6.2 Rozdział 5, 6, 7 i 8

ROZDZIAŁ V: KTO SIĘ NIE SCHOWA TEN WYCHOWUJE

Na parterze pojawił się w tej samej chwili co Marianna z Mateuszem. Uśmiechnięci, spokojni, z oczami błyszczącymi miłością do siebie i całego świata, nie mieli pojęcia, że z pasterki wrócą do świata po apokalipsie. Wyruszali, gdy wszystko było piękne, dobre i kochane. 

Wychodząc na pasterkę, pocieszne Muminki epatowały radością i życiem, gdy Madzia płakała, bo jej mąż nie przyszedł na Wigilię.

– Pięknego Bożego Narodzenia, synku – Mateusz rozpostarł ramiona i chciał objąć Nataniela, ale ten nie uczynił kroku w przód. Nie odezwał się. Nie podziękował.

Wyobrażam sobie tę scenę: krew na posadzce, na podłodze podarte kołdry upaprane flakami Siergieja, Madzia i dzieci wyjące głośno, Nataniel i Natalia z grobowymi minami, Zosia przerażona. A tu głupiutki Mateusz jak troskliwy miś cieszy się z nie wiadomo czego idzie prosto na ludzi z rozpostartymi ramionami!
– Godzinę temu Sodarow pojawił się tutaj, w Marcinkach. Z nieślubnym dzieckiem.
– Co?! – Mateusz spojrzał na niego, jakby Nataniel postradał rozum. – O czym ty mówisz, Nat?! Oszalałeś? Napity jesteś?!
– Chciałbym.
– J-ja nie wierzę – zająknęła się kobieta, słuchając Nataniela z szeroko otwartymi oczami.
Pamiętacie te czasy, gdy Marianna cały czas jąkała się z powodu porażenia mózgowego?
Natalia pokazuje noworodka.
Marianna na widok dziecka zbladła tak, jakby zaraz miała zemdleć. Dowód zdrady Sodarowa wstrząsnął nią do głębi.
Trudno było stwierdzić, co najmocniej wskazywało na ojcostwo Siergieja: czarne loki i krzaczasty zarost Michasi, bawienie się nożem czy ukraińskie/białoruskie/łemkowskie przekleństwa.

Mateusz zaczyna wyzywać Siergieja od zdradzieckiej bladzi, Nataniel streszcza wydarzenia, a Zosia odbiera dziecko od Natalii.
Poderwała się z miejsca, obeszła stół, odebrała Natalii – równie niechętnej dziecku jak wszyscy pozostali – tłumoczek i zaczęła swym miłym, ciepłym głosem:
Zauważmy, że wszyscy poza Zosią równo hejtują dziecko.
– Obudziłaś się, kruszynko? Patrzysz na ten świat zdziwiona, że nikt nie wyciąga do ciebie kochających rąk? Nikt nie chce cię przytulić, ucałować, wyszeptać, jak bardzo cię kocha? Czujesz, że wszyscy tutaj, od Natalii, przez mojego męża, po Mariannę z Mateuszem, woleliby, żebyś zniknęła, a najlepiej nigdy się nie pojawiła w ich życiu? Niestety ani oni, ani ty, maleńka Michasiu, nie dostaliście takiego wyboru. A musicie płacić za złe wybory innych. Ale nie martw się, dziecinko, ja cię pokocham. Nawet jeśli byłabym jedyna na tym podłym świecie, pokocham cię, kruszynko – głos się jej załamał. Przytuliła dziecko do siebie i ucałowała czarne, pachnące oliwką włoski.
Zapłakało.
Zosia nauczyła się, że takimi wywodami wzbudza w innych poczucie winy i może ktoś ruszy tyłek i odbierze niemowlę?
Natalia wstała, żeby przygotować butelkę z mlekiem. Bez jakichkolwiek uczuć na twarzy. Jakby słowa Zosi do niej nie dotarły. Ona, która tak bardzo pragnęła zostać matką, ta, która z całego serca zazdrościła Zosi i Magdzie córeczek i synka, okaże się ostatnią, która wyciągnie do biednego podrzutka kochające dłonie.
Mateusz z Marianną przyglądali się bez słowa, nie wykazując najmniejszej chęci pomocy, jak Zosia przewija maleństwo, jak podaje mu butelkę z mlekiem (…).
W domu pojawił się obcy noworodek. Domniemany ojciec – niech im będzie – jest w szpitalu. Co robimy? Zgłaszamy sytuację służbom? Próbujemy dzwonić na policję w sprawie dziecka? Do szpitala? Nie, wpychamy dziecko bohaterkom z dna społecznej hierarchii.

Zosia chce przygarnąć dziecko, ale Nataniel od razu się krzywi.
Och, Zosia przygarnęłaby i czwarte, miała wielkie, kochające serce, ale Nataniel musiał myśleć za nią: miała białaczkę. W remisji, ale jednak. Wysiłek związany z kolejnym dzieckiem mógł spowodować nawrót choroby, a wtedy...
No tak, gdyby Zosia umarła przez zaharowanie się na śmierć, Nataniel musiałby znowu pić, a jego wizerunek wielkiego pisarza ległby w gruzach!

Marianna nagle przypomina sobie o swoim zaburzeniu mowy.
– O-y-i-ie, Ma-usiu... – odparła Marianna, potykając się na spółgłoskach. Wszyscy jednak nauczyli się ją rozumieć, a zwłaszcza najbliżsi.
Szkoda, że nie narrator.

Magda schodzi do kuchni zapłakana, oznajmia, że wyjeżdża i niech ktoś się zajmie dzieckiem.
Na podjazd wjechała karetka pogotowia.
– Dzięki za podwiezienie. – Bartosz uścisnął rękę kierowcy i ruszył do drzwi.
Tyle wypadków dzieje się w Wigilię, jak ludzie za mocno wezmą sobie do serca świętowanie, a tego podwożą karetką pod sam dom. Taksówką się nie dało?

Bartosz mija Magdę.
Czy Bartosza zdziwiła ta obojętność? Prawdę mówiąc: wcale. Gdyby jego żona pojawiła się pewnego dnia w domu, przynosząc jak gdyby nigdy nic nieślubne dziecko, również byłby wstrząśnięty, wściekły i bezgranicznie rozczarowany.
Ciekawe, że Bartosz-ratownik nie wie, jak działa ciąża i w swoim mniemaniu nie nabrałby przez dziewięć miesięcy podejrzeń.
Nic go tak nie brzydziło jak zdrada. Zdrada ukochanej i kochającej – zdawałoby się – osoby.
Pamiętacie, jak Bartosz podchodził do tematu wierności, gdy miał żonę?

Zosia próbuje przebłagać Nataniela, by przygarnąć dziecko.
– Natuś... – zaczęła Zosia błagalnie, ale posłał jej takie spojrzenie, że umilkła.
To brzmi, jakby w czasie świąt dostała już ze trzy razy w twarz, a czwartego razu makijaż może już nie zasłonić.
– My zajmiemy się dziewczynką – rzekł Bartosz, jakby to było oczywiste.
– Może tak mnie zapytałbyś najpierw o zdanie? – odezwała się cicho Natalia.
Oczy wszystkich zwróciły się teraz na nią.
Powiew chłodu godnego królowej śniegu zwalił wszystkich z nóg.
– Ktoś musi wziąć to dziecko pod opiekę, dopóki Siergiej nie weźmie tego obowiązku na siebie – zauważył Bartosz.
– Są jeszcze sierocińce czy rodziny zastępcze – Natalia nie zamierzała się tak szybko poddać.
A może np. matka dziecka? W sensie: domniemana przez nich kochanka Siergieja-matka dziecka?
– Chcesz oddać tę kruszynkę, dziecko przyjaciela, do sierocińca?! Natka, co z tobą?! Przecież pragnęłaś zostać matką...
– Własnego dziecka, a nie podrzutka! – krzyknęła ze złością, aż mała drgnęła przestraszona i zaczęła płakać. – To chcesz mieć na co dzień? Tak? Rozwrzeszczane niemowlę? I to cudze?
– Nie oddamy jej do sierocińca – odrzekł powoli i dobitnie. – Nie ma takiej opcji. Do rodziny zastępczej także nie. Siergiej powierzył córkę naszej opiece i mała tutaj zostanie.
Powierzył! Powierzenie polegało na śpiączce na progu dworku i upadku. Było bardzo czytelne.
Natalia aż poczerwieniała z wściekłości.
– Tak? TY będziesz decydował, kogo JA przyjmuję pod swój dach?! Jeśli chcesz tego dziecka, droga wolna!
Bartosz wciągnął ze świstem powietrze. Pozostali wbili w dziewczynę zszokowane spojrzenia. Takiej Natalii nie widzieli jeszcze nigdy. Nie spodziewali się podobnej reakcji i nie chcieli być jej świadkami.
Natalia nie zrozumiała niestety, że nie osiągnęła jeszcze wystarczającego statusu w hierarchii uniwersum aby stawiać warunki ani nawet okazywać niezadowolenie. To że zabiła Jadwigę, odziedziczyła dworek marzeń i podniosła się o poziom w górę z popychadła (równego Mariannie i Mateuszowi), nie oznacza jeszcze, że należy do dworu Cesarza Sennej. Gdyby chociaż wyszła najpierw za Bartosza!

Podsumujmy sytuację:
  • Magda ogłasza, że nie chce widzieć dziecka na oczy i ucieka;
  • Zosia zgłasza się na ochotnika;
  • Nataniel decyduje za nią, że ma już wystarczająco dużo do roboty;
  • Natalia stwierdza, że podobnie jak Magda i Nataniel też nie chce się zajmować dzieckiem;
  • Bartosz podejmuje decyzję za nią, że to jednak ona będzie się opiekować, bo tak.
Pierwszy z szoku otrząsnął się Nataniel:
– Dziewczyno, nie wiem, co dziś jadłaś, ale najwyraźniej ci zaszkodziło.
Ale chamstwo na wstępie! Wiemy, że nie umiesz gotować, wszyscy tego doświadczyliśmy dzisiejszej Wigilii.
Chciałbym ci uprzejmie przypomnieć, że kiedyś sama byłaś w tym domu przybłędą, nieproszonym gościem. – Nie zważając na oburzenie malujące się teraz na twarzy dziewczyny, ciągnął: – Przygarnęła cię istota o prawdziwie dobrym, kochającym sercu i tak się stało, że odchodząc, zostawiła ci ten dom w spadku. Nie zapracowałaś na niego, nawet specjalnie nie zasłużyłaś.
Przygarniał kocioł garnkowi! Pragnę przypomnieć, że Nataniel dostał wszystko pasożytnictwem, natomiast Natalia przynajmniej przez pierwszych parę tygodni na fali rywalizacji z Damianem podniosła kilka prześcieradeł i przygotowała parę pokoi dla gości.
Dziś wyrzucasz z domu nie tylko maleńkie, niewinne dziecko, ale i mojego przyjaciela? Serio? – W głosie Nataniela zabrzmiały nuty, których nikt nie chciałby usłyszeć. Zbliżył się do dziewczyny, która chciała się cofnąć, ale nie miała gdzie

Natalia nagle zrozumiała, skąd wziął się u Zosi ten usłużny i pokorny charakter.

i dokończył cicho, lecz dobitnie: – Jeśli jesteś taka wyrywna do wypraszania tych, którzy cię kochają, to razem z nimi pozbywasz się nas wszystkich. Damian już cię opuścił. We wsi za tobą, o ile wiem, nie przepadają. Zostaniesz w tym wielkim, pięknym domu, który tak naprawdę do ciebie nie należy, zupełnie sama. Całkiem sama, Natalko droga.
Ale zazdrość! Ale zazdrość! Nataniel zawsze pragnął otrzymać dworek i trochę hektarów w spadku, ale niestety już drugi raz został przechytrzony przez inną kobietę. Jak nie Marta i Jadwiga, to może ktoś, kto jest już w śpiączce…?
I wtedy zatęsknisz: i za dzieckiem, i za Bartoszem. I wrócisz do nas na kolanach. Pytanie, czy przyjmiemy cię z powrotem...
Dlaczego Nataniel w imieniu Bartosza zrywa z ciężarną Natalią? Dlaczego Natalia ma tęsknić za dzieckiem, skoro mowa o tym dziecku, którego nikt inny nie chce? Jakby wszyscy je kochali i rozchwytywali.
Teraz wszyscy obecni patrzyli na Nataniela tym samym zszokowanym wzrokiem, co poprzednio. Jego słowa były nie tyle ostre, co okrutne. A przecież ten mężczyzna nie bywał okrutny ot tak, bez powodu.
Wszystko wszak było dobrym dla niego powodem do wrzasków i mordobicia!
Zmrużonymi oczami wpatrywał się w dziewczynę, czekając na odpowiedź. A Natalia zamiast pokory poczuła jeszcze większą wściekłość. Jednak nie czas, by rzucać się temu podłemu zdrajcy do gardła... „Powrócimy do rozmowy kiedy indziej”, obiecała sobie i jemu w duchu, przybrała skruszoną minę i odezwała się przepraszającym tonem:
– Masz rację, nie wiem, co we mnie wstąpiło. Może to hormony? – Położyła dłoń na płaskim jeszcze brzuchu, a Nataniel natychmiast złagodniał, wstydząc się swojego wybuchu.
Critical hit!
– Przepraszam, zapomniałem. W ogóle zapomnijmy o tej nieprzyjemnej sytuacji.
Jesteś przybłędą, pasożytem, nie zasługujesz na miłość, nic dziwnego, że cię mąż zostawił, nawet cię specjalnie nie lubimy i z chęcią byśmy się od ciebie odcięli, w ogóle zerwałbym z tobą na miejscu Bartosza, tylko głupio tak bez powodu. Ale wiesz, zapomnijmy o tej nieprzyjemnej sytuacji!
– Ciocia Jadwinia, gdyby żyła, przyjęłaby je z otwartymi ramionami, więc i ja postaram się nim jak najlepiej zaopiekować – dokończyła za Nataniela tym samym pokornym głosem.
– Dzięki, wiedziałem, że można na ciebie liczyć.
Jaka manipulacja z każdej strony!
Pożegnanie nie było tak radosne i hałaśliwe jak zazwyczaj. Dzieci, obudzone w środku nocy, marudziły i popłakiwały.
Czyli tak: tatuś nie pojawił się na Wigilii, to trudno, kładziemy się do łóżeczek. Tatuś jednak się pojawia, więc ściągamy z dzieci brutalnie kołdry i budzimy je wrzaskami. Ledwo dzieci znów zasypiają, trzeba ponownie je obudzić z nowinką, że wracamy do domu, bo tatuś zdradził mamusię.

Nataniel się przejmuje, bo mężczyźni nie umieją się zajmować dziećmi.
– Dasz sobie radę z Michasią? Obawiam się, że Natalia nie będzie chętna do pomocy.
– Mam smoczek, zapas pieluch, trochę za dużych, ale na razie muszą takie wystarczyć. Jutro podjadę na stację benzynową, może upoluję mniejsze. Butelka z mlekiem stoi w podgrzewaczu. A moim synkiem musiałem się zająć zaraz po urodzeniu. Basia miała kłopoty po cesarce i miesiąc spędziła w szpitalu. Mam więc praktykę. O nic się nie martw. Mała jest w dobrych rękach.
Michalak nie może się zdecydować, jakiego typu środowisko konserwatywne kreuje w swoich książkach. Z jednej strony mężczyźni prowadzą swoje żony za rączkę, podejmują w domu wszystkie decyzje łącznie z finansowymi, a kobiety mają tyle praw, co przedszkolak – jak w niektórych arabskich krajach. Dlatego zawsze, gdy pojawia się konflikt między osobami w związku i mężczyzna idzie na najmniejsze ustępstwo, dowiadujemy się, że jest "dumny" i bycie pantoflarzem do niego nie pasuje (wycinam). Kobiety i mężczyźni żyją osobno, w wolnym czasie chłopcy piją, a kobiety usługują im w kuchni, z daleka od wścibskiego wzroku mężczyzn. Kwestia powiększania rodziny lub antykoncepcji – ostateczne zdanie ma mężczyzna, żona musi się dostosować.
Tyle że w takim społeczeństwie nikt nie przejąłby się zdradą poza żoną czy ewentualnie jej siostrami i chłopcy nie złorzeczyliby Siergiejowi zszokowani, a pamiętamy, jak przy rozwodzie z Damianem wszyscy wzięli stronę Natalii. Z kolei w niektórych tradycyjnych krajach chrześcijańskich moglibyśmy widzieć tradycyjny podział ról, gdzie mężczyzna zarabia na chleb, a kobieta zajmuje się domem, ale przy rozwodzie w wyniku zdrady ze strony męża, bez problemu mogłaby uzyskać dom i alimenty – a jak wiemy, w tym uniwersum rozwódka zawsze zostaje z niczym.

Bartosz, o dziwo, zaczyna się zastanawiać, czy zdrada jest absolutnie jedyną opcją i nieśmiało proponuje inne rozwiązania zagadki.
Nataniel spojrzał na niego zaskoczony. Nawet jeśli tliła się nadzieja, że Siergiej nie jest ojcem Michasi, prędzej zacząłby się zastanawiać, komu odebrał małą. Dawnym kumplom-przemytnikom? To najbardziej prawdopodobne. Fakt, że jakaś kobieta celowo oddała dziecko Siergiejowi, żeby przyniósł je do dworu pełnego dobrych, kochających dzieci ludzi, nie przyszedł Natanielowi do głowy. Aż do teraz.
Potarł twarz.
Chłopcy zagadują Natalię na temat dziecka.
– Nie wiem. Pogadam z ludźmi – odezwała się, bo oczekiwał odpowiedzi. – Gdy tylko kogoś znajdę, nie omieszkam zapytać, jakim prawem podrzucił nam dziecko – dodała zjadliwie.
Natalia werbalizuje głośno opinię wszystkich na temat niechcianego podrzutka, ale z nieznanego powodu jej konkretnie tego nie wolno.
– Nie wiem, co jej się stało. Myślałem, że będzie zachwycona tą małą.
Ojej, Natalka nie cieszy się z bobasa! A ja się cieszyłem z bucika!
Śliczne dziecko, no nie? I jakie spokojne. Przemek potrafił dać mi w kość. – Posmutniał na wspomnienie synka. – A ta mała... dasz jej butlę z mlekiem, potem smoka do buzi i śpi jak zaczarowana. Niesamowite!
– Zostawiam cię z tą niesamowitością. – Nataniel klepnął przyjaciela w ramię. – Złap trochę snu. Mogę się założyć, że o świcie zrobi wam pobudkę. A to dopiero początek...
Gazda dochodzi do takiego wniosku po tym, jak widział dziecko jakieś piętnaście minut, a przy Natalii głośno płakało. Zapewne dzieci domyślnie nie płaczą, robią to tylko, kiedy ktoś ma coś na sumieniu. Matko, jeśli twoje niemowlę ma kolkę, to ewidentnie wina twojego charakteru, biegnij uprasować jakiemuś mężczyźnie koszulę!

ROZDZIAŁ VI: TELEFONICZNY UWODZICIEL Z PRZESZŁOŚCI

Tak jak przepowiedział Nataniel: dziecko obudziło cały dom o świcie, głośnym krzykiem dopominając się jedzenia, przewinięcia i noszenia na rękach. Gazda, który spał ze trzy godziny, półprzytomny uciszył maleństwo, żeby nie obudziło Natalii, a potem chodził z nim, potykając się o własne stopy ze zmęczenia, aż z powrotem zapadło w sen.
Okej, dziecko ogarnięte, ale jak w takim stanie jechać na dyżur do Wielunia? No i z kim małą zostawić, skoro Natalia przez cały ten czas udawała, że śpi, i nie była skłonna do pomocy? Gazdę powoli zaczynała ogarniać panika.
No tak, mężczyzna i dzieci.
Gdy dziś w nocy podjął decyzję za nich dwoje o zajęciu się podrzutkiem, nie przypuszczał, że zostanie z tym sam!
Wkleiłabym surprised pikachu, ale chyba robię to za często.
Miał nadzieję, że dziewczyna prześpi się z myślą, iż została mamą wcześniej, niż oczekiwała, wybaczy Bartoszowi, że wyskoczył z tym pomysłem, nie pytając jej o zdanie, odłoży na bok niechęć do małej i wyciągnie do niego pomocną dłoń, ale nic z tego...
Niespodzianka! Nie każdy chce być niewolnikiem, zwłaszcza pasożyt.

Spanikowany Bartosz dzwoni do Nataniela, który pyta, czy coś nie tak z dzieckiem.
– Prędzej Natalia – odmruknął Bartosz tak cicho, by dziewczyna tego nie słyszała. – Muszę gnać na dyżur, a Natka nie jest wyrywna do opieki nad małą. Wręcz przeciwnie. Przyślesz posiłki?
– Posiłki za chwilę będą miały urwanie głowy z własną trójką.
Ale chamstwo, nie mogę. Obaj wiedzą, że Zosia byłaby świetnym niewolnikiem, ale Nataniel i tak się nie da wrobić w opiekę nad własnymi dziećmi przez brak żony. Marianna i Mateusz usługują teraz Madzi, jak się zadeklarowali, Natalia odmówiła – kolejnym popychadłem jest Zosia…

Nataniel wybełkotał, że przyjedzie, ale ma swoje zajęcie, więc żeby znalazł kogoś na dłuższą metę. Jakie jeszcze kobiety zna Gazda???
Mama! To pierwsze, co przyszło Gaździe na myśl, gdy się rozłączył. I bez namysłu wybrał następny numer. Wprawdzie rodzice spędzali tegoroczne święta nad morzem i wolałby nie psuć im urlopu, ale sam po prostu nie da sobie rady z maleńkim dzieckiem i pracą.
Mama już myślała, że raz może odpuścić i pojechać sobie na wypoczynek, ale nie!
Natalia właśnie przeszła obok niego obojętnie, nie zatrzymując się na głupie „dzień dobry”, nie posyłając śpiącej dziewczynce nawet połowy spojrzenia.
Moim zdaniem naturalna reakcja na toksyczną atmosferę w domu…

Mama jest fantastycznym niewolnikiem, bo od razu powiedziała:
– Będziemy za parę godzin, synku. Zostaniemy w Marcinkach przez kilka dni, dopóki Siergiej nie odzyska przytomności i nie postanowi, co dalej.
Konflikt zażegnany! Szkoda, że nie poinformował Natalii, że teraz na głowie będzie miała nie tylko dziecko, ale i teściów w doskonałym humorze po tym, jak musieli przerwać wypoczynek na drugim końcu Polski.

Bartosz klepie dziecko, a tu twarz wiedźmy jak z kreskówki:
napotkał wściekle wykrzywioną twarz Natalii, która przysłuchiwała się jego rozmowom bez słowa, a teraz właśnie zdecydowała się odezwać:
Czujecie to zło???
– Nie dość, że bez pytania mnie o zdanie podejmujesz się opieki nad podrzutkiem, to jeszcze, również mnie lekceważąc, ściągasz do mojego domu całą rodzinę? Za kogo ty się uważasz, Bartosz?
Oniemiał.
I jeśli myślał, że podły humor jej minął, że znów będzie kochaną dziewczyną o wielkim sercu, tak jak kiedyś, przed tym wszystkim, zrozumiał, że tamta Natalia należy do przeszłości.
Czas zerwać. Już się nic nie da zrobić, od kilku godzin mamy różnicę zdań na jeden temat. Związku nie da się uratować. Bartosz próbował już wszystkiego: poszedł spać z myślą, że konflikt sam się rozwiąże, a tu nic z tego.
– Przepraszam... – zaczął, ale przerwała mu tym samym tonem:
– Nie przepraszaj, tylko skończ z tym! – Machnęła ręką ni to w stronę Michasi, ni to w stronę drzwi. – Po prostu z tym skończ! Albo ja zrobię to za ciebie... – dorzuciła z groźbą w głosie.
Koniec, od teraz muszę znaleźć sobie jakąś nastolatkę, która będzie mniej konfliktowa niż ta roszczeniowa i pewna siebie wiedźma.
– Och nie! Po prostu grzecznie poproszę, byś opuścił mój dom razem ze wszystkimi, których zaprosiłeś!
(…)
– Pamiętasz, co obiecał ci Nataniel, gdy wczoraj wyskoczyłaś z podobnym tekstem? Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? Wybierasz samotność?
Nataniel przecież odwołał wczoraj te słowa, gdy przegrał kłótnię?
Milczał długą chwilę, patrząc na dziewczynę, którą – wydawało mu się – dobrze znał, a która okazywała się właśnie kimś zupełnie innym, niż była w jego wyobrażeniach.
Spotkali się pierwszy raz rok temu, są w związku od pół roku. Muszą się znać jak łyse konie.
– Rozumiem, że z nami koniec? – musiał zapytać.
Oczywiście. Kobieta jest w ciąży, roztrzęsiona, to jej ostatnia nadzieja na macierzyństwo z powodu niepłodności, na pewno stres jej pomoże. 
– Pomyślałeś, jak ja, w ciąży, niepełnosprawna, będę dźwigała drugie dziecko? Pomyślałeś o moim kręgosłupie? O tym, że potrzebuję ciszy? Że we własnym domu chcę mieć spokój, a nie najazd gości? Pomyślałeś o mnie?!
Przecież to są doskonałe argumenty. Oczywiście w otoczce "roszczeniowa nieczuła wiedźma bez serca", ale kobieta ma prawo do zwykłego podejmowania decyzji, no błagam. Niestety, w tym świecie może to osiągnąć tylko przez płacz, bezradność i powołanie się na swoją słabość i przytłoczenie sytuacją.
Nie znoszę Natalii, ale jak już dostaje za swoje, to z najgłupszego możliwego powodu i nie mam z tego ani trochę satysfakcji!

Bartosz przeprasza.
Miał to być jej dzień, jej Wigilia. Pierwsza, którą zorganizowała od początku do końca sama, z niewielką pomocą Bartosza, Zosi i Magdy. Ale to ona była panią domu! Ona wydawała polecenia i wszyscy je wykonywali!
Później stała się prawdziwą gwiazdą wieczoru, gdy podarowała Bartoszowi wielce wymowny prezent. Och, jak on się ucieszył, jak porwał ją na ręce, jak rozpromienili się Domoradzcy, Magda i Mateusz z Marianną. A ona, Natalia, pławiła się w tym uwielbieniu, gratulacjach i zachwytach...
Ale wszystko się skończyło, jakby zły duch rzucił na Marcinki urok: najpierw Sodarow skradł jej show, potem ta mała przybłęda. O cudownej nowinie Natalii, o tym, że zostanie matką, nikt już nie pamiętał, a najmniej Bartosz – ojciec jej dziecka – którym całkowicie zawładnął nieślubny przychówek Siergieja. I Natalia z piedestału spadła na swoje zwykłe miejsce: mało widocznego dodatku do Bartosza Gazdy, za którym – gdzie tylko się pokazał – oglądały się wszystkie dziewczyny. I zastanawiały się pewnie, co ten piękny samiec widzi w pokrzywionej pokrace, jak w takich chwilach o sobie myślała.
Czyli Natalia jest doskonale świadoma swojego miejsca w hierarchii. A wiemy, jak kończą zbyt świadome bohaterki.
Coraz gorzej się czuła jako jego dziewczyna, a już zupełnie źle w towarzystwie jego przyjaciół, Sodarowów i Domoradzkich, tych pięknych, zdrowych i szczęśliwych ludzi, na dodatek obdarzonych gromadą dzieci, których ona nie miała i mieć nie będzie. Bo w rzeczywistości tę ciążę wmówiła sobie i całej reszcie.
Ależ zwrot akcji!

Poza tym zabawnie wszystko postrzega, skoro Zosia dotąd uchodziła za brzydką i chorą (bezpłodność, białaczka), dwie córki ma adoptowane, a Siergiej i Nataniel są oficjalnie niepełnosprawni. To raczej Bartosz i Magda odbiegają od standardów.
Teraz pozostało jej tylko w odpowiednim momencie „poronić”. I zrobi to tak, żeby najboleśniej odczuł to ten podły zdrajca, Bartosz. Który bardziej się przejął obcym bachorem niż własnym dzieckiem.
Od Oliwii pijącej w ciąży nie mieliśmy tak ambitnej intrygi i narratora analizującego kobiecą duszę z jej rozterkami.
Kwadrans temu zjechali rodzice Bartosza, zachwytom nad podrzutkiem nie było końca, a zdrajca owszem, o bękarcie im opowiedział, ale ani słowem nie wspomniał, że jego narzeczona jest w ciąży. Aż zgrzytnęła zębami na wspomnienie tej przykrości. Sprowadzona do roli kucharki i gosposi, poczuła, że albo ucieknie chociaż na parę chwil, albo zacznie krzyczeć.
Dlaczego po raz pierwszy jakakolwiek kobieta w tej sadze tak się czuje???

Natalia wybiega popłakać sobie i zorientować się, czy ktoś będzie jej szukał, a tu niespodziewanie głos z przeszłości! Ktoś dzwoni.
na wyświetlaczu widniało imię, którego nie mogła wyrzucić z pamięci, chociaż próbowała.
Damian!
Szkoda, że nie mama. Chyba zapomnieliśmy już o tej części charakteru postaci, która nazywała się "bez przerwy dzwonię do martwej mamy i włączam głośnomówiący przy automatycznej sekretarce, żeby wszyscy wokoło słyszeli i czuli się niezręcznie".
– To ty? – zapytała lekko drżącym głosem.
– Ja, Natalko – odparł miękko, a pod nią ugięły się nogi.
Musiała oprzeć się o pień sosny.
Damian mógłby spodziewać się, że Natalia świetnie radzi sobie z nowym chłopakiem, ale nie, dzwoni i erotycznym głosem ją uwodzi. Mógłby dzwonić z pytaniem, jak radzi sobie Alinka.
Czarował ją swoim niskim, męskim głosem dobre pół godziny.

Powtarzał "dooo", "reee" oraz "miii" na zmianę, aż Natalii zrobiło się gorąco.

Mówił, że skończył z piciem, pożegnał się z podłym towarzystwem, pogonił kobietę, z którą żył. Mówił, że tęskni za Natalią, że chciałby ją zaprosić na kawę, pogadać o starych, dobrych czasach. A ona słuchała... Potem zaczął wspominać, jak było im razem dobrze. Podobni do siebie. Tak samo odrzuceni przez resztę świata. Niepełnosprawni. Wyśmiewani.
Oczywiście była to nieprawda, bo z Natalii nikt się nie śmiał, ale szybko o tym zapomniała, słuchając Damiana. Wierzyła mu, bo chciała wierzyć. Tak po prostu.
Zabawne. Poznajemy Natalię jako osobę zaszczutą, nad którą pastwiono się w szkole, na co jej matka miała złotą radę "oj tam, może na kolejnym etapie edukacji będzie lepiej"; w pracy szef potraktował ją przedmiotowo. Nawet w szpitalu była zastraszona, gdy molestował ją lekarz. Konsekwentnie przedstawiana jest jako kombinatorka, która przyjmuje taką strategię działania, bo nigdy nie mogła o nic prosić wprost ani wychodzić z inicjatywą, żeby to się źle nie kończyło. Ba, nawet scena z wydarciem się Nataniela na nią tego dowodzi! Musiała zgrywać bezradną idiotkę w ciąży, gdy wszyscy na nią naskoczyli za asertywność, inaczej nastąpiłaby eskalacja złych emocji i wszyscy by ją o to obwinili. Tu nagle okazuje się, że wieloletnie prześladowanie i związek ze złośliwym alkoholikiem to takie nic.
– A tobie jak się wiedzie? Jak ci z tym całym Gazdą? – zapytał zatroskanym tonem.
I Natalia, jeszcze wczoraj szczęśliwie zakochana, poczuła przypływ wątpliwości i niechęci do Bartosza. Jego czułość i troskliwość nagle wydały się jej litością. Oglądanie się za zdrowymi, pięknymi kobietami, choć zarzekał się, że żadna inna go nie interesuje, tylko Natalia, stało się w jej oczach czystą zdradą. Nawet próby pocieszenia: „Nieważne, że nie możesz mieć dziecka, zawsze pozostaje adopcja”, odebrała teraz jako niechęć do posiadania dziecka z nią, Natalią. I obawę, że krzywe plecy może przekazać córce czy synowi. Zaczęła się z tego zwierzać jedynej osobie, która naprawdę ją rozumiała: Damianowi. A on przytakiwał...
Bartosz jako jedyna osoba bez braku (poza Piegowatym Nosem) – jak on może ją rozumieć…

Damian zaprasza Natalię na kawę, ale ona ma wątpliwości, czy da się to spotkanie zorganizować bez Bartosza wtrącającego się w nie swoje sprawy.
– I jak gdyby nigdy nic przywitasz się z Bartoszem, którego skatowałeś...
– Placem go nie tknąłem!
Tak tam jest. Literówka na literówce. Korekta na urlopie?
– Jeśli nie chcesz się ze mną spotkać, po prostu powiedz! – W głosie Damiana zabrzmiała złość, a Natalia natychmiast odparła, przerażona, że on zaraz się rozłączy, a ona nie zobaczy go nigdy więcej:
– Chcę, pewnie, że chcę, ale Bartosz nie może o tym wiedzieć! Jeszcze tylko mordobicia mi do szczęścia potrzeba... Daj znać esemesem, kiedy będziesz w okolicy. Jeśli zdołam wyrwać się z domu, pojedziemy do Olsztyna. Tam nikt mnie nie zna.
Jakoś nie przyszło jej do głowy, że wkracza na ścieżkę, którą przetarł właśnie on, Damian. Ścieżkę cichej, na razie niewinnej zdrady.
Oni mają wspólne dziecko w tym sensie, że Alina jest krewną Damiana. Czy dla autorki spotykanie się z byłym, nawet jeśli w grę wchodzi dobro dziecka, to z góry zdrada? Bo tu nie wiadomo jeszcze, czy Natalia faktycznie pragnie Damiana, czy jest roztrzęsiona i chce oderwać się od kłopotów, spotykając z jedynym znajomym spoza Marcinków.
– Okej – odrzekł i uśmiechnął się szeroko z sobie tylko znanych powodów.
Gdyby Natalia widziała ten uśmiech, nie byłaby taka chętna na spotkanie. A może przeciwnie? Miała na twarzy podobny...
Och nie! Zabawne, bo po lekturze całej książki wiem, że to zdanie nie ma sensu i autorce zmieniła się koncepcja.
Damian pożegnał się paroma czułymi słowami, a ona poczuła pustkę w sercu. Pustkę, którą zapragnęła znów nim wypełnić. I jakoś nie przyszło jej do głowy, że właśnie zdradza – na razie tylko w myślach – człowieka, który prawdziwie i głęboko ją kocha, którego los nie oszczędzał i który po stokroć zasługiwał na miłość.
Nie wiem, czy ona ma sprośne obrazki przed oczami i dlatego zdradza, czy zdrada polega na tym, że Bartosz jest biedny i trzeba go kochać, a ona nie ma w sercu miłości do Bartosza, bo chciałabym wspólnie podejmować decyzje dotyczące ich obojga.

Natalia wspomina pierwszą miłość.
My, kobiety, nic nie poradzimy na nasze głupie, zakochane serca...
Ale z nas durne baby!
Ten pierwszy był taki jak ona, niepełnosprawny, gorszy od reszty społeczeństwa – nigdy tak o sobie nie przestała myśleć. Przy tym drugim zawsze czuła się inna. Mniej wartościowa.
Akurat to mi się bardzo podoba i osoba tak zaszczuta mogłaby mieć podobne wątpliwości.
Damian rzeczywiście się zmienił... jeżeli na powrót stał się dobrym człowiekiem, czułym
i kochającym, ona powinna mu dać jeszcze jedną szansę, prawda?
Najpierw musi jednak spowodować, by cała wina za rozpad związku spadła na Bartosza.
PO CO? Jedynym problemem jest nieistniejąca ciąża, ale bądźmy szczerzy – mogliby się rozstać na podstawie tego, że facet rozstawia ją po kątach, najpierw z "bierzemy dziecko", potem z zaproszeniem teściów. Spotykają się dopiero pół roku, mogłaby wyjaśnić, że dla niej taka lampka ostrzegawcza to za dużo i czas się rozstać.

ROZDZIAŁ VII: LOS SIERGIEJA

Bartosz w drodze do pracy odwiedza Siergieja i pyta lekarza o jego stan.
– Nadal jest w stanie krytycznym. Sam wiesz, jak długo o niego walczyliśmy. Jego serce zatrzymało się na dobry kwadrans, przez ten czas mózg pozbawiony był tlenu. Jesteś świadom, co to oznacza?
Śmierć mózgu następuje po około 10 minutach
Każdy, nie tylko ratownik medyczny, wiedział jakie mogą być tego skutki.
– A to nie wszystko... – Lekarz zawiesił głos. – Ostrze drasnęło ścianę żołądka. Niewielka ilość treści mogła się dostać do jamy brzusznej, a to wystarczy, żeby wywołać zapalenie otrzewnej.
Bartosz się przejął:
– Nie mam pojęcia, jak przekażę te wiadomości jego żonie. „O ile ta żona będzie czymkolwiek, co dotyczy Siergieja, zainteresowana. Sama życzyła mu przecież śmierci...”.
A tam, siedź przy łóżku i czytaj mu "Kamasutrę", w przypadku ostatniego warzywa zadziałało i tydzień po wstaniu z śpiączki podnosiło dwa psy ważące tonę.
Nawet jeśli Sodarow zdradził Magdę w najpodlejszy sposób – przynosząc do domu nieślubne dziecko – przecież nie zasługiwał na karę śmierci.
Co jest zdradą w tej powieści? Rozmowa z byłym mężem? Przyniesienie do domu dziecka w święta? Bo robią cyrk bardziej widowiskowy niż słynne akrobacje na pomoście.
„Trzeba tę małą zarejestrować w urzędzie stanu cywilnego. Pytanie, kto to zrobi. Osobą najbliższą Siergiejowi, a więc Michasi, jest Magda, ale ją od razu możemy wykreślić z listy chętnych do jakiejkolwiek pomocy...”.
A gdyby zacząć od testu na ojcostwo? Dziewczynka jest mała, da się ustalić do tygodnia, kiedy dziecko się urodziło, może wystarczy zobaczyć zarejestrowane ostatnio Michaliny?
Kto chciałby skrzywdzić kochającego męża i ojca? Och, Sodarow miał wielu wrogów. Choćby Damian, były facet Natalii, nienawidził go z całego serca. Mógł nasłać na Siergieja zbirów, lecz skąd to dziecko?!
Zabawne, ale bohaterowie nie dowiedzą się, co zaszło w lesie, bo wątek Iwana został w tym momencie zakończony. Siergiej znowu przyszedł do domu z kosą pod żebrem, a tam! Dzień jak co dzień. Ale że z dzieckiem???

Przychodzi Nataniel i razem z Bartoszem wspominającą "śpiącą królewnę".
– Siergiej jest nam bliższy niż tamta dziewczyna. Jeśli nas usłyszy, może uda mu się wrócić. To znaczy szybko wrócić – poprawił się, żeby Nataniel nie nabrał podejrzeń, jak bardzo jest źle.
Ale on nie dość, że był bystry, to jeszcze miał za sobą lata w Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym.
Nataniel nie dość, że sam przed sobą chwali się intelektem, to bredzi o latach w TOPR-ze, podczas gdy skończył karierę w wieku 20 lat. Przy krwawiącym Siergieju nie potrafił zrobić nic.
– Cześć, bracie, nie wiem, co się stało, nie wiem, ile w tym twojej winy, ale jednego jestem pewien: musisz wygrać tę walkę. Odzyskać przytomność, wyjaśnić nam wszystkim, skąd wziąłeś małą Michasię i albo ponieść konsekwencje zdrady, albo wybaczyć nam wszystkim niesłuszne o nią posądzenie...
Słuchaj, Siergiej, podjąłem decyzję dotyczącą twojego losu. Po pierwsze mam gdzieś, czemu znowu ktoś cię pobił, a po drugie:
Najpierw zmarła mu mama. Potem tragicznie zginęła Marta, która mamę Natanielowi zastąpiła. Widmo następnej straty go przerażało.
Dawno mama nie umarła! No a po trzecie to interesuje mnie pochodzenie dziecka, capisci?!
– Ja nie wiem... naprawdę nie wiem, w co ty się uwikłałeś i dlaczego... Musisz wrócić choćby po to, by się z tego dziecka wytłumaczyć. Nie możesz odejść jako zdrajca.
Naprawdę nie wiem, po co sam sobie z premedytacją zrobiłeś to harakiri i wylałeś tyle krwi na posadzkę, ale żeby z dziecka się nie wytłumaczyć?!

O teście na ojcostwo nadal nikt nie myśli. Nataniel w końcu wychodzi na korytarz, gdzie czeka Bartosz i rozmyśla o Michasi:
Jakoś tak pokochał maleńką dziewczynkę od pierwszej chwili, gdy wziął ją na ręce, a ona otworzyła wielkie, wyjątkowo piękne oczy i wpatrywała się w jego twarz z uwagą, jakby chciała zapamiętać go na zawsze. Była podobna do... Tak, kogoś mu przypominała, ale za chińskiego pana nie mógł sobie przypomnieć, gdzie widział te ciemnoniebieskie tęczówki i długie, czarne rzęsy...
Nowo narodzone dziecko już dokleiło sobie rzęsy po matce i zrobiło makijaż, żeby kogoś przypominać.
– Natalia przekonała się do dziecka? – zapytał z nadzieją, ale Nataniel pokręcił głową.
– Zaszyła się w sypialni na górze i ani myśli zajmować się małą. Większą pociechę będziesz miał z Ali, która oszalała z radości na wieść o nowej siostrzyczce. Nie odstępuje jej na krok. Aż twoja mama musiała Ali znaleźć zajęcie, żeby pozwoliła dziecku spokojnie zasnąć. Ale to dobrze.
Patrzcie, jak Ala się stara, żeby tylko nie skończyć marnie. Spojler: nic to nie da.
Na Natalię liczyć nie będziesz mógł, do pomocy zostanie ci właśnie Ala. I jeszcze jedno: wypisz się na razie z dyżurów. Nawet jeśli zastąpię cię w domu raz czy drugi, będziesz półprzytomny ze zmęczenia. Po prostu nie pociągniesz sklepu, szpitala i opieki nad niemowlęciem.
Tak.
Domoradzcy nigdy nie odmówiliby pomocy, ale sami mają wystarczająco kłopotów, by dokładać im następnych. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że nie ma żadnego obowiązku zajmować się obcym dzieckiem.
Nikt się nie zastanawia, że nie mają obowiązku zajmować się dzieckiem, a powinni znaleźć już dawno opiekunów prawnych! Poza tym Nataniel byłby odciągnięty od rodziny, za to Bartosz od narzeczonej w ciąży, więc na jedno wychodzi…

ROZDZIAŁ VIII: Z CZARODZIEJKI W WIEDŹMĘ

Nataniel jedzie do siebie, Bartosz wraca i pyta mamę o podrzutka.
– Śpi w pokoju po drugiej stronie korytarza razem z Alą. Ala dotąd prosiła i błagała, aż ustąpiłam. Są przecież ferie zimowe, nie musi wstawać rano do szkoły.
Biedna ta Ala, bardzo pragnie zostać niewolnikiem, ale nawet tyle jej nie dadzą…
Przytaknął. O Natalię nie pytał. Nie zeszła przywitać narzeczonego, czy raczej byłego narzeczonego (...).
To przez niego Natalia z czarodziejki stała się wiedźmą.
Był zmęczony i głodny. Mimo to wstał, by natychmiast porozmawiać z Natalią. Potrzebował jej miłości. Miał potrzebę kochania.
O Natalię pyta w ostatniej kolejności, ale idzie z nią "natychmiast" porozmawiać. A to wszystko dlatego, że odczuł potrzebę. A tu przecież nie wolno! Poprzednie części nauczyły nas, że jak partnerka jest w ciąży, to nie wolno uprawiać seksu, bo nie.
– Hej, wróciłem z pracy. Jak się czujesz? – zapytał miękkim, czułym głosem, przysiadając na łóżku.
Wsunął dłoń pod kołdrę i położył na płaskim brzuchu dziewczyny.
– Jak tam nasze maleństwo? Kopie? – dodał żartobliwie.
Dobrze, że nie widział w tym momencie oczu dziewczyny, bo przeraziłaby go dzika nienawiść, jaka w nich rozbłysła. „Nasze maleństwo?! Kopie?! Nie ma żadnego maleństwa!”, aż przygryzła wargi, by się nie rozpłakać. „Jestem bezpłodna! Udaję ciążę, żeby choć raz w życiu poczuć się mamą! (...)” Jednak łzy popłynęły.
To znaczy wcale nie jest w ciąży, ale udaje, więc też nie wolno.
Spodziewałam się, że pojawi się wątek ukrywania okresu, albo że Natalia wykorzysta krwawienie do stwierdzenia "popatrz, poroniłam z powodu stresu", ale chyba takie niegodne funkcje biologiczne nie pojawiły się jak dotąd w żadnej książce Michalak.
Bartosz przyciągnął ją do siebie. Zamknął w silnych, kochających ramionach i wyszeptał:
– Wiem, że jest ci ciężko, ciąża, Wigilia, zamieszanie z Michasią. Ale damy sobie radę, prawda? Nie takie problemy pokonywaliśmy, ty i ja.
Ale oni są ze sobą w związku pół roku, co oni razem pokonywali? Chyba tylko Damiana, jak nagle przyszedł pobić Bartosza.

Bartosz, niby przepraszając partnerkę, pyta, czego potrzebuje, a Natalia znowu prosi go, żeby oddali dziecko.
Serce ścisnęło mu się ze współczucia na widok pełnych łez oczu ukochanej dziewczyny. Przecież miała rację! Ale… nie ma komu oddać Michasi. Po prostu nie ma komu.
Jest 2026, cywilizacja upada, nie ma pomocy społecznej ani żadnych sierocińców.
Proszę cię o cierpliwość: gdy tylko Siergiej odzyska przytomność, zdecyduje, co dalej z dzieckiem. Mała ma przecież jakąś matkę, może wystarczy tę kobietę wesprzeć? Wynająć mieszkanie? Płacić godziwe alimenty? I Michasia wrócić do mamy.
Sic
A gdy nadal płakała ze zwieszoną głową, zrobił to, co zawsze działało na jej smutki: pochylił się i zaczął całować miękkie usta, zatopił palce we włosach dziewczyny i całował coraz mocniej i namiętniej.
Rozwiązywanie konfliktów: szkoła Nataniela. Jak seks nie pomaga, to drugim etapem jest potężny cios.
Musnął językiem nabrzmiałe płatki, odnalazł maleńką wisienkę i długimi liźnięciami zaczął ją pieścić, co zawsze doprowadzało Natalię do ekstazy.
Odnalazł po długich poszukiwaniach z lupą niczym dobry detektyw albo poszukiwacz złota w kopalni.

Dobra, resztę możecie sobie dopisać. Niestety Bartosz zapomniał, że w tym uniwersum dzieci w brzuchu boją się oglądać tatusia pod tym kątem:
Natalia odpływa, zaspokojona, bezbronna, senna, po czym jedną ręką rozsunął suwak spodni, wyjął nabrzmiałą męskość i łagodnie zanurzył ją w gorące, wilgotne wnętrze dziewczyny.
Czeka go więc niemiła niespodzianka.
Cofnęła się nagle. Otworzyła szeroko oczy, patrząc na niego z wyrzutem. Zamknęła uda i obciągnęła koszulę.
– Jak możesz?! Przecież jestem w ciąży! – krzyknęła zbulwersowana.
On natychmiast przywołał się do porządku, mimo że niespełnienie było bolesne.
– Przepraszam. Poniosło mnie. Kocham cię, Natka. Jesteś taka piękna i pociągająca. Po prostu nie mogłem się powstrzymać.
Tak bardzo wkręciła się w swoją bezpłodność, że nie próbuje zajść w ciążę mimo to. Mimo oszustwa, z którego zaraz trzeba będzie się wykręcić!
Z jednej strony te słowa sprawiły jej przyjemność: oto kocha ją i pożąda tak piękny mężczyzna jak Bartosz, z drugiej coś jej podpowiadało, że w tej chwili poleciałby na każdą. Byle się zaspokoić. Że krzywdziła takimi podejrzeniami Bartosza? Cóż, mógł wcisnąć podrzutka Domoradzkim, no nie?
Jeżeli kobieta u Michalak myśli "no nie?", wiadomo, że dawno temu się stoczyła.
I może jeszcze wciśnie. „Odmawiając pełnokrwistemu mężczyźnie seksu, jesteś w stanie osiągnąć wiele, jeśli nie wszystko”, tak myślała Natalia, jeszcze wczoraj kochająca i oddana.
Zabawne, że taka niedoświadczona i biedna Natalka z poprzedniego tomu wymyśla tutaj tajne sztuczki manipulacyjne mające na celu osiągnięcie świętego sposobu, którego inaczej wygrać się nie da. Tak źle i tak niedobrze, ostatnio gdy nie była "wytrawną uwodzicielką", mąż tak ją strzelił w twarz, że wylądowała w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu.
Bartosz zaś ucałował ją delikatnie w usta, wyszeptał „Dobranoc” i dręczony poczuciem winy, nieszczęśliwy, wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zrozumiał, że jest zdany sam na siebie.
Sam na siebie! Bartosz przeszedł przez tajne katakumby Jadwini, otworzył sekretny pokój za pomocą pociągnięcia odpowiedniej książki w bibliotece i pojawił się tam sejf z chusteczkami. Jeszcze jak mężczyzna pojawia się z bękartem w Wigilię u progu domu, to można mu wybaczyć, ale są zbrodnie, po których ksiądz odmówi pochowania was na cmentarzu.
No ale zdaje się, że to drugi mężczyzna po Damianie, który wie, co robić.

Matka Bartosza zwala postawę Natalii na głupi kaprys.
– Natalii przejdzie ta niechęć do małej, zobaczysz. Widać nie zajrzała jeszcze maleństwu głęboko w oczy.
A parokilogramowe dziecko nie zajrzało Natalii jeszcze w kręgosłup.

Matka mówi, że w niedzielę muszą wrócić do Nowego Targu i czy sobie poradzi, a Bartosz bez wątpliwości rzuca "tak, poradzę sobie!". Optymista!

A teraz uwaga, mój ulubiony zwrot akcji w całej książce: Zosia dzwoni do Bartosza powiadomić go, że Nataniel w drodze ze szpitala został aresztowany.
– Mówił coś, ale tak niewyraźnie... jakby był pijany. Czy on z tobą pił?!
– Nie! Prosto ode mnie pojechał do was, do domu! Trzeźwy! Nat nawet po piwie bezalkoholowym nie wsiadłby za kierownicę!
To kretyn, nie rozumie koncepcji piwa bez alkoholu.
– To dobrze. Pojedziesz tam, na komendę? Do Nataniela? Musimy się dowiedzieć, za co go zamknęli! Trzeba go stamtąd wyciągnąć! Ja nie mogę. Jestem sama z dziećmi. Przecież nie zostawię ich w domu ani w samochodzie.
Emilka ma 15 lat, Tosia 11… Bez przesady, można im zlecić zajęcie się siostrą na parę godzin.
– Jasne, że nie. Pojadę. Tylko dokąd?
– Do Ełku. Jest w areszcie na Wspólnej.
– Okej. Będę tam za pół godziny. Dam ci znać, co i jak.
– Dzięki, Bartuś. I proszę cię, zrób wszystko, żeby go stamtąd wyciągnąć. – Głos się jej zupełnie załamał i zaczęła płakać z przerażenia i bezradności.
Czy ona myśli, że Nataniel dokonał aktu terrorystycznego przez wjechanie w ludzi ciężarówką, czy po prostu wie, że będzie się teraz użerać z dwudziestoma strusiami całkiem sama?
– Zosiu kochana – zaczął uspokajającym tonem, mimo że sam czuł to samo – to jakieś kosmiczne nieporozumienie, wyjaśnimy je i Nataniel wróci do domu. Jest ostatnim człowiekiem na ziemi, który wszedłby zatarg z prawem.
Cóż. Tym razem był w błędzie.
I to jakim! Z tym muszę Was zostawić na dwa tygodnie i dopiero wtedy dowiemy się, w jaki sposób nasz bohater zszedł na złą drogę.


Pytanie za sto tysięcy!

a) Nataniel zamawia z allegro worek dopalaczy w ramach walki z brakiem weny pisarskiej. Zjada całą paczkę naraz, bo słodko smakuje, i natychmiast wsiada do samochodu.

b) Zatrzymuje się po drodze przegadać temat z Natalią, a ta ukradkiem wsypuje mu środki nasenne do zupy i dzwoni na policję, że porywacz dzieci stara się ją wciągnąć w proceder.

c) Nataniel znajduje w internecie wypowiedzi anonimowego senatora, który chwali się porzuceniem kochanki i dziecka. W ciągu kilku sekund zdobywa jego dane, po czym umawia się na spotkanie jako SexiNata19. Niestety, senator przychodzi na randkę z dużym ochroniarzem.

d) Nataniel organizuje nieoficjalne spotkanie z fanami w Ełku, jednak przychodzą na nie internetowi hejterzy zadający niewygodne pytania na temat fabuły książek. Aresztowany za pobicie natychmiast zapada w śpiączkę.

Komentarze

  1. To teraz Natalia została villainem tej sagi? W sumie zgodnie z poglądami Michalak słusznie, bo jak to kobieta nie zachwyca się niemowlęciem, które zrzucono na jej barki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tom bez zwrotu akcji w postaci nagłej przemiany postaci w szatana to tom stracony.

      Usuń
  2. A co do konkursu to czyżby a?

    OdpowiedzUsuń
  3. niezalogowany24 maja 2022 09:14

    Jakaż niespodziewana transformacja Natalii w Mroczną Phoenix vel Oliwię #2! Co do końcowego pytania, to mam nadzieję, że odpowiedzią jest "A". <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koniec analizy przeczytamy sobie dumnie prezentowane na pierwszych stronach książki recenzje od zachwyconych, nieistniejących czytelniczek. Powstały one ewidentnie jeszcze przed napisaniem tomu i sugerują, że według pierwotnych założeń Natalia miała pozostać dobra – a więc pewnie urodziłaby Bartoszowi dziecko bez skoliozy w połowie 2027.

      Usuń
    2. niezalogowany24 maja 2022 19:58

      O, matko! Czekam na to raczydło niczym szalony Sergiej Czarne Serce na bijatyki (choć już raczej nie w tym tomie)!

      Usuń
    3. A co, myślisz że Czarne Serce nie zapomni zaraz o śmierci mózgu i nie rzuci się do bicia i ruchania?

      Usuń
    4. niezalogowany25 maja 2022 19:51

      Słuszna uwaga! Przecież w tych książkach niepełnosprawni nagle stają są w pełni zdrowi, a niepłodne kobiety przemieniają się w pełnowartościowe. No może jedynie faceci stają się na powrót niepełnosprawni, gdy trzeba coś zrobić w gospodarstwie domowym lub
      trzeba wzbudzić czy raczej wymusić współczucie.

      Usuń
    5. Haha, wspaniałe podsumowanie mazurskich mężczyzn!

      Usuń
  4. "Trudno było stwierdzić, co najmocniej wskazywało na ojcostwo Siergieja: czarne loki i krzaczasty zarost Michasi, bawienie się nożem czy ukraińskie/białoruskie/łemkowskie przekleństwa."
    Wydałem z siebie tak dziki, ośli ryk przy otwartym na oścież oknie, że prawdopodobnie słyszało mnie całe osiedle i teraz mi głupio i to wszystko twoja wina.
    Oho, widzę że Natalia jest na dobrej drodze do wyrwania się z matriksa. Uciekaj, dziewczyno, Oliwia i Iwona już na ciebie czekają na obrzeżach michalakuniwersum w kupionym na spółę dżipie. Tylko Alę ze sobą weź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do ankiety to i tak pewnie nie zgadnę, więc c xD

      Usuń
    2. Bardzo mi przykro, że moja wizja Michasi wywołuje wrzaski 😄
      Z dziewczynami powinien pojechać sołtysiak. Co prawda w tym uniwersum żaden mężczyzna nie może upaść tak nisko jak kobieta, bo przecież Marek nie epatował bujnymi piersiami, jedynie bił ludzi, ale też próbował odkupić winy. Nie opłacało się!
      Ala niestety jest za stara, by wbić się do kogoś jako komiczne dziecko, a za młoda, by być pełnoprawnym pasożytem. Zapewne obierze ścieżkę Iwony, innych dróg nie ma.

      Usuń
    3. Raczej śmiech. Ale był to odgłos zgoła nieludzki, nie zdziwiłbym się, gdyby odebrano go jako wrzask lwa górskiego.
      Ja zaproponowałbym jeszcze kandydaturę Joasi, ale ona już jest pewnie daleko poza granicami tego grajdołu. Good for her xd

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że Ala obierze jednak ścieżkę Oliwii. Byłaby kolejna co uciekła z toksycznego środowiska.

      Usuń
    5. Asia to była kobieta! Może i głupia jak but, może skrzywiona, ale wyciągała wnioski z przeszłości i nie wybaczała przemocy ot tak jak jakaś pozytywna bohaterka. Nic dziwnego, że musiała się wymiksować z tej historii.
      Śmieszy mnie, jak sobie przypomnę, że wzmianka o przemocowym partnerze miała być w jej przypadku dowodem winy i zepsutego charakteru, a taki wściekły Nataniel to już misio-nagroda dla wrażliwego popychadła.
      Ala będzie pełnoletnia za 7 lat, to zwykle 2-3 tomy. Do tego czasu zostanie z niej miazga.

      Usuń
    6. Oj tak, to jest super zabawna sprawa, że Natanielek, po wszystkim co zrobił i powiedział, wciąż jest "dobry i dzielny" niczym słynna święta Gabriela Borejko. To, w jaki sposób zwracał się do Natalii w tej analizie wziął mnie z zaskoczenia, a przecież doskonale wiedziałem, czego się spodziewać.

      Usuń
    7. Też mnie zastanawia, czemu akurat Natanielowi wszystko uchodzi na sucho. Kiedyś miałam teorię, że to odpowiednik kogoś z najbliższego otoczenia autorki (syna, przyjaciela, dawnej sympatii – kogokolwiek z kim byłaby związana emocjonalnie), ale z czasem doszłam do innego wniosku: dziś uważam, że Nataniel to alter ego Michalak. Chyba rozwinę myśl w jednej z przyszłych notek, bo chętnie poznam punkt widzenia czytelników.

      Usuń
    8. Myślałam, że to Marta jest alter ego Michalak.

      Usuń
    9. Pewnie tak miało być, podobnie z Zosią, ale szybko wyzwania, przed którymi stanęły obie bohaterki, wydobyły z nich słabość, do której trudno aspirować.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. O, tym razem głos na agresję zamiast narkotyków! Przekonamy się za tydzień :)

      Usuń
  6. Strzelam w c, co mi tam!
    BTW po zdaniu o długich, czarnych rzęsach stawiam moje żappsy na to, że pod koniec książki dzielny i skrzywdzony przez życie Bartosz zejdzie się z (bezimienną chyba na razie?) matką noworodka. No bo wiadomo, że zła kobieta Natalia na partnerkę tak cudownego okazu męstrzyny już się nie nadaje.

    Wypowiedź Nataniela do Natalii sprawiła, że wszystko mi opadło. To mają być dobrzy ludzie, kochający się przyjaciele spędzający razem święta? Czy może raczej Natalia została emocjonalnie zaszantażowana, żeby przyjąć pod dach i wykarmić toksycznego kloszarda i jego patologiczną rodzinę? Jezu.

    Podziwiam Michalak za konsekwentnie stosowany trik "postać pozytywna zmienia się w negatywną między dwoma tomami". Jaki recykling postaci (nie trzeba wprowadzać nowych złoczyńców), oszczędność czasu (nawet nie trzeba opisywać przemiany czy coś, wystarczy zamiast "ciężko doświadczona/y przez los" pisać "lubieżna/y i podstępna/y") i dodatkowy element suspęsu (między tomami fanki gryzą pazurki z nerwów, czy tym razem nie padnie na ich ulubieńca). Szkoda, że gorszej klasy autorzy nie poznali tego myku. Wyobrażam sobie np. Władcę Pierścieni w stylu Michalak:
    - tom I kończy się rozpadem Drużyny Pierścienia; na szczęście z Frodem rusza dalej jego wierny przyjaciel, lojalny i dzielny Sam;
    - w tomie II dowiadujemy się, że Sam jest pijakiem, który za wódkę sprzedaje informacje Sauronowi; w dodatku w pijackim szale bije nieszczęsnego Froda, a gdy jeszcze byli w Shire zmusił Różyczkę do aborcji. Na szczęście Frodo spotyka kalekiego, ale nie mniej przez to szlachetnego Smeagola, który przegania Sama i zostaje nowym kompanem Froda w drodze do Mordoru;
    - w tomie III wychodzi na jaw, że Frodo jest żałosnym krętaczem, który wymyślił całą historyjkę z pierścieniami władzy, żeby zwrócić na siebie uwagę. Bierze dopalacze i pomaga mafii orków przemycać transporty rohańskich koni do rzeźni. Załamany, tak bardzo skrzywdzony przez życie Smeagol (btw przed swoim wypadkiem był weterynarzem, jakby ktoś miał wątpliwości do jego moralności) wsiada w pierwszy lepszy autobus i trafia do Shire, gdzie wpada prosto w ramiona ponętnej lecz skromnej Różyczki. Sam i Frodo zapijają się na śmierć w pobliskim rowie. Kuniec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "No bo wiadomo, że zła kobieta Natalia na partnerkę tak cudownego okazu męstrzyny już się nie nadaje."
      Żeby niczego nie zdradzać powiem, że autorka strzeli sobie tym wątkiem w stopę tak mocno, że aż huknie.

      "Władca pierścieni" w wersji Michalak jest świetny! Wystarczy zamienić słonie i orły na psy bez oczu, pozmieniać do tego imiona i pisać, a bestseller empiku gwarantowany. Do tego niech w tle pałęta się sołtys Denetor i jego niesforni synalkowie w dresach, którzy myślą, że wszystko im wolno, a Haldir zostanie otyłym kamienicznikiem. Charakter może zmieniać się z tomu na tom, więc dlaczego nie.

      Usuń
  7. O matko. Przypomina mi to taie pisane na sile kolejne odcinki jakiejs mody na sukces, gdzie w kazdym odcinku musi byc jakas drama, ale pomysly na sensowne generowanie skonczyly sie pietnascie sezonow temu. Ino czekac na porwania przez UFO i szejkow arabskich. Bo zmartwychwstania sa juz odhaczone :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.