4.4 Rozdział 13, 14 i 15

ROZDZIAŁ XIII: NARRATOR KŁÓCI BOHATERÓW

W ostatnim rozdziale Magda zabiera samochód i ucieka urażona, że Siergiej nie daje się wrobić w dziecko. W tym rozdziale obserwujemy, jak Siergiej szaleje z niedoli.
Zaklął. Rąbnął pięścią w kolumnę ganku. I zaklął jeszcze parszywiej, gdy ból wgryzł mu się w poranione knykcie.
Sposób na ból psychiczny u mężczyzn: mały ból – bicie pięściami w elementy konstrukcyjne budynków, duży ból – wódka. Poproszę 200 złotych za konsultację.
– Co się stało? – usłyszał za plecami pełen niepokoju głos Jadwigi.
– Nic – odwarknął.
– Masz zakrwawioną rękę. Pokaż…
– Daj mi spokój! – Wyrwał dłoń, którą już zdążyła odwrócić do siebie, zbiegł po schodach i, tak jak wybiegł przed chwilą z salonu, w samych spodniach, boso, ruszył w ślad za samochodem.
Na czworaka, co kilka kroków przystając, by powąchać kamienie przy drodze.
Tak, chyba właśnie zaczęło go ogarniać szaleństwo, a jeśli Magda rzeczywiście odeszła, jeśli nie uda mu się przebłagać jej, nakłonić do powrotu… on, Siergiej, oszaleje doszczętnie.
Mamy w związku bardzo poważny konflikt interesów bez miejsca na kompromis. Co należy zrobić? Oczywiście na zmianę wywoływać awantury, gwałcić się, obrażać i błagać o przebaczenie. To się nazywa gorący romans, drogie czytelniczki.
Idioto, gdyby rzeczywiście chciała zajść w ciążę za wszelką cenę, puściłaby się z kimkolwiek, choćby z sołtysiakiem, a potem wmówiłaby ci, że prezerwatywa była dziurawa. Sposób stary jak świat.
Tak, Magda jest szlachetna, bo jednak nie zrobiła sobie dziecka z jedynym płodnym i nieżonatym mężczyzną we wsi. Tyle że zdesperowanej Magdzie znacznie łatwiej byłoby przebić prezerwatywy, gdy Siergiej poszedł włóczyć się po lesie, a taki Marek mógłby nie chcieć trzymać języka za zębami. Poza tym uwodzenie obcych to tyle zachodu, a jej zależy na stworzeniu pięknej rodziny z ukochanym bandytą.
Magda jest jednak na tyle uczciwa, że… Gówno tam, a nie uczciwa! Ustalili: żadnych bękartów, żadnych zobowiązań! Czysty układ, związek partnerski, oparty na wzajemnym zaufaniu i wierności. Zaufaniu, podła, zdradziecka suko!
Siergiej nie może się zdecydować, czy Magda jest suką, czy miłością jego życia, ale daruję wam jego histerie. Na koniec biegnie z powrotem do dworku i próbuje do niej zadzwonić, ale włącza się poczta głosowa, więc telefon zostaje dramatycznie rozłupany o ścianę. To kolejny wygodny fabularnie element: poprzednio zapominał ładowarki, a teraz pozbywa się telefonu całkowicie, żeby nikt nie mógł się do niego dodzwonić przez (spojler) pół książki.
– Opanuj się! – padło od progu.
Odwrócił się z zaciśniętymi pięściami.
To Nataniel, bóg spokoju, który sugeruje, że zdziczały Siergiej powinien wrócić do lasu, bo dzieci się boją.
– W domu jest dziecko po przejściach. Ala panicznie boi się krzyku. Ani się waż wywrzaskiwać swoje żale! Masz się zamknąć i cierpieć w milczeniu albo wynosić się do lasu, zrozumiałeś?!
Bo Emilki i Tosi, które same są po przejściach, takie zachowanie tak nie stresuje. Przyzwyczaiły się przy wujku Natanielu, że mężczyźni tak mają.

Już po chwili bohaterowie maszerują między brzozy, odbyć męską rozmowę o robieniu dzieci. Zosia oczywiście zajmie się trójką przerażonych dziewczynek naraz, nie ma po co jej pytać, czy poradzi sobie sama ze straumatyzowaną gromadą.
– Nie odzyskasz Magdy, odmawiając jej dziecka. Musisz wybrać: samotność albo pełna rodzina. Ty, ona i to małe. Nie widzę innego wyjścia.
Siergieju, jeszcze przed chwilą byłeś seksi maczo, któremu kobiety w każdym wieku wchodziły do łóżka, ale po śmierci Marty przeterminowałeś się i Magda jest OSTATNIĄ kobietą, jaką kiedykolwiek możesz mieć. Dlatego jak zaraz nie zrobisz jej bobo, zostaniesz sam do końca życia.
– I tym się mam pocieszyć? – Siergiej poderwał głowę i wbił wściekły wzrok w twarz Nataniela.
Ten pokręcił głową.
– Od pocieszania, bracie, jest pół litra, nie ja.
To jest na ten „duży ból”, jak mówiłam.
– (…) Uważam jednak, że Magda nie wyrzeknie się macierzyństwa. (…) Nie wiesz, jak zdeterminowana może być kobieta, która pragnie zostać matką. Nie masz o tym pojęcia.
– Ty niby masz? – prychnął Sodarow. – Zosia jest chyba wystarczająco zaspokojona? Ma nie jedno dziecko, a dwoje. Dwie śliczne, wypisz wymaluj tatuś i mamusia, córeczki.
Nataniel zmierzył go lodowatym spojrzeniem.
– Nie spodziewałem się po tobie takiej podłości – wycedził. – Doskonale wiesz, cholerny bydlaku, że naszym największym marzeniem jest własne dziecko, ale Zosia nie może…
W końcu własne dziecko z twojej krwi przy przybłędzie to jak lamborghini przy kaszlaku.

Zastanawia mnie, dlaczego przy tej narastającej fiksacji, której adopcja nie zgasiła, nie zapytali, czy Marianna nie pożyczyłaby im komórki jajowej – co jest o tyle mało kontrowersyjne w stosunku do sytuacji innych małżeństw, że Zosia pochodzi z gwałtu, a sama żadnych komórek nie ma, więc szansa na poczęcie wynosi 0%. W realnym świecie, znaczy.
Czy raczej nie mogła… – Przymknął na chwilę powieki, odetchnął głęboko, po czym rzekł równie zimno co przed chwilą: – Zosia jest w ciąży. W trzecim miesiącu.
Czyli wkurzył się na zapas, po czym przypomniało mu się, że w sumie to jego kompletnie bezpłodna Zosia bez cyklu miesiączkowego jest w cudownej ciąży. Ale nie bezproblemowej:
– Zosia była poddana silnej radioterapii. Promieniowaniu, które geny po prostu masakruje. Mamy niemal stuprocentową pewność, że dziecko urodzi się z wadami. O ile w ogóle się urodzi… Lekarz nie daje na to większych szans. Ciąża wysokiego ryzyka, tak to określił. Zosia… Ona żyje nadzieją, a ja zdycham ze strachu, że ją stracę.
W jednym zdaniu kombo nieszczęść: ciąża wysokiego ryzyka, czyli pewnie Zosia poroni, a jak nie poroni, to dziecko będzie niepełnosprawne, a przy rodzeniu go Zosia może umrzeć. Wspaniałym zwrotem akcji byłby powód, dla którego ciąża Zosi jest zagrożona, np. kiła, którą jej sprzedał Nataniel, który nigdy w życiu nie założył prezerwatywy, a tylko raz zbadał się na samo nosicielstwo wirusa HIV, jednak przed niezabezpieczonymi stosunkami z aktywną seksualnie Oliwią.
Odwrócił się, by Siergiej nie widział łez, które nabiegły mu do oczu, i ruszył przed siebie. Byle dalej od facetów, którzy nie życzą sobie dzieci, dalej od ich skarg i ujadania. Oboje z Zosią oddaliby pół życia, aby tylko być na miejscu Magdy i Sodarowa. Pół pieprzonego życia…
Czyli na miejscu osób, które mają nierozwiązywalny konflikt i z tego powodu toksyczny związek. Tak, byłoby u nich jeszcze ciekawiej!

Taka dygresja: po lekturze trzeciej części myślałam, że jesteśmy świadkiem czegoś szlachetnego, to znaczy poświęcenia zdrowego, płodnego mężczyzny marzącego o gromadce biologicznych dzieci, ale wyrzekającego się jej w imię miłości. Prawdę mówiąc, myślę, że czytelniczki, które mogłyby identyfikować się z tym problemem, ale będące Zosią w dramacie, niekoniecznie uwierzą, że ich życie też się tak pięknie odmieni. Cały sens poświęcenia Nataniela zniknął, skoro wpadli tak szybko (zdrowe pary nieraz starają się o dzieci i rok! Im wystarczyły niecałe dwa, mimo że zajmują się dwiema dziewczynkami, więc okazji do rozmnażania proporcjonalnie mniej niż mają bezdzietne pary). Do tego przybłędy zajmują tyle Zosinej uwagi, którą mogłaby przecież poświęcić Natanielowi… Nie wiemy, czy nie zostawiłby żony dla jakiejś płodnej uwodzicielki, gdyby się już nią znudził. Chyba że autorka miała podświadomie właśnie takie obawy i zesłała Zosi gołębicę z ciążą, kto to wie…
– Nat, poczekaj! – Sodarow dogonił przyjaciela i zatrzymał go mocnym szarpnięciem za ramię.
Siergiej zauważa, że Nataniel jest bratem Magdy i pewnie przyda się jego pomoc.
– Słuchaj, człowieku, rozumiem Magdę, naprawdę. Dwa lata wcześniej, gdy była wziętą projektantką, nie myślała o dzieciach, zajęta robieniem kariery w wielkim mieście. Potem związała się ze mną, przyjechała na Mazury, do Sennej, i wpadła w sam środek apokalipsy, czyli rozkręcania interesu, naszej agroturystyki, z tymi wszystkimi owcami, lamami i strusiami, które sobie wymyśliliście. Tak, tak, nie zapomnę ci tych strusi!
Strusie w serii mazurskiej symbolizują wyzysk, główny motyw przewodni.

U Siergieja w ogródku codzienny kankan
Tyś podsunął jej ten pomysł i to przez ciebie okrągły rok mam sajgon w obejściu, a w sezonie pełne obłożenie. Nie nadążamy z praniem pościeli… Z gotowaniem dla hordy głodnych dzieciaków i ich starych… Z wożeniem ich po okolicach… Ale wybaczam ci, Nat, bo cię lubię.
To chyba sugestia, że Siergiej ma z dziewczyną wspólny biznes, czyli łatwiej się pogodzić, niż rozpoczynać lawinę formalności. Średnio realne za to wydaje mi się, że nie zatrudnili pracowników i wszystko robią sami.
– Życie na wsi, bliżej przyrody, zmienia priorytety – ciągnął Siergiej.
Kobiety wdychają czyste powietrze i zachodzą w ciążę od pyłków w powietrzu, nawet jak im jajniki nie działają.
Magda zapragnęła rodziny, dziecka, i też jestem w stanie to zrozumieć, mimo że umowa między nami była jasna: żadnych pieluch, żadnych ograniczeń. To ona łamie naszą umowę! Ona…
– Umowę? – Nataniel zwrócił się ku niemu gwałtownie. – Związek dwojga ludzi, miłość kobiety i mężczyzny, to coś pięknego, co łączyło ciebie i Magdę, nazywasz teraz umową?
No tak, jak można się umawiać i wspólnie planować! Nataniel wszystko postanowił sam, a Zosia nie miała nic do gadania: początek randkowania, oświadczyny, data ślubu, pierwsze zbliżenie, przygarnięcie jego siostry – i to jest miłość! Nie jakieś tam dyskusje o przyszłości i kompromisy, a fu…
– Wiesz, o co mi chodzi. – Znów to błaganie w głosie Sodarowa. – Nat, gdybym nawet się zgodził, dobra, nie wrzeszcz od razu, że łaski nie robię: gdybym też zapragnął zostać ojcem, jest już na to za późno! Mam prawie pięćdziesiąt lat, powinienem niańczyć wnuki, a nie dzieci! Patrz, za dwadzieścia lat, gdy mój syn albo córka staną na progu życia, ja będę siedemdziesięcioletnim starcem. Co im zaoferuję na start? Balkonik?!
No i to jest bardzo dobry argument. Co prawda Siergiej się ponoć świetnie trzyma, nie licząc okaleczeń na wojnie, ale po ciągłym tłuczeniu się z innymi bandytami może się na starość okazać, że będzie mocno schorowany.
– Nie widzę ciebie z balkonikiem, nawet za dwadzieścia lat.
Jak kupisz, to ci zabiorę!
Amerykanie w tym wieku
Umierają na nadciśnienie albo zawał…?
zaczynają drugie życie, jeżdżą po świecie, studiują.
…a nie, rzeczywiście, zakładają nowe rodziny z Oliwiami.

Nataniel kontynuuje smętny monolog jakiś czas, po czym patrzy na Sodarowa i myśli sobie, że jednak nadal jest bardzo pięknym bandytą, więc niekoniecznie umrze samotny.
– No dobra, nie będziesz sam. Gdy tylko znudzi ci się samotność, przygruchasz sobie laskę. Starszą, młodszą, jaką tam zechcesz. Może więc masz rację? Może faktycznie lepiej pozwolić, by Magda poszła własną drogą, niż unieszczęśliwić siebie albo ją?
No i co? Kończymy wątek Magdy i szukamy Siergiejowi odpowiedniejszej kobiety?
– Kocham ją. Kocham twoją siostrę i chcę, żeby wróciła. Pomożesz mi?
Nataniel pokręcił głową.
– Sorry, ale ja jej dziecka nie zrobię, a tylko pod tym warunkiem ona wróci.
Nataniel, uspokój się! Nie słuchałeś: Magda chce dziecka z Siergiejem, nie ze swoim bratem.

Siergiej na to, że wyrusza w Polskę, bo musi sobie coś przemyśleć.
– Lepiej byłoby, gdybyś wrócił do domu. – W głosie młodszego mężczyzny zabrzmiał niepokój. Z poprzedniej „włóczęgi”, która zaprowadziła Sodarowa na wojnę, wrócił bez oka i dwóch palców. Jeśli i teraz coś mu się „przytrafi”, Nataniel nie daruje sobie, że nie powstrzymał przyjaciela. Czy jednak miał jakikolwiek wpływ na tego upartego osła?
No tak, w sumie zostało mu już tylko jedno oko, musi na siebie uważać. Ale znając Nataniela nie chodzi o troskę, a znajomości.
– Ranczo jest w dobrych rękach. Jestem pewien, że Mateusz z Marianną dobrze sobie radzą – odmruknął Siergiej.
Wspaniale radzą! Przed chwilą narzekał, że „okrągły rok ma sajgon w obejściu”, a w sezonie nie może na sekundkę usiąść… tyle że TERAZ jest sezon! Nie szkodzi, para najbardziej schorowanych ludzi w serii doskonale się nada do dogadzania setce zwierząt, w końcu Marianna siłą woli opanowała porażenie mózgowe i nauczyła się przerzucać jednym ramieniem Mateusza, a Mateusz, który był uprawniony do ostatniego sakramentu kilka razy w czasie akcji, z radością się przyłączy. Bo chyba nie zakładamy, że Marianna i Mateusz to rekiny biznesu, które od razu zatrudniły pracowników, ucięły zbędne koszta i teraz tylko liczą przychody, popalając cygara w złotych łańcuchach?
Najlepsze, że "jestem pewien" musi oznaczać "może mój ośrodek spłonął albo szalone strusie kradną dzieci, by je wysiadywać, ale nie chce mi się dzwonić do Marianny".

No i dlaczego akurat Mateusz i Marianna zajmują się ranczem? Mateusz chyba ma co robić (opiekuje się Marianną, jeździ do sierotek, a przy okazji jest raz leśnikiem, raz mechanikiem samochodowym), a przez cały czas był wrogiem Siergieja, jako że ten skradł serce Marty. Przecież to byłby świetny moment, żeby połączyć wątki Natalii i Damiana z wątkami wszystkich poprzednich bohaterów bez użycia magicznych zbiegów okoliczności. Jadwiga nie musiałaby na siłę szukać im obojgu pracy, ani „przypadkiem” nie mieć jeszcze umówionej dziewczyny do pomocy w sezonie, a jedynie załatwiłaby im po znajomości pracę na ranczu Siergieja. Damianowi też byłoby to na rękę, bo jego i siostry zaraz będzie szukać policja, a dworek Jadwigi to pierwszy trop.
– Najpierw muszę się zastanowić, czy mam twojej siostrze do zaoferowania coś więcej niż życie ze mną i tylko ze mną. Jak obaj wiemy, przestało jej to wystarczać.
– Ty się nie zmieniłeś i nigdy nie zmienisz. – Nataniel pokręcił głową, bezradny i wściekły. Nie miał sił już nawet na krzyk. – Myślisz o sobie i tylko o sobie. Mam nadzieję, że Magda trafi tym razem na mniejszego dupka i egoistę.
Jeszcze przed chwilą rozmawiali o tym, że rozstanie z Magdą to rozsądna opcja. Teraz Nataniel prawie krzyczy, bo kolega chce się zastanowić, zamiast robić tak, jak on chce.
Narrator na to, że koniec rozdziału, bo Siergiej i Nataniel zostali wrogami, poważnie:
Sodarow spojrzał na niego z niedowierzaniem, potem zaklął, wbił pięści w kieszenie i ruszył przed siebie, skręcając w drogę prowadzącą do wsi, a potem w daleki świat.
Tak oto wczoraj do dworu przybyli dwaj przyjaciele, dziś opuszczali go dwaj wrogowie. Życie…
Swoją drogą widać, że Michalak dopiero teraz wymyśliła trzeci miesiąc ciąży Zosi – wcześniej pewnie planowała scenę „jestem w ciąży!!!” albo coś – bo dopiero co Nataniel skarżył się Damianowi „moja Zosia… Ona też nie jest tak idealna, jak się wam wydaje, i skrywa bolesny sekret jak my wszyscy”. A jednak jest idealna, bo jakaś komórka jajowa się znalazła, a Natanielowi nie odrosła zdrowa noga.

ROZDZIAŁ XIV: SEN HOTELARZA

Cofamy się w czasie do rana, żeby z jakiegoś powodu czytać, jak Damian się budzi, jak ma na sobie koc, a potem się ubiera. Potem Jadwiga tłumaczy mu, że Ala słysząc kłótnię, schowała się pod łóżko, więc Damian zapowiada, że przedyskutuje sprawę z Siergiejem, a potem rozmowa schodzi na Natalię.
– Byliśmy wczoraj u niej, ale spała. Po narkozie. Lekarz nie pozwolił bidulki budzić. Dobrze, że ją odwiedzisz z samego rana. Musi czuć się całkiem samotna i opuszczona. My wszyscy tutaj, ona w szpitalu…
– Za dwa–trzy dni powinni ją wypisać. Tak mówił wczoraj doktor.
– Zaraz, zaraz. – Jadwiga zatrzymała się w pół kroku. – To ty u niej byłeś? U Natalii?
I tak kończy się wielka intryga pod tytułem „myśleliśmy, że z Damiana taki straszny dupek, a tu nie”. Wszystko się wyjaśnia i Jadwiga woła na śniadanie.
– Myć rączki i do stołu, już, już! – popędziła je z czułym uśmiechem Jadwiga.
Trzy dziewczynki, niemal w tym samym wieku, w podskokach pobiegły do łazienki narobić tam bałaganu.
Rozumiem, że dzieci zrównały się wiekiem w momencie biegu do łazienki, bo Emilka ma koło dziewięciu lat, Tosia sześć, a Ala pięć…
Gdy Nataniel – sam – pojawił się w kuchni, Jadwiga posłała mu pytające spojrzenie.
– Magda wyjechała, Siergiej wyruszył w Polskę. Nie udało mi się przemówić mu do rozsądku, a z nią w ogóle się nie widziałem – odpowiedział na niezadane pytanie.
Nic się nie da zrobić, goście nie mają kultury, obudzili wszystkich awanturą i wyjechali bez zapowiedzi.
Urwał, bo w drzwiach stanęła Zosia, jego żona. Nieco bledsza niż zwykle i szczupła jak zawsze. – Jak się czujesz? – zapytał z niepokojem, podchodząc do dziewczyny i zagarniając ją ramieniem.
Od początku źle znosiła tę ciążę. Męczyły ją niekończące się nudności. Każdego dnia wymiotowała tak, że niemal mdlała potem z wyczerpania. Zamiast przybierać na wadze, chudła i już teraz nabawiła się anemii. Nataniel mógł tylko patrzeć bezradnie na jej męki.
Dlatego wakacje były idealnym pomysłem, ciekawe jak radziła sobie w podróży. Zastanawia mnie też, dlaczego teraz nagle wychodzi jej samopoczucie, a jak dotąd nie widać było po niej żadnych problemów, ba, wszyscy poza Siergiejem zachwycali się jej urodą.
Gdyby nie był pewien, jak ona zareaguje, prosiłby Zosię, by dokonała aborcji. Tak. Pragnął własnego maleństwa, ale nie za taką cenę!
Ciekawa zmiana poglądów na temat aborcji. Czyżby rozwój postaci? No i do tej pory się zastanawiam, czy Zosia dowiedziała się, jak to było z Oliwią, bo jeśli tak, to pewnie bała się cokolwiek zasugerować; walki z Natanielem w takim stanie na pewno by nie przeżyła, a poród może jednak przetrwa. Prawo dżungli.
Choćby rano zwijała się z bólu od torsji szarpiących trzewia, wstawała z klęczek, pozwalała, by otarł jej twarz mokrym ręcznikiem, i była tak słaba, że musiał ją nieść do pokoju, zapewniała: – Czuję się dobrze, naprawdę!
Och nie, dwa tygodnie spędzone wiele kilometrów od domu to cudowny pomysł! Nie możemy zawieść twojej siostry!
Gdyby mógł przewidzieć konsekwencje radosnego, nieskrępowanego żadnymi obawami seksu… Radio- i chemioterapia, które Zosia przeszła w dzieciństwie, spowodowały, że nigdy nawet nie miesiączkowała, miała zniszczone jajniki. Lekarze rozkładali ręce. Nie będzie miała własnych dzieci. Nigdy! Po takim werdykcie oboje korzystali z małżeńskich przyjemności bez skrępowania.
To przecież bez różnicy. Żaden z bohaterów uniwersum się nie zabezpiecza, nie licząc sugestii, że Siergiej zaczął przed pięćdziesiątką.
Widać jedna jedyna komórka, która przetrwała niszczycielską moc promieniowania, skorzystała z tej swobody, zwabiła przygodny plemnik i… stało się.
Siadaj, narratorze, pała z biologii! Tak nie działa zapłodnienie, komórka jajowa niczym nie kusi, to plemniki dobijają się do niej milionami, a jeśli Nataniel w nasieniu ma zawsze jeden plemnik, to lekarze z całego świata powinni go badać jako okaz, który zapłodnił dwie kobiety przy tak marnych szansach. Ale może to dlatego nie ścigają go tabuny koleżanek o alimenty.

Zosia miałaby pierwszą miesiączkę w wieku 27 lat, ciekawe. Może to nie radioterapia, tylko rodzina ją całe życie głodziła, a przy Natanielu po odesłaniu matki miała wreszcie okazję się obeżreć pączkami.
I [lekarz] ostrożnie próbował uświadomić oszalałej ze szczęścia kobiecie, że płód najprawdopodobniej jest uszkodzony, ale nie chciała go słuchać. Tego, że może ciąży nie donosić, tym bardziej. O tym, że ten stan jest zagrożeniem dla jej życia, już w ogóle.
Nie do końca rozumiem. Dlaczego miałaby umrzeć, to przez tę anemię? Czy w takich wypadkach zwykle nie dochodzi do poronienia?
– Siergiej z Magdą nie pojadą z nami do Druskiennik – odezwał się, nie wypuszczając Zosi z objęć.
Chryste, zapomniałam, że jeszcze ją ciągnęli na Litwę! Przy ich szacunku do zdrowia Zosi, zaraz by zaczęli jeździć wzdłuż i wszerz strefy Schengen, bo skoro już można zapędzić Jóźwików do pracy i samemu odpocząć, to trzeba to wykorzystać. A co gdyby Zosia wymagała hospitalizacji w obcym kraju z obcym językiem? Ona jako jedyna zna się na medycynie, więc gdyby zemdlała, byłoby niebezpiecznie.
Kochał jej drobne, szczupłe ciało. Mógł tulić ją bez końca. – Prawdę mówiąc, mnie też przeszła ochota na ten wypad. Wolałbym wrócić do domu i nie męczyć cię długą jazdą.
– To samo chciałam zaproponować. Chociaż nie jestem zmęczona!
Wiem, że się powtarzam, ale jakim ona jest popychadłem, Boże. A ten się cieszy, że jest do tego chuda i słaba, jak fajnie, trudniej się jej wykręcać od jego pomysłów. Przynajmniej wróci chorować w domu, a nie po pensjonatach…
– Może dołączyłbyś do nas z Alą? – Pytanie Nataniela wyrwało go [Damiana] z niezbyt przyjemnych rozmyślań. – Dziewczynki ją pokochały, ona dobrze się czuje w ich towarzystwie. Co ty na to, Damian? Zapraszamy. Dom jest spory. Będziecie mieć do swojej dyspozycji mieszkanie z osobnym wejściem…
Tak, umierająca żona z anemią właśnie ci superdelikatnie zasugerowała, że jednak wolałaby wrócić do domu, to zaproś jej nowego kolegę-alkoholika i dziecko, którym rzygająca po ścianach Zosia na pewno się zajmie w czasie, jak będziecie się znowu w ramach zabaw chłopców bić. A jak poroni, będzie wielkie zdziwienie.
Nie – przerwał mu tak ostro, że wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. – Nie dziś – powtórzył łagodniej, widząc, jak oczy Ali wypełniają się łzami. – Kiedy indziej wpadniemy w odwiedziny. Dziś muszę pojechać do Natalii, potem wrócę do odnawiania pokojów na piętrze, jak obiecałem Jadwidze…
– Naprawdę nie musisz, Damianku… – wtrąciła kobieta.
– Skoro ty będziesz zajęty, możemy zabrać samą Alę – zaproponował Nataniel.
Tak, na pewno macie mnóstwo czasu zajmować się cudzymi dziećmi. A Ala może nie jest tak odporna na porzucanie jak Emilka i może się zdenerwuje, że braciszek oddał ją do obcych ludzi.

Damian odmawia:
– Powiedziałem: nie – odparł, z trudem panując nad gniewem. – Masz żonę, masz dwójkę własnych dzieci, nimi się zajmij – dorzucił, chociaż powinien palnąć się w usta i zmilczeć.
A czemu to, panie narratorze? Damian ma rację, Zosia jest w takim stanie, że Nataniel powinien zająć się nią i dziećmi. Sam ją zmusił do opieki nad Emilką, Tosia zapewne miała być alternatywą dla własnego dziecka. Może Damian zauważył zmęczenie Zosi i to w połączeniu z jego problemami z sytuacją prawną siostry go zirytowało?
– Widzę, że ty również jesteś niereformowalny, jak Sodarow – rzekł. – Pamiętaj, że zaproszenie pozostaje w mocy. Gdybyś kiedykolwiek nas potrzebował, przyjeżdżaj. Przyjeżdżajcie – poprawił się. – Ty, Ala i oczywiście ciocia Jadwiga. – Stanął przed kobietą, pochylił się nad jej dłonią i ucałował. – Dziękujemy za gościnę. Proszę wybaczyć najazd. I poranne zajście.
I tak kończy się wizyta gości. Czyli dwie pary miały przyjechać na kilka dni (od trzech do ośmiu; wskazówki są niejasne), przyjechały tydzień wcześniej bez zapowiedzi i spędziły w ośrodku raptem pół doby, w trakcie której:
  • Natalia spowodowała wypadek samochodowy;
  • Samochód Jadwigi wylądował w rowie, a Natalia w szpitalu, gdzie ją operowali;
  • Nataniel z Siergiejem pobili się z pijanym Damianem;
  • Siergiej z Magdą zrobili głośną awanturę, budząc wszystkich z rana;
  • Dzieci wpadły w histerię, słysząc hałasy;
  • Zosia prawie zemdlała na oczach Jadwigi, po czym doszła do wniosku, że w sumie nie powinna była nigdzie wyjeżdżać w takim stanie.
Super gościna! Jadwiga powinna przemyśleć, czy na pewno marzenie o hotelarstwie jest tego warte.

Na koniec Damian czuje się jak ostatni śmieć:
I pewna myśl, która nie dawała Damianowi spokoju. „Jest niereformowalny”. Tymi słowami poczęstowała go niedawno Jadwiga, a dziś uraczył Nataniel. (…) „Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś koniem, masz prawo święcie się oburzyć. Jeśli druga osoba mówi ci, że jesteś koniem, możesz się zaniepokoić. Jeśli ktoś trzeci powtórzy, że jesteś koniem, zacznij kupować siano”. (…) Naprawdę nie zmienił się ani na jotę, od kiedy powziął postanowienie, że będzie nad sobą pracował? Przecież starał się być milszy! Naprawdę się starał. (…) Nataniel nie jest głupi i powinien to zrozumieć!
Biedny Damian, nie rozumie, że Nataniel widzi wszystkich ludzi tylko w kontekście spełniania swoich kaprysów…
Wczoraj cieszyłeś się, że znalazłeś przyjaciela, dziś traktujesz go jak wroga
– mówi do siebie Damian z rosnącym poczuciem winy.

Na koniec Damian ma nadzieję, że jeszcze spotka Nataniela i „wszystko naprawi”. No nie wiem, Damian, nastaw się na tęgie baty i wachlowanie gałęzią palmową cesarza Sennej całe lato, gdy tylko cię przyzwie, bo inaczej nie zmażesz tej straszliwej skazy, jaką jest nieprzyjęcie zaproszenia w ciężkim dla ciebie momencie życia.


ROZDZIAŁ XV: W SUMIE TO CHCEMY DZIECKO,  A W SUMIE TO NIE

Jadwiga odwozi Damiana na dworzec (nie jest doprecyzowane, czy on jedzie do pracy, czy gdzieś indziej) i rozmyśla o pustym domu.
Jadwiga do samotności przywykła, Ala jednak może się nudzić. Jak wesoło było z rodziną Domoradzkich.
Nie licząc czasu na sen, przyjechali na kilka godzin. Ala, która sama jest u Jadwigi dzień dłużej, na pewno się zdążyła przyzwyczaić.
Dziecięcy szczebiot wypełniał stary dwór od piwnic po dach!
A nie aby wrzaski, bijatyki i wycie opuszczonego Siergieja?
Ech, żeby Siergiej zrozumiał wreszcie, że dzieci są największym szczęściem, jakie może się przytrafić człowiekowi…
Każdy człowiek musi zrozumieć, że:
1. Chce mieszkać na wsi,
2. Dzieci są najlepszym, co może mu się w życiu przytrafić,
3. Dobry związek oparty jest na szantażach i manipulacjach z obu stron.
Inaczej zostaje się durnym warszawiakiem, co nie zna życia.
Po prostu… tak ma być i koniec.
Jak wyżej.
Jedni szukają kłopotów w piciu i narkotykach, inni hodują tarantule, niektórzy zaciągają się do Legii Cudzoziemskiej, jakby mało im było codziennych potyczek z losem, ale większość ludzkości, coby urozmaicić sobie nudną egzystencję, płodzi dzieci.
Każdy człowiek potrzebuje rozrywek, a jedyną alternatywą dla posiadania potomstwa jest narkomania, wojsko i hodowanie nielegalnych tarantuli. Gatunek z tego uniwersum potrzebuje znacznych dawek adrenaliny każdego dnia.

Dalej Jadwiga rozmyśla, jak to by chciała usiąść ze skłóconą parą i wytłumaczyć Siergiejowi, że jego niechęć do dzieci na pewno wynika z przykrych doświadczeń w dzieciństwie:
Niechętnie mówił o matce i ojcu, stąd można było wnioskować, że miłości od nich nie zaznał. Może obawiał się, że własnego dziecka również nie będzie potrafił pokochać?
Jadwiga to psycholog roku. Może ma 200 lat i przychodziła jako wolny słuchacz do Freuda, z litości ktoś dał jej dyplom i od tego czasu nie zerknęła do ani jednej książki z dziedziny psychologii. W końcu brak chęci do rozmnażania się w wieku 50 lat to anomalia z listy chorób psychicznych i trzeba to leczyć.

Ala wygodnie dla opowieści biegnie za nagłą potrzebą do toalety, a pod dwór przyjeżdża radiowóz. Policjantem jest były podopieczny Jadwigi, więc dostajemy jego historię, ale pewnie nigdy więcej się nie pojawi.
Staś Czajka swego czasu był jej podopiecznym. Rozrabiał w młodości tak, że matka z ojcem spisali syna na straty. Jadwiga wyprowadziła chłopaka na ludzi. Postarała się chyba aż za bardzo, bo wstąpił do policji i teraz bezwzględnie ścigał podobnych sobie sprzed dziesięciu lat.
A to cham. To prawie jak konfident!
Okazuje się, że przyszedł zapytać o zaginione dziecko.
– Alina Sabrowicz jest siostrą Damiana Sabrowicza, który często u pani bywa. Jeśli to on porwał dziecko, a tak zeznali opiekunowie, dokąd by się z nim udał, jak nie tutaj?
No… z tego powodu to powinna być dla niego ostatnia kryjówka dla Ali.
– Jeżeli kiedykolwiek Damian kogokolwiek porwie, nie omieszkam zgłosić tego faktu władzom. Opłacę ogłoszenie w prasie ogólnopolskiej, gdy się tego dopuści, masz moje słowo. Teraz pozwól, że wniosę do środka zakupy i odpocznę chwilę, bo upał nieziemski.
Staś może nie jest lotny, ale powinna mu się zapalić czerwona lampka przy tak nerwowej i przesadzonej odpowiedzi…

Policjant próbuje jeszcze chwilę nawiązać kontakt, pogadać (nie ma nakazu przeszukania, więc najwyraźniej przyjechał bardziej w celach towarzyskich), ale Jadwiga jest nerwowa. W końcu Staś odjeżdża.
– Odjechał? I już nie wróci?
Ala kucała przy niej, skulona niczym zaszczuty psiak. Była blada z przejęcia, ale nie płakała, nie trzęsła się jak wtedy, gdy wpadała w panikę, tylko patrzyła na Jadwigę wielkimi, pociemniałymi oczami i czekała na odpowiedź.
– Wróci, kruszynko, ale do tego czasu już ciebie tu nie będzie – odpowiedziała kobieta również szeptem. – Potrzebuję najwyżej dwóch dni, żeby nikt nas już nie niepokoił. Na te dwa dni pojedziesz do kogoś, kogo bardzo lubisz i kto ciebie polubił. Zgoda?
Dziewczynka poważnie skinęła główką.
– Wracamy więc do samochodu. Trzeba ruszać natychmiast, inaczej… on wróci.
Kolejny dowód, że Jadwiga, delikatnie mówiąc, nie jest najlepszym psychologiem dziecięcym. Straszenie policjantem zamiast uspokoić? Wpajanie postawy, że nie można ufać służbom? „Przerzucę się w jeszcze kolejne miejsce, ale spoko, spodoba ci się!” bez konkretów, by dziecko miało choćby cień wizji, a przez to minimum stabilizacji?

Bohaterka łapie dziecko i odwozi je do Sennej.
Jakoś nie czuła jednak wyrzutów sumienia. Przeciwnie: wesoło podśpiewywała sobie „Mam tę moc”, Ala oczywiście razem z nią.
Nie, Jadwiniu. Pięcioletnia Ala dobrze zdaje sobie sprawę, że jest zakładnikiem, dlatego gdybyś śpiewała piłkarskie przyśpiewki, śpiewałaby razem z tobą – gdyby Bogurodzicę to samo, byle nie zostać nagle wykopaną z samochodu na pustkowiu.
U przyjaciół Ala będzie bezpieczna do czasu, gdy Jadwiga nie załatwi pewnej ważnej sprawy. I na zawsze nie uwolni dziewczynki od złych ludzi…
Jadwigo, tak od razu morderstwo?

Nataniel wita Jadwigę w Sennej zdziwiony, bo widzieli się ledwie dwie godziny wcześniej, a Damian stanowczo odmówił pasożytowania na umierającej Zosi.
– Ciocia Jadwiga! I Alusia! Cieszę się, oczywiście, że was widzę, i to tak chwilę po naszym rozstaniu, ale… co wy tu, na Boga, robicie?! – wykrzyknął.
Kobieta wysiadła z samochodu i odpowiedziała śpiewnie:
– „Uciekali, uciekali, uciekali… Na osiołku przez pustyni żar… Jak najdalej, jak najdalej, jak najdalej…”
Ciocia Jadwiga we wczesnym stadium demencji traci głowę.
– Otóż, Natanielu drogi, Nowiccy, prawni opiekunowie Ali, źli ludzie, którzy doprowadzili ją do takiego stanu, w jakim jest, złożyli zawiadomienie o porwaniu dziecka. Ze wskazaniem na Damiana. Zaraz po waszym wyjeździe była u mnie policja (…). Spławiłam gliny i… tylko wy przyszliście mi do głowy.
Aha, czyli wszędzie ją cenią, wszyscy ją uwielbiają, a nie ma do kogo zwrócić się o pomoc, więc przychodzi do faceta, którego poznała poprzedniego dnia? Mówimy o dobru dziecka i przestępstwie jednocześnie! Żeby chociaż zapytała swojego kolegę Siergieja, który może nie zna się na dzieciach, ale brata się zarówno z bandytami, jak i prawnikami. Ale tak, ten jest bez komórki.
– Wybacz, ale nie będziemy ukrywać poszukiwanego dziecka. Już samo to, że Alę tutaj przywiozłaś, jest bardzo nierozsądne.
Głos rozsądku? NATANIEL I GŁOS ROZSĄDKU?
– Natanielu drogi, nie proszę, byś ją ukrywał, lecz żebyś się nią zaopiekował do mojego powrotu z Warszawy. Za chwilę powiem ci „do widzenia”, uściskam Alę i obie dziewczynki i pojadę prosto do Nowickich. Nakłonię ich, a wierz mi, że potrafię, by wycofali zgłoszenie i pozwolili Damianowi zajmować się Alą przez jakiś czas.
Kry-mi-nał! Nic dziwnego, że się skumała z Siergiejem.
Ciekawi mnie, czy takie zgłoszenie można tak po prostu wycofać. Policja tego nie weryfikuje, czy wypożyczy Tosię, by na moment ukradła tożsamość siostry Damiana (przed chwilą zastanawiała się przed Stasiem, czy by nie udawać, że Ala to dziecko Domoradzkich, bo są jak dwie krople wody)?
Mam pieniądze – dodała, jakby to cokolwiek wyjaśniało.
Jadwiga jedzie kupić dziecko. Brak mi słów.
Nie pomyślała, że rodzice zastępczy mogą wziąć kasę i niczego nie wycofać? Ciekawe, jak jej pójdzie przyznanie się przed sądem, że zapłaciła rodzicom za ich dziecko, a teraz chce zwrotu poniesionych kosztów.
– Rozumiem – odparł. – Ile potrzebujesz czasu na ową subtelną perswazję?
– Dziś wieczorem powinnam być z powrotem. Ileż można dyskutować z prostymi ludźmi na proste tematy. Pytanie tylko, czy Zosia poradzi sobie już nie z dwójką, a z trójką dzieciaczków.
– Ja od jakiegoś czasu zajmuję się dziećmi i domem – rzucił jak gdyby nigdy nic.
Widać to było szczególnie na wakacjach, jak wolne uczcił najpierw piwkiem przy meczu z Siergiejem, a potem bez słowa chodził się włóczyć to z Damianem, to z Siergiejem. Zosia to go może zobaczyła raz, jak się rano obudziła, a dziewczynki dopiero w aucie.
– Zosia jest tutejszym lekarzem weterynarii, obecnie w spoczynku, że się tak wyrażę, bo musi się oszczędzać. (…) Naprawdę nic skomplikowanego. Kobiety potrafią, więc dlaczego nie ja?
Zapewne wszystkich nas zatkało jednakowo, bo to rozpieszczony chłopaczek, który nigdy nie próbował wydorośleć. Mateusz ogarniał wszystko bez szczycenia się tym, ot, z dobrego serca.
– Oczywiście, oczywiście, po prostu cię podziwiam.
– Gdybym był kobietą, też byś mnie podziwiała?
Co mu się stało w ciągu półtora roku??? Ma w kontrakcie takie teksty?

Zastanówmy się, o co chodzi Natanielowi. Narrator stara się nas przekonać, że codzienny seks z żoną odmienił naszego bohatera nie do poznania:
We wsi uważali go za zniewieściałego pantoflarza. Tam żaden „prawdziwy” mężczyzna nie zniżył się choćby do zmycia garów. Gotowanie? Sprzątanie? Pilnowanie dzieciaków?! Może jeszcze żonkę w rodzeniu wyręczy?
Mateusza nikt z tego powodu nie wyśmiewał, bo jest większy i silniejszy od wszystkich? Co chwilę przygotowywał uczty dla Marty, Nataniela i Emilki, której czasem pilnował. No i miło, że w Sennej nietaktem jest posprzątać po sobie, będąc mężczyzną, nawet gdy żona umiera w sąsiednim pokoju.
Tak mniej więcej szeptano po kątach o Domoradzkim. On jednak tyle się na swój temat nasłuchał, że nie robiło mu różnicy, czy więcej o nim plotkują czy mniej. Oni swoje dzieci tłukli, on swoje mógł tulić do snu, no nie?
WSZYSCY inni dzieci tłukli, on nie. Złoty chłopak. Mnie się raczej wydaje, że wziął na siebie najwyżej gotowanie, bo po wyryczeniu Iwonie prosto w twarz, że dla jej córki nauczył się robić posiłki, naprawdę mu się spodobało. Sprząta, czyli dwa razy na rok myje okna, pilnuje dzieci, czyli czyta im wymyślone przez siebie historyjki przed całusem na dobranoc, a wszystkim chwali się, jak to Zosia leży i nic nie robi w ciąży. Gdyby to był dorosły Damian, Mateusz czy Siergiej, właściwie którykolwiek inny męski bohater, prędzej bym uwierzyła w taki wizerunek.

Jadwiga prawi Natanielowi komplementy i patrzy na niego do głębi wzruszona.
Znała oczywiście mężczyzn, co zajmowali się dziećmi i domem (…). Dla niego fakt, że Zosia realizowała się w zawodzie, a on utkwił w garach, był najzupełniej zrozumiały.
Co prawda znała ludzi jak on, ale to on jest wyjątkowy, ponieważ nie gardzi dochodem żony.

Reasumując: Nataniel wymyślił sobie nową tożsamość przyjaciela dzieci, który zajmuje się niepełnosprawnymi sierotami i nieletnią siostrą, czym zaimponował Jadwidze. Jeszcze nie zdążył zrobić złego wrażenia, ponieważ w Marcinkach każdy inny bohater robił cyrki albo ciężko chorował, więc teraz Jadwiga daje mu dziecko.
– Powiedziałeś, że piszesz? Bajki dla dzieci? – przypomniała sobie nagle.
Przytaknął.
– Są wydawane w Stanach. W Polsce nikt nie był zainteresowany – dodał.
– Może o tobie słyszałam?
– Podpisuję się jako Natan Domo, wydawca uznał, że tak będzie komercyjniej.
– Natan Domo?! Autor cyklu „Where is The Child?” to ty?! – wykrzyknęła z niedowierzaniem.
Okazuje się, że Jadwiga kocha opowieść Nataniela (Seria Mazurska™ w świecie zwierząt, tylko autorem jest NATAN DOMO, nie KATAR MICHA).
– Czy uwierzysz, że zaczęłam tłumaczyć pierwszy tom, tak mnie zachwycił? – mówiła Jadwiga, podekscytowana do granic. – To piękna baśń terapeutyczna! Mam już połowę!
Powieści o przemocy (i szkarłatnych prąciach?) są takie terapeutyczne dla dzieci. Dlatego do dziś Damian ma problemy z agresją, a jego sposobem na wyciszenie jest alkohol. Ale okej, konowałów na świecie nie brakuje.
Tyle że z zerową wiedzą w temacie łatwiej opisywać lekarza od innych schorzeń niż problemy natury mentalnej, bo nikt nie wymaga od chirurga empatii i określonego schematu działania, gdy na emeryturze ma się opiekować znerwicowaną dziewczynką. Dlatego nie czepiałam się sposobu, w jaki autorka nakreśliła pracę Marty czy Jarka.

Jadwiga płaszczy się przed Natanielem jeszcze kilka akapitów, po czym każe mu zadzwonić do Damiana, że porwała Alę i porzuciła ją jak worek ziemniaków u obcych ludzi, po czym odjeżdża spotkać się z demonicznymi rodzicami zastępczymi.
(…) i patrzył, jak stary, zdezelowany ford, w którym nawet poduszek powietrznych nie było, w przeciwnym razie Natalia nie połamałaby sobie żeber o kierownicę, znika za ścianą lasu.
AHA! Więc to Jadwiga jest zła. To pewnie ona jeździ po autostradzie koło Sennej i wywołuje wypadki, stąd wystrzelane poduszki. Chyba że jeździ fordem, który dostała w prezencie od Freuda i ekipy.

Do zobaczenia za dwa tygodnie!

Komentarze

  1. Brak mi slow na to, co sie tu wyprawia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale gdyby tak Jadwiga faktycznie podrzuciła Sabrowiczom Tosię ucharakteryzowaną na Alę, to nasz ulubiony ruski szpion na pewno okręciłby ich sobie wokół palca <3 #teamtosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sposób na usuwanie niewygodnych rodzin, kryptonim Tosia?
      A Jadwiga się głupiutka nie zorientowała i wyrzuciła kasę w błoto.

      Usuń
    2. Tosia, sepleniąc przez szparę po wypadniętych mleczakach: Sabrowicze, jacy Sabrowicze? Żadnych Sabrowiczów tutaj nie ma i nigdy nie było, paszli won.

      Usuń
  3. 29 year old Budget/Accounting Analyst I Kori Pullin, hailing from Swan Lake enjoys watching movies like Claire Dolan and Yo-yoing. Took a trip to Historic City of Ayutthaya and drives a Ferrari 275 GTB/C Speciale. sprobuj tego

    OdpowiedzUsuń
  4. "[Damian]Naprawdę nie zmienił się ani na jotę, od kiedy powziął postanowienie, że będzie nad sobą pracował? Przecież starał się być milszy! Naprawdę się starał. (…) Nataniel nie jest głupi i powinien to zrozumieć!"
    Ile oni się znali, że Damian oczekuje od Nataniela, że ten zauważy przemianę? Jeśli znali się wcześniej, ale z jakiegoś powodu to ukryli i udają, że dopiero się poznali, to Damian powinien wiedzieć, że Nat to jednak w siebie jest za bardzo zapatrzony, żeby dostrzec choćby najbardziej spektakularna metamorfozę innych...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.