5.6 Rozdział 21, 22, 23, 24 i epilog

ROZDZIAŁ XXI: POKRZYWIONA LAFIRYNDA PIĘĆDZIESIĄT KILO NOSI

Monika Gazda, mama Gazdy, przyjeżdża do szpitala. Mimo że w poprzednim rozdziale Bartosz był ledwo żywy, ta z jakiegoś powodu planuje zabrać go do domu. Wita się z Natanielem, ale Natalia, która zaraz ucieka, jej się już nie podoba.
Natalia miała poczucie winy wypisane na ładnej, miłej buzi, ot co.
Och, miła sarenka z ładną buzią! Dokładnie to myśli się o domniemanej femme fatale.
Gładziła go po dłoni, brutalnie zmiażdżonej ciężkim buciorem, i powtarzała, sobie również:
– Wrócisz do domu, do przyjaciół, do pracy, i już nigdy więcej nie narazisz się na coś takiego.
Nie mogę. Jaki ten bucior subtelny.
Monika przepytuje Nataniela.
– To przez tę dziewczynę? Natalię?
– Jest równie niewinna w tym wszystkim jak Bartosz – odrzekł, starannie dobierając słowa.
– Są parą? Kochają się? – Musiała wiedzieć, zanim podejmie kolejne decyzje. Tamta dziewczyna mogła jej przecież stanąć na przeszkodzie.
Co za wymuszony wątek. Co ta Monika podejrzewa? Że zła Natalia była zbyt niewinna, więc Bartosz po zalotach dostał w ryj od innego chłopca? No dobra. Ewidentnie wina Natalii.
– Nie wiem.
XD Kłamczuchy!!!
– Ta cała Natalia? Taka... niewydarzona? Odrzuciła mojego synka?! A czego mu niby brakuje?! – Monika aż się zatrzęsła z wściekłości i oburzenia. Doprawdy dużo ją kosztowało, żeby nie nazwać dziewuchy po imieniu: „pokrzywiona lafirynda”!
Monika subtelna jak Natalia, byłoby im razem dobrze w górach. Wyśmiewanie czyjejś choroby jest wyjątkowo niskie i mało kto zdobywa się na taki cios poniżej pasa. Zwłaszcza że w przypadku Natalii nie może być to BAAARDZO głęboka skolioza, skoro bez problemu ukrywa ją pod obszernymi swetrami.

Straszliwa, szokująca, prawdopodobnie zaraźliwa deformacja będąca uzasadnionym powodem, by obrażać ludzi

Nataniel jest przerażony, że zaraz polecą wyzwiska, które Natalia usłyszy, więc tłumaczy:
– Ona jeszcze jest mężatką. W trakcie rozwodu, który może okazać się długi i bolesny. Nie chciała angażować się w nowy związek, nie będąc wolną kobietą. – To powinno się Monice spodobać.
(…)
– Gdy tylko Bartosz będzie nadawał się do transportu, zabieram go do Nowego Targu.
– Zapytam chirurga, czy mi zapakuje!
I zrobiła to, co powiedziała. Jakimś cudem załatwiła śmigłowiec ratunkowy i ubłagała lekarzy o wcześniejszy wypis, zapewniając, że Bartosz, bohater, który ratuje ludziom życie, będzie miał u siebie, wśród swoich, najlepszą opiekę.
Jakim on musi być celebrytą w tym Nowym Targu, że załatwiają takie rzeczy od ręki???

Natalia trzy dni później wybiera się odwiedzić Bartosza, ale okazuje się, że już go tam nie ma, więc wraca do dworku. Kilkanaście linijek opisu dworku, gdzie są zwierzęta i dzieci, bo przyjechali goście z Sennej.
Pieski tak stęskniły się za ukochaną panią, że ich skomlenie przypominało płacz dziecka, obstąpiły Natalię, wzruszoną do łez, i prosiły o głaski i przytulenia. Zagarnęła pełne ramiona szczeniaków i zaczęła dźwigać je do domu w akompaniamencie śmiechu dzieci. Wreszcie wytachała naręcze szczeniąt na taras, gdzie goście rozkoszowali się obłędną domową karpatką – kiedy Jadwinia zdążyła ją upiec?! – i chyba jeszcze lepszą gorącą czekoladą z różaną konfiturą.
Czy tylko mnie odrzucają te opisy psiej mamy? Szczenięta to nie dzieci, Natalia nie jest ich matką, tylko opiekunką, podobnie jak Jadwiga i Ala. 
Świetnie musi robić przynajmniej 50 kg na pokrzywione plecy.

Nieco starszy, 10-miesięczny pirenejczyk z Reddita
– Bartosza już nie było – zaczęła. – Mama zabrała go do domu, do Nowego Targu.
– To dobrze, córeńko, będzie wśród swoich. – Jadwinia pogładziła dziewczynę po ręce, wiedząc, jak bardzo potrzebuje pocieszenia.
– Kiedyś tu wróci? Przyjedzie choć na parę dni?
– Myślę, że tak. Przecież nie ma w tym, co go spotkało, twojej winy. – Jadwiga naprawdę pragnęła, by jej głos brzmiał pewnie, ale w głębi serca nie czuła tej pewności.
Myślałam, że obwinianie Natalii to tylko jakaś dziwna obsesja matki Bartosza, ale jednak nie. Jest to pogląd równie powszechny jak opinia o zerowej inicjatywie naszej stokrotki, co powinno się wszystkim kłócić.
[Jadwiga] pobiegła do kuchni po dokładkę karpatki. Znikała bowiem w zastraszającym tempie, do czego dziewczynki, dokarmiające szczeniaki ciastem, wydatnie się przyczyniły.
Nie dość, że ciasto jest w każdej scenie, jeszcze psy muszą je żreć i zaraz któryś umrze od kakao. Wygląda, że Jadwiga dostała w ostatniej chwili telefon o gościach i błyskawicznie upiekła ciasto tylko po to, by dzieci rzuciły je psom.

WTEM! Odzywa się Magda, podkreślając, że ma do powiedzenia coś ważnego.
– Mów, Madzia. Ja ciebie słucham. Zawsze – odezwał się Siergiej, ujął dłoń żony, uniósł do ust i czule ucałował. Obdarowała go pełnym miłości uśmiechem, aż Natalia, właśnie ona, poczuła lekkie ukłucie zazdrości. Damian też tak na nią kiedyś patrzył, też całował ją po rękach...
Ideał związku u Michalak: rączki całuję, spoglądam pożądliwie, chwytam za różne części ciała, niech twoje koleżanki zazdroszczą. A jak będą zazdrościć przy odgłosach gwałtów wieczorem!
– Siedzę więc tak sobie na słoneczku – zaczęła Magda raz jeszcze – wdycham piękny zapach czekolady z różaną konfiturą i czuję… czuję… coraz silniejsze skurcze.
No i Siergiej wrzuca żonę do auta i jedzie do szpitala. Reszta towarzystwa zbiera się na tarasie na ploteczki.
– Jezu, co to było?
Zosia miała w oczach takie same dwa znaki zapytania jak przyjaciółka.
– Siedzi spokojnie, popija czekoladkę, zagryza karpatką i jak gdyby nigdy nic zagaja: „Słoneczko, stare kości”, i nagle jebut: „Coraz silniejsze skurcze”! Mało z fotela nie spadłam. Serio, ma nerwy ta nasza Madzia. I wybitny pociąg do dramy...
Jebut! Zosia zaraz dostanie od Nataniela wpierdol (nie ma lepszego słowa) za używanie wulgaryzmów, czego on nie znosi i nie robi. Co ona tak slangiem nasiąkła w ciągu tych paru lat, odkąd ją ostatnio słyszeliśmy?
– Co tak długo? – odezwał się Mateusz po kwadransie.
A oto druga (po "Gość w dom, Bóg w dom!") i ostatnia w tej książce wypowiedź Mateusza. Marianna nie dostała ani jednej kwestii do wypowiedzenia.

A tu telefon od Siergieja:
– Jest! Mamy go! Mamy Jędrusia! Uro-urodził się… – Mężczyzna przerwał. Płakał ze szczęścia. – Urodził nam się tutaj, w samochodzie. Sam go przyjąłem.

Tak, nasz męski łotr z lasu nie może uczestniczyć w przemycie ani jechać na wojnę, dobrze więc, że miał okazję odebrać poród. Może nawet utnie pępowinę własnymi zębami, a swojemu dziedzicowi zamiast pozwolić skorzystać z matczynego mleka, każe zjadać smażone na łoju łosia łożysko. Niech się chłopak uczy od pierwszych chwil, co znaczy być mężczyzną w tym uniwersum.

I koniec, wątek odbębniony, zakończony. Trzeba szybko, bo jeszcze dwie osoby muszą zejść, dwie inne zejść ze sobą, jeszcze rozwód i jakieś dramy, szybko!!!

ROZDZIAŁ XXII: MIŁOŚĆ NAD GROBEM WROGÓW

Przeskakujemy o parę miesięcy do przodu, bo:
Sezon letni zbliżał się wielkimi krokami
Może ten sezon podreperuje finanse dworku, o ile pokoje będzie się dało wynajmować płacącym gościom, a nie trzymać na wypadek niezapowiedzianego przyjazdu znajomych.
Dziewczynka wciąż żyła nadzieją, że jej brat, Damian, wróci do domu, przeprosi się z Natalią i znów rodzina będzie w komplecie. Ale gdy Natalia wróciła z sądu po pierwszej i ostatniej rozprawie, przytuliła przybraną córeczkę i wyszeptała przez łzy: „Już po wszystkim, przykro mi, Aluś”, straciła tę nadzieję bezpowrotnie.
W takiej sytuacji wypadałoby wyznaczyć opiekuna prawnego dziecka… czy jednak jest nim Jadwiga, która pojechała kupić Alę w poprzednim tomie? Dobra, już nie próbuję dociekać, bo wiadomo, że wątki prawne nie mają sensu.
Ala (…) teraz stała się dzieckiem niewidocznym. (…) Natalia nie chciała martwić Jadwigi i nie wspominała, w jak makabrycznych książkach zaczytuje się dziewięciolatka
A skąd założenie, że jak Natalia się nie odezwie, Jadwiga nie będzie wiedziała? Jak do tej pory to ona była bardziej zaangażowana w wychowanie dziewczynki.
Przed samą rozprawą postanowiła porozmawiać z Damianem o jego siostrze, powinni przecież jak dwoje dorosłych ludzi ustalić to, gdzie dziewczynka będzie mieszkać, jeśli pozostanie w Marcinkach, o co Natalia będzie zabiegać, jakie kwoty Damian będzie na nią łożył
To jednak "mama Natalia" jest prawnie opiekunem? Kiedy Damian obrażał się i opuszczał dworek, Ala z Jadwinią płakały, zastanawiając się, kiedy wróci po dziewczynkę, jakby oczywistym było, że to z nim powinna zamieszkać.
Zwyczajne, ale niebłahe sprawy, które można było w pokojowy sposób rozwiązać. Niestety. Pierwszy rzut oka na zaciętą twarz męża, za chwilę byłego męża, i Natalia wyzbyła się złudzeń. Damian nienawidził jej (…)... Miał to wypisane na wykrzywionej wrednie twarzy, którą całkiem niedawno ktoś porządnie obił.
Subtelność narratora!
Podczas rozprawy wylał na głowę biednej Natalii takie wiadro pomyj, że sędzina, gdyby dzień w dzień nie wysłuchiwała podobnych tyrad, wysłałaby chyba młodą kobietę do pracy w kamieniołomach, tam jest miejsce tak zdegenerowanych jednostek. Na pytanie jednak, czy Damian ma w takim razie warunki, by sam zająć się siostrą – „przecież nie zostawi pan dziecka z osobą, którą pan przed chwilą opisał” – facet stropił się, zmieszał, poczerwieniał na posiniaczonej twarzy i wyjąkał, że nie jest tak źle.
Logika. Nie można powiedzieć wprost, dziecko będzie po prostu którejś stronie wciśnięte i koniec, nic nie zrobisz. Trzeba udowodnić, że to druga strona się lepiej do tego nadaje.
Do tego Damianowi sąd służy jako miejsce do wyżalenia się. Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób w tej opowieści zdegenerowaną jednostką jest nasza mimoza.
Sędzina posłała mu drwiące spojrzenie (…). Natalia, jąkając się i zacinając, mówiła znacznie krócej, a na pewno bez tej chorej nienawiści, o tym, jak Damian ją zdradzał, jak brał się do bicia, jak chlał prawie dzień w dzień...
To miłe, że pani sędzia (nie sędzina!) jest z góry po stronie Natalii. Może nie dość, że Damian przyjechał posiniaczony, to po prostu był wstawiony?

Natalia wybiega z sądu cała w skowronkach, bo rozwód został odbębniony.
Na temat Ali nie udało się nic ustalić.
xD No tak. Dogadają się po rozprawie, to nieistotne. W końcu jej sednem były ploteczki.
Damian minął Natalię jak zapowietrzoną
???
Zaczął jednak przysyłać pieniądze. Raz dwieście złotych, raz trzysta, innym razem zaledwie sto, co na wyżywienie i utrzymanie dorastającej dziewczynki nie mogło wystarczyć, ale facet, który po rozwodzie dba o dzieci bardziej niż matka, jest taką rzadkością jak tęczowy jednorożec.
Nie ma to jak rozłożyć ręce "bo faceci tacy są", zamiast próbować prawnie wyegzekwować to, co Ali się należy. Nie, Alu, nie dostaniesz nowych butów, a w ogóle to jadłaś wczoraj, nie przesadzaj; Damian na ciebie nie płaci, takie życie. Jeszcze jakby Natalia miała jakieś oszczędności, żeby się unosić dumą, ale nie; kolejny fragment potwierdza, że duma będzie kosztem zdrowia Ali.
Natalia nie upominała się o pieniądze, mimo że przed sezonem było z nimi krucho, Jadwiga tym bardziej nie.
Jak wyżej: pracują tylko latem, a goście nie mają kiedy przyjeżdżać, bo znajomi przesiadują w dworku. A, no i jeszcze regularnie jeżdżą do znajomych. Przecież to logika tych południowych, słonecznych państw, gdzie ludzie żyją 120 lat, bo wyżej niż pracę cenią makrelę w oliwie, wolne tempo życia i sjestę z sąsiadami. Zero stresu, bo jak tu iść do pracy w deszcz albo gdy gdy się niewyspanym, ale zawsze można poskarżyć się na problemy finansowe. 
Dziecko cierpiało coraz bardziej i coraz głębiej zapadało się w świat koszmarnych książeczek. Kiedyś źle się to skończy, Natalia była tego pewna, na razie jednak, dopóki Ala przynosiła ze szkoły dobre oceny, dała dziewczynce spokój.
Miała własne problemy.
Dzieci są albo kochane i bezproblemowe, albo problemowe i niewdzięczne. Nikt nie porozmawia z Alą i nie pomoże jej przetrawić sytuacji, bo przynosi dobre stopnie, czyli jest dobrze.

Własne problemy Natalii to choroba Jadwigi.
Zaczęło się niewinnie. (…) Ale gdy któregoś dnia Natalia napotkała Jadwinię błądzącą jak nieprzytomna po domu w poszukiwaniu… łazienki, przeraziła się na serio.
Diagnoza była druzgocąca: szybko postępujący alzheimer.
Bum! Przestałaś być użyteczna dla fabuły, Jadwiniu.

No tak, dżem, karpatki i nalewki od świtu do nocy to nie to samo co sałatka grecka i Jadwiga niestety nie utworzy niebieskiej strefy na Mazurach (a ponoć dieta ma spory wpływ na zmiany neurodegeneracyjne przy alzheimerze). 
Tego dnia Natalia utuliła ciocię do snu niczym małe dziecko – kobieta za Boga nie potrafiła zrozumieć, czemu zawdzięcza tę nadzwyczajną czułość
Jak miło, że rodzina Bartosza nie została powiadomiona o pobiciu, a jego kumpela Natalia tak; natomiast w tym przypadku Jadwiga nic nie wie na temat swojej choroby, za to obca jej prawnie Natalia tak.
Już niedługo zostanie sama, zupełnie, przeraźliwie sama.
Nie była na to gotowa.
Pierwsi wczasowicze mieli zjawić się w Marcinkach za dwa tygodnie. Natalia w tym roku oczekiwała ich z duszą na ramieniu. Jeśli Jadwini się pogorszy, ona będzie musiała poprowadzić pensjonat. Bez pomocy kogokolwiek.
Natalia ma dwa tygodnie, żeby zastanowić się, co zrobić, ile pieniędzy im potrzeba, spróbować kogoś zatrudnić, może pożyczyć pieniądze od znajomych... Ale nie. Natalia poddaje się podczas dźwigania ciężkich prześcieradeł i wyciąga telefon.
Wybrała numer i słysząc sympatyczne: „Słucham, droga Natalio, w czym mogę pomóc?”, odezwała się nieśmiało:
– Potrzebuję pomocy na sezon. Czy ma pan może telefon do Zuzanny Tamarysz? Może ona jest wolna i szuka pracy z zakwaterowaniem i pełnym wyżywieniem?
Rolę Dyżurnego Niewolnika pełnił do tej pory Mateusz, ale o tym Natalia nie wie. Można było wystawić ogłoszenie w internecie albo dzwonić po znajomych, ale jak widać lepiej szukać kontaktu do osoby, której się nie znosi, bo podobała się Bartoszowi i odebrała jej własnego psa. I na tym kończy poszukiwania pracownika, logiczne!
– Zuzanna Tamarysz? – zdumiał się aspirant Konieczny. – Ten rajski ptak, który moim skromnym zdaniem nigdy się roboty fizycznej nie tknął?
Mieliście dwie wersje: w jednej była hodowczynią, w drugiej prostytutką. Obie prace są w zasadzie fizyczne, ale przecież nie o to chodzi: niegodziwa Zuzanna pewnie miała dostać szansę na odmianę losu poprzez pokorne przystanie na propozycję zostania niewolnikiem u Natalii, ale odmówi i za karę z powrotem porwie ją mafia zmuszająca do prostytucji. Zakończenia wątku jednak nie ma (nigdy się nie dowiemy, czy Konieczny rzeczywiście zadzwonił), a Zuzanna pojawi się tylko raz i nikt się jej losem nie przejmie.

A teraz zapnijcie pasy.
Podziękowała mu i rozłączyła się. I dźwignęła pudło z pościelą, znów przygryzając wargi do krwi. Było strasznie ciężkie. Plecy jeszcze bardziej się wygięły, jeśli to w ogóle możliwe.
Nie wiadomo, czy Natalia upuściła bagaż, czy po prostu wyślizgnął się jej z rąk – rozległ się łomot, a ona miała puste ramiona.

Na co upadnie paczka z prześcieradłem?
  1. Na stopy Natalii
  2. Na Bellę, łamiąc jej nogę
  3. Na podłogę i wypada z niego ukryta przez Alę książka 365 dni
  4. Ześlizgnie się po schodach i zjedzie wprost do piwnicy, uderzy w Jadwinię, która wpadnie na półki ze słoikami, upadnie, skręci kark, legnie wśród krwi, ogórków i prześcieradeł, pocięta odłamkami szkła
W następnej chwili serce stanęło jej w pół uderzenia, bo gdzieś na dole, chyba z piwnicy, dobiegł ją przeraźliwy krzyk. I rumor. A potem wszystko ucichło.
Rzuciła się po schodach w dół, z piętra zbiegła Ala, też zaalarmowana tym krzykiem i tym strasznym dźwiękiem rozbijających się o klepisko słoików. Gdy Natalia wpadła do jednego z pomieszczeń... Zamarła. A potem... potem odwróciła się na pięcie, chwyciła dziewczynkę, która właśnie przybiegła, za ramiona i siłą odciągnęła od otwartych na oścież drzwi, żeby Ala nie zdążyła zajrzeć do środka. Bo widok leżącej wśród odłamków Jadwini, z nienaturalnie wygiętą szyją, z głową rozbitą o kant szafki, prześladowałby ją w snach przez długie lata...
A jej krzyk, emocje towarzyszące sytuacji wcale nie będą! Gdy dzieci są kochane i faszerowane ciastem drożdżowym, szybko zapominają.

Damiana już się pozbyła, Jadwinia martwa, a Ali Natalia już zupełnie nie lubi – ciekawe, kto zniknie następny...
– Tak mi przykro... tak strasznie mi przykro... – szeptała Natalia ustami słonymi od łez, gładząc białą, zimną, a mimo to kochaną dłoń opiekunki.

To jest dosłownie kolejna linijka, więc jestem ciekawa, czy warknęła na Alę, że ma się wynosić na piętro czy co. 

– Mogłaś żyć, Jadwiniu. Mogłaś spokojnie dożyć stu lat, nawet bez pamięci, co mi tam, pamiętałabym za nas dwie, gdyby nie moja niezdarność.
Spoko, morderstwo usprawiedliwione. Czy lekarz nie wytłumaczył jej, jak działa alzheimer i że utrata pamięci to efekt uboczny procesu prowadzącego do nieuchronnej śmierci? Widzisz, mogłaś poczekać i miałabyś czyste ręce.
Wtedy, gdy zostawiłaś odkręconą wodę i zalałaś łazienkę, a ja musiałam to wszystko zmywać, mimo że konałam ze zmęczenia po całym dniu pucowania okien… wtedy pomyślałam, że właściwie nic nas nie łączy, nie jesteś moją rodziną i mogę w każdej chwili odejść… Tak sobie pomyślałam, Jadwiniu kochana. Że mogę odejść i zostawić cię z tym wszystkim samą…

Z tym wszystkim, czyli np. Alą.

Nie został mi już nikt, od kiedy Damian zabrał Alę. Zupełnie nikt…
Dopiero co czytaliśmy o rozwodzie i jak to Natalia zyskała, zdaje się, pełne prawa? Przed chwilą była odciągana od ciała Jadwini, a to jednak Damian ją zabrał? O co tutaj chodzi?
Za chwilę zamkną Jadwigę w sosnowej trumnie, wyniosą na cmentarz, zasypią ziemią.
No nie, jak nie zadzwonisz po nikogo, to nie. Sami nie przyjdą.
Zgięła się wpół, ale łzy nie chciały już płynąć. (…) Zosia dźwignęła ją na nogi i wyprowadziła z kostnicy.
A… to już jesteśmy w kostnicy, mniej więcej od zdania po skręconym karku? Można to było zaznaczyć, nie wiem, odstępem, jakimś opisem, cokolwiek… Śledztwo też już pewnie umorzyli?
Wczoraj odwołała wszystkie rezerwacje. Trudno, najwyżej będzie gryzła korę z drzew i żuła mech.
Pasożytnictwo forever!!! Rozumiem, że jest w szoku, ale dopiero co czytaliśmy o problemach finansowych. 
– Zabierzemy cię po pogrzebie do nas, do Sennej – odezwała się łagodnie Zosia.
To nic, że w ich domu rozszalała się ospa wietrzna i wszystkie trzy dziewczynki gorączkowały, drapały się, narzekały i wołały co chwila mamę. To nic, że Nataniel, który chorował na to paskudztwo w dzieciństwie, przechodził znacznie cięższą jego odmianę, półpasiec, i cierpiał prawdziwe męki.
A Natalia umrze, bo biega nago po śniegu i często choruje.
Swoją drogą podejrzanie często bohaterowie chorują na coś poważnego. Nic dziwnego, że tyle trupów w tych powieściach.

Ale Zosia się przeliczyła:
Nataniel wezwał ją do domu. Musiała wracać natychmiast. Jego łamała taka gorączka, że nie był w stanie zajmować się równie chorymi dziećmi…
A niewolnik Mateusz? Chyba mają dość sąsiadów, którzy już przechodzili ospę wietrzną?
Natalia (…) usiadła na ławce stojącej przy rodzinnym grobie Dąbrowickich (…) i zamknęła oczy.
Tak dobrze znana dłoń potargała jej włosy, poczuła muśnięcie tej dłoni na policzku i usłyszała ciche słowa. Nie. Właściwie nie słyszała ich. Jadwinia przekazywała jej w myślach to wszystko, czego nie zdążyła powiedzieć za życia.
Ale omamy, zaraz będzie się kwalifikować do leczenia. 
Otworzyła gwałtownie oczy i zatonęła w spojrzeniu piwnych oczu Bartosza.
I poczuła, że tak, od tej pory już wszystko będzie dobrze…
Seks na grobie? Tak nad świeżo zasypaną Jadwinią?

ROZDZIAŁ XXIII: MISTRZYNI UWODZENIA

Po drodze z cmentarza, którą przemierzyli pieszo, przeprosił ją z całego serca za brak odpowiedzi na jej SMS-y.
Teoria: Natalia zamordowała Jadwinię, bo dzięki temu ma okazję spotkać się z Bartoszem, który jak do tej pory ją olewał, ale na pogrzeb może przyjedzie.
Nie tłumaczył się. Nie chciał pogrążać swojej matki, która kasowała wiadomości z Marcinków.
Okazuje się, że to paskudna matka dla zabawy kasowała wiadomości z prędkością światła, tak więc nie odpisywał miesiącami, nie doszły go żadne wieści o pogrzebie, a przyjechał na sam jego koniec tylko dlatego, że Nataniel w końcu zadzwonił.
Idąc niespiesznie, bo doprawdy nigdzie im nie było pilno, nie dziś, on opowiadał o długiej rekonwalescencji. Organizm, mimo że młody i zdrowy, nie chciał jakoś dojść do siebie po tym pobiciu. (…) Od dzieciństwa był lubiany, bo też on lubił ludzi, tak po prostu. Trochę mu dokuczano, owszem, żartowano z piegów, którymi usiany był nos chłopca, ale podłości i prześladowania na szczęście go ominęły. (…) Połamano mu nie tylko ręce i żebra, ale i niezachwianą dotychczas wiarę w ludzkie dobro. (…) Wróciła depresja.
Bartosz bez wad poza Piegowatym Nosem teraz otrzymał wadę: brak wiary w dobro i depresja. Ale będą nim pomiatać we wsi!

No dobrze, Bartosz jednak przyjechał, nieporozumienie wyszło na jaw, a Natalia jest po rozwodzie, więc to dobry moment, żeby spróbować szczęścia z jedynym nieżonatym mężczyzną, jakiego się zna. Teraz prześledźmy, jak w tym uniwersum uwodzi się mężczyznę:
– Gdy odszedłeś, tamtego dnia… mówiłam sobie: to dobrze, rozpoczniesz nowe życie, ze zdrową, piękną dziewczyną, której nic nie brakuje, która ma proste plecy, a przede wszystkim…
1. Epatuj dobrą samooceną.
Nie jest bezpłodna jak ja. Tak, Bartosz – uniosła nań oczy pełne cierpienia – ja nigdy nie urodzę ci synka czy córeczki.
2. Podkreślaj wszystkie wady:
Bartosz: może pójdziemy na kawę?
Natalia: ALE JA CI NIE URODZĘ SYNKA!

Nie no, przynajmniej bohaterowie są bezpośredni i nie bawią się w podchody. Nie ma czegoś takiego jak zaczynanie związku bez zobowiązań. Zamiast tego jednego dnia kawa, drugiego ciąża, dom, wesele i kredyt. Prawo życia.
W głębi serca, nie przyznając się do tego uczucia przed samą sobą, naprawdę cię kochałam. I kocham – dodała, podnosząc na niego oczy.
3. Wyznaj miłość po tygodniowej znajomości (z tych trzech miesięcy tylko przez parę dni rozmawiali, bo potem była faszerowana antydepresantami).

Ale na Bartosza podziałało, bo uważa, że w związek da się inwestować tylko w 100% lub w 0%; gdzie tam randkowanie przez kilka miesięcy przed podejmowaniem kolejnych kroków. Akurat nie uważam, by to dobrze o nim świadczyło, biorąc pod uwagę, że wcześniej z braku wyznań odpowiednio ją potraktował. To i jego pogardliwe podejście do żony może sugerować, że jest typem niezwykle czarującego faceta, którego koledzy uwielbiają, a który za zamkniętymi drzwiami w najlepszym wypadku już nie jest taki miły i wyśmiewa osiągnięcia żony, domagając się pełnej uwagi, a w najgorszym po jakimś czasie staje się damskim bokserem… Ona też wymaga stałej adoracji, to się dobrali.

Jak widzimy, Natalia stała się wytrawną uwodzicielką i już wie, co mówić, by złapać kolejne portki zaraz po rozwodzie. Teraz opowiada Bartoszowi, jak to było z Jadwinią:
Jadwinia i tak by umarła szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Dlatego wybaczyłam sobie – i ona mi wybaczyła – że zginęła przeze mnie.
Dlatego łup! Uderzyłam ją w potylicę kowadłem zawiniętym dla niepoznaki w prześcieradło.
Gdybym nie upuściła tej pościeli, ona nie spadłaby z drabinki…
W ładne słowa to ubrałaś, Natalio.
Ciągle mi się wydaje, że za chwilę dobiegnie mnie z kuchni jej kochany głos. „Natalko, powiedz, że jesteś głodna”, pamiętasz?, często tak mówiła, „powiedz, że jesteś głodna, nagotowałam twoich ukochanych leniwych pierożków, z tartą bułeczką podsmażaną na maśle i z cukrem. Jak za PRL-u, chociaż ty możesz nie znać tego smaku”. 
Bez przesady, urodziłam się w podobnym czasie co małżeństwo Sabrowiczów i przynajmniej do 2010 pierogi leniwe z cukrem i bułką tartą były typowym posiłkiem na koloniach i w stołówkach – właśnie dlatego że zgodnie z nazwą wymagają mało pracy, są tanie, a dzieci je lubią. Potem przyszła moda na zdrowe odżywianie, ale nie każdy poddaje się modzie i przestaje robić swoje ulubione potrawy. Takich Jadwig jest mnóstwo, ale ta jedna zachowywała się, jakby co najmniej opowiadała o wojnach napoleońskich.
Odwróciła się ku Bartoszowi, który zamyślony, słuchał jej cichych słów.

4. Rób z siebie ofiarę i mów cicho, by mężczyzna czuł się panem sytuacji.

Spojrzała w dobre oczy tego mężczyzny, który przecież wrócił do niej. W chwili gdy najbardziej go potrzebowała – wrócił.
A może Bartosz od dwudziestu minut próbował otworzyć usta i wtrącić, że ma nową dziewczynę i chciał zaprosić Natalię na wesele?
Pochylił się ku jej miękkim, ciepłym ustom i zaczął całować. Długo, miękko i czule. A potem wziął ją na ręce, zaniósł do sypialni i równie czule kochał.
O, jednak nie było "pójdziemy na kawę?", tylko jedno zdanie i po wszystkim. Czterostopniowy plan podrywu zadziałał, choć w prawdziwym życiu niekoniecznie przyciągałby dobrych mężczyzn.
Dotąd, aż szepcząc jego imię, doznała spełnienia.
To tak dla podkreślenia, że to nie to co Damian.
Stary, piękny dom – jeszcze niedawno boleśnie pusty – ku ogromnej radości Natalii znów zaczął się zapełniać.
Najpierw wróciła Alunia.
Sama? Może Natalia zapomniała przywieźć ją ze szkoły i tyle zajęło jej szukanie drogi do domu?
Któregoś dnia Damian, pochmurny jak gradowa burza, opryskliwy i chamski jeszcze bardziej, o ile w ogóle to możliwe, podrzucił dziecko pod dom.

Bartosz obserwuje sytuację. Damian odmawia Natalii rozmowy i prosi ją, by się zajęła Alą.

Niezgrabnie przytulił dziewczynkę, która stała nieruchomo jak słup soli. Nie czekając na „tak” albo „nie” Natalii, pchnął dziecko w jej stronę i odszedł do samochodu, żałośnie przygarbiony, złamany losem, który sam własnoręcznie sobie wykuł.
Jak widzimy, coś jest nie tak, a Ala próbuje się zwierzyć:
– Tam było strasznie, okropnie. Przychodzili ludzie. I oni… Ja już nie chcę nigdzie wyjeżdżać, Natalko. Chcę tutaj zostać. Będę grzeczna, obiecuję, tylko nie odsyłaj mnie do sierocińca!

Bardzo mi się nie podoba ta wypowiedź. A co na to Natalia? 

MILIONERZY: 

A Zabierze Alę do lekarza? 
B Wezwie policję? 
C Zadzwoni do Damiana, żeby wybadać sytuację?
D Oleje sprawę, bo nie chce jej się o tym myśleć?
Uniosła na dziewczynę oczy pełne łez, ta ucałowała ją w czoło i przytuliła jeszcze mocniej, nie chcąc nawet myśleć, że ci straszni ludzie mogli Alę skrzywdzić…
– Chodź, twój pokoik jest taki, jakim go zostawiłaś.
Tak, to nieistotne. Nawet jak Alę molestowali czy podawali narkotyki – to było u Damiana, w ramach kary za brak zaufania do Natalii i jeden wybuch złości. I za dementory. Poza tym dawno, wczoraj i nieprawda.
– Przepraszam, kochany, powinnam najpierw spytać ciebie, czy przyjmiemy Alę z powrotem…
Tak, jakby Bartosz miał jakieś wątpliwości, wróciłaby teraz do Ali i oznajmiła jej, że ma się pakować do Damiana. Tak.
Zresztą, po co wałkować temat. Są ciekawsze, radośniejsze kwestie:
Tak! Po otwarciu testamentu okazało się, że Jadwinia przepisała cały majątek – dwór, przynależne do niego ziemie i skromne oszczędności – na swoją przybraną córeczkę, Natalię.
Oczywiście: to Jadwinia była duszą, sercem i mózgiem Marcinków, ale Natalia okaże się jej godną następczynią, tak postanowiła!
Co za radość! A dziecko niech tam sobie płacze w kącie i podcina żyły, byle nie przy gościach.
Myśl o sprzedaży dworu i przehulaniu pieniędzy nawet nie postała dziewczynie w głowie.
Tak, to jedyna alternatywa. Nie na przykład sprzedać dwór i kupić coś mniejszego, tańszego w utrzymaniu. Czym umiałaby zarządzać, a nie wielki dwór, gdzie jest tyyyle pracy, a sezon wakacyjny zaskakuje co roku.
Dalej jest długi opis o tym, jak to Bartosz poczuł się gospodarzem i zaplanował potrzebne naprawy.
Ala odrabiała lekcje pod jego czujnym okiem – tak, oprócz zarządzania posiadłością Bartosz wziął na siebie opiekę nad porzuconym przez brata dzieckiem
Biedna Ala. Bartosz się wykazał i teraz on wziął na siebie opiekę nad wstrętną dziewczynką, której nikt nie chce. Widać nawet Damian doszedł do wniosku, że lepszym opiekunem dla jego siostry będzie banda ćpunów zamiast Natalii, bo zabrał małą, gdy tylko Jadwiga zmarła i oddał, gdy Bartosz był pod ręką. 

Nie odnosicie wrażenia, że Damian mógł podjąć takie kroki, bo zdawał sobie sprawę, że przez tych dziesięć miesięcy "braku sezonu" Natalia nic nie robiła? Niby miała magisterkę na głowie, ale nic o tym nie było, więc równie dobrze mogła porzucić studia. Ile razy ją obserwowaliśmy, miała pretensje do Damiana, żarła snickersy albo biegała z pieskami po ogrodzie. To Jadwiga gotowała, sprzątała i zajmowała się domem i Aliną, Damian przynosił dochód, a gdy tylko Natalii zdarzyło się zdjąć graty z podwyższenia, mimo że jej zdaniem Damian powinien jako mężczyzna, rozpaczała, że plecy bolą. Przecież ona nawet nie poświęciła pięciu minut na samorealizację, robiąc risercz na temat prowadzenia pensjonatu czy choćby wykonując ćwiczenia mogące ulżyć jej plecom. Pierwszy raz zajmowała się czymś w dworku na serio, gdy Jadwiga zachorowała, a wtedy zastanawiała się, czy dać nogę.
Ona z kolei wzięła na siebie prowadzenie pensjonatu, podzwoniła po wczasowiczach, którym wcześniej, z powodu śmierci Jadwini i niepewności, co dalej, anulowała rezerwacje, i okazało się, że większość właśnie na to czekała
Jakby mnie ktoś taki numer wykręcił, to dwa dni później miałabym już inne plany. Chyba że ci goście mają co roku kilkumiesięczne wakacje, a nie mają absolutnie co robić w ich czasie.

A potem oczywiście kolejne opisy odwiedzin zaprzyjaźnionych rodzin z Sennej, w każdy weekend (to kiedy oni mają czas prowadzić ten pensjonat a Siergiej ośrodek ze strusiami?). W tym oczywiście mężczyźni, którzy "nie żałowali sobie nalewek", bo widocznie faceci nie potrafią spędzać inaczej czasu. Na szczęście alkoholikiem jest tylko Damian, innym to nie grozi.
Nowy zwyczaj bardzo, ale to bardzo się wszystkim spodobał. Dziś nie wyobrażali sobie weekendu spędzanego inaczej.
Czy autorka wie, jak działają pensjonaty? Może goście w weekendy sami piorą i krochmalą pościel oraz ubijają masło z mleka dżersejki, żeby właściciele mieli wolne.
Któregoś wrześniowego popołudnia siedziała skonana na tarasie, wygrzewając swoje szczupłe, opalone ciało w promieniach wczesnojesiennego słońca. Przyglądała się ukradkiem, jak [Bartosz] nagi od pasa w górę, muskularny, opalony, rąbie drzewo w ogrodzie albo przycina żywopłot.
Zasady emanowania seksapilem: kobieta może siedzieć na słońcu w kwiecistej sukience, ewentualnie pokazać trochę ciała przez przezroczyste ubranie. Facet może się rozebrać i rąbać drewno.
I nie tylko ona wodziła za „panem na Marcinkach” głodnym wzrokiem. Wczasowiczkom też bardzo przypadł do gustu nowy gospodarz. Niejedna miałaby prawdopodobnie niecne zamiary i może skończyłoby się jak z Damianem, ale Bartosz nie był Damianem. Był starszy i znacznie dojrzalszy od tamtego.
Starszy o kluczowy rok, maksymalnie trzy.
Znał słodycz sukcesu i gorycz porażki, lecz przede wszystkim poznał słony smak łez. Tak, strach przed utratą sprawiał, że dla tego mężczyzny liczyła się Natalia i tylko Natalia. Był pewien tej dziewczyny i jej miłości, jak niegdyś mógł ufać w stałość i miłość Basi. Sam nigdy jej nie zdradził – przynajmniej nie fizycznie, bo flirciarz swego czasu był z niego niezły. Pamiętał, jak cierpiała, gdy bezczelnie oglądał się za innymi dziewczynami, czasem jej na przekór, i dziś, doroślejszy o ładnych parę lat i kilka rozczarowań, wierność cenił najwyżej. Dziś nie przyszłoby mu do głowy w taki sposób sprawdzać Natalii, jak swego czasu sprawdzał Basię. 
Jak miło, że spłonięcie rodziny zainspirowało tego mężczyznę do przemiany! Nic, tylko się wzruszyć.
Damian chciał ją z jej kalectwem, z wygiętymi w S plecami, i była mu za to wdzięczna. Kochała go z wdzięczności. Bartosz zaś... Jego uczyła się kochać pomimo wdzięczności.
Z kolei Natalia odkrywa, że musi już być desperatką, bo dzięki udoskonaleniu czterostopniowego planu uwodzenia jest w stanie poderwać również półnagiego górala, którego koleżanki będą zazdrościć.

Potem długo czytamy, jak Bartosz kocha, ile razy dziennie i że jest lepszy w łóżku niż Damian.
Na wspomnienie tego, co wyrabiali dzisiejszego ranka, spłonęła rumieńcem.
Ile ona ma lat, że nie wstydzi się tego robić, a pomyśleć już nie wolno?

Nagle! Dzwonek do drzwi, a Natalia każe Bartoszowi wziąć łapę z jej majtek.

ROZDZIAŁ XXIV: SMUTNY KONIEC ZUZANNY 

– Flora! Florcia! Moja kochana, malutka!
Pies, wcale nie taki malutki, rzucił się ku pani z niemal ludzkim skowytem. Tańczył dookoła niej, podskakiwał i skarżył się – nie na swą właścicielkę, a na to, że ukochana przybrana mama gdzieś na tak długo zniknęła!
Pies zadzwonił?!
 Przywiozłam ją z powrotem – padły słowa.
Natalia poderwała się z klęczek, mając ramiona pełne Flory. Przycisnęła suczkę z całych sił do piersi, jeszcze nie wierząc w to, co usłyszała.
– Oddajesz mi ją?
– Tak. – Zuzanna odwróciła wzrok. – Nie daję rady utrzymać siebie i psa. Jest ciężko.
Natalia milczała przez chwilę, zbierając myśli, wreszcie odrzekła z ciężkim sercem:
– Przykro mi, ale nie mogę jej przyjąć. Wystarczająco cierpiałam, i Flora też, gdy zabierałaś ją poprzednio. Jeśli wrócisz po nią za miesiąc czy dwa, gdy już znajdziesz dobrą pracę... Nie chcę znów leczyć złamanego serca.
– Nie wrócę po Florę. – Dziewczyna pokręciła głową. – Oddaję ci ją na zawsze, bo wiem... że będzie jej tu z tobą lepiej...
Przecież Natalia wcisnęła jej kit, że pies nazywa się Bella, bo w ostatniej chwili stwierdziła, że odda jej większego. Czemu Zuzanna wie, jak naprawdę się nazywa?
Urwała. Spojrzała na ganek, gdzie pojawił się Bartosz. Przystojny, wręcz piękny, w błękitnych dżinsach i białej koszulce polo.

Aż wciągnęła powietrze na widok jego szerokich, wspaniale umięśnionych ramion.
Uwaga, teraz Zuzanna, dziwka tragiczna, będzie cierpieć, że jednak nie zaczęła podrywać superfaceta tomu, gdy był na to czas.
On zmierzył dziewczynę chłodnym wzrokiem. Miał w pamięci słowa, jakimi poczęstowała go w szpitalu.
Czyli "nie znam cię, kim jesteś i co tu robisz?"?
Jej oszałamiająca uroda, teraz podkreślona obcisłą, kusą sukienką, nie robiła na nim wrażenia.

Prawdopodobnie na nikim nie robiła, skoro latem wiele pięknych kobiet paraduje w mini. Zresztą dopiero co sami się opalali, eksponując wdzięki!

Wyrósł z oglądania się za seksownymi laskami. Dziś cenił co innego. I kogo innego.
Stanął obok Natalii i objął ją ramieniem. Posłała mu pełen wdzięczności uśmiech.

Wdzięczności, bo jako pasztet chciała wygrać dyskusję za pomocą świetnej partii, którą zaklepała? Natalio, Bartosz jest prawie dwukrotnie starszy od tej dziewczyny, a ona ledwo co przestała być nastolatką. Istnieje duża szansa, że jednak nie będzie wzdychała do pomarszczonego, mówiącego dziwnym slangiem faceta, który jest na zupełnie innym etapie życia. I czy wdowiec po stracie dziecka, dobytku i większości znajomości znalazłby wspólny język z maturzystką? Jedyne, co ich łączy, to że byli skatowani niemal na śmierć, więc szpital sobie mogą powspominać. No i nie mogę, jak to Natalia opiera swoją samoocenę raz na tym, że pieski nie poleciały do atrakcyjniejszej kobiety, a teraz, że jej chłopak tej samej atrakcyjniejszej kobiety nie zgwałcił przed dworkiem.

Zuzanna się tłumaczy (tak, tłumaczy!!!):
– Ja... będę już wracała – odezwała się Zuzanna, z trudem patrząc na uczucie, jakie łączyło tamtych dwoje. – I chcę, żebyś wiedział... – zwróciła się do Bartosza – ...słyszałam twój głos wtedy, gdy leżałam w śpiączce. Zaraz po przebudzeniu byłam strasznie oszołomiona i skołowana. Dobiegało mnie tyle bodźców naraz, że po prostu zapomniałam o tamtym, o twoim głosie. Ale chcę, żebyś wiedział, że cię słyszałam. I dziękuję. Dzięki tobie miałam dokąd wracać. Chociaż... dziś żałuję, że się obudziłam.

Jak zwykle negatywna postać jest ukarana uświadomieniem jej, jaka jest beznadziejna.

Odwróciła się i ruszyła niemal biegiem do samochodu. Wsunęła się w jego ciemne wnętrze, szczęśliwa, że ta cała Natalia, która załapała się na takiego faceta, nie widzi jej, Zuzanny, łez. 

Zuzanna ucieka, bo ryczy. Widocznie zrozumiała, że to jedyny sposób w tym uniwersum, żeby przy jej urodzie nie zostać za karę zgwałconą i rozjechaną przez walec. Przepraszaj i kajaj się przed randomem, który czytał ci sprośne rzeczy, gdy leżałaś unieruchomiona w łóżku.
Mężczyzna w ciemnych okularach, którego dojrzeli za kierownicą czarnego, nowiutkiego bmw, przekręcił kluczyk. Auto z rykiem silnika ruszyło ku bramie.
Spoko, mafia czy tam toksyczny były kazali Zuzannie oddać psa, żeby pokucie stało się zadość. Żaden z bohaterów nie reaguje, mimo że Zuzanna spędziła kilka miesięcy w szpitalu po pobiciu, papierów ani rodziny nie ma, całkiem możliwe, że porwano ją jako nastolatkę z jakiejś Ukrainy i nadano nową tożsamość; widać to dobry sposób na biznes, nikt nigdy nie wpadnie na trop przestępstwa, bo w Polsce pani Michalak nikt nie przejmuje się porwanymi kobietami. Natalia myśli "co to było?", ale że ma mały móżdżek, tylko jedno jej w głowie:
Odprowadziła pieski spojrzeniem i zwróciła się do Bartosza z przekornym pytaniem:
– Nie wolałbyś takiej piękności zamiast quasimodo?
PRZEKORNE pytanie, tak, wszyscy kochają ludzi z problemami psychicznymi, którzy potrzebują potwierdzenia własnej wartości co pięć minut. Nic dziwnego, że Damian nie może już na nią patrzeć. Teraz mamy analizować plan Natalii "pięć kroków, jak utrzymać przy sobie Homera Simpsona"?
Wpił się ustami w jej usta i całował równie mocno. I tak długo, aż zaczęła omdlewać w jego ramionach. A gdy już była taka słodka i uległa, wymruczał niskim, nabrzmiałym pożądaniem głosem:
– Zaraz ci pokażę, kogo bym wolał.
Bleee, darujemy sobie resztę i ciągłe podkreślanie, jaki z Bartosza wspaniały kochanek.

E P I L O G

Przenosimy się do Wigilii 2025.
W środku już nie było tak cicho ani tak dostojnie. Salon ledwie mieścił cztery rodziny pełne dorosłych i dzieci, i już nie czworo, a pięcioro szczeniaków!
No tak, przy tym tempie rozmnażania się bohaterów zaraz nawet dwór będzie za mały.
Bella chyba właśnie się zapomniała, bo od dłuższej chwili próbowała wpełznąć pod kanapę, na której machając nóżkami, siedziały Ala z Emilką
"Nóżki" w kontekście dziewczynki, która zaraz będzie miała rocznikowo piętnaście lat.
Dzieci chichotały, szczęśliwe tak, jak tylko kochane dziecko być potrafi. Otoczone przez kosmate psy wielkości kucyka, które jednak wciąż zachowywały się jak psie dzidziusie
Czytelnicy, z ręką na sercu powiedzcie, czy na miejscu Ali czulibyście się kochani choć przez sekundę w tej książce. Nie, uprzejmość Bartosza wobec dzieci to jeszcze nie ojcowska miłość.

ALE UWAGA, BOMBA NA KONIEC:
Te dzieci, a także promieniejąca macierzyńską czułością Magda z małym Jędrusiem, jak zawsze pełna uroku Zosia i zakochany w niej Nataniel, cicha, nieśmiała Marianna i dostojny Mateusz, patriarcha rodu – oni wszyscy przyjechali do Marcinków na Wigilię, serdecznie witani przez Natalię i Bartosza.
Brakowało jedynie Siergieja.
– Poczekajmy jeszcze chwilę – poprosiła Magda, zerkając z coraz większym zniecierpliwieniem na zegarek. – Gdzież się podziewa ten utracjusz? Obiecał, że dzisiaj wróci i przyjedzie prosto do Marcinków.
GDZIE SERGEJ AAAAA TYLKO NIE SERGEJ PANI KASIU MUJ ULUMPBIONY BOHATER NIEEE PROSZE NIE ZABIJACI WIENCEJ!!!
Nie mogło przecież przy wigilijnym stole zabraknąć jednego z nich.
Ale godzinę później, gdy wszyscy już porządnie zgłodnieli, postanowiono siadać do stołu.
Nie mogli zacząć żreć bez Siergieja. Ale zrobili się głodni, więc zaczęli.

Natalia przygotowała prezenty:
Najwięcej trudności miała ze znalezieniem filigranowej tancerki z miśnieńskiej porcelany, datowanej na rok 1863, tak właśnie, którą Marianna niechcący stłukła. Była tak załamana utratą ulubionego bibelocika, że Natalia na głowie stanęła, a taki dla niej zdobyła.
Dlatego nie mają kasy, że wydają tysiące na "bibelociki". W zależności od klasy artystycznej (a Miśnia dbała o wykonanie, nawet jeśli same figurki były w złym guście) i stanu zachowania figurka tak datowana kosztowałaby przynajmniej 2500. Przy mnóstwie odprysków, cała odrapana. Zachowana w 100% spokojnie kilkanaście tysięcy.
Natalia podeszła do Bartosza i podała mu prezent. Był podpisany „Dla Kogoś, kogo kocham”. Uśmiechnął się, przyciągnął ją do siebie i ucałował. Błękitno-różowy papier, przewiązany złotą wstążką
Już spojler XD Ale to on ją zapłodnił, więc ona nic mu nie dała!
Na miękkim aksamicie leżały dwa maleńkie, koronkowe buciki. Nieco większe niż dla lalek, za to idealne na stópki nowo narodzonego dziecka. Bartosz uniósł oczy, pociemniałe z nagłego wzruszenia, na równie wzruszoną Natalię.

Musiał się pojawić ulubiony motyw z twórczości autorki, tj. "zajdziesz w ciążę, gdy poznasz właściwego mężczyznę", pokrewny nieco rzadszemu "poronisz, jeśli ojcem nie jest osoba ci przeznaczona" (alternatywa: urodzenie Oliwii). 

– Czy ty... czy my... – Mężczyzna zaczął i urwał, jeszcze nie dowierzając.
Ale w następnej chwili Natalia, jego śliczna Natalia położyła dłoń pod sercem gestem tak czułym, jaki tylko przyszła mama potrafi uczynić. 

Tak! Pieski pójdą w odstawkę, bo to już nie szczenięta, a Alunia będzie zbierać jeszcze większe cięgi za bycie starą i nieurodzoną w bólach przez Natalię!

– Za pół roku, mój kochany, zdarzy się cud. 

Bardzo dziwne, że kobieta, która codziennie uprawia seks, ma dobry humor, czuje się bezpiecznie i zapewne nieźle się odżywia (wreszcie musi sama gotować dla siebie i gości) zachodzi w ciążę. Świąteczny cud!

Piękniejszego prezentu nie mógł sobie wymarzyć...

Szybko im poszło. Ponoć rok temu była szczęśliwą mężatką, a jej ukochany miał drobne problemy, z którymi jakoś sobie poradzi. Rach-ciach, rozwód, nowy chłop, którego dopiero co zobaczyła na oczy, ciąża.  

No i może w przypadku Natalii miałoby to sens, ale brak mi słów na to, jak bezsensowne jest wstawianie kolejnego już wątku o "bezpłodnej", ciągłe gadanie, jak to będzie miała ciężko, opisywanie, jak turla się z płaczem, że nikt jej nie pokocha, żeby na koniec dać jej w nagrodę magiczną ciążę. Współczuję kobietom z prawdziwymi problemami z płodnością, które to czytają. I współczuję Ali, które z niekochanego dziecka zaraz spadnie jeszcze niżej w hierarchii.
Noc zajrzała do środka. Dom pełen był szczęśliwych ludzi. Uśmiechnęła się i ruszyła dalej, rozsypując po niebie srebrne gwiazdy. A potem pochyliła się nad leżącą w śniegu postacią, której nie powinno tu być. Miejsce tej istoty było daleko stąd, w starym dworze, z rodziną i przyjaciółmi.
Lisek barwy płomienia, który przebiegał nieopodal w sobie tylko wiadomych sprawach, znieruchomiał równie zaciekawiony. Podszedł bliżej, napięty jak struna. Powąchał dłoń, wyciągniętą w kierunku drogi, która prowadziła w bezkresny bór, i dotknął tej dłoni końcem nosa. Ani drgnęła. Na nieruchome ciało łagodnie opadały płatki śniegu…
KONIEC TOMU V
Ostatni tom Sagi Mazurskiej, „Najpiękniejszy sen”, na Gwiazdkę 2020.
HEHE ALE KŁAMSTWO

Drodzy czytelnicy!
Dziękuję za waszą obecność podczas przepraw przez tych pięć tomów. My, czytelnicy-frajerzy myśleliśmy, że Jadwinia umrze na alzheimera, Nataniel i Zosia pozostaną bezdzietni, nie licząc adoptowanych pociech, dziki Rusek nie ustatkuje się na widok rumianych dzieci, a nikt, nawet Jarząbek, nie jest w stanie dostać w tydzień marskości wątroby. Tymczasem historia przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Pożegnaliśmy niezliczone zastępy Reksiów i prawdopodobnie Siergieja, Damian zamienił się w niszczący uniwersum huragan, aby udowodnić czytelnikom, że od teraz jest zły, a chociaż tym razem zaczęło się kryminałem, wspominana tu i ówdzie mafia nie miała po co się pokazywać. Z kobietami nie było już niespodzianek: jak piękna, to zła.

Być może zobaczymy się kolejnej zimy, gdy wyjdzie ostatni tom. Trzymajcie kciuki za pomyślną publikację finałowego tomu, albo i nie! Pozdro dla wszystkich!

(Trzeba kliknąć, bo wielkie)


Komentarze

  1. Dziękuję za ten odcinek, którego wszyscy dzielnie wyczekiwaliśmy. :)

    Zawsze gdy mi się wydaje, że było u Michalak już wszystko co najgorsze, to okazuje się, że może być jeszcze gorzej. Jestem już chyba doszczętnie zniesmaczony podejściem postaci do zwierząt i dzieci. Karm je byle czym lub wcale; traktuj jak maskotki, których potrzebujesz tylko wtedy, gdy masz na to czas. Gdy Ci coś nie pasi, to po prostu podrzuć innym jak zgniłe jajo. Dziecko przeżywa trudny czas? Co z tego? Walić to, skoro i tak przynosi ze szkoły dobre oceny. Jakoś przeżyje. Ech. Może to tak naprawdę taki wychowawczy eksperyment? Skoro mam dzieciaka, które nie jest moje, to mogę sobie je dowolnie zniszczyć psychicznie? Kiedyś będzie miała swoje własne, biologiczne, dzięki kolejnym cudom z tego uniwersum. Psy też w sumie wyżebrane, więc co tam. Niech zdychają od ciasta.

    Pytanie z Milionerów z edycji Gold mnie zagięło. ;) Brawo!

    Kolejna refleksja: czyli co? Natalia dochodzi do wniosku, że mogła i tak porzucić Jadwigę, gdy ta zaczynała mieć problemy, bo i tak nie była jej rodziną?
    Czyli rodzinę wspiera się bezwarunkowo, niezależnie jaka jest, a gdy ktoś obcy wyciągnie do Ciebie dłoń i w zasadzie przez jakiś czas żyjecie wspólnie razem, to i tak możesz go w sumie olać z dnia na dzień? Dziwna logika. Oczywiście nie abym oczekiwał nie wiadomo jakich poświęceń Natalii dla innych, ale przecież mogłaby powiadomić rodzinę Jadwigi o chorobie (nie pamiętam już, czy Jadwiga ma jakąś rodzinę czy nie), porozmawiać z Jadwigą o całej sytuacji (bo chyba z dnia na dzień nie stała się bezmózgim yeti), zrobić cokolwiek, co mogłoby być czymś pomiędzy kompletnym poświęceniem się a zupełnym olaniem sprawy. Ale nie. W uniwersum Michalak jest tylko zero-jedynkowość. No ale ok. Problem i tak z głowy. :)

    "Zgięła się wpół, ale łzy nie chciały już płynąć." - w sensie, że jej ciało funkcjonuje docelowo w ten sposób, że wystarczy się zgiąć wpół i już lecą łzy? Hmm. Ciekawe, czy w szkołach aktorskich nauczają takiej techniki płaczu na zawołanie.

    "– Zabierzemy cię po pogrzebie do nas, do Sennej – odezwała się łagodnie Zosia.
    To nic, że w ich domu rozszalała się ospa wietrzna i wszystkie trzy dziewczynki gorączkowały, drapały się, narzekały i wołały co chwila mamę. To nic, że Nataniel, który chorował na to paskudztwo w dzieciństwie, przechodził znacznie cięższą jego odmianę, półpasiec, i cierpiał prawdziwe męki" - nie rozumiem tego wtrącenia o chorobie Nataniela w dzieciństwie, ale ok.
    Czy kiedyś miał ospę wietrzą, a teraz półpaśca? Trochę nie rozumiem, co aŁtorka chce przekazać. Niech będzie, że on tak bohatersko walczy od dziecka. No ok. Niech ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu ciąg dalszy, bo moja wypowiedź była zbyt długa:

      "Nataniel wezwał ją do domu. Musiała wracać natychmiast. Jego łamała taka gorączka, że nie był w stanie zajmować się równie chorymi dziećmi…" O, a teraz tzw. "męska grypa". Biedaczek. ;) Kolejne zapewnienie aŁtorki, że to ultramacho.

      "Nie tłumaczył się. Nie chciał pogrążać swojej matki, która kasowała wiadomości z Marcinków." - Hm. Trzydziestolatek, któremu mamusia trzyma telefon komórkowy na klucz i kasuje SMS-y od wątpliwych ciź. Pewnie na dodatek mieszka u niej w piwnicy.

      "Ciągle mi się wydaje, że za chwilę dobiegnie mnie z kuchni jej kochany głos. >>Natalko, powiedz, że jesteś głodna<<, pamiętasz?, często tak mówiła, >>powiedz, że jesteś głodna, nagotowałam twoich ukochanych leniwych pierożków, z tartą bułeczką podsmażaną na maśle i z cukrem. Jak za PRL-u, chociaż ty możesz nie znać tego smaku<<." No tak. Ledwo Jadwiga umarła, a Natalia już tak czule wspomina swoje pasożytnictwo, które jej, ona, Jadwiga, umożliwiała.

      "Znał słodycz sukcesu i gorycz porażki, lecz przede wszystkim poznał słony smak łez. Tak, strach przed utratą sprawiał, że dla tego mężczyzny liczyła się Natalia i tylko Natalia. Był pewien tej dziewczyny i jej miłości, jak niegdyś mógł ufać w stałość i miłość Basi. Sam nigdy jej nie zdradził – przynajmniej nie fizycznie, bo flirciarz swego czasu był z niego niezły. Pamiętał, jak cierpiała, gdy bezczelnie oglądał się za innymi dziewczynami, czasem jej na przekór, i dziś, doroślejszy o ładnych parę lat i kilka rozczarowań, wierność cenił najwyżej. Dziś nie przyszłoby mu do głowy w taki sposób sprawdzać Natalii, jak swego czasu sprawdzał Basię. "
      Matko. Czy tylko mnie takie opisy doprowadzają do mdłości? Super. Zmienił się i nawet się nie ogląda za innymi kobietami, bo... boi się odrzucenia? Michalak tak bardzo.

      "Na wspomnienie tego, co wyrabiali dzisiejszego ranka, spłonęła rumieńcem." - no fajnie, że Bartosz już jest taki dojrzały i lepszy od Damiana we wszystkim, ale Natalia sama też mogłaby jakoś tak trochę dojrzeć emocjonalnie adekwatnie do swojego wieku.

      "wszyscy kochają ludzi z problemami psychicznymi, którzy potrzebują potwierdzenia własnej wartości co pięć minut. Nic dziwnego, że Damian nie może już na nią patrzeć." KOCHAM

      Wracając do tematu cudownego zapłodnienia to dochodzę do wniosku, że aŁtorka chce usilnie przekonać, że jeśli kobieta jest bezpłodna, to jest to tylko i wyłącznie jej wina, bo jeśli by się postarała, to i tak by urodziła dziecko, nawet jeśli lekarze twierdzą, że szanse są zerowe. Niesmaczne to wszystko.

      Pozdrawiam i liczę na to, że niebawem Michalak wypuści na świat kolejny, przepiękny tom patologii mazurskiej. <3

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa i obszerny komentarz <3

      "Może to tak naprawdę taki wychowawczy eksperyment? Skoro mam dzieciaka, które nie jest moje, to mogę sobie je dowolnie zniszczyć psychicznie? Kiedyś będzie miała swoje własne, biologiczne, dzięki kolejnym cudom z tego uniwersum" – to niesmaczne zwłaszcza w połączeniu z wcześniejszymi przemyśleniami Natalii, że przecież WIADOMO, zawsze kocha się bardziej biologiczne, rodzone w bólu pociechy niż jakieś tam przybłędy. Może dlatego ojcowie są opcjonalnie, skoro nie doświadczają skurczów porodowych.

      "Psy też w sumie wyżebrane, więc co tam. Niech zdychają od ciasta" – psy i dzieci wychowuje się w tym uniwersum tak samo wychowaniem mimochodem. Jak pies przeżyje ciasto, a Emilka bliskie spotkania z kucykiem czy studnią to fajnie, jeżeli nie, zawsze można szlachetnie cierpieć, a potem powtórzyć proces z nowymi dziećmi czy zwierzętami. Może nawet lepiej, że ma się nowe, bo młodzież już nie jest taka słodka jak maluchy.

      "Czyli rodzinę wspiera się bezwarunkowo, niezależnie jaka jest, a gdy ktoś obcy wyciągnie do Ciebie dłoń i w zasadzie przez jakiś czas żyjecie wspólnie razem, to i tak możesz go w sumie olać z dnia na dzień?" – w sumie tak, Mateusz był regularnie olewany przez swoich przyjaciół. Jedyne akceptowalne zerwanie kontaktu jest na linii ojciec-dziecko, bo ojciec ma prawo nie interesować się dziećmi i nie łożyć na nie, z kolei dziecko jest usprawiedliwione, jeżeli w wyniku tego nie nawiąże kontaktu z ojcem po latach (Nataniel).

      "Czy kiedyś miał ospę wietrzą, a teraz półpaśca? Trochę nie rozumiem, co aŁtorka chce przekazać" – doczytałam, że półpaśca dostają tylko osoby, które kiedyś przeszły ospę. W sumie gadanie o chorobach mnie nie zdziwiło, bo bohaterowie co i rusz padają obłożnie chorzy (powtarzam się, ale to na pewno od zbiorowej awitaminozy; jak Bartosz na początku tomu przywiózł słoiczek buraczków, to była porcja warzyw na kilka miesięcy).

      "Trzydziestolatek, któremu mamusia trzyma telefon komórkowy na klucz i kasuje SMS-y od wątpliwych ciź" – w sumie ciekawe, że od paru lat żył na swoim, a tu matka zna hasło do komórki i niepytana przegląda wiadomości czy ustawia mu kontakty.
      Wątpliwe cizie <3

      "Ledwo Jadwiga umarła, a Natalia już tak czule wspomina swoje pasożytnictwo, które jej, ona, Jadwiga, umożliwiała" – hahaha!

      "Zmienił się i nawet się nie ogląda za innymi kobietami, bo... boi się odrzucenia? Michalak tak bardzo" – u Michalak to wielka zaleta, że trauma uniemożliwia mu zdradę. Mężczyźni w tym uniwersum muszą się wyszaleć przez przelotne znajomości lub skoki w bok, więc nie należy im ufać, gdy deklarują wewnętrzne postanowienie wejścia w monogamiczny związek bez uprzedniego ulegania pięknościom (Damian). Mężczyzna wierny to taki, który ma traumę, bo kobieta z nim zerwała (Nataniel) lub zdradzał, ale dostał za swoje, bo partnerka mu umarła (Siergiej; w jakimś stopniu Bartosz, który dawał żonie do zrozumienia, że nie liczy się z nią, a świat jest pełen atrakcyjnych kobiet).

      "Natalia sama też mogłaby jakoś tak trochę dojrzeć emocjonalnie adekwatnie do swojego wieku" – w sumie jedyna scena, w której Natalia zachowuje się adekwatnie do swojego wieku to ta z gnojeniem młodszej i ładniejszej Zuzanny :D przypomniała sobie nagle, że ma 30 lat i może użyć wieku jako karty przetargowej w dyskusji.

      Usuń
    3. "jeśli kobieta jest bezpłodna, to jest to tylko i wyłącznie jej wina, bo jeśli by się postarała, to i tak by urodziła dziecko, nawet jeśli lekarze twierdzą, że szanse są zerowe" – to i "nie możesz zajść w ciążę? Twój maczo nie jest wystarczająco dobry!". Jednak przypadek Natalii dałby się wyjaśnić inaczej: wyobrażam sobie, że obrażała się na lekarza za wszystkie sugestie dotyczące jej odżywiania czy częstotliwości zbliżeń z mężem – a nawet najlepiej zaplanowany seks raz na cykl będzie statystycznie mało skuteczny – ewentualnie kompletnie ignorowała te kwestie. Potem lekarz drapał się po głowie i zastanawiał, o co chodzi – w końcu nie poznaliśmy oficjalnej diagnozy. In vitro nie wyszło, bo bezpośrednio po nim płakała trzy dni, że Damian zamiast na jej prośbę skosić tysiąc hektarów trawy wokół dworku poszedł do pracy i że jej nie kocha, skubiąc snickersa od czasu do czasu. Potem tylko odżywianie się po jadwiniowemu, anemiczne wzdychanie z braku sił i praktyczny koniec zbliżeń, bo przez drugą połowę książki się nie znoszą. A jeszcze w poprzednim tomie mimo wypadku samochodowego była silna jak koń, plecy jej nie bolały, pracowała fizycznie i raz nawet zjadła gołąbki zamiast napoleonki!

      Jeżeli Michalak dalej będzie chętna wypuścić ostatni tom serii mazurskiej, to może przed publikacją napiszę jakąś minianalizę czegoś innego :D

      Usuń
    4. "Dziękuję za miłe słowa i obszerny komentarz <3" Cała przyjemność po mojej stronie. :)

      "to niesmaczne zwłaszcza w połączeniu z wcześniejszymi przemyśleniami Natalii, że przecież WIADOMO, zawsze kocha się bardziej biologiczne, rodzone w bólu pociechy niż jakieś tam przybłędy. Może dlatego ojcowie są opcjonalnie, skoro nie doświadczają skurczów porodowych." Ojcowie są opcjonalnie, bo przecież według Michalak i patologicznych standardów, to tylko matka zajmuje się wychowaniem dziecka. Macho musi zajmować się jednym wielkim niczym i pić alkohol codziennie, nie będąc przy tym alkoholikiem, chyba że aŁtorka tak powie. To w tym uniwersum naturalny i jedyny słuszny model rodziny.

      "Może nawet lepiej, że ma się nowe, bo młodzież już nie jest taka słodka jak maluchy." Racja, ale Michalak często zapomina, że jej własne postaci dorastają i mają już np. po 15 lat, więc wiecznie przedstawia je jako małe, słodkie "bombelki", no chyba, że się malują jak prostytutki i czytają książki o wampirach.

      "Jedyne akceptowalne zerwanie kontaktu jest na linii ojciec-dziecko, bo ojciec ma prawo nie interesować się dziećmi i nie łożyć na nie, z kolei dziecko jest usprawiedliwione, jeżeli w wyniku tego nie nawiąże kontaktu z ojcem po latach (Nataniel)." Tak, to też o tyle ważny motyw, bo pokazuje jakie te matki/opiekiunki (bez)prawne (Natalia) są dzielne i dumne, bo nawet o alimenty się nie postarają dla dziecka. Dziecko może głodować i nie mieć warunków do rozwoju, ale najważniejsze jest to, aby maDka nie okazała słabości, prosząc dawcę nasienia o wsparcie. Bo nie.

      Usuń
    5. "doczytałam, że półpaśca dostają tylko osoby, które kiedyś przeszły ospę." Dodam tylko taką prywatę, że sam nie miałem ospy, ale miałem półpaśca jako dziecko, więc już w sumie nie wiem. Oczywiście nie przeszedłem go tak martyrologicznie jak Nataniel i nie mogę się z nim w żadnej kwestii równać, w szczególności w pasożytnictwie. Głupi ja. Ustawić się w życiu trzeba umić. Co do awitaminozy, to w zasadzie bohaterowie nagminnie żrą ciasto lub czuć zapach chleba (i takie tam typowe opisy Michalak), ale jakoś nie ma zbytnio nic o innych pokarmach. Przewinęła się na początku serii pamiętna, acz wielce kontrowersyjna dla warszawiaków (w mniemaniu Michalak) kaszanka, ale ta też wiele witamin to chyba nie ma. Jakieś słoiki to faktycznie były na początku tomu, ale w sumie w mojej świadomości są bardziej w kontekście brutalnego morderstwa Jadwigi, których to chyba odłamki walały się na miejscu zbrodni. Może jakieś gołąbki czy coś, ale ta potrawa, choć smaczna, nie kojrzy mi się zbytnio ze zródłem witamin. Świeżych owoców czy warzyw to tu chyba nigdy nie było. Chociaż w sumie idąc tropem amerykańskich stołówek szkolnych, według których pizza to warzywo, to tak samo szarlotka to może być owoc.

      "w sumie ciekawe, że od paru lat żył na swoim, a tu matka zna hasło do komórki i niepytana przegląda wiadomości czy ustawia mu kontakty." - Dla mnie to jego wytłumaczenie brzmiało jako zupełna ściema, ale takie rzeczy mają miejsce w tym pięknym uniwersum Michalak, no i w sumie szalony narrator zdradził arcyniecne knowania rodzicielki jego, Bartosza. "Ej no, odpisać nie mogłem, bo mi mamusia fona zabrała, jędza, i przykuła do kaloryfera". W sumie to niespotykany wcześniej motyw u Michalak chyba. Patologia patologią, ale jest jednak zawsze jakaś powtarzalność chorych relacji, a bodajże nie było jeszcze motywu zaborczej matki, która nie chce, aby syn ułożył sobie życie. Tak, wiem, że Natalia najgorsza, bo przez nią go pobito itepe, ale mimo wszystko. Swoją drogą to mamy potencjał na piękne relacje Natalii z przyszłą teściową. <3

      "u Michalak to wielka zaleta, że trauma uniemożliwia mu zdradę." No i ogólnie w tym uniwersum człowiek bez traumy, to człowiek bez jakiejkolwiek wartości. :) Aczkolwiek to, czy ktoś jest wartościowym człowiekiem musi być jeszcze zweryfikowane przez Michalak, bo taka Oliwia (#OliwiaTeamForever) miała swoje traumy, ale i tak jest szmatą bez wartości w oczach Królowej i Imperatorki tego uniwersum. To samo Zuzanna, która przecież też się swoje nacierpiała, mimo młodego wieku, i przeżyła prawdopodobnie gorsze rzeczy niż Nataniel. Chyba, że w tym świecie to faceta definiują traumy, a kobietę płodność i chęć założenia rodziny. Zosia też się nacierpiała w życiu, ale stała się pełnowartościowa i doceniona dopiero po pokonaniu bezpłodności. Przynajmniej ja to tak widzę.

      "w sumie jedyna scena, w której Natalia zachowuje się adekwatnie do swojego wieku to ta z gnojeniem młodszej i ładniejszej Zuzanny :D przypomniała sobie nagle, że ma 30 lat i może użyć wieku jako karty przetargowej w dyskusji." - Ale to i tak trochę jak szóstoklasistka gnojąca piątoklasistkę. XD W sumie podczas tego ostatniego spotkania brakowało mi sceny, w której Natalia zapytałaby się bezpośrednio Zuzanny, czy ta chciałaby pracować u niej jako niewolnik w pensjonacie. Ale niestety Michalak spisała tę postać na straty i już więcej jej nie spotkamy.

      "Jednak przypadek Natalii dałby się wyjaśnić inaczej: wyobrażam sobie, że obrażała się na lekarza za wszystkie sugestie dotyczące jej odżywiania czy częstotliwości zbliżeń z mężem" W sumie masz słuszność, bo ona też zdecydowanie miała niezdrowy stosunek do zostania zapłodnioną, a już sam taki stres może się źle przyczynić. Nie mniej jednak KAŻDA postać tutaj, nawet bez szans na potomstwo, doznaje przemiany w "pełnowartościową kobietę". Fuj.

      "Jeżeli Michalak dalej będzie chętna wypuścić ostatni tom serii mazurskiej, to może przed publikacją napiszę jakąś minianalizę czegoś innego :D" Czekam na to! <3

      Usuń
    6. "Dziecko może głodować i nie mieć warunków do rozwoju, ale najważniejsze jest to, aby maDka nie okazała słabości, prosząc dawcę nasienia o wsparcie. Bo nie" – mam wrażenie, że to akurat nie jest przekonanie typowe wyłącznie dla Michalak, a podziela je większość Polek. Schemat, że męskie słabości należy mężowi wybaczać (hazard, używki, agresję), chyba że chodzi o zdradę, wtedy trzeba mieć "godność" i odejść, inaczej można zapomnieć o wsparciu otoczenia. A alimenty są traktowane jako sprawa prywatna rodziców, która nie ma nic do dzieci. A że córka czy syn mają gorszy start w życiu, bo na wszystko brakuje pieniędzy, mimo że ojca byłoby stać? Mityczna godność matki jest ważniejsza. To najwyraźniej działa nawet wtedy, gdy dziecko miałoby przymierać głodem: Natalia jęczy w myślach, że straciła towarzystwo Ali, ale do głowy jej nie przyjdzie, że może Damian byłby bardziej skłonny zgodzić się np. na opiekę naprzemienną albo normalnej wysokości alimenty, gdyby Natalia coś ze swoim życiem robiła. A nie odwoływała wszystkich gości i wyła do księżyca w pustym pensjonacie.

      "Dodam tylko taką prywatę, że sam nie miałem ospy, ale miałem półpaśca jako dziecko, więc już w sumie nie wiem" – kurczę, to ja też nie wiem!

      "Przewinęła się na początku serii pamiętna, acz wielce kontrowersyjna dla warszawiaków (w mniemaniu Michalak) kaszanka, ale ta też wiele witamin to chyba nie ma. (…) Może jakieś gołąbki czy coś, ale ta potrawa, choć smaczna, nie kojrzy mi się zbytnio ze zródłem witamin. Świeżych owoców czy warzyw to tu chyba nigdy nie było" – kaszanka może być bardzo zdrowa, jeżeli są w niej podroby i jeśli je się ją niezwęgloną, ale na pewno na gołąbkach i kaszance raz w roku ciężko jechać. Teraz sobie przypomniałam, że raz były truskawki! Niestety zdaje się pod grubą warstwą śmietany i cukru, bo był to deser przygotowywany celem uwiedzenia Siergieja.
      Tyle zachwytu nad wiejskim jedzeniem prosto od rolnika, ale żeby ktoś cieszył się prostym bobem w sezonie albo młodymi ziemniakami z kefirem – gdzie tam! Domyślam się, że tak jak niektórzy piszą eskapistyczne historyjki o zakupach z kartą bez limitu i dzikim seksie z dzikim Ruskiem, tak Michalak przelewa tu nostalgiczne wspomnienia o jedzeniu słodyczy bez limitu i wyciąganiu smukłych nóg do słoneczka bez ćwiczeń i restrykcji.

      "Jakieś słoiki to faktycznie były na początku tomu, ale w sumie w mojej świadomości są bardziej w kontekście brutalnego morderstwa Jadwigi, których to chyba odłamki walały się na miejscu zbrodni" – hahaha, szczera prawda!

      "Dla mnie to jego wytłumaczenie brzmiało jako zupełna ściema, ale takie rzeczy mają miejsce w tym pięknym uniwersum Michalak, no i w sumie szalony narrator zdradził arcyniecne knowania rodzicielki jego, Bartosza. "Ej no, odpisać nie mogłem, bo mi mamusia fona zabrała, jędza, i przykuła do kaloryfera". W sumie to niespotykany wcześniej motyw u Michalak chyba. Patologia patologią, ale jest jednak zawsze jakaś powtarzalność chorych relacji, a bodajże nie było jeszcze motywu zaborczej matki, która nie chce, aby syn ułożył sobie życie" – zwłaszcza że synek już wcześniej sobie raz ułożył życie, więc tu zapewne chodzi o samą Natalię, a nie o samodzielność (chyba że to matka podpaliła dom z nienawiści do poprzedniej żony...?). Nie pomyślałam, że to ściema Bartosza, bo raz się już śmiertelnie obraził na Natalię, a tu mógłby wrócić ze względu na wyrzuty sumienia. Z drugiej strony przy obrażaniu się na Natalię miał "zapasową" kobietę w postaci Zuzanny, a tu jednak Zuzanna go nie chce, więc mógłby wrócić z podkulonym ogonem… Twoja teoria ma sens.

      Usuń
    7. "Aczkolwiek to, czy ktoś jest wartościowym człowiekiem musi być jeszcze zweryfikowane przez Michalak, bo taka Oliwia (#OliwiaTeamForever) miała swoje traumy, ale i tak jest szmatą bez wartości w oczach Królowej i Imperatorki tego uniwersum. To samo Zuzanna, która przecież też się swoje nacierpiała, mimo młodego wieku, i przeżyła prawdopodobnie gorsze rzeczy niż Nataniel" – Oliwia, Iwona i prawdopodobnie Zuzanna miały seksualne traumy, a mimo to nie zamieniły się w mniszki, więc dla narratora to tak, jakby żadnej traumy nigdy nie było.

      "Chyba, że w tym świecie to faceta definiują traumy, a kobietę płodność i chęć założenia rodziny. Zosia też się nacierpiała w życiu, ale stała się pełnowartościowa i doceniona dopiero po pokonaniu bezpłodności" – porządną kobietę tak, ale Iwonę od początku nastawioną na macierzyństwo już nie. Przy tym ocena jak porządna jest kobieta, zależy od narratora, bo Natalia wykazała się umiarkowanie konserwatywnym podejściem, zachodząc w ciążę z nowo poznanym mężczyzną, gdy od rozwodu minęło raptem parę miesięcy.

      "Ale to i tak trochę jak szóstoklasistka gnojąca piątoklasistkę. XD" – no racja 😄

      "W sumie podczas tego ostatniego spotkania brakowało mi sceny, w której Natalia zapytałaby się bezpośrednio Zuzanny, czy ta chciałaby pracować u niej jako niewolnik w pensjonacie" – nawet sama propozycja przekazana przez Koniecznego brzmi jak próba zgnojenia Zuzanny i okazania wyższości. Natalia wie, że w bezpośrednim starciu ze strojeniem pawiego ogona nie miałaby z atrakcyjniejszą i bardziej wygadaną Zuzanną szans, więc robi jakieś dziwne pasywno-agresywne podchody. I tak wygrała, bo zatrzymała psa (potem oba psy).

      "Nie mniej jednak KAŻDA postać tutaj, nawet bez szans na potomstwo, doznaje przemiany w "pełnowartościową kobietę". Fuj" – mnie to tak razi w wątku Zosi, z którą mogłyby utożsamiać się bezpłodne czytelniczki, skoro Michalak dała jej te adoptowane pociechy i ostatecznie zaakceptował ją mężczyzna, któremu zależało na rodzinie…

      Usuń
    8. niezalogowany9 lutego 2022 21:58

      Wtem: https://www.empik.com/najpiekniejszy-sen-michalak-katarzyna,p1288733817,ksiazka-p

      Opis:

      Czy naprawdę każdy, bez wyjątku, zasługuje na drugą szansę?

      W śnieżną grudniową noc do dworu Marcinki trafia zbłąkany wędrowiec, przynosząc niezwykły prezent. Maleńką dziewczynkę. A wraz z nią burzę domysłów i oskarżeń, niespełnionych nadziei i rozpaczy, która pojawia się w kochających sercach.

      W jednych wyzwoli to, co najlepsze, w innych obudzi demony.

      Ile można poświęcić na drodze do marzeń?

      Czy miłość wygra z rozczarowaniem i zdradą? Kim jest matka malutkiej Michasi? Dlaczego powierzyła córeczkę opiece nieznajomego? Wróci po nią czy dziewczynka pozostanie w Marcinkach?

      Nawet tym, co kochają najbardziej, zdarza się czasem zabłądzić.

      Szósty i ostatni tom Sagi Mazurskiej jest pełen skrajnych emocji: od rozpaczy po szczęście, od miłości po nienawiść, od zwątpienia po nadzieję. Oby wszyscy bohaterowie, których pokochały tysiące Czytelniczek, znaleźli drogę do domu, a na jej krańcu – ukojenie.

      „Ta książka to emocjonalny rollercoaster! Bohaterowie miotają się w świecie, w którym wszystko zaskakuje! Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Pojawienie się jednej małej dziewczynki wywołuje lawinę zdarzeń – wydobywa z serc to, co szlachetne, ale też… budzi drzemiące w duszach demony. Wypieki na twarzy gwarantowane!”
      CzytankiOli

      „Katarzyna Michalak potrafi budować napięcie jak żadna inna pisarka. Bohaterowie popadają w coraz to nowe pułapki swoich dotychczasowych wyborów. Misternie utkana fabuła pełna jest zwrotów akcji, zaskoczeń oraz ciętych, iskrzących emocjami dialogów. I to zakończenie! Sztos!”
      Czytanie_jest_fajne

      „Uwielbiam bohaterów Sagi Mazurskiej! Żaden z nich nie jest idealny, każdy trochę w życiu narozrabiał i popełniał błędy, ale dzięki temu postaci są tak prawdziwe. Kibicowałam im do ostatniej strony. Żeby wszystko skończyło się jednak pomyślnie…”

      Usuń
    9. niezalogowany9 lutego 2022 22:00

      Życie znów zaczyna mieć jakikolwiek sens. Czekam z utęsknieniem na kolejne Twoje, Claudinello, opracowania patologii mazurskiej. <3

      Usuń
    10. Spokojnie, analiza już powstaje 🙂 ku mojej radości w ostatnim tomie pasożyty dostają widowiskowo w kość (szkoda, że z durnych powodów i bez sensu, ale zawsze coś!)

      Usuń
  2. Scena śmierci Jadwini to Top 5 Niezamierzenie Komicznych Scen Śmierci, myślałem, że jaja sobie z nas robisz, kiedy doczytałem ten cytat do końca xDDDD (Obstawiałem 365 dni w prześcieradłach, ale jak widać Michalak potrafi, hmmmm... zaskoczyć)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhuhu, udało mi się z odpowiedzią-podpuchą C! :D Wybrałam coś absurdalnego, ale nie aż tak jak prawda :D

      Usuń
  3. „Natalio, Bartosz jest prawie dwukrotnie starszy od tej dziewczyny, a ona ledwo co przestała być nastolatką. Istnieje duża szansa, że jednak nie będzie wzdychała do pomarszczonego, mówiącego dziwnym slangiem faceta, który jest na zupełnie innym etapie życia. I czy wdowiec po stracie dziecka, dobytku i większości znajomości znalazłby wspólny język z maturzystką?”
    Nie rozumiem twojego problemu z tym hipotetycznym pairingiem, wszak nie tak działają związki u Michalak ;). Z moich obserwacji wygląda to tak: ładni i dobrzy bohaterowie w nagrodę (za ciężkie przeżycia, kalectwo, życie zgodnie z zasadami AutorKasi itp.) dostają innych dobrych i ładnych, biorą ślub, ich związek polega na sekszeniu się i robieniu dziecków. Dodatkowo jeśli bohater jest odgórnie opisany jako atrakcyjny, lecą na niego wszyscy przedstawiciele płci przeciwnej, nieważne, czy są jakieś bariery wiekowe, czy bohater jest w tym momencie zarzyganym pijakiem śpiącym w rowie itp. itd. Jakieś wspólne języki? A po co to komu?
    Podobnie nieważne, czy para wyglądała w poprzednim tomie na idealnie dobraną, wystarczy jedno skinienie pióra Michalak i jedna z postaci przeistacza się w absolutne monstrum ¯\_(ツ)_/¯ .

    Super, Damian też został ziwoniony. Od początku był opisywany jako troskliwy brat, dla którego dobrobyt siostry jest bardzo ważny – i nagle stwierdza, że nie może się nią zająć bo… nie? Nie kupuję tego, podobnie jak wyrodnej mamy Iwonki – mam wierzyć, że kobieta, dla której główną motywacją po wyjściu z więzienia, było odzyskanie córki, tak po prostu oddała ją niepozbieranemu prymitywowi?

    Czy tylko ja skisłam po zobaczeniu, jak w wyobraźni Michalak wygląda Natanielek? :D Przykro mi, dla mnie on na zawsze pozostanie zarośniętym pijakiem w czapeczce ze śmigiełkiem.

    Cudownych ciąż bezpłodnych bohaterek nawet nie chce mi się komentować. Szkoda jeszcze, że dzięki Złapaniu Chłopa Natalii nie wyprostowały się plecy. A Natanielowi nie naprawiła się noga, kiedy zapłodnił Zosię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Z moich obserwacji wygląda to tak: ładni i dobrzy bohaterowie w nagrodę (za ciężkie przeżycia, kalectwo, życie zgodnie z zasadami AutorKasi itp.) dostają innych dobrych i ładnych, biorą ślub, ich związek polega na sekszeniu się i robieniu dziecków. Dodatkowo jeśli bohater jest odgórnie opisany jako atrakcyjny, lecą na niego wszyscy przedstawiciele płci przeciwnej" – no dobra, nie powinnam tych słów kierować do Natalii, w końcu żyje w tym samym uniwersum i zna jego zasady. Masz rację z tym, że pociąg i uroda zależą tylko od narratora, w końcu i Asia czy Iwona wzdychały na samym początku do Siergieja, a wszyscy mężczyźni poza Natanielem zakochiwali się w Marcie. Nadal jednak obstawiam, że dla większości maturzystek Bartosz jest dinozaurem, bo gdy jakaś się pojawia na scenie, zwykle okazuje się niedojrzałą, podłą wydrą ze złym podejściem do związku, ciekawe dlaczego 😉

      "Od początku był opisywany jako troskliwy brat, dla którego dobrobyt siostry jest bardzo ważny – i nagle stwierdza, że nie może się nią zająć bo… nie? Nie kupuję tego, podobnie jak wyrodnej mamy Iwonki – mam wierzyć, że kobieta, dla której główną motywacją po wyjściu z więzienia, było odzyskanie córki, tak po prostu oddała ją niepozbieranemu prymitywowi?" – Damiana łatwiej wytłumaczyć niż Iwonę, skoro Iwonie udało się od patologii odciąć, a Damian mógł wplątać się w nielegalną działalność, narobić sobie wrogów i bać o bezpieczeństwo siostry, w tym kontekście odcięcie się od dziecka byłoby niejednoznaczne moralnie. Tyle że gdyby był tym samym Damianem co w poprzednim tomie, raczej nie zdecydowałby się dilować ze względu na Alę. Już widzę osobę na jego stanowisku zarabiającą na tyle źle, że dorabiałaby sobie na boku przemytem narkotyków bez znajomości, wiedzy, jak to działa, będąc przyzwyczajonym do skromnego życia bez przyjemności.

      "Czy tylko ja skisłam po zobaczeniu, jak w wyobraźni Michalak wygląda Natanielek? 😄 Przykro mi, dla mnie on na zawsze pozostanie zarośniętym pijakiem w czapeczce ze śmigiełkiem" – Dokładnie 😄 Nataniel na Tinderze vs Nataniel w prawdziwym życiu

      "Cudownych ciąż bezpłodnych bohaterek nawet nie chce mi się komentować. Szkoda jeszcze, że dzięki Złapaniu Chłopa Natalii nie wyprostowały się plecy. A Natanielowi nie naprawiła się noga, kiedy zapłodnił Zosię" – może nie naprawiła, ale poprawiła! Dzięki sile miłości, cytując z poprzedniego tomu: „To draństwo – klepnął chorą nogę – boli czasem tak parszywie, że gotów byłbym własnoręcznie dokonać amputacji. Nie pomaga wtedy nic, żadne leki, żadna wóda, jedynie dotyk rąk mojej Zosi”. O cierpieniu z powodu kończyny tylko opowiada innym bohaterom, nieproszony, żeby go żałowali. A, no i nie zapominajmy, że Tosia dzięki tej samej sile odzyskała wzrok.

      Usuń
  4. Chyba opadły mi emocje po analizie na tyle, że jestem w stanie napisać komentarz złożony z czegoś więcej niż zaaferowanych kwików. Od razu też mówię, nie czytałam poprzednich komentarzy, więc jak coś powtórzę, to nieświadomie i to znaczy, że komentujący mają rację. Jedziemy!

    "Pokrzywiona lafirynda", boru boru zielony XD od dziś tak na siebie mówię, piękne określenie!

    "Zapytam chirurga, czy mi zapakuje!" - kocham Twoje komentarze, naprawdę :D

    Po pierwsze, Natalia to jakaś kulturystka jest albo Pillar Woman (tak, to JoJo nawiązanie), że nosi podrośnięte już szczeniaki w ramionach i nawet nie stęknie. Choć może mam złe odniesienie, bo nie pamiętam jakiej ona była postury, może nie jest nawet w połowie tak drobna jak ja - choć podejrzewam, że jednak jest, bo u Michalak wszystkie bohaterki są niziutkie i chudziutkie.
    Po drugie, mnie te opisy płaczących z tęsknoty za nią szczeniaków równocześnie bawią i zniesmaczają. To są psy, dla nich to nie było żadne "porzucenie przez matkę", tylko trafiły do nowych domów, nowych rodzin - podobno też dobrych! Chyba, że Nataniel trzyma swojego puchatego pirenejczyka na łańcuchu żeby budy pilnował.

    PRZESTAŃCIE DAWAĆ PSOM CIASTO, DURNE BACHORY. I ktoś im jeszcze na to pozwala, ba, nie widzą problemu tylko przynoszą dokładkę! Bohaterowie tego ksiopka są nieczułymi kretynami.

    Magda jaka drama queen XD

    I to "jebut" z ust Zosi, co jest. Nie spodziewałam się, no ale przecież ona już dawno nie jest rudowłosą uroczą mimozą, przecież jedzie w myślach po obcych, ładnych kobietach jak po autostradzie.

    W jakich to makabrycznych książkach zaczytywała się Ala? W "Zmierzchu" i innych romansach z wampirem na okładce?

    Nie dość, że jak zwykle sędzia u Michalak jest stronnicza i od razu WIE, że główny bohater/bohaterka jest niewinna, szlachetna i skrzywdzona, a to druga strona łże i oczernia (no na litość, to jest autoplagiat, praktycznie identyczna rozprawa była w "Nie oddam dzieci"), to jeszcze Damian musiał zostać jeszcze bardziej papierowym i ohydnym czarnym charakterem. No świetnie.

    "Jak zapowietrzoną"? XD Nie powinno być "jak powietrze" jeśli już, choć też koślawo brzmi?

    Uogólnianie, uogólnianie, faceci źli i nie dbają o dzieci, tylko matki są dobrymi rodzicami (chlubnym wyjątkiem jest szlachetny pan chirurg z "Nie oddam dzieci"), klasyczna Michalak!

    Ech, ale to podejście "no kiedyś to czytanie dziwnych książek przez straumatyzowaną Alę źle się skończy, ale oceny ma dobre więc chuj" wyszło Michalak aż zbyt realnie. Szkoda tylko, że nie jest w żaden sposób potępione i jest podejściem głównej pozytywnej bohaterki, ups.

    Dlaczego Natalia wpadła na pomysł, że najlepszą osobą do pomocy będzie laska, której ona nienawidzi z niewiadomego powodu i którą widziała raz w życiu, gdy ta chciała ją pozwać o psy? Naprawdę, ogłoszenie że szuka pracowników albo popytanie po znajomych jest prostsze i ma jakiekolwiek szanse powodzenia. No ale to Natalia, ona nie umie w proste rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obstawiałam C, ale D było tak dziwnie precyzyjne, że po prostu wiedziałam, że to będzie to i nie dowierzałam. Ale jednak. Rest In Pieces, Jadwiniu.
      Nie mogę brać tego na poważnie, no przepraszam XD zabita przez pudełko z prześcieradłami.

      Tam tak jest, bez żadnej przerwy, żadnego wyróżnienia gwiazdkami czy czymś? W jednej linijce Jadwiga leży w piwnicy, a w drugiej w trumnie? Widać, że koniec książki się zbliża, jak akcja tak nagle zapiernicza.

      Matka Bartosza kasowała mu wiadomości od znajomej. Matka dorosłego, trzydziestoletniego faceta. No okej.
      Urzeka mnie, jak w tych książkach absolutnie wszystkie rodziny są toksyczne, czy to zamierzenie czy nie.

      "Tak, Bartosz – uniosła nań oczy pełne cierpienia – ja nigdy nie urodzę ci synka czy córeczki." - (x) doubt

      "Dlatego łup! Uderzyłam ją w potylicę kowadłem zawiniętym dla niepoznaki w prześcieradło." - XDDD

      Tempo związków u Michalak naprawdę mnie rozwala, im poszło chyba jeszcze szybciej niż Natanielowi i Zosi. Szybko, SZYBKO, do wyra i do ołtarza, w dowolnej kolejności! Znają się już wystarczająco po tych trzech rozmowach, rozwój relacji jest nudny!

      CO. DO. CHOLERY.
      Wraca do niej Ala, jeszcze bardziej straumatyzowana, mówi coś o jakichś obcych, strasznych typach. A ta pieprzona idiotka nie dzwoni na policję, nie idzie do lekarza, nie robi NIC, bo dziecko wróciło i jest grzeczne, więc chuj z tym.
      Jak mnie trzęsie, no kurwa mać. Czyli co, znęcanie się czy boję się myśleć co wobec Ali było okej, bo zasłużyła sobie umalowaniem się jak "podstarzała kurwa"? JA PIERDOLĘ.

      No weź, w Michalakversum jak porzucisz pracę z dnia na dzień, to po dwóch latach zastaniesz swoje biuro w dokładnie takim stanie jak je opuściłaś, projekty również, bo nikt ich nie przejął i klienci czekają te dwa lata nie wiadomo na co, więc akcja z rezerwacjami nie jest aż tak dziwna. Boże, co ta kobieta bierze.

      Aha, a z kolei Zuzanna została kolejną po Iwonie kobietą upadłą, która pewnie skończy martwa w jakimś rowie, bo dorwała ją mafia czy coś w tym rodzaju. No ale należy jej się, bo była niemiła dla głównej bohaterki. I przynajmniej oddała psa. Ten wątek też mnie wkurwił niemiłosiernie, ach. Niech AŁtorkasia przestanie poruszać takie tematy, bo robi to w cholernie szkodliwy sposób.

      Ha, no i mówiłam. Tej też się magicznie niepłodność naprawiła z miłości.

      BLACK HEART, BLACK HEART UMARŁ! JAK TO JEST MOŻLIWE!
      Szczerze, podejrzewałam że zginą Jadwiga i Damian, a tu jednak Siergiej :DDD i w sumie co się z nim stało, że leży sobie zamarznięty w lesie? Dorwała go mafia lisów, czy jak?

      Michalak chyba naprawdę kocha dręczyć swoich czytelników XD Przepraszam, kochane czytelniczki. Te ankiety kogo zabić, kogo wolą, ta satysfakcja że już kogoś uśmierciła... Ona jest chaotic evil.

      Miał być spokojny komentarz, ale i tak się naprzeklinałam jak szalona, za co przepraszam.

      Co to była za podróż, aż się łza samotna kryształowa w oku kręci... Będę za tym tęsknić, naprawdę. Mam nadzieję, że jeszcze analizy jakiegoś dzieła się doczekamy, bo robisz to świetnie, Claudinello <3 Pozdro również!

      Usuń
    2. I jednak w świetle jednego z poprzednich komentarzy - Nataniel przystojny macho z kwadratową szczęką i ten Siergiej który totalnie wygląda na pięćdziesiąt lat i nie ma oka, mnie rozłożyli. Miło też w ogóle, że AŁtorkasia użyła zdjęć jakichś randomowych ludzi bez podania ich nazwisk, miło z jej strony.
      Czy tylko ja widziałam Siergieja jako zarośniętego włochatego niedźwiedzia z Rosji? Natomiast Nataniel w czapeczce jest w punkt XD

      Usuń
    3. "Choć może mam złe odniesienie, bo nie pamiętam jakiej ona była postury, może nie jest nawet w połowie tak drobna jak ja - choć podejrzewam, że jednak jest, bo u Michalak wszystkie bohaterki są niziutkie i chudziutkie" – tak, pozytywne bohaterki zawsze są bez grama mięśnia czy tłuszczu, więc te psy to chyba przenosi siłą miłości.

      "To są psy, dla nich to nie było żadne "porzucenie przez matkę", tylko trafiły do nowych domów, nowych rodzin - podobno też dobrych!" – dokładnie, całkowicie normalna sprawa.

      "PRZESTAŃCIE DAWAĆ PSOM CIASTO, DURNE BACHORY. I ktoś im jeszcze na to pozwala, ba, nie widzą problemu tylko przynoszą dokładkę!" – są durne, bo nikt ich nie wychowuje, a dorośli się cieszą, że wreszcie mają chwilę spokoju, by zasiąść bez wrzasków do uczty złożonej z nalewki i słodyczy; co tam psy. To widać np. w wyciętym przeze mnie fragmencie, w którym Siergiej podpytuje Nataniela, czy nie miałby ochoty uciec od rodziny i urżnąć się w trupa jak za kawalerskich czasów. Dzieci służą za symbol statusu i element rozczulający lub komiczny od czasu do czasu. Natalia też stwierdza, że skoro Ala po przejściach nie próbuje na siebie zwracać uwagi, to po co ma się przejmować, a w każdej rodzinie wychowanie zastępują komendy bez uzasadnienia czy tłumaczenia, jak działa świat.

      "Nie spodziewałam się, no ale przecież ona już dawno nie jest rudowłosą uroczą mimozą, przecież jedzie w myślach po obcych, ładnych kobietach jak po autostradzie" – racja 😄

      "W jakich to makabrycznych książkach zaczytywała się Ala? W "Zmierzchu" i innych romansach z wampirem na okładce?" – goła wampirzyca może sugerować Fabrykę Słów, ale nie wiem 😄

      „Nie powinno być "jak powietrze" jeśli już” – o, to by chyba pasowało! Może w ramach cięcia kosztów korektę zastąpiła autokorekta?

      Szlachetny pan chirurg z "Nie oddam dzieci" w sumie zachowywał się zupełnie jak pijany Nataniel opiekujący Emilką czy którykolwiek inny mężczyzna pozytywny "w kryzysie" mający pod opieką dzieci. Znaczy niszczy im życie, ale jednocześnie dużo myśli, jak to kocha swoje pociechy, więc jest ideałem.

      "Ech, ale to podejście "no kiedyś to czytanie dziwnych książek przez straumatyzowaną Alę źle się skończy, ale oceny ma dobre więc chuj" wyszło Michalak aż zbyt realnie. Szkoda tylko, że nie jest w żaden sposób potępione i jest podejściem głównej pozytywnej bohaterki, ups" – taaak, wieczne przedstawianie Natalii jako biednej i pokrzywdzonej przez los przez narratora tak bardzo psuje ten realistyczny aspekt, w którym owinęła sobie wokół paluszka wszystkich znajomych, kreując się na skrajnie niezaradną osobę, która potrzebuje pomocy w podjęciu decyzji, co zje na śniadnie. W efekcie Damian jest tym złym, porzucającym niewinną Natalię gnojem, mimo że to Natalia palcem nie kiwnęła przez całą książkę. Ani nie pracowała, ani nie zajmowała się domem czy Alą, w sumie tylko snuła się, płacząc, że Damian jej nie czci.

      "Tam tak jest, bez żadnej przerwy, żadnego wyróżnienia gwiazdkami czy czymś? W jednej linijce Jadwiga leży w piwnicy, a w drugiej w trumnie?" – dokładnie. Myślałam, że poprzednie książki były pisane na kolanie, ale tam przynajmniej wiedzieliśmy, czemu jakieś wątki się kończą i dlaczego teleportujemy się w inne miejsce.

      Usuń
    4. "Urzeka mnie, jak w tych książkach absolutnie wszystkie rodziny są toksyczne, czy to zamierzenie czy nie" – Michalak by oczy zogromniały, jakby zobaczyła ten komentarz. Przecież toksyczny jest tylko Damian pijak i ojciec Nataniela 😄

      "Znają się już wystarczająco po tych trzech rozmowach, rozwój relacji jest nudny!" – tu jeszcze spoko, nie było nic o ślubie, więc pewnie pobiorą się z powodu ciąży jak Magda i Siergiej (albo prawie Oliwia i Nataniel), póki jeszcze zakochani i chcą spędzać całe dnie ze sobą w łóżku. Ale rozwala mnie, że Nataniel szybko zaklepał Zosię pierścionkiem zaręczynowym, by wszystko było po bożemu, a potem ani myślał się zadeklarować, jak już mógł uprawiać seks z narzeczoną 😄

      "Jak mnie trzęsie, no kurwa mać. Czyli co, znęcanie się czy boję się myśleć co wobec Ali było okej, bo zasłużyła sobie umalowaniem się jak "podstarzała kurwa"? – chyba tak, a potem jeszcze pyskowała, że woli swojego brata… nie mam innej koncepcji. Ala jako dziecko mogła nie wyłapać, że przy przewrażliwionych mimozach nie należy głośno werbalizować kogo lubi się mniej, a kogo bardziej.

      "No weź, w Michalakversum jak porzucisz pracę z dnia na dzień, to po dwóch latach zastaniesz swoje biuro w dokładnie takim stanie jak je opuściłaś, projekty również, bo nikt ich nie przejął i klienci czekają te dwa lata nie wiadomo na co, więc akcja z rezerwacjami nie jest aż tak dziwna" – hahaha, no dobra 😄

      "No ale należy jej się, bo była niemiła dla głównej bohaterki. I przynajmniej oddała psa" – to jest dokładnie to, co w kółko pojawia się w literaturze Michalak. Zemsta i kara niewspółmierna do dokonanej krzywdy (krzywdą dla bohatera pozytywnego może być czyjaś raniąca niezręczność czy asertywność), gdy osoba zła dostrzega swój błąd i chce go naprawić. Nawet jeśli źle interpretuje swój błąd, jak Oliwia, która przeprasza Nataniela, że go sprowokowała do pobicia jej czy Zuzanna, która już po odebraniu psa orientuje się, że ciężko jej się utrzymać…

      "Tej też się magicznie niepłodność naprawiła z miłości" – nie wiem, czy tak magicznie, może po prostu odkryła, że z seksu są dzieci 😄

      "i w sumie co się z nim stało, że leży sobie zamarznięty w lesie? Dorwała go mafia lisów, czy jak?" – hahaha! Czytelniczki Michalak też się zastanawiają, widziałam różne rozważania, co to się mogło stać i czy to na pewno Siergiej. Może poszedł na ostatnią randkę z jakimś przemytnikiem Przemysławem i tym razem dostał kosę w tętnicę udową.

      "Te ankiety kogo zabić, kogo wolą, ta satysfakcja że już kogoś uśmierciła... Ona jest chaotic evil" – mam wrażenie, że na ankiety "TAK czy NIE?" większość czytelników zawsze odpowiada "TAK". A potem zawsze jest szok i niedowierzanie jak ze śmiercią Marty.

      "Będę za tym tęsknić, naprawdę. Mam nadzieję, że jeszcze analizy jakiegoś dzieła się doczekamy, bo robisz to świetnie, Claudinello <3" – dziękuję ❤️ znalazłam już dzieło, które potencjalnie nadaje się na przerywnik-analizę w oczekiwaniu na szósty tom, ale autorstwa kogoś innego niż Michalak. Przez to nie wiem, jak się zareklamować. Pomyślę nad tym 🙂

      Usuń
  5. O rnay boskie, przeoczyłam cały kolejny tom! Napisz mi proszę następnym razem, że coś działasz, bo inaczej będzie mi tak głupio i smutno, jak teraz, że nie mogłam przeżywać na bieżąco. Za to ile mam nadrabiania, ohohohoho!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłej rozrywki!
      Chcesz maila z niusami, jeśli wyjdzie szósty tom? 😄 Dotąd informowałam na sus-ie.

      Usuń
  6. Ta smierc i problemy zdrowotne Jadwigi byly tak bardzo odczapne, ze w ogole nie jestem w stanie sie nimi przejac :D Bum! Alzheimer, bum! Rozbita na smierc glowa. I to w jaki sposob. Ja wiem, ze najwiecej wypadkow zdarza sie w domu, ale moze bez przeginki.

    Traktowanie Ali bylo absolutnie wstretne przez cala ksiazke.

    W ogole po czartym tomie musialam sobie zrobic przerwe, bo stezenie obrzydliwosci troche mnie przygniotlo, ale tu w piatym bylo juz bardziej absurdalnie niz toksycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Traktowanie Ali najlepiej podsumowuje ostatni tom sagi…
      Dla mnie pierwszy tom był najgorszy pod kątem stężenia toksyczności – Marta zawsze wygrywała 😄 jeszcze nie było nawet zalążka fabuły, a już leciały teksty o bitej rozwiązłej żonie sołtysa.
      Ten alzheimer miał chyba usprawiedliwić mały wypadek z prześcieradłami i Natalię: skoro Jadwidze zostało parę dni życia, to czemu by nie zabić jej od razu. Czytelniczki już przyzwyczaiły się do myśli, że Jadwiga odejdzie, a nie trzeba było ich męczyć opisami, jak zachowuje się człowiek z demencją (znaczy zrobić riserczu).

      Usuń

Prześlij komentarz

Uwaga, Blogspot lubi usuwać treść długich komentarzy bez ostrzeżenia, więc dobrze je kopiować przed wysłaniem.