6.4 Rozdział 14, 15, 16 i 17
ROZDZIAŁ XIV: WALERIANA Z BIAŁORUSI
Bartosz jedzie z Ulą i rozmawia o życiu na Białorusi.
Tematu rodziców, rzecz jasna, nie poruszał. Widział, jak dziewczyna cierpi, gdy tylko zbliża się do opowieści o rodzinie.
To poruszał temat czy nie poruszał?
Pragnął w takich chwilach wziąć ją za rękę, by choć w ten sposób wyrazić współczucie, ale byłoby to niestosowne – to po pierwsze, ona by sobie tego nie życzyła – to po drugie.
Mam wrażenie, że on za bardzo szuka sposobów, by skrócić dystans…
Wydawała się pełna pokory – może życie wśród obcych ją tego nauczyło? – ale czasem ukazywała się od innej strony: jako dziewczyna silna, niezależna i znająca swoją wartość. Taka bardziej mu się podobała.
Zastanówmy się, jaka jest prawdziwa trzydziestolatka z tego uniwersum.
Natalia całe miesiące grała pokorną i uległą, by dziś, w najmniej spodziewanym momencie, kiedy jest Bartoszowi, Domoradzkim i Sodarowom najbardziej potrzebna, pokazać swoje prawdziwe oblicze: niewzruszonej despotki, pełnej złości czy wręcz nienawiści do nich i niewinnego dziecka.
Nie chciał być zwodzony nigdy więcej.
Gdyby Bartosz miał wybór, pojechałby do Zosi albo Magdy, ale nie mógł dokładać problemów ani jednej, ani drugiej.
– Przygarnia mnie pan pod swój dach, zapewnia wyżywienie, daje pracę. Zrobię wszystko, by pani Natalia była ze mnie zadowolona, a pan spokojny, że maleństwo jest zaopiekowane i szczęśliwe. Z chęcią pomogę w domu, ugotuję, co tylko sobie państwo zażyczą. Za dobre serce postaram się odwdzięczyć tym samym.
Od zawsze, od kiedy nauczyła się czytać, marzyła, by zamieszkać w tak pięknym miejscu. Gnieżdżąc się z rodzicami w niewielkim mieszkanku na ostatnim piętrze bloku, pochłaniała polskie romanse i rodzinne sagi: „Noce i dnie”, „Nad Niemnem” i „Rodzinę Połanieckich”, i wyobrażała sobie, że jest jedną z bohaterek, nosi suknie z trenem i wspaniałe kapelusze, przechadza się po ogrodzie, a przystojny Józef Toliboski zabiega o jedno jej spojrzenie, o przelotny uśmiech, muśnięcie wachlarzem czy niewinny dotyk dłoni...
Urszula zapragnęła skulić się, a najlepiej zniknąć pod spojrzeniem dziewczyny, w którym niedowierzanie, niemal szok, zaczęła wypierać zimna furia.
To ta silna kobieta?
– Znalazłem opiekunkę do dziecka. Urszula Radziwił. Umie gotować. Pomoże ci w domu.
Powiedział Bartosz, rzucając delikatną aluzję na temat zdolności kucharskich Natalii. Może uwierzył Natanielowi podczas Wigilii, że Natalia siebie (i innych?) potruła?
Tu następuje zwrot akcji i kolejny krąg piekła, w który wpada zła Natalia: najpierw wyzywa Bartosza, nazywa Urszulę "flamą" i jego "nową zabaweczką", którą sprowadza sobie do domu, a na koniec rzuca się ze schodów…
Zaczęła zbiegać po schodach, by wyrzucić ich wszystkich za drzwi, i w tej sekundzie przyszła jej do głowy makiaweliczna myśl. Nadszedł czas, by pożegnać się z ciążą – i Bartoszem – w spektakularny sposób.
Potknęła się w pół kroku, zachwiała. Bartosz rzucił się, by ją podtrzymać, ale nie zdążył. Upadła na podłogę. A potem zgięła się w pół i jęknęła przeciągle.
Tak, dobrze przeczytaliście. Poronienie-odwet, które ma wywołać wyrzuty sumienia u ojca dziecka.
Kolejnymi etapami planu jest chwycenie się za brzuch, głośno jęcząc, odpychanie Bartosza, zamknięcie w toalecie i mroczne milczenie.
Bartosz przejmuje się dość losowo.
„Jeśli Natalii coś się stanie, nigdy sobie tego nie wybaczysz, egoistyczny skurwielu! Miała rację: jesteś bydlakiem, który myśli o wszystkich, tylko nie o najbliższej rodzinie: przyszłej żonie i własnym dziecku. Niech cię szlag jasny trafi, Bartoszu Gazdo, niech cię trafi jasny szlag!”
To tak jak ze śmiercią żony. Pomiatać nią można było, ale jak spłonęła z winy kogoś innego, to nagle cała wina spoczywa na Bartoszu, który potem przez rok snuje się ze słoiczkiem z ćwikłą.
Z łazienki dobiegł go naraz rozdzierający płacz. Włosy stanęły mu dęba.

– Nigdzie z tobą nie jadę, rozumiesz?! Nigdzie mnie nie zabierasz! Wezwij taryfę!
– Jeśli masz krwotok...
– Nie mam! Po prostu strasznie mnie boli! Jakbyś z całej siły kopnął mnie w brzuch!
Nie pokazując palcem! Damian kopał mnie inaczej!
– Jedź, Tomek, szybko, ale ostrożnie. I uważaj na wybojach, okej? Natalia źle się poczuła.
– Będzie dobrze? – zapytała Urszula z nadzieją, tuląc do siebie dziewczynkę.
Zauważyliście, że Aliny nie ma w tych scenach? Trudno, będzie miała kolejną traumę do kolekcji. Należy jej się za te dementory i makijaż z piątej części, nie?
Nawet jeśli ciążę uda się uratować, Natalia nie wybaczy mu ani Michasi, ani Urszuli, ani tego wypadku.
Jak wiadomo, zawsze marzyła o byciu samotną matką.
Zapłakany Bartosz gapi się w płomienie kominka, aż traci rachubę czasu, ale szybko z transu wybudza go Natalia. Ciekawe, jak jej poszło. Przyszła na oddział, ogłosiła "a nie, pomyliło mi się!", wyszła i zamówiła drugą taksówkę?
– Straciłam maleństwo. Przez ciebie. To twoja wina. Zamiast spokoju, którego potrzebowałam, zafundowałeś mi piekło w moim własnym domu. Żyj z tym. Żyj ze świadomością, że zabiłeś nasze dziecko. A teraz zejdź mi z drogi. Chcę w samotności opłakać maleńkie życie, któremu nie dałeś przyjść na świat, przeklęty egoisto. Nienawidzę cię.
![]() |
| Natalia: ewolucja postaci |
Natalia odchodzi. Urszula klepie Bartosza, ale jest zbyt zapłakany, by zareagować, więc ta dochodzi do jedynego logicznego wniosku: że trzeba będzie go naćpać, by przestał ryczeć i dał dzieciom spać.
Wycofała się więc, przeszła do kuchni i rozejrzała się w poszukiwaniu apteczki. Jest. Otworzyła po cichu drzwiczki i wyjęła buteleczkę z kroplami walerianowymi. Na suszarce znalazła sztućce i naczynia. Wzięła łyżeczkę – jedną ręką nadal tuląc Michasię do piersi – odmierzyła trzydzieści kropli i wróciła do przedpokoju.
– Proszę to łyknąć – podała Bartoszowi łyżeczkę z walerianą.
Jak się rano obudzi, to da mu do podpisania przygotowaną przez siebie, bardzo ciekawą umowę o pracę? I skąd ona wie, gdzie jej szukać w wielkim dworku (wywąchała apteczkę w kuchni?) i czego szukać. Trudno mi uwierzyć, że waleriana w kroplach znajdzie się w losowej apteczce.
– Ale się narobiło, prawda, kruszynko? – Pocałowała dziecko w główkę. – Jesteś cudem, wiesz? Każde inne maleństwo, słysząc takie krzyki, zaczęłoby płakać wniebogłosy, a ty siedzisz cichuteńko, jakby ciebie nie było.
No ba! Michasia siedzi zadowolona i patrzy, jak świat płonie, bo są z Natalią oficjalnymi wrogami. Plus ten idiolekt Zosi w ustach Urszuli! Dlaczego wszystkie dobre (i złe) bohaterki zwierzają się dzieciom?
Urszula nie wytrzymuje napięcia, wraca na paluszkach do kuchni i wciąga dopalacze:
– Ja na wszelki wypadek łyknę swoją porcję waleriany, bo co się naoglądałam i naprzeżywałam, to moje – szeptała do dziecka.
Tak! W obcym domu, gdzie znajduje się nieprzewidywalna kobieta w rozpaczy i jej sterroryzowany narzeczony, który ewidentnie ma coś za uszami!
– Rodzice w jednej chwili zabraliby mnie z tego miejsca. Tatuś nigdy nikomu nie pozwolił mnie obrażać. Ale na razie muszę tu wytrzymać.
Jestem dobrą niewolnicą.
Naprawdę serdecznie współczuję mu takiej żony, narzeczonej, czy kim Natalia dla niego jest. Okropna, okropna kobieta.
Była świadkiem, gdy drżąca o życie swojego przyszłego dziecka kobieta zaczęła bardzo przekonująco spadać ze schodów i ronić. Chyba ma prawo do lekkiego podenerwowania?
Natalia w sypialni chowa twarz w poduszkę i wybucha śmiechem. Serio.
Awantura o samo dziecko nie byłaby tak przekonująca, parę razy odstawiłam już tragifarsę z powodu tej całej Michasi, ale awantury o dziwkę jeszcze ci nie zrobiłam. (…) Nie masz teraz wyjścia, mój ty zdrajco o gołębim sercu: gdy tylko »wydobrzeję«, a ja szybko dochodzę do siebie – tu znów się zaśmiała – pokażę ci drzwi. Zresztą, jeśli masz honor, sam odejdziesz.
Dlaczego Natalia dąży do zerwania z Bartoszem? Niestety nie dlatego, że ten nie szanuje jej asertywności i próbuje rozkazywać. Tylko dlatego, że Damian jej kazał.
Widzisz, mój drogi, starałam się, naprawdę, przez chwilę wierzyłam, że jestem w tobie zakochana, ale teraz wiem, że kocham Damiana.
Nie da się zerwać z Bartoszem tak po prostu, mimo że najwyraźniej są niedopasowani, co odkryli w ciągu paru miesięcy związku. Nie! Jak wiemy z poprzednich rozdziałów, wszyscy znajomi, których zresztą nie lubi, obrażą się na nią za takie potraktowanie Bartosza, więc trzeba uciec się do kilkutygodniowej intrygi z ciążą.
On dziś rano poprosił mnie o drugą szansę. Byłam na ciebie wściekła o Michasię i twoją matkę, która za bardzo się wczuła w rolę pani domu, mojego domu, podkreślam, więc zgodziłam się. (…) Tak więc ty się wyprowadzisz, on się wprowadzi i może będę szczęśliwa, tak jak byłam na samym początku, gdy kochaliśmy się z Damianem do nieprzytomności. Wróci Ala, wróci Bella z Florcią...
Damian planował ją zostawić i nadużywał alkoholu. Wspaniałe czasy!
Odesłała dziewczynkę i zwierzaki, nie pytając Zosi, czy ma siłę się nimi zająć, czy nie, zaraz po wyjeździe Moniki Gazdy. Przygotowując się do odegrania roli życia, nie miała głowy, by zajmować się psami i przybraną córką. Nie chciała również, żeby Ala była świadkiem sceny, która się przed chwilą rozegrała.
Ale ci źli mają zasady! Damian też nie pił przy siostrze i nie awanturował się przy niej aż do zerwania z Natalią. Nie to co Magda, pragnę podkreślić.
...i znów będziemy szczęśliwą rodziną. Damian przyrzekł, i to był warunek jego powrotu, że dotąd będziemy się starali o dziecko, aż w końcu je urodzę.
Najwyraźniej Damian przedstawił Natalii rewolucyjną teorię o pszczółkach i ptaszkach, aż ta przyznała, że to lepszy sposób niż jej raz w miesiącu.
Czy Natalia stała się złym człowiekiem?
Spojler: tak.
Manipulantką, która krzywdzi Bogu ducha winnych dla swoich celów? I tak, i nie. Tę cechę – po trupach do celu – ona, ukochana jedynaczka, oczko w głowie mamy, miała zawsze.
Czyli moja teoria, że Natalia z premedytacją grała sierotkę u Jadwigi i prawdopodobnie wymyślała wiele historyjek o molestowaniu może być prawdziwa…
Przy tym okazuje się, że wszyscy jedynacy to manipulanci?
Ale do tej pory wszystko dostawała jak na zawołanie: piękny dwór, gdy potrzebowała dachu nad głową, miłość mężczyzny, którego dostała razem z dworem, pracę, pieniądze i... ponownie piękny dwór, gdy zmarła Jadwiga. Ach, miłość następnego mężczyzny, zanim zdołała wyrzucić z serca Damiana. Jak na użalającą się nad sobą i swoim kalectwem sierotę całkiem nieźle, prawda?
Tylko że jej historie o prześladowaniu w szkole i operacjach były retrospekcjami, więc mimo wszystko wesołego życia nie miała.
Odbiło Natalii w chwili, gdy uroiła sobie, że jest w ciąży.
Okazuje się, że Natalia z sukcesem uroiła sobie ciążę i chodziła szczęśliwa, gdy Bartosz był bardzo zdziwiony.
Coraz częściej zaszywała się w sypialni na poddaszu, wkładała pod sukienkę poduszkę i przechadzała się, wygięta do tyłu, wczuwając się w rolę ciężarnej. Doszło do tego, że w płaskich jak u dziewicy piersiach pojawiło się mleko!
Były płaskie jak u dziewicy (np. Urszuli), są krągłe jak u kurtyzany.
Retrospekcja: Natalia rysuje drugą kreskę na teście ciążowym i rzuca aluzje, że Bartosz dostanie super ekstra prezent na święta! Ten pewnie cieszył się na fajną konsolę albo coś naprawdę ciekawego, a tu śmierdzący bucik. Niestety wszystko skończyło się w Wigilię, bo ktoś podrzucił im już urodzone dziecko (+100 punktów), a trudno zajść bez seksu, którego jednak w ciąży, nawet urojonej, uprawiać nie wolno w tym uniwersum.
Tak sobie wymyśliła nasza kochana, słodka Natalia Sabrowicz. I tak wprowadziła swój plan w życie. Raniąc w najboleśniejszy możliwy sposób dobrego człowieka, który niczym nie zawinił...
Poza tym jak ją traktował i jak się "sam" podkładał poprzez rządzenie się.
Los czasami – rzadko – bywa sprawiedliwy. Powinien zesłać na dziewczynę taki sam ból, jaki zadała Bartoszowi, ale przecież nosiła swój krzyż od urodzenia. Była wyśmiewana z powodu krzywych pleców, odrzucana i upokarzana.
Całe szczęście, to jest usprawiedliwiona!
Nieudane próby zajścia w ciążę – a o stanie błogosławionym marzyła najbardziej na świecie – doprowadzały Natalię do szaleństwa.
Tylko te z nas, które przeszły przez podobne piekło, są w stanie ją zrozumieć. (…). Każdy z nas ma jakiś cel czy marzenie, do którego będzie dążył za wszelką cenę. Nie życzmy więc Natalii źle.
Pokręcona moralność.
Natalia dzwoni do Damiana i chwali się zerwaniem.
Kiedyś, gdy wszystko się między nami ułoży, przyznam się do oszustwa. To dobry człowiek, nie chcę, żeby obwiniał się w nieskończoność za śmierć nieistniejącego dziecka. Ale teraz musi zniknąć i z mojego domu, i z mojego życia. A ja chcę mieć czyste ręce. Inaczej przeklną mnie wszyscy przyjaciele.
– Po co ci oni?
Jak zwykle Damian jest najlogiczniejszy z bohaterów serii.
Będziesz miała nowych. No i mnie.
Mam tylko nadzieję, że nie ma na myśli swoich znajomych, którzy (potencjalnie) gwałcili Alę.
– Jeśli chcę tu zostać, nie mogę narażać się na zemstę Domoradzkiego czy Sodarowa.
Nie no, super ludzie. Podpalą jej dwór, bo zerwała z ich kolegą.
– A chcesz zostać w tym starym domiszczu, na którego utrzymanie nie zarobisz?
Rzeczywiście! Do tej pory wszystkie rachunki płacił Bartosz, a przedtem Jadwinia. Natalia nie miała pojęcia, ile kosztują prąd, gaz, woda, podatki i wreszcie naprawy, których stary dwór bez przerwy się domagał. Natalia zarabiała tylko na przyjmowaniu letników, ale tych było coraz mniej.
– Co byś powiedziała na wyprowadzkę do innego miasta, a może nawet za granicę? Mam na oku pracę w Irlandii.
Zamiast tych „awantur” chciała powiedzieć „znów zaczniesz się nade mną znęcać”, ale wolała go nie drażnić. Zależało jej na Damianie, zależało na ucieczce daleko stąd. Musiała być znacznie uważniejsza niż poprzednio. Jeśli ratujesz związek, nie możesz wymagać, że zmieni się jedynie druga strona. Musisz zacząć od siebie.
– Natalka, kocham cię. Zrozumiałem, jak bardzo, dopiero wtedy, gdy cię straciłem.
Powiedział to niskim, pełnym erotyzmu tonem, który poczuła głęboko w lędźwiach. Ależ pragnęła być już z Damianem. Kochać się z nim do upojenia. Wszędzie. Jak kiedyś. W szalonych, dobrych czasach ich początku...
– (…) To ty byłaś cudem. Dokonałem tego, by odzyskać ciebie. Jestem po odwyku, zaszyłem się i przyrzekłem sobie: nigdy więcej alkoholu.
Och, jak wspaniale się słuchało słów Damiana... „Jestem cudem! Jestem cudem!”, zaśpiewała w myślach, zupełnie nie biorąc pod uwagę faktu, że on zawsze miał gadane i słowami potrafił owinąć ją sobie wokół małego palca.
Był on człowiekiem, którym Damian – mimo wysiłków – nigdy się nie stanie. Nie miał w sobie głębokiej prawości i empatii Bartosza. I tych właśnie dwóch cech nienawidził u konkurenta najbardziej.
Czy raczej lepiej zaszantażować ciebie, naiwna Natalko, byś jak najszybciej pozbyła się Bartosza. Wtedy Damian nagrodzi cię swoją osobą. Z telefonami i esemesami w bonusie.
Chwiał się na nogach ze zmęczenia, waleriana, którą podała mu Ula, szeptała kusząco: „zaśnij, zaśnij, zaśnij”
– Może ty kupiłbyś Marcinki?Zaśmiał się, choć nie było mu do śmiechu.– Ten dwór wart jest kilkaset tysięcy. Czy ja wyglądam na bogacza? Znasz moje finanse, nadal masz dostęp do mojego konta. Sprawdź, czy nie przybył tam zbłąkany milion, i dopiero wtedy wróć z propozycją.
– Mogę zapytać, który to był miesiąc?– Trzeci.– Och...! – krzyknęła cicho zaskoczona Urszula.Jej mama też poroniła w trzecim miesiącu, ale wyglądało to zupełnie inaczej niż u Natalii. Dostała silnego krwotoku, ból niemal odebrał jej przytomność. Ta kobieta miała sporo szczęścia, że pół godziny później jak gdyby nigdy nic biega po schodach, ma siłę na pogawędki, nie krwawi, nie cierpi...
– Masz na imię Urszula, tak? Skąd jesteś?
– Z Kijowa.
– Białorusinka?
– Nie!
Jestem Polką z dziada pradziada! Moi dziadkowie pochodzili z Kresów. Niedawno wraz z rodzicami uzyskaliśmy status repatriantów. Wysłali mnie pierwszą do Polski. Na studia.
Rozumiem patriotyczny wydźwięk wypowiedzi, ale ciężko mieć narodowość "z dziada pradziada" w Europie. To kontynent kuszący rozmaitymi ofertami w zależności od epoki i miejsca, nie jakaś Wielka Brytania sto lat przed industrializacją.
Zaraz po tym zostali aresztowani przez reżim Łukaszenki.
Po aresztowaniu rodziców zostałam bez pieniędzy. Właściciel domku, w którym mieszkaliśmy, dał mi czas do końca grudnia na znalezienie innego miejsca i nie wziął za to ani grosza. Dobry człowiek...
Gdy uważała na to, jak mówi, wypowiadała się czystą polszczyzną, ale gdy się rozkręciła – jak w tej chwili – górę brał piękny, śpiewny akcent. W jej ustach ostatnie słowo brzmiało jak „cziełowiejk”.
– Zmartwię cię – ucięła Natalia, mając dosyć jej szczebiotu. – Jutro rano wszyscy troje musicie opuścić mój dom. Bartosz już o tym wie. Wyjeżdżam, wystawiam dwór na sprzedaż. Przykro mi – dorzuciła zdawkowo, widząc przerażenie w oczach dziewczyny.– Ale jak... gdzie... gdzie się podziejemy? – wyjąkała Ula, czując łzy napływające do oczu.
Już miała nadzieję, że podły los się odwrócił, że przybiła do spokojnej przystani.
Powinna leżeć w łóżku! Osłabiona po krwotoku, obolała... A tu „wyjeżdżam”?, „sprzedaję dom”?, wreszcie: „musicie się wynieść”?!
– Jutro pomyślimy, co dalej – szepnęła do dziecka. – Pan Bartosz nie da nam zginąć, prawda, gwiazdeczko?
ROZDZIAŁ XV: PASOŻYTY I NIEWOLNICY
Późnym wieczorem upewniła się, że Mateusz radzi sobie z czeredą dzieci.– W wojsku bywało gorzej – odparł wesołym tonem.
Mimo że Emilka nie była jej rodzoną córką, Zosia kochała ją nie mniej niż adoptowaną Tosię i najmłodszą, swoją własną Martunię.
– (…) Gdy tylko się obudzi, powiedz mu, że bardzo go kochamy. Mniejsza o to, co nawyrabiał.
W tym momencie drzwi się otworzyły. Na progu stanął doktor Kraszewski
– Zapraszam. Pani mąż jest przytomny.Rozpłakała się jak dziecko. Przypadła do lekarza, ujęła jego dłonie i trzymała przez parę uderzeń serca bez słowa, bo przez zaciśnięte ze wzruszenia gardło nie przechodziły wyrazy wdzięczności.
– Badania wypadły bardzo dobrze. Mózg nie jest uszkodzony. To prawdziwy cud, biorąc pod uwagę, czym i w jakich ilościach został potraktowany.
Przeczesała włosy mężczyzny, pogładziła go po policzku, pocałowała w usta. Chciał więcej, ale zawstydzona obecnością pielęgniarki, cofnęła się, kładąc palec na jego wargach.– Nie teraz. W domu.
– (…) Wybaczysz mi, najmilsza? Możemy udać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Badali mnie dotąd, wymyślnymi metodami, aż stwierdzili, że wszystko jest okej.
Słuchaj, Zosiu – ściszył głos – nie wiem, co się ze mną działo... pamiętam tylko noc, jakąś drogę przez las, a potem Bartosza, który coś do mnie mówi. Widzisz, w tym lesie...Położyła mu dłoń na ustach.
– Wszystko wiem i możesz być spokojny. Bartuś odnalazł to, czym się zatrułeś, i zniszczył. Samochód kazałam odholować pod dom. Mateusz miał go dokładnie wymyć. Octem. Nikt niczego nie znajdzie, choćby nie wiem jak szukał. Nie ma mojej zgody, byś za głupi błąd poniósł większą karę, niż już poniosłeś.
– Jest całkiem źle. Madzia nie chce o nim słyszeć, o jego dziecku tym bardziej. Boję się, że gdy tylko Siergiej wróci do żywych, dostanie pozew o rozwód.
Nataniel przymknął oczy. Coś – jakieś nieodległe wspomnienie – domagało się jego uwagi. Potrzebował tylko chwili ciszy i spokoju, by się skupić.– Zosiulu, zostawisz mnie na moment samego? Muszę coś sobie przypomnieć. Czuję, że to bardzo, bardzo ważne.
Odprowadził ją pełnym wdzięczności spojrzeniem. Każda inna zaprotestowałaby, że ledwo zdążyła się nim nacieszyć, a Nat już ją wyrzuca, ale nie Zosia.
Wróciły jak żywe. Przepiękne okręgi, gwiazdy, kwiaty, spirale... Jedna z nich, w kształcie helisy, obraca się wokół własnej osi, dwie nici splatają się ze sobą i rozplatają. Stopnie połączone są cząsteczkami adeniny i tyminy, cytozyny i guaniny. Nataniel wie, co to jest. Spiralę DNA znają wszyscy jak świat długi i szeroki. Wiruje w każdej żywej komórce. W niej zapisane są kolor twoich włosów, barwa skóry, to, czy jesteś dziewczyną czy chłopakiem... Połowę dostałeś od matki, drugą od ojca...Otworzył szeroko oczy. To było takie proste! Dlaczego ani Zosia – lekarz przecież – ani on – ratownik TOPR po przeszkoleniu medycznym, od razu na to nie wpadli?! Dlaczego skazali na cierpienie Magdę i dzieci Siergieja?!
– (…) chyba święta rozum nam odebrały. Znam wyjście z tego koszmaru: trzeba zrobić dziecku badanie DNA. To takie proste! Wykaże przecież, czy Siergiej jest ojcem małej, czy też krzywdzimy go podle takimi podejrzeniami. Dzwoń do Bartosza. Ma dojścia w szpitalu. Niech załatwia laboratorium, które zrobi to badanie na cito. A najlepiej na wczoraj.
– Rzeczywiście coś mi się na umysł rzuciło, że pierwsza na to nie wpadłam.
– Naprawdę przygarniecie nie tylko mnie i dziecko, ale i dziewczynę, o której wspominała twoja mama?– Tę, która niedawno straciła rodziców? Kresowiankę?Przytaknął.– Oczywiście. Spakuj siebie, dziecka nie musisz, i przyjeżdżajcie. Poproszę Mateusza, żeby przygotował pokój na poddaszu.
– Zosiu... dwa pokoje – ośmielił się sprostować. – Nie będę przecież mieszkał z poznaną wczoraj młodą kobietą.
– Do ciebie mam oczywiście pełne zaufanie, ale młode samotne dziewczyny nie powinny mieszkać z samotnymi przystojnymi mężczyznami.– Zosiu...– No co? Przecież jesteś przystojny. Powiedziałam coś nie tak?
– Bartuś... – Zosia westchnęła zmartwiona. – Czas leczy rany, a Natalia jest silniejsza, niż ci się wydaje.
– Mogę się do was wprowadzać? Jesteś pewna?– Oczywiście. Tym bardziej że przyda mi się do pomocy ta Kresowianka.
– Podrzucę ciebie i Michasię do Domoradzkich – zwrócił się do Urszuli, gdy pierwszy żal minął. – To świetni ludzie. Zosia, kochana kobietka, nie wahała się ani chwili, proponując, byśmy u nich się zatrzymali. Mam nadzieję, że pomożesz jej trochę przy dzieciach, gdyby wyraziła taką potrzebę?– Oczywiście!– Ale to jest trójka dzieci. Z Alą, która nie wiadomo jak długo u nich pobędzie, czwórka.– Z Michasią piątka.– I trzy wielkie psy.– Będzie się działo! – Roześmiała się.
– Lubię wyzwania. Jeśli pani Zofia da mi wolne co drugi weekend, gdy mam zajęcia na uczelni, z radością zajmę się piątką dzieci i trzema psami.
– Plus dwóch marudnych facetów, których trzeba nakarmić.
ROZDZIAŁ XVI: WIEDZA O GENETYCE
Emilka streszczała wydarzenia ostatnich dni: „I tatuś nie wrócił, a mamusia pojechała do niego i też nie wróciła!”, dwie młodsze ciągnęły go za rękawy, koniecznie chcąc mu coś pokazać, Ala zaś, którą traktował jak córkę, wtuliła się w niego i nie chciała puścić.
– Ula Radziwił. Zgodziła się pomóc przy dzieciach.Dziewczyna posłała Bartoszowi pełne wdzięczności spojrzenie. „Zgodziła się pomóc” brzmiało zupełnie inaczej niż „zatrudniłem ją”.
– Widzę, że lubisz nie tylko dzieci, ale i zwierzęta. Gdzie Bartosz znalazł taki skarb?
Michasia breweriowała wniebogłosy, gdy Bartosz wbijał się do cienkiej żyłki. Urszuli serce się krajało, ale trzymała dziecko z całych sił.– Mam. – Bartosz odetchnął z ulgą, unosząc probówkę.Dopiero za trzecim razem udało mu się pobrać krew.
Czeka mnie teraz trudniejsze zadanie. Muszę zdobyć próbkę krwi Siergieja, czym lekarze nie będą zachwyceni, bądź co bądź nie mam żadnego prawa, by to zrobić.
– Słuchaj – stracił cierpliwość, bo czas naglił – pobrałem krew od dziecka, potrzebna mi twoja zgoda na pobranie próbki od Siergieja. Oddam obie do analizy porównawczej DNA. Jeszcze dziś może się okazać, że posądzamy o zdradę niewinnego człowieka.– Tak samo może się okazać, że jednak jest winny. Na sto procent winny.
– Dopóki nie mamy czarno na białym, że Michasia jest jego córką, nie wolno nam Siergieja przekreślać. (…) Gdy test wyjdzie dodatni, niczego to nie zmieni, ale gdy wyjdzie ujemny... Madzia, odzyskasz wiarę w tego człowieka! Ukochanego męża i ojca twoich dzieci! (…)Po drugiej stronie zapadło milczenie. I nie to, że Magda zastanawiała się nad odpowiedzią. Po prostu nie mogła słowa wykrztusić przez zdławione płaczem gardło. Oddałaby pół życia, żeby odzyskać Siergieja!
– Pojadę z tobą. Osobiście złożę wszelkie podpisy. I będę czekała pod drzwiami laboratorium dotąd, aż otrzymam wynik.
Istniałem pośrodku nicości, nie wiedząc, co dalej. Dokąd się udać. Co zrobić, by wrócić do życia, ani czego dokonać, by umrzeć. Słyszałem płacz ukochanej kobiety. I moich dzieci. Ale on cichł. Milkł w oddali.
Dziewczynki zaczęły niknąć, jakby uplecione były z mgły. Próbowałem je zatrzymać, krzyczałem, błagałem, ale srebrne pasma przepływały przez rozwarte palce i nie zatrzymałem żadnej z moich córeczek. Zapłakałem. Byłem bezcielesny, ale czułem łzy na policzkach.
I nagle mgła zmieniła się w migotliwe lustro, a ja ujrzałem wszystkie podłości, jakich dopuściłem się w stosunku do dzieci: krzyki, klapsy, straszenie pasem. Odepchnięcie, gdy nie miałem ochoty zająć się którąś z dziewczynek. Raniące słowa, po których zaczynały płakać... Oto ja. Kochający ojciec.
„Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam”, zacząłem błagać Amelkę, która kiedyś przez moją nieuwagę została boleśnie uderzona w ramię. Rozpłakała się, a ja zamiast ją przytulić, ostrym głosem kazałem jej zamilknąć. Gdy to nie pomogło, chwyciłem dziecko za ramiona i potrząsnąłem nim tak mocno, że umilkło przerażone. I bało się mnie przez długi czas, aż zapomniało. Zaufało na powrót.
Pojawił się przede mną inny obraz, którego wstydziłem się najbardziej: wracam pijany do domu. Magda wybiega na ganek, krzyczy, chwyta mnie za ramię i chce zaprowadzić do domku gościnnego, żeby dzieci nie widziały mnie w takim stanie. Wtedy ja... Boże mój, jak mogłem... uderzam ją w ramię z całych sił. Madzia leci w tył i spada ze schodków, na szczęście kilku.
Taki dobry partner! Nie gwałci mnie, nie zmusza do bolesnego seksu! Nie pije! Nie bije! Dobrze zajmuje się dziećmi! …przynajmniej jest ładny, zdrowy i sprawny!
Raptownie trzeźwieję. Biegnę do niej. Chcę ją podnieść, bełkocę przeprosiny. Ona, moja najmilsza, pozwala, bym postawił ją na nogi, lecz w oczach ma taki ból... tak straszny zawód... że wolałbym, by dała mi w twarz, by strzeliła na odlew, z całej siły.
Jaka dresiarska mentalność… Jakby dała mi w ryj, byłoby 1:1, ale ona zachowała się w cywilizowany sposób. Przez to musiałem odczuwać silne emocje i sprawa jest otwarta, wypadałoby bym przeprosił!
Mówi: „Tym razem ci wybaczę, bo cię kocham, ale następnego nie będzie”. A ja czuję taki wstyd... i przeogromną wdzięczność, że dała mi drugą szansę zamiast spakować siebie i dzieci i po prostu odejść...
Pojawiają się inni: dawni przyjaciele, dziewczyny, które się we mnie kochały. Wreszcie ta jedyna, ukochana, która wycierpiała przeze mnie najwięcej. Marta Kraszewska. Mam jej śmierć na sumieniu. Dziś przyszedł czas zapłaty...
Od chwili, gdy Bartosz podał jej wyniki, bez słowa, a ona przeczytała czarno na białym: „OJCOSTWO WYKLUCZONE”, łzy pogardy do samej siebie płynęły nieprzerwanie po policzkach kobiety.
Bartosz poprowadził ją po szpitalnych korytarzach, przytrzymując za ramię, bo potykała się, oślepiona tymi łzami, aż do sali, w której cicho i w samotności odchodził niewinny człowiek. Jej mąż. Skrzywdzony podłym podejrzeniem o zdradę.
– Czy on mi wybaczy?– On nie wie – odparł cicho. – I nigdy się nie dowie.
„Boże mój, byłeś wierny, nie zdradziłeś mnie, a ja życzyłam ci śmierci. Pragnęłam, byś nigdy się nie obudził. Gdyby wczoraj poprosili mnie o zgodę na odłączenie aparatury, podpisałabym ją bez wahania, z nienawiścią, jaką kipiałam w środku. Zabiłabym cię, kochany, nie próbując dochodzić prawdy. Ukarałabym cię śmiercią za miłość i wierność”, padła na kolana i zaczęła modlić się o wybaczenie. Prosić o litość i Siergieja, i Boga.
Bartosz przyciągnął ją do siebie i ucałował zmierzwione włosy, pachnące dziecięcym szamponem. Ona wtuliła się w mężczyznę drżącym od płaczu ciałem.
– Dziękuję ci, przyjacielu. Nawet nie wiesz, co dla mnie uczyniłeś.
– Nie ja. To twój brat wpadł na pomysł testu. Nam wszystkim zamuliło umysły. Nataniel pozostał przytomny. Z przerwą na Złoty Pył.
– Długa historia. Nataniel nią się pewnie pochwali, gdy wrócisz z Siergiejem do domu. No, będę jechał. – Wypuścił ją z ramion.
ROZDZIAŁ XVII: KASA Z NIEBA CO MARZENIA SPEŁNIA
Nad bramą wjazdową Nataniel z Bartoszem rozpostarli wielki transparent, malowany pracowicie dziecięcymi rączkami: „WITAJ W DOMU, TAÓSIÓ! KOHAMY CIĘ!”.
W pierwszych dniach był słaby jak dziecko. Mógł tylko wodzić za swoją Madzią wzrokiem pełnym miłości. Z każdą chwilą, z każdym łykiem bulionu, nabierał jednak sił.
– Tylko wskazana jest ostrożność – upomniał mężczyznę lekarz. – Żadnego wysiłku, aż mięśnie odzyskają dawną sprawność. Pani w tym głowa, by przez najbliższe tygodnie mąż jak najwięcej wypoczywał.
Od kiedy Siergiej się obudził, nie odstępowała go na krok. Całe siedem dni i nocy spędziła w fotelu, który jakaś dobra dusza wstawiła do pokoju.
– No dobrze, tamten łachudra dźgnął cię i porzucił na pastwę losu, w środku mroźnej nocy. To już wiem, ale powiedz mi, mój kochany, skąd wziąłeś dziecko?!– Jakie dziecko? – zdumiał się.
– Lekarz powiedział, że wspomnienia z czasem powrócą – dodała pocieszającym tonem, gładząc mężczyznę po ramieniu.Nie mogła się go nadotykać! Chciała się do niego przytulać, pragnęła czuć ciepło jego ciała, żywego ciała. Słuchać serca, które biło tylko dla niej. I głębokiego oddechu, gdy spał.
– Wsiadajcie, kochani. Wszyscy czekają. Wreszcie zobaczysz swoją Michasię. – Wtrącił złośliwie i zaśmiał się, widząc zmieszanie na twarzy przyjaciela. Siergiej tak właśnie reagował na wspomnienie o dziecku. – A także nową miłość Bartosza.– O, to rozstał się z Natalią?– Raczej ona pozbyła się jego.– Dlaczego? Gazda to spokojny człek, nie wadzi nikomu!
– Biedny Bartosz. Przegrać z takim śmieciem... Mam nadzieję, że przygruchał sobie nową laskę.
– On jeszcze o tym nie wie – odparł Nataniel. – Ale sądząc po rozkochanych spojrzeniach, jakie posyła mu Urszula, niedługo się dowie. Iwierzę, że będzie znią szczęśliwy. To kochana dziewczyna. Zupełnie inna od złośnicy, jaką się okazała Natalia.
Jedynie wizyty Uli wnosiły promyk słońca w jego smutną egzystencję. A wpadała do dworku pod byle pretekstem coraz częściej i – co widzieli wszyscy, tylko nie Bartosz – darzyła go coraz większym uczuciem. Ani Nataniel, ani Zosia nie śmieli jednak przyspieszać sprawy. Gazda sam musiał wyjść ze skorupy i otworzyć serce na nową miłość.
– „Tatósió”? „Kohamy?” – Parsknął śmiechem. – Kto Emilkę uczył ortografii, bo chyba nie pan pisarz?
Otarł szybko niemęską łzę i nadstawił ramiona, w które po chwili wpadła Emilka – najszybsza i najstarsza – a potem po kolei reszta dzieci.
Ruszył z dziećmi na piechotę, opowiadając po drodze, co takiego się wydarzyło, że niemal pół roku spędził w szpitalu.
– Cześć, Sierioża! – Bartosz wybiegł im naprzeciw i zamknął przyjaciela w niedźwiedzim uścisku. – Jak tam, jednooki bandyto, wróciłeś do żywych?
– Ależ ty masz piękne oczy, gwiazdeczko – wyszeptał i nagle... obraz niczym meteor przeciął jego mózg. (…) Las, krew na rękach, krew na śniegu. Wstaję, chociaż rana od noża boli tak strasznie, że ledwie mogę oddychać. Nagle słyszę kobiecy głos: „Nie możesz umrzeć”. Myślę, że to Madzia. Unoszę głowę i widzę pochylającą się nade mną sylwetkę. Światło księżyca pada na jej twarz i... znam tę dziewczynę. Kiedyś już ją widziałem. Ale kiedy...?
Krople potu sperliły jego czoło, z takim wysiłkiem próbował sobie przypomnieć, gdzie i w jakich okolicznościach spotkał matkę Michasi, ale na próżno.
Urszula nie odstępowała małej na krok, zakochana w dziecku jak wszyscy inni. Tylko wtedy, gdy ktoś przejmował nad Michasią opiekę, ona mogła zająć się czym innym. Najczęściej była to pomoc w kuchni czy sprzątanie wielkiego domu. Czasu dla siebie miała niewiele, ale nie narzekała. Przeciwnie! Była wdzięczna tym dobrym ludziom, że ją przygarnęli pod swoje skrzydła.
Szczególnie jednemu z nich... Nataniel miał rację: na widok Bartosza dziewczyna rozpromieniała się niczym słoneczko. Wodziła za nim tak rozkochanym spojrzeniem, że tylko ślepy – i facet z zasadami, który nie będzie uwodził opiekunki do dziecka – by tego nie zauważył.
Dziś również przysiadła w kącie z Michasią na kolanach i pokazując małej obrazki w książeczce, co rusz zerkała na Bartosza. Dawno nie widziała go takim ożywionym i radosnym! Przekomarzał się z Zosią, dokuczał Magdzie, wyzłośliwiał się na Siergieju i wdał się w słowną utarczkę z Natanielem, którą rzecz jasna przegrał – pisarza nikt nie jest w stanie przegadać – a oczy śmiały mu się przy tym tak, że Urszula poczuła wzruszenie.
– ...przyjechali do nas, do leśniczówki, żeby czasem nie natknąć się na któreś z was i Natalia poprosiła, byśmy wypucowali Marcinki od piwnic po strych. Rozumiecie, że mają poważnego kupca. Mateusz z początku chciał odmówić, ja również nie byłam zbyt chętna, by pomagać tej dziewczynie, a jeszcze mniej tamtemu obwiesiowi, ale... za miękkie mamy serca i daliśmy się uprosić. Dodatkowy zarobek też się przyda.
– Mamuś, wystarczy powiedzieć, ile potrzebujesz, i damy ci pieniądze! Nie musisz sprzątać u obcych! – obruszyła się Zosia.
– Nie u obcych, tylko u Natalii, i nie sprzątam, tylko raz jeden jedyny pomogę uporządkować dwór – odparła Marianna spokojnie.
– Chciałbym go zobaczyć – odezwał się nagle Bartosz. (…)– To jedź! Nawet zaraz! – wykrzyknął Mateusz. – Obejrzyj dom, sprawdź, co jest do naprawy, co domaga się naszej uwagi. Przyjedziemy z Marianną przygotowani do pracy. Masz tu klucze i jedź.
– Może zabrałbyś ze sobą Urszulkę? – wtrącił Nataniel i zwrócił się do dziewczyny: – Świata nie widzisz, poza ranczo nie wychodzisz. Pewnie chciałabyś oderwać chociaż dziś odpocząć od obowiązków?Zmieszana, bo oto znalazła się w centrum zainteresowania, wyszeptała:– Bardzo bym chciała. Chociaż lubię pracę u państwa i kocham Michasię. Wszystkie dzieci kocham – poprawiła się szybko.
„Będzie cudowną matką. Cudowną, czułą i kochającą matką. Zazdroszczę facetowi, który zdobędzie taki skarb”, myślał w takich chwilach ten, któremu ów skarb garnął się do rąk.
– To co, Ulcia, jedziemy? – zwrócił się do dziewczyny, a ta poderwała się, oddała Michasię Magdzie i odrzekła żartobliwym tonem:– Z panem zawsze i wszędzie.
– Miałaś wiadomości od rodziców? – zapytał, przerywając tę ciszę.– Tak. Starają się o warunkowe zwolnienie – ożywiła się.– Możemy coś dla nich zrobić? Jakoś pomóc? Wysłać chociaż paczkę żywnościową? Papierosy?– Och, dziękuję panu za tę propozycję! Ale i tak do nich nie dotrze. Wszystko po drodze szabrują. – Posmutniała. – Całe szczęście, że rodzice są lekarzami. Dzięki temu traktują ich lepiej od innych. Miałaby do pana jedną prośbę... – dodała z wahaniem. – Tata ma chore serce, zaczyna brakować mu leku, który sprowadzał z Polski. Czy mógłby pan wystarać się o to lekarstwo? A ja prześlę je zaufanym kanałem?
Zarumieniła się, czego na szczęście nie zauważył. Nie domyślał się nawet, że od pierwszej chwili, kiedy się poznali, spędzenie z nim i tylko z nim choć paru chwil było jej największym marzeniem.
– Bardzo, naprawdę bardzo bym chciała...– Ale?– Mam obowiązki, przecież zajmuję się Michasią.– Jestem pewien, że dziś dadzą ci wolne. Bądź co bądź wrócił Siergiej. Niech się nacieszy przybraną córeczką. Zresztą... – Po prostu wybrał numer do Magdy i zapytał, czy da dziś Urszuli wolne.– Chcę ją porwać na randkę – wyjaśnił, puszczając oczko do coraz bardziej zmieszanej i nieszczęśliwej dziewczyny.
Ona przez parę uderzeń serca patrzyła niewidzącym wzrokiem przed siebie, a potem odrzekła spokojnie:– Kocham cię.
![]() |
| Moja mina przy czytaniu |
Stanął jak wryty. Zwrócił się ku dziewczynie. Spojrzała na niego pociemniałymi oczami, a on na parę sekund zatracił się w jej źrenicach. Uniósł dłoń i pogładził ją po policzku. Wtuliła usta w jej wnętrze, a on poczuł smagnięcie gorąca w lędźwiach.
– Ula… jestem od ciebie dwanaście lat starszy… – zaczął.
(…) zaczął całować… Na początku lekko, jakby byli nastolatkami na pierwszej randce, ale ona pragnęła mężczyzny, a nie chłopca!– Proszę cię – wyszeptała.Zrozumiał. Zatracili się w pocałunku, ale i jemu, i jej było mało.
On nie miał kobiety od wielu miesięcy, ona nie miała mężczyzny jeszcze nigdy.
– Pragnę cię całym sercem, kochałbym się z tobą tu, pod jabłonią, ale myślę, że nie jesteś na to gotowa. Wydarzyło się to tak niespodziewanie…
Była mu wdzięczna za te słowa. Z trudem przyszłoby jej odmówić, gdyby chciał więcej.A odmówiłaby.
nie po pierwszym pocałunku, nie tutaj, na zimnej ziemi.
Poczuła łzy napływające do oczu. „Boże mój, dziękuję Ci za Bartosza. Nawet jeśli skończy się na tym pocałunku, dziękuję za chwilę szczęścia w jego ramionach”.Scałował te łzy, w myślach dziękując Bogu za Urszulę.
– Od dzieciństwa marzyłam o takim miejscu na ziemi. Gdy porwałeś mnie z chatki pod lasem i zobaczyłam Marcinki po raz pierwszy, myślałam, że oto sen się spełnił.
– Odkupił bym go, ale nie wyczaruję takich pieniędzy – dodał ze smutkiem.
Dwór został wystawiony na sprzedaż za siedemset tysięcy. Bartosz nigdy nawet nie widział takiej kwoty, nie mówiąc o jej posiadaniu.
Dobry Bóg nagradza jednak dobrych ludzi.
A. Mama zadzwoni z pytaniem, dlaczego jeszcze nie odebrał dwóch milionów odszkodowania za płonący dom z rodziną w środkuB. Natalia poślizgnie się na schodach, wpadnie w ciężkie prześcieradła i rozbije głowę na śmierć, a spadek prawem dżungli otrzyma BartoszC. Kupią z Ulą zdrapkę, dzięki której wygrają główną nagrodęD. Natkną się na zmarłego Iwana przestępcę, który właśnie obrabował bank, znalezione nie kradzione?
– Wystąpiliśmy, synku, do firmy, która spowodowała tę tragedię, o odszkodowanie. Na twoim koncie od roku leżą dwa miliony złotych z odsetkami. I czekają na chwilę taką jak ta.
Życie Basi i Przemka było bezcenne. Żadne pieniądze nie wynagrodzą mu ich straty. Lecz jeśli dzięki nim odzyska spokój w domu, który pokochał… tak. Weźmie te dwa miliony i kupi Marcinki.Przywróci im dawną świetność.
– Umawiaj się z Natalią na akt notarialny – odrzekła wzruszona. – Przyjedziemy z tatą na parapetówkę.
– Już teraz szukajcie najlepszego szampana. Kocham cię, mamuś. I jeszcze raz dziękuję. Będziemy mieli dom! – wykrzyknął, jakby dopiero teraz to do niego dotarło.
Rozłączył się, porwał Urszulę w ramiona i obrócił dookoła ze śmiechem. A potem zaczął całować ją tak, jak nie całował od dawna. Od kiedy ostatni raz miał w objęciach swoją Basię.
Mateusz nie dostanie swojego raportu o stanie dworku. Nie muszą też z Marianną sprzątać u obcych. Niedługo Marcinki staną się własnością Bartosza i jeśli już, pomogą przyjacielowi, a nie… komu innemu.
ROZDZIAŁ XVIII: MIŁOŚĆ MA WIELKIE USZY
– Boże mój, co się z nimi wszystkimi stało?! – krzyknęła, coraz bardziej przerażona.
– Spróbuj się uspokoić – poprosił. – Znajdziemy małą.Przytaknęła, bo chciała w to wierzyć, ale w pięknych, niebieskich oczach, w których zakochał się od pierwszego wejrzenia, rozbłysły dwie wielkie łzy.
Mijało pół roku, odkąd powierzyła córeczkę ludziom, których ledwo znała. Pół roku strachu o dziecko, gdy dzień w dzień i noc w noc błagała Boga, by ci ludzie otoczyli Michasię opieką i miłością. By na nią nie krzyczeli, by jej nie bili, żeby nie głodzili maleństwa i żeby nie oddali go do sierocińca.
Oddalając się w tamtą mroźną wigilijną noc, przyrzekła sobie i córeczce, że weźmie się w garść, znajdzie pracę za godne wynagrodzenie (...). Nie było łatwo, bo też nie przywykła do pracy. Przez całe dorosłe życie była utrzymanką bogatych facetów.
Jej jedynym zajęciem było pięknie wyglądać i robić panu i władcy dobrze, gdy tylko naszła go ochota. Senator był nadzieją na lepszą przyszłość. Zaufała mu. Uwierzyła, że ją kocha, że odejdzie od żony i założą szczęśliwą rodzinę.Ale szczęścia na czyjeś krzywdzie nie zbudujesz…
Chcąc przywiązać senatora do siebie jeszcze bardziej, przestała brać pigułki antykoncepcyjne i zaszła w ciążę.
On zamiast się ucieszyć, cisnął jej w twarz pieniądze na aborcję.I zrobiłaby to: zabiłaby własne dziecko, gdyby nie jej Anioł Stróż
Ile razy ją [Jasną] przeklinała, przez miesiące zagrożonej ciąży, samotności i skrajnej biedy…
Gdy tylko napatoczył się kolejny kochaś, znów gangster
co po pierwszych dniach czułości zaczął się nad nią znęcać
po raz pierwszy nie miała oporów, by go wykorzystać, wycisnąć jak cytrynę. Dla dobra dziecka, które nosiła pod sercem.
Tak, oddała dziecko obcym ludziom – co z tego, że wiedziała, gdzie mieszkają? – ale przez następne tygodnie umierała z żalu i tęsknoty za córeczką. Była bliska samobójstwa
i pewnie skończyłaby ze sobą, gdyby los nie zesłał jej Szymka Kołodzieja, zwykłego dobrego chłopaka
który najpierw dał jej dobrą pracę,
potem ją pokochał, pomógł wyjść z głębokiej depresji i po prostu był przy niej, na dobre i na złe.
Czasami myślał, jakim jest szczęściarzem, że tak piękna dziewczyna w ogóle zwróciła na niego uwagę. Sam nie uważał się za przystojnego. Zwłaszcza przez te odstające uszy…
Był brzydki i nie miał dziewczyny, aż do pewnego dnia, gdy do restauracji, w której był szefem kuchni, zawitała piękna nieznajoma z prośbą o pracę.
Najpierw jako kelnerka, równie szybko awansowała na stanowisko menedżerki sali, kiedy Szymon się w niej zakochał.
Aż pewnego dnia, gdy oboje zostali w pracy niemal do świtu, przed zamknięciem lokalu Szymek zaproponował jej łyk dobrej herbaty i kęs pysznego ciasta.
spróbowała smakołyków (...) i tak ją tym ujął, że po prostu rozpłakała się. A potem zaczęła opowiadać o całym bagnie, przez które brnęła od najmłodszych lat:
o szkole z internatem dla trudnych dzieci, do której wysłali siedmioletnią córeczkę, byle pozbyć się jej z domu, o problemach, których przysparzała jej przeklęta uroda, o molestowaniu przez wychowawców i starszych kolegów.
[Szymon] mimo nieszczęsnych uszu, miał szczęśliwe dzieciństwo i kochających rodziców, dumnych z osiągnięć syna, który wygrał jedną z edycji „MasterChef Junior”.
Ale on pragnął mieć własną restaurację. I dzięki pieniądzom – niewielkim, ale jednak – które dostał od rodziców i państwa na start, zaraz po studiach to marzenie spełnił.
I tak jakoś się stało, że od tej nocy codziennie zostawali aż do zamknięcia, a potem Szymon rozpieszczał ją smakołykami, a ona z wdzięczności – sama zaproponowała! – odbierała jego koszule, które zmieniał dwa–trzy razy dziennie, by następnego ranka przynieść wyprane i odprasowane.
Jednak dużo czasu musiało upłynąć, zanim ona pokochała jego.
I zwierzyła mu się z największego sekretu: nieślubnej córeczki, którą zmuszona była oddać.
Czy jednak znalazłby miejsce i w nim [w Mieszkaniu], i w swoim sercu dla cudzego dziecka? Spojrzał na dziewczynę, która czekała na jego reakcję jak na wyrok. A gdy uniosła piękne, ciemnoniebieskie oczy, w których zakochał się pół roku temu, po prostu przepadł, jak pierwszego dnia.






Wychodzi na to, że tylko uległe kobiety zasługują na szczęśliwe zakończenia. I takie, które nie dokonują aborcji. A też nie zawsze w końcu nawet Magda dostała w pysk od Siergieja.
OdpowiedzUsuńZ tym dostaniem od Siergieja dobre spostrzeżenie! Nawet pozytywna bohaterka musi pokornie znosić kaprysy niezrównoważonego męża, czasem i lewy sierpowy ze schodów.
UsuńZ każdym kolejnym odcinkiem tej patologii coraz bardziej się martwię, że doznam jakiejś kontuzji lub nawet większego uszczerbku na zdrowiu, gdyż zamiast się przyzwyczaić do serwowanego przez uŁtorkę świata, to z każdym odcinkiem czuję, iż coraz bardziej wszystko, co może, mi najzupełniej opada.
OdpowiedzUsuńMożna pozytywnie zauważyć, że Zuzanna dostała możliwość jakiegoś tam odkupienia! Tego się nie spodziewaliśmy. Musiało ją tylko pobić pięciu gangsterów, musiała trafić do więzienia i wpaść w kilka przemocowych związków, a nagrodą jest pogodny chłopiec-banan. Do tego wystarczy odbić córeczkę i jest ustawiona na jakieś kilka lat, w końcu kobiety z małym dzieckiem w ręku bić nie wypada.
UsuńA jeżeli to nie jest pocieszające, to może będzie fakt, że kolejny odcinek zawiera finał serii :D
Odkupienie poprzez powiązania mafijne oraz przemocowe związki nie jest w moim mniemaniu odkupieniem. :-p To wszystko jest tak złe, że zarówno dalsze trwanie tegoż uniwersum, jak i jego pożegnanie, będą dla mnie bardzo bolesne. Jedynym pocieszeniem byłby powrót Oliwii lub ewentualnie jakaś zagłada uniwersum Michalak.
UsuńZ tą Zuzannną to jest też sugestia, że: Nie doceniłaś dobrego chłopaka Bartosza? To masz za karę przemocowych partnerów. I teraz docenisz kolejnego miłego chłopca.
UsuńNiestety jedyną zagładą będzie awans połowy bohaterów do wyższej klasy średniej, bo widocznie na sam koniec książki najłatwiej szybko rozwiązać ich problemy za pomocą worka pieniędzy. W sumie dobrym pytaniem jest, czy przemiana w pozytywną bohaterkę wpływa na komfort życia – według mnie w większości wypadków jak już, to negatywnie. Plagi egipskie i brak przyjaźni naszej drużyny to nic przy możliwości wyrażania swojego zdania.
UsuńCo do Zuzanny – jej wątek mnie zaskoczył. Albo Michalak zrobiła długą przerwę i nie czuła do niej niechęci, albo znowu mamy do czynienia z wątkiem, że macierzyństwo świadczy o dobroci serca. Co prawda Zuzanna "tylko nie zrobiła aborcji", przez co nie może pochwalić się przystojniakiem, a nieatrakcyjnym bogaczem, który o nią dba, więc to nie to samo co Magda wrabiająca najważniejszego amanta serii w pieluchy.
Właśnie doznałem kolejnej traumy, ponieważ zauważyłem, że ten tom na Lubimy Czytać ma ocenę 7,3! Dramat. Co do Zuzanny to myślę, że po prostu według pokrętnego systemu wartości Michalak nie była ona widziana jako zło zupełne jak Oliwia czy Natalia, albo faktycznie można odkupić wszelkie grzechy, znajdując sobie mniej urodziwego faceta (związek z takim Natanielem czy Sergiejem byłby dla takiej grzesznicy mezaliansem). Choć właściwie spodziewam się, że Zuzanna może i tak w wielkim finale dostać od losu po tyłku, ale zobaczymy.
UsuńTo dziwne, bo miesiąc-dwa od publikacji było sporo nieprzychylnych recenzji wspominających Kijów na emigracji.
UsuńZuzanna jest ciekawym przypadkiem, bo nie do końca wiadomo, kto w poprzednim tomie ją pobił, czy kłamała, mówiąc o byłym chłopaku i o czym to wszystko miało świadczyć. Pozytywna bohaterka zresztą powinna lecieć na przystojniaka, nie bogacza, i na koniec go dostać w nagrodę, więc poniekąd tak jest, że została ukarana.
Może też być tak, że w uniwersum Michalak jest jak z przekonaniami aŁtorki, o których wspominałaś, czyli że "do piekła idzie się za to, że człowiek sam sobie nie przebaczył zła." Może tak naprawdę dla każdego bohatera jest ratunek a nawet odkupienie za życia, o ile sami sobie wybaczą. Taka Oliwia przykładowo to według Michalak zło największe, i to tak okrutne, że sama sobie nie mogłaby wybaczyć aborcji, gdyż zapewne w mniemaniu aŁtorki nie da się tego sobie przebaczyć. W sumie niemożność zajścia w ciążę jest również piętnowana w tej serii, a tego też nie można sobie wybaczyć według Mistrzyni Tej Chorej Gry, czyli Michalak.
UsuńZ tą Oliwią to nawet było wiarygodne, jako że dostaliśmy kilka wskazówek, że Oliwia chciała mieć dziecko z Natanielem, ale teoria, że nie można sobie przebaczyć aborcji, ma dużo sensu w kontekście uniwersum.
UsuńBezpłodność ma chyba tę samą zasadę, tzn. do zajścia potrzebny jest właściwy misio i dobre serce. W poprzednim tomie wydawało się, że Natalia, wzorem Zosi, zaszła natychmiast po wejściu w związek-nagrodę, a tu okazuje się że nie, bo dalej ma problemy ze sobą i uczy się asertywności.
No właśnie chodzi o to, że w tym uniwersum bezpłodność jest spowodowana brakiem dobrych chęci do macierzyństwa, bo tak naprawdę trzeba się tylko trochę postarać i będzie dzidziuś. Jeśli się nie postarasz, to jesteś godną jedynie potępienia grzesznicą. Tym bardziej, jeśli jak Natalia jesteś kłótliwą babą, gdyż nie chcesz, by Ci rozkazywano i w ogóle nie jesteś uległa jak Ula.
UsuńSmutne jest to, że w ten sposób autorka chyba starała się dać nadzieję czytelniczkom, że każda z nich może zostać matką – przynajmniej do końca piątego tomu tak to wyglądało. Tymczasem szósty tom, ta cała heca z Natalią i zamianką na Urszulę (żeby czytelniczki przypadkiem nie zapomniały, że jeśli nie będą posłuszne, na ich stanowisko może przyjść o połowę młodsza, dużo atrakcyjniejsza i przede wszystkim zdrowa kobieta) niby mają być pozytywne, a pozostawiają taki niesmak…
UsuńTe książki Michalak to ogólnie są antykobiece mimo, że pisane są przez kobietę i dla kobiet.
UsuńKażde inne maleństwo, słysząc takie krzyki, zaczęłoby płakać wniebogłosy, a ty siedzisz cichuteńko, jakby ciebie nie było. - Straumatyzowane dzieci nie placza. Bo sie nauczyly, ze nikt nie przyjdzie.
OdpowiedzUsuńTrudno mi wybrac moment, przy ktorym chichotalam najmocniej, ale mapa "Ruskich" i twoja mina przy czytaniu zdecydowanie zrobily mi dzien xD
Zaraz zaraz, to matka tego dziecka to ta sama Zuzanna od psow? :D Umknelo mi wczesniej to polaczenie :D
"mimo nieszczęsnych uszu, miał szczęśliwe dzieciństwo" - xD przeciez to sie analizuje samo :D
Czyli mamy wyjaśnienie, czemu każde dziecko wychowywane przez bohaterów jest takie posłuszne i wytresowane...
UsuńMnie po prostu coś skręca przy czytaniu, jak Ula się płaszczy i odhacza wszystkie cechy perfekcyjnej mazurskiej żony, a jak wyskoczyła z tym "KOCHAM CIĘ!", to już było jakieś apogeum.
Tak, to jest ta Zuzanna, która złośliwie odrzuciła Bartosza, nie zapamiętując w czasie śpiączki miłej lektury z prześladowcą. Wróg Natalii.
Mam wrażenie, że Michalak ciut łatwiej przychodzi opisywanie nieatrakcyjnych kobiet jak Zosia (nie mówiąc już o otyłej dziennikarce z „Bezdomnej”) niż mężczyzn, u których szczyt nieatrakcyjności to odstające uszy i piegi boskiego Bartosza. Wiadomo, amanci dla czytelniczek są ważni :D
"przeciez to sie analizuje samo :D"
Pamiętam, jak w zamierzchłych czasach właśnie to poczułam po zajrzeniu do "Gwiazdki z nieba", a wtedy była to pojedyncza książka. Ciekawe, że akurat Mazury stały się idealnym tłem na sześć tomów bzdur :D
"Gdy uważała na to, jak mówi, wypowiadała się czystą polszczyzną, ale gdy się rozkręciła – jak w tej chwili – górę brał piękny, śpiewny akcent. W jej ustach ostatnie słowo brzmiało jak „cziełowiejk”."
OdpowiedzUsuńWuj z tym, że i białoruski i ukraiński (oba języki przeżywające renesans mimo intensywnych prób rusyfikacji) brzmią inaczej niż typowy śpiewny rosyjski, w michalakwersum to i tak jedno i to samo, Mińsk, Kijów, jeden czort.
Reszty już nie mam siły komentować xDDDD Dosłownie musiałem sobie dawkować czytanie małymi porcjami, to się zrobiło tak durne, że mózg mi co nie rusz wywalał error.exe.
Ciekawe, czy Michalak oburzałaby się, gdyby niemiecki pisarz umieścił Kraków w Czechach…
UsuńDla Michalak to wszystko jedno czy napisze, że Kijów leży na Ukrainie czy Białorusi. Ruskie to ruskie.
UsuńWątek Urszuli jest jak z początku jakiegoś kryminału. Poturbowana przez życie nastoletnia dziewczyna, która została wrobiona w związek ze starszym facetem (trochę się ciśnie na usta ten angielski grooming). Wychodzi za niego za mąż. Rodzi mu dzieci, jak na dobrą niewolnice przystało. Dzielnie znosi upokorzenia i wybuchy agresji. Kontakt ma jedynie z jego toksycznymi przyjaciółmi, którzy też swoje kobiety trzymają na krótkich łańcuchach. I w końcu kiedy już nie może dłużej wytrzymać i czuje, że straciła swoją młodość na bycie niewolnicą, karmi całe to towarzystwo przepyszną zupką z trucizną. W oddali słychać śmiechy Iwony i Oliwii.
OdpowiedzUsuńOgólnie sposób, w jaki Michalak traktuje "ruskich" to taka obleśna fetyszyzacja. Trochę jak z tymi facetami, którzy chcą mieć za żony Azjatki, bo Azjatki są takie uległe.
Ogólnie Michalak zawsze robiła ze swoich bohaterek takie wydmuszki? Czytałam kiedyś Poczekajkę, te jej książeczkę fantasy i jeszcze jakąś jedną, chyba jakąś część Sklepiku. To były kiepskie książki, ale jednak nie przypominam sobie, żeby bohaterki były aż tak obdartymi z charakteru chodzącymi inkubatorami. A czasem nawet potrafiły rzucić facetowi jakąś "ciętą ripostą". W serii mazurskiej kobiety nawet nie mają marzeń, żeby być tą idealną panią domu. Ot, facet chce ślubu, no to jest ślub nawet daty i sukni sobie sama nie wybiorę. Dzieci trzeba urodzić, bo inaczej facet cię zostawi dla płodnej nastolatki. Może Michalak wynajęła jakiegoś ghost writera, który wyjątkowo nienawidzi kobiet.
Zwłaszcza że Urszula jest dziecinna i w miesiąc spadło na nią więcej nieszczęść niż prawdopodobnie przez całe życie. Taki kryminał byłby niegłupi, bo z jednej strony mamy straumatyzowaną dziewczynę, z drugiej – kogoś, kto pewnie zatrzymałby się w rozwoju. Nie sądzę, by przy Bartoszu poszła do pracy innej, niż to co teraz robi, by mogła normalnie dojrzeć, kręgu znajomych tam się nie poszerza, chyba że chodzi o alkoholików i pasożyty… Taka jednostka w desperacji bywa niebezpieczna.
UsuńWedług mnie to jeszcze co innego niż fetyszyzacja Azjatek przez mężczyzn – oni przynajmniej przypisują im jakieś konkretne, podobające się im cechy charakteru. W przypadku "Ruska" cechami wyróżniającymi są chyba tylko oczy bandyty i fajne wąsy, co okazuje się wystarczającym powodem, by nadawał się na jedyny w swoim rodzaju obiekt seksualny. Urszula została "Ruskiem" przez przypadek, mogłaby być równie dobrze Arabką na polonistyce, ale autorka zdecydowała się dopisać jej polskie geny (Siergiej też nie jest w pełni imigrantem). Zresztą jak zwykle, bo ludzie zza wschodniej granicy to raczej szczyt egzotyki w uniwersum, gdzie innych imigrantów nie ma, a Marokańczyk służy tylko do dawania nauczek niedobrym bohaterkom.
Nie wiem, czy to usprawiedliwia autorkę, ale ewidentnie nie zrobiła riserczu na temat systemu edukacji w różnych państwach, stąd irracjonalny wiek Urszuli jak na kontekst. Oczywiście to kilka kliknięć, wystarczy mieć znajomych z zagranicy, by wiedzieć, że każdy kraj europejski jest inny. Poza tym z moich anegdotycznych doświadczeń z rozmów z koleżankami ze Wschodu wynika, że różnice kulturowe są spore, tamtejsza kobieta bywa dużo cierpliwsza niż Polka, ale może więcej wymagać od męża w "męskich" kwestiach, np. przynoszenia wypłaty do domu, płacenia za nią. Ale Ula to prawie Polka, wychowana na "Nad Niemnem" przecież, bo nie w szkole średniej.
Dawno czytałam analizy starych książek Michalak, ale czy obecność przedowcipnych, pyskujących rudowłosych czarodziejek nie wynikała przypadkiem z tego, że wtedy lubiła widzieć w roli głównej swoje alter ego, często pomnożone? Seria mazurska postaciami męskimi stoi. Wszyscy panowie przedstawieni w pierwszej części żyją i dalej są ważni, natomiast kobiety wyniosły się z Mazur lub nie żyją. De facto Magda, Zosia i Marianna większą rolę dostały w trzeciej części, Natalia w czwartej. Kobiety w sumie mało do czego służą, nie pchają fabuły do przodu, są najwyżej inkubatorami – stąd moja teoria o utożsamianiu się autorki z Natanielem. Mężczyźnie więcej wolno, a co dopiero jemu!
Będzie analiza kolejnych rozdziałów?
UsuńDzisiaj zgodnie z harmonogramem. Po prostu tym razem nie ustawiłam automatycznej publikacji na 12, a literówki poprawiałam po pracy.
Usuń