6.5 Rozdział 19, 20, 21, 22, 23 i 24

ROZDZIAŁ XIX: MASTERCHEF JUNIOR MISTRZ NEGOCJACJI

Wszyscy bohaterowie siedzą i zgodnie z tradycją serii żreją słodycze na kolację, aż wracają Bartosz z Ulą.

Gdy do środka weszli, trzymając się za ręce, Bartosz z Ulą, wszyscy się rozpromienili. Od ładnych paru miesięcy kibicowali bowiem dziewczynie w zdobyciu jego serca.

Wszyscy stwierdzili, że warto, by zdesperowana młoda dziewczyna bez perspektyw poderwała swojego dwa razy starszego szefa, bo tak bardzo przejechali się na dorosłej Natalii z pieniędzmi. 

Cóż z tego, skoro widział w niej jedynie nianię Michasi?
Dopiero co to Bartosz się ślinił, ale to tam. Siergiej zmienia temat na uzależnienia Nataniela.
– Nataniel, pod przymusem Zosi, właśnie mi się wyzwierzał na temat pewnego cennego prosku (sic). (...) Ja na to, że gdy strzeli mu do głowy podobny kretynizm, osobiście nogi mu z cytopyge powyrywam.
Ale się zrobiło biologicznie.
– Przypominam uprzejmie, że dzięki Złotemu Pyłowi, trzymasz dzisiaj w rękach kawałek serniczka upieczony przez twoją ukochaną Madziulkę, a nie pozew rozwodowy.
Kolejne potwierdzenie, że fabuła i zamysł są dokładnie tak durne: gdyby Nataniel się nie naćpał, nie zobaczyłby DNA we śnie, a Siergiej spędziłby resztę życia na banicji z Sennej albo w ogóle w więzieniu. Nikt inny nie wpadłby na pomysł testu na ojcostwo, a Siergiej nie mógłby po prostu wyjaśnić sprawy po przebudzeniu. Nie! Narkotyki z Allegro ratują ludzkość.

Magda zmienia temat, bo bardziej interesują ją plotki na temat Uli i Michasi.
Bartosz usiadł wygodnie na sofce i przyciągnął Ulę ramieniem. Wtuliła się w niego jak dziecko.
Ja tak nabijam się z podeszłego wieku Bartosza, który jest ledwie przed czterdziestką, ale naprawdę nie trzeba tej różnicy wieku podkreślać, przypisując Uli zachowanie niemowlęcia…
– No właśnie: zastanawialiśmy się, kim jest matka Michasi.
No w porę! Tutaj następuje kilka linijek, gdzie Siergiej przyznaje, że musiał wcześniej spotkać dziewczynę, która pomogła mu dotrzeć w wigilię do dworku, a reszta przyznaje, że dziecię ma oczy, które gdzieś już widzieli.

Wtem!
– Masz równie genialny pomysł, która ze znajomych ufałaby tobie i Natalii na tyle, by podrzucić wam nowo narodzoną córeczkę?
– Ja to uczyniłam – padła odpowiedź.
Zuzanna niczym ninja zakrada się do biesiadujących domowników, pewnie przez otwarte drzwi, no trudno, już się przyzwyczailiśmy, że nikt niczego u nich nie pilnuje.
Bartosz pamięta, że to ta sama Zuzanna, której wspaniałomyślnie czytał sprośne książki, kiedy była w śpiączce, a potem nie chciała z nim iść do łóżka. Narasta w nim furia, więc oskarża ją o całe zło w Marcinkach:
– Twój bezmyślny postępek spowodował śmierć mojego dziecka, rozpad mojego związku i prawie przyczynił się do rozpadu rodziny Siergieja. Tego, któremu Michasię wcisnęłaś. Wiedziałem, że jesteś egoistką, ale nie przypuszczałem, że aż tak podłą.
To nie głupota Magdy nakręcana przez Nataniela, nie nóż Iwana (nikogo to nie interesuje!), to nie wariactwo Natalii i lekceważące zachowanie Bartosza; to wszystko podła Zuzanna!

Siergiej zauważa, że w sumie to chyba uratowała życie, a na to Zuzanna pogrąża się jeszcze bardziej, bo wspomina o niedokonanej aborcji.
– Nie mogłam inaczej postąpić. Przepraszam, ale nie mogłam – odezwała się głosem nabrzmiałym łzami. – Chciałam usunąć ciążę, dostałam na to pieniądze…
W tym momencie nawet Szymon spojrzał na nią z niedowierzaniem i szokiem. O tym mu nie powiedziała!
Dziecko master chefa juniora, paprotka cieplarniana, nie zna problemów świata Zuzanny…
– …ale pojawiła się Jasna, powiedziała, że muszę urodzić dziecko i uratować jeszcze kogoś. Więc urodziłam. I uratowałam.
No pewnie, logiczne. Nie mam pytań.
Zosia podaje argumenty na obronę dziewczyny:
– Kochani, nie oceniajmy czyjegoś postępowania, nie znając pełnego obrazu sytuacji. (…) Inna łyknęłaby po prostu magiczną pigułkę i pozbyła się problemu! A Zuzka nie zabiła.
Kochani, to nie Oliwia. Pamiętajmy o Oliwii.
– Chcę… to znaczy chcemy, ja i Szymon, zabrać Michasię do domu. Jestem przecież jej mamą.
Bohaterowie oczywiście z miejsca zaczynają w to wierzyć. Magda próbuje dyskutować z Zuzanną, przekonując, że dziecko przyzwyczaiło się do nowego domu i rodzeństwa. Ostatecznie dochodzą do wniosku, że nie da się tak łatwo zabrać komuś rodzone dziecko, więc Magda wybucha płaczem i ucieka.
– Ja pieprzę, superzakończenie powitalnej biesiady! Lepszego nie mógłbym sobie wymyślić! – warknął Siergiej i ruszył za nią.
Siergiejowi nie podoba się brak uwagi.
Zosia w międzyczasie pokazuje Zuzannie jej córkę i dzieje się magia.
W tym momencie Michasia otwiera oczęta i wpatruje się z uwagą w nieznajomą kobietę. A potem… wyciąga do niej rączki i mówi: „Mama”.
O, to ten drugi problem (obok konsekwentnej pomyłki geograficznej), na który oburzali się czytelnicy w czytanych przeze mnie recenzjach. Mimo wszystko, paromiesięczne dziecko mówiące „Mama” dla zaakcentowania sceny nie razi mnie jakoś przy całej reszcie.
Zresztą dziecko szybko zmienia zdanie, bo Zuzanna nie jest jeszcze godziwa.
– Moje maleństwo, moja mała córeczka – szeptała dziewczyna, przyciskając dziecko do piersi coraz silniej.
I tego Michasia miała widać dosyć, bo nagle rozpłakała się na głos. Zanim Zuzanna zdążyła ją uspokoić, na werandę przybiegła Magda i jak nie krzyknie: „Co jej zrobiłaś?!”, jak nie spróbuje wyrwać dziecka z jej ramion!
Na to wszyscy zgodnie zaczynają ryczeć.
Płakała Michasia, płakał wyrwany ze snu Jędruś, płakały Zuzka i Magda, z ogrodu przybiegły dzieci i też zaczęły szlochać i tulić się do matek, nie rozumiejąc, co się dzieje, dlaczego wszyscy dorośli płaczą albo krzyczą. I wtedy Nataniel, który zwykle był uosobieniem cierpliwości, jak nie wrzaśnie!
Uwielbiam, że w oczach autorki Nataniel jest uosobieniem spokoju i rozwagi, a nie furiatem i pasożytem.
– Cisza! Wszyscy natychmiast spokój! Dzieciaki, siadać na podłodze i milczeć, Zuzka, oddaj małą Magdzie i natychmiast zamilcz, ty, Zośka, również!

Uosobienie mądrości: ten kto drze japę. Ale pamiętajmy, że Mateusz jest większy od Nataniela, dlatego nie dostało mu się za płacz.
– Słuchajcie, dziewczynki, przyjechała mama Michasi…
– Ale to nasza mama jest mamą Michasi! – zaprotestowała Amelka.
– Ciocia Magda jest adoptowaną mamą Michasi – wyjaśniła szeptem Tosia. – Tak jak ja.
Nataniel zgromił obie spojrzeniem i powtórzył:
– Przyjechała prawdziwa mama Michasi i chce zabrać ją do domku.
– Ale wujku Natanielu, tu jest jej domek! – tym razem wtrąciła Ada.
Zacisnął powieki i chciał policzyć do dziesięciu, żeby nie wybuchnąć
Świetne podejście do dzieci. Chciałam tu jakiś gif, ale nie ma, bo małpy są z reguły spokojniejsze przy swoich dzieciach.

Nawet Siergiejowi się dostaje za chichot, bo po jest po szpitalu osłabiony.
– Widzisz w tym coś wesołego? – Nataniel napadł na przyjaciela (...).
– (…) Sorry, że ci przerwałem, kontynuuj. Ja posłucham, jak plączesz się w zeznaniach.
To Nataniela wkurzyło jeszcze bardziej.
Ostatecznie Siergiej pyta Zuzannę, jaki ma plan.
[Zuzanna] nagle coś sobie przypomniała, otworzyła torbę, wyjęła portfel, a z niego gruby plik banknotów.
– Uzbierałam pieniądze. Proszę. Z podziękowaniem za opiekę nad dzieckiem.
Podeszła do Siergieja, a on… splótł ręce na piersiach.
Ja mam kodeks bandyty, ja nie mogę!
– Naprawdę uważasz, że przyjmiemy forsę w zamian za dziecko? – syknął cicho, ale takim tonem, że się cofnęła.
Ręka z pieniędzmi opadła. Zuzanna nie miała już pomysłu, jak ich wszystkich przebłagać.
Próbowałam jednego sposobu i nie zadziałał. To już koniec.
– Źle nas pan zrozumiał. Absolutnie nie chcemy państwa przekupywać. Ludzie są różni, nie wiedzieliśmy, jak zareagujecie na nasze, przyznam ze wstydem, najście. To wy mogliście zażądać zwrotu kosztów i nie chcieć oddać dziecka, jeśli nie uregulujemy długu. Na taki obrót sprawy musieliśmy być przygotowani. Proszę wybaczyć. Zunia zbyt pochopnie państwa oceniła.
Mistrz biznesu z tego dziecka master szefa <3

Wygadany Szymon na koniec prosi o propozycje, jak zorganizować rozstanie z dzieckiem, a ostatecznie kończy się na wersji, w której Zuzanna wprowadzi się na jakiś czas do dworku, żeby rozstanie "przebiegło bezboleśnie", a Magda będzie mogła liczyć, że głupia siksa zobaczy jak to jest zajmować się ryczącym bachorem i ucieknie.
– Tak, oczywiście, wiem, że to dla was dodatkowy kłopot, ale dla dobra Michasi zrobię wszystko. Chętnie zajmę się domem czy opieką nad dziećmi, żeby spłacić dług wdzięczności. Mogę nawet…
– W ramach spłaty tego długu jedź dzisiaj do domu, a jutro wróć z ciuchami i wszystkim, co ci będzie potrzebne na kilkutygodniowy pobyt – przerwał jej chłodnym tonem.
To, że stanął po jej stronie, nie znaczyło od razu, że zaczął ją lubić. Wręcz przeciwnie. Wciskaną do ręki forsą zraziła Siergieja do siebie jeszcze bardziej.
Ale czemu?
Westchnął z głębi ducha. Bartosz miał rację co do Zuzki Tamarysz: była podłą egoistką. 
Czy wspomina ją do tej pory przy każdym spotkaniu, jako tę paskudną nastolatkę, która nie odpowiedziała na jego namolne zaloty, bo była w śpiączce?

Żarty na bok: co było nie tak z Basią, że się z nią ożenił? Ten człowiek ma jedno kryterium doboru partnerki: wrażliwa pozycja, która sprawia, że nie ucieknie, czy to będąc nastolatką w śpiączce, ubogą młodą imigrantką czy zastraszoną przez męża-alkoholika infantylną kobietą z poważną skoliozą. A Basia co? Dopiero co przyjechała z Wietnamu? Poruszała się na wózku, dlatego spłonęła z synem? Kupił ją w burdelu? Zapłodnił na zakrapianej alkoholem imprezce rok przed maturą?

Temat zmienia się natychmiast na ruchanie.
Gdy samochód Szymona zniknął w mroku nocy, szepnęli parę słów Zosi i mieli cały stryszek nad drewutnią dla siebie. Może miłość na starym materacu nie była tym, co Siergiej sobie wymarzył po powrocie ze szpitala, ale przynajmniej nikt nie mógł ich tu odnaleźć.
Ru-cha-nie na obsranym przez zwierzęta materacu pokrytym pleśnią. Siergiej pół roku leżał w łóżku, gdy goił się od środka, z mięśni nie korzystał, ale poruszanie biodrami musiał ćwiczyć mimo to. Może cały czas przeżywał w innym wymiarze zdradę Marty na pomoście, podskakując pod gołą Iwoną, gdy wpadł w limbo?
– Co byś powiedziała, tylko nie bij!, na naszą własną Michasię? (…) Ale ja naprawdę chciałbym jeszcze jednego szkraba w domu. Nie teraz, Jędruś jest jeszcze mały, ale za rok… dwa…
To szybko, bo Magda za rok-dwa będzie pewnie po menopauzie.
– I to mówi ten, którego musiałam łapać na dzieci. – Zaśmiała się tak seksownie, że znów był gotów.
Na bohaterów mocno oddziałują nieskomplikowane bodźce, jak miło. 

Teraz "wtargnął w nią jednym długim suwem", "mało nie eksplodował", "wbił się w nią ponownie" itd. Na uwagę zasługuje ewentualnie ten fragment:
Liznął skórę na brzuchu poznaczonym rozstępami, co czyniło ją w oczach mężczyzny jeszcze piękniejszą
Miło, że dopiero kilka stron przed końcem mamy po raz pierwszy w sadze zdanie pocieszenia dla czytelniczek z afirmacją kobiecości.
Opadli na stary materac, mokry teraz od potu
Siergiej (56 l.): w grudniu flaki rozprute nożem, piętnastominutowe niedotlenienie, śpiączka, pół roku leżenia w łóżku, w czerwcu tydzień uczenia się chodzić, DZIKIE WIELOKROTNE SEKSY!!! Wystarczy bowiem siła miłości, by krew wszędzie dopływała, skutki niedotlenienia się cofnęły, a mięśnie wróciły do pierwotnego stanu.
– Ty, najmilszy, jesteś moim życiem. Bez ciebie świat może przestać istnieć. Nigdy więcej mnie nie zostawiaj. Nigdy, nigdy więcej.
Aż mi się znowu coś uwidzi, będę ci życzyć śmierci i wpadnę w ciąg alkoholowy.

ROZDZIAŁ XX: KREDYT HIPOTECZNY NA DZIECKO

– Siergiej, nie chcę oddawać Michasi, pokochałam ją.
Magda odpoczęła i wróciła do histeryzowania na temat Michasi. W sumie zastanawia mnie, kiedy udało jej się wyjść z nałogu i pozbierać – kilka miesięcy temu, czy może tydzień? Miała aż tyle czasu, żeby przykleić się do tego dziecka?
– Słuchaj, może ona nie chciała nam zapłacić, a sugerowała, byśmy zapłacili jej?
Uniósł się na łokciu, patrząc na Magdę ze zdumieniem.
– Myślisz, że chce nam sprzedać to dziecko?
Tak, tylko coś jej się porąbało i otworzyła swój portfel, a nie wasz. Roztrzepana.
– Kto ją tam wie… A jeśli rzeczywiście z tym przyjechała, ile moglibyśmy jej zaproponować?
– Ty trzymasz kasę. Nie wiem, ile mamy na koncie.
– Trzydzieści tysięcy. Nataniel na pewno dorzuci drugie tyle.
No pewnie! Ustatkowany Nataniel po odwyku na pewno ma jakieś pieniądze i jeszcze będzie się dzielił.
Siergiej na to ocenia dochody Szymona po błyszczącym mercedesie i stwierdza, że sześćdziesiąt tysięcy nie wystarczy.
– Moglibyśmy wziąć kredyt pod hipotekę rancza – wyszeptała, nie śmiąc spojrzeć na Siergieja.
(…)
– Tak bardzo pragniesz zatrzymać małą? – zapytał równie cicho.
(…)
– Ranczo możemy zadłużyć na jakieś półtora miliona – ciągnął, gładząc ją po nagich plecach. – Liczę, że Zuzka nie będzie aż tak pazerna.
Zamknęła mu usta pocałunkiem tak namiętnym, że musiał zaspokoić nagłe pragnienie tu i teraz. Znów kochali się do utraty tchu.
Już to widzę. Siergiej z Magdą wchodzą do banku:
–  Chcemy kredyt hipoteczny na milion.
–  A jakie macie dochody i wydatki?
–  Dochody to strusie, a wydatków mamy móstwo, w dachu dziury, piątka dzieci, zwierzęta tyle jedzą!
–  No a dochody?
–  Strusie.
–  Jakie strusie?
–  Strusie kopulują i z jaj wychodzi więcej strusi.
–  A na co ten kredyt?
–  Na dziecko.
–  Wydatki związane z dziećmi?
–  Nie, znajoma ma takie fajne dziecko i chcielibyśmy jej zabrać.
– Madziu, dziś wyszedłem ze szpitala. Słaby jeszcze jestem. Chociaż ty pozostań rozsądna, gdy ja rozsądek przy tobie tracę – poprosił pół żartem, pół serio, gdy opadli na materac.
– Przecież nic nie zrobiłam – odparła z figlarnym uśmiechem.
– Nie musisz nic specjalnego robić. Wystarczy, że jesteś przy mnie naga i piękna. Jeden pocałunek i od razu chcę więcej. Chcę wszystko.
Magda wynalazła nowy rodzaj rehabilitacji, za to jaki skuteczny!
– No. Pytanie, kto ma zaproponować Zuzce tę... transakcję.
– Na pewno nie ja. I nie ty, jesteś zbyt porywczy. Najrozsądniejszy w tym wszystkim jest Nataniel.
Nataniel zdzieli Zuzkę jednym ciosem, a przy Szymonie zacznie płakać, że noga go boli, to się wycofają ze wstydu. Albo lewy sierpowy wobec Zuzanny, weźmie pieniądze z krzykiem "umarła mi Marta" i odjedzie z piskiem opon.

Magda klepie męża w tyłek, po czym jadą do Nataniela, ale ten jest sceptyczny i zadaje pytanie, które wszystkim nam przyszło do głowy:
– Czy ja dobrze rozumiem? Chcecie kupić od Zuzki dziecko?
– Oj, Nat, zaraz kupić. Chcemy zaproponować jej wynagrodzenie za adopcję ze wskazaniem.
Jakby to powiedzieć…
– Bracie...
– Żadne „bracie”! Nie przyłożę ręki do przestępstwa! 
A jeszcze parę razy rozdziałów temu był zachwycony, że tak skutecznie się stoczył, kupując nielegalne środki odurzające. 

Siergiej zgadza się z Natanielem, więc Magda ucieka z płaczem. Panowie analizują, że kobieta ma poczucie winy, bo nie chciała się na początku zajmować podrzutkiem i obwiniała męża.
– Ale wszyscy sobie wszystko wybaczyliśmy. Po co do tego wracać?
– Żony pytaj, nie mnie. Jesteś gotów gościć Zuzkę przez ładnych parę tygodni? Ja za bardzo jej nie znam, ale Bartoszowi odpłaciła się za opiekę czarną niewdzięcznością, dlatego jest na nią taki cięty.
Przypominam: kobieta po pobiciu obudziła się ze śpiączki. Ma dziury w pamięci, musi na powrót nauczyć się chodzić, a tu na oddział wbiega jakiś dużo starszy facet, który sugeruje, że się dobrze znają. Na pytanie "kim pan jest?", jąka się, że przecież odwiedzał ją parę miesięcy i czytał książki.

Na koniec panowie zastanawiają się, gdzie kogo ulokować z powodu wizyty Zuzanny i zastanawiają, czy Natalia im pomoże.

ROZDZIAŁ XXI: DLA RODZICÓW DOBRE RADY

Bartosz trzyma Ulę za rączkę i dzwoni do Natalii…
– Jeśli dzwonisz, żeby do mnie wrócić – zaczęła Natalia bez zdawkowego „cześć, co u ciebie?” – to marne twoje nadzieje. Jestem szczęśliwa z Damianem...
– Dzwonię, żeby kupić od ciebie Marcinki (…). Lecz siedmiuset tysięcy nie jest wart. Dam za niego najwyżej pół miliona. Za to gotówką. Choćby jutro.
Mówiłam, że Bartosz nie zapłaci Natalii całej sumy, tylko będzie się targował, żeby nie wyjść na jelenia. Strategia jednak działa, a bohaterowie błyskawicznie dobijają targu, bo Bartosz insynuuje, że  jest jedynym chętnym i nie powinna marnować czasu.
– W takim razie przygotuj dokumenty dla notariusza.
– Jasne. A co u cie...
Odpowiedziała jej cisza. Rozłączył w takim stylu, w jakim ona go powitała. Oj, nie spodobało się to Natalii. W ogóle.
Co w tym dziwnego?
Przez moment patrzyła na ekran smartfona, zastanawiają się, jak Bartoszowi dopiec, po czym napisała: „Szkoda, że nie zapytałeś, jak się czuję. Nadal nie mogę dojść do siebie po poronieniu, które mi zafundowałeś. Ale ciebie to pewnie nie rusza. Masz nową, w pełni sprawną dziewczynę. Która urodzi ci tyle dzieci, ile będziesz chciał”. Z dziką satysfakcją wcisnęła zieloną strzałkę.
Ale to sztuczna intryga…

Bartosz czyta i oddzwania.
– Wybacz – zaczął zupełnie innym tonem niż chwilę wcześniej. – Nieczułe bydlę ze mnie. Ona słuchała tych kajań z uśmiechem na ustach.
Rozsiadła się wygodnie w fotelu i przez dobre pół godziny nawijała o sobie, o Damianie, o sobie i o Damianie, a Bartosz pokornie słuchał tych wynurzeń. Gdy wreszcie skończyła, cisnął telefon na kuchenny blat, wsparł się dłońmi o chłodny granit i trwał tak przez chwilę, niczym człowiek pokonany.
Dopiero Urszula oderwała go od chmurnych myśli.
– Ona mi nigdy nie wybaczy. – Spojrzał na dziewczynę smutnymi oczami. – Co najgorsze, ma rację.
Gdyby to był Nataniel, zaraz by się wydarł, po czym wziął Urszulę na blacie.

Ula tłumaczy, że Natalia jest toksyczna.
–Bartuś... – Ula objęła go serdecznie. – Ludzie owielkich sercach nie żywią urazy w nieskończoność. Jeśli ciągle i ciągle czynią nam wyrzuty, trzeba jak najszybciej się od nich uwolnić. (…) Kup jej wielki bukiet kwiatów, napisz bilecik z ostatnią prośbą o wybaczenie i usuń tę zadrę ze swego serca raz na zawsze. 
NAGLE dowiadujemy się, że Bartosz od miesięcy się obwiniał, jak żadna scena wcześniej tego nie sugerowała. Michalak nagle uświadomiła sobie, że zapomniała o wątku?
Skoro on wybaczył w końcu tym, którzy przyczynili się do spłonięcia żywcem jego żony i synka, Natalia powinna wybaczyć mu utratę nienarodzonego dziecka. Przecież nie zrobił tego umyślnie!
To łatwo mu przyszło wybaczyć dopiero wtedy, gdy zobaczył kilka milionów odszkodowania i może kupić Marcinki. A propos dworku Ula pyta:
– Czy znajdzie się w nim miejsce dla mnie?
– Nie tylko miejsce, ale najpiękniejsza sypialnia. Najlepiej ze mną do kompletu.
Objął dziewczynę i pytająco musnął ustami jej wargi. Och, na pocałunek miała nie mniejszą ochotę niż on, ale ważne sprawy nie zostały jeszcze rozwiązane.
Przed defloracją musimy bowiem ustalić kilka szczegółów planu.

Bartosz ma plan na to, co będzie porabiał przed kupnem dworku:
– Opowiadałem ci o Basi i Przemku – zaczął, uśmiechając się smutno na wspomnienie najbliższych. – Wiesz, o czym gadaliśmy w długie zimowe wieczory? O żeglowaniu po ciepłych morzach. Im w hołdzie mógłbym kupić niewielki jacht i popłynąć nim w stronę zachodzącego słońca. Zaokrętowałabyś się ze mną?
– Jacht? – zrobiła wielkie oczy.
– Mam wszystkie wymagane uprawnienia. Nawet świat możemy opłynąć dookoła! 
Oczy Uli błyszczały coraz bardziej.
Odkryła właśnie, że udało jej się zabajerować zamożnego Polaka. 
– Zróbmy to! – Klasnęła w ręce. – Mam teraz wakacje, niedługo przyjeżdża mama Michasi, Magda nie zostanie więc bez pomocy, popłyńmy! Nawet dookoła świata. Będę twoim majtkiem, kuchcikiem i kim sobie zażyczysz.
Nawet w chwili, gdy może przeżyć przygodę, wybiera drogę przez płaszczenie się. Powinna zażyczyć sobie rejs z obsługą w wakacje!
Och, on miał jedno szczególne życzenie, na które Ula nadal nie była gotowa. Ale na takim jachcie? Któż to wie... Uśmiechnął się do swoich kosmatych myśli. 
Chce odtworzyć słynną czterominutową scenę z "365 dni"?

Bartosz obiecuje, że na drugi dzień kupią kapoki i prowiant, a tymczasem przenosiny się do knującej Magdy, planującej kupić dziecko.
Przez całą drogę powrotną próbował wymóc na niej przyrzeczenie, że nie wplącze ani siebie, ani jego w proceder łamiący prawo.
– Magduś, byłem przemytnikiem, byłem najemnikiem, wydłubali mi oko, straciłem palce u dłoni, na koniec omal nie zadźgali mnie nożem. Na resztę życia mam dosyć kryminalnych przygód. Daj mi umrzeć w domu, a nie w więzieniu.
Jak to?

Przyjeżdżają goście. Dziecko jest zaniepokojone, że ktoś obcy, czyli Zuzanna, je karmi.
Zaczęła marudzić już przy śniadaniu. Odepchnęła łyżkę z kleikiem, zacisnęła usta i nie pozwoliła się Zuzce nakarmić. Dziewczyna po kilku próbach spojrzała na Magdę bezradnie. Ta uśmiechnęła się złośliwie. Ale tylko w duchu.
Tylko co Magdzie z tego, że Zuzanna uczy się opieki nad dzieckiem? Wcześniej pewnie karmiła piersią, wiadomo, że musi się przystosować.
Wiedziała, że przez cały czas spędzony w domu Sodarowów będzie na cenzurowanym. Magda wypomni jej każde potknięcie, zwróci uwagę na każde zaniedbanie, a gdy dziecko zapłacze, pierwsza będzie przy małej, by ją uspokoić... Jednak nie była bezbronna: zawsze mogła powiedzieć „zabieram małą już dziś”. (…) Oczywiście nie użyje tego szantażu przy byle błahostce, ale da Magdzie do zrozumienia, że w każdej chwili może to uczynić i niech ona się martwi, by między nimi dwiema nie było zgrzytów.
Jeśli jednak myślała, że to rozwiąże wszelkie problemy, była w błędzie.
Po raz kolejny wyczucie dziecka walczy ze złem uniwersum.
Michasia z godziny na godzinę stawała się coraz bardziej nieznośna. Przy obiedzie nawet Magda nie dała sobie z nią rady i dziecko poszło spać głodne. Obudziło się z płaczem pół godziny później i obie od razu wiedziały, co było przyczyną marudzenia.
– Ma gorączkę.
Patrz, dziecko na twój widok się rozchorowało, wiedźmo!

Magda poucza Zuzannę, że teraz zobaczy nie tylko blaski, ale i cienie macierzyństwa, po czym opiekują się chorą dziewczynką.

Do zmęczonej Zuzanny przychodzi Siergiej.
Sam był równie zmęczony – cały dzień obchodził posiadłość i spisywał, co najpilniej domaga się męskiej ręki – mimo to znalazł siły, by zamienić z dziewczyną parę słów.
Czyli wszyscy pozwalali, by domek niszczał, gdy był w śpiączce? Nie mieli aby zatrudnionych pracowników?

Zuzanna płacze, że jest gorszą matką niż Magda, ale Siergiej ją pociesza, że się nauczy wszystkiego przy małej (bo on jest gorszy). Jestem zaskoczona, to pierwszy nietoksyczny dialog od początku sagi! Na koniec Siergiej rzuca wydumaną mądrością:
– Nie łam się, Zuzka. Pamiętaj, że cenimy tylko to, co przyszło nam z trudem.
Niestety swoje trzy grosze musi dorzucić Magda, która nie zamierza ułatwić Zuzannie życia.
Przysiadła więc na sofie, popiła łyk herbaty i zagaiła niewinnie:
– Ciężki dzień, prawda? A łatwiej nie będzie.
Hehe, wiesz, jakie jest macierzyństwo, hehe. (Jest bardzo ciężkie, ale jak będziesz potrzebowała kilkumiesięcznej przerwy, po prostu się rozpij!)

Zuzanna dzieli się swoimi planami na wychowywanie Michasi, najpierw spokojne docieranie się, potem żłobek, żeby nie stresować od razu dziecka, na co Magda odpowiada:
– Pieniądze, które zaoszczędziłaś, mogłabyś wydać na cokolwiek: ciuchy, kosmetyki, zagraniczne wakacje... – kusiła. – Powiem ci więcej, moglibyśmy zaoferować ci pewną kwotę na nowy start.
Zauważyłam bowiem, że jesteś dziwką tragiczną, a z ostatnią udało się dokładnie w ten sposób. Maskara za dziecko! 
Na szczęście Siergiej wyczuwa, że Magda dalej skłania się ku rozwiązaniu finansowemu.
– Myśleliśmy o...
– Magda, nie! – padły ostre słowa.
Obie drgnęły. To Siergiej wszedł niezauważony przez drugie drzwi i mierzył swoją żonę surowym wzrokiem.
Czyli jednak nici z kupowania dziecka na kredyt! 
– Madzia chciała zaproponować pomoc finansową na nowy start dla ciebie idla Michasi. Pragniemy, by niczego wam nie brakowało, prawda, kochana?
Magda przytaknęła bez słowa i spuściła oczy. Ostatnia nadzieja właśnie prysła.

ROZDZIAŁ XXII: JACHT ZA BŁONĘ

Bartosz jednak nie kupił jachtu.
Spojler: zauważył, że są drogie i postanowił tylko wynająć.
Wieczorem przyszedł na ranczo spotkać się z Urszulą – on sam nadal mieszkał u Domoradzkich, nie wadząc nikomu

Ach, ta konsekwencja w budowaniu postaci, której najważniejszą cechą jest "nie wadzi nikomu" (według narratora). 

i zaciągnął ją na ten sam stryszek, na którym wczoraj kochali się Siergiej z Magdą.
Czyli całe towarzystwo ma jeden dyżurny, poklejony, poplamiony, przepocony materac na ciemnym strychu, super. Higiena przede wszystkim.

Bartosz o planach na rozrywki w trakcie rejsu:
– (…) Albo wiesz co? Ja cię skonsumuję. Wtedy i wilk będzie syty, i owca cała.
– Ja nie będę już taka cała – zauważyła, rumieniąc się. – Bardzo chciałabym ci się oddać. Tak do końca. Ale jeszcze… jeszcze nie potrafię – dodała cicho.
Mało to realistyczne, ale po raz kolejny mam wrażenie, że rozterki Uli pasują bardziej do siedemnastolatki niż dorosłej kobiety.
Niepocieszony Gazda zmienia taktykę i pokazuje Uli zdjęcie jachtu.
– Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak pięknego. Jesteś pewien, że stać cię choćby na ten czarter?
– Prawdę mówiąc, podpisałem już umowę i wpłaciłem zaliczkę.
Już załatwione, płyniemy i konsumujemy. Jak się nie zgodzisz, okaże się, że straciłem mnóstwo pieniędzy i się pogniewamy.
– Przyjechałem, żeby zabrać cię do Warszawy. Stamtąd lecimy na Cypr, gdzie już na nas czeka Dolce Vita.
Ula się pakuje – co tam egzaminy, co tam że jako Białorusinka będzie potrzebować wizy, nieważne, zostaną piratami – a Bartosz idzie szukać Siergieja.

*
Odnalazł przyjaciela obok jednego z gościnnych domków, w którym naprawiał obluzowaną okiennicę.
Biedny Siergiej, dopiero co wyszedł ze szpitala, a tutaj już musi naprawiać co popadnie, bo nikt nic nie konserwował w międzyczasie.
– Tak? – Sodarow wyprostował się, odgarnął z oczu zlepione potem włosy
Znowu odrastające oczy!
Bartosz zaczyna od poinformowania Siergieja, że wyjeżdża z Ulą.
– O, to super! Gdybym mógł, zabrałbym się z wami.
– Ty już miałeś wakacje.
Ja też marzę, by leżeć z rozlanymi trzewiami w szpitalnym łóżku. Nawet to toalety nie trzeba wstawać. Żyć nie umierać.
Rozmowa schodzi na Nataniela (niby dla niepoznaki, bo Bartosz wstydzi się od razu przejść do sedna) i podsumowanie jego narkotykowych osiągnięć.
– Miał mocny trip. Odleciał. I podczas halusów ujrzał spiralę DNA. Czyli uratował moją rodzinę i mnie.
Tak, bohaterowie do tej pory są pod wrażeniem geniuszu cesarza, który zeżarł worek dopalaczy, bo inaczej nikt w całej wsi nie wpadłby na zrobienie dziecku testu DNA.
– Mam jeszcze jedną prośbę. Wiesz, że poważnie traktuję mój związek z Urszulą?
– Ten, który trwa od wczoraj? – Siergiej nie mógł sobie darować złośliwości.
Klaszczę. No ale kolega wyrwał nastolatkę, zazdro.
– Jej rodzice są dysydentami. Za walkę z reżimem zostali aresztowani. Bardzo chciałbym wyciągnąć ich z kazamatów i przemycić do Polski… (...) Mam pieniądze na łapówki. A ty masz znajomości po obu stronach granicy. Pomożesz?
Bartosz każe Siergiejowi jechać na dziki wschód odbijać rodziców Uli, bo już i tak nie ma oka to powinno mu być wszystko jedno. Nie mogę.

Siergiej zastanawia się, co powiedzieć:
żeglowanie we dwójkę, choć od wczoraj zaledwie są parą, teraz ściągnięcie do kraju jej rodziców, na co wyda sporą kasę – to się zdroworozsądkowemu Siergiejowi nie podobało. Ale kto uratuje wisielca, który lubi się huśtać? On za przyjaciela życia nie przeżyje. Zresztą sam popełniał gorsze błędy. Tu posłał ciepłą myśl Marcie Kraszewskiej…
Czemu znowu musimy słuchać o tej babie, a ani słowa o naszych ulubionych bohaterkach upadłych? Przy okazji mam wrażenie, że pojawia się ona we wspomnieniach Siergieja na tyle często, że Magda po prostu nie ma szans osiągnąć tej samej rangi. Marta to jego największa miłość i koniec, Magda to tylko zastępstwo.

Siergiej zgadza się pomóc.
– Super! Dzięki! – Gazda uścisnął mu dłoń, klepnął w ramię i zawrócił do domu.
– Hej, Bartosz, a pomoc przy wbijaniu gwoździ?! – zawołał za nim, lecz Bartosz roześmiał się tylko i odkrzyknął:
– Poradziłeś sobie z okiełznaniem Magdy, poradzisz i z jedną głupią okiennicą. Ula na mnie czeka!
Nie ma to jak wdzięczność: halo, czego ode mnie chcesz, ruchanie na jachcie czeka!

ROZDZIAŁ XXIII: JUŻ NIE CHŁOPCY, A MĘŻCZYŹNI

Dowiadujemy się, że Magda i jej dzieci przeżyły bardzo odejście Michasi, ale nie szkodzi, bo Zuzanna wyszła za Szymona i zaczęli w trójkę co tydzień odwiedzać Senną. Ten ślub uczynił z dziwki tragicznej akceptowaną bohaterkę i od teraz Zuzanna będzie spędzać święta Bożego Narodzenia z dworem Nataniela. Tylko gdzie?
Dwór w Jędrzejowicach był większy, ale nadal stał opuszczony. Natalia miała ponoć trudności z przejęciem spadku. 
Czyli najpierw wystawianie ogłoszeń, do Bartosza "Załatwiaj notariusza", a jeszcze nie ma dworku na własność???
Magda spisuje listę gości na Wigilię. 
– Miałeś wieści od Bartosza? – pytała dalej, kreśląc coś z zapałem w swoim kajeciku.
– Są u wybrzeży Grecji. Na święta będą w domu. To znaczy u nas, bo nie mają przecież własnego kąta.
A gdzie hejt na nowobogackiego Bartosza, halo?
Miał na oku pewną parę, którą chciał zaprosić. Postanowił jednak, że będzie to dla wszystkich niespodzianką.
Nie tylko Bartosz ma niespodziankę, również Nataniel:
– Mam genialną wiadomość! Trzymałem to w tajemnicy, żeby nikomu nie robić nadziei, ale zobacz, no sam zobacz... – Wręczył Sodarowowi granatową teczkę ze złotym orłem.
Ten uniósł brwi ze zdumienia i radości.
– Udało ci się?! Kupiłeś Marcinki?!
– Tak. Od dziś należą do Bartosza Gazdy. Tak jest zapisane w tym zacnym dokumencie. Gdy tylko uprawomocnił się wyrok, poszliśmy z Natalią do notariusza, podpisaliśmy w imieniu Bartosza dokumenty, a jego rodzice przelali forsę. Tyle, ile udało mi się z Natką utargować.(…) Czterysta osiemdziesiąt. Już widziałem, jak Damian kładzie łapę na te pieniądze, a ona oczywiście „co tylko chcesz”.
Brzmi ta transakcja bardzo legalnie. Teraz Bartosz się zdziwi, jak każą mu zapłacić podatek od nieruchomości. Jakiej nieruchomości?
– Tak. I dostanie go pod choinkę! Wyobrażasz sobie jego radość?! 
Ale czad! Dostanie prezent kupiony za jego własne pieniądze za jego plecami! Choć skoro ostatnim prezentem był symbol nieistniejącej ciąży, to i tak lepiej.

Siergiej i Nataniel obgadują Damiana i Natalię, trzymając kciuki, by nie zostali zaproszeni. Ich żony uwijają się w kuchni, więc ci zaczynają spędzać czas po męsku.
Siergiej mógł Natanielowi bardzo brutalnie i obrazowo nakreślić, co mu zrobi, gdy ten choćby pomyśli o słowie „narkotyki”. Nataniel w pierwszej chwili odpowiedział, co Sodarow może zrobić ze swoimi groźbami, ale chwilę później sączyli razem poziomkową nalewkę i po cichu, tak żeby nie słyszały ich ukochane małżonki, wymieniali się skromnymi doświadczeniami – Siergiej miał trochę większe – z substancjami wyskokowymi.
Tak to robią mężczyźni, nie wiedzieliście? Już nie gry komputerowe jak w noc poślubną Siergieja, a alkohol. Ale ciii, żeby żony nie usłyszały.

ROZDZIAŁ XXIV: MDŁOŚCI NA ZAKOŃCZENIE

Nataniel zostawia rodzinę i patrzy na spłoniętą chałupę.
Tego wreszcie domu, który spłonął do fundamentów i widział konanie drogiej, nigdy nieodżałowanej Marty Kraszewskiej, na której cześć aż po horyzont ciągnęły się łany lawendy posadzone przez Siergieja.
Dom został odbudowany. Czas powoli zacierał wspomnienia. Nataniel co roku, właśnie w Wigilię, przychodził tutaj, by pomodlić się za Martę i poprosić ją o opiekę nad rodziną i przyjaciółmi. Dziś również stanął na skraju polany, niewidoczny z okien pensjonatu, i posłał przyjaciółce z serca płynącą modlitwę. 
Ktoś tam już mieszka, a tu Nataniel co święta ich stalkuje.
Bartosz z Zosią wrócili tak pięknie opaleni, że wzbudziło to zrozumiałą zazdrość kobiet. Byli w sobie jeszcze bardziej zakochani niż kilka miesięcy wcześniej. 
To Zosia teraz uprawia poliamorię?! Kto by się spodziewał! Tak tam jest, serio.
On nie wypuszczał dłoni Urszuli ze swojej, ona patrzyła na swego pierwszego mężczyznę pełnym uwielbienia wzrokiem.
Bo zrobili to!

Gwint zerwany! Ogłośmy to podczas celebrowania narodzin Dzieciątka! 

W ostatnią noc przed przybiciem do portu w Aja Napie, przy blasku księżyca i gwiazd, na łóżku zasłanym płatkami róż, dziewczyna oddała się Bartoszowi ufnie i z miłością, a on wziął ją najpiękniej i najczulej, tak jak to sobie wymarzyła.
Czyli Ula odłożyła pierwszy seks na sam koniec wycieczki, dopiero kiedy zobaczyła opłacone bilety powrotne – na wypadek, gdyby już po się znudził i zamierzał wyrzucić ją za burtę? Sprytnie!
Z drugiej strony już sobie wyobrażam Ulę, która chce się zabezpieczyć, na co Bartosz: psujesz nastrój!
Dziś była kobietą. Zakochaną w swoim mężczyźnie.
Już mam osiemnaście lat, mogę głosować na Łukaszenkę, jestem zakochana, zrobiłam to na jachcie!
Takie samo wrażenie sprawiała Zuzanna. Jeśli kiedyś traktowała Szymona chłodno i z dystansem, dziś nie było po tych uczuciach ani śladu. Zniknął z jej oczu cień smutku i niepewności. Zniknął strach. Okazała się zabawną, uroczą młodą kobietą. Mamą zakochaną w swojej córeczce. Szymon poza obiema świata nie widział. Troszczył się o Michasię bardziej niż niejeden ojciec o rodzone dziecko. W jego każdym słowie i geście była głęboka miłość do Zuzanny. Oj, dawał się lubić ten nieśmiały facet. Pasował do grona przyjaciół.
Ciekawe, że Michalak wybrukowała drogę bohaterów do szczęścia złotem. Jakiś banan z własnym przestronnym mieszkaniem i drogim autem odczarowuje dziwkę tragiczną; Bartosz kupuje jacht i płynie w podróż życia z nieśmiałą dziewicą; Siergiej nie musiał się zadłużać na dziecko, bo Magdzie przeszło. 
– Tak, gwiazdeczko, Mikołaj przyniesie prezenty, gdy tylko na niebie ukaże się pierwsza gwiazdka. 
– Z tym Mikołajem to bujda. – Emilka szeptem uświadomiła Tosię.
15/16-latka uświadamia 11/12-latkę.
– Wujek Siergiej z tatą znoszą je ze strychu, a nie żaden Mikołaj – dodała Emilka z naciskiem, na co Tosia... jak się nie rozpłacze! Jak nie zaprotestuje krzykiem na taką niegodziwość! Emilka nie może odebrać jej Mikołaja! Ona się nie zgadza! Mikołaj istnieje i to on, a nie tata z wujkiem, ma jej przynieść prezenty!
W sumie Tosia może być opóźniona w rozwoju (a nie akurat niewidoma) i Emilka może jej specjalnie dogryzać. 
I tak się oczywiście stało. Gdy tylko dzieciarnia pognała na strych wypatrywać pierwszej gwiazdki, góra prezentów w magiczny sposób pojawiła się pod choinką. Przez resztę wieczoru Tosia chodziła dumna i zadowolona z siebie, powtarzając: „A nie mówiłam? To był Mikołaj, nie żaden tata z wujkiem!”. Nikt więcej nie spieszył się z uświadamianiem dziecka. Może za rok czy dwa...
Jak Emilka będzie pełnoletnia i trzeba będzie ją wykopać z domu, wtedy można uświadomić licealistkę Tosię.
Bartosz otwiera prezent.
– O mój Boże! – Drążącymi dłońmi otworzył granatową teczkę z orłem. Uniósł akt notarialny do ust i ucałował ze łzami w oczach, szczęśliwy do granic. – Nat, bracie, dziękuję! Z całego serca! Piękniejszego prezentu nie mógłbym sobie na Gwiazdkę wymarzyć! Dziękuję wam, kochani!
Moja wędzarnia, wreszcie ją odzyskam! Zostawiłem tam kiełbasę!

Nagle rozlega się dzwonek do drzwi, mimo że wszyscy są w komplecie. Nataniel otwiera drzwi.
Po chwili wrócił, prowadząc ze sobą Natalię. I tylko Natalię. Skuloną, przemarzniętą i bardzo, bardzo smutną.
– Ja... nie miałam się gdzie podziać – odezwała się drżącym, przygaszonym głosem. – Tamten... człowiek... zniknął z moimi pieniędzmi. Miałam tylko parę euro na powrót do Polski. Czy mogłabym zostać tylko w ten jeden wieczór z wami?
Hurra! Wraca stary dobry pasożyt. 
Wyrządziła tym ludziom tyle złego, przysporzyła im tyle cierpienia, o oni – niezawodni w swej dobroci – przyjęli ją do swego grona. Mimo wszystko.
Poza Bartoszem i Zuzanną komu ona zaszkodziła?
– Ja chciałabym jeszcze zamienić parę słów z Bartoszem. – Spojrzała na mężczyznę błagalnie.
On wstał i ruszył za nią bez entuzjazmu. Nie był zachwycony pojawieniem się Natalii. Dziś taka wdzięczna i wzruszona, jutro znów zacznie przypominać mu o zdarzeniach sprzed roku.
(…)
– Nigdy nie byłam w ciąży i nigdy nie poroniłam. Udawałam jedno i drugie. Nawet nie próbuję się usprawiedliwić. Po prostu proszę, żebyś mi wybaczył.
Niezbyt realistyczna sytuacja. Nie wiemy, co skłoniło Natalię do tego wyznania. Poznaliśmy ją jako tchórza i manipulantkę, więc jeśli postanowiłaby coś takiego wyznać, potrzebowałaby pretekstu, bodźca do przemiany – brakuje tu przemyśleń, co zaszło między nią a Damianem i skąd potrzeba spowiedzi.
– Nie straciłaś przeze mnie dziecka?
– Nie, Bartosz. Nie jesteś winien żadnej śmierci. Wymyśliłam sobie tę ciążę. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Jeśli nie teraz, to kiedyś. Jesteś najlepszym człowiekiem pod słońcem. Byłam głupią kretynką i będę żałować do końca życia, że cię straciłam.
Szkoda, że Zuzanna nie wstała i nie oznajmiła tego samego głośno, ale byłaby zabawa. Co Natalia chce osiągnąć, odbić Bartosza Białorusince?
Ciężar, jaki go przytłaczał przez ostatni rok, zniknął. Bartosz poczuł taką ulgę, aż łzy napłynęły mu do oczu. Serce zabiło mocniej. Był wolny! Wolny od poczucia winy!
Teraz dowiadujemy się, że Bartosz przez rok bardzo cierpiał, cierpiał na jachcie, a w sumie wszystkie jego interakcje z Natalią naładowane były nienawiścią do niej.
– Dostałem dziś dwa najwspanialsze prezenty. Oba od ciebie, Natalio. 
Podniósł jej dłonie do ust i ucałował.
– Dziękuję.
Twój dworek za moje pieniądze i brak dziecka!

Drugi dzwonek do drzwi, Siergiej rozkazuje Bartoszowi i Urszuli otworzyć.
– Tym razem zbłąkanych wędrowców przywita kto inny – odparł z tajemniczym uśmiechem. – Bartosz? Ula? Pofatygujecie się na ganek? (…) 
Krzyknęła. I ruszyła biegiem, powtarzając wśród łez: – Mamuniu, tatusiu! 
Tatusiu, ten pan zmuszał mnie do bycia jego kuchcikiem, majtkiem i kurwą! 
Otworzyła drzwi na całą szerokość, aż do środka sypnęło miriadem śnieżnych gwiazd, rzuciła się na szyję matce, płacząc i śmiejąc się jednocześnie, potem objęła z całych sił ojca.
– Tak strasznie tęskniłam! Tak się o was bałam! I jesteście! Jesteście tu ze mną! Boże mój... – zabrakło jej słów.
Mówiła to wszystko po polsku, by nikt nie czuł się nieswojo poza rodzicami? A może w rzeczywistości się skarżyła?

Ula rzuca się na Bartosza:
– To dzięki tobie... To ty sprawiłeś, że moi rodzice są wolni... 
Nie próbował zaprzeczać.
Że kazał Siergiejowi. 
Zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w ukochanego mężczyznę całym rozdygotanym od nadmiaru wzruszeń ciałem, a potem wyszeptała:
– Jesteś moją miłością. Jesteś moim światem. Jesteś moją gwiazdką z nieba.
Ciekawe co komu szepcze teraz Ala w londyńskim hotelu.
KONIEC SAGI MAZURSKIEJ
Zanim się pożegnamy, przyjrzyjmy się jeszcze recenzjom z pierwszych stron książki, o których wspominałam. Są to krótkie teksty chwalące powieść lub ogólny talent autorki i podpisane są nickami wymyślanymi według jednego schematu, np. "Ksiazkowy_dworek", "Ksiazki_mojego_zycia", "Biblioteczka_Moniki". Piszę wprost że wymyślone, bo oczywiście stron, blogów czy jakichkolwiek wpisów z takimi pseudonimami po prostu nie ma.
Saga Mazurska nastraja pozytywnie i pozwala człowiekowi mieć nadzieję, że po każdej, nawet największej burzy wyjdzie słońce
Czujecie klimat; dobór słów i burza jakby pisała to co najmniej korekta, a może i sama autorka. Ale nie to mnie rozśmieszyło, patrzcie na to:
Po pierwsze kocham Mazury, po drugie pokochałam bohaterów tej opowieści i od początku do końca kibicowałam im z całych sił, wszystkim, bez wyjątku, nawet Siergiejowi
NAWET Siergiejowi? Przecież Rusek w tej części jest bez skazy: ratuje kobiety wywożone do burdeli, potem daruje zbirowi życie w ramach bandyckiego kodeksu, ostatecznie pół książki leży w szpitalu, niesłusznie oskarżany przez żonę o zdradę!
Bardzo, bardzo poruszyła mnie historia Natalii. Oczywiście historie Nataniela, Bartosza i reszty również, ale to Natalia i jej losy wywołują we mnie najwięcej emocji, tak silnych, że aż chciałabym ją przytulić, zaparzyć jej herbatę, a potem powiedzieć, że jest wspaniałą i bardzo wartościową osobą
Zaraz, Natalii? Tak jakby wątku z jej przemianą w ogóle nie było… Bo pewnie miało nie być. Książka powstawała bardzo długo, recenzje były pewnie napisane przez stworzeniem nawet podstawowego zarysu fabuły. No a że recenzje wypadają w składzie książki na początku, to od nich trzeba zacząć pisanie, logiczne!

Tym sposobem zakończyłam analizę całej serii mazurskiej. Chyba…


No, jestem prawie pewna, że kolejnej książki nie będzie, ale kto wie. Chciałabym tutaj na sam koniec podzielić się ogólnymi spostrzeżeniami, wrażeniami z pisania i podsumować całą serię, ale doszłam do wniosku, że zrobię to w osobnej notce. Bo czy pamiętacie, że Nataniel zrobił sobie wazektomię? Zosia w stanie zagrożenia życia z powodu anemii w ciąży była ciągnięta na zagraniczne wojaże? Pamiętacie że w pewnym punkcie Marta miała trzech adoratorów naraz? Pewnie nie, dlatego również wyciągniemy najzabawniejsze w kontekście całości smaczki.
Zainteresowanych zapraszam za dwa tygodnie na ostatni post na tym blogu :)

Komentarze

  1. Bartosz to najwstrętniejszy bohater tej sagi obok Nataniela. Jak dziewczyna, która była w śpiączce mogła po przebudzeniu nie rzucić mu się na szyję?

    OdpowiedzUsuń
  2. Michalak to jednak jest niesamowita autorka. Trzeba szczególnego rodzaju talentu, żeby w rolę pozytywnych postaci wpakować taką bandę antypatycznych gnid. Fakt, że Siergiej jest w tej części najmniej toksycznym gnojem z głównej trójki maczo menów mówi o tej serii wiele.
    Z poliamorycznej Zosi ryknięte xDDDD Niby błąd, zdarza się każdemu, ale imo ładnie pokazuje, że w michalakwersum bohaterki są tak samo wymienne jak Ukraina i Białoruś, Zosia, Urszula, jeden pies.
    Wątek z kupowaniem dziecka, ja pierdolę. No, w sumie może to na cześć dziedzictwa Jadwini.
    "Ja żem to uczyniła" xDDDDDD Ech, szkoda Zuzanny, liczyłem na to, że wymsknie się z matriksa wraz z Oliwią i Iwoną. W ogóle to jest postać, która nic złego nie zrobiła (chyba że w oczach płodziarzy obsranych), a wręcz była jedną z najbardziej poszkodowanych osób w sadze, w tym przez kochanego misia nie-wadzi-nikomu Bartosza.
    Podsumowując, boże, jaki drastyczny spadek formy pod sam koniec, aż hadko patrzeć. Ciekaw jestem, w którym momencie redakcja i korekta dała sobie spokój i położyła na to wszystko wafla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siergiej jest mało toksyczny w tej części głównie dlatego, że 3/4 książki przespał, a przy tym świetnie wypada na tle pozostałych mężczyzn. Zresztą mnie rozczarowało, że znaliśmy jego wady od pięciu tomów, włączając gwałty, bijatyki, pogardę wobec kobiet i jedną zdradę, a tu w retrospekcjach trzeba dodać bicie żony w stanie upojenia alkoholowego i okropne metody wychowawcze.
      Mimozy to jeden typ, tylko święta Marta się nie wpisuje!
      Dziedzictwo Jadwini :D
      Wątek Zuzanny jest okropny przez to, że niedomknięty – kto ją pobił i zostawił na pewną śmierć w zaspie? Przynajmniej jej mąż jest ostatnim niepijącym mężczyzną na ziemi.
      Sądząc po liczbie literówek – ta część nie widziała korekty…

      Usuń
  3. Co się dzieje w tej chałupie? o_O

    Dlaczego wszyscy bohaterowie używają mózgów w tak dziwny i wybiórczy sposób? [wszyscy uznają za pewnik zdradę Siergieja, bo tak; dopiero Nataniel musi mieć wizje niby Kekule odkrywający strukturę benzenu, żeby dodać dwa do dwóch. Teraz widzą jak Zuzanna chce zwrócić hajs za wydatki na dziecko i dochodzą do wniosku, że ani chybi oczekuje milionów za sprzedaż. Dziecka.]

    Dlaczego wspólnota pasożytów decyduje o losie Michasi? Czy oni w ogóle to dziecko… nie wiem, zarejestrowali gdzieś? Zaszczepili, zbadali? I czemu nagle Magda jest mamusią, przecież dziecko wychowywał Bartosz z pomocą matki i Uli? A Magda leżała wtedy w zamroczeniu alkoholowym?

    Dlaczego Siergiej jest seksownym panem w średnim wieku, jego równolatek Mateusz dziadem, a młodsza od obu Marianna babuleńką? I czemu Natalia chciała wynająć do sprzątania tę babuleńkę, która porusza się na wózku? Kiedy dworek grozy pochłonął już życie jednej staruszki?

    Dlaczego Tosia została już matką (adopcyjną), choć nadal wierzy w Mikołaja? („– Ciocia Magda jest adoptowaną mamą Michasi – wyjaśniła szeptem Tosia. – Tak jak ja.”)

    Czemu Bartosz jest większym Marysujem niż Nataniel? Nie myślałam, że to możliwe, ale jednak? Nie zapytam, czemu to, jak opisuje ich narrator, tak kompletnie rozmija się z tym, jak się faktycznie zachowują, bo to jakby pytać dzika, czemu sra w lesie.

    I o nieee, straciłam moje żappsy, które stawiałam na związek Bartosza z matką Michasi :(. Ale nie spodziewałam się, ze piękne, błękitne oczęta mogą należeć do nikczemnej kobiety. No ale rozumiem, że przecież K. M. nie mogła napisać, że mała Michasia miała podłe ślepia cwanej lafiryndy. Może gdy dorośnie do 11 roku życia i przekształci się w podstarzałą prostytutkę.

    „– O, to super! Gdybym mógł, zabrałbym się z wami.
    – Ty już miałeś wakacje.” - szef gdy prosisz o urlop a właśnie wróciłeś z L4 :<

    „– I to mówi ten, którego musiałam łapać na dzieci.”- czy ona teraz wspomina stare, dobre czasy, gdy próbowała zajść w ciążę poprzez gwałt na Siergieju, co doprowadziło do ich rozstania (?) ale potem Siergiejowi coś się przestawiło i z kolei on postanowił ją zapłodnić gwałtem (?).

    Omg, każdy tam ma dworek albo przynajmniej pensjonat obsługiwany przez skrzaty, ale żeby się poseksić wszyscy latają na jeden stryszek nad drewutnią xD.

    „Pamiętacie że w pewnym punkcie Marta miała trzech adoratorów naraz?” Przepraszam, a to coś dziwnego? Przecież trzech to nic dla takiej femme fatale jak Marta. Gdyby nie jej przedwczesny zgon, to pewnie wszyscy adoratorzy, byli i obecni, szliby już w liczby trzycyfrowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czy oni w ogóle to dziecko… nie wiem, zarejestrowali gdzieś? Zaszczepili, zbadali?"
      Ale krew (nie wiedzieć po co) do badania DNA pobrali!

      "Dlaczego Siergiej jest seksownym panem w średnim wieku, jego równolatek Mateusz dziadem, a młodsza od obu Marianna babuleńką?"
      No nie? A Jadwinia parę lat starsza od Siergieja to już zaawansowany alzheimer i śmierć od uderzenia ogórkiem.

      "I czemu Natalia chciała wynająć do sprzątania tę babuleńkę, która porusza się na wózku? Kiedy dworek grozy pochłonął już życie jednej staruszki?"
      Biorąc pod uwagę, że to Natalia była "winna" śmierci Jadwini, mam pewne podejrzenia...

      "K. M. nie mogła napisać, że mała Michasia miała podłe ślepia cwanej lafiryndy. Może gdy dorośnie do 11 roku życia i przekształci się w podstarzałą prostytutkę"
      Hahahaha! Cwana lafirynda lat 0. Ale to okropne, w uniwersum czeka ją raczej przyszłość Aliny.

      "– Ty już miałeś wakacje.” - szef gdy prosisz o urlop a właśnie wróciłeś z L4 :<"
      Mam nadzieję, że nie z autopsji?

      "Przecież trzech to nic dla takiej femme fatale jak Marta. Gdyby nie jej przedwczesny zgon, to pewnie wszyscy adoratorzy, byli i obecni, szliby już w liczby trzycyfrowe"
      Ależ kobiecie nie wypada! Zosia i Ula trzęsą się ze strachu na myśl, że mogłyby się podobać więcej niż jednemu mężczyźnie. Natalię podrywało dwóch i jeden molestował, to patrz jak skończyła. Że o Iwonie nie wspomnę.
      Może ci przystojni mężczyźni specjalnie wiążą się z szarymi myszami, bo łatwiej mieć nad nimi kontrolę. Marta nie pasowała do tego schematu.

      Usuń
  4. No właśnie, ciekawe co z Aliną? Bo łatwego życia to ona nie miała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro historia o niej głucho milczy, bądźmy dobrej myśli i załóżmy, że wykolegowała się z tego pierdolnika w towarzystwie naszych ulubionych bohaterek upadłych <3

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Ok, jeszcze jedno, i zaprawdę, wspomnicie wszyscy moje słowa: w kolejnej serii główną bohaterką będzie ponętne acz niewinne dziewczę o pięknych niebieskich oczach, a imię jego będzie
    *werble*
    Michalina Kasialak.
    Dziękuję za przyjście na mój TedTalk.

    OdpowiedzUsuń
  6. No i czy ta saga to jakiś pojazd po osobach bezpłodnych? Natalia nie mogła zajść w ciążę i widać co z niej autorka zrobiła. Zosia niby była bezpłodna, ale jakimś cudem urodziła. Ja wiem, że Michalak nie lubi kobiet, które nie chcą mieć dzieci, ale bezpłodnych też?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezpłodne kobiety przynajmniej u niej istnieją, ale faceci, którzy nie są zawsze i wszędzie gotowi stanąć na wysokości zadania, to chyba już nie.

      Usuń
  7. Magda to dla mnie hit tego rozdziału. Zuzanna chce nam dać pieniądze za dziecko, niby jako zwrot kosztów za opiekę - ooo jaka wredna podła zdzira. My chcemy dać Zuzannie pieniądze za dziecko - jesteśmy najlepszymi ludźmi ever.
    I chyba coś mi umknęło, ale czy to nie chodzi o to samo dziecko, które wszyscy sobie przerzucali, a które ostatecznie wylądowało u Natalii, która ewidentnie go nie chciała, przez co Bartosz musiał specjalnie zatrudniać opiekunkę do opieki nad nim?
    Rozumiem, gdyby Natalia faktycznie się opiekowała dzieckiem i się do niego przywiązała, albo Urszula, ale skąd się tu nagle wzięła Magda?
    Sadarow przynosi jakieś dziecko -> o to na pewno jego!!! -> Magda go nienawidzi -> o jednak Sadarow nie jest ojcem -> Magda nagle czuje się matką dziecka????



    "– Ona mi nigdy nie wybaczy. – Spojrzał na dziewczynę smutnymi oczami. – Co najgorsze, ma rację."

    Coooo :O czyżby któryś z idealnych bohaterów Michalak miał zdolność do autorefleksji?!

    "Skoro on wybaczył w końcu tym, którzy przyczynili się do spłonięcia żywcem jego żony i synka, Natalia powinna wybaczyć mu utratę nienarodzonego dziecka. Przecież nie zrobił tego umyślnie!"

    A ok, ma na myśli tylko nieumyślne spowodowane poronienie, a nie te wszystkie złe rzeczy, które umyślnie zrobił Natalii. Proszę wybaczyć pani Michalak, nie powinnam była posądzać pani bohaterów o autorefleksję, już nie będę.



    "– Hej, Bartosz, a pomoc przy wbijaniu gwoździ?! – zawołał za nim, lecz Bartosz roześmiał się tylko i odkrzyknął:
    – Poradziłeś sobie z okiełznaniem Magdy, poradzisz i z jedną głupią okiennicą. Ula na mnie czeka!"

    Co za bezczelny typ o_O Gdyby jakiś znajomy (a tym bardziej przyjaciel) zrobił mi taką scenę:
    - Hej, mam sprawę, załatwisz mi to?
    - Jasne
    - Super, dzięki, pa
    - Czekaj, a możesz mi pomóc?
    - Haha, nie, nara xD
    to byłoby mi mega dziwnie. A tym bardziej w przypadku Sadarowa, bo 1) dopiero co wyszedł ze szpitala, więc pomoc faktycznie mogła być mu potrzeba 2) ma załatwić dla Bartosza dość ciężką sprawę 3) Bartosz nie rzucił żadnym wyjaśnieniem, dlaczego nie może zostać. Z przytoczonego fragmentu wynika jedynie, że spieszył się by się spotkać z Urszulą, ale nic by się nie stało, gdyby przyjechał później (to nie tak że ona czekała na niego np. na dworcu albo mieli umówione jakieś spotkanie, a przynajmniej nic o tym nie wiemy).
    Czy jakiekolwiek relacje u Michalak, czy to romantyczne czy przyjacielskie, nie są toksyczne?


    "Ale czad! Dostanie prezent kupiony za jego własne pieniądze za jego plecami! Choć skoro ostatnim prezentem był symbol nieistniejącej ciąży, to i tak lepiej."

    xDDD ok, pod względem prezentów na święta to jest bohater tragiczny
    Btw nie znam się, ale można tak sobie u notariusza podpisać dokumenty za kogoś? Nie musieliby mieć oficjalnej zgody Bartosza na to?

    '– Tak, gwiazdeczko, Mikołaj przyniesie prezenty, gdy tylko na niebie ukaże się pierwsza gwiazdka. '

    oby miała więcej szczęścia niż Bartosz



    "– To dzięki tobie... To ty sprawiłeś, że moi rodzice są wolni...
    Nie próbował zaprzeczać."

    Co za bezczelny typ x2
    Na miejscu Siergieja to bym się teraz serio wkurzyła. Już olać tamtą sytuację z gwoździami, może chłop się faktycznie spieszył, ale teraz nawet nie podziękuje, a całą zasługę przypisuje sobie. I to nawet wtedy, gdy to Siergiej wyraźnie zaaranżował spotkanie, bo to on poprosił Bartosza i Ulę do otwarcia drzwi.



    "Bo czy pamiętacie, że Nataniel zrobił sobie wazektomię? Zosia w stanie zagrożenia życia z powodu anemii w ciąży była ciągnięta na zagraniczne wojaże? Pamiętacie że w pewnym punkcie Marta miała trzech adoratorów naraz? Pewnie nie, dlatego również wyciągniemy najzabawniejsze w kontekście całości smaczki."

    Ja nie, ciekawe czy Michalak pamięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda nie wydaje się zakochana w swoich własnych dzieciach, a co dopiero cudzych! Nie wiem, może zależy jej na nieparzystej liczbie dzieci i bez Michasi będzie musiała zrobić sobie nowe albo któreś oddać?

      Co do dokumentów, tutaj nic nie ma sensu, ale podejrzewam, że Nataniel ukradł koledze dokumenty, włożył perukę i podpisał się przy notariuszu jego nazwiskiem.
      To ciekawy prezent, biorąc pod uwagę, że Bartosz w trakcie kilkutygodniowej morskiej wyprawy mógł nabrać dystansu do całej sprawy i planować już zakup domu nad morzem albo przeprowadzkę do innego kraju.

      Bartosz chyba podniósł się do rangi podobnej Natanielowi w tej części. Może brakowało mu tylko wątku "moja kobieta mnie zostawiła" aby wznieść się na szczyt drabiny społecznej, a może nawet samo "widzę fajny tyłek i pakuję się w niezdrowy związek" by wystarczyło. Przy Natanielu już wcale nie dziwi, jak żre za darmo, każe sobie wybudować dom i przypisuje sobie cudze zasługi. Widocznie Bartosz też został cesarzem i Siergiej nie ma prawa sugerować jego wysokości jakiegoś wbijania gwoździ.

      Usuń
  8. Czy to dzisiaj będzie ten ostatni post?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie dzisiaj, potrzebuję nieco więcej czasu na podsumowanie i ostateczne rozprawienie się z serią. Będę aktualizować postępy :)

      Usuń
    2. Będzie na co czekać:)

      Usuń
  9. Aloha! Jak tam, zyjesz? :) Czekamy na ten podsumowujacy post, czy pochlonelo cie ztcie prwatne bez restzy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety bardzo pochłonęło, mimo że napisałam już większość podsumowania. Planuję dokończyć to w tym roku. Nawet jeśli nikt już nie zagląda, to dla siebie – bo dalej chciałabym zakończyć w ten sposób analizę.

      Usuń
    2. Zagląda☺ Doczekamy się podsumowania jeszcze w tym roku?

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.