5.3 Rozdział 9, 10 i 11

Sorry za obsuwę. Mam dużo na głowie, bo kupuję dom :D

ROZDZIAŁ IX: DAMIANA NIEZWYKŁA PRZEMIANA

Rozdział zaczyna się kolejnym opisem, jak to Bartosz przespał noc mimo bezsenności. Może po prostu na nią nie cierpi?
W kuchni być może ktoś się krzątał, bo czuć było cudny zapach chleba dopiero co wyjętego z pieca. Pewnie Jadwiga chciała w ten sposób ugościć przyjaciół.
„Basia też piekła domowy chleb”, przyszła myśl. „Co tydzień, w sobotę, o ile miała siły po długim, męczącym dyżurze, wysyłała Przemka do piwnicy po zakwas, odważała mąkę, dolewała źródlanej wody, dodawała soli, roztopionego masła i miłości, a potem… zaganiała mnie do ugniatania ciasta. Nie cierpiałem tego. Mówiłem, że równie dobry chleb robią w piekarni przy rynku. I nie chciałem widzieć łez w jej oczach, a przecież moje słowa raniły. Nie tylko te…”. 
Żona do niczego, skoro w piekarni robią równie dobry chleb; jeszcze płacze, zamiast się nauczyć piec lepszy. Nie dało się nakreślić konfliktów z żoną czy wad postaci bez kobiecych łez, toksyczności i pogardy, po prostu nie dało. Zaraz okaże się, że nie uderzył jej nigdy tylko dlatego, że za wcześnie spłonęła.
Tak. Nie był święty. Potrafił zaleźć żonie za skórę. Dopiec podłym słowem. Basia znosiła jego humory cierpliwie, bo po prostu go kochała. „Ile bym dał, żebyś znów krzyknęła z kuchni: »Bartuś, twoja kolej, chlebuś czeka«.
Przeszłość postaci: żona "Bartuś, chlebuś!", a Bartuś na to: "gdzie kopytka, szmato brzydka". 
Czy naprawdę trzeba coś stracić, by docenić tego wartość? (…) Ale tych, których kochasz? I rozumiesz, jak rozpaczliwie, dopiero gdy giną, bezpowrotnie odchodzą, umierają?
On, Bartosz, stracił wszystko. Synka i żony nie odzyska już nigdy.
Autorka do czytelników: żona i synek Bartosza umarli, nie żyją, a śmierć to takie coś, że ich nie ma i nigdy nie wrócą. Powtórzę jeszcze kilka razy, bo to trudne, a musicie zrozumieć dla fabuły.
A Przemek? Tyle razy na niego huknął ze złością, bo dziecko było za głośne, nieposłuszne, ruchliwe albo przeciwnie – zbyt powolne.
Bartosz, czerwony ze złości: Boże, ale to dziecko powoli chodzi!

Bartosz wyciąga koszulkę synka, wącha ją, a przez zapach płynu do kąpieli dla dzieci wpada w rozpacz.
Przeszedł do łazienki, wziął zimny jak nieszczęście prysznic, żeby chociaż tak zadać sobie cierpienie, ukarać się za nieczułość do żony i synka, wreszcie ubrał się i… usiadł na łóżku. Nie miał siły zejść na śniadanie.
✅✅✅✅✅
✅✅✅✅✅
✅✅❎✅✅
✅✅✅✅✅
✅✅✅✅✅

Bartosz siedzi sobie w pokoju i rozmyśla. Nagle wchodzi Natalia i od razu widzi, jaki jest nieszczęśliwy. Co zrobi?

    A. Przeprosi i wyjdzie z pokoju
    B. Zaprosi Bartosza do wspólnego śniadania
    C. Zapyta Bartosza o problemy i pozwoli mu się wygadać
    D. UMARŁA MI MAMA!!!

Patrzył bezmyślnym, szklistym wzrokiem, jak dziewczyna wybiera numer, przełącza na głośnomówiący i nagle… w ciszy pokoju rozległ się miły, kobiecy głos: „Dzień dobry! Nie mogę teraz odebrać telefonu, proszę więc o pozostawienie wiadomości. Oddzwonię, gdy tylko będę mogła”.
– To moja mama – odezwała się Natalia, przerywając połączenie. – Umarła na raka sześć lat temu.
Kto zgadł? Boże, jak bardzo to nie ma sensu, wciskać komuś losowe nagranie. Może jeszcze zadzwonią na telezakupy albo infolinię dostawcy internetu, to już w ogóle wyleczy wszystkie rany.

Bartoszowi jest lepiej dzięki odwróceniu uwagi od jego nieszczęść. I NAGLE zmieniamy temat na problemy psychiczne Siergieja, bo… bo tak? Znaczy najwyraźniej przenosimy się przed dworek, gdzie wszyscy inni goście pensjonatu zbierają się do powrotu do Sennej.
[Bartosz] pragnął również złożyć sobie i jej przysięgę: „Nie pozwolę cię skrzywdzić, Natalio. Ani ciebie, ani Jadwigi. Nikomu”.
Niemal identycznymi słowami poczęstował Sodarow Damiana przed wyjazdem:
– Nie pozwolę ci skrzywdzić Jadwigi, gnojku.
I tak zaczyna się opis, co trzeba zrobić Damianowi:
– Nie uciekniesz przede mną, Damian – ostrzegł po raz ostatni.
Damian drapie się po głowie, bo jeszcze nie wie, że próbuje przed kimś uciekać
– Jeśli Jadwiga dostanie zawału czy udaru, a ja dowiem się, że to przez ciebie, bo nawymyślałeś jej po pijaku, a już nie daj Boże podniosłeś na nią rękę, skurwielu, czy musiała cię tachać, półprzytomnego, zarzyganego, do domu… Odnajdę cię i… wymyślę coś, żebyś cierpiał długo. Naprawdę długo. Pamiętaj, jednoręki bandyto, że ze mną nie masz szans.
Co?

Może po prostu od paru rozdziałów nikt się nie pobił, a samo wspominanie traum i chamstwa to jeszcze za mało, żeby książka była wstrząsająca. Tu Siergiej jedynie odpycha Damiana ostrzegawczo, bo nie chce stresować dzieci drastycznymi widokami.

Damian jest oburzony.
Nie. Jeszcze nigdy jej nie uderzył, nawet nie próbował, ale raz odepchnął tak, że wpadła na komodę. Płakał potem pijackimi łzami i całował siniak na jej ramieniu, a następnego dnia nic nie pamiętał albo udawał, że nie pamięta.
O, wreszcie alkoholizm jest pokazany jako wada, a nie jako naturalny sposób walki z niemęskimi myślami.
Jadwidze zapaliła się jednak wtedy czerwona lampka. Ten młody mężczyzna nie był jej Tadziem, który po pijanemu stawał się jeszcze bardziej cichy i łagodny, rozczulał się na widok swojej Jadziuni i błagał o wybaczenie za swój podły stan
Zrozumiałabym, że wszyscy okazali się alkoholikami, gdy postaci było pięć na krzyż; jakoś tak dziwnie się dobrali przez podobne tendencje autodestrukcyjne, może się zdarza, nie wiem. Teraz gdy jest ich jakieś cztery razy więcej, to dziwaczne. Czy bywają w tym uniwersum mężczyźni niepijący, nielubiący alkoholu? Był co prawda ten ideał mężczyzny ordynator Jarosław, który tylko sączył kawkę, ale wywyższał się, więc pewnie seria nam wmawia, że już lepiej wyjść za Tadzia.

Cofamy się w czasie o jakąś godzinę do tyłu, gdy bohaterowie byli zadowoleni. Przy śniadaniu wszyscy chwalą chleb Jadwigi (widocznie lepszy niż tego nieudacznika, Basi) oraz masło:
„Oczywiście z mleka zaprzyjaźnionej dżersejki, która gardzi wszystkim, co nie jest łąkowym siankiem!”.
Dżersejka musi być. Co tam, że przed chwilą było nadchodzące mordobicie i problemy alkoholowe. Autorka nie może się zdecydować, czy to sielanka, czy dramat.
Po śniadaniu zawiązały szczeniętom wstążeczki w różnych kolorach, żeby nie myliły się, które jest czyje.

Te szczenięta są jeszcze ślepe, dopiero co wyszły z łona matki. Można poczekać przed zakładaniem im ozdóbek i zaciskaniem pętelek na szyjkach. 

Najstarszy i największy, przeznaczony dla Domoradzkich, otrzymał niebieską i imię Dżordż, druga w kolejności, która miała zostać w Marcinkach – różową i imię Flora, Mateusz z Marianną postanowili wziąć pieska z zieloną wstążką, a nazwali go Reksio, na cześć poprzedniego przyjaciela, który niedawno odszedł, dziewczynki Sodarowów upatrzyły sobie największą suczkę z żółtą wstążką i dały jej imię Elsa, jakżeby inaczej. Bez wstążeczki i bez imienia zostało najmniejsze ze szczeniąt.
Rozwiązała się tajemnica nieśmiertelnego Reksia! Pewnie Reksiów było jakieś dziesięć, tylko Mateusz każdego nazywa tak samo, nim ten zdąży odejść tragicznie.
Małe jest słabe i brzydkie, dlatego bierze je Natalia i nazywa Bella. Goście rozjeżdżają się do domów.

Jadwiga zamienia kilka słów z Damianem, a ten nagle w myślach zdradza nam, że oto przemienił się w bohatera negatywnego, alkoholizm mu odpowiada, a do tego wszystkim i wszystkimi gardzi:
– (…) Bo poradzisz sobie, Damianku, z tą słabością, prawda?

Poradzisz sobie sam z siebie, nie? Co prawda borykasz się z ciężkimi traumami i nie umiesz tego zamaskować, małżeństwo, które miało rozwiązać wszystkie twoje problemy, okazało się farsą, żona chciała cię tylko ze strachu przed samotnością, a ja nie mam do ciebie zaufania po tych wszystkich latach, ale poradzisz sobie, prawda, Damianku? 

Przytaknął, bo Jadwiga tego oczekiwała. I nie pierwszy raz poczuł do niej lekką pogardę. Chciała widzieć świat w jasnych barwach, a ludzi lepszymi, niż byli. Jeszcze nie rzucił jej w twarz, że problemy z Natalią były tylko pretekstem, dzięki któremu nie musiał pić, a mógł. Że stan „nieważkości” po prostu mu się podobał. Gdy zniknie ten pretekst, wynajdzie sobie inny.

No właśnie. On szuka oderwania od problemów, bo sobie nie radzi i na nikim ani niczym mu nie zależy, a psycholog Jadwiga uznaje, że jest super, bo zrobiła dżersejkowe masło, które powinno uzdrowić Damiana. 

Do tej pory był mężem i synem idealnym. Czy szanowały go za to? Skąd! Wieczny podaj-przynieś-pozamiataj Damianek. 

Myślicie, że to przemyślenia bez pokrycia frustrata, jak zwykle w tej serii? To czekajcie do rozdziału XI (dół notki), gdzie zacznie się rozliczanie Damiana z pieniędzy przez Natalię i Jadwigę. 

W końcu dorósł do tego, by wykazać się charakterem. I mieć słabość, jak każdy normalny facet. Sodarow mógł swego czasu bawić się w przemyt, a potem w wojnę, na której stracił oko i palce u dłoni. Nataniel… ten kiedyś ostro tankował. I robiłby to dalej, gdyby Zośka nie wzięła go pod pantofel. Dziś był wzorowym ojcem i mężem, którym Damian tak naprawdę gardził. Czasem nie mógł patrzeć, jak ten trzydziestodwuletni facet zachowuje się jak stary piernik, co lata za dziećmi a to z chustką, a to z piciem, a to z durną kolorowanką, zamiast latać za babami czy choćby się za nimi oglądać.
Ale hejt na Nataniela, jak on może tak latać za dzieckiem zamiast za babami! Czytelnika to ma podwójnie zestresować, bo wreszcie widzimy, że Nataniel jakoś się tymi dziećmi zajmuje. Tylko nie wiem, czemu w interesie Damiana jest, by na odludziu Nataniel zerkał pożądliwie na Natalię i Jadwigę, jedyne dorosłe kobiety, które nie są z jego rodziny. Szkoda, że Damiana zabrakło przy scenie stresowania Bartosza Natalią w koszuli nocnej.
Żeby jeszcze Domoradzka była skończoną pięknością…! Ale ona tak naprawdę nie była nawet ładna.
Co parę rozdziałów trzeba podkreślać, że Zosia ma ORYGINALNĄ urodę, NIE JEST klasyczną pięknością, a w ogóle to straszny pasztet.

Na koniec tych przemyśleń Damian biegnie do piwnicy.
On otworzył butelkę z tą najlepszą, poziomkową, którą Sodarow rozkoszował się wczorajszego wieczoru, po czym… wypił w paru łykach do dna. Ze zwykłej złośliwości. Na pohybel ruskiemu skurwielowi.
Hoho, ale mu pokazałeś!!! Szkoda, że już dawno sobie pojechał i nie wie, że został pokonany w bitwie o nalewkę. To jak Nataniel wygrywający dyskusje sam ze sobą w lesie.

ROZDZIAŁ X: OLAĆ SZCZENIĘTA

Człowiek silny i rozumny, słysząc sensowną krytykę, bierze ją na klatę, przełyka upokorzenie i stara się naprawić błędy, a przynajmniej nie popełniać ich znowu i wciąż. Człowiek słaby zaś... szuka słabszych, żeby się na nich wyżyć.
Narrator niemal słowo w słowo powtarza swoją opinię o Oliwii z końca drugiego tomu, tylko imię i sytuacja inne.
Damian mógł sobie do upojenia wmawiać, że ma prawo żyć, jak żyje, i pić, jak pije. W głębi ducha wiedział jednak, że przyjaciele mają rację, Jadwiga nie pierwszy raz przez niego płakała, zaś Natalia, dobra, kochana Natalia, patrzy tylko żałosnym wzrokiem, gdy on, zataczając się, podchodzi do łóżka, próbuje ją obłapiać, ale w trakcie przytulanek zasypia, brudny, śmierdzący, odstręczający... 
Brzmi, jakby stał się brudny i śmierdzący w trakcie zasypiania, a Natalia miała nadzieję za każdym razem, że jednak do zasypiania nie dojdzie.

Damian miał wyrzuty sumienia, ale bezpłodność Natalii dała mu pretekst, by bić ją figuratywnym batem (nie wnikajmy!). Ignoruje to, co mówi i jest wobec niej chamski. Ponieważ nawet bez ręki jest większy i cięższy od kobiet, nikt go nie poucza i w tym narrator postrzega jego stopniowe dokuczanie coraz większej liczbie lokatorów, znaczy Ali i Jadwidze. Jedyną przeszkodą jest Bartosz, więc Damian czeka na jego wyjazd.

Bartosz ma plany:
– Chcę pojechać do Ełku odwiedzić tę dziewczynę, tak jak obiecałem.
– Pieprzony altruista – usłyszał prychnięcie Damiana i posłał mu krótkie spojrzenie, marszcząc lekko brwi. Nie był zdziwiony. Nasłuchał się podobnych złośliwości przez pół dnia wystarczająco, ale tamten czepiał się do tej pory jedynie Natalii, jego, Bartosza omijał. 
Czyli pracownik pensjonatu obraża od rana żonę przy gościach i wszyscy uważają, że to norma społeczna???
Czyżby trzeba było pokazać szczeniakowi, że z nim powinien się liczyć?
– Masz z tym jakiś problem? – zapytał zimno.
Bartosz nagle wszedł w tryb dresiarza, dzięki czemu zakończył konflikt. Teza narratora brzmi, że Damian by się uspokoił, gdyby Natalia, Ala lub Jadwiga mu dogadały, więc trzeba było dziewięciolatkę nauczyć takich odzywek.
Tamten od razu spasował. Jeszcze nie był gotów do konfrontacji z silniejszym. 
Damian po nocach pakuje, a po wstaniu z łóżka biegnie lać miejscowych osiłków. Czeka na dobry moment, by pokonać aktualnego mistrza i zostać królem dzielni.

Damian oświadcza, że wychodzi i wróci wieczorem.
Natalia poderwała się od stołu i wybiegła za nim. Bartosz z przykrością słuchał jej cichych, błagalnych słów, przerywanych warknięciami chłopaka. Nie powinien potępiać ani jej, ani jego, sam bywał dla Basi równie wredny, ale... trudno było tego słuchać i nie reagować.

Czyli w poprzednim wcieleniu Bartosz był Natanielem, a jego przemiana powodowana była spaleniem rodziny? Szkoda, że spalenie domu i psa nie daje równie dobrych efektów w tym uniwersum i tylko takie metody mają, że niewinni muszą ginąć.

Nie zerwać się z miejsca, przyskoczyć do gówniarza, poderwać go za fraki, potrząsnąć nim porządnie i wycedzić dobitnym tonem, tak by dotarło: „Doceniaj to, co masz, bo w jednej chwili: pstryk!, i tracisz wszystko”.
Nie wyciągnąć z kieszeni butelki z benzyną, nie sięgnąć po zapalniczkę: pstryk! Nie masz rodziny, jeden-zero!
Nie mogę, jak oni wszyscy mają tę samą metodę dyskusji pod tytułem „przemoc, targanie za fraki i potrząsanie”. Jedna metoda dzielona przez wszystkich mająca 0% skuteczności, ale ponieważ bohaterowie mają IQ wiewiórek, nie próbują jej udoskonalać.

Jadwiga przybiega z rosołkiem dla pobitej kobiety i wciska go Bartoszowi.
– Przepraszam cię za tamto. – Spojrzała nagle Bartoszowi prosto w oczy. – Nie wiem, co się dzieje z tym chłopakiem.
– Wódka się dzieje – odparł cicho.
Jeżeli nawet gościom w pensjonacie przeszkadza pijaństwo pracownika i sposób, w jaki wyraża się do żony do tego stopnia, że muszą komunikować to szefowej, to czy Jadwiga nie powinna wywalić wszystkich nalewek? Rozumiem, że mogłoby być jej szkoda całej pracy, jaką włożyła w wytwarzanie alkoholu, ale to chyba pierwszy odruch osoby z takim wyparciem jak ona.

Jadwiga mówi głośno, że Damian musi się zmienić, bo źle się to dla wszystkich skończy. Natalia zastanawia się, czy mogłaby coś zrobić, ale jeśli da mężowi ultimatum, by przestał pić, inaczej go zostawi, to będzie musiała „jechać w Polskę”, pozostawiwszy Jadwigę i Alę na pastwę pijaka.
– Czy mogę pojechać z tobą? – Usłyszała swój głos i o mało nie palnęła się
w usta. Co ci odbiło, Natalio Sabrowicz?! Narzucać się obcemu facetowi? Jeszcze zrozumie to Bóg wie jak i...
Nataniel zaszczepił w niej strach przed gwałtami?
– Oczywiście – odparł zwyczajnie. – Miałem właśnie prosić, by ktoś wytłumaczył mi drogę, łatwiej będzie jednak trafić, gdy mnie poprowadzisz.
Zosia tłumaczyła Natalii protekcjonalnie, że nowo narodzone szczenięta potrzebują szczególnej całodobowej opieki. Nazajutrz Natalia postanawia jechać na cały dzień do Ełku, bo chce oderwać się od przykrej codzienności. Czyli Zosia miała rację!

Okazuje się, że Bartosz skłamał z tą drogą, bo ma forda z nawigacją, ale nie chciał jechać sam, po czym idzie za Natalią nakarmić szczenięta.
– Urosnąć chyba nie urosły, ale ta najmniejsza, najsłabsza sunia będzie żyć. Zosia nie mówiła mi tego wczoraj, żebym się bez potrzeby nie martwiła, ale nie dawała tej drobinie szans. Ja jednak karmiłam ją po troszeczku niemal przez całą noc, trzymałam w dłoniach, żeby wiedziała, że ktoś się o nią troszczy, ktoś pragnie, by żyła, i oto, tadam!, dziś mała wygląda znacznie lepiej. Zosia jest dobrej myśli.
Nie znam się na temacie, ale tak młode zwierzęta łatwo przekarmić na śmierć, a teraz ta sobie jedzie na wiele godzin, zostawiając zwierzęta same sobie, żeby umarły z głodu. Zresztą osoba bez odpowiedniego wykształcenia nawet przy ogromnej trosce i szybkim riserczu może łatwo popełnić tragiczny w skutkach błąd. Te pirenejczyki urodziły się mniej niż dobę temu, minęło dziesięć, może dwanaście godzin.

Tak, zgadliście. Ludzie kładą się spać non stop i wstają, ale wszystkie wydarzenia ostatnich dziesięciu rozdziałów miały miejsce w ciągu niecałej doby. Rodzice odwiedzają Lipcówkę dla dzieci, które uwielbiają Alę, ale po paru godzinach wszyscy wracają do siebie.
Ani razu nie obejrzała się na Bartosza, jak zwykle nieśmiała, ale była pewna, że on słucha uważnie i nie wyśmieje jej paplaniny, jak to z samego rana zrobił Damian.
Tak wiemy, narrator postanowił, że w tym tomie Natalia jest nieśmiała mimo rywalizacji z Damianem i aktywnego podrywania go w poprzednim tomie.

Co takiego zrobił z samego rana Damian?
– Wielkie mi halo – burknął, wściekły i niewyspany, bo popiskiwanie szczeniąt budziło go ponoć co chwila. – Jeden z pięciu kundli będzie żył. Doktor Quinn ocaliła życie przybłędzie, jakby czterech było mało.
Czemu Natalia nie poszła z psami do innej sypialni na czas ratowania ich? Nie mieli żadnych gości w hotelu poza tymi z Sennej, a pomieszczeń z łóżkami pod dostatkiem.
Gdy tylko weszli do sypialni, uklękła przy koszu pełnym białych, pulchniutkich szczeniąt, sięgnęła na kaloryfer po butelkę z ciepłym mlekiem i zaczęła karmić pieski jednego po drugim. 
Pulchniutkie po porodzie?! PRZE-KAR-MIO-NE!
Miły to był widok: cichy, ciemny pokój, uśmiechająca się bezwiednie dziewczyna i urocze szczenię na jej kolanach, przyssane do butelki.
Znowu Matka Boska laktacyjna! Ale te motywy się powielają. Zaraz Bartosz ją zgwałci, bo dzięki karmieniu noworodków zobaczy w niej kobietę.

Natalia wypytuje o pobitą dziewczynę i jej stan, ale Bartosz ją zbywa, że odwiedzą ją tylko raz. 
– (…) Jeżeli jednak czekasz na deklarację typu: zabiorę ją do domu, muszę cię rozczarować. Mój „pieprzony altruizm”, że zacytuję twojego męża, tak daleko nie sięga. Mam zamiar zajrzeć do niej tylko dzisiaj i... nigdy więcej.
Okazuje się, że Jadwiga chciałaby przyjąć ranną kobietę pod swój dach. Natalia tłumaczy:
– Sama zaproponowała. Ona nie jest taka... – „jak ty”, chciała dokończyć,
ale ugryzła się w język. – Wyciągnie pomocną dłoń do każdego, kto pomocy potrzebuje.
– Prawdziwy anioł – wymknęło mu się nieco ironiczne i aż wciągnął powietrze, bo Natalia poderwała się na równe nogi, trzymając ostatnie szczenię w dłoniach, zmierzyła mężczyznę lodowatym wzrokiem i rzekła cicho, ale stanowczo:
– Nigdy więcej nie kpij z Jadwigi i jej dobrego serca, bo...
No co za intryga, brak mi słów.
– Przepraszam, jestem wredną mendą – odezwał się z nieudawaną skruchą w głosie. Nie mógł patrzeć, jak dziewczyna znów smutnieje, odwracając z niechęcią oczy.
No tak, w tym uniwersum nie zdarzył się jeszcze mężczyzna, który nie zacząłby flirtu albo podrywu bez obrażenia na wstępie kobiety. Jak nadaje się na męża, to ewentualnie po obeldze przeprosi.

Na koniec rozdziału Bartosz się skarży, że jako ratownik ma ciężkie życie:
– (…) Nieczęsto słyszymy zwykłe „dziękuję”. Nie tak dawno, tylko się nie śmiej!, taki jeden, burak, pozwał nas za pociętą kurtkę. Imaginujesz sobie? My ratujemy jego grubą du... jego tyłek, a ten żąda od nas zwrotu forsy, bo mu kurteczkę zniszczyliśmy! Szef kazał mu w jednym żołnierskim słowie spadać. Domyśl się, w jakim.
Ciekawe, czy sąd przyjął taką argumentację. Na końcu sędzia zabił w bębny, a wszyscy zaczęli klaskać?

I koniec rozdziału.

ROZDZIAŁ XI: DZIECKO KURWA, BŁĘKITNE SPODNIE, RURA WYDECHOWA I UZALEŻNIENIE OD WAMPIRZYCH KRYMINAŁÓW

No i nie pojechali. Samochód Bartosza z nieznanych przyczyn nie odpalił. Czy mazurskie powietrze mu zaszkodziło, czy szmata wciśnięta w rurę wydechową, tego jeszcze nie było wiadomo. 
Za to ja się od razu domyśliłam.

– (…) W Jędrzejowicach co drugi to mechanik.
– Wiesz, myślałem raczej o autoryzowanym serwisie forda, to nowy samochód.
Uuu! Ostrożnie, w tej książce nie można takich rzeczy. Pewnie dlatego dom mu spłonął.

Bartosz pyta, czy może się przydać w Marcinkach.
– Mamy sporą bibliotekę, na bieżąco uzupełnianą o nowości. Jeśli wolisz wysiłek fizyczny i potrafisz posługiwać się młotkiem i śrubokrętem, jest parę rzeczy do zrobienia. A gdybyś chciał popracować na powietrzu, zawsze przyda się drewno do kominka. Tego nigdy dość. Pracy w Marcinkach nie brakuje. Dla bardziej zdeterminowanych jest do naprawy płot od strony sadu.
Natalia chyba życzy Bartoszowi przeziębienia, bo u Michalak nie rąbie się drewna w ubraniach.
– Twój mąż nie poczuje się urażony, że biorę się do męskich zajęć?
Czemu wszyscy zakładają, że mąż ma czuć się urażony? Jak jeden rąbie drewno, to drugi musi założyć sukienkę?
Damian przez ostatni rok niemal zupełnie zaniedbał swoje obowiązki. Natalia z Jadwigą dwoiły się i troiły w sezonie, skacząc przy wymagających gościach. On ograniczył się do oddawania części pieniędzy, które zarobił w firmie informatycznej. Z miesiąca na miesiąc strumyk gotówki się zmniejszał, aż pod koniec roku wysechł zupełnie.

Czyli Damian całą swoją wypłatę przeznaczał na lekarzy dla żony i finansował (w sezonie!) nierentowny biznes żony i byłej opiekunki, a według narratora i tak jest leniwym skąpcem? To chyba normalne, że warto odłożyć trochę pieniędzy w razie niespodziewanych wypadków. Ciekawe, czy z równą pasją narrator wbijałby szpilki kobietom, które dzięki pieniądzom partnera lub byłego męża po rozwodzie otworzyły firmy (jak np. była Kulczyka i La Mania). Natalii wszystko uchodzi na sucho.

– Twoje fanaberie mnie tyle kosztują – wyrzucał Natalii, ale tak naprawdę część pensji przepijał, a resztę odkładał do przysłowiowej skarpety.

Przepraszam, ale kto w takim razie finansował całą zakończoną PRZEDWCZORAJ terapię bezpłodności Natalii, która chciała być w ciąży, ale bez uprawiania seksu więcej niż raz w miesiącu i dbania o gospodarkę hormonalną? Picie piciem, narratorze (zresztą Damian chyba raczej wyciągał alkohol ze spiżarni Jadwigi niż kupował), ale jeżeli pomysły Natalii przy jej warunkach nie są fanaberią, to nie wiem, czym jest fanaberia. 

Na co ciułał i gdzie te pieniądze chował? To wiedział tylko on. Dziewczyna nie miała pojęcia o jego tajnych zaskórniakach.
Natalia nie zna pojęcia oszczędzania.

Czemu oni przedstawiają to tak, jakby Natalia i Jadwiga miały u siebie nieroba, który żarł, robił awantury przy gościach, podczas gdy dom popadał w ruinę? Autorka zdaje się nie rozumieć za bardzo, jak działa upływ czasu. Stworzyła dwie równoległe linie czasowe, w zależności od potrzeby posługując się albo jedną, albo drugą. Według pierwszej Damian jest wziętym informatykiem, w którego małżeństwie się psuje, bo czuje się niedoceniony (całą wypłatę wkłada w niszczejący dworek i nieskuteczną terapię hormonalną, za co nikt mu nie dziękuje) i niekochany (seks według kalendarzyka, co go rani, ale czego nie próbuje zmienić), więc powoli oddaje się nałogowi. Można mu współczuć. Według drugiej Damian jest odpychającym, awanturującym się od tygodni alkoholikiem stosującym przemoc wobec bliskich i molestującym żonę, jeżdżącym na imprezy i mającym nadmiar wolnego czasu. Ciężko to pojąć. Miałoby to jeszcze sens, gdyby przyjąć stopniową przemianę, ale od pierwszych rozdziałów minęła doba...

Jeszcze a propos czasu i finansów zastanawia mnie, kto opłacał studia Natalii, które ostatecznie na nic jej się nie przydały. Jadwiga, której dworek nie przynosi dochodów? Damian oskarżany o skąpstwo, mimo finansowania pomysłów kompletnie oderwanej od rzeczywistości żony?
Dom błagał o męską rękę, zawsze trzeba było coś wkręcić, przykręcić, wybić, przybić, ale Damian, gdy Jadwiga napomykała o jednej usterce czy drugiej, udawał, że nie słyszy. 
Ponoć Natalia została zatrudniona jako pracownik sklepu budowlanego, złota rączka i ona się miała tym zajmować. Damian zarabia, płaci na dworek, w dodatku ma tylko jedną rękę, ale kiedy po dniu pracy próbuje się położyć do łóżka, wkładają mu w nią wiertarkę. Rozumiem, że kikut Damiana pozwala mu na więcej niż jakby miał rękę uciętą powyżej łokcia, ale nikt nie bierze pod uwagę jego stanu.
Gdy o pomoc prosiła Natalia, nawet nie silił się na udawanie, po prostu podkręcał głośność w telewizorze. Bartosz Gazda spadł więc Marcinkom jak z nieba.

Facet urodzony koło 1993 w 2024 roku, a opisany jak Ferdek Kiepski.

Żeby nie było, podoba mi się opis upadku Damiana, bo ma w sobie realistyczny pierwiastek, którego brakuje każdemu innego wątkowi u Michalak, ale niechlujność chronologii jest porażająca. Chciałoby się zapytać, gdzie była redakcja, która kazałaby jej zdecydować się na jeden scenariusz, a nie przedstawiać kilka zjawisk rozłożonych w czasie naraz. Jej twórczość to jak malarstwo kubistyczne, tylko bardzo brzydkie.

Albert Gleizes,
Albert Gleizes, Jednoręki bandyta psujący święta rodzinie swoim skąpstwem podczas dorzucania się do wydatków i fundowania fanaberii żony

Natalia oznajmia, że idzie naprawić rurę w piwnicy, Bartosz chce pomóc.
– To brudna robota. – Spojrzała na jego błękitne dżinsy.

Natalii nie podoba się, że Bartosz chce jej pomagać, bo nie jest niepełnosprawny jak ona (???) czy Damian, a w ogóle w przeszłości mąż ją masował po pracy.
Obserwowanie, jak robota pali się w rękach silnego, wysportowanego i w pełni sprawnego Gazdy, może stać się udręką. 
Bartosz i Natalia w końcu robią w tył zwrot (tak, czasowo nie upłynęło nawet kilka minut, dalej stoją przy magicznie zepsutym samochodzie) i wracają do Jadwigi. Okazuje się, że teraz wszyscy będą jechać na obiad do Sodarowów „jak co roku”. Ale bez sensu to jeżdżenie z miejsca na miejsce, w dodatku chyba wymyślone na poczekaniu, bo przecież wszyscy obraziliby się na Natalię, gdyby ominęła tradycyjny obiad przez wizytę w szpitalu.
Natalia przyniosła Bartoszowi czyste, robocze ciuchy Damiana i wyjaśniła,
widząc pytający wzrok Jadwini:
– Muszę zająć się piwnicą. Bartosz zaoferował się z pomocą.
– Jesteś gościem – zaoponowała kobieta, licząc jednak w głębi ducha, że on pomoże Natalii uporać się z bałaganem. Woda, szczęście, że nie ścieki, zalała dwa pomieszczenia, w których trzymali graty (…).
– Wolę być traktowany jak domownik.
Patrzcie, już ogłosił, że się wprowadza na stałe.
Bartosz podlizuje się Jadwini i zaczyna ją cmokać po spracowanych dłoniach, co irytuje Natalię:
– Bierzesz te ciuchy czy nie? – ponagliła go Natalia takim tonem, że Jadwiga posłała jej zaskoczone spojrzenie.
Dziewczyna zwykle traktowała gości łagodniej, niemal uniżenie. Z Bartoszem zdążyła się pokłócić?
Ale chamstwo. No ale przecież, bez chamstwa i kłótni nie ma porywającego czytelniczki romansu. A jak tylko wejdą do piwnicy:
Bartosz podwinął rękawy flanelowej koszuli, przy czym Natalia nie mogła nie zauważyć jego wspaniale umięśnionych przedramion, wspiął się po taborecie do okienka pod sufitem i wyjął je z ram. Podmuch świeżego, mroźnego powietrza zwichrzył jego jasne, złotawe włosy. Mężczyzna westchnął z rozkoszą, przymykając oczy.
Umięśnione przedramiona, bicepsy na przedramionach, umięśnione jasne włoski na przedramionach wichrzone podmuchem zgnilizny z podmokłej piwnicy.
Niestety, po kilku kwadransach przerzucania worków, Natalię zaczynają boleć plecy. Jestem pod wrażeniem, to pierwszy moment, kiedy rzeczywiście ma z nimi jakiś problem! W poprzedniej dźwigała i naprawiała wszystko jak leci, a ani razu nie stęknęła ze zmęczenia.
Podnosząc kolejny worek, krzyknęła i upuściła go na klepisko. Sterta butów, których nikt nie zamierzał już nosić, wysypała się na pokrytą breją podłogę.
– No nieee – jęknęła dziewczyna, zła na samą siebie. – Narobiłam jeszcze większego bałaganu!
– I z tego powodu płaczesz? – Usłyszała głos mężczyzny i zwróciła się ku niemu ze złością.
Nie mogę, trzy czwarte intryg w książce to że komuś się nie podoba, że Natalia ryczy. A w dodatku to (do tej pory) całkiem normalna reakcja.
– Nie płaczę! Co ci przyszło go głowy?!
(…)
– (…) Prawdę mówiąc, chciałem zaproponować, byś znalazła sobie inne, nieco bardziej kobiece zajęcie, sam mogę uprzątnąć ten bałagan.
– Wielkie dzięki. Ta praca bardzo mi odpowiada – ucięła zgryźliwie.
(…)
Basia była taka sama: uparta, nieustępliwa, „dam-sobie-radę”.
Ideał kobiety: roszczeniowy, nadwrażliwy ptasi móżdżek. Ten Bartosz to ma typ! Rozumiem, że „dam-sobie-radę” obrazuje tu pieczenie chleba mimo piekarni obok i zajmowanie się osieroconymi szczeniętami bez specjalistycznej wiedzy, po czym olanie ich po dziesięciu godzinach?

Ostatecznie Gazda kontynuuje męską seksowną robotę, a Natalia idzie „do piesków”.
Wspięła się po stromych schodach aż na poddasze, gdzie miała swoje sanktuarium Ala, dziewięcioletnia siostra Damiana.
Ładny to był pokoik, jasny, uroczy i niezaprzeczalnie dziewczęcy, chociaż już i tutaj pojawiły się mroczne elementy zwiastujące burzę.
Zgadnijcie, co takiego nawyprawiała niewdzięczna dziewięciolatka, że przywołała kolejną burzę w powieści.
Chociażby czarny, nieco przerażający kostium dementora, który dziewczynka uparła się włożyć na tegoroczne Halloween. Jadwiga nie pochwalała takich tradycji, dla niej było to święto tych, co odeszli. Tego dnia wspominała męża i synka.
Tragedia z takim dzieckiem, nic się nie da zrobić, dalej już tylko poprawczak. Zastanawia mnie jednak to Halloween na wsi pośrodku niczego. Może to po prostu impreza u koleżanki ze szkoły? No a kostium ktoś chyba dziewczynce kupił?
Ala straciła matkę, której jednak nie pamiętała. Nigdy nie nosiła w sercu żałoby, kochana i rozpieszczana przez Jadwinię i Natalię. Damian też obchodził się z siostrą łagodnie – przynajmniej na razie – dziewczynka rosła więc we względnym spokoju i bez trosk.
Ala miała wtedy cztery-pięć lat, ale teraz nic nie pamięta, bo jej dobrze. Takie proste te dzieci.
Jednak te czarne, okropne zwłoki, które powiesiła nad łóżkiem, dały Natalii do myślenia.
Co ma dementor do zwłok?

Jeszcze okazuje się, że Ala czyta złe książki:
Krwawy kryminał z roznegliżowaną wampirzycą na pierwszej stronie nie był tym, czego sobie życzyła dla przybranej córki, dziewięciolatki na dodatek. Ona sama sięgnęła po podobny dopiero na studiach.
Jednak Natalię interesował kryminał z gołym wampirem. Na studia poszła niecałe pięć lat temu, więc pewnie rzuciła gdzieś w dworku i dziwi się, że dziecko podniosło.
Czy jednak może ingerować w to, co Ala czyta? Nie jest przecież jej matką.

Nawet nie zastanawia się, co może dać Ali w zamian, do czytania czego zachęcić… 

Nawet jeśli skonfiskuje jej tę książkę, dziewczynka w szkole zdobędzie podobną…
Co to za szkoła!?
Damian tylko wzruszył ramionami, gdy napomknęła mu o tym problemie, i skwitował jej rozterki: „Dobrze, że w ogóle czyta”. Natalia dała więc spokój.
Najlepsza sytuacja, w jakiej może znaleźć się ta dziewczynka, to sytuacja zaniedbywania jej…
Teraz zapukała do drzwi, a słysząc: „Proszę”, weszła do środka. I aż krzyknęła z zaskoczenia i przestrachu.
Zagadka dla czytelników: czym Ala tak przestraszyła Natalię?

A. Bawieniem się prezentem, który dostała pod choinkę
B. Skórowaniem pirenejskich szczeniąt na futro
C. Knuciem na kamerce z Trynkiewiczem
D. Modlitwą w pentagramie przy zapalonych świeczkach 
Dziewczynka siedziała jakby nigdy nic na łóżku, ale jej twarz nie wyglądała już tak niewinnie. „Zdobił” ją ciężki, okropny makijaż, który z dziewięciolatki uczynił… podstarzałą prostytutkę.
Dlaczego dziecko, które zajmuje się typowo dziecięcymi zabawami, nagle przestaje być NIEWINNE i, uwaga, wygląda na prostytutkę? Lat dziewięć!?!? Co ta książka próbuje nam sugerować?
To był moment, który obrzydził mi Natalię doszczętnie. Tak małe dziecko nie ma świadomości swojej seksualności, chyba że było wykorzystywane albo zetknęło się z czymś, z czym nie powinno. Tymczasem tu jej mazanie po buzi ma czysto introwertyczny wydźwięk, pewnie odgrywa jakąś scenkę, wcielając się w określoną postać. Jak to interpretuje Natalia? Tak! Dziecko jest stracone, wyrośnie na kurwę.
Grube krechy dookoła oczu, wściekle niebieski cień na powiekach, czarne, doklejone rzęsy, niezdrowe rumieńce na policzkach, a przede wszystkim pociągnięte krwistoczerwoną szminką usta wyglądały na twarzy dziecka kuriozalnie.

Przede wszystkim”, jakby czerwona szminka musiała wskazywać na przyszłość pod latarnią. Nie rozumiem tego, jak już to te doklejone rzęsy wydają mi się dziwne w zestawie zabawek dla dzieci. Prawie każde dziecko eksperymentujące z kosmetykami kolorowymi mamy zaczyna od pomadki, próbując nie wyjechać za kontur ust, bo do tego nie trzeba żadnej umiejętności. Paleta cieni nie jest tak jednoznaczna jako symbol dorosłości i wymaga jakiejś wiedzy, więc na liście atrakcyjnych zabawek znajduje się gdzieś za różem.

Alina o krwistoczerwonych ustach z okładki
– Coś ty z siebie zrobiła?! – wykrzyknęła Natalia serio przerażona. – Musisz to natychmiast zmyć!
Ala rozciągnęła usta w szerokim uśmiechu, który podkreślony szminką, sprawiał makabryczne wrażenie.
Ale to jest dziecko z nieudolnie zrobionym makijażem, w dodatku bawiące się nim samo w pokoju dzień po Wigilii, a nie wrzucające goły tyłek na Instagram… Scena makabryczna jak szczenię, które rozpruło poduszkę albo dziecko, które rozlało mleko.

Zdanie po zdaniu książka próbuje nas przekonać, że dzieje się więcej, niż się dzieje.
Gdyby Ala miała dwanaście lat i zaczęła szybko rosnąć, można by zrozumieć jakoś reakcję Natalii, która nie grzeszy rozumem i boi się, że dorastanie przybranej córki nie przejdzie gładko, zainteresuje się nią ktoś nieodpowiedni itd. Tymczasem tu atakuje dziecko w początkowych klasach nauczania wyłącznie ze swojego dyskomfortu, bo jest świętoszkowata i każdy makijaż to według niej symbol rozpusty. A myślicie, że może reaguje z troski, bo boi się, że dziecko po przejściach wpadnie kiedyś w łapy pedofila? Ha… poczekajcie na końcówkę książki…
– Dostałam pod choinkę zestaw do makijażu – wyjaśniła. – Nic nie będę zmywała. Uważam, że wyglądam ładnie. Dorośle.
No i kto jej to dał? A może to rozpuszczalne farbki w pudełku w kształcie misia?
– Jesteś jeszcze dzieckiem! I nie, wcale nie wyglądasz ładnie!
A w ogóle to mama cię nie kocha XD Znowu: Ala nie powinna łączyć w swojej głowie pojęcia seksualności z tym makijażem. Zrozumiałaby tyle, że zrobiła coś złego i według Natalii jest brzydka.
Musisz to zmyć, bo Jadwinia na zawał padnie!
Poważna sprawa. Nie będę wam spojlerować, ile lat ma Jadwinia, ale zwróćcie uwagę na ten tekst.

Ala ma dość niezrozumiałych zarzutów przybranej matki.
– Nie będziesz mi rozkazywać! Nie jesteś moją mamą! (…)

Na co Natalia racjonalizuje:

– Opiekuję się tobą od czterech lat, to daje mi prawo... 

Po takim tekście Ala już na pewno nie będzie jej szanować.

– Jadwinia się mną opiekuje! To w jej domu mieszkam! Ty jesteś nikim, przybłędą!
– Ala, co w ciebie wstąpiło...? – Natalia, przerażona tym wybuchem, spróbowała raz jeszcze przemówić dziewczynce do rozsądku.
– Wiem wszystko! Słyszałam to, co Damian mówił dziś do ciebie! To twoja wina, że on pije! Tylko twoja! I gdy odejdziemy, ja z Damianem, bo nie będzie mógł wytrzymać z tobą ani chwili dłużej, ja mu ciebie zastąpię! Rozumiesz? Ja!!! – Odepchnęła Natalię i wypadła z pokoju.
Dziewczyna stała pośrodku, oniemiała z szoku i grozy.
1. Nazwij dziecko kurwą 2. Nazwij pasztetem 3. Dziecko wybucha 4. Surprised pikachu

Natalia jest przerażona, że poranne wyzwiska Damiana w jej stronę stały się sprawą publiczną.
Natalia miała problem. Poważny problem. Po pierwsze, pozwoliła mu na to. (…) Prawdę mówiąc, powinna strzelić go w twarz, szczególnie za ostatnie określenie, ale… nie była w stanie tego zrobić. Podnieść rękę na Damiana? Na męża? Miłość jej życia? Nie ma mowy. 
Bicie to jedyny sposób na małżeńskie problemy w powieści. Jak mąż jest agresywny, to musisz poprosić innego mężczyznę, żeby go pobił, to może życie zmieni się na lepsze. Kobiecie nie wypada. 
Do tego bardzo klimatyczne wspominanie, że Damian jest miłością jej życia, gdy została potraktowana z taką wrogością i pogardą; czytelniczki muszą ocierać łezkę.
Zosia… nie miała pojęcia, co zrobiłaby w takiej sytuacji lekarka, wiedziała za to, że Magda wgryzłaby się Siergiejowi w krtań, gdyby tylko spróbował ją wyzwać w ten sposób, jak Damian Natalię. Tak po prostu!
Wgryzanie się w krtań! I kto tu czyta za dużo wampirzych kryminałów?

Natalia trochę płacze, myśli sobie, że nadchodzą ciężkie czasy, po czym idzie do piesków. Tak o, bez słowa, nie szuka Ali, nie kontynuuje rozmowy. Zwyzywała dziecko, załatwione, wychowanie 100/100.

Komentarze

  1. Zaczynałam się już martwić, dobrze, że jesteś :D Czyżbyś kupowała mały, biały dom bez łap?

    Ten komentarz będzie krótki, bo ogólnie przez większość czytania miałam w głowie jedynie "co ku*wa?" i nie za bardzo wiem, jak to rozwinąć.

    Ach, czyli idealny Bartosz jest idealny, ale jednak krzyczał na żonę i dziecko, bo każdy facet musi trzymać baby i dzieci w ryzach, no nie. Czemu tu absolutnie każdy jest toksyczny...

    Jakim Natalia jest parapetem empatycznym, no jejku. To mnie akurat już na tym etapie bawi, bo na każde cierpienie innej postaci ona odpowiada "a moja mama nie żyje". Hm, brzmi podobnie do kogoś innego na N(at)...

    Ta wiązanka Siergieja do Damiana, co.

    Znowu dżersejka, matko, niech jej ktoś powie, że istnieją inne rasy krów.

    Boże, biedne pieski. Biedny Reksio. Teraz to mi szczerze smutno (na pewno bardziej niż przy Belli-Padme, ha).

    Ale... ale czemu nagle Damian stał się takim obrzydliwym bucem? Naprawdę, ta jego przemiana zajęła jakieś... pięć rozdziałów? To już nie jest Damian z poprzedniej części ani z początku tej, to jakiś sterowany Imperatywem Narracyjnym potwór.

    Damian zły, Damian warczy na Bartosza bo Bartosz jest dobry, Damian warczy na Natalię, swoją biedną żonę, Damian warczy na szczeniaki... to jest tak sztuczne, halo, to nie jest ten sam facet.

    "Ludzie kładą się spać non stop i wstają, ale wszystkie wydarzenia ostatnich dziesięciu rozdziałów miały miejsce w ciągu niecałej doby" - standardowo gumowa czasoprzestrzeń, jak to u Michalak.

    "szmata wciśnięta w rurę wydechową" - Jadwiga chciała ich zatrzymać, żeby się gzili?

    Tak, dwie linie czasowe to jedyne wytłumaczenie. I AŁtorkasia nagle przeskoczyła na tę drugą, bo tak. Naprawdę, to tak strasznie nie ma sensu, przecież Damian był kompletnie inny... nie mówiąc już o tym, że funduje wszystkie dziwne zachcianki Natalii (no bo przepraszam, ona naprawdę zabiera się do wszystkiego od dupy strony) i biznes Jadwigi! Szkoda mi tego faceta, po prostu mi go szkoda. Oliwia 2.0.

    Ala-dementor mnie akurat trochę rozczuliła, ma dziecko gust (choć ja się tych choler nadal po dziesięciu latach boję). No i Halloween jako upadek obyczajów, jak w porządnej polskiej, katolickiej (heh) książce!

    Dzieci w szkole handlujące erotykami o wampirach, lepsze to niż podziemie drożdżówkowe.

    "ciężki, okropny makijaż, który z dziewięciolatki uczynił… podstarzałą prostytutkę" - co ku*wa??? W tym momencie znów zrobiłam przerwę... no, w sumie to do końca części czytałam przez palce, zajęta facepalmowaniem, bo Jezu, jakie to jest obrzydliwe. Jakie to wszystko aż do końca jest obrzydliwe. Natalia, jesteś zajebistą matką, serio. Wow.

    Ta część była naprawdę mocna, czy dalej będzie tylko gorzej? Już się nie mogę doczekać :')) no i, czy wspominanie co chwila o padaniu Jadwigi na zawał to spoiler? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, tylko dworek z wanną na lwich łapach...

      Mnie się podoba nawet ten fragment z szukaniem uwagi przez Natalię, bo Bartosz ma puste spojrzenie, jakby umarł w środku i widać, że nie może uciec 😄

      To prawda, Damian był problematyczną postacią, ale jednocześnie wykazywał się empatią, nie pasożytował i rozumiał swoje zobowiązania wobec bliskich, jak chyba żadna postać w serii (większość robi to dla utrzymania wizerunku, nie z potrzeby serca). Teraz dowiadujemy się, że przez tę ostatnią cechę był wykorzystywany lub traktowany przedmiotowo. Przynajmniej pojawiają się fragmenty, że nie pokazuje się Ali pijany.

      "Jadwiga chciała ich zatrzymać, żeby się gzili?" - Hahaha! Prawdę mówiąc to jedyna sensowna teoria 😄 Jadwiga lubi swatać ludzi, a obecność szmaty w rurze wydechowej nie zostaje wyjaśniona.

      Pod koniec tomu dowiemy się, że Natalia bardziej myśli, by się za coś zabrać i czemu ktoś nie zabierze się za nią, zamiast samej cokolwiek zrobić.

      Ala jest w sumie najciekawszym dzieckiem w serii, bo mimo że jak każde robi za rekwizyt wyciągany w odpowiednich momentach, to ma zainteresowania i życie poza byciem komiczną. Niestety, dostaje za swoje, bo sześciolatki są jeszcze słodkie i milusie, a dziewięciolatki to brudni dorośli, których można wyzywać od kurew. Mam straszny niesmak po tej scenie.

      "Dzieci w szkole handlujące erotykami o wampirach, lepsze to niż podziemie drożdżówkowe" 😄

      Będzie gorzej. Jesteśmy w połowie, która robiła za wstęp dla całej patologii, która potem nastąpi, a na koniec to wiadomo: szybkie kończenie wszystkich wątków i wprowadzanie szokujących scen na ostatnich stronach, bo opisy chleba i powideł zajęły za dużo miejsca. Bohaterowie będą się tłuc między sobą i mordować (nie żartuję), a Alę czeka kara za jeden wybuch i zrobienie sobie makijażu prezentem wigilijnym.

      Usuń
    2. To brzmi o wiele lepiej, życzę szczęścia w dworku <3

      No właśnie, Damian miał problemy, ale był empatyczny, zdawał sobie z nich sprawę i wcale nie był złą osobą. No a teraz nagle okazuje się, że to on jest pasożytem i podleńcem, podczas gdy przecież to on finansował Natalię...

      Czyli mogę mieć rację!

      Ja po tej scenie jestem po prostu obrzydzona i naprawdę nie chcę mieszać w to samej AŁtorkasi, ale nie mogę się nie zastanawiać, co jej siedzi w głowie... przecież ona ma dzieci. A zachowanie Natalii w tej scenie jest po prostu okropne, a pewnie jeszcze będzie usprawiedliwiane, bo to pozytywna bohaterka.

      Czekam na to mordowanie, nie mogę się doczekać, kto w tej części zginie :D

      Usuń
    3. O! Nie dostałam powiadomienia o komentarzu...

      Czy ona nie ma samych synów? Nie wiem, jak autorkasia, ale z pewnością jej narrator faworyzuje mężczyzn, a jeśli mają problemy i przebierają w kobietach przed ustatkowaniem się dla "tej jedynej" (która nie jest taka jak inne kobiety), to nawet lepiej. Kobieta musi spełniać szereg kryteriów: nie być zbyt atrakcyjną, bo to prosta droga do nierządu, nie przejawiać inicjatywy, bo to nieładnie, ale już wypada mieć wyższe wykształcenie; ostatecznie musi wyjść za pierwszego mężczyznę, z którym poszła na randkę (nieważne kim partner jest), zostać w domu i urodzić mu komicznych potomków. Moim zdaniem sposób traktowania Ali wpisuje się w tę narrację, zupełnie, jakby autorka nie wiedziała, jak wygląda dziewięcioletnie dziecko. Pewnie wynika z to z faktu, że w tym uniwersum mężczyzna osiąga dojrzałość koło pięćdziesiątki (jak Siergiej), więc wszystkie wydarzenia z poprzedzających lat należy mu wybaczyć. U kobiety jak widać następuje to w wieku siedmiu czy ośmiu lat i już wtedy musi panować nad swoją przyszłą seksualnością, mimo że nie zdaje sobie sprawy, że taka sfera życia w ogóle istnieje. Co prawda nikt nie wyjaśni, o co chodzi, więc musi się wszystkiego dowiadywać od koleżanek albo z kryminałów…

      To będzie na pewno spora niespodzianka, bo zginą główne postaci!

      Usuń
  2. Wizualizacja pomalowanej Ali
    https://www.memesmonkey.com/images/memesmonkey/31/31881a9f86c1f7a64a8b2d39fe815c85.jpeg
    A tak serio to Natalia tak bardzo nie nadaje się na matkę, skoro nawet nie zastanawia się kto inteligentny mógł podarować dziecku sztuczne rzęsy, tylko atakuje dziesięciolatkę xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dokładnie to, nawet smutne spojrzenie pasuje! Dziękuję za rozbawienie mnie przed snem :D

      Usuń
    2. Dokładnie! Widziałabym taki podpis:

      Alina: słyszy "ciągle te dementory i wampiry, pobawiłabyś się czymś dla dziewczynek", w końcu wyciąga zestaw brokatowych kosmetyków
      Natalia: o ty podstarzała kurwo
      Alina:

      Usuń
  3. Yoo, gratulacje z okazji kupna domu! Czy znajduje sie on na mazurskiej wsi? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej rudera w mieście, ale przynajmniej nie trafiają do mnie zbłąkani wędrowcy po ucieczce ze stolicy!

      Usuń
    2. Moze jeszcze mi powiesz, ze bez krowy-dzersejki? :D

      Usuń
  4. "Przeszłość postaci: żona "Bartuś, chlebuś!", a Bartuś na to: "gdzie kopytka, szmato brzydka". " - O jak prychnelam :D

    Splakalam sie prawie przy tym odcinku, pomaga myslenie, ze to nie sa ludzie, to rozwielitki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, widzę że nadrabiasz od takich staroci! Sporo się tam dzieje, ale mogę ci streścić w kilku zdaniach jeśli wolisz na bieżąco 😉

      Usuń
    2. No co ty, jak bym mogla sobie odmowic twojego omowienia?? :D Przeciez to dla niego tu jestem, a nie dla tekstu zrodlowego!

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.