3.4 Rozdział 8 i 9

ROZDZIAŁ VIII: MACIE TU DZIECKO, ELO

Nataniel jak powiedział, tak zrobił, i dziecko zostało natychmiastowo odtransportowane do przedszkola, aby teraz jeszcze kto inny się nim zajmował. Ciekawe, jak nasz bohater zareaguje, gdy w końcu niego dotrze, że dzieci trzeba z przedszkola wieczorami odbierać. Ba! W weekend nikt ich tam nie chce!
Przedszkole było straszne. 
Dzieci rytmicznie uderzały kilofami w skały kopalni, a z jednego z korytarzy dochodziły krzyki najmniej efektywnych pracowników.
 
Owszem, mieściło się w ślicznym, schludnym, jasnym domku z ogrodem, tak, było pełne roześmianych, dokazujących i na pierwszy rzut oka radosnych dzieci (...) ale… gdy tylko Emilka zobaczyła, że Nataniel odwraca się i zmierza do wyjścia… przybiegła doń z krzykiem, uczepiła się jego kolana i zaczęła lamentować na cały głos.
Już dobrze wie, co się święci, bo zawsze jest to samo: "Chodź Emilko, pobawimy się z ciocią Martą/Zosią/Mateuszem!", a potem "no to pa!" i wujek Nataniel nie odzywa się dwa tygodnie.
Natanielowi serce rozsypało się na kawałki. Porwał Emilkę na ręce, przytulił z całych sił, jakby ktoś chciał mu ją z objęć wyrywać, i potoczył dookoła jednocześnie gniewnym i zrozpaczonym spojrzeniem.
Już patrzy, komu przylać, bo coś mu się nie spodobało.
Nie zostawi dziecka w tym strasznym miejscu! Nie pozwoli Emilki skrzywdzić!
Tak, dlatego że nie chciała zostać sama, bo mu nie ufa. A alternatywą jest oczywiście zostawienie dziecka z Zosią, która ledwo znajduje czas na sen. Tym razem to Zosia by się chyba popłakała.

Ale!
Całe szczęście, że Zosia zgodziła się z nimi przyjechać, bo próba zaprzyjaźnienia dziecka z przedszkolem zakończyłaby się fiaskiem.
Zosia jest mimo wszystko sprytniejsza od Nataniela i wie, że trzeba go ze wszystkim pilnować.
– Oddaj ją wychowawczyni i chodź. Taka rozpacz u małego dziecka jest całkowicie normalna. Ale ty nie porzucasz jej przecież na zawsze!
Nataniel zaczął rozglądać się nerwowo na boki

Zosia ciągnie Nataniela na zewnątrz i wsiadają do samochodu.
– Nie wiem, jak poradzę sobie jutro czy pojutrze… To ponad moje siły. Jej płacz będzie mnie prześladował aż do wieczora, a wyrzuty sumienia, że zostawiłem ją na pastwę…
Nataniel właśnie wielce się poświęcił. Szkoda, że jak dotąd to Zosia musiała organizować dziecku czas, przeżywać razem z nim stłuczone kolana i tłumaczyć mu, czemu Nataniel nie chce go odwiedzać.
Zosia tłumaczy Natanielowi, że dzieci powinny mieć kontakt z rówieśnikami, a sama nie ma na tyle czasu.
Naprawdę ją uwielbiam i mogłabym się nią zajmować, gdyby pacjenci nie dobijali się do drzwi.
Michalak przechodzi samą siebie w kreowaniu chodzącego ideału kobiecości. Dopiero co Zosia niemal przymierała głodem, bo podjazd świecił pustkami, nikogo zwierzęta nie obchodziły, nikt nie chodził z nimi do weterynarza. Tyle że przy takich warunkach powinna mieć nadmiar czasu, a to byłoby równoznaczne z lenistwem. Tak jakby nie mogła być w ciężkiej sytuacji materialnej z powodu nieodpowiedzialności innych i jednocześnie pracować ponad miarę (w domu, ze względu na matkę), a koniecznie musi mieć obie cechy.
Bo chyba nie chcemy wierzyć, że taka z niej kłamczuszka próbująca uciąć temat? Nataniel zresztą wie, jak prosperuje jej przychodnia.
– Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? – nastroszył się. – Słowem nie wspomniałaś, że Emilka jest dla ciebie obciążeniem.
XD Jako że Nataniel nie pojmuje, jakim cudem ktoś może mieć jakieś „ale”, gdy podrzuca mu dziecko do opieki, Zosia musi się uciekać do innych argumentów.
– Emilka była dla mnie radością, ale gdy zostawiałam ją z mamą, zwyczajnie po ludzku się o nią bałam! Mama jest niepełnosprawna. Wystarczy, że przewróciłaby się i nikt nie mógłby jej pomóc, a małe, pięcioletnie dziecko, przerażone i bezradne, zostałoby z unieruchomioną kobietą. Czy teraz rozumiesz?!
Rozumiał. Rozumiał tak dobrze, że nie wiedział, gdzie oczy podziać ze wstydu.
Mam wątpliwości.
Jakoś nie przyszło mu do głowy, że Zosia oprócz opieki nad jego siostrą ma także inne obowiązki.
Mimo że…
1. Przed chwilą ci powiedziała
2. Poznaliście się w jej pracy, to wiesz, że pracuje
3. Przed chwilą ledwo trzymała się na nogach, bo pracowała całą noc

No okej, Nataniel myśli, myśli, odkrywa, że zostawił dziecko bez niczego, nawet drugiej pary majtek, zaczyna rozumieć, że coś jest nie w porządku…
Sięgnął do portfela, wyciągnął wszystko, co miał. Całe smętne resztki ostatniej wypłaty.
– Przepraszam, Zosiu, byłem bezmyślny i tak pogrążony w żałobie po Marcie i rozpaczy po utracie domu, że nie zapytałem…
Masz tu pięćdziesiąt złotych. Sprawa załatwiona?
Zosia pieniędzy nie przyjmuje i tłumaczy, że zabójcy małych kotków i piesków z Sennej, to znaczy życzliwi sąsiedzi, dorzucali się do wydatków, przynosili jedzenie i przydatne graty. Nataniel dziwi się, że jego nienawiść do wszystkich wokół była nieuzasadniona, mimo że ostatnio wszystkie próby pomocy odrzucał z przekleństwami.

Akapit dalej jest jeszcze lepiej: jak zwykle Nataniel parkuje przed chatą, żeby pooglądać sobie zgliszcza i poużalać się nad sobą. WTEM!
Obórka, która spłonęła do połowy, zmieniła się w stos równo ułożonych cegieł. Tylko krąg poczerniałej ziemi wskazywał, że wydarzyła się tu tragedia. Ktoś musiał się nieźle naharować, by to miejsce nie straszyło już kikutami spalonych belek…
Miejscowi mieli dość jego jęków i postanowili, że szybciej będzie odbudować mu chatę.
Co teraz? – pytanie kołatało mu się po głowie, podczas gdy oczy chłonęły obraz spokojnego jeziora, zmienionego w płynne złoto za czarodziejskim dotknięciem słonecznych promieni. Ten widok zawsze zachwycał młodego mężczyznę. Oddałby wiele, by znów mieć go na co dzień.
Tak, Nataniel nie ma więcej żadnych przemyśleń na temat tego, co się stało z cegłami i belkami. Ot, rzeczy dzieją się same: spiżarnie napełniają, brudne gacie wędrują do kosza na bieliznę i do pralki, domy same remontują, oferty pracy pojawiają się w skrzynce pocztowej i tak dalej… Tylko ludzie jakoś dziwnie nie płaczą ze zgryzoty, myśląc o jego nieszczęściu. I to go frustruje.
– I tak nie masz pieniędzy na odbudowę – mruknął do siebie. – Poza tym to miejsce było przeklęte – przypomniał sobie słowa Marty. Czy odważyłby się, po tych wszystkich nieszczęściach, które spotkały jego i poprzednich właścicieli, kusić los po raz kolejny?
Tak, nawet jakby zebrał pieniądze i zaplanował odbudowę, I TAK nic się nie uda, bo przecież miejsce jest przeklęte. Ojojojoj, życie takie niesprawiedliwe.
– Tak myślałem, że cię tu spotkam. – Słowa Marka Sidły, znów jego!, kazały się chłopakowi odwrócić.

Ten to lubi wyskakiwać z krzaków.
– Ty nigdy nie odpuszczasz, co? – odpowiedział mało życzliwym pytaniem.
– Słuchaj… wiem, że mnie nienawidzisz… – zaczął sołtysiak.
– Już nie. Jesteś mi całkowicie obojętny.
Tamten machnął niecierpliwie ręką.
Nataniel robi wszystko, żeby sprowokować kłótnię bądź bójkę. Sidło już nie ma do tego cierpliwości.
Marek oczywiście tłumaczy Natanielowi, że musi dać sobie pomóc, ponieważ w potrzebie jest nie tylko on, ale i dziecko.
Po prostu nam pozwól! Jeśli ten dom ci się nie spodoba, sprzedasz go i będziesz miał forsę na małe mieszkanie w Olsztynie. Tam przeniesiesz się z dzieckiem. Ale zgódź się, byśmy odbudowali tę chałupę! Zanim kogoś dotknie nieszczęście!
Rób co chcesz! Najlepiej wyjedź! Zabieraj kasę i PRZESTAŃ JĘCZEĆ!
Ale to „nieszczęście” ciekawe, jakby chodziło mu o to, że pijany i rozeźlony Nataniel zaraz kogoś pobije.

Zatrzymajmy się tu na chwilę. Jak myślicie, czytelnicy, jak zareaguje na tę ofertę Nataniel?

1. Rozpłacze się ze wzruszenia i zacznie dziękować Markowi i innym mieszkańcom za pomoc;
2. Odmówi pomocy, unosząc się honorem i udając, że świetnie radzi sobie sam;
3. Uniesie pięści do bitwy?
Nataniel oniemiał na chwilę, a potem zaczął z narastającą furią:
– Po tym, co zrobiłeś, śmiesz mi jeszcze grozić?
I jak? Kto obstawił trafnie?
Marek Sidło potarł twarz rękami, przeczesał włosy, próbując się uspokoić i znaleźć argumenty, które trafią Natanielowi do przekonania.
– Już raz na tę chałupę zostało rzucone przekleństwo – zaczął. – Wiem, ty, facet z miasta, nie wierzysz w takie zabobony, ale… no dobra, my z ciemnogrodu owszem. Ludzie tu umierali, dzieciaki się topiły, zwierzęta zdychały. Chaty już nie ma, i może to dobrze, bo następna mogła być twoja Emilka, ale widzisz… ta klątwa mogła zostać… podana dalej.
Ale odwracanie kota ogonem! Marek próbuje użyć argumentu pod tytułem „to nie pomoc dla ciebie, tylko dla wszystkich”.
Nataniel nie wierzy. Okazuje się jednak, że klątwa trwa, ponieważ…
– Moja matka zachorowała. Było temu kilka dni od pogrzebu, gdy straciła przytomność. Pewnie o tym nie słyszałeś, bo kto by ci zawracał głowę plotkami ze wsi, ale zabrało ją pogotowie na sygnale, podejrzewali udar. Widzisz, człowieku, od ponad tygodnia leży w Olsztynie. Nie odzyskała przytomności. Lekarze kręcą głowami, rozkładają ręce, każą czekać i się modlić. A ja nie mogę siedzieć spokojnie i patrzeć, jak ona umiera, rozumiesz?! Muszę jakoś pomóc…
Od kilku stron nie było żadnej tragedii, jeszcze by atmosfera zelżała.

Nataniel zdołał się opanować. Konkluzja jest taka:

Rozumiem twoją desperację. I jeśli ma ci to w czymkolwiek pomóc, dobrze, zgadzam się, odbuduj moją chatę

I wszyscy kłaniają się przed skrzywionym kuternogą jak przed cesarzem.


Cesarz Nataniel ma jednak pewne zastrzeżenia:
Tylko nie tutaj! Nie w tym miejscu! Nie chcę, by nowy dom budować na… takiej ziemi!
Janie, ziemię przekopać, dom przenieść pięć metrów na lewo.
– Maciek Borowiec ma działkę nad jeziorem – odezwał się wreszcie. – Tam, po drugiej stronie, niedaleko Micińskich. Miał opylić ją letnikom, ale pogadam z nim. Może zamieni się z tobą.
Spoko, nie ma problemu, Borowca wykopiemy, wszystko dla pana Domoradzkiego!
– Pogadam z Borowcem. Gdy on się zgodzi, zamienisz się? – Wyciągnął do Nataniela rękę.
Ten wstał i uścisnął ją. Sidło odetchnął z wyraźną ulgą. Nikt nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo nieszczęście Marty i Nataniela, lecz przede wszystkim choroba matki ciążyły na sumieniu tego mężczyzny…
– Dzięki, Nat. Mogłeś… mogłeś poszczuć mnie psami, ale ty… Ty nie z tych.
A mógł zabić.
Chłopak pokręcił głową. Wrócił smutek. Nie miał już Trusi – choćby nie wiem jak była łagodna – by poszczuć nią sołtysiaka.
Nataniel jeszcze pewnie czuje się urażony, że Sidło nie zauważył, że jedynym powodem, dla którego jeszcze nie gryzie go pies, jest fakt, że ten umarł.
Te teksty są tak kompletnie bez sensu, tak pozbawione prawdopodobieństwa psychologicznego, że nie zdziwiłabym się, gdyby co drugi rozdział pisał jakiś generator jak z mojej strony. Na siłę można spróbować to tłumaczyć zabobonami, w które wierzy połowa Sennej, ale serio? Zabójcy kotków, postrach żon dadzą sobą pomiatać jakiemuś miastowego gogusiowi, bo jeszcze klątwę rzuci? Marta nie miała takich umiejętności, jak jej zwierzęta mordowali?

Nataniel wyraża jednak całkiem realistyczne wątpliwości, czy można tak po prostu z dnia na dzień zabrać się do budowania czegoś bez rejestracji i pozwoleń:
– Zastanawiam się tylko, jak postawisz ten dom na działce, z dnia na dzień, bo chyba do tego zmierzasz. Bez pozwoleń, bez…
Ale, jak zwykle, uniwersum przychodzi z wygodnym rozwiązaniem:
– Tym się nie martw. Mój ociec ma chody w gminie. Raz-dwa wyszykują wszystkie pozwolenia, jakich byś potrzebował. Na to, co ci niepotrzebne, też. – Zaśmiał się z własnego żartu. – Musisz tylko podpisać z Maćkiem Borowcem jakieś papiery o zamianie działek. Ja mogę budować i u niego, ale rozumiesz…
Do Nataniela chyba dopiero w tej chwili dotarło, co tamten zamierza. Naprawdę zamierza. Wyglądało na to, że Marek Sidło nie tylko będzie gadał o odbudowie jego, Nataniela, domu, ale naprawdę chce ten dom postawić!
I jak myślicie, co będzie dalej?

1. Nataniel otrząśnie się i wzruszony zacznie dziękować sąsiadowi;
2. Zrozumie, że wypadałoby zainteresować się budową, zaproponuje pomoc i rekompensatę finansową;
3. Podniesie pięści?

Zobaczmy:
– Ty chcesz wybronić przed kryminałem Aśkę Jarząbek!
Oczy Sidły pociemniały. Usta zacisnęły się w wąską kreskę.
Kto zgadł?

No dobrze, może tym razem nie są to pięści, jednak Nataniel uparcie szuka dziury w całym. Odkrywa, że Marek czuje się winny sytuacji z Asią i jest to z jakiegoś powodu wielki i niewybaczalny minus. A fe, fałszywy przyjacielu!
– Kochasz ją.
– Kocham. Kiedyś była zupełnie inna. Taka fajna, ładna, normalna, jeśli pojmujesz, o czym mówię. „Dobry materiał na żonę”, mówiła matka. Gdybym jej słuchał, a nie patrzył na ojca, jak nie szanuje nikogo ani niczego, jak o byle co drze mordę, a i przywalić potrafi… może Aśka nie poleciałaby na ciebie. Zostałaby ze mną.
No, trzeba przyznać, że to miła transformacja, że ktoś dochodzi do niezwykle skomplikowanego wniosku, że Asi można było pomóc i może czasem nawet posłuchać.
Gorzej, że z założeniem, że „wtedy by ze mną została”, koniec, kropka. A przydałoby się coś o tym, że postawa Marka przysporzyła jej cierpienia, z którym nauczył się empatyzować.
– Jeśli tak na to spojrzeć, wszystkiemu winien jestem ja. Tylko ja – dodał smutno sołtysiak. – Gdybym utrzymał Aśkę przy sobie, nie spaliłaby ci chałupy, doktor Kraszewska żyłaby, a moja matka… – Umilkł, walcząc z niemęskimi łzami.
Do takich właśnie wniosków dochodzi Marek. Nie wiem, w jaki sposób przypięcie Asi do kaloryfera, czy jaki tam sposób na zatrzymanie jej przy sobie widział, miałoby pomóc jego matce, ale niech tam mu już będzie, że to klątwa. Mamy rozwój postaci, sukces!!!

A jak na takie niemęskie łzy (czyli jakie? Męskie to spływający po czole do oczu pot wyciśnięty przez ciężką pracę i zapasy?) reaguje Nataniel?
– Zapytaj swojego kumpla, czy zamieni się na działki. Nie mam pieniędzy, by dopłacać, tak na wypadek, gdyby przy okazji chciał zbić interes.
No cóż. Rzeczowo. Idź tam zapytaj kumpla, czy odda działkę, a przy okazji nie wyobrażaj sobie, że zapłacę.
Kosztami aktu notarialnego też musimy się podzielić.
XD
Ponownie uścisnęli sobie ręce i rozeszli się, każdy do swoich zajęć i problemów. Nataniel musiał odwieźć Oliwię, która słała mu chyba setny esemes, na przystanek, a potem… 
Oliwia stoi tam już chyba dobę i straciła trzy bilety na pociąg, że ją tak olewa, ale dobrze, że wspaniałomyślnie sobie o niej przypomniał. A co potem? Może praca?
nie, nie usiądzie jeszcze do projektu strony internetowej. Ktoś inny niż właściciel „Lubaszek” domaga się jego, Nataniela, uwagi…
Nie, nie praca, nie wyobrażajmy sobie za dużo.

ROZDZIAŁ IX: OKROPNA OLIWIA Z PURCHAWKAMI

Rozdział rozpoczyna się dokładnie tymi słowami:
Oliwia była równie przykra jak ostatnio.
I już wiemy, że kilka kolejnych akapitów będzie smęceniem o tym, jak to Oliwia jest be.
Śmierć jej matki spowodowała jedynie to, że dziewczyna musiała szukać innego żywiciela, nie zamierzała sama brać się do roboty, jak każdy normalny człowiek w jej wieku. Stworzona widać była, lub tak się jej wydawało, do tego, by pięknie wyglądać, bywać na salonach i nie brudzić białych rąk jakimkolwiek zajęciem. Nataniel nie mógł tego pojąć.

„Nataniel nie mógł tego pojąć”:



Otóż nie, Oliwia to lustro Nataniela.



Nataniel stoi z Oliwią na przystanku, a że autobus się spóźnia,
Chłopak musiał więc słuchać jękliwych skarg Oliwii.
Skarg żadnych nie ma, jest natomiast Oliwia, która zdaje sobie sprawę z tego, że wynajęła dworek mało zaradnemu mężczyźnie ze skłonnością do nadużywania alkoholu, więc może się zdarzyć, że ten jej zwyczajnie nie zapłaci. Dziewczyna nie otrzymała jeszcze żadnego odszkodowania, dlatego w takiej sytuacji byłaby zmuszona szybko sprzedać nieruchomość. Próbuje mu to jakoś delikatnie przekazać...
– Pieniędzy zostało mi tyle, co nic… Jeśli szybko nie dostanę odszkodowania… Jeśli będziesz zalegał z czynszem… Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz i nie będziesz żywił urazy, jeżeli wyproszę cię i sprzedam dwór za taką cenę, jaką zaproponuje pierwszy chętny?
Mógł jedynie zaprzeczyć, zaciskając w pięści dłonie wsunięte do kieszeni. Musiał zdobyć forsę na czynsz dla tej nieczułej jędzy! W przeciwnym razie ona zrobi to, co zapowiedziała!
W ten sposób okazuje się też, że jest jędzą, ponieważ robi to, co mówi. Och, okropność! Znowu nie pozwala na sobie pasożytować! Kasę pewnie straciła, wtapiając oszczędności życia w wyjazd do USA, który nie wypalił przez ciążę, ale mniejsza o to.

Wtem nadjeżdża autobus. Oliwia kaja się za krzywdy wyrządzone Natanielowi.
– Nat – zaczęła cicho, dotykając jego dłoni – wybacz mi. Zdaję sobie sprawę, co o mnie myślisz: potrafię tylko krzywdzić… Szkoda, że nie wiem, dlaczego tak jest. I strasznie żałuję, że skrzywdziłam właśnie ciebie. Ciebie i mamę. Dwoje naprawdę dobrych, szlachetnych, kochających ludzi. Wybacz mi, Nat, jeśli zdołasz. I żegnaj. – Musnęła palcami policzek chłopaka i zanim zdążył odpowiedzieć choć słowo, zniknęła we wnętrzu autobusu.
No i właśnie, u Michalak są dwa rodzaje bohaterów: pozytywni i negatywni. Pozytywni charakteryzują się między innymi tym, że nie mają wyrzutów sumienia każących im przepraszać skrzywdzone osoby za swoje błędy. Obwiniają się wyłącznie irracjonalnie, jak Mateusz za śmierć Marty czy Marta za śmierć pacjenta.
Negatywni mogą mieć przemyślenia, chcieć się zmienić, a później płaszczyć przed pozytywnymi bohaterami jak Oliwia czy Marek, dwie osoby o szczerych intencjach – agresja Nataniela po ich przeprosinach nie zniechęciła ich do przemiany. W obu przypadkach oczywiście pojawia się impuls do zmiany, sytuacja matek, ale to niczego nie zmienia, bo Natanielowi też matka umarła na początku pierwszego tomu i jakoś pozostał egoistycznym mężczyzną o naturze wściekłego czterolatka.

Myślicie, że ta cała seria to fantazja autorki o tym, jak ci źli ludzie rozumieją w końcu swoje błędy i jak krzywdzili nas, dobrych (w tym kontekście: pozytywnych bohaterów, z którymi mamy się utożsamiać), a potem do końca życia pokutują, podczas gdy „my” nad nimi triumfujemy i jesteśmy usprawiedliwieni, gdy patrzymy na nich z góry?
Gdy odjeżdżała, uniósł dłoń, żegnając się z nią. Miał dziwną pewność, że nigdy więcej się nie spotkają.
Skąd ta pewność? Ano stąd, że nie może być zbyt wielu bohaterów naraz, a tym bardziej rudych kobiet – mamy nowy rudy duet matka-córka. Inni umierają albo wyjeżdżają, jak tylko przestają być interesujący. Dlatego już nie zobaczymy połowy bohaterów poprzednich tomów – Marty, Oliwii, Jarka, Asi (choć do jej życia pojawi się epilog). Kolejni bohaterowie zostaną zdyskwalifikowani z fabuły, by nie pojawić się w czwartym tomie. Pożegnajmy zatem Oliwię, ostoję rozumu i realistycznych rozterek w serii. Będziemy tęsknić!

Nataniel na koniec rzuca przemyśleniami, że dziewczyna chce pewnie za oceanem szukać jakiegoś starucha, który będzie ją utrzymywał, a w każdym razie nigdy nie zazna prawdziwej miłości, bo uciekła od Nataniela-superpartnera.
Wsiada do samochodu i jedzie do Mateusza.
Chłopak westchnął ciężko, spodziewając się tego, co poprzednio, zacisnął na chwilę powieki, by zebrać się w sobie, wreszcie zapukał do drzwi.
Nic. Gospodarz nie był dziś zbyt gościnny, o ile w ogóle znajdował się wewnątrz.
Coś podobnego, co za brak szacunku!
Na szczęście sprytny bohater znajduje klucz pod jakąś belką i otwiera sobie sam.
Starszy mężczyzna siedział przy stole, z głową opartą na splecionych ramionach, i zanosił się cichym pijackim łkaniem. Nie wykąpał się, nie zmienił brudnych łachów. W toalecie, rano lśniącej czystością, śmierdziało kałem i wymiocinami.
Nataniel poczuł, że ma dość. Po prostu dość.
Może nie otworzył, bo był w toalecie?

Mateusz mdleje i upada. Tak o.

Patelnia upada
Rany boskie! I co teraz?! On, Nataniel, powinien natychmiast zabrać mężczyznę z tej samotni do siebie, do dworu, ale… wieczorem wróci Emilka! Nie może zobaczyć „kochanego wujka Mateusza” w takim stanie! Nie ma mowy! Ale też zostawić przyjaciela tutaj, by zmarł z przepicia, zachłysnął się na śmierć wymiotami albo spłonął żywcem od zaprószonego po pijaku ognia, też nie można było!
Sodarow… W nim nadzieja.
No tak, papa Sodarow na pewno coś wymyśli! Niestety, okazuje się, że podły cham wyobraża sobie, że to Nataniel przyjedzie na ranczo żeby zająć się swoimi własnymi końmi.
Ale Siergiej właśnie wysłał esemesa z pytaniem, czy Nataniel nie zająłby się przez dwa-trzy dni końmi. Wypadł mu pilny wyjazd… Nie musi uprzejmie przypominać, że w jego stajni są również zwierzęta Nataniela?
– Nie musisz, draniu! – syknął chłopak w odpowiedzi i wybrał numer do Siergieja. – Nie mogłeś uprzedzić, że wyjeżdżasz?! – zaczął, wzorem tamtego, bez powitania. – Wypadałoby zapytać, czy mam czas i chęci zajmować się twoimi chabetami!
> „Nie musisz, draniu!”
> „Twoje chabety”
Nataniel zapomina, co powiedział jedno zdanie temu.

Nataniel krzyczy, pluje, a dopiero potem dochodzi do sedna. Jakby to była Oliwia, narrator rozpisałby się już na pół strony, jak okropnie manipuluje.
– I własnymi – usłyszał w odpowiedzi. – Sorry, Nat, ale muszę załatwić pewną sprawę. Ważną…
– Czy jest coś ważniejszego niż życie Mateusza?! Niż czyjekolwiek życie?!
– Co z nim?
– Jest w takim samym stanie jak wczoraj! A może gorszym, bo tym razem pije w określonym celu: nie żeby zagłuszyć ból, lecz żeby się zabić. Musisz…
Przy okazji: macie w którejkolwiek scenie wrażenie, że to jest dorosły człowiek? Nataniel nie wie co zrobić, więc dzwoni do najbliższego dorosłego. Jeszcze mu tłumaczy, że MUSI zająć się Mateuszem, bo przecież to ważne. Siergiej, wymyśl coś! Ja jestem amebą bez mózgu i nie umiem.

Okazuje się, że Siergiej NAGLE ma misję wyciągania Iwony z więzienia.
Nataniel oniemiał. Zapomniał na śmierć o Iwonie, jej próbie samobójczej i więzieniu, do którego zapewne trafi zaraz po tym, jak wypiszą ją ze szpitala.
– Jest jakaś szansa, by wyszła na wolność? – zapytał całkiem innym tonem niż przed chwilą.
– Gdyby nie było, nie zostawiałbym cię z tym całym szajsem. I nie mówię tu o koniach. One są najmniej upierdliwe.
Nataniel w duchu przyznał mu rację. Sodarow potrafił w prostych, żołnierskich słowach ująć sedno sprawy.
Bardzo żołnierskie ujęcie sedna sprawy. Taka męska rozmowa. Np. dwóch chłopców w liceum.

Nagle Nataniel ogłasza, że w sumie to nie ma sprawy.
– Jedź w swoich sprawach, Siergiej – odezwał się z mimowolną serdecznością. – Już kogoś znalazłem.
– Serio? Tak na pstryknięcie?
Nie zgadniecie, kogo w ciągu jednej milisekundy Nataniel znalazł, poprosił, i z kim uzgodnił zasady opieki nad Emilką na kolejny tydzień!
– Rozmawiałem rano z doktor Micińską… Podobno się znacie?
Tak! Kiedy nie ma w pobliżu żadnego szanowanego dorosłego do rozwiązywania problemów, można ja zrzucić na najbliższą kobietę-niewolnika!


Jednak nie myślcie, że Emilka po prostu zostanie u Zosi trochę dłużej; gorzej, Nataniel postanowił podrzucić im nieprzytomnego Mateusza.
– Zosia poszukiwała kogoś do opieki nad mamą, ja szukam dobrego ducha, co będzie czuwał nad Mateuszem, więc… Jadę do Micińskich. Tu trzeba działać natychmiast.
Niespodzianka, Zosiu!!! Nie zapomnij przewiązać go czerwoną kokardą, żeby był lepszy efekt przy wrzucaniu go na podwórko Micińskich.

Siergiej jest sceptyczny. Nataniel, ameba, nie widzi problemu.
– Zośka się na to nie zgodzi. Opieka dla jej matki owszem, ale nie facet mieszkający w domu na odludziu.
– Dlaczego? – zdziwił się Nataniel.
Nawet lepiej; oto, jak streszcza wcześniejszą rozmowę z Zosią:
– O czym? Powiedziała, że boi się o mamę, boi się zostawiać ją samą w domu i że dobrze byłoby, gdybym zawoził panią Mariannę na dzień do Mateusza.
Siergiej kończy rozmowę, rzucając enigmatyczne wskazówki na temat wielkiej tajemnicy rodziny Micińskich, po czym olewa sprawę i się rozłącza.
Nataniel stał przez chwilę nieruchomo, patrząc na telefon ze zmarszczonymi brwiami
Ponieważ jak zwykle długo zajmuje mu przetwarzanie, co się do niego mówi; ostatecznie rozpoczyna rozmyślania na temat Marianny i Mateusza.
Czyżby kiedyś byli parą? Już miał pokręcić głową, myśląc: „Nie, to niemożliwe!”, ale… Jakie miał prawo tak szybko skreślać Mariannę Micińską czy Mateusza?
Czyżby Nataniel odkrywał, że ludzie nie tak piękni jak Siergiej i Marta też mają prawo do miłości? Co prawda słowa Siergieja definiujące Mateusza jako „faceta mieszkającego na odludziu” nie sugerują żadnej dotychczasowej zażyłości, ale Nataniel wie lepiej!
Mama Zosi owszem, poruszała się o kulach, a często na wózku, miała też problemy z płynną wymową, lecz przecież była pełną uroku i ciepła kobietą. Mięśnie twarzy nie zawsze jej słuchały, gdy próbowała się wypowiadać, ale miała piękne, duże, zielononiebieskie oczy, których spłoszony, przepraszający wyraz budził tylko serdeczne uczucia, i wspaniałe, długie niemal do pasa włosy barwy dojrzałego kasztana, których nie pozwalała ściąć. (...) To właśnie z głową na kolanach Marianny Nataniel w pierwszych dniach po pożarze i śmierci Marty rozpaczał, by w następnej chwili złorzeczyć światu i ludziom. Właśnie Marianna gładziła go po głowie i plecach, tak jak czyniłaby to jego mama.
(...)
Marianna Micińska była jak Marta, lecz cicha, bardzo cicha, pełna pokory, taka „przepraszam, że żyję”. (...) Byle tylko pani Micińska zgodziła się zaopiekować tym cuchnącym, zapijaczonym strzępem człowieka… 
I w tym samym akapicie Nataniel zastanawia się, czy Marianna Micińska jest wystarczająco atrakcyjna, żeby zainteresował się nią Mateusz! Dwumetrowy chlejący niedźwiedź to coś, czego potrzebuje niepełnosprawna kobieta w życiu.
Do tego zachwycanie się oczami przepraszającymi za życie, Boże.

Tutaj widać najlepiej, jakich ludzi, a przede wszystkim jakie kobiety, lubi Nataniel: nieposiadające własnego zdania, płaszczące się i z kompleksem niższości, żeby nie przyszło im do głowy odmówić, jak bohater czegoś chce. Wszystkie kobiety w życiu Nataniela są zagubione i mają swoje problemy, ale da się tu wyłuskać bardzo wyraźny podział na pokolenia. Iwonę pomijam, bo pasożytnictwo jest cechą uniwersalną, spotykaną w każdych czasach i każdej kulturze.
Najgorsza ze wszystkich nowoczesna, dość światowa Oliwia chce zdrowego związku opartego na partnerstwie. Nataniel nie może przeżyć, że ta się nie płaszczy, nie nagina swojej wizji życia do jego potrzeb (pierwsze rozstanie), ma zawsze plan B.
Asia reprezentuje stary dobry wiejski patriarchalizm ze wszystkimi jego wadami i zaletami – mężczyzna może pić, może robić burdy, ale ma traktować Asię jak kobietę i doceniać jej starania. Może wydawać się dziwne, że Nataniel jej nie chciał już od początku powieści, ale przecież jest jeszcze grupa kobiet takich jak Zosia, które reprezentują znacznie lepszy typ partnerki. Ogarną cały dom i poświęcą się jak Asia, ale jednocześnie przyniosą większą pensję do domu, bo trzeba zdobyć wykształcenie i nie byle jaką pracę, dzieci mieć za co wykarmić, a po godzinach jeszcze wypindrzą się jak jakaś Iwona czy Oliwia, by nie było wstydu razem gdzieś się pokazać. Zosia jest prawie że idealna (tylko brzydka, WADA, której Nataniel nie może przeboleć), bo nie ma żadnych wymagań. Nie może, ponieważ urodziła się, by czyjeś wymagania spełniać. Dziewczyny jak Oliwia czy Asia potrafią wiele wybaczyć, ale wymagają różnie pojmowanego szacunku.
Tak, uważam, że Joasia ma więcej godności i szacunku do siebie niż Zosia. Po prostu tego nie widać, bo Zosia jest elokwentna i wykształcona, a główną cechą Asi jest głupota.

A teraz wróćmy do leżących na podłodze pijaków.
– Poczekaj tu na mnie – rzucił przez ramię.
Rzucił Nataniel do nieprzytomnego Mateusza.
– Mam nadzieję, że nie zastawiłeś domu albo Reksia – posłał Mateuszowi ostatnią myśl i chwilę potem ruszał w drogę do Micińskich.
Zosia, z uśmiechem w oczach, jak to ona, wyszła mu naprzeciw.
Oj, zaraz się rozczaruje. Nataniel od razu wyjaśnia, że przyszedł w sprawie śmierdzącego i nieprzytomnego od alkoholu amanta dla mamusi.
W paru słowach wyjaśnił dziewczynie, jak poważna jest sytuacja. (...) Nataniel czekał z bijącym sercem na jej pierwsze słowa. Jeśli Zosia odmówi pomocy…
Ale punkt kulminacyjny! Co to będzie, jak Zosia się opanuje, znajdzie w sercu resztki godności do samej siebie i zadzwoni po policję, kiedy już przerzucę Mateusza przez płot?
– Ja też piłem – odezwał się błagalnym tonem.
I tyle z „czekał na jej pierwsze słowa”. Szybko, trzeba ją zagadać, żeby nie znalazła argumentów przeciw!
– Piłem noc w noc przez ładnych parę miesięcy po zdradzie Iwony. I wyszedłem z tego. Pożegnałem się z wódką z dnia na dzień. Emilka mnie uratowała. Mateuszowi też trzeba dać szansę. Proszę… Może jego uratuje twoja mama?
Dodaj jeszcze, że boli cię noga. I Mateusza też.
Strasznie mnie razi to bagatelizowanie alkoholizmu, z którego wychodzi sie, jeśli ktoś szlachetny ci pomoże. Czytelniczki, bez obaw bierzcie za mężów za alkoholików, a jak nie wyjdą z nałogu, to będzie to świadczyć tylko o was.

Zosia ma wątpliwości. Pyta, czy Mateusz nie jest agresywny. Nataniel ma wątpliwości, bo prawie od niego dostał w ryj.
Dziś rano był pewien, że tamten go uderzy. Ale przecież kobiety by nie skrzywdził!
Pewnie, że nie. Co prawda nie widziałem, jak zachowuje się przy kobietach innych niż Marta, za którą tylko chodził, smęcił o miłości i przynosił jedzenie.
– Weźmiesz na swoje sumienie, jeśli on uczyni coś złego mojej mamie? – padło następne pytanie.
Zosia dopiero co tak przejmowała się mamą, a teraz tylko „żeby było na ciebie w razie co”, jak ją któregoś dnia znajdzie rozkwaszoną na podłodze w kuchni.

W ogóle redakcja ma chyba krótką pamięć:
Zosia (rozdział VII): może Mateusz zająłby się mamą? Wiem, że nie stanie jej się przy nim krzywda, a mama wcale nie jest taka nudna, błagam, niech ją przyjmie
Zosia (rozdział IX): nie ufam dziadowi, musisz wziąć za niego odpowiedzialność
Co innego prosić sąsiadkę o przysługę, co innego brać odpowiedzialność za zachowanie kogoś, kto może nad sobą nie panować…
– Może… jeśli odebrałabyś z przedszkola Emilkę… i jutro ją tam zawiozła… może posiedziałbym z nim i dopiero za dzień-dwa dał odpowiedź, gdy będę jej pewien?  Tak, to było odpowiedzialne. Zosia z powagą skinęła głową.
To już nie jest zastanawianie się, czy mamie będzie odpowiadać stukilowa patelnia, skoro jest po przejściach z mężczyznami (jak się co chwilę sugeruje. Nie będzie wielkim spojlerem, jak powiem, że chodzi o ojca Zosi). To jest autentyczne rozważanie, czy Mateusz nie jest przypadkiem mordercą w alkoholowym ciągu. Jacy ci bohaterowie są odpowiedzialni.
Na miejscu Zosi wzięłabym test na agresję Mateusza za odpowiedź, że nie należy go przyjmować – gdyby Nataniel wiedział na pewno, że Mateusz nic złego nie zrobi, od razu by to zadeklarował.

Nataniel ładnie dziękuje, odwraca się na pięcie i…
Została przed domem, patrząc, jak on odjeżdża.
Pa, Zosiu, dostałem, co chciałem! Jak przy laptopie!

Zosia zostaje sama i okazuje się, że czuje straszliwą pustkę.
– Nie wolno ci kochać, pamiętasz? – wyszeptała do siebie. – Nie wolno ci krzywdzić!
Do tego stwierdzenia jeszcze wrócimy. Pewnie już się domyślacie, w czym rzecz.

Zakochana Zosia roni jeszcze dwie „wielkie” samotne łzy na koniec rozdziału, a ja się zastanawiam, w jaki sposób od „może wrażliwy Mateusz zająłby się mamą?” przeszliśmy do „mama może zająć się pijakiem, jeśli weźmiesz za niego odpowiedzialność. Znaczy autorce się coś pomyliło, dzięki czemu dostaliśmy kolejny dowód na GRĘ W DOBROĆ. Jeśli Mateusz opiekuje się Marianną (jej niepełnosprawność), a jednocześnie Marianna Mateuszem (jego nałóg), to jest to system win-win, gdzie oboje dostają punkciki!

Komentarze

  1. "Owszem, mieściło się w ślicznym, schludnym, jasnym domku z ogrodem, tak, było pełne roześmianych, dokazujących i na pierwszy rzut oka radosnych dzieci (...)Nie zostawi dziecka w tym strasznym miejscu!"

    #aha. W pogorzelisku jest duzo lepiej :D

    "Nataniel zaczął rozglądać się nerwowo na boki" - Leżę, a to dopiero samiuśki początek :D

    "Jej płacz będzie mnie prześladował aż do wieczora" - TEREFERE, do tego to by trzeba było mieć chociaż krzynę empatii.

    "Jakoś nie przyszło mu do głowy, że Zosia oprócz opieki nad jego siostrą ma także inne obowiązki." Lol. Bo on widzi ludzi jak takich NPCów, nie mają życia, kiedy nie są w kontakcie z Natanielem, nie istnieją.

    "Sięgnął do portfela, wyciągnął wszystko, co miał. Całe smętne resztki ostatniej wypłaty." - Naści, stóweczkę, a teraz zapieprzaj dalej przy obcym dziecku i nie marudź :P

    "Masz tu pięćdziesiąt złotych. Sprawa załatwiona?" - Great minds think alike :D

    "Ot, rzeczy dzieją się same: spiżarnie napełniają, brudne gacie wędrują do kosza na bieliznę i do pralki, domy same remontują, oferty pracy pojawiają się w skrzynce pocztowej i tak dalej… Tylko ludzie jakoś dziwnie nie płaczą ze zgryzoty, myśląc o jego nieszczęściu. I to go frustruje." - Nataniel daje mi ból zębów, odcinek 287369365376 :P

    "Nataniel oniemiał na chwilę, a potem zaczął z narastającą furią:
    – Po tym, co zrobiłeś, śmiesz mi jeszcze grozić?" - jprdl krwmć, niech ktoś wreszcie udusi Nataniela.

    "Ludzie tu umierali, dzieciaki się topiły, zwierzęta zdychały. Chaty już nie ma, i może to dobrze, bo następna mogła być twoja Emilka, ale widzisz… ta klątwa mogła zostać… podana dalej." Nikt nie spodziewa się crossoveru z The Grudge! :D

    "Rozumiem twoją desperację. I jeśli ma ci to w czymkolwiek pomóc, dobrze, zgadzam się, odbuduj moją chatę" ŁASKAWCA. Nie, nie mogę, to nie może być pisane na poważnie, proszę pliz.

    "Chłopak pokręcił głową. Wrócił smutek. Nie miał już Trusi – choćby nie wiem jak była łagodna – by poszczuć nią sołtysiaka." CHRYSTE PANIE.
    Imho to nie generator, tylko Natalniel to psychopata czystej wody.

    Mamy rozwoj męskiej postaci, od przemocowca do kogoś kto zaczyna ogarniać. Jak rozumiem oznacza to nie tyle rehabilitację postaci, co wpychanie go w buty szwarccharakteru z punktu widzenia narratora? :D

    „Nataniel nie mógł tego pojąć” - JAK TO< KTOŚ JESZCZE ZNA TE SAME KODY< ZARAZ SIĘ SYSTEM WYSYPIE xD

    Kim jest Jarek :D

    "Sodarow… W nim nadzieja." Żebyś widziała ten przewrót moich oczu.

    "Nataniel oniemiał. Zapomniał na śmierć o Iwonie, jej próbie samobójczej i więzieniu" Najmniejsze zdziwienie świata

    Przepiękna piramida <3

    "– Poczekaj tu na mnie – rzucił przez ramię.
    Rzucił Nataniel do nieprzytomnego Mateusza." xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bo on widzi ludzi jak takich NPCów, nie mają życia, kiedy nie są w kontakcie z Natanielem, nie istnieją" – dobre spostrzeżenie! Wszystko krąży wokół Nataniela, a nawet przedszkolak Emilka nie ma takiego podejście, bo mentalnie ma od swojego braciszka więcej lat.

      No przecież narrator jasno pisze, że Nataniel to ideał mężczyzny, tylko nogę ma pogruchotaną, jak możesz tak nadinterpretować :D

      Tak, Marek nie zasługuje na wybaczenie, bo kto choć raz popełnił błąd, to znaczy zadarł z Natanielem i jego drużyną, na zawsze będzie śmieciem, który marzyłby, by należeć do paczki. Jak w gimnazjum – niech sobie nie wyobraża!

      Szpital z Hubertem się będzie jeszcze przewijał przez fabułę nie raz, nie dwa, ale ordynator został skreślony z listy postaci :D nie doniósł papierów w terminie, PRZEPADŁO!

      Tak szczerze, to nie bardzo rozumiem, w jaki sposób Sodarow miałby dalej sprawiać, że czytelniczkom szybciej biją serduszka. W pierwszym tomie był romantycznym stalkerem, okej, niektóre kobiety lubią czytać o takich typach. W drugim zyskiwał torturami. Tu nie ma innej funkcji jak papa Sodarow, mądrzejszy i bardziej doświadczony życiowo kolega głównego prymitywa.

      Usuń
  2. Chcesz zagrać w grę? Oto test na psychopatę, zobaczmy ile w tym jest Nataniela :D

    1) Ludzie uważają mnie za osobę czarującą – jeśli zechcę, nikt nie jest w stanie mi się oprzeć.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    5, bo ci ludzie wciąż uważają go z jakiegoś powodu za szlachetnego, nawet Oliwia, nawet po tym, jak ją pobił gdy była w ciąży

    2) Zawsze sięgam po to, czego chcę, nie obchodzi mnie, co myślą na ten temat inni.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    10. Huehuehuehuehue.

    3) Cokolwiek się dzieje złego – ja z pewnością nie ponoszę za to odpowiedzialności.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    10 - tak jak mówisz, bohaterowie się nie obwiniają, chyba że o wymyślone pierdoły

    4) Mam na koncie zatargi z prawem.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    O, chyba po raz pierwszy zero?

    5) Nie waham się przekraczać norm zachowania, a nawet przepisów prawa, w drodze do satysfakcji bądź zysku.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 7
    Raczej nieprawda - 5
    Nieprawda - 0

    10, Huehuehuehueheu

    6) Każdy jest kowalem swojego losu, jeśli ktoś sobie nie radzi, widocznie na to zasługuje.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    10 - Pokaż kogoś, kim Nataniel nie gardzi :P

    7) Kłamstwo to po prostu droga do osiągnięcia celu, nie mam z nim żadnego problemu.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    Hm, tu nie pamiętam, czy coś łgał komuś, więc daję zachowawcze 3

    8) Poczucie winy, żal i wyrzuty sumienia to uczucia zupełnie mi obce.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 7
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    10 Huehuehuehuehue

    9) Wszelkiego typu odpowiedzialność i zobowiązania mnie męczą, więc ich unikam.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    20, huehueheuheue :P

    10) Kiedy ludzie opisują przy mnie swoje uczucia miłości czy tęsknoty, zazwyczaj w ogóle nie wiem, co mają na myśli.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 7
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    Głównie dlatego, ze uczucia innych mam w dupie, ale 10

    11) Nie staram się wyciągać wniosków z przeszłości ani planować przyszłości, liczy się tylko tu i teraz.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    10, patrz love story z Iwoną

    12) Wszystkie moje związki są krótkotrwałe i niezobowiązujące.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 7
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    10, Huehuhuehuehuehue

    13) Ludzie, rzeczy i aktywności szybko mnie nudzą.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 5
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    5? Trudno powiedzieć, bo nic nie wiemy o jego aktywnościach

    14) Większość ludzi, których spotykam, jest mniej inteligentna ode mnie.
    Prawda - 10
    Poniekąd prawda - 7
    Raczej nieprawda - 3
    Nieprawda - 0

    Hm, tutaj chyba brak danych, więc zachowawcze 3

    15) Jest mi przykro, kiedy inni cierpią z mojego powodu.
    Prawda - 0
    Poniekąd prawda - 3
    Raczej nieprawda - 7
    Nieprawda - 10

    10, co się będziemy oszukiwać

    Zrodlo: https://www.focus.pl/artykul/jak-wiele-jest-w-tobie-z-psychopaty-rozwiaz-nasz-test

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 13) Ludzie, rzeczy i aktywności szybko mnie nudzą.
      Prawda - 10
      Poniekąd prawda - 5
      Raczej nieprawda - 3
      Nieprawda - 0

      10!!Huehuehue. Zglaszam poprawkę. Biorąc pod uwagę jak Nataniel podchodzi do swojej pracy, zwierząt i jak szybko zapomina o istnieniu Emilki!

      Usuń
    2. Ludzie, rzeczy i aktywności szybko mnie nudzą:

      Nataniel przecież ma mnóstwo różnych hobby, które go nie nudzą!
      Na przykład czytanie mu się jeszcze nie znudziło, bo nie przeczytał jak dotąd ani jednej książki; ratowanie ludzi, bo połamał nogę i już nie musi, za to może wszystkim opowiadać, jaki jest biedny; rysowanie, bo prace same pojawiają mu się w notatniczku (jak inaczej wytłumaczyć, że ani razu nie widzieliśmy go z kredką w ręce, gdy już zamieszkał w Sennej, a narysował i nawrzucał na instagrama tyle, że aż zainteresował się amerykański wydawca? No chyba że podpinał na pintereście znaleziska z sieci); no i w końcu seks: to się nigdy nie nudzi!

      Usuń
  3. Marek tak bardzo chce odbudować dom Natanielowi, jednocześnie wierzy w klątwę ciążącą na tamtej ziemi... Po cichu marzę, że tak naprawdę Marek chce się pozbyć dziada przebrzydłego nie mordując go własnoręcznie, niech licho zabierze Nataniela. Tylko jak tu nie dać po sobie znać i jeszcze zgarnąć punkty porządnego obywatela, czemu tamten jeszcze wybrzydza i chce innej ziemi...

    Ale nie łudzę się, jesteśmy w michalakwersum, nic z tego nie będzie, menda społeczna pociągnie długie lata, a Markowi się jeszcze oberwie najpewniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klątwa spływa po Natanielu. W czwartym tomie dalej żyje, w piątym występuje, ale nie czytałam, więc może ginie w mękach po starciu na gołe pięści z jakimś drzewem :D

      Usuń
    2. Jest piec tomow tego gunwa? :D Z drugiej strony, jeszcze tyle tygodni z analizami, me gusta. One naprawde robia mi dzien, za kazdym razem <3

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję :) Dopiero co się dowiedziałam o piątej części :D Któraś czytelniczka Michalak w recenzjach do piątej napisała, że "szkoda, że na ostatni tom trzeba czekać rok", więc mazurska prawdopodobnie skończy się na szóstej.

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.