2.9 Rozdział 24, 25 i epilog
ROZDZIAŁ XXIV: MATEUSZ, PRZYJACIEL DO WYNAJĘCIA
Natanel leży w sypialni. Myśli. Idzie mu dosyć powoli, bo głupi. Jak się okazje, wydarzenia poprzedniej nocy „nim wstrząsnęły”, dlatego w końcu zrywa się z łóżka i nawet się nie umyje, a wybiega, żeby rozmawiać z Siergiejem.
– Zwolnij, człowieku, bo samochód zarżniesz – mruknął do siebie Nataniel. – Sodarow nie ucieknie.
He! A jednak. Siergiej już rucha Martę.
Nataniel awanturuje się w szpitalu, że jak to, wypuściliście Siergieja, a ja go potrzebuję.
– On był chory! Ranny! Pobity! Wypuścił pan człowieka w takim stanie?
Jakoś przecież wyszedł, w dodatku siłę na rzucanie Martą po dworku miał.
Zrezygnowany Nataniel biegnie więc do Marty, która akurat ma tam dyżur.
Nataniel przyjrzał się kobiecie uważnie. Tak szczęśliwej Marty Kraszewskiej nie widział od dobrych paru miesięcy. Wprost promieniała, niczym zakochana kobieta! Czyżby zniknięcie Sodarowa miało z tym jakiś związek?
– Szukam Siergieja. Wiesz, gdzie on jest?
– Wyjechał w ważnych sprawach. Związanych z twoją Iwoną zresztą – odparła, nie tracąc dobrego humoru.
No, jak pojawia się temat Iwony, a ta nadal nie toczy piany z pyska, coś musi być na rzeczy.
– Marta… czy ty czasem… Ty i Siergiej?
Spłoniła się jak panna na wydaniu.
– To aż tak widać? – Zaśmiała się cicho.
Dlaczego wszyscy bohaterowie od kilku rozdziałów zachowują się, jakby mieli pięć lat? Tylko nie Emilka, ona nadal ma czterdzieści pięć.
– Wiesz, Nat, każdy zasługuje na drugą szansę. Nieliczni także na trzecią. Ale czwartej nie dawaj nikomu.
To dobrze, Marto, że już szykujesz się na dawanie Siergiejowi mnóstwa kolejnych szans.
– Wracaj spokojnie do domu, Nat, i zdrzemnij się jeszcze z godzinkę czy dwie. Wyglądasz na równie wymęczonego jak Siergiej parę dni temu.
– Tylko oczy mam w porządku i palców u dłoni mi nie brakuje – odmruknął.
A Siergiej ma zdrową nooogęęę! Nie ma to jak przekomarzanie w przedszkolu.
Jemu nie pozostało nic innego, niż wrócić do Sennej i czekać.
Oliwia pisała list do matki.
Tam tak jest, zero odstępu.
Prawdę mówiąc, ten list był także do samej siebie.Tak zupełnie przypadkiem, żebyśmy poznali jej myśli i nie zapomnieli, że jest zła.
Dziewczyna próbowała zrozumieć, co w swym dwudziestopięcioletnim życiu zrobiła nie tak, że dziś – zamiast balować z przyjaciółmi w modnej knajpie albo łowić ryby z Natanielem nad jeziorem
To jakieś nowe określenie na oglądanie znaczków?
– siedzi sama w pustym mieszkaniu, zerkając co chwila na milczący telefon.
Ostatnio pokłóciła się nawet z Jessicą, o jakąś pierdołę oczywiście, ale gdy już zaczęła wylewać na przyjaciółkę wiadro pomyj, jak to miała w zwyczaju, nie skończyła, dopóki Jessica z oczami pełnymi łez, klnąc Oliwię najparszywszymi słowami, wybiegła z jej mieszkania, przyrzekając, że nigdy nie wróci.
A to ciekawe. Znowu cechą Oliwii jest coś, co nagle wciska nam narrator, żeby postać była zła, a czego w ogóle nie widać w powieści. To jak Nataniel i jego miłość do książek na niemal ostatniej stronie poprzedniego tomu.
Co ja zrobię z tym dzieciakiem?! Przecież nienawidzę dzieci! Nie umiem się nimi opiekować i nie chcę! Nigdy nie chciałam! Ale tobie o tym wspomnieć, zaraz zalałabyś się łzami albo spojrzała na mnie ze zgrozą i pełnym goryczy pytaniem: „To coś naprawdę jest moją córką?”, rozczarowana… zawsze mną rozczarowana. A teraz sama urodzę coś, za co kiedyś będę świeciła oczami. Ale spróbowałabym nie urodzić! Usunąć czy oddać do adopcji… Wyklęłabyś mnie jak nic!
Tu znowu: Oliwia nie spodziewa się żadnego wsparcia od matki i boi się, że ją rozczaruje. Całkiem logiczne i dobrze pokazane rozterki. Marta zaś jawi się jej jako toksyczna kwoka, która zamiast zaproponować jakieś korzystne rozwiązanie, będzie prawić morały i egzaltować się nad czymś, co po prostu trzeba przegadać przed podjęciem decyzji. Nic dziwnego, że Oliwia jej jeszcze nie wtajemniczyła. Na ewentualną aborcję za późno – dziecko poczęte między Bożym Narodzeniem a sylwestrem… gdy przyszła do Nataniela musiał być bardzo upalny początek marca, a od tego momentu upłynęło sporo czasu – więc niedługo ciężko jej będzie ukrywać przed matką prawdę i dylemat, czy wychowywać dziecko, czy oddać do adopcji.
Oliwia wiedziała, że krzywdzi matkę tymi słowami. Marta naprawdę ją kochała i zajęłaby się dzieckiem bez względu na to, czyje by było. Jednak nienawidząc samej siebie – tak, to właśnie czuła Oliwia w tej chwili – i wszystkich innych od sześciu lat, przeniosła to uczucie na kogoś, kto nie mógł się bronić: na własną matkę.
Też myśleliście, że będzie chodziło o płód? Nie, to Marta jest bezbronna, bezwolna i biedna.
W każdym razie logikę szlag trafił.
W każdym razie logikę szlag trafił.
Ludzie słabi zawsze znajdą winnych swoich niepowodzeń: rodziców albo dzieci, środowisko, polityków, islamskich terrorystów lub globalne ocieplenie. Zamiast przyznać, że nie wykorzystali szansy czy talentu albo po prostu są zbyt leniwi, by ruszyć się sprzed telewizora – obwinią resztę świata.
Zamiast wziąć odpowiedzialność za własne życie, słowa i czyny, będą szukać kozła ofiarnego, żeby móc na kogoś przelać żale i nienawiść.
Zamiast uderzyć się w piersi i przyznać przed sobą: tak, to moja wina, spartoliłem życie koncertowo, będą się nad sobą użalać i obrzucą za to błotem kogokolwiek, byle uśpić własne sumienie. Takich Oliwii, obrażonych na parszywy los, ludzi i glob cały, jest większość.
Produkowałam się na ten temat w poprzedniej notce, ale ręce mi opadają. W domu konflikt z matką, ojciec po wyjątkowo nieprzyjemnym rozwodzie zniknął, do tego wypadek w górach i seria toksycznych związków. Zakochała się w facecie, który niespodziewanie robi jej dziecko i jeszcze ją do tego tłucze. Dziewczyna ma w perspektywie bycie samotną matką i kombinuje, jak to rozegrać, bo w nikim nie ma wsparcia. Tak, to znak, że jest SŁAAABAAA i obwinia innych. A że przed chwilą miała wielkie marzenia o amerykańskiej stadninie koni i była o krok od zrealizowania ich, co nijak ma się do tezy o lenistwie? Oj tam podróże i przygody, przecież dzidziuś w kwiecie młodości zamiast to lepszy interes. Nawet dla ludzi, którzy są zdecydowanie niegotowi do przyjęcia na świat nowego człowieka.
Nic dziwnego, że Marta nie zrozumiałaby sytuacji córki. Ona mogła sobie pozwolić na spełnianie marzeń o medycynie, a jednocześnie wychowywać dziecko, bo miała wsparcie męża – przynajmniej na początku. Marzenia Oliwii legły w gruzach i nikt tego nie widzi.
Nic dziwnego, że Marta nie zrozumiałaby sytuacji córki. Ona mogła sobie pozwolić na spełnianie marzeń o medycynie, a jednocześnie wychowywać dziecko, bo miała wsparcie męża – przynajmniej na początku. Marzenia Oliwii legły w gruzach i nikt tego nie widzi.
Ludzi silnych, którzy będą walczyć o swoje marzenia do ostatniego oddechu – garstka zaledwie. Ale to do nich należy świat.
Walczyć, słowo-klucz. Pozytywni bohaterowie dochodzą do marzeń pięściami.
Oliwię, cieplarnianą paprotkę, którą matka chowała z dala od problemów dnia codziennego, pierwsze nieszczęście cofnęło do czasów dzieciństwa, kiedy to można rzucić zabawkami, rozpłakać się i obrazić na cały świat. Gdy Marta nie rzuciła się ją głaskać, tulić i uspokajać – bo po prostu nie zwierzyła się matce z tragedii w Tatrach, obraziła się na nią.
W końcu rozwód i pracoholizm rodziców są czynnikami tworzącymi szczęśliwe jednostki bez problemów i pokładające ufność w bliźnich.
Mamy wierzyć, że Marta nic nie widziała o wypadku i dlatego gdy w wigilijną noc Oliwia z Natanielem wyjaśniali sobie szczegóły zajścia, kazała im się zamknąć? Kasia już sama zapomniała, że wokół dokładnie tego wątku zbudowała fabułę; to było 140 stron temu, kto by pamiętał!
Nagle apogeum zła: Oliwia nagle stwierdza „pieprz się!”, niszczy list pojednania i idzie po piwo – symbol zepsucia.
– Pieprz się! – syknęła i w za dużych kapciach poczłapała do lodówki. Wyjęła butelkę piwa. Spojrzała w dół, na coraz okrąglejszy brzuch, rzuciła ponownie: – Ty też się pieprz! – i wypiła duszkiem, do dna.
Bo tak! Mało nam jeszcze postaci mających problem z alkoholem!
Bohaterka wypija dodatkowych sześć butelek. Tu jej wątek się kończy, ale najwyraźniej w tym rozdziale musimy omówić wszystkich bohaterów po kolei.
Szef Marty – doktor Hubert – okazał się nie taki zły, jak się na to zanosiło. Gdy tylko podpisała umowę, skończyły się umizgi. Mógł podrywać dawną koleżankę ze studiów, ale nie podwładną, co to, to nie.
To ten sam lubieżny typ, który obślinił ją na wieść, że zgadza się u niego pracować?! Jak on widzi dalszy podryw?
Spojler: nijak. Michalak chyba zapomniała o tym wątku.
Spojler: nijak. Michalak chyba zapomniała o tym wątku.
Bełkot o tym, że Marta przyzwyczaja się do pracy i przestaje wszystko sprawdzać setki razy, a w ogóle to w Irlandii tylko sprawdzała, czy liczba leków się zgadza, nie była pełnoprawną lekarką na własne życzenie. Chwalę, sama zapomniałam o tym wątku, ale dzięki tej wstawce nie gryzie się to z Wielkim Powrotem do Pracy.
Całodobowe dyżury nie należały do najłatwiejszych. (...)
Gdy po trzecim dotarła do domu, nie miała sił nawet wstąpić do Nataniela i przywitać się z Emilką. Padła na łóżko, zdjąwszy jedynie buty, kurtkę i spodnie, wtuliła twarz w rozkosznie miękką poduszkę i zasnęła jak kamień. Ocknęła się późnym wieczorem, gdy w sąsiednim domu pogasły już pewnie światła.
Tego jedynie żałowała: braku czasu dla Emilki.
Dlatego ciekawe, ile go miała dla Oliwii.
Dość tego tematu, teraz Nataniel… znowu.
Nataniel nie zapomniał słowa danego Markowi Sidle. Miał porozmawiać poważnie z Aśką. Wybić dziewczynie amory z głowy.
![]() |
| Nataniel przygotowuje się do wybijania |
Nataniel wybiera się do Jarząbków. Po wejściu nic, tylko kręci nosem i narzeka na biedę, bałagan i rzeczy, które Kazimierz mógłby poprawić, bo dorosły i zdrowy, ale nie chciał.
Aśka leżała w ciemnym pokoju, w skotłowanej pościeli mimo późnego popołudnia i, cóż, cierpiała męki nieszczęśliwie zakochanej.
Może po prostu jest chora? Nataniel, nie pochlebiaj tak sobie.
– Asia, to ja, Nataniel – odezwał się półgłosem, siadając na skraju łóżka.
Wiedziała, że przyszedł, słyszała, jak rozmawia z jej ojcem, ale musiała odegrać przedstawienie od początku do końca.
A, udaje. No to spoko. Próbę samobójczą pewnie też udawała, dlatego dotarło to do Nataniela z takim opóźnieniem.
– Daj mi spokój. Zdrajca, parszywy zdrajca. Jak nie posuwa tamtej, czarnowłosej zdziry, to śliczną córcię pani doktor.
(...)
– Nie wiem, co masz na myśli, mówiąc „posuwa” – zaczął zimno, mimo że przyszedł tu w pojednawczych zamiarach – ale zdradzić ciebie nie zdradziłem z tego prostego powodu, że nigdy nie byliśmy parą.
(...)
– Pewnie, że nie! Byłeś za bardzo zajęty swoimi dziwkami! – Aśka, daj spokój. I nie nazywaj ich tak…
– Będę mówiła, co chcę! Co myślę! A ty… Dlaczego jesteś taki? – Nagle zmieniła ton z pełnego złości na żałosny. – Zobacz, jedna cię rzuciła, druga też, a ja jestem. Nazwałeś mnie szmatą, a potrafię to wybaczyć, pokochać cię z powrotem.
Zobacz, Asiu. Gdybyś miała czarny zarost, czarne serce i chodziła w czarnych ciuchach, miała duże pięści i brak oka, twoje zachowanie byłoby seksi. A tak wszyscy się wzdrygają.
No, ciekawe, co na to Nataniel?
Gdyby był lepszym psychologiem, tym bardziej starałby się jak najmniej urazić dziewczynę, bo dojrzałby na dnie szeroko otwartych oczu nie tylko ból, ale i obłęd.
Ale Nataniel nie był ani dyplomatą, ani psychologiem.
Rzucił zimno:
– Odpieprz się wreszcie ode mnie! Daj żyć! – i tym samym przypieczętował los nie tylko swój, ale i tych, których kochał.
Wyszedł, pobladły z gniewu, nie słuchając jej wyzwisk, próśb i lamentów.
– Sorry, próbowałem – mruknął do Kazimierza, który siedział przy stole pełnym brudnych, cuchnących naczyń i milczał ponuro.
Boskie zakończenie dialogu.
Widzicie, przyzwoitość jest kształtowana przez studia psychologiczne. Jak się robi strony internetowe, można wszystkich bić, znieważać, gardzić ludźmi dotkniętymi nieszczęściami i jest się usprawiedliwionym.
Niech go jakiś niedźwiedź rozszarpie albo prasa do słomy pożre. Kasia specjalizuje się w dramatycznych zakończeniach, więc trzymajmy kciuki.
Nasz bohater dostaje mnóstwa przemyśleń.
Widzicie, przyzwoitość jest kształtowana przez studia psychologiczne. Jak się robi strony internetowe, można wszystkich bić, znieważać, gardzić ludźmi dotkniętymi nieszczęściami i jest się usprawiedliwionym.
Niech go jakiś niedźwiedź rozszarpie albo prasa do słomy pożre. Kasia specjalizuje się w dramatycznych zakończeniach, więc trzymajmy kciuki.
Nasz bohater dostaje mnóstwa przemyśleń.
Gdy szedł do samochodu, śledziło go mroczne spojrzenie Marka Sidły.Który masturbował się w krza... a nie, on nie.
Nataniel widział tamtego, owszem, ale tak jak Aśce Jarząbek, również jemu nie miał nic więcej do powiedzenia. Człowieka można zmusić niemal do wszystkiego. Gdy znajdziesz na niego haka, zrobi, co każesz, powie, co zechcesz, przyzna się nawet do czynów, których nie popełnił. Wystarczy znaleźć czuły punkt i uderzyć…
![]() |
| Nie, nie chcę więcej przemocy! |
Jednak do miłości nie zmusisz nikogo. Taka prawda.
Natanielu, nie. Markowi chodzi o to, żeby Asię odzyskać, a nie żebyś ją pokochał.
Dobra, koniec wątku. Na rowerze przyjeżdża Zosia Micińska, która chce oddać Natanielowi smycz.
Nataniel oferuje podwózkę.
Zosia zgadza się i wsiada do auta.
Niestety Zosia rozgaduje się o porażeniu mózgowym mamy, o śmierci dziadków i braku ojca. To ciężko będzie przebić – i Nataniel jest zaskoczony. No cóż, można przynajmniej pociągnąć temat i opowiedzieć o własnym nieobecnym ojcu:
Zosia zaprasza Nataniela i Emilkę do siebie na wieczorną imprezkę.
Zaraz potem następuje streszczenie słodziutkiego wieczoru wśród śmiechów, ale…
ROZDZIAŁ XV: ASIA JAK OGIEŃ, MARTA JAK ĆMA
Joasia tylko stoi i gapi się, a Marek odwraca i biegnie w stronę chaty, żeby pomóc Natanielowi gasić pożar.
Ale wróćmy do Marty. Zamiast zadzwonić do Nataniela w czasie sprintu, ta przybiega i zaczyna skakać wokół domu.
Marcie jednak mało wrażeń i mimo że każdy normalny człowiek posłuchałby operatora i przez okno sprawdził, czy kolega i dziecko są w środku (to dom parterowy!!!), kretynka lezie do środka.
No i właśnie. Skoro już empiryczne odkryła, że łóżko jest puste, można logicznie założyć, że Nataniel siedzi u Iwony albo jakiejś nowej kochanki, a dziecko zostało odtransportowane do Mateusza i wszyscy są bezpieczni. Ale nie, trzeba szukać dalej:
Widzę trzy wyjaśnienia, dla których Marta pakuje się w płomienie. Dwa średnio racjonalne: panika (spanikować w takiej sytuacji mógłby każdy, ale do tej pory Marta potrafiła wyzbyć się emocji, gdy trzeba było) i masochizm połączony z głupotą. Powód racjonalny: Natanielowi wcześniej zdarzyło się zostawić dziecko samo w domu w nocy. Na odludziu, co w razie pożaru TAKIEGO JAK TU, skończyłoby się tragicznie. Nie chcę hejtować żadnego bohatera bezpodstawnie, bo powodów do tego mamy nieskończenie wiele w przypadku zarówno Marty jak i Nataniela, więc sami sobie odpowiedzcie, którą wersję przyjmujecie.
Widzicie jaki stachanowiec? Nawet się nie zatrzymał, by zatruć tlenkiem węgla i dymem i zasłabnąć jak Marta. Boga w sercu nie ma, że nie pragnie zostać wędzonką jak ona.
Na miejsce przybywają strażacy.
Myśleliście, że to koniec? Ha, nie! Jeszcze trzeba przeczytać smęty w epilogu.
EPILOG: I WSZYSCY PŁAKALI
Od razu, już na pierwszej stronie, dostajemy długie opisy ryczących mieszkańców i komentarze na temat złotego serca Marty, które dla każdego miało dobre słowo, ale nie potrafiło wziąć przykładu z Nataniela i nie biło. Okazuje się, że nie tylko Nataniel ma krótką pamięć, rodzina sołtysa najwyraźniej też:
Chciałabym w podsumowaniu zauważyć, że, chyba w ramach karmy, ukarani zostali wszyscy, którzy gnębili Asię. Nataniel – stracił chatę, a wcześniej wiadomo. Siergiej – stracił różne części ciała, a wcześniej traktował Asię z pogardą i wyzywał ją. Marta – olewanie jej, gdy przyszła po pomoc. Marek – lanie jej. Mateusz Asię bronił, dlatego nic mu nie spłonęło ani nie odpadło.
Oprócz tego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Marta zaczęła drażnić Michalak za dawanie kolejnych szans konkubentowi, który ją zdradził i autorka postanowiła tym razem wywindować inną rudą lekarkę. Marta może zdychać, bo jedynie swą idiotyczną śmiercią odzyska nieco godności, a Zosia nie powieli jej błędów. Umarł król, niech żyje król!
I KONIEC.
Po epilogu za to, jak zwykle, pytania-teasery:
Dobra, koniec wątku. Na rowerze przyjeżdża Zosia Micińska, która chce oddać Natanielowi smycz.
Włosy miała dziś splecione w warkocz, przerzucony przez ramię. W białej, letniej sukience, bo popołudnie było bardzo ciepłe jak na kwiecień, wyglądała przeuroczo, niczym panna z dworku przeniesiona tu wprost ze starych rycin.Zwróćmy uwagę na wszystkie atrybuty ideału kobiety z literatury Michalak: ruda? Odhaczyć. Warkocz i niewinny strój? Jest. Do tego weterynarz, co jest jedynym zawodem ponad lekarzem. Oho, ktoś przyjechał nam wygryźć doskonałą Martę z pierwszego planu!
– Zostawiłeś w lecznicy smycz. Miałam ją podrzucić jeszcze tego samego dnia, ale samochód odmówił posłuszeństwa i widzisz, jak jest. – Z westchnieniem wskazała rower, pamiętający chyba czasy wojny.
Nataniel oferuje podwózkę.
– Och, dzięki, ale nauczyłam się radzić sobie sama. Wiesz, jak się ma niepełnosprawną mamę, trzeba szybko dorosnąć i liczyć na siebie.Tak żebyś wiedział, że ja też mam w życiu źle. I mam traumę, jak wszyscy!
– Okej, zasada prawidłowa, jednak przyjaciele są po to, by pomóc, gdy trzeba.Hahaha, nie zgadniecie, co Nataniel przez to rozumie:
Zostaw ten złom tutaj, poproszę Mateusza, by podrzucił go do lecznicy wieczorem, a sama wskakuj.„Przyjaciele są po to, by pomóc. Tutaj mam jednego, pomoże ci, bo jest niewolnikiem w tej powieści!”.
Zosia zgadza się i wsiada do auta.
Fajnie było porozmawiać dla odmiany z dziewczyną, która się na ciebie nie rzuca, nie jest zazdrosna, nie wymyśla ci od zdrajców i nie zmusza do miłości.Powitajmy POZYTYWNĄ bohaterkę. Nie jest w ciąży, jeszcze nie zdążyłem jej pobić, w ogóle nie trzeba jej dawać w ryj i z góry wiadomo, że wszystkie jej intencje są czyste, bo tak. Gdyby to Oliwia wtrąciła, że przez nieobecnego ojca i zapracowaną matkę musiała się nauczyć sobie radzić, byłoby „– powiedziała podstępna Oliwia, aby wymusić współczucie”.
Zza firanki śledziły go oczy pełne wściekłości. Widział niemal, jak płonie od niej cienki materiał.Wściekłe oczy Joasi są tak złe, że rozpalają ogień. To foreshadowing.
– Twoja mama miała wypadek?Nataniel naturalnie zagaił rozmowę, żeby mieć pretekst do rozpoczęcia swojego ulubionego tematu, czyli mama umarła, a ja jestem kuternogą.
Niestety Zosia rozgaduje się o porażeniu mózgowym mamy, o śmierci dziadków i braku ojca. To ciężko będzie przebić – i Nataniel jest zaskoczony. No cóż, można przynajmniej pociągnąć temat i opowiedzieć o własnym nieobecnym ojcu:
– Możemy sobie podać ręce. Mój również się zmył, gdy tylko usłyszał, że mama jest w ciąży. – Nieco nagiął fakty, bo nie znał powodu, dla którego ojciec nie zaistniał w jego życiu, ale o tym opowie Zosi kiedy indziej.Patrzcie, jeszcze koloryzuje, bo nie może przeżyć, że nie jest najbardziej poszkodowanym w rozmowie!
Zosia zaprasza Nataniela i Emilkę do siebie na wieczorną imprezkę.
– Może wpadłbyś z Emilką dziś wieczorem? Będzie noc spadających gwiazd! – Oczy rozbłysły jej właśnie jak dwie gwiazdy. – Zrobimy grilla, mama upiecze babeczki z kremem karpatkowym, położymy się w ogrodzie otuleni kołdrami i będziemy patrzeć w niebo. Co ty na to? Emilce bardzo się to spodoba, wierz mi. Dzieci uwielbiają gapić się w niebo, szczególnie wtedy, gdy dawno powinny być w łóżkach. Chyba że masz inne plany... – skapitulowała nagle, bo słuchał jej w milczeniu.
– Nie. Ten jest bardzo dobry. Super! Jeśli naprawdę to dla was nie kłopot, chętnie wpadniemy.
– Żaden! Mama będzie zachwycona. Rzadko miewamy gości. – Jesteśmy umówieni. O której zaczyna się imprezka?
– O dziesiątej?
– Dziesiąta. Będziemy. Już teraz rozumiem skąd te zakupy.
Zarumieniła się z zakłopotania.
– Pewnie uważasz mnie za głupią. Tyle siat dla dwóch osób, ale czasem lubimy
urządzać „przyjęcia”. Nawet jeśli gości nie widać.
Biedna Zosia, nie gadała z Asią i nie wie, jakim typem jest Nataniel.
– Dziękuję, Nataniel. – Lekko dotknęła jego ramienia. – To naprawdę dużo dla mnie znaczy.Aha, to tak jak z oświadczynami, nie? Wytrzymał z tym dotrzymywaniem słowa trzy dni.
„O ile oczywiście przyjedziesz” – dodała w duchu.
Nie znała go. Nie wiedziała, że zwykł dotrzymywać słowa.
Zaraz potem następuje streszczenie słodziutkiego wieczoru wśród śmiechów, ale…
Punkt dziesiąta podjedzie pod dom, w którym Zosia mieszka z chorą mamą, wypakuje kosz smakołyków i podekscytowaną Emilkę na deser. Potem, rozgadani, śmiejąc się co chwila, przejdą do sadu, gdzie na dmuchanych materacach już będą czekały zwinięte kołdry. Podjadając ciasto i babeczki, opowiadając o studiach i życiu w Warszawie, będą wypatrywać pierwszej spadającej gwiazdy, a potem następnych.O nie! Czy to Zosia powiedziała coś nie tak i dostała fangę w nos na oczach własnej matki i Emilki? Kurczę, może poruszyła temat bolącej nogi.
Tak zleci dwojgu młodym, bo starsza kobieta i dziewczynka usną szybciej, czas do drugiej w nocy. Właśnie o tej godzinie piękno chwili pryśnie, zmieniając się w koszmar, a czarny aksamit nocy w krwawą łunę.
ROZDZIAŁ XV: ASIA JAK OGIEŃ, MARTA JAK ĆMA
Martę obudziło złe przeczucie.Ponieważ czuje, że coś jest nie tak, robi sobie herbatę i wychodzi na ganek. A tam… PŁONĄCE OCZY ASI!!!
Łuna od strony lasu zaczęła właśnie wzbijać się w niebo.Marta wybiega w koszuli nocnej i narzuconym na ramiona swetrem; początkowo działa racjonalnie, to jest dzwoni po pomoc:
– Rany boskie – wyszeptała zbielałymi ustami. – Pali się!
– Pali się! – krzyknęła, gdy tylko zgłosił się operator. – Widzę łunę nad lasem, to… to gdzieś niedaleko chaty nad jeziorem. Senna, kolonia numer dwa. Dziękuję. Tak, będę się trzymać z daleka.Ale żeby słuchać rady? Gdzie tam.
Biegła dalej, z trudem łapiąc powietrze. W piersi ją paliło. Traciła siły. Nie tylko z powodu wysiłku, serce najwyraźniej zaczęło odmawiać posłuszeństwa, ale do przerażonego umysłu zaczęła docierać prawda, która zmuszała kobietę do dalszego biegu. Nie palił się las niedaleko chaty Nataniela – płonął jego dom!Nie tylko Marta w tym momencie biegnie. Marek Sidło wyskakuje zza krzaka i łapie gnającą dokądś Joasię.
– Coś ty zmalowała? – Nagle zaniepokojony, wbił palce w jej ramiona tak silnie, aż jęknęła z bólu, a potem rzuciła triumfalnie:Wreszcie, trafiła kosa na kamień! Zemsta jak zemsta, jest to prymitywne, ale przyznajcie, że Nataniel teraz będzie musiał wypić piwo, które sobie nawarzył.
– Podpaliłam mu chałupę. Dostanie za swoje!
– Ty głupia cipo, ty pizdo, podłożyłaś ogień pod czyjąś chałupę?!Okazuje się jednak, że to nieporozumienie, a Asia jest po prostu bardzo głupia.
– Nie czyjąś, tylko jego! Nataniela! Zasłu…
Potrząsnął nią tak, że przygryzła sobie język. Przez chwilę myślał gorączkowo, co robić. Co robić, do kurwy nędzy?! Ta głupia krowa, ta durna cipa…
– Przecież sam chciałeś to zrobić! – wrzasnęła nagle ze złością. – Mówiłeś, że jeśli Domoradzki się ode mnie nie odpierdoli, sfajczysz mu chałupę. Zrobiłam to! Tak jak chciałeś!
– Mówić to jedno, a podłożyć ogień pod dach śpiącego człowieka to kryminał! Na co czekasz, suko?! Aż nadjadą gliny i cię zapuszkują?! Godziny w pierdlu nie przeżyjesz! Zasuwaj do ojca! Niech cię wywiezie za granicę! Ja wezmę to na siebie tak długo, jak się da! Biegnij! Na co ty, kurwa, czekasz?!Co prawda pewnie wyszłoby, że jest niespełna rozumu i najwyżej dostała wyrok w zawiasach, ale co tam.
Joasia tylko stoi i gapi się, a Marek odwraca i biegnie w stronę chaty, żeby pomóc Natanielowi gasić pożar.
Ale wróćmy do Marty. Zamiast zadzwonić do Nataniela w czasie sprintu, ta przybiega i zaczyna skakać wokół domu.
Marta wpadła na podwórze i zastygła bez ruchu na parę sekund. Ogień jeszcze nie pożarł całego domu, na razie karmił się gankiem i północnym narożnikiem. Przez drzwi wejść nie mogła, obiegła więc chatę dookoła, załomotała w okno.Patrząc na opis pożaru, nie wygląda to, jakby paliło się od wewnątrz, skoro źródło żaru mamy w ganku. No ale dobra, zakładamy, że skoro pożar było widać z daleka ponad drzewami, to pali się mocno.
– Nataniel!!! Nataniel! Jesteś tam?! Dom się pali!!!
Chwyciła kawałek cegły, cisnęła w szybę i tego było żywiołowi potrzeba: przeciągu. Ogień runął z sieni przez kuchnię, buchnął Marcie prosto w twarz.
Marcie jednak mało wrażeń i mimo że każdy normalny człowiek posłuchałby operatora i przez okno sprawdził, czy kolega i dziecko są w środku (to dom parterowy!!!), kretynka lezie do środka.
Podbiegła do okna sypialni, rozbiła szybę i nie zauważając ostrych odłamków, tnących jej dłonie i nogi, wskoczyła do środka. Zakrztusiła się dymem i kasłała boleśnie przez chwilę czy dwie, ale zaraz potem na oślep rzuciła się do kąta, gdzie stało łóżko Nataniela.– Puste – załkała z ulgi.
Hmm, nawet klamka jest gorąca. Co by tutaj zrobić?Musiała teraz przejść do kuchni, a potem do pokoiku Emilki. Dopiero gdy przekona się na własne oczy, że małej nie ma również, będzie mogła pomyśleć o sobie. Chwyciła za klamkę i puściła z krzykiem. Żelazo już zdążyło się nagrzać.
Owinęła je rąbkiem swetra, szarpnęła ku sobie. Płomienie buchnęły jej w twarz. Nie zważała na nic. Ani na ogień, ani na duszący dym. Musiała mieć pewność, że w pokoiku obok nie umiera dziewczynka.Łóżeczko było puste.
Marta, łkając z ulgi, cofnęła się do sypialni Nataniela, zatrzasnęła drzwi i znów zachłysnęła się dymem. Kaszląc, zatoczyła się pod ścianę. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Osunęła się na podłogę.– Jest tu kto?! – Jak przez mgłę usłyszała czyjś krzyk.– Ratunku... – wyszeptała.
Marta co prawda jest lekarzem, ale nie wpada na pomysł, by swetrem osłaniać twarz. To dobre dla osób takich jak Marek, które są nastawione na przetrwanie, a nie cierpienie. Tak, w tej scenie Marek bohatersko wbiega do środka, wyciąga Martę i nic mu się nie dzieje od przebywania w tych samych warunkach:
Mężczyzna chwycił ją pod pachy, odciągnął dalej, w bezpieczne miejsce.Sołtysiak ma jeszcze siły ratować zwierzęta:
– Proszę tu zostać! – nakazał, jakby miała siły gdziekolwiek się wybierać. – Wyprowadzę zwierzęta.
– Dom…
– Już po nim – uciął ostro. – Niech pani tu siedzi i odpoczywa, jasne?!
Przytaknęła.
Zniknął w gęstym, lepkim dymie, który spowijał podwórze. Lada chwila ogień przeskoczy na stajnię, w której miotały się przerażone konie. Trzeba było się spieszyć.
Na miejsce przybywają strażacy.
Marta zacisnęła powieki. Poczuła łzy na policzkach i łomot w piersiach. Aż nagle ból, jaki się czuje jeden jedyny raz w życiu, zebrał całą moc i uderzył w siateczkę naczyń troskliwie otulających biedne, udręczone serce Marty.
Ile czasu jej zostało? Minuta. Czy wystarczy? Wyjęła z kieszeni komórkę, zaczęła pisać do Oliwii: „Kocham…” i ręka z telefonem opadła bezwładnie. Łzy popłynęły z oczu.Frajerka, wystarczyło poprosić o brak ataku serca.
„Przepraszam” – posłała swemu dziecku ostatnią myśl. „Kocham cię, córeczko”.
Czerń napłynęła łagodnie, odgoniła ból, Marta spojrzała po raz ostatni w niebo, które przecinała właśnie spadająca gwiazda. Nie zdążyła pomyśleć życzenia…
Myśleliście, że to koniec? Ha, nie! Jeszcze trzeba przeczytać smęty w epilogu.
EPILOG: I WSZYSCY PŁAKALI
Od razu, już na pierwszej stronie, dostajemy długie opisy ryczących mieszkańców i komentarze na temat złotego serca Marty, które dla każdego miało dobre słowo, ale nie potrafiło wziąć przykładu z Nataniela i nie biło. Okazuje się, że nie tylko Nataniel ma krótką pamięć, rodzina sołtysa najwyraźniej też:
W oczach mieszkańców Sennej oprócz żalu czaił się wstyd. Oto jeden z nich podpalił dom drugiego. Ofiarą pożaru była właśnie ona – doktor Kraszewska. To też nie powinno mieć miejsca. Można mówić sobie podłe słowa, można powygrażać, ale nie wolno podkładać ognia pod dom śpiących ludzi! Nie wolno! Sotłysiaki dochowali się bandyty, który – miejmy nadzieję – zgnije w pierdlu, bo gotów podpalić całą wieś! Co za nieszczęście, jak nie jedna czarna owca, taki Sodarow, to inna się trafi…
Ale to nie ma sensu, po co Marek miałby podpalić dom, po czym wyciągać uwędzoną w centrum mieszkania Martę i ratować zwierzęta? Idąc tym tropem: co Marta robiła samotnie w pustym domu Nataniela? Nie miała swojego kilometr dalej? Kogoś powinno to zastanowić!
Siergiej trzymał się z boku. Z dala od reszty. Miał twarz nieruchomą, martwą, jakby wszystkie uczucia umarły razem z jego liubymyją.Tyle razy zdradzić!
„Tak wiele chciałbym ci powiedzieć… Tak wiele dać…”
Poszukał wzrokiem jedynego przyjaciela, który go rozumiał…To Mateusz. Ten, jak wiemy, jest zawsze do wynajęcia, a w dodatku teraz są sobie z Siergiejem równi, bo obaj nie mają Marty. Ogólnie w epilogu jest po akapicie na bohatera, żebyśmy wiedzieli, jak cierpią i przeżywają. Siergiej – z godnością. Mateusz –
Łzy spływały mu po twarzy, skapując na piach pod nogami.Emilka –
– Nie płacz, wujku, ciocia nie mogła odejść daleko. Kiedyś się przecież spotkacie.Nataniel –
On stał po drugiej stronie grobu z szeroko otwartymi, niedowierzającymi oczami.Pewnie przyszedł spóźniony i wstydzi się zapytać, co to za zbiegowisko.
Nie zobaczyć Marty już nigdy więcej? (...) Już nigdy?! Zagryzł wargi do krwi, by nie wybuchnąć płaczem. Albo krzykiem na podły, bezwzględny los. Ale musiał jeszcze trochę wytrzymać, jeszcze udawać spokój. Być wsparciem dla tej, którą obejmował wpół.To Oliwia.
Gdyby nie jego ramię, Oliwia upadłaby obok trumny matki i już tak została. (...) Ona, Oliwia Kraszewska, była kolejną ofiarą tego nieszczęścia.Ponieważ w tym uniwersum wszyscy zawsze mają przeczucie.
Gdy tamtej nocy odebrała esemes od matki, a w nim jedno słowo: „Kocham” i nic więcej, poczuła, że stało się coś strasznego.
Nogi zaczęły się pod nią uginać. Nataniel nie zdążył jej chwycić.Przed chwilą ją obejmował, halo?
Osunęła się na kolana, zgięła się wpół w strasznym szlochu.Ach, moralizatorstwo na koniec i ta dramatyczna róża, kuzynka samotnej łzy.
– Mamo… przepraszam, tak bardzo cię przepraszam…
Zawsze wydaje nam się, że mamy czas. Mamy mnóstwo czasu, by prosić o wybaczenie. Całą resztę życia. I nagle okazuje się, że jest za późno. Na wszystko. Na wybaczenie również. A czasu zostało jedynie tyle, by wypuścić z mdlejącej ręki różę i pozwolić, by upadła na grób matki.
Chciałabym w podsumowaniu zauważyć, że, chyba w ramach karmy, ukarani zostali wszyscy, którzy gnębili Asię. Nataniel – stracił chatę, a wcześniej wiadomo. Siergiej – stracił różne części ciała, a wcześniej traktował Asię z pogardą i wyzywał ją. Marta – olewanie jej, gdy przyszła po pomoc. Marek – lanie jej. Mateusz Asię bronił, dlatego nic mu nie spłonęło ani nie odpadło.
Oprócz tego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Marta zaczęła drażnić Michalak za dawanie kolejnych szans konkubentowi, który ją zdradził i autorka postanowiła tym razem wywindować inną rudą lekarkę. Marta może zdychać, bo jedynie swą idiotyczną śmiercią odzyska nieco godności, a Zosia nie powieli jej błędów. Umarł król, niech żyje król!
I KONIEC.
Po epilogu za to, jak zwykle, pytania-teasery:
Życie trwa nadal.…tylko nie Marty, huhu! W następnym tomie okaże się, że wszyscy zapomnieli o ratowaniu Trusi, więc też nie żyje.
Czy Nataniel i Oliwia odnajdą drogę do siebie?…Ile razy jeszcze oświadczy się Nataniel?
Kim jest ojciec małej Emilki?…To Mateusz? Nataniel? A może kamienicznik!?
Kto sześć lat temu wysłał pewien list, który zmienił wszystko?…Bo zapomniałam rozwinąć temat w tej części.
O tym i jeszcze o wielu smutkach i radościach w tomie III „Kropla nadziei”.PS Zajrzałam już do tomu trzeciego. Tam się odwala tak ciężka patologia, że brak mi słów. Dajcie znać, czy chcecie więcej cierpieć!
![]() |
| Sięganie po serię mazurską |



Oficjalnie daję znać że chcę więcej cierpieć. Podobno cierpienie uświęca.
OdpowiedzUsuńHm. Może aŁtorkasia po prostu chce żebyśmy wszyscy zostali zbawieni i dlatego wypisuje takie brednie?
Może dlatego wydaje książkę co dwa miesiące, tak z dobrego serca!
UsuńJa bardzo chcę cierpieć więcej, okrutnie chcę cierpieć więcej. Potrzebuję wiedzy, co było dalej. Muszę się dowiedzieć, czy coś swoją śmiesznością... tfu, dramatyzmem przebije Brak Oka Siergieja i Śmierć Marty (która wizualizuje mi się jako dzieło Lighta z "Death Note")... Ale równocześnie mam nadzieję, że nie będzie drugiego tak obrzydliwego wątku jak to, co aŁtorkasia zrobiła z Asią. Ale to płonna nadzieja, już to wiem.
OdpowiedzUsuń~Wesoła Panda
Szczęśliwie lub nie będzie MNÓSTWO dramatyzmów i absurdów od pierwszych stron. No, trzeba tylko trochę odczekać, aż bohaterowie wyjdą z fazy pod tytułem "Marta umarła".
UsuńTakie cierpienie to ja rozumiem. :D
OdpowiedzUsuńW sensie to nasze, czytelnicze.
Cierpmy razem z bitymi, płaczącymi i płonącymi bohaterami!
UsuńDEJ NEXTA
OdpowiedzUsuń:D Swietna robota, Claudinello. Te analizy sa jak pozar w pieknych ramach (te ramy to twoje komentarze w tej metaforze, ktora ma tylez sensu, co ksiopko) - nie da sie oderwac wzroku :D
Wtem! Islamscy terrorysci i globalnen ocieplenie, pasuja do tresci ksiopka... wcale :D
#team Oliwia
Ciekawa jestem skad wziela za duze kapcie we wlasnym mieszkaniu :D
Nagle uciecie watku podrywu w szpitalu: lol :D Przeciez caly ten podstep z przywiazaniem Marty do stanowiska mial sluzyc slubowi i zakontraktowaniu domowej niewolnicy, a tutaj co, z chwila zlozenia podpisu na umowie szef doznal nagles amnezji i resetu? :D
A wlasnie, odnosnie tych tlumow po krzakach, bo sie pogubilam :D Zarowno Asia, jak i Marek, podgladali Nataniela w roznych momentach zycia? Przy czym jedno z nich (a moze i oboje) sie masturbowalo? I nigdy nie wpadli na siebie nawzajem? Strach isc do tego lasu, co krzak to zboczeniec :D
Kim, do cholery, jest Zo... a, ta weterynarz, o ktorej zdazylam juz na smierc zapomniec?
Mama z porazeniem mozgowym, ktora trzeba sie opiekowac, jest w tak dobrej formie, ze piecze babeczki z kremem?
"wypakuje kosz smakołyków i podekscytowaną Emilkę na deser" - Wypakuje Emilke na deser? Co to znaczy w ogole?
W jakim aspekcie ta matka jest uposledzona, ja sie pytam. Bo jesli intelektualnie, to babeczki powinny ja chyba przerastac, a jesli ruchowo, to spanie na dworze na pewno jest swietnym pomyslem.
Wstep (i tytul) rozdzialu XV mnie zabil :D
"Nie tylko Marta w tym momencie biegnie. Marek Sidło wyskakuje zza krzaka i łapie gnającą dokądś Joasię." - No mowie, w tym lesie pewnie jeszcze partyzanci tez od wojny siedza.
"Aż nagle ból, jaki się czuje jeden jedyny raz w życiu, zebrał całą moc i uderzył w siateczkę naczyń troskliwie otulających biedne, udręczone serce Marty." - Czy jej sie wydaje, ze ludzie nie dostaja zawalow po kilka razy w zyciu?
"na temat złotego serca Marty, które dla każdego miało dobre słowo, ale nie potrafiło wziąć przykładu z Nataniela i nie biło." - KWI xD
Dziękuję!
UsuńTo trochę brzmi jak sugestia, że ludzie nawołujący do walki z globalnym ociepleniem sami są za nie odpowiedzialni, ewentualnie doprowadzają świat do zagłady brzydkim zachowaniem :D Oliwie takie.
Nie wiem, czemu służyć miało ujarzmienie Jarka. Mógł kontynuować końskie zaloty, a autorka nie męczyłaby się zbyt przy tym, bo i tak Marta zaraz ginie.
Hahaha, wyobraziłam sobie, że w krzakach przy drzwiach do chaty Nataniela za każdym razem siedział inny zboczeniec. Tak, oboje w wolnym czasie go śledzili :D
Mama Zosi wyjdzie na pierwszy plan za Martę, więc nie będę za dużo spojlerować :)
Wszyscy biegają po Sennej, Mateusz za dzikami, Siergiej za kobietami, Kazimierz za alkoholem, a Nataniel tylko konno, bo boli go noga.
Może Marta obudziła się i nie mogła zasnąć, bo już miała pierwsze objawy zawału, ale zamiast dzwonić po pogotowie, zajęła się niszczeniem płonącej chaty? Ale fakt, musiałaby mieć strasznego pecha, by w wieku 47 lat dostać śmiertelnego zawału.
Skasowało mi komentarz;/ Z tego, co zapamiętałem: generalnie bardzo chcę cierpieć, a te teasery są bardzo zabawne.
Usuń"na temat złotego serca Marty, które dla każdego miało dobre słowo, ale nie potrafiło wziąć przykładu z Nataniela i nie biło" - świetny tekst:P
Szkoda!
UsuńW pytaniach-teaserach brakuje mi "czy Nataniel w końcu pójdzie do pracy?". Romanse jako tako można przewidzieć (np. że każdy bohater potrzebuje albo drugiej połówki/dziecka, albo nauczki), ale pracowitość Nataniela w jednym aspekcie nas zaskoczy.
Teraz, jak tak patrzę, to chyba ciekawszym (dla dziewczynki) teaserem byłoby "czy Emilką ktoś się wreszcie zajmie?", choć obawiam się, że byłby to swego rodzaju teaser retoryczny. A o tym, że Nataniel mógłby pójść do pracy, to w sumie nawet nie pomyślałem, chyba już straciłem nadzieję:)
UsuńOd pierwszej do ostatniej sceny kolejnego tomu miałam ochotę walić głową w ścianę właśnie z powodu wątku opiekowania się Emilką. Całkiem serio uważam, że jej przeżycia z Sennej mogłyby sprawić, że za 15 lat wda się w matkę i wszyscy będą się zastanawiali dlaczego, to dziecko było takie słodkie i bezproblemowe…
UsuńTeż chcę wincyj cierpieć. Upały i nadmiar wolnego czasu chyba wyzwalają we mnie jakieś masochistyczne skłonności czy coś.
OdpowiedzUsuńI tak jak często zastanawiam się nad dalszymi losami małoletnich aktorów, tak teraz myślę o tym dziecku z okładki. Nie mam pojęcia, czy to jakaś stockowa fota, czy na to był jakiś casting, ale jestem ciekawa, jaka byłaby reakcja tej dziewczynki, gdyby w dorosłości przeczytała ten twór, którego okładkę ozdobiła.
Postaram się poświęcić urlop na analizę trzeciego tomu. Dam znać na susie :)
UsuńMnie zastanawia, co już teraz mówią rodzice małej modelki z pierwszego tomu. Pewnie ktoś im nagadał, że to słodziutka książka o dziecku zgarniętym przez dwóch wujków i ciocię, ale koniec końców wyszedł krwawy harlekin o szkarłatnym prąciu bandyty.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTeraz to w dodatku jednookiego bandyty.
UsuńTak :D
UsuńTak swoją drogą, czy to osławione szkarłatne prącie oraz jedno oko trafią do generatora powieści? Moim zdaniem powinny. :P
UsuńCzemu nie, drugi tom służył za niesamowitą inspirację w mnożących się patologiach, które na bieżąco dodawałam... :D
UsuńNa mdlejącą samotną różę, oczywiście, że chcemy więcej cierpieć!
OdpowiedzUsuńTo się okaże :D Do części trzeciej polecam napary z melisy i tabletki na uspokojenie.
UsuńUff, jak dobrze, że mam i jedno i drugie (meliska bardzo ładnie mi się rozrosła, będzie co skubać)
UsuńO, zazdroszczę :)
UsuńTylko nie oskub całej już po pierwszym odcinku z dalszym traumatyzowaniem Emilki!
Kieeeedyyyy noooooweeeeeee? :P
OdpowiedzUsuńŻebyś Ty widziała, jakie szambo się tam wylewa! :D Powinnam zrobić z boku dział "Aktualności", gdzie informowałabym o postępach. Póki co z powodu zachowania Nataniela gotowych do publikacji jest dopiero kilka rozdziałów.
UsuńOpubliku chociaz pierwszy, daj nam jakis skrawek w oczekiwaniu na reszte :D
UsuńSkrawka nie będzie, dam statystykę. Dwie pierwsze notki to już:
Usuń- 3x motyw aborcji
- 2x dramatyczne historie rodzinne głównych bohaterów
- 1x zagłodzone przez alkoholizm właściciela zwierzę
- 14x dni obijania się Nataniela, który patrzy na zgliszcza zamiast pracować, wciska obowiązki innym i planuje kolejną ucieczkę w poszukiwaniu nowej Marty™
A potem co? Bohater kilka razy wpada w furię, opowiada wszystkim, jak mu źle, a w nagrodę dostaje wszystko, o co poprosi. Ciężko się to czyta... :D
Jeszcze nie dobiłam do środka książki i publikację rozpocznę prawdopodobnie we wrześniu.
Ugh... jestes bardzo, bardzo dzielna!
Usuń31 year-old Administrative Assistant IV Taddeusz Gallo, hailing from Longueuil enjoys watching movies like "Out of Towners, The" and Board games. Took a trip to Ironbridge Gorge and drives a Bronco. opis
OdpowiedzUsuń