było zeswatanie Nataniela z Oliwią. Może wszystkie jego związki rozpoczynały się od podwójnych randek i nie wie, że da się inaczej?
– Roiłem sobie, że z Oliwią zostanie Marta. I patrz, moje prośby zostały wysłuchane, teraz Marta naprawdę ma dla kogo zostać w Sennej, tylko nadal nie będę to ja… – Głos mu się załamał, więc umilkł, by przed młodszym mężczyzną nie wyjść na kompletnego mazgaja. I nieudacznika.
Sytuacja Mateusza jest tak tragiczna, że Nataniel zostaje porażony włócznią empatii.
Mateusz musiał znosić powroty i odejścia Marty wciąż od nowa. I nigdy nie dostał od niej nawet namiastki miłości. Jego rozpacz i samotność były po stokroć trudniejsze do zniesienia, bo rana nie miała szans się zagoić.
Niech ten cholerny Siergiej czy, jeszcze lepiej, ten pieprzony doktorek biorą sobie Martę Kraszewską raz na zawsze, byle nie przysparzać więcej cierpienia dobremu człowiekowi, jakim był Mateusz!
Marta nie wie, jak to bez niej mężczyźni kręcą się w kółko i cierpią, więc wypowiada straszne słowa…
Marta, nieświadoma tych myśli i uczuć, jakie wzburzyła, wyszła z pokoju i rzuciła krótko:
– Możemy jechać.
…ewentualnie domyśla się i jest trochę poirytowana, że całe życie musi znosić zakochane robactwo rzucające się jej do stóp.
Nataniel nie mógł na to patrzeć.
„Muszę coś wymyślić!” – Uderzył pięścią w pięść w bezsilnym gniewie. „Muszę poszukać dla Mateusza miłej kobiety, dobrej i prostej jak on sam!”
Pierwszy tajny plan bohatera, który mi się podoba! Szkoda, że Nataniel poczeka z realizacją do połowy kolejnego tomu.
Ale takich kobiet nie kupowało się na bazarku w Piszu. Trzeba było je odnaleźć, te ciche, szare myszki, zapomniane przez męski świat, uganiający się za młodszymi i piękniejszymi. Odnaleźć, a potem zachęcić, by wyszły ze swoich skorup, ukryte tam od lat przed ludźmi, którzy ranią, dziećmi, co odchodzą bez pożegnania, niechcianymi wspomnieniami i pogrzebaną nadzieją na miłość. A nawet gdy się je odnajdzie i wywabi na światło dzienne, trzeba jeszcze cierpliwie i łagodnie je nakłonić, by zaufały. Ten jeden, ostatni raz.

ROZDZIAŁ XV: SIERGIEJ NIE MA OKA

Rozdział jest o tym, że Siergiej nie ma oka. Wyłącznie.
Marta weszła do cichej, ciemnej sali
Nie włączyła światła, żeby było dramatyczniej.
Nikłe światło nocnej lampki walczyło z mrokiem, litościwie ukrywając zmasakrowaną twarz mężczyzny.
W ogóle wstęp jest mało ciekawy, może lepiej streszczę:

jeden akapit Marta wchodzi do sali;
jeden akapit podchodzi do łóżka;
jeden akapit myśli o dotknięciu ręki Siergieja;
jeden akapit dotyka dłoni Siergieja.
Było to muśnięcie leciutkie jak dotyk motylich skrzydeł, a jednak poczuł je, uniósł powiekę jedynego oka i wyszeptał:
– Marta…
„Jedynego oka”, żeby czytelnik nie zapomniał, że teraz Siergiej jest BIEDNY i UŁOMNY jak, nie przymierzając, jakiś kuternoga, więc będzie mógl zostać dobrym bohaterem.
– Jestem przy tobie – odrzekła, z trudem panując nad łzami. Mateusz nie przesadzał, opisując stan Siergieja. Jego rzeczywiście torturowano. – Chce cię zabrać do domu.
Rzeczywiście go torturowano, naprawdę nie ma oka! I już nie jest najpiękniejszy w uniwersum, może nawet nie mieć sił, by mną ciskać o drzwi!
Powieka zacisnęła się.
Jedna, pamiętajmy.
Na słowo „dom” po zarośniętym policzku mężczyzny spłynęła łza. Otarła ja gestem tak serdecznym i czułym, że policzek znów powilgotnial.
Pojedyncza łza z pojedynczego oka…

Marta chwilę myśli, co by tu powiedzieć, po czym postanawia zakończyć wizytę.
– Porozmawiam z lekarzami – odezwała się półglosem, gotowa działać.
– Zostań – powieka uniosła się gwałtownie. W źrenicy, jedynej, która posiadał, błysnął strach. – Jeszcze nie odchodź, liubimyja moja.
JEDNĄ powieka, JEDNĄ źrenica. Prześmieszna tą książka. Pewnie w tym uniwersum ludzie mają klub ludzi z pojedynczymi rzeczami i połowa męskich bohaterów do niego należy.
Pochyliła się, dotknęła ustami jego dłoni. Przytuliła policzek do szorstkiej skóry i zamknęła oczy.
O nie, teraz jest pięć akapitów jaki to Siergiej jest wielki, męski, owłosiony, szorstki i śmierdzący. I bez oka.
– Możemy przewieźć go w każdej chwili – mówil kilka kwadransów pózniej lekarz dyżurny. – Oczywiście karetką, pod kontrolą.
Pod kontrolą, proszę się nie bać, przypniemy go pasami i może nie wpadnie w szał.

Nagle lekarz sugeruje zabranie gdzieś Siergieja, bo „służby się nim interesują” (ciekawe, co to lekarza obchodzi), no i tutaj muszę skopiować dłuższy fragment, bo cyrk na kółkach:
– Nasze czy… jakieś inne?
– Nasze, jak na razie. Może wywiezienie go stąd to niegłupi pomysł? – Lekarz pokiwał w zamyśleniu głową.
– Myślisz, że tamci go nie znajdą? Spod ziemi go wykopią, jeśli wyrwał się z ich parszywych łap! – prychnęła. – Wiadomo coś więcej? Gdzie był? Kto go tak potraktował?
Zaprzeczył.
– Nasz Czerwony Krzyż dostał sygnał z Ukrainy, że mają ciężko rannego Polaka, naszego obywatela, do wywiezienia z obszaru wojny. PCK wysłał ludzi. Zgarnęli go z polowego szpitala, a wtedy był w znacznie gorszym stanie niż dziś.
Aha, czyli on tego Ruska gra, by nadać sobie aury tajemniczości i bandytyzmu (pamiętajmy, że Marta cały czas bała się go jako gangstera przed rozpoczęciem z nim związku), a tak naprawdę to pewnie ma tylko ojca ze Wschodu, albo mieszka w Polsce milion lat, że sobie załatwił obywatelstwo.

Lekarz wypytuje, co to za znajomy, w ogóle strzela jakimiś żarcikami, puszcza oczko:
– Jestem tylko lekarzem. Nie mieszam się do spraw naszych braci ani żadnych innych – ucięła, chociaż słowa lekarza zmroziły jej serce.
– To specjalnie nie przeszkodzi im zamieszać się w twoje sprawy… Decyzja należy do ciebie. Sodarow nie jest aresztowany i może wypisać się w każdej chwili na własne zadanie. Jeśli opłacisz transport, jest twój. – Puścił oczko, by zabrzmiało to jak żart, ale Marta zarumieniła się mimowolnie.
– To tylko znajomy.
– Jasne, jasne.
Koniec konców Marta bierze na siebie odpowiedzialność za przetransportowanie Siergieja. PLANY CHCĄ POKRZYŻOWAĆ PODLI MUNDUROWI:
Wróciwszy do sali numer cztery, Marta natknęła się na dwóch mężczyzn w mundurach. Zmierzyli ja ciężkim spojrzeniem. Ona postanowiła zaatakować pierwsza:
– Kim panowie są? Kto was tu wpuścił? To szpital!
– Chcieliśmy zamienić kilka slów z panem Sodarowem, zanim zniknie nam z radarów
Oni są jak źli policjanci z kreskówek. Już wiedzą, że i tak nie uda im się złapać bohatera-psotnika.

Siegiej wymykający się sprawiedliwości

„Mundurowi” ogłaszają, że mają pozwolenie od dyrektora szpitala, a Marta im wierzy i wygaduje głupoty:
– Rozmawiajcie więc. – Skinęła dłonią. – Jako lekarz rodzinny pana Sodarowa siądę sobie w kątku i zajmę się lektura. Nie będę przeszkadzać.
– Rozmowa będzie miała charakter poufny.
– Obowiązuje mnie tajemnica lekarska. A pacjent, jeśli będzie chciał, powtórzy mi wszystko słowo w słowo, bo jestem nie tylko jego lekarzem, ale i przyjacielem.
Byłoby zabawnie, gdyby jej kłamstwo wyszło.
– Wie pani, że moglibyśmy go aresztować? – To już zabrzmiało groźnie.
Cyrk!!!
– Byłem obserwatorem – odezwał się nagle Siergiej.
Wszyscy troje zwrócili się w jego stronę.
– Nie brałem bezpośredniego udziału w walkach.
– Czy jest ktoś, kto poświadczy pana słowa? – Porucznik Kotowski stanął przy lózku, patrząc beznamiętnie na zmasakrowaną twarz rannego, kompres, zakrywający pusty oczodól i okaleczoną prawa dłoń.
Kompres na oku, pamiętajcie! Mundurowi powinni się zainteresować, czy nie jest piratem.
– Popytajcie w SWW*. Ja nie podam żadnych nazwisk.
– Rozumie pan, ze…
– Nie. Nie rozumiem. Tamci nie wyciągnęli że mnie niczego i wam równiez nic nie powiem. Możecie mi wykłuć drugie oko.
PATRZCIE, JESTEM UŁOMNY I MNIE BOLI!!! JESTEM JAK NATANIEL, TYLKO LEPSZY, BO PIĘKNY I EGZOTYCZNY.
– My nie działamy w ten sposób! – żachnął się porucznik, ale Siergiej nie miał mu już nic do powiedzenia. Odwrócił lekko głowę, żeby intruz to zrozumiał.
– Cóż, dobre i to. – Mężczyzna skinął na swojego towarzysza i ruszył do drzwi. Zatrzymał się na chwilę przy Marcie. – Proszę wstrzymać się na dwa–trzy dni z przewożeniem pana Sodarowa do Olsztyna.
Marta w tym momencie uniosła brwi z niebotycznego zdumienia.
A co, w Olsztynie będzie nie do odnalezienia?
Zasalutował jej i wyszedł.
Marta odwraca się do Siergieja i zaczyna się na niego wydzierać, że jak mógł itd.
Jej gniew opadł tak szybko, jak zapłonął. Czy wymówki miały sens? Teraz? Przywróca Siergiejowi oko albo sprawną rękę?
…Ale zaraz jej przechodzi. Przecież to nic nie da, ON NIE MA OKA!!! Powinni z Natanielem przebrać się na karnawał za postacie z Disneya, by zabawiać Emilkę: kuternoga doklei brodę i będzie Hektorem Barbarossą, a Siergiej wystąpi jako Ragetti. Będą porywać Martę i więzić ją w szafie, żeby wszyscy się dobrze bawili.
– Chciałeś sobie udowodnić, że jesteś twardzielem? – Głos się jej załamał, gdy patrzyła na biały bandaż spowijający jego dłoń.
W sumie głupi to moment na prawienie morałów. Pewnie Siergiej nadal jest w szoku.
– Niczego nie chciałem udowadniać – odezwał się cicho. – Miała to być pokuta za to, co ci zrobiłem.
Oniemiała. I poczuła ten sam gniew co przed chwilą.
Toksyczne przekomarzanki na reanimację związku.
Powoli odwrócił twarz w jej stronę. Jego jedyne oko błysnęło w ciemności niczym u wilka.
A, rzeczywiście, on ma tylko jedno oko! Jeszcze byśmy zapomnieli, głuptaski.
– Daruj sobie, Marta. Po prostu wyjdź.
(...)
Marta nie była „każda inna”. Ona wiedziała, co znaczy pewna sentencja: „Kto przestaje być przyjacielem, nigdy nim nie byl”. Czy Siergiej sobie tego życzył czy nie, ona, Marta, będzie przy nim, dopóki sama nie uzna, że może odejść, bo jego „Zostaw mnie w spokoju” przyjaciół nie obowiązywało. Właśnie tak!
Jakoś mi się wydaje, że większość osób na jej miejscu wolałaby zostać i wyjaśnić sprawę. Choćby z ciekawości.
Wyciągnął do niej okaleczoną rękę.
– Przepraszam. Nie chciałem, by tak to zabrzmiało.
Ujęła jego dłoń, zamknęła w swoich.
– Raniliśmy się wiele razy. Może czas z tym skończyć? – W jej głosie brzmiał już tylko smutek. I zmęczenie. To był dlugi… bardzo długi dzień.
Miała nadzieję, że zaprzeczy, ale on odparł:
– Może… Ale nie tak. Nie jako wrogowie.
Przytaknęła bez słowa, walcząc ze łzami.
Och, tyle emocji!

ROZDZIAL XVI: NATANIEL BOHATERSKO WYGRYWA POJEDYNEK ROKU

Skoro już wyjaśniliśmy, co z Emilką i Sodarowem, możemy wreszcie porzucić wątki szpitala, chorób, dramatycznych tortur i nikczemnych ludzi; wracamy do Nataniela i jego ulubionych rozrywek! Teraz dopiero będzie obrzydliwie, wybuchowo i przemocowo.

Rozdział zaczyna się Natanielem, który z powodu sezonu godowego tryska energią i zadowoleniem.
Wyszedł przed dom, z rozkoszą wciągnął do płuc powietrze pachnące jak nigdzie indziej. Pąkami liści rwącymi się do życia. Wiosennym deszczem, drobnymi kroplami skapującym na żyzną, świeżą ziemię. A już najbardziej obietnicą, tak właśnie: obietnicą nowego dnia, kiedy wszystko, co najlepsze, dopiero przed tobą.
Jeden dzień bez dziecka i smęcących znajomych, a już taka euforia! Ale ten człowiek nienawidzi ludzi.
Nataniel wierzył, że wszystko będzie dobrze. Promień słońca padł na nagi tors młodego mężczyzny. Mięśnie zagrały pod skórą.
Temat rozdziału: Nataniel jest SEKSOWNY.

Czuł się pełen życia i energii, gdy nie zważając na wiosenny chłód, chwytał w dłoń siekierę i rozłupywał pieniek brzozy na pół.
Ale wiecie, ten entuzjazm to tak wyjątkowo, zaraz mu się coś nie spodoba. Zobaczycie.
Zje szybkie śniadanie, oporządzi zwierzęta, najpierw własne, potem Siergieja, następnie krótka wizyta z Trusią u weterynarza i koło południa będzie w szpitalu, przy Emilce.
Właśnie, nagle okazuje się, że pies był chory od kilku dni, tylko ten wątek jakoś nigdzie się nie pojawił.
– Nie bój się, mała – rzucił przez ramię do pieska, który kilka dni temu zaczął pokasływać. – Jeszcze tylko jeden zastrzyk i koniec. Możemy uznać cię za wyleczoną.
Drogi do lecznicy były dwie: jedna na skróty, przez las, a potem szosą asfaltową, druga dłuższa, za to bardzo malownicza – okalająca jezioro – i tę Nataniel wybrał, jeszcze za mało mając wiosny i słońca.
A ten jeszcze truje to ukochane środowisko, fajnie.
Podjazd przy lecznicy świecił pustkami.
Może zamknięte? Nie, to tylko Element Pouczający, ewentualnie „porozmawiajmy o podłości ludzkiej”:
Nie tylko dlatego, że pora była wczesna, po prostu miejscowi rzadko chodzili ze swoimi zwierzakami do lekarza. Wydawać stówę na zastrzyki, bo pies zachorował?! Wolne żarty. Psów jest ci na wsi dostatek.
A ciekawe, skąd on to wie. Niedawno to ci wstrętni miastowi krzywdzili zwierzęta, tak jak poprzedni właściciele Trusi.
Nie ten, to będzie inny, którego miastowi do lasu podrzucą na zatracenie. Co innego krowa czy prosiak – o te się dbało, bo przynosiły zysk. Pies był jedynie darmozjadem, niczym więcej…
Ee, to w końcu którzy to ci źli?
I czy autorka naprawdę myśli, że w takiej sytuacji lecznica nie zostałaby zamknięta po miesiącu bez żadnych klientów? Wystarczyłby jeden weterynarz od trzody w okolicy.

Nataniel wchodzi do gabinetu.
O dziwo, przy szafce z lekami stała, ustawiając buteleczki sobie tylko znanym systemem, dwudziestoparoletnia rudowłosa i szarooka dziewczyna, którą Nataniel widział tu po raz pierwszy.
No i masz! Zaraz będzie namiętne tarzanie się na stole, a pies wyląduje na podłodze.
Nieznajoma, odziana w zielony lekarski fartuch, odstawiła buteleczkę z lekiem i uśmiechając się do Nataniela, czy raczej Trusi, szeroko, wskazała dłonią stół. Biedna psina na ten widok zaczęła trząść się jeszcze bardziej.
„Biedna psina na ten widok”…
TEN PIES JEST ŚLEPY, HALO!
NIE MA OCZU!
NIC NIE WIDZI!!!

Liczenie do dwóch jest takie trudne! Proszę, postanowiłam wspomóc autorkę małą ściągą:

Ściąga w tabelce dla Michalak

Weterynarz przedstawia się, a Nataniel ma dziwne skojarzenia z butami.
– Doktora Rumskiego nie ma? – zapytał.
– Jestem jego zmienniczką, właśnie kończę studia. Zofia Micińska.
Wyciągnęła do Nataniela rękę, a gdy podał swoją, przedstawiając się, odpowiedziała mocnym uściskiem. Spodobało mu się to. Lubił, gdy dziewczyna podawała zdecydowaną dłoń, a nie coś miękkiego i nijakiego jak żelowa wkładka do butów.
Pies zostaje zbadany i dostaje zastrzyk.
Obserwował dziewczynę przez cały ten czas. Nie należała do piękności, miała zbyt ostre rysy, nieco nieregularne do tego.
Nataniel, zostaw te wszystkie biedne kobiety w spokoju.
Nos usiany piegami i ogniste włosy związane w koński ogon – oto cała doktor Zosia. Ale… miała w sobie coś tak kojącego, taki spokój i serdeczność, że Nataniel – porównując tę dziewczynę z równie rudowłosą i wielkooką Oliwią – dał duży plus Zosi Micińskiej.
ZOSTAW!
Ładny miała uśmiech. Ciepły. Bez krzty fałszu.
WYJDŹ!

Kobieta przypomina Natanielowi o szczepieniu na wściekliznę.
– Wiem, pamiętam. Mam to zapisane w kalendarzu.
– Naprawdę? – zdziwiła się.
Należał do nielicznych, którym nie trzeba było przypominać o szczepieniu psa. Lekarze weterynarii uwielbiali takich pacjentów. Nie dlatego, że przynosili dochód, lecz dlatego, że dbali o zwierzęta nie tylko gospodarskie, ale i domowe.
Narrator tłumaczy, tak na wszelki wypadek.
Weterynarze – dobrzy.
Prawnicy – źli.
Kamienicznicy – piekło i szatani.

Nataniel zagaduje dziewczynę i wyciąga z niej, co tu robi i gdzie mieszka.
– Jesteśmy więc sąsiadami – stwierdził, czując zadowolenie, które wcale mu się nie podobało. „Chyba nie zaczniesz podrywać tej dziewczyny? Mało ci tęsknoty za Oliwią?” – sarknął na siebie w duchu.
– Mieszkasz w chacie po drugiej stronie jeziora? Niedaleko rancza Sodarowa?
– Znasz go?
Wszyscy znają czarne serce, ojej! Pewnie też uprawiała z nim seks na pomoście!
– Przed studiami pracowałam u niego. Przy koniach. Domyślasz się, że uwielbiam konie, jak chyba każdy weterynarz. Fajny człowiek. Ratuje zwierzęta z transportów śmierci. Za to naprawdę go lubię.
W jej głosie nie było nic więcej oprócz życzliwości, gdy mówiła o Siergieju. Jeśli Nataniel doszukiwał się resztek uczuć, cienia romansu, musiał się rozczarować. Pozytywnie rzecz jasna.
Fakt, dawno nie było nic o tym, że z wierzchu Siergiej jest niecnym bandytą, ale tak naprawdę ma miękkie serce. 
– Ja się teraz zajmuję jego końmi – odparł. – Jeśli chcesz, możesz wpaść. Nie potrzebuję pomocy przy codziennych obowiązkach, ale moglibyśmy pojechać w teren.
O, bohater zaraz uświadamia sobie, że ma największą zaletę Siergieja: konie Siergieja, na które można podrywać laski.
– Super! Tego mi właśnie w Sennej brakowało!
(...)
Proszę, oto numer mojej komórki. – Podała mu prostą białą wizytówkę z imieniem, nazwiskiem, adresem, telefonem i wizerunkiem zabawnego corgi. Przyjął ją z uśmiechem.
„OMG, RUCHANIE” – pomyślał Nataniel.
– Będę dzwonił. Uporam się tylko z pilnymi obowiązkami i będę dzwonił – zapewnił, czując, że bardzo pragnie towarzystwa tej dziewczyny w samotnych dotychczas wędrówkach. – Jeśli nie przydarzy się to w najbliższym tygodniu, nie myśl, że zapomniałem, dobrze? Pewnie o tym nie wiesz, ale opiekuję się córeczką znajomej. Jest nieco absorbująca, jak to pięciolatka, ale na co dzień mieszka z Martą Kraszewską… – Urwał nagle. „Po co jej to mówisz, na miłość boską?! Tej dziewczyny nie interesuje twoje życie rodzinne! Ogarnij się, człowieku, i zamilcz!” – zbeształ się w duchu.
– Wiem wszystko. – Uśmiechnęła się.
Bo jestem stalkerem!

Nie, tak naprawdę okazuje się, że Marek Sidło jej o wszystkim nagadał.
– Marek Sidło nie omieszkał streścić mi wydarzeń ostatnich miesięcy, gdy tylko natknęłam się na niego przy spożywczym. Z godzinę mi nawijał o tobie, twojej dziewczynie, doktor Kraszewskiej i jej córce.
– Ja już nie mam dziewczyny. Rozstaliśmy się – sprostował, rumieniąc się mimowolnie.
Uff, mało brakowało, a spłoszyłby dziewczynę. Na szczęście doktor Zosia pamięta, że jest ruda, a w tym tomie każda nowa ruda postać zobligowana jest do nawiązywania romansów. Tak jak bruneci w pierwszej. Zapewne w ramach trzeciego tomu romansować będzie można tylko z ludźmi o blond włosach, by szatynka-Asia nigdy nie dostała swojej szansy.

Dobra, randka umówiona, można spadać.
– Pamiętaj o szczepieniu! – zawołała, gdy wsiadał z pieskiem do samochodu.
– Nie zapomnę. Ale prędzej, mam nadzieję, spotkamy się w stajni Sodarowa.
I tu się mylił.
Bo plany planami, a los i tak robi, co chce.
Ale ten narrator… w sumie nie wiem co. Został alkoholikiem i mu wszystko jedno.

Nataniel wybiera się do Emilki, ale najpierw prężenie muskułów:
Jeszcze musiał dokończyć rąbanie drew na dziś, bo zbierało się na wiosenną burzę. Ściągnął koszulę, czując na nagiej skórze przyjemny chłód, uniósł siekierę i jednym ciosem rozłupał polano.

Nagle Trusia warczy. To taki znak, wiecie, bo psy nie lubią nadchodzącego ZŁA.
Drogą od strony lasu nadchodziła Oliwia. Śliczna, wiosenno-płomienna Oliwia. Widząc chłopaka, przyspieszyła kroku, a potem ruszyła biegiem. Ze śmiechem wpadła mu w ramiona, on obrócił ją dokoła, uradowany tak samo jak dziewczyna. Nagrodziła go za tę radość długim, namiętnym pocałunkiem.
Nieeee! Ja mam już inną dziewczynęęęę!

Zaczęła się wiosna i jęki. Właściwie to chciałam streścić i ominąć kilka kolejnych akapitów, ale się nie da. No tak jest u Kasi czasem, że się nie da po prostu normalnie skomentować.
Doktor Zosia, o której przed chwilą jeszcze myślał, teraz zniknęła z jego życia, jakby nigdy w nim nie zaistniała. Była tylko Oliwia. Obłędnie pociągająca, pełna ognia Oliwia.
– Dokończymy w domu? – zaszeptał.
Błysk w jej złotych źrenicach wystarczył za odpowiedź.
Dobra, dziesięć minut wcześniej umówił się na randkę z kim innym, ale niech mu będzie. Dla niego istnieje tylko Oliwia, tak.
Oczy wypełnione nienawiścią śledziły każdy ich ruch.
...czyli znowu stalkowanie i zanim przejdziemy do zakochanej pary, poczytamy sobie o zaciskaniu ud pod domem.
Nie umknęło uwagi tej, która – mając obsesję na punkcie młodego mężczyzny – zakradała się pod jego dom, czatowała przy drodze, żeby wiedzieć, kto do niego przyjeżdża, a teraz patrzyła, zaciskając uda z całych sił, owładnięta wściekłym pożądaniem i takąż nienawiścią, jak tych dwoje dopada siebie, całuje, dotyka tam, gdzie ona chciała być dotykana.
Nie dość, że chamski autoplagiat, to jeszcze szczyty żenady. 
Natanielowi, niosącemu Oliwię na rękach do domu, coś tam błysnęło w pamięci o zwierzętach, o dziecku, które na niego czekało
Dosłownie przed chwilą mieliśmy o tym, jak to wszystko ma w kalendarzyku i o wszystkich dba.
Niecierpliwie zawalczył z jej dżinsami, zsunął swoje i wreszcie mógł zrobić to, o czym marzył w bezsenne, samotne noce.
Ej, ale oni nie ściągnęli majteeeek! Powiedział Globisz.
– Powiedz to – wydyszała. – Powiedz, że mnie kochasz.
Lol! A ten udaje, że nie słyszy i pompuje.
Na szczęście Oliwia zmienia się w kłodę, Nataniel orientuje się, że wypadałoby tu walnąć deklarację miłosną, pada „KOCHAM CIĘ” Nataniela i mamy dalsze pompowanie.
Krzyknął z niespodziewanego bólu i eksplodował.


Tym razem nie dam się nabrać; założę się, że jakoś przeżył.
Uśmiechnęła się leniwie. Scałował ten uśmiech z jej ust.
– Jestem gotów na powtórkę – wyszeptał, patrząc w złociste oczy dziewczyny.
Bez przesady, nawet przy Iwonie były trzy kwadranse przerwy, by coś zjeść, herbatę zrobić…
Ona uniosła się na łokciu, przyglądała się chłopakowi przez chwilę, po czym wypaliła:
– Jestem w ciąży.
HEHE, co za zwroty akcji!
Zadławił się śmiechem. Oczy mu zokrąglały.
Dwoje oczu! Para!
– Żartujesz…
Pokręciła głową, nie spuszczając z niego badawczego spojrzenia.
Usiadł, pobladły z szoku i niedowierzania.
– J-jak… z kim…?
Hm… Pomyślmy…
– Seks bez zabezpieczenia czasem kończy się wpadką – wyjaśniła uprzejmie.
Jej beznamiętny ton, jakby oznajmiała, że zanosi się na deszcz, mroził bardziej niż słowa.
Oto wyjątkowy okaz kobiety wyrachowanej, która zamiast powiedzieć normalnie, jak człowiek: „mam fasolkę w brzusiu, ininini, będzie BOBO!”, mówi beznamiętnie jak jakaś królowa lodu, że jest „w ciąży”. Rzeczywiście, co to w ogóle za dziwne określenie!
– Wiem, czym kończy się bezmyślność – wycedził. – I poniosę jej konsekwencje.
Nataniel od razu wpada w szał. Chociaż w sumie ładnie, że nazywa swoje podejście do życia po imieniu.
– Od kiedy wiesz?
– Od początku.
– I czekałaś niemal trzy miesiące, żeby podzielić się ze mną tą nowiną?!
Wzruszyła ramionami.
– Tak wyszło. Na skrobankę za późno.
W Polsce to za późno od poczęcia, ciekawe skąd wzięła akurat trzy miesiące. W niektórych krajach spokojnie dałoby się i później.
– Nawet o tym nie pomyślałem! – krzyknął, blednąc tym razem z gniewu. – Wypadało jednak przyjść z tym do mnie wcześniej!
– Po co? Coś by to zmieniło? Pokochałbyś to małe bardziej?
Zacisnął szczęki, odwrócił głowę do okna i policzył do dziesięciu. Dawno nie czuł takiej furii. Ledwo zapanował nad odruchem, by chwycić dziewczynę za ramiona i potrząsnąć. Gdzie tam potrząsnąć, chciał jej wpieprzyć! Tak po prostu!
Wspaniały człowiek. Przypieprzyć dziewczynie za to, że zaszła, nawet jak się jest przeciwnym aborcji (i najwyraźniej antykoncepcji, bo ciągle uprawia seks, a ani razu jej nie użył, mimo że nie sypia z kobietami w wieku pomenopauzalnym), tyle sensu! Ba, scenę temu TEŻ nie użył prezerwatywy!
Gdyby Oliwia powiedziała mu o tym w inny sposób… w każdej innej chwili… przed tym, jak ją wziął, szepcąc słowa pełne miłości… Byłoby to łatwiejsze do przyjęcia. Pragnął mieć dzieci, rodzinę, dobrą, kochającą żonę. Naprawdę nie miał nic przeciwko małżeństwu. Ale to, jak Oliwia go potraktowała…
Jezu. Normalnie wygląda to tak, jakby Oliwia chciała deklaracji miłości zanim powie cokolwiek więcej, bo bała się, że furiat ją pobije.

Ale teraz dopiero będzie obrzydliwe. Z góry mówię: Oliwia zachowuje się dziwnie, jest zniecierpliwiona i trochę pasywno-agresywna, ale to, co wyprawia tu Nataniel…
Może ktoś pomoże i przetłumaczy z michalakowego na nasze? Proszę?
– Uznam to dziecko i będę na nie łożył – powiedział, gdy był już w stanie wydobyć głos.
– Nie miałam co do tego wątpliwości – odparła słodko, a on spojrzał na nią z taką pogardą, na jaką nawet Iwona nie zasługiwała. – Rozumiem, że o rękę mnie nie poprosisz? Dziecko będzie bękartem?
– Jeżeli będzie trzeba, ożenię się z tobą – uciął, nie patrząc na nią.
Po prostu nie mógł znieść widoku tej cynicznej, podłej dziwki. Tak właśnie: dziwki.
Oliwia nagle jest dziwką. Ale co ona takiego zrobiła? Chyba to, że jak Nataniel krzyczał „SEKS! Teraz, bez zabezpieczenia, muszę zaktualizować kolekcję chorób wenerycznych!”, to nie poleciała zaraz po tabletkę po. No co za cynizm!!!
I czemu on patrzy na nią z pogardą, gdy Oliwia mówi, że wiedziała, że będzie płacił alimenty? Bo jego zdaniem porządne samotne matki wolą przymierać głodem z dzieckiem, niż prosić o pieniądze byłego? Przecież Oliwia nie przedziurawiła prezerwatywy ani nie kłamała, że bierze tabletki antykoncepcyjne, by można to było podciągnąć pod łapanie na dziecko.
Inaczej nie mógł w tym momencie o Oliwii myśleć. Boże mój… mogła powiedzieć mu przy kolacji, przy świecach… Uczynić z tego wyznania małe święto…
Trzymajcie mnie.
Mogli razem cieszyć się tym szczęściem, bo dziecko dla Nataniela, jego własne maleńkie dziecko, byłoby przecież cudem. Już nigdy, nigdy nie byłby sam. Miałby córeczkę albo synka… I może jeszcze kochającą żonę, bo kwadrans wcześniej chciał Oliwię pokochać.
On jest jak te mityczne kobiety, które robią scenę i oddają pierścionek, bo oświadczyny były w domu, a nie w Paryżu z widokiem na wieżę Eiffla, z widownią i oklaskami, jak to sobie wymarzyły. Tylko on jeszcze chce spuścić wpierdol, zamiast tylko robić scenę.
Pokochać? Tę wyprutą z uczuć, wyrachowaną, zupełnie mu w tej chwili obcą kreaturę?! Spojrzał na nią wreszcie i rzekł, z trudem panując nad łzami rozczarowania i żalu:
O ty chamie! Chciałem wrzucić zdjęcie na insta jak obejmuję twój brzuch przy stole ze świecami, a ty wszystko zepsułaś! Miały być zdjęcia co tydzień, relacja z rośnięcia fasolki, a ty już jesteś w trzecim miesiącu i WSZYSTKO ZMARNOWANE!
– To dziecko jest chyba jedynym w całym twoim życiu, co stworzysz, bo ty potrafisz tylko niszczyć.
Mój profil na instagramie! Moi folołersi!
Żałuję, że uratowałem ci wtedy życie. Gdybyś sczezła, oszczędziłabyś bólu swojej matce, mnie i temu dziecku. Żałuję nie tego, że je począłem, ale że zrobiłem to z tobą. – Narzucił na ramiona koszulę i wyszedł.
Ej, ale tu już pojechał. Może ktoś w tym uniwersum zadzwonić na policję, po karetkę i straż pożarną? Niech go gdzieś zabiorą.

Nie no, jeszcze raz:

> Nie powiedziałaś mi o ciąży przy świecach
> Zasługujesz na śmierć, powinienem był pozwolić ci umrzeć
Siedziała bez ruchu z półuśmieszkiem zamarłym na twarzy, słuchając, jak Nataniel z pasją rąbie drewno, wreszcie wzruszyła ramionami i zaczęła się ubierać.
A ten poszedł się wyżyć na pieńku, tym samym, co go próbuje porąbać od początku rozdziału.
Gdy ponad dwa miesiące wcześniej zrobiła test, który potwierdził jej podejrzenia, i w małym okienku ukazały się nieszczęsne dwie kreski, zapadła na jakiś czas w stupor. Godzinę? Dwie? Pół dnia? Ile czasu siedziała, gapiąc się bezmyślnie na rezultat paru upojnych chwil z przystojnym Natanielem Domoradzkim? Tego jej umysł nie zarejestrował. Był zupełnie pusty, tak jak puste było serce dziewczyny.
Jeszcze tydzień przed tym wybierała się do Sennej, żeby przeprosić Nataniela za odejście bez słowa pożegnania, naprawdę miała nadzieję, że będą parą…
Nie mogę, jakie to jest durne.
Serio, w tym momencie zwątpiłam w swoje siły i pisanie tej całej analizy. Ja myślę, że pani Michalak napisała ten rozdział w piętnaście minut, zamknęła laptopa, zrobiła zeza i poszła jeść żelki w kształcie robaków, a ja tu siedzę od dwóch godzin i próbuję to analizować.
Chryste.
Ona wymyśli sposób na życie w tej zapadłej dziurze, nauczy się nawet doić krowy, jeśli będzie trzeba, otworzy pensjonat czy hodowlę czegokolwiek. Albo zasieje lawendę! O właśnie! Całe pole, ciągnące się po horyzont, lawendowych kwiatów… Jakimś sposobem odnajdzie się u boku Nataniela. I pogodzi się z matką. Tak. Na tym również Oliwii zależało.
Po jednym numerku już mogłaby żyć bez miasta i wielkiej kariery w USA? Czy naprawdę konar Nataniela jest tego wart? 
Ale w tę czarną godzinę, gdy wpatrywała się w dwie kreski, jakby spisano nimi wyrok dożywocia, znów zaczęła nienawidzić.
No bo wiecie, to podła bohaterka, a jeszcze się czytelnicy przywiążą i będą mieć jakieś wąty, jak Nataniel ją utopi w studni.

Autorka Narrator najwyraźniej sugeruje, że każdy czyn jest usprawiedliwiony, o ile jest przeciwko komuś złemu. A z jakichś powodów bezemocjonalne podejście do ciąży jest gorsze niż np. zabijanie kociąt przez sołtysiaka.
Zawsze nosiła przy sobie prezerwatywy, gdy ruszała na polowanie, zawsze! Ale wtedy przyjechała do matki... Nie przypuszczała, że skończy w łóżku z facetem, a już do głowy jej nie przyszło, że jest płodna jak królica i zaskoczy od razu!
Dziwne. Jest doświadczoną kobietą i miała parę dni na załatwienie prezerwatyw. Jeszcze jakby wyjątkowo opierała się na kalendarzyku i jej się cykl wydłużył przez cyrki z wizą, nie czepiałabym się. Z drugiej strony pojawiło się kilka wskazówek, że Oliwia ma skłonności autodestrukcyjne, które objawiają się podejmowaniem ryzyka. Albo podświadomie czuła, że z Natanielem można iść w tango, bo się nią zaopiekuje w razie czego… Co za rozczarowanie!
Nie mówiąc o tym, że mogła się spodziewać, że podobnie doświadczony Nataniel sam wyciągnie gumki. Ciekawe, ile dzieci narobił w liceum; może od początku kłamie i cały ten wyjazd w mazurską dzicz to w ramach ucieczki przed alimentami.
Ziarno nienawiści ponownie wypuściło trujące pędy. Odrobinę nadziei, jaka jeszcze przed chwilą wypełniała serce dziewczyny, zamieniło w rozgoryczenie i złość. Pragnienie miłości w zimną chęć niszczenia.
No i okazuje się, że rzeczywiście, podzielenie się tą wiadomością z Natanielem w takim, a nie innym momencie to był właśnie NIKCZEMNY PLAN. A ja do tej pory nie wiem, co w nim takiego piekielnego.
Nie dała szans ani chłopakowi, który równie dobrze mógł się ucieszyć z tej niespodzianki – Oliwia już nigdy się nie dowie, co by było gdyby – ani sobie, ani nawet Bogu ducha winnej Marcie, bo ona też mogłaby być szczęśliwa na wieść, że niedługo przyjdzie na świat maleńka istotka… Nie. Zaślepiona nienawiścią, przez dwa miesiące układała w myślach scenariusz, jak powiedzieć o wpadce Natanielowi, żeby zranić go najboleśniej, i wymyśliła plan genialny: pojedzie do niego, zaciągnie do łóżka, rozpali do obłędu, a gdy chłopak zacznie bredzić o miłości, poczęstuje go niespodzianką. Tak, że słowo „kocham” utknie mu w gardle. Zadławi się nim.
Zakochani młodzi ludzie stęsknieni po rozłące padają sobie w ramiona. Uprawiają romantyczny seks, pada „kocham cię”, a podczas przytulanek po dziewczyna dzieli się wiadomością, że jest w ciąży. Facet wpada w szał, bo… chce mieć dzieci, lubi dzieci i chce, żeby jego partnerka dziecko urodziła.
Nie rozumiem. Nic z tego nie rozumiem i jak mi ktoś wytłumaczy, będę wdzięczna.
No i nie wiem, co do tego ma Marta.
Nawet już nie analizuję, jak plan ma się do tego, że to Nataniel zaproponował seks.

Oliwia wychodzi przed dom (szkoda że się na przykład nie umyła), a tam furiat znowu ledwo nad sobą panuje.
Poderwał głowę. Wbił spojrzenie w twarz dziewczyny. Twarz znów doskonale obojętną, jak wyciosaną z kamienia, nie żywej tkanki.
– Twojej matki nie ma, jeśli teraz ją zamierzasz uszczęśliwić tą nowiną – rzucił.
Czy Marta też musi dowiedzieć się OD RAZU i dostać w twarz obsikanym testem ciążowym, bo inaczej nie pochwali się na facebooku i będzie smutna?
– Nic jej do tego.
Powoli odłożył siekierę.
Całe szczęście, już się bałam, że poleje się krew.
Wyprostował się.
– Może chociaż jej daj szansę? – W głosie młodego mężczyzny zabrzmiało błaganie, za które sam siebie nienawidził.
Wzruszyła ramionami, a on naprawdę musiał się hamować, by nie dopaść jej i nie sprać za tę wzgardę dla ich uczuć.
Eee? E?
– Powiedziałam: to moja i tylko moja sprawa. Nikt się nie będzie wpieprzał w…
– Utrzymuje cię – wpadł jej w słowo. – Wysyła pieniądze na twoje potrzeby. Ty nie pracujesz, nie uczysz się, nie robisz nic. Kompletnie nic. Marta miesiąc w miesiąc wysyła ci wszystko, co zarobi. Teraz będzie harowała również na twoje dziecko, a ty mówisz, że nic jej do tego?!
Drogi Natanielu! Zastanówmy się, co to znaczy „utrzymywać”: czy to wtedy, kiedy mieszkasz u znajomych, o pracy tylko myślisz od czasu do czasu, sąsiadka ci gotuje, a sąsiad cię przebiera, kiedy za dużo wypijesz? Czy może wtedy, kiedy matka od czasu do czasu wysyła ci tysiaka? Co za projekcja!
– Na moje dziecko ty będziesz harował, jeśli już. – Uśmiechnęła się złośliwie. – Wiedziałam, przed kim nogi rozłożyć. Nie bój nic. Drugiego tak naiwnego ze świecą szukać. A o moją matkę tak się martwisz, jakbyś to jej machnął bękarta, a nie mi…
Przypadł do niej i strzelił ją w twarz.

Nataniel obraża ją od początku, życzy jej śmierci, ta słucha cierpliwie, w końcu postanowiła odpyskować. I cóż, od razu w ryj.
Poleciała w tył, wpadła na ścianę, złapała się za policzek.
– Prze-przepraszam – wyjąkał.
Patrzcie, co prawda jej przyłożył, ale przecież mógł zabić. Co prawda strzelił ją w twarz, ale przecież przeprosił jak dżentelmen. Pozytywny bohater może pobić cyniczną dziwkę, jeśli potem przyniesie kwiaty na przeprosiny.
– Jesteśmy kwita – wycedziła, minęła go i odeszła, nie oglądając się za siebie.
Nataniel usiadł ciężko tam, gdzie stał. Oparł się plecami o framugę drzwi i oddychał głęboko, nadal wstrząśnięty. Nigdy w życiu nie podniósł ręki na kobietę. Nigdy! I był pewien, że nigdy tego nie zrobi.
Co nie? Zawsze jest ten pierwszy raz.
– Jesteś skończonym gnojem, Domoradzki – wyszeptał. – Biegnij za nią i błagaj, by ci wybaczyła, albo stracisz nie tylko matkę swojego dziecka, ale i przyjaciółkę, bo Marta nie daruje ci tego na pewno.
Rzucił się biegiem za Oliwią.
A, no tak! Marta się obrazi i NIE BĘDZIE DARMOWEJ NIAŃKI dla dziecka najpiękniejszej znanej dziewczyny! Dopiero po tej myśli rzucił się w pogoń za Oliwią.

Nagle następuje przepraszanie i płacz. Bo wiecie, jak Marta się obrazi, to koniec.
– Miałaś rację, że tak mnie potraktowałaś. Byłem durny, nieodpowiedzialny. Powinienem zdawać sobie sprawę z konsekwencji i… przyjąć twoją wiadomość… bez gniewu. Wybacz. To dla ciebie musiało być trudne, tak długo bić się z myślami, co zrobię, co powiem, a ja… jak zwykły cham… Proszę, Oliwio, daj mi szansę. Daj szansę nam trojgu. – Zsunął dłoń z jej ramienia i dotknął lekko już zaokrąglonego brzucha.
Na potrzeby tej sceny brzuch nagle powiększył się do rozmiarów piłki.
– Jeśli chcesz… jeśli się zgodzisz… wyjdź za mnie. – On przerwał na chwilę, bo aż słabo mu się zrobiło, gdy wyrzekł te słowa.
Chryste, nie był gotów na miłość, na ślub, na małżeństwo!
Jego system wartości zmienia się z sekundy na sekundę. Dopiero co myślał sobie, że w sumie mógłby się już ożenić i założyć rodzinę. 
Zdusił jednak panikę, uniósł bezwładną dłoń dziewczyny do ust, ucałował, a potem przyklęknął i powtórzył już spokojnie, jak mężczyzna odpowiedzialny za swe słowa i czyny:
– Zostaniesz moją żoną, Oliwio?
Czego się nie robi dla darmowej lazanii od Marty, nie?
Patrzyła nań z góry. Mierzyła go wzrokiem centymetr po centymetrze, napawając się chwilą swojego triumfu i jego poniżenia. Zasłużył na wszystko, co najgorsze, za to, co powiedział, za to, jak ją nazwał, a już najbardziej za uderzenie, które paliło w policzek.
No, 100%.
Ale w duchu czuła wściekłą radość. Nawet nie marzyła, że ten słodki, milusi Nataniel, pieszczoszek mamuni, potrafi się tak zapomnieć.
Oliwia jest tak ZŁA, że myśli tylko o tym, jak fajnie, że się ktoś płaszczy.
Jechała tu z duszą na ramieniu, bo faceci różnie reagują na podobne wiadomości.
Brzmi, jakby się jej już kilka razy zdarzyło. Chyba że to z doświadczenia Jessiki.
Uśmiechnęła się z satysfakcją, chociaż policzek piekł niemiłosiernie.
Jednak ciekawe, że tak naturalnie przyjęła, że reakcją faceta na ciążę może być bicie, normalka! Musiała się wychować w cudownym środowisku.
– Nie mogłeś zacząć tak od razu? – rzuciła na tyle lekko, na ile pozwoliła pęknięta warga. – Musiałeś brać się do bicia?

Jak on jej przylał, że ledwo może mówić i czuje ból kilka minut później?! Totalnie widzę ją jako pięściarza po zawodach. Marta będzie miała co zszywać, a Jarek wyda obdukcję do przekazania policji.
Nie podoba mi się, że z kolei teraz ona się płaszczy. Karci go jakby porozrzucał zabawki na podłodze, a nie popełnił przestępstwo i w ogóle nie zachował się jak ktoś, kogo się powinno szybko odizolować od społeczeństwa.

Nataniel przeprasza zamiast powiedzieć coś konstruktywnego, a Oliwia nie jest przekonana.
– Nie wiem, czy chcę się z tobą hajtać. Już wystarczy, że mam to na głowie. – Spojrzała wymownie na swój brzuch, a Nataniela ścisnęło w gardle.
Słuchajcie, pierwszy bohater, który wyciągnął z czegoś wnioski! Uświadomiła sobie, że lepiej nie wychodzić za Nataniela, bo ją spierze za to, że dzidziuś w nocy płacze albo zużywa za wiele pieluch na dobę. Do tego dzieci z natury są furiatami, a dwóch furiatów to za dużo na głowę każdego człowieka.

Uwaga, Nataniel też zaczyna myśleć. Jak zwykle, po fakcie.
„Biedne małe... niechciane i niekochane od pierwszych chwil...” – pomyślał. „Gdyby chociaż mnie mogło mieć...”
Biedne małe, a przed chwilą sam je sprałeś, przewracając jego matkę.
Gdy ona będzie miała taki kaprys i będzie chciała go ukarać jeszcze bardziej – za co, na Boga jedynego?!
Ale on ma krótką pamięć!
– nawet nie wpisze go jako ojca do aktu urodzenia.
…a jemu przecież tak zależy na płaceniu alimentów, że obraził się na samą sugestię o jakichś obowiązkach względem dziecka.
– Ani przez chwilę nie wątpiłeś, że to twoje?
– Gdybym nawet zwątpił, powiedziałabyś prawdę? – odpowiedział pytaniem.
Uśmiechnęła się ponownie tym swoim zjadliwym uśmieszkiem, a on po raz nie wiadomo który zdumiał się, ile zła kryje się w córce kogoś tak dobrego jak Marta Kraszewska.
Zaczynam się zastanawiać, czy ja nie umiem czytać, czy co? Czy to Oliwia pobiła Nataniela? Co się dzieje?

Nataniel odwozi Oliwię na przystanek.
Wsiadła do samochodu, zapięła pasy. Droga do przystanku minęła w milczeniu.
Gdy na horyzoncie zamajaczył pekaes, Oliwia cmoknęła Nataniela w policzek, jakby byli li tylko znajomymi, i odwróciła się w stronę autobusu.
Chłopakowi nie pozostało nic więcej, jak wracać do domu. Już miał odjeżdżać, gdy zapukała w szybkę. Opuścił okno, mając nadzieję, że...
Będzie ruchanie?
– Nie martw się! – zawołała wesoło. – Może jeszcze poronię!
I pobiegła do autobusu.
W tym momencie zrozumiał, że nigdy nie pokocha tej dziewczyny, choćby nie wiem jak próbował.
„Nie pokocham jej, jest beznadziejna. Nie dość odporna na moje ciosy, może poronić”.
Jak to możliwe, że w ciągu zaledwie roku omotały go, by zranić najokrutniej, jak to możliwe, dwie kobiety? Czy to on jest tak naiwny czy akurat na niego uwziął się los?
Była jeszcze trzecia możliwość, ale tej zdruzgotany Nataniel w ogóle nie wziął pod uwagę...
Jestem ciekawa, jaka to trzecia możliwość, bo do tej pory sam na siebie sprowadza wszystkie problemy.

Komentarze

  1. Mam taki headcanon że Oliwia jest kobietą, która wskutek nieszczęśliwego wypadku międzywymiarowego została uwięziona w michalakwersum i po daremnych próbach ucieczki z kanonu zrozumiała, że to na nic, i teraz robi wszystko co w jej mocy, żeby Natanielek upadł i sobie głupi ryj rozwalił. Wszyscy byśmy tak postąpili na jej miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak! Za to zniewolony przez autorkę pan Narrator co prawda od czasu do czasu próbuje nam coś przekazać, ale nie ma wyboru: musi dorabiać Oliwii galeriankową przeszłość i paskudne intencje.

      Usuń
  2. Bardzo bym chciała odtworzyć tę wspaniałą i szalenie prawdopodobną psychologicznie opowieść w grze The Sims.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zrobisz, koniecznie pokaż jakieś screeny!

      Usuń
    2. Do końca czerwca będzie to raczej niemożliwe, ale potem zobaczy się :) Już widzę te wszystkie bójki.
      Bohaterowie Michalak mają tyle samo głębi ile te ludziki z gry.

      Usuń
    3. Ja wręcz przewiduję, że simy będą spójniejsze od postaci z mazurskiej serii. W końcu Siergiejowi Marta przebaczyła w książce ot tak, a w simolandzie musiałby się wykosztować. Cztery pierścionki lub naszyjniki jak nic!

      Usuń
  3. Tak, totalnie rozwazalabym przyjecie oswiadczyn w piec minut po oberwaniu po pysku. Jaka piekna, romantyczna historia do opowiadania wnukom!

    A tej amebie, Natanielowi, nawet nie przyjdzie do durnego lba, ze nie tylko "po raz pierwszy pobilem kobiete!" ale tez od razu "pobilem kobiete w ciazy", "z moim dzieckiem", "mogla poronic, chocby ze stresu".

    *Oddycha do woreczka* Bohater pozytywny, jezu jezu nieczyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież jak facet nie umie powstrzymać agresji, to znaczy że ma dużo testosteronu i będą świetne dzieci. Nie wiedziałaś? :D
      Ogólnie z literatury Michalak wyłania się dość przerażający opis pozytywnych wzorców męskości. Już pomijając Siergieja i jego zdrady, to Nataniel składa się z najgorszych cech, jakich kobieta mogłaby poszukiwać u mężczyzny. To pijany, roszczeniowy pasożyt reagujący przemocą, gdy coś mu się nie podoba i zwalający odpowiedzialność na innych (to kobieta ma się zabezpieczać, bo w ryj, to sąsiedzi mają mu usługiwać, gdy w lodówce pustka, a zapomniał popracować). Jednym zdaniem połączenie trzylatka z Sebixem z meliny.

      Usuń
    2. No, Nataniel jest koszmarnym "pozytywnym" wzorcem, tym bardziej kuriozalne sa te wszystkie zachwyty narratora i postaci pobocznych. I zloli masturbujacych sie w krzakach (nie moge z tego motywu, no nie moge).

      Usuń
    3. Też uwielbiam ten motyw. Zwłaszcza że dopiero w następnej notce dowiemy się, po co te sceny były – to taka próba stworzenia baaardzo spójnej postaci.

      Usuń
  4. "Była jeszcze trzecia możliwość, ale tej zdruzgotany Nataniel w ogóle nie wziął pod uwagę..." - Że to on, własną głupotą, te nieszczęścia na siebie sprowadzał?

    Szczwany Plan Oliwii jest tak szczwany, że można przyczepić mu ogon i udawać, że to lis. Serio, ten plan jest tak idiotyczny, że naprawdę nie mam pojęcia, jakimi krętymi ścieżkami podążał umysł Oliwii, że dotarł do takiego miejsca, w którym uznał takie rozwiązanie za dobre. Przecież to oczywiste, że takim rozwiązaniem, to tylko sobie robi kuku - nie chodzi oczywiście o pobicie, ale o całą ciążę. Już naturalniej by się wpisało w charakter Oliwii, gdyby zrobiła aborcję i cały czas opowiadała Natanielowi, jak to już zaczynała czuć dziecko w sobie, ale je usunęła, bo ją drażniło odczuwanie ruchów w brzuchu.
    W ogóle to się dziwnie czyta, bo jest wrażenie, że ten plan podpowiedział jej narrator - w sensie z niczego on nie wynika. Wręcz przeciwnie, sama wskazuje, że już chciała wyjść "na prostą", ale niestety, narrator zdecydował inaczej. Nataniel też jakiś dziwny, miał pod ręką siekierę, pieniek, rąbał drewno - naturalne by było, gdyby wyżył się na tym, a nie nagle na Oliwii.
    Serio, współczuję, bo faktycznie to wygląda, że więcej czasu spędziłaś nad przeanalizowaniem tego, niż autorka nad pisaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiałam i liczyłam, że któryś z czytelników rzuci pomysłem, o co w tym wszystkim chodzi.
      Biorę pod uwagę konserwatywny/specyficzny światopogląd autorki, ale to po prostu nie ma sensu! Wydaje się przecież, że Oliwia bardzo chciała urodzić (bo chciała mieć dziecko? Przywiązać do siebie Nataniela?). Jest też druga możliwość: bardzo się zakochała i długo sobie wmawiała, że problem wpadki nie istnieje, bo musiałaby coś zrobić. Jakby paraliżował ją strach i potrzebowała czasu, by ustalić coś z ojcem dziecka, bo czuła, że go zawiodła i ciąża może przekreślić ich relację... ale jakoś nie sądzę, żeby właśnie to autorka chciała przekazać.
      Też sobie współczuję :D Wystawię sobie potem dyplom z michalakologii.

      Usuń
    2. No ale chyba jest wręcz przeciwnie - ona właśnie ma świadomość tego, że rozkochała w sobie Nataniela, którego główną ambicją jest założenie rodziny. Z tego bezpośrednio wynika, że właśnie daje mu najlepszy prezent, jakiego może chłopak oczekiwać. Do tej pory więc powinno być super i dziwaczne jest, że utrzymywała to tak długo w tajemnicy.
      Z drugiej strony reakcja Nataniela jest przedziwna i nie bardzo wiem, jak autorka wyobrażała sobie stawianie w pozytywnym świetle człowieka, który - na tekst "jestem w ciąży" dziewczyny, z którą uprawia seks bez zabezpieczenia, reaguje "ale z kim". Rozumiem "ale jak", bo to jest taka naturalna reakcja na szok, ale "z kim"?! Jakby od razu zakładał, że ona sypia nie tylko z nim, ale jeszcze z kilkoma innymi, co z drugiej strony - w skali autorki - czyni z niego złola, bo stawia się w pozycji jakiegoś fucking frienda (zaznaczam, że to nie musi być automatycznie złe, no ale znamy moralność autorki/narratora).

      Usuń
    3. Nataniel jest tak pozbawiony empatii, że chyba śmiało możemy założyć, co miał na myśli. „Z kim?”, czyli „jak mogłaś mi to zrobić?! Nie dałem ci zgody na ciążę!”, klasyczne umywanie rąk. Chwilami mam poczucie, że jego marzenia o rodzinie to tylko takie deklaracje, jakby chciał sobie udowodnić, że jest w stanie osiągnąć sukces w tej dziedzinie. Wdał się w swojego ojca, co zostanie rozwinięte w kolejnym tomie, podchodząc w ten sposób do wiadomości Oliwii. Nie byłoby to głupie rozwiązanie tak rozwinąć postać, gdyby nie to, że Oliwia okaże się dla Nataniela po prostu za silna. I nie chodzi o to, że ma jakiś wyjątkowo niezłomny charakter, ale że Nataniel akceptuje dwa typy kobiet: nieskończone piękności, z którymi uprawia się seks i wszyscy zazdroszczą oraz niewinne szare myszki, które wcześniej nie były w związku. Oliwia nie jest pewna siebie, ale bierze sprawy w swoje ręce i dąży do lepszego życia, a to za dużo, by Nataniel widział ją jako materiał na żonę. Przecież nie potrzebuje przyjaciółki, a kogoś, kto podbije mu samoocenę. Bywa i tak, ale czemu został bohaterem pozytywnym?

      Usuń
  5. "Pojedyncza łza z pojedynczego oka…"

    A kryształowa chociaż? Domagam się szczegółów! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie zastanawia konsekwentne używanie słowa "liubymyja" przez Siergieja. Siergiej, o ile rozumiem, jest Rosjaninem. W języku rosyjskim ukochany to "liubimyj", ale ukochana to "liubimaja". Żeby nawet takiego researchu nie zrobić, nie wiem, zapytać znajomego nosiciela języka, albo po prostu kogoś, kto nie spał na lekcjach rosyjskiego w szkole? Rozumiem, że to AłtorKasia, ale to jest po prostu żenujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Nawet tego nie sprawdziłam (nie znam rosyjskiego), bo mi to nie przyszło do głowy. Błąd na błędzie… Tak szczerze, to nie wiem, skąd ma być Siergiej; w pierwszym tomie sugerował, że pochodzi z Ukrainy lub Białorusi, choć trudno powiedzieć, skoro potem na wojnie Ukraińcy go torturowali, a w szpitalu przebywał jako polski obywatel. W czwartym tomie jego znajoma przedstawia go jako kresowianina.
      Z drugiej strony to chyba nie nowość, bo Aleksiej z "Nadziei" również, z tego co pamiętam z analizy Eśki, dziwacznie odmieniał wyrazy.

      Usuń
  7. 41 yr old Office Assistant IV Leeland Ashburne, hailing from Thorold enjoys watching movies like Not Another Happy Ending and Bodybuilding. Took a trip to The Four Lifts on the Canal du Centre and drives a Alfa Romeo 8C 2300 Monza. dlaczego nie sprawdzic tutaj

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.