5.1 Prolog, rozdział 1, 2, 3 i 4
Witam z powrotem! Prawdopodobnie po raz ostatni spotykamy się z bohaterami Natanielolandu – publikacja ostatniej części serii w święta 2020 została odwołana i jak na razie nie wiadomo, czy powstanie. Jak zwykle rozpoczynam serię podsumowaniem i listą bohaterów; jeśli kogoś to nie interesuje, może śmiało przewinąć do prologu.
Przyznam, że piąty tom jest całkiem ciekawy w kontekście twórczości autorki. Kto ją zna, ten wie, że sporo historii rozpoczyna się zakończeniem procesu rozwodowego bohaterki z mężem, który w trakcie małżeństwa okazał się niewiernym łajdakiem. Kobieta zawsze odcina się stanowczo od przeszłości i nie pozwala sobie niczego rozpamiętywać, a mężczyzna nie ma głosu, ponieważ zostaje wyeliminowany przed pierwszą stroną. Kojarzę dwa wyjątki, w obu od początku wiadomo było, że małżeństwo się rozpadnie. W „Bezdomnej” tytułowa bohaterka wspomina ślub z podstępnym erotomanem, ale tam przecież MUSIAŁA wrobić swojego chłopaka w dziecko, gdyż w trakcie tego związku zaliczyła wpadkę z byłym (ciut jak historia Magdy; najwyraźniej kobieta jest usprawiedliwiona w igraniu z czyimiś uczuciami, gdy wchodzi w grę zastana ciąża lub chęć posiadania dzieci). W „Nadziei” bohaterka MUSIAŁA wyjść za podstępnego erotomana, ponieważ zaszła w ciążę w wyniku gwałtu, a nie udało jej się wrobić w dziecko byłego.
W „Uśmiechu losu” mamy jednak odwrotny schemat: para, którą znaliśmy, nim zaczęła się ze sobą spotykać, przeżywa kryzys, a mąż staje się tym potworem, który w 100% odpowiada za rozpad związku. Obserwujemy jego przemianę, a nawet mamy wgląd w myśli i uczucia tego potwora.
…czyżby? Zastanowimy się, czy kobiety w przedstawionym świecie są tymi stokrotkami bez skazy, za które pragną uchodzić.
Poza tym przygotujcie się na przemyślaną konstrukcję (!) i nieco mniej przemyślany wątek kryminalny otwierający powieść, a także pogrom głównych bohaterów.
FABUŁA
Dla przypomnienia: samotna staruszka Jadwiga prowadzi pensjonat na Mazurach, gdzie pomaga jej były wychowanek Damian, jego żona Natalia i mała siostra Damiana, Ala. Co roku odwiedzani są przez gości z Sennej, trzy rodziny połączone postacią Nataniela Domoradzkiego: Domoradzcy i ich dzieci, teściowie Nataniela oraz jego siostra Magda z mężem Siergiejem i dziećmi.
BOHATEROWIE
Nataniel Domoradzki (33 l.) – mąż Zosi, z którą wychowuje córkę Martę (4 l.) oraz dwie przybrane córki, jego siostrę Emilkę (13 l.) i Tosię (10 l.).
Zofia Domoradzka (31 l.) – weterynarz, żona Nataniela
Siergiej Sodarow (55 l.) – gangster, maczo bez oka
Magda Sodarow (41 l.) – przyrodnia siostra Nataniela, żona Siergieja
Mateusz Jóźwik (55 l.) – ojczym Zosi, leśnik.
Marianna Jóźwik – żona Mateusza, matka Zosi. Ma porażenie mózgowe, co nie przeszkadza jej być kobietą-manufakturą ciast i makatek dla całej drużyny.
LIPCÓWKA, PENSJONAT MARCINKIJadwiga „ciocia Jadwinia” Dąbrowicka (starsza pani, ale będzie zaraz niespodzianka, jak poznamy jej wiek)
Damian Sabrowicz (31 l.) – mąż Natalii, pracownik korpo, brakuje mu ręki i matki
Natalia Sabrowicz (29 l.) – skolioza, niewinny kwiatuszek.
Alina Sabrowicz (9 l.) – siostra Damiana, straumatyzowane zastępcze dziecko.
INNI
Bartosz (~34-35 l.) – ideał mężczyzny, któremu nie brakuje żadnych części ciała.
Narrator – mało o nim wiemy, ale z pewnością jest rudy.
Cytat na pierwszej stronie:
Kiedyś myślałam, że miłość to namiętność.Dziś wiem, że rodzicami miłości są czułość i zaufanie.
PROLOG
W zimowy wieczór pies zostaje wyrzucony na drodze przez swoich właścicieli i przez chwilę próbuje gonić auto, ale w końcu zamiera w śniegu.
ROZDZIAŁ I: ALE JESTEŚ BRZYDKA, KIEDY PŁACZESZ
Ciocia Jadwinia, właścicielka dworu Marcinki, stojącego sobie od paru wieków gdzieś na Mazurach, niedaleko Ełku, nie mogła się doczekać wytęsknionych gości! Całą jesień gromadziła domowe smakołyki właśnie na tę okazję.
Dwa lata temu Wigilię wyprawił Nataniel Domoradzki z żoną Zosią i trzema uroczymi córeczkami, rok temu wszyscy spędzili święta na ranczu u Sodarowów – Siergieja, Magdy i ich również uroczych i rozbrykanych trojaczków. W tym roku przyszła kolej na Marcinki.
Jadwiga była w siódmym niebie i swoim żywiole, planując, jakie to potrawy znajdą się na wigilijnym stole, jakimi prezentami kogo obdaruje, która zastawa będzie najlepiej pasowała do nowego obrusa, z białego adamaszku, haftowanego w maleńkie złote gwiazdki. Cudo!
I tylko atmosfera panująca na piętrze, gdzie mieszkali Damian z Natalią, jej podopieczni, nieco psuła Jadwidze świąteczny nastrój. Przez trzy lata po ślubie byli niczym dwoje zapatrzonych w siebie gołąbków, zakochani jedno w drugim bez pamięci. Potem jednak coś zaczęło się psuć i dzisiaj było już bardzo źle...– Znów ryczałaś... Ile można!? – syknął Damian, patrząc na swoją żonę z pogardą.
Kiedyś starłby jej łzy z policzków czułym gestem, scałowałby je co do kropli, tuląc i pocieszając dziewczynę dotąd, aż próbowałaby się uśmiechnąć. Kiedyś przeglądała się w jego oczach, pewna jego miłości, przekonana, że oprócz niej nie istnieje w jego życiu żadna inna. Dzisiaj była pewna, że jest inaczej. Nie, Damian nie miał kochanki, nie odwiedzał agencji towarzyskich, on oddawał się innej namiętności: wódce.
Kiedyś patrzył na Natalię z zachwytem, a ona powoli uwierzyła, że ten zachwyt jest szczery. (…) Aż dobry los zesłał jej Damiana, który szeptał, gładząc ją po wygiętych w wielkie S plecach:– Jesteś piękna i doskonała, właśnie przez swą niedoskonałość... Co mam powiedzieć ja? Facet bez ręki? – Podtykał jej pod oczy kikut ramienia.
![]() |
| Damian pokazuje kikut |
Mieli siebie, mieli ciocię Jadwinię, mieli piękny, stary dom, zagubiony gdzieś na mazurskiej wsi, i na koniec, chociaż to nie mniej ważne, mieli wspaniałych przyjaciół. I wszystko byłoby już ładnie-pięknie, gdyby na błękitnym niebie nad starym dworem nie pojawiły się burzowe chmury. I słońce, święcące dotąd nad starym dworem nieprzerwanie, nagle zgasło.
– Kochani! – zawołała Jadwiga, gotowa, by siąść do śniadania. Uwielbiała to. Kochała wspólne posiłki przy starym stole, pamiętającym dwudziestolecie międzywojenne, gdy cała rodzina zajmowała równie wiekowe krzesła i... działo się.
Natalia opowiadała o studiach, a niedługo kończyła architekturę krajobrazu, Damian o pracy, a od niedawna był wziętym informatykiem, specjalistą od hakerskich ataków, zaś Ala, najmłodsza, o swoich sukcesach, rzadziej porażkach, w pobliskiej podstawówce.
Damian jest specjalistą, mimo że w najlepszym wypadku zaczął studiować cztery lata wcześniej, jeśli jakaś politechnika trzeciej jakości miała nabór we wrześniu, a nigdy nie zdawał się pasjonować komputerami, ba! Nie wiemy nawet, co zdawał na maturze, bo nie zamierzał przez kikut studiować.
Tak, Jadwinia, dobry duch dworu Marcinki, kochała rodzinne śniadania, obiady czy kolacje. Do niedawna. Dziś z drżeniem serca patrzyła na drzwi, w których miała pojawić się Natalia, jej przybrana córeczka. Nieszczęśliwa... załamana... spłakana...
Wczoraj pojechała do Warszawy, do kliniki leczenia niepłodności, i wróciła z wyrokiem: szanse na własne upragnione maleństwo spadły właściwie do zera.
Czuła żal do męża, że spał tak spokojnie, jakby nic strasznego się nie wydarzyło. A przecież też stracił szansę na prawdziwą, pełną rodzinę!
Damian spał spokojnie, owszem, także z innych powodów. Przez cały ostatni rok Natalia traktowała go jak byka rozpłodowego. I dopuszczała do siebie tylko przez kilka dni w miesiącu, które wyznaczała za pomocą termometrów, wykresów, testów i Bóg wie czego jeszcze. Gdy chciał się kochać jak kiedyś, spontanicznie, tłumaczyła, że musi się oszczędzać – on, zdrowy facet – na te właśnie bezcenne dni jajeczkowania. A seks na żądanie, sorry, Natalio, to już nie jest to...
Wyjazdy do kliniki w Warszawie i horrendalnie droga terapia hormonalna, wszystkie te zabiegi, pobierania, wywoływania, przeszczepiania, kosztowały ich do tej pory fortunę. Mimo że oboje zarabiali całkiem nieźle, z pieniędzmi było coraz gorzej.
Natalia wreszcie usłyszała: koniec, jesteś bezpłodna, daj sobie i reszcie świata spokój i rozejrzyj się za innym rozwiązaniem. Damian odetchnął z ulgą, nie pokazując jednak tego po sobie, urwał się, by opić te wieści w doborowym towarzystwie, i wrócił do domu, gdy Natalia już spała.
Damian utulił ją, ucałował, wyszeptał: „Wszystko będzie dobrze”. Natalii pozostało jedynie przytaknąć, otrzeć łzy i próbować się uśmiechnąć. Gdy zaczął ją pieścić, z początku delikatnie, pytająco, potem coraz bardziej natarczywie, domagając się swoich mężowskich praw, po raz pierwszy od wielu miesięcy oddała mu się ot tak, bez patrzenia na test owulacyjny i termometr, a on przyjął to z zachwytem.Wziął ją zachłannie, jakby pościł przez ten czas, chociaż nie było to przecież prawdą. Uprawiali seks kilka razy w miesiącu. Między czternastym a osiemnastym dniem cyklu. Wreszcie koniec z tym! Znów są normalnym małżeństwem, kochającym się z chęci, a nie z musu, i być może znów byłoby wszystko dobrze, gdyby Natalia na koniec nie zaczęła szlochać w poduszkę...
Gdy po powrocie z łazienki zobaczył jej zaczerwienione oczy i mokre policzki... szlag go trafił. Rzucił żonie kilka przykrych słów, tak przykrych jak nigdy przedtem, i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami, mając ochotę zniknąć nie wiadomo gdzie, nie wiadomo na jak długo.
Podsumujmy małżeństwo Sabrowiczów: pobrali się niemal natychmiast po zaręczynach, po kilku miesiącach związku. Między nimi nigdy nie narodziła się przyjaźń, a fundamentem związku jak dotąd było zakochanie i seks – przynajmniej dla niego, bo najwyraźniej Natalia nie pożąda i nie pożądała Damiana poza krótkim epizodem z seksem dżinsowym w poprzednim tomie. Gdy to minęło, a nie zdążyli spłodzić dziecka, okazało się, że nic ich nie łączy. Ona obsesyjnie dąży do zapłodnienia, bo chce jakiejś zabawki do kochania, a on z samotności zaczął pić. Nie mówię, że sytuacja jest nierealistyczna, ale na pewno zniechęca do bliższych relacji z mężczyznami po przejściach, z problemami zdrowotnymi.
Natalia próbuje się ogarnąć, by Ala nie zauważyła, że coś jest nie tak.
Dziewięciolatka nie może się nigdy dowiedzieć – to strzaskałoby małe, wrażliwe serduszko – że Natalia nie potrafi kochać jej tak, jak kochałaby własne dziecko, poczęte z Damianem, noszone pod sercem, rodzone w bólu, a potem kochane i rozpieszczane, jej własne…
Dziecko nie może się dowiedzieć, mimo że można mu zwyczajnie przekazać, że przybrani rodzice starają się o siostrę/brata. Nie, Natalia musi dorabiać do tego całą historię o łamaniu serca Ali, która jest gorsza.
No i znowu "własne" oznacza "rodzone w bólu". Jak nie bolało, to nie dołączysz do klubu szlachetnych matek.
Natalia stwierdza, że Damian byłby szczęśliwszy bez niej, więc ucieka z domu. Tak o, wybiega nagle z dworu i w trakcie spaceru obmyśla szczegóły ucieczki pekaesem nad morzem. Jednak na środku drogi natyka się na psa.
Pagórek poruszył się, aż odskoczyła. (…) Wreszcie oczom dziewczyny ukazał się czarny nos, potem brązowe, gasnące oczy i wielki kłąb białego futra. (…) Co robić?! Bez namysłu zdjęła kurtkę, otuliła nią biedaka, zapewniła, że zaraz wróci, i pobiegła z powrotem do dworu, oglądając się za siebie raz po raz. (…) Natalia nie mogła tego wiedzieć, ale tkwił pośrodku drogi, przysypany śniegiem, drugi dzień. I może grube futro chroniło go od zimna, ale od rozpaczy za utraconą rodziną już nie.
W tej powieści nawet psy mają traumę. Pewnie spacerował i obmyślał ucieczkę pekaesem, kiedy śnieg go zasypał. To się zdarza.
ROZDZIAŁ II: ROZJECHANY PIES
Zziębnięta Natalia wpada do dworku, na co Damian krzyczy:
– Oszalałaś?! – wykrzyknął, ściągając z pleców bluzę od dresu i otulając nią dziewczynę. – Wyszłaś na dwór w taki mróz w podkoszulku?!
– T-tam… t-tam… – zaczęła, ale zęby szczękały jej tak, że przygryzła sobie język. Wreszcie zdołała wykrztusić: – W lesie jest pies. Zamarza.
– Więc i ty postanowiłaś zamarznąć? Solidarnie?! – krzyknął ze złością.
Miał w pamięci niedawne zapalenie płuc, które złożyło Natalię na trzy długie tygodnie. Strasznie się o nią bał przez pierwsze dni, gdy trzymał ją w ramionach, a ona dusiła się i kasłała na przemian, z trudem łapiąc oddech.
W tym fragmencie widać przynajmniej, że Damian jako tako troszczy się o Natalię. Można się też zastanowić, czy Damian nie jest sfrustrowany brakiem odpowiedzialności Natalii, która regularnie robi takie numery, wpada samochodem do rowu, tapla się w zamarzającym błocie i ledwo uchodzi z życiem.
– Dorośnij w końcu! – syknął, po czym przeszedł do holu, wziął kluczyki i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Ze złości rozjadę tego psa! Tak właściwie to prawdopodobna opcja, skoro pies leżał pośrodku drogi, i to, zdaniem narratora, od jakichś dwóch dni. Damian i Natalia dopiero co byli u lekarza, więc pewnie go już rozjechali ze trzy razy. Dlatego nie wstaje.
![]() |
| Pirenejski pies pasterski przed rozjechaniem |
Po wyjściu Damiana i pozbyciu się Ali na piętrze, Jadwiga wypytuje Natalię o powód spaceru bez odpowiedniego ubrania.
– Nie wiem, jak to zniosę, ciociu – wyszeptała, podnosząc na kobietę pociemniałe ze smutku oczy. – Wczoraj dowiedziałam się, że nie mogę mieć dzieci, dziś będę miała ich pełny dom.
Czyli u tego lekarza byli dzień przed Wigilią? Ale im zrobił nastrój na święta!
Ich wszystkich los obdarował tak hojnie… Nataniel z Zosią mają trójkę, Siergiej z Magdą niedługo czwórkę, a ja? – Głos się jej załamał. Kto inny zbyłby ją jakimś: „A ty masz kochającego męża i przybraną córkę. Piękny dom i pracę, którą kochasz. Nie proś o więcej, żeby nie kusić losu”.
Narratorowi wymsknęło się, że w pozostałych rodzinach mąż nie jest kochający. Nie no, zgadzam się, Natalii jako jedynej udało się chociaż powiedzieć „nie” w sypialni i nie zostać napadniętą!
Ale Jadwiga swego czasu sama pragnęła dziecka tak jak Natalia,
…Dlatego najpierw posłuchamy trochę smętów o rodzinie Jadwigi, raz jeszcze. Nieważne, Jadwiga zaczyna na pokaz wiercić się ze smutkiem, bo długo starała się o dziecko, które potem zginęło w wypadku samochodowym.
może nawet bardziej, bo dziewczyna była mężatką zaledwie od czterech lat, z czego przez dwa lata Damian nawet słyszeć nie chciał o dziecku. Natalia płaczem, prośbą i groźbą przekonała go, by zaczęli starania o własne maleństwo.
Aha! Pamiętacie, jak w poprzedniej części Natalia ryczała, że nie chce być w ciąży, bo nie pokocha dziecka? Damian jej tłumaczył, jak działa antykoncepcja. Minęły dwa lata i nagle to Natalia naciska. Dziecko oczywiście utrzymywałby Damian, bo to on ma pracę, a Natalia studia kończy chyba tylko dla własnej satysfakcji. Nic dziwnego, że odetchnął z ulgą, że męczenie się skończy! Wreszcie będzie mógł odłożyć jakieś oszczędności i zyskać poczucie bezpieczeństwa – zaraz się okaże, że do prowadzenia nierentownego pensjonatu muszą dokładać się z prywatnych środków…
Jadwiga płacze na wspomnienie o nieżywym synku, Natalia przeprasza. Boże, jakie popychadło.
Wraca Damian z półprzytomnym psem.
Ala przytuliła się do niego i rozpłakała. – Musisz go uratować, mamo Natalio – poprosiła przez łzy
Mamo Natalio? A brata woła "bracie Damianie"? Jak w jakimś zakonie.
ROZDZIAŁ III: ZDECHNIE CZY NIE? GŁOSOWANIE
W drodze byli Domoradzcy. Już niedługo zjadą też Sodarowowie i wyczekiwani szczególnie przez Jadwinię Mateusz Jóźwik z żoną Marianną, mamą Zosi.
Wyczekiwani głównie przez Jadwinię, bo reszta postaci zapomniała o istnieniu Mateusza w poprzedniej części.
Dom zapełni się tubalnymi głosami mężczyzn, śmiechem kobiet i tupotem dziecięcych stóp. Może dlatego żadna z rodzin nie miała psa, bo szczekania jednego czworonoga, nie mówiąc o trzech, nikt by chyba nie zniósł.
Ale przecież WSZYSCY jeszcze do niedawna mieli psa. Siergiej dwa brytany, Mateusz zmartwychwstałego Reksia, Nataniel Trusię.
Ala stwierdza, że pies to prezent świąteczny dla niej, bo od dawna wszystkich błagała o zwierzę w domu.
Sekundę później wróciła, ciągnąc za rękę rudowłosą panią doktor, żonę Nataniela Domoradzkiego z Sennej.
– Ciociu, ciociuniu, uratuj tego pieska! To mój prezent podchoinkowy! Natalia znalazła go w lesie i zobacz, pies umiera!
Zosia nie traciła czasu.
Wszystko wina Natalii! Postarała się, żeby prezent nie wytrzymał więcej niż parę dni.
– Biegnij do Nataniela, powiedz, żeby przyniósł z bagażnika moją torbę lekarską – nakazała dziewczynce, pochylając się nad psem.
Zosia jest przygotowana. Wie, że ludzie nie zapraszają jej do siebie bezinteresownie.
Okazuje się, że pies to suka w ciąży, więc Zosia kroplówkami walczy o życie zewnętrznych i wewnętrznych psów. Nataniel puka Jadwigę w ramię.
– Przepraszam, Jadwiniu, że nie uprzedziłem – odezwał się Nataniel, przedstawiając kobiecie nieznajomego mężczyznę w swoim wieku. – To mój przyjaciel z TOPR-u, Bartosz Gazda, wiem, wiem, brzmi jak pseudonim, bo góry i gazda, ale to naprawdę jego nazwisko.
Szok, że ktoś z Nowego Targu, kogo rodzina prawdopodobnie mieszka tam od pokoleń, nazywa się Gazda! Jakoś ja, Domoradzki, regularnie kończę jako bezdomny.
Swoją drogą wreszcie pojawia się bohater, który nie nazywa się Domoradzki, Miciński ani Kraszewski, a nie jest wrogiem i jednocześnie wysławia się do rzeczy (nie to co Jóźwik!).
– I oczywiście nie mogłeś zostawić go samego w domu, nie w Wigilię, kiedy nikt nie powinien być sam – dokończyła Jadwinia, jak zawsze serdecznie. – Witaj w naszych skromnych progach, Bartku czy może Bartoszu?, rozgość się. Natalia zaraz przygotuje dodatkowy pokój…
– Ależ proszę się nie kłopotać – zaoponował mężczyzna. – Jeszcze dzisiaj będę wracał…
– Chłopcze drogi, u nas Wigilia nie kończy się na wieczerzy! O północy wszyscy wędrujemy na pasterkę!
Nie wykręcisz się!
Jadwiga zauważa, że Bartosz jest smutny, nosi czarną opaskę na ramieniu i ewidentnie kogoś stracił. Nataniel prowadzi go do pokoju i zaczynają się popisy.
– (…) Zejdę na kolację, chociaż naprawdę chciałbym pobyć sam. (…)
– Rozumiem, bracie. Sześć lat temu straciłem mamę i czułem dokładnie to samo, co ty teraz.
Nataniel opisuje ból i wylicza traumy, nie będę wam cytować.
Bartosz rozumiał bez słów. Był wysoki i barczysty, chociaż teraz ramiona przytłaczał nieznośny ciężar. Miał jasne włosy jak Nataniel i tylko oczy piwne, łagodne. To on odnalazł przyjaciela, gdy ten spadł w przepaść. On wezwał pomoc i ocalił Natanielowi życie.
Bingo zasmarowane. Ale już wiemy, że Bartosz jest przystojny, ma wszystkie kończyny (nie to co Damian) i skąd się wziął, a Natanielowi umarła mama.
Przez rok, od dnia, gdy stracił w pożarze żonę i synka, przeżył wszystkie stadia żałoby.
Najczęstsze przyczyny śmierci u Michalak: wypadek samochodowy (28%), pożar (22%), rak (18%), pistolet (11%), choroba serca (9%)…
Było tyle do zrobienia… Zorganizować pogrzeb, bo nikt inny nie mógł za niego się tym zająć, pozałatwiać sprawy urzędowe, jakieś ubezpieczenia, banki i inne pierdoły. (...) W Nowym Targu miał przyjaciół i rodzinę, którzy oferowali wszelką pomoc, ale oni wszyscy tylko przypominaliby o stracie.
Czyli nie miał żadnej rodziny, która pomogłaby w organizacji, ale jednak miał i oferowali?
Tak oto zaczęła się jego wielomiesięczna tułaczka. I picie. Pił, żeby zagłuszyć skowyt osieroconego serca. Pił, żeby zasnąć chociaż na parę godzin snem bez snów. Pił, żeby zapomnieć i żeby się zapić na śmierć.
Znowu alkoholik. Wódka na duży problem.
Jakoś pozbierał się dzięki pracy w pogotowiu. Z najtańszego motelu przeniósł się do wynajętej kawalerki i walcząc z nawracającą depresją, trwał przez resztę roku. Ból nieco zelżał. Na tyle, że dało się żyć.
Dopiero tydzień temu…
– Synuś, przyjedź na Wigilię. – Głos mamy sprawił, że ból, już niemal zapomniany, po którym zostało lekkie ćmienie na dnie serca, wgryzł się w nie z całej mocy.
(...)
Z dnia na dzień rzucił pracę w pogotowiu i zaczął pić. Jak poprzednio.
I jeszcze jeden epizod alkoholizmu, bez którego żadna męska postać się nie obędzie. Z ciągu alkoholowego może go wyciągnąć jedynie kobieta, a z tym będzie ciężko, bo przecież żona nie żyje. Kto więc pomoże Bartoszowi?
Tym razem odezwało się sumienie. Którejś nocy. Głosem Basi. „Bartoszku, tak nie wolno. Nie wolno, kochany…”, zaczęła, wyciągając do niego ręce. (…)
Ocknął się nad ranem, brudny i śmierdzący, wyrzucił do śmieci ohydne, przepocone ciuchy, wziął szybki prysznic, przebrał się w czystą koszulę i błękitne dżinsy, spakował w kilka kartonów wszystkie swoje manatki, po czym wsiadł w samochód i ruszył przed siebie, nie bardzo wiedząc, dokąd zdąża.
Wszyscy bohaterowie to włóczędzy ubrani jak Homer Simpson. Poza Iwoną (mundurek prostytutki), Martą (kwiaty, kardigany) i Siergiejem.
![]() |
| Siergiej z córką |
Bartosz przypomina sobie o przyjacielu "gdzieś pomiędzy Warszawą a Olsztynem" i w ten sposób dowiadujemy się, jak trafił do Nataniela. Ten proponuje oczywiście wigilię w Marcinkach i tak kończymy wielostronicową retrospekcję.
***
Zosia doprowadza psa do przytomności, po czym zauważa, że jest zadbany i wygląda, że do niedawna miał właściciela.
Ma ślad po obroży, którą niedawno ktoś zdjął. Pewnie ten, kto wywiózł zwierzaka do lasu i porzucił. Jeśli posiedzisz przy niej parę chwil, coś sprawdzę. Skoczę tylko do samochodu.
– Jasne! – Natalia umościła się na kołdrze obok psa i zaczęła głaskać go po miękkim futrze. Rzeczywiście był zadbany. I niezwykle miły. Odwrócił głowę w stronę głaszczącej go dłoni i próbował ją polizać z wdzięcznością.
Zosia wróciła dwie minuty później.
– Jednak go mam – oznajmiła, bardzo z siebie zadowolona. – (…) Czytnik czipów. Może odnajdziemy podłego właściciela tego psa i…
Niewypowiedziana groźba zawisła w powietrzu. Czytnik pisnął cicho, znajdując ukryty pod skórą na szyi czip. Na wyświetlaczu ukazał się długi szereg cyfr.
– Ha! Jest! – ucieszyła się Zosia. – Wprowadzę go do bazy danych i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Posiedź przy niej jeszcze trochę.
Zosia natychmiast znajduje dane psa i telefon do właściciela. To ciekawe, że od razu znalazła go w jakiejś centralnej bazie danych, bo właściciel musiał się o to postarać; nie wystarczy zaczipować psa, żeby numer automatycznie trafił gdzieś indziej niż do prywatnej bazy danego weterynarza. No ale to w końcu przyszłość!
Zosia dzwoni, jednak nikt nie odbiera.
– Nie poddam się tak łatwo – szepnęła do siebie. – Wcześniej czy później cię odnajdę. Jeśli nie ja, to Nataniel z Damianem. Obaj są informatykami, a gdy trzeba, niezłymi hakerami. W dobrej wierze oczywiście.
Informatyk ≠ programista ≠ haker, Boże.
Pies nagle zaczyna rodzić. Natalia zabiera dzieci do kuchni, żeby nie wkładały rąk gdzie nie trzeba, a Zosia stara się ratować zwierzęta.
ROZDZIAŁ IV: FAMILY FRIENDLY KOTŁOWNIA
Ekipa zabiera psa w ustronne miejsce w dworku Jadwini – do kotłowni. Zosia boi się podać mu mocniejsze środki przeciwbólowe, żeby nie zdechł. Asystuje jej rozrzewniona Natalia.
– Zosiu – poprosiła łamiącym się głosem – zrób, co w twojej mocy, albo i więcej. Widzisz, ja chciałam odejść... Zostawić wszystko... was wszystkich i mojego Damiana, i odejść. Znalazłam tego psiaka na mojej drodze, gdy gotowa byłam to zrobić, rozumiesz? Był odpowiedzią na moje wołanie o pomoc.
To wszystko o mnie, rozumiesz, O MNIE! Zosia oddelegowana do ratowania psów nawet nie może robić tego w spokoju, bez udzielania w międzyczasie porad psychologicznych.
– Nie wiedziałam, że jest tak źle – odparła. – Wyglądacie z Damianem na takich szczęśliwych... Zawsze, za każdym razem, gdy przyjeżdżacie do nas czy my do was, sprawiacie wrażenie tak samo zakochanych jak w dniu ślubu. Bo tak jest, prawda?
Damian zazdrosny o Siergieja obłapia Natalię przy wszystkich, a Zosia rozmarzona, bo tylko taki rodzaj miłości miał dla niej Nataniel.
– Ja bardzo pragnę dziecka, własnego dziecka. – Natalia podniosła na nią oczy wypełnione cierpieniem. – Byliśmy wczoraj w klinice leczenia niepłodności po odbiór wyników. Lekarka pozbawiła mnie wszelkiej nadziei. (…) Ty wiesz, Zosiu, jak strasznie to boli. Wiesz, co czuje kobieta... bezpłodna, bezwartościowa. – Z trudem wykrztusiła to słowo.
Ładnie pocisnęła Zosi.
Nataniel, który kochał swoją żonę bezgranicznie, omal nie oszalał ze strachu o nią podczas operacji i później. Dopiero gdy dziewczynka urodziła się szczęśliwie, odetchnął z ulgą, ale o drugim dziecku Zosia nawet pisnąć nie mogła.
– Nigdy więcej – zastrzegł. – Nie pozwolę ci tak ryzykować. Nie będę umierał z przerażenia, że oddadzą mi ciebie w czarnym worku.
I zabezpieczył się skutecznie. Z tego się Zosia kiedyś Natalii zwierzyła. I to Natalia pocieszała wtedy przyjaciółkę, chociaż w głębi serca rozumiała jej męża.
Czyli Zosia marzyła, by skończyć w trumnie, więc Nataniel załatwił sprawę po męsku i załatwił sobie wazektomię.
(…) przecież martwiła się o delikatną, miłą, zawsze uśmiechniętą Zosię Domoradzką (…).
W następnym rozdziale zobaczymy, jaka miła i delikatna zrobiła się Zosia po pięciu latach małżeństwa z Natanielem.
Dzisiaj Martusia była zwykłą, zdrową i wesołą czterolatką, której wszędzie pełno, rozpieszczaną przez starsze siostry, mamę, tatę i przyjaciół. Rudowłosa jak jej mama, niebieskooka jak tata, kochała cały świat, przytulała się na powitanie do każdego tak serdecznie, że nie dało się nie kochać tej kruszyny.
– Zazdroszczę ci – szepnęła Natalia, w duchu uśmiechając się na wspomnienie małych łapek, które dziś rano objęły ją za szyję, mokrego buziaka na policzku i zapachu malinowego szamponu w ognistych włoskach.
Czy jest tu jakiś pedagog? Mini Marta zachowuje się jak Emilka kilka tomów temu, a wtedy cały czas odnosiłam wrażenie, że Emilka była przylepą, bo tak bardzo bała się porzucenia. Czy Marta też może mieć traumę?
Zosia jeszcze chwilę pociesza Natalię, ale pies rodzi, wyje niemal ludzkim krzykiem i po chwili na świecie pojawia się pierwszy świeży pirenejczyk.
„Gdyby ludzkie mamy zostały obdarzone tak silnym instynktem jak mamy zwierzęce, świat byłby doprawdy lepszym miejscem”, taka myśl przyszła Zosi do głowy, gdy patrzyła teraz na Bellę, jak ta – mimo że ledwo żywa z osłabienia i od bólów porodowych – czule dotyka nosem piszczącego pieska.
Pies byłby niegodziwy, gdyby nie rodził w oczywistym bólu.
Dalej kolejne opisy porodu, psiego noworodka ssącego mleko i cierpienia Zosi, której dane było mieć tylko jeden jednoosobowy miot.
– Mamuniu, możemy? Na chwileczkę! – usłyszała błagalny głos Emilki. – Ciocia Jadwinia powiedziała nam, że Bella jest bardzo chora, a na dodatek musi urodzić dużo szczeniaczków i potrzebuje spokoju, ale Natalka zgodziła się, byśmy do Belli zajrzały na momencik, króciutki, tylko zobaczyć pierwsze dziecko. Możemy? – pisnęła prosząco.
Zosia nie miała serca ich przeganiać.
– Zaraz oddam ci twój skarb – szepnęła uspokajająco do suki, po czym wzięła delikatnie szczeniątko w dłoń i podsunęła pod światło, by dziewczynki mogły się nim chwilę pozachwycać.
Czy tylko mnie bulwersuje, że Zosia stresuje psy, którym jeszcze chwilę temu groziła śmierć? Przynajmniej nie dała im się ze szczeniaczkiem bawić, bo jeszcze któraś jako dziecko po przejściach, albo niezdarne dziecko w ogóle, przypadkiem ukręciłaby mu łeb.
– Odnajdziemy jej właścicieli i... – I co, doktor Domoradzka? I trzeba będzie zgłosić na policję podłe potraktowanie ciężarnej suki, prawda? Westchnęła ciężko. Już teraz mogła szukać dobrych rąk dla szczeniąt i ich matki... Która właśnie wyprężyła się z jękiem.
Zosia jest taka dumna, że nazywa się Domoradzka a nie np. GAZDA, że musi to podkreślać w monologu do siebie. Tyle dobrego jej przyszło z tego małżeństwa.
Na koniec rozdziału Natalię i Zosię zaczyna opanowywać demon i obecność dziewczynek jeszcze przed minutą miła, przestaje im odpowiadać, więc młodzież zostaje w nieuprzejmy sposób wyproszona z kotłowni. Do tego narrator nas straszy, że pies ma komplikacje porodowe.





Jest jeszcze gorzej niż myślałam, a po Twoich zapowiedziach spodziewałam się czegoś naprawdę złego. Mój masochizm się cieszy!
OdpowiedzUsuńTen cytat na początku to po prostu "XD".
Okej, trochę mi się pozapominało ile wszyscy tutaj mają dzieci, więc moją reakcją po przeczytaniu wyliczenia rodzin było "matko, ile dziecków". A pewnie będzie więcej, bo każdy prawilny obywatel Michalakwersum musi mieć co najmniej jedno.
Na tę Damianową wódkę to tylko przewróciłam oczami. Serio, znowu? Absolutnie każdy tutaj musi mieć epizod alkoholowy? Jakby nie było innych sposobów żeby pokazać, że bohater cierpi albo ma problemy.
Ja się nie znam na staraniu się o dziecko, na ciążach, leczeniu bezpłodności i w ogóle, więc wierzę na słowo, że Natalia się zabiera od dupy strony. Szczególnie z tym dokładnym i pewnie bardzo precyzyjnym wyliczaniem odpowiednich dni i sarkaniem na męża, że w inne dni nie, bo... plemniki pozdychają? Szczerze mi trochę szkoda Damiana.
"Natalia płaczem, prośbą i groźbą przekonała go, by zaczęli starania o własne maleństwo" - no ładny szantaż, szczególnie po jej płaczu w ostatnim tomie, że dziecko odziedziczy skoliozę.
W kwestii Natalii latającej po mrozie w podkoszulku jestem po stronie Damiana. Rozumiem jej empatię i pewnie też chciałabym chcieć ratować psa, ale gdyby bliska mi osoba zrobiła coś takiego zaraz po ciężkiej chorobie, i tak byłabym wściekła.
"Mamo Natalio"? Przepraszam, ale znowu: XD. To brzmi nienaturalnie.
"Natalia znalazła go w lesie i zobacz, pies umiera!" - przepraszam ponownie, ale trzecie w tym komentarzu XD. No jak ja mam brać to na poważnie? Tak jak nawet w wyjątkowo drętwym pewnym toruńskim kryminale ruszyła mnie krzywda psa, tak tutaj nie potrafię się przejąć. Może dlatego, że w tym kryminale pies przynajmniej rzeczywiście był ukazany jako pies, a nie rekwizyt dla większego dramatu?
Bartosz. Piękny, wysoki, miły, stracił rodzinę w Wielkiej Tragedii. Przeczucie mi mówi, że oto nadszedł nowy truloff dla Natalii.
"Z ciągu alkoholowego może go wyciągnąć jedynie kobieta, a z tym będzie ciężko, bo przecież żona nie żyje. Kto więc pomoże Bartoszowi?" - żona zza grobu, no czwarte już: XD.
Każdy informatyk to haker, oczywiście. Wszystko jedno, czy zajmuje się programowaniem, czy grafiką, czy bazami danych, czy sieciami. Hakuje RJ-45.
"Wiesz, co czuje kobieta... bezpłodna, bezwartościowa." - tutaj to aż na chwilę przerwałam i spojrzałam w sufit. Wow. Po prostu wow, Natalio.
Jasne, wykwalifikowana pani weterynarz dopuszcza dziecioki do suki w trakcie porodu i jeszcze podsuwa im pod nos nowonarodzone szczenię, bonusowe punkty za to, że suka jest zestresowana i chora. Drugi moment, w którym musiałam ochłonąć.
Czekam na ciąg dalszy, to jest cyrk.
Chciałabym próbować ratować psa*, zmieniłam zamysł zdania w połowie i wyszło masło maślane.
UsuńJestem uodporniona na michalakizmy, ale czytanie takich komentarzy to ogromna radość, bo przypomina, jak ta książka jest pełna absurdów <3
UsuńDzieci jest nawet więcej, Siergiej ma trojaczki, a w tym tomie będą kolejne ciąże (równoważone zgonami). Tylko Mateusz się nie rozmnożył, co w sumie jest przykre, bo jako jedyny myślał o tym jako o marzeniu.
A to dopiero początek! Alkoholików będzie jeszcze kilku. Akurat przemiana Damiana jako jedyna mnie przekonuje, już w poprzednim tomie były momenty, w których próbował sobie radzić ze stresem alkoholem, a kończyło się zataczaniem do domu wiele kilometrów… Ale tak, Michalak najwyraźniej nie dysponuje innymi narzędzami, by pokazać upadek bohatera lub wielką rozpacz – w zależności od sytuacji alkoholizm jest pozytywny lub negatywny.
Nie będę ukrywać, że ciężko chwilami nie kibicować Damianowi. Zwłaszcza że Natalia wypadła z domu spontanicznie, pod wpływem impulsu. Jak czteroletnie dziecko.
Ostrzegam, że w tym dziele psy odbierają dzieciom sceny słodkie i komiczne, a to dzieci się staczają i sprawiają problemy :D
Cieszę się, że wróciłaś, Claudinello, analizy patologii mazurskiej zawsze były jasnym momentem poniedziałku :D
OdpowiedzUsuńSkoro w tym uniwersum najwyraźniej istnieje wazektomia, zastanawiam się, czemu Siergiej sobie jej nie walnął, skoro był tak przeciwny dzieciom? Oszczędziłoby to jemu i Magdzie wielu problemów i gwałcenia się na okrągło po kątach przez cały poprzedni tom :| (wybaczcie robienie sobie jaj z poważnej tematyki, ale ten wątek był tak groteskowy, że nie potrafię brać go na serio).
BTW, co sprawiło, że Siergiej zmienił zdanie, którego trzymał się przez ostatnie 50 lat i najwyraźniej jest teraz zadowolonym ojcem?
W michalakversum faktycznie wszystkie problemy rozwiązuje się przez wejście do samochodu/zbiorkomu i ruszenie w przypadkowym kierunku. Natalia nawet próbuje tej samej metody drugi raz. omfg jakie to głupie.
Czy wszystkie bohaterki muszą tu mieć taki pęd do rozmnażania się? :/ Szczególnie dziwi mnie to w przypadku Zosi, która ma już trójkę dziatwy na utrzymaniu i zdaje sobie chyba sprawę ze swoich problemów. W poprzednim tomie też Natalia pierwsze o czym myślała w kontekście (pierwszego!) związku to "a co jak dziecko urodzi się chore???"
Dziękuję za komentarz, cieszę się, że czytasz!
UsuńO ile wazektomia jest jak najbardziej logicznym wyjściem dla Domoradzkich, też mnie zastanawia, że dopiero teraz bohaterowie ją odkryli. Chyba chodzi o to, że mężczyźni są jak dzieci, wszystkie obowiązki spoczywają na kobietach, w tym antykoncepcja, nawet gdy w związku istnieje otwarty konflikt, że ona chce mieć dzieci, on nie. Inaczej łapanie na dziecko nie byłoby stałym motywem w twórczości Michalak. A Nataniel chyba zrobił to, by poczuć się jak dżentelmen, który dba o swoją damę. Poświęcił jeden dzień na zabieg i pewnie od tego czasu cała wieś podziwia jego heroizm i nieskończoną dobroć, w trakcie gdy Zosia pracuje, zajmuje się dziećmi, chodzi na zakupy i sprząta w domu.
Przemiana Siergieja sprawia wrażenie chwilowego kaprysu, odmiany od niebezpieczeństw (kobieta go zmusiła, to dał sobie czas na eksperyment, czy mu się spodoba takie życie), ale jednak pojawiają się fragmenty, gdzie Siergiej zastanawia się, jakby to było znowu się upić do nieprzytomności jak za kawalerskich czasów albo dalej bawić w przemyt. Chyba długo by nie wytrzymał w takim związku :D
42 yr old Staff Accountant III Danny Hegarty, hailing from Woodstock enjoys watching movies like "Christmas Toy, The" and Whittling. Took a trip to Quseir Amra and drives a Wrangler. sprawdz moje kompetencje
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń