5.3 Rozdział 9, 10 i 11
ROZDZIAŁ IX: DAMIANA NIEZWYKŁA PRZEMIANA
W kuchni być może ktoś się krzątał, bo czuć było cudny zapach chleba dopiero co wyjętego z pieca. Pewnie Jadwiga chciała w ten sposób ugościć przyjaciół.„Basia też piekła domowy chleb”, przyszła myśl. „Co tydzień, w sobotę, o ile miała siły po długim, męczącym dyżurze, wysyłała Przemka do piwnicy po zakwas, odważała mąkę, dolewała źródlanej wody, dodawała soli, roztopionego masła i miłości, a potem… zaganiała mnie do ugniatania ciasta. Nie cierpiałem tego. Mówiłem, że równie dobry chleb robią w piekarni przy rynku. I nie chciałem widzieć łez w jej oczach, a przecież moje słowa raniły. Nie tylko te…”.
Tak. Nie był święty. Potrafił zaleźć żonie za skórę. Dopiec podłym słowem. Basia znosiła jego humory cierpliwie, bo po prostu go kochała. „Ile bym dał, żebyś znów krzyknęła z kuchni: »Bartuś, twoja kolej, chlebuś czeka«.
Czy naprawdę trzeba coś stracić, by docenić tego wartość? (…) Ale tych, których kochasz? I rozumiesz, jak rozpaczliwie, dopiero gdy giną, bezpowrotnie odchodzą, umierają?On, Bartosz, stracił wszystko. Synka i żony nie odzyska już nigdy.
A Przemek? Tyle razy na niego huknął ze złością, bo dziecko było za głośne, nieposłuszne, ruchliwe albo przeciwnie – zbyt powolne.
Przeszedł do łazienki, wziął zimny jak nieszczęście prysznic, żeby chociaż tak zadać sobie cierpienie, ukarać się za nieczułość do żony i synka, wreszcie ubrał się i… usiadł na łóżku. Nie miał siły zejść na śniadanie.
B. Zaprosi Bartosza do wspólnego śniadania
C. Zapyta Bartosza o problemy i pozwoli mu się wygadać
Patrzył bezmyślnym, szklistym wzrokiem, jak dziewczyna wybiera numer, przełącza na głośnomówiący i nagle… w ciszy pokoju rozległ się miły, kobiecy głos: „Dzień dobry! Nie mogę teraz odebrać telefonu, proszę więc o pozostawienie wiadomości. Oddzwonię, gdy tylko będę mogła”.– To moja mama – odezwała się Natalia, przerywając połączenie. – Umarła na raka sześć lat temu.
[Bartosz] pragnął również złożyć sobie i jej przysięgę: „Nie pozwolę cię skrzywdzić, Natalio. Ani ciebie, ani Jadwigi. Nikomu”.Niemal identycznymi słowami poczęstował Sodarow Damiana przed wyjazdem:– Nie pozwolę ci skrzywdzić Jadwigi, gnojku.
– Nie uciekniesz przede mną, Damian – ostrzegł po raz ostatni.
– Jeśli Jadwiga dostanie zawału czy udaru, a ja dowiem się, że to przez ciebie, bo nawymyślałeś jej po pijaku, a już nie daj Boże podniosłeś na nią rękę, skurwielu, czy musiała cię tachać, półprzytomnego, zarzyganego, do domu… Odnajdę cię i… wymyślę coś, żebyś cierpiał długo. Naprawdę długo. Pamiętaj, jednoręki bandyto, że ze mną nie masz szans.
Nie. Jeszcze nigdy jej nie uderzył, nawet nie próbował, ale raz odepchnął tak, że wpadła na komodę. Płakał potem pijackimi łzami i całował siniak na jej ramieniu, a następnego dnia nic nie pamiętał albo udawał, że nie pamięta.
Jadwidze zapaliła się jednak wtedy czerwona lampka. Ten młody mężczyzna nie był jej Tadziem, który po pijanemu stawał się jeszcze bardziej cichy i łagodny, rozczulał się na widok swojej Jadziuni i błagał o wybaczenie za swój podły stan
„Oczywiście z mleka zaprzyjaźnionej dżersejki, która gardzi wszystkim, co nie jest łąkowym siankiem!”.
Po śniadaniu zawiązały szczeniętom wstążeczki w różnych kolorach, żeby nie myliły się, które jest czyje.
Te szczenięta są jeszcze ślepe, dopiero co wyszły z łona matki. Można poczekać przed zakładaniem im ozdóbek i zaciskaniem pętelek na szyjkach.
Najstarszy i największy, przeznaczony dla Domoradzkich, otrzymał niebieską i imię Dżordż, druga w kolejności, która miała zostać w Marcinkach – różową i imię Flora, Mateusz z Marianną postanowili wziąć pieska z zieloną wstążką, a nazwali go Reksio, na cześć poprzedniego przyjaciela, który niedawno odszedł, dziewczynki Sodarowów upatrzyły sobie największą suczkę z żółtą wstążką i dały jej imię Elsa, jakżeby inaczej. Bez wstążeczki i bez imienia zostało najmniejsze ze szczeniąt.
– (…) Bo poradzisz sobie, Damianku, z tą słabością, prawda?
Poradzisz sobie sam z siebie, nie? Co prawda borykasz się z ciężkimi traumami i nie umiesz tego zamaskować, małżeństwo, które miało rozwiązać wszystkie twoje problemy, okazało się farsą, żona chciała cię tylko ze strachu przed samotnością, a ja nie mam do ciebie zaufania po tych wszystkich latach, ale poradzisz sobie, prawda, Damianku?
Przytaknął, bo Jadwiga tego oczekiwała. I nie pierwszy raz poczuł do niej lekką pogardę. Chciała widzieć świat w jasnych barwach, a ludzi lepszymi, niż byli. Jeszcze nie rzucił jej w twarz, że problemy z Natalią były tylko pretekstem, dzięki któremu nie musiał pić, a mógł. Że stan „nieważkości” po prostu mu się podobał. Gdy zniknie ten pretekst, wynajdzie sobie inny.
No właśnie. On szuka oderwania od problemów, bo sobie nie radzi i na nikim ani niczym mu nie zależy, a psycholog Jadwiga uznaje, że jest super, bo zrobiła dżersejkowe masło, które powinno uzdrowić Damiana.
Do tej pory był mężem i synem idealnym. Czy szanowały go za to? Skąd! Wieczny podaj-przynieś-pozamiataj Damianek.
Myślicie, że to przemyślenia bez pokrycia frustrata, jak zwykle w tej serii? To czekajcie do rozdziału XI (dół notki), gdzie zacznie się rozliczanie Damiana z pieniędzy przez Natalię i Jadwigę.
W końcu dorósł do tego, by wykazać się charakterem. I mieć słabość, jak każdy normalny facet. Sodarow mógł swego czasu bawić się w przemyt, a potem w wojnę, na której stracił oko i palce u dłoni. Nataniel… ten kiedyś ostro tankował. I robiłby to dalej, gdyby Zośka nie wzięła go pod pantofel. Dziś był wzorowym ojcem i mężem, którym Damian tak naprawdę gardził. Czasem nie mógł patrzeć, jak ten trzydziestodwuletni facet zachowuje się jak stary piernik, co lata za dziećmi a to z chustką, a to z piciem, a to z durną kolorowanką, zamiast latać za babami czy choćby się za nimi oglądać.
Żeby jeszcze Domoradzka była skończoną pięknością…! Ale ona tak naprawdę nie była nawet ładna.
On otworzył butelkę z tą najlepszą, poziomkową, którą Sodarow rozkoszował się wczorajszego wieczoru, po czym… wypił w paru łykach do dna. Ze zwykłej złośliwości. Na pohybel ruskiemu skurwielowi.
ROZDZIAŁ X: OLAĆ SZCZENIĘTA
Człowiek silny i rozumny, słysząc sensowną krytykę, bierze ją na klatę, przełyka upokorzenie i stara się naprawić błędy, a przynajmniej nie popełniać ich znowu i wciąż. Człowiek słaby zaś... szuka słabszych, żeby się na nich wyżyć.
Damian mógł sobie do upojenia wmawiać, że ma prawo żyć, jak żyje, i pić, jak pije. W głębi ducha wiedział jednak, że przyjaciele mają rację, Jadwiga nie pierwszy raz przez niego płakała, zaś Natalia, dobra, kochana Natalia, patrzy tylko żałosnym wzrokiem, gdy on, zataczając się, podchodzi do łóżka, próbuje ją obłapiać, ale w trakcie przytulanek zasypia, brudny, śmierdzący, odstręczający...
– Chcę pojechać do Ełku odwiedzić tę dziewczynę, tak jak obiecałem.– Pieprzony altruista – usłyszał prychnięcie Damiana i posłał mu krótkie spojrzenie, marszcząc lekko brwi. Nie był zdziwiony. Nasłuchał się podobnych złośliwości przez pół dnia wystarczająco, ale tamten czepiał się do tej pory jedynie Natalii, jego, Bartosza omijał.
Czyżby trzeba było pokazać szczeniakowi, że z nim powinien się liczyć?– Masz z tym jakiś problem? – zapytał zimno.
Tamten od razu spasował. Jeszcze nie był gotów do konfrontacji z silniejszym.
Natalia poderwała się od stołu i wybiegła za nim. Bartosz z przykrością słuchał jej cichych, błagalnych słów, przerywanych warknięciami chłopaka. Nie powinien potępiać ani jej, ani jego, sam bywał dla Basi równie wredny, ale... trudno było tego słuchać i nie reagować.
Czyli w poprzednim wcieleniu Bartosz był Natanielem, a jego przemiana powodowana była spaleniem rodziny? Szkoda, że spalenie domu i psa nie daje równie dobrych efektów w tym uniwersum i tylko takie metody mają, że niewinni muszą ginąć.
Nie zerwać się z miejsca, przyskoczyć do gówniarza, poderwać go za fraki, potrząsnąć nim porządnie i wycedzić dobitnym tonem, tak by dotarło: „Doceniaj to, co masz, bo w jednej chwili: pstryk!, i tracisz wszystko”.
Jeżeli nawet gościom w pensjonacie przeszkadza pijaństwo pracownika i sposób, w jaki wyraża się do żony do tego stopnia, że muszą komunikować to szefowej, to czy Jadwiga nie powinna wywalić wszystkich nalewek? Rozumiem, że mogłoby być jej szkoda całej pracy, jaką włożyła w wytwarzanie alkoholu, ale to chyba pierwszy odruch osoby z takim wyparciem jak ona.– Przepraszam cię za tamto. – Spojrzała nagle Bartoszowi prosto w oczy. – Nie wiem, co się dzieje z tym chłopakiem.– Wódka się dzieje – odparł cicho.
– Czy mogę pojechać z tobą? – Usłyszała swój głos i o mało nie palnęła sięw usta. Co ci odbiło, Natalio Sabrowicz?! Narzucać się obcemu facetowi? Jeszcze zrozumie to Bóg wie jak i...
– Oczywiście – odparł zwyczajnie. – Miałem właśnie prosić, by ktoś wytłumaczył mi drogę, łatwiej będzie jednak trafić, gdy mnie poprowadzisz.
– Urosnąć chyba nie urosły, ale ta najmniejsza, najsłabsza sunia będzie żyć. Zosia nie mówiła mi tego wczoraj, żebym się bez potrzeby nie martwiła, ale nie dawała tej drobinie szans. Ja jednak karmiłam ją po troszeczku niemal przez całą noc, trzymałam w dłoniach, żeby wiedziała, że ktoś się o nią troszczy, ktoś pragnie, by żyła, i oto, tadam!, dziś mała wygląda znacznie lepiej. Zosia jest dobrej myśli.
Ani razu nie obejrzała się na Bartosza, jak zwykle nieśmiała, ale była pewna, że on słucha uważnie i nie wyśmieje jej paplaniny, jak to z samego rana zrobił Damian.
– Wielkie mi halo – burknął, wściekły i niewyspany, bo popiskiwanie szczeniąt budziło go ponoć co chwila. – Jeden z pięciu kundli będzie żył. Doktor Quinn ocaliła życie przybłędzie, jakby czterech było mało.
Gdy tylko weszli do sypialni, uklękła przy koszu pełnym białych, pulchniutkich szczeniąt, sięgnęła na kaloryfer po butelkę z ciepłym mlekiem i zaczęła karmić pieski jednego po drugim.
Miły to był widok: cichy, ciemny pokój, uśmiechająca się bezwiednie dziewczyna i urocze szczenię na jej kolanach, przyssane do butelki.
– (…) Jeżeli jednak czekasz na deklarację typu: zabiorę ją do domu, muszę cię rozczarować. Mój „pieprzony altruizm”, że zacytuję twojego męża, tak daleko nie sięga. Mam zamiar zajrzeć do niej tylko dzisiaj i... nigdy więcej.
– Sama zaproponowała. Ona nie jest taka... – „jak ty”, chciała dokończyć,ale ugryzła się w język. – Wyciągnie pomocną dłoń do każdego, kto pomocy potrzebuje.– Prawdziwy anioł – wymknęło mu się nieco ironiczne i aż wciągnął powietrze, bo Natalia poderwała się na równe nogi, trzymając ostatnie szczenię w dłoniach, zmierzyła mężczyznę lodowatym wzrokiem i rzekła cicho, ale stanowczo:– Nigdy więcej nie kpij z Jadwigi i jej dobrego serca, bo...
– Przepraszam, jestem wredną mendą – odezwał się z nieudawaną skruchą w głosie. Nie mógł patrzeć, jak dziewczyna znów smutnieje, odwracając z niechęcią oczy.
– (…) Nieczęsto słyszymy zwykłe „dziękuję”. Nie tak dawno, tylko się nie śmiej!, taki jeden, burak, pozwał nas za pociętą kurtkę. Imaginujesz sobie? My ratujemy jego grubą du... jego tyłek, a ten żąda od nas zwrotu forsy, bo mu kurteczkę zniszczyliśmy! Szef kazał mu w jednym żołnierskim słowie spadać. Domyśl się, w jakim.
ROZDZIAŁ XI: DZIECKO KURWA, BŁĘKITNE SPODNIE, RURA WYDECHOWA I UZALEŻNIENIE OD WAMPIRZYCH KRYMINAŁÓW
No i nie pojechali. Samochód Bartosza z nieznanych przyczyn nie odpalił. Czy mazurskie powietrze mu zaszkodziło, czy szmata wciśnięta w rurę wydechową, tego jeszcze nie było wiadomo.
– (…) W Jędrzejowicach co drugi to mechanik.– Wiesz, myślałem raczej o autoryzowanym serwisie forda, to nowy samochód.
– Mamy sporą bibliotekę, na bieżąco uzupełnianą o nowości. Jeśli wolisz wysiłek fizyczny i potrafisz posługiwać się młotkiem i śrubokrętem, jest parę rzeczy do zrobienia. A gdybyś chciał popracować na powietrzu, zawsze przyda się drewno do kominka. Tego nigdy dość. Pracy w Marcinkach nie brakuje. Dla bardziej zdeterminowanych jest do naprawy płot od strony sadu.
– Twój mąż nie poczuje się urażony, że biorę się do męskich zajęć?
Damian przez ostatni rok niemal zupełnie zaniedbał swoje obowiązki. Natalia z Jadwigą dwoiły się i troiły w sezonie, skacząc przy wymagających gościach. On ograniczył się do oddawania części pieniędzy, które zarobił w firmie informatycznej. Z miesiąca na miesiąc strumyk gotówki się zmniejszał, aż pod koniec roku wysechł zupełnie.
Czyli Damian całą swoją wypłatę przeznaczał na lekarzy dla żony i finansował (w sezonie!) nierentowny biznes żony i byłej opiekunki, a według narratora i tak jest leniwym skąpcem? To chyba normalne, że warto odłożyć trochę pieniędzy w razie niespodziewanych wypadków. Ciekawe, czy z równą pasją narrator wbijałby szpilki kobietom, które dzięki pieniądzom partnera lub byłego męża po rozwodzie otworzyły firmy (jak np. była Kulczyka i La Mania). Natalii wszystko uchodzi na sucho.
– Twoje fanaberie mnie tyle kosztują – wyrzucał Natalii, ale tak naprawdę część pensji przepijał, a resztę odkładał do przysłowiowej skarpety.
Przepraszam, ale kto w takim razie finansował całą zakończoną PRZEDWCZORAJ terapię bezpłodności Natalii, która chciała być w ciąży, ale bez uprawiania seksu więcej niż raz w miesiącu i dbania o gospodarkę hormonalną? Picie piciem, narratorze (zresztą Damian chyba raczej wyciągał alkohol ze spiżarni Jadwigi niż kupował), ale jeżeli pomysły Natalii przy jej warunkach nie są fanaberią, to nie wiem, czym jest fanaberia.
Na co ciułał i gdzie te pieniądze chował? To wiedział tylko on. Dziewczyna nie miała pojęcia o jego tajnych zaskórniakach.
Dom błagał o męską rękę, zawsze trzeba było coś wkręcić, przykręcić, wybić, przybić, ale Damian, gdy Jadwiga napomykała o jednej usterce czy drugiej, udawał, że nie słyszy.
Gdy o pomoc prosiła Natalia, nawet nie silił się na udawanie, po prostu podkręcał głośność w telewizorze. Bartosz Gazda spadł więc Marcinkom jak z nieba.
Facet urodzony koło 1993 w 2024 roku, a opisany jak Ferdek Kiepski.
![]() |
| Albert Gleizes, Jednoręki bandyta psujący święta rodzinie swoim skąpstwem podczas dorzucania się do wydatków i fundowania fanaberii żony |
– To brudna robota. – Spojrzała na jego błękitne dżinsy.
Obserwowanie, jak robota pali się w rękach silnego, wysportowanego i w pełni sprawnego Gazdy, może stać się udręką.
Natalia przyniosła Bartoszowi czyste, robocze ciuchy Damiana i wyjaśniła,widząc pytający wzrok Jadwini:– Muszę zająć się piwnicą. Bartosz zaoferował się z pomocą.– Jesteś gościem – zaoponowała kobieta, licząc jednak w głębi ducha, że on pomoże Natalii uporać się z bałaganem. Woda, szczęście, że nie ścieki, zalała dwa pomieszczenia, w których trzymali graty (…).– Wolę być traktowany jak domownik.
– Bierzesz te ciuchy czy nie? – ponagliła go Natalia takim tonem, że Jadwiga posłała jej zaskoczone spojrzenie.Dziewczyna zwykle traktowała gości łagodniej, niemal uniżenie. Z Bartoszem zdążyła się pokłócić?
Bartosz podwinął rękawy flanelowej koszuli, przy czym Natalia nie mogła nie zauważyć jego wspaniale umięśnionych przedramion, wspiął się po taborecie do okienka pod sufitem i wyjął je z ram. Podmuch świeżego, mroźnego powietrza zwichrzył jego jasne, złotawe włosy. Mężczyzna westchnął z rozkoszą, przymykając oczy.
Podnosząc kolejny worek, krzyknęła i upuściła go na klepisko. Sterta butów, których nikt nie zamierzał już nosić, wysypała się na pokrytą breją podłogę.– No nieee – jęknęła dziewczyna, zła na samą siebie. – Narobiłam jeszcze większego bałaganu!– I z tego powodu płaczesz? – Usłyszała głos mężczyzny i zwróciła się ku niemu ze złością.
– Nie płaczę! Co ci przyszło go głowy?!(…)– (…) Prawdę mówiąc, chciałem zaproponować, byś znalazła sobie inne, nieco bardziej kobiece zajęcie, sam mogę uprzątnąć ten bałagan.– Wielkie dzięki. Ta praca bardzo mi odpowiada – ucięła zgryźliwie.(…)Basia była taka sama: uparta, nieustępliwa, „dam-sobie-radę”.
Wspięła się po stromych schodach aż na poddasze, gdzie miała swoje sanktuarium Ala, dziewięcioletnia siostra Damiana.Ładny to był pokoik, jasny, uroczy i niezaprzeczalnie dziewczęcy, chociaż już i tutaj pojawiły się mroczne elementy zwiastujące burzę.
Chociażby czarny, nieco przerażający kostium dementora, który dziewczynka uparła się włożyć na tegoroczne Halloween. Jadwiga nie pochwalała takich tradycji, dla niej było to święto tych, co odeszli. Tego dnia wspominała męża i synka.
Ala straciła matkę, której jednak nie pamiętała. Nigdy nie nosiła w sercu żałoby, kochana i rozpieszczana przez Jadwinię i Natalię. Damian też obchodził się z siostrą łagodnie – przynajmniej na razie – dziewczynka rosła więc we względnym spokoju i bez trosk.
Jednak te czarne, okropne zwłoki, które powiesiła nad łóżkiem, dały Natalii do myślenia.
Krwawy kryminał z roznegliżowaną wampirzycą na pierwszej stronie nie był tym, czego sobie życzyła dla przybranej córki, dziewięciolatki na dodatek. Ona sama sięgnęła po podobny dopiero na studiach.
Czy jednak może ingerować w to, co Ala czyta? Nie jest przecież jej matką.
Nawet nie zastanawia się, co może dać Ali w zamian, do czytania czego zachęcić…
Nawet jeśli skonfiskuje jej tę książkę, dziewczynka w szkole zdobędzie podobną…
Damian tylko wzruszył ramionami, gdy napomknęła mu o tym problemie, i skwitował jej rozterki: „Dobrze, że w ogóle czyta”. Natalia dała więc spokój.
Teraz zapukała do drzwi, a słysząc: „Proszę”, weszła do środka. I aż krzyknęła z zaskoczenia i przestrachu.
Dziewczynka siedziała jakby nigdy nic na łóżku, ale jej twarz nie wyglądała już tak niewinnie. „Zdobił” ją ciężki, okropny makijaż, który z dziewięciolatki uczynił… podstarzałą prostytutkę.
Grube krechy dookoła oczu, wściekle niebieski cień na powiekach, czarne, doklejone rzęsy, niezdrowe rumieńce na policzkach, a przede wszystkim pociągnięte krwistoczerwoną szminką usta wyglądały na twarzy dziecka kuriozalnie.
„Przede wszystkim”, jakby czerwona szminka musiała wskazywać na przyszłość pod latarnią. Nie rozumiem tego, jak już to te doklejone rzęsy wydają mi się dziwne w zestawie zabawek dla dzieci. Prawie każde dziecko eksperymentujące z kosmetykami kolorowymi mamy zaczyna od pomadki, próbując nie wyjechać za kontur ust, bo do tego nie trzeba żadnej umiejętności. Paleta cieni nie jest tak jednoznaczna jako symbol dorosłości i wymaga jakiejś wiedzy, więc na liście atrakcyjnych zabawek znajduje się gdzieś za różem.
![]() |
| Alina o krwistoczerwonych ustach z okładki |
– Coś ty z siebie zrobiła?! – wykrzyknęła Natalia serio przerażona. – Musisz to natychmiast zmyć!Ala rozciągnęła usta w szerokim uśmiechu, który podkreślony szminką, sprawiał makabryczne wrażenie.
– Dostałam pod choinkę zestaw do makijażu – wyjaśniła. – Nic nie będę zmywała. Uważam, że wyglądam ładnie. Dorośle.
– Jesteś jeszcze dzieckiem! I nie, wcale nie wyglądasz ładnie!
Musisz to zmyć, bo Jadwinia na zawał padnie!
– Nie będziesz mi rozkazywać! Nie jesteś moją mamą! (…)
Na co Natalia racjonalizuje:
– Opiekuję się tobą od czterech lat, to daje mi prawo...
Po takim tekście Ala już na pewno nie będzie jej szanować.
– Jadwinia się mną opiekuje! To w jej domu mieszkam! Ty jesteś nikim, przybłędą!– Ala, co w ciebie wstąpiło...? – Natalia, przerażona tym wybuchem, spróbowała raz jeszcze przemówić dziewczynce do rozsądku.– Wiem wszystko! Słyszałam to, co Damian mówił dziś do ciebie! To twoja wina, że on pije! Tylko twoja! I gdy odejdziemy, ja z Damianem, bo nie będzie mógł wytrzymać z tobą ani chwili dłużej, ja mu ciebie zastąpię! Rozumiesz? Ja!!! – Odepchnęła Natalię i wypadła z pokoju.Dziewczyna stała pośrodku, oniemiała z szoku i grozy.
Natalia miała problem. Poważny problem. Po pierwsze, pozwoliła mu na to. (…) Prawdę mówiąc, powinna strzelić go w twarz, szczególnie za ostatnie określenie, ale… nie była w stanie tego zrobić. Podnieść rękę na Damiana? Na męża? Miłość jej życia? Nie ma mowy.
Zosia… nie miała pojęcia, co zrobiłaby w takiej sytuacji lekarka, wiedziała za to, że Magda wgryzłaby się Siergiejowi w krtań, gdyby tylko spróbował ją wyzwać w ten sposób, jak Damian Natalię. Tak po prostu!





Zaczynałam się już martwić, dobrze, że jesteś :D Czyżbyś kupowała mały, biały dom bez łap?
OdpowiedzUsuńTen komentarz będzie krótki, bo ogólnie przez większość czytania miałam w głowie jedynie "co ku*wa?" i nie za bardzo wiem, jak to rozwinąć.
Ach, czyli idealny Bartosz jest idealny, ale jednak krzyczał na żonę i dziecko, bo każdy facet musi trzymać baby i dzieci w ryzach, no nie. Czemu tu absolutnie każdy jest toksyczny...
Jakim Natalia jest parapetem empatycznym, no jejku. To mnie akurat już na tym etapie bawi, bo na każde cierpienie innej postaci ona odpowiada "a moja mama nie żyje". Hm, brzmi podobnie do kogoś innego na N(at)...
Ta wiązanka Siergieja do Damiana, co.
Znowu dżersejka, matko, niech jej ktoś powie, że istnieją inne rasy krów.
Boże, biedne pieski. Biedny Reksio. Teraz to mi szczerze smutno (na pewno bardziej niż przy Belli-Padme, ha).
Ale... ale czemu nagle Damian stał się takim obrzydliwym bucem? Naprawdę, ta jego przemiana zajęła jakieś... pięć rozdziałów? To już nie jest Damian z poprzedniej części ani z początku tej, to jakiś sterowany Imperatywem Narracyjnym potwór.
Damian zły, Damian warczy na Bartosza bo Bartosz jest dobry, Damian warczy na Natalię, swoją biedną żonę, Damian warczy na szczeniaki... to jest tak sztuczne, halo, to nie jest ten sam facet.
"Ludzie kładą się spać non stop i wstają, ale wszystkie wydarzenia ostatnich dziesięciu rozdziałów miały miejsce w ciągu niecałej doby" - standardowo gumowa czasoprzestrzeń, jak to u Michalak.
"szmata wciśnięta w rurę wydechową" - Jadwiga chciała ich zatrzymać, żeby się gzili?
Tak, dwie linie czasowe to jedyne wytłumaczenie. I AŁtorkasia nagle przeskoczyła na tę drugą, bo tak. Naprawdę, to tak strasznie nie ma sensu, przecież Damian był kompletnie inny... nie mówiąc już o tym, że funduje wszystkie dziwne zachcianki Natalii (no bo przepraszam, ona naprawdę zabiera się do wszystkiego od dupy strony) i biznes Jadwigi! Szkoda mi tego faceta, po prostu mi go szkoda. Oliwia 2.0.
Ala-dementor mnie akurat trochę rozczuliła, ma dziecko gust (choć ja się tych choler nadal po dziesięciu latach boję). No i Halloween jako upadek obyczajów, jak w porządnej polskiej, katolickiej (heh) książce!
Dzieci w szkole handlujące erotykami o wampirach, lepsze to niż podziemie drożdżówkowe.
"ciężki, okropny makijaż, który z dziewięciolatki uczynił… podstarzałą prostytutkę" - co ku*wa??? W tym momencie znów zrobiłam przerwę... no, w sumie to do końca części czytałam przez palce, zajęta facepalmowaniem, bo Jezu, jakie to jest obrzydliwe. Jakie to wszystko aż do końca jest obrzydliwe. Natalia, jesteś zajebistą matką, serio. Wow.
Ta część była naprawdę mocna, czy dalej będzie tylko gorzej? Już się nie mogę doczekać :')) no i, czy wspominanie co chwila o padaniu Jadwigi na zawał to spoiler? :D
A nie, tylko dworek z wanną na lwich łapach...
UsuńMnie się podoba nawet ten fragment z szukaniem uwagi przez Natalię, bo Bartosz ma puste spojrzenie, jakby umarł w środku i widać, że nie może uciec 😄
To prawda, Damian był problematyczną postacią, ale jednocześnie wykazywał się empatią, nie pasożytował i rozumiał swoje zobowiązania wobec bliskich, jak chyba żadna postać w serii (większość robi to dla utrzymania wizerunku, nie z potrzeby serca). Teraz dowiadujemy się, że przez tę ostatnią cechę był wykorzystywany lub traktowany przedmiotowo. Przynajmniej pojawiają się fragmenty, że nie pokazuje się Ali pijany.
"Jadwiga chciała ich zatrzymać, żeby się gzili?" - Hahaha! Prawdę mówiąc to jedyna sensowna teoria 😄 Jadwiga lubi swatać ludzi, a obecność szmaty w rurze wydechowej nie zostaje wyjaśniona.
Pod koniec tomu dowiemy się, że Natalia bardziej myśli, by się za coś zabrać i czemu ktoś nie zabierze się za nią, zamiast samej cokolwiek zrobić.
Ala jest w sumie najciekawszym dzieckiem w serii, bo mimo że jak każde robi za rekwizyt wyciągany w odpowiednich momentach, to ma zainteresowania i życie poza byciem komiczną. Niestety, dostaje za swoje, bo sześciolatki są jeszcze słodkie i milusie, a dziewięciolatki to brudni dorośli, których można wyzywać od kurew. Mam straszny niesmak po tej scenie.
"Dzieci w szkole handlujące erotykami o wampirach, lepsze to niż podziemie drożdżówkowe" 😄
Będzie gorzej. Jesteśmy w połowie, która robiła za wstęp dla całej patologii, która potem nastąpi, a na koniec to wiadomo: szybkie kończenie wszystkich wątków i wprowadzanie szokujących scen na ostatnich stronach, bo opisy chleba i powideł zajęły za dużo miejsca. Bohaterowie będą się tłuc między sobą i mordować (nie żartuję), a Alę czeka kara za jeden wybuch i zrobienie sobie makijażu prezentem wigilijnym.
To brzmi o wiele lepiej, życzę szczęścia w dworku <3
UsuńNo właśnie, Damian miał problemy, ale był empatyczny, zdawał sobie z nich sprawę i wcale nie był złą osobą. No a teraz nagle okazuje się, że to on jest pasożytem i podleńcem, podczas gdy przecież to on finansował Natalię...
Czyli mogę mieć rację!
Ja po tej scenie jestem po prostu obrzydzona i naprawdę nie chcę mieszać w to samej AŁtorkasi, ale nie mogę się nie zastanawiać, co jej siedzi w głowie... przecież ona ma dzieci. A zachowanie Natalii w tej scenie jest po prostu okropne, a pewnie jeszcze będzie usprawiedliwiane, bo to pozytywna bohaterka.
Czekam na to mordowanie, nie mogę się doczekać, kto w tej części zginie :D
O! Nie dostałam powiadomienia o komentarzu...
UsuńCzy ona nie ma samych synów? Nie wiem, jak autorkasia, ale z pewnością jej narrator faworyzuje mężczyzn, a jeśli mają problemy i przebierają w kobietach przed ustatkowaniem się dla "tej jedynej" (która nie jest taka jak inne kobiety), to nawet lepiej. Kobieta musi spełniać szereg kryteriów: nie być zbyt atrakcyjną, bo to prosta droga do nierządu, nie przejawiać inicjatywy, bo to nieładnie, ale już wypada mieć wyższe wykształcenie; ostatecznie musi wyjść za pierwszego mężczyznę, z którym poszła na randkę (nieważne kim partner jest), zostać w domu i urodzić mu komicznych potomków. Moim zdaniem sposób traktowania Ali wpisuje się w tę narrację, zupełnie, jakby autorka nie wiedziała, jak wygląda dziewięcioletnie dziecko. Pewnie wynika z to z faktu, że w tym uniwersum mężczyzna osiąga dojrzałość koło pięćdziesiątki (jak Siergiej), więc wszystkie wydarzenia z poprzedzających lat należy mu wybaczyć. U kobiety jak widać następuje to w wieku siedmiu czy ośmiu lat i już wtedy musi panować nad swoją przyszłą seksualnością, mimo że nie zdaje sobie sprawy, że taka sfera życia w ogóle istnieje. Co prawda nikt nie wyjaśni, o co chodzi, więc musi się wszystkiego dowiadywać od koleżanek albo z kryminałów…
To będzie na pewno spora niespodzianka, bo zginą główne postaci!
Wizualizacja pomalowanej Ali
OdpowiedzUsuńhttps://www.memesmonkey.com/images/memesmonkey/31/31881a9f86c1f7a64a8b2d39fe815c85.jpeg
A tak serio to Natalia tak bardzo nie nadaje się na matkę, skoro nawet nie zastanawia się kto inteligentny mógł podarować dziecku sztuczne rzęsy, tylko atakuje dziesięciolatkę xDD
To jest dokładnie to, nawet smutne spojrzenie pasuje! Dziękuję za rozbawienie mnie przed snem :D
UsuńDokładnie! Widziałabym taki podpis:
UsuńAlina: słyszy "ciągle te dementory i wampiry, pobawiłabyś się czymś dla dziewczynek", w końcu wyciąga zestaw brokatowych kosmetyków
Natalia: o ty podstarzała kurwo
Alina:
Yoo, gratulacje z okazji kupna domu! Czy znajduje sie on na mazurskiej wsi? :D
OdpowiedzUsuńRaczej rudera w mieście, ale przynajmniej nie trafiają do mnie zbłąkani wędrowcy po ucieczce ze stolicy!
UsuńMoze jeszcze mi powiesz, ze bez krowy-dzersejki? :D
UsuńNo 😢
Usuń"Przeszłość postaci: żona "Bartuś, chlebuś!", a Bartuś na to: "gdzie kopytka, szmato brzydka". " - O jak prychnelam :D
OdpowiedzUsuńSplakalam sie prawie przy tym odcinku, pomaga myslenie, ze to nie sa ludzie, to rozwielitki :D
Ojej, widzę że nadrabiasz od takich staroci! Sporo się tam dzieje, ale mogę ci streścić w kilku zdaniach jeśli wolisz na bieżąco 😉
UsuńNo co ty, jak bym mogla sobie odmowic twojego omowienia?? :D Przeciez to dla niego tu jestem, a nie dla tekstu zrodlowego!
Usuń❤️
Usuń