5.6 Rozdział 21, 22, 23, 24 i epilog
ROZDZIAŁ XXI: POKRZYWIONA LAFIRYNDA PIĘĆDZIESIĄT KILO NOSI
Natalia miała poczucie winy wypisane na ładnej, miłej buzi, ot co.
Gładziła go po dłoni, brutalnie zmiażdżonej ciężkim buciorem, i powtarzała, sobie również:– Wrócisz do domu, do przyjaciół, do pracy, i już nigdy więcej nie narazisz się na coś takiego.
– To przez tę dziewczynę? Natalię?– Jest równie niewinna w tym wszystkim jak Bartosz – odrzekł, starannie dobierając słowa.– Są parą? Kochają się? – Musiała wiedzieć, zanim podejmie kolejne decyzje. Tamta dziewczyna mogła jej przecież stanąć na przeszkodzie.
– Nie wiem.
– Ta cała Natalia? Taka... niewydarzona? Odrzuciła mojego synka?! A czego mu niby brakuje?! – Monika aż się zatrzęsła z wściekłości i oburzenia. Doprawdy dużo ją kosztowało, żeby nie nazwać dziewuchy po imieniu: „pokrzywiona lafirynda”!
![]() |
| Straszliwa, szokująca, prawdopodobnie zaraźliwa deformacja będąca uzasadnionym powodem, by obrażać ludzi |
– Ona jeszcze jest mężatką. W trakcie rozwodu, który może okazać się długi i bolesny. Nie chciała angażować się w nowy związek, nie będąc wolną kobietą. – To powinno się Monice spodobać.(…)– Gdy tylko Bartosz będzie nadawał się do transportu, zabieram go do Nowego Targu.
I zrobiła to, co powiedziała. Jakimś cudem załatwiła śmigłowiec ratunkowy i ubłagała lekarzy o wcześniejszy wypis, zapewniając, że Bartosz, bohater, który ratuje ludziom życie, będzie miał u siebie, wśród swoich, najlepszą opiekę.
Pieski tak stęskniły się za ukochaną panią, że ich skomlenie przypominało płacz dziecka, obstąpiły Natalię, wzruszoną do łez, i prosiły o głaski i przytulenia. Zagarnęła pełne ramiona szczeniaków i zaczęła dźwigać je do domu w akompaniamencie śmiechu dzieci. Wreszcie wytachała naręcze szczeniąt na taras, gdzie goście rozkoszowali się obłędną domową karpatką – kiedy Jadwinia zdążyła ją upiec?! – i chyba jeszcze lepszą gorącą czekoladą z różaną konfiturą.
![]() |
| Nieco starszy, 10-miesięczny pirenejczyk z Reddita |
– Bartosza już nie było – zaczęła. – Mama zabrała go do domu, do Nowego Targu.– To dobrze, córeńko, będzie wśród swoich. – Jadwinia pogładziła dziewczynę po ręce, wiedząc, jak bardzo potrzebuje pocieszenia.– Kiedyś tu wróci? Przyjedzie choć na parę dni?– Myślę, że tak. Przecież nie ma w tym, co go spotkało, twojej winy. – Jadwiga naprawdę pragnęła, by jej głos brzmiał pewnie, ale w głębi serca nie czuła tej pewności.
[Jadwiga] pobiegła do kuchni po dokładkę karpatki. Znikała bowiem w zastraszającym tempie, do czego dziewczynki, dokarmiające szczeniaki ciastem, wydatnie się przyczyniły.
– Mów, Madzia. Ja ciebie słucham. Zawsze – odezwał się Siergiej, ujął dłoń żony, uniósł do ust i czule ucałował. Obdarowała go pełnym miłości uśmiechem, aż Natalia, właśnie ona, poczuła lekkie ukłucie zazdrości. Damian też tak na nią kiedyś patrzył, też całował ją po rękach...
– Siedzę więc tak sobie na słoneczku – zaczęła Magda raz jeszcze – wdycham piękny zapach czekolady z różaną konfiturą i czuję… czuję… coraz silniejsze skurcze.
– Jezu, co to było?Zosia miała w oczach takie same dwa znaki zapytania jak przyjaciółka.– Siedzi spokojnie, popija czekoladkę, zagryza karpatką i jak gdyby nigdy nic zagaja: „Słoneczko, stare kości”, i nagle jebut: „Coraz silniejsze skurcze”! Mało z fotela nie spadłam. Serio, ma nerwy ta nasza Madzia. I wybitny pociąg do dramy...
– Co tak długo? – odezwał się Mateusz po kwadransie.
– Jest! Mamy go! Mamy Jędrusia! Uro-urodził się… – Mężczyzna przerwał. Płakał ze szczęścia. – Urodził nam się tutaj, w samochodzie. Sam go przyjąłem.
Tak, nasz męski łotr z lasu nie może uczestniczyć w przemycie ani jechać na wojnę, dobrze więc, że miał okazję odebrać poród. Może nawet utnie pępowinę własnymi zębami, a swojemu dziedzicowi zamiast pozwolić skorzystać z matczynego mleka, każe zjadać smażone na łoju łosia łożysko. Niech się chłopak uczy od pierwszych chwil, co znaczy być mężczyzną w tym uniwersum.
ROZDZIAŁ XXII: MIŁOŚĆ NAD GROBEM WROGÓW
Sezon letni zbliżał się wielkimi krokami
Dziewczynka wciąż żyła nadzieją, że jej brat, Damian, wróci do domu, przeprosi się z Natalią i znów rodzina będzie w komplecie. Ale gdy Natalia wróciła z sądu po pierwszej i ostatniej rozprawie, przytuliła przybraną córeczkę i wyszeptała przez łzy: „Już po wszystkim, przykro mi, Aluś”, straciła tę nadzieję bezpowrotnie.
Ala (…) teraz stała się dzieckiem niewidocznym. (…) Natalia nie chciała martwić Jadwigi i nie wspominała, w jak makabrycznych książkach zaczytuje się dziewięciolatka
Przed samą rozprawą postanowiła porozmawiać z Damianem o jego siostrze, powinni przecież jak dwoje dorosłych ludzi ustalić to, gdzie dziewczynka będzie mieszkać, jeśli pozostanie w Marcinkach, o co Natalia będzie zabiegać, jakie kwoty Damian będzie na nią łożył
Zwyczajne, ale niebłahe sprawy, które można było w pokojowy sposób rozwiązać. Niestety. Pierwszy rzut oka na zaciętą twarz męża, za chwilę byłego męża, i Natalia wyzbyła się złudzeń. Damian nienawidził jej (…)... Miał to wypisane na wykrzywionej wrednie twarzy, którą całkiem niedawno ktoś porządnie obił.
Podczas rozprawy wylał na głowę biednej Natalii takie wiadro pomyj, że sędzina, gdyby dzień w dzień nie wysłuchiwała podobnych tyrad, wysłałaby chyba młodą kobietę do pracy w kamieniołomach, tam jest miejsce tak zdegenerowanych jednostek. Na pytanie jednak, czy Damian ma w takim razie warunki, by sam zająć się siostrą – „przecież nie zostawi pan dziecka z osobą, którą pan przed chwilą opisał” – facet stropił się, zmieszał, poczerwieniał na posiniaczonej twarzy i wyjąkał, że nie jest tak źle.
Sędzina posłała mu drwiące spojrzenie (…). Natalia, jąkając się i zacinając, mówiła znacznie krócej, a na pewno bez tej chorej nienawiści, o tym, jak Damian ją zdradzał, jak brał się do bicia, jak chlał prawie dzień w dzień...
Na temat Ali nie udało się nic ustalić.
Damian minął Natalię jak zapowietrzoną
Zaczął jednak przysyłać pieniądze. Raz dwieście złotych, raz trzysta, innym razem zaledwie sto, co na wyżywienie i utrzymanie dorastającej dziewczynki nie mogło wystarczyć, ale facet, który po rozwodzie dba o dzieci bardziej niż matka, jest taką rzadkością jak tęczowy jednorożec.
Natalia nie upominała się o pieniądze, mimo że przed sezonem było z nimi krucho, Jadwiga tym bardziej nie.
Dziecko cierpiało coraz bardziej i coraz głębiej zapadało się w świat koszmarnych książeczek. Kiedyś źle się to skończy, Natalia była tego pewna, na razie jednak, dopóki Ala przynosiła ze szkoły dobre oceny, dała dziewczynce spokój.
Miała własne problemy.
Zaczęło się niewinnie. (…) Ale gdy któregoś dnia Natalia napotkała Jadwinię błądzącą jak nieprzytomna po domu w poszukiwaniu… łazienki, przeraziła się na serio.Diagnoza była druzgocąca: szybko postępujący alzheimer.
Tego dnia Natalia utuliła ciocię do snu niczym małe dziecko – kobieta za Boga nie potrafiła zrozumieć, czemu zawdzięcza tę nadzwyczajną czułość
Już niedługo zostanie sama, zupełnie, przeraźliwie sama.Nie była na to gotowa.Pierwsi wczasowicze mieli zjawić się w Marcinkach za dwa tygodnie. Natalia w tym roku oczekiwała ich z duszą na ramieniu. Jeśli Jadwini się pogorszy, ona będzie musiała poprowadzić pensjonat. Bez pomocy kogokolwiek.
Wybrała numer i słysząc sympatyczne: „Słucham, droga Natalio, w czym mogę pomóc?”, odezwała się nieśmiało:– Potrzebuję pomocy na sezon. Czy ma pan może telefon do Zuzanny Tamarysz? Może ona jest wolna i szuka pracy z zakwaterowaniem i pełnym wyżywieniem?
– Zuzanna Tamarysz? – zdumiał się aspirant Konieczny. – Ten rajski ptak, który moim skromnym zdaniem nigdy się roboty fizycznej nie tknął?
Podziękowała mu i rozłączyła się. I dźwignęła pudło z pościelą, znów przygryzając wargi do krwi. Było strasznie ciężkie. Plecy jeszcze bardziej się wygięły, jeśli to w ogóle możliwe.Nie wiadomo, czy Natalia upuściła bagaż, czy po prostu wyślizgnął się jej z rąk – rozległ się łomot, a ona miała puste ramiona.
- Na stopy Natalii
- Na Bellę, łamiąc jej nogę
- Na podłogę i wypada z niego ukryta przez Alę książka 365 dni
- Ześlizgnie się po schodach i zjedzie wprost do piwnicy, uderzy w Jadwinię, która wpadnie na półki ze słoikami, upadnie, skręci kark, legnie wśród krwi, ogórków i prześcieradeł, pocięta odłamkami szkła
W następnej chwili serce stanęło jej w pół uderzenia, bo gdzieś na dole, chyba z piwnicy, dobiegł ją przeraźliwy krzyk. I rumor. A potem wszystko ucichło.Rzuciła się po schodach w dół, z piętra zbiegła Ala, też zaalarmowana tym krzykiem i tym strasznym dźwiękiem rozbijających się o klepisko słoików. Gdy Natalia wpadła do jednego z pomieszczeń... Zamarła. A potem... potem odwróciła się na pięcie, chwyciła dziewczynkę, która właśnie przybiegła, za ramiona i siłą odciągnęła od otwartych na oścież drzwi, żeby Ala nie zdążyła zajrzeć do środka. Bo widok leżącej wśród odłamków Jadwini, z nienaturalnie wygiętą szyją, z głową rozbitą o kant szafki, prześladowałby ją w snach przez długie lata...
– Tak mi przykro... tak strasznie mi przykro... – szeptała Natalia ustami słonymi od łez, gładząc białą, zimną, a mimo to kochaną dłoń opiekunki.
To jest dosłownie kolejna linijka, więc jestem ciekawa, czy warknęła na Alę, że ma się wynosić na piętro czy co.
– Mogłaś żyć, Jadwiniu. Mogłaś spokojnie dożyć stu lat, nawet bez pamięci, co mi tam, pamiętałabym za nas dwie, gdyby nie moja niezdarność.
Wtedy, gdy zostawiłaś odkręconą wodę i zalałaś łazienkę, a ja musiałam to wszystko zmywać, mimo że konałam ze zmęczenia po całym dniu pucowania okien… wtedy pomyślałam, że właściwie nic nas nie łączy, nie jesteś moją rodziną i mogę w każdej chwili odejść… Tak sobie pomyślałam, Jadwiniu kochana. Że mogę odejść i zostawić cię z tym wszystkim samą…
Z tym wszystkim, czyli np. Alą.
Nie został mi już nikt, od kiedy Damian zabrał Alę. Zupełnie nikt…
Za chwilę zamkną Jadwigę w sosnowej trumnie, wyniosą na cmentarz, zasypią ziemią.
Zgięła się wpół, ale łzy nie chciały już płynąć. (…) Zosia dźwignęła ją na nogi i wyprowadziła z kostnicy.
Wczoraj odwołała wszystkie rezerwacje. Trudno, najwyżej będzie gryzła korę z drzew i żuła mech.
– Zabierzemy cię po pogrzebie do nas, do Sennej – odezwała się łagodnie Zosia.To nic, że w ich domu rozszalała się ospa wietrzna i wszystkie trzy dziewczynki gorączkowały, drapały się, narzekały i wołały co chwila mamę. To nic, że Nataniel, który chorował na to paskudztwo w dzieciństwie, przechodził znacznie cięższą jego odmianę, półpasiec, i cierpiał prawdziwe męki.
Nataniel wezwał ją do domu. Musiała wracać natychmiast. Jego łamała taka gorączka, że nie był w stanie zajmować się równie chorymi dziećmi…
Natalia (…) usiadła na ławce stojącej przy rodzinnym grobie Dąbrowickich (…) i zamknęła oczy.Tak dobrze znana dłoń potargała jej włosy, poczuła muśnięcie tej dłoni na policzku i usłyszała ciche słowa. Nie. Właściwie nie słyszała ich. Jadwinia przekazywała jej w myślach to wszystko, czego nie zdążyła powiedzieć za życia.
Otworzyła gwałtownie oczy i zatonęła w spojrzeniu piwnych oczu Bartosza.I poczuła, że tak, od tej pory już wszystko będzie dobrze…
ROZDZIAŁ XXIII: MISTRZYNI UWODZENIA
Po drodze z cmentarza, którą przemierzyli pieszo, przeprosił ją z całego serca za brak odpowiedzi na jej SMS-y.
Nie tłumaczył się. Nie chciał pogrążać swojej matki, która kasowała wiadomości z Marcinków.
Idąc niespiesznie, bo doprawdy nigdzie im nie było pilno, nie dziś, on opowiadał o długiej rekonwalescencji. Organizm, mimo że młody i zdrowy, nie chciał jakoś dojść do siebie po tym pobiciu. (…) Od dzieciństwa był lubiany, bo też on lubił ludzi, tak po prostu. Trochę mu dokuczano, owszem, żartowano z piegów, którymi usiany był nos chłopca, ale podłości i prześladowania na szczęście go ominęły. (…) Połamano mu nie tylko ręce i żebra, ale i niezachwianą dotychczas wiarę w ludzkie dobro. (…) Wróciła depresja.
– Gdy odszedłeś, tamtego dnia… mówiłam sobie: to dobrze, rozpoczniesz nowe życie, ze zdrową, piękną dziewczyną, której nic nie brakuje, która ma proste plecy, a przede wszystkim…
Nie jest bezpłodna jak ja. Tak, Bartosz – uniosła nań oczy pełne cierpienia – ja nigdy nie urodzę ci synka czy córeczki.
Natalia: ALE JA CI NIE URODZĘ SYNKA!
W głębi serca, nie przyznając się do tego uczucia przed samą sobą, naprawdę cię kochałam. I kocham – dodała, podnosząc na niego oczy.
Jadwinia i tak by umarła szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Dlatego wybaczyłam sobie – i ona mi wybaczyła – że zginęła przeze mnie.
Gdybym nie upuściła tej pościeli, ona nie spadłaby z drabinki…
Ciągle mi się wydaje, że za chwilę dobiegnie mnie z kuchni jej kochany głos. „Natalko, powiedz, że jesteś głodna”, pamiętasz?, często tak mówiła, „powiedz, że jesteś głodna, nagotowałam twoich ukochanych leniwych pierożków, z tartą bułeczką podsmażaną na maśle i z cukrem. Jak za PRL-u, chociaż ty możesz nie znać tego smaku”.
Odwróciła się ku Bartoszowi, który zamyślony, słuchał jej cichych słów.
4. Rób z siebie ofiarę i mów cicho, by mężczyzna czuł się panem sytuacji.
Spojrzała w dobre oczy tego mężczyzny, który przecież wrócił do niej. W chwili gdy najbardziej go potrzebowała – wrócił.
Pochylił się ku jej miękkim, ciepłym ustom i zaczął całować. Długo, miękko i czule. A potem wziął ją na ręce, zaniósł do sypialni i równie czule kochał.
Dotąd, aż szepcząc jego imię, doznała spełnienia.
Stary, piękny dom – jeszcze niedawno boleśnie pusty – ku ogromnej radości Natalii znów zaczął się zapełniać.Najpierw wróciła Alunia.
Któregoś dnia Damian, pochmurny jak gradowa burza, opryskliwy i chamski jeszcze bardziej, o ile w ogóle to możliwe, podrzucił dziecko pod dom.
Bartosz obserwuje sytuację. Damian odmawia Natalii rozmowy i prosi ją, by się zajęła Alą.
Niezgrabnie przytulił dziewczynkę, która stała nieruchomo jak słup soli. Nie czekając na „tak” albo „nie” Natalii, pchnął dziecko w jej stronę i odszedł do samochodu, żałośnie przygarbiony, złamany losem, który sam własnoręcznie sobie wykuł.
– Tam było strasznie, okropnie. Przychodzili ludzie. I oni… Ja już nie chcę nigdzie wyjeżdżać, Natalko. Chcę tutaj zostać. Będę grzeczna, obiecuję, tylko nie odsyłaj mnie do sierocińca!
Bardzo mi się nie podoba ta wypowiedź. A co na to Natalia?
MILIONERZY:
Uniosła na dziewczynę oczy pełne łez, ta ucałowała ją w czoło i przytuliła jeszcze mocniej, nie chcąc nawet myśleć, że ci straszni ludzie mogli Alę skrzywdzić…– Chodź, twój pokoik jest taki, jakim go zostawiłaś.
– Przepraszam, kochany, powinnam najpierw spytać ciebie, czy przyjmiemy Alę z powrotem…
Tak! Po otwarciu testamentu okazało się, że Jadwinia przepisała cały majątek – dwór, przynależne do niego ziemie i skromne oszczędności – na swoją przybraną córeczkę, Natalię.
Oczywiście: to Jadwinia była duszą, sercem i mózgiem Marcinków, ale Natalia okaże się jej godną następczynią, tak postanowiła!
Myśl o sprzedaży dworu i przehulaniu pieniędzy nawet nie postała dziewczynie w głowie.
Ala odrabiała lekcje pod jego czujnym okiem – tak, oprócz zarządzania posiadłością Bartosz wziął na siebie opiekę nad porzuconym przez brata dzieckiem
Ona z kolei wzięła na siebie prowadzenie pensjonatu, podzwoniła po wczasowiczach, którym wcześniej, z powodu śmierci Jadwini i niepewności, co dalej, anulowała rezerwacje, i okazało się, że większość właśnie na to czekała
Nowy zwyczaj bardzo, ale to bardzo się wszystkim spodobał. Dziś nie wyobrażali sobie weekendu spędzanego inaczej.
Któregoś wrześniowego popołudnia siedziała skonana na tarasie, wygrzewając swoje szczupłe, opalone ciało w promieniach wczesnojesiennego słońca. Przyglądała się ukradkiem, jak [Bartosz] nagi od pasa w górę, muskularny, opalony, rąbie drzewo w ogrodzie albo przycina żywopłot.
I nie tylko ona wodziła za „panem na Marcinkach” głodnym wzrokiem. Wczasowiczkom też bardzo przypadł do gustu nowy gospodarz. Niejedna miałaby prawdopodobnie niecne zamiary i może skończyłoby się jak z Damianem, ale Bartosz nie był Damianem. Był starszy i znacznie dojrzalszy od tamtego.
Znał słodycz sukcesu i gorycz porażki, lecz przede wszystkim poznał słony smak łez. Tak, strach przed utratą sprawiał, że dla tego mężczyzny liczyła się Natalia i tylko Natalia. Był pewien tej dziewczyny i jej miłości, jak niegdyś mógł ufać w stałość i miłość Basi. Sam nigdy jej nie zdradził – przynajmniej nie fizycznie, bo flirciarz swego czasu był z niego niezły. Pamiętał, jak cierpiała, gdy bezczelnie oglądał się za innymi dziewczynami, czasem jej na przekór, i dziś, doroślejszy o ładnych parę lat i kilka rozczarowań, wierność cenił najwyżej. Dziś nie przyszłoby mu do głowy w taki sposób sprawdzać Natalii, jak swego czasu sprawdzał Basię.
Damian chciał ją z jej kalectwem, z wygiętymi w S plecami, i była mu za to wdzięczna. Kochała go z wdzięczności. Bartosz zaś... Jego uczyła się kochać pomimo wdzięczności.
Na wspomnienie tego, co wyrabiali dzisiejszego ranka, spłonęła rumieńcem.
ROZDZIAŁ XXIV: SMUTNY KONIEC ZUZANNY
– Flora! Florcia! Moja kochana, malutka!Pies, wcale nie taki malutki, rzucił się ku pani z niemal ludzkim skowytem. Tańczył dookoła niej, podskakiwał i skarżył się – nie na swą właścicielkę, a na to, że ukochana przybrana mama gdzieś na tak długo zniknęła!
Przywiozłam ją z powrotem – padły słowa.Natalia poderwała się z klęczek, mając ramiona pełne Flory. Przycisnęła suczkę z całych sił do piersi, jeszcze nie wierząc w to, co usłyszała.– Oddajesz mi ją?– Tak. – Zuzanna odwróciła wzrok. – Nie daję rady utrzymać siebie i psa. Jest ciężko.Natalia milczała przez chwilę, zbierając myśli, wreszcie odrzekła z ciężkim sercem:– Przykro mi, ale nie mogę jej przyjąć. Wystarczająco cierpiałam, i Flora też, gdy zabierałaś ją poprzednio. Jeśli wrócisz po nią za miesiąc czy dwa, gdy już znajdziesz dobrą pracę... Nie chcę znów leczyć złamanego serca.– Nie wrócę po Florę. – Dziewczyna pokręciła głową. – Oddaję ci ją na zawsze, bo wiem... że będzie jej tu z tobą lepiej...
Urwała. Spojrzała na ganek, gdzie pojawił się Bartosz. Przystojny, wręcz piękny, w błękitnych dżinsach i białej koszulce polo.
Aż wciągnęła powietrze na widok jego szerokich, wspaniale umięśnionych ramion.
On zmierzył dziewczynę chłodnym wzrokiem. Miał w pamięci słowa, jakimi poczęstowała go w szpitalu.
Jej oszałamiająca uroda, teraz podkreślona obcisłą, kusą sukienką, nie robiła na nim wrażenia.
Prawdopodobnie na nikim nie robiła, skoro latem wiele pięknych kobiet paraduje w mini. Zresztą dopiero co sami się opalali, eksponując wdzięki!
Wyrósł z oglądania się za seksownymi laskami. Dziś cenił co innego. I kogo innego.Stanął obok Natalii i objął ją ramieniem. Posłała mu pełen wdzięczności uśmiech.
Wdzięczności, bo jako pasztet chciała wygrać dyskusję za pomocą świetnej partii, którą zaklepała? Natalio, Bartosz jest prawie dwukrotnie starszy od tej dziewczyny, a ona ledwo co przestała być nastolatką. Istnieje duża szansa, że jednak nie będzie wzdychała do pomarszczonego, mówiącego dziwnym slangiem faceta, który jest na zupełnie innym etapie życia. I czy wdowiec po stracie dziecka, dobytku i większości znajomości znalazłby wspólny język z maturzystką? Jedyne, co ich łączy, to że byli skatowani niemal na śmierć, więc szpital sobie mogą powspominać. No i nie mogę, jak to Natalia opiera swoją samoocenę raz na tym, że pieski nie poleciały do atrakcyjniejszej kobiety, a teraz, że jej chłopak tej samej atrakcyjniejszej kobiety nie zgwałcił przed dworkiem.
– Ja... będę już wracała – odezwała się Zuzanna, z trudem patrząc na uczucie, jakie łączyło tamtych dwoje. – I chcę, żebyś wiedział... – zwróciła się do Bartosza – ...słyszałam twój głos wtedy, gdy leżałam w śpiączce. Zaraz po przebudzeniu byłam strasznie oszołomiona i skołowana. Dobiegało mnie tyle bodźców naraz, że po prostu zapomniałam o tamtym, o twoim głosie. Ale chcę, żebyś wiedział, że cię słyszałam. I dziękuję. Dzięki tobie miałam dokąd wracać. Chociaż... dziś żałuję, że się obudziłam.
Jak zwykle negatywna postać jest ukarana uświadomieniem jej, jaka jest beznadziejna.
Odwróciła się i ruszyła niemal biegiem do samochodu. Wsunęła się w jego ciemne wnętrze, szczęśliwa, że ta cała Natalia, która załapała się na takiego faceta, nie widzi jej, Zuzanny, łez.
Mężczyzna w ciemnych okularach, którego dojrzeli za kierownicą czarnego, nowiutkiego bmw, przekręcił kluczyk. Auto z rykiem silnika ruszyło ku bramie.
Odprowadziła pieski spojrzeniem i zwróciła się do Bartosza z przekornym pytaniem:– Nie wolałbyś takiej piękności zamiast quasimodo?
Wpił się ustami w jej usta i całował równie mocno. I tak długo, aż zaczęła omdlewać w jego ramionach. A gdy już była taka słodka i uległa, wymruczał niskim, nabrzmiałym pożądaniem głosem:– Zaraz ci pokażę, kogo bym wolał.
E P I L O G
W środku już nie było tak cicho ani tak dostojnie. Salon ledwie mieścił cztery rodziny pełne dorosłych i dzieci, i już nie czworo, a pięcioro szczeniaków!
Bella chyba właśnie się zapomniała, bo od dłuższej chwili próbowała wpełznąć pod kanapę, na której machając nóżkami, siedziały Ala z Emilką
Dzieci chichotały, szczęśliwe tak, jak tylko kochane dziecko być potrafi. Otoczone przez kosmate psy wielkości kucyka, które jednak wciąż zachowywały się jak psie dzidziusie
Te dzieci, a także promieniejąca macierzyńską czułością Magda z małym Jędrusiem, jak zawsze pełna uroku Zosia i zakochany w niej Nataniel, cicha, nieśmiała Marianna i dostojny Mateusz, patriarcha rodu – oni wszyscy przyjechali do Marcinków na Wigilię, serdecznie witani przez Natalię i Bartosza.Brakowało jedynie Siergieja.– Poczekajmy jeszcze chwilę – poprosiła Magda, zerkając z coraz większym zniecierpliwieniem na zegarek. – Gdzież się podziewa ten utracjusz? Obiecał, że dzisiaj wróci i przyjedzie prosto do Marcinków.
Nie mogło przecież przy wigilijnym stole zabraknąć jednego z nich.Ale godzinę później, gdy wszyscy już porządnie zgłodnieli, postanowiono siadać do stołu.
Najwięcej trudności miała ze znalezieniem filigranowej tancerki z miśnieńskiej porcelany, datowanej na rok 1863, tak właśnie, którą Marianna niechcący stłukła. Była tak załamana utratą ulubionego bibelocika, że Natalia na głowie stanęła, a taki dla niej zdobyła.
Natalia podeszła do Bartosza i podała mu prezent. Był podpisany „Dla Kogoś, kogo kocham”. Uśmiechnął się, przyciągnął ją do siebie i ucałował. Błękitno-różowy papier, przewiązany złotą wstążką
Na miękkim aksamicie leżały dwa maleńkie, koronkowe buciki. Nieco większe niż dla lalek, za to idealne na stópki nowo narodzonego dziecka. Bartosz uniósł oczy, pociemniałe z nagłego wzruszenia, na równie wzruszoną Natalię.
Musiał się pojawić ulubiony motyw z twórczości autorki, tj. "zajdziesz w ciążę, gdy poznasz właściwego mężczyznę", pokrewny nieco rzadszemu "poronisz, jeśli ojcem nie jest osoba ci przeznaczona" (alternatywa: urodzenie Oliwii).
– Czy ty... czy my... – Mężczyzna zaczął i urwał, jeszcze nie dowierzając.
Ale w następnej chwili Natalia, jego śliczna Natalia położyła dłoń pod sercem gestem tak czułym, jaki tylko przyszła mama potrafi uczynić.
Tak! Pieski pójdą w odstawkę, bo to już nie szczenięta, a Alunia będzie zbierać jeszcze większe cięgi za bycie starą i nieurodzoną w bólach przez Natalię!
– Za pół roku, mój kochany, zdarzy się cud.
Bardzo dziwne, że kobieta, która codziennie uprawia seks, ma dobry humor, czuje się bezpiecznie i zapewne nieźle się odżywia (wreszcie musi sama gotować dla siebie i gości) zachodzi w ciążę. Świąteczny cud!
Piękniejszego prezentu nie mógł sobie wymarzyć...
Szybko im poszło. Ponoć rok temu była szczęśliwą mężatką, a jej ukochany miał drobne problemy, z którymi jakoś sobie poradzi. Rach-ciach, rozwód, nowy chłop, którego dopiero co zobaczyła na oczy, ciąża.
Noc zajrzała do środka. Dom pełen był szczęśliwych ludzi. Uśmiechnęła się i ruszyła dalej, rozsypując po niebie srebrne gwiazdy. A potem pochyliła się nad leżącą w śniegu postacią, której nie powinno tu być. Miejsce tej istoty było daleko stąd, w starym dworze, z rodziną i przyjaciółmi.Lisek barwy płomienia, który przebiegał nieopodal w sobie tylko wiadomych sprawach, znieruchomiał równie zaciekawiony. Podszedł bliżej, napięty jak struna. Powąchał dłoń, wyciągniętą w kierunku drogi, która prowadziła w bezkresny bór, i dotknął tej dłoni końcem nosa. Ani drgnęła. Na nieruchome ciało łagodnie opadały płatki śniegu…
KONIEC TOMU VOstatni tom Sagi Mazurskiej, „Najpiękniejszy sen”, na Gwiazdkę 2020.
![]() |
| (Trzeba kliknąć, bo wielkie) |








Dziękuję za ten odcinek, którego wszyscy dzielnie wyczekiwaliśmy. :)
OdpowiedzUsuńZawsze gdy mi się wydaje, że było u Michalak już wszystko co najgorsze, to okazuje się, że może być jeszcze gorzej. Jestem już chyba doszczętnie zniesmaczony podejściem postaci do zwierząt i dzieci. Karm je byle czym lub wcale; traktuj jak maskotki, których potrzebujesz tylko wtedy, gdy masz na to czas. Gdy Ci coś nie pasi, to po prostu podrzuć innym jak zgniłe jajo. Dziecko przeżywa trudny czas? Co z tego? Walić to, skoro i tak przynosi ze szkoły dobre oceny. Jakoś przeżyje. Ech. Może to tak naprawdę taki wychowawczy eksperyment? Skoro mam dzieciaka, które nie jest moje, to mogę sobie je dowolnie zniszczyć psychicznie? Kiedyś będzie miała swoje własne, biologiczne, dzięki kolejnym cudom z tego uniwersum. Psy też w sumie wyżebrane, więc co tam. Niech zdychają od ciasta.
Pytanie z Milionerów z edycji Gold mnie zagięło. ;) Brawo!
Kolejna refleksja: czyli co? Natalia dochodzi do wniosku, że mogła i tak porzucić Jadwigę, gdy ta zaczynała mieć problemy, bo i tak nie była jej rodziną?
Czyli rodzinę wspiera się bezwarunkowo, niezależnie jaka jest, a gdy ktoś obcy wyciągnie do Ciebie dłoń i w zasadzie przez jakiś czas żyjecie wspólnie razem, to i tak możesz go w sumie olać z dnia na dzień? Dziwna logika. Oczywiście nie abym oczekiwał nie wiadomo jakich poświęceń Natalii dla innych, ale przecież mogłaby powiadomić rodzinę Jadwigi o chorobie (nie pamiętam już, czy Jadwiga ma jakąś rodzinę czy nie), porozmawiać z Jadwigą o całej sytuacji (bo chyba z dnia na dzień nie stała się bezmózgim yeti), zrobić cokolwiek, co mogłoby być czymś pomiędzy kompletnym poświęceniem się a zupełnym olaniem sprawy. Ale nie. W uniwersum Michalak jest tylko zero-jedynkowość. No ale ok. Problem i tak z głowy. :)
"Zgięła się wpół, ale łzy nie chciały już płynąć." - w sensie, że jej ciało funkcjonuje docelowo w ten sposób, że wystarczy się zgiąć wpół i już lecą łzy? Hmm. Ciekawe, czy w szkołach aktorskich nauczają takiej techniki płaczu na zawołanie.
"– Zabierzemy cię po pogrzebie do nas, do Sennej – odezwała się łagodnie Zosia.
To nic, że w ich domu rozszalała się ospa wietrzna i wszystkie trzy dziewczynki gorączkowały, drapały się, narzekały i wołały co chwila mamę. To nic, że Nataniel, który chorował na to paskudztwo w dzieciństwie, przechodził znacznie cięższą jego odmianę, półpasiec, i cierpiał prawdziwe męki" - nie rozumiem tego wtrącenia o chorobie Nataniela w dzieciństwie, ale ok.
Czy kiedyś miał ospę wietrzą, a teraz półpaśca? Trochę nie rozumiem, co aŁtorka chce przekazać. Niech będzie, że on tak bohatersko walczy od dziecka. No ok. Niech ma.
Tu ciąg dalszy, bo moja wypowiedź była zbyt długa:
Usuń"Nataniel wezwał ją do domu. Musiała wracać natychmiast. Jego łamała taka gorączka, że nie był w stanie zajmować się równie chorymi dziećmi…" O, a teraz tzw. "męska grypa". Biedaczek. ;) Kolejne zapewnienie aŁtorki, że to ultramacho.
"Nie tłumaczył się. Nie chciał pogrążać swojej matki, która kasowała wiadomości z Marcinków." - Hm. Trzydziestolatek, któremu mamusia trzyma telefon komórkowy na klucz i kasuje SMS-y od wątpliwych ciź. Pewnie na dodatek mieszka u niej w piwnicy.
"Ciągle mi się wydaje, że za chwilę dobiegnie mnie z kuchni jej kochany głos. >>Natalko, powiedz, że jesteś głodna<<, pamiętasz?, często tak mówiła, >>powiedz, że jesteś głodna, nagotowałam twoich ukochanych leniwych pierożków, z tartą bułeczką podsmażaną na maśle i z cukrem. Jak za PRL-u, chociaż ty możesz nie znać tego smaku<<." No tak. Ledwo Jadwiga umarła, a Natalia już tak czule wspomina swoje pasożytnictwo, które jej, ona, Jadwiga, umożliwiała.
"Znał słodycz sukcesu i gorycz porażki, lecz przede wszystkim poznał słony smak łez. Tak, strach przed utratą sprawiał, że dla tego mężczyzny liczyła się Natalia i tylko Natalia. Był pewien tej dziewczyny i jej miłości, jak niegdyś mógł ufać w stałość i miłość Basi. Sam nigdy jej nie zdradził – przynajmniej nie fizycznie, bo flirciarz swego czasu był z niego niezły. Pamiętał, jak cierpiała, gdy bezczelnie oglądał się za innymi dziewczynami, czasem jej na przekór, i dziś, doroślejszy o ładnych parę lat i kilka rozczarowań, wierność cenił najwyżej. Dziś nie przyszłoby mu do głowy w taki sposób sprawdzać Natalii, jak swego czasu sprawdzał Basię. "
Matko. Czy tylko mnie takie opisy doprowadzają do mdłości? Super. Zmienił się i nawet się nie ogląda za innymi kobietami, bo... boi się odrzucenia? Michalak tak bardzo.
"Na wspomnienie tego, co wyrabiali dzisiejszego ranka, spłonęła rumieńcem." - no fajnie, że Bartosz już jest taki dojrzały i lepszy od Damiana we wszystkim, ale Natalia sama też mogłaby jakoś tak trochę dojrzeć emocjonalnie adekwatnie do swojego wieku.
"wszyscy kochają ludzi z problemami psychicznymi, którzy potrzebują potwierdzenia własnej wartości co pięć minut. Nic dziwnego, że Damian nie może już na nią patrzeć." KOCHAM
Wracając do tematu cudownego zapłodnienia to dochodzę do wniosku, że aŁtorka chce usilnie przekonać, że jeśli kobieta jest bezpłodna, to jest to tylko i wyłącznie jej wina, bo jeśli by się postarała, to i tak by urodziła dziecko, nawet jeśli lekarze twierdzą, że szanse są zerowe. Niesmaczne to wszystko.
Pozdrawiam i liczę na to, że niebawem Michalak wypuści na świat kolejny, przepiękny tom patologii mazurskiej. <3
Dziękuję za miłe słowa i obszerny komentarz <3
Usuń"Może to tak naprawdę taki wychowawczy eksperyment? Skoro mam dzieciaka, które nie jest moje, to mogę sobie je dowolnie zniszczyć psychicznie? Kiedyś będzie miała swoje własne, biologiczne, dzięki kolejnym cudom z tego uniwersum" – to niesmaczne zwłaszcza w połączeniu z wcześniejszymi przemyśleniami Natalii, że przecież WIADOMO, zawsze kocha się bardziej biologiczne, rodzone w bólu pociechy niż jakieś tam przybłędy. Może dlatego ojcowie są opcjonalnie, skoro nie doświadczają skurczów porodowych.
"Psy też w sumie wyżebrane, więc co tam. Niech zdychają od ciasta" – psy i dzieci wychowuje się w tym uniwersum tak samo wychowaniem mimochodem. Jak pies przeżyje ciasto, a Emilka bliskie spotkania z kucykiem czy studnią to fajnie, jeżeli nie, zawsze można szlachetnie cierpieć, a potem powtórzyć proces z nowymi dziećmi czy zwierzętami. Może nawet lepiej, że ma się nowe, bo młodzież już nie jest taka słodka jak maluchy.
"Czyli rodzinę wspiera się bezwarunkowo, niezależnie jaka jest, a gdy ktoś obcy wyciągnie do Ciebie dłoń i w zasadzie przez jakiś czas żyjecie wspólnie razem, to i tak możesz go w sumie olać z dnia na dzień?" – w sumie tak, Mateusz był regularnie olewany przez swoich przyjaciół. Jedyne akceptowalne zerwanie kontaktu jest na linii ojciec-dziecko, bo ojciec ma prawo nie interesować się dziećmi i nie łożyć na nie, z kolei dziecko jest usprawiedliwione, jeżeli w wyniku tego nie nawiąże kontaktu z ojcem po latach (Nataniel).
"Czy kiedyś miał ospę wietrzą, a teraz półpaśca? Trochę nie rozumiem, co aŁtorka chce przekazać" – doczytałam, że półpaśca dostają tylko osoby, które kiedyś przeszły ospę. W sumie gadanie o chorobach mnie nie zdziwiło, bo bohaterowie co i rusz padają obłożnie chorzy (powtarzam się, ale to na pewno od zbiorowej awitaminozy; jak Bartosz na początku tomu przywiózł słoiczek buraczków, to była porcja warzyw na kilka miesięcy).
"Trzydziestolatek, któremu mamusia trzyma telefon komórkowy na klucz i kasuje SMS-y od wątpliwych ciź" – w sumie ciekawe, że od paru lat żył na swoim, a tu matka zna hasło do komórki i niepytana przegląda wiadomości czy ustawia mu kontakty.
Wątpliwe cizie <3
"Ledwo Jadwiga umarła, a Natalia już tak czule wspomina swoje pasożytnictwo, które jej, ona, Jadwiga, umożliwiała" – hahaha!
"Zmienił się i nawet się nie ogląda za innymi kobietami, bo... boi się odrzucenia? Michalak tak bardzo" – u Michalak to wielka zaleta, że trauma uniemożliwia mu zdradę. Mężczyźni w tym uniwersum muszą się wyszaleć przez przelotne znajomości lub skoki w bok, więc nie należy im ufać, gdy deklarują wewnętrzne postanowienie wejścia w monogamiczny związek bez uprzedniego ulegania pięknościom (Damian). Mężczyzna wierny to taki, który ma traumę, bo kobieta z nim zerwała (Nataniel) lub zdradzał, ale dostał za swoje, bo partnerka mu umarła (Siergiej; w jakimś stopniu Bartosz, który dawał żonie do zrozumienia, że nie liczy się z nią, a świat jest pełen atrakcyjnych kobiet).
"Natalia sama też mogłaby jakoś tak trochę dojrzeć emocjonalnie adekwatnie do swojego wieku" – w sumie jedyna scena, w której Natalia zachowuje się adekwatnie do swojego wieku to ta z gnojeniem młodszej i ładniejszej Zuzanny :D przypomniała sobie nagle, że ma 30 lat i może użyć wieku jako karty przetargowej w dyskusji.
"jeśli kobieta jest bezpłodna, to jest to tylko i wyłącznie jej wina, bo jeśli by się postarała, to i tak by urodziła dziecko, nawet jeśli lekarze twierdzą, że szanse są zerowe" – to i "nie możesz zajść w ciążę? Twój maczo nie jest wystarczająco dobry!". Jednak przypadek Natalii dałby się wyjaśnić inaczej: wyobrażam sobie, że obrażała się na lekarza za wszystkie sugestie dotyczące jej odżywiania czy częstotliwości zbliżeń z mężem – a nawet najlepiej zaplanowany seks raz na cykl będzie statystycznie mało skuteczny – ewentualnie kompletnie ignorowała te kwestie. Potem lekarz drapał się po głowie i zastanawiał, o co chodzi – w końcu nie poznaliśmy oficjalnej diagnozy. In vitro nie wyszło, bo bezpośrednio po nim płakała trzy dni, że Damian zamiast na jej prośbę skosić tysiąc hektarów trawy wokół dworku poszedł do pracy i że jej nie kocha, skubiąc snickersa od czasu do czasu. Potem tylko odżywianie się po jadwiniowemu, anemiczne wzdychanie z braku sił i praktyczny koniec zbliżeń, bo przez drugą połowę książki się nie znoszą. A jeszcze w poprzednim tomie mimo wypadku samochodowego była silna jak koń, plecy jej nie bolały, pracowała fizycznie i raz nawet zjadła gołąbki zamiast napoleonki!
UsuńJeżeli Michalak dalej będzie chętna wypuścić ostatni tom serii mazurskiej, to może przed publikacją napiszę jakąś minianalizę czegoś innego :D
"Dziękuję za miłe słowa i obszerny komentarz <3" Cała przyjemność po mojej stronie. :)
Usuń"to niesmaczne zwłaszcza w połączeniu z wcześniejszymi przemyśleniami Natalii, że przecież WIADOMO, zawsze kocha się bardziej biologiczne, rodzone w bólu pociechy niż jakieś tam przybłędy. Może dlatego ojcowie są opcjonalnie, skoro nie doświadczają skurczów porodowych." Ojcowie są opcjonalnie, bo przecież według Michalak i patologicznych standardów, to tylko matka zajmuje się wychowaniem dziecka. Macho musi zajmować się jednym wielkim niczym i pić alkohol codziennie, nie będąc przy tym alkoholikiem, chyba że aŁtorka tak powie. To w tym uniwersum naturalny i jedyny słuszny model rodziny.
"Może nawet lepiej, że ma się nowe, bo młodzież już nie jest taka słodka jak maluchy." Racja, ale Michalak często zapomina, że jej własne postaci dorastają i mają już np. po 15 lat, więc wiecznie przedstawia je jako małe, słodkie "bombelki", no chyba, że się malują jak prostytutki i czytają książki o wampirach.
"Jedyne akceptowalne zerwanie kontaktu jest na linii ojciec-dziecko, bo ojciec ma prawo nie interesować się dziećmi i nie łożyć na nie, z kolei dziecko jest usprawiedliwione, jeżeli w wyniku tego nie nawiąże kontaktu z ojcem po latach (Nataniel)." Tak, to też o tyle ważny motyw, bo pokazuje jakie te matki/opiekiunki (bez)prawne (Natalia) są dzielne i dumne, bo nawet o alimenty się nie postarają dla dziecka. Dziecko może głodować i nie mieć warunków do rozwoju, ale najważniejsze jest to, aby maDka nie okazała słabości, prosząc dawcę nasienia o wsparcie. Bo nie.
"doczytałam, że półpaśca dostają tylko osoby, które kiedyś przeszły ospę." Dodam tylko taką prywatę, że sam nie miałem ospy, ale miałem półpaśca jako dziecko, więc już w sumie nie wiem. Oczywiście nie przeszedłem go tak martyrologicznie jak Nataniel i nie mogę się z nim w żadnej kwestii równać, w szczególności w pasożytnictwie. Głupi ja. Ustawić się w życiu trzeba umić. Co do awitaminozy, to w zasadzie bohaterowie nagminnie żrą ciasto lub czuć zapach chleba (i takie tam typowe opisy Michalak), ale jakoś nie ma zbytnio nic o innych pokarmach. Przewinęła się na początku serii pamiętna, acz wielce kontrowersyjna dla warszawiaków (w mniemaniu Michalak) kaszanka, ale ta też wiele witamin to chyba nie ma. Jakieś słoiki to faktycznie były na początku tomu, ale w sumie w mojej świadomości są bardziej w kontekście brutalnego morderstwa Jadwigi, których to chyba odłamki walały się na miejscu zbrodni. Może jakieś gołąbki czy coś, ale ta potrawa, choć smaczna, nie kojrzy mi się zbytnio ze zródłem witamin. Świeżych owoców czy warzyw to tu chyba nigdy nie było. Chociaż w sumie idąc tropem amerykańskich stołówek szkolnych, według których pizza to warzywo, to tak samo szarlotka to może być owoc.
Usuń"w sumie ciekawe, że od paru lat żył na swoim, a tu matka zna hasło do komórki i niepytana przegląda wiadomości czy ustawia mu kontakty." - Dla mnie to jego wytłumaczenie brzmiało jako zupełna ściema, ale takie rzeczy mają miejsce w tym pięknym uniwersum Michalak, no i w sumie szalony narrator zdradził arcyniecne knowania rodzicielki jego, Bartosza. "Ej no, odpisać nie mogłem, bo mi mamusia fona zabrała, jędza, i przykuła do kaloryfera". W sumie to niespotykany wcześniej motyw u Michalak chyba. Patologia patologią, ale jest jednak zawsze jakaś powtarzalność chorych relacji, a bodajże nie było jeszcze motywu zaborczej matki, która nie chce, aby syn ułożył sobie życie. Tak, wiem, że Natalia najgorsza, bo przez nią go pobito itepe, ale mimo wszystko. Swoją drogą to mamy potencjał na piękne relacje Natalii z przyszłą teściową. <3
"u Michalak to wielka zaleta, że trauma uniemożliwia mu zdradę." No i ogólnie w tym uniwersum człowiek bez traumy, to człowiek bez jakiejkolwiek wartości. :) Aczkolwiek to, czy ktoś jest wartościowym człowiekiem musi być jeszcze zweryfikowane przez Michalak, bo taka Oliwia (#OliwiaTeamForever) miała swoje traumy, ale i tak jest szmatą bez wartości w oczach Królowej i Imperatorki tego uniwersum. To samo Zuzanna, która przecież też się swoje nacierpiała, mimo młodego wieku, i przeżyła prawdopodobnie gorsze rzeczy niż Nataniel. Chyba, że w tym świecie to faceta definiują traumy, a kobietę płodność i chęć założenia rodziny. Zosia też się nacierpiała w życiu, ale stała się pełnowartościowa i doceniona dopiero po pokonaniu bezpłodności. Przynajmniej ja to tak widzę.
"w sumie jedyna scena, w której Natalia zachowuje się adekwatnie do swojego wieku to ta z gnojeniem młodszej i ładniejszej Zuzanny :D przypomniała sobie nagle, że ma 30 lat i może użyć wieku jako karty przetargowej w dyskusji." - Ale to i tak trochę jak szóstoklasistka gnojąca piątoklasistkę. XD W sumie podczas tego ostatniego spotkania brakowało mi sceny, w której Natalia zapytałaby się bezpośrednio Zuzanny, czy ta chciałaby pracować u niej jako niewolnik w pensjonacie. Ale niestety Michalak spisała tę postać na straty i już więcej jej nie spotkamy.
"Jednak przypadek Natalii dałby się wyjaśnić inaczej: wyobrażam sobie, że obrażała się na lekarza za wszystkie sugestie dotyczące jej odżywiania czy częstotliwości zbliżeń z mężem" W sumie masz słuszność, bo ona też zdecydowanie miała niezdrowy stosunek do zostania zapłodnioną, a już sam taki stres może się źle przyczynić. Nie mniej jednak KAŻDA postać tutaj, nawet bez szans na potomstwo, doznaje przemiany w "pełnowartościową kobietę". Fuj.
"Jeżeli Michalak dalej będzie chętna wypuścić ostatni tom serii mazurskiej, to może przed publikacją napiszę jakąś minianalizę czegoś innego :D" Czekam na to! <3
"Dziecko może głodować i nie mieć warunków do rozwoju, ale najważniejsze jest to, aby maDka nie okazała słabości, prosząc dawcę nasienia o wsparcie. Bo nie" – mam wrażenie, że to akurat nie jest przekonanie typowe wyłącznie dla Michalak, a podziela je większość Polek. Schemat, że męskie słabości należy mężowi wybaczać (hazard, używki, agresję), chyba że chodzi o zdradę, wtedy trzeba mieć "godność" i odejść, inaczej można zapomnieć o wsparciu otoczenia. A alimenty są traktowane jako sprawa prywatna rodziców, która nie ma nic do dzieci. A że córka czy syn mają gorszy start w życiu, bo na wszystko brakuje pieniędzy, mimo że ojca byłoby stać? Mityczna godność matki jest ważniejsza. To najwyraźniej działa nawet wtedy, gdy dziecko miałoby przymierać głodem: Natalia jęczy w myślach, że straciła towarzystwo Ali, ale do głowy jej nie przyjdzie, że może Damian byłby bardziej skłonny zgodzić się np. na opiekę naprzemienną albo normalnej wysokości alimenty, gdyby Natalia coś ze swoim życiem robiła. A nie odwoływała wszystkich gości i wyła do księżyca w pustym pensjonacie.
Usuń"Dodam tylko taką prywatę, że sam nie miałem ospy, ale miałem półpaśca jako dziecko, więc już w sumie nie wiem" – kurczę, to ja też nie wiem!
"Przewinęła się na początku serii pamiętna, acz wielce kontrowersyjna dla warszawiaków (w mniemaniu Michalak) kaszanka, ale ta też wiele witamin to chyba nie ma. (…) Może jakieś gołąbki czy coś, ale ta potrawa, choć smaczna, nie kojrzy mi się zbytnio ze zródłem witamin. Świeżych owoców czy warzyw to tu chyba nigdy nie było" – kaszanka może być bardzo zdrowa, jeżeli są w niej podroby i jeśli je się ją niezwęgloną, ale na pewno na gołąbkach i kaszance raz w roku ciężko jechać. Teraz sobie przypomniałam, że raz były truskawki! Niestety zdaje się pod grubą warstwą śmietany i cukru, bo był to deser przygotowywany celem uwiedzenia Siergieja.
Tyle zachwytu nad wiejskim jedzeniem prosto od rolnika, ale żeby ktoś cieszył się prostym bobem w sezonie albo młodymi ziemniakami z kefirem – gdzie tam! Domyślam się, że tak jak niektórzy piszą eskapistyczne historyjki o zakupach z kartą bez limitu i dzikim seksie z dzikim Ruskiem, tak Michalak przelewa tu nostalgiczne wspomnienia o jedzeniu słodyczy bez limitu i wyciąganiu smukłych nóg do słoneczka bez ćwiczeń i restrykcji.
"Jakieś słoiki to faktycznie były na początku tomu, ale w sumie w mojej świadomości są bardziej w kontekście brutalnego morderstwa Jadwigi, których to chyba odłamki walały się na miejscu zbrodni" – hahaha, szczera prawda!
"Dla mnie to jego wytłumaczenie brzmiało jako zupełna ściema, ale takie rzeczy mają miejsce w tym pięknym uniwersum Michalak, no i w sumie szalony narrator zdradził arcyniecne knowania rodzicielki jego, Bartosza. "Ej no, odpisać nie mogłem, bo mi mamusia fona zabrała, jędza, i przykuła do kaloryfera". W sumie to niespotykany wcześniej motyw u Michalak chyba. Patologia patologią, ale jest jednak zawsze jakaś powtarzalność chorych relacji, a bodajże nie było jeszcze motywu zaborczej matki, która nie chce, aby syn ułożył sobie życie" – zwłaszcza że synek już wcześniej sobie raz ułożył życie, więc tu zapewne chodzi o samą Natalię, a nie o samodzielność (chyba że to matka podpaliła dom z nienawiści do poprzedniej żony...?). Nie pomyślałam, że to ściema Bartosza, bo raz się już śmiertelnie obraził na Natalię, a tu mógłby wrócić ze względu na wyrzuty sumienia. Z drugiej strony przy obrażaniu się na Natalię miał "zapasową" kobietę w postaci Zuzanny, a tu jednak Zuzanna go nie chce, więc mógłby wrócić z podkulonym ogonem… Twoja teoria ma sens.
"Aczkolwiek to, czy ktoś jest wartościowym człowiekiem musi być jeszcze zweryfikowane przez Michalak, bo taka Oliwia (#OliwiaTeamForever) miała swoje traumy, ale i tak jest szmatą bez wartości w oczach Królowej i Imperatorki tego uniwersum. To samo Zuzanna, która przecież też się swoje nacierpiała, mimo młodego wieku, i przeżyła prawdopodobnie gorsze rzeczy niż Nataniel" – Oliwia, Iwona i prawdopodobnie Zuzanna miały seksualne traumy, a mimo to nie zamieniły się w mniszki, więc dla narratora to tak, jakby żadnej traumy nigdy nie było.
Usuń"Chyba, że w tym świecie to faceta definiują traumy, a kobietę płodność i chęć założenia rodziny. Zosia też się nacierpiała w życiu, ale stała się pełnowartościowa i doceniona dopiero po pokonaniu bezpłodności" – porządną kobietę tak, ale Iwonę od początku nastawioną na macierzyństwo już nie. Przy tym ocena jak porządna jest kobieta, zależy od narratora, bo Natalia wykazała się umiarkowanie konserwatywnym podejściem, zachodząc w ciążę z nowo poznanym mężczyzną, gdy od rozwodu minęło raptem parę miesięcy.
"Ale to i tak trochę jak szóstoklasistka gnojąca piątoklasistkę. XD" – no racja 😄
"W sumie podczas tego ostatniego spotkania brakowało mi sceny, w której Natalia zapytałaby się bezpośrednio Zuzanny, czy ta chciałaby pracować u niej jako niewolnik w pensjonacie" – nawet sama propozycja przekazana przez Koniecznego brzmi jak próba zgnojenia Zuzanny i okazania wyższości. Natalia wie, że w bezpośrednim starciu ze strojeniem pawiego ogona nie miałaby z atrakcyjniejszą i bardziej wygadaną Zuzanną szans, więc robi jakieś dziwne pasywno-agresywne podchody. I tak wygrała, bo zatrzymała psa (potem oba psy).
"Nie mniej jednak KAŻDA postać tutaj, nawet bez szans na potomstwo, doznaje przemiany w "pełnowartościową kobietę". Fuj" – mnie to tak razi w wątku Zosi, z którą mogłyby utożsamiać się bezpłodne czytelniczki, skoro Michalak dała jej te adoptowane pociechy i ostatecznie zaakceptował ją mężczyzna, któremu zależało na rodzinie…
Wtem: https://www.empik.com/najpiekniejszy-sen-michalak-katarzyna,p1288733817,ksiazka-p
UsuńOpis:
Czy naprawdę każdy, bez wyjątku, zasługuje na drugą szansę?
W śnieżną grudniową noc do dworu Marcinki trafia zbłąkany wędrowiec, przynosząc niezwykły prezent. Maleńką dziewczynkę. A wraz z nią burzę domysłów i oskarżeń, niespełnionych nadziei i rozpaczy, która pojawia się w kochających sercach.
W jednych wyzwoli to, co najlepsze, w innych obudzi demony.
Ile można poświęcić na drodze do marzeń?
Czy miłość wygra z rozczarowaniem i zdradą? Kim jest matka malutkiej Michasi? Dlaczego powierzyła córeczkę opiece nieznajomego? Wróci po nią czy dziewczynka pozostanie w Marcinkach?
Nawet tym, co kochają najbardziej, zdarza się czasem zabłądzić.
Szósty i ostatni tom Sagi Mazurskiej jest pełen skrajnych emocji: od rozpaczy po szczęście, od miłości po nienawiść, od zwątpienia po nadzieję. Oby wszyscy bohaterowie, których pokochały tysiące Czytelniczek, znaleźli drogę do domu, a na jej krańcu – ukojenie.
„Ta książka to emocjonalny rollercoaster! Bohaterowie miotają się w świecie, w którym wszystko zaskakuje! Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Pojawienie się jednej małej dziewczynki wywołuje lawinę zdarzeń – wydobywa z serc to, co szlachetne, ale też… budzi drzemiące w duszach demony. Wypieki na twarzy gwarantowane!”
CzytankiOli
„Katarzyna Michalak potrafi budować napięcie jak żadna inna pisarka. Bohaterowie popadają w coraz to nowe pułapki swoich dotychczasowych wyborów. Misternie utkana fabuła pełna jest zwrotów akcji, zaskoczeń oraz ciętych, iskrzących emocjami dialogów. I to zakończenie! Sztos!”
Czytanie_jest_fajne
„Uwielbiam bohaterów Sagi Mazurskiej! Żaden z nich nie jest idealny, każdy trochę w życiu narozrabiał i popełniał błędy, ale dzięki temu postaci są tak prawdziwe. Kibicowałam im do ostatniej strony. Żeby wszystko skończyło się jednak pomyślnie…”
Życie znów zaczyna mieć jakikolwiek sens. Czekam z utęsknieniem na kolejne Twoje, Claudinello, opracowania patologii mazurskiej. <3
UsuńSpokojnie, analiza już powstaje 🙂 ku mojej radości w ostatnim tomie pasożyty dostają widowiskowo w kość (szkoda, że z durnych powodów i bez sensu, ale zawsze coś!)
UsuńScena śmierci Jadwini to Top 5 Niezamierzenie Komicznych Scen Śmierci, myślałem, że jaja sobie z nas robisz, kiedy doczytałem ten cytat do końca xDDDD (Obstawiałem 365 dni w prześcieradłach, ale jak widać Michalak potrafi, hmmmm... zaskoczyć)
OdpowiedzUsuńUhuhu, udało mi się z odpowiedzią-podpuchą C! :D Wybrałam coś absurdalnego, ale nie aż tak jak prawda :D
Usuń„Natalio, Bartosz jest prawie dwukrotnie starszy od tej dziewczyny, a ona ledwo co przestała być nastolatką. Istnieje duża szansa, że jednak nie będzie wzdychała do pomarszczonego, mówiącego dziwnym slangiem faceta, który jest na zupełnie innym etapie życia. I czy wdowiec po stracie dziecka, dobytku i większości znajomości znalazłby wspólny język z maturzystką?”
OdpowiedzUsuńNie rozumiem twojego problemu z tym hipotetycznym pairingiem, wszak nie tak działają związki u Michalak ;). Z moich obserwacji wygląda to tak: ładni i dobrzy bohaterowie w nagrodę (za ciężkie przeżycia, kalectwo, życie zgodnie z zasadami AutorKasi itp.) dostają innych dobrych i ładnych, biorą ślub, ich związek polega na sekszeniu się i robieniu dziecków. Dodatkowo jeśli bohater jest odgórnie opisany jako atrakcyjny, lecą na niego wszyscy przedstawiciele płci przeciwnej, nieważne, czy są jakieś bariery wiekowe, czy bohater jest w tym momencie zarzyganym pijakiem śpiącym w rowie itp. itd. Jakieś wspólne języki? A po co to komu?
Podobnie nieważne, czy para wyglądała w poprzednim tomie na idealnie dobraną, wystarczy jedno skinienie pióra Michalak i jedna z postaci przeistacza się w absolutne monstrum ¯\_(ツ)_/¯ .
Super, Damian też został ziwoniony. Od początku był opisywany jako troskliwy brat, dla którego dobrobyt siostry jest bardzo ważny – i nagle stwierdza, że nie może się nią zająć bo… nie? Nie kupuję tego, podobnie jak wyrodnej mamy Iwonki – mam wierzyć, że kobieta, dla której główną motywacją po wyjściu z więzienia, było odzyskanie córki, tak po prostu oddała ją niepozbieranemu prymitywowi?
Czy tylko ja skisłam po zobaczeniu, jak w wyobraźni Michalak wygląda Natanielek? :D Przykro mi, dla mnie on na zawsze pozostanie zarośniętym pijakiem w czapeczce ze śmigiełkiem.
Cudownych ciąż bezpłodnych bohaterek nawet nie chce mi się komentować. Szkoda jeszcze, że dzięki Złapaniu Chłopa Natalii nie wyprostowały się plecy. A Natanielowi nie naprawiła się noga, kiedy zapłodnił Zosię.
"Z moich obserwacji wygląda to tak: ładni i dobrzy bohaterowie w nagrodę (za ciężkie przeżycia, kalectwo, życie zgodnie z zasadami AutorKasi itp.) dostają innych dobrych i ładnych, biorą ślub, ich związek polega na sekszeniu się i robieniu dziecków. Dodatkowo jeśli bohater jest odgórnie opisany jako atrakcyjny, lecą na niego wszyscy przedstawiciele płci przeciwnej" – no dobra, nie powinnam tych słów kierować do Natalii, w końcu żyje w tym samym uniwersum i zna jego zasady. Masz rację z tym, że pociąg i uroda zależą tylko od narratora, w końcu i Asia czy Iwona wzdychały na samym początku do Siergieja, a wszyscy mężczyźni poza Natanielem zakochiwali się w Marcie. Nadal jednak obstawiam, że dla większości maturzystek Bartosz jest dinozaurem, bo gdy jakaś się pojawia na scenie, zwykle okazuje się niedojrzałą, podłą wydrą ze złym podejściem do związku, ciekawe dlaczego 😉
Usuń"Od początku był opisywany jako troskliwy brat, dla którego dobrobyt siostry jest bardzo ważny – i nagle stwierdza, że nie może się nią zająć bo… nie? Nie kupuję tego, podobnie jak wyrodnej mamy Iwonki – mam wierzyć, że kobieta, dla której główną motywacją po wyjściu z więzienia, było odzyskanie córki, tak po prostu oddała ją niepozbieranemu prymitywowi?" – Damiana łatwiej wytłumaczyć niż Iwonę, skoro Iwonie udało się od patologii odciąć, a Damian mógł wplątać się w nielegalną działalność, narobić sobie wrogów i bać o bezpieczeństwo siostry, w tym kontekście odcięcie się od dziecka byłoby niejednoznaczne moralnie. Tyle że gdyby był tym samym Damianem co w poprzednim tomie, raczej nie zdecydowałby się dilować ze względu na Alę. Już widzę osobę na jego stanowisku zarabiającą na tyle źle, że dorabiałaby sobie na boku przemytem narkotyków bez znajomości, wiedzy, jak to działa, będąc przyzwyczajonym do skromnego życia bez przyjemności.
"Czy tylko ja skisłam po zobaczeniu, jak w wyobraźni Michalak wygląda Natanielek? 😄 Przykro mi, dla mnie on na zawsze pozostanie zarośniętym pijakiem w czapeczce ze śmigiełkiem" – Dokładnie 😄 Nataniel na Tinderze vs Nataniel w prawdziwym życiu
"Cudownych ciąż bezpłodnych bohaterek nawet nie chce mi się komentować. Szkoda jeszcze, że dzięki Złapaniu Chłopa Natalii nie wyprostowały się plecy. A Natanielowi nie naprawiła się noga, kiedy zapłodnił Zosię" – może nie naprawiła, ale poprawiła! Dzięki sile miłości, cytując z poprzedniego tomu: „To draństwo – klepnął chorą nogę – boli czasem tak parszywie, że gotów byłbym własnoręcznie dokonać amputacji. Nie pomaga wtedy nic, żadne leki, żadna wóda, jedynie dotyk rąk mojej Zosi”. O cierpieniu z powodu kończyny tylko opowiada innym bohaterom, nieproszony, żeby go żałowali. A, no i nie zapominajmy, że Tosia dzięki tej samej sile odzyskała wzrok.
Chyba opadły mi emocje po analizie na tyle, że jestem w stanie napisać komentarz złożony z czegoś więcej niż zaaferowanych kwików. Od razu też mówię, nie czytałam poprzednich komentarzy, więc jak coś powtórzę, to nieświadomie i to znaczy, że komentujący mają rację. Jedziemy!
OdpowiedzUsuń"Pokrzywiona lafirynda", boru boru zielony XD od dziś tak na siebie mówię, piękne określenie!
"Zapytam chirurga, czy mi zapakuje!" - kocham Twoje komentarze, naprawdę :D
Po pierwsze, Natalia to jakaś kulturystka jest albo Pillar Woman (tak, to JoJo nawiązanie), że nosi podrośnięte już szczeniaki w ramionach i nawet nie stęknie. Choć może mam złe odniesienie, bo nie pamiętam jakiej ona była postury, może nie jest nawet w połowie tak drobna jak ja - choć podejrzewam, że jednak jest, bo u Michalak wszystkie bohaterki są niziutkie i chudziutkie.
Po drugie, mnie te opisy płaczących z tęsknoty za nią szczeniaków równocześnie bawią i zniesmaczają. To są psy, dla nich to nie było żadne "porzucenie przez matkę", tylko trafiły do nowych domów, nowych rodzin - podobno też dobrych! Chyba, że Nataniel trzyma swojego puchatego pirenejczyka na łańcuchu żeby budy pilnował.
PRZESTAŃCIE DAWAĆ PSOM CIASTO, DURNE BACHORY. I ktoś im jeszcze na to pozwala, ba, nie widzą problemu tylko przynoszą dokładkę! Bohaterowie tego ksiopka są nieczułymi kretynami.
Magda jaka drama queen XD
I to "jebut" z ust Zosi, co jest. Nie spodziewałam się, no ale przecież ona już dawno nie jest rudowłosą uroczą mimozą, przecież jedzie w myślach po obcych, ładnych kobietach jak po autostradzie.
W jakich to makabrycznych książkach zaczytywała się Ala? W "Zmierzchu" i innych romansach z wampirem na okładce?
Nie dość, że jak zwykle sędzia u Michalak jest stronnicza i od razu WIE, że główny bohater/bohaterka jest niewinna, szlachetna i skrzywdzona, a to druga strona łże i oczernia (no na litość, to jest autoplagiat, praktycznie identyczna rozprawa była w "Nie oddam dzieci"), to jeszcze Damian musiał zostać jeszcze bardziej papierowym i ohydnym czarnym charakterem. No świetnie.
"Jak zapowietrzoną"? XD Nie powinno być "jak powietrze" jeśli już, choć też koślawo brzmi?
Uogólnianie, uogólnianie, faceci źli i nie dbają o dzieci, tylko matki są dobrymi rodzicami (chlubnym wyjątkiem jest szlachetny pan chirurg z "Nie oddam dzieci"), klasyczna Michalak!
Ech, ale to podejście "no kiedyś to czytanie dziwnych książek przez straumatyzowaną Alę źle się skończy, ale oceny ma dobre więc chuj" wyszło Michalak aż zbyt realnie. Szkoda tylko, że nie jest w żaden sposób potępione i jest podejściem głównej pozytywnej bohaterki, ups.
Dlaczego Natalia wpadła na pomysł, że najlepszą osobą do pomocy będzie laska, której ona nienawidzi z niewiadomego powodu i którą widziała raz w życiu, gdy ta chciała ją pozwać o psy? Naprawdę, ogłoszenie że szuka pracowników albo popytanie po znajomych jest prostsze i ma jakiekolwiek szanse powodzenia. No ale to Natalia, ona nie umie w proste rozwiązania.
Obstawiałam C, ale D było tak dziwnie precyzyjne, że po prostu wiedziałam, że to będzie to i nie dowierzałam. Ale jednak. Rest In Pieces, Jadwiniu.
UsuńNie mogę brać tego na poważnie, no przepraszam XD zabita przez pudełko z prześcieradłami.
Tam tak jest, bez żadnej przerwy, żadnego wyróżnienia gwiazdkami czy czymś? W jednej linijce Jadwiga leży w piwnicy, a w drugiej w trumnie? Widać, że koniec książki się zbliża, jak akcja tak nagle zapiernicza.
Matka Bartosza kasowała mu wiadomości od znajomej. Matka dorosłego, trzydziestoletniego faceta. No okej.
Urzeka mnie, jak w tych książkach absolutnie wszystkie rodziny są toksyczne, czy to zamierzenie czy nie.
"Tak, Bartosz – uniosła nań oczy pełne cierpienia – ja nigdy nie urodzę ci synka czy córeczki." - (x) doubt
"Dlatego łup! Uderzyłam ją w potylicę kowadłem zawiniętym dla niepoznaki w prześcieradło." - XDDD
Tempo związków u Michalak naprawdę mnie rozwala, im poszło chyba jeszcze szybciej niż Natanielowi i Zosi. Szybko, SZYBKO, do wyra i do ołtarza, w dowolnej kolejności! Znają się już wystarczająco po tych trzech rozmowach, rozwój relacji jest nudny!
CO. DO. CHOLERY.
Wraca do niej Ala, jeszcze bardziej straumatyzowana, mówi coś o jakichś obcych, strasznych typach. A ta pieprzona idiotka nie dzwoni na policję, nie idzie do lekarza, nie robi NIC, bo dziecko wróciło i jest grzeczne, więc chuj z tym.
Jak mnie trzęsie, no kurwa mać. Czyli co, znęcanie się czy boję się myśleć co wobec Ali było okej, bo zasłużyła sobie umalowaniem się jak "podstarzała kurwa"? JA PIERDOLĘ.
No weź, w Michalakversum jak porzucisz pracę z dnia na dzień, to po dwóch latach zastaniesz swoje biuro w dokładnie takim stanie jak je opuściłaś, projekty również, bo nikt ich nie przejął i klienci czekają te dwa lata nie wiadomo na co, więc akcja z rezerwacjami nie jest aż tak dziwna. Boże, co ta kobieta bierze.
Aha, a z kolei Zuzanna została kolejną po Iwonie kobietą upadłą, która pewnie skończy martwa w jakimś rowie, bo dorwała ją mafia czy coś w tym rodzaju. No ale należy jej się, bo była niemiła dla głównej bohaterki. I przynajmniej oddała psa. Ten wątek też mnie wkurwił niemiłosiernie, ach. Niech AŁtorkasia przestanie poruszać takie tematy, bo robi to w cholernie szkodliwy sposób.
Ha, no i mówiłam. Tej też się magicznie niepłodność naprawiła z miłości.
BLACK HEART, BLACK HEART UMARŁ! JAK TO JEST MOŻLIWE!
Szczerze, podejrzewałam że zginą Jadwiga i Damian, a tu jednak Siergiej :DDD i w sumie co się z nim stało, że leży sobie zamarznięty w lesie? Dorwała go mafia lisów, czy jak?
Michalak chyba naprawdę kocha dręczyć swoich czytelników XD Przepraszam, kochane czytelniczki. Te ankiety kogo zabić, kogo wolą, ta satysfakcja że już kogoś uśmierciła... Ona jest chaotic evil.
Miał być spokojny komentarz, ale i tak się naprzeklinałam jak szalona, za co przepraszam.
Co to była za podróż, aż się łza samotna kryształowa w oku kręci... Będę za tym tęsknić, naprawdę. Mam nadzieję, że jeszcze analizy jakiegoś dzieła się doczekamy, bo robisz to świetnie, Claudinello <3 Pozdro również!
I jednak w świetle jednego z poprzednich komentarzy - Nataniel przystojny macho z kwadratową szczęką i ten Siergiej który totalnie wygląda na pięćdziesiąt lat i nie ma oka, mnie rozłożyli. Miło też w ogóle, że AŁtorkasia użyła zdjęć jakichś randomowych ludzi bez podania ich nazwisk, miło z jej strony.
UsuńCzy tylko ja widziałam Siergieja jako zarośniętego włochatego niedźwiedzia z Rosji? Natomiast Nataniel w czapeczce jest w punkt XD
"Choć może mam złe odniesienie, bo nie pamiętam jakiej ona była postury, może nie jest nawet w połowie tak drobna jak ja - choć podejrzewam, że jednak jest, bo u Michalak wszystkie bohaterki są niziutkie i chudziutkie" – tak, pozytywne bohaterki zawsze są bez grama mięśnia czy tłuszczu, więc te psy to chyba przenosi siłą miłości.
Usuń"To są psy, dla nich to nie było żadne "porzucenie przez matkę", tylko trafiły do nowych domów, nowych rodzin - podobno też dobrych!" – dokładnie, całkowicie normalna sprawa.
"PRZESTAŃCIE DAWAĆ PSOM CIASTO, DURNE BACHORY. I ktoś im jeszcze na to pozwala, ba, nie widzą problemu tylko przynoszą dokładkę!" – są durne, bo nikt ich nie wychowuje, a dorośli się cieszą, że wreszcie mają chwilę spokoju, by zasiąść bez wrzasków do uczty złożonej z nalewki i słodyczy; co tam psy. To widać np. w wyciętym przeze mnie fragmencie, w którym Siergiej podpytuje Nataniela, czy nie miałby ochoty uciec od rodziny i urżnąć się w trupa jak za kawalerskich czasów. Dzieci służą za symbol statusu i element rozczulający lub komiczny od czasu do czasu. Natalia też stwierdza, że skoro Ala po przejściach nie próbuje na siebie zwracać uwagi, to po co ma się przejmować, a w każdej rodzinie wychowanie zastępują komendy bez uzasadnienia czy tłumaczenia, jak działa świat.
"Nie spodziewałam się, no ale przecież ona już dawno nie jest rudowłosą uroczą mimozą, przecież jedzie w myślach po obcych, ładnych kobietach jak po autostradzie" – racja 😄
"W jakich to makabrycznych książkach zaczytywała się Ala? W "Zmierzchu" i innych romansach z wampirem na okładce?" – goła wampirzyca może sugerować Fabrykę Słów, ale nie wiem 😄
„Nie powinno być "jak powietrze" jeśli już” – o, to by chyba pasowało! Może w ramach cięcia kosztów korektę zastąpiła autokorekta?
Szlachetny pan chirurg z "Nie oddam dzieci" w sumie zachowywał się zupełnie jak pijany Nataniel opiekujący Emilką czy którykolwiek inny mężczyzna pozytywny "w kryzysie" mający pod opieką dzieci. Znaczy niszczy im życie, ale jednocześnie dużo myśli, jak to kocha swoje pociechy, więc jest ideałem.
"Ech, ale to podejście "no kiedyś to czytanie dziwnych książek przez straumatyzowaną Alę źle się skończy, ale oceny ma dobre więc chuj" wyszło Michalak aż zbyt realnie. Szkoda tylko, że nie jest w żaden sposób potępione i jest podejściem głównej pozytywnej bohaterki, ups" – taaak, wieczne przedstawianie Natalii jako biednej i pokrzywdzonej przez los przez narratora tak bardzo psuje ten realistyczny aspekt, w którym owinęła sobie wokół paluszka wszystkich znajomych, kreując się na skrajnie niezaradną osobę, która potrzebuje pomocy w podjęciu decyzji, co zje na śniadnie. W efekcie Damian jest tym złym, porzucającym niewinną Natalię gnojem, mimo że to Natalia palcem nie kiwnęła przez całą książkę. Ani nie pracowała, ani nie zajmowała się domem czy Alą, w sumie tylko snuła się, płacząc, że Damian jej nie czci.
"Tam tak jest, bez żadnej przerwy, żadnego wyróżnienia gwiazdkami czy czymś? W jednej linijce Jadwiga leży w piwnicy, a w drugiej w trumnie?" – dokładnie. Myślałam, że poprzednie książki były pisane na kolanie, ale tam przynajmniej wiedzieliśmy, czemu jakieś wątki się kończą i dlaczego teleportujemy się w inne miejsce.
"Urzeka mnie, jak w tych książkach absolutnie wszystkie rodziny są toksyczne, czy to zamierzenie czy nie" – Michalak by oczy zogromniały, jakby zobaczyła ten komentarz. Przecież toksyczny jest tylko Damian pijak i ojciec Nataniela 😄
Usuń"Znają się już wystarczająco po tych trzech rozmowach, rozwój relacji jest nudny!" – tu jeszcze spoko, nie było nic o ślubie, więc pewnie pobiorą się z powodu ciąży jak Magda i Siergiej (albo prawie Oliwia i Nataniel), póki jeszcze zakochani i chcą spędzać całe dnie ze sobą w łóżku. Ale rozwala mnie, że Nataniel szybko zaklepał Zosię pierścionkiem zaręczynowym, by wszystko było po bożemu, a potem ani myślał się zadeklarować, jak już mógł uprawiać seks z narzeczoną 😄
"Jak mnie trzęsie, no kurwa mać. Czyli co, znęcanie się czy boję się myśleć co wobec Ali było okej, bo zasłużyła sobie umalowaniem się jak "podstarzała kurwa"? – chyba tak, a potem jeszcze pyskowała, że woli swojego brata… nie mam innej koncepcji. Ala jako dziecko mogła nie wyłapać, że przy przewrażliwionych mimozach nie należy głośno werbalizować kogo lubi się mniej, a kogo bardziej.
"No weź, w Michalakversum jak porzucisz pracę z dnia na dzień, to po dwóch latach zastaniesz swoje biuro w dokładnie takim stanie jak je opuściłaś, projekty również, bo nikt ich nie przejął i klienci czekają te dwa lata nie wiadomo na co, więc akcja z rezerwacjami nie jest aż tak dziwna" – hahaha, no dobra 😄
"No ale należy jej się, bo była niemiła dla głównej bohaterki. I przynajmniej oddała psa" – to jest dokładnie to, co w kółko pojawia się w literaturze Michalak. Zemsta i kara niewspółmierna do dokonanej krzywdy (krzywdą dla bohatera pozytywnego może być czyjaś raniąca niezręczność czy asertywność), gdy osoba zła dostrzega swój błąd i chce go naprawić. Nawet jeśli źle interpretuje swój błąd, jak Oliwia, która przeprasza Nataniela, że go sprowokowała do pobicia jej czy Zuzanna, która już po odebraniu psa orientuje się, że ciężko jej się utrzymać…
"Tej też się magicznie niepłodność naprawiła z miłości" – nie wiem, czy tak magicznie, może po prostu odkryła, że z seksu są dzieci 😄
"i w sumie co się z nim stało, że leży sobie zamarznięty w lesie? Dorwała go mafia lisów, czy jak?" – hahaha! Czytelniczki Michalak też się zastanawiają, widziałam różne rozważania, co to się mogło stać i czy to na pewno Siergiej. Może poszedł na ostatnią randkę z jakimś przemytnikiem Przemysławem i tym razem dostał kosę w tętnicę udową.
"Te ankiety kogo zabić, kogo wolą, ta satysfakcja że już kogoś uśmierciła... Ona jest chaotic evil" – mam wrażenie, że na ankiety "TAK czy NIE?" większość czytelników zawsze odpowiada "TAK". A potem zawsze jest szok i niedowierzanie jak ze śmiercią Marty.
"Będę za tym tęsknić, naprawdę. Mam nadzieję, że jeszcze analizy jakiegoś dzieła się doczekamy, bo robisz to świetnie, Claudinello <3" – dziękuję ❤️ znalazłam już dzieło, które potencjalnie nadaje się na przerywnik-analizę w oczekiwaniu na szósty tom, ale autorstwa kogoś innego niż Michalak. Przez to nie wiem, jak się zareklamować. Pomyślę nad tym 🙂
O rnay boskie, przeoczyłam cały kolejny tom! Napisz mi proszę następnym razem, że coś działasz, bo inaczej będzie mi tak głupio i smutno, jak teraz, że nie mogłam przeżywać na bieżąco. Za to ile mam nadrabiania, ohohohoho!
OdpowiedzUsuńMiłej rozrywki!
UsuńChcesz maila z niusami, jeśli wyjdzie szósty tom? 😄 Dotąd informowałam na sus-ie.
Ta smierc i problemy zdrowotne Jadwigi byly tak bardzo odczapne, ze w ogole nie jestem w stanie sie nimi przejac :D Bum! Alzheimer, bum! Rozbita na smierc glowa. I to w jaki sposob. Ja wiem, ze najwiecej wypadkow zdarza sie w domu, ale moze bez przeginki.
OdpowiedzUsuńTraktowanie Ali bylo absolutnie wstretne przez cala ksiazke.
W ogole po czartym tomie musialam sobie zrobic przerwe, bo stezenie obrzydliwosci troche mnie przygniotlo, ale tu w piatym bylo juz bardziej absurdalnie niz toksycznie.
Traktowanie Ali najlepiej podsumowuje ostatni tom sagi…
UsuńDla mnie pierwszy tom był najgorszy pod kątem stężenia toksyczności – Marta zawsze wygrywała 😄 jeszcze nie było nawet zalążka fabuły, a już leciały teksty o bitej rozwiązłej żonie sołtysa.
Ten alzheimer miał chyba usprawiedliwić mały wypadek z prześcieradłami i Natalię: skoro Jadwidze zostało parę dni życia, to czemu by nie zabić jej od razu. Czytelniczki już przyzwyczaiły się do myśli, że Jadwiga odejdzie, a nie trzeba było ich męczyć opisami, jak zachowuje się człowiek z demencją (znaczy zrobić riserczu).