3.3 Rozdział 6 i 7
ROZDZIAŁ VI: NATANIEL SZUKA NOWYCH PRZYJACIÓŁ, OPOWIADA O NODZE I WYMUSZA PREZENTY
Nataniel oburzony sugestią Sodarową (tą z końca poprzedniego rozdziału), że jego życie nie jest stuprocentowo poukładane, przystaje zaraz po wyjściu z rancza i myśli: to gdzie teraz? Przecież nie mam domu, a na wszystkich przyjaciół już się dawno obraziłem!
Zaraz za bramą rancza Nataniel musiał się zatrzymać. Dokąd teraz? Miał trzy możliwości: poprosić o nocleg Zosię Micińską, pokornie wrócić do dworku i przeprosić się z Oliwią albo… przecież leśniczówka stała pusta!
Cytat w całości, żeby nie było, że zmyślam.
Nadal unosiły się tam resztki odoru, którym przesiąkły ściany, ale przy otwartych oknach można w niej spokojnie przespać tę noc, a pewnie i następną.I jeszcze jedną, dopóki Oliwia nie wyjedzie, oddając mu w najem dworek.
Może i nadal tam śmierdzi, ale w lodówce pewnie są jakieś resztki do wyjadania! Czy on już z góry zakłada, że leśniczówka będzie stać pusta kilka dób, bo Siergiej zamordował Mateusza? Bo nie do końca rozumiem, po co Mateusz miałby się wprowadzić do Siergieja na tych parę dni. To już prościej i bez zbędnych kombinacji byłoby się umówić, że to Nataniel będzie spał u Siergieja do wyjazdu Oliwii.
Nataniel rozmyśla o Emilce.
Była promyczkiem słońca przez wszystkie te, czasem trudne, nieznośnie trudne, dni. Dziś to słoneczko nieco przygasło, posmutniało, bo też świat wokół dziecka pogrążył się w rozpaczy, zniknął niemal zupełnie wujek Nataniel, odeszła – i już nigdy nie wróci! – ciocia Marta, mama też dawno temu przepadła i Emilka czasem popłakiwała z tęsknoty za nią, ale czas leczy rany, a dzieci szybko odnajdują w sobie radość, jeśli czują się kochane i bezpieczne.
Poradnik o wychowywaniu dzieci – Katarzyna Michalak
Dzieci nie trzeba wychowywać ani się nimi przejmować, jak są dobrymi dziećmi, to nie mają z niczym problemu. Czasem popłaczą jak ktoś umrze, ale im szybko przechodzi.
Po Emilce przychodzi czas na Nienarodzone Dziecko, które, jak się niedawno okazało, nagle uzyskało status ukochanego:
Bez zgody Nataniela, nawet bez powiadomienia go o swoim zamiarze, Oliwia usunęła ciążę, zabiła maleństwo, które mogło przecież żyć. Byłoby kochane tak jak Emilka. Natanielowi obraz maleńkich paluszków zaciskających się na jego dłoni i poczuł nieznośny żal w sercu. Naprawdę pokochałby to małe, gdyby tylko miało szansę się urodzić…
Los – w tym przypadku rękami matki – odbiera, ale i obdarowuje. Nataniel stracił własne dziecko, ale zyskał siostrę. (...) Mała Emilka Bugaj siostrą Nataniela! Niesamowite! On, od śmierci mamy samotny, nagle zyskał rodzinę! Bo przecież Iwona staje się dla niego kimś na kształt macochy! Kimś, kto ma własną siostrę i rodziców! Oni oczywiście nie od razu pokochają Nataniela, (...) ale… czas przecież leczy rany, zasypuje najgłębsze nawet przepaści. (...)Pozostało z nadzieją patrzeć w przyszłość i czynić wszystko, by wyglądała właśnie tak, jak sobie wymarzył: rodzina, rodzina, rodzina…
Nataniel już zaciera ręce. Co prawda teraz przyjaciele nieco mu się wykruszyli, ale niedługo będzie można się wprosić do starych Iwony, którzy marzyli o synu. Jak Emilka nieco podrośnie, też będzie miała mieszkanie i lodówkę, a w dodatku nie będzie mogła go wyrzucić, bo przecież nie wypada zostawić brata w potrzebie! Zawsze można ją zaszantażować emocjonalnie, że się ją przyjęło pod swój dach, gdy zamknęli jej matkę.
Nataniel puka do Micińskich. Dowiadujemy się, że wujek Zosi (też weterynarz) niedawno przeprowadził się do miasta, zostawiając przychodnię i trochę miejsca w domu, dlatego Zosia i jej mama planowały puste pokoje podnająć wczasowiczom.
Senna była biedną wsią, jak wszystkie okoliczne, trudno było weterynarzowi wyżyć jedynie z opieki nad zwierzętami, Zosia i jej mama musiały szukać dodatkowych pieniędzy…
Standardowy jęk na podłych ludzi i biedę
– Jesteś… – Uśmiechnęła się serdecznie do chłopaka. – Czekałyśmy na ciebie. Zawsze przychodziłeś, by utulić Emilkę do snu. Tym razem miała jednak tyle wrażeń w ciągu dnia, że odpadła wcześniej. Wejdź, zrobię ci herbaty, mama upiekła ciasto. Szarlotkę z bezą, przypominam, że za nią przepadasz!
Szkoda że Nataniel nawet przed tą wizytą się nie wykąpał, mimo że miał gdzie, a już na początku dnia Siergiej narzekał na zapach. Ale cóż zrobić, chłop śmierdzący, chłop zdrowy! Zosia nie ma nic przeciwko.
Chyba że te pachnące ciasta piecze prewencyjnie, żeby dom pachniał wanilią i owocami w ramach odświeżania powietrza.
Chwilę później siedział w jasnej, pachnącej pieczonymi jabłkami kuchni, z kubkiem aromatycznej herbaty w dłoniach i talerzykiem z szarlotką przed sobą.
Widzicie?
Teraz następuje typowy opis-przerywnik, jak jedna osoba częstuje tradycyjnymi specjałami drugą. Nie miałabym nic przeciwko – pasowałoby to do klimatu powieści o ludziach wynoszących się z Warszawy na wieś – ale wszystkie one są drętwe, podobne do siebie, a każdy kompot, każda herbata czy gorąca czekolada zmienia się w synonim (napój lub pachnący płyn) w drugiej linijce.
Teraz następuje typowy opis-przerywnik, jak jedna osoba częstuje tradycyjnymi specjałami drugą. Nie miałabym nic przeciwko – pasowałoby to do klimatu powieści o ludziach wynoszących się z Warszawy na wieś – ale wszystkie one są drętwe, podobne do siebie, a każdy kompot, każda herbata czy gorąca czekolada zmienia się w synonim (napój lub pachnący płyn) w drugiej linijce.
Zosia słuchała bez słowa. Kto inny wtrąciłby w tym momencie: „Nie mów tak, ludzie rozpaczają po czyjejś śmierci, ale życie toczy się dalej”, ale nie ona.Nataniel nie potrzebował truizmów, lecz wysłuchania.
Mam wrażenie, że to nawiązanie do tego, co doradził Siergiej, kiedy w zupełności się z nim zgadzam. Nataniel próbuje na siłę rozwiązywać cudze problemy, ewentualnie specjalnie opowiada o tym, jak to inni się stoczyli, żeby nikt nie zauważył, co robi z własnym życiem. A Mateusz? Zainteresował się nim dopiero wtedy, gdy po Siergiej przypomniał mu o jego istnieniu.
– Ja też chciałem się poddać. Poprosić, byś zajęła się dzieckiem, i po prostu odejść. Uciec. Wydam ci się pewnie niepoważnym, niedojrzałym mięczakiem, ale…– Proszę, Nat, nie zgaduj, co w tej chwili myślę – przerwała mu. – Nie przyszło mi do głowy, by cię potępiać czy oceniać. Martwię się o Mateusza. I o to, że ty nie masz gdzie się podziać.
Uczynna Zosia dalej nie ma nic przeciwko. Jestem w stanie zrozumieć, że robi to wszystko, bo wzdycha do Nataniela. Ale zastanawia mnie, jak to jest, że jej matka nie ma żadnych wątpliwości. Przecież widzi, że córka zadaje się z jakimś śmierdzącym kloszardem, który wprasza się na obiady, podrzuca jej dziecko – córkę, siostrę, w sumie nie wiadomo – a teraz dodatkowo przebąkuje, że jego przyjaciele też są obdartusami i im też przydałaby się pomoc Micińskich. Ja bym radziła Zosi szybko zerwać kontakt.
Zosia wypytuje o Iwonę. Chyba wyobraża sobie, że była to piękna miłość pełna romantycznych wyznań, ze spoglądaniem sobie nieśmiało w oczy i czytaniem poezji nad jeziorem.
– Musiałeś bardzo kochać Iwonę, że tak bez wahania zaopiekowałeś się jej córeczką. Nie każdy zdobyłby się na takie poświęcenie…(...)– Wtedy, gdy ją poznałem, wydawało mi się, że tak. Że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, ale dziś wiem, że bliżej temu było do obłędu niż do miłości. Oszalałem na punkcie tej dziewczyny i wcale nie jestem z tego dumny.(...)– Obłęd, w który popadłem, tłumaczę dziś sobie tym, że dzięki niemu na kilka miesięcy ta cholera odpuściła. – Z lekkim skrzywieniem ust klepnął chorą nogę.
Tu Nataniel po raz pierwszy sugeruje Zosi, że jego życiem kieruje niedobra noga.
Lekarka kilka razy widziała, jak Nataniel zaciska zęby z bólu i blednie, ale uznała, że nie ma prawa zadawać pytań.
Normalka przecież, może to od prochów i uzależnień. Najważniejsze, że ma te piękne oczy ze zmieniającymi się kolorami i w ogóle się tobą interesuje.
– Bardzo boli? – odważyła się zapytać w tej chwili.– Teraz nie. Ale bywa, że gotów jestem chwycić siekierę i odrąbać sobie nogę.– W skali od jednego do dziesięciu?Uśmiechnął się krzywo.– Jedenaście.
W skali od jednego do dziesięciu najwyższa wartość to zazwyczaj utrata przytomności; Nataniel jak zwykle próbuje pokazać, że boli go bardziej niż kogokolwiek kiedykolwiek.
![]() |
| (Źródło: https://www.bfslaw.com/blog/2017/august/the-pain-scale-think-twice-about-saying-10/) |
Za to teraz najlepsze: Zosia od razu pojęła, o jaki ból „nogi” chodzi.
Było bardzo prawdopodobne, że potrafi Natanielowi przynieść ulgę w cierpieniu. Lecz jeszcze nie dziś. Była na to zbyt nieśmiała.
Nie wiem, ewentualnie nie tylko klepnął się w udo, ale i przejechał ręką wyżej i zaczął wykonywać obsceniczne gesty, że tak szybko zrozumiała.
| Nataniel wspomina lekarstwo na ból nogi |
– Skoro więc jej nie kochałeś, dlaczego przyjąłeś nieznajome dziecko pod swój dach Wiem, że masz dobre serce, ale to naprawdę więcej niż zwykła ludzka życzliwość.
Świetne pytanie!
– Nie dostałem wyboru.
„Ludzie zazwyczaj podejmują decyzje za mnie, nie jestem zbyt samodzielny”.
Emilkę przywiozła jej ciocia, wypakowała z samochodu pod moim domem, życzyła wesołych świąt i odjechała czym prędzej, z obawy, że mogę dziecka nie przyjąć. Była to jednak najczarniejsza Wigilia w moim życiu. (...) Potem dom zaroił się od ludzi. Przylecieli z Irlandii Marta z Mateuszem. Dołączyła Oliwia, o której myślałem przez ostatnich sześć lat. Najgorsza Wigilia w życiu zmieniła się w jedną z najradośniejszych.
Jakie subtelne to wspomnienie Oliwii!
– Myślałem, tylko o niej myślałem. Spotkałem ją w dniu wypadku.W górach. Przez sześć lat wyrzucałem sobie, że gdyby nie błąd, jaki popełniłem, próbując uratować jej chłopaka, tamten by żył. Okazało się, że dzieciak wrócił do schroniska o własnych siłach, ja ryzykowałem życie bez potrzeby i wyrzuty sumienia też nie miały podstaw.
Przez sześć lat wyrzucałem sobie, że ten chłopak by żył, gdyby nie mój błąd.
Jednak żyje? A to głupi dzieciak!
Opowiadał tę historię już kilka razy, a mnie nadal śmieszy to jego szlachetne podejście.
– Dziś był dzień pełen niespodzianek – zmienił temat. – Dobrych i złych. Dobrą jest ta, że mogę wynająć od Oliwii dworek. Druga jest jeszcze bardziej niesamowita: poznałem pilnie strzeżony sekret Iwony.
Tak pilnie strzeżony, że wszyscy od paru rozdziałów próbowali ci o tym powiedzieć.
No i tutaj nic ciekawego, Nataniel streszcza Zosi, jak to było z Iwonką i jego Tatusiem. O pszczółkach i tak dalej.
– Ależ to… obłędne! Niesamowite! Mam nadzieję, że się cieszysz? – zaniepokoiła się nagle.Nataniel mógł nie życzyć sobie żadnych rodzinnych obciążeń. Do tej pory zajmował się obcym dzieckiem z dobrego serca, dziś okazuje się, że oddano mu pod opiekę siostrę. I nie będzie mógł już tak łatwo zrzec się odpowiedzialności za to dziecko. Nie ze swoim poczuciem obowiązku.
Nie rozumiałam, o co chodzi Zofii, ale Siberian tiger w poprzednim odcinku rzucił świetną teorią, która tłumaczyłaby te i inne zachowania. Zajmowanie się własną siostrą to normalka, mniej punktów dobroci niż przyjęcie pod dach obcego dziecka!
– Chciałbym tylko wiedzieć, co stało się z moim ojcem. Sodarow nie chciał
zdradzić nic więcej. Odesłał mnie po dodatkowe informacje do Iwony, a ona
przecież leży w szpitalu. Nie zadzwonię jak gdyby nigdy nic, by pogadać z nią
o facecie, który skrzywdził nas oboje. I Emilkę również.
No tak, leży w szpitalu, trzeba byłoby pojechać i odwiedzić – sama widzisz, Zosiu, niemożliwe! Za dużo roboty. Ja nie lubię roboty.
Swoją drogą Sodarow powiedział mu, że Arkadiusz nie żyje, a szczegółów może nie chcieć zdradzać, bo jeszcze coś pokręci.
Swoją drogą Sodarow powiedział mu, że Arkadiusz nie żyje, a szczegółów może nie chcieć zdradzać, bo jeszcze coś pokręci.
– Mamą Emilki opiekują się pielęgniarki i lekarze. Myślę, że więcej troski potrzebuje kto inny – odparła. – Mówiłeś, że z Mateuszem jest źle. Jak możemy pomóc temu biedakowi?
Uważaj, Zosiu! Jak Siergiej powiedział, że osoba w potrzebie sobie poradzi, prawie dostał w ryj! Nataniel nie lubi, jak się mu sugeruje jakąkolwiek zmianę planów.
– Musimy mu znaleźć zajęcie. Coś czy raczej kogoś, na kim zacznie mu zależeć chociaż tak, by znów zapragnął żyć.
Zosiu, czy twoja mama jest pozbawiona węchu, wzroku i ma wolne popołudnie?
Swoją drogą to śmieszne, że Nataniel próbuje leczyć wszystkie przypadłości, ciała i duszy, za pomocą seksu, bo jemu pomogło.
– Czy dobrze mi się zdaje, że masz jakiś pomysł? – Dziewczyna uśmiechnęła się domyślnie, ale Nataniel zaprzeczył.
– Marta była całym jego życiem. Nie wiem, kto może ją zastąpić.
– Był u mnie parę dni przed pożarem ze swoim psiakiem. Pocieszne stworzenie. I przemiłe – zaczęła Zosia z namysłem.
NIE! NIE REKSIO! ON SIĘ JUŻ NACIERPIAŁ! Co to w ogóle za sugestia, Zosiu?
– Podczas szczepienia i odrobaczania trochę gadaliśmy. Powiedział, że Reksio musi być w stu procentach zdrowy i wolny od pasożytów, bo jest psim terapeutą. Mateusz odwiedza z nim ociemniałe dzieci w jednym z olsztyńskich ośrodków.
Opowiadał o nich i o Reksiu z prawdziwą dumą i miłością, tak właśnie: miłością. Może…
Okej, Nataniel jasno powiedział, że trzeba Mateuszowi znaleźć „kogoś”, Zosia uśmiecha się znacząco, a dopiero co automatycznie zrozumiała, o co chodziło z seksem leczącym nogę. Strasznie mi te dzieci nie pasują w tym kontekście; autorce pewnie zadzwonił telefon między jednym fragmentem a drugim i pamiętała treść (bo Mateusz kocha dzieci, wszystko się zgadza), ale kontekst jej umknął (szukanie drugiej połówki do kopulacji).
Nataniel zauważa, że Reksio przez ostatnie dwa tygodnie był okropnie zaniedbywany, więc kiepski z niego partner.
– Nie zdajesz sobie sprawy, jak zaniedbał psa przez ostatnie dwa tygodnie.
Dzieciom, które niewątpliwie czekają na te odwiedziny, nie posłał pewnie ani jednej myśli. Jest skupiony na sobie i swoim cierpieniu. Nic ani nikt go nie obchodzi.
– Mówisz to z ogromnym żalem i goryczą – zauważyła, ale bez przygany.
Wzruszył ramionami.
– O sobie mogę powiedzieć to samo.
– Nie wydaje mi się. Ty mimo wszystko odwiedzasz Emilkę dzień w dzień.
Owszem, wyglądasz na wymizerowanego, koszulę też masz nie pierwszej czystości, no i mógłbyś się od czasu do czasu ogolić, ale…
– Zosiu, takie słowa do przyjaciela?! I ty, Brutusie, przeciwko mnie?!
Zosia w końcu zwróciła uwagę, że Nataniel niezbyt przyjemnie pachnie i mógłby się doprowadzić do porządku. Nataniel jest oczywiście oburzony.
Poklepała go po ręku i rzuciła beztrosko:
– Ktoś musi. I… – spoważniała nagle – …naprawdę mogę cię nazywać moim przyjacielem?
Zosiu… Jakie z ciebie jest popychadło. Ale to nie koniec. W tym rozdziale Nataniel dostaje zapewnienie, że jest idealny, w ogóle nie sprawia kłopotu, tak naprawdę to Micińscy powinni mu dziękować, a w ogóle to masz tu prezent. Serio, czytajcie:
– A Emilka to sama słodycz. Naprawdę nie sprawia kłopotu. Mama ją uwielbia. Właściwie powinnam być ci wdzięczna, że pomyślałeś o nas, szukając dla dziecka opieki.
(...)
– Obiecuję, że jutro przyjdę ogolony, w odprasowanej koszuli i spodniach w kant – odezwał się, wstając niechętnie. (...) – Czy masz może drugi, nieużywany komputer?
– Pewnie. Laptop, który kupiłam mamie, ale ona jest przywiązana do starego, stacjonarnego della. Z chęcią ci pożyczę tamtego MacBooka. Nie jest nowy, kupiłam go na Allegro, ale ma przyzwoite parametry.
Ten człowiek WSZYSTKO dostaje za darmo. Zobaczmy: samochód, motorynkę, dom, zwierzęta, pewnie się jeszcze znajdzie mnóstwo mniejszych rzeczy, jak chociażby góra jedzenia, a teraz LAPTOP. Oczywiście zupełnie przypadkiem Zosia ma akurat laptopa, i do na tyle porządnego, że Nataniel będzie mógł sobie na nim graficznie pracować.
Nataniel poczuł, jak kamień spada mu z serca. Do tak dużego projektu, jaki mu zlecono, potrzebował szybkiego, niezawodnego laptopa o dużej pamięci operacyjnej i sporej pojemności dysku. Maki takie właśnie były.
Mak – symbol jakości.
No, dużego dysku do jednego projektu to na pewno nie potrzebuje. Coś mi się wydaje, że Nataniel już potraktował ten komputer jak prezent, którego nie trzeba będzie nigdy oddać.
– To naprawdę nic wielkiego.
– Mylisz się.
Pozostawiając ją z tymi słowami, wyszedł w noc ciemną jak antracyt.
Pogadali, pogadali, a jak już Nataniel dostał, co chciał, to tyle go widzieli!
ROZDZIAŁ VII NATANIEL CIĘŻKO PRACUJE KILKA GODZIN I ZOSIA OD RAZU ROZWIĄZUJE WSZYSTKIE JEGO PROBLEMY
Jest święto, bo Nataniel PRACUJE.
Z samego rana telefon od Siergieja.
Jest święto, bo Nataniel PRACUJE.
Mateusz wypadł Natanielowi z głowy w momencie, gdy chłopak usiadł przy stole w leśniczówce, otworzył laptop pożyczony od Zosi i rozpoczął wstępny projekt strony dla „Lubaszki”. W taką pracę chłopak po prostu się zapadał. Świat mógł się skończyć, wojna przetoczyć przez kraj, a rząd podnieść podatki – Nataniel nawet by tego nie zauważył, o ile nie odcięto by mu dopływu prądu, a internet nadal by działał.Dobrze, że nie ma żadnych zobowiązań, dzieci, znajomych powierzonych w opiekę…
Z samego rana telefon od Siergieja.
Sodarow jak zwykle nie tracił czasu na kurtuazyjne „Cześć, co u ciebie?”.
Zaczął od pytania:
– Gdzie jesteś? Widziałeś dziś Mateusza?
(...)
– Był, ale się zmył. Gdy wstałem rano, żeby oporządzić konie, nie zaglądałem do niego, mając pewność, że tabletki jeszcze działają. Przed chwilą, jest niemal południe, zdecydowałem się go obudzić, ile można spać!, i… cóż… Łóżko jest porządnie zasłane, ale puste.
Czyli rano nie ma co zaglądać, bo przecież tabletki nadal działają, ale parę godzin później już „ile można spać!”, logika.
Nadaniel za to nie ma chwili spokoju. Musi się rozłączyć, bo ma kolejny telefon:
Nataniel zastanawia się nad odpowiedzią, ale WTEM!
Mateusz nie jest zbyt rozmowny; nie odpowiada na wyrzuty Nataniela, dlaczego ucieka od wybawcy bez słowa podziękowania…
Pomyślałem, że szuka kogoś przyjaźniejszego ode mnie i może ty go przygarnąłeś…Ale klaun ten Siergiej. Nasuwa się pytanie, po co w ogóle naćpał Mateusza, skoro nie zamierzał mu potem pomagać. Dla śmiechu, by zobaczyć, jak zadziałają na niego tabletki Oliwii?
Nadaniel za to nie ma chwili spokoju. Musi się rozłączyć, bo ma kolejny telefon:
Dzwoniła Oliwia. I swoim płaczliwym tonem, który działał Natanielowi na nerwy, zażądała, żeby po nią przyjechał i zawiózł ją do Warszawy, a jeśli „ci się nie chce”, to chociaż na przystanek pekaesu.Dziewczyna pyta zwyczajnie o podwózkę na dworzec, ale jako że dostała już łatkę wiedźmy roku, każda jej prośba to jęki, głos jest denerwujący, w ogóle nie da się wytrzymać jej obecności. Ciekawe, czy autorka tak samo reaguje na wszystkich, których nie lubi.
Nataniel zastanawia się nad odpowiedzią, ale WTEM!
Patrzył właśnie w tej chwili przez kuchenne okno na podjazd. Pusty podjazd.Mateusz przyczołagał się naćpany na lekach nasennych, zjadł psa i rozjeżdża ludzi we wsi!
– Oddzwonię do ciebie – rzucił, rozłączył się mimo protestów tamtej i wybiegł przed dom. Samochodu nie było. Reksia, który nie odstępował Nataniela przez całą pracowitą noc nawet na krok – także.
![]() |
| Mateusz w akcji |
Ktoś ukradł samochód i psa!Nataniel podaje teorię z kradzieżą, ale niestety, czytelnikowi nie dane jest zbyt długo dumać nad zagadką, bo Mateusz pojawia się z powrotem. Koniec zwrotu akcji!
I właśnie wjeżdżał ukradzionym autem z powrotem na podwórze.Całe dwie sekundy napięcia. W dodatku musiał chyba zrobić zaledwie rundkę po okolicy, że Nadaniela nic nie obudziło.
– Mateusz! Niech cię szlag! – wyrwało się chłopakowi, bo naprawdę chciał już dzwonić na policję.
Na szczęście tamten nie mógł go usłyszeć. Wysiadł jak gdyby nigdy nic z samochodu, otworzył drzwiczki psu i… cóż, musiał stanąć oko w oko z rozsierdzonym przyjacielem.
Mateusz nie jest zbyt rozmowny; nie odpowiada na wyrzuty Nataniela, dlaczego ucieka od wybawcy bez słowa podziękowania…
Postawił na stole siatkę z zakupami. Rozejrzał się, jakby widział to wnętrze po raz pierwszy.A dzień wcześniej wyciągał od Sodarowa drobne! Nagle miał pieniądze na benzynę i siatkę zakupów, pewnie ze świnki skarbonki Siergieja. Sami złodzieje w tym opowiadanku.
– Ty sprzątałeś? – zapytał obojętnie.
– A niby kto? Krasnoludki? Może Reksio, który był tak brudny i cuchnący…Oto ktoś po raz pierwszy potraktował Nataniela tak, jak on traktuje wszystkich. Zaopiekujesz się moim psem/dzieckiem/kurnikiem/domem/końmi? Nie możesz mieć nic przeciwko, bo jesteś przyjacielem!
– Dzięki. Nie trzeba było – przerwał mu tamten.
– O siebie możesz nie dbać, ale czym zawinił pies?
– Przeżył. Zajmiesz się nim?
Nataniel zacisnął powieki i pokręcił głową. Chyba nie miał siły walczyć o życie dorosłego faceta, gdy ten najwyraźniej postanowił umrzeć na raty.
Nataniel w odpowiedzi uznaje, że Mateusz już jest martwy i nie ma sensu się z nim przyjaźnić. Zawsze wydaje mi się, że Nataniel nie może mnie już zaskoczyć znieczulicą, a tu niespodzianka.
– I ty uważasz, że pozwolę ci tak po prostu zapić się na śmierć? – odezwał się na głos.Na dołączenie do Iwony Mateusz powinien zastrzyc uszami (Reksia) – jest ostatnim z wioski, który z nią nie spał! Nimfomanka na pewno nie przepuści takiej plamy na honorze i wszystkie problemy Mateusza zostaną rozwiązane. Uniwersum do tego dąży, tafla jeziora i śpiewające kormorany!
Mateusz pokręcił głową.
– Nie mam takiej nadziei. Jeszcze będziesz próbował…
– Ja nie będę próbował! Po prostu zadzwonię na pogotowie, zgłoszę próbę samobójczą i panowie z psychiatryka raz-dwa po ciebie przyjadą! Dołączysz do Iwony! Dotrzymacie sobie towarzystwa!
– Mam prawo żyć tak, jak chcę, i umrzeć, kiedy chcę – wycedził. – Tobie, przyjacielu, nic do tego.
„Mylisz się, człowieku” – odparł Nataniel, ale jedynie w myślach.
O, ta sama strategia co z ripostą w lesie.
Nataniel wychodzi i mówi sobie w myślach, jak to trzeba Mateuszowi pomóc. Nic ciekawego.
Nie oglądając się, ruszył drogą prowadzącą na drugą stronę jeziora. Pół godziny później uchylał furtkę i wchodził na podwórze domu Micińskich.Uuuu, co za inteligencja, co za dedukcja!
Na ogrodzonym placu obok stał samochód z warszawską rejestracją, z lecznicy dochodziły uspokajający głos Zosi i skomlenie psa, Nataniel domyślił się, że dziewczyna ma pacjenta.
Nataniel wparowuje do mieszkania, przekomarza się z Emilką i po trzech sekundach traci cierpliwość; zwykły Nataniel.
– Miluszko, nie poczekałaś, aż odpowiem na twoje „kto tam?” – odezwał się, przybierając surową minę. – Gdyby to był… no nie wiem… zły człowiek?Na szczęście pojawia się Marianna i Nataniel nie musi użerać się z małym debilem sam. Ciężko stwierdzić, czemu Emilka w ogóle chce utrzymywać z nim kontakt.
– Ale ty nie jesteś złym człowiekiem! – wykrzyknęło dziecko z przekonaniem.
– Nie mówię o sobie. Otworzyłaś, nie wiedząc, kto stoi za drzwiami…
– Przecież to ty! – Emilka zdziwiła się jeszcze bardziej. – To ty stałeś za drzwiami, wujku Natanielu.
Uniósł oczy do nieba w niemym błaganiu o pomoc.
– Choo-oodź, Natuuuś. Roo-obimy kanap-kanapki z truskawka-ami. – Pani Marianna, zacinając się niemal przy każdym słowie, cofnęła się w cień, gdzie nie mógł widzieć jej twarzy, i skinęła zachęcająco ręką.Nataniel podziwia piękne makatki. Jedna z nich przedstawia małą Zosię.
Choroba dotknęła mięśnie mimiczne i nogi kobiety. Pani Micińska większość czasu spędzała na wózku, ale ręce miała w pełni sprawne. Całymi dniami, unieruchomiona w domu, zajmowała się rękodziełem – tak mówiła Natanielowi Zosia.
Nataniel przyglądał się rękodziełu. Przedstawiało Zosię, nie miał co do tego wątpliwości, siedmio-, może ośmioletnią, ale… wyglądała na nim inaczej niż obecnie. Twarz dziewczynki, usiana piegami, tonęła w burzy kręconych, płomiennych włosów. Nie nosiła okularów. Jej oczy, piękne, duże, okolone długimi rzęsami, miały kolor morza, w którym przegląda się niebo.Ha, od razu jej musiał pocisnąć w myślach, że jako dziecko była piękniejsza. Biedna Zosia.
„Zosia jako dziecko była bardzo piękna…” – pomyślał i zawstydził się tego spostrzeżenia, bo musiałby przyznać sam przed sobą, że dzisiaj z tej urody pozostał jedynie cień.
Nie mógł wiedzieć, że uroda siedmioletniej Zosi spłonęła w ogniu radioterapii. Że okrutna choroba, z którą walczyła przez pół dzieciństwa, odebrała jej nie tylko wspaniałe włosy, nie tylko bystry wzrok i siły, ale coś, co położyło się cieniem na życie nastolatki, a potem dorosłej kobiety. Nataniel nie mógł tego wiedzieć, a Zosia nie odważyła się do tej pory na tak osobiste zwierzenia. Odwrócił się zmieszany, w chwili gdy dziewczyna wchodziła do kuchni.„Właśnie zauważyłem, jaki z ciebie pasztet!”
Tu poznajemy kolejną OKROPNĄ HISTORIĘ z życia bohaterki, która jest bohaterką pozytywną, więc musiała się nacierpieć w życiu. Zgadniecie, co to za „coś” rujnujące kobietom życie?
– O, Nataniel! – ucieszyła się jak zwykle szczerze i bezpretensjonalnie.– O, Nataniel! – wyjęczała swoim nieznośnym, wiedźmowatym głosem Oliwia.
Boże, jakie te zabiegi są proste.
Wchodzi dziecko z talerzem jedzenia dla Nataniela (pewnie też się boi, że jeden zły ruch i skończy na śmietniku jak córka cioci Marty albo mama), a Zosia idzie się przebrać.
– Ciocia Zosia całą noc, ca-lu-teń-ką!, walczyła o cielaczka – rzekła Emilka. – Nie chciał się urodzić i musiała mu pomóc. Całą noc!Zosia dobra kobieta, męczy się szlachetnie, ale nie narzeka i nie da po sobie poznać. Będzie się słaniać po dobowym dyżurze, ale jeszcze ciasto upiecze, nogi ogoli i podrzutkowi przeczyta jeden tom Harry'ego Pottera, a wszystko to dla kawalera (według niej) spoza jej ligi, byle tylko móc do niego powzdychać.
Nataniel zdążył przez tych kilka krótkich chwil zauważyć, że Zosia wygląda na zmęczoną, ale nie dostał szansy, by ją o to zapytać. Zniknęła tak szybko, jak się pojawiła.
Coraz bardziej nasuwa mi się pewne smutna refleksja. Nie chcę być brutalna, ale ona zachowuje się jak idealny target dla sprawcy przemocy domowej, a przekraczanie granic przez Nataniela wygląda na sprawdzanie, na ile może sobie z nią pozwolić. Oczywiście widzimy, że póki co jest bezpieczna, bo Natanielowi może zdarza się przyłożyć partnerce, ale Zosi nie traktuje jako obiektu seksualnego. Pewnie się łudzi, że ma lepsze opcje po niezwykle atrakcyjnych Iwonie i Oliwii.
Ja nie bronię jej pomagania bliźnim. Jeśli kocha dzieci, bezproblemowość Emilki mogłaby jej wynagrodzić trudy. Chodzi mi o sposób w jaki pozwala sobie na dokładanie jej kolejnych obowiązków, podczas gdy w żadnym momencie nie mówi „stop”, za każdym razem ucinając temat. Gdyby nie była zakochana, wprost mówiłaby, co Emilka nawywijała i jak ona sama jest zmęczona, próbując wypracować jakieś rozwiązanie, które im obojgu by pasowało, a które odciążyłoby Nataniela w kluczowych chwilach. Tymczasem ona jest po prostu popychadłem. Nawet po Michalak spodziewałabym się więcej w kreowaniu Matki-Polki…
– I od samego rana przyjmuje pacjentów – ciągnęła Emilka. – Jest bardzo zapracowana, ta nasza ciotunia Zosiunia.Czy tę książkę napisało stado małp? Nie mogę z tego słownictwa.
Nataniel siada do stołu.
Usiadł, targany wyrzutami sumienia. On bujał po świecie wolny i nieskrępowany niczym ptakŁadne określenie na obdartego żula.
![]() |
| Rozwój postaci |
Doktor Micińska miała na głowie nie tylko opiekę nad Emilką. Prowadziła lecznicę, wyjeżdżała do zwierząt gospodarskich, wzywana nieraz w środku nocy, opiekowała się mamą, która sama nie dała rady się umyć czy ubrać, sprzątała dom i obejście, gotowała…Zapamiętajmy, że Marianna potrzebuje pomocy przy myciu się i ubieraniu...
Zosia, odświeżona, przebrana w czyste rzeczy, znów pełna radości życia. Tak właśnie: nie mogąc pokochać, czy raczej nie pozwalając sobie na miłość do mężczyzny, potrafiła cieszyć się choćby tym, że żyje.Zosia z chorą mamą, milionem trosk, problemami finansowymi i pracą od rana do nocy CIESZY SIĘ, ŻE ŻYJE. Nie to, co inne okropne dziewuchy!
Tutaj będę nieco więcej streszczać, bo rozdział nie tylko durny, ale też mało i powoli się w nim dzieje, więc inaczej musiałabym zacytować całe trzy strony.
Najpierw Nataniel na widok zapracowanej Zosi doznaje okropnie niepokojących przemyśleń, że skoro sam mało co robi, powinien zabrać dziecko do siebie.
No właśnie: i co, Natanielu Domoradzki? Jak sobie poradzisz z ogromem pracy (...) i opieką nad małą dziewczynką, której trzeba zapewnić nie tylko dach nad głową, ale i trzy zdrowe, sycące posiłki każdego dnia, i to nie „gorące kubki”, ale przygotowywane przez ciebie własnoręcznie? Kiedy będziesz ją „uspołeczniał”, jak mawiała Marta, wożąc dziewczynkę do Pisza na placyk zabaw, by mała mogła się bawić z rówieśnikami?Zosia najwyraźniej zauważyła, że bohater zbladł i zaczyna się wahać, bo szybko podsuwa mu gotowe rozwiązanie:
(...)
Do tej pory, gdy on miał pilne, czasochłonne zlecenie, Emilkę zabierała do siebie Marta, ale Marty już nie ma. Znów odczuł boleśnie stratę przyjaciółki…
– Czy wiesz, że w Piszu otworzyli niedawno społeczne przedszkole? – odezwała się nagle Zosia, zupełnie jakby czytała chłopakowi w myślach. – Moja przyjaciółka jeszcze z czasów podstawówki posłała tam dwójkę swoich dzieci i jest zachwycona. Nadal prowadzą nabór.Akurat mają świetne sprawdzone przedszkole, społeczne (rozumiem, że darmowe), akurat jest nabór! A głupol Nataniel nawet nie pomyślał.
Wizja okazuje się tak ekscytująca, że Nataniel ogłasza dziecku, że zostaje odtransportowane do przedszkola teraz-zaraz (szkoda, że to Siergiej nadal trzyma u siebie jego dooo-kuu-meen-tyy):
– Dzisiaj? – Dziewczynka gotowa była natychmiast biec do przedszkola. Tak jak stała. Z buzią umorusaną truskawkami i w za dużym fartuchu.Czemu nie? Może na przykład trzeba ją najpierw zapisać?
– Czemu nie…? – Nataniel zawiesił głos.
[Marianna] odezwała się do dziewczynki: – Choo-odź, Miluu-uuszku. Pój-pójdziemy się przeee-eebrać.A gdzie tam, dziecko przebieramy i zawozimy do przedszkola (może odstawią je pod bramę i odjadą...?), będziemy je mieli z głowy na kilka rozdziałów.
W międzyczasie Zosia i Nataniel przechodzą do wałkowania pozostałych kluczowych dla fabuły elementów. Otóż okazuje się, że przy krojeniu wykrwawiającej się krowy dziewczyna miała okazję porozmyślać sobie o MATEUSZU. O tym koledze Nataniela, o którym słyszała, że ma podobne podejście do życia, zaniedbuje dom i zwierzęta, a poza tym ciągle chodzi nieprzytomny od alkoholu.
Zanim jednak użyłam skalpela, miałam czas, żeby pomyśleć o Mateuszu. I wpadłam na pomysł… który może ci się wydać niedorzeczny… Jeśli tak, powiesz na samym początku, żebym umilkła, dobrze?Jak ona się płaszczy! Myślałby kto, że chce zasugerować jakiś odwyk. Nie: Zosia postanowiła, że pijak będzie świetnym opiekunem dla jej matki…
– Moja mama potrzebuje opieki, całodobowej właściwie. Mnie często nie ma, i w dzień, i w nocy, ona wtedy zostaje sama, a ja umieram ze strachu o nią. Wiesz: że się przewróciła i nie może się podnieść, że upadła, uderzyła głową o framugę drzwi i wykrwawia się na śmierć, że wpuściła do domu złego człowieka, a ten… Takie tam troski dziecka o matkę.Że wpuści do domu na przykład nieznajomego dwumetrowego chłopa z butelką wódki?
– Moja mama potrafi być wspaniałą towarzyszką – odezwała się cicho Zosia. – Jej wymowa może być trochę denerwująca… (...) Mamie trzeba pomóc, tak, jest niepełnosprawna, owszem, ale gotuje świetnie, naprawdę świetnie!Zosia „wycieraj mną podłogę” Micińska z proponowania Mateuszowi pomocy przeszła do bronienia niepełnosprawnej matki. Brawo!
Tu Nataniel postanowił wtrącić trzy grosze na temat duszy pani Marianny. Musi być ona szlachetną kobietą, ponieważ:
Przecież urodziła cię i wychowała na cudowną kobietę, mądrą, wykształconą. Są takie, co pozbywają się dziecka, nawet jeśli miałoby ono kochającego ojca, ale twoja mama, samotna, niepełnosprawna, na przekór losowi postanowiła cię urodzić.Nie wiem, czy kiedyś się uwolnimy od tego wątku.
Zosia na to zaczyna tłumaczyć, czemu tak boi się o mamę. Dostajemy bełkot, że wszyscy ludzie są źli i gwałcą matki, czy w sumie nie wiem co, sami oceńcie:
W mieście było inaczej… Nie wiem dlaczego, lecz nie myślałam ciągle, że coś jej się stanie. Jednak całymi dniami była zamknięta w małym mieszkaniu, uznałam, że powrót na wieś, do domu z ogrodem, na Mazury, gdzie się wychowała, będzie dobrym pomysłem. Ale tu boję się coraz bardziej, z dnia na dzień coraz bardziej… – Głos odmówił jej posłuszeństwa. Umilkła.Pełną historię oczywiście zaraz poznamy, ale tu Zosia daje Natanielowi do zrozumienia, że matka jest czymś straumatyzowana. Tym bardziej na pewno się ucieszy na wieść, że dokwaterowano jej wielkiego, barczystego pijaka!
– Ktoś ci groził? – zapytał cicho, nadal trzymając ją za ręce.
– Nie! Mnie tutaj szanują. Spędzałam u wujka każde wakacje i ferie, ucząc się zawodu weterynarza i poznając miejscowych. Boję się o mamę, choć może się to wydawać irracjonalne, bo… – Umilkła ponownie. Jeszcze chwila, a wyjawiłaby temu człowiekowi tajemnicę znacznie boleśniejszą niż choroba, która mało jej nie zabiła w dzieciństwie. A na taką szczerość wciąż nie była gotowa. I może nigdy nie będzie.
– O mamę się boję… – dokończyła szeptem. – Znam Mateusza. Wiem, że on jej nie skrzywdzi – dodała.
Nataniel zastanawia się tylko, czy Mateusz się ucieszy:
– Tylko nie wiem, jak przyjmie ten pomysł Mateusz – zastrzegł jeszcze....ale za to narrator ma już wątpliwości tylko co do inteligencji bohatera:
Obawy Nataniela okazały się uzasadnione, o czym niedługo się on przekona, ale… nie ma to jak odrobina perswazji i nacisku. Subtelnego szantażu i gry na uczuciach. Jedno zdanie: „Marta by tego chciała”, może zdziałać cuda, o ile Nataniel na to wpadnie.I tak kończymy rozdział.





Zosia powinna albo pójść na jakiś kurs asertywności, albo skumplować się z Oliwią, żeby połączyć siły w walce ze wspólnym wrogiem - Natanielkiem. Właściwie to wiecie co? Szipię to. To byłby plot twist, na jaki zasługujemy, ale nigdy go nie dostaniemy, bo pary jednopłciowe w michalakwersum nie istnieją.
OdpowiedzUsuńNiestety rozdzieliłyby je "różnice charakterów". Obie panie to drimerki, ale ich marzenia są skrajnie odmienne: jedna pragnie zostać niewolnikiem Nataniela, a druga pragnie od tego uciec.
UsuńKurczę, skasowało mi komentarz :[ No nic, spróbuję go odtworzyć:
UsuńJa mam wizję, że w moim AU Zosia przejrzy na oczy, kiedy zobaczy scenę Natanielek vs jakaś losowa dziewczyna, której ta lepa na ryj po prostu się należała, i zacznie stawiać pierwsze kroki na drodze niebycia czyjąś wycieraczką. Kontaktuje się z Oliwią, która opowiada jej swoją stronę historii, zakochują się w sobie, adoptują Emilkę, zabierają matkę i wyjeżdżają w pizdu, a Natanielek łamie drugą nogę.
D: Coś niedobrego dzieje się ostatnio z tymi komentarzami na Blogspocie.
UsuńTak jak się zastanowiłam, to w kontekście dalszej części powieści taka para miałaby sporo sensu! Oczywiście musimy pominąć fakt, że żadna z bohaterek nie ma skłonności homo- ani biseksualnych – to nie u Michalak, tu geje i tak uprawiają seks z kobietami, tyle że analnie, jak ta wielka miłość Jessiki. Oliwia mogłaby chcieć zaeksperymentować po przykrych przeżyciach z mężczyznami, a Zosia nigdy nie była w związku i wiemy o niej tyle, że zachwyca się Natanielem, ale zaraz wyjdzie na jaw, że chce go tylko adorować. Nie będę spojlerować, ale nawiążę do Twojego komentarza koło siódmej czy ósmej notki :D no i ta adopcja miałaby sporo sensu, Zosia uwielbia Emilkę!
Złamie drugą nogę <3 Tak, albo w ogóle niech mu najlepiej odpadną.
Jak mu odpadną nogi, to nie będzie mógł epicko cierpieć z powodu bólu :( A to motor napędowy całej książki.
UsuńW sumie to chyba nie, braki i kalectwa tylko dodają punkty szlachetnego cierpienia, a potem są tylko wieczne wstawki, jak to wcale brak nie przeszkadza w byciu seksi.
UsuńJuż to widzę:
"Sonia spojrzała na pięknego chłopca. Tak bardzo nie wierzył w siebie! Nie zauważał ponętnych spojrzeń sąsiadek i ocierania się krągłym biustem przez studentki na wakacjach. Nie miał świadomości, że jego brak nóg tylko uwypuklał klatkę piersiową i sterczący pod pępkiem kijaszek. Ach, Nat Domoradzki!"
Te wszystkie wstawki o emilce doprowadzaja mnie od zera do furii w sekunde.
OdpowiedzUsuńOni oczywiście nie od razu pokochają Nataniela, (...) ale… czas przecież leczy rany, zasypuje najgłębsze nawet przepaści. (...) - optymista :P Chociaz w sumie, tam go wszyscy kochaja bez podstaw.
"każda herbata czy gorąca czekolada zmienia się w synonim (napój lub pachnący płyn) w drugiej linijce." <3
rozmowa z Zosia i lekarstwo na bol nogi Nataniela - placze :D :D :D
"Przez sześć lat wyrzucałem sobie, że ten chłopak by żył, gdyby nie mój błąd.
Jednak żyje? A to głupi dzieciak!" xD xD xD"
Ok, cala analiza to zloto, moglabym cytowac zdanie po zdaniu. Claudinello, przeszlas sama siebie, rany boskie :D
Aaaaa, nie moge z tego, jakim Nataniel jest skonczonym dupkiem.
"Mateusz wypadł Natanielowi z głowy w momencie, gdy chłopak usiadł przy stole w leśniczówce" - Lol :D Mateusz? Jaki Mateusz?
"Świat mógł się skończyć, wojna przetoczyć przez kraj, a rząd podnieść podatki – Nataniel nawet by tego nie zauważył" - zgaduje, ze to po czesci dlatego, ze pewnie nie wypelnia pitow (bo to za duzo roboty) i nie placi podatkow (bo to korwinista :P )
"Ciekawe, czy autorka tak samo reaguje na wszystkich, których nie lubi." - TAK :D
Mak u Zosi, z duzym dyskiem - wtf. Kupiony z Allegro i po taniosci. Maki nie maja duzych dyskow i dlatego kazdy normalny gracz korzysta z PCtow. Te Maki, ktore maja wypasione parametry, kosztuja tez straszne pieniadze. Ale pewnie bylo tak: pewnie czyjas zniedolezniala matka, nie znajaca sie na cenach i realiach, wystawila go na aukcji bez ceny minimalnej, po tym, jak jej dziecko - wybitna rudowlosa graficzka - zginela w wypadku samochodowym, spowodowanym przez pijanego kamienicznika.
Gif z GTA - prychnelam tak, ze moja przyszlosc zawodowa w tym miejscu stanela pod znakiem zapytania :D
"„Zosia jako dziecko była bardzo piękna…” – pomyślał i zawstydził się tego spostrzeżenia, bo musiałby przyznać sam przed sobą, że dzisiaj z tej urody pozostał jedynie cień. (...) Nie mógł wiedzieć, że uroda siedmioletniej Zosi spłonęła w ogniu radioterapii." - Opisywanie wygladu dziecka w sposob przystajacy do doroslych kobiet jest cokolwiek creepy.
„Właśnie zauważyłem, jaki z ciebie pasztet!” - ;D A pozatym, moze zle pamietam, ale czy wczesniej Zosia nie byla opisywana jako piekna i cudowna? Skad to nagle spasztetowienie :D
"Tu poznajemy kolejną OKROPNĄ HISTORIĘ z życia bohaterki, która jest bohaterką pozytywną, więc musiała się nacierpieć w życiu. Zgadniecie, co to za „coś” rujnujące kobietom życie?" - Dolary przeciw orzechom, ze straszliwa radioterapia zabrala jej oczy, wlosy i macice, i teraz Zosia nie moze miec dzieci, wiec bedzie usynawiac (ucorkowiac?) Emilke.
Nawet po Michalak spodziewałabym się więcej w kreowaniu Matki-Polki - No co ty, przeciez wszystkie, WSZYSTKIE relacje u Michalag sa patologiczne. Nie wiem, skad optymizm, ze ta jedna, a juz zwlaszcza dotyczaca Nataniela, mialaby byc normalna :P
Zosia z chorą mamą, milionem trosk, problemami finansowymi i pracą od rana do nocy CIESZY SIĘ, ŻE ŻYJE. Nie to, co inne okropne dziewuchy! - Jezu :D
Czemu nie? Może na przykład trzeba ją najpierw zapisać? - Ojtam ojtam :D
"[Marianna] odezwała się do dziewczynki: – Choo-odź, Miluu-uuszku. Pój-pójdziemy się przeee-eebrać." - To ta Marianna co sama sie nie umyje i nie ubierze, ale nie ma problemu z obrabianiem dziecka? Aha :D
Zaraz, jesli ma sprawde rece, gotuje i piecze, to czemu nie moze sie sama ubrac i umyc? o.O
Jak Natanielowi odpadna obie nogi to nigdy nie przestanie jojczec...
Jezujezu, to o lekarstwie na nogę Nataniela wzbudziło we mnie odruch wymiotny, wzmianka o pięknie Zosi-dziecka takoż. Dzięki za wypunktowanie.
UsuńChyba też masz doktorat z michalakologii, bo trafiłaś :D ale cśś, tę dramatyczną historię poznamy w trzech czwartych powieści, do tego momentu będą pojawiać się tylko mało subtelne aluzje.
UsuńTe wstawki o Emilce są koszmarne ze względu na swoją beztroskę. Minimalna ilość empatii i widzisz straumatyzowane dziecko, które będzie potrzebowało 20 lat terapii.
Rodzice Iwony chyba nie pokochaliby go od razu, skoro mają zero punktów dobroci za zmuszenie córki do aborcji. Tak jak Oliwia, która potrzebowała aż paru dni i pójścia z nim do łóżka, by zatarło się fatalne pierwsze wrażenie po jego wybuchu.
"Aaaaa, nie moge z tego, jakim Nataniel jest skonczonym dupkiem" – do czego to? ;) On ma stały tryb sfrustrowanego trzylatka i raczej zaskakują kolejni wrobieni ludzie niż jego wymuszanie czegokolwiek.
"zgaduje, ze to po czesci dlatego, ze pewnie nie wypelnia pitow (bo to za duzo roboty) i nie placi podatkow (bo to korwinista :P )" – hahaha!
Wspaniała historia z niedołężną matką (oczywiście rudą, to trzeba podkreślić) i allegro, powinnaś być ghostwriterem Kasi.
Dla mnie akurat te opisy urody małej Zosi nie są obleśne, bo domyślam się, że Michalak chciała ująć w słowa oszpecenie Zosi, a wyszło jak wyszło. Pewnie chodziło o coś w stylu "Zosia jako dziecko miała piękne włosy, taką lwią grzywę, a teraz ledwo ma smętny kucyk, ciekawe co się stało???"
Nataniel przy pierwszym spotkaniu w klinice stwierdził, że szara mysz, ale całkiem, całkiem. Raczej skupił się, że rysy nieregularne i ostre, ale uśmiech ma miły, nie to co skrzywiona wiedźma Oliwia. Oczywiście zaraz dostanie punkty do urody za wspaniałą figurę, bo u Michalak kobiety dzielą się na długonogie z małymi, krągłymi piersiami (pozytywne), długonogie z dużym biustem (negatywne) i "wieloryby" (ale to pamiętam tylko z Bezdomnej, gdzie co pół strony był przykry komentarz na temat otyłości dziennikarki). Znaczy 99% kobiet ma wspaniałą figurę, ale i tak to trzeba opisać.
To "chodźmy się ubrać" Marianny chyba oznaczało pójście z Emilką do szafy i zmotywowanie jej, by wybrała sobie coś czystego :D
Problemy z ubieraniem się i myciem to jednak raczej tylko takie wyjaśnienie, czemu jeszcze nie znalazła chłopa na stałe. Potem Marianna będzie wyrabiała takie akrobacje, że sam Pudzian się zawstydzi.
Spędzało mi sen z powiek (no dobra, wcale nie), czemu Nataniel nie poszedł później ani razu odwiedzić Iwony. Zdawać by się mogło, że to będzie zwykły ludzki odruch i niezbyt wymagający. Ale potem dotarło do mnie - mówimy o Natanielu...
OdpowiedzUsuńA potem nastąpił ten fragment i nie było już miejsca na wątpliwości:
"Ja nie będę próbował! Po prostu zadzwonię na pogotowie, zgłoszę próbę samobójczą i panowie z psychiatryka raz-dwa po ciebie przyjadą! Dołączysz do Iwony! Dotrzymacie sobie towarzystwa!"
Psychiatryk jest przecież tym magicznym miejscem, gdzie zaślinionych pacjentów traktuje się lodowatą wodą i elektowstrząsami naprzemiennie, to ostatni krąg piekielny, którego Nat się brzydzi. To nie jest mowa mająca otrzeźwić Mateusza, to najgorsza groźba rzucona w gniewie.
Zakup tego super maca to od tego samego sprzedawcy, co kawalerkę za trzy stówy udostępnił.
W ogóle wtf, żyjecie skromnie, więc kupujesz matce drogi sprzęt do przeglądania internetu, wywalasz na niego hajsy większe niż na pc, dziwisz się że starsza osoba nie chce się uczyć od zera obsługi innego interfejsu, rzucasz sprzęt w kąt. Przez miesiące starannego ignorowania wyrastają mu parametry mogące udźwignąć fotoszopa. Magia.
Pies skomle, Zosia dziubdzia do niego. Weterynarz piszący o weterynarzu. Ech.
Co to za multirak siejący tajemnicze spustoszenie nie do zregenerowania przez lata? To ten jeden rak retoryczny, na którego próbuje się znaleźć (jedno) lekarstwo? Czy Zosia wstydzi się przebytej choroby i ciągle nie przeszła nad tym do porzadku? Co tu się ogólnie odjaniepawla z tym wątkiem?
Psychiatryk to chyba głównie instytucja, gdzie można przechowywać niektórych bohaterów, żeby nie przeszkadzali (a także, jak mówisz, miejsce tortur, co wiemy z Bezdomnej).
UsuńA czy swoim podejściem Nataniela olewającego umierającą Iwonę narrator/autorka nie wchodzą nieco w rolę matki Polki usprawiedliwiającej niedojrzałego syna? Facet ma 27 lat, nie 17, nawet nie 23; za sobą bagaż doświadczeń, związki, żałoba, praca itd. Mimo to brakuje mu fundamentalnej umiejętności zarządzania własnym życiem, której nie wyniósł z domu, ale sam też się nie zatroszczył, by coś w tym kierunku zrobić. Ma jak pojechać do Iwony, bo parę razy to zrobił, ale ponieważ mentalnie sam siebie stawia w pozycji dziecka, to jacyś inni dorośli powinni zająć się tym problemem. Pewnie wolałby, żeby robił to Siergiej czy Mateusz, którzy są jacy są, ale to mężczyźni, nie dzieci do wyręczania ani tasiemce. Jego infantylizm przejawia się w tym, że sam nie zginie, ale jest uzależniony od innych, nie dając od siebie nic w zamian ani nawet nie myśląc, że mógłby coś zrobić, bo nic go to nie kosztuje. Ten brak inicjatywy potwornie razi, bo z jakiegoś powodu to główny bohater.
A będzie jeszcze lepiej, jak za kilka rozdziałów znajdzie gorsze miejsce do straszenia Mateusza.
Rak Zosi to rak typu dramatycznego, służący by skontrastować ją z wiedźmą Oliwią, cieplarnianą paprotką, którą rozbestwił brak problemów w młodości i potem nie chciała uznać swojej niższości w stosunku do mężczyzny-tasiemca.
Dzięki za wyróżnienie mojej teorii:) Ale powiem nieskromnie, że jak dotychczas się tylko potwierdza.
OdpowiedzUsuńW ogóle to jest trochę śmieszne i trochę niedorzeczne, że oni wszystkie problemy muszą leczyć na modłę "wcisnę ci kogoś pod opiekę, to nie będziesz musiał myśleć o tym, w jakiej czarnej dupie jesteś". Naprawdę, jeżeli ktoś nie jest w stanie o siebie zadbać, to wątpliwe, żeby nagle, jak dostanie pod opiekę psa/kota/sąsiada, to zacznie chodzić jak w zegarku - i dom okrzątnie, i zakupy zrobi. Czemu absolutnie nikomu nie przechodzi przez myśl, żeby np. powrócił do dawno zapomnianego hobby? Już nie mówię, że to musi być jakieś modelarstwo czy akwarystyka morska, ale choćby zbieranie grzybów, klecenie czegoś z drewna? (Boję się zasugerować oddanie się pracy, bo Nataniel mógłby to odebrać jako personalny afront.) Generalnie chodzi mi o taką różnorodność - jeden radzi sobie ze śmiercią Marty leżąc pod kocem, drugi przyjmując na siebie tysiąc obowiązków, trzecia spaceruje godzinami po lesie. Ale nie, wszyscy tylko się przerzucają - kto mógłby się kim zaopiekować.
"– Ja też chciałem się poddać. Poprosić, byś zajęła się dzieckiem, i po prostu odejść. Uciec. Wydam ci się pewnie niepoważnym, niedojrzałym mięczakiem, ale…"
- Ale...? - Zosia, choć cicho i niepewnie, postanowiła podjąć temat. Była już zmęczona. Tak bardzo zmęczona całą sytuacją. Kiedy Nataniel dokładał jej kolejnych obowiązków, oczekiwała, że w jakiś sposób będą się nimi współdzielić. Jednak Nataniel już nawet przestał utulać Emilkę do snu. Powoli, nieśmiało w jej głowie zaczęła kiełkować myśl, że tak dłużej być nie może.
W tym momencie zaczynałby się mój fanfik:P
Bo jak się okazuje, że ktoś miał jakieś hobby, to zupełnie poza kadrem, że czytelnicy jakoś nie zauważyli; jak z Natanielem, który czyta, rysuje i wymyśla bajki dla dzieci. Najwyraźniej ciekawsze jest przerzucanie i narzekanie.
UsuńO, fajny ten fanfik… W mojej wersji skończyłby się już w kolejnym zdaniu, krwawo i z poćwiartowanymi szczątkami.
Zastanawiałem się nad tym, żeby włożyć Zosi w rękę jakiś skalpel albo szczypce, ale jednak ona chyba taką zmianę przechodziłaby bardziej etapami, w czasie, bo jednak trochę Nataniel zdążył ją upupić. Ale generalnie to jest ten moment, w którym powinna powiedzieć "dość".
UsuńZgadzam się jak najbardziej. Po prostu ja nie miałabym tej cierpliwości, gdyby Zosia była moją bohaterką :D
UsuńNo proszę, mamy już pajaca i klauna, kto następny dołączy do trupy? :D
OdpowiedzUsuńMarianna o sile tysiąca atletów, z których każdy zjadł tysiąc kotletów!
Usuń20 year old Structural Analysis Engineer Deeanne Fishpoole, hailing from Sault Ste. Marie enjoys watching movies like Where Danger Lives and Knapping. Took a trip to My Son Sanctuary and drives a Ferrari 340 MM Spider. Sprawdz to
OdpowiedzUsuń