2.8 Rozdział 20, 21, 22 i 23

ROZDZIAŁ XX: NARZEKANIE NA WSZYSTKICH PO KOLEI

Ostatnie rozdziały to pokaz męskiej toksyczności. W tym dla równowagi będzie co nieco o toksyczności kobiecej, czyli zazdrość i złośliwość.

Marta jedzie do domu i gada do siebie.
– Domu, który musisz od Siergieja odkupić. I to jak najszybciej – przypomniała sobie.
Marcie przychodził na myśl jeden cudownie prosty człowiek: Mateusz. I może jeszcze Nataniel. Tak, tych dwóch nie pogrywało uczuciami innych. Oni byli uczciwi w stosunku do innych i do siebie. Jeśli kochali, to całym sercem, całą duszą. Jeśli nienawidzili… Marta wolałaby nie wiedzieć, jak to jest być znienawidzoną przez któregoś z przyjaciół.
No tak: wolałaby im nie podpaść, bo ich wrogowie bardzo szybko mają bliskie spotkanie z ich pięściami.

Ponieważ dwór jest okropny i pusty, Marta postanawia odwiedzić leśniczówkę. Wybiega na jej widok umierająca z głodu i zaniedbania radości Emilka i okazuje się, że Nataniela nie ma.
– Nataniel pojechał do Iwony? – Jej uśmiech znikł tak nagle, jak się pojawił.
– Taaak. – Odpowiedź Mateusza, zerkającego przy tym na Emilkę, wydała się Marcie bardzo zastanawiająca. – Wejdziesz? Ziemniaczki z koperkiem będą serwowane. I kotlecik schabowy dla Miluszki.
Czy was też niepokoi, że to dziecko ZNOWU jest nie w miejscu, gdzie dopiero co urządzono mu legowisko? Kto się założy, że za parę dni znowu wyląduje gdzie indziej?
Marta, chcąc nie chcąc, dała się zaprosić na obiad, czemu Mateusz był oczywiście rad i nie próbował tej radości ukrywać. Kobiecie przyszło nagle do głowy, że ta prostota jest jego zaletą, ale i wadą. Choćby nie wiem jak psioczyła na zagrywki Sodarowa, właśnie nieobliczalność tego mężczyzny najbardziej ją pociągała.
Beznadziejny ten Mateusz. Wcale mną nie rzuca po podłodze i nie okazuje miłości jak seksi brutal.

Dziecko zostaje odesłane do mycia rąk, bo dorośli rozmawiają na poważne tematy.
– Iwona próbowała popełnić samobójstwo – zaczął przyciszonym głosem, chociaż dziecko nie mogło go słyszeć. – Leży w szpitalu psychiatrycznym. Proszono Nataniela, jako najbliższą osobę, by przyjechał, więc ruszył niczym książę w lśniącej zbroi na ratunek swej księżniczce.
– To prostytutka, nie księżniczka – sprostowała zimno Marta.
Tyle na temat empatii Marty.
Jej niechęć może jeszcze wynika z tego, co nagadał jej Siergiej w poprzednim rozdziale (co kompletnie nie miało sensu, jednak do Marty trafiło podsumowanie pt. „to nie ja cię zdradziłem, to wszystko wina tej szmaty!”), ale nie podoba mi się też, jak mówi o tym Mateusz. Są rzeczy, które po prostu nakazuje PRZYZWOITOŚĆ, a nawet pomijając stan Iwony, wypadałoby przecież dowiedzieć się, co w takiej sytuacji będzie z dzieckiem. I to powinno ich najbardziej interesować. Ale nie, muszą przewracać oczami, że Nataniel się wygłupia, jadąc do prostytutki jednej, mimo że to jego pierwszy bezinteresowny czyn względem bliźniego od początku książki.
– Będzie trzeci dzień, jak Nataniela nie ma – mówił dalej, by zapełnić słowami pustkę między Martą a nim.
Znaczy dyżur Marty trwał pięćdziesiąt godzin, a Mateusz od tego czasu ma dziecko na głowie. Swoją drogą świetne warunki do rozwoju, bycie tak przerzucanym od cioci do wujka całe życie. Sami zobaczcie: parę lat zmieniających się opiekunek, potem Nataniel trzymał dziewczynkę u siebie jakieś… dwa miesiące? Następnie Marta stwierdziła, że kuternoga nie będzie dla małej tak dobrym opiekunem jak ona sama. Już się wydawało, że na tę chwilę mamy ustaloną rutynę i opiekuna wartego zaufania, takiego, do którego dziecko zawsze może się zwrócić, a tu nie! Idziemy z powrotem do wujka Nataniela, bo Marta wybrała karierę. A od niego do wujka Mateusza. Gdyby tym ludziom naprawdę zależało na dobru dziecka, to daliby jej stabilizację – nie kupuję gadki, że dziecko uodporniło się dzięki częstym zmianom opiekunek, przecież ona ma ledwie pięć lat i na pewno wyczuwa, że wszyscy wciskają jej kit z tym sanatorium! – a tymczasem gdy każde z nich po kolei odkrywa, że dziecko oznacza zobowiązania i nie można oddawać się chuci, mieć wielką karierę czy po prostu wolną chatę, kto inny odbiera dzieciaka. Dziwny zabieg w książce, która w kolejnych częściach zacznie nam bez przerwy wciskać, że gromadka rumianych dzieci to sens życia każdego z nas.
Jak Emilka ma się czuć, gdy widzi, że kolejnym opiekunom zaczyna wadzić jej obecność? Poczucie bezpieczeństwa to podstawowe prawo człowieka, a Iwona oddała Natanielowi dziecko, bo myślała, że stworzy jej substytut prawdziwego domu.
– Dzwonił wczoraj, że z Iwoną jest lepiej, ale nadal wymaga opieki. Jego opieki.
– To szpital. Są tam chyba lekarze i pielęgniarki – sarknęła, zdumiewając samą siebie. Co właściwie miała do Nataniela? Fakt, że nie opuścił dawnej sympatii, gdy ta potrzebuje pomocy, raczej się młodemu mężczyźnie chwalił, czyż nie?
„Nie” – odpowiedziała sobie w duchu. „Powinien być teraz z moją Oliwią. Jej nadskakiwać, a nie jakiejś lafiryndzie, ulicznicy, zwykłej dziwce”.
To w kontekście tego, że doprowadzona do ostateczności kobieta próbowała popełnić samobójstwo, no zwykła dziwka. Co tam, że Emilka za nią tęskni. W ogóle może powiedz jej, że mamusia to kurwa.

Marta rozmawia z Mateuszem o tym, że przyjęła etat, i co kręci ją w pracy w szpitalu. Wszyscy zasiadają do obiadu.
– Głodna? – zapytał domyślnie.
Skinęła głową, a gdy postawił przed nią pierwszą talerz pełen smakowicie pachnącego jedzenia, pochyliła się nad nim, żeby ukryć łzy, które nie wiadomo skąd i dlaczego napłynęły jej do oczu. Naprawdę nie mogła pokochać tego mężczyzny? Był za prosty dla wspaniałej pani doktor? Potrzebowała do szczęścia komplikacji?
Cała książka jest widocznie o ludziach, którzy potrzebują toksycznych związków do życia.

Dobra, teraz nieprzyjemne tematy:
– Myślisz, że Nataniel powtórnie da szansę Iwonie? Miałam nadzieję, że przypadli sobie do serca z moją Oliwią…
Mateusz pochylił się tak gwałtownie, że wylał na kolana gorący płyn.
(...)
– Nie mów, że się spotykają! – wykrzyknęła nagle.
– Nic mi o tym nie wiadomo – uspokoił ją, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo ona mruknęła:
– Szkoda. Gdyby Nataniel się bardziej postarał, może coś by z tego wyszło i dziś skakałby dookoła Oliwii, a nie Iwony.
Chciał wykrzyczeć: „Owszem, Nat się postarał, nawet nie wiesz, jak bardzo! Za pół roku ujrzysz efekt jego starań! I nie jesteśmy pewni, czy będziesz tym zachwycona!”, ale musiał milczeć. Nie do niego należało przekazanie Marcie owej wiadomości. Tej, że Nataniel i Oliwia darzą się nie miłością, a czymś całkiem przeciwnym, również.
Szkoda, że czegoś jej nawet nie zasugerował.
Mateusz zamiast tego zmienia temat i postanawia zepsuć Marcie humor w inny sposób:
– Martuś, tylko proszę cię, dbaj o siebie. Pamiętaj o swoim zdrowiu, o odpoczynku. Przecież nie chcesz, żeby powtórzyło się to, co sześć lat temu. Wtedy popełniłaś błąd właśnie przez przemęczenie. – Ujął dłoń kobiety gestem tak czułym i serdecznym, aż poczuła ciepło w sercu.
Nie ma to jak przypominać jej o tym, o czym pewnie myśli non stop, w końcu to tamten wypadek odciągnął ją od kariery na długie lata. Na szczęście Martę kręci poniżanie i upokarzanie, bo robi jej się ciepło w sercu. Boże.
Kochany Mateusz… Przyglądała się przez chwilę okrągłej, zaczerwienionej od pracy na dworze twarzy mężczyzny, nie najpiękniejszej, ale za to poczciwej, dobrym błękitnym oczom, teraz posmutniałym, ustom okolonym siwym zarostem i dłoniom, nie smukłym jak u Huberta, a silnym, szorstkim rękom człowieka, który cały życie ciężko harował.
No: pocisnął jej, a ta już patrzy zakochana!
Wyswobodziła delikatnie rękę.
Ale niestety, na słowach się skończyło, nie przyłożył jej ani nie obmacał, więc to jeszcze nie to. Temat schodzi na Siergieja:
– Kiedy wypisują Siergieja? – zapytał szorstkim tonem, zupełnie jakby czytał w jej myślach. Nawet w chwili takiej bliskości myślała o innym.
Wzruszyła ramionami.
– Nie spowiadał mi się.
On spojrzał na kobietę zdziwiony.
– Myślałem, żeście się pogodzili. Gdy go przywiozłaś, wyglądałaś na szczęśliwą.
– Krótko trwało to moje szczęście – odparła niechętnie. – Wiesz, jaki jest Sodarow. To on kupił mój dom. – Mówiąc to, posłała Mateuszowi uważne spojrzenie. – Nie jesteś zaskoczony? Wiedziałeś?
No, to nie jedyne, co przed tobą ukrywam!

Ple, ple, teraz znowu Oliwia, czyli dowiedzmy się, jakim jest potworem:
– Dlaczego nikt się tak nie martwi o Oliwię? – odezwała się z żalem.
– Ty się martwisz wystarczająco. – Poklepał ją po ręce. – Dziewczyna mieszka sobie w wielkim mieście, wysyłasz jej pieniądze na czynsz, jedzenie, ciuszki i kosmetyki… Doprawdy żyć nie umierać. Skończyła to hotelarstwo chociaż?
Mateusz zarzuca Marcie wydawanie zbyt dużych pieniędzy na córkę i proponuje odcięcie jej od takiej pomocy. Okazuje się, że Oliwia to najgorszy nierób, co jest bardzo interesującą informacją. Jak dotąd dobrze sobie radziła i tak świetnie zajmowała się końmi, że przyjęli ją do pracy w USA bez rozmowy na miejscu. No, przynajmniej nikt nie kwestionuje tej wersji, więc taką przyjmijmy.
– Nie chcę cię potępiać, moja duszko, ale ciężko pracujesz, utrzymując zdrową, młodą dziewczynę. Nie dziw się, że cię nie szanuje.
– Wręcz przeciwnie! Powinna to doceniać!
Wkładam pieniądze, nie dostaję dozgonnej miłości dziecka. Co robię nie tak!?
W ten sposób rozmowa schodzi na „nie wolno nikomu pomagać, bo w ten sposób nikt nie będzie cię szanował”.
– Odciąć dziecko od niewymagającego wysiłku dopływu gotówki. Oliwia dawno skończyła osiemnaście lat, naprawdę czas najwyższy, by stanęła na własnych nogach. Czy ty, tak szczerze, szanowałabyś dorosłego, zdrowego nieroba? Pasożytującego na niebogatej matce?
Na przykład Naaa-taaa…
– Dopóki będziesz tak uległa wobec Oliwii, ona będzie okrutna w stosunku do ciebie, Martuś – powiedział łagodnie, zostając tam, gdzie był.
Gdyby teraz próbował objąć przyjaciółkę, prawdopodobnie zarobiłby w twarz, a już na pewno straciłby ją na długo. Ktoś musiał jednak uzmysłowić Marcie całą bolesną prawdę.
Wspaniała przyjaciółka, od której w każdej chwili możesz zarobić w twarz.
– Nie szanuje się niewolnika, choćby nie wiem jak był przydatny…
– Coś ty powiedział?! – Aż pobladła z gniewu.
Dobrze, że Mateusz próbuje analizować, czemu relacja Marty i Oliwii nie działa – ktoś w tej powieści próbuje pomóc innej osobie, doceńmy! – ale ma za mało informacji, by dojść do prawdy i trafił jak kulą w płot. 
– Sam sobie odpowiedziałeś, dlaczego nie potrafię pokochać ciebie – wycedziła i wsiadła do samochodu. Po chwili nawet pył z leśnej drogi, którą odjechała, się rozwiał i Mateuszowi nie zostało już nic.
Brak mi słów na jej zachowanie. Czyli jednak wiedziała o jego uczuciu i postanowiła mu złamać serce, by się wyładować.
Mateuszu, naprawdę lepiej ci bez tej toksycznej baby.

ROZDZIAŁ XXI: WIELKA ROLA IWONY I KOŃCZENIE WĄTKÓW ESEMESEM

W tym rozdziale przenosimy się do szpitala, gdzie przebywa nieprzytomna Iwona.
Trzy długie, nieskończenie długie dni – z przerwami na sen, szybką toaletę i wrzucenie czegoś na ząb – spędził Nataniel przy łóżku Iwony.
W trakcie całego tego czuwania rozmyśla o Oliwii. Nagle odechciewa mu się ślubu.
Bo oto zjawia się druga kobieta i postępuje z nim dokładnie tak jak Iwona. Za chwilę zapomnienia również każe mu płacić wysoką cenę, bardzo wysoką. I nie chodzi tu nawet o dziecko, które za pół roku przyjdzie na świat – Nataniel przyjąłby jego narodziny z taką radością jak wzięcie pod swój dach Emilki – ale resztę życia, z którego Oliwia, był tego dziwnie pewien, uczyni im piekło.
To jest jasne jak słońce, że on tylko sobie wmawia, że pragnie dziecka, bo musi ze względu na światopogląd. Aborcja mu nie przyjdzie do głowy, ale koncept ponoszenia konsekwencji też nie, to podła Oliwia mu KAŻE.
Zresztą pamiętamy, jak bardzo cieszył się z pierwszych dni z Emilką – panikował i wściekał się, że nigdy nie zazna spokoju.
Była to trzecia doba przy łóżku chorej, gdy Nataniel wyprostował się nagle i rzekł półgłosem do siebie samego:
– Nie ma mowy, facet. Po prostu nie. Oliwia musi obejść się smakiem.
Obejść się smakiem. Jakby chodziło o miejscówkę na mecz albo kto dostanie piękny wazon po prababci, nie o poważne zobowiązania mężczyzny względem ciężarnej kobiety.

Podjąwszy decyzję, Nataniel wyjmuje telefon i postanawia podzielić się z Oliwią tą radosną nowiną za pomocą esemesa…
„Przykro mi, ale cofam słowo. Nie ożenię się z Tobą”. Odpowiedź nadeszła natychmiast, była krótka i treściwa: „Niech cię szlag, skurwielu!!”. I potem jeszcze jedna: „Zobaczymy!!”. Wyłączył komórkę, cisnął do kieszeni kurtki i z powrotem zagłębił się w fotelu.
Podsumujmy więc:
  1. Nataniel uprawia radosny seks bez zabezpieczenia
  2. Po dwóch miesiącach dziewczyna informuje go o ciąży
  3. ŁUP!!! Pada od Natanielowego ciosu
  4. Nataniel przeprasza, kaja się i oświadcza
  5. Po trzech dniach rozmyśla się, więc wysyła esemesa „a jednak nie, nara”
A co może w takiej sytuacji Oliwia?
  1. Aborcja – nie, bo morderczyni zabija Natanielowi dziecko;
  2. Zostaje w Polsce i pozywa Nataniela o alimenty – roszczeniowa kurwa, każe płacić Natanielkowi za chwilę zapomnienia;
  3. Wyjeżdża do Stanów (i będzie tam rodzić), bo z czegoś żyć trzeba, a Nataniela olewa – cyniczna karierowiczka, co odebrała dziecko ojcu;
  4. Wprowadza się do Marty, by pomogła jej z dzieckiem – pasożyt obarcza cierpiącą i przepracowaną matkę problemami zamiast ponieść konsekwencje swoich czynów!
Jak widać, Oliwia jest złym człowiekiem i nic tego nie zmieni.

Piękna historia esemesów zakochanej pary. Cała książka mogłaby być pisana w taki sposób.

O dziwo, bo to jedyna sensownie i logicznie napisana postać (team Oliwia!). Poza tym, że ma rogi, przy niej słońce zachodzi, kwiatki więdną, a niemowlęta płaczą, jej zachowanie i wypowiedzi są bardzo konsekwentne. Dlaczego jest szatanem? Zauważcie, że autorka ma jakąś obsesję gloryfikowania skrajnych zachowań w relacjach. Prześladowcy siedzący pod oknem obiektu uczuć są przedstawiani jak najbardziej pozytywnie, mimo reakcji samych ofiar (płacz i nerwy Marty po każdej konfrontacji z Siergiejem) podczas gdy osoby odcinające się od toksycznych ludzi są winne całemu złu tego świata. Ba! Mateusz przejawiający takie zachowania – włamujący się do Nataniela przez parę miesięcy – jest przestawiany neutralnie, bo równoważy to izolowaniem się, gdy mu w życiu nie idzie i nałogowo pije. Przeanalizujmy zatem Oliwię.

Szuka miłości przez seks, bo z takiej relacji łatwo się wycofać, wmawiając sobie, że od początku chodziło wyłącznie o zabawę lub wykorzystanie naiwniaka. Możliwe, że kopiuje jakieś zachowania ojca.
W przypadku Nataniela zauroczyła się mocno ze względu na otoczkę sprzed lat (pomógł mi, choć to jego praca, poczułam się wyjątkowa! – doszukiwanie się w najmniejszych gestach ciepła), ale zachowywała dość chłodno, asekuracyjnie. Sama niczego nie inicjuje, tylko kusi, próbuje zmanipulować drugą osobę, by okazała jej ciepło lub odrzuciła ją. Tak było w rozmowie o ciąży. To Nataniel ją zaciągnął do łóżka (uśmiechnęła się, upewniła, że cieszy się na jej widok, nim go pocałowała, ale to Nataniel zapytał, czy „dokończą w domu”). Bardzo neutralnie zakomunikowała mu o ciąży, a że reakcja była negatywna, w sekundę się zniecierpliwiła i wyglądała, jakby chciała skreślić tę relację. Bo skoro Nataniel nie okazał w żaden sposób, że mu zależy (nie musiał przecież skakać z radości, mógł po prostu zapewnić, że jej pomoże – ale jemu problem chyba wydawał się absurdalny, skoro stwierdził, że fikcyjne oświadczyny wystarczą. Dla Oliwii problem jest... nieco bardziej realny), znaczy, że jej nie lubi. Nie zależy mu.
Sama nie kontaktowała się z Natanielem między pobiciem a esemesem, jakby zakładając, że jeśli jednak przemyślał sprawę, to powinien sam się z nią spotkać czy zadzwonić.
Te wszystkie teksty „nie poprosisz, żebym została?”, „nie powiesz, że mnie kochasz?” wydają mi się sprawdzaniem, czy Nataniel się oburzy i jednoznacznie ją odrzuci, czy jednak jest dla niej szansa.

Wyciąganie kasy od matki – no wyciąga, ale jednocześnie widać, że bardzo szuka relacji. Gdyby zależało jej wyłącznie na pieniądzach, podlizywałaby się matce i okazywała czułość, dostając je. Tymczasem przy każdym spotkaniu próbuje nastawiać matkę. Przestań przepraszać!”, czyli „zachowuj się jak matka, nie jak dziecko! Nie dajesz mi wsparcia tą postawą!”. Ale Marta się nie zmienia, zamiata każdy poważny temat pod dywan, więc na rozwój relacji nie ma szans. Oliwia czeka parę dni i znika, bo tylko marnuje czas.
W takich relacjach dzieci często naciągają rodziców, skoro sami okazywali serce jedynie przez dawanie przedmiotów lub pieniędzy. „Co gadasz, że cię nigdy nie kochaliśmy? Kupowaliśmy ci wszystko, czego tylko zapragnąłeś!” – znacie to? Moim zdaniem Marta stworzyła właśnie taką relację z Oliwią.

W sumie trudno winić Oliwię za odcinanie się od toksycznych ludzi, skoro nie da się ich naprostować. Wyobrażacie sobie, że Marta przestaje się biczować? Że Nataniel pokornieje i przestaje się wyżywać na otoczeniu? Oliwia jako jedyna pragnie zmian i jest na nie gotowa. Jako jedyna uczy się na błędach (gdy Nataniel ją pobił zamiast ustalić, co dalej w obliczu narodzin dziecka, zaczęła zastanawiać się, czy ślub to aby taki dobry pomysł). Niestety po matce ma pociąg do toksycznych gnojków i skłonność do wybaczania im, bo cały czas szuka pretekstu, by odpuścić Natanielowi.

***
Dobra, w sumie jedyne, co jeszcze dzieje się w tym rozdziale, to że Iwona nagle zaczyna się ruszać i gadać.
– Sier-giej. Ma do-ku-men-ty.
– To nie jest na razie ważne. Powiesz mi wszystko, gdy nabierzesz sił.
– Oj-ciec E-mil-ki.
Nataniel zmartwiał. Jeśli Iwona powie mu teraz, że Sodarow jest jednak ojcem tego
dziecka, tylko zapomniał się przyznać, zabije sukinsyna!
– Sier-giej wie, kim on jest. – Umilkła, opadła z sił.
Iwona po wypowiedzeniu tych słów nie jest już fabule potrzebna, więc zapada z powrotem w śpiączkę. Jeszcze tylko narrator wmawia nam, że może nie przeżyć.

ROZDZIAŁ XXII ELOKWENCJA SIERGIEJA
Do Sennej dotarł dobrze po północy. Mimo tak późnej pory srebrne suzuki śledziła
para pełnych złości oczu, z czego Nataniel nie zdawał sobie sprawy.
Zaraz, skądś kojarzę tę strukturę zdania.
A, z poprzednich rozdziałów:
Oczy wypełnione nienawiścią śledziły każdy ich ruch.
oraz
Zza firanki śledziły go oczy pełne wściekłości.
Nataniel nagle zauważa "czarny cień".
– Czekałem na ciebie – odezwał się Marek Sidło, bo to był on.
Na pewno? Spodziewałam się, że odezwał się Marek, bo był to Nataniel.

Na dzień dobry przekomarzają się pół strony. Marek grozi, Nataniel jest poirytowany. Kłótnia dotyczy Asi.
– Ty nic nie wiesz? – Sidło nagle zrozumiał. – No tak. Ostatnio nie widać we wsi ani ciebie, ani reszty partyzantów. Tak na was wołamy, że niby ukryci po lasach siedzicie – wyjaśnił, bo Nataniel znów zrobił minę, jakby nic nie pojmował. – Nie przyjeżdżacie do wsi, więc nie wiecie, jakie brewerie wyprawia Aśka. Ponoć truć się próbowała.
Nataniel... nic na to nie odpowiedział. Po prostu czuł, jak stały grunt, ledwo zdołał do niego dotrzeć, ponownie usuwa mu się spod nóg.
Bo tak mu zależało na dobru Asi, gdy ją zwodził, a później obrażał.
– A teraz co z nią? – zapytał cicho.
– Nie wiem. Jarząbek obcych do chałupy nie wpuszcza. To na twoim punkcie szajba jej odbiła! – Zrobił krok w przód, pobladły z wściekłości. – Przez ciebie, pierdolony warszawiaku, dziewczynę tracę!
Ooo, to mu pojechał, od warszawiaka ludzi wyzywać!

Nataniel przekonuje Marka, że nie chce Asi.
– Masz jakiś pomysł? – zapytał Nataniel zupełnie serio. – Co mam zrobić, by dała sobie spokój?
– Wyjedź i nie wracaj.
– Nie ma takiej opcji. Tu mieszkam. Tu jest mój dom. I tu zostanę – odparł stanowczo.
– Pamiętaj, że ostrzegałem.
Ostrzegałem! Że moja dziewczyna się zabije, ooo. Nie wiem, jak to skomentować. Pewnie zabije się dlatego, że wszyscy jej nienawidzą.
Ja bym podpowiedziała Natanielowi, że warto Asi wysłać list z przeprosinami, w którym wyjaśnia, że poniosły go emocje, ale nic do niej nie ma, że przeprasza i żałuje za swoje zachowanie. Znaczy normalnego człowieka posłałabym do niej osobiście, ale Natanielowi chyba lepiej wyjdzie pisemnie.

Przenosimy się do Marty.
Martę obudziło pukanie do drzwi. Głośne, natarczywe. Poderwała się z łóżka. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Był środek nocy! Nikt, kto ma dobre intencje, nie dobija się do ludzi o tej porze!
Chyba że to Nataniel, który chce samochód. Ale tym razem to nie on:
– Sodarow! – Zabrzmiało to jak przekleństwo. – Czego chcesz?!
– Wpuść mnie.
– Nie chcę cię wpuszczać! Jest środek nocy! Przeraziłeś mnie!
Przed chwilą było buzi-buzi, dobra, będziemy razem, a teraz nagle NIEEE, czego ode mnie chcesz, idź sobie!!! Tego nie było w umowie, fuuu, brudny, bez oka, won.
I oto Siergiej Sodarow, ubrany jak to on, w czarną koszulę, czarną kurtkę i takież spodnie, wchodził do dworu jak do siebie. Bogiem a prawdą, był w tej chwili bardziej u siebie niż Marta.
Wyjaśnijcie mi, dlaczego każda polska grafomanka za szczyt męskiej elegancji i seksapilu uznaje faceta ubranego w czerń od stóp do głów? Znając Siergieja, ubiera się jak metal z lat dziewięćdziesiątych i pewnie jeszcze nie myje włosów.
– Urwałem się ze szpitala – odmruknął, próbując nie patrzeć na piersi kobiety, wyraźnie rysujące się pod cienką bawełną.
Dzień jak co dzień. Nudziło mi się tam!
– Przepraszam, że przychodzę nie w porę, ale z godzinę temu udało mi się wyprosić od pielęgniarek ładowarkę do mojej przedpotopowej nokii.
Ciebie nie mogłem prosić. Wyszłoby za mało dramatycznie.
Gdy tylko ją podładowałem, zaczęły przychodzić wiadomości. Odsłuchałem, odczytałem i jedna z nich sprawiła, że po prostu nie mogłem dłużej się wylegiwać...
No, jeżeli zastanawialiście się, co to są te „doo-kuu-men-tyyy” i czemu to coś istotnego dla fabuły, to macie wyjaśnienie. Sodarowa można by było od początku o nie zapytać albo sam by wypaplał, ale MIAŁ ROZŁADOWANY TELEFON. Jak wiadomo, w Lublinie panują straszne warunki, ludzie żyją bez prądu i nikt nie ma ładowarki. Dopiero po przeniesieniu do Olsztyna mógł odżyć i urwać się na chwilę.

Marta traci zmysły, gdy dowiaduje się, że chodzi o próbę samobójczą Iwony.
– Nie jestem zazdrosna! Po prostu wkurza mnie, że tańczycie wszyscy, jak ona wam zagra! Idzie siedzieć, przysyła dziecko facetowi, którego zdradziła, ten oczywiście bez słowa protestu bierze małą pod opiekę. Ona truje się, czy co tam robi, wysyła esemesa do drugiego, ten urywa się ze szpitala, pal licho wydłubane oko, pęknięte żebra i odcięte palce, i gna na pomoc księżniczce. A teraz powtórz, że nie odbiło ci na jej punkcie i nic do niej nie czujesz! – dokończyła, z trudem panując nad łzami.
Chyba jednak jesteś zazdrosna. A jakbyś wybrała Mateusza, już nigdy nie zaznałabyś zazdrości, chyba że względem pijanego, spłukanego Nataniela.
– Martuś, jedyną kobietą, na której punkcie kiedykolwiek mi odbiło, jesteś ty – odezwał się miękko. – I do żadnej nie czułem tego, co do ciebie. Z tamtą los skrzyżował moje ścieżki, ją miałem przez kilka chwil jak mężczyzna kobietę, ale ciebie mam w sercu zawsze.
TO NIE JA, TO LOS!!! Tak to wygląda:
„– Zdradziłeś mnie!!!
– Dobra, dobra, cicho już”

No i wiadomo, podziałało, bo para gołąbeczków zaczyna się macać. Przed chwilą JUŻ, SZYBKO!!! Siergiej dobijał się do drzwi, bo Iwona umiera, ale nie, chodziło o seks. Ten to ma gadane!
A potem kochali się w ciszy, czule i łagodnie, jakby to było pożegnanie, a nie nadzieja na odbudowanie z gruzów ich miłości.
Świetne podsumowanie, narrator też ma dość.
Dalej jeszcze jest kilka akapitów, jak to robią, ale to nie jest zbyt interesujące. Ach, gdzie te wesołe opisy seksu z pierwszej części!
Marta, szczęśliwa i ukojona, zasypia w ramionach mężczyzny, on, głaszcząc po włosach, ramionach i policzku kobietę, którą jego nieczułe serce odważyło się pokochać, przysięga bez słów, że nigdy więcej jej nie skrzywdzi. I czy Siergiej w to wierzy czy nie, tak właśnie będzie.
Ale śmieszne te spojlery w książce! „Siergiej jednak nie zdąży zdradzić Marty jeszcze raz, choć bardzo by chciał, boooo…”

ROZDZIAŁ XXIII JAK PRZYGOTOWAĆ KOBIETĘ NA PRZYSZŁE ZDRADY
Do wspólnego śniadania, jakby nikt nigdy między nimi nie stanął, usiedli dobrze po dziesiątej. Siergiej wprawdzie wstał wcześniej, ale widząc słodko śpiącą Martę, nie miał sumienia jej budzić. Wymykać się niczym byle kochaś także nie chciał.
A to nowy zwyczaj? W poprzednim tomie Marta skarżyła się, że zawsze wybiegał od niej o świcie i nawet zjeść z nią nie chciał.
Objął ją więc, przytulił do piersi i leżał cicho, rozmyślając o tym, co go czeka w najbliższych dniach.
Pierwszym, co zobaczyła po przebudzeniu, był bukiecik pierwiosnków, które podkradł z jej ogrodu. Uśmiechnęła się do mężczyzny. Odpowiedział tym samym.
Hahaha! Słuchajcie, coraz bardziej przekonuje mnie moja nowa teoria o podeszłym wieku Marty. Siergiej zachowuje się przy niej jak przedszkolak – to dawanie kwiatów z JEJ ogrodu jak dzieciaczki na Dzień Matki! – dlatego tyle na nią leciał. 

Potem Siergiej i Marta piją kawę, jedzą ciasto drożdżowe z weekendu i jakąś magiczną jajecznicę, a między każdym posiłkiem kochają się. Nudy.
– Zostaniesz chociaż do jutra? – W głosie kobiety zabrzmiała prośba, której on nie mógł spełnić. Jeszcze nie dzisiaj. Ale następnym razem, gdy wypełni obowiązki, może...
Domyśliła się takiej odpowiedzi. Posmutniała.
– Martuś... Wrócę przecież. Tak jak zawsze do ciebie wracam. Patrz, tyle kobiet na świecie, a ja kochać potrafię tylko tę jedyną... – Sięgnął po jej dłoń. Zanurzył usta w ciepłym wnętrzu. – O ile ona mnie przyjmie...
Westchnęła tylko, zastanawiając się, czy cieszą ją jego słowa czy też martwią, bo żeby wracać, trzeba najpierw odejść. Podniosła nań złote oczy.
– Przecież wiesz, że tak.
Oho! Przygotowuje ją powoli na zaakceptowanie faktu, że są w otwartym z jednej strony związku.
– Dam ci pieniądze za dwór. – Poderwała się.
– Nie chcę...
– Nie dla ciebie! Dla tej nieszczęsnej dziewczyny! Sam mówiłeś, że nie może wrócić do więzienia, trzeba więc zrobić wszystko, co w naszej mocy, by do tego nie doszło.
Odprowadził kobietę niedowierzającym spojrzeniem. Nie śmiał choćby napomknąć o pieniądzach, których tak bardzo potrzebował dla Iwony, by na powrót nie zrazić do siebie Marty. Ale ktoś, kto jest kochany całym sercem, odnajduje we własnym sercu miłość do całego świata. Jak Marta w tej chwili. 
Czyli seksu jej było trzeba. Ona jest jak Nataniel, oboje nakręcani tą jedną czynnością.
Przyniosła reklamówkę, a w niej spięte banderolami pliki stuzłotówek, położyła na stole przed Siergiejem. On przed chwilą wrócił od samochodu i teraz podawał Marcie akt darowizny dworku. Wzięła dokument w drżące ręce. Podniosła na Siergieja pełen niedowierzania wzrok.
– Nie wierzyłam. Wybacz, kochany, ale nie wierzyłam w twoje słowa. Myślałam, że mamisz mnie kolejną słodką bajeczką. Ale ty mówiłeś prawdę! Nie tylko kupiłeś ten dwór, ale, tak!, z datą wrześniową zeszłego roku, jeszcze mi go podarowałeś! Dziękuję... – Zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła całować, na przemian śmiejąc się i płacząc. – On był dla mnie taki ważny. Ten mój domek. Dziękuję, kochany.
Zacisnął powiekę jedynego oka, by zatrzymać łzy.
Ach, ta zeszłoroczna darowizna... Ale rozwaliło mnie wspomnienie o JEDYNYM oku w tak podniosłej chwili.
Przy okazji: jeśli ma je w bandażu, to komentarz jest bardzo nienaturalny (jak oka nie widać, to rozmówca nie skupia się na tym, czy się zamyka, czy nie), a jeśli już dawno wyzdrowiał, to czemu nie zdecyduje się na protezę?
Nie pamiętał, kiedy ostatni raz był tak szczęśliwy. Jeśli nie liczyć dzisiejszej nocy i tego ranka... chyba w ostatnią noc przed ich rozstaniem. Nie. Wcześniej. Gdy jeszcze nie znał Iwony. Potem miłość do Marty była już zatruta ziarnem zdrady.
W sumie zabawne, że nadal nie wiemy, dlaczego właściwie zdradził Martę. Chyba że odpowiedź brzmi „bo mógł”.
– Gdy tylko przekażesz pieniądze adwokatowi, wrócisz? – musiała to wiedzieć. Musiała wierzyć, że dziś on wyjeżdża, by ratować inną kobietę, ale przecież niedługo będzie z powrotem.
– Muszę jeszcze odnaleźć pewnego człowieka. Ale wrócę, liubymyja moja. Wrócę do ciebie.
Miejmy nadzieję, że ojca Emilki i niedługo skończymy ten durny wątek.

W kolejnej notce rozprawimy się z ostatnimi rozdziałami drugiego tomu!

Komentarze

  1. A mi to było potrzebne, tak mało brakowało, a bym zapomniał, że Siergiej ma jedno, jedyne oko! W ogóle w tych rozdziałach to chyba było wspomniane tylko 3 razy, za mało (co prawda, Siergieja nie było za dużo, więc i oka też).
    Teraz bardziej nurtuje mnie problem "aktu darowizny" - skoro sporządzony został "z datą wrześniową zeszłego roku", to kto zapłacił podatek?
    Ciekawa analiza Oliwii, faktycznie, jak się człowiek zastanowi, to ona jedyna tutaj jawi się jako osoba, która ma przynajmniej jakieś skrawki osobowości i realne motywacje.

    W ogóle to dziwi mnie potraktowanie relacji Marty z Siergiejem - ona wie, że jest toksyczna; on wie, że jest toksyczna; narrator wie, że jest toksyczna; a nadal jakoś wszyscy sprawiają wrażenie, jakby wmawiali sobie, że jest pozytywna.

    A na zakończenie, narrator profetyczny zawsze w cenie!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaskałabym, gdyby Marta dzięki wspaniałomyślności Siergieja została nieświadomie przestępcą podatkowym! To byłby wspaniały wątek. Niestety szykuje nam się inny zwrot akcji.
      Uważam, że całkiem nieźle nakreśloną postacią jest Nataniel. Problem w tym, że wszystko, co się wokół niego dzieje, jest nierealistyczne. Gdyby Marta i Mateusz byli jego rodzicami, moglibyśmy zrozumieć ich nastawienie, ale obcy facet? Ciężko mi uwierzyć, że nawet patologicznie lgnąca do ludzi Marta miałaby ochotę go wychowywać. Potrzebny byłby naprawdę dobry pretekst - np. gdyby przypominał Marcie kogoś ważnego z przeszłości, a Mateusz zgodziłby się go przyjąć do paczki dla Marty, ale nie bez zastrzeżeń.

      Że wszyscy widzą, jak beznadziejnym partnerem wobec Marty jest Siergiej to jedno. Najlepsze jest to, że później wyjdzie, że jak chce, potrafi zminimalizować swoją toksyczność wobec kobiet! Czemu pomiata akurat Martą - nie mam pojęcia. I dlaczego narrator próbuje w kobietach wzbudzić tęsknotę do takich mężczyzn.

      Usuń
    2. Bo narrator we wszystkich ksiazkach uwaza patologiczne relacje za te najlepsze - lobuz kocha bardziej, or something :P

      Zreszta, mowimy tu o empatycznej lekarce z sercem na dloni, ktora ma zero litosci dla samobojczyni po przejsciach - bo jak ktos chocby na moment sprawia, ze okoliczne samce zaczynaja zajmowac sie kims innym to nie ma przebacz! Wstretne babsko.

      Wciaz nie moge sie nadziwic, jak ta ksiazka leciutko przeskakuje nad pobiciem ciezarnej kobiety.

      Mateusz z tym wypomnieniem bledu lekarskiego ma wdziek slonia w skladzie porcelany. Ostatnie co bym czula wzgledem typa, ktory mi cos takiego wyrzuca, to czulosc.

      W ogole ta scena samobojstwa jest napisana tak zgrabnie, ze poczatkowo sadzilam, ze okropnie zla Iwona probuje zwiac po linie przez okno wychodka/celi.

      I co, to Marek sidlo sie masturbowal po krzakach na widok Nataniela? WTF?

      Oraz juz druga proba samobojcza kobiety, ktora byla blisko Nataniela. Strach mu "dzien dobry" powiedziec.

      Ach, ten los, co to sprawil, ze niewinny jak laka Sodarow potknal sie na pomoscie i przewrocil prosto na opalajaca sie Iwone. Wszystko nieporozumienia. Zero decyzyjnosci. Dzizas.

      Usuń
    3. Myślałam, że jednak schemat „łobuz kocha mocniej” zakłada pewną romantyczną obsesję na punkcie kobiety, a nie stalkowanie w piątki po pracy oraz zdradę po paru tygodniach związku. Siergiej jest minimalnie zazdrosny, nie tłucze Marty, za to postanowił ryzykować związek, świecąc pośladkami z kochanką praktycznie przed dworkiem. Czyli toksyczność jak dupek z korpo, nie rasowy łobuz! :D

      Marta już w pierwszych scenach popisywała się empatią. Czytelnik ledwo przyswajał rudy warkocz i niewinne suknie w kwiaty, a ta już jechała po sołtysowej, że się puszcza, a potem wraca do bijącego ją męża dla prezentów. Ale chyba masz rację, że nie może przeżyć, gdy nie jest w centrum uwagi mężczyzn! Nie brałam tego pod uwagę, a ta teoria ma sporo sensu.

      "Mateusz z tym wypomnieniem bledu lekarskiego ma wdziek slonia w skladzie porcelany" – a tak sobie teraz pomyślałam, że gdyby pisał to ktokolwiek inny, uznałabym to za celowy zabieg. Taki nieobyty prostaczek o dobrym sercu, który chce dobrze, ale przypadkiem rani bliskich.

      Bicie ciężarnych niepokojąco kojarzy mi się ze scenami z „Nie oddam dzieci!”, gdy nieskazitelny wdowiec wyrzuca z wrzaskiem podrywającą go opiekunkę do dzieci i daje w mordę teściowej (czy szwagierce?) za histeryzowanie na stypie. Porządny mężczyzna powinien własną pięścią i twardą lagą prowadzić zagubioną owieczkę na właściwą drogę.

      Hahaha, niestety masturbowała się Asia w zaspie :D Choć Marek byłby wspaniałym plot twistem!

      Chciałabym przeczytać prequel o Natanielu-maturzyście i jego romansach. Może w górach bardziej uszkodził sobie głowę niż nogę.

      Usuń
  2. Kiepski ze mnie komcionauta, bo odzywam się raz na tysiąc lat, ale czytam regularnie. Treść ksioopka ogółem ciężka, ale te analizy dostarczają mi tyle radości, że już zaczynam odczuwać strach, co to będzie, kiedy materiał wyjściowy się skończy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze miło wiedzieć, że ktoś czyta i czeka na nowe odcinki :)
      No, jesteśmy dopiero w połowie – w końcu jeszcze dwa tomy.

      Usuń
  3. 23 year-old Physical Therapy Assistant Salmon Royds, hailing from Clifford enjoys watching movies like Tattooed Life (Irezumi ichidai) and Netball. Took a trip to Longobards in Italy. Places of the Power (- A.D.) and drives a Gordini Type 24S. zobacz te witryne

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.