4.5 Rozdział 16, 17, 18, 19 i 20

ROZDZIAŁ XVI: KOTLETY SCHABOWE, LEPKIE ŁAPY I BÓL W LĘDŹWIACH

W ostatniej notce Nataniel i Siergiej zostali wrogami, Siergiej gdzieś zniknął po zerwaniu z Magdą i wyrzuceniu komórki, a Jadwinia postanowiła kupić dziecko, które póki co odstawiła do Sennej.
Dziś odwiedzimy wyłącznie Damiana, Natalię i Nataniela. To ostatni odcinek analizy tego tomu, w którym zamiast czytać co cztery akapity o seksie, będziemy czytać o frustracji seksualnej. Jak się zapewne domyślacie, powoli zmierzamy do końca i następne dwie notki będą w błyskawicznym tempie prowadzić do rozwiązania każdego wątku.
W tej notce będzie bardzo typowo. Na tyle typowo, że można grać w bingo.
Telefon zadzwonił, gdy Damian zdążał szpitalnymi korytarzami do sali, gdzie – według słów recepcjonistki – dziś rano przeniesiono Natalię. Widząc nieznany mu numer, odebrał, a słysząc po drugiej stronie głos Nataniela, ucieszył się. Ten dobry człowiek nie chował urazy za ostre słowa, jakimi został potraktowany, Damian naprawdę pragnął mieć takiego przyjaciela.
Damian zapada się pod ciężarem poczucia winy – przypominam, że te złe słowa to „nie, nie przyjadę cię teraz odwiedzić”. Odrzucić okazję wizyty u cesarza Sennej, co za potwarz!
– Jadwiga musiała pilnie wyjechać do Warszawy, podrzuciła więc nam Alę. (...) Ala jest u nas. Do wieczora, może do jutra, okej?
[Damian zdenerwował się, ponieważ] jego siostrę podrzucano obcym ludziom niczym kukułcze jajo, ale… ugryzł się w język.
O, tym razem ktoś się przejmuje samopoczuciem swojej kilkuletniej siostry. Da się!

Damian dziękuje za informację i wyraża chęć odebrania dziecka wieczorem, ale nie ma auta, a Nataniel nie może ruszyć się z domu.
– Zosia źle się czuje i auto musi być na miejscu.
– Co z Zosią? – zaniepokoił się Damian. Ta cicha, urocza, kochająca cały świat dziewczyna głęboko zapadła mu w serce. Chciałby znaleźć podobną na swojej drodze życia…
Gdyby tę książkę pisał ktoś inny, byłabym przekonana, że Damian jest zakochany w Zosi (jak nie Natanielu), nie Natalii. Widział Zosię zaledwie parę chwil, kiedy była nie do życia, a cały czas ją idealizuje. A nie kopiuję wszystkiego!

Nataniel nie chce zwierzać się przez telefon, więc umawiają się na później. Zajęło to prawie całą stronę, dzięki czemu Damian dotarł pod pokój Natalii.
Zapukał do drzwi, po czym nacisnął klamkę i wszedł do niewielkiego, jasnego pokoiku, gdzie w łóżku pod oknem leżała Natalia. (…) Podobały się Natalii opadające mu na czoło jasne włosy, które bezwiednie odgarniał dłonią. Dziś do czarnych dżinsów włożył bluzę barwy morza, która podkreślała kolor tych niezwykle niebieskich tęczówek.
Damian, jak nie pije
Był przystojny, w co nie wierzył, a czego ona oczywiście mu nie powie. Jeszcze by sobie pomyślał…
Oczywiście; jeszcze para ptaszysk spróbowałaby otwartego flirtu i wątek skończyłby się po jednym rozdziale.
Damian pyta Natalię, jak się czuje, a ona zaczyna opowiadać o molestującym lekarzu Kalinowskim, przyjacielu Jadwini:
– Nie lubię tego miejsca i… ten, co przyjechał wczoraj karetką, on… (…) To, jak na mnie patrzy, jak do mnie mówi, jak mnie dotyka przy badaniu… jest wstrętne. Rozumiesz? Tak nie zachowuje się lekarz w stosunku do pacjentki.
– Mam z nim pogadać? – Już wstawał, gotów odnaleźć starego capa, co molestuje młodszą o parę dekad dziewczynę, ale Natalia złapała go za rękę.
– Nie! Proszę… Narobimy tylko kłopotu cioci Jadwini. On jest przecież jej znajomym. Ja wyjadę za tydzień czy dwa, ona tutaj zostanie i gdy będzie potrzebowała jego pomocy, może zostać potraktowana bardzo nieprzyjemnie. Może on tak do wszystkich? Doktor-lepkie-rączki? Daj spokój, Damian. Wytrzymam do wypisu.
Może on tak do wszystkich? Wszystkie są nieważne, a ja wychodzę. Nic nie szkodzi!

Zaczynam się zastanawiać, czy bohaterka to mitomanka, bo scena molestowania ZNOWU nie została pokazana, a wiemy już, że Natalia uwielbia urządzać sceny na pokaz. Doktor Kalinowski też się nigdy już nie pojawia, więc się nie dowiemy.
Ciekawe, czy zabieg był celowy. Znamy autorkę i wiemy, że w jej powieściach opowiada się jedynie o traumach z dalekiej przeszłości, jak coś się dzieje na bieżąco, prawie zawsze jesteśmy świadkami, by narrator mógł dorzucić swoje trzy grosze. Tu jakoś podejrzanie milczy.
– Kiedy cię wypisują?
(…)
– Jutro, ale ja tak bardzo chciałabym wyjść już dzisiaj…
– Nie ma mowy – uciął stanowczo. – Wytrzymasz jeszcze jedną noc w tym przybytku. Gdyby tamten doktorek za dużo sobie pozwalał, dzwoń. Przyjadę i jednak z nim pogadam. A teraz zobaczmy, jakich pyszności naszykowała dla ciebie Jadwiga.
No tak, jeszcze chwilę temu chciał się już, zaraz bić z lekarzem, a tu nagle „nie ma mowy, wytrzymasz”. Jedzenie jednak ważniejsze!
Damian wyjmuje kotlety schabowe, a Natalia zaczyna płakać.
– To ze wzruszenia. Wiesz, gdy odeszli wszyscy, których kochałam, prześladował mnie strach przed czymś właśnie takim: trafiam do szpitala i nie ma nikogo, zupełnie nikogo, kto by się tym przejął (…), teraz nie mam nikogo, kto w ogóle by wiedział, że coś ze mną nie tak, że trafiłam do szpitala. Nawet gdybym umarła, nikt specjalnie by się nie zmartwił…
Też wam to śmierdzi manipulacją i płaczem na pokaz? Przecież mówi to komuś, kto jednak się pofatygował, ba, było też mnóstwo innych gości. Natom nie należy wierzyć…

Z drugiej strony jeśli nie kłamie o molestowaniu, to nic tylko współczuć, bo póki co w KAŻDEJ scenerii, w jakiej się pojawia, wzbudza dzikie żądze: w pracy molestujący szef, w pensjonacie zakochany Damian, na drodze Siergiej w nastroju do flirtów, w szpitalu molestujący lekarz… Czy taka kobieta uważałaby, że jest zbyt nieatrakcyjna, by ktoś chciał z nią randkować?
Owszem, teraz pocieszał ją niczym młodszą siostrę, lecz tylko siostrę.
W przeciwieństwie do 100% mężczyzn, jakich spotyka na swojej drodze.
Odgarnął kosmyk włosów z jej czoła gestem tak zwyczajnym, a przy tym tak czułym, że łzy ponownie napłynęły jej do oczu. (…) Damian patrzył na nią przez parę uderzeń serca i… cofnął gwałtownie dłoń. (…) To, co poczuł przed chwilą, dotykając – zupełnie niewinnie – jej ciepłej, gładkiej skóry, zapatrzony w niezwykłe, miodowe oczy dziewczyny, zaskoczyło go. Ból, jaki sieknął lędźwie, niemal zszokował. Damianowi zdawało się do tej pory, że potrafi panować nad popędami. Mylił się.
Pojawił się wcześniej fragment, że Damian „wie, jak sobie z tym radzić”, ale tu okazuje się, że po prostu nigdy wcześniej nie dotknął kobiety. Teraz zaraził się chorobą z Sennej i będzie wył do księżyca, próbując znaleźć kobietę, która pomogłaby mu ulżyć.
Damian nie patrzy więcej na Natalię (jeszcze by wybuchł) i ogłasza, że wychodzi, a narrator zaczyna opowiadać spojlery.
Byli jak dwoje rozbitków na bezludnej wyspie (…). Będą krążyć jedno dokoła drugiego, czynić subtelne gesty (…). Ta gra – znana ludzkości od czasów Adama i Ewy
Czyli 6000 lat?
– będzie trwać dotąd, aż w końcu oboje odważą się okazać prawdziwe uczucia.
(…) Na razie jednak krążyli wokół tego samego słońca, lecz na różnych orbitach. Oby w którymś momencie się one przecięły…
*
I zmieniamy wątek. Jadwiga wraca po udanej transakcji z rodzicami Ali.
Nowiccy wycofali zgłoszenie zaginięcia dziecka i zgodzili się, by Damian miał Alę pod opieką do końca wakacji
Dalej zastanawiam się, co Nowiccy powiedzieli policji. „O, dziecko się znalazło, było pod szafą”? Czy „bawiło się w Mojżesza i wiosłowało w koszyku trzy dni dookoła jeziora, ale mu się znudziło, bo nie trafiło na egipski dwór”? Normalka!
Właścicielka kawalerki, którą wynajmował, nie zgadzała się nawet na chomika czy akwarium z rybkami. Damian już dziś musi szukać nowego mieszkania.
Ciekawe, bo nie wydaje mi się, żeby właściciel mógł kogoś wyrzucić za dziecko. Wręcz przeciwnie, dużo trudniej o eksmisję.
Szef firmy, w której pracował, również krzywym okiem patrzył na pracowników obarczonych rodziną, a już samotnie wychowujących dzieci? Takim dziękował na etapie rozmowy kwalifikacyjnej.
Ja wiem, że polscy szefowie-janusze wyciągają od kandydatów różne informacje, o które nie mają prawa pytać, ale czy pracownik z dzieckiem to wada? Prędzej możliwość ciąży i zwolnienia, a nie „uwiązanie” dzieckiem: to przecież tym lepiej, że człowiek nie będzie się zbyt chętnie przeprowadzał ani ryzykował, bo musi wykarmić rodzinę. Pytanie do czytelników: spotkaliście się z takim przypadkiem?
Czy długo uda się Damianowi ukrywać fakt, że ma pod opieką pięcioletnią siostrę?
Bo go zwolnią??? Że co???
Trzecim problemem były zarobki. Damian nie opieprzał się jak większość znajomych z pracy,
No tak, dlatego go zwolnią.
nie imprezował – mniejsza o to, że nie miał z kim – nie przepuszczał forsy na dziewczyny, alkohol i ciuchy, bo od tych pierwszych stronił, wódki nie lubił,
…właśnie widzieliśmy…
zakupów też nie. Jeśli raz na pół roku musiał uzupełnić garderobę, po prostu robił to hurtowo (…) i mógł zapomnieć o shoppingu na następnych sześć miesięcy. Jak sobie poradzi z zakupami dla pięciolatki?! Jak na nie zarobi?! Na prywatne przedszkole, bo przecież do państwowego ot tak, z dnia na dzień Ali nie przyjmą?
Jestem pod wrażeniem, że Damian, w przeciwieństwie do Nataniela, o tym myśli. Ba! Okazało się, że nie wystarczy dziecka przerzucić przez płot, żeby przyjęli je do przedszkola!

Po tej wyliczance przykładów oszczędności myślałam, że zaraz sprawdzi, ile pieniędzy uzbierało mu się na koncie i będzie to przyzwoita suma, podczas gdy ten załamuje się i idzie rozmawiać z Jadwigą o szukaniu nowej pracy. W takim razie to chyba nie „nie przepuszczał forsy”, a „żył od pierwszego do pierwszego i na przyjemności po prostu nie miał”.
Damian jest przerażony:
– Nie zarobię na mieszkanie, przedszkole, ubrania i jedzenie dla dziecka. Nie ma szans. Muszę poszukać lepiej płatnego zajęcia, a nie każdy pracodawca chce zatrudniać niepełnosprawnych. Zresztą… księgowych jest bez liku (…). Boję się, ciociu. Zwyczajnie się boję… (…). Mogę zostawić tu Alę na kilka dni? Najpierw rozejrzę się za nową pracą, potem za nowym mieszkaniem i…
A Jadwiga na to:
– Ala powinna zostać tutaj. Razem z tobą. Zajęlibyście domek ogrodnika, ma akurat salonik z aneksem kuchennym i dwie maleńkie, ale urocze sypialenki, Ali na pewno jedna z nich się spodoba. Nie wchodzilibyśmy sobie w drogę, miałbyś własne gospodarstwo, a kiedy potrzebowałbyś popracować czy zwyczajnie odpocząć, ja z przyjemnością zajmowałabym się dzieckiem. Przecież wiesz o tym.
Zarządzanie pieniędzmi w tym uniwersum nie istnieje, są tylko spadki, pomoc znajomych i ludzie, którzy są tak po prostu bogaci, bo tak. Finansami zajmują się tylko czarne charaktery; wiadomo, że jak trzeba, to dom wyrośnie spod ziemi albo wujek Siergiej wyciągnie plik banknotów.

Damian jest oburzony brakiem wsparcia, logiczna postać! Jadwiga trochę manipuluje, wmawiając mu, że go kocha jak syna itd. Tłumaczy mu, dlaczego musi dać sobie pomóc, i nagle przeskakujemy do Natalii. To znaczy Jadwiga po nią przyjeżdża.
– Zabieramy cię stąd, skowroneczku kochany – odezwała się stanowczo Jadwiga, gdy Natalia wróciła z gabinetu lekarskiego z wypisem w dłoni.
Nie zauważyła zdenerwowania dziewczyny, jej gniewnie zaciśniętych ust i drżących dłoni. Nie uszło to jednak uwagi Damiana. Podszedł do niej i zapytał cicho:
– Doktorek?
Przytaknęła, on bez słowa ruszył do drzwi, gotów odszukać starego capa i mu nawrzucać, ale przytrzymała chłopaka za rękę, mówiąc cicho:
– Proszę, daj spokój, mnie już tu nie ma.
Ciekawe kto zapłacił za lekarza i operację, skoro Natalia rzuciła pracę (jak z jej ubezpieczeniem?), ale niech jej tam będzie.
Gdy cofnęła dłoń, odetchnął głęboko, zdusił palące pragnienie, jakie poczuł w podbrzuszu, i przepuścił ją przodem.
W każdym tomie serii mazurskiej frustracja seksualna narasta do momentu, gdy musi dojść do eksplozji. Z pewnością się domyślacie, w którym miejscu jesteśmy.

ROZDZIAŁ XVII: DIY: WYCINANIE WRZODA
– Hej! – Za dziećmi wybiegł Nataniel, którego chyba próbowały przebrać za królewicza: miał resztki brokatu we włosach, a na ramionach przygodną kapę, którą mógł jednak tłumaczyć chłodniejszym rankiem.
TO SYMBOLIKA. Nataniel, zyskujący nowe punkty dobra każdego dnia, świeci przykładem brokatem, a Damian śmierdzi wódką.
Ewentualnie to Edward
Mimo różnic nie do pogodzenia mężczyźni idą razem na spacer.
– Zosia jest w ciąży – zaczął Nataniel bez wstępów.
– Och… to chyba dobrze?
– Byłoby cudnie, naprawdę, bo marzyliśmy o dziecku, ale jest to ciąża wysokiego ryzyka.
Tutaj Nataniel próbuje zdobyć nowe punkty dobra/cierpienia.
– Zosia wczoraj źle się poczuła, tak źle, że chciałem wieźć ją do szpitala, ale od razu się położyła i dziś jest lepiej.
Czyli normalka, już nie trzeba odwiedzać lekarza.
Uznaliśmy jednak, że nie będziemy kusić losu i pozostanie w łóżku aż do rozwiązania. To pół roku, Damian, sześć cholernie długich miesięcy…
Bycie bogiem domowego ogniska już nie takie przyjemne.
Nataniel opowiada o matce Zosi, że jest niepełnosprawna i w zeszłym roku wyszła za mąż.
Gdy myśmy mieli wczasować się razem z Magdą i Siergiejem w Druskiennikach, oni [Mateusz i Marianna] zajęli się ranczem i agroturystyką, którą prowadził Sodarow.
I znowu: nie „poprosiliśmy ich, żeby się zajęli”, a po prostu to zrobili.
I nagle wszystko szlag trafił (…). Cały ten bajzel – mówię o ranczu, koniach, owcach, strusiach, tak, tak, strusie też trzymają – ciąży na barkach starszego mężczyzny i niepełnosprawnej kobiety, czyli Mateusza i Marianny.
Teraz się zorientował???
Do tego Nataniel zapomina, że Mateusz i Siergiej to rówieśnicy.
Gdy Sodarow się wyszumi i wróci do domu, chyba go obiję za to, że tak beztrosko ich z tym majdanem zostawił.
Damian, pomożesz mi obić Sodarowa?
– Gdyby więc coś się, odpukać, stało… Gdybym musiał Zosię wieźć do szpitala… nie mam z kim zostawić dziewczynek. A one bardzo polubiły twoją Alę i Jadwigę… 
A nie, chodzi o inną przysługę. Chyba już wiem jak to było; Nataniel z Zosią nie wybierali się na żadne wakacje, a to było tylko alibi, żeby poznać jakichkolwiek nowych ludzi, którym można byłoby opychać dzieci.
– Błagam, Nat, Jadwiga sama zaproponuje ci wszelką pomoc, znam ją lepiej niż kogokolwiek na świecie i drugiej tak bezinteresownej i życzliwej istoty do tej pory nie spotkałem. No, może twoja Zosia jej dorównuje.
Ta obsesja już robi się niezdrowa. Chyba że chce się podlizać Natanielowi, którego w równym stopniu idealizuje.
– Zosia zrobi wszystko, by to małe się urodziło – wyrzucił z siebie Nataniel. – Nawet jeśli miałaby ryzykować własnym życiem, nie dopuści, by dziecku stała się krzywda, rozumiesz? Za pół roku mogę zostać wdowcem z trójką dzieci… Trzydziestoletnim wdowcem.
– Nat, Bóg doświadcza nas tylko tym, co jesteśmy w stanie udźwignąć – odezwał się cicho Damian. – Ty wycierpiałeś wystarczająco wiele.
I dalej następuje mnóstwo grafomanii i cytatów o życiu. Nie wiem, dlaczego Nataniel opowiada do wszystko Damianowi, ani czemu ten odpowiada, jakby znał Nataniela. Nawet się nie domyśla, jakim świetnym pasożytem był w przeszłości, przed dorobieniem się milionów na sprzedaży wybudowanej przez sąsiadów posiadłości i z tantiemów za książeczki-bestsellery w Stanach. Może właśnie o to chodzi; o przekazanie mądrości pasożyta kolejnemu pokoleniu.
– Tobie sąd powierzył Emilkę? Masz prawa rodzicielskie do obu dziewczynek?
– Tylko do Tosi. Z mamą Emilki… powiedzmy, że jesteśmy dogadani. Mam wszelkie pełnomocnictwa, by opiekować się małą, ale jeśli Iwonie coś odbije, przyjedzie pewnego dnia i zabierze ją, ot tak, jak już kiedyś zrobiła.
Okazuje się, Iwona nadal istnieje i może się jej odwidzieć, bo raz przyjechała odebrać swoją córkę, którą zostawiła u Nataniela czasowo.
Gdyby nie przyjaciele… Zosia, Magda, Siergiej, Mateusz… Dlatego tak nad tobą pracuję, Damian
Żebyś był kolejnym niewolnikiem, bo ciągle kupujemy nowe strusie i się rozmnażamy.

A tak poważnie to żeby Damian miał niewolników wokół i żeby nie popadł w depresję, a potem następuje przypomnienie przeszłości każdego z bohaterów. Całą stronę przerzucają się, co ich boli, a na koniec Nataniel poucza Damiana, że to nic w porównaniu z największą i najlepszą utratą Jadwigi.
W ciszy dotarli do dworu, gdzie trójka dzieci nie pozwoliłaby nikomu długo się smucić.
– Wujku Damianie! Wujku Damianie! Potrzebny nam królewicz dla królewny Natalii! – zakrzyczały wszystkie trzy, łącznie z Alą, obstępując ich dookoła.
Taka subtelna sugestia.
Kwadrans później (…) wrócili do własnego domu.
(…)
[Jadwiga] Ali natychmiast wynalazła zajęcie: zrywanie truskawek do jutrzejszych pierogów, sama zaś zajrzała z Damianem do domku ogrodnika, który od lat stał pusty, czekając na lepsze czasy. Te właśnie nadeszły.
Nadal nie mogę uwierzyć, że wszyscy mają na posesji jakiś zapasowy dom do wciśnięcia strapionemu wędrowcy.
– Domyślasz się, ciociu, gdzie podziewa się Sodarow? – zapytał nagle Damian, przeglądając sterty czasopism, które leżały w stosach pod jedną ze ścian. – Jego najbliższy przyjaciel może potrzebować pomocy, Zosia jest unieruchomiona, prawdopodobnie trzeba będzie zająć się dziećmi, a Siergiej…
– Nie wiem, gdzie jest – ucięła Jadwiga. – Ty również mi się nie spowiadałeś z każdego kroku. Uzna, że czas wracać do domu, to wróci.
– Powinniśmy wysłać mu wiadomość, jak sprawy stoją, nie uważasz?
– Nie powinniśmy. Siergiej musi zastanowić się nad własnym życiem.
Naprawdę całkiem rozsądny ten Damian. Zaraz skończy jako czarny charakter.

Wieczorem wszyscy zasiadają do kolacji. Ala zaczyna temat o tym, kto umarł, a kto jeszcze nie.
– Emilka i Tosia nie są prawdziwymi dziećmi cioci Zosi i wujka Nataniela. Mama Emilki mieszka w Warszawie, a rodzice Tosi umarli i poszli do nieba. Jak moja mama, tak, Damianku?
Chłopak, który do tej pory jadł w milczeniu (…), zesztywniał cały, posłał dziecku zimne spojrzenie i wycedził:
– Prosiłem, żebyś nie powtarzała takich bzdur.
Poszła do piekła!!! Nie była ochrzczona!
Ojciec Emilki też zresztą zdążył był zejść z tego świata.

Natalia drąży.
– Jeśli są to bzdury niemające nic wspólnego z prawdą, wyjaśnij dziecku, co rzeczywiście stało się z jego matką.
– Nie wiem, co się stało, ale wiem, że została uznana za zaginioną, nie za zmarłą. I nie chcę poruszać więcej tego tematu.
Jeszcze nie wiem, ale za parę rozdziałów się dowiem.
Damian na osobności wyjaśnia Natalii jedynie, że matka „się pozbyła” Ali.
To nie na dziecko jestem wpieprzony, a na kobietę, która wpadła w wieku siedemnastu lat po raz pierwszy, urodziła niechcianego, kalekiego dzieciaka, pozbyła się go, ale na tym nie koniec, dwadzieścia trzy lata później zrobiła dokładnie to samo, krzywdząc następne dziecko. Nienawidzę jej i nienawidzę wspomnień o niej.
Jak wpadła w wieku siedemnastu lat, to gdzieś powinni być rodzice. W drugim przypadku brzmi to tak, jakby oddała Alę od razu do adopcji (aborcji przecież nie mogłaby zrobić, a widać, że nauczyła się na własnych błędach, że na matkę się nie nadaje), ale zamiast tego dziecko trafiło w pewnym momencie do rodziny zastępczej.

Po rozmowie z Natalią Damian idzie pocieszyć Alę i być milszym dla otoczenia, a Natalia zostaje „sama ze swoimi myślami” i okazuje się, że ktoś ma wrzód.
„Ten ropiejący wrzód trzeba przeciąć raz na zawsze! Inaczej nigdy się nie wygoi! Do końca życia będzie bolał! Tylko jak?!”
Było dobrze po północy, gdy znalazła odpowiedź na swoje pytanie. Trochę naprowadził ją wujek Google, trochę własny rozum.
Ojej, doktor Kalinowski nie zauważył, ubezpieczenia nie ma, trzeba szukać w googlach, jak wyciąć sobie wrzód nożyczkami maczanymi w wódce.
(…) napisała pierwszą wiadomość… przeczytała, skasowała i długo biedziła się nad kolejną. Dopiero za trzecim razem uznała, że może wysłać maila tam, gdzie mogą jej pomóc. Ale jeszcze się wahała, pewna, że Damian znienawidzi ją za to, czego się właśnie dopuszcza.
– Tak trzeba – szepnęła cichutko. I dodała jeszcze ciszej: – Wybacz mi.
Po czym nacisnęła „wyślij” i… zamknęła oczy, zmawiając cichą modlitwę za siebie, za niego, za Alę, za wszystkich, których jej uczynek być może skrzywdził. A może nie.
Jaki podstęp! Ach, cóż ciekawego mogła Natalia zmalować?!

Czy Damian jest odpychający/przeklęty/zły z założenia, więc nikt mu nie pomaga ===== jest zły?

ROZDZIAŁ XVIII: PRZEMIANA JEDNORĘKIEGO BANDYTY
Przez pierwsze dni po tamtym wieczorze Natalia unikała Damiana. I tylko jego. Bo już Alę pokochała jak własną siostrzyczkę, o której zawsze marzyła.
Dopiero irytowały ją dzieci, a teraz nagle „marzyła o siostrzyczce”, ciekawe!
Cieszyło ją towarzystwo tego miłego, cichego dziecka, które każdy przejaw miłości przyjmowało niczym wdzięczny, kochający całym sercem psiak.
Spróbowałoby być mniej wdzięczne, a zostanie bohaterem negatywnym. Tak przynajmniej zyskało rangę psa, a to dwa stopnie wyżej od Marianny.

Wszyscy ciężko pracują z satysfakcją. Natalia myje, gotuje i dogadza gościom, a Damian pieli grządki, pewnie te swoje, przed domkiem.
Widać było, że prowadzenie pensjonatu, opieka nad gośćmi, dogadzanie im na wszelkie możliwe sposoby są tym, co dziewczyna po prostu kocha. Nie praca w hurtowni artykułów budowlanych, a w turystyce okazała się życiowym powołaniem i pasją panny Sikorskiej.
Uwielbiam te losowe wstawki o postaciach. Przy okazji, chciałabym poznać jakieś stowarzyszenie miłośników pracy w hurtowniach artykułów budowlanych, bo to chyba osobliwe hobby.
[Damian] na początku trzymał się od gości z daleka, wstydząc się swojej ułomności, jednak lato było gorące, w bluzie z długimi rękawami nie dało się pracować, poza tym potrzebował swojego niepełnego ramienia! Z czasem więc zmienił bluzy na T-shirty, w końcu na podkoszulki bez rękawów.
W końcu! Włożył żonobijkę i został prawdziwym mężczyzną. Przechodzi przemianę jak Nataniel, ponieważ opalił się i zamiast księgowego z Warszawy mamy wiejskiego maczo.
– Nigdy nie przywyknę do tych wrednych spojrzeń, komentarzy i chichotów.
– Ktoś ci dokuczał? – Natalia spojrzała uważnie na chłopaka.
Krople potu lśniły na opalonych, umięśnionych barkach, jasne włosy, nieco już za długie, opadały mu na oczy. Ależ miała chęć wyciągnąć rękę i je odgarnąć…
– Te trzy laski, co wczoraj przyjechały… Gapią się od rana… Nie znoszę tego.
– Szkoda, że nie słyszałeś, co mówią między sobą. Paradowałbyś przed nimi półnago, prężąc muskuły – zaśmiała się dziewczyna.
Rzucił jej nic nierozumiejące spojrzenie. Kpi sobie z niego czy co?
– W porównaniu z tymi bladymi wymoczkami prosto z korpo wydajesz im się pięknym, dzikim wikingiem, drwalem, półbogiem, kim tylko chcesz.
Wygrałbyś wszystkie walki w warszawskim korpo, bo masz opaleniznę, a to w naszym uniwersum plus sto do siły! Mój wikingu!
– Ten pokaz siły, gdy trzymając siekierę jedną ręką, rąbałeś drewno na ognisko: majstersztyk!
Bez przerwy rąbią to drewno.
Damian nie wierzy Natalii, więc ta próbuje jeszcze kilka razy zasugerować chłopcu, że jej się podoba, ale kończy się na zaglądaniu sobie w oczy. Za to wszystkie wczasowiczki zazdroszczą, jak chodzą razem po ogrodzie. Boże, niech ten odważny podryw wreszcie do czegoś doprowadzi, bo straszna nuda – na szczęście kolejny tom ma w sobie dużo więcej sensacji.

Na tym się kończy, bo Damian wstydzi się zagadać, ale „czuje bliskość Natalii”. Cytując narratora –
Tyle w temacie
ROZDZIAŁ XIX: INCEST

Mijają trzy miesiące. Damian nadal się wstydzi.
Zazwyczaj traktował Natalię z mieszaniną sympatii i protekcjonalizmu, ot, jak młodszą siostrę, tak sobie przynajmniej wmawiał. Jednak jego ciało, a zwłaszcza pewien napalony koleś, dawało mu do zrozumienia, że Natalia nie jest młodszą siostrą! I to był ból. Po prostu ból.
Szkoda że nie jest siostrą, byłoby bardziej ekscytująco!
śmiech, miły, dziewczęcy, który brata co najwyżej by rozczulał, w Damianie zaś budził dawno ujarzmione – jak mu się do niedawna wydawało – demony.
tu kolejna teoria na temat chuci mężczyzn; nie tylko choroba, ale i siły nieczyste.
Pragnął nie tylko na nią patrzeć, ale też dotykać jej gładkiej, pachnącej waniliowym mydłem skóry, tulić szczupłe ciało tak silnie, by czuć pod dłonią trzepot jej serca, wsuwać palce w długie, lśniące włosy dziewczyny, szukać ustami jej ust, zatapiać się w nich, całować, aż obojgu zabraknie tchu, a wreszcie… Nie.
Ale puenta! On ma dziesięć lat czy trzydzieści?
Bał się odrzucenia. Bał się słów, którymi kiedyś karmiła go matka. Gdyby przyciągnął do siebie dziewczynę, a ona wyrwałaby się, krzywiąc się ze wstrętu…
Co on robił z tą matką?
Gdyby tak mogli czytać sobie w myślach…
To wątek skończyłby się w jednej scenie i nie musiałabym streszczać po kilka stron wycia do księżyca naraz.

Natalia za to myśli tak:
Ale gdyby nagle do niego podeszła, dotknęła opuszką palca jego ust i zajrzała mu prosząco w oczy… Co wtedy by zrobił? Roześmiałby się i rzucił kpiące: „Ty umiesz się całować?”
(...)
Natalia mogła dalej wyobrażać sobie bezkarnie, co by było, gdyby wsunęła palce w jego włosy, zmusiła, by się ku niej nachylił i… Sięgała po butelkę wody.
Oboje mają obsesję na punkcie wsuwania palców we włosy i urywania puenty. Pasują do siebie.
Natalia kontynuuje temu podobne dorosłe rozważania, zastanawiając się, jak to Damian by ją odepchnął i wyśmiał. Nie wiem, czemu to ma służyć, jak nie wyrobieniu kilkudziesięciu więcej stron, bo głupio skończyć książkę przed magiczną 150.
Nad dwór Marcinki nadchodziła burza. Niebo wyglądało jeszcze jak błękitno-złoty jedwab, lecz daleko na horyzoncie jedwab pociemniał, zszarzał.
Znowu Stachursky, tym razem nie tylko burza, ale i jedwab. Ale to nie Stachursky przyjeżdża w gości, a Nataniel:
Pod koniec sierpnia (...) zawitali do Marcinków dawno niewidziani goście. Przyjechali bez zapowiedzi. Dobrze po dziewiętnastej. Nataniel z córeczkami.
(...)
– Jak dobrze cię widzieć. I dziewczynki! Urosły przez te dwa miesiące! A Zosia? – Jadwiga zajrzała mu przez ramię, jakby tam schował żonę.
(...)
Po chwili przybiegła z sadu zarumieniona, uśmiechnięta Natalia. I oto byli prawie w komplecie. Jak bolesne było to „prawie”, za chwilę się przekonają.
Taki moment grozy, całkiem w porę, bo zrobiło się okropnie nudno: jak nie ma o czym pisać, to nadchodzi burza i są goście. Goście w postaci Nataniela od razu się rozsiadają i zaczynają narzekać.
On buja gdzieś w świecie, nawet nie wiem, czy jest w Polsce, ona wróciła do projektowania mody, a cały ten szajs, całą agroturystykę zostawili na naszej głowie. Mateusz z Marianną radzili sobie nieźle jeszcze do niedawna, gdy kilka domków dla gości stało pustych, a i zwiedzający do minizoo tak się nie garnęli, ale teraz to jakiś obłęd! Oni nie dają sobie rady nawet z moją pomocą. Zdecydowaliśmy, by przyjąć dziewczynę do sprzątania domków i chłopaka, by ogarniał resztę, bo normalnie wyzionęlibyśmy ducha…
Na „naszej” głowie, ale to Mateusz z Marianną mają problem. A skąd w ogóle założenie, że akurat oni mają się tym zajmować? Właściciele najwyraźniej nie są zainteresowani interesem, więc nie rozumiem, dlaczego przygodni niewolnicy tak sami z siebie ratują im biznes. Po trzech miesiącach najwyższy czas, żeby zadzwonić do jakiegoś towarzystwa opieki nad zwierzętami, a hotel zamknąć, domki niech niszczeją, a kazimierze rozkradają.
Nataniel w końcu zmienia temat:
– Zrobiliśmy kolejne badanie USG – odezwał się po długiej chwili łamiącym się głosem. – Coś jest nie tak z serduszkiem maleństwa. Dostaliśmy skierowanie na dalsze, bardzo pilne badania i… nie wiem, co zrobić z dziewczynkami.
Czyli walnął długi tekst o tym, jak to przyjaciel mu uciekł i zostawił z pracą, żeby go wszyscy żałowali, a potem dopiero przechodzi do sedna, żeby mu przypadkiem nikt nie odmówił.
– Zostaną u nas. Zaopiekujemy się nimi – rzekła bez najmniejszego zawahania Jadwiga. – Mów, co dokładnie powiedzieli lekarze.
– Nie potrafię dokładnie tego powtórzyć. Zosia jest lekarzem weterynarii i zrozumiała chyba więcej, bo… po prostu załamała się.
To zastanawiające, że lekarze mówią takimi szyframi, żeby bez wykształcenia medycznego nie dało się zrozumieć diagnozy. Ewentualnie Nataniel po prostu nigdy nie słyszał takich słów jak „łożysko” albo „macica”.
Od powrotu z badania nie przestaje płakać. Przy dzieciach jeszcze się trzyma, ale gdy zostajemy sami… Nie wiem, jak jej pomóc. Po prostu nie wiem. – Urwał, przytknął rękę do oczu, żeby siłą powstrzymać cisnące się łzy.
Gest podpatrzony w teatrze, zawsze działa!
Dlatego ją zostawiłem i przyjechałem tutaj.
– Przepraszam, że obarczam was takim kłopotem, gdy sami macie pracy od groma, ale…
– Stary, daj spokój – uciął stanowczo Damian. – Przeniosę się do dworu, Natalia do domku ogrodnika, będą mieszkały we cztery.
Damian: nie ma sprawy! Natalia się nimi zajmie, w dodatku nie będę już miał na głowie Ali.
Nie wiem, co to ma być, zwalanie opieki na kobietę czy kolejne „mężczyzna nie może przebywać w jednym pokoju z dziećmi sam”?
Dziewczynki były zbyt zajęte lepieniem z ciasta figurek, kwiatków i serduszek, by tracić czas na łzy i lamenty, Nataniel odjeżdżał więc z lżejszym sercem, niż tu przybył.
Ciekawe, bo Emilka miała duże problemy z zostawaniem w przedszkolu, zwłaszcza że pewnie ma traumę po tym, jak Nataniel co chwilę ją gdzieś zawoził i zapominał na kilka tygodni. Tosia zresztą też mogłaby mieć wątpliwości.

ROZDZIAŁ XX: JEZUS MARIA, CO ZA GRAFOMANIA
Każda minuta gniewu pozbawia cię sześćdziesięciu sekund szczęścia.
Tak się zaczyna, żebyśmy wiedzieli, na jakiego poziomu mądrości się przygotować.
Mail przyszedł poprzedniego dnia i od momentu, kiedy go przeczytała, Natalia nie mogła myśleć o niczym innym. W pewną czerwcową noc postąpiła pochopnie, wysyłając prośbę o pomoc. Ale stało się. Wszechświat usłyszał jej życzenie i postanowił je spełnić.
Kolejny akapit Natalia zastanawia się, jak to jest, że jak się wysyła maila z zapytaniem, można dostać odpowiedź; to siły wyższe, na pewno. Następnie zastanawia się, co teraz.
 Wykasować wiadomość i po prostu o niej zapomnieć?
Tak! To tylko wszechświat, nie jacyś ludzie po drugiej stronie, którzy natrudzili się, żeby znaleźć odpowiedź na twoje pytanie, a więc żadna strata.
Lecz informacja, którą otrzymała, dotyczyła nie tylko Damiana, ale również Ali. (...) Czy Natalia ma prawo wtrącać się do ich życia?
Dobry czas na zastanawianie się.
Dwa dni później przyszła następna wiadomość.
Czyli jednak poważna sprawa.
Postanowiła działać.
Następnego dnia rano wstała po cichu, by nie obudzić dziewczynek. Wszystkie trzy gnieździły się w jednym łóżku, oczywiście, bo Tosia bała się zasypiać sama, a skoro Tosia, to i Ala, a skoro Ala i Tosia, to również Emilka.
O, czyli jednak pamiętamy, że dziewczynki mogą być znerwicowane! Emilka już pewnie zasikała łóżko, jak już zorientowała się, że Nataniel znowu ją zostawił.
– Powiedz mi, ciociu… – zaczęła dziewczyna, nieszczęśliwa i zagubiona. – Jeśli dobrze byś komuś życzyła, naprawdę dobrze, i miałabyś dobre intencje, ale zrobiła coś, za plecami tego kogoś, czego on wcale by nie chciał. Nawet więcej: byłby wściekły, gdyby się dowiedział, że to zrobiłaś! Jak byś, ciociu, postąpiła? Doprowadziłabyś rzecz do końca, wiedząc, że to bardzo ważne dla kogoś innego, czy odpuściłabyś, bo za bardzo zależy ci na tym pierwszym?
Ale tajemniczo powiedziane! Ciekawe, o kogo może chodzić; policzmy znajomych Natalii poza Jadwigą, będziemy do tego potrzebować jednego palca jednej ręki.
– (...) To dotyczy Damiana?
Natalia przytaknęła i spuściła wzrok. Za szybko ją Jadwiga rozgryzła.
Oj, a to wiedźma. Ciekawe, jak na to wpadła.
– Nie rób tego, dziecko – poprosiła cicho, kręcąc głową. – Po prostu zostaw.
Natalia ponownie wbiła wzrok w dłonie splecione tak mocno, aż pobielały palce. Gdy poczuła rękę Jadwigi gładzącą ją łagodnie po plecach, gardło zacisnęło jej się boleśnie.
– Oddałabym wszystko, żeby mama ze mną była – wyszeptała, walcząc ze łzami.
Ktoś mi mówi, że cudze życie to nie mój interes!? Ha, as z rękawa, UMARŁA MI MAMA!!! Jestem biedna, patrzcie, jeden zero!!!
Natalia usiadła na omszałym pniu sosny, dawno temu zwalonej przez wicher, podkuliła nogi i sięgnęła po telefon. Dawno nie słyszała głosu mamy.
No tak, jeszcze po drodze kolejny monolog do mamy, wycinam.
[Natalia] znalazła się w kuchni, gdzie Jadwiga trwała tak, jak Natalia ją zostawiła. Przy stole, z pobladłą twarzą i rękami ciasno splecionymi niczym do modlitwy.
Jedno spojrzenie na dziewczynę i odezwała się smutno:
– Podjęłaś decyzję? Pojedziesz?
– Tak, ciociu. Muszę.
Jadwiga pewnie po prostu obawia się, że Natalia znowu zakosi jej samochód i go skasuje.
Gdy kwadrans później wyruszała do wsi, na przystanek pekaesu, nikt jej nie żegnał, nie dopytywał, kiedy wróci, nie prosił, by uważała na siebie i wracała do domu, gdy tylko załatwi wszystkie sprawy. Czuła się tak samotna jak w dniu, gdy do Marcinków przybyła.
Uff, jednak pekaesem. No i w sumie tyle, Natalia wyjeżdża z samego rana, a Damian przy śniadaniu dopytuje, gdzie jest.
– Nikt nie dzwonił – zniecierpliwiła się Jadwiga. – Po prostu wyjechała!
– Ale wróci? – tym razem zaniepokoiła się Ala. – Nie będziemy spać z innym obcym człowiekiem, tylko z ciocią Natalką!
– Z żadnym obcym człowiekiem – poprawił ją Damian.
– Przecież powiedziałam! I z tobą, Damianku, też nie, bo jesteśmy dziewczynkami.
Aha, czyli dziewczynki nie mogą spać w jednym pokoju z mężczyzną. Pewnie Ala (5 l.) po jednej nocy w pokoju z bratem obudziłaby się jako 30-letnie bimbo i zaczęła napastować szlachetnych bohaterów. Rodzina Iwony pewnie spała na wczasach w jednym pokoju i patrzcie, co się stało z córkami.
– Zauważyłem – odparł kpiąco. – Dobrze mi w swoim pokoju. Nie zamierzam przenosić się do waszego babińca.
Jest mi to całkiem na rękę.
– Babińc – powtórzyła Emilka, smakując nowe słowo. – Podoba mi się. Co to jest „babińc”?
– Miejsce, gdzie mieszkają same dziewczynki. I nie ma w nim miejsca dla innych obcych ludzi. Ani Damiana – pouczyła ją z powagą Ala, która to słowo musiała słyszeć wcześniej, bo nie było dla niej nowością.
– Ahaaa, a jak nazywa się miejsce, gdzie mieszkają sami chłopcy? I wujek Damian?
– Damianowice! – Ala wzruszyła ramionkami, jakby to było jasne samo przez się.
Emilka pokiwała głową i oczy jej rozbłysły na myśl, jaką niespodziankę wujkowi zrobi. Tego samego dnia na drzwiach sypialni, którą zajmował, pojawił się koślawy napis, skreślony ręką ośmioletniego dziecka: „DamianOWCE”. Chłopak nie był zachwycony…
Kto wpada we wściekłość, bo dziecko przykleiło kartkę do drzwi? Swoją drogą mam wrażenie, że Emilka w całej scenie zachowuje się, jakby nadal była w przedszkolu, bo nie epatuje przewagą emocjonalną i intelektualną ponad Tosię czy Alę, i trochę mnie to niepokoi.

To tyle na ten tydzień. Za dwa tygodnie będzie dużo patologii, jeszcze więcej gwałtów i klucz do dobrej sceny miłosnej.

Komentarze

  1. Ja wiem, że polscy szefowie-janusze wyciągają od kandydatów różne informacje, o które nie mają prawa pytać, ale czy pracownik z dzieckiem to wada? Prędzej możliwość ciąży i zwolnienia, a nie „uwiązanie” dzieckiem: to przecież tym lepiej, że człowiek nie będzie się zbyt chętnie przeprowadzał ani ryzykował, bo musi wykarmić rodzinę. Pytanie do czytelników: spotkaliście się z takim przypadkiem?

    Tak, niestety. Tzn nie osobiscie, ale pracownik z dzieckiem, to pracownik, ktory bedzie prawdopodobnie czesciej brac wolne z powodu choroby dziecka, ktory nie bedzie mogl zostawac po godzinach, bo trzeba sie opiekowac dzieckiem, i ktory bedzie bardziej zmeczony i rozkojarzony, po nieprzespanych nocach.

    "Cieszyło ją towarzystwo tego miłego, cichego dziecka, które każdy przejaw miłości przyjmowało niczym wdzięczny, kochający całym sercem psiak." - o chryste, co za cringe.

    Mam potezne poczucie lanej wody, bardzo mnie zdziwilo, ze zmierzamy do konca ksiazki, bo mam wrazenie, ze ta czesc analizy dopiero sie zaczela :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym nie pomyślałam. Ze swojej strony przez doświadczenia znajomych obawiam się raczej podejrzenia, że taką rodzinę będę zaraz zakładać. Tak źle i tak niedobrze!

      Tak, czwarta część jest rozlazła. Ale od najnowszej notki widać już, że zbliża się dedlajn, bo wszyscy zaczynają się gwałcić i zapładniać w popłochu.

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.