3.2 Rozdział 4 i 5
ROZDZIAŁ IV: SIERGIEJ ZAJMUJE MIEJSCE MATEUSZA, ŻEBY NATANIEL NIE UCZYŁ SIĘ NA BŁĘDACH
Nataniel – nie bardzo wiedząc, co ma teraz ze sobą zrobić, bo domu nie miał, a do dworu wracała Oliwia, z którą nie chciał przestawać ani sekundy dłużej – ruszył do stajni.
Mnie zastanawia, gdzie od dwóch tygodni śpi Nataniel. U Mateusza nie (nie kontaktował się z nim od pogrzebu), u Zosi też nie, co wiemy z reakcji Emilki. U Siergieja nie, w końcu Siergiej nękał go telefonami, by w końcu go odwiedził. Dworek wynajmuje dopiero teraz. U nikogo innego też nie, bo Nataniel jest społecznym gburem i z nikim się nie przyjaźni.
Z tego wynika, że mieszkał dotąd w dworku Marty za darmo (tekst o przeszukaniu go, by znaleźć sukienki Emilki) i łaskawie zgodził się jej płacić za wynajem, gdy Oliwia poruszyła temat. A teraz boi się na nią wpaść, bo wyszłoby na jaw, że już urządził tam burdel!
Nataniel rozbiera się i zaczyna sprzątać stajnię. Przychodzi Siergiej i zadaje niewygodne pytania.
– Co zamierzasz? – powtórzył nieco ostrzejszym tonem. Nataniel posłał mu zmęczone spojrzenie. „Odpieprz się” – mówiły błękitne oczy chłopaka, ale Sodarow nie dał się zbyć.
Przez ostatnie dwa tomy miał szare oczy. Z drugiej strony wszyscy są zmiennokształtni, tracą oczy, zyskują nowe albo zmieniają im kolory (Iwona miała w pierwszym niebieskie, w drugim czarne).
– Przestań się nad sobą użalać – rzucił sucho. – Nie ty pierwszy straciłeś w pożarze dorobek całego życia i nie ostatni. Ludzie nie pozwolą ci zginąć, spokojna głowa.– Pieprzę ludzi – odwarknął Nataniel.
Przy Natanielu nawet Siergiej wydaje się do rany przyłóż facetem.
Nic nie chcę. Ani od ludzi ze wsi, ani od ciebie.
Odnoszę wrażenie, że on sprząta sobie końskie boksy, by mieć gdzie spać, nim Oliwia zabierze rzeczy i wyjedzie. Swoją drogą: korzysta z uprzejmości Zosi, na pewno u kogoś się stołuje. Ale ludzi nie potrzebuje, co to to nie!
– Przypominam, że jest ktoś, kogo powierzono twojej opiece. Nie mojej, nie Zosi Micińskiej, a twojej, Nat. Emilka. Pamiętasz ją jeszcze? Taka mała, urocza dziewczynka, która od Wigilii mieszkała u ciebie, a teraz pęta się po obcych. Straciła ciocię Martę, straciła dom, choć jeszcze o tym nie wie, a koniec końców może stracić ukochanego wujka Nataniela. Weź się w garść, stary, albo już teraz szukaj dla dziecka zacnego sierocińca, w którym spędzi ono następne dwa lata.– Może ty zajmiesz się Emilką, skoro tak się o nią troszczysz?
Może sam mnie wyręczysz, hę? I przy okazji przynieś mi zupę!
– Ja mam swoje zobowiązania, ty swoje. I nie, ona nie jest moją córką.
Nataniel jest jak bot, Siergiej nauczył się mu już czytać w myślach.
Natanielowi w tym momencie przypomniały się słowa Iwony: Siergiej ma dokumenty...
Facepalm. Nataniel ma jedną myśl na dwa tygodnie, bo z takim tempem rozwija się wątek drzewa genealogicznego Emilki.
– Ty wiesz, kim jest jej ojciec? – To było raczej stwierdzenie niż pytanie. – Znasz go.Sodarow pokręcił głową.– Nie znam. Ale owszem, wiem, kim jest. Raczej kim był, bo nie żyje.
Nataniel poczuł absurdalne rozczarowanie. Zupełnie jakby przez sekundę rozważał oddanie Emilki typowi, który porzucił dziecko.
Zawsze warto mieć w pogotowiu kolejną osobę, której można podrzucić dziecko, gdy Zosia pójdzie na kurs asertywności.
Nataniel wypytuje o rodzinę ojca Emilki, po czym wybucha, jak to ciocia Olga nie chciała się zajmować bękartem Iwony. Siergiej próbuje naprowadzić go na właściwy trop.
– Zastanawiałeś się kiedyś, jakim cudem Iwona trafiła do ciebie? I czy to rzeczywiście był przypadek?(…)– Podwoził ją jakiś zboczeniec, wyskoczyła z samochodu niemal w biegu, chciała dojść do wsi, ale zabłądziła – rzekł, bo tamten najwyraźniej czekał na odpowiedź.
Siergiej „wiem, ale nie powiem” Sodarow.
– Droga do wsi jest o wiele prostsza niż do chaty nad jeziorem, ukrytej głęboko w lesie – zauważył Sodarow. – Idziesz asfaltem, skręcasz, gdy zobaczysz kierunkowskaz: „Senna 1 km”. Nic skomplikowanego. Jednak Iwona trafiła prosto pod twój dach. Zupełnie jakby wiedziała, że czeka na nią wyposzczony chłopaczek, którego owinie sobie wokół palca. A na do widzenia podrzuci mu dziecko, bo już wtedy miała świadomość, że wcześniej czy później trafi do kryminału. Nigdy cię nie zastanowiło, dlaczego na opiekuna Emilki wybrała właśnie ciebie?
Nataniel wybucha, krzyczy Siergiejowi, żeby się pieprzył, oskarża go, że nasłał na niego Iwonę-złodziejkę i kłóci się, zamiast dostrzec, że Sodarow ma taki gawędziarski styl przekazywania informacji.
W końcu dochodzą do sedna:
– Nie! Takim skurwielem, żeby ją na ciebie nasłać, nie jestem! – żachnął się Sodarow.– Rzeczywiście, ty ją tylko... – Nataniel zawiesił głos.– Seks to co innego – uciął tamten.– Jeśli nie ty mi ją podsunąłeś, to kto? Powiesz wreszcie?!– Arkadiusz Szponder. Twój ojciec.Nataniel zakrztusił się własnym oddechem. Wstał powoli, żeby patrzeć Siergiejowi prosto w twarz, a jeśli ten zełgał, żeby mu w tę twarz przywalić.
Nawet w takim momencie ma ochotę przywalić. Nic dziwnego, że Siergiej w stanie agonalnym darował sobie rozmowy na drażliwe tematy z Natanielem.
– Co o nim wiesz? – rzucił Sodarow.– Niewiele. Siedem lat temu dostałem list...Wrócił wspomnieniem do dnia, gdy trzymał w rękach zwykłą białą kopertę zaadresowaną do niego. Wyglądała tak niewinnie... Odebrał list z poczty tuż przed wyjazdem w góry, włożył do kieszeni i zapomniał o nim. Dopiero w Betlejemce, gdy zdejmował kurtkę, by wyschła przy kominku, przypomniał sobie o kopercie ze swoim nazwiskiem. Nadawcą był Arkadiusz Szponder. Nic mu to nie mówiło. Usiadł niedaleko ognia, rozkoszując się ciepłem i tańcem płomieni na dębowych polanach, rozdarł kopertę i uniósł do oczu kartkę zapisaną kanciastym pismem.
Tym samym cofnęliśmy się do enigmatycznego prologu pierwszej części. Po cholerę tu tak szczegółowe informacje, że odwiesił kurtkę, by wyschła? Żeby podkreślić, że za młodu nie był świnią i szanował rzeczy, a nie rzucał mokrej kurtki w ziarenka ryżu w kuchni?
Oto list:
Drogi Synu
nie wiem, co naopowiadała ci o mnie twoja matka, ale pewnie same kłamstwa...
Hehehe. Jaki ojciec, taki syn – to wyczucie musi być dziedziczne.
Oczy Nataniela zogromniały. Spodziewał się różnych słów na „dzień dobry”, ale nie takich!!! Facet, który porzuca dziecko jeszcze przed narodzinami, przypomina sobie o nim po dwóch dziesięcioleciach i w pierwszych słowach wyraża się obelżywie o matce, która sama to dziecko wychowywała? Co za tupet! Co za bezczelny kawał drania! Nataniel chyba nie chciał czytać dalej. Jednak uniósł kartkę do oczu...
Porzuca dziecko przed narodzinami?! Nie! Ale zaraz, zaraz, przypomina mi to kogoś…
Ale wróćmy do listu:
Ale wróćmy do listu:
Kochałem ją, ale nie byłem gotowy na stały związek, na bycie mężem i ojcem. Prosiłem i błagałem, żeby uważała, ale ona nie. I widzisz. Stało się.
Siedem lat później Nataniel powinien przybić tacie piątkę.
Czy można mnie potępiać, że nie udźwignołem tego obowiązku? Odeszłem i przez długie lata byłem sam. Ale dzisiaj dojrzałem, żeby zmierzyć się z ojcostwem. Napisałem do twojej matki, że chcę się z tobą spotkać, zapoznać. Chcę zobaczyć na własne oczy mojego synka. Odpisała, żebym zwrucił się z tym do ciebie, nie do niej. No i widzisz. Więc piszę: każdy chłopak potrzebuje ojca, prawdziwego ojca, a nie pszyszywanego, bo nie wiem, czy twoja matka jest sama, czy kogoś ma. Ty masz ojca – mnie. Morzemy ustanowić rodzinę, jeśli tylko zechcesz, bo ja chcę. Ale bez twojej matki, bo to źle z jej strony mnie obwiniać za wszystko.Morzemy więc we dwuch się widywać, spotykać na piwku, czy co tam lubisz. Ja nie jestem z tych, co opiekują się dzieciakami, ale ty jesteś już dorosły. Nie bój się, będę fajnym tatą. Tylko na żadne pieniądze nie morzesz liczyć, bo wydatki i tak mam za duże, ale ty chyba pracujesz? Tak więc czekam na twoją odpowiedź, gdzie morzemy się spotkać. Podaj mi swój telefon, to się zdzwonimy.
Twój ojciec
Hahaahahhahahaha!
W tym świecie równoległym, gdzie Oliwia nie zrobiła aborcji, za dwadzieścia lat Nataniel wysłałby taki sam list do swojego syna, tylko nie pisałby „odeszłem”, bo ma studia i raz w ciągu trzech tomów przeczytał książkę.
Drogi Oliwierze,
nie wiem, co naopowiadała Ci o mnie matka, ale pewnie same kłamstwa. Coś, że żałowałem na alimenty i nie chciałem Cię widywać, ale to nieprawda. Gdyby nie jej pazerność Twoja babcia by żyła i wtedy widywalibyśmy się codziennie. Babcia Marta robiła najlepsze lazanie! Przychodziłbym choćby co dzień. Ale nie, matka musiała jechać do Warszawy, gadając coś o pracy, jakby Senna nie była dość dobra.
Jest taka sprawa, mój kumpel Mateusz właśnie zmarł i nie zapisał mi nic w spadku (majątek dostali jego kuzyni), więc sam rozumiesz, że czas nagli. Jak chcesz, możemy się spotkać, ale dobrze by było, żebyś przyjechał z jakimiś drobnymi na opłatek, wigilijnego karpia i może jakąś wódeczkę, żeby był czym zapić rybkę, hehe…
Senna, 20.12.2038
nie wiem, co naopowiadała Ci o mnie matka, ale pewnie same kłamstwa. Coś, że żałowałem na alimenty i nie chciałem Cię widywać, ale to nieprawda. Gdyby nie jej pazerność Twoja babcia by żyła i wtedy widywalibyśmy się codziennie. Babcia Marta robiła najlepsze lazanie! Przychodziłbym choćby co dzień. Ale nie, matka musiała jechać do Warszawy, gadając coś o pracy, jakby Senna nie była dość dobra.
Jest taka sprawa, mój kumpel Mateusz właśnie zmarł i nie zapisał mi nic w spadku (majątek dostali jego kuzyni), więc sam rozumiesz, że czas nagli. Jak chcesz, możemy się spotkać, ale dobrze by było, żebyś przyjechał z jakimiś drobnymi na opłatek, wigilijnego karpia i może jakąś wódeczkę, żeby był czym zapić rybkę, hehe…
Nataniel, jeszcze bardziej zszokowany niż przed chwilą, doczytał ostatnie słowa, ciesząc się, że jest w pokoju sam i nikt nie widzi szoku i odrazy na jego twarzy. Ten list, pełen błędów, zupełnie pozbawiony uczuć do niego, Nataniela, i szacunku do jego mamy... Po prostu chamski! Czy rzeczywiście mógł napisać takie coś jego ojciec?! Czy mama mogła związać się z kimś takim?! Kto chce „ustanawiać rodzinę, ale bez twojej matki”, spotykać się „przy piwku”, ale na jego, Nataniela, koszt, bo tamten „wydatki ma duże”? Ten list był największym upokorzeniem, jakie spotkało go w życiu.
Ja się tak nabijam, ale przecież Nataniel własną postawą próbuje udowodnić tezę, że geny nieobecnego ojca mogą nagle wyleźć na wierzch. Przecież to wykapany Arkadiusz! Naprawdę powinien zacząć bać się o Emilkę.
Tyle razy wyobrażał sobie, że odnajdują się z ojcem, spotykają... Że jego ojciec jest porządnym, kulturalnym człowiekiem, facetem na poziomie, bo przecież mama z byle kim by się nie zadawała... Ojciec na dobry początek przeprasza Nataniela, że go odrzucił, opuścił mamę, gdy ta była w ciąży, Nataniel wielkodusznie mu wybacza i... no tak, tu wyobraźnia chłopaka się kończyła. (…) Zmiął kartkę, czując wściekły gniew. I jeszcze rozczarowanie. Straszne, dojmujące rozczarowanie. Nie chciał widzieć tego faceta na oczy! Nie spotka się z nim „przy piwku”, nie da mu telefonu, zapomni o liście i człowieku, który go napisał.
„Mamo, jak mogłaś?!” – jęknął w duchu. „Ty i »morzemy«?!”.
„Nieraz wyobrażał sobie spotkanie, jak ojciec na początku przeprasza Oliwiera, że go odrzucił i pobił mamę, gdy była w ciąży, Oliwier wielkodusznie mu wybacza… Mamo, jak mogłaś?! Ty i taka agresywna świnia?”.
Poczuł łzy napływające do oczu i siłą je powstrzymał. Nie da tamtemu satysfakcji! Nie rozpłacze się z powodu jednego podłego listu! Ale z mamą porozmawia poważnie, gdy tylko wróci z gór…
Czy on tam rozważa przemoc? Czy to sugestia, że wybiera się zrobić mamie kuku? A przecież zaraz potem łamie nogę i jest „mamo!”, „mamusiu!”…
Potem następuje kilka linijek wspomnień, jak to biednemu Natanielowi wali się świat, bo ojciec okazał się nie tak fajny. Zaczynam dochodzić do wniosku, że przestraszył się konkurencji w postaci innego, większego nieroba w rodzinie.
Ostatecznie fakty w mózgu Nataniela łączą się i wychodzi na to, że Iwonę podsunął mu pod nos podstępny ojciec-alfons.
– Podsunąć mi taką kobietę. Ja pieprzę, jak nie piwko to prostytutka…
Tak, Nataniel uważa, że ponieważ w przeszłości nie postawił ojcu piwka, ten siedem lat później podstawił mu prostytutkę, żeby go obrabowała. Siedem lat nosił w sercu tę urazę i planował zemstę życia!
Sodarow zaczyna się dziwić, że Nataniel kompletnie nic nie wie o Iwonie.
– Nie opowiedziała ci swojej historii? – zapytał tamten domyślnie.
– Nie mieliśmy czasu na rozmowy – odburknął chłopak, rumieniąc się mimowolnie z zażenowania.
Sodarow w ciągu kilku dni znajomości zdążył poznać Iwonę, pogadać o jej rodzinie i przeszłości. Nataniel przez całe lato zauważył tylko, że Iwona lubi seks. To musiała być miłość!
Pragnął się z nią jedynie kochać, kochać i kochać, będąc pewnym, że kiedyś, gdy już się nią nasyci, będą mieli czas, całą resztę życia!, by wysłuchać jej opowieści.
No, kiedyś, nieważne.
Nataniel zastanawia się, jakim cudem Sodarow zdołał poznać takie intymne fakty z życia Iwony. Jak to się robi?
– Oświeć mnie – odezwał się. – Cóż takiego na swoją obronę miała do powiedzenia Iwona?– Nie musiała się bronić. Ja jej nie atakowałem. Po prostu paliłem papierosa, słuchając uważnie, a ona mówiła.
Tak! Nataniel wkładał do uszu słuchawki albo odjeżdżał na motorynce zamiast zapalić. Bo jak inaczej wyjaśnić, że obcemu człowiekowi – który w pierwszej minucie znajomości ją zwyzywał – od razu zwierzyła się ze ścieżki kariery i trudów macierzyństwa, a przy własnym chłopaku nic jej się nie wymsknęło? Inna sprawa, że Nataniel by nawet nie zauważył…
Przyznam, że wreszcie nabrało jakiegoś (niewielkiego, ale jednak) sensu, czemu Iwona zdradziła Nataniela z kimś prawie dwukrotnie od niego starszym. Nadal jednak nie wiemy, czemu Siergiej zdradził Martę, ledwo go zechciała.
Przyznam, że wreszcie nabrało jakiegoś (niewielkiego, ale jednak) sensu, czemu Iwona zdradziła Nataniela z kimś prawie dwukrotnie od niego starszym. Nadal jednak nie wiemy, czemu Siergiej zdradził Martę, ledwo go zechciała.
Miała przechlapane dzieciństwo, bo jej starzy czekali na chłopaka, a urodziła się córka. Potem było jeszcze gorzej, bo okazało się, że jest śliczna, powabna i potrafi owinąć sobie wokół palca każdego, kogo zechce. Najpierw ojciec zaczął ją wyzywać od dziwek, potem matka, a ona była po prostu piękną dziewczyną, która lubiła towarzystwo przystojnych chłopaków.I, możesz w to wierzyć albo nie, dość długo zachowała niewinność. Chyba na przekór wyzywającym ją od najgorszych starym. Miała bodajże dwadzieścia lat, jak wpadła po raz pierwszy. Z kumplem z technikum.
Kolejny dowód na to, że w tym świecie antykoncepcja nie istnieje, a opóźnić poczęcie można maksymalnie o kilka miesięcy od rozpoczęcia współżycia.
No i oczywiście zaczyna się ciąg nieszczęść, bo każdy musi mieć traumę. Jak ktoś ma kochających rodziców jak matka Zosi czy Mateusz, to ci giną w kwiecie wieku jedno po drugim albo naraz.
Starzy, gdy tylko się o tym dowiedzieli, bez pytania, czy ona tego chce czy nie, zawieźli ją do jakiegoś pokątnego lekarzyny, czy też raczej rzeźnika, który rozwiązał „problem”. Mówiła mi, że nigdy w życiu nie czuła takiego bólu jak wtedy, gdy ten bydlak usuwał płód.
Zastanawiam się, czy chodzi o psychiczne cierpienie, bo Iwona chciała mieć to dziecko (i wtedy miałoby to sens), czy zabieg wykonywał lekarz-rzeźnik rozpruwający brzuch, gdyż czytelnicy już zdążyli otrząsnąć się z dramatyzmów wokół śmierci Marty. Słownictwo wskazuje na to drugie, ale znamy wyczucie językowe Kasi.
Uciekła z domu, gdy doszła do siebie. Włóczyła się po świecie przez następne dwa lata, wieszając się na co bogatszych „sponsorach”, ale jeszcze się nie prostytuowała. Była utrzymanką, ale nie dziwką.– Jakby to robiło różnicę – mruknął Nataniel.– Utrzymanka daje jednemu, dziwka każdemu – zauważył ostrym tonem Siergiej.
Przypominam, że przed chwilą według ich słów Oliwia była taaaką kurwą szukającą sponsora, co obaj uznali za najgorszą zbrodnię, jakiej można dokonać. Poza tym czym się różni niepracująca żona czy dziewczyna od takiej utrzymanki? Brakuje kontekstu; ci mężczyźni mają żony i oczekują od niej tylko seksu, czy jak?
– Dlaczego tak jej bronisz?!– A dlaczego ty ją atakujesz?– Pytaj mnie jeszcze… To wy dwoje wbiliście nóż w plecy mnie i Marcie. Twojej ukochanej Marcie. Pamiętasz ją jeszcze?Oczy Sodarowa pociemniały.
JAKIE OCZY, kurde bele w mordę jeża? JEDNO OKO!!!
– Jeszcze jeden taki tekst, stary, i nie dowiesz się, jaki udział w twoim życiu miał Arkadiusz Szponder, a wierz mi: chcesz wiedzieć.(...)– Widzę, że dotarło… Tak. Iwona poznała twojego ojca, zakochała się w nim do szaleństwa, jak mi wyznała, mimo że facet był od niej starszy o dobre ćwierć wieku i…
I jednak stać go było na piwko, skoro umiał utrzymywać wymagającą Iwonę? Mówiłam, pasożytnictwo w tym uniwersum się dziedziczy!
cóż… wpadła po raz drugi. Ale tym razem, choć najpierw próbował ją na skrobankę namówić, potem do niej zmusić, nie usunęła ciąży, o nie… Urodziła śliczną dziewuszkę, Emilkę.
I w ten sposób Nataniel w końcu orientuje się, że Siergiej nie jest ojcem Emilki, a ta jest jego siostrą. Do tego po raz trzeci w ciągu czterech rozdziałów mamy motyw, że ktoś chce aborcji, a ktoś inny jest przerażony.
Przy okazji wychodzi na to, że Iwona jest pod trzydziestkę. Miała 20 lat przy aborcji, a dwa lata się włóczyła, czyli poznała ojca Nataniela w wieku 22 lat. W tym uniwersum zachodzi się od razu, ale nawet zakładając ekspresową wersję, odliczywszy czas na ciążę i wiek Emilki, wychodzi, że Iwona przedstawiająca się jako „studentka na wakacjach” była od Nataniela starsza o przynajmniej dwa lata. Nie jest zbyt spostrzegawczy.
Już raz Nataniel czuł się tak jak w tej chwili: gdy przeczytał list od ojca.(...)Musiał przytrzymać się ściany, bo chora noga nagle się pod nim ugięła. Siergiej chwycił go za ramię, ale odtrącił mężczyznę z całych sił.– Ej, chłopcze, jestem tylko posłańcem! Przykro mi, że piorę brudy twojej rodziny, lecz ktoś musi to zrobić.(...)– Masz rację. Szkoda tylko, że dowiaduję się o tym od ciebie, a nie od Iwony.– Bała się. Przecież gdy byliście razem, nie mogła się przyznać, że wcześniej… z twoim ojcem… Trusią byś ją poszczuł. A właśnie, co z twoim psiakiem? Nie widziałem go od ładnych paru dni.
No, tak przy okazji: miałeś trochę tych zwierząt, nie?
Nataniel poczuł, jak serce mu się ściska z żalu.– Spłonęła. Zamknąłem ją w domu w tamtą noc, żeby nie zabłądziła, idąc za nami, i… spaliła się żywcem.
Sodarow szybko zmienia więc temat:
– Szkoda zwierzaka. Jeszcze jedna niewinna ofiara tego skurwiela. Chciałbym dorwać Sidłę, gdy tylko wyjdzie z pierdla, i odpłacić mu za śmierć Marty, za twój dom, wreszcie za małą, biedną Trusię…
No tak, w rozmowie z Martą było „to wszystko ta niedobra Iwona, sukub mącący w głowach niespodziewającym się złego mężczyznom”, a teraz „biedna Iwona, a tak przy okazji: ten niedobry skurwiel Sidło!”. Siergiej chyba zdobywa przyjaciół na obgadywanie innych i tworzenie atmosfery klubu, gdzie my to ci dobrzy, a tamci źli.
Tu następuje dłuższa wymiana zdań, w której Siergiej nie bardzo chce wierzyć, że Sidło jednak nie podpalił domu, a Nataniel streszcza mu wcześniejszą rozmowę i analizę psychologiczną Asi Jarząbek. Narrator się powtarza.
Sodarow milczał długą chwilę, też walcząc ze łzami. Dopóki nie powracał wspomnieniem do tamtej nocy, mógł sobie roić, że Marta żyje.
Tylko na przykład nie chce go widzieć, bo jest obrażona, że znowu ją zdradził.
Nie dokonamy na niej samosądu. Prawda, Siergiej? Nie będziesz próbował się mścić na Jarząbkach?– Zabili Martę – powtórzył z uporem Sodarow. – Oko za oko…– Przestań pieprzyć takie banały, człowieku! Aśkę co najwyżej zamkną w szpitalu, ty trafiłbyś na parę lat do więzienia. A jesteś potrzebny. Tutaj. Nie zostawisz mnie z tym całym szambem? Przyjaciel by mi tego nie zrobił, a ponoć nazwałeś mnie przyjacielem.
Ale szantaż: nazwałeś mnie przyjacielem, nie ma odwrotu! Od teraz zajmujesz stanowisko nowego Mateusza. Do roboty!
– Mów dalej – odezwał się chłopak. – O Iwonie. Rany boskie, spałem z dziewczyną mojego ojca! Matką mojej siostry! To jakieś cholerne kazirodztwo!
Z macochą znaczy. Nie ma co narzekać.
– Iwona popełniła w życiu parę grzechów, narobiła masę głupstw, ale swój rozum miała – ciągnął. – Wierzyła, że pokochasz Emilkę, a wtedy, bez względu na gorzką prawdę, nie odrzucisz dziewczynki. Nie oddasz do sierocińca. Nie będzie się pętała po obcych, bo… Bo taki jesteś, Nat. Masz dobre serce. Przygarniesz każdą sierotę losu.
Tylko czemu nie przekazała mu od razu w liście, że Emilka to jego siostra? Tak żeby na pewno ją przyjął i żeby nie miał problemu z papierami przy zapisywaniu do przedszkola i w innych sytuacjach?
Mogła ewentualnie wierzyć, że Sodarow przekaże przy okazji dokumenty, ale rozładowała mu się komórka i zniknął za wschodnią granicą. Ale mądre te plot twisty!
Podsumujmy na obecną chwilę wątek Iwony: nie jest to zła dziewczyna, ale jakoś tak się stoczyła. Skąd w autorce ta dziwna obsesja gloryfikowania ofiar? Bo coś takiego się nasuwa, gdy zastanowimy się, dlaczego bohaterka po wprowadzeniu się do Nataniela podawała się za studentkę na wakacjach. Zwykle nastolatki uprawiające seks Michalak przedstawia bardzo negatywnie, a wątek zgwałconej nastolatki w tej książce już został zajęty (spojler) – wystarczy, że aborcje się mnożą – więc trzeba było nieco postarzyć Iwonę. W ten sposób Iwona absolutnie nie jest odpowiedzialna za swój los (tak jak te puszczalskie szesnastolatki z brzuchem), a wszyscy źli ludzie, których spotkała na swojej drodze, od rodziców, przez lekarza, do Arkadiusza. To jak Nataniel, który absolutnie nie mógł nic poradzić na nieposiadanie własnego miejsca do życia w wieku 26 lat, bo mu kamienicznik zwinął mieszkanie po matce. Bierność wobec nieszczęść czyni z niej lepszą matkę, czyż nie?
Olśniło mnie z tym, gdy zaraz po przeczytaniu tego rozdziału obejrzałam włoski film z 1994 („La riffa”) z Bellucci, gdzie mamy mnóstwo punktów zbieżnych: ciemnowłosa piękność dochodzi do wniosku, że jedynym sposobem na zapewnienie kilkuletniej córeczce godnej przyszłości jest sprzedawanie siebie. Film klasy B, ale da się obejrzeć, bo scenarzyści nie zarysowali archetypu Dziwki Tragicznej – Ofiary, tylko kobietę biorącą sprawy w swoje ręce i najpierw próbuje rozwiązać problemy z długami po zmarłym mężu przez wyprzedanie majątku i podjęcie pracy, co nie wypala. A tu? Nie wiemy, dlaczego właściwie Iwona została prostytutką. W jaki sposób sytuacja ją do tego zmusiła. Bo z przemyśleń Siergieja wynika, że nie było to jej marzenie… Dlaczego jej rodzice opłacili nielegalną aborcję i w jaki sposób ją do tego zmusili (i czemu nie na przykład do ślubu)? Była dorosła! Dlaczego nie schroniła się u ojca dziecka, tego chłopaka z technikum, choćby przejściowo? Porzucił ją, gdy zaszła w ciążę? Nie miała koleżanek, u których mogłaby przenocować, w międzyczasie szukając pracy? Dalszej rodziny, która by ją przyjęła, gdyby popadła w depresję? A może słowa Mateusza, że prostytutka tak ma, że musi się puszczać za pieniądze, odzwierciedlają poglądy autorki, więc w tym wątku nie ma nic więcej? W stresującej sytuacji Iwona po prostu weszła na drogę, która była jej pisana? Co o tym myślicie?
Podsumujmy na obecną chwilę wątek Iwony: nie jest to zła dziewczyna, ale jakoś tak się stoczyła. Skąd w autorce ta dziwna obsesja gloryfikowania ofiar? Bo coś takiego się nasuwa, gdy zastanowimy się, dlaczego bohaterka po wprowadzeniu się do Nataniela podawała się za studentkę na wakacjach. Zwykle nastolatki uprawiające seks Michalak przedstawia bardzo negatywnie, a wątek zgwałconej nastolatki w tej książce już został zajęty (spojler) – wystarczy, że aborcje się mnożą – więc trzeba było nieco postarzyć Iwonę. W ten sposób Iwona absolutnie nie jest odpowiedzialna za swój los (tak jak te puszczalskie szesnastolatki z brzuchem), a wszyscy źli ludzie, których spotkała na swojej drodze, od rodziców, przez lekarza, do Arkadiusza. To jak Nataniel, który absolutnie nie mógł nic poradzić na nieposiadanie własnego miejsca do życia w wieku 26 lat, bo mu kamienicznik zwinął mieszkanie po matce. Bierność wobec nieszczęść czyni z niej lepszą matkę, czyż nie?
Olśniło mnie z tym, gdy zaraz po przeczytaniu tego rozdziału obejrzałam włoski film z 1994 („La riffa”) z Bellucci, gdzie mamy mnóstwo punktów zbieżnych: ciemnowłosa piękność dochodzi do wniosku, że jedynym sposobem na zapewnienie kilkuletniej córeczce godnej przyszłości jest sprzedawanie siebie. Film klasy B, ale da się obejrzeć, bo scenarzyści nie zarysowali archetypu Dziwki Tragicznej – Ofiary, tylko kobietę biorącą sprawy w swoje ręce i najpierw próbuje rozwiązać problemy z długami po zmarłym mężu przez wyprzedanie majątku i podjęcie pracy, co nie wypala. A tu? Nie wiemy, dlaczego właściwie Iwona została prostytutką. W jaki sposób sytuacja ją do tego zmusiła. Bo z przemyśleń Siergieja wynika, że nie było to jej marzenie… Dlaczego jej rodzice opłacili nielegalną aborcję i w jaki sposób ją do tego zmusili (i czemu nie na przykład do ślubu)? Była dorosła! Dlaczego nie schroniła się u ojca dziecka, tego chłopaka z technikum, choćby przejściowo? Porzucił ją, gdy zaszła w ciążę? Nie miała koleżanek, u których mogłaby przenocować, w międzyczasie szukając pracy? Dalszej rodziny, która by ją przyjęła, gdyby popadła w depresję? A może słowa Mateusza, że prostytutka tak ma, że musi się puszczać za pieniądze, odzwierciedlają poglądy autorki, więc w tym wątku nie ma nic więcej? W stresującej sytuacji Iwona po prostu weszła na drogę, która była jej pisana? Co o tym myślicie?
– Dlaczego zabrzmiało to jak kpina, a nie komplement?– Jesteś przewrażliwiony. Musiałem nieco się uśmiechnąć, żebyś nie popadł w narcyzm.Chłopak skrzywił się.– Taaa, bezdomny, bezrobotny, do tego kaleka, którego raz po raz laski w konia robią… Rzeczywiście mam powody do samouwielbienia.
TAAAKI POKRZYWDZONYY. Chyba wpada w histerię po to, żeby Siergiej mu w końcu powiedział, że jest jego nowym Mateuszem, więc odbuduje mu dom i będzie mu gotował.
– Teraz z kolei nie doceniasz swoich przymiotów. Jesteś inteligentny, nie poddajesz się przy byle niepowodzeniu. Dasz sobie radę i teraz. Postawisz nowy dom…
A nie mówiłam?
Nataniel odwrócił się. W drzwiach stajni stała Oliwia. Widząc dwóch mężczyzn, weszła do środka. Była blada, zeszczuplała przez te dwa tygodnie, ale mimo to wyglądała przepięknie. Jej jesienna uroda w połączeniu z porcelanową skórą mogła olśniewać. Gdyby miała kogo. Ani Nataniel, ani Siergiej nie byli jednak zainteresowani. Obaj patrzyli na dziewczynę wilkiem, mając świeżo w pamięci jej niedawny wybuch. Raniące słowa. Bezwzględny egoizm. Takie dziewczyny jak ona podziwiało się z daleka, na obrazku, z bliska czar pryskał, piękność ukazywała odstręczające wnętrze.
Jaki wybuch, co się dzieje? To rzucanie się na szyję Nataniela nazywają wybuchem czy to jak ze zdradą – przypisywanie jej rzeczy, których nie zrobiła?
Oliwia wraca do dworu, a Siergiej daje Natanielowi klucze do samochodu, żeby ją odwiózł.
Sodarow odprowadził wzrokiem dwoje młodych ludzi, którzy stanowiliby piękną parę, gdyby jedno z nich nie było zbyt dobre, a drugie zbyt złe, żeby do siebie pasowali.
O, tu się zgodzę! Nataniel jest zdecydowanie zbyt zły i agresywny…
Na koniec, Siergiej, nasz nowy wybielony i szlachetny bohater, dzwoni do kogoś.
– Masz coś dla mnie? – zapytał bez dłuższych wstępów, wysłuchałodpowiedzi, po czym odparł: – Chłopak musi mieć pieniądze już teraz. Został bez dachu nad głową, w tym, co miał na sobie w chwili pożaru. Dziewczynka jest w nie lepszej sytuacji. Ja nie mogę po prostu wcisnąć mu forsy do ręki, nie przyjmie jałmużny. Musi na siebie i dziecko zarobić. To honorowy drań, więc…? – Słuchał przez chwilę i rzekł w końcu: – To dobry pomysł. Zachęcę go, by sprawdził skrzynkę mailową. Ty do tego czasu przygotuj zapytanie ofertowe. Natuś będzie się musiał napracować, ale nie umrze z głodu i zarobi dwa tysiące na czynsz dla pewnej zimnej suki…
I w ten sposób Siergiej został Mateusz-Martą i zajmuje się Natanielem. Ale nie tak, żeby ten to widział i zauważył – podetknie mu pracę pod nos, żeby miał poczucie zawodowego spełnienia i sukcesu.
Nie ma to jak uczyć się na błędach!
ROZDZIAŁ V: DURNY BOHATER TUPIE, PLUJE I TELEPORTUJE SIĘ Z WŚCIEKŁOŚCI
Siergiej sięgnął po łopatę i podjął przerwaną przez Nataniela pracę.
...zaczyna nieźle. Nowa rola Sodarowa!
– Martuś… – wyszeptał, czując, jak w serce wgryza mu się ból nie do zniesienia. – Oddałbym wszystko, byś żyła. (...) Tyle miesięcy, które mogliśmy spędzić razem, kochając się do utraty tchu… Przepieprzyłem je na wojnie… Zamiast być z tobą, liubymyja moja… – Potarł twarz dłońmi, by siłą powstrzymać łzy. Czyjeś kroki na podwórzu przed stajnią sprawiły, że poderwał głowę i ruszył w stronę drzwi.
Pomachał dwa razy łopatą i już płacze, wzdycha do martwej kochanki, że dłużej nie może.
Ale nie mogę, że ani razu nie przychodzi mu do głowy, że gdyby nie romans z Iwoną, wszystko potoczyłoby się inaczej i nigdzie by nie pojechał. Wzięcie odpowiedzialności za własne porażki jest zbyt abstrakcyjne albo po prostu nie rozumie, o co Marta się właściwie boczyła. Przybijcie sobie z Natanielem piąteczki.
WTEM!
Właśnie w nich stawał dawno nieoglądany w tych progach gość.– Człowieku, jak ty wyglądasz?! – wyrwało się Siergiejowi na widok Mateusza, bo jego miał przed sobą.
Nawet autorka zlitowała się nad biednym Siergiejem. Do opieki nad Natanielem trzeba przecież dwóch! Dlatego Mateusz wraca.
Przez dwa tygodnie, które minęły od śmierci Marty, mężczyzna postarzał się o dziesięć lat. Miał szarą z wyczerpania i braku snu twarz, zapadnięte, przekrwione oczy, był zarośnięty niczym pustelnik i cuchnął, po prostu cuchnął potem, niemytym ciałem i wódką. Ubrany był w wymięte, brudne ciuchy, których nie zdejmował chyba od pogrzebu…
Czyli dokładnie jak Siergiej, Oliwia i Nataniel!
– Pożyczysz mi parę stów? – wychrypiał, nie siląc się na odpowiedź. (…) Nie mogę spać. – Głos mężczyzny się załamał. – Ciągle słyszę jej krzyk. Woła mnie, prosi o pomoc, a ja… Tamtej nocy, gdy umierała, spałem. Po prostu spałem jak zadowolony z życia wieprz. Ona, moja miłość, konała, a ja niczego nie wyczułem. A przecież powinienem był, skoro ją kochałem. No powiedz, Siergiej, powinienem był! – Z piersi wyrwał mu się łamiący serce szloch.
Bez przesady, człowiek przechodzi ciężkie załamanie nerwowe, obwinia się w przeciwieństwie do wszystkich i przez dwa tygodnie nikt z sąsiadów zainteresował się, że może potrzebna mu pomoc?
– Poczekaj tu – rzucił Siergiej sucho, jakby tamten był w stanie dokądś odejść.
Szybkim krokiem ruszył do domu, wyciągnął z apteczki blister z pomarańczowymi tabletkami, które lekarz przepisał Oliwii, po czym wrócił do stajni.
Odpowiedzialnie! Skąd wie, co to? Może to antykoncepcja?
– Bierz, dwie naraz. Popij. – Wcisnął Mateuszowi lek i butelkę z wodą. – Nie. Nie musisz wiedzieć, co to jest. Otruć cię nie otruję, spokojna głowa, nie stanowisz już dla mnie ani konkurencji, ani zagrożenia. Jedziemy na jednym wózku, stary. Oboje osieroceni przez doktor Kraszewską.
Uum… Czekajcie, pogubiłam się. „Oboje”? Który z nich jest kobietą? Będzie romans?
Tak szybko? To na pewno od lekarza? Czy Siergiej nie jest aby pewien, że nie przeszedł się po receptę do Zosi, by Oliwia dostała dosłownie końską dawkę, jak tak jej się należało za wszelkie złe czyny?– Co mi podałeś?– Coś lepszego niż alkohol. Przejdźmy do domu, dopóki możesz chodzić… – Nie dokończył zdania.Nogi się pod Mateuszem ugięły i gdyby Sodarow nie był na to przygotowany, mężczyzna runąłby na ziemię.
Pochwycony wpół, wspierając się całym ciałem na ramieniu Siergieja, zdołał dotrzeć do domu i paść na łóżko. Chwilę później zasnął snem bez snów, czego wyczerpany do cna organizm domagał się od wielu dni.Sodarow pokręcił głową.
No nie! Podaję mu leki nasenne, a ten zasypia. Chory jakiś.
Nie wiem, czy dobrym pomysłem jest podawanie wstawionemu takich środków, zwłaszcza że Mateusz w zeszłym tomie miał spore problemy zdrowotne przez alkoholizm.
Swoją drogą to po co były Oliwii te leki? Bo matka zmarła?
Nie wiem, czy dobrym pomysłem jest podawanie wstawionemu takich środków, zwłaszcza że Mateusz w zeszłym tomie miał spore problemy zdrowotne przez alkoholizm.
Swoją drogą to po co były Oliwii te leki? Bo matka zmarła?
Wątek kończy się stwierdzeniem, że Sodarow jest skrycie dobrym człowiekiem o szlachetnym sercu:
Sam przed sobą by nie przyznał, że w głębi swej czarnej duszy jest tak naprawdę dobrym człowiekiem. Prawdziwie dobrym.
Wraca Nataniel. Dziwnie szybko jak na to, że miał odwozić Oliwię, ale niech będzie.
Chłopak otworzył drzwi, zajrzał do sypialni i zaniemówił na widok zarośniętego, cuchnącego mężczyzny, który mógł konkurować o tytuł najbardziej zapuszczonego bradiagi z bezdomnymi z Dworca Centralnego…
A sam się chyba też jak dotąd nie umył, bo nie było o tym słowa. W tej książce żałobę symbolizuje brud i smród, tak jak w poprzedniej heroizm równał się brakowi oka.
Dalej Siergiej chwali się, jak to podał Mateuszowi leki nasenne i pożycza Natanielowi samochód: ten dostaje zadanie odwiedzenia leśniczówki i sprawdzenia, czy wszystko w porządku.
Nataniel już wsiadał do samochodu, gdy Sodarow zawołał jeszcze:– Aha, sprawdź pocztę. Zosia przesłała ci zdjęcie Emilki, jak mała karmi kury.Było to wierutne kłamstwo, ale w żaden innym sposób bez wzbudzania podejrzeń Siergiej nie mógł zmusić chłopaka do odebrania wiadomości.
Znowu praca szuka Nataniela.
Wystarczyło teraz wysłać Zosi esemesa z prośbą o zdjęcie dziewczynki, koniecznie jak mała karmi drób, i… zadowolony z siebie Siergiej mógł zająć się końmi.
Plan roku! Nataniel za to pewnie otworzy tylko tę wiadomość, a trzy strony spamu, ponagleń o niezapłaconych rachunkach i innych zaległościach oleje.
Odwiedzamy leśniczówkę.
Było tu tak samo cicho i pięknie jak za życia Marty. Jakby jej śmierć niczego nie zmieniła. Ale tylko na zewnątrz. W środku zaś… Nataniel aż jęknął. Słowo „chlew” było doprawdy zbyt delikatne… Reksio, wychudzony, o sierści skołtunionej i brudnej, rzucił się na chłopaka z niemal ludzkim zawodzeniem, gdy ten tylko przekręcił klucz w zamku i wszedł do środka. I omal się nie przewrócił od straszliwego odoru, który buchnął mu w twarz. Pies musiał być tu zamknięty od kilku dni, niewypuszczany nawet za potrzebą…
Biedny ten pies. Już raz zdechł (bo wszyscy o nim zapomnieli przy ostatnim załamaniu nerwowym Mateusza i nie było go kilka rozdziałów), a teraz okazuje się, że jednak nie, tylko po to, żeby prawie umrzeć z głodu w wątku depresji Mateusza.
I od tego zwierzaka Nataniel zaczął „ogarnianie chaosu”. Zaprowadził psa pod hydrant, wykąpał go porządnie, tak jak Mateusz swego czasu czynił co miesiąc, przed każdą wizytą u ociemniałych dzieci.
Weź go najpierw nakarm, bo zapomnisz!
Po kąpieli razem przeszli do pomieszczenia przy obórce, gdzie Nataniel nagotował psu kaszy z mięsem. Ostatnią puszkę znalazł w pobojowisku, które kiedyś było piękną, lśniącą czystością kuchnią, teraz zaś lepiło się od brudu, rozlanej wódki i psich odchodów.
Puszkę czego…?
„Jak Ci się podoba nasza mała rolniczka?” – przyszedł wesoły esemes od Zosi, którą Siergiej wtajemniczył w uknuty przez siebie spisek.
O nie! Pomyliła się i wysłała esemesa! Nikczemny plan legł w gruzach!
Na szczęście Nataniela wiadomość ta skłoniła do zrobienia sobie przerwy przy komputerze. Ciekawe, co by na to powiedział Mateusz – grzebać w czyimś komputerze to trochę jak czytać cudzą korespondencję.
Wstrzymując oddech, otworzył wiadomość, przeleciał wzrokiem i… oniemiał. Jemu, Natanielowi Domoradzkiemu, proponowano opracowanie nowego logo dla firmy i wykonanie strony internetowej wraz ze sklepem online.Wartość zamówienia oszacowano na osiemnaście tysięcy złotych i taką właśnie składano mu ofertę. Z zaliczką, płatną zaraz po podpisaniu umowy, która wystarczy na opłacenie czynszu za dwór przez pół roku!
Zaliczka dwanaście tysięcy, ciekawe. Szkoda że nie zadatek.
Przeczytał wiadomość ponownie, jeszcze nie wierząc w swoje szczęście.Jeszcze podejrzewając głupi żart, ale… porównał adres, z którego ją przysłano, z adresem biura „Lubaszki” i wyzbył się wątpliwości. Nie wahając się ani chwili dłużej, napisał odpowiedź, że przyjmuje ofertę z radością, dziękuje za takie wyróżnienie, gotów jest podpisać umowę natychmiast i zasiadać do pracy, wysłał, a potem czekał ponad kwadrans z głośno bijącym sercem, wpatrując sięw ekran. Już miał się poddać i wrócić do pracy, bo z podekscytowania nie mógł usiedzieć na miejscu, gdy… przyszła odpowiedź, że cieszą się z przyszłej współpracy, załączają projekt umowy, i jeśli on, Nataniel, nie ma uwag, może ją wydrukować, podpisać i przysłać kurierem. Pieniądze będą na jego koncie pod koniec tygodnia.– Tak! Tak! Tak! – krzyknął, wyrzucając w górę pięści w geście zwycięstwa.
Tak! Tak! Tak! Ale jestem człowiekiem sukcesu! Ciężko pracuję i proszę: kasiora sama wpływa na konto!
Ale to nie koniec. Nataniel sprząta chatę, a potem z powrotem siada do komputera. W końcu czyta maile, które kisiły mu się w skrzynce dwa tygodnie, i nagle okazuje się, że miał mnóstwo ofert. Co za zbieg okoliczności! Gdyby go ktoś nie zmusił do sprawdzenia maila, pewnie nikt więcej by się nie zainteresował.
Jedna z wiadomości ponownie przyciągnęła uwagę chłopaka. Pisał do niego jakiś Amerykanin z prośbą o więcej ilustracji.Ilustracji?
Ilustracji? No właśnie, nagle okazuje się, że Nataniel, kiedy tego nie widzieliśmy, był bardzo produktywny i robił coś ciekawego.
Przez ostatnie miesiące Natanielowi weszło w zwyczaj opowiadanie Emilcebajki na dobranoc. (...) Natanielowi bardzo się jej rysowanie spodobało i sam zaczął ilustrować swoją historię uroczymi scenkami z poszukiwań zaginionego Dziecka. Pręgowany kocurek w stroju muszkietera, wiewiórka w różowej sukience, z przekorną bandanką na szyi, szczurek i nietoperz – dwa czarne charaktery, stające bohaterom na przeszkodzie…
O, jaki oryginalny!
Szkicowanie tych postaci, nadawanie im życia sprawiało Natanielowi czystą, dziecięcą niemal radość. A zachwyt Emilki, która pokochała jego ilustracje na równi z opowieściami – jeszcze większą.
Jednym słowem, nagle okazuje się, że Nataniel COŚ ROBIŁ w tym czasie, kiedy czytaliśmy tylko, jak nic nie robił i myślał o dobieraniu się do Oliwii (albo o tym, jak źle mu z konsekwencjami dobierania się). Ba, wrzucał piękne szkice na Pinteresta i oto jakiś wydawca się nimi zainteresował:
Oto spodobały się amerykańskiemu wydawcy – tego dowiedział się Nataniel z maila – i ten prosił o więcej ilustracji, jeśli jeszcze jakieś powstały. Wyrażał ostrożny zachwyt tymi, które znalazł na Pintereście, a na koniec pytał, czy Nataniel jest ich twórcą i czy publikował swoje prace gdzieś jeszcze.
Ogólnie rzecz biorąc Nataniel nie musi się niczym w życiu przejmować, bliscy pozwalają mu się wykorzystywać bez granic, w razie kryzysu zlecenia spadają mu z nieba, a jeśli już zabierze się za coś sam – natychmiastowy sukces! Strasznie to niewiarygodne. Chciałabym chociaż raz przeczytać, jak złote dziecko Nataniel ciężko pracuje.
Za to jak inni próbują na siebie zarobić? No cóż, Nataniel jak tylko skończył się napawać swoimi osiągnięciami, zaczyna myśleć, jak to Oliwia jest gorsza:
Tutaj teleportujemy się, bo przed chwilą Nataniel grzebał w laptopie u Mateusza i odpowiadał na maile. Na myśl o Oliwii najwyraźniej teleportował się do dworku: taka z niej wiedźma, że nawet w myślach nie można wypowiedzieć jej imienia, a już dzieją się dziwne rzeczy...
A jaki jest jego argument? Jesteśmy od ciebie lepsi i będziemy bardziej rozpaczać!!! Chyba naprawdę poczuł się jak synek Marty i zazdrości Oliwii spadku. Ta podła dziewucha, córka Marty od dwudziestu pięciu lat, dostaje bezprawnie dworek i kasę, a nie on, dobry Natanielek, co znał Martę od dziewięciu czy dziesięciu miesięcy.
Nataniel chwilę później pyta o Mateusza. Ponoć śpi i nie reaguje, co brzmi jak np. stan pośmiertny, ale co tam, że podaliśmy mu silne leki, przecież nic mu nie będzie. Prawdziwym lekiem będzie co innego.
Nataniel:
Śmiertelnie obrażony, Nataniel kieruje się do wyjścia. No, na koniec jeszcze głupi żarcik:
Znacie kogoś takiego? Mam nadzieję, że nie.
Depresja po śmierci matki nie zmieniła charakteru tej dziewczyny ani na jotę. Zdążyła się z owej depresji otrząsnąć, bo dzisiejszego ranka, zaraz po przyjeździe do dworu zajęła się sortowaniem rzeczy na sprzedaż i tych, które nie przyniosą zysku.Przed chwilą Oliwia nic nie robiła – źle. Teraz zabrała się za sortowanie rzeczy i sprzedaż – jeszcze gorzej. Nataniel chyba uwierzył, że on i Oliwia to rodzeństwo, dzieci Marty, przy czym on jest złotym synkiem, a Oliwia to czarna owca w rodzinie. Co gorsza miało to uzasadnienie w zachowaniu Marty.
Tutaj teleportujemy się, bo przed chwilą Nataniel grzebał w laptopie u Mateusza i odpowiadał na maile. Na myśl o Oliwii najwyraźniej teleportował się do dworku: taka z niej wiedźma, że nawet w myślach nie można wypowiedzieć jej imienia, a już dzieją się dziwne rzeczy...
– Poradzisz sobie? – zapytał pro forma.Oliwia (dość chamsko, ale) zarzuca Natanielowi, że znalazł sobie nową dziewczynę, kiedy ona była w ciąży. Nataniel eksploduje z wściekłości i odjeżdża samochodem na pełnym gazie w losową stronę. Dobrze, że nikogo nie rozjechał. Po co…?
– A wzruszyłoby cię, gdybym zaprzeczyła? – odparła złośliwym pytaniem. – Jedź już, skoro tak ci spieszno. Lekareczka cię pocieszy.
Aż zgrzytnął zębami. Bez pożegnania wypadł z domu, wsiadł do samochodu i ruszył, buksując kołami. W lesie musiał się zatrzymać, by uspokoić myśli i oddech.
– Byłaś podła, jesteś podła i będziesz podła – odezwał się pod adresem Oliwii.
– Śmierć matki obeszła cię tylko dlatego, że źródło pieniędzy nagle wyschło, ale gdy znów zacznie ciurkać, zapomnisz o niej. My o Marcie będziemy pamiętać, będziemy po niej rozpaczać i wspominać ją jeszcze długo po tym, jak ty o niej zapomnisz.Pewnie! Oliwia mogłaby mieć na to ciętą ripostę, dlatego lepiej zastanowić się piętnaście minut w lesie i dopiero jej odpowiedzieć. Tak spomiędzy iglaków, żeby nie miała jak oddać.
A jaki jest jego argument? Jesteśmy od ciebie lepsi i będziemy bardziej rozpaczać!!! Chyba naprawdę poczuł się jak synek Marty i zazdrości Oliwii spadku. Ta podła dziewucha, córka Marty od dwudziestu pięciu lat, dostaje bezprawnie dworek i kasę, a nie on, dobry Natanielek, co znał Martę od dziewięciu czy dziesięciu miesięcy.
Już spokojny wrócił na ranczo,xD Wygrał dyskusję.
Mateusz ma wysprzątany dom, a on, Nataniel, zlecenie od „Lubaszki”, które po prostu spadło mu z nieba i… być może ciekawą propozycję od amerykańskiego wydawcy. Alleluja! Emilciu, jesteśmy uratowani!No tak, przed chwilą jego plan brzmiał „Emilkę opychamy Zofii, bo nie ma nic przeciwko, a potem w nogi”. Teraz to jest „Emilciu”!
Chwilę później z błyszczącymi radością i podnieceniem oczami dzielił się tą informacją z Sodarowem. Ten oczywiście słowem się nie zająknął, że zlecenie od „Lubaszki” wymógł na dawnym kumplu, winnym mu przysługę. Ów kumpel nowego logo i strony internetowej pewnie nie potrzebował, ale że zawsze spłacał swoje długi…Zastanawia mnie, czy długi wobec Sodarowa (w wysokości osiemnastu tysięcy?) ma właściciel dobrze prosperującej sieci sklepów spożywczych, czy to ktoś posłał maila, podszywając się pod sklep. A może Sodarow zagroził odcięciem dyrektora od pysznej koniny…?
Nataniel chwilę później pyta o Mateusza. Ponoć śpi i nie reaguje, co brzmi jak np. stan pośmiertny, ale co tam, że podaliśmy mu silne leki, przecież nic mu nie będzie. Prawdziwym lekiem będzie co innego.
– On [Mateusz] musi odnaleźć cel w życiu – odezwał się chłopak zmartwionym tonem.Czy to cel ma ukoić jego duszę, czy chodzi po prostu o Reksia, który, gdy potrzebny do wizyt u dzieci, jest pielęgnowany i kąpany?
Nie chciał patrzeć, jak jego serdeczny przyjaciel zapija się na śmierć. – Może… – Urwał, by uchwycić ulotną myśl, która przyszła mu do głowy. Miała związek z wykąpanym, pachnącym Reksiem, który siedział teraz grzecznie na tylnym siedzeniu SUV-a. – Może te dzieci choć trochę Mateusza pocieszą?
– Niewidome dzieci, które razem z Reksiem raz w miesiącu odwiedzał. Cieszyły go te spotkania. Może… – Zawiesił głos. Nie z Siergiejem powinien o tym rozmawiać, a z Mateuszem.Ha! Jeden bohater Michalak wypomina drugiemu bohaterowi Michalak, że użył żartobliwie sformułowania, które nie pasuje do ślepych. Za to zapominanie, że Trusia nie widzi, albo ile oczu ma Siergiej, zdarza się najlepszym.
– Na razie nadaje się on li tylko na izbę wytrzeźwień, a nie do spotkań z dziećmi – odezwał się Sodarow ostrym tonem. – Na widok cuchnącego oberwańca powyskakiwałyby z okiem.
– Nie widzą – przypomniał Nataniel. – Są ociemniałe.
– Przypominam ci, Nat, że masz na głowie Emilkę, szukanie dachu nad głową, odrobienie zaległości w pracy, również Iwoną musisz się zająć. Ja za ciebie tego nie zrobię. Naprawdę daruj sobie, przynajmniej w najbliższej przyszłości, dopóki nie ogarniesz najpilniejszych spraw, zbawianie Mateusza Jóźwika. Jest dorosłym facetem.Sodarow (bardzo delikatnie): Natanielu, ogarnij najpierw swoje życie, nie masz domu, pracy, pieniędzy, dziecko na głowie, matka dziecka w więzieniu – na zbawianie Mateusza przyjdzie czas.
(...)
Cała wdzięczność, jaką żywił do Sodarowa jeszcze chwilę wcześniej, ustąpiła miejsca wściekłości i rozczarowaniu.
Nataniel:
Śmiertelnie obrażony, Nataniel kieruje się do wyjścia. No, na koniec jeszcze głupi żarcik:
– Tylko go nie uduś poduszką – nie mógł się powstrzymać od ostatniej uwagi.Ja nie rozumiem, jakim cudem ten człowiek miał JAKICHKOLWIEK przyjaciół. Czy ludzie w prawdziwym życiu naprawdę tak reagują? Tupaniem, złością, obelgami kierowanymi w stronę wszystkiego i wszystkich?
– A ty pilnuj tyłów, żeby cię w tym lesie nikt nie zgwałcił, chłopaczku – odgryzł się mężczyzna.
Nataniel tylko zgrzytnął zębami ze złości i ruszył w noc.
– Nat! – zatrzymało go po kilku krokach wołanie tamtego. – Ty masz w ogóle gdzie przenocować?
– Pieprz się! Nie twój biznes! – odkrzyknął chłopak z wściekłością.
W odpowiedzi dobiegł go szyderczy śmiech. I to by było na tyle, jeśli chodzi o przyjaźń z Siergiejem Sodarowem…
Znacie kogoś takiego? Mam nadzieję, że nie.


Nooooo, już się martwiłam, że nie będzie żarcików z gwałtu i michalakowe bingo pozostanie niekompletne!
OdpowiedzUsuńSłodki Dżezu jakie to jest gówno xD
To ma chyba pokazywać męskie relacje między kumplami: żarciki o gwałtach i rozmowy jak z podstawówki.
UsuńAlbo Siergiej mówi tak z doświadczenia, bo sam skakał za Martą po lesie.
Slodka jezyno :D Jedno Michalak moge przyznac - budzi we mnie emocje. Ooo, jakie emocje we mnie budzi! :D
OdpowiedzUsuńNataniel jest jedna z bardziej odrazajacych postaci polskiej literatury, to az niesamowite, jak bardzo jest wstretny :D
Z Natanielem nie można się nudzić, co rozdział znajduje coraz to wymyślniejsze sposoby, by zatruć życie otoczeniu! I tak do końca serii mazurskiej.
UsuńZnowu skasowało mi pierwotny komentarz :( Spróbuję jednak tym razem w miarę go odtworzyć.
OdpowiedzUsuńList Nataniela do Oliwiera jest po prostu czystym złotem:)
Dziwią mnie tylko te teatralne reakcje Nataniela na list ojca. Nie chodzi mi tutaj o robienie jakiejś bieda psychoanalizy, ale z punktu widzenia narracji mamy narratora wszechwiedzącego, więc wiemy, że dotychczas przemyśleń na temat ojca Nataniel ma jak na lekarstwo, a teraz nagły wybuch, że taki list nie spełnia jego oczekiwań. Podczas gdy do tej pory nie sprawiał wrażenia, żeby w ogóle jakiekolwiek oczekiwania miał, raczej sprawiał wrażenie pogodzonego z sytuacją i ignorującego okoliczność, że w ogóle ojciec istnieje.
"Przypominam ci, Nat, że masz na głowie Emilkę, szukanie dachu nad głową, odrobienie zaległości w pracy, również Iwoną musisz się zająć." - Dlaczego Iwoną musi się zająć? (I nie chodzi mi o to, że w pierwszej kolejności musi zająć się sobą.) W ogóle historia Iwony chyba służy obnażeniu hierarchii wartości bohaterów, bo jakby się zastanowić - dobroć człowieka zależy tutaj od ilości osób, których ma pod swoją opieką. Przy czym można mieć pod opieką osobę w znaczeniu czysto formalnym, bo np. oddanie Emilki pod opiekę Zosi nie spowodowało, że Natanielowi ubyło punktów, ale tak jakby system spotęgował te punkty i podzielił równo między Nataniela i Zosię. Aborcja w tym systemie zeruje punkty dobroci (casus Oliwii, która wcześniej była dobra, bo opiekowała się końmi), chyba że została wykonana pod przymusem (wtedy zeruje punkty złej biczy). Wniosek: Oliwia powinna kupić/wziąć ze schroniska jakiegoś psa czy kota i oddać go komuś pod opiekę, wtedy mogła by trochę przylevelować w dobroci.
"Naprawdę daruj sobie, przynajmniej w najbliższej przyszłości, dopóki nie ogarniesz najpilniejszych spraw, zbawianie Mateusza Jóźwika." - Patrz wyżej. Moim zdaniem Nataniel jest zły, bo rozgryzł system i wścieka się na Sodarowa, bo przecież mógłby wziąć Mateusza i podrzucić go Zosi, a tu taka okazja do levelowania przechodzi koło nosa.
TAK! Rozgryzłeś ich, wszyscy grają w tę samą grę i to główna oś cyklu! Dowody od pierwszych scen: z opieki dozorczyni Nataniel przechodzi w ręce Marty i Mateusza, po czym sam przyjmuje Iwonę, podczas gdy Siergiej jest w tle i ratuje konie… Zdobywanie punkcików tłumaczyłoby też niezdrowe szarady, których przybywa w postępie geometrycznym wraz z galopującą fabułą. Nataniel dostaje też mnóstwo zwierząt "na przechowanie" od swojej drużyny, tj. Siergieja, Marty, Mateusza, dzięki czemu wszyscy wygrywają.
UsuńTo nawet lepsza teoria niż z mężem Marty, któremu wszyscy pomagają ją zdradzić. Nataniel wygrywa w dobroć, dlatego jeszcze jest pozytywnym bohaterem, nie mając żadnych predyspozycji.
Swojego ojca Nataniel wspomina w rozmowie z Zosią w poprzednim tomie, rozmyślając, że w sumie nie zna powodów, dla których nie pojawił się w jego życiu. Znał list, to powinien wydedukować, że "nie potrafiłem udźwignąć ciężaru ojcostwa" oznacza porzucenie dziewczyny po dowiedzeniu się o jej ciąży. Chyba że do dziś nie rozszyfrował tych tajemniczych słów.