5.5 Rozdział 17, 18, 19 i 20
ROZDZIAŁ XVII: BLE BLE O ZDRADZIE
Przerażona Ala wpuszcza bohaterów kompanię wezwaną celem pobicia Damiana do dworku i streszcza przebieg bójki. Jadwiga płacze pod kołdrą, Nataniel z Siergiejem stoją nad nią i żałują.
Jemu Jadwiga Dąbrowicka była najbliższa, najbardziej droga. Znał ją najdłużej z całej trójki, ratowała mu życie, gdy wykrwawiał się od ran zadanych nożem, i po prostu… kochał ją jak matkę, a może nawet bardziej, bo jego własna nie zasługiwała na miłość.
Pomijam sens wypowiedzi „a może nawet bardziej niż matkę, bo matki nie kochał wcale”, ale czy nie powinien myśleć o niej raczej jak o starszej siostrze? Przecież jest ledwie kilka lat starsza.
– (...) Błagam was, ludzie kochani, Natalia i Bartosz? Miziają się na parkingu pod szpitalem? To mogła wymyślić tylko wredna, parszywa plotkara. Ale że Damian rzuca się na żonę z pięściami...? – Pokręcił głową. – Tak, wiem, że chciał się bić z Gazdą, mimo wszystko... Podniósł rękę na Natalię. Takie są fakty.– Poniosło gnoja – mruknął z niechęcią Siergiej. – Zresztą... sam nie wiem, jak bym zareagował, gdyby ktoś mi takich rzeczy nagadał o mojej Magdzie.
A ci nadal dyskutują o winie Damiana. Widać ani nagła zmiana jego charakteru, ani nagła nienawiść wszystkich bohaterów do tej postaci nie wystarczyła do jej obrzydzenia. Trzeba było stworzyć konflikt z dupy o przypadkowym rąbnięciu ukochanej w łeb.
Do tego ta przedziwna logika, że liczy się wyłącznie ten jeden przypadkowy cios, a nie to, że w tej samej scenie nią szarpał i próbował nieprzypadkowo uderzyć, ale został powstrzymany.
– Jeśli zaraz powiesz, że też byłbyś gotów ją uderzyć, moją siostrę, to od razu wyjdźmy na zewnątrz. Dostaniesz profilaktyczny wpieprz. – Nataniel zmierzył przyjaciela gniewnym spojrzeniem.– Nie startuj z takimi propozycjami, dzieciaku, bo możesz się naciąć – wycedził Sodarow.
![]() |
| Dorośli |
Ot, takie tam przyjacielskie sprzeczki.
XD Tak, to cytat. Nie zazdroszczę znajomych.
– Jest jeszcze coś… – [Jadwiga] zaczęła z wahaniem i spojrzała na drzwi. Siergiej zrozumiał to bez słów. Podszedł i zamknął je na klucz.
NAGLE! Intryga i plot twist. Bardzo przemyślany i logiczny.
– Myślę, że Damian wykorzystał to całe zajście do swoich celów. Chciał odejść od Natalii. Ale tak, żeby to ona czuła się winna. Rzeczywiście uderzył ją niechcący, jednak resztę mógł zaplanować.– Po kiego diabła? – zdumiał się Sodarow.– Damian ma kochankę.
A więc Damian chciał odejść, ale tak, aby Natalia czuła się winna, więc z nią nie rozmawiał o problemach, a uderzył, tak przypadkiem, ale jako część zaplanowanej akcji. A kochanka niby w Olsztynie i po kryjomu, a jednak wszyscy widzieli ich spotkania, łącznie z, jak zaraz się dowiemy, Jadwigą, będącą świadkiem namiętnych pocałunków. Tyle sensu!
Mężczyźni patrzyli osłupiali na Jadwigę, ona wbijała wzrok w dywan pod nogami.
Jadwiga też miała romans z Damianem? Może dlatego nie reagowała na jego przemoc i była tak pobłażliwa!
Sodarow usiadł ciężko na krześle stojącym przy toaletce. Nataniel stał nieruchomo, obracając słowa kobiety w myślach.– Gnój bez zasad i honoru – wydusił wreszcie, zaciskając palce w pięści.
Obaj ci dzielni rycerze mieli w poprzednich tomach albo kochanki, albo dwie kobiety naraz w dziwnym układzie. A tu szok, niedowierzanie, skandal stulecia i cios w święty sakrament małżeństwa, JAK MOŻNA MIEĆ KOCHANKĘ, cała wieś płacze, jak tu żyć dalej?!
– Wygnałam go, kazałam mu iść precz i zrobił to więcej niż chętnie. Właśnie dlatego. Teraz może się z tamtą prowadzać otwarcie.
I co, mają jechać do Olsztyna i do skutku rozpuszczać plotki, żeby nie miał za dobrze?
Wcale się nie zdziwię, jeśli za parę tygodni czy miesięcy przyśle Natalii pozew rozwodowy.
Jeśli upłyną miesiące, Natalii wypadałoby się samej nad tym zastanowić. Powinno być łatwo uzyskać rozwód z winy męża, skoro ten planuje od razu zamieszkać z kochanką.
I do reszty złamie jej biedne, poharatane serce.
Naprawdę zastanawia mnie, jak to jest, że o Natalii padają tego typu zdania, jakby była dzieckiem niepełnym rozumu.
– To składa się w jedną zgrabną całość – odezwał się Sodarow. – Głupiemu gnojowi cały plan omal się powiódł. W pozwie zarzuci niewierność Natalii, będzie przekonywał, że tamtą poznał już po rozstaniu, nazajutrz po tym, jak pokazałaś mu drzwi.
Przed chwilą utrzymywaliśmy, że (nietrzeźwy?) Damian przy świadkach strzelił Natalię w ryj. Ta leży w szpitalu, gdzie lekarze stwierdzili wstrząśnienie mózgu i pękniętą kość jarzmową. A teraz ma to świadczyć na niekorzyść Natalii? Czemu nikt nie wezwał policji do poważnego pobicia, skoro i tak wszyscy są przeciwko Damianowi i za Natalią?
Poza tym co to za podchody? Sąd im powie, że małżeństwo musi trwać, bo „nie lubię mojej żony i nie mieszkam z nią”, to nie powód do rozwodu? O podział pieniędzy raczej nie chodzi, bo niczego się nie dorobili, mieszkają u Jadwini, samochód rozwalony, większość pieniędzy poszła na dworek, studia, in-vitro.
Nataniel dopytuje o romans z Malwiną.
– Jesteś pewna, że nie było to „poślizgnęła się, a ja ją podtrzymałem”? – zapytał cicho Nataniel.– Całowali się. Bardzo namiętnie. – Słowa Jadwigi rozwiały wszelkie wątpliwości.Co innego służyć przyjaciółce ramieniem, gdy jest ślisko, co innego namiętnie się obściskiwać, z całowaniem włącznie.
Poziom literatury: narrator tłumaczy różnicę pomiędzy podaniem ręki a namiętnym pocałunkiem.
– Mamy jasność sytuacji. – Sodarow klepnął się w kolana i wstał. – Co robimy? Mam znaleźć gnoja i mu wpieprzyć?– Dawno nie miałeś policji na karku? – odpowiedział pytaniem Nataniel. – Nic nie robimy. Ogarniamy sytuację tutaj, na miejscu, a Damiankowi życzymy szczęścia na nowej drodze życia.
Aha, dlatego nie wzywają policji.
– Na początek trzeba zadbać o Jadwigę i Natalię. I Alunię. – Siergiej podszedł do drzwi i otworzył je. Nie wolno było trzymać małej, przerażonej dziewczynki na ciemnym korytarzu.
Tu jest maleńka, ale wcześniej wyglądała jak „podstarzała prostytutka”. Ani jedno, ani drugie nie przeszkadza w zamykaniu jej drzwi przed nosem.
– Damian wróci? – Ala podniosła na nią pełne łez oczy.– Oczywiście, że wróci – rzekła pewnym głosem Jadwiga, by uspokoić dziecko. Ale czy zostanie? Na szczęście na to pytanie nie musiała odpowiadać.W Marcinkach nie było miejsca dla łajdusów zdradzających żony,
Ale przez dwa miesiące nic nikomu nie powiedziałam i nie miałam nic przeciwko.
– Gdzie jest Bartosz? – zapytała nagle.– Poszedł spakować manatki – odpowiedziała jej Ala, bo przecież Nataniel z Siergiejem nie mogli tego wiedzieć. Byli tutaj, w pokoju Jadwigi.
Zupełnie naturalne wtrącenie. Może powtórzmy jeszcze raz, gdzie znajdują się wszystkie postacie w powieści. Mnie na przykład interesuje, co robi Mateusz i czemu nie został zwerbowany do bicia.
Potem Nataniel mówi:
– Pójdę po Bartosza. Trzeba go nakłonić, by został.
A następnie:
– A ty dokąd? – padło pytanie.Nataniel, bo to on był, zbiegł po schodkach, chwycił plecak, który Bartosz zdążył wrzucić na tylne siedzenie
Wszyscy musieli być pijani. Autorka przy pisaniu, korekta przy poprawianiu. Nawet stażyści, sprzątaczki i dozorca.
Nataniel wmawia Bartoszowi, że Jadwiga chce go z powrotem, a ten ma wątpliwości. W końcu mówi tak:
Zaczęło się realistycznie: skoro już doszło do nieporozumienia, Bartosz mógłby czuć się niezręcznie i chcieć odseparować się od kobiety. Nataniel na to: *incoherent screeching*– Natalia nie jest mi obojętna.Wreszcie! Zdobył się na to wyznanie!Nataniel… on pokręcił głową, patrząc na Gazdę z niedowierzaniem.– W tydzień?! W tydzień zdążyłeś się zakochać?! I to w kim, w czyjejś żonie?! Żonie faceta, którego byłeś gościem?! Co z tobą, człowieku?!
Masz trzymać łapy przy sobie, rozumiesz?! – warknął do Gazdy. – Natalia jest dla ciebie nietykalna! Nie pozwolę, byście we dwoje złamali Jadwidze serce, a mnie skompromitowali. Ręczyłem za ciebie!
Czyli najpierw było „Natalio, rozbieraj się przed Bartoszem”, a potem „Bartoszu, jak mogą ci się podobać gołe kobiety”.
Ale tak, chodzi o to, że w razie co wina spadnie na Nataniela. I nadal nie zakłada, że nie zna aż tak dobrze Natalii, która potencjalnie mogła dać się ponieść namiętności albo chociaż chęci bliższego zapoznania z Bartoszem?
Nataniel krzyczy na Bartosza, a tu przychodzi Siergiej.
– Super. Masz, ten prezent jest dla ciebie, czy raczej dla twojej Zosi. – Sodarow wcisnął w objęcia przyjaciela kosz pełen szczeniaków. – Nie wiadomo, kiedy Natalia wróci ze szpitala…
O, na pewno się ucieszy! Na pewno się nudzi sama w domu, z dziećmi i pracą na głowie.
– Ja się nimi zajmę – wpadł mu w słowo Gazda i odebrał kosz od Nataniela. – Niewiele jest tu do roboty, a ty, Nat, masz wystarczająco dużo na głowie.Mężczyzna z ulgą mu przytaknął. Doprawdy, w całym tym zamieszaniu jeszcze pięciorga maleńkich szczeniąt, wymagających stałej opieki, brakowało...
Boże, ten też zaczyna się zachowywać jak niewolnik Nataniela, gdy tylko tamten mu nawrzuca. Może po prostu Nataniel jest mistrzem hipnozy i to przyczyna wszystkich jego sukcesów z manipulacją?
Po Natalię – bo rzeczywiście nazajutrz, po wszystkich badaniach, mogła wracać do domu, oczywiście z zaleceniami, by uważała na siebie – pojechał nie Bartosz, nie Nataniel i nie Siergiej, a Zosia Domoradzka.
Zosia nie wykręci się od nadprogramowych obowiązków!
Odebrały kartę wypisu i mogły ruszać w drogę powrotną. Natalii nie było w domu zaledwie jeden dzień, a już tęskniła za Marcinkami! I szczenięta! Do piesków tęskniła jeszcze bardziej…Zosia jednak, zamiast skręcić w drogę do dworu, wjechała w las.
Porwanie?
Wreszcie samochód zatrzymał się. Zosia przekręciła kluczyk. Silnik umilkł.
Natalia, przyzwyczajona do gwałtów i molestowania, zaczęła się rozbierać, żeby móc szybciej wrócić do domu.
Następuje chwila prawdy.
– Damian od paru miesięcy ma kochankę. Szukał pretekstu, żeby odejść. Ty w niczym nie zawiniłaś. To on...
Natalia nie jest winna, że Damian zaraz sobie przygruchał nową kobietę, ale weź jej tak nie pocieszaj w ten sposób, bo to tylko utrwala jej wyuczoną bezradność!
Dziewczyna zgięła się wpół. Niczym złamane drzewo.
Miażdżąc samochód i ryjąc gałęziami o ziemię.
Próbowała zapłakać… rozkrzyczeć się… Ale nie mogła. Umierała z bólu. Po cichu. Bez jednego jęku. Zosia płakała za nią.
Logiczne. Zosia zawsze pomaga.
– Mówił, że bardzo mnie kocha. Że nikt inny, tylko ja... Że nikogo nigdy nie kochał... tak bardzo jak mnie...
Tu następują akapity opisów szaleństwa Natalii. Ten fragment najbardziej obnaża brak umiejętności literackich autorki. Widać, że bardzo starała się oddać szok kobiety, która dowiaduje się, że mąż ją zdradzał i ewidentnie jej zależało, by czytelnik czuł moc sceny.
Tylko że ogólnie Natalia wychodzi z auta, tarza się w śniegu i wyje z Zosią, a narrator bełkocze:
Zdrada. Słowo topór. Słowo śmierć. Słowo koniec.
Koniec? Koniec książki!!! A nie, znowu nie.
ROZDZIAŁ XVIII: NATANIEL PRZEPĘDZA BARTOSZA
Musiały minąć ponad dwa miesiące od tamtego strasznego dnia, by dwór Marcinki znów usłyszał śmiech Natalii.
Zrobiła się z niej taka zrzęda, że nie dało się opisać nic w ciągu tych dwóch miesięcy. Można to zrozumieć, skoro w ciągu kilku dni dowiedziała się, że jest bezpłodna, a mąż jej przyłożył i odszedł do kochanki. Widać dwa miesiące była cisza i spokój, a tu Natalia wybiega z pokoju: REHEHEHEHEHE!!!
…tylko jeżeli to oznacza koniec traumy z powodu zerwania, to jestem pod wrażeniem! Ludzie latami tęsknią za byłym małżonkiem. Ale kto ją tam wie, z opisu wydarzeń nie da się nic wywnioskować.
Nie chciała widzieć przyjaciół, nie potrafiła zejść na śniadanie czy obiad i ot tak, beztrosko, prowadzić zwyczajnej rozmowy.
Nie schodzisz na śniadanie? Masz depresję.
Schudła strasznie, oczy miała podkrążone jak człowiek na granicy życia i śmierci. Jadwiga, przerażona stanem dziewczyny, błaganiem i groźbami zmuszała ją do przyjmowania leków przeciwdepresyjnych.
Leki przeciwdepresyjne na świeżą traumę, tak. Pewnie przepisane przez Jadwigę.
Jednak tak już jest, że po największej nawałnicy, po cyklonie, co łamie nas jak zapałki, wstaje cichy, jasny poranek.
Duuże drzewaaa u u, Stachursky!
Któregoś dnia Natalia obudziła się (…) i… zapragnęła żyć. Na przekór Damianowi, który tydzień wcześniej przysłał pozew o rozwód…
Jednak wypadałoby się zainteresować dokumentem, bo zaraz będzie wielkie zdziwienie, że podły Damian nie podzielił się z Natalią oszczędnościami.
Tego ranka wzięła gorącą kąpiel, ubrała się jak człowiek w ładny, nowy dres, lekko umalowała – nadal przecież gościły w Marcinkach mężczyznę, na którego Natalia przez cały ten czas nie mogła patrzeć
Lekki makijaż, ale do dresu, nie do sukienki – to by oznaczało chęć podrywu – a potem schodzenie na śniadanie. Na śniadaniu jeszcze "szyneczka, którą Bartosz uwędził we własnoręcznie skonstruowanej wędzarni ze świeżo startym chrzanem", żeby pokazać, jaki to Bartosz zaradny, przydatny i fajny.
Nagle retrospekcja z dnia poprzedniego, kiedy to ponoć Nataniel pojawił się w dworku pod pretekstem zabrania psa:
– Nadal nie jest ci obojętna? – zapytał go Nataniel z przekąsem nie dalej jak wczoraj, gdy razem z Zosią przyjechali po swojego szczeniaka. (…)I o to właśnie, choć nie tak bezceremonialnie, pytał przyjaciela Nataniel.O ile jeszcze byli przyjaciółmi, bo stosunki między nimi bardzo się ochłodziły.
A z jakiej racji się ochłodziły? Właśnie dlatego, że Bartosz śmie lubić Natalię? Zastanawiam się, czy Nataniel w przeszłości był świadkiem, jak Bartosz pomiatał żoną. Jak wiemy, Nataniel uważa się za dżentelmena, który uważa, że w przestrzeni publicznej należy całować rączki i puszczać panie przodem, a nie wyśmiewać czyjś chleb.
W skrócie: Bartosz mówi, że kocha Natalię, a Nataniel pyta, co postanawia z tym zrobić.
– Nic. Będę się starał, by znów obdarzyła mnie przyjaźnią i zaufaniem. Tylko tyle.– I to ci wystarczy? – W głosie Nata zabrzmiała czysta drwina. – Tobie, facetowi z krwi i kości, który nie miał kobiety… jak długo?, nieważne… tobie wystarczy „przyjaźń i zaufanie”?– Mam wybór?– Masz, do cholery! Zebrać dupę w troki i wynieść się z domu, gdzie nikt cię specjalnie nie chce ani nie potrzebuje!
Dobry ten Nataniel. Przyjeżdża w gości i wyrzuca Bartosza z cudzego domu, gdzie go najwyraźniej lubią, bo Bartosz chodzi i buduje nowe wędzarnie. I wyrzuca, "bo tak", gdyż sam ma chorobę lędźwi i wie, że na miejscu kolegi nie potrafiłby się zachować.
– I po to przyjechałeś, przyjacielu? By mi uświadomić, że nie jestem już tutaj mile widziany?– Właśnie po to.
Czyli jednak nie po psa; pies by tam w innym wypadku siedział do śmierci.
Bartosz niestety bierze sobie słowa cesarza do serca i już następnego dnia jest gotowy do drogi.
– Wyjeżdżam.Natalia spojrzała na niego spokojnie.– Aha. Do Nowego Targu? Jak długo cię nie będzie?– Nie zrozumiałaś mnie. Wyjeżdżam na zawsze. Już tutaj nie wrócę.Ręce głaszczące miękkie futro Belli znieruchomiały. Oczy, dotąd w kolorze miodu, pociemniały z niedowierzania i szoku.– Dlaczego?! Coś się stało? Ala powiedziała ci coś przykrego?
Wyjeżdżasz? A to pewnie Ala, ta szmata, powiedziała ci coś niedobrego, zaraz jej złoję dupsko pasem!
– (…) Zostań, Bartosz. Jesteś nam potrzebny. Jesteś… – Umilkła na moment, przymknęła na sekundę powieki, a potem dokończyła: – Jesteś MI potrzebny.(…)Wstał.– Pójdę się spakować – rzucił sucho i zostawił ją z wyrazem kompletnego osłupienia w oczach.Nie zatrzymywała go. Odprowadziła wzrokiem wysoką, barczystą sylwetkę, po czym ukryła twarz w miękkim futrze Belli, próbując zrozumieć…
Natalia, trzydziestolatka o inicjatywie śniętej ryby, zebrała się, żeby powiedzieć Bartoszowi, że go potrzebuje. Bartosz wstaje niezadowolony, że nie wyznała mu miłości.
Widocznie książka byłaby cienka i nudna, gdyby skończyła się w tym momencie. Dlatego autorka postawiła na intrygę w stylu "kocham cię, ale mi nie wolno" i dorzuciła do tego kilka trupów.
ROZDZIAŁ XIX: SZATAN ZABIERA PSA
Niespodzianka: gdy Bartosz to samo mówi Jadwidze, ta zdaje się rozumieć, z czego wynikają jego problemy. Sugeruje nawet, że zaraz przyjdzie kolejny czarujący rusek-nieznajomy i będzie po ptokach:
– Jeśli teraz odejdziesz, może pojawić się ktoś inny, kto zajmie twoje miejsce. W chwili, gdy ona będzie na to gotowa, wyciągnie po nią rękę i…?– Trudno.– Stracisz swoją szansę.– Trudno.
Durna Natalia nie rzuciła się na ziemię, błagając, żebym został. Już mnie ona nie interesuje!!!
Bartosz wychodzi, wsiada do forda i odjeżdża; nawet się cham z Natalią nie pożegnał.
Wjechał na szpitalny parking, jak czynił to regularnie, w każdy poniedziałek i czwartek, zostawił forda i ruszył wolnym krokiem, bo doprawdy nigdzie już mu się nie spieszyło, na oddział internistyczny.
A, jeszcze papa, Zuziu od kamasutry. Pewnie się akurat w tym momencie przebudzi. A jak ktoś się zna, niech powie, czy oddział "internistyczny" pasuje do kogoś przebywającego w śpiączce od kilku miesięcy.
Co niby zrobi dziewczyna na widok nieznajomego faceta? Rzuci mu się na szyję i obsypie jego twarz pocałunkami, płacząc z wdzięczności?
A nie bierze pod uwagę, że skoro do tego czasu nie dała znaku życia, po prostu ma uszkodzony mózg i na zawsze zostanie warzywem?
Wszedł do pokoju, nie zastanawiając się więcej, co by było gdyby i… stanął jak wryty. Łóżko pod oknem było puste. Za to łóżko przy ścianie zajmowała nieznajoma kobieta.
Ale zanim czytelnicy zdążą się zmartwić, że Zuzanna nie żyje, kobieta wyjaśnia:
– Obudziła się wczoraj po południu. Od rana robią jej jakieś badania – odparła obojętnie kobieta i powróciła do lektury kolorowego czasopisma, a pod Bartoszem ugięły się nogi.
Zastanawiacie się, jak pacjentka zareaguje na widok prawie dwukrotnie od niej starszego adoratora?
Wreszcie! Do pokoju wjechał wózek na kółkach, a na nim czarnowłosa piękność o oczach tak intensywnie niebieskich, że Gaździe zaparło dech w piersiach. Mierzyła go chwilę spojrzeniem szafirowym jak skrawek nieba, po czym zapytała głosem cichym i lekkim jak szelest liści:– Kim pan jest?
Niestety okazuje się że Zuzanna wcale nie pamięta Bartosza, nie rozpoznaje jego głosu i w ogóle całe to czytanie dwa razy w tygodniu na nic, bo niewdzięczna laska nie chce iść z nim do łóżka.
– Przychodziłem tu dwa razy w tygodniu. Czytałem ci „Anię z Zielonego Wzgórza” – wyjaśnił, czując się nieco niezręcznie.Naprawdę liczył na to, że jego starania przyniosą jakiś efekt. Gdyby wiedział… gdyby tylko przypuszczał, że to całe czytanie, te trzy godziny dziennie w każdy poniedziałek i czwartek, zdadzą się na nic, że równie dobrze mógł czytać obrazowi w galerii…(…)– Pójdę już – odezwał się, nie licząc na to, że dziewczyna będzie próbowała go zatrzymać.Nie próbowała. Odprowadziła go obojętnym wzrokiem i to by było na tyle, jeśli chodzi o altruistyczne porywy serca…
Altruistyczne! No rzeczywiście. Boże, jaki interesowny: stracił łącznie kilkadziesiąt godzin, a mógł w tym czasie przeglądać Tindera.
Gdyby to była bajka, Zuzanna wybiegłaby za nim
Już szczególnie że siedzi na wózku, bo nie używała mięśni od miesięcy…
Bartosz wybiega i rozmyśla, jak niepowiadomieni o jego powrocie rodzice zareagują.
Parszywe życie…Telefon rozbrzmiał nagle.Na wyświetlaczu ukazał się nieznany numer. Bartosz przełączył na głośnik i zdumiał się w następnej chwili, słysząc znajomy, dawno niesłyszany, lecz bynajmniej nie wyczekiwany głos:– Cześć, to ja. Chcę z tobą pogadać.– Skąd przypuszczenie – zaczął powoli Gazda, cedząc słowa zgłoska po zgłosce – że ja chcę gadać z tobą, Damian?– Mam pewne informacje na temat Natalii, a wiem, że jesteście ze sobą blisko, które bardzo cię zainteresują. Podjedź do Olsztyna. Pogadamy.
Co takiego Damian chce mu powiedzieć o Natalii?
A: Pracuje w mafii
B: Porywa psy
C: Robi przemycanym koniom aborcje
D: To moja żona! *Łup!*
W międzyczasie Jadwiga z Natalią snują się niemrawo po dworku, "płaczą po kątach" i przeżywają wyjazd Bartosza. Ala za to "uciekła na poddasze i tyle ją widzieli", ale tym nikt się nie przejmuje; kolejny dowód na to, że już jest za stara na bycie słodkim dzieckiem.
Kilka ładnych dni zajęło Natalii jako takie pozbieranie się po stracie przyjaciela.
To chyba normalne, że ludziom jest smutno, gdy ktoś bliski wyjeżdża? Gorzej, że oni przez tydzień po świętach się przekomarzali, a potem dowiedzieliśmy się, że przez następna dwa miesiące Natalia go unikała.
Pewnego dnia Natalia bawi się z dwoma pozostałymi psami w ogródku.
– Tylko wy mnie nigdy nie zdradzicie, nie odejdziecie, prawda?Nie mogły odpowiedzieć w ludzkim języku, ale w swoim psim już tak. Uwielbiały swoją panią, koniec kropka.
Mam wrażenie, że czytam opowiadanie ucznia z końca podstawówki, który ma bardzo złe samopoczucie i próbuje sam sobie dodać otuchy…
Wtem wjeżdża samochód zła.
Warkot silnika, zbliżający się z każdą sekundą, sprawił, że Natalia podniosła się z klęczek i przytrzymała zwierzęta za obróżki. Samochód skręcił w bramę dworu i chwilę później zatrzymał się na podjeździe.Wysiadł z niego aspirant Konieczny i… Natalia krzyknęła cicho, całkiem zaskoczona. Kruczowłosa dziewczyna, piękna jak marzenie każdego mężczyzny, wysiadła z gracją z samochodu i ruszyła za policjantem.
Zauważcie, że z gracją, a za chwilę dowiemy się, ile minęło od jej zmartwychwstania.
Nagle jej wzrok padł na dwie białe suczki. Niebieskie oczy zogromniały. Zuzanna, teraz ona, upadła na kolana i, zupełnie jak Natalia minutę wcześniej, rozpostarła ramiona. Pewna, że za moment będzie tuliła pieski, trwała tak przez chwilę, ale Flora i Bella usiadły u stóp Natalii, przechyliły komicznie głowy i przyglądały się dwojgu obcym.
Wiadomo przecież, że psy w literaturze naturalnie wyczuwają dobro i zło w człowieku, a czarnowłose i piękne kobiety są złe jak szatan.
Czy Zuzanna ma uszkodzenie mózgu (prawdopodobne przecież! Poza tym podziwiajmy, że jest piękna jak marzenie po kilku dniach od wyjścia ze śpiączki, chociaż powinna wyglądać jak śmierć, bardzo płaska lub spuchnięta od odleżyn), że zakłada, że psy ją znają?
„Dziękuję wam, kochane”, pomyślała Natalia ze wzruszeniem.
Natalia też dobra (uczy psy, żeby tolerowały tylko ją?), ale również może mieć uszkodzenie mózgu po spotkaniu z mocarną pięścią Damiana.
– Dzień dobry – odezwał się policjant, zupełnie nieświadom tego, co się przed chwilą wydarzyło.Walka między dwiema kobietami rozegrała się błyskawicznie i niepostrzeżenie dla kogoś z zewnątrz.
Dla czytelników również…?
Zuzanna wydęła pełne, karminowe usta, podniosła się z kolan i otrzepała je bardziej energicznie, niż trzeba było.– Zuzanna tydzień temu odzyskała świadomość. Dziś sobie pogawędziliśmy i od razu poprosiła, bym przywiózł ją tutaj, do jej psa. Są bardzo zżyte – dodał, jakby musiał się tłumaczyć ze swojej obecności.– Bella nie żyje – odparła Natalia.– Dlaczego?! Jak?! – krzyknęła tamta, przytykając dłoń do ust. Piękne oczy natychmiast wypełniły się łzami. – Była wszystkim, co mi zostało! Moją jedyną rodziną!
Natalia opowiada o ciąży, martwym psie i jego szczeniętach. Mówi też, że może oddać Bellę, imienniczkę zmarłej suki „od początku przeznaczoną dla Zuzanny”, ale po chwili wahania zamienia psom imiona i wskazuje na Florę, bo prawdziwa Bella jest mniejsza i słodsza.
Jeśli myślała, że Zuzanna podziękuje jej serdecznie za opiekę nad swoim psem i jego szczeniakami... Natalię spotkało srogie rozczarowanie.– Myślę, że wszystkie szczenięta należą do właściciela suki, czyli do mnie – zaczęła dziewczyna, przeciągając zgłoski. – I to ty możesz wziąć sobie to, które wskażę, o ile cię, rzecz jasna, na nie stać. To bardzo drogie psy, unikatowej rasy... – zawiesiła głos.Natalia aż się cofnęła, wstrząśnięta do głębi. Aspirant uniósł tylko brwi, zdumiony, owszem, ale niespecjalnie. Tego człowieka ludzie nie byli już w stanie niczym zaskoczyć.
Zuzanna zaczyna defensywnym tonem i może nie jest najgrzeczniejsza, ale to pobita nastolatka, wobec której policjant jest uprzedzony. Typowe: atrakcyjna dziewczyna wspomina o pieniądzach, a do tego ma akcent Dody, czyli prawie komplet cech prawej ręki mazurskiego szatana. Jej argumenty są jednak całkiem racjonalne, do tego nie wiem, czy nie podejrzewa Natalii o udział w pobiciu, skoro ostatnie, co pamięta, to spacer z drogim, rasowym pieskiem, a pierwsze, co usłyszała po przebudzeniu, to że ktoś pozbierał szczenięta i porozdawał swoim znajomym. Całkiem możliwe, że nie za darmo!
Zuzanna pyta, ile było szczeniąt, a Natalia chwali się, że oddała je znajomym. Na miejscu Zuzanny już wyobrażałabym sobie te psy uwiązane na łańcuchu przy budzie…
– Będą musieli za nie zapłacić – rzekła twardo Zuzanna. – Jedno szczenię jest warte dwa tysiaki. Osiem tysięcy i jesteśmy kwita.Osiem tysięcy?! Natalia zakrztusiła się własnym oddechem. Skąd weźmie teraz, przed sezonem, takie pieniądze?!
Ach te nawyki hodowcy, który bierze pieniądze za rasowego psa zamiast obdarzać świat słodyczą za bezcen!
Ale zanim Natalia umrze z szoku, dzielny aspirant zauważa, że ktoś odebrał psi poród i opiekował się szczeniętami przez cały ten czas, czyli…
– Sto piętnaście dni całodobowej opieki nad pięcioma psami, plus wyżywienie, szczepienia, opieka lekarska, plus odebranie ciężkiego porodu, plus pochówek zwłok,
…na który Zosia wystawiła nielegalny kwitek ze swojej lecznicy pod hasłem "utylizacja" i pochwaliła się policji? Przecież wbrew przepisom zakopali psa w losowym miejscu.
plus dodatek za odchowanie szczeniąt… to daje w przybliżeniu trzydzieści cztery tysiące. Zwrócisz, panno Tamarysz, tym zacnym ludziom dwadzieścia sześć i to białe cudo – spojrzał na Florę – jest twoje.
STO PIĘTNAŚCIE dni? Przecież dopiero co był pierwszy marca, dwie-trzy doby później Bartosz się obraził i jeszcze tego samego dnia odwiedził Zuzannę, która "wczoraj" się obudziła. Minął tydzień od jej odzyskania przytomności. Prędzej wychodzi jakieś siedemdziesiąt pięć.
Aspirant poucza Zuzannę, że ma podziękować Natalii za dobre serce i opiekę nad psami.
Ta... już otwierała usta, żeby rzucić jakąś kąśliwą uwagę, coś w rodzaju: „Niech pani Sabrowicz się wypcha”, lecz zmieniła zdanie, spokorniała. Nie będzie się stawiać w obecności glin, no nie?
Dziękujemy, narratorze, za subtelność!
Zuzanna mówi, że w porządku, weźmie jednego psa i można zapomnieć o sprawie, na co Natalia jeszcze próbuje się wymądrzać, że założy hodowlę…?
– Prawdę mówiąc, myślałam o założeniu hodowli i tu przydałyby mi się obie, ale okej, nie odbiorę ci jedynej pamiątki po twojej Belli.
Jeden miałby zmienić płeć, czy hodowla polegałaby na suczkach z jednego miotu pokrywanych przez rodzeństwo, np. Reksia? Natalia na pewno wykorzystałaby fakt, że Mateusz machnąłby ręką na pieniądze.
Nie wiem, jak wy, ale mam poczucie, że tu Natalia rzuciła taki komentarz tylko po to, by Zuzanna źle się poczuła. Może jest z rodziny hodowców innej rasy i wie, z czym się to wszystko wiąże, może sama wpadła na taki biznes, jeździła za granicę po konkretnego psa, zapisała się do związku kynologicznego, a na samym początku drogi zawodowej zdarzył jej się wypadek. Tymczasem Natalia zyskuje rasowego psa w cenie schroniskowego Burka (to Domoradzcy ponieśli większość kosztów!) i teraz chce ukraść tożsamość Zuzanny, zakładając konkurencyjną hodowlę… To wszystko robi się podwójnie niesmaczne, gdy przypomnimy sobie, że dziewczyna jest bardzo młoda, jakieś dziesięć lat młodsza od Natalii. Tuż po ciężkim "wypadku" dwóch dorosłych ją poucza.
Tu następuje słodziutki fragment, gdzie Natalia mówi do psa, że go bardzo kocha i popycha go w ramiona Zuzanny.
Piesek zatrzymał się, zdezorientowany. Ruszył z powrotem ku swojej pani, czy raczej mamie, bo przecież to Natalia była przy nim od urodzenia, ale ona odepchnęła go z powrotem w kierunku Zuzanny. Ta wzięła wyrywające się zwierzę na ręce i powiedziała do policjanta:– Jedźmy, któregoś dnia wrócę po dokumenty, książeczkę szczepień...
Czujecie to zło? Pies pewnie jest przyzwyczajony, że wszyscy goście pensjonatu tarmoszą go i podnoszą, a przychodzi piekło-Zuzanna i nagle czuje przymus, by się wyrywać. Swoją drogą przed śpiączką musiała nieźle pakować, że mimo wszystko jest w stanie nosić psa, który waży przynajmniej dziesięć kilo (narrator podzielił się wagą psów z nami w dniu wyjazdu Bartosza).
Natalia mówi, że wszystko prześle pocztą.
Nie chciała już więcej oglądać tej zmanierowanej, wyzutej z wszelkich uczuć dziewuchy. Nigdy więcej.„A ty się w niej zakochałeś od pierwszego wejrzenia”, posłała smutną myśl Bartoszowi, patrząc, jak dziewczyna z wyszarpującym się rozpaczliwie, skomlącym szczeniakiem wsiada do radiowozu.
Autorko, szczenię to nie ludzkie dziecko…
Czemu każda pozytywna bohaterka w serii mazurskiej to zazdrosna o urodę młodszej kobiety, plująca jadem baba? Najwyraźniej problemem jest też to, że te złe potrafią trzymać nerwy na wodzy.
ROZDZIAŁ XX: NARKOTYKI, POBICIA I ROMANS Z PRZEMYTNIKIEM
Po dwóch godzinach wraca Konieczny przeprosić Natalię (za co?).
– Niewiele rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć, ale jej się to udało – dodał bardziej do siebie niż do Natalii. – Niebywała bezczelność... I niewdzięczność. Obudziła się tydzień temu, już o tym wspominałem. Przechodziła jakąś tam terapię czy rehabilitację, ale okazało się, że jest w niezłym stanie psychofizycznym. Dziś więc lekarze zgodzili się, bym z nią porozmawiał, i cóż... Niewiele miała do powiedzenia. Uprawiała jogging, została napadnięta, ocknęła się w szpitalu.
Czyli wyjaśnione! Dziewczyna zaklasyfikowana jako niegodna, sprawę usiłowania morderstwa zamykamy.
Natalia dopytuje o brak dokumentów i niezarejestrowaną kartę telefoniczną, więc Konieczny z radością zdradza szczegóły śledztwa:
Wyjaśniła, dość odpychającym tonem, że miała zazdrosnego narzeczonego, który fizycznie jej zagrażał.
Jeśli od razu wyskoczył z tezą, że Zuzanna sama jest sobie winna, to jej odpychający ton nie powinien go dziwić.
Uciekła od drania, zabierając tylko psa, ukryła się w Warszawie, zmieniła sądownie tożsamość...
– W Warszawie?! Przecież znaleziono ją w okolicach Elbląga, napadnięto podczas joggingu. Była tak zapaloną biegaczką, że zahaczyła o Elbląg?! I Bella była zarejestrowana o oddziale elbląskim, nie warszawskim. Ta cała Tamarysz kłamie!
– Oczywiście, że kłamie, ale co mogę na to poradzić? – Wzruszył ramionami.
Natalia strasznie drąży, ciekawe czy Koniecznemu wolno udzielać jej takich poufnych informacji jak zeznania świadków. Leonia Koźlarz już dawno powinna oddać mazurską koronę plotkarzy temu policjantowi.
A wystarczyłoby sprawdzić jakieś fakty, potwierdzić, czy stalker istniał, czy wcześniej wniosła przeciwko niemu oskarżenie albo sprawdzić powód zmiany nazwiska – trzeba nie lada gimnastyki, by udowodnić przed urzędnikami, że nowe dane są człowiekowi potrzebne.
– Nie wniosła oskarżenia o pobicie. Gwałtu, ściganego z urzędu, nie było. Sprawa jest zamknięta. I powiem ci coś, moje dziecko, lepiej nie drąż. Bo możesz stracić nie tylko tego uroczego szczeniaka.
W Elblągu grasuje groźna mafia i obcina palce.
Miał pewne podejrzenia co do prawdziwej tożsamości Zuzanny Tamarysz, z taką urodą była kuszącym kąskiem dla sutenerów, ale nie mając żadnych punktów zaczepienia, przy kompletnym braku współpracy ze strony zainteresowanej, nie mógł zrobić nic.
Jak czytelnik ma to zinterpretować? Ładna kobieta musi od razu zostawać prostytutką, bo inaczej marnuje urodę i młodość?
Rozmowa o Zuzannie się skończyła, Jadwiga przychodzi z herbatą i ciastem.
– Zostałyśmy same. Dziecko w szkole…– A twój mąż? Ten bez ręki? – zwrócił się do Natalii. – Widziałem go po drodze, proponowałem podwiezienie, ale odmówił.
Ten bez ręki, a nie ten drugi, górski maczo.
– D-damian? Tutaj? W Jędrzejowicach? – wykrztusiła, gdy już mogła złapać oddech.
O, Lipcówka nagle zmieniła nazwę na Jędrzejowie.
Wiedział, że ten rozstał się z żoną. Wiedział, że żyje z jakąś flamą w Olsztynie.
XD Jak wiesz, to po co dopytujesz? I czemu obrażasz jego partnerkę? Facet musi sprawdzać się jako policjant mniej więcej tak jak Nataniel jako pozytywny bohater.
Wiedział również, że z mieszkańcami wsi, szczególnie tymi spod ciemnej gwiazdy, zaczął prowadzić podejrzane interesy. Czy był to jednak prosty przemyt, czy coś cięższego?
Przemyca z Zuzanną sproszkowane kradzione konie dla mafii jako podróbkę kokainy.
Jadwiga wtrąca się, że Damian przysłał Natalii pozew rozwodowy (…co ma świadczyć o jego winie?). Natalia pyta, czemu Zuzanna pozbyła się Belli, skoro tak ją kochała.
– Mieszkała na stancji. Podejrzewam, że zajmowali się psem pod jejnieobecność, ale gdy minęło sześć tygodni, mieli dosyć. A jeszcze gdy się okazało, że suka jest w ciąży... Wiesz, jacy są ludzie.
Tak, niezamężna suka w ciąży, co sąsiedzi sobie pomyślą. Trzeba wyrzucić z domu, nim wstydu brzuchem przyniesie! Antropomorfizacja owczarków w tym tomie wszystkim bohaterom rzuca się na mózg.
– Ten Bartosz Gazda, on też był tutaj w Wigilię, prawda? Mam go odnotowanego.– Wyjechał parę dni temu. Wrócił do rodziny.– Może i próbował, ale nie dotarł na miejsce. Jest w olsztyńskim szpitalu. Dzwonili do nas w jego sprawie, bo nie miał przy sobie nic oprócz kwitu z parkingu.
Zadzwonili, że zwolniło się miejsce po Zuzannie, więc kolejny bohater może wylądować w szpitalu?
Dosłownie przed godziną przysłali zdjęcie tego faceta, a że mam dobrą pamięć do twarzy…
Konieczny uwielbia plotki, a w dodatku jest policjantem, więc w pewnym sensie musi mieć pamięć do ludzi; na pewno zapamiętał Bartosza. Ale nawet tak proste rzeczy trzeba czytelnikom wyjaśniać.
Bartosz Gazda trafił na chirurgię po tym, jak nieznani sprawcy skatowali go niemal na śmierć
XD Dawno się nic nie działo. Dobry ten Konieczny: siedzi, popija herbatkę, dopytuje o męża "bez ręki", a potem jakby od niechcenia: ej, ale wiesz że twój chłopak umiera właśnie w szpitalu?
Natalia i Jadwiga biegną do "kupionego niedawno starego opla" (Opel wkroczył na listę bohaterów wraz z nagłą potrzebą przemieszczania się) i jadą prosto do szpitala. Tu następuje (chyba?) kolejny seksowny opis ran u skatowanego przystojnego mężczyzny…?
– Bartosz… – Delikatne dotknięcie dłoni i ten cichy szept sprawiają, że on z trudem unosi opuchniętą powiekę. Drugiej nie widać. Pół głowy ma obandażowane. Rękę, zgruchotaną łomem, też. Właściwie cały jest w bandażach i opatrunkach.
A ci "nieznani sprawcy" to sam Damian? Trzydzieści osiem wgnieceń od pięści, ale tylko jednej? Natalia i Jadwiga mają odmienne teorie.
Oskarżanie Damiana to jak mówienie Jadwidze, że nie jest zbyt dobrym psychologiem.– Nie masz dowodów, że to Damian – wtrąca surowym tonem Jadwiga, lecz dużo ją kosztuje udawanie przed samą sobą, że nie wierzy w winę chłopaka.– Dopadli go tutaj, w Olsztynie! A gdzie niby ma swoją kryjówkę mój mąż, niedługo, mam nadzieję, eksmąż?!
– (…) Damian nie byłby tak głupi, żeby zlecać to pobicie. Bo sam przecież tego nie zrobił…
No nie wiem, mimo jednej ręki był silniejszy niż reszta.
Damian był tak głupi, by bawić się w przemyt narkotyków, był również zdolny do zemsty na Bogu ducha winnym Bartoszu.
XD Nie sądziłam, że te narkotyki będą jednak wprost.
Natalia dzwoni do Nataniela z pytaniem o numer do matki Bartosza, którą wypadałoby poinformować o wypadku. Czy szpital, Konieczny, ktokolwiek nie powinien już tego zrobić…?
Zamiast jednak wziąć notes z telefonami czy przewertować książkę adresową w swojej komórce, siedział przez chwilę zamyślony, stukając iPhone’em o blat biurka, a potem wybrał zupełnie inny numer, niż można się było spodziewać, rzucił krótko: „Musimy pogadać”, i już ruszał do drzwi, wołając, żeby Zosia nie czekała na niego z kolacją.(…)Debatowali dobrą godzinę. Nataniel wcielił się w rolę adwokata diabła, Sodarow był oskarżycielem.– Trzeba spuścić szczeniakowi taki wpierdol, by nigdy więcej nie bawił się w katowanie naszych kumpli – zaczął ten drugi, jak zwykle nie owijając w bawełnę. – Ostrzegałem go, jak pamiętasz.– Po pierwsze, nie wiemy na sto procent, czy to on – wtrącił Nataniel.
No i to jest sedno. Wyobrażam sobie, że Natalia powiedziała tylko "cześć, Bartosz leży w szpitalu, dasz mi numer do kogoś z jego rodziny?", a Nataniel odwrócił się na pięcie i ogłosił, że trzeba spuścić Damianowi wpierdol.
– Ej, a może chcesz czekać, aż ci sami nieznani sprawcy zgwałcą i skatują Natalię? – Głos Sodarowa spoważniał.(…)– Dobra. Zgadzam się. Wpierdol. – Nataniel skrzywił się przy tym słowie, bo zazwyczaj nie używał wulgaryzmów, ale ono akurat było jedynym właściwym.
Jakie to jest proste. Oni po prostu uwielbiają spuszczać wpierdol, ale zajęło im całą godzinę naginanie sytuacji tak, żeby się usprawiedliwić.
– Nie bój nic. I żeby cię sumienie nie gryzło, my nie będziemy w tym maczać palców. Znam takiego jednego, jeszcze z czasów mojej przemytniczej kariery… – Tu Siergiej rozmarzył się na moment. Z przemytem skończył w dniu, w którym poprosił Magdę o rękę. Raz na zawsze skończył.
Yy, czy to jest jakoś dziwnie napisane, czy Siergiej robi się rozmarzony na wspomnienie romansu z jakimś przemytnikiem, z którym zerwał w dniu oświadczyn?
Nataniel najwyraźniej olał telefon od Natalii, bo rozmowa z Siergiejem gładko przechodzi do kolejnej doby, kiedy postanawiają odwiedzić Damiana osobiście. Damian przyznaje się do zlecenia pobicia "takiego jednego, co cudze żony kradnie".
– I co mi zrobicie? – rzucił tamten na do widzenia, machając im kikutem przed oczami. – Rzucicie się we dwóch na kalekę? Sieriożka, ty byłeś pierwszy do bicia… Jeśli przyszło wam to do głowy, musicie wiedzieć, że mam polisę ubezpieczeniową. Coś mi się stanie i gliny zapukają od razu do waszych drzwi. Mnie się upiekło, ale ty, Sodarow, pójdziesz siedzieć.
Ale co? Opłaca polisę, którą zapisał na Nataniela/Siergieja, żeby w razie czego byli podejrzanymi? Może jeszcze prowadzi fałszywy pamiętniczek dla policji, w którym wypisuje groźby od tych dwóch, by zemścić się zza grobu w razie czego?
Nataniel rezygnuje z wymarzonego wpierdolu.
Nataniel siłą wyciągnął przyjaciela z nory, w której zaszył się Damian ze swoją najnowszą kochanką. Co ta dziewczyna widziała w niedomytym, niedogolonym pyszałku, pozostało dla mężczyzny tajemnicą, którą Siergiej rozwiał jednym słowem: „Forsa!”.
Tak, tak. Ci to znają kobiety.
Następnie Siergiej obiecuje Natanielowi, że pobicie przez pięści do wynajęcia odbędzie się zupełnie anonimowo, tak że Nataniel i Siergiej będą mieli żelazne alibi.


Analiza wpadła trzy dni temu, a ja czytam dopiero teraz... kajam się mocno.
OdpowiedzUsuńNo ale już ustaliliśmy, że Jadwiga pomimo bycia tylko parę lat starszą od Siergieja, jest tak naprawdę matuzalemem! Poza tym, gdyby Siergiej kochał ją jak starszą siostrę, to mógłby mieć z nią romans, patrząc na to, jak Nataniel mówił o Magdzie...
"Zresztą... sam nie wiem, jak bym zareagował, gdyby ktoś mi takich rzeczy nagadał o mojej Magdzie" - czy Siergiej tu sugeruje, że sam chętnie by został damskim bokserem przez plotki?
Nadal nie mogę traktować wielkiej zdrady Damiana na poważnie. Zdrada to jest okropna rzecz, i w każdej innej sytuacji byłoby mi szkoda Natalii... ale ta bohaterka mnie tak niepomiernie wkurza, że jakoś mi jej nie żal. Cóż, tym razem będę trzymać stronę pijaka-pasożyta-damskiego-boksera-kryminalisty.
"Co innego służyć przyjaciółce ramieniem, gdy jest ślisko, co innego namiętnie się obściskiwać, z całowaniem włącznie" - the more you know.
Ten cały wielki, zły "plan" Damiana też kompletnie nie ma sensu. Jak niby przemoc wobec Natalii ma świadczyć na JEJ niekorzyść? I w końcu co on zaplanował, a co wyszło mu przypadkiem? Chciał jej przypieprzyć czy nie? Może Natalię wzdychającą do Bartosza też sobie zaplanował w takim razie?
"Mam znaleźć gnoja i mu wpieprzyć?" - Siergiej znowu pierwszy do wpierdolu XD po co komu policja, jak mamy Dzikiego Ruska.
"Czerwona lampka może się zapalić, jeśli dziecko ma więcej niż 5-6 lat i nadal bije kolegów" - XD
Ale w czym Nataniel ma nagle problem?! Ja myślałam, że on właśnie chciał zeswatać Natalię z Bartoszem, bo Damian zły, Bartosz samotny, a tu zaraz Bartosz też dostanie po głowie! Nie rozumiem już tych ludzi, nie rozumiem kompletnie XD
"Dziewczyna zgięła się wpół. Niczym złamane drzewo.
Miażdżąc samochód i ryjąc gałęziami o ziemię." - dla takich komentarzy czytam tę analizę XDD
Akapity cierpienia Natalii... czyli pewnie standardowo jak u Michalak... widzę, że tarzanie się po śniegu jest, pewnie też rwanie sobie włosów z głowy, wycie piekielne i "jak on mógł! dlaczego zrobił to mnie, Natalii?!"
Jadwiga faszerująca Natalię lekami. Świetna pani psycholog, naprawdę.
"Naprawdę liczył na to, że jego starania przyniosą jakiś efekt. Gdyby wiedział… gdyby tylko przypuszczał, że to całe czytanie, te trzy godziny dziennie w każdy poniedziałek i czwartek, zdadzą się na nic, że równie dobrze mógł czytać obrazowi w galerii…" - Bartosz. Bartosz, ty dzbanie, skończony creepie i oblechu, ciesz się, że Zuzanna zareagowała jedynie zdziwieniem i obojętnością, a nie na przykład pytaniem, kto cię tu wpuszczał i dlaczego, i w ogóle co do cholery sobie wyobrażałeś. Czego on wymagał od tej dziewczyny? Wielkiej wdzięczności, rzucenia się na szyję? Bo ja na jej miejscu, gdyby przyszedł do mnie do szpitala obcy facet i palnął coś takiego, pewnie zaczęłabym się bać. Dobrze, że nie pamięta tego Greya, biedaczka. Jak ja nienawidzę Bartosza.
No nie... teraz Zuzanna naprawdę będzie Iwoną wersja 2.0, wcieleniem zła i roszczeniowości, co to psy na nią dupami szczekają? Tylko dlatego, że nie doceniła wielkiej, bezinteresownej dobroci serca naczelnego creepa serii? Zaraz na przekór dołączy do moich ulubionych bohaterek, obok Oliwii i Iwony właśnie.
Usuń"Zwrócisz, panno Tamarysz, tym zacnym ludziom dwadzieścia sześć i to białe cudo – spojrzał na Florę – jest twoje" - dobra, ja już kompletnie nie ogarniam tej intrygi. Nie mam pojęcia, kto ma rację, kto nie ma, jestem pogubiona, niech mi ktoś wyjaśni. Od siebie mogę tylko powiedzieć, że protekcjonalne traktowanie Zuzanny - nawet jeśli jest trochę niemiła, no przecież właśnie się dowiedziała, że jej ukochany pies nie żyje - jest tu zbędne.
"Nie chciała już więcej oglądać tej zmanierowanej, wyzutej z wszelkich uczuć dziewuchy. Nigdy więcej." - Natalia nauczyła się dzikiej agresji wobec innych kobiet od Zosi, no ładnie.
"[...] wyszarpującym się rozpaczliwie, skomlącym szczeniakiem" - oczywiście, Zuzanna ZŁA i nawet psy jej nie lubią. Pewnie potem się dowiemy, że tego szczeniaka wrzuciła pod pociąg czy coś, bo przecież jest ZŁA. Już nie mówiąc o tym, że dokładnie tak zareagowałby obściskiwany pewnie przez wszystkich mieszkańców Marcinków i wszystkie dzieci w okolicy piesek. Przecież to nie jest straumatyzowane czy zdziczałe szczenię, one są przyzwyczajone do ludzi!
"I powiem ci coś, moje dziecko, lepiej nie drąż. Bo możesz stracić nie tylko tego uroczego szczeniaka." - co XD Zuzanna weszła na poziom złolstwa wyżej niż Iwona, nie jest tylko niewinną złodziejką, tylko najwyraźniej członkinią mafii XD jestem ciekawa, jak AŁtorkasia na te wszystkie intrygi w serii wpadła, jestem ciekawa jej procesu twórczego, bo przechodzi samą siebie.
"[...] jakąś flamą" - przeczytałam "szlamą", jak Boga kocham, za dużo złych fanfików.
To jak to w końcu było z tą Bellą? Zwrotów akcji tu tyle, że już nie nadążam... Zuzanna zostawiła ją na stancji, i właściciele stancji wyrzucili psa na ulicę? Pewnie to źli kamienicznicy z pierwszej części.
Bartosza dopadła karma za bycie creepem, ha!
"Dobra. Zgadzam się. Wpierdol." - niby to pierwszy raz, gdy Nataniel powiedział te trzy krótkie zdania, a czuję się, jakby wypowiadał je w co drugim rozdziale XD
Zbliżamy się chyba do końca? Igrzyska śmierci czas zacząć! :D
"jak Nataniel mówił o Magdzie..." – prawda! Przez jakiś czas dziwiłam się, czemu nie wyswatała Mateusza z Jadwinią, można było zrobić z tego cały wstęp do części czwartej bez gwałtownego przeskoku z nowymi bohaterami. Miałoby to znacznie więcej sensu, ale skomentuję to jeszcze po następnej notce, żeby nie uprzedzać faktów.
Usuń"czy Siergiej tu sugeruje, że sam chętnie by został damskim bokserem przez plotki?" – nie bije, nie kocha! Mężczyźni w tym uniwersum kierują się nie rozumem choćby w malutkim stopniu, a instynktami, dlatego wybacza się im relacje bez zobowiązań i bicie kobiet, zazwyczaj też alkohol (Nataniel). Byle próbowali stwarzać pozory.
Mnie też trudno empatyzować z Natalią po zdradzie, bo wygląda na osobę, której miłość własna ucierpiała, jakby nie zabolała jej sama utrata Damiana bez względu na kontekst jego odejścia.
"Może Natalię wzdychającą do Bartosza też sobie zaplanował w takim razie?" – dobra uwaga!
Nataniel chyba ma taki problem, że Damian zrobił z tego problem 😄 wcześniej mu nie przeszkadzało.
"widzę, że tarzanie się po śniegu jest, pewnie też rwanie sobie włosów z głowy, wycie piekielne i "jak on mógł! dlaczego zrobił to mnie, Natalii?!" – hahaha!
Prawdę mówiąc, nie wydaje mi się, żeby Jadwiga mogła jako emerytowana psycholog, nie psychiatra, przepisywać leki, ale skądś musiała je brać. Wygrzebywała ze śmietnika? Załatwiała po znajomości? No a u Michalak często można zaobserwować motyw brzydzenia się czyjąś słabością. Płacz jest raczej metodą zwrócenia na siebie uwagi lub wywalczenia czegoś w danej scenie, ale już terapia, dochodzenie do siebie po tragedii przez przepracowanie tematu nie istnieje. Bohater ma się wziąć w garść od razu i lepiej nawet, żeby pił lub brał antydepresanty przez rok, niż popłakał przez tydzień w poduszkę, a potem powoli dochodził do siebie pod okiem specjalisty. Z odpowiednimi środkami, jeśli sytuacja tego wymaga. Nie, u niej znieczulanie jest już, teraz, żryj tabletki z ebaya i ci przejdzie, będzie można wprowadzić nowy wątek.
"Czego on wymagał od tej dziewczyny? Wielkiej wdzięczności, rzucenia się na szyję? Bo ja na jej miejscu, gdyby przyszedł do mnie do szpitala obcy facet i palnął coś takiego, pewnie zaczęłabym się bać" – ten wątek doczeka się zakończenia w kolejnej notce i nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale chyba puentą jest, że nie wolno wydziwiać przy męskich zalotach.
Mnie się bardzo podoba, jaka rzeczowa jest Zuzanna w kontraście do pozytywnych bohaterów. Próbuje odzyskać swoje życie, daje logiczne argumenty, gdy musi załatwić delikatną kwestię szczeniąt, a więc można ją odczytywać jako mazurski okaz kobiety upadłej. Zupełnie, jakby pomyliła książki.
"dobra, ja już kompletnie nie ogarniam tej intrygi. Nie mam pojęcia, kto ma rację, kto nie ma, jestem pogubiona, niech mi ktoś wyjaśni" – myślę, że w prawdziwym życiu tym powinien zająć się sąd. Z tym że Natalia nie ma specjalnie mocnych asów w rękawie, tu bardziej Domoradzcy mogliby zostać przychylnie potraktowani, jako że Zosia uratowała sytuację i poniosła sporo kosztów. Zwykle przynajmniej da się bez problemu odczytać, za kim jest narrator i z jakiego powodu. Tu wiemy tylko, kto jest faworyzowany. Uzasadnienie uciekło.
"Natalia nauczyła się dzikiej agresji wobec innych kobiet od Zosi, no ładnie" – ano!
To jak autorka będąca weterynarzem opisuje psychikę szczeniąt, jest bardzo dziwne. Ona chyba naprawdę uważa, że psy widzą w Natalii matkę i chcą z nią utrzymywać kontakt do końca życia.
Sama nie rozumiem tej intrygi z Bellą. Niby to tylko podejrzenia Koniecznego, ale w tym samym wątku źli ludzie sprzedają psy za pieniądze, to gdzie by jacyś podli właściciele przepuścili zarobek. Nie ich pies, by ze wstydu po kryjomu zostawić go na pastwę losu w lesie.
"niby to pierwszy raz, gdy Nataniel powiedział te trzy krótkie zdania, a czuję się, jakby wypowiadał je w co drugim rozdziale XD" – to racja 😄
Tak, w kolejnej notce żegnamy się z piątą częścią, w tym dwójką bohaterów na wieki wieków 😄
"Yy, czy to jest jakoś dziwnie napisane, czy Siergiej robi się rozmarzony na wspomnienie romansu z jakimś przemytnikiem, z którym zerwał w dniu oświadczyn?" Siergiej, ikona biseksualności patologii mazurskiej <3
OdpowiedzUsuńMagda niedługo wyjdzie z domu, a tu Siergiej z Przemytnikiem Przemysławem na pomoście, który wspólnie zbudowali przez noc. Plot twist!
UsuńHej, dawno nie było analizy, więc przychodzę z pytaniem: czy wszystko w porządku, Claudinello?
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za opieszałość, notka jest praktycznie skończona, ale obowiązki troszkę mnie przytłoczyły 🙂 Muszę tylko znaleźć chwilkę, by przejrzeć ją i usunąć ewentualne literówki.
UsuńNie przepraszaj! Po prostu dobrze słyszeć, że wszystko dobrze <3 czekamy cierpliwie!
Usuń<3
Usuń