5.4 Rozdział 12, 13, 14, 15 i 16
ROZDZIAŁ XII: DĄB BARTEK KONTRA ALKOHOLIK JESION
Gdy zeszła na parter, do kuchni, Ala – z czystą, niewinną buzią – siedziała przy stole, zajadając jak gdyby nigdy nic kruche ciasteczka.
Bartosz, oparty o parapet okna, gasił pragnienie kompotem z suszu. (…) Od razu oczywiście zauważył, że płakała. Jadwiga, krzątająca się przy piecu, rzuciła dziewczynie uważne spojrzenie i pokręciła leciutko głową, mówiąc bez słów: nie płaczem załatwia się takie sprawy, oj nie…
– Dziewczyno, bój się Boga, dwa wielkie psy w domu?! – Ta pokręciła głową. – Nie powiem, miejsca jest dosyć, ale błagam, Natalko, oszczędź nam tego! Już wystarczy…Nigdy się nie dowiedzieli, czego wystarczy, bo frontowe drzwi trzasnęły nagle o framugi z taką siłą, że Ala niemal z krzesła spadła. Chwilę później do kuchni wtoczył się zakrwawiony Damian.
Pierwsza przypadła do niego Natalia.– Boże, co się stało?! – Dotknęła rozbitego czoła męża, przeciętego policzka. – Biłeś się z kimś?!Odepchnął ją, aż wpadła na stół. Podszedł do zlewu, namoczył ścierkę w zimnej wodzie i przytknął do rany.– Rozwaliłem samochód – wymamrotał. – Zostawiłem go na poboczu i spieprzyłem, żeby mnie gliny nie dorwały. Musisz... musisz tam iść i wziąć to na siebie. – Spojrzał na żonę przekrwionymi oczami.
– Ala, marsz do swojego pokoju!
– Coś ty zrobił, łachudro?! Potrąciłeś kogoś?!– Nie! Rozbiłem się o drzewo!– Dlaczego więc Natalia ma brać to na siebie?!– Władek Jesion był ze mną… Został w aucie…
Jadwiga złapała się za serce. Natalia w pierwszej chwili nie wiedziała, czy ratować ciocię czy rzucić się na męża z pięściami.
– Idź tam – poprosiła kobieta słabym głosem. – Sprawdź, co z tym drugim moczymordą. Jeśli jest ranny… wezwij karetkę. I nie! Zabraniam ci choćby napomknąć, że to ty prowadziłaś samochód!Natalia chciała coś powiedzieć, ale Jadwiga pchnęła ją i powtórzyła:– Biegnij.
– Gdzie to jest?! Gdzie się rozbiliście?!– Na krzyżówkach, koło starego dębu.Wiedziała gdzie.
Wybiegła do sieni, chwyciła pierwszą lepszą kurtkę i dławiąc się łzami przerażenia, wypadła na dwór. Bartosz skoczył jej śladem. Był przecież ratownikiem.
Dopadła wraku, szarpnęła do siebie drzwiczki pasażera. W środku było pusto. Ślady krwi na śniegu prowadziły w stronę wsi.
Skoro tamten, Władek Jesion, mógł wstać i uciec, będzie żył. A to było najważniejsze, tylko to.
To że Natalii się udało, nie znaczy, że każdy ma to szczęście…
Mniejsza o nissana, za którego nie dostaną ani złotówki z ubezpieczenia, bo Damian po prostu go nie wykupił, liczyło się tylko to, że nie pójdzie siedzieć.
Przecież nie przeżyłby w więzieniu. Nie z kikutem ramienia zamiast ręki…
– Jak długo będziesz to znosić? – zapytał spokojnie, jakby rozmawiali o pogodzie, a nie przyszłości Natalii i jej małżeństwa. – Jego pijaństwo, podłe słowa? Już zaczął cię tłuc czy…
Nadal miała na ramieniu pięć czarnych sińców, pamiątek po tym, jak jej mąż kilka dni temu chwycił ją w furii i szarpnął. A przecież nie zrobiła nic złego, nie chciała kłaść się z nim do łóżka, zanim nie zmyje z siebie smrodu wódki i potu.
– Natalia, jesteś dobrym człowiekiem, serdecznym, współczującym. Nie pozwól, by to zdeptał. Nie jest wart łez i miłości ktoś, kto mówi do kochającej żony... – Urwał.
Och, Bartosz też nie raz i nie dwa potraktował Basię szorstko, paskudnie, ale nigdy, przenigdy jej nie ubliżył. I nie uderzył. Nigdy!
– Chodź. – Wyciągnął rękę do roztrzęsionej dziewczyny. – Domyślam się, że nikt ze wsi tego nie zgłosi.– Są lojalni w stosunku do swoich – odparła cicho, a on nie musiał pytać, co ma na myśli, mówiąc „swoi”.Rzeczywiście, na drodze zamiast policji pojawił się ciągnik. Sąsiad, ponuro zaciskając usta, wysiadł przy samochodzie, nie przywitał się ani z Natalią, ani z nieznajomym facetem, wziął rozbity samochód na hol i bez pożegnania ruszył w stronę Marcinków.
– Wynoś się razem z tymi kundlami – rzucił w stronę dziewczyny. – Tyle pokojów jest w tej chałupie, a ta musi je trzymać tutaj, w naszej sypialni.
Zabieraj je. Wrócisz, jak się pozbędziesz tych bydlaków.
– Nie wstyd ci? – zaczęła cicho. – W domu jest obcy człowiek, przyjacielDomoradzkich. Powtórzy im wszystko, co widział i słyszał. Nie obchodzi cię, co pomyślą twoi przyjaciele...– Raczej twoi – syknął. – Nigdy nie byli i nie będą moimi przyjaciółmi! Gardzą mną od pierwszej chwili, gdy pojawiłem się w tym domu. Dla nich jestem nikim więcej jak kaleką, jednorękim bandytą, tak o mnie myślą i mówią!– W żartach! (…)
Przezabawne te dowcipy, które niosą za sobą kuksańce, agresję i fangi w nos!
Wybrałeś wódkę i użalasz się nad sobą, zamiast po męsku wziąć się w garść i zacząć trzeźwieć! I radzę ci, Damian, dobrze ci radzę: wytrzeźwiej. Bo pewnego dnia może być za późno. Obudzisz się pod mostem, rozejrzysz i będziesz sam. W kałuży wymiocin, szczyn i gówna – zupełnie sam!
O drzwi za jej plecami łomotnął but. Nie obejrzała się. Zbiegła na parter.
– To już koniec? Weźmiecie rozwód? Oddacie mnie do sierocińca? – Podniosła na opiekunkę oczy pełne łez i wyrzucała z siebie gorączkowe pytania, jedno po drugim.– Aluniu, co ci przyszło do głowy? Nie będzie żadnego rozwodu
– W każdym małżeństwie są lepsze i gorsze dni. Tymi lepszymi trzeba się cieszyć, te gorsze przeczekać. Damian wytrzeźwieje, zrozumie, co zrobił, jak mógł skrzywdzić nie tylko siebie, ale i nas wszystkich, i...„I będziemy żyli długo i szczęśliwie”, powinna dokończyć (…).– Pójdziemy na terapię małżeńską – powiedziała zamiast tego. – Tak jak to robią dorośli, odpowiedzialni za rodzinę ludzie.To powinno do Ali przemówić.
ROZDZIAŁ XIII: PIOŁUNÓWKA I STARE KORONKI, QUASIMODO POTYKA SIĘ NA LODZIE
„Bardziej naprany siadałem za kółkiem”, dodał Jesion na pożegnanie, ale tego już Natalia Damianowi nie powtórzyła. Jesion był degeneratem, jej mąż porządnym człowiekiem, który popadł w chwilowe problemy. Poradzi sobie z nimi. Natalia była tego pewna.
Nikomu więc nic się nie stało. Tylko samochód poszedł do kasacji, ale jak to Damian wypomniał żonie, sam na niego zarobił, więc to jego strata, nie jej.
Bartosz (…) zasiadał do komputera i prowadził swój sklep internetowy ze specjalistycznym oprogramowaniem, który kiedyś założył, by mieć z czego żyć.
Przyszedł dzień, gdy listonosz przyniósł pilne wezwanie do urzędu w sprawie przyszłorocznego sezonu turystycznego, i Natalia musiała udać się do Ełku. Na całe szczęście od zaprzyjaźnionego mechanika wrócił ford, Bartosz mógł więc podwieźć ją do miasta.
– To co, jedziemy?Nie zdążyła odpowiedzieć.
– A ty dokąd? – usadził ją w miejscu zimny głos Damiana.(…)– Jedziesz z obcym facetem do miasta? – zaczął takim tonem, że Ala od razu uciekła na górę.
Mężczyźnie przemknęło przez myśl, że nie powinien prowokować Damiana, bo on, Bartosz, wyjedzie, a dwie bezbronne kobiety, doliczając dziecko – trzy, zostaną tutaj
Och, był pewien, że Natalia nie pozwoli się tamtemu nawet tknąć, wybrał sobie na żonę porządną dziewczynę. Piękny Bartosz mógł do niej co najwyżej platonicznie powzdychać, ale mimo to po powrocie zrobi jej karczemną awanturę.
Na razie jednak zszedł do piwnicy, wcale się już z tym nie kryjąc, ściągnął z półki dwie butelki nalewki pigwowej, wrócił na górę (…).
piołunówce dla męża, mocnej jak nieszczęście, którą Jadwinia sporządzała z przydrożnych chwastów
![]() |
| Po setce opisów piwnicy (wyciętych) zastanawiam się, czy to nie katakumby; na miejscu Bartosza rozejrzałabym się po dworku. |
– Panowie… nie próbują być… namolni? – odważył się zapytać.
– Nie – ucięła stanowczo. – Ja potrafię dać do zrozumienia, że dla mnie istnieje tylko jeden mężczyzna. Mój Damian.
największą plotkarę w całych Jędrzejowicach
– Ale co robili? Całowali się?! – wykrzyknie zapewne Marysia.– Nieee, w miejscu publicznym, na szpitalnym parkingu ta cnotka by nie śmiała, ale on ją obejmował. Dość… dwuznacznie.
Przynajmniej szczera, że nie było to jednoznaczne.
– To znaczy? Trzymał jej rękę na tyłku?! – Mańka będzie chciała wiedzieć.
Ludzie z Jędrzejowic mieli mieszkańców dworu na celowniku. „Uważają się za lepszych”, taka krążyła opinia o Damianie i Natalii. Na szczęście Jadwini oszczędzano uszczypliwości.
Do tej pory Sabrowiczowie nie dali powodu do plotek, chociaż o Damianie już szeptano, że zaczął się staczać (…). Mężczyźni z uznaniem mówili: „Wyrasta na ludzi, bo co to za chłop, co nie pije i nie bije?”.
W holu rzuciła ukradkowe spojrzenie Bartoszowi, który pytał pielęgniarkę o drogę i… musiała westchnąć z głębi zbolałego serca, rzeczywiście był przystojny. Ona wyglądała przy nim jeszcze gorzej niż zwykle, jak Quasimodo przy Esmeraldzie.
Była pewna, że co rusz częstują go określeniem rzuconym na podjeździe przez Siergieja. „Jednoręki bandyta” – to było drugie imię Damiana w Jędrzejowicach.
ROZDZIAŁ XIV: MIŁOŚĆ W ŚPIĄCZCE
Dziewczyna, nie więcej niż dwudziestoletnia, była… piękna. Zachwycająco piękna. Miała drobną twarz o regularnych rysach. Długie czarne rzęsy rzucały cień na policzki. Skórę miała tak jasną, że niemal porcelanową, jakby Zuzanna nigdy nie oglądała słońca. Ale najpiękniejsze były jej włosy, kruczoczarne, gęste, splecione w koronę nad czołem leżącej nieruchomo postaci.
– Dziwne – odezwał się nagle, marszcząc brwi. – Ma dosyć charakterystyczną urodę. Naprawdę nikt nie rozpoznał tej dziewczyny?
– Sądzisz, że pozwolą mi odwiedzać ją częściej? – Bartosz spojrzał pytająco na Natalię, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Był najwyraźniej zafascynowany pogrążoną w śpiączce dziewczyną. – (…) Wiesz, że ludzie w tym stanie słyszą to, co się dzieje dookoła nich?Przytaknęła.– Trzeba do nich mówić, dotykać, głaskać… – Ugryzł się w język, a potem dodał szybko: – Błagam, tylko nie zrozum tego dwuznacznie, zwykłe trzymanie za rękę, o to mi chodziło.(…)– I nie, to nie to, co sobie w tej chwili myślisz. Nie zakochałem się w niej z miejsca, gdy tylko ujrzałem tę piękną, niewinną twarzyczkę, pogrążoną w nieprzerwanym śnie. – Kpił z Natalii już na całego. – Fascynuje mnie jej przypadek, owszem, ale… Kropka. Koniec zdania. Bez żadnych „ale” – uciął stanowczo.
– Ciekawe, jakiego koloru ma oczy. – Bartosz znów patrzył na Zuzannę.
– Wiosną wyniosę ją do parku, na słońce – rozmarzył się.(…)– Nie masz ty aby jakiejś pracy? – odważyła się zapytać. – Obowiązki w TOPR-ze cię nie wzywają?
– Widzisz, Zuzanko? – zwrócił się do dziewczyny, znów zamykając jej dłoń w swojej. – Mamy błogosławieństwo cioci Natalii.
– Pójdę… po jakąś herbatę czy coś. – Skierowała się do drzwi, by nie dojrzał urazy w jej oczach.– Ej, Natka… – Zatrzymało ją w progu. Odwróciła się niechętnie.Bartosz na końcu języka miał żartobliwe „Jesteś śliczna, gdy się złościsz”, ale wróciłaby z tą herbatą i wylała mu ją na łeb, był tego dziwnie pewien.– Przynieś mi snickersa – dokończył zamiast tego. – Zgłodniałem.
Chwycił zręcznie batonik, rozpakował i z westchnieniem rozkoszy zatopił w nim zęby.
– Wracajmy – odezwał się. Podszedł do łóżka i dodał półgłosem: – Do jutra, Zuzanno. Nie wiem, jakie książki lubiłaś przed tym wszystkim, ja będę ci czytał „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.
Natalia zakrztusiła się własnym oddechem.– Nie zrobisz tego! Nie przyniesiesz do szpitala takiej książki i nie będziesz tego czytał pogrążonej w śpiączce, nieznajomej dziewczynie!Zaśmiał się z jej oburzenia.– Widzę, że znasz ten tytuł
ROZDZIAŁ XV: SAMA PRZEMOC, NIC CIEKAWEGO
– Otóż idę ci ja, moja droga, przez szpitalny parking, od teściowej wracam, a tu nagle widzę, jak ta twoja Natalka obściskuje się za samochodem z jakimś fagasem. Przystojny jak diabli. I klei się do tej twojej Natalki, łap od niej nie odrywa…– Przestań! Co ty opowiadasz?! – Jadwiga poderwała się od stołu na równe nogi. – Jeszcze słowo i zakażę ci wstępu do Marcinków!Leonia uśmiechnęła się fałszywie.– Zakazuj, kochana Jadwigo, zakazuj, ale niczego to nie zmieni. Widziałam na własne oczy, jak ta twoja Natalka zdradza swojego męża w miejscu publicznym, wcale się z tym nie kryjąc. No bo żeby gdzieś na uboczu… Ale pośrodku parkingu?! To sobie lafiryndę pod bokiem hodujesz!
Wyszła z wysoko uniesioną głową, dumna z siebie i zadowolona, zostawiając Jadwigę pośrodku kuchni. Kobieta odczekała, aż Leonia zniknie za murem otaczającym dwór, i dopiero wtedy osunęła się ciężko na najbliższe krzesło. Natalia i Bartosz? Nieee, to nie może być prawda! Natalia była lojalnado bólu. Nigdy nie pozwoliłaby sobie na flirt, mając Damiana. Nigdy!
Teraz stał w oknie swojego pokoju i czekał na tamtych dwoje. Przez godzinę miał wystarczająco dużo czasu, by przemyśleć wszystko na spokojnie, podjąć decyzję i obmyślić plan działania. Wreszcie się doczekał.
Granatowy ford wjechał na podjazd i zatrzymał się przy schodach na ganek.Pierwszy wysiadł z samochodu ten cały Gazda, wypindrzony jak na odpust. Damian nienawistnym wzrokiem mierzył jego wysoką, barczystą sylwetkę, przystojną, męską twarz, dwa potężne ramiona i dwie kompletne ręce.
Tak, tamten miał obie dłonie, a nie kikut jak on…
Damian zbiegł po schodach. W sieni wpadł na Jadwigę, która próbowała go zatrzymać, powiedzieć coś, zmitygować, ułagodzić, ale odepchnął ją z furią, aż wpadła na framugę drzwi.
Zbyt szczęśliwa jak na niewinną wyprawę do miasta w sprawach urzędowych.
Już w chwili gdy wysiadała z samochodu, miała złe przeczucia. Rzuciła do Bartosza, żeby zamiast „Pięćdziesięciu twarzy Greya” przerabiał z Zuzanną, tylko w teorii rzecz jasna, taką na przykład „Kamasutrę”, dziwiąc się samej sobie, że potrafi tak beztrosko żartować na podobne tematy.
I w ogóle, no wcale nie uśmiechnął się przy tym dwuznacznie. Czyżby z nią, Natalią, niewinnie flirtował? Zapytała go o to, odparł, że wcale nie tak niewinnie. Zaśmiali się oboje, wiedząc, że ani jedno, ani drugie nie pozwoli sobie na żaden flirt, winny czy niewinny. I wtedy śmiech zamarł jej na ustach, bo ujrzała Damiana.
Spróbowałby... tylko spróbował ją uderzyć! Bartosz rozsmarowałby go na podjeździe, Natalia była tego dziwnie pewna.
Damian chwycił ją za ramię, wbijając palce tak mocno, aż jęknęła. I próbowała się wyszarpnąć, ale trzymał mocno.– Puszczaj! – krzyknęła powtórnie.Za drugie ramię chwycił i przytrzymał ją Bartosz.
I tylko ona, Natalia, mogła powstrzymać kataklizm albo go rozpętać.Może gdyby miała większe doświadczenie w sprawach damsko-męskich… Gdyby była wytrawną uwodzicielką… Nie popełniłaby błędu, który za chwilę doprowadzi do wybuchu.
– To nie jest tak, jak myślisz!On zbladł śmiertelnie i… nagle wszystko stało się w jednej chwili. Damian bierze zamach, by uderzyć ją, trzasnąć w twarz z całych sił, teraz już pewny, przekonany, że jednak puściła się z tamtym skurwielem. Zrobiła to!!!
Stają naprzeciw siebie, zaślepieni żądzą mordu. Na tym drugim.Natalia wpada między nich i cios przeznaczony dla Bartosza ciska nią o bruk podjazdu.
Czyli chłopcy patrzą się na siebie i próbują przewiercić spojrzeniem, a Natalia, jak ten jeleń obserwujący zatrzymujący się samochód na drodze, tylko czeka, by wpaść wprost pod koła, gdy po minucie kierowca traci cierpliwość i rusza. Znaczy oberwała, nim bójka się zaczęła.
I to jest koniec. W sekundę traci przytomność. Nie widzi i nie słyszy już nic.
– Nic jej nie będzie – odezwał się półgłosem mężczyzna, obmywając twarz nieprzytomnej wilgotnym, chłodnym ręcznikiem. – Za chwilę odzyska przytomność. Już odzyskuje.
[Jadwiga] wybiegła przed dwór, gdzie Damian nadal stał – tak samo nieruchomo jak w chwili, gdy Bartosz niósł Natalię do domu – patrząc przed siebie nieruchomym, pozbawionym wszelkich uczuć wzrokiem.– Ty bydlaku! Ty pieprzony łachudro! – Usłyszał głos Jadwigi i zwrócił głowę w jej stronę.Dopadła doń, z rozpędu trzasnęła go w twarz. Przyjął to bez mrugnięcia okiem. Nie próbował się bronić.– Wynoś się z tego domu i nie wracaj więcej! Nie ma w nim miejsca na moczymordów i damskich bokserów! Wynoś się! – krzyknęła, a potem rozpłakała się.Ona, sześćdziesięcioczteroletnia stara baba, która przeżyła już chyba wszystko, co człowiek przeżyć może, stała naprzeciw chłopaka, któremu okazała tyle serca i który to serce potrzaskał, i płakała z bólu, rwącego duszę na strzępy bólu.
– Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj, nie zostawiaj... – powtarzała, tuląc się do Damiana, szarpiąc go za kurtkę, tłukąc małymi piąstkami w pierś. – Jesteś moją jedyną rodziną, nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj!!!– Wrócę – powiedział, bo musiał coś obiecać temu dziecku, do którego w tej chwili nie czuł nic. – Nie możesz iść ze mną, ale wrócę. Znajdę inny dom i wrócę po ciebie.– I będziemy razem? Nie oddadzą mnie do sierocińca?
No tak, przy podejściu Natalii do obowiązków to nie takie pewne.
Damian mówi, że Alą póki co będzie się opiekować Jadwiga (mądrze, przynajmniej nie Natalia).
Pchnął dziewczynkę w kierunku stojącej nieruchomo kobiety. Mała przylgnęła do niej jak przed chwilą do brata. Patrzyły, płacząc cicho, żałośnie, jak on odchodzi, nie obejrzawszy się ani razu. Jak znika za zakrętem.
– Ale Damianek wróci? – Dziecko podniosło na nią oczy tak samo czarne z przerażenia jak przed chwilą.– Oczywiście, że wróci. Tu jest przecież także jego dom.Czy miała pewność, mówiąc te słowa zrozpaczonej dziewczynce?Niestety nie.Wiedziała bowiem coś, o czym na szczęście nikt, ani Ala, ani Natalia, ani ludzie ze wsi, nie miał pojęcia. Tajemnica ciążyła jej długo, bardzo długo.Z odejściem Damiana Jadwiga mogła wreszcie odetchnąć…
ROZDZIAŁ XVI: BO DAMIAN MIAŁ BABĘĘĘĘ
Szedł przed siebie żwawym krokiem, pogwizdując pod nosem całkiem radosną jak na rozstanie, które Jadwidze i Ali złamało serce, piosenkę.
Otóż Damian Sabrowicz ukrywał przed swoją żoną pewną niewygodną tajemnicę, która mogła doprowadzić do szybkiego rozwodu, jeśli wyszłaby przedwcześnie na jaw.
Sabrowicz miał swoje ciemne grzeszki niemal od dnia, w którym poznał Natalię. A już na pewno od pewnej sierpniowej soboty, gdy ona pojechała z Jadwigą na targ, jego zostawiając w Marcinkach, by dbał o gości. I zadbał. Szczególnie o taką jedną młodą, śliczną wczasowiczkę.Wtedy jednak skończyło się to na niewinnych przytulankach w ogrodowej altance. Rok później, gdy dziewczyna z rodzicami znów zawitała do Marcinków, już takie niewinne nie były.
Damian posmakował zakazanego owocu i bardzo mu ten smak przypadł do gustu. Nie zamierzał jednak ryzykować spokojnego, wygodnego życia dla najsłodszej nawet brzoskwinki.
Dzisiaj czekał na powrót Natalii gotów na wszystko. Przez całe lata odkładał pieniądze z myślą o takiej chwili.
Kawalerkę w Olsztynie wynajmował od sześciu miesięcy, dokładnie od dnia, gdy po raz pierwszy poczuł się przez swoją żonę ujeżdżany niczym rozpłodowy ogier. Nie mógł jej odmówić, żeby nie narazić się na piekło w domu, ale też przestał odmawiać sobie.
Urywał się do miasta pod byle pretekstem i… używał życia. Nikt nie znał jego tajemnicy. Nikt się nie domyślał, że on, kaleka, „jednoręki bandyta”, ma na pstryknięcie palcami piękną, zdrową dziewczynę, łatwą, chętną i nienasyconą, której wciąż mało perwersyjnych pieszczot. Nie wiadomo dlaczego kikut jego ramienia podniecał ją jeszcze bardziej.
Damian poczuł ucisk w spodniach na samo wspomnienie tego, co zboczona nimfomanka z nim wyczyniała. I właśnie w tym momencie podjął decyzję…
…do tego nimfomanka, i to zboczona. Nie to że ujął ją podnoszeniem dwustukilowego łoża jedną ręką i ambicjami, kikut dyskwalifikuje go jako dobrą dla kogokolwiek partię. Możemy też zakładać ogólną mizoginię Damiana. „Nimfomanka” najwyraźniej uprawia seks tylko z nim, może raz poprosiła o klapsa, więc jest zboczona – nie istnieje pożycie pomiędzy straszliwym zboczeniem a zbliżeniami dla prokreacji jak z Natalią. Ile razy to podkreślał, że Natalia jest „porządną kobietą”, co było jej największą zaletą i wadą zarazem.
Aczkolwiek to ostatnie podkreśla każdy bohater. Nawet plotkara zakłada, że Natalia zdradza męża, a nazywa ją „cnotką”.
Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. I tylko dziewczyny, która oberwała za niewinność, było mu żal. Trochę. Nie na tyle, by porzucił swój plan.
No właśnie, Damian kochał Natalię, ale zdaje sobie sprawę, że nie może już tego ciągnąć dla własnego zdrowia psychicznego. Plus próbuje wyprzeć świadomość, że skrzywdził Natalię, bo (najwyraźniej?) dotarł już do niego absurd plotki.
Poczekał, aż Natalia z Bartoszem wysiądą z samochodu, przybrał na twarz maskę furii i nienawiści, po czym wypadł na podjazd.
Nieco trudniej przyszło mu opuścić siostrę, ale przecież w Marcinkach, gdzie on na razie nie mógł zostać, będzie jej lepiej niż w olsztyńskiej garsonierze. (…) Nie, Damian zupełnie się do tego nie nadawał. Malwina – tak miała na imię nimfomanka – tym bardziej nie.
Ali dobrze będzie w Marcinkach, tak postanowił. On sam miał inne plany.Za parę minut poprosi kumpla, by podwiózł go do Olsztyna. Nie za friko, oczywiście, Damian miał pieniądze.
– Wieziemy ją do Elbląga – rzucili na do widzenia, jeden z nich wskoczył do szoferki, drugi zamknął od środka drzwi karetki i mogli ruszać.Bartosz bez namysłu wsiadł do forda i pognał za nimi.Czuł się winny. Cholernie winny.Gdyby nie jego przedłużający się pobyt w tym miejscu, może nie doszłoby do katastrofy.– Ten psychol wcześniej czy później i tak dałby im popalić i może skończyłoby się to znacznie gorzej – mruknął do siebie. Nie szukał usprawiedliwienia. Po prostu stwierdzał fakt. – Ale bez mojego udziału.I mógłbym przyjeżdżać do Marcinków, kiedy tylko bym chciał.
Wjechał na teren szpitala, znalazł miejsce blisko oddziału SOR. Podbiegł do ratowników, którzy przewozili Natalię do sali zabiegowej. Błądziła półprzytomnym wzrokiem po białym suficie.– Co z nią? – rzucił Bartosz, biorąc dziewczynę za rękę.
– To wygląda na pobicie – nie mógł się powstrzymać młodszy. Rzucił nieprzyjazne spojrzenie Bartoszowi i dodał: – Twoje dzieło, kolego?– Jej męża.– A ty jesteś…?– Przyjacielem.– Aha – skwitował ratownik. Bardzo wymowne było to „aha”.
„Mogli pójść do terapeuty, gnojek na odwyk (…). Natalia nie wygląda na kogoś, kto wychodzi za mąż z musu czy dla forsy. Kocha tego łajdusa i tyle”.
Komórka Siergieja rozbrzmiała melodyjką przypisaną Jadwidze i Marcinkom.Akurat karmił Adę, a może Anę?, „rybkami” – tak dzieci mówiły na kanapki pokrojone w małe kwadraciki – i prawdę mówiąc, chciał zignorować połączenie, ale telefon nie przestawał dzwonić.
– Siergiej, jest źle – padło drżącym od łez głosem.Serce w nim zamarło. Ręka z „rybką” opadła.
– Damian… Damian uderzył Natalię. Ona jest w szpitalu, a on… nie wiem gdzie.Sodarow zmiął w ustach przekleństwo, powtórzył: „Zaraz będę”, i rozłączył się.
Wybrał numer Nataniela, a gdy przyjaciel odebrał, rzucił krótko:– Jedziemy do Marcinków. Potrzebują nas tam.
Nataniel przez całą drogę zastanawiał się, jaki był udział w tym wszystkim Bartosza Gazdy, i oto pierwszy miał wątpliwą przyjemność go o to zapytać.Mężczyzna nie zdążył jeszcze wyłączyć silnika, a Domoradzki już otwierał drzwi po stronie kierowcy, już rzucał gniewne pytanie:– Co nawyrabiałeś, że Damian podniósł rękę na żonę?!
– Dasz mi wytłumaczyć?– Tak! I miej naprawdę dobre alibi. Jeśli nie, to ja ciebie pobiję.
Nataniel patrzył na niego długą chwilę, bardzo długą. Płatki śniegu przylepiały mu się do rzęs i włosów wystających spod kaptura. Bartosz, trzęsąc się z wściekłości, nie odwracał wzroku. Nie uczynił nic zdrożnego! Nic, czego nie zrobiłby on, Domoradzki!
– Wierzę ci, bracie – rzekł, wzdychając ciężko. – Miało być dobrze, wyszło, jak wyszło. Chodźmy do domu, bo uświerkniemy tu obaj.Sodarow, który przysłuchiwał się tej wymianie zdań, zmierzył Bartosza przeciągłym spojrzeniem. On był mniej ufny, czy może mniej naiwny, niż stary, dobry Nataniel, ale Gazda powtórzył:– Nie uczyniłem nic, czego nie zrobiłby każdy z was.Może przekonało to Siergieja, może nie.




Piszę komentarz podczas drugiego czytania, bo podczas pierwszego miałam łzy w oczach ze śmiechu i nie mogłabym złożyć żadnego sensownego zdania (Annelora coś o tym wie).
OdpowiedzUsuńZnowu dorabianie gęby Damianowi, hura! Teraz to jeszcze kryminalista, który rozbił samochód i chce, żeby biedna, niewinna żona wzięła to na siebie!
"Skoro tamten, Władek Jesion, mógł wstać i uciec, będzie żył. A to było najważniejsze, tylko to." - moją pierwszą myślą było, że to tak zostawią i wrócą do domu, bo skoro żyje to żyje, po co drążyć temat. Popłakałam się, kiedy wyszło, że prawie miałam rację XD
Poza tym coraz mniej lubię Bartosza. Dlaczego on jeszcze bierze w tym udział, czemu nie przemówi Natalii do rozsądku, czemu po prostu zostawia rannego gościa, żeby sam się wlókł do wsi? Podobno jest ratownikiem?
No i jeszcze "nie ubliżał". Po pierwszym napomknięciu o jego słowach, które raniły żonę, założyłam, że raz czy dwa na nią krzyknął, przeprosił, pokajał się. Ale nie, z jego relacji wynika, że regularnie ją poniżał. Każdy, każdy tutaj musi być toksyczny.
"Na to nawet Jadwiga się oburza, mówiąc coś o prawach w chrześcijańskim kraju" - zaraz, na co Jadwiga się oburzyła? Na Damiana grożącego Natalii, czy na Natalię jadącą do miasta z obcym facetem, bo to przecież tak się nie godzi?
Boże, co tu się dzieje z tymi plotkami o Natalii zdradzającej Damiana. Przecież to tak strasznie nie ma sensu, nawet największy osiedlowy monitoring by nie wymyślił takich fikołków!
"Wyrasta na ludzi, bo co to za chłop, co nie pije i nie bije?" - XD
Bartosz-Esmeralda <3
Nienawidzę Bartosza. Oficjalnie nienawidzę Bartosza. Jeśli śpiąca Zuzanna naprawdę to wszystko słyszy, to okropnie jej współczuję, bo to jest po prostu molestowanie. Pozwolę sobie powtórzyć siebie z pierwszego czytania analizy, bo nic lepszego ani ładniejszego niestety nie znajdę, by to skomentować: Bartosz, spierdalaj na drzewo.
"Dwie kompletne ręce" - XDD No tak, żebyśmy nie zapomnieli, że Damian Nie Ma Ręki, tak jak Siergiej Nie Ma Oka.
Cała scena bitki Damiana z Bartoszem i przywalenia Natalii rykoszetem jest tak bezsensowna i głupia (co to za pourywane w połowie zdania? czemu nagle czas teraźniejszy? co Ałtorkasia miała na myśli?), że podczas pierwszego czytania dostałam głupawki, która teraz się odnowiła XDDD
Jadwiga ma 64 lata? Ja naprawdę widziałam ją cały czas jako zgarbioną babuszkę, która pamięta chyba chrzest Polski!
OCZYWIŚCIE, że Damian jeszcze do tego ma kochankę! XD Jezu, to jest... naprawdę, muszę wziąć się w garść i spróbować napisać coś sensownego.
Okej.
Twoja interpretacja, że Damian się po prostu zakochał i znalazł kogoś, kto traktował go jak partnera, a nie sponsora i płodziciela dzieci, ma sens. Ma na tyle sensu, że Damian wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych bohaterów. Tak, tak, gratulacje, Ałtorkasiu, wolę terroryzującego rodzinę agresywnego pijaka, kryminalistę, pasożyta, cudzołożnika, [miejsce na to, co jeszcze mu dopisze] od pozytywnych bohaterów!
Jezu, nazwanie kobiety która ma potrzeby seksualne i fantazje bardziej skomplikowane niż misjonarz przy zapalonym świetle "nimfomanką". Nie wiem, czy to narrator, czy już Ałtorkasia (w sumie w "Mistrzu" mieliśmy... Andżelikę? jak jej tam było...)
Siergiej i Nataniel szykują ustawkę na Damiana! XDDD Czekałam na to od początku książki! :D Czy to moment, kiedy w następnym rozdziale ktoś zginie? Możemy zacząć obstawiać zakłady? :D
"Poza tym coraz mniej lubię Bartosza. Dlaczego on jeszcze bierze w tym udział, czemu nie przemówi Natalii do rozsądku, czemu po prostu zostawia rannego gościa, żeby sam się wlókł do wsi? Podobno jest ratownikiem?" – sedno sprawy. Z jednej strony w przeciwieństwie do Nataniela był do tej pory przedstawiany jako osoba, która na ratownika się nadaje, bo lubi pomagać ludziom, a tu taka nieodpowiedzialność. Może on chce ratować tylko atrakcyjne kobiety?
UsuńZastanawiające, że autorka w ogóle nie wyczuwa, jak toksycznym uczyniła świętego Bartosza męczennika. Może to brak warsztatu, może brak umiejętności konsekwentnego prowadzenia postaci przy ciągłym wciskaniu kontrowersyjnych wątków rodem z "Trudnych spraw". Wstrząsające motywy z przemocą, uwodzicielskimi wydrami i zdradami są ważniejsze niż rozwój i pochodzenie konkretnego bohatera, więc wstawia je, nieważne, które postaci akurat są w książce. A jakby Damian ciągle bił Natalię i nie zaczął jako ten dobry, to i Natalia by została potępiona, bo stałaby się głupią nimfomanką, co leci na chłopa bez powodu i nie ucieka od przemocowca, więc w sumie jej się należy. Jak żonie sołtysa.
Jadwiga uważała w tym fragmencie, że Damian przesadza, będąc podejrzliwym wobec intencji Bartosza. To by nawet pasowało do jej osobowości, sama jest samotną kobietą, która wszystko sama potrafi załatwić i nie potrzebuje do tego partnera, ale z kolei jej otwartość, dorastanie w latach siedemdziesiątych (na bank w dużym miejskim ośrodku) i zdobycie wykształcenia z psychologii w latach osiemdziesiątych jakoś kłócą mi się z jej oburzeniem, że jak to, Natalia NIGDY nie uśmiechnęłaby się do obcego mężczyzny! Ona nie jest taka, żeby flirtować z gościem!
Te sąsiadki-plotkary i ich daleko idące wnioski to chyba odzwierciedlenie spojrzenia na świat autorki, wnioskując po relacjach ludzi, którzy się jej narazili, a potem znaleźli swoje odpowiedniki w jej twórczości…
Bartosz zachowaniem z Zuzanną awansował na naczelnego oblecha powieści. Co by nie mówić o innych bohaterach, raczej żaden nie pozwoliłby sobie na spoufalanie się z dwudziestolatką w śpiączce.
Scena uderzenia Natalii jest tak fatalnie napisana, że i mnie rozweseliła 😄 Damian-furia wyrzuca pięść na kilka metrów do przodu, a Natalia wyskakuje jak jeleń na drogę.
"Ja naprawdę widziałam ją cały czas jako zgarbioną babuszkę, która pamięta chyba chrzest Polski!" – hahaha, dokładnie tak!
Damian jest jak wszystkie dziwki tragiczne z serii, Oliwia i Marek: wie, że źle postępuje, a narrator ma wobec niego 1% empatii, więc trzeba go ukarać upadkiem.
Ta Andżelika, co nie miała majteekkkk?
Ustawkę będą planować całą kolejną notkę 😄
"Czy to moment, kiedy w następnym rozdziale ktoś zginie? Możemy zacząć obstawiać zakłady?" – Pewnie! Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek zgadł okoliczności śmierci, bo nie mają sensu XD
Może to brak warsztatu, brak umiejętności i dziwne poglądy naraz... Ale tak, też mam wrażenie, że gdyby Damian był toksyczny od początku, to wtedy nagle Natalia byłaby tą złą, tak jak Oliwia.
UsuńCzyli Jadwiga jest w sumie kolejną niespójną postacią. Nie spodziewałam się niczego innego.
No właśnie. Aż bym chciała, żeby Bartosz zginął, choć obstawiam, że on akurat przeżyje i zostanie nową, wielką, prawdziwą miłością biednej Natalii.
Tak, ta co nie miała majteeekkk! XDD
Nie mogę się już doczekać :D
Zastanawiam się, czy to znowu różnica pomiędzy tym, co wolno mężczyźnie, a co kobiecie, ale może to jak alkoholizm: tylko u złych bohaterów to wada. Piją wszyscy, ale to od narratora zależy, czy szlachetnie i czy są usprawiedliwieni.
UsuńIstnieje jeszcze szansa, że Jadwiga tylko grała taką do rany przyłóż cioteczkę, która każdego wspomoże, w końcu od początku manipulowała Damianem i Natalią, lub z każdym rokiem (naturalnie lub od czasu wypadku samochodowego) robi się bardziej konserwatywna, bo zapomina, jak żyją młodsi ludzie.
Ja też nie mogę się doczekać, finał jest strasznie durny 😄
Jakoś mi przeszło przez myśl, że może ta pobita kobieta, którą odwiedził Bartosz, to kochanka Damiana, ale niestety nie. To by był ciekawy motyw.
OdpowiedzUsuńCzekam z utęsknieniem na kolejny odcinek tej naszej słodkiej patologii. <3
A wiesz, że to nawet dałoby się wpisać w fabułę? I to rozwiązanie miałoby sens, bo Michalak mnoży postacie, kompletnie nad nimi i ich powiązaniami nie panując… Z kolei ja zastanawiałam się, czy to nie Iwona pod zmienionym nazwiskiem przyjechała rozbijać związki bohaterów. Była opisywana identycznie jako charakterystyczna kruczowłosa piękność i lubiła zapadać w śpiączkę. Jedyne co nie pasuje, to wiek: Iwona zbliżałaby się do czterdziestki.
UsuńPostaram się publikować dzisiaj 🙂
Już raz Iwonka oszukała bohaterów w kwestii swojego wieku, więc mogłaby to uczynić ponownie, a postaci u Michalak nie są zbyt spostrzegawcze. No i ciągle następuje jakiś plot twist i się okazuje, że ktoś jest w innym wieku, niż to było ukazywane wcześniej. Ciągle marzę o tym, aby Iwonka razem z Oliwią namieszały w życiu bohaterów. W sumie to nawet Oliwia mogła się przefarbować. ;-)
Usuń#OliwiaTeamForever
To prawda, wiek w tych powieściach jest bardzo umowny :D też tęsknię za Iwoną i Oliwią, bohaterkami z inicjatywą i dość realistycznymi rozterkami. Gdyby Zuzanna była tak naprawdę Oliwią, przynajmniej nie musiałaby się dłużej użerać z Natanielem, to zawsze na plus!
Usuń