3.5 Rozdział 10, 11, 12 i 13
ROZDZIAŁ X: PORWANIE MARIANNY
Nataniel rozmyśla sobie, co będzie sobie kupował za zarobione pieniądze.
Nataniel dostaje od Zosi lekarstwa dla niedźwiedzi zwierząt z lecznicy i idzie leczyć nimi Mateusza. Mateusz nadal czeka na niego na podłodze, skąd się nie ruszył o krok.
Zastał przyjaciela tam, gdzie go zostawił. Sprawnie wbił się do żyły – swego czasu był ratownikiem GOPR-u i miał w tym wprawę – po czym puścił pierwsze pół litra odżywczego płynu w szybkim wlewie.
Pani autorka w trosce o czytelników chorych na Alzheimera przypomina po raz dziesiąty, co robił bohater w prologu pierwszej części i wspomnieniach co dwa rozdziały.
Usiadł naprzeciw coraz bardziej cuchnącego niemytym ciałem i przepoconym ubraniem mężczyzny, otworzył laptop i zajrzał do poczty.
Ja wiem, że to dodaje dramatyzmu, ale w tym tomie od pierwszych stron nic tylko opisy, kto jak długo się nie mył i jak wszyscy zatykają nosy zniesmaczeni.
Nataniel rozmyśla sobie, co będzie sobie kupował za zarobione pieniądze.
Owszem, pieniądze nie były wszystkim, ale wszystko bez pieniędzy było niczym.
W skrzynce mailowej odkrywa wiadomość od amerykańskiego wydawcy.
Wydawca prosił o więcej. Więcej! I rysunków, i rozdziałów! Chłopak bez wahania – łatwowierny, jak to on – przesłał mu wszystko, co do tej pory stworzył. Tekst opowieści i cały plik rysunków.
To nie głupota, to narcyzm – ktoś go pochwalił, a ten od razu rzucił mu w twarz wszystkim, co miał, żeby się popisać.
Po chwili Nataniel dochodzi do wniosku, że Amerykanin ukradnie mu rysunki i tekst książki, ale to nie szkodzi, gdyż jego geniusz będzie zabawiał dzieci na całym świecie. Może zakłada, że amerykański złodziej to ten sam staruch, który miał przystawiać się do Oliwii?
Po chwili Nataniel dochodzi do wniosku, że Amerykanin ukradnie mu rysunki i tekst książki, ale to nie szkodzi, gdyż jego geniusz będzie zabawiał dzieci na całym świecie. Może zakłada, że amerykański złodziej to ten sam staruch, który miał przystawiać się do Oliwii?
Pracował, wspomagając się kawą, do późnej nocy, kiedy to Mateusz uniósł głowę, zamrugał i rozejrzał się po kuchni nieco przytomniej niż ostatnio.
Uwaga, święto! Pod koniec tomu podliczymy, ile pracował Nataniel.
Jako że Mateusz się obudził, Nataniel wciska mu kubek wody i wyrzuca pod prysznic.
Czekał jeszcze parę minut, aż płyny zaczną krążyć w wyczerpanym ciele mężczyzny, wreszcie wstał i rzekł ostrym, nieznoszącym sprzeciwu głosem:
– Idziesz pod prysznic. Mam dosyć tego fetoru.
Chwycił Mateusza pod ramię i zawlókł do łazienki, na co ten pokornie pozwolił.
Ciekawe czy Mateusz też tak krzyczał, jak chodził za pijanym Natanielem pod koniec pierwszego tomu.
Nataniel bez słowa rozebrał go, pomógł wejść pod prysznic, cały czas pilnując, by mężczyzna się nie poślizgnął – tylko łazienki zalanej krwią z rozbitej głowy brakowało im do szczęścia! – po czym namydlił go i spłukał. I jeszcze raz.
Mateusz dziękuje za pomoc, Nataniel wymądrza się przy nim na temat kalorii w alkoholu i zdrowia, robi rano i wieczorem jajecznicę z boczkiem, takie tam. Mateusz płacze.
– Nie dam rady, Nat – wyszlochał, gdy chłopak przytulił go z całych sił. – Nie dam sobie bez niej rady.
Och, łatwo byłoby go zbyć paroma frazesami: „życie toczy się dalej”, „znajdziesz jeszcze kobietę, którą pokochasz” i tak dalej, i tak dalej, ale przyjaciel nie jest od tego, by prawić banały i zbywać tych, których kocha. (...) Ale czy w rodzinnym domu – i przed prawdziwym przyjacielem – stać by cię było na łgarstwo?
Mateusz tęskni za Martą, bo robiła dobre jedzenie i mu się podobała, a Nataniel od razu myśli o tym, jak to podczłowiek Mateusz nigdy nie znajdzie żadnej kobiety, bo jest pasztetem albo co. Chyba że Mariannę, ona też jest podczłowiekiem-niewolnikiem! Jakie to słodkie, dwóch podludzi razem dzięki Natanielowi.
Rozumiem, jakby rozmyślał tutaj, że osoba w ciągu alkoholowym nie jest wymarzoną partią większości kobiet, ale Nataniel nie daje żadnego uzasadnienia. Ot, Mateusz nie znajdzie nigdy kobiety, bo tak. Bo chyba nie zakładamy, że jak raz się pokocha Martę, to jest jej się wiernym do śmierci – doświadczenie pokaże, że nie.
Zauważyliście, że Nataniel postanawia przemówić Mateuszowi do rozsądku w stylu „bo przyjdzie bobo i cię zje”?
Podsumujmy: Mateusz właśnie się obudził. Umył. Przespał. Zjadł. Trwało to jakieś dwanaście godzin. Popłakali sobie i poprzekomarzali się na temat tego, który z nich pójdzie do piekła.
Następnie Nataniel wybiega (tak, dosłownie) z domu i już pół godziny później wraca do niego z panią Marianną; pewnie jej ogłosił przeprowadzkę, zawołał „niespodzianka!”, złapał wpół i wrzucił do samochodu. Biedna kobieta.
W ogóle autorka ma dziwne podejście do robótek ręcznych. Zakłada, że wszystko to takie hop-siup, a jak się zastanowić, Marta-krawcowa pracowała jeszcze mniej niż Nataniel – łatwiej byłoby uwierzyć, że żyła z oszczędności. Albo to wyszywanie całej kołdry w gwiazdki Natanielowi pięć minut po poznaniu go… To jednak wymaga więcej czasu, wysiłku i umiejętności niż upieczenie ciasta.
Tu następuje dwustronicowy, żenujący fragment humorystyczny z dzieckiem, które opowiada o przedszkolu. W każdej wypowiedzi Emilki jest przynajmniej jeden błąd językowy, rzeczowy i logiczny, więc jest to bardzo śmieszne: na przykład że musli to muszli, Piotruś nie wie, że jest moim chłopakiem, zęby nie odrastają, można dostać za nie dwa szczerozłote i kupić za to dom, ale za wujka wyjść za mąż nie można, jedynie przed. Znacie te klimaty.
Czy Nataniel aby nie miał jakichś spraw do załatwienia? Hmm, już można by zapomnieć, ale akurat gdy rozważa odpalenie laptopa i pracę (!), dzwoni Siergiej.
Siergiej jeszcze dodaje, że sprawą zajmuje się „znajomy prawnik, bardzo dobry i bardzo drogi”, a ja dalej nie rozumiem, skąd on ma te pieniądze i skąd ten przymus wyciągania Iwony z kłopotów.
ROZDZIAŁ XI: EMILKA CHORUJE OD PRZEDSZKOLA, A MATEUSZ TAM, W DOLE, NA WIDOK MARIANNY
Rozdział zaczyna się dokładnie taką samą historią jak ósmy. Emilka zaczyna płakać w przedszkolu, a Nataniel natychmiast postanawia, że nie umie się nią zajmować, więc lepiej oddać ją Zosi. To znaczy tak:
Podziałało: Nataniel ledwo wychodzi przed budynek, a stwierdza, że Emilki już nie słyszy, więc może jechać odwiedzić Mateusza w drodze do Świecia.
Okazuje się, że Mateusz jest chory. Na co, zapytacie…?
Może jeszcze reanimował swoją udawaną gwarę z rozdziału z kaszanką.
Dalej Nataniel nakłania Mateusza do samodzielności, proponuje, by ruszyłdu się po kawałek ciasta sam, a nawet wypytuje, czy brał prysznic:
I mniej więcej na tym rozdział się kończy, bo trzeba jechać do Iwony.
ROZDZIAŁ XII: CHUDE POŚLADKI IWONY TO NIE TO SAMO
Nataniel jedzie do szpitala dla umysłowo chorych i myśli o życiu.
Na miejscu ogląda sobie obrazki namalowane przez pacjentów i znowu znika we własnych przemyśleniach. Chyba od razu po wejściu zapomniał, po co przyszedł, bo po paru chwilach to Iwona postanawia zwrócić na siebie uwagę.
Ogólnie to dobre pytanie po co go okradała, skoro postanowiła potem zostawić Emilkę u wujka.
Bohaterowie rozmawiają o Siergieju, wyciąganiu Iwony z więzienia i tak dalej. W końcu rozmowa schodzi na Emilkę.
A to jest dobre:
Co do Nataniela się zgodzę, bo ten człowiek do niczego się nie nadaje, ale Siergiej przecież biega w kółko i bije się z różnymi Ukraińcami, żeby tylko zebrać pieniądze i wyciągnąć Iwonkę z więzienia. Ta za to jęczy rozeźlona, że zostawił ją z niczym. Trochę niewdzięczność.
Iwona opowiada, jak odwiedziła umierającego Arkadiusza, który nagle zainteresował się, że ma córkę, tam też poznała Magdę; mało to ciekawe. W końcu przechodzi do listu, który ojciec miał wysłać do Nataniela, z którego poznała jego adres.
Nataniel skupia się na siostrze.
Iwona nie zna adresu jego siostry i rozkłada ręce, gdy ten o nią wypytuje.
Nataniel doznaje objawienia i prawi Iwonie morały.
Dokładnie, Natanielu: weź się do uczciwej roboty i zajmij Emilką, jak się zobowiązałeś!
Pomijając, że książka zaczyna się dwa tygodnie po pożarze. Chyba że cało to przeganianie Oliwii, wyciąganie Mateusza z nałogu, załatwianie przedszkola itd. miało miejsce w ciągu niecałego tygodnia, a jemu zależy na efekcie dramatycznym?
Nie wiem, po co się nad tym zastanawiam – na gładkim obliczu Marty nie odbiły się nawet lata niedosypiania, niedojadania i nadmiaru kofeiny w ekstremalnie stresującej pracy. A skóra i włosy jako ostatnie dostają składniki odżywcze.
Nie mogę patrzeć na ten opis. Ten nacisk nie na to, że Iwona zrujnowała życie trzem mężczyznom, okradając ich, ale na to, że powinna zacisnąć zęby, zostać samą i cierpieć – albo jeszcze cieszyć się życiem jak Zosia ogarniająca dom i zasuwająca na trzy etaty jako weterynarz, niania i opiekunka osób niepełnosprawnych. Wtedy jej życie byłoby proste i nieskomplikowane! Najwyżej satysfakcji żadnej, ale taki los… Mam wrażenie, że dla narratora większą zbrodnią niż oskubanie kogoś z oszczędności życia jest hedonizm. Choć nie, to nawet nie hedonizm, bo Iwona sprawia wrażenie, jakby szukanie kolejnych sponsorów po Arkadiuszu, którego kochała, ją brzydziło, tylko brak umartwiania się. „Nieczyste sztuczki” złego sukkuba.
Rozumiem, jakby rozmyślał tutaj, że osoba w ciągu alkoholowym nie jest wymarzoną partią większości kobiet, ale Nataniel nie daje żadnego uzasadnienia. Ot, Mateusz nie znajdzie nigdy kobiety, bo tak. Bo chyba nie zakładamy, że jak raz się pokocha Martę, to jest jej się wiernym do śmierci – doświadczenie pokaże, że nie.
– Pozwól sobie pomóc – cicho prosił łkającego mężczyznę. – Potrzebujemy cię. Ja i Emilka. Potrzebują cię dzieci z ośrodka. Nawet ten wredny, wydawałoby się, Sodarow, on także się martwi, że sobie coś zrobisz…Potrzebują cię dzieci, które muszę ci podrzucać! Potrzebują cię moje zwierzęta, którymi będziesz się opiekował! Mój dom, który będziesz sprzątał, jak będę pił!
Zauważyliście, że Nataniel postanawia przemówić Mateuszowi do rozsądku w stylu „bo przyjdzie bobo i cię zje”?
– Wiesz, że kiedyś się spotkacie? – wyszeptał, gdy łkanie nieco ucichło.Motyw biblijny: straszenie piekłem jako sposób na wyjście z nałogu.
– Mam taką nadzieję – usłyszał w odpowiedzi. – Mam taką nadzieję…
– Do tego czasu musisz trwać. Jeśli sam siebie wykończysz… Wiesz, że możesz Marty nie spotkać?
Nataniel ujął starszego mężczyznę pod łokieć i łagodnie poprowadził go do sypialni. Tam Mateusz położył się na łóżku, pozwolił okryć kołdrą, po czym zasłonił twarz przedramieniem i nie odezwał się więcej. Tylko po policzku spłynęła mu łza.Bo wie, że przegrał w „akuku” z Natanielem.
Podsumujmy: Mateusz właśnie się obudził. Umył. Przespał. Zjadł. Trwało to jakieś dwanaście godzin. Popłakali sobie i poprzekomarzali się na temat tego, który z nich pójdzie do piekła.
Chłopakowi nie pozostało nic więcej, niż wyjść przed dom, wyjąć telefon, wybrać numer Zosi i zacząć, gdy tylko odebrała:TAK. Już, od razu! Mateusz jest w doskonałej kondycji! Spędziłem z nim kilka godzin, większość przespał, ale już jestem pewien, że jest zupełnie w porządku. Nawet go umyłem i ubrałem na randkę! Jedyny problem w tym, że dla bezpieczeństwa obiecał Zosi posiedzieć z Mateuszem „dzień, dwa”, by sprawdzić, czy Mateusz przypadkiem nie został mordercą, a nie kilka godzin. Ciekawe, co na to ona!
– Kochana moja, czy mógłbym przyjechać po twoją mamę już teraz?
– Moja mama nadaje się do tego idealnie – odezwała się Zosia.…nie, nie ma nic przeciwko, bo jest bohaterką pozytywną i robi, co jej się każe.
– Tak właśnie pomyślałem.
Rozłączył się, zajrzał raz jeszcze do mężczyzny, który leżał nieruchomo, tak jak go Nataniel zostawiłW idealnym stanie jak na początku rozdziału, może nie żył, a może to Marianna z porażeniem mózgowym będzie teraz musiała go targać do wanny. W ogóle ile razy Nataniel rzuca gdzieś Mateuszem, ten nie waży się ruszyć choćby o milimetr. Ale dobra, choćby miał wszędzie odleżyny, Nataniel się nie zorientuje, że coś nie tak.
Następnie Nataniel wybiega (tak, dosłownie) z domu i już pół godziny później wraca do niego z panią Marianną; pewnie jej ogłosił przeprowadzkę, zawołał „niespodzianka!”, złapał wpół i wrzucił do samochodu. Biedna kobieta.
![]() |
| Giambologna, Porwanie Marianny |
– Jeśli coś by się wydarzyło, proszę dzwonić. Zapisałem dwa numery szybkiego wybierania, jeden do mnie, drugi do Zosi. Przyjedziemy natychmiast.Pani Micińska jeszcze się pewnie nie otrząsnęła po tak szybkim porwaniu, zastanawia się, gdzie się znalazła… Ta informacja na pewno ją uspokoi!
Ona przeszła do pokoju, gdzie leżał Mateusz, usiadła w głębokim wygodnym fotelu, ujęła w jedną dłoń tamborek, w drugą igłę z nitką i zajęła się robótką. Spod jej palców zaczął wyłaniać się kolejny obraz. Tym razem małej Emilki…Jak drukarka: zdążyła wyhaftować Emilkę, nim ta wbiegła do środka na końcu pochodu. Musiała mocno się zestresować, że jej palce nabrały takiego tempa.
W ogóle autorka ma dziwne podejście do robótek ręcznych. Zakłada, że wszystko to takie hop-siup, a jak się zastanowić, Marta-krawcowa pracowała jeszcze mniej niż Nataniel – łatwiej byłoby uwierzyć, że żyła z oszczędności. Albo to wyszywanie całej kołdry w gwiazdki Natanielowi pięć minut po poznaniu go… To jednak wymaga więcej czasu, wysiłku i umiejętności niż upieczenie ciasta.
Tu następuje dwustronicowy, żenujący fragment humorystyczny z dzieckiem, które opowiada o przedszkolu. W każdej wypowiedzi Emilki jest przynajmniej jeden błąd językowy, rzeczowy i logiczny, więc jest to bardzo śmieszne: na przykład że musli to muszli, Piotruś nie wie, że jest moim chłopakiem, zęby nie odrastają, można dostać za nie dwa szczerozłote i kupić za to dom, ale za wujka wyjść za mąż nie można, jedynie przed. Znacie te klimaty.
Jemu pozostało zapiąć jej pasy, usiąść za kierownicą i ruszać w kierunku dworu nad jeziorem. Z Emilką nie miał szans. Tego czarcięcia nikt nie przegada. Dziecko, zmęczone nadmiarem wrażeń, usnęło zaraz po bajce na dobranoc.Aha, czyli z jakiegoś powodu straciliśmy już cały dzień, mimo że dopiero co Mateusz dostał jajecznicę na śniadanie. Nataniel wziął dziecko przynajmniej na noc, ale co robiło cały dzień? Marianna zajmowała się Mateuszem, Emilką i Natanielem? Na szczęście Marianna stwierdza, że to jej szansa i nie ma problemu, zostanie na noc (tak jakby ktoś ją prosił o wypowiedź).
Czy Nataniel aby nie miał jakichś spraw do załatwienia? Hmm, już można by zapomnieć, ale akurat gdy rozważa odpalenie laptopa i pracę (!), dzwoni Siergiej.
– Cześć, Nat. – Usłyszał głos Sodarowa. – Sorry, że tak późno, ale miałem dziś urwanie głowy. Spotkanie po spotkaniu. Lecz warto było. Mam dobre wieści, które na pewno cię ucieszą. Dlatego dzwonię.No, no, Siergiej sporo załatwił. A czy Nataniel chociaż zajrzał do koni, żeby nalać im wody, zamiast bawić się u Mateusza? Czy był u nich choć RAZ?
Jakie wieści mógł mieć Siergiej niemal o północy? Pikantne szczegóły tych spotkań będzie mu opowiadał? Nie powinien tak myśleć o przyjacielu, ale nie mógł się powstrzymać, by go o to nie zapytać.Tak, z jakiegoś powodu już jest północ. Tak, Nataniel zastanawia się, czy Siergiej będzie mu opowiadał nocne przygody z kobietami. Dureń nawet nie pamięta, jakie to sprawy tamten załatwiał.
– Nadal czyń takie insynuacje, to niczego się nie dowiesz, a gdy spotkam cię na swojej drodze, już niedługo, stracisz zęby.Jezu, jakim on jest zawodowym pasożytem. Ciekawe jakie to chorobowe weźmie na umowie o dzieło. Ale za to pozywać Siergieja rozwiązującego jego kłopoty to świetny plan, podziwiam.
– Wtedy pójdę na chorobowe, będę się wylegiwał w łóżku do południa, a ty zapłacisz odszkodowanie – odparował chłopak.
– Dogadałem się z trzema facetami, którzy pozwali Iwonę! Nie myśl, że było to takie łatwe, bo rozmowy toczyły się przy świadkach, żeby broń Boże sąd nie podejrzewał prób nacisku czy szantażu, ale w końcu wszyscy trzej zgodzili się przyjąć pieniądze jako zadośćuczynienie.Zastanawiam się, o co tak naprawdę był pozew, że dostała za to lata więzienia, a jednocześnie wystarczy zwykłe „a jednak nic nie szkodzi” od trzech (!) poszkodowanych, że jednak może wyjść?
Siergiej jeszcze dodaje, że sprawą zajmuje się „znajomy prawnik, bardzo dobry i bardzo drogi”, a ja dalej nie rozumiem, skąd on ma te pieniądze i skąd ten przymus wyciągania Iwony z kłopotów.
– Pojadę do niej jutro. Gdy tylko odwiozę Emilkę do przedszkola – rzekł na głos.No i masz, kolejny plot twist.
(...)
– To chciałem usłyszeć – odparł Sodarow. – Na koniec przyjacielskiej pogawędki mam dla ciebie jeszcze jedną rewelację: odnalazłem twoją rodzinę.
– I nie mówię tu o Bugajach, bynajmniej. Takiej rodziny raczej nie chciałbym ci przedstawiać. Zdobyłem jednak namiary na kogoś, kto jest ci o wiele bliższy niż oni… – zawiesił głos, drażniąc się z chłopakiem.
– Mógłbyś mnie nie wkurzać? – zapytał uprzejmie Nataniel, gdy cisza po drugiej stronie przedłużała się. – Kto to jest?
– O tym w następnym odcinku – odparł złośliwie Siergiej i rozłączył się.
ROZDZIAŁ XI: EMILKA CHORUJE OD PRZEDSZKOLA, A MATEUSZ TAM, W DOLE, NA WIDOK MARIANNY
Rozdział zaczyna się dokładnie taką samą historią jak ósmy. Emilka zaczyna płakać w przedszkolu, a Nataniel natychmiast postanawia, że nie umie się nią zajmować, więc lepiej oddać ją Zosi. To znaczy tak:
Emilka, tak jak poprzednio, uczepiła się nogi Nataniela i zawodziła na cały Pisz. Chłopak, oszołomiony i pełen podejrzeń, już miał brać dziecko pod pachę i uciekać dokąd nogi poniosą, gdy dyrektorka z cierpliwym uśmiechem odebrała dziewczynkę z jego rąk i rzekła tak spokojnie, jak tylko dyrektorki przedszkoli, które takie brewerie widzą na co dzień, potrafią:czyli tym razem z pomocą przychodzi pani dyrektorka. Pewnie widziała Zosię i zrobiło jej się żal dziewczyny.
– Panie Natanielu, proszę mi wierzyć, że Emilka uspokoi się po dwóch minutach, z zegarkiem w ręku, i pobiegnie jak gdyby nigdy nic bawić się z dziećmi.
Wychowawczyni podeszła do nieszczęśliwego, przejętego do granic chłopaka i poradziła:Od razu zrozumiała, że to nie Emilka, a Nataniel jest problemem. I że to jego trzeba będzie przechytrzyć.
– Proszę poczekać parę minut na zewnątrz, tak żeby Emilka pana nie widziała. Umówmy się, że jeśli w ciągu pięciu minut nie przestanie płakać, może pan po nią wrócić.
Podziałało: Nataniel ledwo wychodzi przed budynek, a stwierdza, że Emilki już nie słyszy, więc może jechać odwiedzić Mateusza w drodze do Świecia.
Ledwo wjechał za bramę, a już wybiegł mu naprzeciw wesoły, najedzony i wyszczotkowany Reksio. Wylewnie powitał Nataniela. Ten zapukał do drzwi, nacisnął klamkę i nagle znalazł się w zupełnie innym domu niż jeszcze wczoraj. Przede wszystkim pachniało tu. Pachniało świeżym drożdżowym ciastem.Znowu przyszedł się stołować za darmo! Nataniel ledwo zawiózł Emilkę do przedszkola, powinien być po śniadaniu; pewnie doszedł do wniosku, że dziecko dostanie jeść w przedszkolu, a sam postanowił się nażreć u Mateusza.
Chłopak poczuł wilczy głód.
Zaprosiła go gestem do stołu i chciała zaparzyć świeżej herbaty, ale odsunął ją delikatnie, acz stanowczo od kuchenki i sam nastawił wodę.Czy tylko mnie się wydaje, że mówi się jakieś „nie, dziękuję”, a nie przepycha z gospodarzem?
Okazuje się, że Mateusz jest chory. Na co, zapytacie…?
Mężczyzna leżał w ciemnym pokoju z chłodnym kompresem na czole. Całym jego ciałem wstrząsały dreszcze. Nataniel usiadł na fotelu obok i zapytał z troską:Tak, to tajemnicza choroba lędźwi z Sennej! No dobrze, to niby zespół abstynencyjny, ale potem będzie już tyle wstawek o kobietach, że nie byłabym taka pewna. Swoją drogą zabawne, że połowa postaci ma problem z alkoholem, ale fizycznie daje on w kość tylko Mateuszowi, który w pierwszym tomie w krótkim czasie prawie umarł, a teraz odchorowuje mocno.
– Co z tobą, przyjacielu?
Ten uchylił powieki, przekrwione i opuchnięte, i wychrypiał:
– Marysi powiedziałem, że to grypa, ale ty już wiesz co.
– Bądź miły i łagodny dla pani Micińskiej, bardzo cię proszę. (...)Aha, czyli Mateusz zaczyna kląć i walić pięściami w ścianę, a pani Marianna ucieka do kuchni. Cudowne warunki.
– Ty jesteś facet, przyjaciel! Więcej zniesiesz! – obruszył się Mateusz. – Nie śmiałbym być wobec niej gruboskórny. Gdy jest naprawdę źle, Marysia w jakiś sposób to wyczuwa i wychodzi do kuchni. Ja mogę walić pięścią w ścianę i kląć w poduszkę do woli.
Może jeszcze reanimował swoją udawaną gwarę z rozdziału z kaszanką.
Dalej Nataniel nakłania Mateusza do samodzielności, proponuje, by ruszył
– (..) Kąpałeś się dzisiaj?
– Byłem w toalecie, nie bój nic – odburknął Mateusz. – Mam niewiastę w domu – dodał, jakby to wszystko wyjaśniało.
I tak właśnie było. Mężczyzna mógł nie mieć wstydu przed przyjacielem, ale obecność obcej kobiety do czegoś jednak zobowiązywała.Ach te niewiasty leczące ze wszystkich przypadłości! Ale swoją drogą brzmi to tak, jakby Mateusz w drodze wyjątku załatwił się w toalecie zamiast w łóżku.
I mniej więcej na tym rozdział się kończy, bo trzeba jechać do Iwony.
ROZDZIAŁ XII: CHUDE POŚLADKI IWONY TO NIE TO SAMO
Nataniel jedzie do szpitala dla umysłowo chorych i myśli o życiu.
Dopóki żył i miał siłę walczyć z przekornym losem, będzie walczył.Czy wszystkie jego przemyślenia muszą zawierać walkę i przemoc?
Na miejscu ogląda sobie obrazki namalowane przez pacjentów i znowu znika we własnych przemyśleniach. Chyba od razu po wejściu zapomniał, po co przyszedł, bo po paru chwilach to Iwona postanawia zwrócić na siebie uwagę.
– Nataniel – rozległo się za jego plecami.Patrzcie, najpierw sobie pooglądał, a potem doszedł do wniosku, że dla takiej wychudłej szkapy nie ma już się co starać.
Odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z cieniem dawnej ukochanej. Była chyba jeszcze chudsza, jeszcze bardziej przezroczysta, niż kiedy widział ją kilka tygodni temu, tuż po próbie samobójczej. Jeśli nosił w duchu cichą nadzieję, że Iwona wraca do zdrowia i przynajmniej o nią nie będzie się martwił, nadzieja ta właśnie gasła.
(...)
Przez chwilę trwało niezręczne milczenie. Zupełnie jakby kilka miesięcy temu nie byli kochankami. Jakby nie było tak, że on nie mógł bez niej żyć chociaż przez minutę, ona zaś… cóż… bez jego pieniędzy. Teraz z tamtego opętania, którego nie można było przecież nazwać miłością, nie został nawet cień serdecznych uczuć.
Ogólnie to dobre pytanie po co go okradała, skoro postanowiła potem zostawić Emilkę u wujka.
Bohaterowie rozmawiają o Siergieju, wyciąganiu Iwony z więzienia i tak dalej. W końcu rozmowa schodzi na Emilkę.
– (...) Emilka jest ponoć moją siostrą. To prawda?No to sobie wybrałaś kolejnego odpowiedzialnego. Synek na pewno lepszy, logiczne!
– Prawda – odpowiedziała z niechęcią. – Miałam przyjemność z twoim ojcem, choć tylko na początku była to przyjemność, szybko się skończyła, bo zaszłam w ciążę. Następnego dnia, gdy mu o tym powiedziałam, obudziłam się w pustym domu. Spakował się w nocy i przepadł bez głupiego „pocałuj mnie w dupę”. A już myślałam, że trafiłam na poważnego, odpowiedzialnego faceta...
– Był ode mnie prawie trzy dychy starszy, wiesz? Nobliwy, przystojny pan pod pięćdziesiątkę. Ja – dwudziestoletnia gówniara przepędzona z domu przez starego. Uczepiłam się Szpondera niczym brzytwy. A on… obsypywał mnie prezentami i komplementami. Puszył się przed znajomymi, jaką to ma piękną, zakochaną w sobie narzeczoną.Ten chyba uwodził wszystko, co się rusza, bo jakby wziąć pod uwagę, że miał wtedy prawie pięćdziesiąt lat (czyli z czterdzieści osiem? Siergiej mówił, że różnica między nimi to ćwierć wieku, ta że trzy dekady, więc pewnie gdzieś pomiędzy), to wychodzi, że prawie czterdziestoletnią matkę Nataniela zapłodnił samemu będąc w wieku studencki. „Mamo, jak mogłaś, ty i >>MORZEMY<<?!” nabiera innego wydźwięku.
Bajka się skończyła, gdy okres mi się spóźnił i na teście ciążowym wyskoczyły dwie kreski.Jak te wszystkie kobiety go edukują seksualnie. Najpierw Oliwia tłumaczy, że od braku prezerwatywy zaszła w ciążę, teraz Iwona zamiast powiedzieć „bajka się skończyła, kiedy wpadliśmy” tłumaczy, skąd kobiety wiedzą o bąbelku w brzuchu.
Następnego dnia nie było narzeczonego. Ja zostałam z długami za czynsz, bo jak się okazało, oprócz kaucji i pierwszego miesiąca za następne łajdus nie płacił, i z rosnącym brzuchem. Jednak powiedziałam sobie: to dziecko się urodzi! Nie zabiją mi go!Wyobraziłam sobie, że bohaterka broni dziecka przed lekarzami wyskakującymi z krzaków z nożyczkami i wieszakami. W tekście nie ma słowa o tym, żeby ktoś ją nakłaniał do aborcji – narzeczony po prostu wyparował. Z drugiej strony według zeznań Siergieja Arkadiusz faktycznie próbował ją zmusić do usunięcia ciąży… Dziwne, że teraz zapomniała o tym powiedzieć.
A to jest dobre:
Prawdę mówiąc, w każdym z was się trochę zakochiwałam. Taka już moja natura. I w nim, i w tobie, w Siergieju też… I każdy z was zostawiał mnie z niczym.Czyli skłamała, mówiąc, że z Siergiejem łączył ją tylko seks!
Co do Nataniela się zgodzę, bo ten człowiek do niczego się nie nadaje, ale Siergiej przecież biega w kółko i bije się z różnymi Ukraińcami, żeby tylko zebrać pieniądze i wyciągnąć Iwonkę z więzienia. Ta za to jęczy rozeźlona, że zostawił ją z niczym. Trochę niewdzięczność.
Urodziłam Emilkę. Wróciłam do starych, ale pozwolili mi zostać tylko przez pierwszych kilka tygodni po porodzie.…a potem nie podrzuciła jej przypadkiem na pół roku, gdy zamieszkała z Natanielem, a później trafiła za kratki? Co najmniej przez lato do września ktoś opiekował się Emilką, gdy ich romans trwał. W grudniu Olga przywiozła Emilkę do Sennej. Dziwne, że rodzina nie zdecydowała się jednak zająć wnuczką/siostrzenicą, tylko woleli posłać ją do obcego typa, nawet jeśli on też jest z rodziny.
Co miałam zrobić? Wróciłam do jedynego zawodu, w którym byłam niezła. Jedynego, który tak naprawdę znałam. Wieszałam się na co bogatszych facetach, próbując upolować stałego sponsora.I taki pojedynczy sponsor, który raczej ma napięty harmonogram, a w domu żonę z dziećmi, zajmował jej tyle czasu, że Emilka więcej czasu spędzała z niańkami? Czy ona jest pewna, że nie trafiła do korpo w Tokio?
Znalazłam mieszkanie w Warszawie, bo tam łatwiej można było się urządzić, Emilka rosła, zajmowały się nią dobre nianie.W sumie to życiowe, ale ze sponsoringu nie ma nie wiadomo jakich kokosów (tak przynajmniej twierdzi Malina Błańska, ta dziennikarka od fibakgate), a w stolicy konkurencja duża. Czemu nie zakręciła się wokół jakiegoś szukającego żony kawalera czy wdowca przy kasie? Ona i Emilka zyskałyby stabilizację, a w najgorszym wypadku dziewczynka zostałaby odesłana do szkoły z internatem, gdzie matkę widziałaby równie często jak na co dzień. „Znalazłam mieszkanie w Warszawie, bo tam łatwiej było się urządzić” – rozumiem, że chodzi o łatwość w znalezieniu faceta, bo urządzanie się w Warszawie bez jakiegokolwiek zaplecza finansowego pachnie historią jak w „Bezdomnej” i podobnymi motywami z powieści autorki. Z historii wynika raczej, że Iwona jest z małego miasteczka lub wsi.
I nagle… odzywa się Magda, że ten stary cap jest umierający i prosi, żebym do niego przyjechała. Pokazać mu dziecko.Nataniel tak naturalnie dopytuje o Magdę, żeby przypadkiem wyszło, że to jego siostra. Za to naprawdę przypadkiem wychodzi, że Arkadiusz też nie umiał zakładać prezerwatyw.
– Magda? – Nataniel uniósł brwi. – Kim jest Magda? Jego żoną? Kochanką?
– Nie, głupku. Jego pierwszą córką. Twoją starszą siostrą. Tym jest właśnie Magda Śniegocka.
Iwona opowiada, jak odwiedziła umierającego Arkadiusza, który nagle zainteresował się, że ma córkę, tam też poznała Magdę; mało to ciekawe. W końcu przechodzi do listu, który ojciec miał wysłać do Nataniela, z którego poznała jego adres.
Wzięłam od drania kopertę, obiecując, że wyślę list, ale tak jakoś wyszło, że o nim zapomniałam. Przypomniałam sobie, dopiero gdy grunt zaczął mi się palić pod nogami, a policja ścigała mnie za oszustwa i wyłudzenia. Chociaż… tak po prawdzie… co ja się tam nawyłudzałam. Po prostu odbierałam to, co mi się należało. Młoda, śliczna kochanka nie jest przecież za darmo! Jedynie te durne stare capy myślą, że lecimy na ich intelekt i powab. Gówno prawda. Interesowały mnie tylko ich pieniądze. Dla dziecka. Trochę też dla mnie, ale przede wszystkim dla dziecka.Iwona przedstawia Natanielowi naturę ich wcześniejszego związku, 2018
Nataniel skupia się na siostrze.
– Mówiłaś, że Magda… Jest córką…Tak, do tej pory miałam nadzieję, że Nataniel dopytywał o Magdę, mając w pamięci tę rozmowę z Siergiejem. Ale nie, on jest po prostu głupi i powoli myśli.
– Tak. To twoja siostra. Starsza od ciebie o jakieś siedem, czy osiem lat.
Fajna. Polubisz ją – odparła dziewczyna obojętnie. Nataniel w tym momencie wszystko zrozumiał. Właśnie ją Sodarow miał na myśli, Magdę Śniegocką, napomykając o odnalezionej rodzinie chłopaka!
Chciał poznać swoją starszą siostrę. Jak najszybciej. Ktoś, kto opiekuje się schorowanym ojcem, choćby ten postąpił z nim najpodlej, musi być porządnym, dobrym człowiekiem.A tu widać, dlaczego się tak podekscytował: kolejna osoba, którą będzie można wmanipulować w „pomoc”!
Iwona nie zna adresu jego siostry i rozkłada ręce, gdy ten o nią wypytuje.
– Ale przecież… – Nataniel aż wstał. Jak Iwona może mu odbierać rodzinę, siostrę!, skoro przed chwilą go tą rodziną obdarowała?! – Znajdę ją – postanowił.Bezsensowny tok rozumowania. Co Iwona odbiera?
– Ty ją znajdziesz, a o mnie zapomnisz? No tak, po co ci wariatka, przestępczyni, skoro masz nie tylko moje dziecko, ale i kogoś do opieki nad nim.Iwona już wie, kto będzie kolejną osobą wrobioną w opiekę nad jej dzieckiem.
Nataniel doznaje objawienia i prawi Iwonie morały.
Przestań się nad sobą użalać, przestań pogrywać ludźmi. Ci, którzy mają sumienie i serce na miejscu, starają się pomóc tobie i dziecku. Walczą, byś wyszła z kryminału, oddając okradzionym przez ciebie facetom własne ciężko zarobione pieniądze. Otrząśnij się, kobieto! Skończ z życiem pieprzonej glisty ludzkiej, weź się do uczciwej roboty i zajmij się córeczką.
Dokładnie, Natanielu: weź się do uczciwej roboty i zajmij Emilką, jak się zobowiązałeś!
Informuję cię, że twoja córeczka, ta właśnie Emilka, dwa tygodnie temu straciła w pożarze dom i ukochaną ciocię, dobrą, wspaniałą doktor Kraszewską. Pamiętasz ją? Złamałaś jej serce wtedy na pomoście, pieprząc się z Siergiejem, i to serce parę miesięcy później nie wytrzymało. Marta zmarła na zawał, mając zaledwie czterdzieści parę lat, a ty użalasz się nad sobą?!A to ciekawa teoria. Asia zniknęła z horyzontu, a Sidło jest już cacy, bo pozwoliliśmy mu odbudować sobie domek, więc trzeba znaleźć innego winnego całej sytuacji. Tak! To Iwona doprowadziła Martę do zawału!
Pomijając, że książka zaczyna się dwa tygodnie po pożarze. Chyba że cało to przeganianie Oliwii, wyciąganie Mateusza z nałogu, załatwianie przedszkola itd. miało miejsce w ciągu niecałego tygodnia, a jemu zależy na efekcie dramatycznym?
– (...) Naprawdę Marta miała zawał? I nie żyje?Tak sobie rozważam: bez mrugnięcia okiem przyjęłabym, że Marta miała wadę serca, arytmię czy cokolwiek uśmiercającego człowieka w dowolnym wieku. Tyle że ciągle tu mowa o zawale, a mało realne jest, by zawałowiec był niezwykle ponętną kobietą przed pięćdziesiątką. Nie mówię, że to niemożliwe (w końcu i zdrowo wyglądające niemowlę może mieć raka płuc bez matki palaczki), ale nawet z obserwacji wynika, że osoby w tym wieku z niewrodzonymi problemami z sercem zwykle mają nadwagę albo niedowagę, łysieją (kobiety czasem też!), siwieją, są zniszczone i na pierwszy rzut oka widać ogólnie niezdrowy wygląd. Za Martą i jej pięknym warkoczem wszyscy się oglądali.
– Na miłość boską, nie żartowałbym przecież z tak poważnych spraw! Tak. Zmarła na zawał serca w noc, w którą ktoś podpalił mój dom.
Nie wiem, po co się nad tym zastanawiam – na gładkim obliczu Marty nie odbiły się nawet lata niedosypiania, niedojadania i nadmiaru kofeiny w ekstremalnie stresującej pracy. A skóra i włosy jako ostatnie dostają składniki odżywcze.
Gdyby nie łut szczęścia, bylibyśmy z Emilką w środku, gdy to się stało.Nataniel patrzy, jak Iwona płacze, i dochodzi do wniosku, że nic nie da się zrobić.
Do dziewczyny nagle dotarła groza sytuacji. Pobladła tak bardzo, że pod białą skórą można było dojrzeć błękitną siateczkę żył.
– Ktoś chciał spalić ciebie i moją Emilkę… – wyszeptała. Do oczu nabiegły jej łzy.
– Pójdę już – odezwał się łagodniejszym tonem.Pójdę już, szantaż emocjonalny w postaci wyjawienia prawdy o Marcie i domu w momencie pretensji zadziałał aż za dobrze i zrobiło się dziwnie.
Ona siedziała nieporuszona, ze spuszczoną głową i łzami kapiącymi na splecione dłonie. Jeśli był to pokaz gry aktorskiej, brawo, była dobrą komediantką, jeśli naprawdę słowa Nataniela tak ją poruszyły, może obudzi się w niej sumienie. Może Iwona Bugaj otrząśnie się w końcu z legendy, w jaką sama siebie oblekła, i stanie się normalną, czującą kobietą, uczciwie zarabiającą na siebie i swoją córeczkę, jak tysiące polskich kobiet, samotnych matek, czyni to przez całe lata bez słowa skargi. Bez uciekania się do nieczystych sztuczek czy okradania naiwnych. Życie naprawdę jest proste, zanim sami sobie je skomplikujemy…KOMEDIANTKĄ!
Nie mogę patrzeć na ten opis. Ten nacisk nie na to, że Iwona zrujnowała życie trzem mężczyznom, okradając ich, ale na to, że powinna zacisnąć zęby, zostać samą i cierpieć – albo jeszcze cieszyć się życiem jak Zosia ogarniająca dom i zasuwająca na trzy etaty jako weterynarz, niania i opiekunka osób niepełnosprawnych. Wtedy jej życie byłoby proste i nieskomplikowane! Najwyżej satysfakcji żadnej, ale taki los… Mam wrażenie, że dla narratora większą zbrodnią niż oskubanie kogoś z oszczędności życia jest hedonizm. Choć nie, to nawet nie hedonizm, bo Iwona sprawia wrażenie, jakby szukanie kolejnych sponsorów po Arkadiuszu, którego kochała, ją brzydziło, tylko brak umartwiania się. „Nieczyste sztuczki” złego sukkuba.
– Dziękuję. Siergiejowi też podziękuj. I… – Przytrzymała go za rękę, uniosła nań ciemnogranatowe oczy pełne łez. – Pomódl się w moim imieniu na grobie doktor Kraszewskiej. Mnie Bóg raczej nie wysłucha. – Pokręciła głową i ponownie wbiła wzrok w splecione na kolanach dłonie.I na koniec znów transformacja oczu Iwony. Z niebieskim w pierwszym tomie, przez czarne w drugim, do ciemnogranatowych w trzecim… A Michalak pisała i wydawała te książki pod rząd!
ROZDZIAŁ XIII: DO SZPITALA PO IBUPROM
Kluczowym momentem poprzedniego rozdziału był ten, w którym Nataniel dowiedział się o istnieniu starszej siostry, którą od razu zapragnął odwiedzić.
Ten rozdział rozpoczyna się stwierdzeniem, że w sumie szybko o niej zapomniał, bo ma inne rzeczy na głowie (a na fejsbuku kobiet o nazwisku Magdalena Śniegocka było kilkanaście, co go przerosło).
Pierwszą i najważniejszą było zlecenie od pana „Lubaszki”.
Nataniel jak do tej pory również i pracę przerywał dla tych właśnie innych rzeczy na głowie. Ciekawe, kiedy pan Lubaszka upomni się o jakieś rezultaty.
A skup się tu, gdy Marek Sidło zawraca ci głowę jakimiś papierami – a tak, w związku z budową domu
A tak, mój niewolnik znajomy buduje mi dom! Zawracanie głowy.
Panią Mariannę przy Mateuszu trzeba czasem zastąpić – kobieta potrzebuje odpoczynku, choćby nie wiem jak temu zaprzeczała, a na dodatek Siergiej, który obiecał wrócić lada dzień, wciąż włóczy się po świecie, pozostawiwszy zwierzęta na głowie Nataniela.
Chłopak kursował między ranczem, leśniczówką, przedszkolem, dworem i domem Micińskich niczym jakiś nawiedzony pątnik, każdą wolną chwilę poświęcając pracy zawodowej…
W ten sposób minęły mu maj i czerwiec.
Dobrze, że zwierzęta są chociaż wspomniane, bo o ile nie wierzę, że Nataniel pamiętał, żeby do nich regularnie zaglądać, to przynajmniej można założyć, że nic im nie jest. No, tym co zostały, bo przez kilka dni nieobecności Siergieja nikt im nie dał nawet wody.
A Siergiej nie miał wrócić w ciągu trzech czy czterech dni? Przecież już w poprzedniej notce (kwiecień/maj) załatwił pomoc Iwonie.
A Siergiej nie miał wrócić w ciągu trzech czy czterech dni? Przecież już w poprzedniej notce (kwiecień/maj) załatwił pomoc Iwonie.
Pierwszego lipca stała się rzecz straszna: na całe dwa tygodnie zamknięto przedszkole.
Skandal.
Nataniel co prawda znalazł inne otwarte przedszkole, ale BUM! Emilka się rozchorowała.
Gdy termometr wskazał trzydzieści osiem i pół stopnia, Nataniel po prostu wpadł w panikę. Chwycił dziecko na ręce, owinął kołderką i pobiegł do samochodu.
Nataniel jedzie prosto do szpitala. Emilka wyje na cały szpital przerażona perspektywą zastrzyków, ten przekomarza się z lekarką na temat tego, czy gorączka to śmiertelne zagrożenie dla dziecka.
– Proszę pana – zaczęła lekarka zwodniczo łagodnym tonem – które to zachorowanie dziecka w pana ojcowskiej karierze?
Hoho, lekarka mówi „zwodniczo łagodnym” tonem. Bo wiecie, w tajemnicy to parszywa piguła, ale dla Nataniela to nic, od razu ją przejrzał:
– Rozumiem. Przedtem dzieckiem zajmowała się matka, natomiast tatuś nagle sobie przypo…
– Jestem wujkiem Emilki, nie ojcem – wpadł jej w słowo, żeby za dużo nie powiedziała.
Podła lekarka jako pierwsza postać w powieści zastanawia się, czy Nataniel jest w ogóle prawnym opiekunem dziecka.
– Co pani sugeruje…? – Tym razem on się nastroszył.
– Niepokoję się, że obcy człowiek, który nie za bardzo radzi sobie z tym dzieckiem…
– Nie jestem dla niej obcym człowiekiem! Jestem jej bratem!
Świetna strategia! Ogłoś lekarzowi coś zupełnie innego niż przed chwilą, w dodatku przy dziecku, które nic na ten temat nie wie i zaraz znów poczuje się oszukane.
![]() |
| Zmieniaj wersję wydarzeń co trzy sekundy, żeby wszyscy cię żałowali |
Urwała. Uniosła brwi. I nagle złagodniała. Brata, który pod nieobecność matki zajmuje się siostrzyczką, sam, od pół roku, w całej swojej karierze jeszcze nie oglądała.
Och! Nataniel, jedyny i wyjątkowy!
– Ty jesteś moim bratem, wujku Natanielu?! – wykrzyknęła nagle Emilka,
(…)
Lekarka zaś ponownie się nastroszyła. Coś zaczęło się jej bardzo nie podobać. (…) Takich „wujków”, co to lepią się do swoich małych „siostrzeniczek”, paru w życiu już spotkała…
Jak miło, że ktoś w tej powieści się zainteresował na tyle, by podjąć dalsze kroki w razie czego – Emilki nikt nie gwałci, ale może jakieś inne dzieci w tym uniwersum da się uratować. Jakoś straciłam nadzieję po podejrzeniach całej wsi, że Nataniel jest pedofilem, ale trudno. Znaczy domyślam się, że scenka służy rzucaniu kłód pod nogi dzielnego brata, by mógł się wykazać i pocierpieć z poniżenia jak porządny obywatel.
Zastanawia mnie, czemu Nataniel nie wspomni, że Emilka już ten szpital odwiedzała. Ordynator też ją zna, wystarczyłoby po niego posłać albo zadzwonić. Ale Jarek został wyeliminowany w tej powieści, bo nie umiał gadać o niczym innym jak Marta, a ta jest kaput.
– Muszę dziecko zbadać – odezwała się tonem ostrzejszym niż przed chwilą. – Proszę postawić małą na podłodze i poczekać na korytarzu.
Nataniel na szczęście nie upuszcza dziecka głową w dół na tę komendę, ale Emilka dostaje nowej histerii i łapie kurczowo Nataniela. Doktor z pielęgniarką próbują oderwać dziecko.
Nie wiadomo, jak i kiedy by się to skończyło, gdyby dobry Bóg nie zesłał… Zosi Micińskiej.
Och, rozwiązująca problemy Zosia! Skąd ona się tam wzięła? Bóg ją tam rzucił na podłogę?
– Co się stało? Wysłałeś mi esemesa, że Emilka jest chora. Od razu wsiadłam w samochód i pojechałam do ciebie, ale dwór był pusty, więc pognałam tutaj. Co jej jest?! Coś groźnego?!
Wyobrażam sobie, że Nataniel wysłał Zosi dramatycznie brzmiącego esemesa w środku nocy, po czym schował komórkę do kieszeni, nie wyłączywszy trybu nocnego. A potem zdziwienie, że ludzie mogą się przestraszyć i przyjechać. Wiedzeni palcem Bożym!
– Próbowałam ją zbadać, ale wujek pacjentki – tu spojrzała na Nataniela – czy też brat, zaczynam się w tym gubić, nie potrafi radzić sobie z dzieckiem.
Wygodnie dla bohatera okazuje się, że kobiety się znają (no serio, już wprowadzenie Jarka na trzy sekundy do fabuły miałoby więcej sensu niż magiczny networking Zosi ex machina). Nataniel cieszy się, że nie trafi za kratki oskarżony o pedofilię po przedstawieniu się jako wujek i brat.
– Wujek jest moim bratem? – zapytała Emilka, równie zdumiona jak przed chwilą.
Nataniel nie zdążył jej tego powiedzieć.
Przed chwilą było: „minął maj i czerwiec…” Ale Nataniel nie zdążył! Lepiej, by dziecko przeżyło kolejny szok. Na pewno opiekunki codziennie zmieniały wersję, raz były ciociami, raz siostrami i Emilka jest przyzwyczajona.
– Tak, jestem twoim starszym bratem – odrzekł i pogłaskał dziewczynkę po głowie. – Czy możemy dostać coś na tę gorączkę i po prostu pojechać do domu?
Natanielu, szpital to nie apteka! Swoją drogą to ciekawe, że przed chwilą był przekonany, że dziecko jest śmiertelnie chore, a teraz nie nalega nawet na najprostsze badnie lekarskie.
Zosia położyła dłoń na jej ramieniu, uścisnęła lekko i szepnęła:
– Rozumiesz, starszy brat. Pierwsza gorączka u siostrzyczki i spanikował.
Lekarka ogląda dziecko i dochodzi do wniosku, że nagłą gorączkę wywołał stres – więc to na pewno zmiana przedszkola. Nataniel zażenowany przeprasza i ucieka ze szpitala.
– Nie miałem pojęcia, że dzieci są tak wrażliwe! Na wiadomość o nowym przedszkolu od razu gorączka?
– Raczej ty jesteś nadwrażliwy, a nie Emilka – zaśmiała się Zosia. – U dziecka trzydzieści osiem z kreskami to nieco mniej niż ta sama temperatura u mężczyzny. My, kobiety, mając taką gorączkę, po prostu łykamy syrop czy tabletkę, w przeciwieństwie do faceta z męską grypą, który szykuje się od razu na tamten świat, rozdając majątek rodzinie. – W jej głosie zabrzmiała nuta złośliwości.
To nie jest mężczyzna, to Nataniel-idiota-tasiemiec, to po pierwsze. Emilka to też nie dorosła kobieta, tylko przedszkolak. Wstawka o tym, jak to mężczyźni są słabi i narzekają na gorączkę zupełnie bez sensu i chamska. Swoją drogą bardzo podobny tekst na temat mężczyzn (ze wskazaniem na Nataniela i jego chorą nogę) wygłosiła do matki Oliwia, na co Marta się niesamowicie obruszyła jej wulgarnością…
Nataniel mimo tej obrazy nie bije Zosi, a kładzie rękę na jej policzku i dziękuje za pomoc.
Ona stała nieruchomo, nie śmiąc głębiej odetchnąć.
Pewnie dlatego, że śmierdział. Nataniel nie bardzo lubi się regularnie myć.
Żeby nie zdradzić uczuć, jakie w tej chwili nią targały.
Odraza?
„Zabierz tę dłoń, proszę cię” – błagały w mroku oczy dziewczyny, chociaż serce prosiło o coś przeciwnego. „Nie mogę cię kochać. Wiem, że tobie nawet nie przejdzie to przez myśl, ale ja…” Spuściła wzrok, drżąc lekko.
I znowu sugestia WIELKIEGO PROBLEMU ZOSI, przez który nie może pozwolić, aby ktokolwiek ją pokochał! Pewnie umieracie z ciekawości, co to niepełnosprawność czy inny trup w szafie (poza tym że Gayaruthiel od razu odkryła, jak tylko temat się pojawił).
– Nie ma sprawy – rzekła zamiast tego, co chciałaby mu powiedzieć. – Gdybyś mnie potrzebował, dzwoń o każdej porze dnia i nocy.
Zosia jak zwykle ukrywa uczucia, takie tam.
Dopiero wtedy usiadł za kierownicą nissana, na którego tylnym siedzeniu słodko spała Emilka, ale zanim włączył silnik, jeszcze trwał nieruchomo przez kilka chwil, zapatrzony niewidzącym spojrzeniem w dal. Miał wrażenie, że coś mu umknęło. Coś bardzo ważnego.
Włączone żelazko i zupa na gazie!!! A niech to, kolejny dom stracony w płomieniach.
Tutaj rozstajemy się na kilka tygodni. W styczniu powrócimy do perypetii cesarza Nataniela i dowiemy się, jak zagania się do łóżka cnotliwe królewny (lekcja obłapiania w XXI wieku), które będą zmieniać wygląd po trzy razy na rozdział i niańczyć panicza. Oczywiście do tego mnóstwo stereotypów, gwałtów, oświadczyn, pozwów i przemocy, dużo rozważań na temat roli matki i dżentelmena w dzisiejszym świecie, raz czy dwa zahaczymy kazirodztwo i zobaczymy, jak zdobywa się światową sławę. A ile romansów przed nami!
Aha, pewnie też spodziewacie się, że w końcu dowiemy się, o co chodzi z bachorem z okładki. To też (nomen omen) jazda bez trzymanki…
Wesołych świąt i do zobaczenia!
Tutaj rozstajemy się na kilka tygodni. W styczniu powrócimy do perypetii cesarza Nataniela i dowiemy się, jak zagania się do łóżka cnotliwe królewny (lekcja obłapiania w XXI wieku), które będą zmieniać wygląd po trzy razy na rozdział i niańczyć panicza. Oczywiście do tego mnóstwo stereotypów, gwałtów, oświadczyn, pozwów i przemocy, dużo rozważań na temat roli matki i dżentelmena w dzisiejszym świecie, raz czy dwa zahaczymy kazirodztwo i zobaczymy, jak zdobywa się światową sławę. A ile romansów przed nami!
Aha, pewnie też spodziewacie się, że w końcu dowiemy się, o co chodzi z bachorem z okładki. To też (nomen omen) jazda bez trzymanki…
Wesołych świąt i do zobaczenia!




"Kochana moja, czy mógłbym przyjechać po twoją mamę już teraz?
OdpowiedzUsuńTAK. Już, od razu! Mateusz jest w doskonałej kondycji!" - Jezus Maria.
"Rozłączył się, zajrzał raz jeszcze do mężczyzny, który leżał nieruchomo, tak jak go Nataniel zostawił" - Widze to, jak wprowadza bogu ducha winna kobiecine, wskazuje jej te wyniszczone zwloki na lozku, rzuca "to twoj opiekun", smieje sie opetanczo i wyjezdza.
"Ona przeszła do pokoju, gdzie leżał Mateusz" OESU, oni tak na powaznie...! WTF.
"Chciał poznać swoją starszą siostrę. Jak najszybciej. Ktoś, kto opiekuje się schorowanym ojcem, choćby ten postąpił z nim najpodlej, musi być porządnym, dobrym człowiekiem.
A tu widać, dlaczego się tak podekscytował: kolejna osoba, którą będzie można wmanipulować w „pomoc”!" - Jedno musze przyznac, Nataniel to postac pisana z zelazna konsekwencja :D
"Marta zmarła na zawał, mając zaledwie czterdzieści parę lat, a ty użalasz się nad sobą?!" - Tak, to dokladnie takie slowa, jakie nalezy mowic osobom po probach samobojczych. Wincyj wpychania w poczucie winy, wincyj! I wyzywania od glizd.
"Chłopak kursował między ranczem, leśniczówką, przedszkolem, dworem i domem Micińskich niczym jakiś nawiedzony pątnik, każdą wolną chwilę poświęcając pracy zawodowej…" - WYPLACZ MI TAKO RZEKE, NATANIELU
"Pierwszego lipca stała się rzecz straszna: na całe dwa tygodnie zamknięto przedszkole.
Skandal." - KWI xD
"Nataniel mimo tej obrazy nie bije Zosi, a kładzie rękę na jej policzku i dziękuje za pomoc.
Ona stała nieruchomo, nie śmiąc głębiej odetchnąć.
Pewnie dlatego, że śmierdział. Nataniel nie bardzo lubi się regularnie myć." - Nie, raczej dlatego, zeby jej sie przywalil :D
"Nie moze mnie pokochac (...) dzwoń o każdej porze dnia i nocy." - Jak to nie sa sprzeczne sygnaly, to nie wiem co jest.
Czy ja juz pisalam, ze Nataniel to najgorsza postac, o jakiej zdarzylo mi sie czytac?
Snif, bede tesknic! Zycze ci odpoczynku, ladowania baterii i plukania mozgu z toksyn michalagowersum :D Do zobaczenia w nowym roku! <3
A pomyśl, że zaraz Marianna będzie mieć na głowie nie tylko Mateusza – przecież ktoś musi zastąpić Martę i robić za domowy katering, by zapracowany Natanielek nie ubrudził rąk jakąkolwiek pracą!
UsuńNataniel jest tak konsekwentny, że zastanawiam się, czy ma swój pierwowzór w prawdziwym życiu. Mam pewne podejrzenia, ale głupio tak spekulować :D
Nie dość, że wpycha ją w poczucie winy i wyzywa, to jeszcze sugeruje, że ktoś chce poderżnąć gardło Emilce – a co by nie mówić o Iwonie, to zrobiła dokładny risercz na temat bezpieczeństwa w Sennej i samego Nataniela, nim wysłała tam swoje dziecko. Kobieta nabawi się jeszcze większej nerwicy, nim wyjdzie na wolność.
Mnie też rozwala, że Nataniel pracuje w czasie wolnym, ot hobby – zarabianie na życie :D przeciętny polski rodzic robi dużo więcej od niego, bo ma pomoc tylko partnera, a i to nie zawsze, podczas gdy całe sąsiedztwo bije się, by Nataniela odciążyć. Ba! Zosia i Marianna robią dużo więcej z własnej woli. Tylko Iwona ma spuścić głowę i żyć jako samotna matka, koniecznie utrzymując dziecko ciężką pracą bez niczyjej pomocy. Ach, hipokryzja!
Sprzecznymi sygnałami sobie Nataniel głowy nie zawraca, bo to cierpiący z miłości pasztet, nie laska, której będą zazdrościć koledzy.
Nawzajem! Miłego wypoczynku <3
Jezu, ta "książka" z rozdziału na rozdział robi się coraz bardziej obrzydliwa. Nielogiczna również, te wszystkie zawirowania czasoprzestrzeni zaczynają mnie męczyć, nic już nie rozumiem. Czy Ałtorkasia ma jakąś galopującą sklerozę, że nie pamięta co pisała zdanie wcześniej? Ale to nie jest największym problemem tylko właśnie te coraz gorsze ałtorkasizmy...
OdpowiedzUsuńTa rozmowa Nataniela z Iwoną, mój Boże. Powiedzieć takie rzeczy osobie, która próbowała popełnić samobójstwo. Już wszystko jedno czy tę osobę nienawidzisz, czy życzysz jej jak najgorzej (jakoś jeszcze kilka rozdziałów temu Nataniel się nią przejmował!), ale na litość boską, odrobina empatii i przyzwoitości! A nie od razu "przez ciebie Marta nie żyje a twoje dziecko nie ma domu, weź się w garść i pracuj jak porządna matka polka a nie użalaj się nad sobą ty żmijo". Jeżu. Żeby być porządną kobietą w Michalakversum to chyba trzeba mieć białaczkę albo innego raka, niepełnosprawną matkę/ciotkę/babcię/psa, pracę której nikt nie docenia ale równocześnie masz mnóstwo klientów... którzy najwyraźniej nie płacą, skoro haruje się za trzech a pieniędzy brak! No i być na każde zawołanie pana i władcy, przepraszać że się żyje i patrzyć smutnym wzrokiem numer "nie-możesz-mnie-kochać-bo-na-to-nie-zasługuję-przez-generyczne-nieszczęście" (ale tutaj muszę zaznaczyć, że jarzę równie wolno jak Nataniel, bo nadal nie jestem pewna o co tym razem Ałtorkasi chodzi).
Marek Sidło i jego budowanie domu to jest tak absurdalny wątek, że nawet nie wiem jak to skomentować :'D
Jeśli Emilka nie skończy jako nastolatka, a potem dorosła kobieta z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi i patologiczną potrzebą uwagi i bliskości, będę pewna że cuda istnieją. Biedne dziecko.
Te żarciki o facetach z gorączką... Dość. Proszę. DOŚĆ. No i ten Nataniel, który najpierw histeryzuje że Emilka umiera bo dostała gorączki, a potem chce tylko syropek i do domu... Czy on jest w ogóle człowiekiem?
Już się nie mogę doczekać dalszych części, nie wiem jak przetrwam tak długą przerwę, tym bardziej że teasery na końcu bardzo mnie ciekawią. Oświadczyny i gwałty w jednym zdaniu! Kazirodztwo, ach! No i dzieciak z okładki, czekam na to! Czyżby "jazda bez trzymanki" oznaczała, że pojawi się coś zbliżonego do "Nie oddam dzieci"...? Czy Nataniel dostanie kolejnego bOMbelka do przerzucania od jednego domu do drug- ekhm, pod opiekę?
Tyle pytań, a odpowiedzi brak.
Robisz wspaniałą robotę, Claudinello!
~Wesoła Panda
W podręcznikach powinni opisywać takie reakcje jako przykład "jak nie postępować z osobą po próbie samobójczej". Wyzwiska (pogarda), straszenie, że dziecku może stać się krzywda (Iwona nie ma w tym momencie żadnego wpływu na los Emilki! pogłębianie stanu bezradności), bagatelizowanie problemów. Ale tak, nie jest już taka ładna, by wokół niej skakać.
UsuńBiałaczka i niepełnosprawność to w tym tomie topowe doświadczenia podnoszące rangę kobiecej postaci. Co by nie mówić, potrzeba nieźle się gimnastykować, żeby spełnić te wszystkie wymagania kobiety pozytywnej:
dziewictwo, rumiana dziewczęca aparycja, wykształcenie, świetny zawód i zarobki, ale równocześnie bieda, praca ponad siły i chora matka. Do tego oczywiście kompletny brak asertywności i przynajmniej trzy traumy.
Zastanawia mnie, czemu porządną kobietą jest Marta, poza tym że cierpiętniczo, acz bohatersko wstrzymywała szalejące libido, by nie iść do łóżka z przychylnym jej mężczyzną na pierwszej randce, a potem oglądała tego mężczyznę w Iwonie na moście. W jej przypadku olewanie dziecka w jakiś pokrętny sposób dodało punktów, bo dorosłe. No serio, podobny bagaż doświadczeń ma wiele osób, ale z jakiegoś powodu ona była kreowana na złamaną i pełną godności jednocześnie. Na jakimś poziomie jej córka przeszła przez to wszystko w dwukrotnie krótszym czasie (też toksyczne związki, w uproszczeniu szpitalną traumę można zrównać z wypadkiem w górach), można nawet spekulować, że przeżyła więcej, ale Oliwia jest z jakiegoś powodu zła. A co ja się tak produkuję... Nie uległa cesarzowi Natanielowi, znaczy jest zła! Ten świat jest po prostu opisany oczami psychopatycznej świni z narcyzmem.
Jeśli czternastoletnia Emilka będzie godzinami wymieniała maile z zainteresowanym panem pedofilem, wszyscy stwierdzą, że zła krew wyszła na jaw i albo udawała złote dziecko, albo po prostu doszło do jakiejś tajemniczej przemiany. Przecież wszyscy widzą w niej jedną cechę poza byciem pajacem: bezproblemowość.
To będzie lepsze niż "Nie oddam dzieci!", dużo lepsze, choć faktycznie w podobnym tonie.
Dziękuję! <3
Będę tęsknić :(
OdpowiedzUsuńCoraz mniej rozumiem relację Nataniela i Emilki: ja rozumiem że dzieci są czasem męczące, ale przecież ona ledwie zaczyna coś mówić to on już smęci że ojesssu, mały czart nic tylko by mi życie zatruwał. Dochodzę do przykrego wniosku że on "kocha" koncept Emilki, zapatrzonego w niego uroczego bombelka, a nie ją jako osobę, a autorka zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Poza tym ja wcale nie mam wrażenia żeby Iwona była jakaś zapatrzona w siebie, wydaje się dość świadoma swoich czynów, być może ktoś tu stosuję PROJEKCJĘ, KHE KHE, CIEKAWE KTO.
Mam nadzieję że w finale Iwona i Magda w finale połączą się w tag team i spuszczą wpierdol Natanielowi i jego ojcowi.
Zgadzam się z Tobą w 100%! Odniosłam identyczne wrażenie, że Emilka jako dziecko pozbawione poczucia bezpieczeństwa, mała przylepa, sprawia, że Nataniel lepiej czuje się sam ze sobą. Ma wszystkie cechy idealnego znajomego: wielbi go, łaknie kontaktu z nim, prawi mu komplementy, mówi, że go kocha. Nataniel wymaga od niej jedynie niewidzialności, gdy jest zajęty, i tyle mu wystarczy. Potem Emilka robi coś, co nie dotyczy Nataniela i on nie może znieść, że nie jest w centrum wszechświata dla dziecka. A przecież np. tylko zagadała obcą osobę. Jeśli tak jest, z czasem Nataniel będzie ją lubił mniej i mniej, bo skończy się "kocham cię, wujku Natanielu" za kupienie batonika w sklepie. Dostanie pięć złotych do ręki, zachęcona sama sobie kupi (bo co on będzie wychodził), a w domu Nataniel będzie się zastanawiał "to kiedyś było przesłodkie dziecko, a teraz straciło swój urok…".
UsuńNataniel powinien się przebranżowić na pomoc psychologiczną dla samobójców*, idzie mu świetnie.
OdpowiedzUsuńEch, jak wszystko inne jest tak głupie, że aż śmieszne i ałtorkasia raczej nie podnosi mi ciśnienia, tak czytając o Iwonie robi mi się przykro.
*W firmie A.S. Bytom czy podobnych miejscach.
To nawet życiowe, od miłości do nienawiści tylko krok, ale (o czym przypomina wyżej Wesoła Panda) Nataniel jeszcze niedawno się o Iwonę martwił. Nie sposób nie widzieć powiązania pomiędzy atrakcyjnością kobiety, a tym, jak główny bohater się do niej odnosi. Kościotrupowi wolno robić wyrzuty, a próba samobójcza to fanaberia dla uwagi.
Usuń