3.8 Rozdział 21, 22, 23 i 24
ROZDZIAŁ XXI: JAK SŁOŃCE ZACHODZI
Tak jak nawet najczarniejsza noc kończy się srebrnym świtem niosącym nadzieję, tak po każdym, nawet najpiękniejszym dniu przychodzi wieczór, spokojny bardziej lub mniej, ale gdy zajdzie słońce, świat znów pogrąża się w ciemnościach.
Wieczorem zachodzi słońce i jest ciemno – Michalak, 2018
Szczęśliwy czas Nataniela Domoradzkiego dobiegł końca.
Hurra!!! Wreszcie coś dobrego dla czytelnika.
Jako że Nataniel już przypomniał sobie o dziecku, dostajemy sceny, gdzie razem z Magdą gruchają do niego i czytają mu książeczki.
Patrzyła ze wzruszeniem, jak tych dwoje: jej brat i mała siostrzyczka, półleżą na łóżku dziewczynki, wymyślając swoje własne historie. (...) Magda patrzyła na te dwie kochające się istoty i smutniała z każdą chwilą, wiedząc, co wydarzy się nazajutrz.
Ciekawe, czy ma na myśli huragan-Iwonę, czy nieuchronny wybuch złości braciszka.
Emilka wkrótce zasnęła. Nataniel otulił ją kołdrą, pocałował w czółko, które zmarszczyło się komicznie na chwilkę
To dziecko naprawdę nie ma innej funkcji niż bycie komicznym, nawet jak śpi. No i żeby Nataniel miał preteksty do różnych rzeczy, jak np. odwiedzanie Zosi i opowiadanie, że się poświęca.
Był zmęczony,
A nie mówiłam?
Nie martwił się o przyszłość, wiedział, że jeszcze nie raz otrzyma cięgi od losu, ale dziś pełen był wiary i dobrych myśli. Magda zaś nie miała serca go uprzedzić, że jutro… już jutro spadnie nań cios.
Rzeczywiście dobrali się z Siergiejem. On uwielbia rzucać enigmatyczne teksty i przekomarzać się z resztą bohaterów, nie przechodząc do sedna, a ta ma ważną informację i żadnej inicjatywy, by Nataniel mógł się przygotować psychicznie.
Wiedział o tym, co ma nastąpić, Siergiej, wiedziała Magda i Zosia Micińska też. Tylko Nataniel nie przeczuwał, że ten piękny, słoneczny dzień na zawsze zapamięta jako jeden z najczarniejszych w swoim życiu.
Tak. Wszyscy wiedzieli, a nie Nataniel, ponieważ ten nie potrafił połączyć dwóch bardzo prostych faktów. Ale i tak przyjemnie przeczytać sobie ten fragment, wyobrażając sobie, że chodzi o zmowę przeciwko podłemu pasożytowi.
Rano przyjeżdża Iwona z kuratorem.
Gdy Iwona otworzyła drzwiczki, wysiadła i uśmiechnęła się doń, poczuł się tak, jakby przyjechała jego śmierć.
Bardzo się zmieniła od czasu, gdy kilka tygodni temu widział ją w szpitalu. Dziś była sobą sprzed roku: piękną, dobrze ubraną i pewną siebie.
Teraz to jak zawsze dobrze ubraną! A wcześniej Nataniel i Marta wspominali kobietę-ekspozycję w mini odsłaniającej piersi, pośladki i pępek.
Jedyną różnicą było to, że już go nie pociągała.
No to może rzeczywiście była za dobrze ubrana?
– Jestem. Tamten – machnęła ręką w kierunku kierowcy – to mój kurator. Wypuścili mnie tydzień temu warunkowo. Siergiej się spisał. Podziękuję mu przy okazji. (…) Dostałam pracę w Warszawie. W fundacji, która pomaga kobietom po przejściach, takim jak ja. Wynajęłam niewielkie, ale ładne mieszkanko i jestem gotowa.
Wreszcie umilkła, czekając, aż odezwie się on.
– Na co? – rzucił, choć nie chciał znać odpowiedzi.
– Zabrać dziecko.
Stało się. Nataniel poczuł, że tonie. Zabrakło mu oddechu.
Tyle punktów dobra przepadnie! Nataniel protestuje i szuka argumentów.
– Nat – zaczęła łagodnie – nie utrudniaj czegoś, co i tak jest trudne…
– Dla mnie! Bo przecież nie dla ciebie!
No jasne, co prostytutka, oszustka i więźniarka po przejściach, która musiała zostawić dziecko u obcych ludzi, wie o życiu.
Pokręciła głową ze smutnym uśmiechem.
– Wypuszczono mnie właśnie po to, żebym rozpoczęła wszystko od nowa. Wymiar sprawiedliwości dał mi drugą szansę. Nie odbierzesz mi jej.
– A ty nie odbierzesz mi dziecka!
– To moje dziecko, Nat. Proszę, nie rób scen…
Zatkało go. Ta wywłoka, ta kreatura, która nie liczyła się z nikim ani niczym, radzi jemu, by nie robił scen?! On?!
Jak ona śmie sprzeciwiać się cesarzowi Sennej???
– Gdzie ona jest? – zapytała, jakby wszystko to, co powiedział, nie miało znaczenia.
Zapadła cisza tak głęboka jak otchłań, w którą właśnie spadał.
– Gdzie ona jest, Nataniel? – Iwona powtórzyła głośniej, a on zaczął się modlić do Magdy, by wyczuła niebezpieczeństwo i zabrała dziewczynkę tak daleko, by Iwona, ta przeklęta po tysiąckroć suka, nigdy jej nie dopadła…
Matka przyjeżdża po swoje dziecko, nagle zostaje przeklętą po tysiąckroć suką. Siergiej mówił o pomocy Iwonie i wyciąganiu jej z więzienia od grudnia (jest chyba sierpień), kiedy Olga przywiozła do Sennej Emilkę, a Nataniel tylko klaskał i wiwatował, że sam nic nie musi robić, zamiast zastanowić się, co to oznacza dla niego i Emilki.
Na szczęście przybiega Emilka i Iwona wygrywa.
Mama! – krzyknęła i z nieludzkim wręcz skowytem rzuciła się ku kobiecie. Wpadła w rozwarte ramiona Iwony. Zacisnęła rączki na jej szyi tak mocno, aż pobielały, i zawodziła cicho, lecz tak przejmująco, że Nataniel poczuł, jak serce mu pęka.
– Mamusia, mamunia – powtarzało dziecko, tuląc się do kobiety jeszcze silniej, o ile w ogóle to możliwe.
Ona spojrzała na Nataniela, jakby mówiła bez słów: „Spróbuj mi ją teraz odebrać”.
Ale on mimo to próbował, bo przecież kochał tę dziewczynkę.
Próbował, tak. Czyli w sumie nie robi nic, tylko tłumaczy sobie w myślach, jak to on zasługuje najbardziej na miano opiekunka Emilki…:
Opiekował się nią najserdeczniej, jak potrafił, od pierwszego dnia, gdy doń przybyła.
Na przykład przerzucał ją od cioci do wujka, zostawił na jakieś dwa miesiące u Marty, dwa tygodnie u Zosi, ba! dopiero co w POPRZEDNIM ROZDZIALE odebrał ją od Mateusza ponad dobę później!
Razem z nią śmiał się, gdy była szczęśliwa, a tulił ją i pocieszał, gdy tonęła we łzach.
No to dobrze, że nie na odwrót!
Kupował jej ubranka
Na tyle często, że na początku książki Zosia musiała zbierać dziecięce ubranka po sąsiadach, żeby Emilka nie chodziła goła.
Nauczył się dla niej gotować
Nataniel, lat dwadzieścia siedem.
napisał bajkę, którą czytał jej co wieczór
Jedną, tę samą każdego wieczoru!?
A na koniec najlepsze:
– to wszystko wykrzyczał Iwonie prosto w twarz
Tak, wykrzyczał Iwonie w twarz, że napisał Emilci bajkę o cesarzu Natanielu, a w ogóle to nauczył się gotować ziemniaki, po tym jak rozchorował się po zjedzeniu surowych, podebranych Mateuszowi. Ale to wszystko dla Emilki!
– To się zmieni. Pożegnaj się z Emilką, proszę. Bez scen.
– Zostań… zostań tutaj – wydusił błagalnym tonem. – Możemy… zamieszkać razem. Dać jej prawdziwy dom. Przecież kiedyś… byliśmy parą. Kochałem cię…
Nataniel zauważył, że grożenie i plucie nic nie dało, więc zamiast iść na kompromis, swoim starym sposobem zaczyna się płaszczyć. I tak zmieniłby zdanie za kilka minut i opowiadałby wszystkim o okropnej Iwonie, która to wszystko wymyśliła.
Ta wściekła suka przyjechała tu po dziecko i z dzieckiem wyjedzie bez względu na to, co Nataniel zrobi albo powie, czy wręcz jemu na przekór!
XD Kto tu jest wściekły!?
[Magda] myślała z wdzięcznością o Siergieju, że nie pozwolił Zosi być tutaj, słuchać, jak Nataniel, miłość jej życia, właśnie prosi Iwonę Bugaj o rękę.
Aha… czyli wszyscy wiedzieli, że Nataniel zrobi straszną scenę, więc lepiej było odseparować Zosię, bo jeszcze by się zorientowała, że to idiota?
A tak poza tym to w 100% powtórka z Oliwii, więc Nataniel ma swój sposób na postępowanie z kobietami w razie konfliktu:
1. dostań niewygodną informację
2. wymyśl nieadekwatną, ale uwłaczającą ksywkę dla oponenta („cyniczna dziwka”, „wściekła suka”)
2. wymyśl nieadekwatną, ale uwłaczającą ksywkę dla oponenta („cyniczna dziwka”, „wściekła suka”)
3. zrób awanturę stulecia, biegaj, rycz, daj w dziób (sprawdzić, czy kurator nie jest karkiem w razie interwencji)
4. w obliczu stoicyzmu konfrontowanej kobiety zalej się łzami, kajaj i oświadcz
Dziecko, wtulone w nią, nawet nie podniosło wzroku. Nie pożegnało Nataniela ani jednym spojrzeniem.
Ciekawe dlaczego… Przez chwilę bałam się, że Nataniel zacznie kolejne wrzaski, tym razem że to Emilka jest perfidną zdrajczynią. Ale bądźmy szczerzy: dzieci boją się awantur, kłótni pomiędzy opiekunami, łakną stabilizacji.
Iwona odjeżdża, Nataniel rzuca się za nią ze skowytem, ale potyka się o jakiś dramatyczny korzeń i zalewa łzami.
Magda zaprowadziła brata na ganek. Posadziła w fotelu. Pobiegła do kuchni po rolkę papierowych ręczników i szklankę zimnej wody.
Marta nie żyje, mama nie żyje, Emilka u tysiąckrotnie zresocjalizowanej suki!
– Proszę. Napij się. – Podetknęła mu szklankę z wodą.
Poderwał głowę i spojrzał na siostrę z jakąś dziką nienawiścią.
– Wszystkie jesteście takie same!
Ta „Awantura o Basię” robi się jakaś dziwnie mroczna.
Nataniel biegnie do drewutni.
Magda rzuciła się za nim, ale gdy ujrzała brata z siekierą w ręce… cofnęła się przerażona.
Dobry ruch! Nataniel teraz będzie mordował. Kolejne rozdziały będą o tym, jak zamieniają się z Iwoną miejscami i teraz to on jest w więzieniu.
ROZDZIAŁ XXII: POCIERANIE UDA
Nataniel cierpi.
Magda boi się cokolwiek mówić Natanielowi, ponieważ wygląda marnie i z wrażenia może wpaść pod samochód.
Magdzie kończy się urlop i przeskakujemy do Zosi.
Następnego dnia okazuje się, że Zosia jest chora na „wredną grypę”.
Zosia biegnie dookoła jeziora do dworu, a tu Magda Śniegocka.
ROZDZIAŁ XXIII: POCIERANIE OBOK UDA
Dwa dni później Nataniel zastanawia się, czy jechać zobaczyć Emilkę.
ROZDZIAŁ XXII: POCIERANIE UDA
Nataniel cierpi.
Do tęsknoty za dzieckiem i rwącego serce żalu, że tak po prostu mu je odebrali, dołączył ból chorego uda.Czy tylko mnie się wydaje, że ta boląca część nogi to raz łydka, raz udo, zależnie od sytuacji? A zresztą, to i tak eufemizm na inną część ciała rwącą się do ruchania.
Magda, która wzięła dwa tygodnie wolnegoOczywiście po to, żeby podawać biednemu Natanielkowi zupę?
z przerażeniem i bezsilnością patrzyła, jak brat zwija się w cierpieniu, jak wgryza się we własną pięść, by nie krzyczeć na całe gardło, jak rozbija knykcie o ścianę, zostawiając na niej krwawe ślady.No tak, to siostra, nie może mu pomóc. Nataniel natomiast bardzo cierpi, że nie ma już dziecka, na które wyłudzał pomoc i pieniądze od znajomych. Do tego jest zaburzony i nie podoba mu się rzeczywistość, dlatego zaczyna życzyć śmierci wszystkim wokół, bo nie mówią mu tego, co chce słyszeć.
Sodarowa – gdyby mógł – po prostu by zabił, bo to on przecież wyciągnął Iwonę z więzienia i dzięki temu mogła odebrać Natanielowi Emilkę. Nie pomagały tłumaczenia, że któregoś dnia tamta i tak upomniałaby się o własne dziecko. Mateusz, gdy wyrwało mu się, że Nataniel nie miał do małej żadnych praw, dziecko nie było przecież jego, dołączył do grona śmiertelnych wrogów chłopaka.Magda lituje się nad debilem i jedzie spotkać się z Iwoną. Iwona nie jest zachwycona.
Po długich, upokarzających błaganiach zgodziła się, by Nataniel widywał Emilkę z daleka, tak żeby dziewczynka go nie widziała.Hmm… raczej szybko go zauważy, jak zacznie robić awanturę i bić Iwonę.
– Dla dobra dziecka – powtarzała słowa, które wbił jej do głowy kurator.Czemu ta książka krytykuje „dobro dziecka”, a stawia na „dobro pasożyta”?
„Dobro dziecka” stało się mantrą tej nieczułej kobiety.
Magda boi się cokolwiek mówić Natanielowi, ponieważ wygląda marnie i z wrażenia może wpaść pod samochód.
Mógł zemdleć na ulicy, mógł go potrącić samochód, gdy nieprzytomnie pod niego wbiegnie, wreszcie serce mogło nie wytrzymać takiego wysiłku i wzruszeniaZamiast tego więc siedzi przy nim całe dnie i nie może zrozumieć, jakiego leku mu potrzeba.
Najsilniejsze leki przeciwbólowe nie działały…Współczujmy wszyscy Natanielkowi, najmniejsza przeciwność losu i facet ląduje albo w łóżku, żądając, by cały świat się nim zajmował, albo wpada w szał, waląc pięściami na oślep.
Magdzie kończy się urlop i przeskakujemy do Zosi.
Tego dnia, kiedy Iwona przyjechała po Emilkę, Zosia zafundowała sobie objazd po Sennej i okolicach. Szczepiła za półdarmo przeciw wściekliźnie wszystkie psy i koty, których właściciele sobie tego życzyli.Za półdarmo w ramach jakiegoś programu, czy po prostu chce się dopasować do swojego mężczyzny pod względem długów i nie przyjmować wynagrodzenia, a potem pożyczać pieniądze?
Wróciła późnym wieczorem, silnie przeziębiona. Zadzwoniła do Nataniela, ale nie odebrał, zadzwoniła do Siergieja, ten odesłał ją do Magdy Śniegockiej. Dopiero ona opowiedziała Zosi, jak Iwona okrutnie postąpiła z Natanielem…Wszyscy się przygotowywali na to, że Iwona odbierze dziecko i Nataniel to źle zniesie. Iwona przyjeżdża i zabiera dziecko. Wszyscy są w szoku, że Iwona zabrała dziecko.
Następnego dnia okazuje się, że Zosia jest chora na „wredną grypę”.
Rano doktor Micińska nie wstała z łóżka. Zadzwoniła do mamy, która natychmiast przyjechała razem z Mateuszem. Stan dziewczyny był już tak poważny, że bez zwłoki wezwali pogotowie.Zosia trafia do szpitala na dwa tygodnie. Tak o, żebyśmy w sumie przesunęli czas o miesiąc do przodu, bo wątek nie ma innego uzasadnienia.
Dziś wróciła do domu, ale była jeszcze za słaba, żeby przyjmować pacjentów. Za to bardzo chciała zobaczyć się z Natanielem, ale on nie nadal odbierał telefonu."On nie nadal", super.
– Zos-siu, córee-eńko, zo-ostań– próbowała ją zatrzymać pani Marianna.Jeszcze chwilę temu była konająca do tego stopnia, że nie miała siły iść do pracy, ale mimo to biegnie na spotkanie z Natanielem. Kolejny dowód, że to tylko pretekst do skoku czasowego i żeby Nataniel wyglądał jeszcze bardziej marnie i brał punkty za litość. Za to żeby Nataniel odwiedził ukochaną w szpitalu? Gdzie tam, poradzi sobie. A jak wyjdzie kopytami do przodu, przynajmniej wpasuje się w historie o łamaczkach serc.
– Przepraszam, mamo, ale powinnam przy nim być – odparła cicho, lecz stanowczo. – Nataniel musi wiedzieć, że z tak wielkim smutkiem nie jest sam.
Zosia biegnie dookoła jeziora do dworu, a tu Magda Śniegocka.
[Magda] z oczami pełnymi łez chwytała jej rękę w swoje dłonie.Nie mogę iść z nim do łóżka, jestem siostrą! Szybko, ty idź! Rozbieraj się już!
– Nie mogę mu pomóc! Nic nie mogę zrobić, żeby nie cierpiał tak strasznie! – krzyknęła w bezsilnej rozpaczy. – I patrzeć na jego katorgę też już nie mogę!
– Muszę cię uprzedzić, Zosiu – odezwała się Magda – że Nataniel jest cieniem chłopaka, którego pokochałaś. Nie spodziewaj się ciepłego przyjęcia.Uważaj na siekierę! Jest bardzo agresywny, gdy boli go noga.
– Wiesz… gdy Iwona ją zabierała, Emilka nawet się nie odwróciła, nie pomachała Natanielowi na do widzenia, nie pożegnała się z nim. Myślę, że bardzo go to zabolało. Zupełnie jakby wszystkie miesiące, gdy opiekował się dzieckiem z oddaniem i miłością, nagle okazały się bez znaczenia…Zupełnie jakby wszystkie miesiące, gdy nie opiekował się dzieckiem, nagle okazały się mieć znaczenie…
Zosia została sama pod drzwiami sypialni Nataniela. Nacisnęła klamkę, weszła do środka i w następnym momencie klękałaUuu, szybko!
przy zwiniętym na łóżku, drżącym kształcie.A nie, jednak jeszcze nie. Dostajemy opis, jak ogląda sobie blizny i zgrubiałe złamania na nodze.
– Pomogę ci – wyszeptała, całując go w skroń.
Przymknęła oczy. Podłożyła pod udo drugą dłoń. Obie, jeszcze przed chwilą chłodne, zaczęły się rozgrzewać. Coraz silniej… Wreszcie nieomal paliły…Trzymajcie się, pierwszy raz Zosi Micińskiej.
Kiedyś napomknęła Natanielowi, że być może potrafi uśmierzyć jego cierpienie. Ma pewne zdolności… terapeutyczne zdolności, które chciałaby na nim wypróbować, ale on w nic już nie wierzył, a ona była zbyt nieśmiała i niepewna siebie, by nalegać. Teraz czuła, że pomaga, że ten dar zaczyna działać.
Czuła, jak ciało pod jej dłońmi przestaje spazmatycznie drżeć, jak mięśnie rozluźniają się powoli, bardzo powoli, a puls uspokaja się. Wreszcie, gdy żar, który przykładała do jego ran był prawie nie do zniesienia, cofnęła ręce.I poszedł spać?
Nataniel leżał nieruchomo, jego oddech, dotychczas płytki i szybki, zaczął
zwalniać. Ból mijał. Naprawdę mijał! (…)
– Dziękuję – wyszeptał ledwo słyszalnie, spękanymi z pragnienia wargami.
Zosia położyła się obok Nataniela, okryła ich oboje kołdrą, przytuliła policzek do jego piersi i zapadła, zupełnie wyczerpana zabiegiem, w płytki sen.Najwyraźniej.
Rano, zamiast bólu, obudził go zapach drożdżowego ciasta, które Magda właśnie wyjęła z piekarnika. I wszystko od razu stało się prostsze.I jaki happy end!
ROZDZIAŁ XXIII: POCIERANIE OBOK UDA
Dwa dni później Nataniel zastanawia się, czy jechać zobaczyć Emilkę.
– Pojadę tam z tobą, dobrze? – Teraz ona prosiła.Już chciał odmówić, ale… to była Magda, jego siostra, która przez dwa tygodnie trwała przy nim, patrząc, jak on cierpi, próbując mu pomóc… Jej nie mógł odmówić. Szczególnie że sam nie był pewien, czy zdoła się powstrzymać od porwania dziewczynki, gdy tylko ją ujrzy.
Albo od pobicia Iwony, bo nie jest zbyt spokojnym człowiekiem.
– Dobrze. Jedźmy razem. Później pomożesz mi w zakupach.
Cesarz Nataniel pozwolił Magdzie dołączyć do wyprawy i zrobić mu zakupy.
Po drugiej stronie parkanu rozciągał się piękny plac zabaw. Dzieciarni było na nim co niemiara. Iwona dobrze wybrała miejsce tego spotkania-niespotkania.Nataniel nie miał żadnych szans, by oddalić się z dzieckiem – wejść do parku pilnowali strażnicy – jednocześnie dorosłych i dzieci było tak dużo, że nie rzucał się w oczy.
Jak widać, Nataniel naprawdę chciał ją porwać, skoro zauważa takie rzeczy.
– Jest! – krzyknął cicho, widząc z daleka małą postać w kolorowej kurteczce. – Jest… – powtórzył łamiącym się głosem.(…)– Patrz, śmieje się! Wspina się na drabinki i się śmieje!
Jak śmie, niewdzięczna szmata – dodał w myślach Nataniel.
Jeszcze przez długą chwilę Nataniel patrzył na Emilkę. Tak, żeby zachować w sercu uśmiech dziecka na niekończące się samotne wieczory. Już miał odejść, gdy jego spojrzenie spoczęło na szczupłej, czarnowłosej kobiecie siedzącej na jednej z ławek. Uniosła rękę w geście pozdrowienia. On… chciał odwrócić się i odejść, zaciskając dłonie w pięści, ale… kiwnął jej głową.
Patrzcie: Iwona zachowała się ładnie, a ten nie może tego znieść. Już miał iść, ale nie pójdzie, bo zdenerwował się na podłą szmatę, która zachowuje się dorośle.
– Jestem z ciebie dumna – szepnęła Magda, wracając z Natanielem pod rękę do samochodu.
Jeeest! Nikogo nie pobiłeś!
Tak jest od początku serii, ale dalej nie mogę znieść, że wszyscy Nataniela traktują jak kilkulatka.
– Dokąd teraz? – zapytała, siadając za kierownicą. – Wykrzeszesz nieco sił na owe zakupy?– Galeria Mokotów. Będą krótkie, ale chciałbym, żebyś mi doradziła.
Galeria Mokotów, szoferze! Przy okazji, możesz mi podać swoją kartę i pin? Pan Lubaszka cały miesiąc próbował się do mnie dodzwonić i chyba się trochę zdenerwował, bo odebrał zaliczkę.
– Nie ma sprawy! – zakrzyknęła, siląc się na wesołość, i przekręciła kluczyk.Zrozumiała, co to za zakupy, gdy Nataniel pytał w informacji o sklep jubilerski. Oczy jej zogromniały. Rozbłysły niedowierzaniem i radością.
Tak. Nataniel postanowił pozbyć się bólu nogi, a do tego potrzebny będzie pierścionek. Obstawiajcie, dla której kobiety. Dla Iwony, żeby odzyskać Emilkę, czy dla Zosi, z którą spotykał się dwa dni (bo resztę miesiąca, podczas którego „randkowali”, spędzili w osobnych łóżkach, cierpiąc w chorobie)?
A gdy zatrzymali się przed rozświetloną złotem gablotą i Nataniel zapytał: „Jak myślisz, który się jej spodoba?”, po prostu rozpłakała się.
Był to pewnie najtańszy pierścionek z przeceny w losowym rozmiarze, który nie będzie pasował nikomu. No, może będzie szukał żony jak Kopciuszka z pantofelkiem.
Tak samo rozpłakała się Zosia, gdy Nataniel jeszcze tego samego wieczoru poprosił ją do ogrodu, i – trzymając w palcach prześliczny pierścionek ze złota i szmaragdów – ukląkł, po czym zaczął rwącym się ze wzruszenia głosem:– Kochana moja… – I umilkł.
Piękna przemowa. Sorry, kochanie, zapomniałem sobie ułożyć przemowę. Ale pierścionek jest? Jest. Czego jeszcze chcesz?
Wreszcie zdołał wypowiedzieć najważniejsze słowa:– Zostaniesz moją żoną? Bardzo cię kocham…– Tak, Natuś. Będę przeszczęśliwa… Jeśli tylko chcesz mnie taką…Uciszył ją pocałunkiem.
Tak? To załatwione!
wsunął na serdeczny palec dziewczyny złoty klejnocik i pociągnął ją za sobą w noc, do dworu. A tam do sypialni rozświetlonej dziesiątkami świec. Łóżko, zasłane świeżą, pachnącą pościelą, już czekało na dwoje kochanków.
Patrzcie, jak on sobie to co do minuty rozplanował. Pierścionek kupiony w parę minut, oświadczyny w trzy sekundy, narzeczona łup, na łóżko, i można ruchać.
Zosia zatrzymała się w progu, nagle onieśmielona.
Nie mogła jednak odmówić, ponieważ słowo się rzekło.
Złożył ją na łóżku i nie przestawał jej oswajać, powoli i łagodnie sprawiając, że dziewicza intymność wilgotniała.
Jakieś takie weterynaryjne skojarzenia z tym oswajaniem.
Może przesadzam, ale wzdrygam się na myśl, że Nataniel zaplanował Zosi jej pierwszy w życiu stosunek w formie niespodzianki, z której nie może się wykręcić (on przecież doskonale wie, że nie jest asertywna), więc nie wiadomo, na ile to jej chęć, by poszli na całość, a na ile wewnętrzny przymus, by nie sprawić przykrości narzeczonemu. Takie rzeczy powinny być przynajmniej trochę spontaniczne, by mogła stwierdzić, że naprawdę tego chce; ewentualnie obgadane, ale nie byliśmy też świadkami rozmowy na ten temat, by Nataniel mógł stwierdzić, że Zosia się ucieszy z zaaranżowania pokoju rozpusty. Nie zna Zosi na tyle, by móc się domyślić z jej zachowania, co by jej odpowiadało, spotykają się ledwie miesiąc. Chociaż akurat to może być realistyczne…
Może przesadzam, ale wzdrygam się na myśl, że Nataniel zaplanował Zosi jej pierwszy w życiu stosunek w formie niespodzianki, z której nie może się wykręcić (on przecież doskonale wie, że nie jest asertywna), więc nie wiadomo, na ile to jej chęć, by poszli na całość, a na ile wewnętrzny przymus, by nie sprawić przykrości narzeczonemu. Takie rzeczy powinny być przynajmniej trochę spontaniczne, by mogła stwierdzić, że naprawdę tego chce; ewentualnie obgadane, ale nie byliśmy też świadkami rozmowy na ten temat, by Nataniel mógł stwierdzić, że Zosia się ucieszy z zaaranżowania pokoju rozpusty. Nie zna Zosi na tyle, by móc się domyślić z jej zachowania, co by jej odpowiadało, spotykają się ledwie miesiąc. Chociaż akurat to może być realistyczne…
Ona przygarnęła go do siebie dłońmi, oddając pocałunki, próbując nieporadnie pieścić również jego, ale odsunął się, ukląkł między udami dziewczyny i zagłębił w jej wnętrzu ciepły, miękki język.
No tak, bohater-dżentelmen wie lepiej, co podnieci dziewicę i musi jej to pokazać, odmawiając jej inicjatywy i włażąc miękkim (jakaś choroba?) językiem, bo mimo doświadczenia niewiele ma pojęcia o anatomii kobiecego ciała.
Wiedział, że pierwszy raz będzie dla niej bolesny, więc zrobił to szybko – jednym silnym, głębokim pchnięciem.
Wiedział, że będzie boleć, więc łupnął bez ostrzeżenia, żeby nie robiła scen, że ją coś boli albo jest za sucho.
Znieruchomiała, czując przeszywające ją ostrze, w oczach rozbłysły jej dwie łzy.
Aaa, bo on przeciął tę mityczną błonę nożem! Sprytnie.
W ten sposób Zosi ból szybko przechodzi i natychmiast ogarnia ją żądza pchania i posuwania.
Poruszali się razem niczym uderzająca o brzeg morska fala.
Bo morska fala zawsze porusza się razem.
– Kocham cię – wyszeptał i scałował łzy z kącików jej oczu.– Kocham cię – odpowiedziała, dotykając jego policzka z nieskończoną czułością.Nie potrzeba było więcej słów. Oboje wiedzieli, że było pięknie. I że zapamiętają ten wieczór na zawsze.
I koniec rozdziału. Bardzo dobrze, duszące te drętwe opisy ekspresowych zaręczyn i ich pokłosia.
ROZDZIAŁ XXIV: CO ONI TU ŻREJĄ
Tak miało być każdego ranka: Zosię budził zapach kawy i świeżych bułeczek z powidłami albo Nataniela budził zapach czekolady na gorąco i drożdżowego ciasta z masłem, co uwielbiał. To z nich, które pierwsze ocknęło się po nocnych szaleństwach i namiętnościach, starało się wstać po cichu i przyrządzić dla obojga pyszną śniadaniową ucztę.
Na koniec książki wszyscy dostaną cukrzycy. Albo wódeczka, albo ciasteczka.
Wystarczyło, że ujrzał skrawek nagiego uda ukazujący się pod ręcznikiem, gdy wychodziła po kąpieli z łazienki, i natychmiast głodne ręce mężczyzny wędrowały pod ten ręcznik, szukając wilgotnego, gorącego zakamarka…
Mogła być to pacha albo za kolanem, ważne, że zakamarek.
Na temat seksu – dwie strony. Inne aspekty związku?
Nagle koniec sielanki, bo na rowerze nadjeżdża pucołowaty Antoś Zima (listonosz, który znikąd dostaje opis postaci, żeby zaraz zniknąć) i przekazuje Natanielowi ważny list.
Okazuje się, że list jest zupełnie prawdziwy i to pozew od Jarząbka.
Siergiej zgadza się, że „przemoc tu nie pomoże” i niestety zgadza się rozwiązywać wszystkie problemy Nataniela jak dobry (i bogaty) ojciec wyciągający syna z długów.
Zosia nie opierała się zbyt stanowczoCo prawda nadal nie była przekonana, ale nie miała zbyt wiele do gadania.
Czasem (…) zawracała od progu (…), zarzucała Natanielowi ręce na szyję, wpijała się ustami w usta ukochanego, a gdy zaczynał ją całować, wsuwała dłoń w jego spodnie i zaciskała palce na nabrzmiałej męskości. To wystarczyło.Jedno, że Nataniel najwyraźniej cierpi na priapizm. Drugie, że zaciśnięcie dłoni mu „wystarcza”. To chyba jakieś zaburzenie.
Kochali się wszędzie i zawsze, gdy tylko naszła ich ochota – czyli wszędziei zawsze – i nie było nikogo w pobliżu. Samochód? Proszę bardzo! Leśna polanka? Jak najbardziej! Ścieżka nad jeziorem? Oczywiście! Że o dworku czy domu Micińskich nie wspomnieć, bo to zrozumiałe...Miarą miłości jest liczba stosunków dziennie, różnorodność miejsc, w których się je uprawia oraz liczba świadków.
Na temat seksu – dwie strony. Inne aspekty związku?
Lecz piękniejsza od seksu była miłość, jaką tych dwoje się darzyło.I to tyle. Ja bym jednak chciała wiedzieć, w jaki sposób. Natychmiast przechodzimy jednak do innych tematów.
Chatka nad jeziorem była na ukończeniu. Dobrzy sąsiedzi zakładali ostatnie instalacje. Nataniel kupił kafelki do łazienki i całe jej wyposażenie. Zamówił też ładne meble kuchenne.Patrzcie, Nataniel coś kupił! Ciekawe, skąd ma pieniądze, chyba że nie płacił rachunków ani nie kupował nic innego, bo w końcu minęło już parę miesięcy (jest mniej więcej listopad, książka zaczyna się pod koniec kwietnia lub na początku maja) od tej dwunastotysięcznej zaliczki, a czynsz wynosił dwa tysiące! Tylko to powinno pochłonąć czternaście tysięcy.
Pozostawało pytanie, gdzie z Zosią po ślubie zamieszka – ona miała przecież własny dom z lecznicą, Nataniel nadal wynajmował dwór i jakoś przykro było mu się z nim rozstawać.Idealny plan finansowy: utrzymujmy trzy mieszkania za zero przychodu. To znaczy z pensji Zosi, która ledwo przędzie, bo ludzie źli i nie płacą za pieska.
Bliższe jego sercu było stare domostwo, które pokochała Marta Kraszewska, niż nowa chata, niemająca tego czegoś… Duszy?Tak, Nataniel wspaniałomyślnie pozwolił Markowi i innym mieszkańcom wybudować sobie dom, ale nie obiecywał, że się tam wprowadzi.
Gdy człowiekowi jest za dobrze i wydaje mu się, że ma za wiele, los rozwiązuje dylematy za niego.O, o! Patrzcie, nawet narrator się zbulwersował! Nie zgadniecie, co takiego się przytrafi naszemu bohaterowi.
Zosia pobiegła z samego rana do pracy, Nataniel siedział na ganku z laptopem na kolanach i kończył opowieść o zwierzakach poszukujących Dziecka. Nie miał dla kogo jej pisać – Emilka odeszła – ale wymyślanie dalszych przygód sprawiało mu taką radość, że nie chciał porzucać tej historii. Nadal nie wiedział, kim jest owo tajemnicze Dziecko i czy przyjaciele w końcu je odnajdą, czy też będą go szukać przez następny tom i kolejne, ale polubił ich radosne, rozdokazywane towarzystwo. Zosia, której czytał przed snem – jak kiedyś Emilce – napisane w ciągu dnia fragmenty, zaśmiewała się w trakcie lektury, wzruszała czasem do łez, trzymała kciuki za kota-pirata i wiewiórkę-elegantkę, a gdy Nataniel zamykał laptop, mówiąc, że więcej nie ma, błagała, by pisał dalej.Nataniel z nieprzyjemnymi emocjami radzi sobie poprzez opisywanie znajomych jako zwierzątka z bajki. W dodatku sam sobie nie zdaje sprawy, co robi, bo najwyraźniej chwali się za niesamowitą kreatywność. Oliwia to pewnie karaluch, a oślizgły węgorz na pomoście zdradził pięknego kulejącego rumaka z tym całym kotem-piratem.
Nagle koniec sielanki, bo na rowerze nadjeżdża pucołowaty Antoś Zima (listonosz, który znikąd dostaje opis postaci, żeby zaraz zniknąć) i przekazuje Natanielowi ważny list.
List z sądu, bo taki adres był wpisany w miejscu nadawcy, zostawił na koniec. Urzędowe pisma najczęściej oznaczały kłopoty, znaczniej rzadziej spadek po nieznanym, za to nieprzyzwoicie bogatym wujku.Nataniel liczył na to drugie, ale niestety, to list od niebogatego niewujka Kazimierza, który wkurzył się na nielegalną budowę.
Nataniel rozdarł kopertę, przeleciał pismo wzrokiem i… osłupiał.Daj Siergiejowi, on umie czytać. Co prawda niedawno byłeś na niego śmiertelnie obrażony, ale co tam, teraz kumpel jest potrzebny.
Nie zrozumiał.
Siergieja, z którym się zdążył przeprosić, zastał na łące za domem, gdzie ten wyznaczał miejsca pod przyszłą wakacyjną wioskę.Ty pomóż mnie!
– Cześć, zakochany! – przywitał Nataniela mężczyzna, ocierając przedramieniem pot z czoła. – Przyszedłeś pomóc?
– Może później. Czytaj. – Chłopak podał mu pismo.
Okazuje się, że list jest zupełnie prawdziwy i to pozew od Jarząbka.
– To kuriozalne! Jarząbek nie mógł ci tego zrobić! Domaga się, bydlak, odszkodowania?! Pół miliona złotych?! Po tym, jak jego córcia spaliła ci dom z całym majątkiem, jak zabiła moją Martę, jak błagał cię o wybaczenie za każdym razem, gdy odwiedzałeś go w szpitalu... Po tym wszystkim ta menda cię pozywa?!Tylko dlatego, że to inni zazwyczaj rozwiązują jego problemy i nie musi się stresować.
– Na to wygląda – odparł Nataniel beznamiętnym tonem. Nie dlatego, że pismo procesowe z sądu go nie poruszyło, przeciwnie: nadal był w szoku.
– Ukatrupię swołocz! – Sodarow naprawdę się wkurzył. – Pójdę do skurwiela i ryj mu skuję.A potem będzie kolejny pozew. Sprytnie. Nawet Nataniel się zorientował, że to nie jest najlepszy plan:
– Ruszył w kierunku domu, podwijając rękawy, ale Nataniel chwycił go za ramię i odwrócił szarpnięciem do siebie. – Tkniesz go palcem, a pozwie i ciebie, wredny typ.Wredni wrogowie Nataniela: nie lubią, jak się ich bije.
Poradź mi lepiej, jak rozwiązać ten problem bezkrwawo. Nie mam pół miliona i jeszcze za dziesięć lat nie będę miał. Pomóż mi, Siergiej.Jaki bezpośredni: może ty masz pół miliona? Dej!
Siergiej zgadza się, że „przemoc tu nie pomoże” i niestety zgadza się rozwiązywać wszystkie problemy Nataniela jak dobry (i bogaty) ojciec wyciągający syna z długów.
– Pojedziemy do Warszawy – odezwał się na głos. – Papuga, który zajmował się sprawą Iwony (…). Przyjrzy się temu pozwowi, oceni twoje szanse. (…) Daj mi chwilę. Przebiorę się i możemy jechać.Daj mi chwilę, pojedziemy do Warszawy i wszystko się ułoży!
Jeśli uzna, że masz więcej niż pięćdziesiąt procent na wygraną, wchodzimy w to, jeśli zaś nie… Cóż, wystaw dziewictwo Zosi na aukcję, bo przyda się każda złotówka.
Ręce mi opadają, jak widzę takie mądre komentarze bohaterów. Przypominam, że Zosia to jedna z niewielu osób w Sennej, z którą Siergiej utrzymuje przyjacielskie stosunki. Na tyle bliskie, że zna różne bolesne sekrety jej i jej matki, Zosia robiła u niego praktyki i ciepło się o nim wyraża. Właściwie nawet nie wiemy, czy Siergiej ma innych bliskich znajomych, bo wszyscy lekko się go boją jako gangstera, jak to zostało przedstawione w pierwszym tomie.
Werdykt prawnika był druzgocący: Nataniel przegra tę sprawę. Był inwestorem – „ale nie zainwestowałem w ten dom ani złotówki!, jest dziełem wolontariuszy!” – który nie zabezpieczył odpowiednio placu budowy, wznosił dom bez pozwoleń, bez szkolenia BHP, bez nadzoru inspektora budowlanego i tak dalej, i tak dalej. Całe szczęście, że Jarząbek przeżył, bo dziś Nataniel miałby na karku nie pozew o odszkodowanie, a sprawę prokuratorską…
Tutaj zastanawiam się, jak to było z prawem własności, bo Nataniel nie był zbyt zainteresowany papierologią. Podejrzewałam, że cała wymiana działek była załatwiona „na gębę”, a wtedy nie miałby problemu. Nie jego dom, nie jego małpy.
– Jedyne, co mogę zaproponować, to ugodę – rzekł na koniec przydługiej tyrady mecenas Kopeć.(…)
…jednakże prawnik Jarząbka – skąd starego łachudrę stać było na opłacenie prawnika?!, zastanawiał się Sodarow, domyślając się, że to jeden przyszpitalnych sępów, które tylko czekają na podobne okazje – postawił sprawę jasno: ugoda jest możliwa pod warunkiem godziwego odszkodowania. (…)
Sodarow nie mógł słuchać prawniczego pieprzenia i po pięciu minutach urwał się na papierosa. Po dziesięciu dołączył doń Nataniel.
No tak, po co interesować się problemem. Nataniel prosi o papierosa.
– Przecież nie palisz – zauważył łagodnie Sodarow.
– Ale potrzymać mogę. Chociaż dywan uświnię tytoniem w tej wymuskanej kancelarii – odparł ponuro Nataniel.
No tak, potupię i może spalę im brzydką kancelarię, a co!
Siergiej natomiast przedstawia własną wizję idealnego rozwiązania:
Szkoda, że nie można ich rozwiązywać jak kiedyś na Dzikim Zachodzie. Z przyjemnością wpakowałbym Jarząbkowi kulę między oczy.
Całe szczęście Siergiej najwyraźniej nie nosi ze sobą pistoletu, bo para dojrzałych mężczyzn musiała obejść się tupaniem i rozrzucaniem tytoniu.
Tymczasem w Sennej ludzie pozazdrościli Jarząbkowi przyszłej fortuny, a przynajmniej połowa z mieszkańców uznała, że „na biednego nie trafiło” i z pozwu będą góry złota. Logiczne, że w ich mniemaniu Nataniel miał pieniądze, dlatego wszyscy skrzyknęli się, by z dobrego serca wybudować mu dom. Bogaci ludzie naturalnie przyciągają do siebie chmary niewolników, przyrody nie oszukasz.
Tymczasem w Sennej ludzie pozazdrościli Jarząbkowi przyszłej fortuny, a przynajmniej połowa z mieszkańców uznała, że „na biednego nie trafiło” i z pozwu będą góry złota. Logiczne, że w ich mniemaniu Nataniel miał pieniądze, dlatego wszyscy skrzyknęli się, by z dobrego serca wybudować mu dom. Bogaci ludzie naturalnie przyciągają do siebie chmary niewolników, przyrody nie oszukasz.
Nataniel postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać problemy jedynym sposobem, jaki zna.
– Nie mam na czynsz – krzyczał do Sodarowa
![]() |
| Najpierw wyobrażałam sobie Nataniela jako groźnego furiata, potem kota krzyczącego o jedzenie, a teraz tak. |
Ciężko darzyć sentymentem coś, czego jeszcze nie ma. Może Emilka da ci niewykończonego dinozaura z plasteliny, bo nigdy nie czuła do niego sentymentu?Skąd ja ci wezmę takie pieniądze, człowieku?! Nie mam nic! Nic, co można byłoby…
– I tu się mylisz, Nat – przerwał mu spokojnie mężczyzna. – Masz dom, piękny, nowy dom w świetnym miejscu, wymarzonym na letnisko, nad jeziorem, z pomostem, urządzony. Weź kredyt pod jego zastaw albo sprzedaj tę chałupę, a przynajmniej ten problem będziesz miał z głowy. I tak nigdy nie darzyłeś jej sentymentem i już nie obdarzysz.
W ten sposób Nataniel nagle orientuje się, że ma nieruchomość, a więc również i pieniądze. Jeszcze utraci status cierpiącego biedaka i zostanie handlarzem nieruchomościami, skandal! Trzeba jak najszybciej się pozbyć.
Kupiec pojawił się jak na zawołanie
Tak o, żebyśmy szybciej dotarli do końca książki: podły biznesmen z Warszawy – kumpel prawnika – przejmuje nieruchomość, a Jarząbek ostatecznie wzbogaca się o sto tysięcy.
Pierwszej nocy, gdy padł nieprzytomny od nadmiaru szampana, włamano mu się do domu i wyniesiono dosłownie wszystko, łącznie z wersalką, która by się ostała, gdyby Kaźmirz padł na nią.
Tak, to jest w kolejnym zdaniu po tym, w którym dowiadujemy się o odszkodowaniu. Żeby czytelnicy pamiętali, że świat jest sprawiedliwy i wszyscy równo cierpią.
Oczywiście złodzieje nie liczyli, że trafi im się owo magiczne sto ptyków, ale uznali, że Jarząbka stać na nowe meble.
Cieszył się nimi niecały tydzień. Fachowcy z firmy zajmującej się ochroną mienia nie zdążyli założyć alarmu i kamer, gdy podobnie jak poprzednio włamywacze weszli w nocy, tym razem ogłuszyli Jarząbka, zanim zdążył podnieść larum, i wyczyścili mu chałupę do gołych murów.
Wyłudzone pieniądze, pieniądze z krzywdy ludzkiej, szczęścia nie dadzą.
Kaźmirz wyprowadził się na drugi kraniec Polski…
Gdy jakiś czas później zawitał do Sennej z powrotem, miał zaawansowaną marskość wątroby i był bez grosza. Przepił wszystko. Nikt go nie żałował.
To też w kolejnym zdaniu. Żeby cały wątek listu z pozwem, bitwy prawników, sprzedaży domu i odszkodowania rozpoczął się, rozegrał i zakończył, łącznie z zemstą uniwersum, dwoma włamaniami, chorobą i upadkiem Kazimierza, na niecałych trzech stronach.
Tymczasem Nataniel, za którego problem ze zbyt wieloma domami do wyboru został rozwiązany, zajął się tym, co zależało tylko od niego: pracą. Ciężką pracą.
Pierwsza część zdania jest jak najbardziej wiarygodna.
Nataniel sam nie ogarnął, że źle by to wpłynęło na jego image szlachetnego biedaka, któremu trzeba pomagać, jakby miał za duży majątek i tak dalej. Poza tym to bez sensu, że budowaliśmy ten dom dziesięć rozdziałów, a potem wio, kasiorka.
Nataniel sam nie ogarnął, że źle by to wpłynęło na jego image szlachetnego biedaka, któremu trzeba pomagać, jakby miał za duży majątek i tak dalej. Poza tym to bez sensu, że budowaliśmy ten dom dziesięć rozdziałów, a potem wio, kasiorka.
Ciekawe, że NIGDZIE nie padło, za ile dom został sprzedany. Wiemy ile zostało Jarząbkowi, ale ile tak naprawdę dorobił się na tej transakcji Nataniel?
Za dnia pomagał Siergiejowi stawiać pierwsze domki wakacyjne.
Jakieś dwa domki dziennie i byle jak, w nadziei na odszkodowanie.
Wieczorami ślęczał nad zleceniami. Noce były dla Zosi i tylko dla niej.
Nie spał, brał amfetaminę.
dwie godziny poświęcał na pisanie opowieści o Dziecku. Już wiedział, kim ono jest i gdzie się podziało: porwała je zła czarownica i wywiozła daleko, do pewnego miasteczka, gdzie wypuszczała Dziecko jedynie na krótką chwilę, by mogło pobawić się na placyku zabaw z innymi dziećmi…
To tak jakbyście myśleli, że przesadzam, że Nataniel opisuje rzeczywistość i wyżywa się na tych, których nie lubi, opisując ich za karę w książeczce.
Emilkę, bo o niej i dla niej spisywał tę historię
A to na wypadek, gdyby czytelnicy byli kompletnymi idiotami.
widywał co tydzień. Iwona dotrzymywała słowa i w każdą niedzielę, czy słońce, czy deszcz, pojawiała się z dziewczynką w parku Ujazdowskim.
Tu Nataniel przez pół strony narzeka na swój los, bo Emilka go nie widuje i nie mówi do niego „Natusiu”.
I właśnie ona któregoś dnia… był to październik… wstała nagle z ławki i ruszyła ku nim szybkim, zdecydowanym krokiem.
(…)
– Możesz się z nią spotkać – padło nagle.
Czujecie, jak książka się kończy i nagle zamykamy wątki jeden po drugim?
Okazuje się, że przywrócenie Nataniela w życiu Emilki zaproponował kurator.
Okazuje się, że przywrócenie Nataniela w życiu Emilki zaproponował kurator.
– Mała tęskni za tobą. Bardzo. Zrobiła w szkole kukiełkę, nazwała ją twoim imieniem i rozmawia z nią. To znaczy z tobą. Nie chce zabierać jej do domu. Zostawia ją, to znaczy ciebie, w szkole, bo się boi, żebym jej nie zniszczyła. To znaczy ciebie. Nie, kukiełki! – Machnęła ręką, rozzłoszczona i zmieszana.
![]() |
| Natuś |
– Nauczycielka zaniepokoiła się tym nieco i zasugerowała… Możesz się z Emilką widywać. Tutaj. W każdą niedzielę. Na początek z godzinkę. Ja wyskoczę do jakiejś kawiarni, przynajmniej odetchnę od dziecka.
Zauważyliście to słownictwo? Odetchnięcie od dziecka w świecie Michalak musi oznaczać najgorsze.
– Dziękuję… bardzo ci dziękuję, Iwonko – wydusił Nataniel, jeszcze nie wierząc w swoje szczęście.
Ona patrzyła nań z mieszaniną triumfu i pogardy, gdy nagle napotkała spojrzenie Zosi Micińskiej. I ono starło z twarzy kobiety wszelkie pogardliwe uśmieszki. „Jesteś złym, zepsutym do szpiku kości, podłym człowiekiem” – mówiła Zosia bez słów. „Znęcasz się nad kimś, kto kiedyś cię kochał, a potem, mimo że go zdradziłaś, zaopiekował się twoim dzieckiem. Zamiast być mu wdzięczna i go uszanować, gardzisz nim, dla chorej satysfakcji zadajesz mu wciąż nowe cierpienie. Śmiej się, śmiej, dopóki możesz. Ktoś kiedyś wyrówna rachunki. Nie będzie to Nataniel, jest zbyt dobrym człowiekiem, żeby się mścić, ale sprawiedliwość cię dopadnie”.
Zosia dostaje szału znikąd i obraża Iwonę, na szczęście tylko w myślach. To całkiem wiarygodne, bo o ile zakochana Zosia nie wydaje się niedojrzała, to w takich momentach może wyłazić z niej brak doświadczenia w związkach – to że Nataniel nadaje na Iwonę, nie znaczy, że każdy zarzut jest prawdziwy. Bo jak ona znęca się nad Natanielem, idąc za radami kuratora, tak z odcięciem dziecka od niego, jak i ponownym nawiązanie kontaktu? Jak ona nim gardzi? Pozwala mu widywać Emilkę z daleka i trzyma się umowy, zawsze przychodzi. Podejrzewam, że ten pogardliwy uśmieszek to tak naprawdę wymuszony uśmiech kobiety z problemami, która ledwo się trzyma. Swoją drogą Zosia zupełnie zapomniała, że gdy pominie się związek Nataniela z Iwoną, to istnieją tu jeszcze więzy krwi. Dobry bohater zostawiłby pięcioletnią siostrę na pastwę losu?
Nataniel biegnie do dziecka.
Dziewczynka uniosła nań czarne źrenice, błyszczące od łez.
– Dlaczego mnie oddałeś, Natuuuś? No dlaczego?
– Nigdy cię nie oddałem! – wykrzyknął zaskoczony. – Twoja mama…
– Mamusia powiedziała, że już mnie nie chciałeś. Oddałeś mnie mamusi i nie chcesz nawet do mnie przyjechać.
Wydawało mi się, że ona to konsultowała z kuratorem? A tam. Ta scena raczej jest tylko po to, żeby podsumować Iwonę jako egoistyczną wiedźmę, inaczej czytelnicy mogliby kwestionować, czy Nataniel i Zosia są idealnymi rodzicami w zastępstwie.
„Iwona, niech cię szlag!”, krzyknął w duchu, lecz było w tym więcej goryczy niż złości. Liczyło się to i tylko to, że od dziś będzie mógł dziewczynkę widywać co tydzień. Może przyjdzie taki dzień, że Iwona pozwoli mu zabrać dziecko na weekend? Albo ferie? Mógł ją jedynie o to prosić. Nie miał do Emilki żadnych praw. Tylko miłość.
Super, ale co mu jeszcze chodzi? Uważa, że powinien mieć prawa większe niż matka? Przecież odzyskał możliwość widywania się z siostrzyczką, a podobno tylko na tym mu zależało!
I tak się stało.
Dokładnie w kolejnej linijce, żebyśmy nie musieli za długo czekać.
Macie szczęście, że w dzisiejszym odcinku analizy Emilka zostaje zabrana przez Iwonę i właściwie od razu oddana z powrotem Natanielowi, bo z emocji paznokcie byście poobgryzali do krwi przez te dwa tygodnie. Sprytnie ze strony autorki.Iwona nie była z tych czułych, oddanych matek, które z radością zajmują się swymi pociechami przez cały boży dzień. Szybko spodobały się jej weekendy wolne od opieki nad dzieckiem. Nataniel zaczął odbierać Emilkę w piątek po szkole i odprowadzać ją wprost do klasy w poniedziałek rano.
Znów czuł się szczęśliwy. Emilka zaś nie musiała już rozmawiać z kukiełką. Iwona miała weekendy całe dla siebie, a już przebąkiwała, że wyrwałaby się na narty w najbliższe święta.
W taki oto sposób kończymy wątek Iwony: spodobała jej się wolność, narty w sumie fajne, Emilka zostaje u Nataniela. Więcej tej postaci już nie zobaczymy (chyba że w szóstej części, ale się nie zapowiada).
I po co był cały wątek matki z problemami, która przejmowała się dzieckiem? Chociaż żeby to miało uzasadnienie, chociażby nowy związek, w którym pokłada nadzieje, a gdzie mężczyzna nie jest zachwycony obecnością Emilki, ale nie; wiemy dokładnie tyle, co powyżej. Nataniel na koniec tylko zakłada, że albo Iwonie spodoba się wolność na zawsze, albo znowu trafi do więzienia. Może tak naprawdę zaraz po spotkaniu popełniła samobójstwo, co byłoby spójne z postacią i dalszą historią, ale tego się nie dowiemy. Koniec wątku!
A dlaczego spójne? Iwona jest straumatyzowana i zapewne jakoś się trzymała, póki miała cel: zapewnić dziecku lepsze życie. Być może wolność okazała się rozczarowująca, Iwona czuła się złą matką, ilekroć zachowanie Emilki odbiegało od normy, a łatwiej było jej założyć, że dziecku krzywda się u brata nie stanie. Po jej śmierci ktoś z rodziny musiałby dostać prawa do opieki, a rodzice ani siostra Iwony nie kwapili się do pomocy przy małej. W kolejnych dwóch tomach Emilka występuje już jako córka (!!!) Zosi i Nataniela, nie siostra i szwagierka będąca u nich tymczasowo.
A dlaczego spójne? Iwona jest straumatyzowana i zapewne jakoś się trzymała, póki miała cel: zapewnić dziecku lepsze życie. Być może wolność okazała się rozczarowująca, Iwona czuła się złą matką, ilekroć zachowanie Emilki odbiegało od normy, a łatwiej było jej założyć, że dziecku krzywda się u brata nie stanie. Po jej śmierci ktoś z rodziny musiałby dostać prawa do opieki, a rodzice ani siostra Iwony nie kwapili się do pomocy przy małej. W kolejnych dwóch tomach Emilka występuje już jako córka (!!!) Zosi i Nataniela, nie siostra i szwagierka będąca u nich tymczasowo.
Na zakończenie rozdziału ostatnia „niespodzianka”:
Oto ze Stanów wydawca przysłał Natanielowi pierwszy egzemplarz jego książki, zatytułowanej: „Gdzie jest Dziecko?!”
I koniec rozdziału.
Jak na standardy autorki i tak podziwiam, że zapisała sobie wątki i je kończy. W kolejnym, ostatnim już odcinku analizy trzeciej części zamkniemy wszystkie nieporuszone dotąd kwestie, a będzie się działo! Dołożymy nawet coś czego nie było, czyli znów przesyłka polecona z dzieckiem z okładki.


Komentarz w kilku, jeszcze nie wiem ilu częściach, bo wciąż był za długi, a poświęciłam na niego za dużo czasu żeby skracać.
OdpowiedzUsuń"Jak jak nawet" - tam tak było, czy błąd kopiowania? :'D
"Szczęśliwy czas Nataniela Domoradzkiego dobiegł końca" - nareszcie.
Ja kompletnie nie rozumiem, dlaczego Magda (zresztą nie tylko ona, skoro wszyscy poza Natanielem wiedzą!) nie uprzedziła go, że Iwona przyjeżdża już, teraz, jutro. Nie cierpię motywu "wszyscy poza głównym bohaterem o czymś wiedzą, ale nie mogą mu powiedzieć gdyż fabuła".
Czy ktoś jeszcze ucieszył się na powrót Iwony tak bardzo jak ja? :'D
Tak, tak, Iwona jest wiedźmą i przeklętą po tysiąckroć suką, bo wróciła po swoje własne dziecko dla którego wcześniej wpakowała się w kłopoty i które zostawiła u praktycznie obcych ludzi.
"Możemy… zamieszkać razem. Dać jej prawdziwy dom. Przecież kiedyś… byliśmy parą. Kochałem cię…" - XD Co za kretyn.
"Wszystkie jesteście takie same!" - nie wiedziałam, że Nataniel został incelem.
"Magda rzuciła się za nim, ale gdy ujrzała brata z siekierą w ręce… cofnęła się przerażona" - przepraszam Cię, Claudinello, ale co było dalej?! Co on z tą siekierą zrobił? Ja naprawdę liczyłam na to że odrąbie sobie albo komuś innemu nogę :'D
"Nie pomagały tłumaczenia, że któregoś dnia tamta i tak upomniałaby się o własne dziecko" - no właśnie. Nie wiem czy autorce ten przebłysk obiektywizmu wyszedł przypadkiem czy ona nas wszystkich trolluje, ale cały ten akapit podsumowuje Nataniela idealnie. Roszczeniowy kretyn, który obrazi się na każdego kto spróbuje przemówić mu do rozsądku i będzie umierający leżał w łóżku, żebrząc o seks.
"Mógł zemdleć na ulicy, mógł go potrącić samochód, gdy nieprzytomnie pod niego wbiegnie, wreszcie serce mogło nie wytrzymać takiego wysiłku i wzruszenia" - co? XD Naprawdę to, że dziewczyna przyjechała po swoje dziecko, które Nataniel i tak przerzucał od jednego przyjaciela do drugiego jest dla niego takie przerażające? Zaraz to zastąpi jego traumę z powodu złamanej nogi...
"Dopiero ona opowiedziała Zosi, jak Iwona okrutnie postąpiła z Natanielem" - no, przyjechała odebrać swoją córkę, tak jak się umawiali i nie pozwoliła mu się z nią "pożegnać" bo jeszcze by furiat trzasnął ją albo dziecko. Zaiste, okrutne.
Zosia ciężko chora i leżąca w szpitalu tylko po to, żeby autorka mogła zrobić time-skip bo nie ma pomysłu na akcję przypomina mi trochę "365 dni" i narkolepsję Laury Biel.
"On nie nadal" - XD
Usuń"Jeszcze chwilę temu była konająca do tego stopnia, że nie miała siły iść do pracy, ale mimo to biegnie na spotkanie z Natanielem. Kolejny dowód, że to tylko pretekst do skoku czasowego i żeby Nataniel wyglądał jeszcze bardziej marnie i brał punkty za litość. Za to żeby Nataniel odwiedził ukochaną w szpitalu? Gdzie tam, poradzi sobie. A jak wyjdzie kopytami do przodu, przynajmniej wpasuje się w historie o łamaczkach serc" - komentarz bardzo adekwatny. Jaki ten cały wątek jest głupi i bezsensowny...
"[...] i w następnym momencie klękała"
"Uuu, szybko!" - wielbię, Claudinello XD
"Obie, jeszcze przed chwilą chłodne, zaczęły się rozgrzewać. Coraz silniej… Wreszcie nieomal paliły… Kiedyś napomknęła Natanielowi, że być może potrafi uśmierzyć jego cierpienie. Ma pewne zdolności… terapeutyczne zdolności, które chciałaby na nim wypróbować, ale on w nic już nie wierzył, a ona była zbyt nieśmiała i niepewna siebie, by nalegać. Teraz czuła, że pomaga, że ten dar zaczyna działać" - ona mu robi jakiś terapeutyczny masaż, czy ma nadnaturalne moce które czerpie z czakr, many czy czegoś tam jeszcze? Opis wskazuje raczej na to drugie.
Ale zaraz, zaraz, co? On się oświadcza Zosi? TERAZ? Po tym jak cała ich "przyjaźń" polegała na podrzucaniu jej dzieciaka i użalaniu się nad sobą, a potem ich "związek" na chyba jednym czy dwóch spotkaniach i magicznym leczeniu nogi? Przecież między tymi postaciami nie ma żadnej chemii, żadnego przywiązania, no NIC nie ma...
Strasznie mnie bawi to, jak szybko zaczyna się toczyć akcja gdy dochodzimy do oświadczyn. Hop, kupił pierścionek, hop, klęka, hop, prosi o rękę i DO WYRA SZYBKO.
"[...] nie przestawał jej oswajać" - co.
"Wiedział, że pierwszy raz będzie dla niej bolesny, więc zrobił to szybko – jednym silnym, głębokim pchnięciem" - wiedział, że pierwszy raz będzie dla niej bolesny, więc uczynił go jeszcze bardziej bolesnym.
"Wystarczyło, że ujrzał skrawek nagiego uda ukazujący się pod ręcznikiem, gdy wychodziła po kąpieli z łazienki, i natychmiast głodne ręce mężczyzny wędrowały pod ten ręcznik, szukając wilgotnego, gorącego zakamarka…" - o fuj. Autorka, jak widzę, forsuje przekonanie że mężczyźni to w gruncie rzeczy prymitywne, bezrozumne istoty którym wystarczy kawałek nagiej skóry żeby przejść w tryb "ja chcieć seks".
"Lecz piękniejsza od seksu była miłość, jaką tych dwoje się darzyło" – znowu XD
Bo po co nam opis tego, jak to się wspierają, jak rozmawiają o swoich pasjach, swoim życiu, jak spędzają miło wspólny czas... Ważniejsze jest chędożenie się jak króliki.
Że co proszę? Nataniel nawet nie zamierza zrobić pożytku z tego nowego domu? Przepraszam, ale trochę mózg mi się zawiesił. Pozwolił, żeby cała wieś zmarnowała mnóstwo swojego czasu i SWOICH pieniędzy na odbudowanie mu chaty, bo tak bardzo cierpiał że nie ma gdzie mieszkać, a on teraz stwierdza "a w sumie to nie chcę tej chałupy". No naprawdę?
Ta książeczka Nataniela to też jest hit. Podsumowałaś ją idealnie, więc nie mam nic do dodania.
"Może później. Czytaj" - czyli Nataniel naprawdę nie umie czytać? :'D Poza tym to "może później" do podobno przyjaciela. Dżentelmen.
Usuń"Werdykt prawnika był druzgocący: Nataniel przegra tę sprawę" - chyba najbardziej satysfakcjonujący fragment książki. Jaką ja miałam wielką, płonną niestety nadzieję, że Nataniel to przegra i dostanie na co zasłużył...
"Szkoda, że nie można ich rozwiązywać jak kiedyś na Dzikim Zachodzie. Z przyjemnością wpakowałbym Jarząbkowi kulę między oczy" - XD to teraz Siergiej jest ruskim kowbojem, tak?
Dobra, ale wątek z Kazimierzem wkurzył mnie porównywalnie jak ten z Iwoną. Pomijam już absurdalnie zawrotne tempo tego opisu, bo już! szybko! trzeba zdążyć napisać jak to wróg głównego bohatera dostał po głowie, ale... Naprawdę, czy autorka serio uważa, że on zasłużył na taki upadek? Czy ona aby nie przesadza trochę z proporcją kary do przewinienia?
"Porwała je zła czarownica i wywiozła daleko, do pewnego miasteczka, gdzie wypuszczała Dziecko jedynie na krótką chwilę, by mogło pobawić się na placyku zabaw z innymi dziećmi" - Jezu. Ten człowiek naprawdę ma poważne problemy ze sobą.
Co to w ogóle miało być, te obelgi Zosi w stronę Iwony? Niby Zosia mogłaby być zaślepiona miłością do Nataniela i ufać mu bezgranicznie, ale... aż taka nienawiść? Do tego ukazana w tak tani sposób? Bo szczerze mówiąc to ta jej przemowa głównie mnie rozbawiła, bo jest tak bardzo oderwana od rzeczywistości.
O tak, Iwona zła, Iwona najgorsza. Janusz Pyziak tej książki normalnie.
"Iwona nie była z tych czułych, oddanych matek, które z radością zajmują się swymi pociechami przez cały boży dzień. Szybko spodobały się jej weekendy wolne od opieki nad dzieckiem" - no i? Co do jej czułości i oddania niby nie możemy się wypowiadać, ale jednak po Emilkę wróciła i się nią zajęła. Zresztą mam jakieś takie wrażenie że sama chęć odpoczęcia od dziecka już dyskwalifikuje kobietę jako dobrą matkę w Michalakversum.
Ale... poważnie? Poważnie Iwona teraz znika z fabuły na dobre? Nie wkręcasz nas, Claudinello? I ona i Oliwia tak po prostu... wyparowują kiedy już fabuła się na nich zemści? Teraz, TERAZ to dopiero jestem wkurzona.
Mocno odrzucam opcję, że Iwona popełniła samobójstwo. Co prawda nikt z bohaterów by się nawet nie przejął gdyby tak było, więc to prawdopodobne, ale... nie. Po prostu nie. Nie zasłużyła na to i powinna dostać na koniec coś lepszego od losu. Ale nie dostanie, bo zadarła ze świętym, nieskalanym Natanielem. Ludzie.
Emilka jako CÓRKA Nataniela i Zosi? CÓRKA? Państwo pozwolą, że sobie rzygnę.
"Dołożymy nawet coś czego nie było, czyli znów przesyłka polecona z dzieckiem z okładki" - o proszę, jakbym już gdzieś ten wątek widziała! Nie wiem co prawda gdzie, ale wydaje się znajomy… hm, gdzie to mogło być...
~Wesoła Panda
To akurat błąd kopiowania :D ozdobna litera na początek rozdziału. Za to "on nie nadal" i "ptyków" to błędy z książki.
UsuńNataniel ma wszystkie cechy incela mimo wyrywania tylu atrakcyjnych kobiet i bycia obiektem westchnień jeszcze większej. Co gorsza, w kolejnym tomie pojawia się jego klon, który będzie pozbawiony tego uroku osobistego, jakim Nataniel rzekomo emanuje.
Dalej Nataniel minął przerażoną Magdę i rąbał drewno całą noc z wściekłości :D
Odejście Emilki nie może zastąpić traumy, bo one się sumują, a nawet mnożą, więc to po prostu kolejna do kolekcji!
Właśnie, nikt nie pomyślał, że Emilka nie miała jak pożegnać się z Natanielem, bo ten zrobił awanturę i prawie porwał siostrzyczkę na oczach zestresowanej matki. Właściwie to cała ta zmowa we wsi za plecami Nataniela mogła być tylko po to, by Iwonie łatwiej było znaleźć córkę. Inaczej musiałaby objechać wszystkich jego znajomych i pobliskie place budowy.
To chyba jakiś czakromasaż, już coś takiego było. To jak Oliwia, która nagadała coś szeptem do konia (groziła mu w końskim języku?), żeby ukląkł, pozwalając wsiąść cierpiącemu Natanielowi i wrócić z pasterki do domu.
Nie no, Zosię i Nataniela łączy bardzo dużo. Bo np. on chce uprawiać seks, a ona jest desperatką, która przyjęłaby każdego mężczyznę, byle był. No a z jakiegoś powodu każdy opis miłości opiera się na tym, ile razy i gdzie.
Z budową domu to chyba była potrzeba chwili: Nataniel chciał ukarać sołtysiaka za jego wrogie nastawienie do cesarza Sennej, więc zlecił mu budowanie domu, znaczy wspaniałomyślnie się zgodził, nie zastanawiając, czy naprawdę go potrzebuje. Mimo że wtedy potrzebował na pewno bardziej niż później, gdy może po prostu zamieszkać u swojej dziewczyny. Ta oczywiście nie widzi nic dziwnego w oświadczynach po miesiącu i nagłym zwaleniu się jej na głowę przez pasożyta...
Ruski kowboj xD
Kazimierz zasłużył na taką karę, ponieważ wychował morderczynię alter ego autorki i pozwał naczelnego pasożyta, a w tym uniwersum istnieje coś takiego jak moralna odpowiedzialność zbiorowa.
Zastanowiłoby mnie jeszcze, czemu dorosły bohater opisuje nielubianych znajomych jako czarownice w książce, a wszyscy tak bezkryczynie to przyjmują... tyle że autorka sama jest z tego znana i, jak widać, nie ma sobie nic do zarzucenia.
Dziwi mnie ten wątek z Iwoną, bo nie wiem nawet, co miał na celu ten zwrot akcji na sam koniec. Iwonie przepalił się jakiś kabelek z opiekuńczością i oddała dziecko, o którego dobro toczyła boje?
Iwona będzie wspomniana w kolejnym tomie przez Emilkę, gdy ta będzie wyjaśniać nowym bohaterom zawiłości rodzinne, ale pojawiać się już nie będzie. Przejrzałam kolejne książki na szybko, więc musiałaby mieć bardzo mały występ, ale raczej się nie pojawia.
Ooo nie, mialam tu piekny, dlugi komentarz, ale diabli go wzieli :( Na szczescie pokrywal sie w duzej mierze z tym, co napisala Wesola Panda :)
OdpowiedzUsuńSzkoda :( Coś za często się to zdarza na blogspocie, ja już zaczęłam pisać komentarze w notatniku i przeklejać.
UsuńMnie zastanawił bardzo ten fragment:
OdpowiedzUsuń"Był inwestorem [...] który nie zabezpieczył odpowiednio placu budowy, wznosił dom bez pozwoleń, bez szkolenia BHP, bez nadzoru inspektora budowlanego i tak dalej, i tak dalej."
Wznosił dom bez pozwoleń, co rozumiem, jako samowolę budowlaną.
Po pierwsze bardzo ciężko byłoby mu taki dom sprzedać, bo przecież notariusz chciałby wszystkie papiery przed stworzeniem umowy.
Po drugie bardziej prawdopodobne jest, że gdyby chciał takie pozwolenie załatwić 'po czasie', to dom kazanoby po prostu rozebrać...
Doskonałe spostrzeżenia! Szkoda że w takim scenariuszu Nataniel nie mógłby dalej olewać wszystkich swoich problemów, więc nie przeszło. Został więc kupiec w postaci złego prawnika z Warszawy, a ci, jak wiadomo, to same przekręty i życie poza prawem.
UsuńtiodeMatpu David Townes HitPaw Screen Recorder
OdpowiedzUsuńWinZip
Microsoft Powerpoint 2021
Tenorshare UltData
fitugwardvirb