2.7 Rozdział 17, 18, i 19
Rozdział XVII: TO WSZYSTKO IWONA
Nataniel wita się z Emilką.
– Jestem twoja mała syrenka? – musiała się upewnić, a on pomyślał, że chociaż to dziecko chce być jego.
Chociaż to! Bo przyszłe dziecko już nie chce być jego. Jest automatycznie niewdzięczne jak Oliwia.
Jutro wypiszemy pacjentkę do domu – rzekł od progu doktor Hubert.Nataniel wypuścił dziecko z objęć i wstał, zmuszając się do uśmiechu. Było mu ciężko na duszy. Nawet dobra wiadomość z trudem torowała sobie drogę do wypełnionego goryczą i żalem serca.
Rozdział oczywiście musi się zacząć jakąś grafomanią.
– Mógłbym wypisać Emilkę nawet dziś, jeśli Marta będzie miała nad nią pieczę.„Pieczę? Ludzie kochani, kto dziś tak mówi?!” – chciał wykrzyknąć Nataniel, ale zmilczał.
Coo? To chyba normalne wyrażenie? No ale tak, „uwielbiający książki” Nataniel nigdy ich nie czyta, to nie ma bogatego słownictwa. Tylko czemu znowu ledwo się powstrzymuje przed darciem się na ludzi bez powodu?
Właściwie nic nie miał przeciwko temu człowiekowi. Dlaczego więc sam widok doktora go irytował
Pomocy, zamknijcie tę dziką świnię na jakimś kursie radzenia sobie z gniewem. Przydałoby mu się.
– Doktor Kraszewska jest nieobecna – zmusił się do grzecznej odpowiedzi. – Pojechała do bliskiego przyjaciela. – Słowo „bliskiego” wypowiedział z takim naciskiem, żeby mężczyzna nie miał najmniejszych wątpliwości, kim dla Marty jest Siergiej.
Lubi ją. Patrzy na nią. Trzymają się za ręce. Całują w policzek. RUCHAJĄ SIĘ PIĘĆ RAZY DZIENNIE!!! ZROZUMIANO!? TEMU WON, ŻE CIĘ NIE LUBIĘ, SAM NIE WIEM CZEMU, ALE POGÓDŹ SIĘ Z TYM.
Nataniel zaś w duchu przybił piątkę z Sodarowem
Dopiero co to był „ten człowiek, który uwiódł mi dziewczynę na pomoście”.
Wstąpił na ranczo Siergieja, napalił porządnie w domu, wyczyścił na błysk wszystkie konie, potem stajnie.
Biedne konie, ciekawe czym je „czyści na błysk”.
Nataniel wraca do domu, żeby spotkać się z Mateuszem.
– A ty?– Zdrów jak byk! – Mateusz zgiął rękę w łokciu, naprężając muskuły. Mimo że miał pięćdziesiątkę na karku, muskulatury mógł mu pozazdrościć niejeden nastolatek
Ze zdania wynika, że nastolatki mają z reguły więcej mięśni niż pięćdziesięciolatek. Znowu: czy Michalak widziała kiedykolwiek nastolatka?
Nataniel zwierza się Mateuszowi, że jest debilem i nie wie, co to prezerwatywa.
W ubiegłe święta zaliczyliśmy wpadkę.Historia, jakich tysiące... – Wzruszył ramionami, wbijając wzrok w chodnik. Było mu wstyd. Zwyczajnie wstyd.
„Historia, jakich tysiące”, czyli normalna rzecz. Albo wymówka leniwego ucznia z samymi jedynkami, który usprawiedliwia się, że cała klasa z niezapowiedzianej kartkówki też ma niedostateczny. Jakoś tak wyszło!
Nie mogę, że ani razu nie pojawia się tutaj wniosek, że gumki są jednak przydatne. Przyznajcie, że nieodpowiedzialność Nataniela nie raziłaby tak, gdyby zabezpieczenie go zawiodło.
Nie mogę, że ani razu nie pojawia się tutaj wniosek, że gumki są jednak przydatne. Przyznajcie, że nieodpowiedzialność Nataniela nie raziłaby tak, gdyby zabezpieczenie go zawiodło.
– Poprosiłem Oliwię o rękę. Ma się zastanowić. – Nagle uniósł na Mateusza pociemniałe z żalu oczy. – Nienawidzi mnie z całego serca, a ja jej. To biedne dziecko nie mogło gorzej trafić.
Ale że podbił już temu dziecku oko, to się nie pochwali.
Mateusz próbuje nakłonić Nataniela, żeby pogodził się z Oliwią, a ja się zastanawiam, jak by zareagował, widząc stan Oliwii po tych „oświadczynach”.
Na podjazd wjechała karetka na lubelskich tablicach. Wysiadła z niej uśmiechnięta jak gdyby nigdy nic Marta Kraszewska. Już niedługo ten uśmiech zniknie z twarzy kobiety, bo jeśli Oliwia poinformuje ją w taki sposób jak Nataniela...
W taki sposób jak Nataniela? Znaczy co, że po seksie? To ciężko, z winem przy świecach to też lepiej nie.
Sanitariusze wyciągają Siergieja na noszach.
– Najprostsza droga do zdobycia serca doktor Kraszewskiej – mruknął Mateusz. – Dać się postrzelić, pociąć nożem, a jeszcze lepiej: załapać się na tortury. Sodarow ma to opanowane do perfekcji.
No widzisz, Mateuszu? Jak ty spróbowałeś tego sposobu, to zauważyli cię w ostatniej chwili i ledwo przeżyłeś.
– Zaraz odbieram Emilkę – odezwał się. – Pójdziesz ze mną? Pójdziesz – uciął stanowczo, nie czekając na zgodę albo niezgodę przyjaciela. – I żadnego picia na umór, człowieku. Na Marcie Kraszewskiej świat się nie kończy.– Mówi to ten, który zapił się nieomal na śmierć po odejściu pierwszej narzeczonej, a dziś ma minę skazanego na szafot, mówiąc o ślubie z drugą – odrzekł starszy mężczyzna.
Patrzcie, jak oni sobie wesoło wypominają pijaństwo!
Marta krzątała się po pokoju, do którego przywieziono Siergieja. On leżał na szpitalnym łóżku i patrzył jedynym okiem w okno.
Narratorze, zostaw już tego nieszczęśliwca w spokoju. Wszyscy wiedzą, ile ma oczu.
Marta wypytuje Siergieja, czemu się tak głupio zachowuje i daje torturować. Okazuje się, że okradał staruszki za granicą, po czym dostał wpierdol.
– Już mówiłem: potrzebowałem odpuszczenia grzechów, ale tego wyjaśnienia nie przyjęłaś do wiadomości. (...) To część prawdy.– Ale nie cała?Wreszcie na nią spojrzał.(...)– Potrzebne mi były pieniądze.
Siergiej zdradza, że to on kupił dwór.
– Usiądź, Marta, i ciesz się, że ja, a nie jakiś bogaty warszawiak.
No ba, warszawiacy śmierdzą.
Tak. Kupiłem dwór i od razu spisałem akt darowizny. Dwór jest twój, możesz go odebrać, kiedy tylko zechcesz.(...)Pozostała do spłaty druga część długu. Jak pamiętasz, oprócz ciebie skrzywdziłem jeszcze kogoś.– Nataniela.– Tak. Jego. Przyzwoitego gościa. Porządnego faceta. Dobrego przyjaciela.
Boże, jak oni go wszyscy tam kochają.
Siergiej tłumaczy się ze zdrady najlepszym argumentem świata:
– Nieco inaczej miało wyglądać ich rozstanie, mówię o Natanielu i Iwonie, nie chciałem aż tak wrednie – seksem z dziwką na pomoście – was potraktować, jego i ciebie, ale wyszło, jak wyszło.
Znaczy twoja wina, bo miało cię tam nie być i miałaś nie widzieć. Chciałem tylko zranić tego „Przyzwoitego gościa. Porządnego faceta. Dobrego przyjaciela”.
Siergiej kontynuuje i podsumowuje przebieg ostatnich kilku miesięcy. Przypomina Marcie (nie wiadomo, po co), że Iwona była prostytutką i oszustką. Ale nie, to nie dlatego zaczął jej pomagać! Widzicie, to dlatego, że ma miękkie serce.
Miała córeczkę, przeurocze dziecko. Emilkę. Naprawdę można się było zakochać w tej małej księżniczce. I... to jest przyczyna wszystkiego. Mała Emilka Bugaj.(...)– Iwona umyśliła sobie, że przed więzieniem ucieknie z małą na Ukrainę albo jeszcze dalej na wschód i tam rozpocznie nowe życie.
Czyli Iwona próbowała uciekać przed prawem i prosiła Siergieja o pomoc, ale on się nie zgodził, ponieważ polubił dziecko.
Tłumaczyłem, że policja i tak będzie ją ścigać niczym wściekłe zwierzę. Jest karana, nigdy nie będzie mogła wrócić do kraju. Ani ona, ani jej córeczka, wychowana w poniewierce, wśród obcych. W końcu... zgodziła się odpuścić, pod warunkiem że spłacę jej wierzycieli. W jej imieniu zawrę układ z sądem i poszkodowanymi, zwrócę pieniądze, ona będzie wolna, a Emilka bezpieczna. Był jeden problem: nie miałem już tych trzystu tysięcy. Kupiłem twój dwór.
Patrz, sama jesteś winna, kupiłem dwór dla ciebie, to nie miałem kasy! Oczywiście, że jedyną opcją pozyskania pieniędzy jest w takiej sytuacji próba samobójstwa:
– Dlatego pojechałeś na wojnę? Żeby je zarobić?Spojrzał na nią z politowaniem.– Nie jestem aż tak cenny. Nikt tyle za usługi najemnika nie zapłaci. Ja miałem inny plan. Ubezpieczyłem się bardzo wysoko i dopiero potem pojechałem na wojnę.
Cóż, najwyraźniej tak w tym uniwersum działają ubezpieczenia. Nikt nie będzie podejrzliwy wobec śmierci faceta, który od lat miał ustabilizowane życie i angażującą pracę, a który nagle – moment po wizycie u ubezpieczyciela – postanowił pobawić się w wojnę na Wschodzie. Z dobroci serca oddadzą Iwonie całą kasę. A my się cały czas nabijamy ze skali patologii w książce, bo sami mamy czarne serca i dawno straciliśmy wiarę w ludzkość.
Edit: za to w temacie sądu-wierzyciela i innych prawnych głupot polecam pierwszy komentarz pod postem.
Edit: za to w temacie sądu-wierzyciela i innych prawnych głupot polecam pierwszy komentarz pod postem.
Marta próbuje powstrzymać łzy i układa sobie w myślach wydarzenia.
Jej najgorszy wróg, Siergiej Sodarow, okazał się lojalny w stosunku do przyjaciół. Miał wielkie serce, chociaż nieraz zbłądził, jak każdy z nas.
Widzicie, jak dziecinnie to podsumowała? Ona tak bardzo próbuje samą siebie przekonać, że powrót do Siergieja będzie miał same plusy… Dałaby sobie spokój z wmawianiem sobie, że duma jest jej najważniejszą cechą, to jej życie byłoby dużo lepsze. Ale najwyraźniej lepiej robić z siebie idiotkę niż powiedzieć, że to był straszliwy cios, ale jest się gotowym zacząć od nowa.
Temat zaraz schodzi na Oliwię, bo trzeba dowalić Marcie cierpienia.
– Spłacę ten dług – odezwała się, zaskakując samą siebie. – Spłacę wierzycieli Iwony, jeśli ty rzeczywiście zwrócisz mi dwór. Odkupię go od ciebie za tę samą cenę, a ty oddasz pieniądze Iwonie. Emilka... musi mieć mamę. Wydawało mi się, że nie tęskni za nią, ale to nieprawda. Każde dziecko potrzebuje matki. Oprócz mojego – dodała po chwili z ciężkim westchnieniem.
MOJE JEST PIEKIELNE.
– Naprawdę przepisałeś na mnie dworek? – Zwróciła na Sodarowa rozjaśnione nadzieją oczy.– Tak. Akt darowizny jest u mojego prawnika. Miał cię wezwać w przypadku mojej śmierci.
Marta wstała i zaczęła dusić Sodarowa... a nie, jednak nie.
Uśmiechnęła się do niego. On nie odpowiedział tym samym. Uniósł dłoń. Spojrzał na kikuty dwóch palców, kciuka i wskazującego. Odżynali je długo stępionym majchrem, cucąc go, gdy tylko tracił przytomność. „Już nigdy nie pociągniesz za spust, sobako...”Dotknął okaleczoną dłonią pustego oczodołu zakrytego białym kompresem. Nigdy w życiu tak się nie bał – i tak nie krzyczał – jak w chwili, gdy wiertło zbliżało się do jego oka. Nigdy.
Ale fajnie, nowocześnie go tego oka pozbawili, jak w horrorze z telewizji.
Z gardła wyrwał mu się suchy szloch. Zakrył twarz przedramieniem i zapłakał. Zapłakał jak dziecko. Marta objęła go mocno i łkała razem z nim.– Siergiej, już dobrze... To wszystko za nami... Wróciłeś... Wróciłeś do mnie...Pochylił nisko głowę, chwycił jej dłoń i przycisnął do ust. Krztusząc się łzami, błagał, by mu wybaczyła całe to zło i cierpienie. Liubymyja moja... A ona tuliła głowę mężczyzny do piersi, żałując, że podły los postawił na ich drodze kogoś, kto nie był wart ani jednej łzy.
Aha, czyli to wszystko Iwona. Dobrze, że sobie to wyjaśnili! Tak poważnie, to byłaby pierwsza realistyczna scena od jakichś pięciu rozdziałów (znaczy że argumenty Siergieja są durne, motywacje durne, ale siedzi, cierpi i płacze, a Marta jakoś tak rozkleja się razem z nim i jest gotowa mu wszystko wybaczyć), gdyby nie puenta, że TO WSZYSTKO IWONA. Żałosne, że tu nie ma elementu prawdziwego przebaczenia i katharsis – o które rozdział się prosi – tylko przerzucanie winy na nieobecnego w dyskusji i udawanie, że ich rozstanie było wynikiem nieporozumienia, bo Marta przypadkiem coś źle zinterpretowała. Powiedziałabym, że przy takim podejściu (oboje na pewno wiedzą, że ta Iwona to taka wymówka, a w rzeczywistości Siergiej nawalił, wiedzą, że druga strona wie, ale udają) ten związek będzie składał się tylko z podobnych rozmów odbywanych co dwa miesiące, aż Marta przywyknie, ale nie powiem…
Tymczasem ten ktoś właśnie przerzucał kabel od komputera, ukradziony z więziennej biblioteki, przez kratę w oknie łazienki. Jeszcze tylko pętla, taboret i...
…i koniec rozdziału.
Rozdział XVIII: NOGA-SENSOR I WYGODNIE ZNIKAJĄCE DZIECKO
Rozdział rozpoczyna się opisem, jak beztroskie jest bycie ojcem.
Wystarczyło, że słuchał jej, uważał na nią, tulił na dobranoc i ocierał łzy, gdy stłukła kolanko, a oboje byli szczęśliwi. Jeszcze gdy kupił jej nowego kucyka z My Little Pony albo sukienkę dla Elzy z Krainy Lodu, ona była w siódmym niebie, a on, mimo zmartwień, nie mógł się nie uśmiechnąć, patrząc na rozpromienioną buzię dziecka. Tak łatwo było sprawić radość małemu człowiekowi...
Znowu Nataniel, najlepszy przyjaciel Mateusza, idzie z Emilką odwiedzić "niewidzianego od kilku dni przyjaciela".
– Dokucza ci nóżka, wujku Natanielu?
Dziecko drogie, nie zaczynaj tematu, to jest furiat!
Od wizyty Oliwii i jej rewelacji noga dawała o sobie znać coraz częściej i okrutniej.
Może to od braku seksu?
Może Marta poratuje go zastrzykami? Bez słowa sprzeciwu przepisałaby mu blokadę, ale najpierw musiałby przyznać, że ból zaatakował ponownie. Wtedy zaczęłaby dopytywać o przyczynę
i musiałbyś jej wyjaśnić, że to od braku posuwisto-zwrotnych ćwiczeń bioder?
– wciąż upierała się, że to ból psychosomatyczny i Natanielowi bardziej od leków przyda się porządna psychoterapia – i co by jej odpowiedział? „Wiesz, machnąłem dziecko twojej córce. Byłoby wszystko ładnie-pięknie, tylko ona nie chce ani dziecka, ani mnie, a ja, cóż... również nie. Szczerze mówiąc, nienawidzimy się serdecznie”?
Hmm, ciekawi mnie, czy ten człowiek w ogóle próbował się z nią skontaktować, czy olewa temat, licząc, że sam się rozwiąże.
Emilka z Natanielem siadają na pniu i zaczynają rozmawiać. Dziewczynka wypytuje o mamę.
– Możemy pojechać w odwiedziny do mamy? – Uniosła nań posmutniałe oczy. – Do tego sanktuatorium?– Nie wiem, skarbie, czy małym dziewczynkom wolno tam wchodzić, ale zapytam dyrektora i jeśli się zgodzi... tak, pojedziemy w odwiedziny do twojej mamy.(...)– Myślę, że mamusia jest już w niebie – powiedziała cichutko i z takim żalem, że Natanielowi serce się ścisnęło.
Ahaha, to akurat dobre. Emilka odkryła, że z tym sanatorium to chyba coś ją wkręcają.
Potem nadchodzą niewygodne pytania o to, czy jak mama wróci, to czy mogą zamieszkać wszyscy razem. W końcu dziecko zauważa wiewiórkę i odpuszcza, a goście w końcu trafiają do chaty Mateusza.
Mateusz wyszedł im naprzeciw, przodem biegł wielki, niezdarny, kosmaty Reksio. Emilka pisnęła z radości, objęła psiaka z całych sił, wtuliła buzię w miękką sierść zwierzęcia. Był świeżo wykąpany, jeszcze pachniał coca-colowym szamponem dla dzieci.
Biedny pies, natarli go jakąś coca-colą.
– Reksio wybiera się w odwiedziny do dzieci. Bardzo szczególnych dzieci – odpowiedział Mateusz, uśmiechając się do dziewczynki.
– Takich jak ja?
– Takich jak ty.
Mateusz właśnie powiedział, że Emilka jest ślepa, chciałabym zauważyć. Co za fiksacja z brakiem wzroku w tej książce.
W sumie pół rozdziału to sceny kręcące się koło Emilki i tego, co mówi i o co pyta. Kończy się tym, że pojedzie z Mateuszem i Reksiem do jakichś biednych dzieci następnego dnia.
Nagle Nataniel odbiera telefon z więzienia w sprawie Iwony. Emilka wygodnie dla fabuły akurat odbiega na tyle, że nie będzie słyszeć, jak opiekunowie przekrzykują się w sprawie jej mamy.
– Cóż... zdaje się, że próbowała popełnić samobójstwo. Zapadła cisza, którą przerwał Nataniel.
– Iwona, ta sama, którą posądzała pani o symulowanie choroby, próbowała się zabić? – wycedził, miażdżąc niemal telefon.
Powinien od razu ze złości wrzucić telefon do jeziora, a potem się pieklić, że nic nie słyszy.
Wiedział! Od samego początku wiedział, że Iwona nie udaje! Nie próbuje wymuszać szpitalnego leczenia, tylko naprawdę jest chora! Wtedy jeszcze, gdy ją odwiedził, próbowała walczyć o życie, ale widocznie tę walkę przegrała.
Brzmi, jakby umarła.
– W jakim jest stanie? – rzucił do telefonu, ledwo panując nad wściekłością.
– Została w porę znaleziona – padła wymijająca odpowiedź. – Czy mogę się spodziewać pańskiego przyjazdu?
– Tak. Będę za kilka godzin. Muszę znaleźć opiekę do dziecka i od razu wsiadam do samochodu.
Nataniel piekli się jeszcze chwilę przez telefon, rozłącza, po czym nadal krzyczy:
– Z tobą, pani wszystkowiedząca, nie mam o czym rozmawiać, a tym bardziej o kim – rzucił wściekle, gdy nie mogła go już słyszeć.
Nie no, konsekwentna kreacja postaci, fajnie!
Mateusz czekał parę kroków dalej, aż Nataniel otrząśnie się z pierwszego szoku i powie coś więcej, niż można się było z półsłówek domyślić.
– Muszę jechać do Czerska. Iwona... mama Emilki...
– Wiem, kim jest Iwona, chłopcze. Co z nią?
Świetny moment na przerywanie w ten sposób.
– Próba samobójcza. Ponoć została w porę znaleziona, cokolwiek to znaczy.
(...)
Koniec. Kropka. Jedź do Czerska, poszukaj dla Iwony dobrego psychologa, czy raczej psychiatry, a potem wracaj do nas. Tobie też ktoś kiedyś podał pomocną dłoń, pamiętasz?
To byłem ja, zaglądałem ci w okno, pamiętasz? A Marta dawała ci kiełbasę i prała gatki.
Zawrócił niechętnie w stronę domu, ale z każdym krokiem przyspieszał. Mateusz miał rację: nawet jeśli nic Iwonie nie był winien, to zwykła ludzka przyzwoitość nakazywała, by teraz przy niej był.
No i koniec.
ROZDZIAŁ XIX: CZARNY JEDNOOKI RUSKI PĘTAK KONTRA BIAŁY BUFON ZE STETOSKOPEM
Marta podejmuje decyzję o powrocie do szpitala.
Posłuchała rady Huberta i złożyła w urzędzie stanu cywilnego wniosek o zmianę nazwiska. Za dwa tygodnie miała narodzić się na nowo, jako Marta Aniela Galicka, po dziadkach ze strony matki.
Nie żebym miała jakieś skojarzenia z życiorysem jakiejś pisarki, np. autorki tej książki.
Podekscytowana, czekała na druk z sądu potwierdzający jej nową tożsamość. Powtórna szansa na udane życie! Nielicznym jest ona dana...
Brzmi, jakby co najmniej oczekiwała listu z Watykanu.
Oliwia telefonów nie odbierała, więc Marta wysłała jej wiadomość, że wraca do pracy w szpitalu. Jako lekarz pediatra. Jeśli dziewczyna miała jej do tej pory za złe, że matka jest li tylko krawcową, i dlatego się od niej odwróciła – a Marta tak właśnie zaczęła podejrzewać – teraz ten argument odpadał. (...) Ale Oliwia słowem nie skomentowała tej wiadomości, że o gratulacjach nie wspomnieć.
Zabolało.
To, co zwykle: uwielbiam motywacje postaci.
Więcej, by odzyskać miłość Oliwii, nie jestem w stanie zrobić. Ciekawe, czy... czy mogłabym dostać nie tylko szansę na nowe życie, ale i na macierzyństwo...
Na szczęście problem można łatwo rozwiązać, robiąc nowe dziecko.
Maleńka istotka w jej ramionach? Do oczu nabiegły łzy, gdy wyobraziła sobie paluszki synka czy córeczki zaciskające się na jej palcach... (...) Właściwie... miała dopiero czterdzieści sześć lat. Starsze od niej kobiety rodziły dzieci, więc dlaczego nie ona?
Może dlatego, że inne kobiety nie kończą czterdziestu sześciu lat kilka razy – tyle samo miała w części pierwszej z akcją rok wcześniej. A może ma sześćdziesiąt sześć? Kiedy Nataniel pierwszy raz ją spotkał, stwierdził, że jest w wieku jego matki, potem cały czas powtarzał sobie, że jest sporo młodsza. Powód może być prozaiczny: Marta próbowała go poderwać, więc odjęła sobie parę latek, a on się nie skapnął.
W tym momencie jej wzrok padł na wysokiego czarnowłosego mężczyznę, który stał przy oknie po drugiej stronie korytarza, patrząc przed siebie.
NAGLE wiosna!!! Owulacja!!!
Nie mógł jej widzieć,
Bo jest gołębiem i stała po stronie bez oka?
była skryta za filarem, za to ona widziała jego.
A nie.
Mimo wszystko wyobrażam sobie, że Siergiej urodził się z oczami po bokach głowy, a teraz może patrzeć tylko jednym bokiem.
Mimo opaski na oku i dłoni pozbawionej dwóch palców wydał się Marcie tak pociągający, że aż zabolało tam, w środku. Patrzyła na promienie słońca oświetlające jego surową, pociągłą twarz, na silne, szerokie barki i wąskie biodra, ramiona, których uścisk pamiętała do dziś, i to nieuchwytne coś, męską pierwotną moc, która sprawiała, że kobiety atawistycznie do niego lgnęły...
…w sumie to bez komentarza.
Blanka Lipińska dodałaby coś o drugim oku i maleńkiej dupeczce, ale poza tym wypisz wymaluj amant z jej książki!
– Widzę, że zdrowiejesz – odezwała się nieco chłodniej, niż zamierzała. – Twój lekarz pozwolił ci wstać?
– Nie potrzebuję zgody lekarza, by wyjść do łazienki – odmruknął.
– Mogłeś stracić przytomność...
– Jestem w szpitalu. Ktoś zapewne by mnie ocucił – wpadł jej w słowo.
Ahahaha, piękna logika.
– Cóż, naprawdę wracasz do zdrowia – odparła jeszcze chłodniej niż przed chwilą. – Nic tu po mnie.
Wiecie co, podejrzewam, że Marta jest naprawdę zawiedziona jego zdrowieniem. Wydawała się skakać z radości, jak kiedy Siergiej był chory, leżący i ubezwłasnowolniony w jej dworku.
Chciała odejść, ale chwycił ją za rękę. Przytrzymał. Dotyk palców tego mężczyzny wstrząsnął nią do głębi. Poczuła pożądanie tak przemożne, że... gdyby tylko zechciał, oddałaby mu się tutaj, na szpitalnym korytarzu.
Nie no, świetny pomysł, jeszcze pewnie to piętro z pediatrią. Niech dzieci się dokształcą. Edukacja seksualna jak z Monty Pythona.
Musiał dojrzeć głód w jej złotych oczach, bo przeciągnął kciukiem po gładkiej skórze nadgarstka, uniósł bezwładną dłoń kobiety i pocałował. Ot, wdzięczny pacjent dziękuje lekarce za troskliwą opiekę.
Ja też jak chcę podziękować lekarzowi, to szarpię go za rękę i ślinię nadgarstek. Taki zwyczaj.
– A kto mi zabroni? – roześmiał się tym swoim niskim, seksownym śmiechem.
![]() |
| Piękny, wyjątkowy, męski, bezoki, brudny, owłosiony i pełen testosteronu Siergiej! Tym razem w wersji szpitalnej, jeszcze bardziej seksownej. |
Tak jest romantycznie, ale zgadnijcie co, trzeba pokazać, jak bardzo trudna to miłość. Uwaga, konflikt znikąd:
– Takim mnie kochasz.
– Nie kocham ciebie!
– Okej, jedynie pragniesz.
Przekomarzanki na poziomie!
– Wracaj do swojego doktorka, liubymyja moja, on jest prostszy w obsłudze.
(...)
– Tak będzie dla ciebie lepiej.
– Pieprz się, z twoim „lepiej”! Nie ty będziesz mi mówił, co dla mnie dobre, a co nie! Ale w jednym, co mi kiedyś powiedziałeś, masz rację: ciebie nie można kochać, ciebie można tylko nienawidzić.
O nie, dokładnie to samo kazał przekazać Natanielowi w finale pierwszej części. Może jednak przekazał. Słowo w słowo.
Odwróciła się na pięcie i wzburzona do granic, odeszła szybkim krokiem.
Ci bohaterowie nic, tylko się złoszczą, burzą, albo robią sobie na złość jak Siergiej. Wszyscy bez przerwy mają problem. Męcząca książka.
Zaraz przy drzwiach wpadła na doktora Huberta. Miał na sobie jak zwykle nieskazitelny biały fartuch, w kieszeni stetoskop, a na piersi identyfikator z tytułem i nazwiskiem.
No i masz, kolejny facet. Może ten da się skusić na numerek w miejscu publicznym? Ale nie, jak on śmie być taki nieskazitelny i bez problemów, kiedy Siergiej nie ma oka!
Kobiecie przemknęło przez myśl, że jest zwykłym pozerem. Bufonem.
Co!? Dlaczego?
Bo który ze znanych jej lekarzy – z nią włącznie – nosi po obchodzie stetoskop i plakietkę z nazwiskiem?
Rzeczywiście, nie wolno takich rzeczy robić, to prawie jak morderstwo.
W myśl tej zasady pielęgniarki powinny nosić na szyi gustowny łańcuszek ze strzykawką, a salowe basen.
Zupełnie jakby to tylko stetoskop był przystosowany do tego, żeby go trzymać na szyi.
– Dobrze, że cię widzę, kochanie – odezwał się tym swoim uwodzicielskim tonem, ale Marta miała na dzisiaj dosyć uwodzenia.
O nie, spóźnił się, Marcie wiosenna owulacja już przeszła.
– Co cię ugryzło? Ktoś ci sprawił przykrość? Chyba nie ten kochaś z drugiego
piętra! Zaraz go pavulonem potraktuję...
Jeszcze kilka stron wcześniej to był ideał mężczyzny, a teraz zamienił się w agresywnego konowała z pavulonem.
Hubert bierze jednak Martę na stronę i tłumaczy jej, że są inni kandydaci na jej miejsce, więc jeśli nie podpisze umowy, to wezmą jakiegoś innego pediatrę. Marta ma czas do jutra.
A tu bardzo dziwny strumień myśli Huberta:
Na Martę Kraszewską – już niedługo Galicką – zagiął parol i żaden ruski pętak nie stanie mu na drodze do celu. A celem była cnota niedotykalskiej pani doktor. Może coś więcej? Chciałby się budzić co rano u jej boku... Delektować się śniadaniami, które ta dumna kobieta podawałaby mu do łóżka... Brać ją, kiedy przyszłaby mu ochota... Krysia, ach Krychna, była żoną idealną. Dostawał to wszystko, czego normalny, zdrowy facet potrzebuje. Uwielbiał ją za to!
Marta niedotykalska i dumna! A to dobre! Chyba nie ma postaci bardziej robiącej z siebie ofiarę, a niedotykalskość obalił Siergiej, o czym nawet Hubert wie. Kolejny zakochany oblech, któremu całkiem odbiło.
Marta dostaje pracę na poczet przyszłych stosunków seksualnych.
Marta dostaje pracę na poczet przyszłych stosunków seksualnych.
– Dobrze więc – odezwała się nagle, przerywając jego marzenia o słodkiej, uległej żoneczce. – Przyjmuję twoją propozycję. Masz mnie.
Mężczyzna uśmiechnął się, zadowolony. Przyciągnął Martę do siebie, bezwolną jak szmaciana lalka, i wycisnął na policzku kobiety niechciany pocałunek.
Ojej, dokładnie jak Siergiej.
– Cieszę się na naszą współpracę, Martuś. Naprawdę się cieszę. Dziś jeszcze ci odpuszczę. Wracaj do domu, wyśpij się, odpocznij. Od jutra biorę cię w obroty. – Puścił oczko, by zabrzmiało to jak żart, ale Marta wiedziała, że mówi poważnie. I nie bardzo chciała się zastanawiać, jakie „obroty” doktor Hubert, od jutra jej przełożony, ma na myśli.
Jeszcze molestowanie w pracy doszło.
Dla dramatyzmu całe zajście obserwuje Siergiej:
Chłodno pożegnała się ze swoim nowym szefem i parę minut później szła do samochodu. Otwierając drzwi, spojrzała w okna drugiego piętra. Wydało się jej, że w jednym z nich widzi nieruchomą sylwetkę mężczyzny, który patrzy wprost na nią, ale gdy osłoniła oczy od słońca i spojrzała powtórnie, okno było puste.
I koniec rozdziału.

Wreszcie nadgoniłem:)
OdpowiedzUsuń"– Mógłbym wypisać Emilkę nawet dziś, jeśli Marta będzie miała nad nią pieczę." - W przeciwnym wypadku będzie ją trzymał w tym szpitalu do osiemnastych urodzin.
Szczerze zdziwił mnie fakt, że Mateusz ma pięćdziesiąt lat. Do tej pory nic nie robił, tylko chodził, smęcił i narzekał, więc jakoś automatycznie go sobie wyobrażałem jako jakiegoś smutnego dziadka.
"Przyznajcie, że nieodpowiedzialność Nataniela nie raziłaby tak, gdyby zabezpieczenie go zawiodło." - No coś ty, w Michalakversum zakładanie gumki to jakiś antyseks, zabójca romantyzmu.
"Kupiłem dwór i od razu spisałem akt darowizny. Dwór jest twój, możesz go odebrać, kiedy tylko zechcesz." - Darowizna jest jednostronnie zobowiązująca, ale sama w sobie jest czynnością dwustronną. Spisuje się umowę darowizny, a nie akt (chyba że chodzi o akt notarialny, ale to tylko forma). Tak romantycznie darować komuś nieruchomość, bez jego wiedzy, to można w komedii romantycznej albo Michalakversum, ale nie w prawdziwym życiu.
"Potraktowałem was seksem z dziwką na pomoście" - w ogóle jak to niedorzecznie brzmi, jakby oni byli na tym pomoście, a on ten seks z dziwką prawie im w oczy, nomen omen, wciskał.
"W jej imieniu zawrę układ z sądem i poszkodowanymi (...)" - aż boję się zapytać, co ona takiego nawywijała, że sąd jest jej wierzycielem, skoro chce z nim układ zawierać?
"Jej najgorszy wróg, Siergiej Sodarow, okazał się lojalny w stosunku do przyjaciół." - No ale... nawet jeśli uznać, że był lojalny względem przyjaciół (Iwony i Emilki?), to właśnie kosztem Nataniela i Marty... W ogóle nie rozumiem, w jaki sposób Marta miałaby ułożyć to sobie w głowie tak, aby miało to przemawiać na korzyść Sodarowa. No bo co, "okantował mnie i Nataniela, zatajał prawdę, ale przecież nie robił tego dla siebie, tylko dla kogoś innego". No po prostu chłop marzenie.
"– Naprawdę przepisałeś na mnie dworek? – Zwróciła na Sodarowa rozjaśnione nadzieją oczy." - Bez mojej zgody? Skąd wytrzasnąłeś notariusza, który taki akt sporządził?
"– Tak. Akt darowizny jest u mojego prawnika. Miał cię wezwać w przypadku mojej śmierci." - Ale po co, skoro już po jego śmierci umowy nie da się zawrzeć? Żeby jej powiedzieć, że "tak mało brakowało, ale Siergiej przekombinował"? Czyli chodzi jednak o darowiznę na wypadek śmierci, bardzo kontrowersyjne rozwiązanie w systemie prawa, ale nadal to jest umowa, więc potrzeba oświadczeń obydwu stron. Serio, być może w komediach romantycznych sprawdza się darowanie niczego nie świadomym ludziom nieruchomości, ale w prawdziwym życiu - chciałbym zobaczyć minę Marty, gdy do drzwi puka naczelnik urzędu skarbowego i informuje, że nie zapłaciła podatku od darowizn i podatku od nieruchomości. Nie bardzo wiem, czemu zwykły zapis testamentowy, który Siergiej mógłby dokładnie w takiej formie dokonać, bez jej zgody, jest za mało trÓ i romantik? Poważnie, tu się zaczyna robić jak w Strasznym filmie.
"Tak łatwo było sprawić radość małemu człowiekowi..." - A mały człowiek tak łatwo zapominał o prezentach i domagał się kolejnych... MSPANC:)
"Jedź do Czerska, poszukaj dla Iwony dobrego psychologa, czy raczej psychiatry, a potem wracaj do nas." - W sensie, znajdź tę panią psycholog w tym więzieniu i zaprowadź do Iwony? Bo serio, skoro ona nie jest na wolności, to jak on ma jej szukać tego psychologa?
"Podekscytowana, czekała na druk z sądu potwierdzający jej nową tożsamość." - Złożyła do USC, a oczekiwała druku z sądu? Poza tym wiem, że "druk" używa się jako synonimu "pisma", ale jednak pomiędzy "drukiem" a, de facto, "orzeczeniem" jest taka przepaść, jak pomiędzy Natalnielem-jaki-miał-być a Natanielem-jaki-jest.
Bardzo dziękuję za wartościowy komentarz! Dobra uwaga z tymi sądami, które pojawiają się w tym wątku od czapy – no, pewnie po to, żeby dodać powagi i grozy, sąd poważna sprawa przecież. Ja tego naprawdę już nie zauważam, jestem chyba zbyt rozproszona resztą głupot.
UsuńA co do zabezpieczenia, jedyną jej postacią, która wspomina coś o gumkach jest właśnie nieco później Siergiej... który pyta partnerkę już w trakcie, czy bierze tabletki, bo zapomniał prezerwatyw. Tak odpowiedzialnie.
Jaką dokładnie ilość oczu ma teraz Siergiej? Pytam bo chcę się upewnić
OdpowiedzUsuńChciałam zrobić nagłówek z lawendą z okazji drugiego tomu, nim pochłonęło mnie lenistwo, ale w sumie tabelka z liczbą oczu byłaby bardziej adekwatna.
Usuń33 year old Help Desk Operator Leeland Beevers, hailing from Burlington enjoys watching movies like "Legend of Hell House, The" and Bird watching. Took a trip to Historic Centre of Guimarães and drives a McLaren F1 GTR Longtail. tutaj sa wyniki
OdpowiedzUsuń