5.4 Rozdział 12, 13, 14, 15 i 16

ROZDZIAŁ XII: DĄB BARTEK KONTRA ALKOHOLIK JESION

Gdy zeszła na parter, do kuchni, Ala – z czystą, niewinną buzią – siedziała przy stole, zajadając jak gdyby nigdy nic kruche ciasteczka.
Patrzcie, trzeba podkreślić, że teraz to z czystą i niewinną buzią, bo wiadomo już, że to podstęp, a dziecko zostało zużytą prostytutką w poprzednim rozdziale. Współczuję Ali, bo widocznie dostała wyrzutów sumienia po krzykach Natalii i zmyła makijaż w pięć minut. Zaraz znów będzie się bała porzucenia, skoro nie umie sprostać wymaganiom opiekunów.
Bartosz, oparty o parapet okna, gasił pragnienie kompotem z suszu. (…) Od razu oczywiście zauważył, że płakała. Jadwiga, krzątająca się przy piecu, rzuciła dziewczynie uważne spojrzenie i pokręciła leciutko głową, mówiąc bez słów: nie płaczem załatwia się takie sprawy, oj nie…
O, czyli nawet Jadwiga słyszała awanturę, a goście z Sennej, którzy ucieszyliby się z pretekstu, by Damianowi przyłożyć, jakoś nie. Znowu najważniejsza jest intryga, że Natalia płacze zamiast bić.

Bartosz pyta o psy, Natalia zastanawia się, czy przygarnąć również najmniejszą suczkę, mimo że dwa rozdziały temu już postanowiła, że tak zrobi.
– Dziewczyno, bój się Boga, dwa wielkie psy w domu?! – Ta pokręciła głową. – Nie powiem, miejsca jest dosyć, ale błagam, Natalko, oszczędź nam tego! Już wystarczy…
Nigdy się nie dowiedzieli, czego wystarczy, bo frontowe drzwi trzasnęły nagle o framugi z taką siłą, że Ala niemal z krzesła spadła. Chwilę później do kuchni wtoczył się zakrwawiony Damian.
Uuu, znowu kryminał! Może pogryzł go nietoperz.
Pierwsza przypadła do niego Natalia.
– Boże, co się stało?! – Dotknęła rozbitego czoła męża, przeciętego policzka. – Biłeś się z kimś?!
Odepchnął ją, aż wpadła na stół. Podszedł do zlewu, namoczył ścierkę w zimnej wodzie i przytknął do rany.
– Rozwaliłem samochód – wymamrotał. – Zostawiłem go na poboczu i spieprzyłem, żeby mnie gliny nie dorwały. Musisz... musisz tam iść i wziąć to na siebie. – Spojrzał na żonę przekrwionymi oczami.
Nie przywiązujcie się do postaci za bardzo, bo jak autorka mówi, że negatywny, to negatywny! Na dokładkę wszystkich pobije, podpali wszystkie domy we wsi i zrobi sobie wyzywający makijaż.

Reakcja Jadwigi też super:
– Ala, marsz do swojego pokoju!
Tak, utwierdź ją w przekonaniu, że jest w jakiś sposób winna i że musi wpływać na zachowanie dorosłych.

Jadwiga jest wściekła.
– Coś ty zrobił, łachudro?! Potrąciłeś kogoś?!
– Nie! Rozbiłem się o drzewo!
– Dlaczego więc Natalia ma brać to na siebie?!
– Władek Jesion był ze mną… Został w aucie…
Władek Jesion to drzewo, taki Dąb Bartek?
Jadwiga złapała się za serce. Natalia w pierwszej chwili nie wiedziała, czy ratować ciocię czy rzucić się na męża z pięściami.
Jezu, kiedy bohaterowie nie myślą o seksie, tylko przemoc im w głowie.
– Idź tam – poprosiła kobieta słabym głosem. – Sprawdź, co z tym drugim moczymordą. Jeśli jest ranny… wezwij karetkę. I nie! Zabraniam ci choćby napomknąć, że to ty prowadziłaś samochód!
Natalia chciała coś powiedzieć, ale Jadwiga pchnęła ją i powtórzyła:
– Biegnij.
W takiej sytuacji wypadałoby od razu zadzwonić po policję i karetkę. Ale nie, w tym uniwersum pranie rodzinnych brudów u policji to jeden z najgorszych grzechów.
– Gdzie to jest?! Gdzie się rozbiliście?!
– Na krzyżówkach, koło starego dębu.
Wiedziała gdzie.
Czy oni mają tam we wsi jedno drzewo, że taki opis wystarczy?
Wybiegła do sieni, chwyciła pierwszą lepszą kurtkę i dławiąc się łzami przerażenia, wypadła na dwór. Bartosz skoczył jej śladem. Był przecież ratownikiem.
Bartosz też nie zadzwoni na alarmowy, bo nie jest konfidentem. Brawo.
Dopadła wraku, szarpnęła do siebie drzwiczki pasażera. W środku było pusto. Ślady krwi na śniegu prowadziły w stronę wsi.
Jakby w środku znajdował się ranny, czy Natalia szarpałaby go za rękę ze swoimi chorymi plecami? Jak samochód wygląda jak wrak, wyciągnięcie z niego człowieka może nie być takie proste, łatwo narobić więcej szkód niż pożytku.
Skoro tamten, Władek Jesion, mógł wstać i uciec, będzie żył. A to było najważniejsze, tylko to.

To że Natalii się udało, nie znaczy, że każdy ma to szczęście…

Mniejsza o nissana, za którego nie dostaną ani złotówki z ubezpieczenia, bo Damian po prostu go nie wykupił, liczyło się tylko to, że nie pójdzie siedzieć.
XD jakie wirujące zło

Damian, zło, samochód
Przecież nie przeżyłby w więzieniu. Nie z kikutem ramienia zamiast ręki…
Nie przeżyłby w więzieniu, bo…? Bo wszczynałby bójki, których nie sposób wygrać jednym ramieniem, albo narobiłby sobie dodatkowych zarzutów, kopiąc strażników?

Bartosz nagle odzywa się taktownie:
– Jak długo będziesz to znosić? – zapytał spokojnie, jakby rozmawiali o pogodzie, a nie przyszłości Natalii i jej małżeństwa. – Jego pijaństwo, podłe słowa? Już zaczął cię tłuc czy…
Nie ma to jak zadawać takie pytania po dwóch dniach znajomości. Albo to taki podryw: „bolało, jak spadłaś z nieba” czy „bolało, jak mąż cię bił?”, co za różnica.

Natalia oburza się, że Damianek jej nie bije, ale…
Nadal miała na ramieniu pięć czarnych sińców, pamiątek po tym, jak jej mąż kilka dni temu chwycił ją w furii i szarpnął. A przecież nie zrobiła nic złego, nie chciała kłaść się z nim do łóżka, zanim nie zmyje z siebie smrodu wódki i potu.
1. KIEDY, skoro najpierw był kalendarzyk, a potem jeden radosny seks, a potem wigilia i wszystkie wydarzenia znamy minuta po minucie???
2. Skoro zachowywał się tak do dawna, czemu Natalia tak bardzo pragnęła dziecka z brudnym, agresywnym alkoholikiem?
– Natalia, jesteś dobrym człowiekiem, serdecznym, współczującym. Nie pozwól, by to zdeptał. Nie jest wart łez i miłości ktoś, kto mówi do kochającej żony... – Urwał.
Spoko, czyli Bartosz też słyszał wyzwiska, a że minął dokładnie rok żałoby, może zacząć szukać nowej żony. Ta kobieta co prawda jest już w związku małżeńskim, ale gdzie on pozna kobietę w odpowiednim wieku w święta?!
Och, Bartosz też nie raz i nie dwa potraktował Basię szorstko, paskudnie, ale nigdy, przenigdy jej nie ubliżył. I nie uderzył. Nigdy!
Co prawda ją wyzywał, poniżał, źle traktował, ALE NIE UBLIŻAŁ.
– Chodź. – Wyciągnął rękę do roztrzęsionej dziewczyny. – Domyślam się, że nikt ze wsi tego nie zgłosi.
– Są lojalni w stosunku do swoich – odparła cicho, a on nie musiał pytać, co ma na myśli, mówiąc „swoi”.
Rzeczywiście, na drodze zamiast policji pojawił się ciągnik. Sąsiad, ponuro zaciskając usta, wysiadł przy samochodzie, nie przywitał się ani z Natalią, ani z nieznajomym facetem, wziął rozbity samochód na hol i bez pożegnania ruszył w stronę Marcinków.
Aha XD jakieś ubożę przyszło pomóc wezwane ludzkimi łzami. Nic dziwnego, że „zamiast policji”, bo nikt po nią nie dzwonił.

Bohaterowie wracają do dworku. Natalia natyka się na Damiana, który próbuje spać w sypialni.
– Wynoś się razem z tymi kundlami – rzucił w stronę dziewczyny. – Tyle pokojów jest w tej chałupie, a ta musi je trzymać tutaj, w naszej sypialni.
Ale zbiorowy masochizm. Już to gdzieś pisałam, ale czemu w wielkim modnym pensjonacie psy są akurat w sypialni, gdzie ktoś próbuje spać? 
Zabieraj je. Wrócisz, jak się pozbędziesz tych bydlaków.
✅ Źli ludzie nie lubią zwierzątek 
– Nie wstyd ci? – zaczęła cicho. – W domu jest obcy człowiek, przyjaciel
Domoradzkich. Powtórzy im wszystko, co widział i słyszał. Nie obchodzi cię, co pomyślą twoi przyjaciele...
– Raczej twoi – syknął. – Nigdy nie byli i nie będą moimi przyjaciółmi! Gardzą mną od pierwszej chwili, gdy pojawiłem się w tym domu. Dla nich jestem nikim więcej jak kaleką, jednorękim bandytą, tak o mnie myślą i mówią!
– W żartach! (…)

Przezabawne te dowcipy, które niosą za sobą kuksańce, agresję i fangi w nos!

Wybrałeś wódkę i użalasz się nad sobą, zamiast po męsku wziąć się w garść i zacząć trzeźwieć! I radzę ci, Damian, dobrze ci radzę: wytrzeźwiej. Bo pewnego dnia może być za późno. Obudzisz się pod mostem, rozejrzysz i będziesz sam. W kałuży wymiocin, szczyn i gówna – zupełnie sam!
Patrzcie, Natalia niewinny kwiatuszek opowiada o gównie i szczynach. No ale tym się wygrywa u Michalak dyskusje, więc 1:0.
O drzwi za jej plecami łomotnął but. Nie obejrzała się. Zbiegła na parter.
Nie trafił! 2:0.

Natalia stoi na dole z koszykiem piesków i jest dumna z siebie, że umie pyskować „bez ubierania w ładne, miłe słówka”. Ciekawe, nawet w myślach usprawiedliwiała męża, nazywają go miłością swojego życia. Natalia dochodzi do wniosku, że za te słowa Damian będzie się długo mścił. Nawet ciekawa ta scena, znowu jakieś strzępy realizmu w pyskówce, rzucie butem i przemyśleniach Natalii zamiast karykaturalnych procesów i opisów staczania się z poprzednich części.

Przybiega roztrzęsiona Ala.
– To już koniec? Weźmiecie rozwód? Oddacie mnie do sierocińca? – Podniosła na opiekunkę oczy pełne łez i wyrzucała z siebie gorączkowe pytania, jedno po drugim.
– Aluniu, co ci przyszło do głowy? Nie będzie żadnego rozwodu
Nadal będziemy się wyzywać i lać po mordzie, a ciebie oddamy do burdelu.
– W każdym małżeństwie są lepsze i gorsze dni. Tymi lepszymi trzeba się cieszyć, te gorsze przeczekać. Damian wytrzeźwieje, zrozumie, co zrobił, jak mógł skrzywdzić nie tylko siebie, ale i nas wszystkich, i...
„I będziemy żyli długo i szczęśliwie”, powinna dokończyć (…).
– Pójdziemy na terapię małżeńską – powiedziała zamiast tego. – Tak jak to robią dorośli, odpowiedzialni za rodzinę ludzie.
To powinno do Ali przemówić.
Na pewno. Dziewięciolatka wie, co to terapia małżeńska i jaki jest jej cel.

Zaraz potem przepowiednia od narratora, że Damian wyśmieje pomysł pójścia do terapeuty, bo to Natalia ma ze sobą problem, i koniec rozdziału.

ROZDZIAŁ XIII: PIOŁUNÓWKA I STARE KORONKI, QUASIMODO POTYKA SIĘ NA LODZIE

Natalia składa wizytę Jesionowi, któremu nic poważnego się nie stało.
„Bardziej naprany siadałem za kółkiem”, dodał Jesion na pożegnanie, ale tego już Natalia Damianowi nie powtórzyła. Jesion był degeneratem, jej mąż porządnym człowiekiem, który popadł w chwilowe problemy. Poradzi sobie z nimi. Natalia była tego pewna.
Ciekawe, że powyższy komentarz o pijackich epizodach Nataniela byłby zupełnie nieironiczny.
Nikomu więc nic się nie stało. Tylko samochód poszedł do kasacji, ale jak to Damian wypomniał żonie, sam na niego zarobił, więc to jego strata, nie jej.
No i ma w sumie rację. Damian chce pić, rozbijać samochody i rozjeżdżać ludzi, a ty dzwonić do mamy na sekretarkę i żalić się przed wszystkimi napotkanymi osobami. Dajcie sobie spokój i po prostu się rozstańcie!
Bartosz (…) zasiadał do komputera i prowadził swój sklep internetowy ze specjalistycznym oprogramowaniem, który kiedyś założył, by mieć z czego żyć.
Wszyscy faceci piją wódkę, nie szanują kobiet i lubią oglądać mecz. Z zainteresowaniami i zdolnościami to już jedno z dwóch: albo prace fizyczne z poszerzoną o doświadczenie wiedzą z technikum (rolnictwo Siergieja i leśnictwo czy majsterkowanie przy autach Mateusza), albo komputery i hakerstwo (Nataniel, Damian, Bartosz).

Następnie kilka akapitów o tym, jak ludzie jedzą, grzeją się przy kominku, albo włóczą po lesie i ogólnie miło spędzają czas z ciastem. Najwyraźniej z powodu zepsutego samochodu nikt nie pojechał do Siergieja, ale narrator o tym milczy, jakby wszyscy dostali amnezji.
Przyszedł dzień, gdy listonosz przyniósł pilne wezwanie do urzędu w sprawie przyszłorocznego sezonu turystycznego, i Natalia musiała udać się do Ełku. Na całe szczęście od zaprzyjaźnionego mechanika wrócił ford, Bartosz mógł więc podwieźć ją do miasta.
Dobry ten samochód, że sam wrócił, jak tylko stał się potrzebny! Widocznie kocha. Lepszy od Basi. Przynajmniej nie robi takiego paskudnego chleba.

Z okazji powrotu samochodu (w święta mu ktoś naprawił zamiast się byczyć? Chyba że wzięli 500 zł za wyjęcie szmaty z rury wydechowej, którą Jadwiga tam wsadziła i zapomniała) Bartosz proponuje odwiedzenie Zuzanny w szpitalu.
– To co, jedziemy?
Nie zdążyła odpowiedzieć.
Zgadnijcie czemu.
– A ty dokąd? – usadził ją w miejscu zimny głos Damiana.
(…)
– Jedziesz z obcym facetem do miasta? – zaczął takim tonem, że Ala od razu uciekła na górę.
Na to nawet Jadwiga się oburza, mówiąc coś o prawach w chrześcijańskim kraju, a Bartosz ekscytuje się na mordobicie, które nastąpi, jeśli tylko Damian przyłoży swojej żonie. 
Damian przekomarza się chwilę, po czym odkrywa, że Bartosz ma więcej pięści. Coś często się przy nim wycofuje, a nawet Siergieja potrafił rozłożyć; Bartosz musi mieć posturę co najmniej Mateusza.
Mężczyźnie przemknęło przez myśl, że nie powinien prowokować Damiana, bo on, Bartosz, wyjedzie, a dwie bezbronne kobiety, doliczając dziecko – trzy, zostaną tutaj
Niby nic, ale znowu nie podoba mi się stawianie dziewięciolatki na równi z dorosłymi kobietami w kontekście wcześniejszych wypowiedzi o prostytutkach. Jakby nie można było napisać „dwie bezbronne kobiety i dziecko” albo „trzy bezbronne osoby”.

Bartosz odjeżdża z Natalią, a Damian obserwuje ich zza firanki.
Och, był pewien, że Natalia nie pozwoli się tamtemu nawet tknąć, wybrał sobie na żonę porządną dziewczynę. Piękny Bartosz mógł do niej co najwyżej platonicznie powzdychać, ale mimo to po powrocie zrobi jej karczemną awanturę.
Porządną, bo unika seksu i boi się mężczyzn? Zapamiętajmy ten fragment, bo wrócimy do niego w ostatnim omawianym rozdziale tej notki.
Na razie jednak zszedł do piwnicy, wcale się już z tym nie kryjąc, ściągnął z półki dwie butelki nalewki pigwowej, wrócił na górę (…).
Jak wypija dziennie dwie nalewki, to ciekawe, co będzie pierwsze: choroba wątroby czy nerek? Z drugiej strony Jadwinia musi mieć dobrą linię produkcyjną, że nadąża je uzupełniać.

W drodze do Ełku Natalia opowiada Bartoszowi o pracy w pensjonacie i gościach, w tym o:
piołunówce dla męża, mocnej jak nieszczęście, którą Jadwinia sporządzała z przydrożnych chwastów
PIOŁUNÓWKA Z PRZYDROŻNYCH CHWASTÓW? Co się tam dzieje? Spaliny muszą świetnie robić roślinom, a nawet jeśli nie, to raczej jest to środek na pasożyty i niestrawność, i to stosowany w malutkiej dawce. I to właśnie Jadwiga proponuje gościom...? No tak, goście co prawda nie wracają do pensjonatu, ale ich portfele zostają w Marcinkach na zawsze.

Po setce opisów piwnicy (wyciętych) zastanawiam się, czy to nie katakumby; na miejscu Bartosza rozejrzałabym się po dworku.
Bartosz wypytuje o rodzaje gości:
– Panowie… nie próbują być… namolni? – odważył się zapytać.
– Bo wyglądasz jak typ postaci, którą wszyscy napastują!
– Nie – ucięła stanowczo. – Ja potrafię dać do zrozumienia, że dla mnie istnieje tylko jeden mężczyzna. Mój Damian.
Na tę deklarację Bartosz od razu dochodzi do wniosku, że skontrastowany z anielską Natalią Damian jest tak zły, że na bank zdradza ją z wczasowiczkami. Oczywiście, u Michalak mężczyzna może bić ludzi słabszych i silniejszych, upijać się dzień w dzień i niszczyć życie najbliższym, ale jedynym wyznacznikiem zła jest zdrada. Chyba że chodzi o Siergieja lub Nataniela.

Bartosz parkuje pod szpitalem, a przy wychodzeniu z auta narrator wieje zimnym wiatrem i poleruje lód pod nogami Natalii, żeby runęła w stronę Bartosza, a ten „odruchowo zamknął ją w ramionach”. Romantyczna scena rodem ze starych blogów na Onecie kończy się tragedią, gdyż zauważają przed sobą
największą plotkarę w całych Jędrzejowicach
która już cieszy się na popołudniowe plotki:
– Ale co robili? Całowali się?! – wykrzyknie zapewne Marysia.
– Nieee, w miejscu publicznym, na szpitalnym parkingu ta cnotka by nie śmiała, ale on ją obejmował. Dość… dwuznacznie.

Przynajmniej szczera, że nie było to jednoznaczne. 

– To znaczy? Trzymał jej rękę na tyłku?! – Mańka będzie chciała wiedzieć.
To ciekawe, że cmoknięcie w policzek w miejscu publicznym jest szczytem złego smaku, ale trzymanie ręki na pośladkach byłoby już prawdopodobne. Już pomijam randkę w szpitalu. I nazywanie cnotką cichej wody, która wyrwała wielkiego TOPR-owca. Te plotki są takie realistyczne!

Po krótkiej rozmowie i nieudanej próbie wytłumaczenia zajścia napotkanym gapiom niezadowalającym poziomem tarcia pomiędzy lodem a butem, Natalia niepokoi się, jak zareaguje Damian (Boże, ale problemy; przez ostatnie cztery lata nie stała nawet obok gości w pensjonacie?).
Ludzie z Jędrzejowic mieli mieszkańców dworu na celowniku. „Uważają się za lepszych”, taka krążyła opinia o Damianie i Natalii. Na szczęście Jadwini oszczędzano uszczypliwości.
Wcale mnie to nie dziwi, Jadwiga mimo intryg z poprzedniej części wydaje się najnormalniejsza i przyjaźnie nastawiona do wszystkich (ma znajomych, ewenement w tej serii), a w relacji Damian-Natalia czuć pewną sztuczność. Zastanawiałam się, dlaczego postać Natalii mi tak zbrzydła – tu musi chodzić o dulszczyznę. Natalia nie ma ani jednego powodu, by wierzyć, że Damian się zmieni ani w ogóle z nim pozostawać: mąż po ataku agresji nie przynosi jej kwiatów, nie pierze jej mózgu romantycznymi zrywami, jest stabilnie źle. Mimo to bohaterka ma pretensje, że ten nie zachowuje się jak dobry mąż nawet w kontekście obowiązków, które wykonuje, tylko będąc nie dość zaangażowanym według niej. Jako czytelniczka nie wierzę, by Natalia kiedykolwiek przepadała za Damianem. Te wszystkie teksty typu „jej mąż porządnym człowiekiem, który popadł w chwilowe problemy” brzmią tylko, jakby było jej przykro, że mąż nie zapewnia jej określonego statusu w społeczeństwie. 

A tak poza tym zauważcie, że mimo że miejscem akcji prawie każdej książki jest wieś, to zawsze dostajemy motyw kaganka oświaty niesionego do głupich wsioków przez szlachetną osobę z dobrej, mieszczańskiej familii. Nawet Zosia i Marianna miały specjalnie dopisaną przeszłość w dużym miejskim ośrodku! Gdy główną bohaterką staje się dziewczyna wychowana na wsi, od razu jest negatywna jak Liliana z „Nadziei”. Dziwnym trafem wiejska populacja zawsze wyraża się w taki sposób o naszych miejskich bohaterach, którzy kiszą się w kręgu innych miastowych zmieniających swoje życie czystym powietrzem przed dworkiem, co oznacza, że każdy Nataniel naprawdę traktuje z wyższością osoby zamieszkałe tam od pokoleń… Tu wybija się jedynie Jadwiga, która raczej lubi towarzystwo ludzi (jeśli akurat ich nie truje).
Do tej pory Sabrowiczowie nie dali powodu do plotek, chociaż o Damianie już szeptano, że zaczął się staczać (…). Mężczyźni z uznaniem mówili: „Wyrasta na ludzi, bo co to za chłop, co nie pije i nie bije?”.
Tak było.

Natalia już widzi, jak to z Damianem są oskarżeni o bycie „nowoczesnymi”, bo nie mają dzieci po czterech latach od ślubu, a gdy mija plotkarę z mężem, słyszy „Jak ta pokraka mogła się załapać na takiego pięknisia?!”. Dyskretni!

Bohaterowie wchodzą do szpitala.
W holu rzuciła ukradkowe spojrzenie Bartoszowi, który pytał pielęgniarkę o drogę i… musiała westchnąć z głębi zbolałego serca, rzeczywiście był przystojny. Ona wyglądała przy nim jeszcze gorzej niż zwykle, jak Quasimodo przy Esmeraldzie.
Ale za to Bartosz jest Esmeraldą XD A przypominam, że mówimy o największym i najsilniejszym mazurskim maczo.
Bartosz

I nagle myśli znowu o Damianku:
Była pewna, że co rusz częstują go określeniem rzuconym na podjeździe przez Siergieja. „Jednoręki bandyta” – to było drugie imię Damiana w Jędrzejowicach.
Zastanowiłaby się nad tym drugim członem. Poza tym była pewna, czy wie??? No i przed chwilą mówiła Damianowi, że jest głupi, bo przejmuje się takimi przezabawnymi dowcipami.

Na koniec rozmyślań wchodzą do sali, gdzie leży nieprzytomna Zuzanna.

ROZDZIAŁ XIV: MIŁOŚĆ W ŚPIĄCZCE

Dziewczyna, nie więcej niż dwudziestoletnia, była… piękna. Zachwycająco piękna. Miała drobną twarz o regularnych rysach. Długie czarne rzęsy rzucały cień na policzki. Skórę miała tak jasną, że niemal porcelanową, jakby Zuzanna nigdy nie oglądała słońca. Ale najpiękniejsze były jej włosy, kruczoczarne, gęste, splecione w koronę nad czołem leżącej nieruchomo postaci.
Ciekawe, że kobieta przebywająca od miesięcy w śpiączce, a uprzednio skatowana, jest taka piękna. Nie ma brudnych włosów, ziemistej cery, wychudzonej twarzy z nieużywanymi mięśniami?
– Dziwne – odezwał się nagle, marszcząc brwi. – Ma dosyć charakterystyczną urodę. Naprawdę nikt nie rozpoznał tej dziewczyny?
Charakterystyczną jak na kolejną Iwonę w tym uniwersum przystało.

Bartosz jest pod wrażeniem śpiącej królewny, chyba aż za bardzo:
– Sądzisz, że pozwolą mi odwiedzać ją częściej? – Bartosz spojrzał pytająco na Natalię, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Był najwyraźniej zafascynowany pogrążoną w śpiączce dziewczyną. – (…) Wiesz, że ludzie w tym stanie słyszą to, co się dzieje dookoła nich?
Przytaknęła.
– Trzeba do nich mówić, dotykać, głaskać… – Ugryzł się w język, a potem dodał szybko: – Błagam, tylko nie zrozum tego dwuznacznie, zwykłe trzymanie za rękę, o to mi chodziło.
(…)
– I nie, to nie to, co sobie w tej chwili myślisz. Nie zakochałem się w niej z miejsca, gdy tylko ujrzałem tę piękną, niewinną twarzyczkę, pogrążoną w nieprzerwanym śnie. – Kpił z Natalii już na całego. – Fascynuje mnie jej przypadek, owszem, ale… Kropka. Koniec zdania. Bez żadnych „ale” – uciął stanowczo.
Tak, to wszystko w jednym dialogu, w kilka minut przy chorej. Nie wiem, co to za żarciki i przekomarzanie, ani co autorka miała na myśli.
– Ciekawe, jakiego koloru ma oczy. – Bartosz znów patrzył na Zuzannę.
Otwórz na siłę, ucieszy się.
– Wiosną wyniosę ją do parku, na słońce – rozmarzył się.
(…)
– Nie masz ty aby jakiejś pracy? – odważyła się zapytać. – Obowiązki w TOPR-ze cię nie wzywają?
O, dobry argument! W końcu okazuje się, że ludzie mają jakąś pracę i obowiązki!

Bartosz wykręca się sklepem na Allegro i oskarża Natalię o zazdrość, czemu ona zaprzecza.
– Widzisz, Zuzanko? – zwrócił się do dziewczyny, znów zamykając jej dłoń w swojej. – Mamy błogosławieństwo cioci Natalii.
Niby wychodzą z założenia, że Zuzanna wszystko słyszy i rozumie, a nie pomyślą, że w takim wypadku mocno zestresowałoby ją, że wpuścili do niej niezrównoważonego umysłowo mężczyznę, który ją dotyka i gada o miłości.
– Pójdę… po jakąś herbatę czy coś. – Skierowała się do drzwi, by nie dojrzał urazy w jej oczach.
– Ej, Natka… – Zatrzymało ją w progu. Odwróciła się niechętnie.
Bartosz na końcu języka miał żartobliwe „Jesteś śliczna, gdy się złościsz”, ale wróciłaby z tą herbatą i wylała mu ją na łeb, był tego dziwnie pewien.
– Przynieś mi snickersa – dokończył zamiast tego. – Zgłodniałem.
Znowu jedzenie szpitalne, czyli snickersy. Cukrzyca drugą najpopularniejszą przypadłością po alkoholizmie.
A potem jeszcze opis jedzenia:
Chwycił zręcznie batonik, rozpakował i z westchnieniem rozkoszy zatopił w nim zęby.
Zręcznie – dwiema rękami, nie to co Damian.
– Wracajmy – odezwał się. Podszedł do łóżka i dodał półgłosem: – Do jutra, Zuzanno. Nie wiem, jakie książki lubiłaś przed tym wszystkim, ja będę ci czytał „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.
Boże, co za tortury. Może od razu „Zmierzch”, będzie komplet do słabych książek sprzed lat (jest grudzień 2024!).
Natalia zakrztusiła się własnym oddechem.
– Nie zrobisz tego! Nie przyniesiesz do szpitala takiej książki i nie będziesz tego czytał pogrążonej w śpiączce, nieznajomej dziewczynie!
Zaśmiał się z jej oburzenia.
– Widzę, że znasz ten tytuł
Wszyscy znają. Nawet w najmniejszym miasteczku był pewnie plakat filmu, a na każdej stronie internetowej trzy reklamy w okolicach premiery.

Natalia tłumaczy się, że kiedyś tę książkę tylko przekartkowała, a Bartosz śmieje się i zrywa boki aż do samych Marcinków. Taka miła książka. Takie fajne żarty. Tak ciepło i rodzinnie.

ROZDZIAŁ XV: SAMA PRZEMOC, NIC CIEKAWEGO

Plotkara Leonia Koźlarz, najczarniejszy bohater serii, wpada do Marcinków „po mąkę na pierogi”, dworek i szpital najwyraźniej stoją przy jednej ulicy, żeby to miało mieć sens.
– Otóż idę ci ja, moja droga, przez szpitalny parking, od teściowej wracam, a tu nagle widzę, jak ta twoja Natalka obściskuje się za samochodem z jakimś fagasem. Przystojny jak diabli. I klei się do tej twojej Natalki, łap od niej nie odrywa…
– Przestań! Co ty opowiadasz?! – Jadwiga poderwała się od stołu na równe nogi. – Jeszcze słowo i zakażę ci wstępu do Marcinków!
Leonia uśmiechnęła się fałszywie.
– Zakazuj, kochana Jadwigo, zakazuj, ale niczego to nie zmieni. Widziałam na własne oczy, jak ta twoja Natalka zdradza swojego męża w miejscu publicznym, wcale się z tym nie kryjąc. No bo żeby gdzieś na uboczu… Ale pośrodku parkingu?! To sobie lafiryndę pod bokiem hodujesz!
W miejscu publicznym!? FLIRT!? Czemu nikt nie zadzwonił po policję?
Wyszła z wysoko uniesioną głową, dumna z siebie i zadowolona, zostawiając Jadwigę pośrodku kuchni. Kobieta odczekała, aż Leonia zniknie za murem otaczającym dwór, i dopiero wtedy osunęła się ciężko na najbliższe krzesło. Natalia i Bartosz? Nieee, to nie może być prawda! Natalia była lojalna
do bólu. Nigdy nie pozwoliłaby sobie na flirt, mając Damiana. Nigdy!
To gorzej jak morderstwo. Znowu dziwi mnie reakcja Jadwigi, bo opis związku Damiana i Natalii zmienia się z rozdziału na rozdział. Wydaje mi się, że byłaby realistyczna, gdyby Damian zmienił zachowanie kilka dni temu, a nie, jak próbuje nam się to od paru rozdziałów przedstawić, jednak terroryzował rodzinę od roku. Dopiero co kobiety krytykowały jego zachowanie, zwracały uwagę na niezapłacone rachunki i załamywały ręce.

A Damian:
Teraz stał w oknie swojego pokoju i czekał na tamtych dwoje. Przez godzinę miał wystarczająco dużo czasu, by przemyśleć wszystko na spokojnie, podjąć decyzję i obmyślić plan działania. Wreszcie się doczekał.
Tak długo planował kogoś pobić, ale nie miał powodu! Wreszcie się doczekał!
Granatowy ford wjechał na podjazd i zatrzymał się przy schodach na ganek.
Pierwszy wysiadł z samochodu ten cały Gazda, wypindrzony jak na odpust. Damian nienawistnym wzrokiem mierzył jego wysoką, barczystą sylwetkę, przystojną, męską twarz, dwa potężne ramiona i dwie kompletne ręce.
O nie, nawet bez Siergieja i Nataniela ma przewagę liczebną!
Tak, tamten miał obie dłonie, a nie kikut jak on…
Żebyśmy nie zapomnieli.
Damian zbiegł po schodach. W sieni wpadł na Jadwigę, która próbowała go zatrzymać, powiedzieć coś, zmitygować, ułagodzić, ale odepchnął ją z furią, aż wpadła na framugę drzwi.
Damiana przemiana: przemoc wprost ukazana!

Damian zauważa, że Natalia jest 
Zbyt szczęśliwa jak na niewinną wyprawę do miasta w sprawach urzędowych. 
więc natychmiast przechodzi do rękoczynów.

Ale zaraz, szczęśliwa? Zaraz się okazuje, że miała złe przeczucia:
Już w chwili gdy wysiadała z samochodu, miała złe przeczucia. Rzuciła do Bartosza, żeby zamiast „Pięćdziesięciu twarzy Greya” przerabiał z Zuzanną, tylko w teorii rzecz jasna, taką na przykład „Kamasutrę”, dziwiąc się samej sobie, że potrafi tak beztrosko żartować na podobne tematy.
Też mnie dziwi, bo to bardzo nie na miejscu. Jeszcze piętnaście minut wcześniej była oburzona, ale widać doszła do wniosku, że nie da się załagodzić sytuacji, więc należy przyznać Bartoszowi rację, żarciki o dobieraniu się do nieprzytomnej kobiety takie śmieszne, hihi. Mam wrażenie, że Natalia boi się jakichkolwiek konfliktów, więc wypracowała sobie mechanizm obronny polegający na podlizywaniu się, płynięciu z prądem (Jadwiga każe mi naprawić rurę, pościelić łóżka dla gości, zajść w ciążę z nowo poznanym jednorękim facetem i zostać w dworku na zawsze, to to zrobię) i bierności (skandal, że to Damian nie naprawi rury, ale widać się nie domyślił). Ta bierność sprawia, że Natalia nie jest tytanem intelektu, robi rzeczy, które wydają jej się słuszne „z zasady” bez kontekstu. Na przykład gani dziewięciolatkę, że smarowała się farbkami po twarzy, bo makijaż z założenia jest wulgarny.
I w ogóle, no wcale nie uśmiechnął się przy tym dwuznacznie. Czyżby z nią, Natalią, niewinnie flirtował? Zapytała go o to, odparł, że wcale nie tak niewinnie. Zaśmiali się oboje, wiedząc, że ani jedno, ani drugie nie pozwoli sobie na żaden flirt, winny czy niewinny. I wtedy śmiech zamarł jej na ustach, bo ujrzała Damiana.
Znowu zepsuta chronologia odgrywa tu rolę: jeśli Damian maltretuje rodzinę od miesięcy, Natalia nie pozwoliłaby sobie na spoufalanie się i flirciki w okolicy domu, ale w sumie na wyjazd z obcym mężczyzną też nie. Zwykły wyuczony odruch, by mieć oczy dookoła głowy w razie niebezpieczeństwa, a nie zapominajmy o przerażeniu po spotkaniu plotkary przed szpitalem. Czyli wracamy do scenariusza, w którym Damian stał się agresywnym patusem dzień przed Wigilią…
Spróbowałby... tylko spróbował ją uderzyć! Bartosz rozsmarowałby go na podjeździe, Natalia była tego dziwnie pewna.
Natalia już uważa, że Bartosz jest jej nowym chłopakiem i obrońcą?
Damian chwycił ją za ramię, wbijając palce tak mocno, aż jęknęła. I próbowała się wyszarpnąć, ale trzymał mocno.
– Puszczaj! – krzyknęła powtórnie.
Za drugie ramię chwycił i przytrzymał ją Bartosz.
Zabawa w przeciąganie liny.
I tylko ona, Natalia, mogła powstrzymać kataklizm albo go rozpętać.
Może gdyby miała większe doświadczenie w sprawach damsko-męskich… Gdyby była wytrawną uwodzicielką… Nie popełniłaby błędu, który za chwilę doprowadzi do wybuchu.
Trzeba było zakręcić biodrami i zaproponować trójkącik.
– To nie jest tak, jak myślisz!
On zbladł śmiertelnie i… nagle wszystko stało się w jednej chwili. Damian bierze zamach, by uderzyć ją, trzasnąć w twarz z całych sił, teraz już pewny, przekonany, że jednak puściła się z tamtym skurwielem. Zrobiła to!!!
BUM! Po odważnym wniosku (czemu niebycie uwodzicielką to dowód na zdradę?) pięść leci w kierunku Natalii. Bartosz ją powstrzymuje, więc Damian zastanawia się, czy by nie pobić Bartosza.
Stają naprzeciw siebie, zaślepieni żądzą mordu. Na tym drugim.
Natalia wpada między nich i cios przeznaczony dla Bartosza ciska nią o bruk podjazdu.

Czyli chłopcy patrzą się na siebie i próbują przewiercić spojrzeniem, a Natalia, jak ten jeleń obserwujący zatrzymujący się samochód na drodze, tylko czeka, by wpaść wprost pod koła, gdy po minucie kierowca traci cierpliwość i rusza. Znaczy oberwała, nim bójka się zaczęła.

I to jest koniec. W sekundę traci przytomność. Nie widzi i nie słyszy już nic.

K O N I E C
Koniec książki! Irytujący robal bez charakteru umiera! A nie, jednak nie.

Jadwiga płacze, Bartosz jako jedyny mężczyzna z dwiema rękami niesie Natalię do domu.
– Nic jej nie będzie – odezwał się półgłosem mężczyzna, obmywając twarz nieprzytomnej wilgotnym, chłodnym ręcznikiem. – Za chwilę odzyska przytomność. Już odzyskuje.
I koniec grozy. A byłaby groza, jeśli pozostałaby nieprzytomna, bo Bartosz wyciągnąłby kamasutrę.
[Jadwiga] wybiegła przed dwór, gdzie Damian nadal stał – tak samo nieruchomo jak w chwili, gdy Bartosz niósł Natalię do domu – patrząc przed siebie nieruchomym, pozbawionym wszelkich uczuć wzrokiem.
– Ty bydlaku! Ty pieprzony łachudro! – Usłyszał głos Jadwigi i zwrócił głowę w jej stronę.
Dopadła doń, z rozpędu trzasnęła go w twarz. Przyjął to bez mrugnięcia okiem. Nie próbował się bronić.
– Wynoś się z tego domu i nie wracaj więcej! Nie ma w nim miejsca na moczymordów i damskich bokserów! Wynoś się! – krzyknęła, a potem rozpłakała się.
Ona, sześćdziesięcioczteroletnia stara baba, która przeżyła już chyba wszystko, co człowiek przeżyć może, stała naprzeciw chłopaka, któremu okazała tyle serca i który to serce potrzaskał, i płakała z bólu, rwącego duszę na strzępy bólu.
Największy plot twist! Jadwinia, matuzalem serii, najstarsza kobieta świata, zgarbiona babunia od powideł, ma 64 lata, co w poprzednim tomie daje jakieś pięćdziesiąt dziewięć. Ledwie kilka lat starsza od seksi Siergieja, a opisywana w taki sposób, jakby mogła być jego babką. 

Aktualizacja wyglądu postaci w kontekście rewelacji:


Damian na to pokazuje wszystkim, jaki jest demoniczny, odtrąca Alę, pakuje się i wychodzi.
– Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj, nie zostawiaj... – powtarzała, tuląc się do Damiana, szarpiąc go za kurtkę, tłukąc małymi piąstkami w pierś. – Jesteś moją jedyną rodziną, nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj!!!
– Wrócę – powiedział, bo musiał coś obiecać temu dziecku, do którego w tej chwili nie czuł nic. – Nie możesz iść ze mną, ale wrócę. Znajdę inny dom i wrócę po ciebie.
– I będziemy razem? Nie oddadzą mnie do sierocińca?

No tak, przy podejściu Natalii do obowiązków to nie takie pewne.

Damian mówi, że Alą póki co będzie się opiekować Jadwiga (mądrze, przynajmniej nie Natalia).

Pchnął dziewczynkę w kierunku stojącej nieruchomo kobiety. Mała przylgnęła do niej jak przed chwilą do brata. Patrzyły, płacząc cicho, żałośnie, jak on odchodzi, nie obejrzawszy się ani razu. Jak znika za zakrętem.
Przecież to ten znienawidzony cham, pijak i prostak, który rujnował wszystkim życie od jakiegoś nieokreślonego czasu. Jadwiga w poprzedniej scenie wybuchła pod wpływem emocji, a teraz płacze, obserwując w ciszy, jak ukochany Damianek odchodzi. Bohaterowie chyba bardzo lubią tę rozrywkę: wspólne obserwowanie, jak ktoś znika na horyzoncie.
– Ale Damianek wróci? – Dziecko podniosło na nią oczy tak samo czarne z przerażenia jak przed chwilą.
– Oczywiście, że wróci. Tu jest przecież także jego dom.
Czy miała pewność, mówiąc te słowa zrozpaczonej dziewczynce?
Niestety nie.
Wiedziała bowiem coś, o czym na szczęście nikt, ani Ala, ani Natalia, ani ludzie ze wsi, nie miał pojęcia. Tajemnica ciążyła jej długo, bardzo długo.
Z odejściem Damiana Jadwiga mogła wreszcie odetchnąć…
Czyli kolejny plot twist:

ROZDZIAŁ XVI: BO DAMIAN MIAŁ BABĘĘĘĘ

Szedł przed siebie żwawym krokiem, pogwizdując pod nosem całkiem radosną jak na rozstanie, które Jadwidze i Ali złamało serce, piosenkę.
DEMONICZNY DEMON ZŁA pokazuje, jak to na nikim mu nie zależy, żeby czytelnicy nie robili burd na Facebooku, że autorka pozbywa się postaci (różne rzeczy się tam wyprawiają, pod koniec serii wrzucę parę cytatów).

Damian ma lekkie wyrzuty sumienia; rozmyśla o rodzinie, że za jakiś tydzień czy dwa Jadwiga i Natalia będą go chciały z powrotem, ale ostatecznie ma dość „niesprawiedliwości”.
Otóż Damian Sabrowicz ukrywał przed swoją żoną pewną niewygodną tajemnicę, która mogła doprowadzić do szybkiego rozwodu, jeśli wyszłaby przedwcześnie na jaw.
W sekrecie wcale nie lubił swojej żony, a przez jej niepłodność można było unieważnić ślub.
Sabrowicz miał swoje ciemne grzeszki niemal od dnia, w którym poznał Natalię. A już na pewno od pewnej sierpniowej soboty, gdy ona pojechała z Jadwigą na targ, jego zostawiając w Marcinkach, by dbał o gości. I zadbał. Szczególnie o taką jedną młodą, śliczną wczasowiczkę.
Wtedy jednak skończyło się to na niewinnych przytulankach w ogrodowej altance. Rok później, gdy dziewczyna z rodzicami znów zawitała do Marcinków, już takie niewinne nie były. 
Ciekawe, jakie to grzeszki miał na samym początku, skoro czytaliśmy tylko o tym, jak go nie stać nawet na alkohol, do tego przejmował się wychowaniem siostry, nieciekawą pracą i swoją samotnością. Czy on próbuje dodać sobie męskości, wmawianiem sobie, że jest jak Siergiej-podrywacz i kryminalista, którego wszyscy kochają za brutalność?
Damian posmakował zakazanego owocu i bardzo mu ten smak przypadł do gustu. Nie zamierzał jednak ryzykować spokojnego, wygodnego życia dla najsłodszej nawet brzoskwinki.
Damian w ramach niebezpiecznego hobby sprowadzał do ogrodu nielegalne warzywa i owoce.
Dzisiaj czekał na powrót Natalii gotów na wszystko. Przez całe lata odkładał pieniądze z myślą o takiej chwili.
Znowu podejrzewam, że powodem kłótni o pieniądze było to, że Damian MIAŁ, a nie chciał DAĆ na nierentowny dworek i nieskuteczną terapię hormonalną.
Kawalerkę w Olsztynie wynajmował od sześciu miesięcy, dokładnie od dnia, gdy po raz pierwszy poczuł się przez swoją żonę ujeżdżany niczym rozpłodowy ogier. Nie mógł jej odmówić, żeby nie narazić się na piekło w domu, ale też przestał odmawiać sobie.
Brzmi to, jakby to Natalia miała jednak wielkie potrzeby (i gwałciła męża), ale było odwrotnie, czyli jakby sugestia, że mężczyzna niemogący spełnić potrzeb w domu znajdzie sobie kochankę. Moim zdaniem chodzi tu jednak o coś innego, mimo że raczej nie był to celowy zabieg: o to, że Natalii podobało się bycie adorowaną, otrzymywanie komplementów i zapewnień o miłości, ale mógłby to robić jakikolwiek mężczyzna, niekoniecznie Damian. W każdej scenie z Natalią analizującą rozpad jej związku, a ta popłakuje, że już nie słyszy „jesteś śliczna”.
Przez dwa tomy nie pojawiła się ani jedna scena ukazująca miłość Natalii do Damiana. Żadnego gestu, czynu świadczącego o bliskości, same suche deklaracje w stylu „dla mnie istnieje tylko jeden mężczyzna, mój mąż”. Damian (pomijam nagłą przemianę) wydaje się jedyną stroną, której zależy. Sceny z początku książki można interpretować próbami wymuszenia okazania czułości lub okazania troski (jak gdy na początku książki wydarł się na półnagą Natalię tarzającą się w śniegu po chorobie, ale zaraz pobiegł ratować śnieżnego psa). Seks w ich związku jest chyba jedyną wspólną aktywnością, która pozwala nie patrzeć na siebie jak na obcych ludzi, ale Natalia i tego mu odmawia.
Potem zjawia się dziewczyna, która interesuje się Damianem jako mężczyzną, dopiero rok później konsumują związek, czyli że Damian spełnia z nią potrzeby emocjonalne, których nie mógł przy zimnej uczuciowo, niedojrzałej Natalii. To miałoby sens!
Urywał się do miasta pod byle pretekstem i… używał życia. Nikt nie znał jego tajemnicy. Nikt się nie domyślał, że on, kaleka, „jednoręki bandyta”, ma na pstryknięcie palcami piękną, zdrową dziewczynę, łatwą, chętną i nienasyconą, której wciąż mało perwersyjnych pieszczot. Nie wiadomo dlaczego kikut jego ramienia podniecał ją jeszcze bardziej.
Od razu widać, jaką samoocenę ma Damian: wyobraża sobie, że pożądać i kochać go może tylko fetyszystka kikutów…
Damian poczuł ucisk w spodniach na samo wspomnienie tego, co zboczona nimfomanka z nim wyczyniała. I właśnie w tym momencie podjął decyzję…

…do tego nimfomanka, i to zboczona. Nie to że ujął ją podnoszeniem dwustukilowego łoża jedną ręką i ambicjami, kikut dyskwalifikuje go jako dobrą dla kogokolwiek partię. Możemy też zakładać ogólną mizoginię Damiana. „Nimfomanka” najwyraźniej uprawia seks tylko z nim, może raz poprosiła o klapsa, więc jest zboczona – nie istnieje pożycie pomiędzy straszliwym zboczeniem a zbliżeniami dla prokreacji jak z Natalią. Ile razy to podkreślał, że Natalia jest „porządną kobietą”, co było jej największą zaletą i wadą zarazem.

Aczkolwiek to ostatnie podkreśla każdy bohater. Nawet plotkara zakłada, że Natalia zdradza męża, a nazywa ją „cnotką”.

Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. I tylko dziewczyny, która oberwała za niewinność, było mu żal. Trochę. Nie na tyle, by porzucił swój plan.

No właśnie, Damian kochał Natalię, ale zdaje sobie sprawę, że nie może już tego ciągnąć dla własnego zdrowia psychicznego. Plus próbuje wyprzeć świadomość, że skrzywdził Natalię, bo (najwyraźniej?) dotarł już do niego absurd plotki.

Poczekał, aż Natalia z Bartoszem wysiądą z samochodu, przybrał na twarz maskę furii i nienawiści, po czym wypadł na podjazd.
Jak zerwać z nielubianą żoną i zostać z superseksi kochanką? Trzeba kogoś uderzyć. Jedyne wyjście. 
Nieco trudniej przyszło mu opuścić siostrę, ale przecież w Marcinkach, gdzie on na razie nie mógł zostać, będzie jej lepiej niż w olsztyńskiej garsonierze. (…) Nie, Damian zupełnie się do tego nie nadawał. Malwina – tak miała na imię nimfomanka – tym bardziej nie.
Tu Damian wylicza, co trzeba zrobić przy dziecku na co dzień, a co gdy dziecko choruje. Prawdę mówiąc, jest jedyną postacią, która zdaje sobie sprawę, że wychowanie dziecka to odpowiedzialność, a nie wsadzenie nasionka do ziemi i doglądanie raz do roku, jak fajnie wyrosło. I ma rację, że w razie choroby Ali lepiej, by siedziała w Marcinkach, gdzie zawsze ktoś jest, niż by on miał problemy w pracy. Co prawda ma się nią niedługo zająć, ale nie będę spojlerować, jak się to skończy.
Patrzcie, do czego doszło; już po raz któryś usprawiedliwiam pijaka terroryzującego rodzinę, bo inni bohaterowie są tacy beznadziejni.
Ali dobrze będzie w Marcinkach, tak postanowił. On sam miał inne plany.
Za parę minut poprosi kumpla, by podwiózł go do Olsztyna. Nie za friko, oczywiście, Damian miał pieniądze.
Wyczuwacie tę subtelną krytykę posługiwania się pieniędzmi zamiast siłą pasożytnictwa?

W międzyczasie Natalia odzyskuje przytomność, ale gdy Bartosz wyjaśnia jej (z pewnością bardzo zadowolony), że została uderzona przez męża, a tego wygnała Jawiga, Natalia znowu mdleje, żeby było dramatycznie, i zabiera ją karetka, żeby była groza.
– Wieziemy ją do Elbląga – rzucili na do widzenia, jeden z nich wskoczył do szoferki, drugi zamknął od środka drzwi karetki i mogli ruszać.
Bartosz bez namysłu wsiadł do forda i pognał za nimi.
Czuł się winny. Cholernie winny.
Gdyby nie jego przedłużający się pobyt w tym miejscu, może nie doszłoby do katastrofy.
– Ten psychol wcześniej czy później i tak dałby im popalić i może skończyłoby się to znacznie gorzej – mruknął do siebie. Nie szukał usprawiedliwienia. Po prostu stwierdzał fakt. – Ale bez mojego udziału.
I mógłbym przyjeżdżać do Marcinków, kiedy tylko bym chciał.
Czyli w sumie fajnie, że Natalia jest pobita, bo pewnie przestał jej się podobać mąż i można z nią romansować, ale szkoda, że miało to miejsce przy Bartoszu.
Wjechał na teren szpitala, znalazł miejsce blisko oddziału SOR. Podbiegł do ratowników, którzy przewozili Natalię do sali zabiegowej. Błądziła półprzytomnym wzrokiem po białym suficie.
– Co z nią? – rzucił Bartosz, biorąc dziewczynę za rękę.
Wszystkie szpitale w opkach składają się z jednej sali zabiegowej i jednego ogólnie dostępnego korytarza. A wszyscy bohaterowie mogą tam biegać, szturchać lekarzy i ciągnąć pacjentów za ręce.
– To wygląda na pobicie – nie mógł się powstrzymać młodszy. Rzucił nieprzyjazne spojrzenie Bartoszowi i dodał: – Twoje dzieło, kolego?
– Jej męża.
– A ty jesteś…?
– Przyjacielem.
– Aha – skwitował ratownik. Bardzo wymowne było to „aha”.
Oczywiście, że ratownicy są wścibscy, a wszyscy widzą jeden przebieg wydarzeń, jak w życiu. 
Bartosz na szczęście odpuszcza sobie opowiadanie ze szczegółami wszystkim pracownikom, co się wydarzyło, więc zaraz dowiadujemy się, że Natalia odzyskuje przytomność, ale zostaje w szpitalu, na co Bartosz ma ciąg przemyśleń.
„Mogli pójść do terapeuty, gnojek na odwyk (…). Natalia nie wygląda na kogoś, kto wychodzi za mąż z musu czy dla forsy. Kocha tego łajdusa i tyle”.
Tak, wiemy, Natalia wygląda na kogoś, kto wychodzi za mąż nie z chęci zalegalizowania udanego związku z fajnym facetem, tylko bo „co ludzie powiedzą, taka stara i bez męża”.

 Bartosz odjeżdża.
Komórka Siergieja rozbrzmiała melodyjką przypisaną Jadwidze i Marcinkom.
Akurat karmił Adę, a może Anę?, „rybkami” – tak dzieci mówiły na kanapki pokrojone w małe kwadraciki – i prawdę mówiąc, chciał zignorować połączenie, ale telefon nie przestawał dzwonić.
Ada, Ana, wszystko jedno – Siergiej, pierwsze stadium demencji.
– Siergiej, jest źle – padło drżącym od łez głosem.
Serce w nim zamarło. Ręka z „rybką” opadła.
Przeczytałam „odpadła” i już myślałam, że zaraz będziemy czytać, jak to Siergiej przestał być atrakcyjny.
– Damian… Damian uderzył Natalię. Ona jest w szpitalu, a on… nie wiem gdzie.
Sodarow zmiął w ustach przekleństwo, powtórzył: „Zaraz będę”, i rozłączył się.
Damian dokazuje. Możesz przyjechać go pobić?
Wybrał numer Nataniela, a gdy przyjaciel odebrał, rzucił krótko:
– Jedziemy do Marcinków. Potrzebują nas tam.
XD Od razu dzwoni do kumpla od bicia, tak profilaktycznie.
Nataniel przez całą drogę zastanawiał się, jaki był udział w tym wszystkim Bartosza Gazdy, i oto pierwszy miał wątpliwą przyjemność go o to zapytać.
Mężczyzna nie zdążył jeszcze wyłączyć silnika, a Domoradzki już otwierał drzwi po stronie kierowcy, już rzucał gniewne pytanie:
– Co nawyrabiałeś, że Damian podniósł rękę na żonę?!
Znowu jedno „oczywiste” założenie. No i czy Natalia to taki bezwolny kwiatuszek, że od razu WIADOMO, że Bartosz musiał ją molestować, a że Damian ją za to pobił, to w sumie miał prawo i wina bardziej Bartosza?
– Dasz mi wytłumaczyć?
– Tak! I miej naprawdę dobre alibi. Jeśli nie, to ja ciebie pobiję.
Ale bezpośredni. Bartosz w odpowiedzi bardzo długo i ze szczegółami streszcza, jak podawał Natalii rękę pod szpitalem, kiedy się poślizgnęła.
Nataniel patrzył na niego długą chwilę, bardzo długą. Płatki śniegu przylepiały mu się do rzęs i włosów wystających spod kaptura. Bartosz, trzęsąc się z wściekłości, nie odwracał wzroku. Nie uczynił nic zdrożnego! Nic, czego nie zrobiłby on, Domoradzki!
Bo to prawda. Straszny cham ten Domoradzki.
– Wierzę ci, bracie – rzekł, wzdychając ciężko. – Miało być dobrze, wyszło, jak wyszło. Chodźmy do domu, bo uświerkniemy tu obaj.
Sodarow, który przysłuchiwał się tej wymianie zdań, zmierzył Bartosza przeciągłym spojrzeniem. On był mniej ufny, czy może mniej naiwny, niż stary, dobry Nataniel, ale Gazda powtórzył:
– Nie uczyniłem nic, czego nie zrobiłby każdy z was.
Może przekonało to Siergieja, może nie.
Siergieja, który już raz przy Natalii gadał o molestowaniu jej, niekoniecznie to przekonało. Ale on jest dobrym bohaterem, bo tak. Piękny koniec rozdziału.

Komentarze

  1. Piszę komentarz podczas drugiego czytania, bo podczas pierwszego miałam łzy w oczach ze śmiechu i nie mogłabym złożyć żadnego sensownego zdania (Annelora coś o tym wie).

    Znowu dorabianie gęby Damianowi, hura! Teraz to jeszcze kryminalista, który rozbił samochód i chce, żeby biedna, niewinna żona wzięła to na siebie!

    "Skoro tamten, Władek Jesion, mógł wstać i uciec, będzie żył. A to było najważniejsze, tylko to." - moją pierwszą myślą było, że to tak zostawią i wrócą do domu, bo skoro żyje to żyje, po co drążyć temat. Popłakałam się, kiedy wyszło, że prawie miałam rację XD
    Poza tym coraz mniej lubię Bartosza. Dlaczego on jeszcze bierze w tym udział, czemu nie przemówi Natalii do rozsądku, czemu po prostu zostawia rannego gościa, żeby sam się wlókł do wsi? Podobno jest ratownikiem?

    No i jeszcze "nie ubliżał". Po pierwszym napomknięciu o jego słowach, które raniły żonę, założyłam, że raz czy dwa na nią krzyknął, przeprosił, pokajał się. Ale nie, z jego relacji wynika, że regularnie ją poniżał. Każdy, każdy tutaj musi być toksyczny.

    "Na to nawet Jadwiga się oburza, mówiąc coś o prawach w chrześcijańskim kraju" - zaraz, na co Jadwiga się oburzyła? Na Damiana grożącego Natalii, czy na Natalię jadącą do miasta z obcym facetem, bo to przecież tak się nie godzi?

    Boże, co tu się dzieje z tymi plotkami o Natalii zdradzającej Damiana. Przecież to tak strasznie nie ma sensu, nawet największy osiedlowy monitoring by nie wymyślił takich fikołków!

    "Wyrasta na ludzi, bo co to za chłop, co nie pije i nie bije?" - XD

    Bartosz-Esmeralda <3

    Nienawidzę Bartosza. Oficjalnie nienawidzę Bartosza. Jeśli śpiąca Zuzanna naprawdę to wszystko słyszy, to okropnie jej współczuję, bo to jest po prostu molestowanie. Pozwolę sobie powtórzyć siebie z pierwszego czytania analizy, bo nic lepszego ani ładniejszego niestety nie znajdę, by to skomentować: Bartosz, spierdalaj na drzewo.

    "Dwie kompletne ręce" - XDD No tak, żebyśmy nie zapomnieli, że Damian Nie Ma Ręki, tak jak Siergiej Nie Ma Oka.

    Cała scena bitki Damiana z Bartoszem i przywalenia Natalii rykoszetem jest tak bezsensowna i głupia (co to za pourywane w połowie zdania? czemu nagle czas teraźniejszy? co Ałtorkasia miała na myśli?), że podczas pierwszego czytania dostałam głupawki, która teraz się odnowiła XDDD

    Jadwiga ma 64 lata? Ja naprawdę widziałam ją cały czas jako zgarbioną babuszkę, która pamięta chyba chrzest Polski!

    OCZYWIŚCIE, że Damian jeszcze do tego ma kochankę! XD Jezu, to jest... naprawdę, muszę wziąć się w garść i spróbować napisać coś sensownego.
    Okej.
    Twoja interpretacja, że Damian się po prostu zakochał i znalazł kogoś, kto traktował go jak partnera, a nie sponsora i płodziciela dzieci, ma sens. Ma na tyle sensu, że Damian wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych bohaterów. Tak, tak, gratulacje, Ałtorkasiu, wolę terroryzującego rodzinę agresywnego pijaka, kryminalistę, pasożyta, cudzołożnika, [miejsce na to, co jeszcze mu dopisze] od pozytywnych bohaterów!
    Jezu, nazwanie kobiety która ma potrzeby seksualne i fantazje bardziej skomplikowane niż misjonarz przy zapalonym świetle "nimfomanką". Nie wiem, czy to narrator, czy już Ałtorkasia (w sumie w "Mistrzu" mieliśmy... Andżelikę? jak jej tam było...)

    Siergiej i Nataniel szykują ustawkę na Damiana! XDDD Czekałam na to od początku książki! :D Czy to moment, kiedy w następnym rozdziale ktoś zginie? Możemy zacząć obstawiać zakłady? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Poza tym coraz mniej lubię Bartosza. Dlaczego on jeszcze bierze w tym udział, czemu nie przemówi Natalii do rozsądku, czemu po prostu zostawia rannego gościa, żeby sam się wlókł do wsi? Podobno jest ratownikiem?" – sedno sprawy. Z jednej strony w przeciwieństwie do Nataniela był do tej pory przedstawiany jako osoba, która na ratownika się nadaje, bo lubi pomagać ludziom, a tu taka nieodpowiedzialność. Może on chce ratować tylko atrakcyjne kobiety?

      Zastanawiające, że autorka w ogóle nie wyczuwa, jak toksycznym uczyniła świętego Bartosza męczennika. Może to brak warsztatu, może brak umiejętności konsekwentnego prowadzenia postaci przy ciągłym wciskaniu kontrowersyjnych wątków rodem z "Trudnych spraw". Wstrząsające motywy z przemocą, uwodzicielskimi wydrami i zdradami są ważniejsze niż rozwój i pochodzenie konkretnego bohatera, więc wstawia je, nieważne, które postaci akurat są w książce. A jakby Damian ciągle bił Natalię i nie zaczął jako ten dobry, to i Natalia by została potępiona, bo stałaby się głupią nimfomanką, co leci na chłopa bez powodu i nie ucieka od przemocowca, więc w sumie jej się należy. Jak żonie sołtysa.

      Jadwiga uważała w tym fragmencie, że Damian przesadza, będąc podejrzliwym wobec intencji Bartosza. To by nawet pasowało do jej osobowości, sama jest samotną kobietą, która wszystko sama potrafi załatwić i nie potrzebuje do tego partnera, ale z kolei jej otwartość, dorastanie w latach siedemdziesiątych (na bank w dużym miejskim ośrodku) i zdobycie wykształcenia z psychologii w latach osiemdziesiątych jakoś kłócą mi się z jej oburzeniem, że jak to, Natalia NIGDY nie uśmiechnęłaby się do obcego mężczyzny! Ona nie jest taka, żeby flirtować z gościem!

      Te sąsiadki-plotkary i ich daleko idące wnioski to chyba odzwierciedlenie spojrzenia na świat autorki, wnioskując po relacjach ludzi, którzy się jej narazili, a potem znaleźli swoje odpowiedniki w jej twórczości…

      Bartosz zachowaniem z Zuzanną awansował na naczelnego oblecha powieści. Co by nie mówić o innych bohaterach, raczej żaden nie pozwoliłby sobie na spoufalanie się z dwudziestolatką w śpiączce.

      Scena uderzenia Natalii jest tak fatalnie napisana, że i mnie rozweseliła 😄 Damian-furia wyrzuca pięść na kilka metrów do przodu, a Natalia wyskakuje jak jeleń na drogę.

      "Ja naprawdę widziałam ją cały czas jako zgarbioną babuszkę, która pamięta chyba chrzest Polski!" – hahaha, dokładnie tak!

      Damian jest jak wszystkie dziwki tragiczne z serii, Oliwia i Marek: wie, że źle postępuje, a narrator ma wobec niego 1% empatii, więc trzeba go ukarać upadkiem.

      Ta Andżelika, co nie miała majteekkkk?

      Ustawkę będą planować całą kolejną notkę 😄

      "Czy to moment, kiedy w następnym rozdziale ktoś zginie? Możemy zacząć obstawiać zakłady?" – Pewnie! Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek zgadł okoliczności śmierci, bo nie mają sensu XD

      Usuń
    2. Może to brak warsztatu, brak umiejętności i dziwne poglądy naraz... Ale tak, też mam wrażenie, że gdyby Damian był toksyczny od początku, to wtedy nagle Natalia byłaby tą złą, tak jak Oliwia.

      Czyli Jadwiga jest w sumie kolejną niespójną postacią. Nie spodziewałam się niczego innego.

      No właśnie. Aż bym chciała, żeby Bartosz zginął, choć obstawiam, że on akurat przeżyje i zostanie nową, wielką, prawdziwą miłością biednej Natalii.

      Tak, ta co nie miała majteeekkk! XDD

      Nie mogę się już doczekać :D

      Usuń
    3. Zastanawiam się, czy to znowu różnica pomiędzy tym, co wolno mężczyźnie, a co kobiecie, ale może to jak alkoholizm: tylko u złych bohaterów to wada. Piją wszyscy, ale to od narratora zależy, czy szlachetnie i czy są usprawiedliwieni.

      Istnieje jeszcze szansa, że Jadwiga tylko grała taką do rany przyłóż cioteczkę, która każdego wspomoże, w końcu od początku manipulowała Damianem i Natalią, lub z każdym rokiem (naturalnie lub od czasu wypadku samochodowego) robi się bardziej konserwatywna, bo zapomina, jak żyją młodsi ludzie.

      Ja też nie mogę się doczekać, finał jest strasznie durny 😄

      Usuń
  2. niezalogowany3 marca 2021 09:02

    Jakoś mi przeszło przez myśl, że może ta pobita kobieta, którą odwiedził Bartosz, to kochanka Damiana, ale niestety nie. To by był ciekawy motyw.

    Czekam z utęsknieniem na kolejny odcinek tej naszej słodkiej patologii. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że to nawet dałoby się wpisać w fabułę? I to rozwiązanie miałoby sens, bo Michalak mnoży postacie, kompletnie nad nimi i ich powiązaniami nie panując… Z kolei ja zastanawiałam się, czy to nie Iwona pod zmienionym nazwiskiem przyjechała rozbijać związki bohaterów. Była opisywana identycznie jako charakterystyczna kruczowłosa piękność i lubiła zapadać w śpiączkę. Jedyne co nie pasuje, to wiek: Iwona zbliżałaby się do czterdziestki.

      Postaram się publikować dzisiaj 🙂

      Usuń
    2. niezalogowany3 marca 2021 20:29

      Już raz Iwonka oszukała bohaterów w kwestii swojego wieku, więc mogłaby to uczynić ponownie, a postaci u Michalak nie są zbyt spostrzegawcze. No i ciągle następuje jakiś plot twist i się okazuje, że ktoś jest w innym wieku, niż to było ukazywane wcześniej. Ciągle marzę o tym, aby Iwonka razem z Oliwią namieszały w życiu bohaterów. W sumie to nawet Oliwia mogła się przefarbować. ;-)

      #OliwiaTeamForever

      Usuń
    3. To prawda, wiek w tych powieściach jest bardzo umowny :D też tęsknię za Iwoną i Oliwią, bohaterkami z inicjatywą i dość realistycznymi rozterkami. Gdyby Zuzanna była tak naprawdę Oliwią, przynajmniej nie musiałaby się dłużej użerać z Natanielem, to zawsze na plus!

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.