4.2 Rozdział 6, 7 i 8

ROZDZIAŁ VI: NOWE TALENTY GLADIATORA
Obudził ją krzyk dziecka.
Ale się zrobiło kryminalnie!
Ala powtarzała z płaczem:
– Przepraszam, Damianku, przepraszam!
On uciszał ją syknięciami.
(…)
Nagle coś spadło na podłogę. Natalia aż podskoczyła z przestrachu.
Czy to sąsiad znowu rzuca cegłami?
– Cholera! – Usłyszała stłumione przekleństwo i skrzypnęły drzwi.
Damian wyszedł na korytarz. Po chwili z łazienki dobiegł Natalię szum wody. Co się tam, na miłość boską, dzieje?!
Natalia zagląda do łazienki, a tam Damian bezradnie próbuje umyć "jakąś płachtę". Niestety, jeszcze poczekamy na bardziej wybuchowe tematy, bo prześcieradło jest pokryte nie krwią cioci Jadwini, a moczem Ali.
Natalia weszła do łazienki, wyrwała mu materiał z rąk.
– Daj mi to, a sam wracaj do dziecka. Jest przerażone. Nie wiem, co ci zrobiło, ale…
– Nic mi nie zrobiło i o to w tym wszystkim biega! Jestem wściekły nie na Alę, że zmoczyła się w łóżko, a na tych, co ją do takiego stanu doprowadzili!
…i nie potrafi tego siostrze wytłumaczyć? Zamiast tego syczy niezadowolony, jeszcze ją stresując.
Natalia nagle zrozumiała. I ponownie poczuła, jak serce przepełnia jej współczucie. Lecz tym razem nie tylko dla dziewczynki, ale i dla bezradnego, niepełnosprawnego chłopaka, który próbował uprać zasikane prześcieradło…
Przedziwne, że szczytem niedoli i poświęcenia jest mężczyzna piorący prześcieradło; no dobrze, ten akurat ma pewne fizyczne niedogodności, ale przyznacie, że męscy bohaterowie u Michalak robią w domu mało lub zupełnie nic. Można by powiedzieć: nie mają rączek. Hi hi…
Umyła dziecko, przebrała w czyste majteczki i podkoszulek Damiana – widać nie zabrał piżamki na zmianę, czy raczej nie kupił drugiej
Dziecko chyba tonie i potyka się w wielkim męskim podkoszulku?
Położyła dziecko do łóżka. Okryła kołdrą. A gdy mała zamknęła oczy, zwróciła się do Damiana:
– I co? Będziesz tak siedział i się na mnie gapił? Kładź się. Zgaszę światło, żebyś nie musiał wstawać.
– Jasne – mruknął. – Dzięki. Za wszystko – dodał. W jego głosie zabrzmiała odrobina ciepłych uczuć. Maleńka, ale jednak.
Natalia posłała mu uśmiech tak nikły jak ta odrobina i już chciała wyjść, gdy coś zatrzymało ją w progu. Chłopak oddał siostrze własną, suchą pościel. Ciekawe, czy ma zamiar spać na samym materacu czy też poszuka czystej zmiany. Jeszcze ciekawsze, czy potrafi powlec kołdrę tą krótszą ręką. Odwróciła się i zapytała:
– Mogę patrzeć, jak będziesz komicznie próbował powlec kołdrę jedną ręką?
– Będziesz tak siedział do rana, położysz się na gołym łóżku czy łaskawie pozwolisz mi zasłać je czystą pościelą? – Nie czekając na odpowiedź, dorzuciła: – Gdzie ją znajdę?
– W kredensie przy kuchni. Dziękuję.
I tak kiełkuje miłość: mężczyzna łaskawie pozwala sobie usługiwać.
Szybko i sprawnie posłała łóżko Damiana, po czym, nie czekając na jego wylewne podziękowania, rzuciła chłodne: „Dobranoc”, i zniknęła w swoim pokoju.
Usiadła na łóżku, podkuliła kolana i spróbowała wyrzucić z pamięci obraz śniadego, umięśnionego, półnagiego ciała chłopaka. Było zdrowe i piękne.
Nie tak zdrowe, żeby zmieniać pościel, ale piękne i dobre do popisywania się szuraniem meblami, które ważą pół tony.
Ona wiedziała zaś jedno: jej nagiej nikt nigdy oglądać nie będzie
Kobieta której-nikt-nigdy-nie-pokocha: ✓ 
Ala na szczęście nie pamiętała wydarzeń wczorajszej nocy. Dzieci szybko zapominają albo wyrzucają z pamięci wszystko, co boli.
Dzieci są bezproblemowe i zapominają: ✓
Jadwiga zapytała chłopaka jedynie, czy mogłaby zrobić małej badania psychologiczne. Wprawdzie on nie znalazł na ciele dziewczynki śladów jednoznacznie świadczących, że była bita, ale przemoc wobec dziecka może przybierać różne formy.
Dziecko jest znerwicowane, z domu zostało zabrane brudne, przerażone i ze skołtunionymi włosami. Tymczasem problemy psychiczne Ali i przemoc w domu to tylko hipoteza. Przecież znalazł na jej ciele siniaki, to jakiego dowodu oczekiwał? Czerwonych odcisków dłoni opiekunów?
Nie mówię, by wysłać ich od razu do więzienia bez dochodzenia w sprawie, ale obawiam się, że skończy się na odbębnieniu "badań" dla spokoju sumienia (Jadwiga każe Ali narysować rodzinę i rozpoznawać kształty z rozlanego atramentu? Psycholog chyba najlepsze badanie zrobi, obserwując dziecko na co dzień). Wszyscy wychodzą przecież z założenia, że dobre dziecko samo zapomina o traumie, robi się rumiane i roześmiane, jak Pan Bóg przykazał.
– Masz moją zgodę na wszystko, co konieczne – rzucił sucho, po czym dokończył śniadanie
I znowu wspaniałomyślne zgadzanie się, żeby kto inny pomógł…

ROZDZIAŁ VII: DUŻY FORD MORDUJE LUDZI

Bohaterowie jadą samochodem do Ełku i rozmawiają, jak to było z Damianem i Alą.
Zazdrościłem szczeniarze,
XD A przed chwilą było, że biedna straumatyzowana dziewczyka!
że ma matkę, która mnie wykopała za drzwi, gdy miałem trzy lata.
Znaczy w wieku trzech lat wymaszerował z domu i rozpoczął życie ulicznego bandyty? No dobra, ale zastanawiam się, jaki kontakt miał z rodziną, skoro w wieku trzech lat trafił do sierocińca.
Nie mogłem na nią patrzeć. Na zachwyty naszej matki i całej rodziny też nie. Zniknąłem na rok, potem na dwa lata. Nie miałem pojęcia, że dziecko trafiło do obcych. Siostra matki nie utrzymywała ze mną żadnych kontaktów. Dopiero sąsiadka Nowickich jakimś cudem mnie odnalazła. Poprosiła, bym odwiedzał dziewczynkę, bo chyba źle się w tamtym domu dzieje. Od kilku miesięcy przyjeżdżałem więc do Ali na parę godzin, co tydzień czy dwa. Bardzo niechętnie, dodam.
Bardzo niechętnie, żeby nie wyszło, że robię coś bezinteresownie, bo zrobię się mniej męski.
– Może porozmawiamy teraz o tobie? Gdzie są twoi przyjaciele, droga Natalio? Masz ich dwie setki tylko na Facebooku czy też rzucą wszystko i przypędzą, gdy tylko poprosisz o pomoc? A rodzina? Matka? Ojciec? Jakaś siostra czy brat?
Patrzcie, już obczajał jej profil na Facebooku!
W oczach dziewczyny rozbłysły dwie łzy. On patrzył w okno.
Nikt nie obserwował drogi. Drzewo wyrosło przed maską?
– Co ci po takim przyjacielu jak ja? Nie wiem, jak to jest kogoś lubić, o kogoś się troszczyć. Nie będę ci przysyłał życzeń urodzinowych. Nie pomogę przy wkręcaniu żarówki, nie podrzucę samochodem do lekarza. Gdyby coś ci się stało, nie potrafiłbym udzielić pierwszej pomocy. Nie z tym moim przeklętym kikutem zamiast ręki. Jesteś ładną, miłą dziewczyną. Poszukaj sobie kogoś kompletnego, okej?
Rzeczy, których nie da się zrobić jedną ręką:
1. zakładanie pościeli;
2. wkręcanie żarówki.
Wyobrażam sobie, że narrator wkręca żarówki obiema rękami, obracając się wokół lampy w szaleńczym tempie.
I wtedy coś w niej pękło.
Przednia szyba?
– Ktoś kompletny ma na pęczki zdrowych dziewczyn! Ja jestem pokrzywiona! Nie widziałeś moich pleców, ale uwierz: wyglądają okropnie! Jak u pieprzonego Quasimodo! – krzyknęła ze złością.
Mam wrażenie, że Kasia nieświadomie wpędza ludzi z krzywymi kręgosłupami w kompleksy. Zawsze wybiera niewiele przeszkadzające w życiu (poza kikutem) i minimalnie szpecące wady jako powód, dla którego dana postać nie znajduje miłości. Reszta ciała zawsze wygląda rewelacyjnie, Nataniel to seksowny drwal, Siergiej owłosiony zbój, Natalia delikatna ślicznotka, a Damian śniady gladiator. Damian, księgowy zasuwający w korpo! Potem się okazuje, że przypadkiem ktoś podejrzy spod rękawa kikut, cóż, Damian jedną ręką podnosi ogromne dębowe łoże, a nie jest w stanie wkręcić żarówki. Interesujące. Przypominam, że w poprzednim tomie Marianna pokonała porażenie mózgowe za pomocą wzięcia się w garść.

Żeby chociaż Natalię bolały plecy czy uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie! TO jest podstawowy problem przy skoliozie!
– Nie mam szans u normalnych facetów!
I tak zaczyna się bójka?
– Aha, więc upatrzyłaś sobie takiego mnie? Bo u kaleki szanse masz większe? – Jego oczy błysnęły wściekle, twarz stężała.
Miejsce, z którego pochodzą problemy bohaterów czwartej części
– Nie liczę na żadne szanse! U nikogo! Chcę po prostu z tobą normalnie pogadać! Jak z człowiekiem, a nie opętaną nienawiścią bestią! Lecz się, człowieku, na głowę, bo normalny to ty nie jesteś! – wykrzyczała to, patrząc na niego, i… rzucił się ku niej tak nagle, że cofnęła się jak oparzona.
Chwycił kierownicę prawą ręką i gwałtownie skręcił. Fordem zarzuciło, mijający ich TIR zatrąbił przeciągle, samochód wpadł na pobocze, do płytkiego rowu, rąbnął spoilerem o nasyp i znieruchomiał.
Ciekawe czy to ten sam kierowca, na którego wpakował się sołtysiak i koń Siergieja w pierwszym tomie. Tak. Jak do tej pory Damian był dość opryskliwy, ale przynajmniej nie próbował nikogo zamordować...
– Jesteś opętany. Mało nas nie zabiłeś.
– Ja?! Uratowałem ci życie, idiotko! Żarłaś się ze mną tak zaciekle, że przestałaś patrzeć na drogę! Zjechałaś na przeciwległy pas, prosto pod TIR-a!!! Wysiadam. Z taką kretynką dalej nie jadę…
Nie umiem tego skomentować. Może w tym uniwersum skolioza upośledza funkcje poznawcze na drodze? Może to jest prawdziwy problem? Tylko kto jej dał prawko?
Zanim pociągnął za klamkę, ktoś zapukał w szybę po jego stronie.
– Ej, cali jesteście?
Mam nadzieję, że wasze ubezpieczenie jest ważne, bo mam tutaj zniszczenia na kilkadziesiąt tysięcy!
Ale nie, to nie kierowca TIR-a, a przystojny nieznajomy, który akurat widział zajście. Ciekawe, kto to…
– Wyjdźcie na zewnątrz. Obejrzę wóz. Jeśli jest cały, wyciągnę go z rowu.
(…) [Natalia] wyszła na uginających się nogach i usiadła zaraz potem, bo odmówiły jej posłuszeństwa.
Kobieta, która do tej pory stała obok, przyskoczyła do niej, podetknęła butelkę z wodą.
– Oddychaj, kochana, nie mdlej.
Mimo podetknięcia wody do oddychania (?) Natalia osuwa się na trawę i mdleje.
– Co z nią?! Jest ranna?!
– Nie wiem. Zemdlała. Siergiej, dzwoń po karetkę! – krzyknęła kobieta do swego towarzysza. Tamten przerwał oględziny samochodu i sięgnął po telefon.
Brawo, zgadliście!
Wreszcie powieki dziewczyny zadrżały leciutko, po chwili otworzyła oczy, rozejrzała się dookoła półprzytomnie i wyszeptała:
– Co ja narobiłam… Przepraszam…
(...) [Siergiej] ukucnął obok szlochającej dziewczyny i rzucił ostrym tonem:
– Piłaś coś? Brałaś?
– Nie! Nie piję ani nie ćpam! Po prostu…
– Straciła panowanie nad kierownicą – dokończył za nią Damian.
I załatwione! Można sobie jechać pod prąd, ile dusza zapragnie, wystarczy znaleźć dobrą wymówkę, jak ktoś zacznie zadawać niewygodne pytania.
– I uprzedzę następne pytanie: nie dlatego, że się do niej dobierałem.
Komu przyszłoby to do głowy w pierwszej kolejności? Kolejny 27-letni nastolatek. Byłoby to dla mnie wiarygodne, bo ludzie bez doświadczeń w związkach w takim wieku miewają bardzo dziwne koncepcje dotyczące romantycznych relacji, ale Nataniel czy Siergiej z niejednego pieca chleb jedli, a dalej rzucają żarciki o sprzedawaniu dziewictwa Zosi albo gwałtach w lesie.
– Kto cię tam wie – mruknął. – Zachowaj gadane do przyjazdu pogotowia. I policji, bo też pewnie się zjawi.
– Policja?! – wyszeptała Natalia, całkiem załamana, i ukryła twarz w dłoniach.
Damian… spokorniał nagle.
– Nie mógłby ich pan odwołać?
Zastanawiam się tylko, czy założyli, że

  • A: Siergiej zadzwonił po policję, więc teraz zadzwoni jeszcze raz, że "jednak nie, nie przyjeżdżajcie, pomyliło mi się", czy też:
  • B: policja pojawia się, gdy jest wypadek, a Siergiej wygląda jak brudny bandyta, więc na pewno ma kontakty i "odwoła" policję.

Mężczyzna przyglądał mu się parę sekund, wreszcie ponownie sięgnął po telefon i wyjaśnił dyspozytorce, że pomoc nie jest na razie potrzebna, rozłączył się i powrócił spojrzeniem do Natalii.
Tak. Nie ma problemu, samochód wyciągniemy, ale skoro Natalia nie może prowadzić, to zabierzecie się z Siergiejem.
– Dokąd was podrzucić?
– Do Lipcówki. Jakieś dziesięć kilometrów stąd.
– Lipcówka? Tam właśnie jedziemy! – ucieszyła się kobieta. – Do dworu Marcinki!
I Damian już wiedział, że ma przed sobą tego Siergieja. Tak bardzo wyczekiwanego przyjaciela Jadwigi.
– Mieszkamy w Marcinkach, oboje – odezwał się. – Jestem Damian, to Natalia. Właśnie jechaliśmy po farbę, żeby odnowić dla was pokój.
To się chyba trochę jednak spóźniliście…
– Co za zbieg okoliczności! – Magda aż pokręciła głową z niedowierzaniem. – Mieliśmy przyjechać pod koniec tygodnia, po drodze do Druskiennik, ale dostaliśmy wiadomość, że wcześniej zwolniło się miejsce i jeśli jesteśmy chętni… Mówię więc: dobra, jedziemy jutro, to jest dzisiaj. Spakowaliśmy się. Ruszamy. Ale on jeszcze do Ełku po coś ekstra dla gospodyni musi wstąpić. Okej, zakupy zrobione, smakołyków pełne siatki. Wracając, patrzymy, jakiś samochód jedzie prosto pod TIR-a. Zaczęłam wrzeszczeć jak opętana: „Uciekaj! Odbij w prawo! W prawo, debilu!!!”. Potem zamknęłam oczy i otworzyłam dopiero, jak zatrzymaliśmy się obok was. Coście mi strachu napędzili…! Parę siwych włosów mi przybyło…
Ciekawe, że Jadwiga zapomniała ich uprzedzić.
– Bez sensu jest zostawiać tu forda, skoro wszyscy czworo udajemy się w jednym kierunku – zauważyła Magda. – Siergiej, weź go na hak, wyciągnij z rowu i jeśli jest w pełni sprawny, ja go poprowadzę. Pomożesz mu? – zapytała Damiana.
On przytaknął i ruszył za mężczyzną, przyglądając mu się spod oka.
Myślałam, że to kolejny pocisk w stronę braku oka Siergieja, ale to jednak Damian. Co to w ogóle za określenie?
Siergiej Sodarow był dużo starszy od Damiana, miał pod pięćdziesiątkę, ale trzymał się nieźle, aż za dobrze. Był wysoki, szczupły i umięśniony, jakby pół życia spędził w kamieniołomach. Przedramiona miał spalone na brąz, pociągłą twarz okalały czarne kędziory bez śladu siwizny.
Aaaach! W każdym tomie tekst, że Siergiej jest taki stary, a ma tyle włosów. Ciekawe, ile inwestuje potajemnie w przeszczepy włosów i farby.
Jednak tym, co najbardziej niepokoiło w mężczyźnie, była czarna opaska zasłaniająca jedno oko. Wypisz wymaluj pirat z morskich opowieści.
Albo jednak Rumcajs:
Liczba palców się zgadza, tak wpadłam na ten trop
Jeszcze zastanawia mnie, jak bardzo ci mężczyźni są opaleni, mimo że aktywnie nie wystawiają się na słońce; ewentualnie tylko rąbią drewno bez koszulki, żeby kobiety podziwiały. Pewnie wszyscy mają bardzo brązowe ramiona i kolana, a uda kompletnie białe. Seksapil niemieckiego turysty-seniora.
– Od dawna przyjaźni się pan z właścicielką Marcinków? – zagaił rozmowę, bo mężczyzna intrygował go bardzo.
Sodarow rzucił mu koniec liny, którą mocował do haka swojej toyoty.
– Od paru lat – odparł. – Dostałem niedaleko granicy kosą przez udo.
Nie hoduje zbóż, ma w kieszeni nóż!
– Na granicy ktoś potraktował cię nożem. Dobrze zrozumiałem?
– Znakomicie. Co do zgłoski.
Ale dumny! Tylko co to za odpowiedź na pytanie "od dawna znasz Jadwigę"?
Wdałem się w pijacką awanturę z braćmi zza Buga.
I w ten sposób Siergiej przestaje być jedynym bohaterem nienadużywającym alkoholu. No, jeszcze w Magdzie i nowych postaciach nadzieja, pojawiły się późno, więc ich ewentualny alkoholizm jeszcze się nie objawił… JESZCZE.

Damian zastanawia się, czemu Jadwiga wpuściła obrzydliwego bandytę do domu, a kiedy Siergiej sprawdza zawiązany przez niego węzeł, wpada w furię. Bo tak:
– Myślisz, że nie radzę sobie z tak prostą sprawą…
– Myślę, że przed chwilą miałeś wypadek i moim obowiązkiem jest wszystkiego dopilnować – uciął Sodarow. – Nie skacz mi do gardła, chłopcze, bo się natniesz – ostrzegł cicho. – Nie jestem twoim wrogiem. Konkurentem do ręki pięknej Natalii również nie. Odpuść, dzieciaku…
– Nie jestem dziecia…
– Jesteś, jesteś. Mógłbyś być moim synem, to po pierwsze, i zachowujesz się jak dzieciak, to po drugie. Dopóki nie dorośniesz, będę tak do ciebie mówił. Przy twojej Natalii powstrzymam się, o ile mnie nie wkurzysz.
To był odruch zrodzony lata temu, w sierocińcu: pchnięcie w pierś. Na tyle mocne, żeby przeciwnik się zatoczył, niekoniecznie padł na wznak, ale Siergiej szóstym zmysłem był na to przygotowany. Chwycił chłopaka za nadgarstek, drugą ręką za przód bluzy i wbił go plecami w bok forda.
Damian: Nataniel, tylko częściej się bije i z gorszymi rezultatami.
Natalia krzyknęła, chcąc ich powstrzymać. Magda zaś… ona rzuciła tylko:
– Daj spokój. Chłopcy muszą ustalić hierarchię w stadzie. Siergiej twojemu Damianowi krzywdy nie zrobi, Damian Siergiejowi tym bardziej nie. Siedź sobie tutaj i podziwiaj.
Ustalanie hierarchii w stadzie 
– Nie jesteśmy wrogami. Jeszcze. Ale możemy być, skoro taka wola – dokończył Sodarow i rozwarł palce.
Zniszczą biednej Jadwidze karoserię tymi małpimi popisami!
Wziął głęboki wdech i rzucił bez cienia skruchy:
– Sorry.
Damian jeszcze trochę powzdychał, posyczał, po czym wsiadł za kierownicę i wyciągnął samochód z rowu. Koniec wątku.
– Nie spiesz się, Magduś – Siergiej zwrócił się do kobiety. – Ja też będę prowadził powoli. Gdy tylko coś cię w nim – wskazał forda – zaniepokoi, daj znać. Zatrzymam się, okej?
Natalii to imponuje:
Chciałaby, bardzo, znaleźć kogoś takiego jak Siergiej. Kogo mogłaby kochać. Komu zależałoby na niej tak, jak temu mężczyźnie na Magdzie…
Mam wrażenie, że autorka zapomniała, że perspektywa młodej kobiety bez przeszłości w związkach zazwyczaj jest inna i na pewno w ocenie Siergieja wzięłaby pod uwagę jego wiek i dystans, jaki on tworzy. Chyba że miałaby pociąg do starszych, ale nic na to nie wskazuje.

A propos Siergiej w tej części co chwilę podkreśla, że jeszcze nie skończył 50 lat, natomiast Nataniel z równą częstotliwością przechwala się, że ma 30 lat. W 2017 – zakładając, że to czas akcji Gwiazdki z nieba – Siergiej miał 48 lat, a Nataniel 26. Zakończenie trzeciego tomu ma miejsce rok po zakończeniu pierwszego (Nataniel ożenił się z Zosią półtora roku po przeprowadzce do Sennej), czyli w grudniu 2018. Siergiej półtora roku prowadził ośrodek agroturystyczny, z czego wynika, że czas akcji czwartego tomu to czerwiec 2020 (data wydania 2019, nie żeby to był zarzut – choć powinien być, ale autorka nie mogła przewidzieć obostrzeń epidemiologicznych, które powinny np. sprawić, że ośrodek Siergieja ledwie otwarty zbankrutowałby). Siergiej jak nic ma 51 lat, a Nataniel 29.
– Patrzysz na tego faceta, jakbyś chciała go skonsumować – usłyszała kpiący głos Damiana.
Skonsumować faceta?
Odwróciła się do niego gwałtownie.
– Patrzę na dwoje kochających się ludzi – syknęła. – A ty co? Zazdrosny?
– O kogo? O ciebie? – prychnął i zaśmiał się krótko.
CHYBA TYYY!

Faktycznie, podziwianie czyjejś zaradności przejawia się wybuchem pożądania.
– Gdy dojedziemy do dworu, pomogę ci przesunąć meble na miejsce, potem spakuję się i wyjadę. Nie wytrzymam z tobą ani chwili dłużej. Ciocia, mam nadzieję, zrozumie mnie i wybaczy – powiedziała cicho, walcząc ze łzami.
– Och, pocieszę cię: ja nie wytrzymam pod jednym dachem z tym facetem. – Wskazał nadchodzącego Sodarowa.
(…)
– Przeszkadzam w kłótni kochanków? – Sodarow zajrzał do samochodu. – Sorry, ale nie będę czekał na zewnątrz, aż się pogodzicie.
Usiadł za kierownicą, uruchomił silnik.
– Nie przeszkadzajcie sobie. Chętnie posłucham i pokibicuję – dodał, ruszając.
Ale na tylnym siedzeniu panowała cisza. Natalia patrzyła w jedno okno, Damian w drugie. Dopiero po ładnych paru kilometrach dziewczyna poprosiła:
– Miej litość nad tym dzieckiem, jeśli nie masz jej dla nikogo innego.
Na co on odwarknął:
– Zamknij się.
Do dworu dojechali w całkowitym milczeniu. I nie wiadomo było, kto kogo bardziej nienawidzi w tym momencie: Natalia Damiana czy Damian Siergieja…
Myślę, że poszkodowany ford i kierowca TIR-a jeszcze bardziej nienawidzili tych dziwnych typów pakujących się na przeciwległy pas.

ROZDZIAŁ VIII: POPISY SZYMPANSÓW
Jadwiga zbiegła po schodach ganku, gdy tylko oba samochody zatrzymały się na podjeździe.
Co prawda ten drugi był pognieciony przez spotkanie z rowem, ale co tam.
– Co się stało z twoim okiem? Och, i dłoń! Sieriożka, w coś ty się znowu wplątał?!
– Długa historia – odparł wymijająco. – Może kiedyś opowiem. Przy ognisku.
– Historia krótka i głupia jak czasem sam Sieriożka – odezwała się Magda, podchodząc do nich. – Chciał sobie na wojnie rusko-ukraińskiej powojować, tam go dorwali, torturowali i tak stracił, głupek, oko i dwa palce. Gdyby nie interwencja kogoś z naszego rządu, nie byłoby czego zbierać po Sieriożce, no nie, bohaterze? – Szturchnęła mężczyznę w bok.
No poszedł sobie na wojnę (która trwa bez przerwy na całej Ukrainie i można do niej w każdej chwili dołączyć, przekraczając granicę), torturowali go, stracił oko. To się zdarza. Już któryś raz dostajemy pobieżne streszczenie tych wydarzeń, które nic nie wnosi, bo dalej nic nie wiadomo.
– Po jednym z nich nadal bliznę na ramieniu nosi. Co wtedy szmuglowałeś przez granicę, przyznaj się! Wódkę czy coś gorszego?
Nim zapytany zdążył otworzyć usta, już Magda mówiła za niego:
– Och, musiałby przedtem przyznać się do dobrego, współczującego serca. Szramę po nożu zarobił, ratując konie z transportu śmierci. I za to go pokochałam. – Przytuliła się do Siergieja, on zaś objął ją ramieniem, usiłując pod nonszalanckim uśmiechem ukryć zmieszanie.
Ten dialog to pewnie żebyśmy wiedzieli, że Siergiej zdziadział.
Natalia z niedowierzaniem przysłuchiwała się ich słowom, patrząc to na Jadwigę, to na Siergieja, to na Magdę. Wojna? Tortury? Przemytnik?
No, zaraz ściągnie do dworku jakichś bandytów albo okaże się, że ściga go policja i będą problemy!
Aż westchnęła, oczarowana tym mężczyzną…
A nie, to jednak tylko atrybuty maczo. Ja nie wiem, skąd się wzięło, że bandyta to najlepszy misiu. Niestety Damian przerywa ogólny zachwyt nad Siergiejem, ogłaszając, że nara.
– Wyjeżdżam – rzucił do Jadwigi.
Uśmiech, którym go powitała, znikł.
– Tak nagle? A dziecko?
– Zabieram je, oczywiście, ze sobą.
(…)
– Będzie w bezpiecznym miejscu, pod opieką kochającego człowieka – uciął.
– Twoją?! Musisz pracować, zarabiać na utrzymanie! Jak sobie poradzisz z małą dziewczynką?!
– A jak radzą sobie samotni ojcowie? Podrzucają dzieci rodzinie czy po prostu posyłają je do przedszkola i idą do pracy?
Do którego, jak wiemy z poprzednich części, wystarczy dziecko wrzucić przez płot i od razu ktoś się zajmie.
Damian już ma wyjść, ciągnąc biedną Alę ze sobą, a tutaj bum! Wjeżdża z hukiem reszta gości i robi zamieszanie.
Zaraz potem na podwórze wjechał SUV, a z niego wysypała się gromadka rozdokazywanych, roześmianych, uroczych gości. Damian ze swoimi humorami zszedł na dalszy plan. Nataniel Domoradzki, jego żona Zosia i dwie córeczki – z których żadna nie była ich rodzonym dzieckiem – natychmiast zawładnęli sercem gospodyni. Stary dwór, który chwilę wcześniej zdawał się zawieszony w pajęczynie z ciszy, nagle odżył i rozdzwonił się dziecięcymi głosikami.
Nataniel jest najwyraźniej równie rozdokazywany, bo dzieci nie jest gromadka, a dwie sztuki.
– Ja jestem Emilka, a ona Tosia! – starsza, rezolutna i śmielsza, od razu podeszła do Jadwigi i przedstawiła siebie oraz siostrzyczkę. – Tosia kiedyś była niewidoma, nie widziała, ciociu, nic a nic, ale gdy Natuś i mama Zosia się nią zaopiekowali, odzyskała oczka. Ja jestem siostrzyczką Nataniela, bo moja mama Iwonka mieszka za daleko, ale mówię do niego tatusiu, a on do mnie córciu. Tak jest fajniej, prawda? – Od razu, szczerze jak to dziecko, zdradziła wszystkie rodzinne tajemnice. – Och! Dziewczynka! Koleżanka! – wykrzyknęła na widok Ali chowającej się za kobietą. – Super! Będziemy się razem bawić. Pokażesz nam dom? I ogród? Macie jakieś zwierzaczki? My mamy kucyka Kacperka, ale u wujka Siergieja. I Królewnę Śnieżkę, koninę, też u wujka.
Lata mijają, koronawirus szaleje, ale Emilka jest nadal pajacem. Tyle że po Pierwszej Komunii.
– Jestem Nataniel, to moja żona Zosia. Siergiej uprzedził, że przyjedziemy…
– Pod koniec tygodnia – wpadł mu w słowo Sodarow – tak, ale widzisz, Jadwiniu, wcześniej nam się turnus w Druskiennikach zaczyna, więc przyjechaliśmy już dzisiaj. Do soboty. Mam nadzieję, Jadwiniu, że nas nie pogonisz?
Bohaterowie odpowiedzialni jak zawsze. Przy okazji muszę co dwa zdania wycinać przedstawienie postaci, ponieważ część czwarta jest ewidentnie pisana dla starych i nowych czytelników. Dlatego co wchodzi postać, dowiadujemy się jakie ma oczy i włosy, oraz jak patrzy na świat. Nie żeby to miało znaczenie, skoro Nataniel i Zosia z tomu na tom zmieniają kolor oczu, a Magda potrafiła przefarbować włosy na kolor z drugiej strony skali fryzjerskiej w obrębie dwóch rozdziałów.
I oto nowo przybyli całą gromadą ruszyli za gospodynią, z miejsca zaprzyjaźnieni i z nią, i z domem, jakby bywali tutaj od lat, a nie przyjechali dosłownie przed chwilą. Dzieci dokazywały w ogrodzie, skąd dochodziły ich radosne okrzyki i śmiech. Na podjeździe zostali Damian z Natalią.
Damian zastanawia się, gdzie Ala, i dochodzi do wniosku, że zamiast jej szukać, lepiej będzie się wyprowadzić jutro.
Niechętnie ruszył po schodkach na ganek, chcąc zaszyć się w sypialni na resztę dnia, ale zatrzymał się w progu, obejrzał na Natalię.
– Jak długo zamierzasz tu tkwić? – zapytał, niezainteresowany odpowiedzią.
Zamrugała, jakby obudził ją ze snu. Bynajmniej nie pocałunkiem.
No tak; napatrzyła się na Siergieja i teraz tam, w dole, zrobiło jej się gorąco i myśli o jednym.
– Zaraz… zaraz pójdę na górę, pościelę łóżka dla gości – odparła, z trudem łapiąc powietrze.
Spojrzał na nią uważniej. Była blada jak prześcieradło. Prawdę mówiąc, wyglądała, jakby za chwilę miała zemdleć, a nie ścielić łóżka.
– Co ci jest? – rzucił szorstko. I zawrócił biegiem.
Zdążył chwycić ją wpół, zanim straciła przytomność.
Była jednak za ciężka dla Damiana, więc to Siergiej silnymi ramionami podnosi Natalię i kładzie ją do łóżka.
– Co ci jest, dziecko? – Jadwiga ukucnęła przy łóżku i przyłożyła chłodną dłoń do czoła dziewczyny. – Masz gorączkę. Coś cię boli? Gardło? Może na słońcu za długo przebywałaś? Damian, dlaczego właściwie przyjechaliście z Siergiejem, zamiast w Ełku farbę kupować?
(...)
– Wypadek?! I dopiero teraz, gdy dziewczyna zemdlała, mi o tym mówisz?! Jestem za nią odpowiedzialna! Jechała moim samochodem!
– Ciociu… bez paniki. Wjechaliśmy do rowu. Samochód jest cały…
– O nią pytam, nie o starego grata! Wezwaliście pogotowie? Badał ją lekarz?!
– Nie było sensu…
Nie lubię jej, żadna strata, jeśli jej flaki utworzyły malowniczą zupę w środku.
– Właśnie widzę! Jesteś… nieodpowiedzialny! Bezmyślny! Bez… – urwała, bo zabrakło jej słów.
Ha-ha, bez ręki!!!
Damianowi, prawdę mówiąc, także. Jeszcze nigdy Jadwiga tak go nie sponiewierała. I to przy obcych!
Dlatego Damian zaczyna krzyczeć, że to Natalia prawie wszystkich nie zabiła, po czym biegnie do swojego pokoju i zamyka dyskusję trzaśnięciem drzwiami. Nataniel by to jednak lepiej rozegrał i wmanipulował wszystkich, żeby go żałowali i podziwiali.
– Powinniśmy wszyscy się cieszyć, że wyszliście z tego cało. Poniosło mnie, muszę pójść i przeprosić Damiana, ale najpierw zadzwonię po lekarza. Od razu powinien cię zbadać. Jeszcze tam, na miejscu. I jeśli trzeba, zabrać do szpitala.
– Proszę, tylko nie szpital – jęknęła dziewczyna.
– Jeśli trzeba, będzie szpital. Bez dyskusji! – ucięła stanowczo Jadwiga. – Twoja mama dopiero by mi głowę zmyła, gdyby coś ci się stało. Podaj mi do niej telefon, zadzwonię i wyjaśnię sytuację.
No i Jadwiga wywołuje wilka z lasu, bo trzeba się jej przyznać, że te wszystkie ostentacyjne rozmowy z mamą były tak naprawdę z jej automatyczną sekretarką.
– Nie porozmawiasz z nią, ciociu. Moja mama nie żyje.
Jadwiga krzyknęła cicho.
– Ależ… jak to?! Przecież słyszałam! Dzwoniłaś do niej!
– Dzwoniłam. I dzwonię niemal co dzień od dwóch lat. Od dnia, w którym odeszła. To właśnie mi po niej zostało: głos nagrany na automatyczną sekretarkę. Nic więcej.
Ja naprawdę nie rozumiem tego wątku. To znaczy jestem w stanie sobie wyobrazić, że słuchanie głosu zmarłych bliskich czy oglądanie ich na nagraniach niektórym pomaga, albo że dzwonienie na stary numer i nagrywanie się na sekretarkę może chwilowo pozwolić wyobrazić sobie, że dana osoba nadal żyje i po prostu nie odbiera telefonu. Tylko czy to jest zdrowe? Nie jestem psychologiem, więc nie chcę się wymądrzać, ale wydaje mi się, że to najgorsze, co można zrobić, chcąc się pogodzić ze śmiercią bliskiej osoby. Do tego dochodzi ostentacyjne zachowanie bohaterki, która głośno opowiada martwej matce swój dzień przy otwartych drzwiach. Pewnie wychodziła z siebie, że nikt nadal nie odkrył zagadki i nadal jej nikt strasznie nie żałuje. Musiała dopiero wjechać do rowu, żeby zwrócić na siebie uwagę.
– Tak boli… – wydusiła wreszcie. – Tak strasznie boli mnie tutaj… – Wskazała mostek.
– Rany boskie, to może być zawał! – przeraziła się Jadwiga.
Zosia ukucnęła przy łóżku, podwinęła koszulkę dziewczyny i odparła:
– Raczej pęknięte żebra, nie zawał. Masz siniec wielkości pięści, kochana moja.
Czyli w sumie to samo, co Magda w poprzedniej części. Księżna Diana po wjechaniu w filar też krótki czas zdawała się funkcjonować normalnie, była poobijana, ale przytomna i mogła mówić, a jak się skończyło, wszyscy wiemy. W tym uniwersum nie znają podobnych historii?
– Mamusia… ona była dobrym człowiekiem. Najlepszym. Nikomu nie odmówiła pomocy.
I tak Natalia zaczyna nagle wielki monolog o mamie, jaka była wspaniała i jak to ją wszyscy warszawiacy opuścili, jak się rozchorowała.
Gdy zachorowała… a my, ja z ojcem, po prostu odchodziliśmy od zmysłów, nie wiedząc na początku, co jej jest, na co mama umiera, gaśnie z każdym dniem… i potem diagnoza jak wyrok śmierci. Mimo to walczyliśmy… Sprzedaliśmy wszystko, dom po dziadkach, mieszkanie, samochód, nieliczne kosztowności, wszystko, żeby miała najlepsze leki, najdroższe terapie. Czepialiśmy się każdej najmniejszej iskry nadziei. Ktoś powiedział, że w Stanach podejmują się takich operacji? Ciułaliśmy na operację. Prosiliśmy o wsparcie, żebraliśmy u ludzi, którym mama kiedyś pomogła. I… większość zbywała nas jakimś groszem. Albo po prostu przestawali odbierać telefony, odpisywać na maile.
A na koniec jeszcze to:
A potem tata powiedział, że nie może już dłużej tego wytrzymać i pewnego dnia po prostu odszedł, zniknął.
Żeby nie było za mało traumatycznie. Na koniec monologu okazuje się, że Siergiej zdążył dawno zadzwonić po lekarza, który właśnie wpakował się do domu.
Gdy starszy człowiek wszedł do pokoju, uśmiechnęła się nikle na jego widok.
– Doktorze Kalinowski, proszę zająć się jak najlepiej moją dziewczynką. Jest mi bardzo droga. To córka… zmarłej niedawno przyjaciółki. Ma tylko mnie.
– Oczywiście, pani Dąbrowicka. Takim prośbom nie sposób odmówić. Pani… – zajrzał do zgłoszenia – Natalia Sikorska jest w dobrych rękach.
No tak, wiadomo, że jak się czegoś takiego lekarzowi nie nagada, to od razu wbije nóż w żebro i powie, że wypadek przy pracy.
– Pęknięte żebra. Zabierzemy pacjentkę do szpitala, zrobimy badania. Jeśli moja diagnoza się potwierdzi, za dwa–trzy dni wypiszemy ją do domu z zaleceniem ograniczenia ruchu do minimum.
W parę minut otrzymaliśmy diagnozę i już po chwili ratownicy wynoszą Natalię za drzwi. Bohaterowie w ciszy obserwują znikającą na horyzoncie karetkę. Jak się okaże w kolejnym rozdziale, jest to wydarzenie przełomowe dla fabuły, a minuta ciszy łączy ludzi.
– Chodźmy. Nic tu po nas – zadecydował Sodarow. – Nataniel pilnuje dziewczynek, dlatego nie mógł przyjść.
Widocznie czuł wewnętrzną potrzebę, żeby wytłumaczyć Nataniela z braku zaangażowania w obserwowanie zmniejszającej się w oddali karetki. Albo narrator poczuł, że Natanielowi trzeba dokleić jakiś powód nieobecności, żeby Damian wyszedł na demona zła, siedzącego cały ten czas w swoim pokoju.
Damian zatrzymał się trzy kroki przed nimi.
– Co z Natalią? – rzucił, patrząc na Jadwigę, jakby cała reszta dlań nie istniała.
– Pogotowie zabrało ją do szpitala – odparła gniewnie kobieta. Jej, która zwykle nie chowała długo urazy w sercu, gniew na chłopaka jeszcze nie przeszedł.
– Domyślam się, bo jej pokój jest pusty. Wiadomo coś więcej?
– Gdybyś był tutaj z nami, tobyś wiedział! – prychnęła kobieta z niepodobną do niej złością.
Chłopak swoim zwyczajem wzruszył ramionami, po czym zapytał: – Zajmiesz się Alą do mojego powrotu? – i nie czekając na odpowiedź, ruszył w kierunku bramy. Zniknął za murem okalającym dwór… i tyle go widzieli.
Właściwie to Jadwiga dopiero miała zamiar przeprosić Damiana za bezpodstawne oskarżenia, a teraz wydaje się obrażona, że nie przeprosił się sam. Nie rozumiem ich relacji.
Jadwiga, kręcąc głową, weszła do domu. Zachowanie Damiana po prostu ją załamało. Nie myślała, że jest aż tak obojętny, taki… bez serca. A jednak.
Ale nadinterpretacja!
Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Dłoń pozbawioną dwóch palców, ale nie mniej przez to serdeczną.
XD Jaki ten Siergiej jest śmieszny. Przyszedł pocieszać Jadwigę i razem przerzucają się cytatami o bólu życia aż do końca rozdziału. To już sobie darujemy, bo prawdziwa bomba przyjdzie w kolejnym rozdziale... a to za dwa tygodnie!

Komentarze

  1. O rany rany :D

    "Myślałam, że to kolejny pocisk w stronę braku oka Siergieja, ale to jednak Damian. Co to w ogóle za określenie?" - Bardzo altoreczkowe, bo kojarze to z opek :D To sa zmiksowane dwa wyrazenia, patrzenie spode lba i lypniecie okiem :D

    "Liczba palców się zgadza, tak wpadłam na ten trop" - Umarlam i nie zyje :D

    W ogole zabily mnie tez te klikanki z ulubionymi tropami pod odcinkami :D

    Okej, nie bede cytowac ulubionych kawalkow, bo musialabym cytowac praktycznie wszystkie twoje komentarze, ale wiec, ze co chwila prycham gromko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że skądś znam tę konstrukcję. To już wiem skąd: z analiz :D
      Muszę nad tymi klikankami popracować, ale cieszę się, że się podobają!

      Usuń
  2. 26 yr old Business Systems Development Analyst Kori Cater, hailing from Fort Erie enjoys watching movies like "Christmas Toy, The" and Jewelry making. Took a trip to Quseir Amra and drives a Ferrari 500 Mondial Spider Series I. na na tej stronie internetowej

    OdpowiedzUsuń
  3. 54 year-old Administrative Assistant IV Alia Rewcastle, hailing from Brandon enjoys watching movies like Stargate and Writing. Took a trip to Kalwaria Zebrzydowska: Pilgrimage Park and drives a Ferrari 250 GT. zajrzyj tutaj

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.