4.1 Rozdział 1, 2, 3, 4 i 5

Długo zastanawiałam się, jak podejść to analizy części czwartej, ponieważ początek książki jest zwyczajnym autoplagiatem. Zamiast Nataniela dostajemy historię nudnej jak flaki z olejem Natalii, której zmarła matka, więc pędzi w nieznane, żeby jeść za cudze – czujecie, o co chodzi. Dlatego zacznę od przedstawienia wam bohaterów, a przez pierwszy odcinek będę sporo streszczać, bo jeszcze zaśniecie w nieodpowiednim miejscu i szef was wytarga za ucho. Za dwa tygodnie pojawią się ciekawsi bohaterowie, to znaczy wrócimy do tych starych i dobrze znanych, za to szalejących na całkiem nowe sposoby.

Tak, to nowa okładka z dzieckiem nr 3, a prawdziwy tytuł to "Trzy Życzenia".

Do czytania polecam bingo, do wygrania niesmak i poczucie upadku cywilizacji.

Zacznijmy od przedstawienia postaci mniej więcej chronologicznie od momentu ich pojawienia się w powieści. A jest o kim pisać, bo zaczynamy od czterech nowych:

Jadwiga Dąbrowicka
Archetyp opiekuńczej wiejskiej staruszki, właścicielka pensjonatu w Marcinkach, czyli miejsca akcji przez 80% fabuły czwartego tomu. Kumpela Siergieja, której ten broni przed bandytami z wrogich klanów. W przeszłości psycholog dziecięca.

Natalia Sikorska (25 l.)
Niech was nie zmyli kobiece imię, oto kolejny Nat, tym razem ze skoliozą i taki, co nigdy nie był w związku. Też z Warszawy (choć pierwotnie z Wrocławia), bo bohaterowie w punkcie zero nie mogą mieszkać w innych miastach; w tym uniwersum Polska przeżyła chyba jakiś nuklearny wybuch, że ostała się akurat stolica. Wszystko inne to małe wioski pośrodku pustkowia, w których żyją ludzie ze skoliozą i różnymi brakującymi kończynami (za chwilę) od napromieniowania.

Damian Sabrowicz (27 l.)
Jeszcze jeden Nat, ten urodził się z kikutem ręki i pracuje w korpo, w dzieciństwie porzucony przez patologiczną rodzinę, później wychowanek Jadwigi. Też bez doświadczeń ze związkami.

Ala (5 l.)
Mała siostra Damiana, porwana przez niego z patologicznej rodziny zastępczej, do której trafiła po porzuceniu przez matkę alkoholiczkę. Jedyne dziecko, które wprost przejawia jakiekolwiek objawy traumy.


No i reszta:
Nataniel Domoradzki (29 l.)
Pasożyt, znany na całym świecie autor książeczek dla dzieci, mąż Zosi

Zofia Domoradzka (de domo Micińska) (27 l.)
Weterynarz, bezpłodne popychadło

Emilka (9? l.)

Siostra Nataniela, którą ten się opiekuje, pajac. Mentalnie wraca do poziomu pięciolatki przekręcającej komicznie słowa i fakty, aż w końcu zrobi się za stara i przestanie się pojawiać. 

Tosia (6 l.)
Ukraińska sierotka przygarnięta przez Zosię i Nataniela, szpieg

Siergiej Sodarow (51 l.)
Znany gangster, który po śmierci swojej dziewczyny Marty zdziadział i postanowił zamienić swoje ranczo w park rozrywki dla dzieci, a potem związał się z Magdą. Słabe strony: nie umie płacić podatków

Magda Śniegocka (37 l.)
Siostra Nataniela, rozwrzeszczana, dynamiczna i przebojowa projektantka mody w stolicy, która teraz wspomaga biznes Siergieja; w wolnych chwilach terroryzuje szwagierkę i partnera

Mateusz (51 l.) i Marianna Jóźwikowie – teściowe Nataniela, popychadła, przez większą część poza kadrem zajęci usługiwaniem Siergiejowi

NO TO ZACZYNAMY!

ROZDZIAŁ I: I ZNOWU CUKRZYCA

Natalia jedzie pekaesem w nieznane, a ten się psuje w jakiejś wsi.
Natalia nie bardzo wiedziała, co ze sobą począć. Ludzie jadący tym samym pekaesem wskazali jej właśnie stary dwór, gdzie na jedną noc na pewno znajdzie przytulisko, a ona bez wahania ruszyła w tamtym kierunku, ciągnąc po brukowanej drodze walizkę, w której zamknięty był cały jej dobytek.
No właśnie, ruszyła, ale jednak nie ruszyła, bowiem okazuje się, że ma chorobę nogi pleców. Bierze stopa.
– Pani wsiada – zadysponowała młoda kobieta, zatrzymując przy dziewczynie starego volkswagena. – Słyszałam na przystanku, że do dworu. Jadę w tamtą stronę. Podrzucę. Tylko dzieciaka niech mi nie budzi – dodała.
Natalia wsunęła się do środka i cicho zamknęła drzwi.
– Bardzo dziękuję... – zaczęła półgłosem, ale tamta machnęła ręką i rzekła:
– To nic takiego. Tu, na wsi, trzeba sobie pomagać. Pani miastowa?
Bo jak miastowa, to w ryj i wypad z samochodu! Natalia odpowiada zgodnie z prawdą, ale wyczuwa grozę i szybko dodaje, że kocha wieś.
– Tak. Ale każde wakacje spędzałam na Dolnym Śląsku, u dziadków. – Natalia uśmiechnęła się do wspomnień. – Żniwa, sianokosy...
I jeszcze kilka innych słów, które kojarzą mi się z wsią.
– (…) Uwielbiałam pomagać!
– Bo miastowa – ucięła nieznajoma. – Gdyby tak przyszło tyrać w polu dzień w dzień, od razu przeszłoby jej to uwielbienie. – W głosie kobiety zabrzmiała lekka złość, może z powodu fanaberii „miastowej”, może na wspomnienie ciężkiej pracy, którą miejscowi mieli nie od święta i nie w wakacje, a na co dzień, od wiosny do jesieni i od świtu do nocy. Ledwie Natalia zdążyła coś odpowiedzieć, nieznajoma zjechała na pobocze i odezwała się nieco milszym tonem:
– To tutaj. Dwór Marcinki. Pozdrowi ode mnie ciocię Jadwinię.
– Ale ja nie znam...
– To pozna. Jadwinię wszyscy znają. No, do widzenia.
Bo ci miastowi tacy niedomyślni są.
Przenosimy się do dworu, do którego Natalia pakuje się z walizką. Wewnątrz zapachy pieczonego chleba, powideł, jak to zwykle u Michalak. Pojawia się i ciocia Jadwinia, na co bohaterka:
– Mam na imię Natalia. Natalia Sikorska. Pokażę dowód osobisty...
– Daj spokój, moje dziecko! – Kobieta machnęła ręką. – Jesteś gościem! Zdrożonym wędrowcem! Ja jestem dla wszystkich ciocią Jadwinią, nie wiem, skąd to się wzięło, bo nie mam rodzeństwa, dzieci też nie.
Do rodziny Jadwigi wrócimy jeszcze w tym odcinku. Ciocia tymczasem sadza Natalię przy stole, żeby jadła kanapki z powidłami.
– Na długo przyjechałaś, kochanie, w te strony? – zagaiła.
– Prawdę mówiąc, nie wiem – odparła Natalia, która po zaspokojeniu pierwszego głodu delektowała się teraz małymi kęskami. – To, co zrobiłam, jest zupełnie szalone i do mnie niepodobne. Jeszcze wczoraj rano byłam przykładną pracownicą hurtowni z materiałami budowlanymi, a wieczorem stałam się bezrobotną. Prosto w twarz cisnęłam wypowiedzenie szefowi o lepkich łapach, gdy te łapy sięgnęły za daleko.
Nie wiem, czy też czujecie pewną manipulację ze strony nowego pasożyta. Ciocia Jadwinia zadaje neutralne pytanie uzasadnione w tej sytuacji. Niepytana o przyczyny wyjazdu Natalia od razu wyjeżdża z dramatyczną historią o molestowaniu w pracy. Do tego wygląda na to, że poprzedniego dnia radosna jak skowronek wstała jak co dzień, podczas gdy niespodziewanie szef postanowił ją obmacać. I w reakcji na to powiedziała "dosyć tego dobrego! Czekaj pan, wydrukuję tu wypowiedzenie, by ci to wcisnąć w twarz", na co szef "spoko, dajesz!"? 
Jadwiga pokiwała głową i rzekła z przekonaniem:
– Dobrze zrobiłaś. Zasady trzeba mieć.
Zasady trzeba mieć, robić burdę, działać chaotycznie, uciekać w losowym kierunku z tym, co akurat wpadło do walizki i nie zgłaszać nigdzie zboczeńca, by jakieś kobiety bez zasad wpadły w jego sidła! Na przykład samotne matki bez kwalifikacji, żyjące od pierwszego do pierwszego.
– Nie mogłam wytrzymać w mieszkaniu – ciągnęła Natalia. – Byłam zrozpaczona, zdenerwowana. Bałam się, że szef, były szef, po mnie przyjdzie. Przecież wiedział, gdzie mieszkam. Odgrażał się... Po północy podjęłam decyzję. Wyjeżdżam. Uciekam. Jak najdalej! Rano spakowałam się w jedną walizkę, tę właśnie, pojechałam na dworzec i... pewnie będzie się pani śmiać...
– Ciocia Jadwiga, prosiłam, nie żadna pani.
– Będziesz się pewnie, ciociu, śmiać: wsiadłam w pierwszy pekaes, jaki podjechał, kupiłam bilet do końca trasy i oto jestem. – Rozłożyła ręce w bezradnym geście.
Widzisz, ciociu Jadwiniu, jestem bezradna. Świat jest zły, szefowie molestują i sama ciocia widzi, że nie mogę przez to podjąć żadnej pracy. Trzeba mi dać jeść i położyć mnie do łóżka.

Ciocia Jadwinia niestety napomyka, że będzie mieć gości.
– Nie chcę sprawiać kłopotu – odezwała się Natalia.
W jej głosie zabrzmiało poczucie winy, że nachodzi obcych ludzi po nocy, ale i odrobina rozczarowania. Przez parę chwil roiła sobie, że będzie miała cały dwór dla siebie, wraz z jego ciszą i spokojem. Tego potrzebowała. Ale niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Cisza i spokój też. Posmutniała.
Czujecie to? Rozczarowanie, bo dwór był taki wielki i fajny, a tutaj trzeba się bić o Jadwigę z innymi pasożytami.
Chodź, dziecinko... – Jadwiga dojrzała ten smutek i natychmiast zapragnęła mu zaradzić. – Pokażę ci twój pokoik. Wyśpisz się porządnie, odpoczniesz... Rano wszystkie kłopoty wyglądają na mniejsze. Oswoisz je powolutku, prawda?
He, myślelibyście, że cokolwiek potoczy się inaczej.
– Żaden kłopot – ucięła kobieta. – Rozgość się. Zostawię cię samą. Po kąpieli możesz od razu kłaść się do łóżka, ja poczekam na Damiana, o ile dzisiaj przyjedzie, i też się położę. Gdybyś w nocy zgłodniała, cała spiżarnia jest do twojej dyspozycji, dziecinko.
Natalia skinęła głową, bo taka dobroć i troska po prostu odebrały jej głos. Jeszcze nie tak
dawno miała kogoś, kto się o nią troszczył i mówił do niej właśnie tak: „dziecinko”. Albo „kochanie”. Najczęściej zaś „córeńko”...
Rozdział kończy się, jak Natalia nagrywa się nieżywej matce (!) na sekretarkę, opowiadając jej to, co właśnie przeczytaliśmy, po czym idzie spać. Śmierć rodzica to w końcu nieodzowny element kształtujący każdego głównego bohatera (tuż obok „ojciec zbiegł”).

*
Samo to, że Natalia jest tak ewidentnym klonem Nataniela sprawia, że już jej nie lubię. Wystarczył roszczeniowy tekst o rozczarowaniu innymi gośćmi w dworku, żebym pozbyła się złudzeń; ale! to mimo wszystko kobieta. Kobietom w tym uniwersum niektórych rzeczy nie wolno, np. nie obijają sobie nawzajem twarzy za zniewagę, dla kaprysu i za ciążę oraz nie powinny przeklinać, a więc COŚ w tym wątku musi być oryginalnego, prawda? Może jeszcze będziemy zaskoczeni na plus.


ROZDZIAŁ II: ZAPACH CUKRZYCY

Natalia budzi się i już rozmyśla, jakie to mieszczuchy są paskudne, bo od wczoraj mieszka na wsi, znalazła miejsce do pasożytowania i się do nich nie zalicza.
Chatka, do której przyjeżdżała w każde wakacje, nadal stała, opierając się bezlitosnemu upływowi czasu i zakusom nowobogackich, co tę wieś – teraz właściwie przedmieścia Wrocławia – upatrzyli sobie na swoją „sypialnię”.
Dookoła starego domu wyrastały wille mieszczuchów – identyczne, nudne, odpychające chłodem i brakiem tego czegoś, co kiedyś nazywano genius loci. Dzisiaj ludzie szukali jednak nie „ducha miejsc”, a łatwych w ogarnianiu powierzchni. Zmycie podłogi z gresowych płytek czy paneli podłogowych nieudolnie naśladujących drewno, a wszystko rodem z Castoramy, wymagało o wiele mniej wysiłku niż pielęgnacja dębowego parkietu.
Narrator chyba zarabia miliony i nie rozumie, że wybór materiału to raczej kwestia ceny. I chyba nigdy nie próbował pozbyć się rys z paneli, których nie wystarczy przeszlifować jak drewno. Pewnie mu obrzydliwi biedacy budują koło dworu te wszystkie odpychające tanie chatki, a fu!

Natalia wdycha świeże powietrze i wszystko jej się na wsi podoba, gdy wtem! nagle nadjeżdża samochód.
Oto pod dworek podjechała taksówka i wysiadło z niej dwoje podróżnych. Młody mężczyzna i mała dziewczynka w błękitnym płaszczyku. Na ich spotkanie wybiegła Jadwiga i z okrzykiem: „Jesteście wreszcie!”, najpierw uściskała tego pierwszego, potem dziecko.
A Natalia?
Natalia cofnęła się w głąb pokoju. Czyżby to właśnie byli zapowiadani wczoraj goście? Ona nie chce!
Poważnie. Właśnie się zastanawiam, dlaczego czytam czwartą książkę o przygodach dwulatków w rozmiarze XXL.
– Pakuj walizkę z powrotem i szukaj innego miejsca – mruknęła dziewczyna do siebie. – Naprawdę nic tu po tobie. Nie po to wyrwałaś się z obłędu Warszawy, by trafić pod dach pełen rozwrzeszczanych, rozpuszczonych dzieciaków i ich rodziców, co tylko będą im w rujnowaniu dworu kibicować.
Pierwszy przypadek, że ktoś nie lubi dzieci, choć akurat tej cechy będzie jeszcze sporo w tym i kolejnym tomie. Natalia dostaje jakiegoś ataku nienawiści do ludzi i szybko pakuje walizkę, żeby uciec, zanim natknie się na ludzi. Wpada jednak na tajemniczego Damiana gościa zaraz za drzwiami.
Mężczyzna właśnie prowadził dziewczynkę do pokoju sąsiadującego z sypialnią Natalii. Stanął jak wryty na widok nieznajomej. Na jego twarzy odmalował się taki sam wyraz zaskoczenia, a potem rozczarowania, jaki miała Natalia, gdy ich ujrzała.
Siebie warci!
Natalia z wrażenia zamiast uciec z dworu, schodzi na śniadanie, a w kuchni wyskakuje Jadwinia i grozi jej łyżką.
Siadaj, córciu, zrobię ci jajecznicę na boczku. Lubisz? Czy może jesteś wegetarianką? – Zawiesiła w powietrzu drewnianą łyżkę, którą do tej pory wymachiwała, i wpatrzyła się w twarz Natalii.
Ale groza. Natalia chyba przestraszyła się łyżki:
Usiadła potulnie i odparła:
– Uwielbiam jajecznicę na boczku. Jeśli jeszcze dostanę do niej pajdkę chleba, którym poczęstowałaś mnie, ciociu, wczoraj, z tym świeżutkim, pięknie pachnącym masłem, będę wniebowzięta.
– Z masłem domowej roboty! A jakże! – zapewniła Jadwiga. – Mleko przywozi mi Włodek, co krowy dżersejki trzyma, słyszałaś o tej rasie?
Wszyscy słyszeliśmy! W każdej książce! Przynajmniej po trzy razy!

Jadwiga niestety zaraz podpadnie Natalii, bo zaproponuje pracę przy ubijaniu masła („maselnicą, nie mikserem! Tu jest wieś!” oraz podobne nudne żarty po drodze):
– (...) Pokoje mam zarezerwowane na całe dwa miesiące. Jeszcze nie zaczęłam się rozglądać za pomocą, bo ostatnio miałam kłopoty ze zdrowiem, a tu zjawiasz się jak na zawołanie ty... Bo zostaniesz na dłużej? – Obróciła się i stanęła twarzą w twarz z Natalią.
Ta spuściła wzrok.
– Prawdę mówiąc... – zaczęła nieśmiało.
– Wiem, jestem zbyt prostolinijna, ale... taka jestem. – Jadwiga ponownie rozłożyła ręce. – Mówiłaś wczoraj, że rzuciłaś pracę i ruszyłaś w nieznane. Oto praca szuka ciebie, jeśli oczywiście ją chcesz. Jeżeli zaś wolisz wypocząć i podążyć własną drogą, nie będę cię zatrzymywać.
– Zupełnie mnie pani nie zna! – Natalia podniosła na kobietę pociemniałe z frustracji oczy.
To Natalia, klon Nataniela; jak ona śmie proponować PRACĘ zamiast pokój po prostu DAĆ?

Bohaterka tłumaczy się, że wolałaby ciszę i spokój, po czym zauważa, że Jadwiga jej wcale nie zna, a może Natalia jest "patolem". Jadwiga na to, że słyszała, jak mówi do mamy "mamusiu" – a to w jakiś sposób oznacza, że jest dobrym bohaterem – czym wywołuje wilka z lasu i leją się łzy, bo mama nie żyje. Natalia jednak nie powie tego na głos, tylko rozmyśla, że w sumie to nie ma pieniędzy (znowu jak Nataniel: uciekła z miasta bez żadnych oszczędności i planuje spać za darmo), ale i tak nie chce ubijać masła.
– Tylko że... przepraszam, ciociu, nie jestem gotowa... twoi goście, ten chłopak i dziewczynka... chyba nie jestem gotowa na ich towarzystwo.
– A oni na twoje – skwitowała jej słowa Jadwiga. – Damian szuka tego, co ty: ciszy i spokoju. Nie śmiał żądać, bym cię wyprosiła, ale jestem pewna, że miałby na to szczere chęci. Myślę, że nie będziecie sobie zawadzać. On jest po trudnych przejściach, jego siostrzyczka też...
– Ta dziewczynka jest jego siostrą?
– Tak. Zabrał ją wczoraj od złych ludzi i przywiózł prosto do mojego domu. I celowo nie wyjawił, że przyjeżdża z dzieckiem, bo bał się, żebym nie odmówiła przyjęcia tej małej. Ja, rozumiesz córciu? Ja bym mu czegokolwiek odmówiła?!
Na takie wyjaśnienie Natalia nagle zmienia zdanie i postanawia zostać, żeby nie wyjść na roszczeniową (inni ludzie mają gorzej, więc jednak muszę ubijać masło?). Jadwiga uśmiecha się do siebie i na koniec rozdziału jest cały akapit kursywą, jak to rozmyśla, dlaczego w ogóle pomaga obcemu pasożytowi:
bo nie weszła jak te nowoczesne, pewne siebie, wszystko-lepiej-wiedzące dziewczyny
a także:
Ujęła mnie jej odwaga – w dzisiejszych czasach rzucić papiery w twarz szefowi, co ma lepkie łapy? W pokoleniu, dla którego seks jest jak wypicie butelki coli?
Lubisz seks – polubisz lepkie łapy szefa! Poważnie, co ma jedno do drugiego? Zwłaszcza w Polsce, gdzie dla pokolenia Jadwigi seks był najwyżej jak wypicie butelki mleka albo kompotu, bo cola była prawie niedostępna. A może narrator chciał skrytykować wszechobecną amerykanizację, czego symbolem jest cola, tylko nie jest zbyt elokwentny?
Tak ciepło i wzruszająco zwraca się do mamy…
No a to najważniejsze; niech tylko się dowie, że ta nie żyje, już w ogóle będzie czad.

ROZDZIAŁ III: PRZYSZEDŁ GBUR I ZROBIŁ KANAPKĘ KIKUTKIEM
Na świecie mnóstwo jest małych zakamarków szczęścia – promyk słońca, śmiech dziecka, dotyk kochanej dłoni – trzeba tylko do nich zbłądzić.
Mam dziwne skojarzenia z Natanielem błądzącym do "zakamarków" Zosi w poprzedniej części.

Do jadalni wchodzi okropny gbur bez ręki.
– Cześć, jestem Damian. Ty nazywasz się Natalia Jakaśtam, to już wiem. Nie spodziewałem się, że przed sezonem kogoś tu zastanę. Kiedy wracasz do cywilizacji?
(...)
– Ciocia zaproponowała mi pracę. Potrzebuje pomocy przy wczasowiczach. Obie zgodziłyśmy się na miesięczny okres próbny. Odpowiem więc na twoje pytanie za trzydzieści dni, dobrze?
Wzruszył ramionami i dopiero to zwróciło uwagę Natalii na pusty rękaw w miejscu, gdzie powinna być lewa ręka chłopaka.
Wspaniałe wprowadzenie postaci. Nie myślcie, że jego zachowanie się kiedykolwiek poprawi. Dziecko jest za to całkiem spokojne i zajmuje miejsce przy stole obok bohaterki, gdzie nawiązuje się między nimi interakcja, dzięki czemu Damian może zrobić śniadanie.
Chłopak stanął przy szafce, gdzie na desce do krojenia chleba leżało wszystko, co potrzebne, po czym... podwinął rękaw bluzy, rzucając przy tym Natalii pełne złości spojrzenie, a ona... Myliła się. Jednak miał lewą rękę, czy raczej... jej namiastkę. Kikut kończył się w połowie ramienia dwiema wypustkami, które przy dużej mierze dobrej woli można było uznać za palce.
Każdy pozytywny bohater zacząłby od kreatywnego pasożytowania. Ale nie Damian; zamiast tego przez pół strony (!) będzie smarował chleb masłem i powidłami, otwierał lodówkę, otwierał opakowanie szynki, sięgał po pomidory, wyciągał ogórki, kroił warzywa, szukał talerzy, wyjmował kubki, nalewał mleko, gotował wodę na herbatę. Taki ten Damianek zaradny!
Dwie minuty i niepełnosprawny chłopak w pełni sprawnie zorganizował dla siebie i siostry śniadanie.
Doskonały Damianek z połową ręki

Taniec godowy się udał. Nie przesadzam, mężczyzna potrafiący zrobić kanapkę rozsiewa feromony w tym uniwersum:
Natalii, której kumple ze szkoły nawet chleba nie potrafili ukroić, po prostu opadła szczęka. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w Damiana jak w objawienie. Ten ponownie rzucił jej odpychające spojrzenie, które mówiło: „I co się gapisz? Zajmij się swoją jajecznicą!”, ale dziewczyna musiała, po prostu musiała powiedzieć na głos:
– O rany, człowieku, jestem o-cza-ro-wa-na!
Jaki słodziutki nieodorozwój, potrafi sobie wyciągnąć kubeczek!!!
(...) szastu-prastu i wyczarowałeś dla siebie i siostry kanapeczki, herbatkę, mleczko. Jesteś genialny!
W jakim miejscu na świecie zaparzenie herbaty albo wlanie mleka do szklanki jest uznawane za szczyt męstwa, zaradności i samodzielności? Chyba że w żłobku. Nie chcę nawet myśleć, co autorka miała na myśli i dlaczego wsadziła do głowy Natalii takie przemyślenia.

Damianowi nie spodobał się komentarz, a dziewczyna próbuje się wybronić, że to był komplement.
– Według ciebie powinienem umrzeć z głodu tylko dlatego, że mam jedną rękę krótszą?!
– Źle mnie zrozumiałeś! Nie stroję sobie z ciebie żartów! Zaimponowałeś mi po prostu! Ja sama mam... Widzisz to? – Wskazała swoje lewe ramię. Było znacznie wyższe niż prawe. (...) Pod luźną bluzką skrywała nierównej wysokości ramiona i ciało wygięte w „S”.
Ja też mam problem!!! Ja też mam traumę!!! Tak rozpoczyna się każdy romans.
No i jestem pełna podziwu dla Natalii i jej szukania atencji, bo za parę stron okaże się, że zawsze wstydziła się wady postawy i maskowała ją na wszelkie sposoby, a tu - wstęp do flirtu!

Damian gada o ręce, dziecko się komicznie wtrąca ("ja lubię kikutkę Damianka"), a Jadwiga krząta w pokoju obok, nagle wywołując straszliwy hałas. Niestety w tym momencie okazuje się, że dziecko skrywa mroczny sekret…
Dziecko krzyknęło przeraźliwie i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, skoczyło pod stół i wpełzło pod kaloryfer. Rozległo się stamtąd pełne przerażenia kwilenie.
– Przepraszam! – Usłyszeli głos Jadwigi. – Szufla z węglem z rąk mi wypadła!
Natalia… powinna wstać i pobiec kobiecie na pomoc, ale tkwiła w miejscu niczym słup soli, patrząc, jak Damian próbuje wyciągnąć małą z kąta, przytulić i uspokoić.
Dowiadujemy się, że ma nerwicę, Natalia ucieka "posprzątać w sieni", a Damian kontynuuje użalanie się.
– Wyjedzie wcześniej, niż zakładałaś. Przykro mi. – W jego głosie nie było żadnych uczuć. Był pusty, tak jak pusty był rękaw jego koszuli. – Nie wytrzyma pod jednym dachem ani ze mną, ani z Alą.
(...)
– Nie chcę, żeby ta przemądrzała laska tu została i patrzyła na to wszystko! – rzucił ze złością. 
(...)
– Nie potrzebuję niczyich dobrych intencji! Litości też nie!
Na tę wzmiankę o litości ciocia Jadwiga proponuje pomoc przy pracach domowych:
– Oczywiście, że jej nie potrzebujesz, i nikt tu się nad tobą nie będzie litował. Jest drewno do porąbania, parę sprzętów do naprawienia, a jeśli tego będzie ci mało, gościnne pokoje warto byłoby odmalować. Nigdy nie miałeś u mnie taryfy ulgowej i...
– Chętnie pomaluję pokoje dla wczasowiczów – rozległo się od drzwi.
Jest to oczywiście Natalia, która wtrąca się i upiera przy malowaniu ścian. Damiana denerwuje, że ktoś chce go wyręczać, bo najwyraźniej potrzebuje się popisać samodzielnością; to jest nowość. Nie spodziewałam się, że w książce Michalak będą przepychanki, kto więcej zrobi, zamiast zawodów w pasożytowaniu. Może to tak chwilowo, by wygryźć konkurencję, ale i tak jestem pod wrażeniem.

Co więcej, Jadwiga proponuje dłuższy pobyt, a Damian wydaje się rozumieć, że na jedzenie trzeba zarabiać:
– Ciociu, zrozum, nieba bym jej przychylił, ale muszę zarabiać na dom i pełną lodówkę! Nikt tego za mnie nie zrobi!
Przez chwilę wydawało mi się, że jakiś inny autor musiał pisać tę książkę, bo żaden pozytywny bohater u Michalak by czegoś takiego nie powiedział. Ale zobaczycie, wyjaśnienie będzie proste.
– Damian, skończ z tym swoim „ale”. Firma na pewno jest ci winna zaległy urlop. (...) Przez miesiąc odpoczniesz, dziecko również odetchnie po tym, co je spotkało. Odkarmię was oboje, odchucham. Ala poczuje, że tutaj jest kochana i bezpieczna, a potem wrócimy do naszej rozmowy, dobrze? Miesiąc. O więcej nie proszę.
Damian nie jest przekonany, bo myśli sobie, jak bardzo nie lubi Natalii.
Jednego był pewien: Ala nie wróci do Nowickich. Po jego, Damiana, trupie! Choćby miał uciekać z siostrą na koniec świata, nie odda jej tamtym ludziom!
Kurczę, zestawcie go sobie z Natanielem.

Ostatecznie Damian zostaje w dworku, chociaż decyzja zajęła mu jakieś dwie strony przekomarzania.

ROZDZIAŁ IV: IGRZYSKA W PASOŻYTOWANIU

Jadwiga i Natalia siedzą sobie na tarasie, a Ala boi się każdego ruchu ręką. Dowiadujemy się czegoś o przeszłości Ali i Damiana – oczywiście w postaci standardowego monologu o tym, jakie życie było niesprawiedliwe.
– Pytasz, dlaczego Ala jest tak przerażona? – domyśliła się Jadwiga. – Widzisz, moja droga, nie każdy ma szczęście urodzić się w kochającej rodzinie. Rodzice Damiana i Ali w ogóle nie powinni mieć dzieci, jeśli chcesz znać moje zdanie. Pili oboje. Bez umiaru. Ona prawdopodobnie nie odmawiała sobie również w ciąży. Urodziła chłopczyka z niewykształconą jak należy rączką i od małego, przy byle okazji wyrzucała mu, że jest odmieńcem, kaleką, a to najłagodniejsze określenia, jakie mogę ci powtórzyć. Opieka społeczna odebrała im zaniedbane, zastraszone maleństwo, przekazała do domu dziecka i tu zaczyna się kolejny smutny rozdział życia Damiana. Zdrowe dzieci mają w sierocińcu wystarczająco ciężko, wyobrażasz więc sobie, jaki los zgotowali rówieśnicy Damianowi? Przeszedł piekło. Bicie, szykany, odrzucenie... I zaczął się odgryzać. Doszło do tego, że tłukł na oślep każdego, kto tylko krzywo nań spojrzał. Bił dotąd, aż ktoś z dorosłych go nie odciągnął albo nie oberwał od silniejszego tak, że tracił przytomność.
To bicie mu jeszcze zostanie, zobaczycie. Tym różni się od Nataniela: podnosi jedną pięść zamiast dwóch i szybciej biega.
– [Znajomy] przyszedł do mnie pewnego dnia, prowadząc ze sobą nastolatka pełnego nienawiści do całego świata i poprosił mnie o pomoc. Chłopakowi zaś postawił ultimatum: albo wakacje u mnie, albo – nieco dłuższe – w zakładzie poprawczym. Damian w głębi serca nie był takim gierojem, a na pewno nie był tak głupi, żeby ryzykować więzieniem, zgodził się więc łaskawie spędzić tutaj, w moim dworku, całe dwa miesiące.
To poprawczak czy więzienie, to znaczy Damian był niepełnoletni, czy skończył osiemnaście lat?
– Nie dziw mu się, proszę, że reaguje złością na niewinne napomknięcie o swoim ramieniu.
Wreszcie pojawiła się minimalnie przemyślana postać! Taka, która jest drażliwa nie dlatego, że jest pospolitym chamidłem jak np. Marta, tylko z powodu przykrych doświadczeń.

Natalia na te słowa wspomina swoją przeszłość, kiedy to miała kochających rodziców (ojca "do czasu") i dziadków. Okazuje się, że matka nauczyła ją być popychadłem:
Nie miała przyjaciół, wstydziła się rozbierać przed wuefem, szybko stała się klasową ofiarą, którą można było bezkarnie dręczyć, bo najwyżej się popłacze, ale nigdy nie pobiegnie na skargę do wychowawczyni czy dyrektora – taką obietnicę wymogła na Natalii mama, gdy po raz pierwszy dziewczynka wróciła ze szkoły zapłakana.
– „Krzywica”! Wołały za mną „krzywica-próchnica”! – krzyczała, tuląc się do matki, którą dławiły łzy.
Wzięłaby na siebie nieszczęście swojej córeczki, jej krzywe plecki, ramionka – jedno wyższe, drugie niższe. I wygięty w „S” kręgosłup też. Za Natalię poddałaby się operacji, jak się okazało, nieudanej, która zostawiła na ciele i duszy dziewczynki jeszcze głębsze rany.
Znowu déjà vu z przedstawienia Nataniela przez narratora jako pokrzywdzonego przez los i liczne nieudane operacje. Myślicie, że autorka zdaje sobie sprawę, że nie każdą wadę da się naprawić operacją, czy po prostu nie chciało jej się wymyślić czegoś oryginalniejszego? Swoją drogą skoliozę można złagodzić za pomocą ćwiczeń korekcyjnych i siłowych, byle pod opieką fachowca, by nie pogłębić wady. Dziwię się, że mamy wylewać łzy nad cierpieniem operowanego dziecka, ale już nad ćwiczeniami-torturami nie.
Ale nawet najbardziej kochająca matka nie zdejmie z ramion dziecka krzyża, którym los je doświadczył. Małgosia Sikorska mogła tylko pocieszać swoją jedynaczkę i prosić ją, błagać!, by nie skarżyła się nauczycielom.
Ale o co chodzi? Nie może się poskarżyć, bo zostanie konfidentem? Najwyraźniej, bo:
Będą cię bić. Wyzywać od donosicielek. Natuś, kochana moja, wytrzymaj. Sześć lat. Pójdziesz do gimnazjum i nikt nie dowie się, że masz krzywe plecki, obiecuję. Wyjedziemy daleko, do Warszawy. Poślemy cię do dobrej szkoły. Załatwię zwolnienie z wuefu…
Matka roku. Wyzywają od krzywic, ale bycie nazwaną donosicielką jest gorsze.
Czemu wcześniej nie załatwiła dziecku z poważną wadą kręgosłupa zwolnienia z wuefu? I rehabilitacji albo chociaż gimnastyki korekcyjnej w szkole? W wątku Natalii nie ma słowa o problemach finansowych. Sześć lat dla siedmiolatka to to skala praktycznie całego życia, na pewno więcej lat, niż pamięta. Do tego wiara w gimnazja, bo jak warszawskie to dobre (dzieci w najgorszym wieku zamknięte w jednym budynku, co może pójść nie tak). No i czemu ojciec się nie wypowiada w tym wątku, nie dodaje otuchy córeczce albo wybija żonie głupie pomysły z głowy? A tak, bo zwija się, gdy tylko węszy problemy na horyzoncie. Może dlatego Natalii imponuje Damian smarujący kanapkę siostrze.

Na koniec tych przemyśleń Natalii zbiera się na płacz i ucieka pod pretekstem pragnienia. Wybiera numer martwej matki i jeszcze raz czytamy tekst nagrania na sekretarce.
– Mamuś, to ja, Natalia. Tak strasznie za tobą tęsknię! (…) Strasznie chciałabym przytulić się do ciebie... – Urwała, bo głos odmówił jej posłuszeństwa. Bez słowa ucałowała telefon, ten jeden jedyny, którego używała tylko do połączeń z matką, i przytykając dłoń do ust, żeby nie rozpłakać się na głos, schowała go z powrotem do plecaka.
A potem zwinęła się wpół, czując ból tak straszny, że niemal nie do wytrzymania. Piersią dziewczyny wstrząsnął suchy szloch.
Nataniela boli, jak długo nie rucha. Natalię boli, jak myśli o matce.
Damian, słysząc go i widząc przez uchylone drzwi pogrążoną w rozpaczy sylwetkę, cofnął się cicho do swojego pokoju.
Natalia chyba ma nawyk prowadzenia łzawych monologów po to, żeby wszyscy jej żałowali, bo pierwszy raz Jadwiga słyszała wszystko zza ściany, a drugi raz robi to co prawda w osobnym pokoju, ale przy otwartych drzwiach.
I po raz pierwszy, od kiedy ujrzał Natalię, przyszło mu do głowy, że nie tylko jemu los dokopał.
Znowu: wszyscy mają traumę, mam i ja!
Natalia wróciła na taras, przedtem przemywszy twarz zimną wodą, żeby Jadwiga nie domyśliła się łez (...).
– Dokończę ubijanie masła i mogę przygotować do remontu pokoje gościnne – zaproponowała dziewczyna.
A zaczęła w ogóle?
– Potrafię pięknie odnawiać wnętrza. Mama mnie nauczyła, jak w trymiga pokój odmalować albo wytapetować, wstawić nowe szybki w drzwi, takie tam, zwykłe drobne sprawy...
Czyli operacja jednak się udała? Skoro skolioza jest tu tylko kosmetyczna, Natalia była w stanie ćwiczyć na wuefie, a jako dorosła kobieta może smarować wałkiem po ścianach i remontować domy, pracować przez lata na magazynie, uciekać przed złymi szefami. Wygląda na równie sprawną co kuternoga, który stawiał dom sobie i Siergiejowi jakieś baraki. Ba! Bohaterka dalej słowem nie wspomina o rehabilitacji! Jedyny problem dotychczas to przejście dwóch kilometrów do dworku, ale może złapała autostop z lenistwa.

Jadwiga się cieszy, ale wyskakuje Damian i Ala:
– Powiedziałem, że zajmę się remontem sam – odezwał się, stawiając dziewczynkę z powrotem na ziemi. – Na pewno wynajdziesz Natalii jakieś babskie zajęcie – dorzucił złośliwie.
Patrzcie, jaki seksizm na siłę! A cała książka jest i tak seksistowska i obrzydliwa, wcale nie trzeba było.
– Jakież to typowe… samiec zagrożony na własnym terytorium…
Bohaterowie przekomarzają się parę linijek, aż Jadwiga daje im wszystkim tyle roboty, żeby żadne się nie nudziło. Odsyła Natalię z Alą, by zebrały poziomki. Po co? By manipulować Damiankiem! A Damian przechodzi do zastanawiania się, po co w sumie wziął sobie kilkuletnią siostrę pod opiekę.
– Właśnie przed chwilą uzmysłowiłem sobie, czego się podjąłem, i prawdę mówiąc, mnie samego to przytłacza.
– Dlatego proponuję pomoc. Wiem, że nie zwykłeś o nią prosić, więc sama się zgłaszam. Na ochotnika. – Jadwiga podniosła do góry dwa palce.
Musiał się uśmiechnąć.
– Myślisz, że będą cię ścigać za porwanie dziecka? – zapytała w następnej chwili i po uśmiechach nie został nawet ślad.
Różnica między Damianem a Natanielem: jak Nataniel wziął czyjeś dziecko pod opiekę, to nie było to porwanie z punktu widzenia prawa, bo tak. Nawet gdy planował kidnaping w biały dzień, żeby pokazać Iwonie. A może chodzi o to, że Jadwiga jest królową zła w tej powieści, ponieważ myśli zbyt racjonalnie?
[Rodzice zastępczy] nie kochali jej. Nigdy. Była jednak źródłem ekstraforsy. Nie zrezygnują z łatwych pieniędzy. Staną na głowie, by ją odzyskać, będą udawać wzorowych opiekunów. A ja? Co ja mogę temu dziecku zapewnić?
Ciotkę, którą można wrobić w opiekę! A ciotka radzi:
Napisz, że przejmujesz czasowo opiekę nad Alą. Jesteś jej najbliższym krewnym i masz do tego prawo. Zasiłek mogą na razie zatrzymać.
Aha, czyli brat bierze dziecko, a rodzina zastępcza dostaje na nie pieniądze, mimo że go nawet nie ogląda. Ale przekręty.

Poznajemy też powód, dla którego bez żadnego planu podczas odwiedzin postanowił zgarnąć Alę, obiecując, że przywiezie ją kolejnego dnia.
Ala miała na sobie brudne ubranie… gdzie tam ubranie, cała wyglądała jak dziecko wojny! Z trudem ją doszorowałem, domyłem włoski, rozplątałem kołtuny.
Bez dwóch sprawnych rąk i z mocno unerwioną głową dziecka, które nie umie stać spokojnie, jeszcze przy jego porywczości…
Miała parę siniaków, ale nie wiem, czy od bicia. Wiem, że oni się tłukli bez przerwy, dlatego jest taka przerażona, gdy tylko usłyszy krzyk albo łomot.
Znaczy że jeśli dostała rykoszetem, to się nie liczy jako przemoc wobec dzieci?

A Jadwinia?
Widzisz, kłopoty rozwiązują się w taki czy inny sposób, czy coś robimy czy też nie.
Okeeej, ~Michalak, 2018

Damian nie jest przekonany. Jadwiga niepocieszona wpada w histerię.
– (…) Od kiedy straciłam synka, tęsknię do domu wypełnionego śmiechem dzieci...
– Przepraszam. Nie chciałem...
Nie pozwoliła mu dokończyć. Uciszyła go machnięciem ręki.
– (…) Ala ma jeszcze szansę na normalny, spokojny dom. Ten właśnie. Chyba że... – Zawiesiła głos, posyłając Damianowi wiele mówiące spojrzenie.
– Chyba że co? – Nie zrozumiał, a może tylko udał, że nie rozumie.
– Gdybyś znalazł sobie jakąś zacną dziewczynę, zakochał się, oświadczył i ożenił... Moglibyście stworzyć Ali taki dom, jakiego jej trzeba.
Okazuje się, że Jadwiga też ma rodzinną traumę, którą można wyciągać niczym as z rękawa w odpowiednich momentach. Natalii tylko powiedziała, że nie ma dzieci ani za bardzo krewnych. Będzie łatwiej wywołać szok, gdy Jadwiga będzie potrzebowała wyremontować jeszcze trzy łazienki i wymienić dachówki.

Damian spogląda przez okno na Natalię i Alę, które karmią się poziomkami.
Musiał przyznać, że obie wydają się bardzo zakumplowane, zaś ta pierwsza… w błękitnych dżinsach i bluzeczce w kwiatki… wyglądała całkiem malowniczo, wkomponowana w żywą zieleń ogrodu.
Niczym Zosia w lesie w kwiecistej sukience. Chyba mają z Natanielem podobny gust, znaczy taki jak Michalak.
– Ledwo radzę sobie z własnym życiem i będę brał na garb odpowiedzialność za rodzinę?
– Już wziąłeś. – Jadwiga wskazała dziewczynkę. – Porwałeś siostrę. Jeszcze tylko narzeczona... jakiś psiak albo kotek...
Jakie to życie proste.

Jadwiga wymusza na Damianie wzięcie zaległego urlopu, a gdy ten się opiera, bo ledwo wiąże koniec z końcem, Jadwiga wyjeżdża z argumentem, że dziecka nie można trzymać w klitce i lepiej już będzie Ali w Marcinkach, natomiast Damian wypocznie. Ostatecznie Damian się zgadza, a Jadwiga już ma wizję wyswatania skoliozy i kikutka.
Niebo, do tej pory złoto-błękitne, nagle pociemniało. Jakby słońce zakryła przygodna chmura. Nad dwór Marcinki nadciągały burzliwe czasy...
Déjà vu?
Potężna wichura?

ROZDZIAŁ V: NADCHODZĄCA CZARNA BURZA KŁAKÓW BANDYTY

Okej, Natalia została poproszona o wzięcie małej siostrzyczki Damiana na zewnątrz, by ciocia Jadwinia mogła zmanipulować go do wzięcia urlopu, wyremontowania jej pensjonatu i ożenienia się z kobietą ze skoliozą, którą ciocia znała od dwunastu godzin.

Natalia gada sobie więc z dzieckiem o poziomkach i kocie. W tym rozdziale czuje ciepło w sercu, jak ją nosi, więc wiadomo, że teraz już lubi dzieci:
Natalia, która podniosła dziewczynkę, by ta mogła się przyjrzeć konikom, poczuła ciepło w sercu, widząc lśniące czystym uszczęśliwieniem oczy dziecka.
Kolejny dowód, że skolioza nie przeszkadza dźwigać. Wydaje się wręcz pomagać, bo Natalia to najsprawniejsza fizycznie bohaterka od początku sagi. No, poza Marianną z porażeniem mózgowym, która w poprzednim tomie dopiero się rozkręcała.

Bohaterka rozmyśla, na jak długo zostanie u Jadwigi.
Jeśli [Damian] postawiłby sprawę na ostrzu noża, to ona, Natalia, opuści Marcinki, a nie on. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Jadwiga traktowała go jak syna, Natalię zaś jak niespodziewanego gościa, z którego nie wiadomo jeszcze, czy należy się cieszyć czy wręcz przeciwnie.
Czyli w skrócie Jadwiga chce wyswatać Damiana z Natalią, ale ona o tym nie wie i spodziewa się, że ją wyrzucą po wakacjach.

Dziecko dopytuje, czy pójdą później do koników w stajni.
– Jeśli zostanę, odnajdziemy koniki.
– I nakarmimy je cukrem – dodała dziewczynka. Nagle blask zgasł. – Ciocia Marzenka nam nie pozwoli. – Dziecko posmutniało, patrząc na Natalię żałośnie. – Mówi, że zwierzęta są brudne i śmierdzą. I roznoszą zarazki. Taka zarazka sprawia, że ręka usycha i odpada, wiesz?
Tak na dowód, że rodzice zastępczy są źli: nie lubią zwierząt.
 – Jeśli nie będziesz myła rąk, ciociu, to przyniesiesz zarazkę i tobie też ręce uschną i odpadną. Jak Damiankowi. On nie mył rąk i zobacz, co mu zostało. Kikutka. – Westchnęła ciężko.
– Tak właśnie mówiła ci ciocia Marzenka? – musiała się upewnić Natalia, którą, prawdę mówiąc, zatkało z oburzenia.
Dziecko przytaknęło, a dziewczyna uznała, że wypadałoby o owej cioci i jej metodach wychowawczych porozmawiać z Damianem. Powinien wiedzieć, jakie kity ktoś wciska Ali. Także na temat jego ręki.
A to ciekawe, że nie wolno dziecku wciskać kitu: Emilce wszyscy wciskali, aż miło. Na przykład że wujek-braciszek Nataniel się nią zajmie.

Następnie mała Ala robi sobie analizę psychologiczną:
– Mama myłaby Damiankowi ręce, prawda? (...) Ale nasza mama nie żyje. Umarła – dokończyło dziecko, rozkładając rączki.
Natalia poczuła, jak gardło zaciska się jej z bólu. Wyciągnęła ramiona. Ala zrobiła nieśmiały krok i pozwoliła się przytulić.
– Tylko nie mów tego Damiankowi – wyszeptała, patrząc szeroko otwartymi oczami w źrenice Natalii. – Zaraz się denerwuje. „Nie chcę o tym słyszeć!”, tak krzyczy. A ja się boję krzyku i zaczynam płakać. Wtedy on jeszcze bardziej się denerwuje. Więc ciiii... – Położyła paluszek na ustach Natalii. – Nie mów nic. To będzie nasza tajemnica.
Jakoś kłóci mi się coś ta historia o odpadających rękach za karę za niemycie rąk z wcześniejszymi stwierdzeniami dziecka o tym, że lubi "kikutkę" i jaka to jest zręczna, gdy przyłączyło się do zachwytów Natalii. Dziewczynka powinna być już uprzedzona, skoro usłyszała tę historię jeszcze u Nowickich. 

Jadwiga woła na obiad. Damian siedzi już przy stole, obrażony na cały świat.
Zmierzył Natalię swoim zwykłym, chłodnym spojrzeniem, uśmiechnął się do Ali i rzucił:
– Biegnij myć ręce.
– Wiem, wiem, bo mi uschną i odpadną – rzuciła dziewczynka. – Tak jak tobie.
On zmarszczył brwi.
– Czyj to wymysł? Twój? – spojrzał ponownie na Natalię.
– Cioci Marzenki – odparła. – Kimkolwiek owa ciocia jest.
– Nowicka – uciął, a zabrzmiało to jak przekleństwo. – Nie wolno ci powtarzać takich... – zwrócił się surowo do Ali, lecz Natalia już ciągnęła dziewczynkę do łazienki, schodząc rozzłoszczonemu chłopakowi z oczu.
Ostentacyjne wrogie spojrzenia: ✓
Oskarżanie drugiej strony o najgorsze intencje: ✓
Uciekanie z dzieckiem, żeby tylko biedny wybuchowy mężczyzna się jeszcze bardziej nie zezłościł: ✓
I powiedzcie mi, że to nie jest powieść o przemocy domowej.
Natalię za podobną uwagę Damian pewnie by zabił, ale siostrze musiał wybaczyć.
A mógł zabić! ✓

Jadwiga stawia obiad na stole. Natalia natychmiast dostaje wilczego głodu.
W Warszawie żywiła się byle czym, byle jak, byle szybko. A najchętniej powietrzem. I snickersami, gdy sobie przypomniała, że wypada coś dzisiaj zjeść.
Ale ci warszawiacy głupi, bez przerwy zdychają z głodu i awitaminozy. Jak Nataniel, który w Warszawie nie tknąłby kaszanki.

Bohaterowie zjadają górę żarcia, a gdy tylko Jadwiga odchodzi od stołu, żeby pogawędzić przez telefon z tajemniczym nieznajomym (zgadniecie z kim?), Damian ponownie porusza temat remontu.
– Przyłączasz się?
– Do remontu? Pewnie! – odparła bez wahania. Do wyzwań wszelakich, szczególnie rzucanych takim tonem, była bowiem pierwsza. – I mogę się założyć, że mój pokój będzie gotów szybciej niż twój. Malowanie mam w małym paluszku.
Założę się, że zaraz będę mieć jeszcze bardziej chore plecy i będę mieć jeszcze większy problem do szpanowania, przebiję twój brak ręki!
Natalia [...] oto stawała w szranki z trudnym, kapryśnym, złośliwym przeciwnikiem, Damianem Sabrowiczem.
Miło. Bałam się, że wokół niego będą skakać na paluszkach jak wokół Nataniela.
– Będziemy mieli gości! – wykrzyknęła. – I to sporo! Coś mi się wydaje, że owe remonty trzeba albo przyspieszyć, albo przełożyć. Za niecały tydzień zjadą do nas dwie rodziny. Jedna z dziećmi. Będzie wesoło!
Będzie wesoło, bo jak do tej pory fabuła była niesamowicie nudna i starzy bohaterowie spieszą na pomoc. Ale się będą wszyscy popisywać niepełnosprawnościami! Proponuję na początek zrobić zawody w przeciąganiu liny: skolioza z kikutką kontra pirat bez palców i kuternoga! Kobieta bez komórek jajowych będzie sędzią. Magda będzie musiała lepić pierogi, bo psuje statystyki ze swoim zdrowiem i wszystkimi częściami ciała.
– Naprawdę cieszysz się z obcych dzieci, które rozniosą dwór na strzępy? – Chłopak z niedowierzaniem uniósł brwi.
Damian powinien być dobrym bohaterem, bo wyrwał siostrzyczkę z nędzy i patologii, ale jako twardy mężczyzna nie chce, więc ma jakieś wąty do dzieci.
– Zapowiada się piękny czerwiec. Dzieci całymi dniami będą hasać po ogrodzie.
Znowu to gadanie o dzieciach!

Natalia z Damianem oczywiście przekomarzają się, że uwiną się przed wizytą gości, a w ogóle to w dwa dni. Jadwiga jest zachwycona.
– (...) Ależ się cieszę, że Siergiej przyjeżdża! – Aż klasnęła w ręce.
Damian, słysząc to imię, znieruchomiał.
– Siergiej? To jakiś Rosjanin? Ukrainiec? – zapytał podejrzliwie.
– Kresowianin, jeśli już – odparła Jadwiga. – Jesteś rusofobem czy co?
Ale poważne tematy poruszają w tej książce! Szkoda że jak Nataniel pomstował na złych Ruskich, to Marta kiwała głową jak piesek samochodowy.
Czytam teraz na wikipedii o tych grupach kresowych. Nazwiska się nie czepiam, ale dlaczego Siergiej, a nie Sergiusz? Ktoś coś?

Jako że temat rozmowy schodzi na Siergieja, od razu wiadomo, że w okamgnieniu przejdziemy do bicia, mordowania i znęcania się nad zwierzętami.
– (...) Przyjęłam pod swój dach, gdy potrzebował pomocy, a gdy ja potrzebowałam, pięknie mi się odwdzięczył. (...) Miałam kłopot z sąsiadem, co nachodził mnie w sprawie ziemi. Bardzo nieładnie chciał wyłudzić parę hektarów za marne grosze. Prawdę mówiąc, szyby zaczął mi w oknach tłuc i trutki podrzucać, miałam wtedy jeszcze psiaka i dwa koty. Żadne nie przeżyło zakusów sąsiada na moją ziemię... – Tu westchnęła z żalem. – I wtedy pojawił się Siergiej... Gdy okno w sypialni, którą zajmował, poleciało z hukiem, a on sam oberwał kawałkiem cegły... cóż... zdenerwował się, a musicie wiedzieć, że należy do mężczyzn, co to nie pozwolą byle pętakowi w kaszę sobie dmuchać i szyby wybijać. Poszedł do tamtego pogadać po męsku, wrócił nieco poobijany, musiałam parę ran mu opatrzyć, ale sąsiadowi chęć na darmowe hektary przeszła jak ręką odjął! I nigdy więcej nikt mnie nie niepokoił. Siergieja szanują tu jak mało którego! – Zaśmiała się.
O tym, co powinien potrafić każdy poważny mężczyzna
Podziwiam Jadwigę, która przyjmowała do dworku gości, podczas gdy agresywny sąsiad rzucał w nich cegłami. Bezpieczeństwo przede wszystkim!
– Dlaczego mi, ciociu, nie powiedziałaś o tym bandziorze? Uważasz, że ja bym sobie z nim nie poradził? (...) Radziłem sobie z gorszymi bydlakami...
– Tak. Zgoda. I mało nie skończyłeś w poprawczaku. Albo w grob... – urwała, by nie straszyć dziecka.
Siergiejowi to nie grozi, bo jest włochatym zbójem z Ukrainy. Oni tak mają.
Bo Damiana, zanim przybył do dworku, nieznani sprawcy raz mało nie wysłali na tamten świat.
Mówiłam? Przyszedł Siergiej i nagle same mordobicia. Niebezpieczne to mazurskie życie, lektura nie zachęca mnie do przeprowadzki w tamte rejony.
Oni sprowokowali awanturę jakąś złośliwością na temat jego ramienia
A nie, to jednak Damian zaczął. Wracają wspomnienia: ich było trzech, a on sam (z jedną ręką!), a więc wrócił przegrany i zakrwawiony, gdy się ocknął, bo na jakiś czas wskutek pobicia stracił przytomność. To wtedy trafił do Jadwigi z groźbą poprawczaka.
– Mam prośbę, Damian – odezwała się, nadal z powagą w głosie: – Traktuj moich przyjaciół tak, jak chciałbyś być przez nich traktowany. Nie życzę sobie pod tym dachem
żadnych awan... – Ponownie ugryzła się w język.
– Za kogo mnie, ciociu, masz?! – krzyknął oburzony i gwałtownie poderwał się od stołu.
Ala skuliła ramionka i pisnęła przerażona. Natychmiast do niej przypadł, zamknął w uścisku i zaczął szeptać pełne skruchy słowa.
Co za opanowany człowiek. Ala na pewno poczuła się bardzo bezpiecznie, jak najpierw się udarł, a potem rzucił się "zamykać ją w uścisku".
– No właśnie, chłopcze. Właśnie... (...) jest z nami kruszynka, która nie może tego ani oglądać, ani słuchać. Jasne?
– Tak. Przepraszam. Będę trzymał się od tego tam, Siergieja, z daleka.
Ciekawe, że nie może się opanować, bo usłyszał o jakimś tam bandycie, który kiedyś pomógł cioci. A przyjedzie z nimi przecież Nataniel, on jeszcze bardziej lubi zaczynać mordobicia.

Natalia i Damian wchodzą do pokoju przeznaczonego do remontu. Następuje długi opis dużego sufitu i belek, ogromnego łoża z baldachimem, takie tam.
Pokój był wymarzonym miejscem na miłosne gniazdko dla młodego małżeństwa. Chociaż... Przy dzieciach? Miłosne?
I tu pierwsza sugestia wielkiego problemu, do którego jeszcze wrócimy, to znaczy że po dzieciach nie można już kopulować. W jaki sposób ktokolwiek ma więcej niż jedno, nie wiadomo.
– Nie damy rady wynieść stąd szafy i łóżka – mruknął Damian. – Odsuniemy je tylko od ścian. (…)
Natalia przyskoczyła do wezgłowia i próbowała unieść łóżko choć odrobinę, żeby nie porysować podłogi. (…) Mebel ani drgnął.
Chłopak, widząc jej wysiłki, uniósł kącik ust w kpiącym uśmieszku.
– I ty, dziewczyno, chciałaś ze mną rywalizować… – Z tymi słowami usunął ją zdecydowanym gestem z drogi, chwycił wezglowie prawą ręką, podparł lewą, tą krótszą, i bez wysiłku, jakby nie było to potężne dębowe łoże, a tania podróbka z dykty, odepchnął je od ściany.
Damian z powodu urażonej dumy nagle zmienia się w strongmena. 
Kikut miał może i słabszy, za to mięśnie prawego ramienia niczym u gladiatora.
No i muszę poprawić obrazek, bo poprzedni przedstawiał 27-letniego księgowego z korpo, który nie chodzi na siłownię, a nie siłacza. Może im ktoś jest bardziej niepełnosprawny, tym silniejszy? Nie licząc Mateusza, najpotężniejszego z herosów, którego dotąd nikt nie pokonał na pięści, mimo że wielu próbowało!


Bohaterowie opróżniają pokój i dzień się kończy, ale Jadwiga na pożegnanie przypadkiem wspomina kochającą matkę Natalii i psuje bohaterce humor. Po raz trzeci w ciągu dwudziestu czterech godzin Natalia dzwoni posłuchać automatycznej sekretarki i głośno streszcza mamie, co robiła, co jest zupełnie naturalne.

*
Wiecie co, chwilami mam wrażenie, że Michalak czyta moje analizy (w co wątpię, bo ten blog jeszcze wisi, poza tym książka była publikowana w grudniu 2018). Bohaterowie jak Damian - z uzasadnionymi traumami, które się za nimi ciągną? Straumatyzowane dziecko, które ma wyraźną nerwicę w przeciwieństwie do Emlki? Pasożytnictwo Natalii nie jest zaletą i jednak trzeba się wkraść w łaski innych ludzi, a nie tasiemcować od chwili wproszenia się? Oczywiście nadal wychodzimy z założenia, że traumy dzielą się na prawdziwe (alkoholizm rodziców) i cieplarnianych paprotek (analogiczne bycie zaniedbanym przez rodziców, ale nie z powodu alkoholizmu, ale ich toksycznego związku, a potem rozwodu, po którym jedno przestaje się odzywać), ALE ciągle jest to ogromny postęp w porównaniu do poprzednich części! Zawsze lepiej poprawić coś w swojej twórczości, nawet jeśli to już twoja trzydziesta ósma książka obyczajowa (za Wikipedią) i psychologię postaci powinno się dawno mieć w małym palcu.

Jak widzicie, z tego powodu wycinam spore fragmenty, które mają trochę sensu. Nie będziemy się skupiać przecież na tym, co jest nijakie i wygląda jak wprawka, a na złej literaturze. A jednak pewne założenia ciężko zmienić, dlatego w kolejnej części analizy skonfrontujemy się ze starymi, nielubianymi postaciami – zgrzybiałym Siergiejem, roszczeniową Magdą, marudzącym Natanielem i Zosią, której ciężko nadążyć za resztą zgrai. A zaczniemy mocnym akcentem, czyli powrotem toksycznych związków!

Komentarze

  1. Tak, musze przyznac, ze to odswiezajace, bo pod koniec ostatniej czescie na zmiane targalo mna obrzydzenie i gniew, i chec umycia mozgu mydlem :P To tutaj poki co przedstawia sie calkiem niewinnie!

    "Dlatego zacznę od przedstawienia wam bohaterów, a przez pierwszy odcinek będę sporo streszczać, bo jeszcze zaśniecie w nieodpowiednim miejscu i szef was wytarga za ucho." - Prosze mnie przestac podgladac! :D

    Dotarlam do ilustracji z Natanielem i umarlam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek pierwszego tomu też wydawał się niewinny. Mateusz mówił pseudogwarą i częstował kaszanką, a Nataniel nie zdążył na nikogo napaść :D
      Ta historia zaczyna się bardzo niepozornie – w końcu była pisana z myślą o nowych czytelnikach, takich trzeba wziąć z zaskoczenia. Wypadki i bicie od kolejnej notki, na molestowanie i gwałty trzeba będzie poczekać jeszcze dwa tygodnie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.