3.6 Rozdział 14, 15, 16 i 17

ROZDZIAŁ XIV: CESARZ NATANIEL DOGLĄDA PRACY NIEWOLNIKÓW

Przedszkole jest zamknięte i Emilka musi siedzieć w domu z Natanielem.
Była grzecznym i cichym dzieckiem, (...) na co dzień potrafiła godzinami bawić się w kącie pokoju, podczas gdy Nataniel wieczorami pracował nad zleceniem.
Siedziała tak, kiwając się w przód i tył i nie reagując na bodźce.

Ciężkie życie Emilki
Za dnia jeździli razem na plac budowy, którym stała się polana po drugiej stronie jeziora, kilkaset metrów od domu Micińskich. Nataniel nakazywał wtedy dziecku, by bawiło się z dala od pracujących, ale na tyle blisko, by je widział,
Nataniel łaskawie zabiera Emilkę ze sobą, ale każe jej się bawić gdzieś dalej. Niejeden się tak wychował i żyje, ale w dzisiejszych czasach to wyjątkowo niebezpieczne, bo poza standardowymi zagrożeniami (głęboka studnia, wypadek na placu budowy) dochodzi łatwość porwania i wywiezienia Emilki bez wzbudzenia podejrzeń. Przecież tyle się tam dzieje, jest gwarno, ludzie przywożą materiały… Podziwiam beztroskę Nataniela w tej kwestii, bo gdyby Emilka zniknęła, mógłby zorientować się po dwóch godzinach. Albo, jak się niedługo okaże, następnego dnia, bo czasem o dziecku zapomina.
Drewno, które wykombinował Marek Sidło – nie chciał powiedzieć, czy kupił je czy też ukradł – przyjeżdżało już ociosane, zaimpregnowane, gotowe do składania na pióro i wpust.
Na budowę wjeżdża drewno. Nataniel: ukradłeś je???
I jeszcze że narratora kompletnie nie obchodzi, że może być kradzione. Może za chwilę pojawi się w okolicy czerwony na twarzy właściciel drewna i kolejna chata spłonie z zemsty.
– Jesteś naprawdę zdolny – odezwał się Nataniel któregoś dnia, gdy Sidło zarządził przerwę na złapanie oddechu i usiedli ramię w ramię, sięgając po kanapki.
Marek usiadł z kanapkami, a Nataniel wyrósł jak spod ziemi i chaps! Od razu mówi komplement, żeby rozproszyć rozmówcę. Wprawę ma.
Podał sołtysiakowi butelkę z kompotem domowej roboty, którą rano zapakowała mu pani Marianna. To również stało się zwyczajem: gdy zaglądał każdego ranka do leśniczówki, mama Zosi już miała dlań naszykowane kanapki i kompot. A to z wiśni, a to z malin, a to – najlepszy! – z rabarbaru… Dzielił się potem tymi pysznościami z przyjaciółmi, bo tak zaczął mówić o chłopakach z Sennej, którzy budowali jego dom, nie pytając o dniówki, nie domagając się zaliczek, prawdopodobnie nie licząc w ogóle na wynagrodzenie.
Definicja przyjaciela według Nataniela:
1. Robi dla mnie za darmo
2. Daje mi jedzenie

Marek tłumaczy Natanielowi jeszcze raz, że nie chce pieniędzy. Przy okazji dzieli się mądrościami na temat miasta i wsi:
Wieś to nie miasto, gdzie nikogo nie znasz, a jak nawet znasz, to mają cię w dupie.
Za moment przybiega odziana w dresik Emilka, która jest ubrudzona ziemią. Nie podoba jej się, że ludzie sugerują jej kąpiel:
– Jak się wysuszy, to się wykruszy – rzekła wyniośle. Obaj parsknęli śmiechem. – Tak mówi ciocia Marianna, a ona wie wszystko.
Znaczy… tak powiedziała Marianna do brudnego Mateusza?

Dziecko ucieka wraz z zakończeniem wstawki komediowej, a Marek porusza temat domniemanego związku Mateusza i Marianny. Nataniel robi się czerwony ze złości, że ktoś sugeruje takie obrzydliwe rzeczy, znaczy że jego kolega ma dziewczynę. A fu, ble!
– Co za brednie…?! – rozeźlił się Nataniel nie na żarty. – Kto rozpuszcza takie ploty?!
– Nie ciskaj się na mnie! Jestem tylko posłańcem! Pytaj u źródła, czy to są tylko ploty czy jednak nie.
Tak jak Siergiej, Marek musi przypominać Natanielowi, że tylko przekazuje informacje, by ten nie rzucił się od razu z pięściami.
I Nataniel, który już myślał, że los mu odpuścił i życie zaczyna płynąć spokojnie, miał nowe zmartwienie.
…zmartwienie? Że co? Że Mateusz znajdzie sobie inne zajęcie niż usługiwanie cesarzowi?

Nataniel nie może tego przeżyć i jedzie prosto do Zosi. Zosi, z którą sam uknuł plan swatania Mateusza z Marianną, przypomnijmy!

Tu następuje kluczowy dla fabuły moment, w którym poczwara Zosia w oczach Nataniela przemienia się w obiekt seksualny:
Akurat wróciła z gabinetu, mając na sobie biały, ładnie skrojony lekarski fartuch, który idealnie podkreślał jej kształty, czego Nataniel nie omieszkał zauważyć.
Chciałabym zobaczyć ten fartuch – czy to kostium na halloween, który Zosia kupiła na przecenie w supermarkecie, czy co, że taki uwodzicielski. Może jeszcze wysmarowany krowimi wydzielinami na znak ciężkiej pracy, bo w tym uniwersum to afrodyzjak, jak w przypadku wybrudzonej treścią żołądkową dziecka Marty podrywanej przez Jarka.
Oderwał wzrok od szczupłej talii dziewczyny i niewielkich, ale krągłych piersi,
…znaczy chodzi do pracy (poniekąd fizycznej) bez stanika, że tak profesjonalnie ocenił, czy ma okrągłego push-upa? Trochę absurdalna wstawka, jednak fartuch to nie bikini.
przywitał się i rzekł prosto z mostu:
– Ludzie plotkują o twojej mamie i Mateuszu.
Uniosła nań spokojne spojrzenie.
– Wiem.
– I…? Trzeba coś z tym zrobić. Uciąć te plotki!
Zosia nie bardzo rozumie, w czym problem, a ten próbuje ją przekonać, że plotki są nieprawdziwe i złe. Rozmawiają chwilę i dyskutowaliby pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie to, że Nataniel nagle zauważył, że Zosia jest kobietą i pochłonął go lędźwiowy zew:
– …przytulanek im żałujesz? – wpadła mu w słowo i zaśmiała się odrobinę złośliwie. – Pies ogrodnika, jak babcię kocham!
Nagłym gestem – pobudzony jej bliskością, kształtnym ciałem, a wreszcie tym śmiechem – zagarnął dziewczynę ramieniem, szarpnął ku sobie, przycisnął do piersi i… Zosia znieruchomiała.
(...)
W umyśle chłopaka rozbrzmiał alarm: „Co ty wyprawiasz?! Stracisz przyjaciółkę!!!”.
U kogo będę się stołować?! Mateusz znalazł dziewczynę! 
Wypuścił ją tak nagle, jak pochwycił. Przez chwilę czuł, jak serce łomoce mu w piersi, a gardło ściska się boleśnie. Ból czuł także gdzie indziej.
Szybko poszło.
Zosia ma łzy w oczach i odwraca się, tłumacząc, że ludzie plotkują o tym, że Mateusz i jej matka są parą, ale to samo mówią o niej i Natanielu.
– Kto…?! – zaczął oburzony, ale ona wzruszyła ramionami, nadal zwrócona w drugą stronę.
„Nie chce cię więcej widzieć, ty brutalny, napalony bydlaku!” – coś zaskowyczało mu w duszy. „I cóż jej się dziwić!”
Nataniel zastanawia się, czy przesadził, przeprasza i wraca do samochodu.
Zosia Micińska (...) została jeszcze chwilę na podwórzu, patrząc, jak nad drogą, którą odjechał, wiatr rozwiewa kurz. Tak właśnie rozwiewały się jej marzenia o Natanielu Domoradzkim.
Jak widzicie, Zosia miała łzy w oczach nie dlatego, że Nataniel się na nią rzucił, tylko dlatego, że nie zmacał. Nie wiem nawet, jak to skomentować – w końcu przestraszyła się. Każdy by się przestraszył, gdyby kolega NAGLE się rzucił i bez żadnego flirtu czy sprzyjającego nastroju postanowił przejść do rzeczy. Straszne musi mieć poczucie własnej wartości, jeśli uważa, że jej zesztywnienie z zaskoczenia wszystko przekreśliło.

Potem pół strony jest scena z Emilką (tutaj jeszcze o niej pamiętał i okazuje się, że zabrał ze sobą do samochodu, z którego wszystko obserwowała) gadającą o zębach i dopytującą, czy Zosia jest jego dziewczyną. Nataniel oczywiście bardzo się złości.
– Zosia nie jest i nie będzie moją dziewczyną – wycedził Nataniel, by w następnym momencie zastanowić się, co w słowach Emilki tak go wkurzyło.
Były przecież zupełnie niewinne! I przed samym sobą musiał przyznać: pragnął Zosi Micińskiej. Był zdrowym, młodym facetem, nie miał kobiety od wielu miesięcy, a lubił seks, lubił pieścić i być pieszczony. Jego ciało trawiła tęsknota, lecz Zosia nie należała do dziewcząt, które zabiera się na siano, by zaliczyć upojny numerek.
Zosia należała do dziewcząt, które usługują, piorą i gotują, a potem idą do pracy na osiem godzin.
Lecz serce Nataniela było zupełnie zimne, w przeciwieństwie do lędźwi.
Chciałabym, żeby to był mój komentarz, nie narratora!
Miał teraz dwa wyjścia: albo zacisnąć zęby i trwać w celibacie, albo poszukać dziewczyny, która go zaspokoi.
I po takim stwierdzeniu następuje jakaś szalona sugestia kazirodztwa:
Dziewczyna, niekoniecznie taka, o jakiej marzył, czekała nań cierpliwie – właśnie w tej chwili, gdy wściekły na cały świat, a przede wszystkim na siebie, zdążał do leśniczówki – siedząc na schodkach ganku. (...) Podwinęła zielono-żółtą sukienkę do połowy ud i wyciągnęła przed siebie długie, zgrabne nogi, by złapały przed wieczorem nieco słonecznych promieni. Wyglądała bardzo ponętnie, przyznałby to każdy mężczyzna, gdyby ją ujrzał, ale jej nie interesowali mężczyźni. Ona przyjechała tu tylko dla jednego: Nataniela.
Tak, to Magda czekająca na brata, żeby spotkać się pierwszy raz w życiu. Interesujące zestawienie tematów, jak z tym swataniem Mateusza i Reksiem oraz niewidomymi dziećmi. 

ROZDZIAŁ XV: NATANIEL NUMER DWA W WERSJI KOBIECEJ
Tymczasem Nataniel, któremu gniew nie chciał przejść, wysiadł z samochodu, zamykając Emilce drzwi przed nosem, rzucił Mariannie, która wieszała w ogrodzie pranie, zdawkowe „Dobry wieczór”, po czym wpadł do środka, od razu, od samego progu burząc spokój tego domu.
Tak. Rozdział od pierwszego zdania zaczyna się atakiem choroby wściekłych krów: nasz bohater pędzi zrobić Mateuszowi awanturę.
Ten je sobie spokojnie sernik i niczego się nie spodziewa.
Na widok chłopaka uśmiechnął się i… nie zdążył rzucić: „O, Nat, miło, że wpadłeś”, bo ten zaczął szybko, przyciszonym, pełnym złości głosem:
– Słyszałem, że obściskujesz się publicznie z Marianną! Ludzie ze wsi już obstawiają, kiedy „przyspieszony ślub”, jak wyraził się Marek Sidło. Masz mi coś do powiedzenia?
Nataniel zachowuje się, jakby Mateusz był jego nastoletnim synem, który zaraz zapłodni koleżankę z klasy i będą problemy.
– Nie obściskiwałem się z Marianną ani publicznie, ani prywatnie – wycedził. – Za kogo ty mnie masz?
No tak, Mateusz się wypiera, bo szanuje kobiety. Z Martą przez tyle lat nawet do kina nie poszedł.

Okazuje się, że plotki dotyczą gorszącego incydentu na ławeczce.
– W każdej plotce tkwi ziarno prawdy. Bezpodstawnie nie rzucaliby takich oskarżeń.
– (...) Tak, któregoś wieczoru, kilka dni temu, siedzieliśmy na ławeczce pod modrzewiem i mogło to wyglądać… no dobrze, będę szczery: (...) Marysia przytuliła mnie, tak po przyjacielsku. Ja ją potem pocałowałem. W rękę. I w policzek. Przez wdzięczność. Nie było żadnego obściskiwania!
Nataniel denerwuje się, że Sidło go okłamał i zwala winę na Zosię, która słyszała plotki i nie wyglądała na zdziwioną. Ja nadal nie wiem, jak to skomentować, bo nie rozumiem problemu. Może Nataniel zapomniał, że planował z Zosią ich wyswatać?

Mateusz zwierza się, że nadal kocha Martę i czasem wolałby pobyć sam, ale Marianna tyle dla niego zrobiła, że nie wypada jej wyprosić.
Na początku byłem trudny, naprawdę trudny. Nie wiem, jak ona zniosła te moje humory i opryskliwość. Sama niepełnosprawna, ledwo się porusza o kulach, zajmowała się starym niedołęgą, który umyć się nie potrafił…
Czyli dobrze strzelałam z tym komentarzem Marianny o wykruszającym się brudzie z poprzedniego rozdziału. Albo to, albo autorka chciała nam dać do zrozumienia, że kobieta-drukarka nie ma problemów z przerzucaniem Mateusza przez ramię i wsadzania go do specjalnie przygotowanej kąpieli z bąbelkami raz dziennie. Jak obiecali: będzie miał atletę i huzara za opiekunkę!

A teraz uwaga. Nataniel dochodzi do wniosku, że Mateusz jest zupełnie zdrowy, a depresja mu przeszła, ponieważ bo tak:
– Myślę, że nadszedł czas, by pani Marianna wróciła do domu. Ty nie potrzebujesz już opieki.
Pytanie w oczach starszego mężczyzny ustąpiło miejsca zaskoczeniu.
– Ale jak to tak – wyjąkał. – Przecież…
Przecież mój odwyk trwa dopiero dwa miesiące!
– Jesteś całkiem sprawny, z żałobą sobie radzisz, jak potrafisz – ciągnął Nataniel. – Ale zabijać się już nie będziesz? Nie będziesz – odpowiedział sam sobie. – Pora, by wszystko wróciło na swoje miejsce, czy raczej wszyscy. Mama Zosi do Zosi, ty do lasu, Sodarow – zabiję drania, jak go dorwę!, gdzie on się szlaja?! – na ranczo, a ja… no tak, ja do wynajmowanego dworu. Jutro z rana przyjadę po Mariannę.
Nie mogę, jakie rozstawianie ludzi po kątach. Chyba naprawdę wyobraził sobie, że Mateusz będzie miał dla niego mniej czasu, i to go boli. To jak reakcja na rozwód rodziców pięciolatka, który chowa walizkę taty do szafy, bo tata ma siedzieć w domu.
– Może warto byłoby zapytać ją o zdanie? – odezwał się Mateusz z urazą w głosie.
Święto!!! Pierwszy raz w powieści ktoś przejmuje się zdaniem kobiety!
Nataniel niestety wie lepiej:
– Och, ona odpowie, że z radością jeszcze tutaj zostanie. Jest zbyt nieśmiała, żeby…
– A-ale j-ja napraw-w-wdę mogę tu-uu-taj zostać – rozległo się od drzwi. (...) – Nie zwa-ażam na t-to, co-o mówią lu-u-udzie. Jeśli Mat-Mat… – Urwała na chwilę, do oczu nabiegły jej łzy wysiłku, a potem wstydu i rozpaczy. – Jeśli chce-esz, zostanę – wykrztusiła wreszcie, zwracając się do Mateusza.
Biedna kobieta, może mieć traumę po ostatnim porwaniu i próbuje szybko wydukać, co jej się nie podoba, jak tylko podsłuchała coś o szykującym się kolejnym.
– Tak, mówiłem, że czasem pragnąłbym pobyć sam, rozumiesz to, Marysiu, prawda? Odwykłem od obecności drugiego człowieka, bo Marta rzadko zachodziła do leśniczówki. Twoja obecność, cicha i serdeczna, jest mi bardzo miła i… nie chciałbym… jeszcze nie teraz, nie jutro… Może za parę dni?
Nataniel pokręcił tylko głową, czując nagłe zmęczenie. Wszystko zdało mu się bez sensu. Mateusz nie chciał tej kobiety, bo nadal był wierny Marcie. Marianna wiedziała o tym, a jednak chciała z nim zostać. On, Nataniel, nie kochał Zosi, jedynie pragnął, w związku z tym – by nie stracić jej przyjaźni – od dziś musi się trzymać od dziewczyny na zdrową odległość. Zosia zaś… Nie miał siły dociekać, co o nim myśli w tej chwili doktor Micińska. Wiedział jedno: dzisiaj, gdy tak pochwycił ją brutalnie i szarpnął ku sobie, ledwo się powstrzymała, by nie przywalić mu w twarz. Nie życzyła sobie takiego zachowania i na pewno sama się od Nataniela odsunie, urażona i rozczarowana.
Podsumujmy: 
Mateusz nie chce Marianny, bo kocha Martę, ale spodziewa się, że za „parę dni” mu przejdzie.
Nataniel przed chwilą miłość do Marianny uważał za skandal, a teraz dziwi się, że przyjaciel ma jakieś wątpliwości co do wchodzenia w ten związek.
Roztrząsa, że trzeba się trzymać z daleka od Zosi, bo jest przydatnym niewolnikiem, a po odbyciu stosunku płciowego przestanie.

Nic w tym fragmencie nie ma za bardzo sensu, ale razem z akapitem kończy się cały wątek. Nagle przeskakujemy do dworku, gdzie parkuje Nataniel z Emilką. Bohater myśli sobie o ciele pani doktor „w obcisłym fartuchu” i ma nadzieję na spokojny relaks w samotności pod prysznicem.
Niestety nici z męskiego wieczoru, bo na podjeździe stoi kobieta, a Emilka od razu krzyczy o nowej cioci.
Nataniel (…) siedział za kierownicą jeszcze chwilę nieruchomo, patrząc na nieznajomą blondynkę w obcisłej – ale nie wyzywającej – zielono-żółtej sukience, która kończyła się w połowie zgrabnych, szczupłych ud. Tyle stwierdził na pierwszy rzut oka.
Czy wszystkie ubrania przez niewyżytego Nataniela są uznawane za obcisłe? Bo albo sukienka odkrywa bardzo dużo i jest obcisła, przez co seksowna, albo jest bardziej nonszalancka czy sportowa. Ewentualnie znowu kłania się brak wyczucia językowego i w tym przypadku obcisła i dopasowana to dla niego to samo (ja sobie wizualizuję lata sześćdziesiąte).
Miała na ustach karminową pomadkę, która pasowała i do sukienki, i błękitnego kapelusika. W dłoniach ściskała czarną torebkę, współgrającą z takimiż sandałkami. Kogoś jako żywo Natanielowi przypominała i dlatego nie spieszył się, by ją poznać: była bardziej „oswojoną”, kulturalniejszą wersją Iwony Bugaj, a Iwon – i ich wersji – miał dosyć do końca życia.
Kreacja postaci: „Coś jak Iwona, ale ma kapelusz, więc nie jest kurwą i ujdzie jako stały bohater”. Poza tym zaskoczyło mnie, że ojciec wybiera na swoją nową dziewczynę sobowtóra córki, z którą – wygląda na to – jako jedyną ze swoich dzieci utrzymywał kontakt. Znaczy można coś takiego wywnioskować z tego, że Magda opiekowała się nim, gdy umierał i to ona poprosiła Iwonę, by przyjechała do niego z Emilką.

– Dobry wieczór! – wykrzyknęła kobieta, unosząc dłoń w geście powitania. – Nataniel Domoradzki?
Chłopak, który właśnie miał otwierać Emilce drzwi, by wypuścić ją z auta, znieruchomiał na dźwięk swojego nazwiska. I z „kiedy sobie pójdziesz” nici! Ta kobieta przyszła do niego i zapewne nieprędko da mu spokój…
– Tak, to ja – odezwał się.
– Kurczę, to ekstra! Cieszę się! Nareszcie! – Nieznajoma podbiegła i zatrzymała się może z metr od niego, widząc odpychającą minę Nataniela.
Ten oczywiście grymasi, mimo że problem z zaginioną siostrą sam się rozwiązał – znaczy jeszcze nie wie, ale widzi, że kobieta ma dla niego pozytywne wieści. A że ona znała jego ojca, to dobrze wie, że taka mina oznacza szykowanie się do ciosów pięściami.
Dziecko natychmiast zagaduje nieznajomą, co nie podoba się Natanielowi.
– Dosyć tego – odezwał się Nataniel surowym tonem. – Wejdź do domu, umyj chociaż buzię i ręce. Ja muszę zamienić parę słów z panią…? – Spojrzał pytająco na kobietę.
Odsyłanie dziecka do umywalki, żeby pogadać o sprawach dorosłych. Który raz jest ta sama scena?
– Śniegocka. Nazywam się Magda Śniegocka i coś mi się zdaje, że jestem twoją siostrą.
Może lepiej w takim razie poczekać, aż dziecko się oddali? Znowu będzie mieć traumę, że spod ziemi wyskakuje jakaś siostra.
Widzisz, Natanielu, nie miałam pojęcia o twoim istnieniu przez trzydzieści pięć lat mojego życia.
Ona ma trzydzieści pięć lat?! Tyle starsza od Iwony? To przepraszam, mała korekta:


Wychodzi na to, że Arkadiusz spłodził Magdę jakoś pod pod koniec liceum.
No, nieco mniej, bo przez pierwszych kilka dzieciak niewiele kuma.
Nie, Magdo, to dlatego, że przez pierwszych kilka Nataniel się jeszcze nawet nie urodził. Jest młodszy o jakieś osiem lat.

Magda opowiada o tym, jak próbowała znaleźć Nataniela. Wspomina, jak Iwona zwinęła jej adres Nataniela i jak potem trafiła za kratki. Dziecko tego wszystkiego oczywiście słucha.
Dobrze, że znałam chociaż jej ostatni adres, ale sąsiedzi powiedzieli, że jakiś czas temu poszła siedzi…eee… do sanatorium? – Spojrzała błagalnie na Nataniela. Przecież małe dziecko słuchało jej paplaniny!
Z tymi błagalnymi spojrzeniami to najwyraźniej rodzinne.
Zaraz, zaraz… Przyjrzała się dziewczynce uważnie. Czarne włosy jak u Iwony, czarne oczy też po mamie, ale już rysy twarzy jakby bardziej znajome. Takie widywała codziennie w lustrze.
Okrągłe i umazane dżemem.
– Ej… – wyszeptała, klękając przed dzieckiem. – Jak masz na imię, skowroneczku?
– Emilka! I mówisz, ciociu, do mnie tak ślicznie jak czasem mówiła moja mamusia! Ona też nazywała mnie skowroneczkiem. – Dziecko posmutniało nagle. – Jest w sanatorium już tak długo… Tęsknię za nią… Bardzo…
Taki realistyczny ten dialog! Dziecko komplementuje uprzejmość i takt obcej kobiety, która zapytała je o imię i użyła poprawnego pseudonimu.

Potem Magda oferuje pomoc przy dziecku (zaraz pewnie znowu trafi do kogoś innego), Nataniel puszy się, ale ostatecznie po kilku minutach orientuje się, że to jego siostra i następuje cudowna chwila relaksu i przytulanek.
– Rany… To naprawdę ty? Córka Szpondera? Moja siostra? – wydusił.
– No pewnie! Mam brata! – Zaśmiała się i chwyciła go w objęcia. On zacisnął ramiona na szczupłym ciele siostry, tak właśnie: siostry!, czując, jak do oczu napływają mu łzy, dobre łzy wzruszenia.
– I ja! Ja też! – upomniała się Emilka, podskakując przy nich niczym wróbel.
Nataniel był co prawda niezadowolony i opryskliwy, ale tutaj Magda mogła to zrzucić na zaskoczenie obecnością obcej kobiety na posesji. Jeszcze może sobie wyobrażać, że to miły człowiek…
Nataniel chwycił ją wpół i przytulił razem z Magdą. Był to chyba najpiękniejszy moment w jego życiu…
Trwał dość krótko.
– To nowa narzeczona, opiekunka do dziecka czy przytulasz, ot tak, przygodnie spotkaną kobietę? – usłyszał za plecami kpiące słowa Sodarowa.
Czar chwili prysł. Nataniel wypuścił Magdę z objęć i odparł zjadliwie:
– A tobie co do tego? Gdzieś się szlajał, tak na marginesie? Myślisz, że nie mam innych zajęć niż harówka przy twoich chabetach?
Czar rzeczywiście prysł: GDZIEŚ SIĘ SZLAJAŁ? CZEMU NIE HARUJESZ PRZY MOICH CHABETACH?
– Wy tutaj tak na co dzień bawicie się w piratów? – Wskazała opaskę na oku mężczyzny. – Jeszcze ci żelastwa brakuje na kikutach palców i będzie Kapitan Hak, wypisz wymaluj!
Tak, to mówi Magda. Testów genetycznych nie trzeba robić, więzy krwi mówią same za siebie.
Nie podskakuj, sikoreczko, bo takie jak ty lubię z piórek skubać – odparował.
Magda pokręciła głową.
– Ten nieokrzesany pirat chce mnie z piórek skubać? – Spojrzała na Nataniela, szukając u niego odpowiedzi.
– Ludzie, opanujcie się! – Chłopak wreszcie oprzytomniał. – To moja siostra, o której jakiś czas temu wspomniałeś, Magda Śniegocka, a on, ten pirat, to mój… – chciał powiedzieć „przyjaciel”, ale był na Siergieja zbyt wściekły – …sąsiad. Nieznośny sąsiad, który wpada jak zwykle niezapowiedziany i jak zwykle psuje mi humor.
O, Nataniel próbuje uspokajać innych! A dopiero co bardzo chciał Siergieja z powrotem, a teraz jest „nieznośny sąsiad, co wpada jak zwykle niezapowiedziany”.

Siergiej niewzruszony przechodzi do dzikiego podrywu.
– Sorry za tę „sikorkę” – ciągnął Siergiej, gdy kobieta podała mu dłoń. – To nie było obraźliwe.
Bo ja tak mówię.
– W żółto-zielonej sukience z czarnymi dodatkami i niebieskim kapeluszu wyglądasz, wypisz wymaluj, jak modraszka. Sikorka modra czyli.
Magda klepnęła go z uznaniem w ramię.
– Jesteś bardzo spostrzegawczy. Rzeczywiście czasem inspiruję się przyrodą. Jestem stylistką. Pracuję dla magazynów mody. Dobieram stroje dziewczynom z okładek. I to… – spojrzała po sobie – takie tam, zboczenie zawodowe.
– Całkiem, całkiem to zboczenie. – Sodarow ponownie zmierzył ją wzrokiem konesera. – Wyglądasz uroczo. Dokładnie tak jak modraszka.
– Powiedziałabym, że i tobie do twarzy z tą opaską, ale cóż… oczekuje się po mnie szczerości. Siergiej parsknął śmiechem.
Przed chwilą nie bardzo ucieszyło go, że ktoś nabija się z jego braków, ale! Dzięki temu można przyszpanować męską przeszłością i ranami:
– Straciłem oko na wojnie rusko-ukraińskiej. Palce u dłoni też. Torturowano mnie.
– Och… Przepraszam! Byłam nietaktowna. Nie wiedziałam, że w dzisiejszych czasach, w dwudziestym pierwszym wieku… Tu, w Polsce
xD No, prawda.
To znaczy blisko naszych granic…
Machnął ręką, ucinając temat, i zwrócił się do Nataniela:
– Zaprosisz nas do środka czy będziemy tkwić pod domem do świtu?
I łóżko dla dwojga, raz! I koniec rozdziału.

ROZDZIAŁ XVI: MOJE CHABETY
Parę minut później Nataniel wrócił z sypialni dziecka, gdzie rozebrał Emilkę z utytłanych gliną ciuszków i machnąwszy ręką na kąpiel, nakrył ją po prostu kołdrą.
Wyobrażam sobie, że brudne ubrania rzucił w kąt na górę rosnącego syfu i ogryzek po jabłkach. To ubłocone od stóp do głów dziecko siedziało w tym brudzie w samochodzie, ale pożyczony, zatem nic nie szkodzi.

W międzyczasie Magda i Siergiej rozmawiają sobie radośnie. Rusek podrywa ją na bohaterskie ratowanie koni, opowiada o swojej ulubionej klaczy Belli, która dała początek hodowli itd.
– Pytałeś, gdzie się… jak to określiłeś… szlajam? Otóż przez pierwszych kilka tygodni zajmowała mnie sprawa Iwony i tylko jej. Przez trzy następne rozprzedawałem majątek.
– Słucham? – Nataniel zdumiał się nie po raz pierwszy tego dnia. – Jak to…
– Ano tak. Nie dam rady dłużej zajmować się tyloma końmi. Nie z okaleczoną ręką i bez oka. Lata też już nie te…
– Taa… Przed pięćdziesiątką do grobu będziesz się wybierał. Co ci odbiło? Przecież pomagam, jak mogę! – rozeźlił się chłopak.
Nawet w tym miesiącu dwa razy machnąłem łopatą!
Tak. Jak dotąd nie reagował na żadne prośby i groźby, żeby zajął się (własnymi!) końmi, ale jak przyszło co do czego i niewolnik Siergiej sobie odpuszcza, to wkurw.
– Brak dwóch palców do tej pory ci nie przeszkadzał! Co ci odbiło, Siergiej?! – Chłopak nie mógł przyjąć do wiadomości jego tłumaczeń.
Oj, Natanielowi wykruszają się przyjaciele, to histeryzuje.
– Nat, doceniam twoją troskę, ale po prostu nie okazywałem, jak ciężko jest machać widłami, gdy u jednej ręki brak ci kciuka i wskazującego. Nie widziałeś, jak wypada mi z ręki wiadro pełne wody, bo trzymałem je tylko trzema palcami, za słabymi…
Siergiej nagle opowiada przy lasce, jak bardzo jest samotny i niedołężny. Ciekawa strategia.
A porada Nataniela…?
– Możesz napełnić je w połowie! To nie jest tłumaczenie!
Żarty na bok: jaką krzywdę wyrządzono kilkuletniemu Natanielowi, że dostaje takich ataków szału za każdym razem, gdy ktoś go na moment opuszcza albo sprzeciwia mu się? Skonfrontowany z logiką dorosłego życia wyjeżdża z naprawdę dziecinnymi wyjaśnieniami, jakby zatrzymał się w rozwoju na bardzo wczesnym etapie. Zafrapowało mnie to w tym momencie, ale niestety wiemy tylko tyle, że wychowywały go matka z babcią, a matka często zmieniała partnerów, bo nie mogła znaleźć nikogo odpowiedzialnego. Może jego pasożytniczy tryb życia wynika z potrzeby posiadania rodzica zastępczego i powinien iść na jakąś terapię? W sumie Martę wprost nazywał substytutem matki, a po jej śmierci chciał od razu znaleźć kogoś nowego na to stanowisko.
– W porządku, niech ci będzie… – odezwał się Nataniel, nieprzekonany. (…) – To znaczy nic nie jest w porządku. Jeśli sprzedasz część koni…
– Wszystkie. Oprócz Belli. I Śnieżki z Kacperkiem, bo one należą do ciebie.
– Okej! Belli, Śnieżki i Kacperka! Jeśli sprzedasz całą resztę, czym będziesz się zajmował? Z czego żył? Masz odłożone pieniądze, by ot tak przechodzić na wczesną emeryturę?
Spoko, pewnie dostanie rentę.

Siergiej dzieli się pomysłami na wykorzystanie ziemi.
– Pewnie mnie obśmiejesz… – zaczął, lecz Nataniel uczynił zachęcający ruch ręką. – Chcę obsiać moje pola lawendą.
Nataniel parsknął śmiechem, jednak spoważniał pod srogim spojrzeniem przyjaciela i odezwał się:
– Rozumiem, że obsiałbyś rzepakiem, koniczyną… nie wiem, czym obsiewa się polskie pola, ale lawenda? Skąd ci, na Boga, przyszedł taki pomysł do głowy?!
– Marta mi go podsunęła – powiedział Siergiej po prostu. – To było jedno z jej cichych marzeń, którym z tobą się, widać, nie podzieliła: chciała mieć lawendowe pole. Marzły jej się rzędy przepięknej srebrnofioletowej lawendy w promieniach zachodzącego słońca. I spełnię to marzenie. Będzie to żywy pomnik na jej cześć. Każdy, kto spojrzy na lawendowe pole, wspomni Martę. Tak postanowiłem.
Yyy… brzmi wspaniale, ale czy nie było to marzenie Oliwii? Pole lawendy (poza okładką drugiej części) pojawia się wyłącznie w jej przemyśleniach, gdzie rozważa życie na wsi u boku kuternogi. Tam mniej więcej wyobraża sobie to, co Siergiej przypisuje Marcie.

Magda jest pomysłem zachwycona, choć raczej nie została wtajemniczona po kwadransie znajomości w to, kim była Marta i może myśleć, że to np. śp. dziewięćdziesięcioletnia wychowawczyni Siergieja z podstawówki.
– Lawendowe pole tutaj, w środku Mazur – odezwała się z rozmarzeniem. – Chciałabym to zobaczyć. Myślę, że nie tylko ja. Otwórz pensjonat, jeśli lubisz przebywać wśród ludzi. Może gospodarstwo agroturystyczne? Konie masz, dokupisz kurki, kózki, owieczki…
– I strusie – prychnął Nataniel. – Przecież Siergiej właśnie oznajmił, że pozbywa się zwierząt, a ty mu radzisz, by dokupił stado nowych. Gdzie w tym logika?
– Nie wiem dlaczego, bo nie znam ani ciebie, ani Siergieja, ale wydajesz się nastawiony negatywnie do wszystkiego, co on zamierza – odparła spokojnie kobieta. – Z tego, co usłyszałam, sprzedał konie, bo nie radził sobie z opieką nad nimi, ale przy drobnych zwierzętach jest mniej pracy niż przy dużych. Wiem, co mówię. Jestem po zootechnice.
No i można odhaczyć najważniejszy punkt bohatera pozytywnego: zootechnika, weterynaria, medycyna albo inne ratowanie ludzi/zwierząt. Bez tego jest się parszywym robakiem. Już jesteśmy o krok od utożsamiania się z Magdą, niestety! Nadal jest wywyższającą się klasą średnią z Warszawy, co pławi się w złocie i nie zna życia, bo swoje spędziła w korpo, chodząc na zakupy i grając w tenisa w przerwach od pracy.
…czyżby?
Wyglądasz, jakbyś nie wiedziała, gdzie krowa ma tył, a gdzie przód.
– rzuca komplementem Siergiej.
– Widzę dobrze ubraną kobietę, w eleganckich i niewątpliwie drogich sandałkach, sukience prosto od projektanta, która kosztowała pewnie tyle, co roczne wyżywienie moich koni…
No właśnie. Co jeśli twoja sukienka jest droga i nie pasujesz do mnie, szlachetnego człowieka wsi, brudu i gnoju?
– Mój drogi – przerwała mu, mrużąc z rozbawieniem oczy – sukienkę uszyłam sama, własnoręcznie, na maszynie w moim skromnym mieszkanku, a większą część życia przelatałam w dżinsach, gumiakach i rozciągniętym T-shircie, bo wychowałam się na wsi. 
Uff, całe szczęście, że mieszkanko było skromne, to i biedę, swojskość i skromność można odhaczyć! Możemy się z Magdą utożsamiać, jak z każdą z postaci Michalak wyciągniętą z generatora! A Magda jest wyjątkowo nieoryginalna, bo ma coś z każdego bohatera:
– wygląd Iwony
– nonszalancki seksapil Oliwii
– historię „od zera do milionera” Mateusza
– takt (i krew) Nataniela
– wykształcenie w pokrewnej dziedzinie do Zosiowej
I tak dalej…
Dopiero parę lat temu, po śmierci dziadków, którzy się mną opiekowali, postanowiłam zmienić swoje życie od podstaw i sięgnęłam po mój głęboko ukryty talent: projektowanie odzieży. Widać jestem w tym niezła, ponieważ w krótkim czasie zyskałam w zamkniętym światku projektantów pewne uznanie. Może o mnie nie słyszałeś, nie mam znanej marki, bo po prostu mnie na to nie stać, ale wydawcy magazynów modowych ustawiają się po moje stylizacje w kolejce.
– Okej, okej, wierzę, że jesteś zdolna, lecz nadal nie potrafię sobie wyobrazić twoich zgrabnych nóg w kaloszach, a równie zgrabnej pupy w wytartych dżinsach – odparł Sodarow.
No tak. Co jak bycie warszawiakiem tak weszło ci w krew, że teraz już nie będziesz się chciała babrać w brudzie? Z materiału na żonę nici!
Ćwicz wyobraźnię. – Puściła doń oczko.
On tylko pokręcił głową i uśmiechnął się.
– Udała ci się siostra, Nat. Jest za dziesięć punktów.
– Dziesięć na sto? – Magda postanowiła jeszcze trochę się z nim podroczyć.
– O nie, kolejnego komplementu tak łatwo ze mnie nie wyciągniesz. – Sięgnął przez stół i pociągnął ją za kosmyk czarnych włosów.
Zachowanie jak z przedszkola. Ale zaraz… czarnych włosów? Czyich, swoich? Jej?… Okej, kolejna aktualizacja, bo Magda właśnie skończyła być blondynką:


Dawno, naprawdę dawno nie widział Siergieja tak… zwyczajnego. To dobre słowo.
Uśmiechniętego. Spokojnego. Droczącego się bez seksualnych podtekstów z sympatyczną kobietą.
Zgrabna pupa w wytartych dżinsach nie ma ani trochę podtekstu.
Wbrew pozorom Sodarow nie uwodził Magdy, a i ona zdawała się go traktować jak nowo poznanego kumpla z zadatkami na przyjaciela – Nataniel potrafił wyczuć w powietrzu chemię, iskrę przeskakującą między pociągającymi siebie nawzajem kobietą i mężczyzną. Tu była jedynie rodząca się sympatia…
Bo Nataniel tak postanowił. Ci zaraz zaczną tańczyć namiętne tango na stole Marty, a on będzie się dalej bezrefleksyjnie uśmiechał, że postępują po kumpelsku.

Siergiej wraca do tematu koni, które sprzedał.
– Dostałeś już pieniądze? – Nataniel mimo wszystko się zdumiał. – Więc to już postanowione?
– Tak. Nowy właściciel przyjeżdża po konie w przyszłym tygodniu. Przygotuję je do podróży. To niedaleko, pod Olsztynem. Łąki i pastwiska odpoczną do następnego roku. Wtedy wszystko zaorzę i posieję lawendę.
Tu powinien wtrącić, że powinien najpierw sprawdzić, czy jeszcze nie zdechły z pragnienia.
– Ale maleńkie pólko dla owieczek zostawisz? – Magda błagalnie złożyła dłonie. – Wrzosówek! Koniecznie naszych staropolskich, kresowych wrzosówek! Zostało ich tak mało…
– Tylko jeśli ty będziesz je strzyc.
– Będę! Pewnie, że będę! Dwa razy w roku, za miskę strawy i dach nad głową będę strzyc twoje wrzosówki! A z wełny będę dziergała unikatowe kardigany.
Widać, że geny te same nawet po ich tekstach. Magda już wprowadza się do Siergieja, a bo „będę ci pomagać”. Potem pewnie usiądzie na kanapie i będzie wydawać rozkazy.

Magda pyta, czy może przenocować.
– Sorry, ta rozmowa była tak zajmująca, że zupełnie zapomniałem o obowiązkach gospodarza. Ty, Siergiej, też jesteś pewnie głodny? Lodówkę masz pustą.
Wiem, bo sam wszystko wyjadłem.
– Zrobisz kanapki i będzie super – przerwał mu Sodarow. – Herbata też by się przydała – dodał, czym stropił Nataniela jeszcze bardziej, bo ten nawet herbaty gościom nie zaproponował.
Gdyby nie zaproponował, nie musiałby robić. Ach, tragedia.

Siergiej i Magda dokładają więcej i więcej zwierząt do ich perfekcyjnego biznesplanu (króliki, kury, kaczki i gęsi, krówkę jerseykę i kucyka), a Nataniel się wymądrza.
– Jeszcze mu będziesz zazdrościł – dodała, patrząc na brata.
– Taa… Miliona zwierzaków i ani chwili wolnego. Będzie się dniami i nocami użerał z rozpieszczonymi warszawiakami, dla których łóżka będą za twarde albo za miękkie, w pokojach za zimno albo za gorąco, mleko zbyt krowie, pomidory za czerwone, a jajka pełne cholesterolu. O tym właśnie marzy Siergiej Sodarow. Największy odludek, jakiego znam.
Ale ci warszawiacy paskudni, chodzą tylko i psują porządnym ludziom życie.
– Poza tobą – wtrącił uprzejmie mężczyzna. – I poza Mateuszem. À propos Mateusza: co z nim? Żyje jeszcze?
(...)
– Pani Micińska pomogła mu nieco się otrząsnąć. I od razu uprzedzę złośliwe pytanie: nic ich nie łączy oprócz przyjaźni, ale… postanowili zamieszkać razem.
Oczywiście najważniejsze, żeby sobie nikt przypadkiem nie pomyślał, że Marianna i Mateusz są razem. Żeby potem był wielki plot twist, że jednak tak.
– Mateusz z Marianną? Kto by pomyślał… Jemu się nie dziwię, to miła kobieta, ale ona…? Nie bała się?
– Czego miała się niby bać? – Nataniel wzruszył ramionami. – Mateusz przecież by jej nie skrzywdził.
Co za cyklofrenia z tym, czy Mateusz jest nieprzewidywalnym mordercą z tasakiem przy łóżku, czy też czy muchy by nie skrzywdził…
– Więc ty nic nie wiesz…? – pytanie zawisło między nimi. – Nieważne – Siergiej wycofał się szybko, zanim Nataniel zdążył zapytać, co on niby ma na myśli. – Będę wracał do siebie.
Siergiej „Wiem ale nie powiem” Sodarow znowu w akcji! Tak żebyśmy musieli poczekać jeszcze kilka rozdziałów, żeby poznać Wielką Traumę pani Marianny.

Siergiej wychodzi, Magda z Natanielem siadają sobie przy kominku i gadają. Koniec rozdziału.

ROZDZIAŁ XVII: POTĘŻNA WICHURA

Rozmawiają dzień i noc. To znaczy Nataniel wstał przed świtem, żeby zadręczać Magdę.
Nataniel opowiadał siostrze o mamie i babci, o tym, jak stracił jedną i drugą zaledwie półtora roku temu. O tym, jak czyściciele kamienic wyrzucili go z mieszkania, w którym się urodził, gdzie spędził całe dotychczasowe życie. (…) O Marcie, która w pewnym sensie zastąpiła mu mamę.
Magda odpowiada swoimi traumami.
Magda zwierzyła się bratu z trudnego dzieciństwa bez ojca i matki. Szponder zmył się zaraz po tym, jak ściągnął „kłopoty” na głowę młodej dziewczyny z niewielkiej podpoznańskiej wsi, gdzie ciąża u panny była bardzo niemile widziana. Anka Śniegocka urodziła dziecko, owszem, lecz niedługo potem uciekła z domu i rodzice tyle ją widzieli.
W sumie to chyba najdelikatniejsza trauma ze wszystkich bohaterów. W skrócie: wychowywali ją dziadkowie i czuła się niechciana w dzieciństwie.
Człowiek bowiem, normalny człowiek, bardziej pragnie kochać i być kochanym, niż tonąć w bagnie złych uczuć. (…) Dlatego otworzyli przed sobą serca i rano, po śniadaniu, gdy poznali nawzajem swoją przeszłość, wydawało im się, że są rozdzielonym przed laty rodzeństwem, które cudem się odnalazło.
Ponieważ w rzeczywistości nie łączy ich żaden wspólny ojciec.
Chwilami szczęście aż zatykało
Jak kakało.

Radosne rodzeństwo smuci się, że trzeba się rozstać, ponieważ Magda, w przeciwieństwie do Nataniela, pracuje. Mimo to jest samotna:
Owszem, mam w pracy kolegów i koleżanki, cały dzień jestem wśród ludzi, ale oni zawsze będą patrzyli na mnie z góry. Jestem „słoikiem”. Dziewczyną ze wsi, która próbuje się wkręcić w miasto.
Nie masz o czym pisać? Pisz o aborcji albo o warszawiakach.
– Może i jest, ale tylko w korporacjach. Ktoś, kto jak ja pracuje na siebie, kręci własny mały biznes, zupełnie inaczej ocenia ludzi.
No… tak, dokładnie, praca w korpo to gorzej niż ludobójstwo, to jak oddać nerkę szatanowi. Co innego własny biznes polegający na pracowaniu raz w tygodniu na czyimś komputerze!
Już nie wspominając, że ja inaczej oceniam ludzi. Nie ma znaczenia, czy jesteś z miasta czy ze wsi.
I tak cię nienawidzę!

Ale Nataniel ma jeszcze lepszy dowód szlachetnej duszy…
Zresztą zobacz: czy tak wygląda człowiek z miasta? – Wskazał na siebie. Na swoje najgorsze spodnie, w których za chwilę pójdzie do roboty przy stawianiu domu, na rozciągnięty podkoszulek, stary, ale wygodny, któremu nic już nie zaszkodzi, nawet krople żywicy, lepkie i nie do sprania. Potarł policzek, szorstki od kilkudniowego zarostu, którego po prostu nie chciało mu się golić.
Mam na sobie podarte spodnie, rozciągnięty podkoszulek i w dodatku się lepię! Podziwiaj!
A Magda podziwia:
– Niejedna dziewczyna strzela za tobą oczami, jestem tego więcej niż pewna. Niejednej zdążyłeś złamać serce. Przyznaj się…
Na taką zachętę Nataniel reaguje oczywiście streszczaniem swoich wszystkich związków i konfliktów z kobietami.
– Szczerze? Dwie złamały serce mnie. Iwona pierwsza, a druga… szkoda gadać. – Machnął ręką.
Jeszcze niedawno cieszył się, że podła wiedźma wyjeżdża i wyrzucał ją z dworku, żeby mógł tam spać. Teraz okazuje się, że podła Oliwia złamała mu serce.
– I co? Nie ma żadnej innej? Dobrej, uczciwej dziewczyny, która potrafi prawdziwie kochać? Nie wierzę!
Magda naciska i wypytuje. Nataniel jest przekonany, że:
[Zosia] każdą próbę skrócenia dystansu traktowała z chłodem i natychmiast przywoływała Nataniela do porządku, po prostu się wycofując.
Ponieważ raz zesztywniała, kiedy się na nią rzucił. To oznacza, że odtrącała WSZYSTKIE jeden prób skrócenia dystansu.
– Nie wiem – odrzekł niechętnie. – Czasem mam wrażenie, że ona potrzebuje czegoś więcej niż zwykłej przyjaźni, czasami zaś jestem pewien, że już przyjaźń to dla niej za wiele.
– Może zapytaj, zamiast snuć domysły?
– Tak po prostu? Przyjdę do dziewczyny i zapytam, czy chce się ze mną kochać czy jednak pozostaniemy przyjaciółmi?
1. Ojoj, potrzebuję ciepłej, miłej, skromnej, dobrej i uczciwej dziewczyny, a wszystkie łamią mi serce!
2. Nie chce umówić się na seks, to nie ma sensu

Magda poucza Nataniela, jak się uwodzi kobiety. "Ogól się, ubierz w czyste ciuchy, umyj zęby, przyjdź z bukietem"? Gdzie tam.
My potrzebujemy nieco dłuższych zabiegów… dłuższych podchodów… uwodzenia… miłych, romantycznych gestów… takich drobiazgów, do których wy nie przykładacie żadnej wagi. Tak już jesteśmy skonstruowane, że rozpływamy się na widok chłopaka z bukiecikiem konwalii w dłoni.
Te konwalie to jak kwiatki spod płotu zerwane przez Siergieja. Szczyt romantyzmu.
– Błagam, nie mów, że nie potrafiłbyś przygruchać sobie żadnej innej na jedną noc czy nawet parę nocy! Ty, ze swoją przystojną, męską twarzą, oczami błękitnymi jak skrawek nieba i tak dalej, i tym podobne… No nie mów, że nie mógłbyś mieć każdej, którą byś sobie upatrzył.
Magda wyczuła, że rola klakiera jest najlepsza, by trafić do serca Nataniela
– Ale ja nie chcę pierwszej lepszej! Chcę…
– Proszę bardzo, oświeć mnie, czego właściwie chcesz. – Westchnęła teatralnie, a on… on wycedził, doprowadzony do ostateczności:
Ee… jak zwykle nie zauważyłam, kiedy i czym Nataniel się wkurzył, ale widocznie już tak ma.
– Chcę mieć żonę, dzieci i dom!
Wszystko za darmo, dziecko ma się samo wychowywać, a żona gotować, prać i dawać dupy!

Magda pyta, czy Zosia byłaby dobrą matką i żoną, na co Nataniel pluje i piekli się, że tak. He! To się zdziwi w kolejnym odcinku. Magdzie pomysł się bardzo podoba, widać nie poznała się jeszcze na Natanielu, więc życzy mu wszystkiego najlepszego i odjeżdża, żeby zdążyć do pracy. Nataniel stoi na ścieżce i zastanawia się, czy Zosia jest jego miłością.
Narrator, znudzony, zaczyna przepowiadać przyszłość.
Nataniel, który zdąży do tego czasu pokochać spokój letnich tygodni, stary dwór, dający poczucie bezpieczeństwa, a nade wszystko chwile spędzane z uroczą, radosną, kochaną dziewczynką, swoją siostrą, zostanie postawiony przed najtrudniejszym wyborem w swoim życiu: jego miłość do dziecka czy miłość dziecka do matki?
I tu wypowiedź mogłaby się skończyć, ale, gdyby głupiutki czytelnik nie zrozumiał:
Bo tym gościem, który miał ponownie zburzyć jego świat, odbudowany z takim trudem, będzie Iwona Bugaj.
A jakby zapomniał, kim była Iwona:
Mama Emilki, która przyjedzie po swoją córeczkę.
A jakbyśmy jeszcze zapomnieli, co to za dylemat był trzy linijki wyżej:
Nataniel będzie musiał wybrać: walka o dziecko czy oddanie dziecka bez walki?
A gdybyśmy nie zrozumieli powagi sytuacji:
Czarne chmury gromadziły się daleko na horyzoncie.
A jakbyśmy nie skojarzyli, co zwiastują czarne chmury:
Nad piękny, cichy dwór nadciągała burza.
Łamiąc duże drzewa

Komentarze

  1. Witaj z powrotem! <3

    "Była grzecznym i cichym dzieckiem, (...) na co dzień potrafiła godzinami bawić się w kącie pokoju, podczas gdy Nataniel wieczorami pracował nad zleceniem." - Jakie to fabularnie wygodne. I jakie odrealnione. I jeszcze "wieczorami" to ktora godzina, czy ktos pilnuje, zeby Emilka kolo 20 - 21 trafiala do lozka czy tez wywalone, niech se siedzi do polnocy, byle nie zawracala gitary?

    "Definicja przyjaciela według Nataniela:
    1. Robi dla mnie za darmo
    2. Daje mi jedzenie" - Jakie to prawdziwe.

    " Ludzie plotkują o twojej mamie i Mateuszu.
    Uniosła nań spokojne spojrzenie.
    – Wiem.
    – I…? Trzeba coś z tym zrobić. Uciąć te plotki!" - Wtf. Problemy pierwszego swiata.

    "Nagłym gestem – pobudzony jej bliskością, kształtnym ciałem, a wreszcie tym śmiechem – zagarnął dziewczynę ramieniem, szarpnął ku sobie, przycisnął do piersi i… Zosia znieruchomiała." - Jezus Maria, przemocowiec. Mam nadzieje, ze to dlatego Zosia zmartwiala, bo bez ostrzezenia ktos sie na nia z lapami rzucil - ktos kto sekunde wczesniej probowal ukrecic awanture z niczego. Ale wiem, wiem, ze to niemozliwe w tym ksiopku :P

    "Tymczasem Nataniel, któremu gniew nie chciał przejść, wysiadł z samochodu, zamykając Emilce drzwi przed nosem" - Wal sie, Nataniel. Dobrze, ze jej palcow nie przytrzasnal.

    "– Słyszałem, że obściskujesz się publicznie z Marianną! Ludzie ze wsi już obstawiają, kiedy „przyspieszony ślub”, jak wyraził się Marek Sidło. Masz mi coś do powiedzenia?" - Po pierwsze z jakiej paki Mateusz mialby sie tlumaczyc, po drugie wtf czy to 19 wiek? Po trzecie, jednym z wielu smaczkow Altorkasi jest to, jak potrafi obrzydzac normalne, ludzkie relacje.

    "a Emilka od razu krzyczy o nowej cioci" - nie dziwie sie, ze to dziecko jest tak spragnione jakichs normalnych wiezi, ze szuka ich absolutnie wszedzie :P

    "blondynkę w obcisłej – ale nie wyzywającej" - WAZNE!!! :D Bo wszyscy wiemy, jak tu traktowani sa ludzie w wyzywajacych ciuchach.

    "Kreacja postaci: „Coś jak Iwona, ale ma kapelusz, więc nie jest kurwą i ujdzie jako stały bohater”. " - Piekne.

    "Parę minut później Nataniel wrócił z sypialni dziecka, gdzie rozebrał Emilkę z utytłanych gliną ciuszków i machnąwszy ręką na kąpiel, nakrył ją po prostu kołdrą." - Oooookeeeej. Bo ta glina w magiczny sposob trzymala sie tylko tekstyliow, omijajac cialo?

    "Każdy, kto spojrzy na lawendowe pole, wspomni Martę. Tak postanowiłem." - Nawet jesli jej nie znal. Nawet, jesli nie wiedzial, ze tego chciala.

    "brzmi wspaniale, ale czy nie było to marzenie Oliwii?" - A kto by to spamietal, paaaani.

    "Wtedy wszystko zaorzę" - Nie mowi sie "zaoram"...?

    I jeszcze ten Stachurski na koniec <3

    Podziwiam samokontrole Nataniela, jeszcze nie przywalil Magdzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, dzięki przerwie przynajmniej czytelnicy analizy spędzili święta bez toksycznej książki o nienawiści. Chyba odwrotnie niż w założeniach autorki :D

      Emilka to idealne dziecko ukształtowane przez traumy. Narrator przypomina o tym czytelnikom w każdym rozdziale różnymi wersjami "Emilka jest bezproblemowa", żeby było bardziej żal, jak przyjdzie Iwona.

      Nie wiem w ogóle, co Michalak chciała przekazać wątkiem z oburzonym Natanielem robiącym wszystkim awantury, BO MATEUSZ. Chyba naprawdę zapomniała, że ten sam Nataniel dopiero co chciał uleczyć wszystkie troski kolegi za pomocą ciepła dobrej kobiety. Może nie spodziewał się, że jego ulubiony niewolnik szybciej poradzi sobie z podrywaniem?

      Przyciąganie kobiety do siebie bez ostrzeżenia na pewno normalne nie jest…

      Prania pewnie nie zrobił od początku pobytu w dworku Marty, więc jak pościel będzie brudna, to ją po roku wrzuci do kosza na bieliznę. A potem zdziwi się, że pościel sama nie wyjdzie czysta.

      Sprawdziłam teraz, słownik podaje "zaorzę", "zaoram" choć popularne, nie jest poprawną wersją :)

      Magdzie nie przywalił, bo jeszcze nie mógłby jej potem wrobić w różne rzeczy. Głównie słuchanie, jak mu źle i przytakiwanie.

      Usuń
  2. Tęskniłam :'D

    Mam nadzieję że Emilka, dla jej własnego dobra, będzie od następnego rozdziału mieszkać z Iwoną, w tym rozdziale są ze cztery przykłady na to, że Nataniel jest nieodpowiedzialny i nie nadaje się do opieki nad dzieckiem, nie mówiąc o jego jazdach w poprzednich.

    Poza tym nie powiedziałabym że przy np. królikach czy w sumie jakimkolwiek mniejszym zwierzęciu jest "mniej roboty", mniej wymagającej fizycznie może tak, ale ogólnie? Przecież nawet przy akwarium, gdzie nie wchodzisz w fizyczny kontakt z rybkami to masa roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ❤️
      Iwona nie przyjedzie po Emilkę w kolejnym odcinku analizy, tylko jeszcze w następnym, by czytelnik zdążył się nastresować. Gadania o huraganie Iwonie trochę będzie.
      Nie znam się na tyle, ale sądząc po tym, że bohaterowie olewają swoje zwierzęta na kilka tygodni gdy są rozproszeni seksem albo zdradami, nie powinni zajmować się nawet glonojadami. To znaczy na pewno przy kurkach jest mało roboty, a przy koniach dużo, ale przy planach agroturystycznych bohaterów Siergiej byłby jeszcze bardziej zmachany niż dotychczas, o ile nie zatrudniłby pomocników.

      Usuń
  3. Ta seria daje mi jakiś syndrom sztokholmski czy coś. Jest beznadziejna, źle napisana, głupia jak paczka parówek i pełna szkodliwych wzorców. A jednak przez całą przerwę strasznie tęskniłam za tymi bzdurami. Chociaż podejrzewam, że to kwestia komentarzy analizatorskich, one są czymś w rodzaju soku którym popija się paskudne lekarstwo, przez co nie jest takie złe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Ale jak wyżej, na święta trzeba sobie zrobić przerwę od takich rzeczy :D

      Usuń
  4. Podbijam to o syndromie sztokholmskim, tęskniłam bardzo :')

    To kradzione drewno, Boże.

    Ja w ogóle nie ogarniam wątku Mateusz-Marianna. Co niby w tym jest takiego strasznego? Czemu Nataniel tak histeryzuje? Na litość, to jest dwójka dorosłych ludzi, mają swój rozum, mogą robić co chcą, o co temu człowiekowi chodzi? Ja naprawdę, fundamentalnie nie rozumiem tego wątku i przez to mnie on bawi jeszcze bardziej.

    Też pomyślałam, że Zosia się wystraszyła bo Nataniel capnął ją tak nagle zaraz po cedzeniu przez zęby na plotkujących wieśniaków. Ale nie, oczywiście że chodzi o CHUĆ.

    "Ale zabijać się już nie będziesz? Nie będziesz" - XD
    Nataniel-psycholog, odsłona druga. Jezu, co za niewrażliwy dzban.

    Gadanie o ciotkach, więzieniach i romansach przy dziecku - cudownie. Wprost cudownie, oni wszyscy tak tę Emilkę traumatyzują, że w końcu to ona zostanie mordercą z tasakiem (czyt. osobą chorą psychicznie, bo to Michalakversum).

    To szkalowanie złych warszawiaków i ludzi z miasta nie może być na poważnie. Po prostu nie. To jest tak durne, płytkie i stereotypowe że to musi być jakaś niewyrafinowana ironia.

    Siergiej: masz fajną dupę, Magdo.
    Nataniel: o jak uroczo sobie rozmawiają bez żadnych podtekstów.

    Pomnik z lawendy na cześć Marty - XD

    Krówka jerseyka, krówka jerseyka! Wiem do czego to nawiązanie!

    Ja już naprawdę się gubię, czy Nataniel chce miłej, kochającej kury domowej czy po prostu chce sobie pochędożyć bez zobowiązań. Jego zachcianki zmieniają się z akapitu na akapit, potrzebuję rozrysowania tego...

    To tłumaczenie jak krowie na rowie kim jest Iwona i te teasery na końcu rozdziału... Zakwikałam się, nie powiem. Pani Michalak troszczy się o czytelników ze sklerozą i wie jak tworzyć SASPĘS.

    ~Wesoła Panda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ❤️

      Też nie wiem, co z wątkiem miłości Mateusza i Marianny. Może Nataniel to ten typ osoby, który wstanie lewą nogą i już tylko wypatruje, gdzie da się zrobić awanturę z niczego, byle się wyżyć. Incydent na ławeczce urósł w jego słowach do rangi miejscowej seksafery, jakiej Senna nie widziała od trzystu lat, kiedy to sołtys pocałował za drzewem w policzek praprapraprababkę sołtysowej.

      Najpierw ta wielka akcja wyciągania Mateusza z depresji i nałogu, a jak mu odrobinkę przeszło, to koniec misji. Trzeba pokazać, kto tak naprawdę cierpi i bardziej nie ma dziewczyny!

      Emilka jako morderca z tasakiem byłaby wspaniała. Niestety w piątym tomie (którego akcja to mniej więcej 2023) Emilka ma jakieś dziesięć lat i wyrosła z roli pajaca. Staje się nieistotna i tyle.

      Z tego co wiem, autorka jest przeciwieństwem słoika, to znaczy urodziła się i lata pracowała w Warszawie (jakby nie patrzeć jak połowa bohaterów, warszawiaków z pokolenia na pokolenie: Marta, Oliwia, Mateusz, Nataniel…). Skąd gloryfikacja wsi nie wiem, zwłaszcza w obliczu mordowania zwierząt co kilka stron.

      Krówka jerseyka na pewno była w "Poczekajce", a może pojawia się w co drugiej książce?

      Wycięłam fragment, jak narrator nabija się z Nataniela, któremu wydaje się, że musi wdać się w romans z rozrywkową dziewczyną, bo nie chce krzywdzić porządnej, cnotliwej dziewicy, jaką jest Zosia. Dla narratora to oczywiste, że wszystkie jego problemy by się rozwiązały, gdyby pokochał Zosię (ale już nie wspomina o tym, że Nataniel potrzebuje dziewczyny o urodzie modelki, by się nią chwalić w towarzystwie).

      Usuń
    2. Senna musi być strasznie nudną wsią, skoro ostatnia taka afera miała miejsce trzysta lat temu...
      A na poważnie, może ma to jakiś sens. W końcu jemu naprawdę nic w życiu nie pasuje.

      Podrosła do wieku, w którym jest nieistotna dla fabuły. Poczekajmy jeszcze aż będzie mieć -naście, może zostanie nową Lilianną z "Nadziei".

      Bo to taka równocześnie gloryfikacja i wcale nie... Jakby na to spojrzeć obiektywnie, autorka i miastem i wsią pogardza. Miastem, bo ludzie źli, nie pomagają sobie nawzajem i skaczą sobie do gardeł. Wsią, bo ludzie źli i dręczą zwierzęta. Te wstawki o pięknej, polskiej wsi i białych domkach są chyba tylko dla pozoru, bo przecież cały obraz tego jest spaczony w drugą stronę.

      Tak, w "Poczekajce"! :'D

      Teraz to muszę napisać znowu: XD. Nataniel nie chce krzywdzić porządnej Zosi więc znajdzie sobie prostytutkę. Boru, to jest głupie na tak wielu poziomach...

      ~Wesoła Panda

      Usuń
    3. Trudno powiedzieć, bo dostajemy sprzeczne sygnały: prostytuowanie się dziewczyny nowego mieszkańca czy przyprawianie rogów sołtysowi przez żonę (i ogólnie patologiczny związek) to powód do śmieszkowania; o zdradach na pomostach to nikt już w ogóle nie gadał. Ale na językach wszystkich znalazł się Mateusz z powodu niewinnej sytuacji (nie to że ludzie byli nastawieni negatywnie, zwykłe ploty). Dziwna ta Senna.

      W sumie czytałabym o Emilce-Lilianie. Tyle że Michalak pewnie próbowałaby ją wyswatać z kolejnym dzikim Ruskiem, zaginionym synem Siergieja…

      Autorka usilnie próbuje przekonać czytelnika, że wszelkie społeczności to siedlisko zarazy i nienawiści, a szlachetna jednostka, nowy człowiek w tłumie, ma problemy z dopasowaniem się. A potem ta sama zepsuta do szpiku kości społeczność przynosi zabawki i ubranka dla Emilki, karmi Nataniela i buduje mu dom – niby dowodząc wyższości wsi nad miastem, bo zamiast myśleć o biznesie, zdobywają się na bezinteresowną pomoc...? Tyle że szlachetna jednostka w postaci Nataniela odpowiada na to, siejąc zniszczenie i rozstawiając mieszkańców po kątach, niektórym grożąc, niektórych bijąc. Ja nie wiem, gdzie tu morał. Nic, tylko zamknąć książkę i bić ludzi.

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że wiem, z czego się wziął wkurw Nataniela na cały spisek Mateusz-Marianna - po prostu to wszystko wymknęło się spod jego kontroli. On zaplanował, że ta para się ze sobą zejdzie, ale na jego warunkach i w wyniku jego planu, a tu proszę, on jeszcze planu nie zrealizował, a tu cała wieś o nich plotkuje. To po prostu bardzo pokrzyżowało jego plany i teraz nie jest już tak, że Mateusz i Marianna mogliby zostać parą w wyniku "opiekuńczej, cudownej pomocy Nataniela", tylko zeszli się ot tak, bo chcieli.

    "Szponder zmył się zaraz po tym, jak ściągnął „kłopoty” na głowę młodej dziewczyny z niewielkiej podpoznańskiej wsi, gdzie ciąża u panny była bardzo niemile widziana." - Oo, i narrator pozostawił bez komentarza taką karygodną sytuację, w której niezawinione kłopoty młodej dziewczyny były źródłem problemów w naszej kochanej, wiejskiej społeczności? Tak być nie może!

    "Owszem, mam w pracy kolegów i koleżanki, cały dzień jestem wśród ludzi, ale oni zawsze będą patrzyli na mnie z góry. Jestem „słoikiem”. Dziewczyną ze wsi, która próbuje się wkręcić w miasto." - To chyba jakaś wewnętrzna wymówka Magdy, żeby nie dopuścić do świadomości myśli, że jest nielubiana. Akurat te "słoiki" to się raczej przyjęło poza Warszawą, w Warszawie wręcz przeciwnie - biorąc pod uwagę, że 90% ludności Warszawy jest napływowa, "słoiki" brzmiało dumnie, jako przeciwstawienie właśnie stereotypowego, nadętego warszawiaka. Do tego stopnia, że przecież powstało chyba parę knajp nawiązujących do tych "słoików" (jedna ma to nawet w nazwie i nadal istnieje). A już w korpoświecie to z pewnością, sami warszawiacy, jak okiem sięgnąć. Bo przecież taka ludność wcale nie napływa do wielkich miast, żeby pracować w wielkich korpo, ale w rodzinnych butikach, aby łezki sentymentu w czasie pracy ocierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre podsumowanie zachowania Nataniela. Z tym że ja założyłam, że plan kończył się na przywiezieniu Marianny – to znaczy "zostawimy ich tam w domu razem i wszystko samo się potoczy". Nie wiem, co on planował, że przyjedzie tam któregoś dnia i ogłosi, że od tej chwili są mężem i żoną?

      Mnie zastanawia, gdzie i czemu Magda tak bardzo odstawała od wielkich warszawiaków, skoro studiowała tam zootechnikę. To chyba nie jest kierunek dla ludzi, którzy nigdy nie widzieli krowy, a rodzina na wsi może być nawet zaletą. Chyba że to właśnie Magda zaczęła się tak wywyższać, że koledzy przestali jej pożyczać notatki.

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.