3.7 Rozdział 18, 19 i 20

ROZDZIAŁ XVIII: WSTYDLIWA WADA PRZEPOCZWARZONEJ ZOSI

Siergiej wprasza się do Nataniela i od razu pyta, czy Magda pojechała. Nataniel doszukuje się w tym straszliwej zbrodni, znaczy że siostra spodobała się koledze.
Jeśli polubiłem jakąś dziewczynę i o nią pytam, od razu musi to oznaczać miłość? Co z tobą, człowieku? To, że ty rzucasz się na pierwszą, która ukaże się w zasięgu wzroku, nie znaczy, że…
– Pax! Pax… – przerwał mu Nataniel, unosząc ręce. – Podroczyć się z tobą nie można? Coś ty taki wrażliwy się zrobił?
Bo mi wielka miłość zmarła trzy miesiące temu???
– Dodała mi wiary i sił. Ostatnio nieczęsto spotyka się ludzi, którzy cię uskrzydlają. Przeważnie cię dołują, patrz: Nataniel Domoradzki, a Magda, proszę, zapaliła się do mojego pomysłu.
Patrzcie, ktoś w końcu zauważył, że Nataniel jest dupkiem i wszystkich dołuje! A nie, to chodzi tylko o to, że nabijał się z pola lawendy i zaproponował niepraktycznego strusia.
– Bo to twój pomysł. Gdyby ona sama miała sprzedawać dorobek całego życia i inwestować w tak niepewny biznes jak uprawa lawendy i gospodarstwo agroturystyczne na Mazurach, dodajmy, że ty jesteś na dodatek niepełnosprawny, pewnie nie byłaby nastawiona tak entuzjastycznie.
Zobaczmy: Siergiej zapalił się do pomysłu z agroturystyką, bo mógłby wciągnąć w biznes laskę, która mu się spodobała. Nataniel za to jak zwykle się wymądrza na temat cudzych pieniędzy.
– Nat, ustalmy jedno: to, że nie mam oka i dwóch palców, nie oznacza, że jestem niepełnosprawny. 
Jestem po prostu pokrzywdzony i bardziej seksowny, bo w każdym rozdziale mogę wspominać o moich ranach.
Pieniędzy na skromne życie wystarczy mi do emerytury, na którą się jeszcze nie wybieram. Chcę podjąć jakieś wyzwanie, nowe wyzwanie, a że znam się tylko na przemycie i prowadzeniu rancza…
Mam nadzieję, że stanowisko „męski złodziej koni” było na umowę o pracę. Chyba że Siergiej po prostu nie wybiera się na żadną emeryturę.

Nataniel tłumaczy Siergiejowi, że właściwie chodzi mu tylko o to, żeby nie musieć zajmować się zwierzętami, jak gdzieś pojedzie:
Wierz mi, nie marzę o dodatkowej robocie. Z własną nie mogę się uporać.
Szczery! Siergiej na to:
– Nie zamierzam już więcej „wybywać”, jak to określiłeś. Postanowiłem się ustatkować. Zakotwiczyć w Sennej na stałe.
– Taa… Dopóki krew ci się w żyłach nie wzburzy i zew przygody cię nie wezwie. O ustatkowaniu się ja mogę mówić, ale nie ty.
Haha, bardzo ciekawe kto na początku książki planował ucieczkę z Sennej, żeby znaleźć sobie nową Martę.

Nataniel proponuje koledze przejażdżkę, nie mówiąc, dokąd. Jakaś przyjacielska wyprawa na zgodę i poprawę humoru? Gdzie tam... Przywozi go na plac budowy własnego domu; żartowniś, ten Nataniel! Zaraz mu pokaże, czym ma się zająć zamiast sianiem lawendy.
Młodzi ludzie uwijali się jak w ukropie, korzystając ze słonecznej pogody. Zanim nadejdą deszcze, dach musi być gotowy, inaczej z domu będzie katastrofa!
Jak oni budują ten dom? No i czy w poprzednim rozdziale nie zbliżała się przypadkiem jakaś wielka czarna burza? Ojej, biedni niewolnicy, pewnie trzeci raz budują dom od nowa, bo deszcz im niszczy.
– Jeśliś taki pełnosprawny, pomożesz? – Chłopak wskazał Siergiejowi deski, które trzeba było nosić na górę.
A nie mówiłam? „Nie gadaj o swoich planach i marzeniach, są głupie, a w ogóle to wsiadaj i buduj mi dom”.

Siergiej dał się wrobić (jeszcze by rozpuścili ploty we wsi, że niepełnosprawny), mężczyźni pracują. Nagle wkracza Jarząbek.
Oto na rozklekotanym rowerze podjechał pod wiatę z drewnem Kazimierz Jarząbek, złapał pierwszą deskę z brzegu i nie witając się z nikim ani słowem, unikając wzroku pracujących, zaczął dźwigać ją na górę.
Pewnie jakiś odpad albo wymierzoną deskę, która wcale nie miała iść na górę, ale co tam. Ważne, że pomaga! Do tej pory się zastanawiam, jakiej taktyki użył Nataniel, by i jego zachęcić do pracy: "inaczej cała wieś będzie mówić, że nie umiesz podnieść kawałka drewna"?

Nataniel nie chce rozmawiać z Kazimierzem, bo, uwaga, wygląda jak obdartuch:
Jarząbek wyglądał jak bezdomny włóczęga. Wychudł, koszula wisiała na jego kanciastych ramionach jak na szkielecie. Spodnie związał w pasie sznurkiem od snopowiązałki, bo spadłyby mu z tyłka.
Dobra, już dostatecznie się naprodukowałam o Natanielu wyglądającym jak fleja, o tym samym w kontekście Mateusza i Siergieja, więc w sumie bez komentarza.

Przyjazd Kazimierza służy temu, by pokazać, że wszyscy są do niego źle nastawieni, ale nie chcą mu tego okazywać, nikt słowem nie odezwał się przy nim o Asi, a nawet dali mu papierosa, ci wspaniali rycerze z Sennej.
Dom był niemal gotów. Dziś kończyli przybijać papę na dachu.
O, czyli burza narratora z końca poprzedniego rozdziału wcale nie przyszła i nie rozpuściła dachu, czuję się oszukana!
Sierpniowe słońce przez cały dzień paliło niemiłosiernie, od miesiąca nie spadła ani kropla deszczu, co żniwiarzom – i budującym dom dla Nataniela – było bardzo na rękę, ale reszta gospodarzy narzekała na suszę.
Czyli rzeczywiście nie padało. Ciekawa teoria: budynki trzeba zdążyć zbudować w ciągu suszy, inaczej jest „katastrofa”. Dlatego nie mamy w Polsce zbyt wiele wieżowców, a najwyższe budynki są w Arizonie, gdzie mało pada.
Siergiej za chińskiego pana nie przyznałby się, że co dnia, przyjeżdżając do dworu, wypatruje Magdy Śniegockiej, Nataniel za to ani słowem nie wspominał o Zosi Micińskiej, którą widywał jedynie wtedy, gdy odwoził do domu panią Mariannę, czyli raz na kilka dni.
Nie mogę, jak ci wszyscy mężczyźni odważnie zabierają się za podryw.
Chłopak wiele razy przeklinał się w duchu za tamten wybryk, którym zraził do siebie doktor Micińską. (...) Wyszedł na kawał nieokrzesanego brutala, co delikatnej i wrażliwej kobiecie nie mogło się podobać.
Ciekawe, że wypomina sobie właściwie usprawiedliwione sytuacją zachowanie, jakby to był co najmniej gwałt. Nic strasznego się nie stało, bo natychmiast się zreflektował i to nie po klepnięciu w pośladek, tylko po przyciągnięciu do siebie dziewczyny. Jasne, że nie powinien był, bo ją wystraszył, ale przy jego wyczuciu społecznym to i tak dobrze, że to zauważył i się wycofał.
Wyglądałoby to zupełnie inaczej, gdyby zraził do siebie Zosię tym, jak potraktował Oliwię, gdyby się przypadkiem o tym dowiedziała. Tak przy okazji – jedynym świadkiem tego zdarzenia, poza Oliwią, była najwyżej Trusia, która zginęła, żeby bohater niczego się z doświadczenia nie nauczył.
Tak się zapomniał w owijaniu tamtego wydarzenia legendą, że w swoich oczach wychodził na gwałciciela.
Jak wyżej. Nataniel jest chyba w swoim wyobrażeniu dżentelmenem, który co prawda może dać w mordę, tak, ale potem przeprosi z kwiatkiem – ale rzucać się z łapami na dziewicę? Nigdy!
Wizyty [u Zosi] bez powodu, po prostu po to, by spotkać się z przyjaciółką, skończyły się wraz z otwarciem przedszkola dla Emilki.
A dziecko pewnie teraz pyta: a dlaczego ciocia Zosia mnie nie odwiedza? I ciocia Marianna? Znowu czuje się przez wszystkich porzucone.
Nie była już Natanielowi potrzebna do opieki nad dzieckiem, więc też na jej przyjaźni, bezinteresownej przecież!, przestało mu zależeć.
Przynajmniej Zosia nie ma już złudzeń co do natury ich relacji i zauważyła, że była tylko niańką do dziecka.
Przez cały dzień pracowali niezmordowanie. Jeśli nie skończą przed wieczorem, nawałnica, którą na dziś zapowiadano, mogła zniszczyć dwa miesiące ich ciężkiej harówki.
Jeszcze raz pytam: jak oni budują ten dom?

Jakość budownictwa w Sennej

Któregoś dnia Mateusz postanawia zabrać Emilkę do niewidomych dzieci. Nataniel zadowolony, bo:
Chłopak ucieszył się podwójnie: dziecko nie będzie się bawiło na budowie, co nie jest dla niego najbezpieczniejsze, a ponadto oboje z Mateuszem pojadą w odwiedziny do ociemniałych dzieci!
Jak widać dotarło do niego, że Emilka nie powinna bawić się wśród desek i gwoździ. Tylko przez ostatni miesiąc jakoś nie przeszkadzało…
– Zabierzesz się z którymś? – rzucił do Sodarowa.
Ten, pewny, że na ranczo podrzuci go, jak co dnia, Nataniel, posłał mu zaskoczone spojrzenie.
Chciałabym zauważyć, że Nataniel pewnego razu po prostu podrzucił Siergieja na plac budowy i kazał mu budować sobie dom, a ten od tego czasu sumiennie tam pracuje. Ciekawe czy ma potem siłę opiekować się końmi, czy zdychają.

Nataniel odjeżdża z budowy, żeby odebrać Emilkę od Mateusza, ale po drodze jakoś tak przypadkiem zagląda do Zosi.
Nie ma jej w domu, więc minifuria:
Dom, gdzie mieszkały Micińskie, był pusty. Lecznica również. Nataniel zaklął w duchu, czując złość i rozczarowanie,
Ale feromony i chęć ruchania prowadzą go nagle do lasu:
po czym już miał wsiadać z powrotem do samochodu, gdy… coś go tknęło. Ruszył ścieżką prowadzącą do półdzikiego sadu. I stanął nagle, w pół kroku, zapatrzony, zachwycony, zauroczony…
No i oczywiście natrafia od razu na cudowną ZOSIĘ, która z tęsknoty podczas jego nieobecności przepoczwarzyła się w piękność.
Zosia siedziała na trawie w prostej, uroczej sukience z błękitnej bawełny w margerytki. Już sam widok dziewczyny spowitej w promienie gasnącego słońca był zachwycający. Włosy nad jej głową utworzyły złocistą aureolę, cień padał na policzki, podkreślając subtelne rysy twarzy, sukienka niemal prześwitywała, ukazując patrzącemu zarys szczupłego ciała, ale było coś jeszcze bardziej poruszającego: Zosia trzymała na kolanach maleńkie sarniątko i karmiła je mlekiem z butelki. Ta scena, naturalna, niewyreżyserowana i nieobliczona na wzruszanie kogokolwiek, naprawdę poruszała. Patrzył na dziewczynę i zwierzątko i wstrzymywał oddech, by nie spłoszyć piękna tej chwili…
Urocza realistyczna scena, niewyreżyserowana i nieobliczona na wzruszanie

Ten opis wprawił mnie w osłupienie z tylu powodów, że nie wiem, od czego zacząć.
1. W poprzednim tomie miała ostre rysy, co raczej jest przeciwieństwem subtelnych
2. Błękitna sukienka, kwiatki, karmienie istoty przez dziewicę… ja nie wiem, to ma być toporna symbolika Matki Boskiej laktacyjnej? Ewentualnie doklejmy spiczastą czapkę sarnie, będzie jednorożec. Dlatego w tym momencie Nataniel jest rozczulony idealnością Zosi, dochodzi do wniosku, że nadaje się na żonę, tyle że…
3. …jak Oliwia miała niemal prześwitującą w słońcu bluzkę, to był to podstęp podrywaczki, a tej tu widać zarys całego ciała
4. To trochę romantyczna wizja tego, co powoduje u mężczyzny impuls do wspólnego budowania przyszłości z konkretną kobietą (co innego, gdyby był zakochany, ale autorka postanowiła wybrać opcję z nagłym pożądaniem)

Przepoczwarzenie Zosi

Wreszcie sarniątko odwróciło pyszczek. Zosia ucałowała je w maleńką główkę, postawiła na trawie i wstała, skromnie obciągając sukienkę, która podwinęła jej się do połowy ud. Nataniel nie miałby nic przeciwko temu, by tak została, ale…
Oho, myśleliście, że to taka radosna naturalna scena! Nie, zaraz będzie naturalne machanie gołą dupą.
Ciekawe też, skąd wytrzasnęła to zwierzę. Samo przyszło? A może matkę zjedli, więc z litości zajęła się na chwilę sarenką, a jak się znudzi, to dup, z powrotem do lasu?
– Przynieśli mi ją. Znaleźli bidulę w lesie na polanie i zamiast zostawić maleństwo, bo niedaleko na pewno była jego matka, zabrali z dobrego serca ze sobą i przywieźli do mnie. I co ja z tą sierotką pocznę? Wymaga stałej opieki, inaczej umrze…
No i konkurs: kto zgadnie, ile razy jeszcze pojawi się to bezmamie sarnię?
– Może Mateusz mógłby się nią zająć? Niewiele ma w swojej samotni do roboty, a mleko podgrzać potrafi.
– Myślisz?
– Mogę cię do niego zabrać. Od razu.
Zosia nie zastanawiała się ani chwili.
No to w drogę do przyjaciela do wynajęcia! Natychmiast wsiadają do samochodu. Tylko Nataniel zamiast o wrzucaniu biegów myśli o ruchach bioder:
Gardło zaciskało się boleśnie, aż nie mógł wykrztusić ni słowa. Pragnął… (...) Sam wskoczył za kierownicę. Wrzucając pierwszy bieg, musnął wierzchem dłoni – celowo, a może i nie? – udo dziewczyny i… przekręcił kluczyk, gasząc silnik.
W ten sposób, z Zosią uwięzioną w samochodzie, do tego przygniecioną sarną – łatwo nie ucieknie – zabiera się za przepraszanie.
– Przepraszam, Zosiu, bardzo cię przepraszam, za tamto zachowanie. Masz prawo uważać mnie za brutalnego palanta, ale wierz mi… Po prostu chciałem wtedy… Chciałem… – Urwał. Przecież nie może wyznać tej dziewczynie, że w tamtym momencie najpierw chciał przyrżnąć jej klapsa, a potem całować dotąd, aż by mu tego klapsa wybaczyła.
Ach, to dlatego czuł się przez cały ten czas jak gwałciciel! Bo chciał ją pobić i zgwałcić.
– Parę tygodni temu, gdy rozmawialiśmy o plotkach na temat twojej mamy i Mateusza. Ty powiedziałaś, że żałuję im przytulanek, że jestem jak pies ogrodnika. Chwyciłem cię wtedy… szarpnąłem do siebie brutalnie, ale to było… Przyznam, że miałem chęć dać ci klapsa i udowodnić… że niczego nie żałuję ani im, ani… nam. Spojrzałaś na mnie z taką pogardą…
Klapsy: nieodzowny element zdrowej dyskusji.
A co na to Zosia? Wzdrygnie się? Zacznie krzyczeć, by ją wypuścił? Zrozumie, że gwałciciel ją zwabił do samochodu i przerazi się na śmierć?
– Ja? Z pogardą?! – Dziewczyna przytknęła dłoń do ust i z niedowierzaniem pokręciła głową. – Nat… wiem, że noszę grube okulary (...) ale… w następnej chwili chciałam cię pocałować! Pogarda… Człowieku, jak ty coś wymyślisz… Nigdy w życiu tobą nie gardziłam!
Jeszcze się usprawiedliwia okularami.
– Zaraz, zaraz. Mówiłaś, że w tamtej chwili chciałaś mnie pocałować? Dziewczyna zarumieniła się z zakłopotania. Doprawdy, mógłby nie zadawać takich pytań! Wystarczy, że raz się do tego przyznała.
– A gdybym spróbował teraz…? – Dotknął pytająco jej dłoni. Potem ujął jej twarz pod brodę i uniósł.
Spojrzała mu prosto w oczy i odrzekła cicho:
– Poprosiłabym, żebyś tego nie robił.
Ręka mu opadła.
No, to już koniec, Zosia jest tak paskudna jak Oliwia, wydało się. Zaraz będzie: MAGDUSIU, SIOSTRZYCZKO! Już trzeci babsztyl złamał mi serce w ciągu ostatniego roku! Mama umarła, Marta umarła i jestem kuternogą!
– Nat! – przerwała mu tak ostro, aż się cofnął, zaskoczony i zraniony. – Nic nie rozumiesz! Wydaje ci się, że znasz mnie na wylot, że wiesz o mnie wszystko, ale to nieprawda! Jak każdy mam tajemnicę, którą… która… Przez którą nie mogę ci pozwolić… Nam pozwolić…
I tutaj uwaga, bo Zosia próbuje się usprawiedliwić z okropnego zachowania (bycia niedostępną). Nataniel naciska i w końcu poznamy wielki sekret! Czy Zosia jest dziewczyną mafijnego bossa? Czy skrycie jest nie człowiekiem, a robokopem? Czy upadł jej wielki narkotykowy biznes i niedługo trafi za kratki???
Słuchała jego gorzkich słów ze zwieszoną głową, łykając łzy. Nie mogła mu wyznać całej prawdy. Zdobyła się jedynie na ciche:
– Mnie nie wolno kochać. Proszę, zrozum to dobrze. Bardzo pragnęłabym być dla ciebie kimś więcej niż przyjaciółką, ale nie chcę ranić ani ciebie, ani siebie, bo na przyjaźni musimy poprzestać.
Mnie nie wolno kochać, szef mafii mnie za to bije.
– Jesteś chora? Masz AIDS?
– Nie! Skąd ci to przyszło do głowy?!
– Nie znam żadnej innej przyczyny, dla której ktoś może przekreślać siebie tak, jak ty to robisz!
Nataniel podał jedyną rzecz, która przyszła mu do głowy: problem, który wpłynąłby na niego, a nie jakaś prywatna trauma Zosi, co tam Zosia. Może przesadzam, ale ten fragment bardzo mi zapadł w pamięć.
Zosia upiera się, że mu nie powie, aż w końcu wychodzi z samochodu. Nataniel pewnie wziąłby i pojechał, ale roztańczony Stachursky spieszy, aby pomóc parze skończyć w łóżku:
W momencie gdy kładł dłoń na kierownicy, a drugą chwytał kluczyk, ciemne niebo przeciął oślepiający błysk. Piorun uderzył tak blisko, że oboje krzyknęli Deszcz lunął tak nagle, jakby Bóg postanowił utopić tych dwoje głupich dzieciaków.
Super! Zupełnie jak Oliwia i jej głupi dzieciak Kamil.
– Do domu! – krzyknęła Zosia i rzuciła się biegiem ku otwartym drzwiom.
Wypadł z samochodu, przemókł w sekundę i ruszył za nią.
Brzmi jak opis kolejnych wydarzeń, z których jedną jest czynne przemakanie. Chyba że to jakiś podtekst.

Wpadają do sieni, śmieją się w ciemnościach (czemu nie włączą światła?), a Nataniel oznajmia, że jest to wola Boga, więc próbuje przytulić Zosię. Zosia nie chce i zaczyna opowiadać o białaczce.
– Miałam siedem lat, byłam w pierwszej klasie, gdy zdiagnozowano u mnie białaczkę. Możesz sobie wyobrazić, co czuła moja mama, gdy usłyszała ten wyrok. Tak właśnie: wyrok. (...). Lekarze zastosowali bardzo silną radio- i chemioterapię. Nie było chwili do stracenia ani szans na łagodniejsze leczenie. Uratowali mi życie, ale… straciłam szanse na zostanie kiedyś, w przyszłości, mamą. Jestem bezpłodna, Nat. Całkowicie bezpłodna. Nigdy nie miałam miesiączki. Tak naprawdę nie czuję się kobietą. – Głos, dotąd drżący, załamał się jej zupełnie.
Leczenie białaczki może jak najbardziej wywołać problemy z płodnością, ale że kobieta NIGDY nie miała miesiączki? Znaczy co, może ominął ją też proces dojrzewania i stanik wypycha gazetą, bo nie pochwaliła się koniecznością zażywania hormonów? Nie wiem, czy to ma sens. Leci z nami jakiś lekarz?
Wróćmy do sedna. To właśnie ten sekret Zosia ukrywała przed Natanielem i to ta wada powstrzymywała ją przez całe życie od wchodzenia w związki. Co na to zakochany Nataniel? Dziecko w sumie już jedno ma, może sobie coś doadoptują? Jakoś to będzie, nie?
– Przepraszam – wydusił, bo jedynie to słowo przepuściła spazmatycznie zaciśnięta krtań, po czym wyszedł. Zostawił ją w ciemnościach i wyszedł, pal licho szalejącą wokół burzę. Była ona niczym w porównaniu z tą, którą miał teraz w sercu.
Olewa sprawę, bo co będzie za taką zepsutą laską chodził!

ROZDZIAŁ XIX: RYCERZ W LŚNIĄCEJ ZBROI ZGADZA SIĘ NA PRZELOTNY ZWIĄZEK Z WYDMUSZKĄ
Jak znalazł się w domu Mateusza? Nie bardzo pamiętał. Wsiadł do samochodu, włączył wycieraczki, mimo że niewiele to dało, i jechał na oślep dotąd, aż mu się droga skończyła – na podjeździe przed leśniczówką.
Bezpiecznie, odpowiedzialnie, i po talerz darmowej zupy! Dosłownie, bo zaraz po wejściu Mateusz z Marianną zaczynają mu usługiwać, widząc, że jest nie w humorze. Marianna odciąga Emilkę, żeby Nataniel się nie zmęczył, a Mateusz…
Nataniel pozwolił wytrzeć sobie włosy i twarz, pozwolił owinąć się ręcznikami i posadzić w fotelu przed kominkiem. Nie odezwał się do tej pory ani słowem.


– Gdy tu przybyłem, gdy razem z Martą pomogliście mi odnaleźć moje miejsce na ziemi, poczułem się szczęśliwy – zaczął głosem równie beznamiętnym. – Dotarło do mnie, że jestem normalnym, pieprzyć przeklętą nogę, facetem, który potrafi kochać i może być kochany. Pierwsza, która mi tę nadzieję dała, puściła się z moim kumplem. I z połową wsi. Po czym odeszła. Druga… Druga była jeszcze lepsza. Zaliczyła ze mną wpadkę, cóż, zdarza się, ale kiedy byłem gotów wziąć ją za żonę i być dobrym ojcem dla tego dziecka, gdy zacząłem się na nie cieszyć, ona to małe zabiła. Usunęła. Wyrzuciła, tak jak wypieprza się zbędny łach. Nawet mnie nie zapytała, czy nie chciałbym, by ono się urodziło… Dziś, gdy spotkałem dobrą, kochaną kobietę z sercem pełnym miłości do całego świata… – Urwał, czując piekące łzy pod powiekami.
Przypominam…


Dlaczego my, czytelnicy, mamy zakładać, że pół roku po tym, jak zareagował w specyficzny sposób na wieść, że zostanie tatusiem, całkowicie mu się odmieniło?
W dodatku okazuje się, że Mateusz to zdrajca, bo wiedział o braku Zosi.
– Wiedziałeś o tym?! – W jego głosie po raz pierwszy tej nocy Mateusz usłyszał uczucia.
To dość szybko. W końcu wszedł do mieszkania milcząc, a jak już się odezwał, to z wrzaskami i wygrażaniem.
– Dla ciebie, Nat, to jeszcze nie koniec świata – zaczął mężczyzna, patrząc w ogień – ale dla Zosi… (...) Który mężczyzna weźmie za żonę chorowitą kobietę, u której białaczka może się w każdej chwili odnowić, a nawet jeśli nie, to nigdy nie doczekają się dzieci? No powiedz? Skoro nawet ty, człowiek o dobrym sercu, ją skreśliłeś?
Mateusz okazuje trochę współczucia dla Zosi-wydmuszki-niktcięniepokocharobaku. Zastanówmy się jednak, kto zostaje jej na rynku matrymonialnym.
a) wdowcy i rozwodnicy z dziećmi;
b) równie bezpłodny mężczyzna – albo taki, który chciałby adoptować;
c) mężczyzna, który nie widzi się w roli ojca;
d) poza tym jak Mrozna zauważyła, nawet Oliwia lepiej pasowałaby w roli drugiej połówki Zosi od Nataniela, a problem dzieci by odpadł.

Nataniel okazuje agresję.
Nataniel chciał zaprzeczyć. Zaprzeczyć, strzelić Mateusza z pięści i wyjść, ale… cóż… faktów nie zmienisz, choćbyś pobił przyjaciela.
…cóż. Może zrobimy na koniec jakiś tomik mądrości.

Nataniel chciał zaprzeczyć. Zaprzeczyć, strzelić Mateusza z pięści i wyjść, ale… cóż… faktów nie zmienisz, choćbyś pobił przyjaciela.

Nataniel zaczyna rozumować: przemoc w sumie nic nie zmienia, bo jak pobijesz Mateusza, to Mateusz będzie pobity, a twoje problemy nadal nie rozwiązane. A może to dlatego, że Mateusz jest pięć razy większy?
– Po prostu miałem dziś nadzieję… Gdy okazało się, że Zosia się na mnie nie gniewa… miałem nadzieję, że coś z tego będzie.
– (…) To mówi Nataniel Domoradzki, którego znam, czy raczej znałem, jako prawego, pełnego szlachetnych uczuć człowieka?
Mateusz chyba dawno nie był trzeźwy.
– Wiesz, ile jest sierot potrzebujących prawdziwego domu, rodziny, kochającej mamy i kochającego taty? Zosia byłaby przeszczęśliwa, mając dom pełen takich dzieci.
Przy okazji to ciekawe, że Mateusz tak dobrze wie, czego chce Zosia. Ale dobra, jest bohaterką pozytywną, znaczy marzy o siódemce rumianych pociech.
– A ja chciałbym mieć swoje własne – uciął sucho Nataniel. – Mam chyba do tego prawo?
Praktyka z ostatnim, które dostało w dziób jeszcze w brzuchu, pokazuje, że może dobrze by było, gdyby związał się z bezpłodną kobietą…
– (…) Wprawdzie możesz je mieć i z nią, ale podejrzewam, że już o Zosi nie myślisz.
(…)
– Mogę mieć z nią dzieci? Mówisz o in vitro?
– A dlaczego nie? – odparł zaczepnie Mateusz. – Bo ksiądz proboszcz potępi? Niech się zajmie własnymi grzeszkami, przy których wasze in vitro… – Machnął ręką. 
A nie dlatego przypadkiem, że zapas komórek jajowych Zosi został uszkodzony? Słuchajcie, nie znam się na medycynie, ale jeśli w tym uniwersum tak to działa, to powinien brać cały pakiet: nie trzeba uważać i zabezpieczać się, bo dzieci robi się tylko w szpitalu! Chyba że Mateusz ma na myśli zabieg z użyciem czyjejś komórki jajowej, wtedy to trochę nieczułe.
Do tego dalej interesują mnie te legendarne grzeszki proboszcza, o których tyle się mówi, ale bez konkretów!
– Daj Zosi szansę. Daj wam szansę. Może się nie udać, zdarza się, ale możesz zyskać
wspaniałą towarzyszkę życia. Potrafisz zaryzykować jej utratę? Jeśli nie, spróbuj.
– Teraz ty mówisz jak sołtysiak – zaczął Nataniel. – W miłości nie ma miejsca na próbowanie.
Nataniel wyzywa Mateusza od sołtysiaków, a sołtysiaki budują mu teraz dom. Trochę wdzięczności może?
– Nic więcej nie powiem. To twoje życie, twoje wybory, twoja odpowiedzialność. Chciałem pomóc.
– A namieszałeś jeszcze bardziej – odmruknął chłopak
Czy tylko mnie to tak razi? Władował się do domu przyjaciela, zrobił wielką kałużę w salonie, wytarli go i ogrzali, zaczął się żalić na temat związku, pozastanawiał, czy przyłożyć Mateuszowi w ryj, a teraz się na niego drze, że mu namieszał. Złoty przyjaciel!
– Wrócę do niej, nawet jeśli nie mam Zosi nic do zaoferowania. Nikt nie powinien być w takiej chwili sam.
Zanim Mateusz zdążył go powstrzymać, prosić, by przebrał się chociaż w suche rzeczy i wziął parasol, tamten zniknął za drzwiami w strugach deszczu.
Emilka zapewne obserwowała to wszystko z progu z otwartą buzią, tornistrem na plecach i misiem w ręce, licząc na to, że tym razem wujek/braciszek Nataniel nie zapomni jej odebrać.

*
Nagle przenosimy się do dziecka, które siedzi na środku i nic nie może poradzić na swoją tragedię.
Drobna, szczuplutka dziewczynka, siedmio-, najwyżej ośmioletnia, siedziała pośrodku trawnika zupełnie nieruchomo.
Dookoła niej ganiała gromada rozwrzeszczanych dzieciaków.
Wiedziała, że jeden jej ruch, jedno słowo i znów zaczną ją kopać i bić.
Oto mroczna historia o tym, jak Zosia mentalnie została niewolnikiem.
– Co się stało? Czemu krzyczycie na tę dziewczynkę?
– Ona jest chora!
– I łysa!
– Przyszła nas pozarażać!
– Ma pasożyta!
Tasiemiec, Nataniel… właściwie nic się od tamtego czasu nie zmieniło.
Ludzie na ulicy oglądali się za chudym, łysym nieszczęściem – chusteczkę, którą nosiła na głowie, zabrał jeden z łobuziaków – ale nikt się nie zatrzymał, nie zapytał, co się stało, nie przytulił i nie otarł łez.
Bo to było w mieście, a tam ludzie są bardziej bez serca.
Ale cholera, jakby sama białaczka w młodym wieku i bezpłodność nie były wystarczającymi traumami. Wychodzi na to, że bolesne leczenie nie złamałoby jej wystarczająco, trzeba dodać znęcanie się – i to nie w szkole, tylko najwyraźniej gdziekolwiek ruszyła się z domu. A to tylko z kategorii traum okołozdrowotnych, bo Zosia ma jeszcze kilka innych w zanadrzu.

*
Zosia Micińska jak wtedy, siedemnaście lat temu, siedziała pośrodku kuchni zupełnie nieruchomo. (…) Nawet jej nie przytulił… Nie pocałował na pożegnanie… Po prostu uderzył milczeniem i wyszedł…
Dziewczyno, ciesz się, że tylko milczeniem uderzył!
Nataniel wpada do domu.
– Zosiu! – krzyknął od progu.
W następnej chwili był w kuchni. Uniosła nań półprzytomny wzrok. Chwycił ją w ramiona, poderwał w górę i przytulił do piersi z całych sił. (...)
– Już jestem, jestem, wybacz mi – szeptał, tuląc dziewczynę do siebie, jakby  znalazła się na krawędzi otchłani i właśnie miała runąć w przepaść, a on w ostatniej chwili ją złapał. Uratował dla siebie i dla niej.
Razi mnie, że po jakiejś godzinie Nataniel wbiega jej do domu bez ostrzeżenia, bierze w ramiona i uspokaja słowami „już jestem” – pełen przekonania, że Zosia nadal tam na niego czeka i o niczym innym nie marzy, jak o Natanielu, który szlachetnie i bezinteresownie postanowił do niej jednak przyjść. Po tym, jak odwrócił się na pięcie i zostawił bez słowa, jak wreszcie zwierzyła mu się ze swojego największego sekretu. Ba! Ratuje ją, bo bez niego by sobie nie poradziła!
Może jeszcze ta scena miałaby inny wyraz, gdyby przed chwilą nie był u przyjaciela dopytać, czy nie będzie przegrywem, jak zacznie spotykać się z bezpłodną. I jeszcze to szlachetne doprecyzowanie, że uratował ja nie tylko dla siebie, ale i dla niej, co się biedna dziewczyna ma zabić…
Ona wreszcie przestała szlochać, uspokoiła się pod łagodnym dotknięciem jego dłoni. Wziął ją na ręce, lekką niczym skrawek tęczy, przeniósł na kanapę w saloniku, usiadł razem z nią, bo nie chciała wypuścić go z objęć. Nie próbował jej pieścić, uwodzić, brać w posiadanie. Nie należała do dziewcząt, które się „bierze”.
Nataniel spełnił swoje marzenie i spotkał dziewicę, której może zaimponować byciem dżentelmenem według własnej definicji.
Nie próbował wykorzystać bliskości i poczucia winy, by zaspokoić pragnienie, jakie czuł od dawna.
ONA ma poczucie winy? Bo co, ona uciekła do kolegi, gdy usłyszała jego największy, bolesny sekret? Czy białaczka to taki powód do wstydu?

Znowu argument, że Nataniel jest prawy, bo mógł zabić:
Nataniel nie wykorzystał poczucia winy Zosi, by zaruchać.
Nataniel nie wykorzystał przewagi sił do zgwałcenia Zosi.
Nataniel mógł wyżyć się na sarnie, odrąbując jej głowę albo przynajmniej skopać Mateusza, ale tylko szlachetnie się wydarł.
Nataniel to pozytywna postać!
Ona chciała mu się oddać, tak!, pragnęła go tak samo jak on jej, i zrobi to, zrobią to razem, ale nie dziś, nie teraz, gdy cudem się odnaleźli… Przyjdzie dzień, a może noc, kiedy oboje będą potrzebowali czegoś więcej niż połączenia dusz, wtedy tak, wtedy odda mu się z radością, miała dwadzieścia pięć lat i gotowa była na ten pierwszy raz, ale… nie dziś… nie dziś…
Znaczy oboje chcą, znają się długo, intymność budowała się kilka miesięcy przez przyjaźń i poświęcenie Zosi, ale Nataniel jej nie splugawi, bo będzie nic nie warta.

Kończy się długimi opisami macanek zakochanych gołąbków, pytaniami Nataniela czy może ją pocałować itd.
– Nie mogę ci obiecać… – zaczął, ale dotknęła dłonią jego ust.
…że jak już cię zaliczę, zostanę na śniadanie…
– Ciii, nic nie obiecuj. Nie proszę ani nie żądam od ciebie niczego więcej niż to, co możesz mi dać tu i teraz.
Chyba jednak wolałaby go wysłuchać…
Tylko tyle i aż tyle. Przyrzeknij mi jedynie, że nie będziesz mnie zwodził, gdy postanowisz odejść. Powiesz po prostu „nie mogę z tobą być” i odejdziesz.
Dostanę zaraz zawału przez to popychadło. A ja kiedyś myślałam, że Marta nie miała szacunku do siebie!

Oczywiście u Michalak im kobieta ma mniej godności, tym większą ma wartość w oczach mężczyzn i wcale, ale wcale nie jest wykorzystywana przez innych. W ogóle wartość kobiety zależy od tego, jak ją widzą mężczyźni – Oliwia jest utrzymanką starszych panów, bo Siergiej i Nataniel tak sobie założyli, mimo że umawiała się z rówieśnikami i pieniądze wyciągała jedynie od matki. Ba, od pierwszego spotkania z Natanielem była mu wierna (mimo rozstania!). W tym czasie Nataniel podrywał Zosię. Tak samo Marta też miała wielu adoratorów widzących w niej dumę pomimo jej ciągłego ryczenia i zagubienia. Szkoda, że w prawdziwym życiu tak niepewna siebie osoba jest narażona na toksyczne związki. Tak jest i tu – ale ponieważ Siergiej i Nataniel są bardzo przystojni, są wszystkim, czego kobieta mogłaby chcieć od życia.

To odnosi się nie tylko do warstwy wizualnej, ale też do archetypów Zosi madonny i Iwony/Oliwii ladacznicy
– Przyrzekam, Zosiu – odparł poważnie, patrząc w jej niesamowite oczy, tonąc w ich błękitnozielonej głębi.
Przyciągnęła go do siebie i nagrodziła za te dwa słowa najczulszym pocałunkiem.
Normalny człowiek zacząłby przekonywać, że to nie tak, że kocha i nie myśli o rozstaniu. Nataniel: dobra, powiem ci, jak mi się znudzisz!
Ukojenie. Tym jednym słowem mógł Nataniel opisać uczucie, które mu towarzyszyło, gdy nad ranem wracał do domu.
Ukojenia nie zazna za to Emilka, która od podwieczorku wyczekuje, że brat Nataniel wróci do domu wujka Mateusza i ją odbierze, jak obiecał. Sarna też padła ofiarą całonocnych macanek i pewnie zdechła w kącie, skoro Zosia była zajęta i nie mogła jej karmić, a potem się już nie pojawia. Pogrom nieletnich!

Bohater zatrzymuje się nad jeziorem i myśli o swoim ukojeniu.
– Ciesz się, mój drogi, tym ukojeniem, póki trwa – szeptał wiatr.
– Ciesz się spokojem i patrz z ufnością w przyszłość, póki możesz – szemrały liście lipy rosnącej przy dworku. Huragan Iwona jest coraz bliżej.
Ja nie zmyślam, tak tam jest!

I rozdział się kończy.

ROZDZIAŁ XX: NIEWOLNICY GINĄ NA BUDOWIE

Nataniel znowu siedzi na budowie i gaworzy sobie z Siergiejem. Ciekawe czy Emilka nadal na niego czeka.
Siergiej zadaje niewygodne pytania, bo widzi, że Nataniela nie boli noga.
– Spadaj – mruknął chłopak, ale bez złości.
Nawet wtedy, gdy rozkojarzony palnął się młotkiem w palec, zamiast rzucić przekleństwem, jedynie pokręcił głową i uśmiechnął się, ssąc obolałe miejsce.
– Słuchaj, Nat, albo się czegoś naćpałeś… – Siergiejowi coraz mniej się to podobało.
Tak, jak Nataniel nie rzuca kurwami, to od razu widać, że coś nie tak! Przynajmniej inni bohaterowie widzą, jaki ma charakter.
Nataniel w końcu przyznaje, że chodzi o Zosię.
– Życzę ci wszystkiego, co najlepsze, dzieciaku. I Zosi też. Zasługuje dziewczyna na dobrego człowieka. Takiego jak…
I tutaj pewnie Siergiej by się zreflektował, że nie powinien biednej Zosi życzyć furiata-Nataniela, ale w następnej linijce okazuje się zwrot akcji i nie mamy szans na żadne wnioski: oto na ziemię spada Kazimierz Jarząbek.
– Rany boskie…! – wymamrotał Nataniel, zbiegając po drabinie na niższe piętro, gdzie spadł z ponad trzech metrów Kazimierz Jarząbek. Dzisiaj jakby nigdy nic, jakby nie zniknął na kilka tygodni, wrócił do pracy na budowie. I teraz leżał bez przytomności, krwawiąc z rozbitej głowy. Nataniel w kilka sekund był przy nim.
– Siergiej, wzywaj pogotowie! – krzyknął, pochylając się nad rannym.
Upadek z takiej wysokości nie powinien być śmiertelny, chyba że ktoś spadł płasko, na plecy, gruchocąc sobie żebra i tonąc we krwi zalewającej pokaleczone płuca, jak starszy mężczyzna w tej chwili.
No tak, dawno nie było żadnej makabry. Podziwiajmy barwny opis.
Sodarow ukląkł obok niego.
– Pogotowie w drodze – rzucił do Nataniela. – Możemy coś zrobić?
– Modlić się, by zdążyli – odparł chłopak blady jak śmierć. Jeśli przy budowie tego domu ktoś umrze… Wolał nie kończyć tej myśli.
Okaże się, że budujemy go nielegalnie!

Kazimierz na zmianę pluje krwią i próbuje błagać Nataniela o przebaczenie. Na koniec takie coś:
– Ją Pan Bóg pokarał za ciebie – padły ciche słowa. – Ukrywa się. Żyje ze złym człowiekiem. Bardzo złym. Ale ty jej wybacz, Nataniel. Będzie lżej…
I to jest chyba epilog dla wątku Joasi, bo więcej o niej już nie usłyszymy. Została najwyraźniej pokarana życiem „ze złym człowiekiem”, czyli pewnie partnerem, który bije ją bardziej niż Marek. Karma i wszystko gra! Najwyraźniej puenta jest taka, że nawet jak wykazujesz inicjatywę i próbujesz uciec od swoich problemów (podświadomego wybierania damskich bokserów), to się nie uda – od Marka, przez Nataniela, do tego nienazwanego człowieka.
Chyba tylko on, Siergiej, który nie takie przypadki widywał w swojej przemytniczo-wojennej karierze, nie poddał się panice i przerażeniu.
(...)
– Kurwa! – rzucił, rąbnął pięścią w mostek tamtego i rozpoczął reanimację.
Trzydzieści uciśnięć i przerwa na dwa wdechy-wydechy. Znów: trzydzieści uciśnięć…
Siergiej w tej części powieści bardzo zdziadział i pełni rolę tej postaci archetypicznego starca, który nie mdleje przy krwi i trzyma się, kiedy inni za dużo przeżywają, więc może reanimować ludzi w rytm „kurwa!”.
Dziwię się tylko, że wojna miałaby go aż tak zahartować, bo – jak łatwo policzyć – brał w niej udział miesiąc czy dwa, głównie jako bierna ofiara tortur. W wigilię przywiózł Natanielowi pieniądze od Iwony; raczej parę dni potrzebował, by wszystko zorganizować (np. testament) i pojechać. Po przerwie czasowej jakiś czas spędził w Lublinie w niedofinansowanym szpitalu, a gdy Mateusz i Nataniel to odkryli, ukrywali to przed Martą. Marta poznaje prawdę w marcu (równolegle Oliwia przyjeżdża powiedzieć Natanielowi o ciąży).
– Błagam, Siergiej, proszę cię – szeptał Nataniel, patrząc z niedowierzaniem na dramat, który się rozgrywał tuż przed nim. – Ja nie chciałem tego domu. Proszę, panie Jarząbek, wybaczyłem Joasi już dawno, proszę nie umierać…
Logika opka XD ludzie umierają bo ktoś komuś czegoś nie wybaczył, a jak do Kazimierza dotrze, że Nataniel już dawno olał Asię, bo ma nową laskę, to przestanie umierać.

Ktoś w końcu dzwoni po karetkę, ta przyjeżdża z ratownikami i z jakiegoś powodu chirurgiem, ale zaraz przenosimy się do szpitala i następuje kilka akapitów o niedocenianych ratownikach i pielęgniarkach; nudne, wycięłam. Kończy się tym, że Kazimierzowi lepiej i pewnie przeżyje.
– Chodź, Nat, wracamy do domu – odezwał się Siergiej, który razem z chłopakiem czekał na wynik operacji. – Mam szczerą nadzieję, że Jarząbek się z tego wykaraska, w przeciwnym razie będziesz miał prokuratora na karku.
A to ciekawe. Czy Nataniel zatrudnił pół wsi do pracy, płacąc im zero złotych? W innym wypadku przecież raczej nikt nie będzie dociekał, czy ktoś za wypadek Kazimierza nie odpowiada. Chyba że z góry wiadomo, że zamierza go pozwać za podpuszczanie do pracy w niebezpiecznym środowisku pełnym dziur.

Nataniel zagląda do Jarząbka i upewnia się, że nie umiera.
Teraz chłopak, o wiele spokojniejszy, mógł wracać do Sennej. Zawiózł Siergieja z powrotem na budowę, by odpowiadał na pytania o stan rannego, a sam – zapragnąwszy rozpaczliwie znaleźć się w domu, zatrzasnąć drzwi i choć na chwilę zapomnieć o świecie i ludziach – ruszył do dworku.
Aha, czyli Siergiej, rzecznik prasowy Nataniela, ma odpowiadać na niewygodne pytania o nielegalną budowę, a ten olewa wszystko i chowa się w dworku. Żyć, nie umierać!
Nataniel zrobił sobie miętową herbatę i kanapki z powidłami śliwkowymi – jeszcze ze spiżarni doktor Kraszewskiej
Niezła ta spiżarnia, żywi się tymi zapasami od pół roku.

Nagle z trzciny, niezapowiedziana, wyłania się podśpiewująca Magda.
– Wyglądasz oszałamiająco! – rzekł w następnej chwili z podziwem, przyglądając się siostrze.
Miała na sobie żywoczerwoną rozkloszowaną sukienkę, związaną w pasie dwiema kokardami: żółtą i czarną. Na głowie oczywiście kapelusik: czarny, przystrojony żółtą wstążeczką. Na nogach sandałki w podobnym kolorze.
– Jak makowa panienka – dodał.
– Brawo! Dziś przebrałam się za kwiat maku.
Ubrała się na przedstawienie do przedszkola?
– Śliczna jest ta sukienka, jaka miła w dotyku…
– To jedwab. – Obróciła się w piruecie, zadowolona z wrażenia, jakie wywarła.
Już myślałam, że będzie wstawka o podłych warszawiakach, których stać na takie ekstrawagancje. Ale nie; temat schodzi na Siergieja, bo Natanielowi nie podoba się, że Magda się nim interesuje.
– Miałem przez chwilę nadzieję, że przyjechałaś w odwiedziny do mnie, ale rozwiała się ona w chwili, gdy wspomniałem o Sodarowie.
– Oczywiście, że przyjechałam do ciebie i Emilki! – Magda trzepnęła go po ramieniu.
Tu Nataniel powinien walnąć się w czoło i zorientować, że ta NADAL czeka na niego u Mateusza.
Pasowała do tego miejsca bardziej niż Oliwia. Widać było, że Magdzie podoba się i dom, i otoczenie. Mimo przepięknej sukienki, która pasowałaby raczej na modowy wybieg niż na wieś, kobieta wyglądała tak naturalnie i bezpretensjonalnie jak mak w polu.
Następnym razem przyjedzie przebrana za pole lawendy i tak zacznie się wielka miłość.
Przysiadł na schodku u jej stóp, tak jak kiedyś siadywał z Martą, i opowiedział siostrze o wszystkich wydarzeniach ostatnich dni.
Kolejnych kilka akapitów to paplanie Nataniela. Straszne nudy, powtarzanie znanych czytelnikowi informacji i oczywiście kończy się na Zosi.
– W pewną burzową noc wyjaśniliśmy sobie wszystkie nieporozumienia. Miałaś rację, wystarczyło zapytać.
Szkoda że to nie kobieta, a bezpłodny przedmiot, którego tajemnice można zdradzać. Nataniel od razu usprawiedliwia się, że siostra nie rozpowie, więc musi koniecznie usłyszeć rewelacje – takie tam gadanie o tym, że Nataniel chce dzieci, a (konkluzja Magdy) „w tych czasach na bezpłodność są sposoby”.
Dokończyli, przekomarzając się, podwieczorek i Nataniel wstał:
– Muszę jechać po Emilkę.
Przypomniał sobie!
– Podwieziesz mnie do Siergieja? – zapytała, nim zdążył zaproponować, by pojechali do Pisza razem. – Zrobię mu niespodziankę. Miłą niespodziankę, mam nadzieję.
1. Nataniel ma jechać po Emilkę do przedszkola, mimo że nigdy jej tam nie zawiózł (znaczy chyba z góry zakłada, że zrobił to Mateusz);
2. Magda asekuracyjnie pyta o podwiezienie do Siergieja, bo wie, że Nataniel zaraz zaproponuje, żeby to ona odebrała dziecko z przedszkola i w ogóle go wyręczyła;
3. W sumie zamiast tego pojadą do Siergieja i Emilka poczeka sobie w przedszkolu jeszcze dłużej.
– O to nie musisz się martwić, za każdym razem, gdy tu przyjeżdża, wypatruje właśnie ciebie. Nie mnie, nie Emilki, tylko ciebie – odparł Nataniel.
Odparł urażony, że Siergiej nie interesuje się tylko tym, jak mu pomóc

Jadą do Siergieja, ten gwiżdże na widok Magdy, Nataniel się denerwuje i grozi, że jak ją skrzywdzi, będzie miał do czynienia z nim, Natanielem. Magda się nie wtrąca, takie tam. W końcu kuternoga odjeżdża, a Magda wchodzi do Siergieja. Poznajmy zatem jej wymagania dotyczące mężczyzn!
Ten odezwał się:
– Dasz mi chwilę? Jestem po robocie, brudny i spocony. Wiem, że niektóre laski lecą na facetów w typie drwala, ale coś mi się wydaje, że ty do nich nie należysz. Mylę się?
– Mylisz się. Nie mam nic przeciwko drwalom.
Numer jeden: mężczyzna może śmierdzieć.
Magda rozglądała się po ogromnej przestrzeni autentycznie oczarowana. Było to surowe, męskie wnętrze, ale drewno, białe, lekkie firanki w oknach i obicia mebli utrzymane w barwach jesieni nadawały mu przytulności.
– Coś fantastycznego – odezwała się z niekłamanym zachwytem. – Mogłabym tu zostać. Jeśli potrzebujesz gosposi albo kucharki, powiedz słowo, a będę twoja. Bez skojarzeń!
Numer dwa: dla mężczyzny można sprzątać i gotować, oby tylko cię zechciał!
Wskazał jej szerokim gestem kuchnię.
– Częstuj się. Jeśli zrobisz dla mnie szklankę zimnej jak nieszczęście lemoniady, będę wdzięczny. I przychylniejszym okiem spojrzę na twoją propozycję.
– Nie ma sprawy. Zimna jak nieszczęście lemoniada.
Numer trzy: rób, co ci każe.
Wyczarowała zamówiony napój, a że znalazła także kobiałkę truskawek i opakowanie śmietany, szybko przyrządziła prosty, a pyszny deser: truskawki z bitą śmietaną i listkiem mięty.
Numer cztery: pamiętaj, przez żołądek do serca!!!

Siergiej wychodzi spod prysznica odmieniony. To znaczy umył się, więc dostajemy przypomnienie, że jest bardzo męski i przystojny, a żadna czytelniczka się nie oprze, żeby nie było:
Z opaską pirata na oku, śniadymi, wspaniale umięśnionymi ramionami i półdługimi kruczymi kędziorami, które wycierał od niechcenia ręcznikiem, wyglądał tak, że każdej kobiecie zaparłoby dech na jego widok.
Mycie z opalaniem natryskowym, a siwa farba spłynęła z włosów, okrągłe plecy się rozprostowały, mięśnie wstąpiły w ciało i zamiast smętnego dziadka Sodarowa mamy Siergieja podrywacza.

Tu mamy dłuuugi fragment o truskawkach z bitą śmietaną, które są dobre, a także o lemoniadzie, która gasi pragnienie, aż w końcu przechodzimy do kolejnego tematu: dawno nie rozmawialiśmy o Natanielu!
– Potrzebowałem ciebie. I nie tutaj. W dworku. U Nataniela – odparł takim tonem, że poczuła zimny dreszcz na kręgosłupie. – Jutro wydarzy się coś, co go po prostu złamie. Chcę, żebyś przy nim była.
Tym razem Sodarow od razu przechodzi do rzeczy i tłumaczy Magdzie, co to za tajne sprawki, ale już nie czytelnikowi: wiadomo tyle, że Zosia dostała polecenie siedzieć w domu i się nie wtrącać, a Magda ma jechać do Nataniela i pomagać mu pogodzić się ze straszną rzeczywistością:
– Życie takie właśnie jest: okrutne. A los bezwzględny. Nie ma zmiłuj się…
Nic więcej nie zostało do dodania.
My dowiemy się więcej o huraganie-Iwonie dopiero w następnym rozdziale, a para gołąbków tymczasem grucha sobie o lawendowych polach na ganku.
Lawendowe pole – pamięci Marty Kraszewskiej – dochód będzie przynosiło symboliczny, za to wynajmowanie pokojów i domków wakacyjnych, miniaturowe zoo dla dzieci, małpi gaj i jeszcze inne atrakcje łatwe w przygotowaniu za niewielkie pieniądze – one przyciągną klientów z całej Polski.
A to wszystko zaraz po wypadku Kazimierza, ale nikt nie stresuje się, że dzieci będą nabijać się na wystające gwoździe i tonąć w jeziorze.
– We wszystkie wolne dni, jakie uda mi się wygospodarować albo wybłagać, mogę tu przyjeżdżać i działać razem z tobą. Jednak nic za darmo… – zawiesiła głos.
– Wiedziałem – odmruknął. – I powtórzę: nie stać mnie na ciebie. Jesteś stanowczo za droga.
– Ej, nie powiedziałam jeszcze ceny! Wystarczy mi zapłata w naturze! – Szturchnęła go łokciem w żebra. – Będziesz się ze mną dzielił plonami. Lawendowe bukiety, mleko od twojej jerseyki, wiejskie sery i jajka, powidła i dżemy. Takiej zapłaty żądam.
Magda ma jednak nieco inne geny niż Nataniel, bo nie wymyśliła, że można te wszystkie rzeczy dostać, robiąc absolutnie nic.

Radosne rozmowy o lawendzie z okładki poprzedniej książki kończą się wzdychaniem, jak to Natanielowi będzie jutro ciężko. Na koniec cmok:
Przytaknął, przyciągnął ją do siebie, uniósł jej twarz pod brodę i lekko ucałował w usta.
Wbrew pozorom istotny, bo bohaterowie zaraz dostaną amnezji i będą się jeszcze raz cmokać po raz pierwszy.

PS Wiecie, że piąty tom serii mazurskiej ma akcję w 2023 roku?

Komentarze

  1. Cala wies stawia nowy palac krola xD

    "Siergiej za chińskiego pana nie przyznałby się" - czy to jest jakis katolicki wygibas zeby nie uzywac imienia nadaremne? Bo ja slyszalam tylko "za chinskiego boga".

    "No i konkurs: kto zgadnie, ile razy jeszcze pojawi się to bezmamie sarnię?" - Wcale? :D

    Jprdll klapsy. Cringe tak bardzo, tak bardzo...

    "– Jesteś chora? Masz AIDS?
    – Nie! Skąd ci to przyszło do głowy?!
    – Nie znam żadnej innej przyczyny, dla której ktoś może przekreślać siebie tak, jak ty to robisz!" - Tylko ludzie z AIDS nie zasluguja na szczesliwe zycie! Khhhh.

    "Jestem bezpłodna, Nat. Całkowicie bezpłodna." Hahaaaaaaaa, wiedzialam :P

    "– Przepraszam – wydusił, bo jedynie to słowo przepuściła spazmatycznie zaciśnięta krtań, po czym wyszedł. Zostawił ją w ciemnościach i wyszedł, pal licho szalejącą wokół burzę. Była ona niczym w porównaniu z tą, którą miał teraz w sercu." -- Jezujezu co za dzban.

    "Dosłownie, bo zaraz po wejściu Mateusz z Marianną zaczynają mu usługiwać, widząc, że jest nie w humorze. Marianna odciąga Emilkę, żeby Nataniel się nie zmęczył" - Albo raczej zeby nie pobil nikogo :P

    "Który mężczyzna weźmie za żonę chorowitą kobietę, u której białaczka może się w każdej chwili odnowić, a nawet jeśli nie, to nigdy nie doczekają się dzieci? No powiedz? Skoro nawet ty, człowiek o dobrym sercu, ją skreśliłeś?" - Chryste, co za kryteria. W swiecie gdzie wiekszosc par w ogole nie chce miec dzieci, bezplodnosc moze byc raczej aspektem atrakcyjnym. No ale nie u tych dzbanow.

    "faktów nie zmienisz, choćbyś pobił przyjaciela." xD

    "– Mogę mieć z nią dzieci? Mówisz o in vitro?
    – A dlaczego nie?" xDDDDDDDDDDD soraski, ale jak, JAK in vitro u kogos, kto nie mial nawet miesiaczki, czyli nie przeszedl nigdy przed dojrzewanie xD To juz predzej niech surogatke se znajda, bedzie latwiej xD

    "Emilka zapewne obserwowała to wszystko z progu z otwartą buzią, tornistrem na plecach i misiem w ręce, licząc na to, że tym razem wujek/braciszek Nataniel nie zapomni jej odebrać." - Chyba cie kocham, Claudinello <3

    "Dziewczyno, ciesz się, że tylko milczeniem uderzył!" SO true.

    "Razi mnie, że po jakiejś godzinie Nataniel wbiega jej do domu bez ostrzeżenia, bierze w ramiona i uspokaja słowami „już jestem” – pełen przekonania, że Zosia nadal tam na niego czeka i o niczym innym nie marzy, jak o Natanielu" - No, powinna mu sprzedac cieta riposte wujka Staszka.

    "Nataniel mógł wyżyć się na sarnie, odrąbując jej głowę albo przynajmniej skopać Mateusza, ale tylko szlachetnie się wydarł.
    Nataniel to pozytywna postać!" <3 <3 <3

    "Huragan Iwona jest coraz bliżej.
    Ja nie zmyślam, tak tam jest!" - Chichram :D

    "Proszę, panie Jarząbek, wybaczyłem Joasi już dawno, proszę nie umierać…" :D :D :D

    "Następnym razem przyjedzie przebrana za pole lawendy i tak zacznie się wielka miłość." - Bede gleboko rozczarowana jesli bedzie inaczej :D

    "Wiecie, że piąty tom serii mazurskiej ma akcję w 2023 roku?" - Czy slusznie zgaduje, ze bedzie wyprany z jakiegokolwiek futuryzmu? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sarna spełniła swoją rolę, sarna może odejść!

      Może Nataniel ma fobię związaną z AIDS, bo mimo bogatego życia seksualnego tylko raz się zbadał na nosicielstwo wirusa HIV po Iwonie, gdy go Marta zmusiła? Ewentualnie planował jej powiedzieć na pocieszenie, ilu chorób jest nosicielem, a teraz biedna Zosia nigdy się nie dowie.

      Puchar za trafne przewidywanie katastrof! A ten 2023 to oczywiście w celu pomnożenia dzieciarni.

      W sumie Emilka na wejściu mogła dostać butem w czerep. Nataniel ma mentalność trzylatka, rozbierając się robi chlew, to pewnie i buty ściąga przez wymachy nogą.

      Ano właśnie, Zosia mogłaby sobie znaleźć hedonistycznego, antynatalistycznego warszawiaka, jakich pełno w tej powieści! I od razu by się dziewczyna ustawiła. Z Natanielem to będzie tracenie majątku, nie pomnażanie.

      Nie będę spojlerować, jak karta medyczna Zosi się rozwinie, bo to cyrk na kółkach :D

      ❤️

      Usuń
  2. Widzę, że wracamy do motywu Siergieja Bez Oka i Dwóch Palców. Myślałam, że to już za nami, ale jednak nie.

    Nataniel wypominający Siergiejowi, że ten wcale nie chce się ustatkować i pewnie gdzieś ucieknie - hipokryzja na wysokim poziomie. Oni obaj są siebie warci.

    Co to za histeria z tym deszczem? Ja wiem, że AŁtorkasia pewnie się zna na budownictwie tak jak na wszystkim innym, ale chyba nie zakłada, że wszystkie budynki powstają szybko, szybciutko dopóki ładna pogoda?

    "Jeśliś taki pełnosprawny, pomożesz?" - XD

    Też nie mam pojęcia o co chodzi z tym "chińskim panem", ale też formy "za chińskiego boga" nigdy nie słyszałam. U mnie się mówiło "za Chiny ludowe" :'D

    Nie wiem jak skomentować scenę z sarenką inaczej niż znów pisząc "XD". No, zaparskałam się przy tym mocno. "Naturalna i nieobliczona na wzruszanie" scenka, no jak byk... Ale za to "symbolika Matki Boskiej laktacyjnej" zrobiła mi dzień.

    Sarniątko znika z fabuły tak jak każde inne zwierzę kiedy już spełni swoją rolę. AŁtorkasia tak bardzo przejmuje się zwierzątkami, że pamięta o nich tylko przez dwa zdania. No, chyba że musi akurat zabić psa bez oczu żeby było jeszcze smutniej. Trusia na zawsze w naszych sercach [*]

    "Przyznam, że miałem chęć dać ci klapsa i udowodnić… że niczego nie żałuję ani im, ani… nam" - jeżu, jeżu jak byk... Klapsa... Co tu się w ogóle... Co się w ogóle dzieje w głowie tego człowieka?

    Co do AIDS, to przecież oczywiste i logiczne w Michalakversum. Ludzie z AIDS nie zasługują na szczęście tak samo jak ludzie z depresją, dwubiegunówką czy w ogóle jakąkolwiek przewlekłą chorobą inną niż jakże romantyczna białaczka.

    Szczerze? Jakkolwiek źle to zabrzmi, jestem zawiedziona że Wielka Tajemnica Zosi to "tylko" bezpłodność, AŁtorkasia budowała napięcie jakby miała co najmniej okazać się reptilianką. Poza tym... czy ja coś mylę, czy ona wcześniej już mówiła Natanielowi o swojej białaczce?

    "Skoro nawet ty, człowiek o dobrym sercu, ją skreśliłeś?" - człowiek o dobrym sercu, ha. Ale to jest przede wszystkim obrzydliwe, oni wszyscy traktują tę kobietę jakby naprawdę była jakimś bóg wie czym...

    Dołączam do tych, których interesują grzeszki proboszcza!

    "Znaczy oboje chcą, znają się długo, intymność budowała się kilka miesięcy przez przyjaźń i poświęcenie Zosi, ale Nataniel jej nie splugawi, bo będzie nic nie warta" - XD po raz kolejny. Wiadomo, dziewica jest pociągająca tylko dopóki jest dziewicą, potem to już szmata.

    "Normalny człowiek zacząłby przekonywać, że to nie tak, że kocha i nie myśli o rozstaniu. Nataniel: dobra, powiem ci, jak mi się znudzisz!" - hej, to akurat w przypadku Nataniela może być całkiem rozsądne. W końcu wszyscy wiemy, że prędzej czy później to nastąpi, lepiej żeby zadeklarował od razu, że zamierza się nią znudzić...

    "Huragan Iwona jest coraz bliżej" - Claudinello, powiedz, że nas trollujesz. Ja nie wierzę, że tam tak jest, to jest... XD
    Poza tym już nie mogę się doczekać, aż Iwona wróci. Znowu wszyscy będą nią pomiatać i wpędzać w depresję, hura.

    "Niewolnicy giną na budowie" - <3

    Ksiopko Michalak bez makabry i cierpienia ludzi i zwierząt to nie ksiopko Michalak. Biedny Kazio.

    "Proszę, panie Jarząbek, wybaczyłem Joasi już dawno, proszę nie umierać…" - ja nie wierzę w to co czytam, parsknęłam jak nie wiem :'D

    "Pasowała do tego miejsca bardziej niż Oliwia" - o, widzę że wracamy też do motywu Podłej Kobiety Oliwii.

    Jestem zaskoczona, że Magda nagle zrobiła się taka usłużna wobec Siergieja. Po tych samych genach co Nataniel spodziewałam się raczej rozpieszczonej księżniczki, ale cóż. Widocznie archetyp bohaterki pozytywnej jako uległej kobiety wygrał z archetypem krewnych Nataniela jako roszczeniowych dzbanów.

    Ja w przeciwieństwie do Gayaruthiel liczę na jakiś tani cyberpunk. Jakby, znając podejście AŁtorkasi do jakichkolwiek realiów... to chyba nie jest niemożliwe, co...?

    ~Wesoła Panda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Myślałam, że to już za nami, ale jednak nie" byłoby świetnym streszczeniem serii. Zwłaszcza piątej części, gdzie, wydawałoby się, wszystkie ulubione wątki zostały już wyczerpane.

      Natanielowi nawet przez sekundę przez myśl nie przejdzie, że jest hipokrytą. Co wolno Natanielowi…

      Deszcz symbolizuje Iwonę, więc równie dobrze – znając wciskane do książek na siłę wygibasy językowe po angielsku – Michalak źle zrozumiała termin „homewrecker” :D

      U mnie też mówiło się raczej „za Chiny Ludowe”, może to od regionu zależy.

      Trusia była niewygodnym światkiem przestępstw Nataniela, dlatego zginęła.

      Nie wiem, jak Nataniel doszedł do wniosku, że gadanie o klapsie pomoże mu się wybielić w oczach Zosi, ale tym bardziej dziwi mnie to zwierzanie się i brak reakcji ze strony dziewczyny. Miłość jest ślepa…

      Białaczka i atak serca z przepracowania! Ewentualnie alkoholizm, bo on obrazuje cierpienie.

      Nataniel dopiero teraz się dowiaduje o białaczce, wcześniej miał tylko rozkminy typu „na makatkach mała Zosia ma piękne włosy, teraz już nie. Ale pasztet!”

      Ja nie wiem, skąd to skreślanie Zosi w oczach mężczyzn, naprawdę nie wiem, bo w drugiej połowie serii znajdzie się kilku bohaterów namawianych przez partnerkę na dziecko i odmawiających, bo nie chcą.

      Nataniel w kolejnym odcinku znajdzie rozwiązanie problemu „jak zamoczyć, a nie zepsuć Zosi”.

      Z tym znudzeniem się byłoby rozsądnie, gdyby Zosia miała doświadczenie w związkach. Tymczasem ta manipulacja nie otworzyła jej oczu, tylko zrobiła z niej desperatkę.

      Magda nawet jest spójna jako postać, bo jeżeli wychowali ją dziadkowie, miała wpojone staroświeckie zasady (nawet jeśli zaczęli z jednakowym charakterem, Magdę pewnie dziadkowie stawiali do pionu, a pięcioletni Nataniel za rozstawianie rodziny po kątach dostawał pochwały za bycie urodzonym przywódcą), potem mogły dojść kompleksy, potencjalne problemy ze znalezieniem chłopaka w wieku nastu lat i koniec. Żadne słoikowanie nie wyleczy z potrzeby bycia wiejską żoną idealną.

      Nie wiem, czy autorka umie liczyć. Może machnęła ręką, bo bardzo potrzebowała Nataniela po trzydziestce, a może w ogóle nie skojarzyła, że to przyszłość, bo nic się nie zmienia. To jak jej motyw ze sprzedawaniem portali społecznościowych w latach dziewięćdziesiątych, jak ktoś policzył na nakwie.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. HAHAHAHAHA!
      To jeszcze ze dwie mądrości Żula Nataniela do kompletu i drukujemy?

      Usuń
    2. Huragan Iwona też się prosi o naklejkę.

      Usuń
    3. Ja tu sobie zaraz zrobię na całą ścianę "jak nie piwko, to prostytutka" i wszyscy mi będą zazdrościli mądrości.

      Usuń
  4. Powiedzenie "za Chiny Ludowe" znam z nastolectwa, natomiast "za chińskiego boga" kojarzę tylko z "Lądowania w Garwolinie" Chmielewskiej. Może to faktycznie jakieś regionalne. :-)
    Wiecie co, mam silne skojarzenia z co nowszymi książkami Musierowicz (minus seks): autorka pisze, że postać taka czy siaka, a czytelnik jak na dłoni widzi coś dokładnie odwrotnego. Dialogi sztuczne, pięcioletnie dziecko zachowuje się i mówi jak z teatru, o antykoncepcji nikt nie słyszał...
    Achika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, to ten sam konserwatywno-sentymentalny nurt, gdzie targetem jest romantycznie nastawiona kobieta (tylko że u Michalak ciut starsza). Z tym że Musierowicz napisała kilka zabawnych, sympatycznych książek przepełnionych nadzieją i wiarą w ludzkość, nim odpłynęła. Michalak wstawia coś o nadziei na okładkę co drugiej książki, ale jej bohaterowie nie mają żadnych motywacji w życiu, ani do niczego specjalnie nie dążą. Jedynie narzekają na przebrzydły topiący kotki świat i odpychają partnerów po kilka lat zanim pójdą z nimi do łóżka, żeby udowodnić swoją wartość.
      Kwestia wieku? Musierowicz widzi już wartość tylko w platonicznych relacjach.

      Usuń
  5. Jakbym ci chciala wyslac maila, to na jaki adres? :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.